Recenzja premierowa!!! „Kobieta w walizce” Katarzyna Bonda

KOBIETA W WALIZCE

  • Autorka: KATARZYNA BONDA
  • Wydawnictwo: MUZA
  • Seria: HUBERT MEYER. TOM 8
  • Liczba stron: 350
  • Data premiery: 09.11.2022r.

Międzynarodowe Targi Książki w Katowicach już za mną. W dniu 5 listopada br. miałam okazję spotkać jedną z moich ulubionych autorek kryminałów, od której zaczęła się moda na polskim rynku czytelniczym na psychologów kryminalnych i poważne kryminały pisane kobiecym piórem. Mowa oczywiście o @Katarzyna Bonda, która na głównej scenie rozmawiała o ósmej części cyklu z Hubertem Meyerem zatytułowanej „Kobieta w walizce”, a także o swoich doświadczeniach z pisarstwem. Pani Kasia, jak zwykle piękna, charyzmatyczna i rozgadana😊. Aż trudno uwierzyć, że gwiazda polskiego kryminału, która przyczyniła się do spadku zainteresowania publikacjami skandynawskimi😉, nadal tak silnie jaśnieje. Tym bardziej, że pierwszy tom serii opublikowany został – UWAGA !!! – w 2007r. I ja wtenczas, te piętnaście lat temu, Panią Kasię zaczęłam czytać dzięki „Sprawie Niny Frank” . I czytam ją nadal😊. Chciałoby się rzec, Bonda jak wino, z wiekiem jeszcze lepsza.

@wydawnictwo.muza.sa przygotowało gratkę dla fanów Kasi Bondy. Najnowszą książkę można było w trakcie targów kupić w bardzo dobrej cenie na stoisku Wydawnictwa. „Kobieta w walizce” dostępna była dla każdego zainteresowanego przedpremierowo😊. Uwielbiam takie czytelnicze prezenty. Cudnie jest mieć pachnące wydanie przed 9 listopada br., tj. dniu w którym przypada oficjalna premiera kolejnej części serii.

Kto z Was chciałby znaleźć leżącą na uboczu walizkę, w której znalazło się to, co zostało z ciała możliwie, że od roku poszukiwanej Klaudii Janus? Ja nie. A takim mocnym akcentem zaczyna się powieść, poprowadzona trochę inaczej, niż poprzednie części. Tym razem, Hubert Meyer czekający na rozprawę w katowickim areszcie śledczym, nie może samodzielnie rozwikłać zagadki zaginięcia i morderstwa niewinnej kobiety. Zadanie powierzone zostało aspirantowi sztabowemu Grzegorzowi Kaczmarkowi, który próbuje wytypować sprawcę wśród wielu podejrzanych. Przygląda się z uważnością ojcu zaginionej, jego synowi, trzem córkom, żonie  – byłej i obecnej, a także ze szczególną uwagą mężowi Klaudii i tajemniczemu biznesmenowi oraz narzeczonej brata zaginionej. Kaczmarek stara się włączyć w śledztwo WERĘ, system śladów behawioralnych opartych na Weryfikacji Eliminacji Rozkładzie i Analizie.

Ale hasło do WERY zna tylko Hubert, który przed aresztowaniem nie zdążył go nikomu przekazać. Czy Grzegorzowi uda się je zdobyć mimo przeszkód?” – z opisu Wydawcy.

Stała czyściutka, pionowo na kółkach, jakby ktoś pieczołowicie ulokował ją przy metalowej barierce, żeby nie stoczyła się nikomu pod koła. A mogłaby stworzyć zagrożenie, bo była ogromnych rozmiarów.” „Kobieta w walizce” Katarzyna Bonda.

I to od takiej walizki zaczęła się cała historia kryminalna😊.

Oj, pobawiła się Katarzyna Bonda postaciami, historyjkami, zdarzeniami i nawet nazwiskami bohaterów. To cały panteon ciekawostek.

Wszystko w tym układzie rodzinnym wydawało mu się podejrzane: siostra zabawiająca się pod nieobecność zaginionej z jej mężem; werbalnie agresywny ojciec i niema, bierna jak kukiełka matka, w której oczach Grzegorz widział czyste przerażenie. Do tego przyrodni brat z łatką czarnej owcy.”” „Kobieta w walizce” Katarzyna Bonda.

Ojciec, nestor rodu stary Błachut. To wspaniała literacka postać zakłamanego człowieka, który swoimi kłamstwami próbuje zarazić wszystkich wokół i omamić Kaczmarka. Posiadacz czterech, zdominowanych przez niego córek i dwóch żon. Byłą Elżbietę, do której docierają również śledczy oraz znacznie młodszą Matyldę. Historia o pierwszej żonie okazała się naprawdę ciekawym smaczkiem. Zaś Matylda dla mnie była odrażającą postacią, której pasywność zasługiwała tylko na potępienie. Jedyny syn Krzysztof, zwany Kiniem przyrodni brat zaginionej Kingi,  to postać brawurowo rozpisana, pełna sprzeczności. Cudowny kochanek, kochający wujek dwóch siostrzeńców, bliźniaków. Z drugiej strony zakapior z wyglądu i zachowania. Człowiek po przejściach, nie stroniący od alkoholu i od narkotyków. Mąż Mieci i zięć Błachuta, Grzegorz Bucior został przedstawiony  jako bezwolna, męska „dzida”, proszę wybaczyć sformułowanie, ale bardziej odpowiedniego nie znalazłam. Tak, bez kręgosłupa moralnego, że aż niemożliwe, iż istnieje w fantazyjnym, literackim świecie. O Szczypiorze od Kinia nie wspomnę. Bohaterka jakich mało, wystarczyłaby sama na osobną historię. Uwielbiam takie zagmatwane role.

Pobawiła się pani Kasia imionami i nazwiskami bohaterów, o czym wspomniałam na początku. Zapewne zrobiła to metodą, o której opowiadała na swoim spotkaniu z czytelnikami w trakcie katowickich Targów Książki😊, w których angażuje swoje media społecznościowe.  Rodzeństwo Błachutów to Krzysztof, Bożena alias Marionilla, Honorata alias Emanuela, Mieczysława alias Misia Kocia😉, no i zaginiona Klaudia, jedyna z  miarę współczesnym imieniem. Jakby już to miało ją odseparowywać, świadomie lub nie, od pozostałego rodzeństwa. Z sympatią czytałam o Bestii alias Bestce Wysokiej i jej perypetiach z prokuratorem nadzorującym sprawę. Moim ulubionym zestawieniem danych identyfikacyjnych okazała się jednak Wanda Krycia. Występująca w powieści w bardzo ograniczonym zakresie. Zaginiona żona, jednego z bohaterów. Idealne nazwisko pasujące do tej zagmatwanej opowieści i do jej postaci. Ciekawe, który z Czytelników Bondy je nosi😉.

Kryminał składa się z sześciu rozdziałów. Każda część została zatytułowana. Uroczym dodatkiem jest epilog, w którym wiele zostały wyjaśnione, a także wstawki pisane z perspektywy człowieka, który w odnalezieniu kobiety w walizce odegrał znaczącą rolę. Bonda zaplata warkocz intrygi kryminalnej w sposób bardzo rozbudowany. Gmatwa, utrudnia. Wszystko dzieje się szybko. Przesłuchania pełne kłamstw i nieprawd komplikują sprawę. Meyer pojawia się najpierw tylko w roli aktora monodramu rozgrywającego się w katowickim areszcie, by wreszcie pomóc Kaczmarkowi, w sposób, który tylko potrafi. Sam Grzesiu Kaczmarek okazał się bardzo dobrze rozpisaną postacią. Taki, ulepszony Meyer, chociaż on sam pewnie się do tego nigdy nie przyzna. Samozwańcza akcja, w której wziął udział Doktor Boziłow wprowadziła mnie w dobry humor. By intryga kryminalna nie była jeszcze za prosta, to Bonda wprowadziła ciekawostkę z przeszłości. Tym samym całkowicie ją skomplikowała, a warkocz podejrzeń i poszlak musiałam zacząć zaplatać na nowo. Co bowiem do bieżących zdarzeń ma zaginiona Skandynawianka sprzed kilku lat, po której został tylko  koszyk piknikowy, sukienka i czarny kapelusz z wielkim rondem? Czy to tylko kolejna rozgrywka między Leszczem, byłym komendantem policji, a byłym radnym, starym Błachutem? Kiedyś dwóch mężczyzn trzymających władzę w małym miasteczku, a teraz sąsiedzi bez wzajemnej sympatii.

Moja subiektywna ocena książki byłaby znacznie wyższa, bo czytając ją bawiłam się naprawdę dobrze, gdyby nie niewielkie nieścisłości, które wyłapałam bez żadnego wysiłku. Obłędna wada, jak na czytelnika. Prawda? Na stronie 243 przeczytałam o wyrzuceniu przez Kaczmarka swoich timberlandów, cytuję do „komendanckiego kosza” (przy okazji, Autorce wyjątkowo dobrze udał się prześmiewczy, komediowy motyw z butami kupionymi przez Leszcza w chińskim sklepie😊). Po to, by na stronie 266 przeczytać znowu, że Meyer „(…) sięgnął pod stół po reklamówkę. Były w niej timberlandy Kaczmarka.”  A fabułę rozpisaną na stronach 305-308 czytałam trzykrotnie obawiając się problemów z przetworzeniem przeczytanych słów. W scenie w kawiarni Buciorów udział bierze Misia Kocia, Grzegorz Bucior, no i Kaczmarek.  Skąd nagle w dyskusji z Buciorem i Misią Kocią znalazła się u końca tego fragmentu Bożena!!! Dodatkowo sprawdziłam w publikacji dostępnej na księgarskiej półce, sytuacja jest taka sama. Bożena alias Marionilla pojawiła się znikąd.

Kasia Bonda kluczy, udaje, nabiera czytelnika, w najnowszej części z psychologiem śledczym Hubertem Meyerem. Chwilami, aż się zaśmiałam. Czytając o nowym wątku, o nowo odkrytym kłamstwie  motywowałam się do wytężonej umysłowej pracy bawiąc się przy tym jednocześnie bardzo dobrze.Kobieta w walizce” Katarzyny Bondy nie nudzi, nie nuży. Wręcz przeciwnie fabuła pędzi jak Pendolino. Lubię takie książki, w którym dużo się dzieje, a jeszcze bohaterowie są warci, by poświęcić im trochę naszego czego. Serdecznie zachęcam do przeczytania tej powieści. To, że nie znacie poprzednich książek cyklu nie zmniejszy radości i atrakcyjności z lektury. Nie wierzcie na słowo. Sami sprawdźcie😊.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą przedpremierowo bardzo dziękuję Wydawnictwu Muza.

„Zimna sprawa” Katarzyna Bonda

ZIMNA SPRAWA

  • Autorka: KATARZYNA BONDA
  • Wydawnictwo: MUZA
  • Seria: HUBERT MEYER. TOM 7
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery: 18.05.2022r.

Są rzeki, których przekraczać nie należy”. – „Zimna sprawa” Katarzyna Bonda.

Hubert Meyer posiada umiejętność przekroczenia każdej. W najnowszej części serii o tym wybitnym profilerze @Katarzyna Bonda pogmatwała śledztwo w stopniu najwyższym. O czym mam nadzieję przekonacie się sami😉. Pamiętacie szóstą część „Balwierz”? Jeśli nie, to zechciejcie zerknąć na recenzję: klik. „Zimna sprawa” jest jeszcze bardziej skomplikowana, jeszcze bardziej zaskakująca. Ja z książką zapoznałam się dzięki @wydawnictwo.muza.sa, które wydało ją 18 maja br.

Meyer pracuje nad stworzeniem efektywnej, nowej jednostki o nazwie WERA; Weryfikacja Eliminacja Rozkład Analiza. Zmotywowany przez swego nowego podwładnego zaczyna interesować się odkryciem w oddziedziczonym domu Pani Klary Haselhof. Na jej posesji znaleziono ciało kobiety i trójki dzieci owiniętych w kokon, jak poczwarki. A także truchła dwóch syjamskich kotów. Misterium śmierci zataczające coraz szersze koło zaczyna mieć związek ze Strażnikiem Czasu, który swego czasu stał na czele małej sekty gwarantującej łagodną reinkarnację po wyjątkowym przejściu, wyjątkowej śmierci.

Nazwa nowo konstruowanej jednostki nie jest przypadkowa. Cieniem na całą fabułę kładła się historia z poprzedniej części. Historia śmierci prokurator Weroniki Rudy. Historia wybijająca Meyera z rytmu, utrudniająca mu szybkie i trafne profilowanie. Tęskniłam za Rudy, tęskniłam za Domanem. Wydawało mi się, że Meyer jest bardziej wartościowy w tym zestawie. Mimo wprowadzenia do peletonu bohaterów fikcyjnych Kaczmarka. Nowej postaci, fana Meyera pretendującego na profilera tak dobrego jak sam jego mistrz. Z wielkim przytupem jednak Bonda zwróciła uwagę czytelnika na to Trio w samym zakończeniu. Jakby sama nie mogła się od niego oderwać. Jakby samo do niej ciągle wracało. Cóż, przyjdzie mi czekać na kolejną część z niecierpliwością😉.

Zawiódł mnie totalnie wątek Matyszczaka i jego żony Lilki. Rozwiązany został w najbardziej oczywisty wśród tych wszystkich nieoczywistości, które znajdziecie w kryminale, sposób. Sam wątek kryminalny, jak już wspomniałam, totalnie zakręcony, zagmatwany. Wielość bohaterów, wiele wątków pobocznych, wiele teorii śledczych mnożących się jak koronawirus w jego najbardziej szczytowym okresie. Ta wielość momentami męczy. Meyer za to wydaje się bardzo zmęczony, zirytowany czekającymi go wyzwaniami. Nie ma objawów wypalenia, czego mogłam się raczej spodziewać. Wydaje się nie na miejscu, jak to często z nim bywa. Jego praca przestaje go cieszyć, nie traktuje jej ambicjonalnie. Po kolei skleja elementy układanki, ale bez wcześniejszej pasji. Wydaje się być bardziej cieślą produkującym wytwór swego talentu, swego następcę. Totalnie nie załapałam skąd u niego ta zdolność znajomości prawie wszystkich, ojca Świerka, księdza Jacka. Odniosłam wrażenie, że wszędzie już był, wszystko widział, a jednak zagadka rozwiązana została na końcu, po wielu ślepych zaułkach.

Intryga spowita mgłą, magią, dewocjonaliami, ogromną symboliką, niespotykanymi gestami. Dwie kobiety, na dwóch różnych biegunach, jednak nie tak odległych jakby się mogło pozornie wydawać. Od początku czułam niechęć do Klary, tak czasem się zdarza. Jej postać była jednak od początku do końca konsekwentna. Czuć było fałsz, czuć było kłamstwo.

Zdecydowanie dla mnie część słabsza niż dwie poprzednie, choć ma wiele zalet, o których wspomniałam powyżej. Największą słabość upatruję w wielości wątków, wielości bohaterów mających znaczenie w śledztwie i mnogości śledczych. Gubiłam się w tych powiązaniach, relacjach praktycznie od początku, a Bondę od chwili poznania Meyera i Saszy Załuskiej czytam z dużą uważnością, bo do zawiłych historii już mnie przyzwyczaiła. I w tej książce, czego wielokrotnie doświadczyłam już na swej skórze, najdrobniejsze detale mają znaczenie.

Książka dla fanów Katarzyny Bondy, Huberta Meyera i całej reszty. Książka dla fanów dobrych kryminałów. Miłej lektury!

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Muza.

„Balwierz” Katarzyna Bonda

BALWIERZ

  • Autorka: KATARZYNA BONDA
  • Wydawnictwo: MUZA
  • Seria: HUBERT MEYER. TOM 6
  • Liczba stron: 320
  • Data premiery: 13.10.2021r.

W ubiegłą premierową środę, tj. 13 października br. miał premierę szósty tom cyklu z Hubertem Meyerem „Balwierz” pióra @Katarzyna Bonda wydany nakładem @wydawnictwo.muza.sa. Obiecałam sobie, że to będzie pierwsza książka, którą przeczytam z ostatniej środy premierowej. Udało się!!! Nowego Meyera już znam. Mam nadzieję, że ciekawi Was, jak tym razem go i jego współpracowników odebrałam😉. Zapraszam do przeczytania mojej opinii na temat najnowszej książki z serii z profilerem kryminalnym Hubertem Meyerem.

„Wraz z ostatnią kroplą, która wypłynęła z żyły dziecka, narodził się ON. Balwierz z Narwi.”- z opisu Wydawcy.

Tak, nie wprowadzę Was lepiej w fabułę książki, niż Wydawca. Pozwólcie, że jeszcze zacytuję; „Z ciała martwego Tymka upuszczono krew, w pobliżu torów snajper położył trupem księdza Donata”. Opis Wydawcy gwarantuje tajemnicę, złożoność fabuły i głębokie emocje. W śledztwo uwikłany zostaje psycholog Hubert Meyer przebywający aktualnie na Podlasiu, w Narwi będąc gościem swego przyjaciela, Domana. Śledztwo wyjątkowo trudne, sprawa bardzo skomplikowana. Mały Tymek, czy ksiądz Donat Giza nie są jedynymi ofiarami Balwierza. Giną kolejne osoby, a miejscowi śledczy nie do końca rozumieją z kim mają do czynienia i co za chorą grę prowadzi morderca. To wszystko stara się odkryć Meyer.

Trudno czytać mi o śmierci dziecka, nawet w fikcyjnej fabule. Te niezawinione śmierci uderzają w najczulszą strunę mego serca, niejednokrotnie wprawiając mnie w przygnębienie. Te ciągłe pytania; dlaczego? jak? co to za zwyrodnialec?, towarzyszyły mi w trakcie czytania. Pytania, na które nawet i w rzeczywistości nie potrafimy znaleźć odpowiedzi.  Dziecko złożone w ofierze, będące wielokrotnie ofiarą spuszczania krwi, przykryte dodatkowo myśliwskim ornatem drugiej ofiary, księdza Gizy. Okazuje się, że Tomek to nie jedyne dziecko, wokół którego toczyć się będzie opowieść. Parę miesięcy wcześniej zaginęła jedenastoletnia Mira. Z takimi uczuciami, emocjami Katarzyna Bonda zmierzyła się wyśmienicie. Wrażenia po przeczytaniu tego tomu, bardzo przypominają mi moją reakcję na czwartą część, tj. „Nikt nie musi wiedzieć”. Zawrotne tempo, akcja nie zwalniająca ani na moment, trafne wypowiedzi, Meyer w pełnej krasie, liczni, ciekawi poboczni bohaterowie, to cechy zbieżne. Po raz kolejny Autorka udowodniła, że potrafi wszechstronnie poprowadzić fabułę, w sposób, uniemożliwiający oczywiste odgadnięcie zagadki, rozstrzygnięcie, kto jest sprawcą. Bardzo dobrze sprawdziły się również w treści takie ciekawe wątki jak: kłusownictwo, zdrada i nieszczęśliwa miłość, odwieczny spór pomiędzy dobrem ze złem, hermetyczna mała społeczność, miejscowe sekrety i dawno pogrzebane sprawy, czy chociażby na trwale zakotwiczonej w sercu i umyśle nienawiści, podżeganej dodatkowo wydarzeniami z bieżącej historii. Wiele wątków nie zostało dokończonym, pozostawiły nadal pytania w mojej głowie. Być może okazały się nieistotne i tylko mnie wydają się ciekawe, godne kontynuacji.

Katarzyna Bonda jest dla mnie niekwestionowaną mistrzynią budowania napięcia w swoich książkach. Za każdym razem skupiam się maksymalnie, by jak najwięcej wyciągnąć z czytanej treści dla siebie, by nic mi nie umykało. Nie wystarczająco jednak, nie wystarczająco, jak się okazuje. Bawię się z Autorką trochę w „kotka i myszkę”. Ja gonię, a Bonda skutecznie ucieka w kolejną tajemnicę, kolejne niedopowiedzenie, kolejne mylne wyobrażenie o fikcyjnej rzeczywistości. Ta zabawa bardzo mi się podoba, mimo, że kilkukrotnie czułam się maksymalnie zaskoczona, zmęczona ciągłym „rozmienianiem na drobne”, o co tym razem chodzi. Spędzony razem czas przy „Balwierzu” uważam za wyjątkowo cenne doświadczenie. Mimo trudnych tematów, ofiary w osobie dziecka, kryminał napisany jest w bardzo przyjemnym stylu. Tempo dodatkowo sprawia, że czyta się go szybko i sprawnie. Autorka wielokrotnie poruszyła psychologiczny aspekt sprawcy nakreślając szerszy kontekst, nie tracąc ani krzty polotu, sprawności i uważności czytelnika. Bardzo spodobał mi się zabieg wprowadzenia do fabuły Domana juniora. Jeden Doman to już dużo, wyobraźcie sobie, że jest ich dwóch!!! Prokurator Rudy jak zwykle również nie potrafiła siedzieć bezczynnie w Warszawie, gdy Meyer mierzył się z Balwierzem. Sam Meyer w pełnej krasie. W „Balwierzu” był takim, jakim go najbardziej lubię; emocjonalny, momentami brutalny, maksymalnie zaangażowany, wykonujący wiele pracy w bardzo krótkim czasie, chwilami nerwowy, wybuchowy i narwany. Skleja kolejne obserwacje jak puzzle. Stara się być o jeden krok przed tytułowym Balwierzem. Stara się, choć nie zawsze mu wychodzi.

Prościej się nie da: idealnie skomponowany kryminał!!! Czytajcie!!!

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Muza.

„Klatka dla niewinnych” Katarzyna Bonda

KLATKA DLA NIEWINNYCH

  • Autorka: KATARZYNA BONDA
  • Wydawnictwo: MUZA
  • Seria: HUBERT MEYER. TOM 5
  • Liczba stron: 448
  • Data premiery: 28.07.2021r.

13 października br. będzie miał premierę szósty tom cyklu z Hubertem Meyerem „Balwierz” pióra @Katarzyna Bonda. Książka już na mojej półce. Nie mogłam jednak powstrzymać się przed wróceniem do piątego tomu serii pt.  „Klatka dla niewinnych”, który miał premierę 28 lipca 2021r. Egzemplarz papierowy finalnie do mnie nie dotarł. Jednak książkę z powodzeniem mogłam przeczytać w elektronicznej wersji. Pomijając jeden tom, wiele bym straciła. Przecież Hubert i jego najbliżsi współpracownicy nie zawsze są tacy sami, nie zawsze są przewidujący. Czwarty tom serii, wydany po latach przez @wydawnictwo.muza.sa „Nikt nie musi wiedzieć” oceniłam bardzo wysoko czy i „Klatka dla niewinnych” spodobała mi się tak samo?

I tym razem Hubert wplątuje się we wszystko, co niespotykane, co nietuzinkowe. Taki jego urok. Na prośbę prokurator Weroniki Rudy Hubert przyjeżdża do Warszawy, by pomóc w śledztwie prowadzonym w sprawie rodziny Englotów. Piotr Englot kończy odsiadywać 8-letni wyrok pozbawienia wolności za zabicie własnej żony, Róży. Zadał jej czterdzieści trzy ciosy nożem. W mieszkaniu był jeszcze sześcioletni syn Jonasz, który w wyniku traumatycznych przeżyć przestał się odzywać. Organy śledcze starają się zatrzymać Englota w więzieniu, gdy w niespodziewany sposób wypada z siódmego piętra Stanisława, babcia Jonasza, której powierzono opiekę nad wnukiem. Zdaniem Meyera i Rudy te sprawy się łączą. Czy tylko te sprawy? Czy jeszcze ktoś, coś z przeszłości ma znaczenie dla rozwiązania tej zagadki?  

Ależ Katarzyna Bonda namieszała, ale pogmatwała tą historię zgodnie z zasadą Meyer w środku wszystkiego, co dziwne, co niebezpieczne, co fałszywe i ciekawe. Tylko jakby tego Meyera w tej części było mniej. Prym wiedzie niezawodna Ruda, która wysunęła się na pierwszy plan i jej przyboczny nadkomisarz. Oczywiście nie zabrakło też starego znajomego, Domana, który pojawił się w kluczowym momencie. Wprowadzony wątek Dragana całkowicie zbił mnie z pantałyku, wywiódł mnie na manowce, przez praktycznie całą książkę zastanawiałam się jaką finalnie odegra rolę w fabule. Rozstrzygnięciem czuję niedosyt.

Fabuła toczy się od 28 stycznia 2021r. do 3 lutego 2021r. Bonusem jest epilog z Dnia Zakochanych. Akcja mimo, że dzieje się w ciągu siedmiu dni rozpisana została z najdrobniejszymi szczegółami. Chwilami dziwiłam się, że w tak krótkim czasie jednego dnia, tyle się może zdarzyć. Miałam wrażenie, że poszczególne czynności, przesłuchania, spotkania, obserwacje trwają co najmniej tygodniami. To takie ekspresowe śledztwo, w którym nie zabrakło ciekawych zwrotów akcji. Wątek wokół BDSM dla mnie okazał się ciekawym uwieńczeniem intrygi. Zgodnie z zasadą „Nie wszystko złoto, co się świeci” najskrytsze pragnienia, wyuzdane fantazje, najbardziej wyrafinowane potrzeby seksualne dotykają wielu ludzi z pozoru wydających się bez skazy, bez jednej rysy. Zadziałał tu oczywiście stereotyp, łapałam się na myśleniu: ona naprawdę??? on naprawdę??? To ciekawy zabieg pisarski, który mnie wprowadził w osłupienie. Zaciekawił mnie doszczętnie wątek z Lady Herą. Typowałam, typowałam, aż wytypowałam. Wszystko zaczynało się układać jak w puzzlach, każdy wątek zaczynał składać się w jedną całość. Przeszkadzała mi jednak mnogość tych wątków pobocznych, które powodowały, że nie mogłam skupić się na głównych bohaterach, na głównym nurcie akcji. Zapewniam Was jednak, że to celowy zabieg Autorki, wyprowadzić nas na przysłowiowe manowce, byśmy jako czytelnicy do końca nie wiedzieli co jest ważne i co istotne. Nie wiem tylko do końca dlaczego ten Meyer okazał się taki ważny, przecież nie odgrywał kluczowej roli w śledztwie. Odebrałam go, jakby stał trochę z boku, za mało się angażował w śledztwo, bardziej skupiał się na relacji z Rudy. Jego działanie było powolne w odniesieniu do toczącego się z szybkością Pendolino  śledztwa. Tandem Rudy i Meyer jakby przestał istnieć. Kilkukrotnie odniosłam wrażenie, że miejsce Meyera zajął nadkomisarz Olchowik. Nie ukrywam, że z Panią Prokurator tworzył zgrany i ciekawy duet. Rudy była wszędzie, Meyer jakby w jednym miejscu nie wnosząc niczego kluczowego, a jednak dla kogoś okazał się najważniejszy. Tak ważny, że ktoś pokusił się o…… Uff, dobrze, że się zatrzymałam. Tu zaczęłabym już spojlerować.

Meyera uwielbiam, o czym wspomniałam już w poprzedniej recenzji przy okazji czwartego tomu (recenzja na klik). Ma w sobie to coś. Ten spokój, tą spostrzegawczość, tą zadrę i to nieszczęście, które czyni go jeszcze bardziej ciekawym. Sama profesja profilera zawodowego bardzo mnie ciekawi i do tej pory nie znudziła. Jego spostrzeżenia chłonę jak gąbka i wewnętrznie z nimi dyskutuję. To zawsze jest wartość tego cyklu. Plusy to: konsekwentnie wykreowane postaci, ciekawa, wielowątkowa fabuła, która doczekała się nieszablonowego rozstrzygnięcia. Tak, zakończenie mnie zaskoczyło, a ja w kryminałach cenię to bardzo.

Polecam „Klatkę dla niewinnych” i już nie mogę się doczekać wrażeń z tomu szóstego. Kolejna odsłona jeszcze przede mną.

Moja ocena: 7/10

Książka wydana nakładem Wydawnictwa Muza.

Premiera – „Nikt nie musi wiedzieć” Katarzyna Bonda

NIKT NIE MUSI WIEDZIEĆ

  • Autor:KATARZYNA BONDA
  • Wydawnictwo:MUZA
  • Seria: HUBERT MEYER. TOM 4
  • Liczba stron:382
  • Data premiery:05.05.2021r.

Ha… Nie pomyślałabym, że będę się jeszcze witać z Hubertem Meyerem. Z Hubertem od którego zaczęła się moja przygoda z @Katarzyna Bonda. Przeczytałam wszystkie części; „Sprawa Niny Frank”, „Tylko martwi nie kłamią” oraz „Florystka”. Nie ukrywam, że przeczytałam również serię z Saszą Załuską i inne pozycje autorki. No cóż, taki jej urok. Na oficjalnej stronie FB autorki doczytałam w poście z 30 kwietnia fragment recenzji: „Jeśli ktoś myśli, że Bonda wyszła z wprawy albo zapomniała, jak się pisze skondensowane w formie i treści powieści kryminalne, to grubo się myli. „Nikt nie musi wiedzieć” to najkrótsza książka królowej polskiego kryminału. I jednocześnie najlepsza część serii o Meyerze”. Jak to, pomyślałam. Niemożliwe, żeby mój pierwszy ukochany literacki psycholog śledczy wracając po prawie dziesięciu latach był jeszcze lepszy. Jak wino, jak dojrzewający ser. Wyobraźcie więc sobie z jakim entuzjazmem zabrałam się do czytania. Eeee, macie rację. To nie do wyobrażenia!!!!

(…) nie masz wpływu na decyzje innych. Możesz je jedynie zaakceptować. Ewentualnie zrozumieć, choć niekoniecznie. To nie twoje życie”.

„Nikt nie musi wiedzieć”  Katarzyna Bonda

Hubert Meyer dziesięć lat starszy

Kolejne lata obeszły się z Hubertem Meyerem łaskawie. Profiler wraca do gry z właściwym sobie urokiem. Trochę z nami, trochę poza. Trochę z przyjaciółmi, trochę obok nich. Jak to Hubert… Tak naprawdę fabuła jest bardziej skomplikowana niż w opisie wydawcy. Hubert mierzy się z wieloma zawodowymi wyzwaniami. Po pierwsze został poproszony o pomoc w śledztwie, gdzie główne skrzypce gra jego przyjaciel – Doman, aktualnie emeryt policyjny. Z Szerszeniem oraz prokurator Rudy próbuje pomóc przyjacielowi, który znalazł się w złym miejscu o złym czasie. Hubert zachowuje się „jak człowiek”. Mimo pierwotnych obiekcji postanawia wystawić opinię – przykrywkę, która pozwoliłaby śmierć miejscowego gangstera zakwalifikować jako porachunki gangów. Po drugie Meyer uczestniczy w śledztwie dotyczącym zabójstwa konserwatora windy zamkowej w Mosznej. Zginął miejscowy Artur Sroka. Wszyscy zdają się być podejrzani; dyrektor zamku i jego żona, ojciec zmarłego, pracownicy oraz nawet jego kochanki. Śledztwo komplikuje się, gdy odkryte zostają dwa kolejne ciała, dwóch młodych dziewczyn kochających nie tych mężczyzn, które powinny. Tajemnice zamku muszą zostać odkryte. Prawda musi wyjść na jaw. Wie o tym Meyer, chociaż rozwiązanie zagadki ciągle się oddala.

….i jeszcze sytuacja prywatna. Sytuacja ojca, który o istnieniu syna nic nie wiedział. Syna, który przedwcześnie stracił życie.

Ile zagadek, tyle rozwiązań. To wszystko czeka na Meyera.

Kryminał z koroną w tle

Tak, tak. Jak przeczytacie w posłowiu autorka i jej dzieło nie są niezależni od sytuacji pandemicznej. To w powieści urzekło mnie dodatkowo. Mimo, że Bonda musiała dostosować fabułę do nagle zmienionej rzeczywistości zrobiła to nieszablonowo. Wplotła krótkie koronawirusowe wątki. Tym bardziej dobrze mi się powieść czytało. Znajome tematy, zachowania, stosunek do maseczek i tak dalej. Nie od dziś wiadomo, że wspólne przeżycia spajają.

 Akcja toczy się w znanych mi miejscach. Śląskie Wesołe Miasteczko, gdzie umiejscowione zostało miejsce zbrodni pierwszego nieszczęśnika. Zamek Moszna. Ktoś coś? Byliście? Ja byłam wiele lat temu. Czytając nawet tą fikcyjną fabułę przypominałam sobie każdy zakątek, każdy trawnik pięknego zamkowego ogrodu oraz wieżyczki strzeliste z których budowla jest najbardziej znana. Przyznaję, teraz na zamek będę patrzyła inaczej.

Wplecenie w wątek kryminalny współpracowników Meyera z poprzednich książek serii był autorskim majstersztykiem. Momentami miałam wrażenie jakbym odwiedzała bliskich znajomych. Jak to Bonda zrobiła nie mam pojęcia. Przecież premiera „Florystki” miała miejsce 26-11-2012r!!!

Książka okazała się lepsza niż myślałam. Napisana lekkim stylem. Akcja toczy się szybko, sprawnie. Nie ma w niej za długich opisów. Mimo, że autorka porusza wielokrotnie kwestie psychologiczne nakreślając kontekst, nie jest to męczące. Wręcz przeciwnie, dawka jest w stu procentach dobrana do oczekiwań. Trzy wątki, dwa kryminalne i jeden prywatny wzajemnie się przeplatają. Pióro Bondy jest tak profesjonalne, że w tych wątkach nie można się pogubić. Dodatkowo fabuła wzbogacona została o relacje z przesłuchań świadków, podejrzanych, które są prowadzone z policyjną kindersztubą. Przesłuchania na wskroś profesjonalne. Relacja Meyera z prokurator Rudą dopełnia całość. Rozmowy pomiędzy nimi są inspirujące, momentami jakby się kłócili, prowadzili inteligentną wojnę na argumenty.

Katarzyna Bonda z Hubertem Meyerem przeszła długą drogę. Drogę dojrzałości pisarskiej. Drogę nabywania nowego literackiego polotu. Drogę stawania się mistrzynią ciętej riposty i spostrzegawczych uwag. Ta droga, którą przeszli zaowocowała tym dziełem. Dziełem odmiennym, ale jakże doskonałym. „Czasem mniej znaczy więcej” – coś w tym jest. Te niespełna 400 stron wystarczyło, by stworzyć historię na którą warto było czekać i warto było czytać pierwszą z majowych premier.

Gratuluję Pani Kasiu !!!! Czekam na więcej. Obiecała mi to Pani w  zakończeniu! No, przyznaję, prawie obiecała.

Moja ocena: 9/10

Za możliwość zapoznania się z książką bardzo dziękuję Wydawnictwu Muza.