„Pomoc domowa” Freida McFadden

POMOC DOMOWA

  • Autorka: FREIDA McFADDEN
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Cykl: MILLIE CALLOWAY (tom 1)
  • Liczba stron: 432
  • Data premiery: 27.09.2023r. 
  • Data premiery światowej: 26.04.2022r

Debiutancka powieść „Zamknięte drzwi” Freidy McFadden bardzo mi się podobała. Tak bardzo, że moja subiektywna opinia wyniosła 8/10 (recenzja na klik). Bardzo ucieszyłam się na premierę z 27 września br. pt. „Pomoc domowa„, którą zaproponowało mi Wydawnictwo Czwarta Strona. Sięgnięcie do książki trochę mi jednak zajęło. I uwierzcie mi….żałuję, że przeczytałam ją tak późno. 

Po dziesięcioletnim pobycie w więzieniu młoda Wilhelmina „Milli” Calloway uporczywie szuka pracy. Poprzedni pracodawca przekroczył granicę jej nietykalności. Od miesiąca mieszka w samochodzie. I mimo pewnych obaw związanych ze swoim przyszłym miejscem pobytu, przyjmuje posadę pomocy domowej w bogatym domu Niny i Andrew Winchester’ów. Od początku współpraca z panią domu niesie ze sobą wiele wyzwań. Nina wydaje się niestabilna psychicznie. Do tego, ich córka Cecelia daje się również we znaki. Mała dziewczynka nie jest przychylna nowej opiekunce, do tego gardzi przygotowanymi przez nią posiłkami i nie pozwala się do siebie zbliżyć. Czy Millie utrzyma tę pracę dłużej? 

(…) Było w tamtym pokoju coś przerażającego, ale jeśli jakimś cudem uda mi się dostać tę pracę, przywyknę do tego. Z łatwością.” – „Pomoc domowa” Freida McFadden.

Już sam opis pokoju na poddaszu z początku książki mnie zafrapował. Tak mocno wciągnął mnie w swoją tajemniczość, że wszystkimi siłami postanowiłam skończyć książkę w jeden wieczór, by dowiedzieć się, jaką tak naprawdę historię skrywał. Książka Freidy McFadden okazała się dobry thrillerem psychologicznym, z ciekawym, nietuzinkowym zakończeniem. I tylko końcowy udział włoskiego ogrodnika trochę mnie zawiódł… ale tylko trochę. 

Wracając do „Pomocy domowej” to niezwykle ciekawa jestem jej kolejnych tomów. Recenzowana przeze mnie powieść jest bowiem pierwszym tomem cyklu. Kolejne dwie już zostały wydane przez zagranicznego wydawcę. Liczę, że i Czwarta Strona wyda je czym prędzej u nas. Ciekawi mnie z jakimi problemami, z jakimi domownikami będzie się stykać Millie Calloway w kolejnych częściach. Ciekawi mnie z jakimi paniami domów i panami domów będą musiały się zmierzyć. Bez dwóch zdań przeczytam kolejne części serii, bo „Pomoc domowa” okazała się bardzo dobrym jej początkiem. 

Powieść czyta się niezwykle szybko. Autorka bardzo dobrze wykreowała napięcie, umiejętnie prowadziła narrację zaciekawiając mnie praktycznie od początku do końca. Książka podzielona jest na trzy części, łącznie zawarto w niej sześćdziesiąt jeden rozdziałów. Zaczyna się dość mocno. W prologu czytelnik dowiaduje się o martwym ciele w pokoju na poddaszu i tylko dzięki kolejnym elementom układanki poznaje, co tak naprawdę doprowadziło do tej interesującej śmierci. Jak już wspomniałam o prologu to wspomnę też o epilogu, który mnie zaskoczył równie mocno jak początek. Epilog, w mojej opinii, jest obietnicą czegoś naprawdę dobrego w kolejnym tomie, o ile Freida McFadden podążyła faktycznie w tę stronę. Narracja prowadzona jest z perspektywy Millie i z perspektywy Niny. I ta opowieść słowami Niny była dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Po głębszej analizie uznałam, że faktycznie fabuła ma sens, spina się. Nie był więc to zabieg autorki powodujący większe zaciekawienie, a przemyślany projekt literacki, który wyszedł bardzo zgrabnie. 

Losy dwóch kobiet, bardzo różnych, których połączyło coś wspólnego. Połączyła wspólna historia. 

To książka o fasadach, o kłamstwach. To książka o relacjach rodzinnych, które są zbudowane na strachu, które były od młodych lat bohaterów zbudowane na strachu i dzięki temu tak długo przetrwały. To książka o 100 włosach z cebulkami (majstersztyk!) i czterech zębach, a także trzech małych butelkach wody zamkniętych w małej lodóweczce. To naprawdę bardzo dobra historia. Napisana z uczuciem, w wysublimowany sposób ukazująca cierpienie kobiet, które z zewnątrz wydają się być zwyciężczyniami nie mającymi prawa na nic narzekać.

Serdecznie zachęcam Was do tej lektury. Nie pożałujecie !!! 

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA. 

„Morderstwo w zimowy dzień” MERRYN ALLINGHAM

MORDERSTWO W ZIMOWY DZIEŃ

  • Autorka: MERRYN ALLINGHAM
  • Wydawnictwo: MANDO
  • Cykl: FLORA STEELE (tom 2)
  • Liczba stron: 328
  • Data premiery: 8.11.2023r. 
  • Data premiery światowej: 10.11.2021r. 

8 listopada br. premierę miał drugi tom serii o  Florze Steele pt.  „Morderstwo w zimowy dzień” Merryn Allingham od Wydawnictwo MANDO. Poprzedni tom „Morderstwo w księgarni” przeczytałam i subiektywnie oceniłam bez większego szału. Urzekły mnie lata pięćdziesiąte w sennym, małym angielskim miasteczku, ale bohaterowie mnie nie zachwycili. 

Abbeymead, w hrabstwie Sussex już po raz drugi przeżywa koszmar. Znowu ginie w nieznanych okolicznościach mieszkanka tego małego miasteczka, młody Polly Dakers, która od niedawna zamieszkuje Brighton pod kuratelą bogatego, starszego pana zafascynowanego młodymi kobietami. Szukająca i pragnąca sławy w zawodzie modelka zostaje odnaleziona przez spacerującym przy molo  Florę Steele, Joylona Adolphusa Carringtona i dwunastoletniego Charliego Teague’a, którzy akurat przebywali na jednodniowej wycieczce. Śledztwo prowadzi Alan Ridley, a jego tropy rozgałęziają się praktycznie w kierunku wszystkich, którzy przebywali wokół Polly w ostatnimi czasy; jego kochanka, przyjaciela jej kuzynki, eleganckiej Evelyn, czy Franka Fostera, jej wielbiciela o nieznanej reputacji. 

I znowu prowadząca miejscową, klimatyczną księgarnię Flora interesuje się śledztwem dotyczącym mieszkańców jej miasteczka. Pomaga jej oczywiście w tym pisarz Carrington, zwanym Jackiem od inicjałów imienia i nazwiska J.A.C.  Śledztwo niestety dłuży się niemiłosiernie, jak dłużyło mi się czytanie o nim. Sama zagadka kryminalna jest bez wątpienia bardziej wyszukana niż ta z pierwszej części. Związana jest z burzliwym, krótkim życiem młodej ofiary, jej wielbicieli, czy najbliższych. Wątki śledztwa kierują parę amatorów w stronę zazdrości, niespełnionej miłości, więzi rodzinnych, czy uczucia porzucenia i tęsknoty. Dzięki tej narracji miałam wrażenie, że trzeba szukać winnych wśród bliskich, wśród otoczenia zmarłej. W tym przedmiocie bawiłam się dobrze, podejrzewając co rusz, kogoś nowego, kogo autorka postanowiła umieścić w fabule. 

Z ciekawością przeczytałam w powieści o moim ulubionym, stosowanym od lat w kolorze Translucent pudrze prasowanym. Okazuje się, że i jedna z bohaterek poprawiła makijaż przy użyciu produktu Max Factor (od nazwiska pochodzącego z Polski, Maxymiliana Faktorowicza) pudru zamkniętego w kasetce o nazwie Creme Puff. I nie uwierzycie. Szukając źródła i chcąc złapać autorkę na nieścisłości, dowiedziałam się, że produkt ten produkuje marka od 1953 roku i był to pierwszy produkt w stylu „wszystko w jednym” stanowiącym połączenie kremowej bazy i pudru sypkiego. Okazało się więc, że i autorka odrobiła lekcję umiejscawiając w powieści produkt, którzy rzeczywiście był dostępny w ówczesnych czasach. 

Kryminał nawiązuje do klasyki w tym gatunku. Mało w nim akcji, mało napięcia. Jak już wspomniałam uprzednio, śledztwo i to amatorskie, i to policyjne dłuży się. Dni opisywane kolejno przez autorkę chwilami wydawały mi się urwane, jakby nie dokończone. Trudno mi było również umiejscowić akcję w konkretnym czasie. Miałam nieodparte wrażenie, że i Jacka, i Florę śledztwo mało pociąga, bo mimo wypowiadanych kwestii, nawet Flora nie za bardzo nadawała tempo akcji. Kolejne kroki planowała w znacznym odstępie od pozostałych. 

Książkę można przeczytać, jak najbardziej, by spędzić miło czas w wieczorny śnieżny dzień. Od razu jednak przyznaję, że niekoniecznie trzeba.  

Moja ocena: 6/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Mando.

„WROBIONA” C.L. Taylor

WROBIONA

  • Autor: C.L. TAYLOR
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 368
  • Data premiery: 26.07.2023r.

26 lipca premiera miała najnowszą powieść C.L. Taylor pt. „Wrobiona”. Ta brytyjska autorka słynie z bestsellerowych thrillerów psychologicznych. Ja do czasu premiery „Wrobionej” przeczytałam cztery jej powieście. Ich oceny wahają się od 5/10 do 8/10. Jedna z nich mnie zachwyciła, dwie były przeciętne, a czwarta bardzo mnie rozczarowała. Przy takiej rozbieżności trudno powiedzieć czego można się spodziewać po nowej powieści. Zdecydowałam się jednak na jej lekturę gdyż miałam nadzieję, że może w końcu trafię na kolejną perełkę podobną do „Zanim powróci strach”, którą przeczytałam z zapartym tchem. Trochę jednak zwlekałam z sięgnięciem po lekturę. Kilka dni temu zaczęłam jej słuchać jako audiobooka i tak mnie wciągnęła, że po powrocie do domu sięgnęłam po papierowy egzemplarz, żeby dowiedzieć się co dalej. Przeczytałam ją szybko I dzisiaj chciałam się z wami podzielić moimi wrażeniami z lektury.
Pięć lat temu Olivia Sutherland została skazana za spiskowanie w celu zamordowania męża. Szkopuł w tym, że wcale tego nie zrobiła. Została wrobiona. Po wyjściu na wolność jej priorytetem jest odzyskać kontakt z nastoletnią już teraz córką i z powrotem nawiązać między nimi dobrą relację. Przebywając w więzieniu marzyła również o tym, że po wyjściu odzyska swoje dobre imię i wykaże spisek męża. Czy jednak starczy jej na to odwagi? Jak daleko gotowa jest się posunąć? Jak na jej powrót zareaguje mąż?

Powieść wciągnęła mnie od pierwszych stron. Motyw matki walczącej o kontakty z córką przemówił do mnie dogłębnie i wzbudził sporo emocji. Mamy okazję spojrzeć na toczące się wydarzenia z różnych perspektyw. Z perspektywy Olivii w narracji pierwszoosobowej, z perspektywy Danii i Dominica w narracji trzecioosobowej. Bardzo podobał mi się ten zabieg, zdecydowanie ubogacił powieść. Zwłaszcza postać Danii policjantki wciągniętej w całą tą intrygę była bardzo ciekawa. Ukazanie jej motywacji i jej roli w całej intrydze było ciekawym zabiegiem. Opowiedziana historia była dla mnie bardzo interesująca. Zwłaszcza pierwsza część książki niesamowicie mnie wciągnęła i zaintrygowała. W dalszej części książki to napięcie trochę spadło, choć było sporo akcji. Natomiast brakowało mi tam pewnej głębi psychologicznej, zwłaszcza w odniesieniu do pozostałych postaci. Bowiem postaci Olivii głównej bohaterki nic nie mogę zarzucić. Kobieta, która miała praktycznie wszystko – karierę, własny biznes, dom, męża i córkę nagle bez żadnego ostrzeżenia to wszystko straciła i trafiła do więzienia. Miejsca, które jeszcze chwilę temu wydawało jej się zupełnie abstrakcyjne i poza obszarem jej zainteresowań. Teraz musi nauczyć się sobie tam jakoś radzić. Nieustająca tęsknota za córką i poczucie niesprawiedliwości jeszcze to utrudniają. Jednak jakoś udało jej się przetrwać pięć lat. Wychodzi warunkowo na wolność i staje wobec zadania odbudowania swojego życia na nowo. Jest to postać ze zdecydowanie dużym potencjałem. Dobrze przedstawieni są również pozostali bohaterowie. Również ci negatywni. Podobało mi się wypływające z powieści przesłanie, że nawet w więzieniu możesz poznać ludzi, na których będziesz mogła polegać. A z drugiej strony często Ci, którzy wydają się przykładnymi obywatelami mają wiele do ukrycia. Przypomina nam to zasadę, że nie sądzić po pozorach. Bardzo często ludzie, którzy pozornie żyją poprawnie, na wysokim poziomie, są idealnymi rodzicami i małżonkami pokazują się tacy tylko na pozór, pod publiczkę. Taką postacią jest Dominik. Na zewnątrz wzorowy obywatel, tak naprawdę skrywa różne mroczne tajemnice. Powieść trzyma w napięciu. Autorka funduje nam liczne zwroty akcji i skoki adrenaliny. Części wypadków stopniowo można było się domyślić, natomiast jedna rzecz była dla mnie bardzo dużym zaskoczeniem. Również temat osób niesłusznie skazanych, wrobionych, zasługuje na zauważenie. Powieść dostarczyła mi sporo emocji i fajnie spędziłam z nią czas, co polecam i Wam😊

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU ALBATROS.

„Śląski Kopciuszek” Gabriela Anna Kańtor

ŚLĄSKI KOPCIUSZEK

  • Autorka: GABRIELA ANNA KAŃTOR  
  • Wydawnictwo:  WYDAWNICTWO MG
  • Liczba stron: 176
  • Data premiery: 01.07.2020r. 

Uwielbiam takie niespodzianki!!!  Moja przyjaciółka trafiła na spotkanie autorskie Pani @Gabriela Kańtor, która z entuzjazmem opowiadała o swoich publikacjach. Historie, które w nich przedstawia są naprawdę fascynujące (chociażby „Bachantka na panterze”, która mnie zaciekawiła i tylko chyba przez jakieś zaćmienie umysłu przyjaciółka jej też mi nie sprezentowała). Spotkanie podobno było bardzo udane. Prowadziła je niezwykle urocza Pani Ewa – nauczycielka z miejscowej Szkoły Muzycznej, a Pani Gabriela zachwycała swoją wiedzą, erudycją, umiejętnością zaciekawiania potencjalnego czytelnika. Ogromnie się ucieszyłam, gdy otrzymałam w prezencie mój własny egzemplarz „Śląskiego Kopciuszka”. I to nie byle jaki, tylko z dedykacją!!! Jest to pierwsza część dwutomowego cyklu o Joannie Gryzik, która prawie dwieście lat temu znalazła się w domu śląskiego przedsiębiorcy Carla Godulli posiadającego w dniu śmierci 19 kopalń galmanu, 40 kopalń węgla kamiennego, 3 huty cynku, 28 kuksów (czyli udziałów) w hucie „Karol”, do tego był władcą takich ziem jak: Orzegów, Szombierki, Bujaków, Bobrek, Paniowy (ps. od którego nawet jedna dzielnica Rudy Śląskiej wzięła swą nazwę) i która została jego spadkobierczynią. Książkę wydało @Wydawnictwo MG – warszawskie wydawnictwo, które wydaje przepiękną prozę (jak zdążyłam się zaznajomić) i klasyczną literaturę. „Śląski Kopciuszek” premierę miał w połowie 2020, a już 30.09.2020r. światło dzienne ujrzał drugi tom dylogii, który niestety na spotkaniu autorskim nie był dostępny. A szkoda, bo książki są naprawdę przepiękne wydane. Twarda oprawa, przepiękna okładka. Do tego gruby papier, który przepięknie szeleści i pachnie. Nic, tylko czytać !!! 

(…) jego już nie ma i nigdy nie będzie! Nie wstanie z grobu, nie ożyje, zostawił nas w kompletnym ubóstwie, bez jednego złamanego talara i bez jakiegokolwiek sensu. Po prostu wziął i umarł !…” – „Śląski Kopciuszek” Gabriela Anna Kańtor. 

Antonina Gryzik po śmierci męża zostaje sama z dwoma córkami. Młodsza zostaje przygarnięta przez nowego męża Antoniny, starsza zostaje oddana pod opiekę przyjaciółki Pani Gryzikowej, Emilii, która jest gospodynią w zamku rudzkiego przemysłowca, Carla Godulli. Długo nie da się ukryć dziecka chowanego w czeluści zamku. Joanka zaprzyjaźnia się z dwoma ogromnymi psami Godulli.- Troyem i Grafem, czym zaskarbia sobie jego przychylność do tego stopnia, że po dwóch latach, jako jego wychowanka staje się główną spadkobierczynią Carla. Co doprowadziło do takich kolei losów? Co spowodowało, że osierocona przez ojca, oddana do wychowania w obcym domu przez matkę Joanka stała się w przyszłości przedsiębiorczą spadkobierczynią, właścicielką ziemską i prawdziwą śląską panią. 

Co za cudowna publikacja. Praktycznie w każdym calu. Przemyślana. Zaplanowana. Odzwierciedlająca prawdziwe koleje losu bohaterów historycznych. Moja opinia jest całkowicie subiektywna. Już kiedyś pisałam na mym blogu czytelniczym, że wyjątkowo lubię historię ukrytą w beletrystyce. A jeszcze bardziej lubię czytać o kimś, o czymś, co znam, co widziałam, co gdzieś, kiedyś przeczytałam. A jako Ślązaczka z pochodzenia o Carlu Godulli słyszeć przecież musiałam. To on zdobył swoją ciężką pracą majątek, który dzięki swemu nieziemskiemu zmysłowi przedsiębiorczemu pomnożył do 2 mln talarów pruskich. 

Pani Gabriela Anna Kańtor ma moc zaciekawiania historią. Ma niezwykłą umiejętność w przystępny sposób opowiadania ciekawostek, historycznych faktów i przybliżania prawdziwych postaci, które w jakiś sposób odcisnęły piętno na naszej lokalnej historii. Wyjątkowo podobało mi się w książce ujęcie historii z perspektywy konkretnego człowieka i śląskiej historii, o której często zapominamy i której nie kultywujemy. Tak przy okazji, ciekawe ilu „prawdziwych” Ślązaków, „prawdziwych” lokalnych patriotów, mieszkańców Rudy Śląskiej przeczytało książkę o Carlu Godulli – „geniuszu wyprzedzającym swoją epokę” – jak go nazwała sama Autorka, wielkim śląskim budowniczym, dzięki któremu po raz pierwszy pojawiały się szkoły powszechne, familoki dla jego pracowników, czy opieka medyczna przy jego fabrykach czy książkę o księżnej Daisy? Dzięki Pani Kańtor dowiedziałam się wielu ciekawych faktów historycznych. Dowiedziałam się o oszpeceniu Carla Godulli i przyczyny, dlaczego nie miał swoich dzieci. Dowiedziałam się, że nazywano go „Diobłem z Rudy” i wyśmiewano się z niego. Zapoznałam się z hrabią Ballestremem, który umożliwił Godulli rozwój jego zmysłu finansowego i przedsiębiorczego. Dowiedziałam się o rodzinie hrabiego Hansa Urlicha von Schaffgotsch, za którego w listopadzie w 1858 roku w bytomskim kościele mariackim brała ślub Joanna, co zapewne jest fabułą drugiego tomu „Pani na Kopicach”.  Poznałam samą Joankę, o której źródła historyczne wspominają. Poznałam ją jako bohaterkę literacką, postać, wokół której działy się pewne zdarzenia. Pozytywnie zaskoczyła mnie wzmianka na kilku stronach o Goethe, jego pobycie we Wrocławiu i nieodwzajemnionej miłości do pięknej baronówny Henrietty Eleonory von Lűtwittz. A także feralnego wpisu przez niego dokonanego do księgi pamiątkowej w zwiedzanej przez niego tarnogórskiej kopalni. Przykładów dla owoców historii opisanej w „Śląskim Kopciuszku” mogłabym namnożyć jeszcze więcej, ale mam nadzieję, że i te przytoczone zachęcą Was do przeczytania nie tylko cyklu o Joance i Carlu Godulli, ale także innych książek Autorki. 

Oprócz wartości historycznych bardzo podobały mi się opiniotwórcze wstawki. Bo jak przejść obojętnie obok opinii trochę zabawnych, zapisanych ze swadą, z ogromną znajomością bytu ludzkiego. 

Chłop nijak ci baby nie ogarnie, nawet swojej własnej. Choćby ją przeżył i pięćdziesiąt lat.” – „Śląski Kopciuszek” Gabriela Anna Kańtor.

Jest wiedzą powszechną, potwierdzoną empirycznie od wieków, że jeżeli artyści rodzaju męskiego w sposób widoczny dla otoczenia wpadają w czarną otchłań, tracą dobry humor oraz stają się zmierzłymi i uszczypliwymi – to może chodzić jedynie o dwie rzeczy. O brak pieniędzy albo o brak kobiety. Albo o połączenie obu tych powodów.” – „Śląski Kopciuszek” Gabriela Anna Kańtor.

Powieść czyta się bardzo szybko. Styl Pani Gabrieli Anny Kańtor jest bardzo sprawny, prosty, rzeczowy. Książka nie nudzi, za to pobudza skutecznie wyobraźnię pozwalając przenieść się w zamierzchłe czasy, gdy Górny Śląsk rozwijał się pod zaborem pruskim w zastraszającym, ekspresowym tempie. To nie tylko książka dla Ślązaków. To książka dla każdego fana dobrego pióra, które ma drugie dno i opowiada nie tylko o człowieku, ale także o jego własnej historii w ujęciu mikro i makro historycznym. 

Serdecznie polecam!!! Miłej lektury. 

Moja ocena: 8/10

Książka wydana została przez Wydawnictwo MG.

„Daj się pokochać dziewczyno. Poznaj sekret udanych relacji” Joanna Olekszyk, Katarzyna Miller 

DAJ SIĘ POKOCHAĆ DZIEWCZYNO. POZNAJ SEKRET UDANYCH RELACJI

  • Autorki: JOANNA OLEKSZYK, KATARZYNA MILLER 
  • Wydawnictwo: ZWIERCIADŁO
  • Liczba stron: 256
  • Data premiery: 8.11.2023r. 

8 listopada br. premierę miała książka „Daj się pokochać dziewczyno. Poznaj sekret udanych relacji” @Katarzyna Miller, @joannaolekszyk od @Zwierciadło. W 2019 roku tego samego Wydawnictwa premierę miał poradnik „Daj się pokochać dziewczyno”, w której obie Autorki w zabawnej rozmowie rozmawiały o relacjach, uczuciach, związkach. Duet psychoterapeutki/psycholożki z dziennikarką w rozmowie ciekawie przedstawił tematy stosunków międzyludzkich. Zastanawiało mnie więc czym różni się tegoroczna publikacja. Was to też ciekawi? Katarzyna Miller jako Autorka, współpracowniczka stała „Zwierciadła” jest mi znana. W tym roku posiadam już dwie publikacje jej autorstwa. Bardzo dobry kalendarz z duszą pt. „Lepszy rok 2024 z Katarzyną Miller” oraz marcowa premiera „Kobiety od A do Z, czyli o tym, co ważne dla kobiecej tożsamości, o emocjach, postawach i życiowych wyborach” napisana razem z Dariuszem Janiszewskim – taki kobiecy alfabet. Przyznaję się bez przysłowiowego bicia, obie te publikacje mi się bardzo, ale to bardzo podobały. 

Format książki jest podobny do poprzedniej edycji. Obie Panie rozmawiają. Dialog toczy się wokół różnych tematów związanych z relacjami. Nuda. Zdrada. Pretensje. Podział obowiązków. Miłość. Toksyczne relacje. Kryzys. Rozstania. Rady i przestrogi. Itd… 

Czytając miałam wrażenie, że uczestniczę w spotkaniu dwóch przyjaciółek, ale nie tylko w roli obserwatora, lecz również w roli uczestnika. Katarzyna Miller nie daje oczywistych odpowiedzi, przepisów na udany związek. W wielu miejscach tylko zagaja, a atmosferę podgrzewają cięte riposty i sprytnie sformułowania pytania/doprecyzowania autorstwa Joanny Olekszyk. To sprawia, że w wielu miejscach się zastanawiałam. W swojej głowie kwestionowałam retorykę, prowadziłam dyskusję, przywoływałam przykłady z mojego własnego życia, analizowałam przykłady podane przez Autorki. 

Książka jest napisana bardzo lekko, chwilami zabawnie. Podoba mi się ten styl, ten styl dyskusji, rozmowy. Jest on bardzo przystępny i nawet o trudnych tematach czyta się przyjemnie. Podobał mi się rozdział „Rady i przestrogi”, w którym Autorki nawiązały do znanych filmów i książek o miłości. Sama będąc czytelnikiem i widzem mam odczucia, że niektóre mogłyby nas wiele nauczyć, inne stanowią rzetelne ostrzeżenie, w co nigdy nie iść, jakie symptomy odczytywać, na co zwracać uwagę i jakie zachowania partnera od razu kwestionować. W rozdziale tym wspomniano między innymi i Marylin Monroe, dziecko w kobiecym, apetycznym ciele, które ze względu na swoje ograniczenia i dysfunkcje nie potrafiło znaleźć nigdy miłości oraz mistrzynię książek obyczajowych sprzed wieków, samą Jane Austen, w których tematy damsko – męskie były obnażane w bardzo wysublimowany sposób. 

Szczerze zachęcam Was do przeczytania „Daj się pokochać dziewczyno. Poznaj sekret udanych relacji” Joanny  Olekszyk i  Katarzyny Miller. Szczerze zachęcam Was do dołączenia się do rozmowy. O emocjach, relacjach, przeżyciach własnych i innych warto rozmawiać. Często rozmowy te stanowią wartość terapeutyczną. A to w dzisiejszych, pogmatwanych czasach jest bardzo wartościowe. Idealny, wartościowy prezent pod choinkę. Nie zwlekajcie!!! 

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU ZWIERCIADŁO.

„Morderstwo w księgarni” Merryn Allingham

MORDERSTWO W KSIĘGARNI

  • Autorka: MERRYN ALLINGHAM
  • Wydawnictwo: MANDO
  • Cykl: FLORA STEELE (tom 1)
  • Liczba stron: 320
  • Data premiery: 14.06.2023r. 
  • Data premiery światowej: 26.01.2021r. 

8 listopada br. premierę miał drugi tom serii o  Florze Steele pt.  „Morderstwo w zimowy dzień” Merryn Allingham od Wydawnictwo MANDO. Dzięki uprzejmości Wydawnictwa otrzymałam w prezencie pierwszą książkę o tej bohaterce zatytułowaną „Morderstwo w księgarni”. Czytając pierwsze recenzje o klasycznym kryminale w stylu Agathy Christie do zapoznawania się z lekturą zabrałam się z ogromną ochotą. 

Abbeymead, mała angielska miejscowość, w hrabstwie Sussex, w której mieszka dwudziestopięcioletnia Flora Steele prowadząca miejscową, klimatyczną księgarnię. Życie Flory wydaje się monotonne. Przeżywająca stratę ciotki Violet, która ją wychowywała otwiera i zamyka księgarnię. Dostarcza książki, realizuje zamówienia. Wszystko do czasu…. Do czasu, gdy w swoim sklepiku z książkami znajduje zwłoki młodego Australijczyka, Kevina Andersona, który znał spadkobiercę miejscowego właściciela ziemskiego, Lorda Templetona. W znalezieniu nie było nic dziwnego, gdyby nie fakt, że zmarły znalazł się w miejscu najmniej oczekiwanym na wieczny odpoczynek. Jego ciało „odpoczywało” w księgarni Flory. 

(…) Na drewnianej podłodze leżały zwłoki mężczyzny, młodego, jak można było się domyślić po gładkiej twarzy. Jego głowa przewróciła rząd książek na jednej z dolnych półek, a zamszowe botki na drugim końcu potrąciły inny. Uwagę Flory przykuły włosy rozpostarte na pokrytym lakierem deskach niczym słoneczna łuna.” -„Morderstwo w księgarni” Merryn Allingham. 

Bardzo chciałam poznać Florę i jej Betty. Po pierwsze zachwyciła mnie okładka nawiązująca do klasycznych, angielskich witryn sklepowych. Po drugie tytuł, z księgarnią w jego brzmieniu. Po trzecie obietnica zanurzenia się w lata pięćdziesiąte ubiegłego wieku, które uwielbiam i w kinematografii, i w literaturze. Moda niezwykle kobieca. Wąska talia, szerokie spódnice, upięte sukienki. Pierwsze dobrze spinające biust biustonosze. Makijaże w wyraźnymi ustami i buty na obcasie. Do tego początki rewolucji obyczajowej. Idealny czas na historię z kobietą w roli głównej. 

Po przeczytaniu nasunęła mi się myśl, że książka jest niczego sobie próbą wykreowania atmosfery klasycznego kryminału. Fabuła zamknięta w trzydziestu rozdziałach opiera się na bohaterach, na ich dedukcji, na nieudolności policji do wnioskowania, na rozpytywaniu. Coś jak Poirot, Panna Marple i wiele innych klasycznych detektywistycznych bohaterów. Nie za bardzo w książce napięcia, są za to sympatyczni bohaterowie. Nawet ci, którzy mieli być mniej lubiani zostali jakoś tak opisani w sposób pozytywny, że nie byłam w stanie pałać do nich niechęcią. Męski akcent w roli pisarza Jacka Carringtona trochę mnie zawiódł. Jack wydał mi się zbyt mało męski, taki bez polotu, bez koloru. Sama Flora też została odrysowana dość nierówno. Z jednej strony zadziorna, odważna, amatorka – detektywka, z drugiej pogubiona młoda panna, wspominająca, wzdychająca, gubiąca się w swojej codzienności. Coś w stylu „chciałabym a boję się”. Rozwinięcie zagadki kryminalnej…. to dla mnie największy zawód. Kompletnie nie przekonał mnie motyw z Panem Elliotem, z Malleus Maleficarum i jego rolą, na którą wpadła Flora praktycznie od razu, gdy się nad nim zastanowiła, kiedy wcześniej bohaterowie kluczyli po omacku nie wpadając na żaden sensowy trop. 

Kryminał bez rzezi, hektolitrów krwi i głębokich ran. Lekka, przyjemna lektura z historią powojenną w tle, a nawet wątkami sięgającymi czasów Henryka VIII. Coś dla fanów prostej, nieskomplikowanej, przewidywalnej fabuły kryminalnej. Coś dla fanów klasycznych kryminałów.  

Moja ocena: 6/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Mando.

„Wyspa zaginionych dziewcząt” Alex Marwood

WYSPA ZAGINIONYCH DZIEWCZĄT

  • Autorka: ALEX MARWOOD
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 448
  • Data premiery: 17.05.2023r

Alex Marwood to pseudonim brytyjskiej dziennikarki i pisarki Sereny Mackesy, która jest autorką takich powieści jak: „Dziewczyny, które zabiły Chloe”, uhonorowanej prestiżową Nagrodą Edgara, „Zabójcy z sąsiedztwa”, wyróżnionej Macavity Award, „Najmroczniejszego sekretu” i „Zatrutego ogrodu”. Jej thriller pt. „Wyspa zaginionych dziewcząt” od Wydawnictwo Albatros  zbiera różne opinie. Jednych zachwyca fabuła. Inni zwracają uwagę na słabe wykonanie. Skarżą się na nieistotne wątki i opisy, które zajmują za dużo miejsca. Ja spieszę do Was z moją osobistą opinią, którą mam po przeczytaniu tej publikacji. I do tego Was zachęcam. Warto samemu wyrobić sobie zdanie, a nie sugerować się opiniami innych. Przecież odczucia po przeczytaniu książki są w pełni subiektywne. A same preferencje to tylko kwestia gustu. 

Na La Kastellanie, wyspie będącej rajem multimilionera Matthew Meade’a i jego córki Tatiany dzieją się różne rzeczy. Miejsce luksusowych zabaw międzynarodowej śmietanki towarzyskiej, rozpieszczonych dziedziców i innych sukcesorów, nowobogackich czy arystokratów.  Rajską sielankę zakłócają incydenty związane z młodymi dziewczynami, które od czasu do czasu giną. Nikt nie wie, kto za tym stoi. Nikt nie potrafi temu zaradzić i się temu przeciwstawić. 

Zawiodłam się na tej książce. Thrillery uwielbiam natomiast ten nie do końca przypadł mi do gustu. Motyw wydawał mi się niezwykle ciekawy. Rajska wyspa, zaginione młode dziewczyny, do tego blichtr i bogactwo współczesnego świata. Nie mogło być źle….. i faktycznie nie było. Może nie jest to książka wysokich lotów na miarę naszych polskich rodzimych autorów thrillerów, które trzymają mnie praktycznie do początku w napięciu, ale docenić muszę pomysł. Podobało mi się również osadzenie akcji w dwóch perspektywach czasowych. Autorka prowadzi narrację osadzoną w połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku z punktu widzenia dwunastoletniej Mercedes  jak i w 2016 roku, gdy na wyspę przyjeżdża Robin w poszukiwaniu swojej zaginionej córki. I w tym aspekcie miałam dużo zabawy zastanawiając się co łączy te dwie osie czasowe, gdzie będzie punkt zbieżny? 

Trochę opornie mi się czytało. Chwilami miałam zawahanie, chciałam odłożyć książkę, a że nie należy to do moich cech szczególnych wracałam jednak do czytania. Niektóre opisy są przydługie. Nie wiem, dlaczego w paru miejscach autorka tak bardzo rozwinęła swoją opowieść, co było w opozycji do mocnych scen zaserwowanych czytelnikom w drugiej połowie lektury. Do tego ta fantastyka granicząca z maksymalnym prawdopodobieństwem. Tak, to jest główna wada tej publikacji. Wymyślenie całej fikcyjnej wyspy przez autorkę z jej własnym językiem, historią i zwyczajami nie do końca się udało Dramaty bohaterów nie wydały mi się prawdopodobne, a średniowieczna atmosfera wykreowana w związku z postacią tajemniczego diuka i okrutnymi obrzędami niezamężnych kobiet wręcz chwilami mnie bawiła. Jedyny aspekt całkowicie do mnie przemawiający związany był z wydarzeniami, którymi bohaterami są zdegenerowanymi milionerzy. Ten motyw został w powieści odzwierciedlony dość realnie. 

Nie do końca lubię science fiction i może dlatego rozwinięcie fabuły w pełni do mnie nie przemówiło. Jest to thriller całkowicie przeciętny. Można go przeczytać i chyba nie do końca uznać, że czas był zmarnowany. Można też się bez niego obyć. Tylko, czy naprawdę nie ciekawi Was, co się tak naprawdę stało z zaginionymi dziewczętami z wyspy? 

Moja ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU ALBATROS.

„Zapisane w sercu” Agata Sawicka

Wydawnictwo: Dragon

ZAPISANE W SERCU

  • Autorka: AGATA SAWICKA
  • Wydawnictwo: DRAGON
  • Liczba stron: 320
  • Data premiery: 12.07.2023r. 

Moja przyjaciółka nie cierpi książek obyczajowych. Kiedyś zaczytywała się w tych historiach, a teraz przerzuciła się na komedie kryminalne, thrillery, dramaty, kryminały, w tym oczywiście retro. Z tego co obserwuję od czasu do czasu sięga po obyczaj z wojną w tle. Dlatego powieść obyczajowa z wątkiem historycznym pt. „Zapisane w sercu” Agata Sawicka autorka od Wydawnictwo Dragon wydaje się być dla niej ideałem. Ciekawe czy ją przeczytała? A Wy? Mieliście w ręku książkę w tak pięknej okładce? 

To historia wnuczki poszukującej odpowiedzi na pytania z opowieści jej dziadka. To historia trzech dziewcząt, Heleny, Wiry i Chajki, których młodość została przerwana przez wojnę. To historia Polki, Ukrainki i Żydówki, które przez zawirowania wojenne się rozdzieliły, a ich więź została rozerwana. 

To mogę Wam napisać; ta sielska okładka to podpucha. Kompletnie nie wiem, dlaczego Wydawca tak bardzo chciał nas, czytelników zmylić proponując tak nostalgiczną obwolutę. W rzeczywistości historia opowiedziana słowami Agaty Sawickiej jest dużo boleśniejsza i bardziej smutna, niż mogłoby się wydawać. 

Wracając jednak do moich odczuć po przeczytaniu „Zapisane w sercu” to traktuję tę obyczaj jako bardzo dobrą próbę rozliczenia przerwanych więzi bliskich pochodzących z różnych środowisk. Dotychczas sąsiadów i przyjaciół mieszkających dom, w dom, pracujących i chodzących do szkoły ramię, w ramię. Od pewnego momentu wrogów na przysłowiową śmierć i życie. Tak naprawdę wiele opowieści opisanych w książkach tego typu wymyśliło same życie. Wiele z nich pochodzi tak naprawdę z pamiętników, opowieści przodków, relacji przekazywanych z ust do ust. Tak mogłoby być i tym razem… 

Styl Sawickiej jest bardzo przystępny. Czytanie mi się nie dłużyło i nie znudziło. Obrazy nakreślone w narracji przemawiały do mej wyobraźni. Zaprzyjaźniłam się z bohaterkami, nie tylko z tymi żyjącymi sprzed kilkudziesięciu lat, lecz również z tą współczesną – Elą, która ponad wszystko chciała odkryć historię trzech przyjaciółek. Motyw wojny, przyjaźni, rozerwanych więzi sprawdza się w powieściach obyczajowych. Stanowi ekscytujące uzupełnienie zwykłych, powszechnych, ludzkich losów. Wzbudza emocje, cały wachlarz emocji od tych pozytywnych, po negatywne. Podczas czytania powieści „Zapisane w sercu” dużo rozmyślałam. Wspominałam dawno minione przyjaźnie. Zastanawiałam się, jak rozwinęłyby się, gdyby przyszło mi żyć w bardziej nieprzyjaznych, niespokojnych czasach. Czasem jest tak, że w dobie ucisku ludzie mają większą skłonność do walki o siebie, która zmniejsza się wraz z przybyciem pokoju. I to okazało się wartością w trakcie czytania. Ta zdolność do zastanowienia się, do rozważenia, do oceny własnego życia i osobistych wyborów. 

Lubię książki, które zmuszają mnie do myślenia, do przywoływania z odmętów pamięci zdarzeń z przeszłości. Taką książką jest właśnie „Zapisane w sercu” Agaty Sawickiej. 

Moja ocena  8/10.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Dragon.

„Bractwo” John Grisham

BRACTWO

  • Autor: JOHN GRISHAM
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 448
  • Data premiery: 26.07.2023r.
  • Rok premiery światowej: 2000r

26 lipca br. nakładem Wydawnictwo Albatros ukazało się nowe wydanie „Bractwa” Johna Grishama, powieści która pierwszy raz w Polsce opublikowana została w 2000 roku. Przeczytałam już wiele książek tego autora. Lata temu należał do jednych z moich ulubionych amerykańskich powieściopisarzy. Opinie o jego poprzednich publikacjach zajdziecie pod linkami: „Czas łaski” – klasyczny thriller prawniczy oraz  „Wichry Camino” i „Wyspa Camino” – różne od poprzednich, ale bardzo udane publikacje. Z zaciekawieniem zabrałam się więc do czytania „Bractwa„.

Tytułowe Bractwo to więzienne trio w Trumble na Florydzie. Finn Yaber z Kalifornii, Joe Roy Spicer z Missisipi i Hatlee Beech z Teksasu na wolności byli sędziami. W więzieniu federalnym świadczą usługi prawnicze współosadzonym, a także rozstrzygają wszelkie spory. Podążając za ogromną chęcią zysku szukają sposobu na prawdziwe bogactwo. Odkrywają nielegalne przedsięwzięcia CIA, któremu zależy na zdobyciu prezydentury przez popieranego kandydata – Aarona Lake’a. Niestety kandydujący w wyborach protegowany ma jednak pewne tajemnice… 

John Grisham jest mistrzem tkania inteligentnych, sensacyjnych fabuł, w którym ogromną rolę odgrywają prawnicy, służby publiczne i politycy. Ta mieszanka wybuchowa mogłaby się sprawdzić w każdym gatunku, tym bardziej sprawdza się w thrillerze.  W którejś recenzji przed zapoznaniem się z „Bractwem” przeczytałam, że korupcja, łapczywość, zachłanność i pranie pieniędzy nigdy nie tracą na aktualności. Popieram tę opinię. Te motywy stanowiły idealne tło fabuły zaproponowanej przez Grishama. Nie ważne, że publikacja swą premierę miała dwadzieścia trzy lata temu. Ważne jest, że tematy te są tak samo żywe i ważne też dzisiaj. 

Książka okazała się dla mnie ciekawą rozrywką, choć początek lekko mi się dłużył. Władza, polityka, rządy więzienne pokazane zostały w bardzo sprawny sposób. Do tego te pociągające wątki pełne sensacji i arcyciekawych zbiegów okoliczności wzmocniły odbiór. Już długo nie przeczytałam Grishama w tak interesującym wydaniu. I to nieważne, że akcja dzieje się w latach, które już dawno odeszły w zapomnienie. Dyskietki komputerowe. Telefony stacjonarne. Płyty i odtwarzacze CD. Ktoś z Was to pamięta? 

Moja ocena: 7/10

Książka powstała we współpracy z   Wydawnictwo Albatros.

„Klub” Ellery Lloyd

KLUB

  • Autorzy: ELLERY LLOYD
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 380
  • Data premiery: 25.10.2023r. 
  • Data premiery światowej: 1.03.2022r.

25 października 2023r premierę miał kolejny thriller od Czwarta Strona Kryminału. Wydawnictwo dla mnie zawsze jest gwarantem dobrej książki. Często wrzucam na półkę ich publikacje bez większego zastanowienia. Podobnie było z książką pt. „Klub” Ellery Lloyd. Nie znając autorów, bo pod pseudonimem Ellery Lloyd kryje się duet pisarski, a znając Wydawnictwo nastawiłam się naprawdę na bardzo interesującą lekturę. Choć temat ekskluzywnego klubu nie jest mi obcy. Pamiętam;  „Podziemny krąg” z 1999 roku z Bradem Pittem w roli głównej oraz „Grę” z 1997 roku z Michaelem Douglasem, gdzie grany przez aktora bohater – Nicholas Van Orton –  w  dniu swoich 48 urodzin zostaje zaproszony do tajemniczej gry, która odmienia jego monotonne życie. Podobny motyw pojawił się w filmie z ubiegłego roku „Menu”, w którym młoda para wybiera się na odległą wyspę, do ekskluzywnej restauracji do której zaproszenia otrzymuje bardzo bardzo wąskie grono. 

KAŻDY DAŁBY SIĘ ZABIĆ, BY DOŁĄCZYĆ… do kolektywu klubów dla celebrytów rozsianych po całym świecie, w których bogaci i sławni mogą ostro imprezować, a następnie odpoczywać w pięciogwiazdkowych apartamentach, z dala od wścibskich oczu fanów i mediów” – z opisu Wydawcy. A to wszystko dzięki i pod okiem Neda Grooma, jej aktualnego dyrektora, który jest w stanie zapewnić wymagającym gościom każdą, żądaną przez nich rozrywkę.

The Home Club nie okazał się jednak tak interesujący, jak wynika z opisu książki. Pomysł miał opierać się na fabularnej krytyce rozrzutności, celebryckiego życia i hołdowania własnym, nawet najbardziej prymitywnym pragnieniom. Z zabiegu narracyjnego wyniknęła opowieść z punktu widzenia organizowania dużego wydarzenia integracyjnego, w którym udział chciałby wziąć prawie każdy. I ten zabieg okazał się niezwykle udany. Autorzy bardzo dobrze sportretowali tło powieści z punktu widzenia całej załogi, a także nawet z punktu widzenia dziennikarzy, którzy relacjonują w prasie zdarzenia w trakcie i po imprezie, snują różnorodne teorie spiskowe, a nawet dopowiadają pourywane wątki. I to tyle z silnych stron książki. Słabością powieści jest pomysł, który gdzieś się ulotnił w trakcie pisania. Możliwe, że duet pisarski się ścierał próbując przeforsować różne podejścia i różne koncepcje. Finalnie wyszło słabo. Trup ścieli się gęsto. Ofiary pojawiają się jedne po drugich. Zaskoczona byłam koncepcją bohaterów. Tak naprawdę perspektywa czterech osób gwarantowała różnorodność.  Nie utożsamiłam się ani z Adamem – bratem właściciela, ani z Annie odpowiedzialną za kontakty z celebrytami. Chwilami ciekawiła mnie Nikki osobista asystentka Neda, lecz bliżej mi było do Jess, nowo zatrudnionej zarządzającej ekipą sprzątającą. Teoretycznie wszyscy mają swoje tajemnice i powody do zemsty, i powinni mnie bardziej ciekawić, niż się stało. Po przeczytaniu książki odczułam pewien niedosyt. Odebrałam bohaterów słabo, mało wyraźnie. Zabrakło mi wątku przewodniego. Zdarzenia mieszały się, rozgałęziały jak macki ośmiornicy. Przeczytałam i tyle. 

Ciekawy koncept.  Wykonanie musicie ocenić sami. 

Moja ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.