„Znajdź ją” Lisa Gardner

ZNAJDŹ JĄ

  • Autorka: LISA GARDNER
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Seria: Detektyw D.D. Warren. TOM 8
  • Liczba stron: 448
  • Data premiery w tym wydaniu: 28.09.2022r.
  • Data 1 polskiego wydania: 15.11.2017r.
  • Data premiery światowej: 1.02.2016r.

Kolejna część z  Detektyw D.D. Warren wydana nakładem @WydawnictwoAlbatros w tym wydaniu debiutowała 28 września br. Polska premiera książki miała miejsce 15 listopada 2017 roku i została publikacją innego wydawnictwa, kiedy jeszcze dzieła Lisy Gardner przechodziły bez większego echa. „Znajdź ją” to ósma część serii, w której zarówno w roli ofiary, jak i śledczych możemy obserwować panie. Zdarza się i sprawca płci żeńskiej, a to jednak rzadkość w książkach tego typu pisanych przez kobiety. Kolejny kryminał z detektywistyczną, amerykańską robotą jak z filmów sensacyjnych, w którym poznaję Florę Dane i jej historię kontynuowaną w 10 tomie cyklu rozpoczynającym moją przygodę z autorstwem Lisy Gardner pt. „Powiem tylko raz” (recenzja na klik), a także wspomnianą w 11 części pt. „Czyste zło” (recenzja na klik) . Czytaliście którąś z książek?

Te rzeczy, które się wydarzyły, są tobą, a ty jesteś nimi. Możesz uciekać, ale nie umkniesz. Tak już jest.” -„Znajdź ją” Lisa Gardner.

472 dni. Tyle czasu Florence Dane, studentka Uniwersytetu Massachusetts, która w trakcie ferii wiosennych została porwana przez Jacoba Nessa, spędziła w skrzyni zamontowanej w tirze. Siedem lat później zaczynają ginąć młode kobiety. Flora zaczyna interesować się, co stało się z Kristy Kilker, z Natalie Draga i Stacey Summers. Szczególnie z tą ostatnią. W sprawie, w której śledczy dotarli do nagrań ukazujących Stacey z nieznanym mężczyzną przemieszczających się w ciemnych zaułkach bostońskich ulic. Na tym tle życie ginie Devon Goulding, który został oblany ogniem chemicznym. To w tym postępowaniu stykają się drogi Flory Dane i detektyw D.D. Warren. Czy Flora ma coś wspólnego z zaginionymi kobietami? Jaki jest jej prawdziwy związek ze śmiercią Devona?

Lisa Gardner jest mistrzynią trzymających za serce, emocjonujących sformułowań, w których krew leje się gęsto, a oprawca ma twarz prawdziwego potwora. Tak odbieram również ósmą część serii, w której ujawniona została Flora Dane, jak wspomniałam we wstępie poznana przeze mnie w dziesiątym tomie cyklu. Autorka wkomponowuje się w standard thrillerów kryminalnych, które tak jak psychologiczne pisane są przez kobiety i dla kobiet. To ciekawa mieszanka i sprytne połączenie z pracą śledczych, w której prym wiedzie kobieca przywódczyni D.D. Warren. Krzywda, cierpienie, łzy, strach, lęk. Z tymi emocjami Gardner rozprawia się w mistrzowskim stylu. Kobieca solidarność we mnie wzbudziła niezgodę na losy, które dla swoich bohaterek zafundowała autorka. Sama postać Flory rozbudowana bardziej, niż w kolejnych częściach jest bardzo dosadnym obrazem syndromu sztokholmskiego. Chciała, ale nie mogła się wyrwać z rąk oprawcy, który całkowicie ją od  siebie uzależnił. Który dzięki technikom manipulacyjnym potrafił jej wmówić, że jest Florze potrzebny do życia. Sam jego koniec również nie okazał się końcem typowego sprawcy. Można by się zastanawiać, czy nawet wtedy Ness nie okazał się finalnie wygranym.

Narracja jest przedstawiona z dwóch perspektyw. Losy Flory po porwaniu śledzimy w rozdziałach relacjonowanych z jej perspektywy w narracji pierwszoosobowej. Flora wspomina przeszłość, stara się rozliczyć siebie, ocenić. Jej oceny chwytają za serce. Autorefleksja i autokorekta to coś co cechuje jej postać.

Bo wiem, że oglądałam nagranie z porwania Stacey więcej razy, niż powinnam. (…) Wiem, że gdy wczoraj wieczorem szłam do baru, szukałam czegoś, czego raczej nie powinnam była szukać. Dawno temu mogłabym wam powiedzieć o sobie wszystko. Lisy. Wiosna. Rodzina. A teraz.” -„Znajdź ją” Lisa Gardner.

Śledztwo prowadzone przez D.D. Warren rozpisane są w rozdziałach pisanych z perspektywy narratora trzecioosobowego. W wielu miejscach autorka pokusza się jednak o psychologiczną analizę w rozważaniach postaci pierwszo i drugoplanowych. Autorka dodatkowo nie daje zapomnieć, że książka „Znajdź ją” jest częścią większego cyklu, choć do jej przeczytania nie potrzebujecie znajomości poprzednich tomów. Podobnie jak poprzednio i w tej części znajdują się powiązania do poprzednich śledztw oraz prywatnych wydarzeń. Rozdziałów w sumie jest pięćdziesiąt, a styl, język i tempo narracji iście Gardnerowski. W książce nie znajdziecie opisów przyrody, atmosfery, klimatu i subtelności. W książce znajdziecie zbrodnie i mechanizmy sprawcze, jak z prawdziwych thrillerów. Do tego świat bostońskiej policji zadowoli każdego fana kryminałów. Nic tylko czytać😊.

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała dzięki  Wydawnictwu Albatros, za co bardzo dziękuję.

„Afgańska perła” Nadia Hashimi

AFGAŃSKA PERŁA

  • Autorka: NADIA HASHIMI
  • Wydawnictwo: WYDAWNICTWO KOBIECE
  • Liczba stron: 512
  • Data premiery w tym wydaniu: 13.07.2022r.
  • Data 1 wydania polskiego: 20.10.2015r.

Ależ mi się podoba motto @ Wydawnictwo Kobiece, które brzmi „Wydawnictwo Kobiece – z książką kobiecie do twarzy!” Chwytające, prawda? Mam nadzieję, że i mi z książką jest do twarzy😉.

Z tą na pewno😊. Mowa o przepięknym wznowionym wydaniu książki Nadii Hashimi pt. „Afgańska perła”, która debiutowała w tej oprawie w dniu 13 lipca 2022 roku. Poprzednie wydanie, choć mniej zielone, znalazło się na polskich półkach księgarskich w dniu 20.10.2015r. Co dziwne Nadia Hashimi jest pediatrą, a przygodę z pisaniem zaczęła właśnie od tego tytułu, który powstał po podróży do Afganistanu skąd pochodzi jej rodzina. Debiutancka książka (tytuł oryginalny: The Pearl That Broke Its Shell) miała swoją premierę w maju 2014 roku. Więcej interesujących szczegółów o autorce znajdziecie w opublikowanym na stronie Wydawnictwa wywiadzie TUTAJ.

Mężczyźni nie interesują się „wyjątkowymi” kobietami. Powinnaś to wiedzieć.” -„Afgańska perła” Nadia Hashimi.

Początek ubiegłego wieku. Afganistan. Szekiba, dziewczyna o połowie twarzy zniekształconej po polaniu gorącym olejem zostaje jedyna przy życiu z całego rodzeństwa. Wkrótce traci matkę. Póki żyje ojciec udaje jej się cieszyć życiem. Po jego śmierci, decyzją babki i wujostwa rozpoczyna tułaczkę wśród obcych ludzi. Jak niewolnik czekając, co zgotował jej los. Jakie jest jej przeznaczenie.
Kilkadziesiąt lat później. Rahima. Jedna z pięciu córek ojca obwiniającego swą żonę o brak męskiego potomka. Obok niej w domu wychowuje się Szahla, Parwin, Rohila i Sitara. Oddana wraz z dwoma siostrami przez ojca na żonę kilkakrotnie od niej starszego mężczyzny. W wieku trzynastu lat. Tylko w wieku trzynastu lat.

Trudna książka. Jak to często z literaturą piękną bywa, która mniej ma stanowić rozrywkę, a więcej uczyć, przeżywać i wzbudzać różne, czasem trudne emocje. Tak było i tym razem. Bo jak przejść obojętnie obok stwierdzenia matki dziewczynek, którym zabroniono chodzić do szkoły: „(…) Po prostu nie możemy ryzykować. Wiesz, jacy są chłopcy w ich wieku. Ojciec zwyczajnie nie chce ich narażać na głupie zaczepki chłopaków z sąsiedztwa.” Jak godzić się na nieuzasadnione poddaństwo: „(…) Mężczyźni rozsiadali się na nich, pili herbatę i oblizywali palce po obiedzie, obgadując bieżące „sprawy”. Już po wszystkim kobiety i dzieci mogły dokończyć po nich jedzenie, o ile coś zostało. Służba była ostatnia. Czekała na swoją kolej w nadziei, że coś prześlizgnie się przez wygłodniałe palce poprzedników.”

Nadia Hashimi nie pozostała obojętna na to, co stało się z krajem jej przodków. W życiu Szekiby i Rahimy opisała zmiany społeczno – polityczne, które nie wyszły Afganistanowi na dobre. Po ubiegłowiecznym rozluźnieniu, po rządach najpierw Habibullaha Chana, a później jego syna Amanullaha Chana, który abdykował 14 stycznia 1929 roku, przyszedł czas na rządy Talibów niweczący akt ściągnięcia przez królową Soraję czadoru i odsłonienia głowy. Gdzie życie afgańskich kobiet zaczęło być z powrotem trudne, upadlające, uzależnione od pierwszych do ostatnich dni od mężczyzn, ich fanaberii, ich nastroju i ich wyobrażeń. Warstwa społeczna w powieści jest wyjątkowo uwypuklona. Hashimi wiernie odzwierciedliła poglądy, tradycje, obrzędy, zwyczaje i nawet najprostsze czynności charakteryzujące określony okres w życiu afgańskich kobiet. Zwróciła uwagę na wiele aspektów, które nie są tak obecne w naszym życiu, że czasem aż trudno uwierzyć, że nadal istnieją.

 „(…) Ktoś, kto nie docenia jabłka, nie docenia całego sadu. Trzeba się cieszyć z małych rzeczy. Wiesz, że i tak nigdy im nie dogodzisz. Im prędzej to zrozumiesz, tym lepiej.” -„Afgańska perła” Nadia Hashimi.

Wstrząsnął mną problem uzależnienia od opium, który Nadia Hashimi również podjęła. Opium  nazywany eufemistycznie; lekarstwem. Przy okazji dowiedziałam się, że „Obecnie 90% światowej (85% na rynku europejskim) produkcji opium pochodzi z Afganistanu, gdzie jest ono głównym źródłem utrzymania miejscowej ludności” (cyt. za https://pl.wikipedia.org/wiki/Opium z dnia 23.10.2022r.). Przerażająca statystyka. Faktem jednak jest, że odurzonymi obywatelami  łatwiej rządzić. Zadziwił natomiast bacza posz. Obyczaj, który ma na chwilę dać wytchnienie afgańskim dziewczynkom. Powstały tylko dla wygody ojca, nigdy matki, a tym bardziej nie dla samej córki. Temat ten również został podjęty w innej książce, o której było swego czasu głośno, a mianowicie powieści Jenny Nordberg „Chłopczyce z Kabulu”. Ciekawe kulturowe zjawisko w tak islamskim kraju. W którym nawet za płeć potomka odpowiada wyłącznie kobiety, mimo biologicznych argumentów przemawiających całkowicie za czymś innym. Wszyscy go akceptują. Wszyscy szanują przemianę. Wszyscy zmieniają stosunek do będącej baczą posz.

Autorka przedstawiła w powieści „Afgańska perła” cały wachlarz rozmaitości, która cechuje tak skomplikowany kraj, jakim jest Afganistan.  Na podstawie różnych życiorysów (nie tylko dwóch głównych bohaterek, ale również pobocznych postaci) objaśniła bardzo szeroko tło historyczne i kulturowe. Dokonała odważnej oceny tłumacząc skąd wzięły się krzywdzące dla kobiet przepisy oraz praktyki.  Zwracając jednocześnie czytelnikowi uwagę, że maja one niewiele wspólnego z islamem czy nawet z afgańską tradycją narodową. Przecież przed dojściem talibów do władzy życie afgańskich kobiet było lżejsze, bardziej przystępne.

Nie obyło się jednak bez zgrzytów. W kilku miejscach wyłapałam nieścisłości. Przykładowo na stronie sto pięćdziesiątej przeczytałam o ogromnej, wręcz niewyobrażalnej kwocie dziesięciu tysięcy afgani za ….córkę. A wcześniej, gdy Rahima robiła zakupy czytałam o ogromnej hiperinflacji, w której pieniądze traciły wartość, a sprzedawca za chleb proponował osiem tysięcy afgani. Tak samo jak stwierdzenie z początku książki (strony 28-29), że Ismail był zachęcany po śmierci żony do ponownego ożenku. Ten fragment brzmiał bardzo nieprzekonująco; „(…) Krewni zlecieli się jak sępy. (…) wszyscy namawiali ojca Szekiby, żeby wreszcie skorzystał z okazji i zaczął nowe życie z nową żoną. (…) lecz zrozpaczony Ismail nawet nie chciał ich słuchać. Był zbyt zmęczony, by zabiegać o rękę przyszłej wybranki, a rodzina nie chciała mu pomóc w zaaranżowaniu małżeństwa…” Czytając czułam zgrzyt. Bo gdyby rzeczywiście namawiali i zachęcali, rodzina dająca sobie prawo do decydowania za innych, szybko podjęłaby działania, by doprowadzić do ponownego ożenku syna i brata. Niespójność obserwowałam również w odniesieniu do postaci. Były niejednoznaczne. Przedstawione przez autorkę jako dobre i złe jednocześnie. Jak Mardżan, żona Azizullaha. Odnosząca się z szacunkiem do Szekiby tłumacząca rządzące krajem zasady. Nagle zamienia się w żądną zemsty kobietę pozbywającej się służącej, która wypełniania wszystkie powierzone jej obowiązki. Próbowałam przekartkować powieść i powrócić do poprzedniego wątku licząc, że coś mi umknęło. Nie, nie umknęło. Po prostu stosunek innych bohaterów do Szekiby i Rahimy zmieniał się jak w kalejdoskopie. Jakby autorka chciała czytelnika jeszcze bardziej zszokować uwypuklając pewne zachowania, bez względu na fakt, czy rzetelnie wynikają z rysu osobowościowego postaci. Język i narracja jest mniej płynna. Wielość wątków może niektórych zanudzać i utrudniać odbiór. Ja zachwyciłam się opisanym światem, mimo bardzo osobistego odbioru, który chwilami powodował poczucie stresu. Jest to powieść bardzo barwna, nie w sensie stylu, czy tempa książki, lecz w odniesieniu do przedstawionej fabuły. To swoistego rodzaju saga o losach dwóch kobiet, które starały się przetrwać w niesprzyjającym im świecie. I cieszę się. Cieszę się, że urodziłam się w kulturze zachodu.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Kobiece.

„Porzuceni” Maciej Kaźmierczak

PORZUCENI

  • Autor: MACIEJ KAŹMIERCZAK
  • Wydawnictwo: MUZA
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery: 5.10.2022r.

Może w przypadku poprzedniej książki debiutującej 2 lutego 2022 roku od @Maciej Kaźmierczak pt. „Nikt” (recenzja na klik) zadziałał tzw. efekt aureoli.  Może. Możliwe też, że po prostu poprzednia powieść bardziej zachwyciła mnie postaciami podkomisarz Kamili Szolc i starszej aspirant Edyty Gawron, której w tym tomie jakby mniej. Możliwe. A może po prostu sama fabuła, tak różna od poprzedniej i bardziej skomplikowana, odebrana została przeze mnie mniej entuzjastycznie niż wspominany powyżej „Nikt”. Będąc nałogowym molem książkowym przekonałam się już nie raz i nie dwa, że publikacje tego samego autora mogą podobać się raz mniej, a raz bardziej. Nie zmienia to faktu, że do przeczytania thrillera sensacyjnego „Porzuceni”, który premierę miał 5 października br. od @wydawnictwo.muza.sa Was zachęcam. I fanów psów, i fanów każdego innego zwierzęcia😉.

Tomasz Lipiński spacerując ze swoim wyżłem weimarskim wraz z przypadkowo spotkaną Malwiną Król z jej suczką Fibi, dokonują makabrycznego odkrycia w pobliskim parku. Częściowo wykopane zostaje truchło innego psa. Interesując się znaleziskiem przypatrujący się pracy śledczych mieszkańcy dowiadują się o odkryciu ciała kilkuletniego chłopca, a także innych zwierząt. W tym samym czasie z pobliskiego domu dziecka, w którym pracuje Malwina ginie dziewięcioletni Marcin goniący Gandalfa, psa przygarniętego przez wychowawców sierocińca. Podkomisarz Kamila Szolc od razu wiąże te dwie sprawy. Do śledztwa zostaje włączony też gdański komisarz, który z podobną sprawą miał związek trzy lata wcześniej. To wtedy na bałtyckiej plaży zaginął kilkuletni chłopiec, a jego ciało znaleziono niewiele później.

Już po rozpoczęciu czytania zastanawiałam się, czy Autor pokusił się o nawiązanie do fabuły opartej na zwyrodnialcu Michale „Szarym” Grysie z kryminału „Nikt”. I nie zawiodłam się😊. Z czego się niezmiernie cieszę. Wszak intryga była tak ciekawa, że jeszcze długo po zapoznaniu się z nią pozostała ze mną. Nawet teraz pamiętam emocje, które we mnie wzbudziła.

Emocji nie zabrakło również przy czytaniu książki „Porzuceni”, choć przyznaję, że po pierwszym zdenerwowaniu i frustracji związanej ze zbrodnią najpierw dokonanej na niewinnych zwierzętach, a zaraz potem na tak samo niewinnych kilkuletnich dzieciach, poziom skomplikowania i zagmatwania wątków przerósł moje oczekiwania. A to wszystko przez szeroki aspekt psychologiczno – obyczajowy, który dotknął Kaźmierczak i to praktycznie w każdym aspekcie. W aspekcie damsko – męskim. Z punktu widzenia relacji między siostrami, które sięgają aż dwutysięcznego piętnastego roku, czyli praktycznie siedem lat przed okresem, w którym dzieje się opisana w książce akcja. W sposobach traktowania zależności w hierarchii policyjnej, czy nawet pomiędzy niespodziewanie spotkanych obcych osób. Wpleciony wątek romansowy dodatkowo skomplikował mój odbiór. W tym aspekcie wręcz coś we mnie krzyczało wewnątrz; naprawdę!!! Maciej Kaźmierczak namieszał nawet bardziej, niż w poprzedniej publikacji zatytułowanej „Nikt”. Tak, zdecydowanie bardziej. Trudne obrazy ludzkiej egzystencji zostały opisane w sposób, jakby były zbudowane na najbardziej prymitywnych odczuciach, zwierzęcych odruchach. Nie rozumiem jednak roli sąsiadki, która jak twierdził Tomasz w rozmowie z nim potwierdziła zgoła co innego, niż w rozmowie ze śledczymi. Nie zrozumiały dla mnie był jej wątek w tej całej historii, choć rola okazała się znacząca dla rozwikłania zagadki. Zabrakło mi i argumentów przemawiających za przyjaźnią, oddaniem, i argumentów uzasadniających strach, szantaż i tym podobne. Tak samo wątek dziecka Agnieszki. Jak przy takiej aktywności bądź co bądź nie połapała się co tak naprawdę się wydarzyło. Zaspojlerowałam? Nie, nie sądzę. Wbiłam raczej klina o co w tej intrydze związanej z dziećmi chodzi😉. Na obronę napiszę, że koncepcja cienia bardzo przypadła mi do gustu. Tak bardzo, że przy zakończeniu wręcz wołającym o kontynuację, chętnie o nim jeszcze przeczytam.

Konstrukcja książki również zasługuje na wspomnienie. Osiemdziesiąt dwa rozdziały, w których rozpisano parę następujących po sobie dni, aż do wydarzeń z 19 października 2022r. Wisienką na torcie jest wizyta w pewnym miejscu, która zdarzyła się rok później. Śledczy działali szybko i sprawnie. Tak samo jak bohaterowie, których w powieści jest bez liku. Narracja pędziła jak samochód rajdowy, w typowo kaźmierczakowskim stylu. Żadne tam fiu bziu. Żadne ozdobniki i opisy przyrody. Tylko akcja. Tylko sensacja.

Tym, co lubią biegać długie dystanse, niekoniecznie po mieście😉, szczerze P*O*L*E*C*A*M.

Moja ocena: 7/10

Książką obdarowało mnie Wydawnictwo Muza, za co bardzo dziękuję.

„Zagrajmy w butelkę” Ian Rankin

ZAGRAJMY W BUTELKĘ

  • Autor: IAN RANKIN
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Cykl: INSPEKTOR REBUS (tom 4)
  • Liczba stron: 384
  • Data premiery : 28.09.2022r.
  • Data premiery światowej: 1992r.

O wznawianiu przez @WydawnictwoAlbatros serii z Inspektorem Rebusem wspomniałam przy okazji recenzji trzeciego tomu serii pt. „Kieł i pazur” (recenzja na klik). Co ciekawe czwarty tom cyklu zatytułowany „Zagrajmy w butelkę” premierę światową miał w 1992 roku i w oryginale nazwany został „Strip Jack”. Nie wiem skąd polskie tłumaczenie dla tak świetnego odzwierciedlenia fabuły w oryginalnym tytule. 13 czerwca 2016 roku tegoż samego Wydawnictwa ukazała się kolekcja Kryminały Na Lato: Ian Rankin i Peter May, w której skład wchodziło siedem książek  Iana Rankina, ale żadna z nich nie była premierą z 28 września br. Wcześniejszego wydania kryminału nie znalazłam. Zakładam więc, że rok pierwszego wydania polskiego to jednak 2022😊. Jeśli macie inną wiedzę w tym temacie dajcie proszę znać. Uzupełnię moją😉. Co do samego Autora to przytoczę pewien cytat; „Zanim został pisarzem pracował jako zbieracz winogron, świniopas, poborca podatkowy, kiper, dziennikarz piszący o sprzęcie hi-fi i muzyk punkowy.”[cyt. za https://pl.wikipedia.org/wiki/Ian_Rankin z dnia 19.10.2022r.).  Nieźle, co ? Niby wiemy, że pisarze mają lub mieli przed książkami jakieś tam swoje zawodowe życie, ale żeby w jednym autorze znalazł się i zbieracz winogron, i świniopas, a jeszcze poborca podatkowy. No, to już chyba rzadkość😉.

Istnieją gorsze formy prostytucji niż bycie dziwką.” – „Zagrajmy w butelkę” Ian Rankin.

Aktywny w świadomości publicznej polityk, męski członek Parlamentu z okręgu Północnego i Południowego Esk, Gregor Jack zostaje przyłapany na nocnej wizycie w ekskluzywnym domu publicznym w Edynburgu. Poseł, który „(…) Nie miał przysłowiowych trupów w szafie – miał całą kostnicę”. Jego sytuacji nie poprawia odnalezienie jego żony – Liz Jack – martwej. Śledztwo Rebusa i jego współpracowników zaczyna zahaczać o czasy przeszłości. O świat dawno miniony, gdy Gregor Jack miał swoją paczkę, w skład której oprócz niego samego wchodzili: Rab Kinnoul znany aktor, jego żona Cath, Ronald Steel, Andrew Macmillan i inni. Czy komuś z paczki przyjaciół „na zawsze” zależało na zdyskredytowaniu Gregora? Czy może komuś z paczki… ale może raczej ze zgrai?

Zgraja. Co robi zgraja zwierząt, kiedy jedno z nich osłabnie albo okuleje? Zostawia je na pewną śmierć, a najsilniejszy idzie na czele.”  – „Zagrajmy w butelkę” Ian Rankin.

Uwielbiam wznowienia, a szczególnie wznowienia z lat, które sama pamiętam, tak jak lata dziewięćdziesiąte ubiegłego stulecia. Fabuła kręcąca się wokół kaset video, magnetowidów, telefonów stacjonarnych i kaset magnetofonowych nie jest dla mnie niczym nowym i dziwnym. Czytając nazwy tych produktów od razu przed oczami mam ich wygląd, funkcjonalność i sceny z własnego życia, w których je używałam. To jest wartość dodana, której nie odnajdę w aktualnie wydawanych po raz pierwszy publikacjach. Ian Rankin zabrał mnie ponownie, praktycznie w tylko trzynastu zatytułowanych rozdziałach w prawie zapomniany przeze mnie świat. Przypomniał mi go i zaciekawił fabułą, w której związki międzyludzkie ogrywają znaczącą rolę. Nie tylko w obszarze samego morderstwa Pani Jack, lecz także w sferze nocnego nalotu na ekskluzywny dom publiczny oraz kradzież pierwszych wydań książek w gabinecie jednego z roztargnionych profesorów. Nawet współpraca dziennikarzy z policją miała swój personalny wydźwięk. Wydźwięk, który nie skrzeczał i nie fałszował. Wręcz idealnie się wkomponował w akcję i kryminalne wydarzenia.

Narracja jest trzecioosobowa, spójna, kompletna i bardzo systematyczna. Czytelnik nie gubi się, kto wchodzi i wychodzi, kto jest i był przesłuchiwany, kogo tym razem Rebus podejrzewa, a kogo już nie. I właśnie to wchodzenie, wychodzenie, przyjeżdżanie, wyjeżdżanie i tak dalej przyprawiało mnie chwilami o ból głowy. Inspektor detektyw Rebus wraca do tych samych wątków, sprawdza te same poszlaki, przesłuchuje tych samych świadków, co rusz rzuca światło na jakiś aspekt śledztwa, by zgasić je dość szybko. Jakby nie był pewny. Jakby nie miał pomysłu. Jakby nie miał intuicji, choć w wielu chwilach ma przebłyski geniuszu, o których sam czasem wspomina. Zauważyłam też ukłon Rainkina w stronę Sir  Arthura Ignatiusa Conana Doyle’a, szkockiego pisarza. Wszak dwaj współpracownicy Rebusa to Brian Holmes i zwany przez wszystkich „Farmer” Watson😊. Te postaci nawet dostały pewne spójne ze znaną parą Conanowskich bohaterów cechy. Jeden z nich jest bardziej przenikliwy, drugi bardziej spontaniczny. Jeden częściej się myli, drugi raczej trafia swymi spostrzeżeniami w sedno. Urocze. Naprawdę urocze.

Dość sporo w tej części, wspomnianych poprzednio wątków obyczajowych. Ian Rankin nie zostawił sfery seksualnej bohaterów w spokoju. Poruszył nawet męskość inspektora Rebusa i jego relacji z Patience czyniąc powieść bardziej ciekawszą pod kątem fabularnym. W „Zagrajmy w butelkę” tak samo liczy się detektywistyczna robota, jak i relacje międzyludzkie. Co do rozwiązania zagadki kryminalnej to….. A co tam, sami sprawdźcie i podzielcie się swoimi odczuciami.

Zachęcam do lektury kolejnej części cyklu z ciekawym inspektorem Rebusem, napisanej w typowo szkockim stylu.

Moja ocena 7/10.

Za możliwość zapoznania się z książką dziękuję Wydawnictwu Albatros.

„Mała Syberia” Antti Tuomainen

MAŁA SYBERIA

  • Autor: ANTTI TUOMAINEN
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Data premiery:  28.09.2022r.
  • Liczba stron: 312

@WydawnictwoAlbatros 28 września br. wypuściło na polski rynek czytelniczy kilka ciekawych propozycji. Jedną z nich jest „Mała Syberia” Antti Tuomainena. Krótka książeczka, w której tajemnice, małego fińskiego miasteczka zaczynają buzować jak w wielkim kotle. Nie miałam przyjemności wcześniej z literaturą Tuomainena. Ale po pierwszych recenzjach miałam nadzieję, że autor mnie nie zawiedzie. I dzięki jego książce przeniosę się w odległe rejony, od których skok konia jak to pisał Sobieski do swej Marysieńki w miłosnych listach😉, do Rosji.

Wschodnia Finlandia, tylko dwadzieścia kilometrów od granicy Rosji, miasteczko z tysiąca dwustoma mieszkańcami. Śnieg, zimno. Światła zaświeca się już o godzinie piętnastej. W trakcie bałwochwalczej jazdy na ośnieżonych drogach byłego kierowcy rajdowego na samochód spada meteoryt. Zostaje umieszczony w miejscowym muzeum, w którym mieszkańcy pełnią straże do momentu wywiezienia na badania naukowe. Po informacji o jego milionowej wartości w trakcie dyżuru miejscowego pastora Joeala Huhta dochodzi do próby kradzieży. Jako były wojskowy Huht przejmuje wszystkie kolejne straże. Stara się na własną rękę dowiedzieć komu zależy na kradzieży tak wartościowego okazu. Wszyscy znajomi zdają się być podejrzani. I miejscowy właściciel podupadającej siłowni. I sklepikarz mający własną rzeźnię oferujący ekologiczne produkty, a także atrakcyjna barmanka lokalnego baru i sam były kierowca rajdowy, którzy marzy o własnym torze i parku maszyn, by znowu wrócić do gry. To nie jedyna zagadka, którą musi rozwikłać pastor. Sen z oczu ściąga mu również wiadomość o niespodziewanej ciąży żony. Musi dowiedzieć się, jak to się stało? Jakim cudem zostanie ojcem?

Niesamowity klimat powieści urzekł mnie od pierwszych stron. Typowo skandynawska wnikliwość, iście brawurowa narracja, która pochłonęła mnie tak, że książkę przeczytałam w jeden wieczór. To powieść utkana z różnych nieistotnych wydarzeń, które składają się w jedną, spójną całość. Sama konstrukcja jest ciekawa. Składa się z trzech części, w której znajduje się kilkanaście ponumerowanych rozdziałów. Prolog i zakończenie nazwane Dziesięć miesięcy później autor ubrał w narrację trzecioosobową. Trzon fabuły relacjonowany jest z subiektywnego punktu widzenia samego pastora. W jego narracji jest dużo intelektualnych dywagacji z samym sobą, długich rozmyślań i wiele pytań. Niezwykle podoba mi się stosunek pastora do miejscowej ludności, w której żyje z żoną Kristą od dwóch lat. Autor świetnie pokazał wnętrze duchowe pastora. To chyba pierwsza osoba duchowna w literaturze, którą poznałam i która ma wątpliwości. Która ma świadomość, że nie ma monopolu na wiedzę, na odpowiedzi na wszystkie zadane pytania. Z rozbawieniem czytałam o jego spotkaniach z człowiekiem, który przepowiada koniec świata i ma katastroficzne wizje. Przy okazji zaśmiewając się, gdy opowiada o tym, jacy porządni mieszkańcy mieszkają w miasteczku. Porządni…. Tego nie da się opisać. To sami musicie przeczytać.

I te nazwiska. Te fińskie nazwiska. Turunmaa. Jokinen. Himanka. Rӓystӓinen i wielu innych. Mimo wielu różnic, sam nastrój powieści przypomniał mi ten z serialu „Przystanek Alaska” z lat dziewięćdziesiątych. Trochę senne miasteczko na końcu świata, w którym jednak dużo się dzieje. W którym wiele jest tajemnic i jednak wielu złych ludzi. Pastor Huht świetnie sprawdził się w roli detektywa amatora. Mimo swoich słabości, mimo ograniczeń. Poskładał wiele spojrzeń, wiele gestów, wiele półsłówek w jedną całość i….. Nie, nie zaspojleruję więcej. Zakończenie jest równie udane, jak cała powieść. Wspomnę jeszcze o klamrze, która otwiera i zamyka historię. Fajny początek związany z mistrzowską jazdą byłego kierowcy rajdowego i równie medalowe zakończenie, w którym półroczny chłopczyk symuluje przy pomocy ojca szybką jazdę rajdową.

Spójna historia, spójna narracja i spójny początek wespół z końcem. Do tego spójny bohater, którego predyspozycje i umiejętności autor wytłumaczył w każdym calu. Powieść bez luk, do tego napisana w bardzo dobrym stylu. Szczerze polecam Wam tę książeczkę. Nie zawiedziecie się. 😊

Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała dzięki  Wydawnictwu Albatros, za co bardzo dziękuję.

„Bądź niezniszczalna. Jak przejść przez każdy kryzys” Agata Komorowska

BĄDŹ NIEZNISZCZALNA. JAK PRZEJŚĆ PRZEZ KAŻDY KRYZYS

  • Autorka: AGATA KOMOROWSKA
  • Wydawnictwo: LUNA
  • Liczba stron: 224
  • Data premiery: 7.09.2022r.

@AgaTaKomorowska wykorzystuje swoje kompetencje w obszarze asystenta zdrowienia publikując książki pomagające nam żyć. Sama walczyła z depresją, by osiągnąć symbiozę i szczęście we własnym życiu. Jak wynika z notki biograficznej „(…) odważnie pisze o rzeczach, których sama doświadczyła: samotnym macierzyństwie, niepełnosprawności dziecka, rodzicielstwie adopcyjnym i zastępczym, rozwodzie załamaniu i depresji.” [cyt. za https://lubimyczytac.pl/autor/147259/agata-komorowska z dnia 12.10.2022r.) Dzięki publikacji @WydawnictwoLuna z dnia 7 września br. w poradniku „Bądź niezniszczalna. Jak przejść przez każdy kryzys” możemy dotknąć próbki umiejętności Autorki w tym obszarze i zdrowieć według jej recepty😊.

Wydawca w opisie obiecał, iż Autorka „(…) tłumaczy, że uczucia i emocje, takie jak lęk, złość, zagubienie, bezradność są zupełnie normalne, naturalne, a nawet… potrzebne w procesie przechodzenia przez kryzys. Na konkretnych przykładach pokazuje, jak sobie z nimi poradzić. Demonstruje mechanizmy, posługuje się praktycznymi narzędziami i proponuje ćwiczenia, dzięki którym możemy stać się niezniszczalni.” To poradnik oparty na prawdziwych doświadczeniach Agaty Komorowskiej napisany z wielką estymą i zaangażowaniem. Jego cechą charakterystyczną jest szczerość i oddanie tematowi, przed którym Autorka w ogóle się nie broni.  Przewodnik dla wszystkich w kryzysie, dla wszystkich po kryzysie, a także dla wszystkich przed kryzysem. Co oznacza, że jest to przewodnik dla wszystkich.

Krótka książeczka o wielkiej wartości. Bynajmniej nie dydaktycznej, a bardziej poglądowej. Tak określiłabym w dwóch zdaniach publikację Komorowskiej. Nie spodziewajcie się w poradniku niczego odkrywczego. Nie spodziewajcie się złotego środka, świętego Grala,  czy cudownej recepty, jak radzić sobie z kryzysem, ze spadkiem nastroju, z poczuciem lęku, bezsennością, czy depresją. To wszystko jesteście w stanie pokonać tylko dzięki wsparciu specjalistów, psychiatrów i psychoterapeutów, którzy potrafią nas realnie uleczyć. Żadna książka, żaden napisany nawet z wielkim zaangażowaniem poradnik nie zastąpi pracy nad samym sobą i ćwiczeń pod okiem profesjonalistów, którzy biorą pełną odpowiedzialność za swoją pracę. Biorą odpowiedzialność za nas i nasze życie. Za nasze samopoczucie, nasze sny i nasz komfort życia. Niemniej jednak poradnik, o dość chwytliwym tytule „Bądź niezniszczalna. Jak przejść przez każdy kryzys”, jest warty uwagi.  Szczególnie pod kątem poznania drogi, którą Autorka musiała przejść, by poradzić sobie z wyzwaniami codziennego życia. Książkę potraktowałam jako drogowskaz, optymistyczną wskazówkę, która udowadnia, że można inaczej, że można przezwyciężyć tę wyniszczającą chorobę, jaką jest depresja i można zacząć patrzeć na świat w bardziej kolorowych okularach. Dostrzegać jego mankamenty, ale także jego zalety. Cieszyć się z każdego dnia, każdej chwili, w której potrafimy być szczęśliwi i w której uśmiech gości na naszych ustach. Czasem nawet bardzo delikatny, lub kompletnie z przekąsem, ale jednak.

Do poradników podchodzę dość sceptycznie. Jeszcze nigdy mnie niczego nie nauczyły. Stanowiły raczej ciekawostkę i przyczynek do zainteresowania się dogłębnie jakimś tematem. Poza, całkowicie obok. Traktuje je, muszę przyznać, w wielu przypadkach z przymrużeniem oka. Jak wspomniałam powyżej, nie wierzę w cudowne uzdrowienia w wyniku prześledzenia treści zawartych w poradniku, ani w poradzenie sobie z problemami psychologicznym w wyniku zastosowania ćwiczeń opisanych w książkach, które praktycznie powielają się prawie co do jednego w publikacjach z tego gatunku. Wierzę jednak w szerszą perspektywę, którą lektury tego typu mogą nam dać. Dzięki którym możemy dostrzec pewne niepokojące objawy, które dotychczas wypieramy z własnej świadomości. Czasem trudno jest zobaczyć siebie. A jeszcze trudniej jest się przyznać, że potrzebujemy pomocy. I to przez to warto przeczytać „Bądź niezniszczalna. Jak przejść przez każdy kryzys” Agaty Komorowskiej.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zrecenzowania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Luna.

„Marzenie panny Benson” Rachel Joyce

MARZENIE PANNY BENSON

  • Autorka: RACHEL JOYCE
  • Wydawnictwo: ZNAK 
  • Liczba stron: 400
  • Data premiery: 13.07.2022r.
  • Data premiery światowej: 20.07.2020r.

Marzenie panny Benson” Rachel Joyce pojawiło się na światowym rynku wydawniczym w 2020 roku. U nas nakładem @WydawnictwoZnak książka debiutowała 13 lipca br. Jest to ciekawa powieść w gatunku literatury pięknej opowiadająca niebanalną historię. Naprawdę niebanalną😉.

(…) Miała uczucie, że zawsze patrzyła na życie przez szklaną ścianę, gdy tymczasem w tym szkle pełno było pęcherzyków i pęknięć, więc nigdy nie mogła dokładnie zobaczyć, co jest po drugiej stronie, a nawet kiedy jej się tu oddało, było za późno. (…) Margery zdała sobie sprawę, że coś w środku sprawia jej ból i że jest to świadomość, iż nigdy nie będzie taką kobietą. Zawsze będzie poza nawiasem.” -„Marzenie panny Benson” Rachel Joyce.

Tak 46-letnia Margery Benson myśli o sobie. Bezdzietna stara panna. Nauczycielka robótek ręcznych w nielubianej szkole. Córka pasjonata przyrody. Sama zafascynowana entomologią i opętana myśleniem o złotym chrząszczu, który podobno istnieje, a którego nikt jeszcze nie znalazł. Po samobójczej śmierci ojca, śmierci na wojnie braci, a także odejściu matki, wychowywana przez dwie ciotki. Sfrustrowana i samotna. Po jednym z wielu incydentów w szkole porzuca znienawidzone zajęcie i organizuje wymarzoną wyprawę do Nowej Kaledonii. W poszukiwaniu chrząszcza. W poszukiwaniu szczęścia. W poszukiwaniu siebie.

Marzenie panny Benson” to pierwsza powieść Rachel Joyce, którą przeczytałam. Nie żałuję ani jednej minuty spędzonej z książką. Powieść okazała się o wiele ciekawsza, niż wynikało z opisu Wydawcy i niektórych recenzji, na które rzuciłam okiem😉. Fascynująca jest nie tylko historia złotego chrząszcza, który jest pragnieniem Margery, lecz sama bohaterka. Kobieta o wyjątkowej aparycji. Wysoka, wręcz potężna. Nieatrakcyjna w każdym wymiarze. Do tego pełna sprzeczności, kompleksów. Zamknięta na świat i możliwości, które daje. Jej przeciwwagą jest Enid. Bardziej przyjaciółka, niż asystentka w wyprawie badawczej. Enid, która „(…) wtargnęła w jej życie tylko po to, żeby je zakłócić, a teraz, gdy odeszła, wydawało się ono nie tylko mniejsze i puste, ale także nikczemne.” Sama koncepcja podróży w latach pięćdziesiątych przez ocean dwóch kobiet jest bardzo ciekawa. Autorka przedstawiła w swej powieści najciekawsze z możliwych momentów. Zachwyt nad otaczającą przyrodą. Te wszystkie tam bananowce, czerwone papugi, „(…) paprocie wielkie jak węże, i kaktusy wielkości ludzi…” Ścieranie się obu kobiet pochodzących z dwóch różnych światów, posiadających całkiem odmienne poglądy i wyznających kompletnie różne normy etyczne. Historia Enid i Margery z niejednej chwili wzruszała, w innej irytowała, a w jeszcze innej mocno mnie ciekawiła. Zastanawiałam się, co będzie dalej, czy będzie happy end, czy niekoniecznie. Do tego obraz obciążonego trudnymi wydarzeniami Mundica pragnącego ponad wszystko towarzyszyć Pannie Benson w wyprawie.

Sama  Nowa Kaledonia była mi całkowicie obca. Dzięki książce doczytałam, że jest to „francuskie terytorium zamorskie o statusie wspólnoty szczególnego rodzaju (sui generis) w zachodniej części Oceanu Spokojnego, w Melanezji, około 1400 km na wschód od Australii i 1500 km na północny zachód od Nowej Zelandii.” [ cyt. za https://pl.wikipedia.org/wiki/Nowa_Kaledonia z dnia 12.10.2022r.]. Rzeczywistość opisana w powieści jest tak po prawdzie brytyjsko – francuska. Pani Pope, Dolly i inne mieszkanki zadziwiają snobizmem, przeświadczeniem o własnej wyjątkowości i nieomylności. Z drugiej jednak strony tworzące dość ścisłą społeczność żon, na które zwróciłam uwagę w trakcie czytania. Stanowią ważny wątek poboczny historii.

Książka ma idealną, jak dla mnie, konstrukcję. W wątek chrząszcza autorka wprowadza nas w pierwszym rozdziale, który umiejscowiony został w 1914 roku, gdy Margery ma dziesięć lat. W czterech kolejnych częściach ukazuje zdarzenia przed rozpoczęciem przygody w 1950 roku, w jej trakcie pod koniec listopada 1950 i w lutym 1951, a także już po. Nie, nie zdradzę Wam, czy chrząszcz się znalazł. To musicie doczytać sami. Zaznaczę już na koniec, że narracja jest bardzo płynna, ciekawa. Autorka nie zanudza przyrodniczymi niuansami. Nie ma w powieści żadnych nieciekawych popularnonaukowych treści. Wszystkie wiadomości zostały podane we właściwych proporcjach. Język jest całkowicie zróżnicowany, dostosowany do postaci. Czasem agresywny i obrazoburczy. Czasem delikatny i na wskroś literacki.

Książka zasługuje na uwzględnienie w Waszych planach czytelniczych. Zanurzcie się w historię dwóch kobiet, które różni wszystko, a połączyło jedno, wspólne pragnienie. Miłej lektury!

Moja ocena: 8/10

Dziękuję Wydawnictwu Znak za podarowanie mi egzemplarza recenzenckiego.

„Ciało. Instrukcja dla użytkownika. Edycja ilustrowana” Bill Bryson

CIAŁO. INSTRUKCJA DLA UŻYTKOWNIKA. EDYCJA ILUSTROWANA

  • Autor: BILL BRYSON
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 560
  • Data premiery: 27.09.2022r.
  • Data 1 wydania polskiego: 26.11.2019r.

Książka „Ciało. Instrukcja dla użytkownika. Edycja ilustrowana” swoją premierę miała w listopadzie 2019 roku. Spotkała się z licznymi pozytywnymi recenzjami i dobrym odbiorem. W reedycji wzbogaconej o ilustracje prezentuje się naprawdę pięknie. W tej szacie graficznej nakładem Wydawnictwa @Zysk i S-ka publikacja debiutowała 16 sierpnia br. Sam jej autor zasługuje na chwilę uwagi. Amerykański pisarz William McGuire „Bill” Bryson publikuje w różnych gatunkach. Jego książki wydawane są w nurcie literatury pięknej, biografii, autobiografii. Autor pisze też pamiętniki, reportaże i fascynuje go literatura podróżnicza. Ponadto jest specem od publicystyki literackiej, eseju w dziedzinie astronomii, astrofizyki i historii. Co dziwne, Bryson od 2003 mieszka w angielskim hrabstwie Norfolk. 13 grudnia 2006 roku został odznaczony Orderem Imperium Brytyjskiego IV klasy (OBE) za dorobek literacki [źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Bill_Bryson z dnia 10.10.2022r.).

To nie poradnik. Ani nie instrukcja. To typowa książka popularnonaukowa, która przybliża czytelnikom interesujące fakty związane z ciałem człowieka. Autor zachwyca znajomością tematu przytaczając liczne fakty medyczne, rozwój medycyny z jej również ciemnymi stronami i etycznie wątpliwymi eksperymentami, a także liczne anegdoty i fakty, o których rzadko myślimy korzystając z naszego ciała.

Książka jednak dla wytrwałych. W wielu miejscach opisy zanudzały mnie. Autor skupił się na medycznych sformułowaniach i szczegółach, które nie każdy czytelnik jest w stanie znieść. Szczególnie procedury medyczne praktykowane prawie sto lat temu wymagają dużej odwagi i determinacji. W tym zakresie autor nie pozostawił czytelnikowi żadnej możliwości wyobrażenia i dopowiedzenia sobie. Dość dosadny język, szczegółowe opisy dla osoby, między innymi dla mnie, która w zakresie medycyny nie jest utalentowana, chwilami były zbyt męczące. Chociaż styl, konwencja i lekkość pisania Brysona ratuje tę księgę. Autor chwilami potrafi zaciekawić czytelnika. Jego zaletą jest bez wątpienia umiejętność przekazywania informacji, w tym tych trudnych zwykłemu człowiekowi.

Ciało. Instrukcja dla użytkownika. Edycja ilustrowana” napisana jest i z humorem, i z powagą. Zawiera sporo  interesujących ciekawostek i wiele medycznych faktów. Każdy znajdzie w tej publikacji coś dla siebie.

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Zysk i S-ka.

„Pokonaj swoje lęki i odzyskaj spokój” Ellen Vora

POKONAJ SWOJE LĘKI I ODZYSKAJ SPOKÓJ

  • Autorka: ELLEN VORA
  • Wydawnictwo: FILIA
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery: 28.09.2022r.

@Wydawnictwo FILIA w dniu 28 września br. ulokowało na półkach księgarskich poradnik Ellen Vory  zatytułowany „Pokonaj swoje lęki i odzyskaj spokój”. Tytuł w dzisiejszych czasach niezwykle chwytliwy. Sytuacja za wschodnią granicą, niepokojące doniesienia związane z polityką zagraniczną i krajową, czy rosnąca inflacja, a nawet hiperinflacja w zaprzyjaźnionych z nami krajach turystycznych, nie sprzyja poczuciu bezpieczeństwa. Wręcz przeciwnie, uniemożliwia nawet codzienny relaks i odpoczynek. Gdy głowa pełna niepokojów trudno po prostu o spokój. Proste? Proste.

Nie tak do końca, o czym przekonałam się w trakcie lektury poradnika „Pokonaj swoje lęki i odzyskaj spokój”. Autorka dowodzi, że różne są przyczyny lęku. Nawet niekorzystne samopoczucie fizyczne wpływa negatywnie na odczuwanie pozytywnych emocji, a tym samym generuje sporą niedyspozycję psychiczną. Oprócz genezy permanentnego strachu, a także stresu Dr Ellen Vora uczy nas jak powinniśmy sterować swoim życiem, by zmniejszyć negatywne napięcia. Co powinniśmy robić, by zacząć odpoczywać i zacząć przeciwdziałać nerwicy lękowej oraz wszystkim odmianom lęku.

Treść zawarta w poradniku nie jest odkrywcza, nie jest niczym nowym. Metodami przeciwdziałania na które zwróciła Autorka uwagę czytelnika, bombardowani jesteśmy zewsząd. Czy to w innych, wcześniej przeczytanych poradnikach, czy w postach motywacyjnych w rzeczywistości społeczności wirtualnej czy w popularnonaukowych reportażach, wywiadach, esejach. Znacie to? Ćwiczenia świadomości, medytacje, asertywność, przebywanie na świeżym powietrzu, w tym ergoterapia, czy po prostu odpoczynek fizyczny i zaglądanie w głąb siebie? A jakże!  Ja również. Problemem jest tylko motywacja, by znaleźć na to czas, by wdrożyć je w życie. I może dlatego warto pisać, publikować i czytać tego typu poradniki. Nawet jeśli ich treść nie jest niczym dla nas nowym, zawsze może odświeżyć naszą dotychczasową wiedzę i zainspirować do zmiany sposobu naszego życia.

Na co zwróciłam uwagę to diagnoza stanów lęków. Z tym aspektem Autorka rozprawiła się bardzo dobrze. Jednoznacznie stwierdziła, że połową sukcesu jest samoświadomość stanu, w którym się znajdujemy. Że często nasza złość ukierunkowana na osoby z najbliższego naszego otoczenia, jest tylko wyrazem nieradzenia sobie przez nas w życiu i uzewnętrznionymi, głęboko skrywanymi, stanami lękowymi, które wybuchają w tej formie, w jakiej pozwolimy im ujrzeć światło dzienne. Łatwiej się zezłościć, prościej krzyknąć i przenieść odpowiedzialność na drugiego człowieka, niż przyznać, że się boimy. Przecież nam nie wolno. Przecież od małego rodzice nas zaprogramowali, by walczyć, by przeciwstawiać się i nie poddawać. A czasem i by ustępować dla dobra ogółu, dla dobra kogoś innego, lub często dla dobra tak zwanego świętego spokoju. Gorąco więc polecam lekturę tym, którzy mają trudności z „rozmowami z samymi sobą”. Możliwe, że lektura otworzy im szeroko oczy na to, co dzieje się i wokół nich, i w nich samych. Niewykluczone, że to zmotywuje ich do zmiany poglądów i rozpoczęcia pracy nad sobą, by poprawić swój własny, a także pośrednio najbliższych, komfort życia.

Oczywiście ze względu na lekarskie wykształcenie i wieloletnią praktykę, Ellen Vora nie pozbyła się w niektórych miejscach autorytarnego, specjalistycznego tonu i specyficznej, dla jej fachu, narracji. Zawsze z tym mam problem. Bardziej podobają mi się poradniki pisanie w mniej w popularnonaukowy sposób, a bardziej jako tak zwane opowieści z życia wzięte, dzięki którym możemy się jeszcze wiele nauczyć. Mam jednak świadomość, że to moja osobista preferencja, której nie hołdują inni czytelnicy.

Odpuść sobie!
Dostrój się i dopasuj.
Odpocznij.
Zobacz jaki/jaka jesteś ważny/a.
I znowu odpocznij.
Odpręż się.
Rusz się.
Nie siedź przed telewizorem.
Odpocznij po raz trzeci.
Nie pal i nie pij.

😊 To oczywiście tak w skrócie. Po bardziej kompleksową treść napisaną przez doświadczonego lekarza, zachęcam Was do sięgnięcia po „Pokonaj swoje lęki i odzyskaj spokój” Ellen Vory. Książkę znajdziecie  praktycznie w każdej księgarni.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z poradnikiem bardzo dziękuję WYDAWNICTWU FILIA.

„Ogrody na popiołach” Sabina Waszut

PODRÓŻ ZA HORYZONT

  • Autorka: SABINA WASZUT
  • Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
  • Liczba stron: 302
  • Data premiery: 7.09.2022r.

W pierwszym słowach przepraszam Autorkę @Sabina Waszut-strona autorska. Szczerze przyznaję, że nie zamierzałam przeczytać jej najnowszej powieści historycznej zatytułowanej „Ogrody na popiołach”.  Pomyślałam; świętochłowiczanką nie jestem, ani z wyboru, ani z pochodzenia mimo mego śląskiego wywodzenia się😊, czytałam wiele książek historycznych z tematyką obozową, a i nastrój nie ten, by podejmować kolejną trudną lekturę. Niestety ogrom zainteresowania publikacją wydaną nakładem  @Wydawnictwo Książnica, która debiutowała w dniu 7 września br., przerósł moje wyobrażenia o lekturze. Przeczytałam lub obejrzałam mnóstwo recenzji, wywiadów, relacji ze spotkań. Jeden wątek powtarzający się związany jest z niewiedzą. Związany jest z ukrywaniem prawdy. Związany jest ze strachem, by nie wspominać o komunistycznych zbrodniach, które działy się praktycznie obok nas. Na naszych ulicach, obok naszego domu. Zaciekawiło mnie to. Zainteresował mnie obóz, który był wcześniej filią hitlerowskiego Auschwitz, by później przez kilka miesięcy stać się miejscem katorżniczego wyzysku i zemsty na Ślązakach za hitlerowskie zbrodnie. Ślązakach, którzy często nie wiedzieli, za co zostali osadzeni. By osądzić „(…) ile w Ślązaku jest Polaka, a ile Niemca.” Tak mnie zaciekawiła tematyka, że w końcu książkę kupiłam i przeczytałam. I nie żałuję, ani pierwszego, ani tym bardziej drugiego.

A wszystko zaczęło się, jak sama Autorka wspomina w „Posłowiu” wiele lat wcześniej, gdy na spotkaniu autorskim w Świętochłowicach pewien starszy pan zaczął opowiadać o komendancie obozu, Salomonie Morelu (na marginesie jedna z jego córek jest czynną aktorką i piosenkarką). Z obawy, że powiedział za dużo, w pewnym momencie przerwał. Na co uspokajająco zareagowała jego żona zachęcając go do kontynuacji i stwierdzając, że „(…) teraz już może o tym mówić.” Tyle lat po 1945 roku!!! Tyle lat po obozie!!! Tyle lat po tym, gdy Morel został przeniesiony na inne, intratne stanowiska w komunistycznej ubecji! Tyle lat….

Obóz na zgodzie w Świętochłowicach stał się symbolem Tragedii Górnośląskiej, o której, zdaniem wielu, wciąż lepiej jest milczeć, niż mówić zbyt głośno. Strach, który został wówczas zasiany, nadal panuje i być może nigdy nie uda się go wyciszyć.” – słowa Autorki we Wprowadzeniu [w:] „Ogrody na popiołach” Sabina Waszut.

Ten paraliżujący strach dał się we znaki w roku 1966 Karolowi Plochowi, niewidzącemu sprzedawcy w katowickim kiosku. Gdy usłyszał znienawidzony głos i równy, silny krok, a także poczuł zapach wody kolońskiej Salomona Morela, komendanta obozu pracy w Świętochłowicach – Zgodzie. Ten paraliżujący strach poczuł Karol Ploch również i w 1996 roku, gdy wraz ze swoim synem Piotrem odwiedził tereny byłego obozu i dane mu było przejść jeszcze raz przez jego główną bramę, pięćdziesiąt jeden lat później, pięćdziesiąt jeden lat po. A o strachu, który położył się cieniem na całe późniejsze życie Karola Plocha w trakcie kilkumiesięcznego pobytu w obozie nie sposób tu opowiedzieć, nie sposób Was do niego zbliżyć. To trzeba przeczytać słowami Sabiny Waszut. Trzeba prześledzić, by zrozumieć, co znaczy Tragedia Górnośląska i co dla osadzonych w obozie, znaczyło się tam znaleźć.

Ogrody na popiołach” Sabiny Waszut pozostawiły mnie w silnych emocjach, które towarzyszyły mi przez dwa wieczory, w trakcie zanurzania się w lekturę. Te emocje nadal czuję, nadal je przeżywam. To dobrze. Oznacza to, że ta powieść historyczna długo, a może nigdy, nie zostanie przeze mnie zapomniana. Tak jak historia, której dotyczy, nie powinna być zapomniana przez nikogo, a tym bardziej przez żadnego ze Ślązaków.

Kto nie przeżył wojny, ten nigdy nie pojmie, jakie prawa nią kierują, kto nie przeżył wojny tutaj, na Śląsku, ten nie zrozumie, że nic nie jest czarno – białe.” – „Ogrody na popiołach” Sabina Waszut.

Sam tytuł nie jest przypadkowy. Ówczesny obóz „Zgoda – Świętochłowice” to aktualnie miejsce pracowniczych ogródków działkowych. Z jego terenu została brama. Oryginalna. Strasząca. Przypominająca. Zaraz za nią zieleń, a w okresie jesiennym opadające złociste liście. Miejsce odpoczynku i relaksu. Miejsce zjazdów i miejsce wieczornych spotkań przy grillu. Praktycznie na miejscu śmierci wielu niewinnych ludzi. Miejscu katowania wielu niesprawiedliwie osadzonych. Choć Autorka patrzy na to całkiem inaczej.

Pani Sabina Waszut wydarzenia przedstawiła w sposób bardzo sugestywny, z niezwykłą, wrodzoną sobie subtelnością. Mimo bardzo trudnych wydarzeń, które zostały opisane w książce, jej fabułę śledziłam bardzo płynnie. Kolejne zdania napływały jedne po drugich, historie przeplatały się. Te poboczne, dodane jakby od niechcenia, doprecyzowujące rzeczywistość historyczną, w której została osadzona akcja okazały się dla mnie wyjątkową wartością. Historia Margot i jej rodziny z fryzjerskimi tradycjami, charakterystyka infrastruktury, wspominane ulice zmieniające nazwy i pomniki, które dość w krótkim czasie zaczęły odzwierciedlać całkiem co innego, to jakby delikatne koraliki rozrzucone tu i ówdzie dla ozdoby, dla dopełnienia. Dzięki temu czytelnik został żywo osadzony w ówczesnych czasach. Dzięki temu czytelnik może poznać panujące nastroje, opinie, które dominowały. I dzięki temu mogłam dowiedzieć się na przykład, że mieszkańcy Śląska twierdzili, iż czerwonoarmiści nie są w stanie zdobyć Śląska i przejść choćby metr katowickimi ulicami.

Bardzo dobrze Autorka odzwierciedliła realność polsko – niemieckiego Śląska. Tę dychotomię, której nie rozumieli sami Ślązacy. Gdzie Nowak czuł się Niemcem, a Ślązak, którego nazwisko poprzedzone było „von” uważał się za Polaka. Rozstrzygnięcia polityczne po plebiscycie nie były oczywiste dla samych zainteresowanych. Nie rozumieli dlaczego Zabrze, Bytom i Miechowicie zostały po stronie Niemieckiej, a inne tereny włączono do Polski. Ślązak żył ze Ślązakiem jak Niemiec z Polakiem i odwrotnie. Takim właśnie mieszanym małżeństwem byli Plochowie, Karol i jego żona Margot. Warto zwrócić uwagę na stronę dwudziestą trzecią powieści, w której Pani Waszut idealnie opisuje złożoność światopoglądową, patriotyczną i polityczną tego terenu. Jak sama Margot uważała, posiadająca kategorię II na volksliście, „Winni są tylko ci, którzy wciskają im karabiny w dłonie…”.

Nic dobrego nie uczyniła żyjącym tu od pokoleń ludziom ta wielka polityka, która nagle, przypomniawszy sobie o Helmucie, Jendrysku czy Berciku, pozwoliła im zdecydować, kim czują się bardziej albo raczej: gdzie chętniej będą mieszkać. A potem, już bez pytania, i tak podzieliła śląską ziemię po swojemu, przecinając na pół miasta, wsie a nawet zagrody, stodoły oraz haźle.” – „Ogrody na popiołach” Sabina Waszut.

Czytając o Jendrysku nie mogłam się nie uśmiechnąć pod nosem. Czyżby to ukłon w stronę bohatera serii kryminałów retro autorstwa Moniki Kassner? 😉.

Wracając jednak do recenzji w wielu miejscach złapałam się na zachwycie nad historyczną wartością powieści. Wiele kwestii musiałam sama zgłębić w dostępnych, internetowych źródłach.

volkslist zasługuje na wspomnienie. Decyzje, które później kładły się na losach Ślązaków zmuszające ich do podjęcia trudnego procesu rehabilitacji. Jak wynika z zacytowanych wprost w książce historycznych dokumentów wielu z nich znalazła się tam przypadkiem, bez własnej zgody. Jak młodzi chłopcy wychowywani w polskich domach i mówiący po polsku, automatycznie wpisywani do Hitlerjugend, czy muzycy z orkiestry zakładowej, których nikt się nie pytał, czy chcą być wpisani do NSDAP. Czy chociażby nauczyciele z niemieckich szkół, jak Jan Janosch, prawdziwy zbrodniarz nazistowski = nauczyciel Karola, niezwykle tragiczna postać. Warto również wspomnieć o historycznych postaciach. O samym komendancie Salomonie Morelu. Żydzie z pochodzenia, któremu Polacy wydali rodzinę i przez których to, oprócz jednego brata, rodzinę stracił. Osobie uważanej przez swe otoczenie za miłego, kulturalnego człowieka. Będącego jednocześnie sadystą, despotą, psychopatą w warunkach obozowych. Fakt historyczny, gdzie Morel wiezie złapanego po ucieczce Erica, mrozi mi nawet teraz krew w żyłach. Morel, który „Ciągle pytał, dlaczego uciekłem, bo przecież tu jest wspaniale (…) Wspaniale! Cudownie!”. Morel, który doprowadził do wybuchu tyfusu pozwalający by „(…) tym samym wozem, którym wywożono ciała, przywożono do obozu chleb.” Czy sam wspomniany Eric van Calsteren Holender z pochodzenia, który całkowicie niesłusznie, jak wielu zresztą, znalazł się w obozie. A także Wanda Lagler obywatelka Stanów Zjednoczonych, niezwykle bogata kobieta, gdzie cały sztab prawników występował o jej zwolnienie, którego niestety nie dożyła. A także sami więźniowie pełniący w obozie ważne funkcje, o których nie będę już spojlerować.

Sabina Waszut stworzyła powieść o miejscu, o którym zapomniała na kilkadziesiąt lat historia. O losach skrzywdzonych, potraktowanych jak Nazistów Ślązakach, którzy odpowiedzieli za grzechy innych, którzy zemstę musieli przyjąć na siebie. Jedni żyli naprawdę. Innych stworzyła Autorka jako zlepek osobowości, życiorysu innych bohaterów, wzbogacając opowieść o ich bezpośrednią relację. Nie jest to książka dokumentalna, ani popularnonaukowa. Jest to powieść historyczna, która o obozie pracy w Świętochłowicach – Zgodzie nauczyła mnie – Ślązaczkę z pochodzenia znacznie więcej, niż jakakolwiek rozmowa, jakakolwiek dotychczasowa publikacja na ten temat. Nauczyła mnie ją rozumieć. Nie tylko w sferze racjonalnej, lecz przede wszystkim, co ważniejsze zresztą, w sferze emocjonalnej, w bardzo głębokiej płaszczyźnie.

Bardzo wartościowa lektura. Napisana z ogromnym zaangażowaniem i historyczną pieczołowitością. Skomponowana w płynną opowieść, której roli dydaktycznej nie jestem w stanie ocenić. KONIECZNIE PRZECZYTAJCIE !!!!

Moja ocena: 9/10

Książka ukazała się nakładem WYDAWNICTWA KSIĄŻNICA.