„Pisarka” Magda Stachula

PISARKA

  • Autorka: MAGDA STACHULA 
  • Wydawnictwo: Luna
  • Liczba stron: 336
  • Data premiery: 14.06.2023r.  

Dopiero co uporałam się z recenzją „Idealnej” (recenzja na klik) autorstwa Magda Stachula – pisarka a już przypomniałam sobie, że jeszcze nie podzieliłam się z Wami moją opinią na temat premiery z czerwca br. pt. „Pisarka„, również  od Wydawnictwo Luna. Jak wspomniałam w zapowiedzi tej lektury, „Autorka jest specjalistką od domestic noir, więc nastawiam się na pełną emocji, trzymająca w napięciu lekturę”. Powieści w tym gatunku są bliskie thrillerom psychologicznym i traktują często o przemocy domowej (fizycznej, ale i psychicznej). Czy i tym razem? 

Z opisu Wydawcy: „Laura Ruta to bestsellerowa autorka thrillerów. Właśnie świętuje premierę najnowszej powieści, która zbiera entuzjastyczne recenzje. Dzień po spotkaniu z czytelnikami pisarka dostaje tajemniczą przesyłkę, której zawartość przypomina jej groźbę sprzed lat. Kto jest nadawcą? Jak zdobył adres Laury? I wreszcie skąd wie, kiedy skończy się jej życie. Czy właśnie oznajmił, że planuje ją zabić?” 

Nie mogłam darować sobie zacytowania opisu Wydawcy, który mnie bardzo zafascynował. Mam nadzieję, że przytoczenie Wam go tutaj, również wzbudzi w Was ciekawość i sięgniecie po tę, i inne książki autorstwa Magda Stachula – pisarka. W mojej opinii Autorkę czyta się bardzo dobrze i jeszcze żadna jej książka mnie nie zawiodła. 

Spodobał mi się opis fabuły „Pisarki„. Znikająca bestsellerowa autorka thrillerów, która otrzymała krótko po spotkaniu z czytelnikami tajemniczą przesyłkę to musiał być udany przepis na ciekawą książkę. Takie też były moje spostrzeżenia po zapoznaniu się z lekturą. Ciekawy początek i ciekawe, a może raczej powinnam napisać zaskakujące zakończenie. Styl Stachuli jest intensywny. Jak to podsumowała moja przyjaciółka „jak to Stachula, dobrze się czyta”, a to chyba najlepsza rekomendacja. 

Opisy i dialogi są dobrze skomponowane, tworzą idealną komplementarną całość. Główna bohaterka to postać złożona, wielowątkowa. Kobieta o wielu twarzach, wielu rysach na charakterze i to, dlatego rozstrzygnięcie zagadki jej zaginięcia tak mnie pochłonęło. Postaci drugoplanowe dodają głębi całej historii, są istotnym uzupełnieniem intrygi. To świadczy o sprawności pisarskiej Stachuli, która dokładnie wie, czym zainteresować czytelnika. 

Bardzo chciałam się dowiedzieć, co się stało z Laurą Rutą. Tak bardzo, że praktycznie nie odłożyłam powieści, póki nie poznałam zakończenia. Nic Wam na jego temat nie napiszę, bo bardzo chcę, byście sami zapoznali się z jej historią. Zapewniam Was, że nie pożałujecie. 

Moja ocena:  7/10.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję @Wydawnictwo Luna.

„Pieśń na mroczne czasy” Ian Rankin

PIEŚŃ NA MROCZNE CZASY

  • Autor: IAN RANKIN
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Cykl: INSPEKTOR REBUS (tom 23)
  • Liczba stron: 416
  • Data premiery : 26.07.2023r
  • Data premiery światowej: 1.10.2020r. 

26 lipca br. debiutował kolejny, 23 już tom z serii z Inspektorem Rebusem Ian’a Rankin’a pt. „Pieśń na mroczne czasy„. Wydawnictwo Albatros. Książka premierę światową miała pod koniec 2020 i jak sam autor napisał w posłowiu pisana była w okresie lockdownu. Ciekawa jestem kiedy na polskim rynku ukaże się 24 część serii, która światową premierę miała 18.10.2022r. Oczekiwać jej będę z utęsknieniem. Wracając do cyklu, tak jak wspomniałam w zapowiedzi, przeczytałam tomy od 21 do 23 oraz po wznowieniu od 3 do 5. Trochę tak czytam o Rebusie w czynnej służbie i trochę będącego już na emeryturze. I jeden, i drugi mi się podoba. I jeden, i drugi prowadzi swoje śledztwa. I jeden, i drugi jest ciekawym bohaterem klastycznego, detektywistycznego kryminału. 

Rebus pomyślał ponownie o książkach, których nigdy nie przeczyta, ale bez których – jak mu się zdawało – nie mógł żyć, o płytach, których nie chciał się pozbyć, choć wysłuchał ich raz albo dwa w ciągu dekady, o pudłach z aktami spraw, które wydawały się z nim zrośnięte niczym dodatkowa kończyna. Dlaczego miałby je wyrzucać…” – „Pieśń na mroczne czasy” Ian Rankin.

I właśnie borykającego się z takimi dylematami poznajemy Rebusa w 23 części cyklu. Rebusa, który przez COPD, przewlekłą obturacyjną chorobę płuc musi przenieś się ze swoim wiernym psem Brillem do mieszkania na parterze, z mini ogródkiem na tyłach budynku. Rebusa, który będąc na emeryturze musi zmierzyć się chyba z jednym z największych wyzwań, a mianowicie śmiercią Keitha Granta, partnera jego córki Samanthy i ojca jego wnuczki, Carrie. Rebusa, który współpracując nawet na odległość z Siobhan Clarke dostrzega pewne zbieżne punkty prowadzonego przez siebie śledztwa z postępowaniem w sprawie morderstwa bogatego Saudyjczyka.

Kolejny tom serii w stylu Ian’a Rankin’a. Męska perspektywa. Krótkie, zwięzłe dialogi. Szybka akcja. Śledztwo toczone w stylu klasycznego dochodzenia detektywistycznego. Upierdliwy Rebus rozpytujący wszystkich i o wszystko, którego sława dotarła nawet do małego miasteczka, w którym zamieszkała jego córka z partnerem. 

Ogromnym dla mnie zaskoczeniem w fabule było połączenie dwóch równolegle toczonych śledztw, tego prywatnego Rebusa oraz dochodzenia Siobhan Clarke prowadzonego razem z Malcolmem Foxem. Ze zdziwieniem przyglądałam się rozwinięciu, w którym losy lorda Meiklejohn i jego córki lady Isabelli skrzyżowały się z życiem zaginionego, a następnie zamordowanego Keitha Granta, parntera córki Rebusa. Ciekawy wątek, który w zakończeniu mógł się rozwinąć w inny sposób. Rankin postawił chyba jednak na prawdopodobieństwo. Wątek historyczny z niemieckimi obozami jenieckimi na terenie Szkocji też mnie zaciekawił. Jeńcy, oprawcy, który się zasymilowali, którzy pozostali w miejscu, w które rzucił ich wojenny los. Którzy musieli zmienić nazwisko. 

Kolejny przeczytany przeze mnie tom serii nie był sensacją, mimo wielu ciekawych pobocznych wątków. Fabuła rozwijała się jak to w serii. Powolne wypytywanie, czasem tych samych świadków. Sprawdzanie poszlak, na które śledczy wpadali później, niż wydawać by się mogło czytelnikowi. Przesłuchania ze skutecznymi unikami pokazującymi słabość policji. No i oczywiście to przenikanie się świata kryminalnych ze światem przestępczym. Narkotyki, ludzie z pierwszych stron gazet, prymitywne uciechy i rozrywki. I zazdrość, która zawsze się sprawdza w powieści kryminalnej. 

Zachęcam do czytania Ian’a Rankin’a – szkockiego, powściągliwego pisarza powieści kryminalnych, który stworzył Inspektora Johna Rebusa, lekko już podstarzałego, ale ciągle skutecznego śledczego. 

ps. tylko czy ja gdzieś wcześniej przeczytałam, że Rebus jest fanem książek z Reacherem autorstwa Lee Childa?

Moja ocena: 7/10

Książkę podarowało mi   Wydawnictwo Albatros, za co bardzo dziękuję.

„Ofiara twoim przeznaczeniem” Ryszard Ćwirlej

OFIARA TWOIM PRZEZNACZENIEM

  • Autor: RYSZARD ĆWIRLEJ
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Seria: ANTONI FISCHER. TOM 8
  • Liczba stron: 360
  • Data premiery: 6.09.2023r. 

7 września br. premierę miał najnowszy (ósmy już) tom serii o Antonim Fischerze autorstwa Ryszard Ćwirlej pisarz pt. „Ofiara twoim przeznaczeniem” od Czwarta Strona Kryminału. O poprzednim tomie z cyklu pisałam tu: „Śmierci ulotny woal”. W recenzji napisałam między innymi: „W warstwie patriotycznej idealnie przedstawił rozterki typu; kto Polak, kto Niemiec. Odniósł się do niemieckiego pochodzenia, niemieckich imion i nazwisk, które nie determinują niemieckości, lecz czasem polskość i odwrotnie. (…) Socjologiczny obszar świetnie został rozrysowany w ujęciu polsko – niemieckich nazw. Raz Ćwirlej umiejscawia akcję w Poznaniu, raz w Posen. Innym razem szajka lokalnych złodziejaszków jedzie na akcję do Szczecina, a raz do Stettina. A sam Fischer to raz Antoni, a raz Anton”. Mam nadzieję, że jesteście ciekawi, jak tym razem odebrałam historię opisaną przez Pana Ćwirleja?

W Poznaniu w roku 1931 odnaleziono skradziony w czasie działań wojsk niemieckich na terenie Belgii obraz z podobizną Matki Boskiej. Już w momencie kradzieży przez niemiecką armię wiadomo było, że obraz jest cenny. Jego autorstwo przypisane zostało wczesnemu Bruegelowi. Podopieczni Fischera z Dyrekcji Policji w Poznaniu, Oskierko z Olkiewiczem szukają świątyni, z której obraz zabrali szabrownicy. W między czasie w mieście kwitnie przemyt. Najpierw życie traci Marian Grzelak, drobny złodziejaszek. Następnie Tolek Grubiński wraz ze swoją szajką zostaje złapany na gorącym uczynku, gdy plądruje dość owocnie mieszkanie. Sam komisarz Antoni Fischer z misją przebywa w Bydgoszczy, gdzie zostaje zaskoczony obecnością swego przełożonego z czasów Wielkiej Wojny, majora Richarda Böhma, występującego w roli szefa niemieckiej delegacji handlowej. 

Zanim o fabule to muszę zadać Wam pytanie, czy zwiedzaliście Międzyrzecki Rejon Umocniony (w skrócie MRU)? To kompleks misternie wniesionych przez Niemcy umocnień po przegranej I Wojnie Światowej. Do dziś zachowały się tunele (30 km tras), które można zwiedzać. Zaczynając czytać „Ofiara twoim przeznaczeniem” Ryszarda Ćwirleja od razu pomyślałam o tych ciekawych fortyfikacjach. Jak czytamy na oficjalnej stronie (źródło: https://bunkry.pl/historia/#) „Plan ufortyfikowania obszaru zakładał wybudowanie ponad 100 obiektów bojowych, w większości połączonych ze sobą systemem podziemnych korytarzy spiętych głównym korytarzem w jedną całość. Uzbrojenie schronów stanowić miały karabiny maszynowe, miotacze ognia, granatniki automatyczne oraz armaty w bateriach artyleryjskich i działka przeciwpancerne w kazamatach pancernych”. I to o ten historyczny wątek również zahaczył Ryszard Ćwirlej kończąc ósmą opowieść o Antonim Fischerze. 

Skojarzenia z MRU pojawiły się przy kwestii działań niemieckiego wojska związanego z rozbudowywaniem infrastruktury obronnej wzdłuż granicy. To odkrycie wywiadowcze zainteresowało delegaturę i samego Żychonia, szefa sławetnej „Dwójki”. Już w czasie, gdy dzieje się akcja, polskie służby wywiadowcze wiedziały, że Niemcy szykują całą linię obronną. W tym zakresie Ćwirlej przeszedł samego siebie pokazując słabości ówczesnej polityki, możliwości do nadużyć, czy wręcz jawnej polityki związanej w zagrabianiem państwowego, w tym przypadku wojskowego mienia. Historyczna wartość tej powieści jest więc oczywista i zachęca do dalszych badań nad tematem. 

Nie wiem jak głęboko Ryszard Ćwirlej sięgnął do prawdziwej historii. Wiem natomiast, że „Ofiara twoim przeznaczeniem” to kolejny kryminał retro z politycznym wątkiem w tle. Tak jak w poprzedniej części, niemieckość, miesza się z polskością. Nie wiadomo, kto Polak, kto Niemiec. Sam Fischer raz jest Antonim, raz Anthonem. Bydgoszcz – Bydgoszczą, lub Bromberg. Przykładów można by mnożyć w nieskończoność. Sami śledczy, z wyjątkiem oczywiście tych wybitnych, zostali przedstawieni z przymrużeniem oka. 

(…) do policji trafiają ludzie pełni zapału, ale z możliwościami intelektualnym dalekimi od zadowalającego poziomu ćwierćinteligenta. Pracujemy z takim, a nie innym materiałem ludzkim i nie ma co narzekać. Może kiedyś dojdziemy do sytuacji, w której matura będzie cenzusem uprawniającym do pracy w policji, a na razie cieszymy się, jeśli nas posterunkowy na jakimś zadupiu ma zaliczone trzy klasy powszedniaka, czyli umie pisać i czytać…” – „Ofiara twoim przeznaczeniem” Ryszard Ćwirlej. 

Przodownicy kryminalni również o swojej pracy nie mają wysublimowanego zdania. Dla nich wszystko jest proste. Metody przesłuchiwania oklepane, ale jakże skuteczne. Bratanie się z drobnymi przestępcami zawsze opłacalne. A uliczki, jak to uliczki ciemne. Byle by tylko korzystać z usług zarejestrowanych dziewczynek do towarzystwa. 

Większość spraw kryminalnych ma proste wytłumaczenie. Trzeba tylko wiedzieć, kogo pytać (…) To tylko w powieściach wszystko jest niepotrzebnie rozkładane na czynniki pierwsze, podczas gdy prawda leży na wyciągnięcie ręki. – Wskazał na leżącego u jego stóp człowieka. – Gdy się odpowiednio uderzy, to nożyce odzywają się natychmiast.” – „Ofiara twoim przeznaczeniem” Ryszard Ćwirlej. 

Bardzo lubię kryminały retro. Lubię ten ciemny blichtr, ten smród, brud i te dorożki ciągnione przez konie brudzące swymi odchodami ulice. A jeszcze bardziej lubię bohaterów w stylu Fischera, który jako „(…) wojskowy potrafił analizować sytuację wojenną na poziomie taktycznym, ale również umiał ocenić ją z poziomu strategicznego. A strategia była dla powstańców bezwzględna.” – „Ofiara twoim przeznaczeniem” Ryszard Ćwirlej.

Do tego bardzo lubię uczyć się historii z beletrystyki, w której ścierają się losy ludzi z różnych perspektyw. Byłej wojny, przyszłej wojny. Byłego języka ojczystego, aktualnego, czy nawet przyszłego. Dlatego całkowicie „Ofiara twoim przeznaczeniem” Ryszarda Ćwirleja spełniła moje oczekiwania. Może tylko za dużo było gmatwania i komplikowania w tych wojskowych, kryminalnych bohaterach. Momentami myliły mi się nazwiska, myliły mi się postaci. Mimo tego, że Autor zadbał, by na początku każdego rozdziału znalazło się oznaczenie miejsca i czasu, nawet Ćwirlej podaje godzinę i porę dnia.

A propos bohaterów, głęboki ukłon dla Autora, który dotrzymał słowa w aukcji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i nadał imię oraz nazwisko dwóm bohaterom w podziękowaniu za ich udział w licytacji. A Panom Piotrowi Pikule i Marcinowi Rybackiemu za zaangażowanie w tą szczytną inicjatywę i udział w zabawie. Ciekawe, co by zrobił Autor z moim nazwiskiem? Może się przekonam. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy znowu zagra!!! Trzymam kciuki, by zagrał z nią również Ryszard Ćwirlej. 

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

„Ogród numer czterdzieści” Katarzyna Kostołowska

OGRÓD NUMER CZTERDZIEŚCI

  • Autorka: KATARZYNA KOSTOŁOWSKA
  • Cykl: ROD „MORELE” (tom 3)
  • Wydawnictwo:KSIĄŻNICA
  • Liczba stron: 303
  • Data premiery:  28.06.2023r. 

Rodzinne Ogródki Działkowe „Morele” czyli ROD „Morele” poznałam w 2021 przy okazji książki „Księga urodzaju” (recenzja na klik). I pamiętam, że przy lekturze bardzo dobrze się bawiłam wtapiając się w historię mieszczuchów uprawiających ogródki. Drugi tom „Tam, gdzie kwitnie miłość” (recenzja na klik) okazał się już dla mnie mniejszym zaskoczeniem. Tematykę ogródków dość, że poznałam z perspektywy Autorki (Katarzyna Kostołowska) to jeszcze z perspektywy własnego taty, o którym pisałam przy okazji recenzji drugiego tomu, a który niestety zamiłowania do opiekowania się szeroko rozumianą ziemią nie przekazał mi w genach. Dlatego chętnie sięgnęłam do trzeciej części serii pt.  „Ogród numer czterdzieści” wydanej nakładem Wydawnictwo Książnica, która swym tytułem nawiązuje do innej serii Autorki, tj. cyklu „Czterdzieści”.

W ROD „Morele” trwają wiosenne przygotowania. Dzierżawcy ogródków działkowych dwoją się i troją, by przygotować swoje posesje na przyjście cieplejszych dni. Wywożą. Sprzątają. Zasadzają. Witaj się wzajemnie i witają całkiem nowych najemców, jak na przykład Klaudiusza Janowskiego prywatnego przedsiębiorcę. Janina Skórka, prezeska zarządu ROD, nadal dzierży stery i nie pozwala na żadną samowolkę. Wszystko musi być z nią uzgodnione. Wszystko musi być przez nią zaakceptowane. Czy Jankowski podda się jej dyktaturze? 

To faktycznie jest taki hermetyczny klimat. Tacy prezesi czy prezeski rodzinnych ogródków działkowych jak Janina Skórka istnieją naprawdę. Wystarczy tylko popytać kogoś, kto od lat uprawia ogródek. Tak zawsze traktowałam tę serię jako delikatny paszkwil na ten wspólny, zamknięty świat, który toczy się jakby obok od prawdziwego, a na którym obowiązują całkowicie inne zasady. Terminy wywozów odpadów, sposób segregacji (do pustego wrzuca tylko zarząd, a inni niech się martwią zapełnionymi koszami). Witanie się i żegnanie (pamiętajcie, nawet jak nikogo nie widać trzeba krzyczeć głośno, bo a nuż ktoś usłyszy). Głośność muzyki i jej rodzaj (tu trzeba być wrażliwym na sąsiadów, którym dość trudno dogodzić). No i czas grillowania (nie za często i nie za późno. Niektórzy naprawdę już po grillu chcą odpocząć w blasku gwiazd). 

Lubię tę serię, która wyjątkowo dobrze się udała Autorce. Świat pokazany z perspektywy życia przyrody, zmian w niej zachodzących oraz specyfiki ogródków działkowych jakoś do mnie przemówił. Lekka, ciepła opowieść idealna do poduszki. Napisana trochę ze swadą, z trochę przejaskrawionymi bohaterami (ale tylko trochę ! Jak pisałam powyżej). Jak to u Katarzyny Kostołowskiej bywa nawet lekka powieść ma swe drugie dno, a błaha opowiastka, nigdy taka błaha do końca nie jest.  Tym razem Autorka grozi paluszkiem tym, którzy poddają się bezwiednie opiniom innym, przejmują się spostrzeżeniami wysuniętymi na kanwie bardzo pobieżnych obserwacji. Zwraca uwagę czytelnikom byśmy nie poddawali się uprzedzeniom, antypatiom w stosunku do innych, do nowych w naszym otoczeniu, do tak zwanych obcych. Delikatnie Kostołowska przeprowadza nas przez świat relacji ludzi w średnim wieku, gdzie trudniej jest zasłużyć na sympatię, a łatwiej na niechęć. Udowadnia, że warto jest być otwartym i dostrzegać możliwości z relacji z innymi ludźmi, wokół które finalnie mogą przynieść nam wiele dobrego. 

Zachęcam Was gorąco do tej lektury, jeśli lubicie dobre książki obyczajowe. A jeśli nie lubicie dobrych obyczajówek to i tak Was zachęcam. Wierzę, że znajdziecie w ROD „Morele” coś dla Was. 

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Znak.

„Góry dla każdego” Gniewomir Knapski

GÓRY DLA KAŻDEGO

  • Autor: GNIEWOMIR KNAPSKI
  • Wydawnictwo: ZNAK
  • Liczba stron: 320
  • Data premiery: 28.06.2023r. 

Po książkę „Góry dla każdego” autorstwa @Gniewomir Knapski wydanej przez Wydawnictwo Znak  sięgnęłam z dwóch powodów. Po pierwsze z ogromnej tęsknoty za górami. Za Tatrami. Za Sudetami. Za Beskidami. Po drugie z powodu imienia autora. Sięgnijcie proszę na oficjalne profile Gniewomira Knapskiego (instagram.com/sladami_goromira,   https://www.facebook.com/SladamiGoromira/ ), z których dowiecie się, że imię nosi młody mężczyzna zafascynowany górami i opowiadaniem o nich. 

Z opisu Wydawcy dowiedziałam się, że „To książka dla wszystkich, który marzą o wypadzie w góry, ale nie mają czasu się przygotować”. Czyli dla mnie jak nic 😁. Na okładce przeczytałam także, że „Gniewomir Knapski – alpinista, zdobywca dwóch szczytów Korony Ziemi, górski pasjonat, autor bloga Śladami Góromira – pomoże nam wybrać najciekawsze szlaki we wszystkich grupach pasm górskich w Polsce i podpowie, na co zwrócić uwagę przed wejściem na szlak i w trakcie wyprawy”. A być prowadzoną przez doświadczonego taternika to marzenie chyba każdej kobiety 😁. Do tego Wydawca zapewniał, że „Przy opisie każdej trasy znajdziemy:
* przejrzystą mapę, która pomoże nam zorientować się w terenie;
* przydatne informacje o ewentualnych biletach wstępu albo miejscach, gdzie warto zostawić samochód;
* ciekawostki, legendy i historie sprzed lat;
* ocenę szlaków w kilku kategoriach, dzięki czemu wybierzemy propozycje najbardziej do nas dopasowane;
* informację, gdzie można wybrać się na szlak z psem;
* propozycje alternatywnych zakończeń trasy”.
Nie mogło być inaczej, książka musiała znaleźć się na mojej półce. 

Poradnik został wykorzystany już w wakacje, które w znacznej części spędzałam w kraju. Niestety zachwyt górskimi szlakami nie przeniósł się na moje dzieci, więc opisywanymi historiami przez Knapskiego, podawanymi ciekawostkami i snutymi legendami zachwycałam się głównie sama. Nie zmienia to faktu, że książka jest bardzo praktyczna. Pozwala nie dość, że przygotować się do podróży, wybrać trasę, zaznajomić się z najważniejszymi informacji, to jeszcze poczytać o historiach sprzed lat, a to w książkach tego gatunku lubię najbardziej. 

Książka napisana jest w sposób przystępny. Dzięki czemu, ja jako laik nie miałam problemu ze zrozumieniem jej. Dodatkowy atut publikacji stanowią przepiękne fotografie, które rozpalają wyobraźnię i zachęcają do podróży zgodnie z jedną z 40 turystycznych tras opisanych w książce z czternastu pasm górskich Polski. 

Poradnik odebrałam jako kompendium wiedzy na temat tego, gdzie, jak, kiedy i w jaki sposób udać się w pieszą wędrówkę. To także zachęta autora do tego, by porzucić leżenie na kanapie i wyruszyć w podróż, z której wrócimy naładowani energię, wypoczęci po obcowaniu z przyrodą. To książka dla fanatyków wędrówek pieszych i gór, którzy wyciągną z niej całą esencję i którzy nauczą się czegoś nowego. Ja do fanatyków to może nie należę, ale góry kocham. I kocham o nich czytać. 

Moja ocena: 7/10
Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Znak.

„Wymarzony dom Anne” Lucy Maud Montgomery

WYMARZONY DOM ANNE

  • Autorka: LUCY MAUD MONTGOMERY
  • Wydawnictwo: MARGINESY
  • Cykl: ANIA Z ZIELONEGO WZGÓRZA (tom 5)
  • Liczba stron: 328
  • Data premiery w tym wydaniu: 7.06.2023r, 
  • Rok 1 wydania polskiego: 1959r
  • Rok premiery światowej: 1917r.

Kolejny, bo już piąty tom cyklu „Ani z Zielonego Wzgórza” w nowym tłumaczeniu od @wydawnictwomarginesy za mną. Nie ukrywam, że zabierałam się do niego dość długo. Chyba dlatego, że już trochę euforii nad nowym tłumaczeniem wyeksponowałam (recenzje poprzednich tomów znajdziecie tu: „Anne z zielonych szczytów”, „ Anne z Avonlea” „Anne z Redmondu”, „Anne z szumiących wierzb”) . Do tej całkiem nowej serii podchodzę trochę jak do serialu na platformie Netflix „Ania nie Anna”. Oglądaliście? Jeśli nie to zobaczcie koniecznie. Taka trochę wariacja na temat młodej kobiety, rudej sieroty, ukochanej przez wiele pokoleń. Niestety, jak się jest czytelniczym dinozaurem i przez lata czytało się tylko jedno tłumaczenie, trudno się wyzbyć swych przyzwyczajeń.

Anne po mężu Blythe zamieszkuje z Gilbertem nad zatokę Four Winds. Została panią doktorową i uwiła urocze gniazdko. Poznaje nowych przyjaciół. Latarnika, kapitana Jim, znającego historię całej okolicy intersującego się romantyczną historią Blythe’ów, a także Leslie Moore – młodą sąsiadkę, która opiekuje się ciężko chorym mężem. Czy życie nad zatokę Four Winds będzie dla Blythe’ów usłane różami? 

Dziwne ile się zapomina jeśli się nie sięga do książek przeczytanych dawno temu, nawet uważanych za najlepsze. Tak było w przypadku „Wymarzonego domu Anne”. Kompletnie zapomniałam o trudnych doświadczeniach Blythe’ów związanych z rodzicielstwem oraz o Leslie Moore, którą znałam z innych tłumaczeń jako Ewę Moore. Całkowicie zapomniałam jak nazwane zostały dzieci Anne. Oj, oj…. Warto więc odświeżyć sobie wiedzę z cyklu wszech czasów, który został napisany przez Lucy Maud Montgomery ponad sto lat temu. Po przeczytaniu już tęsknię za Anne, która przeprowadza się w końcówce do Złotego Brzegu. Ciekawe jaki tytuł w Wydawnictwie Marginesy będzie nosił szósty tom cyklu? 

O poszczególnych książkach serii napisałam już całkiem sporo. I w piątym tomie autorka postarała się, by perypetie Anne, już mniej dynamiczne i ciekawe niż za młodu, były ciekawego dla młodego czytelnika. Poznajemy więc Anne w roli młodej mężatki, a później matki. Poznajemy ją jako kobietę szukającą relacji z innym człowiekiem, ciekawym latarnikiem mającym swoją historię oraz młodą Leslie. Poznajemy wreszcie jako opiekunkę ogniska domowego i dojrzewającego człowieka, który zaczyna doświadczać nowych przeżyć, na które nie był przygotowany. Cel serii był jasny. Lucy Maud Montgomery chciała przedstawić młodemu czytelnikowi bohaterkę, która mimo przeciwności losu potrafiła odnaleźć szczęście. Chęć koloryzowania rzeczywistości, uciekanie w wyobraźnię było lekarstwem dla Anne i pięknie zostało zaprezentowane w pierwszych częściach cyklu. Trudno oczekiwać tego samego od młodej dorosłej, która zaznała już rodzinnego życia, zaznała już szczęścia u boku ukochanego. 

Pisząc tę recenzję przypomniałam sobie, że kiedyś nie cierpiałam Anne w dorosłym wydaniu. Uważałam, że jej literacka matka skrzywdziła bohaterkę ubierając ją w dorosłą postać. Anne z tomu „Wymarzony dom Ani” wydawała mi się dużo mniej ciekawsza, a jej losy strasznie nudne. Minęło wiele lat i ja zmieniłam swoje podejście. Odbiór po „Wymarzony dom Anne” mam teraz całkiem inny. W zachowaniu Anne, jej troskach, przeżyciach, smutkach odnalazłam wiele analogii do mojego własnego życia, do roli matki, żony, którą pełniłam. Do roli młodej kobiety, która – jej zdaniem –  nie jest w stanie sprostać wymaganiom ani bliskich, ani swoim. To trochę jak u Anne u progu dorosłego życia. To trochę właśnie, jak w prawdziwym dorosłym życiu. 

Reasumując, piąty tom cyklu o Ann Shirley zyskał na przeczytaniu po około 20-letniej przerwie. Zrozumiałam wiele kwestii, która starała się pokazać autorka, a których nie rozumiałam czytając ten tom w młodym wieku. Dlatego warto sięgać po klasyczne powieści w nowym wydaniu i w nowym tłumaczeniu. Zachęcam Was do tego. Możliwe, że odnajdziecie w treściach całkiem sporo nowego. 

Moja ocena: 7/10

Egzemplarz recenzencki otrzymałam od Wydawnictwa Marginesy, za co serdecznie dziękuję.

„Highway of Dreams” Ewa Maciejczuk

HIGHWAY OF DREAMS

  • Autorka:  EWA MACIEJCZUK
  • Wydawnictwo: WYDAWNICTWO LUNA
  • Liczba stron: 256
  • Data premiery: 12.07.2023r. 

14 czerwca 2023r. Wydawnictwo Luna wydało obyczajową powieść autorstwa Ewa Maciejczuk Autor pt. „Highway of Dreams” z motocyklami w tle. 

Amelia zostaje sama, porzucona przez swego chłopaka. By odreagować wybiera się ze swoją przyjaciółką na ognisko, gdzie poznaje Gabriela. Ona – młoda, piękna. On – przystojny motocyklista, emanujący energią i seksem. Amelia zaczyna interesować się Gabrielem, który skrywa pewną tajemnicę. 

Bardzo się starałam opisać fabułę, w sposób, który nie naprowadzi Was na zakończenie. Mam nadzieję, że mi się udało, bo faktycznie zakończenie jest urocze, przyjemnie było dotrwać do ostatnich stron. 

Ewa Maciejuk jak wynika z jej profilu jest dość płodną autorką romansów, obyczajówek. Debiutowała w 2021, a na koniec ma już prawie 20 książek uwzględniając oczywiście antologię. W samym roku 2023 wydała już cztery. Ostatnią jest premiera z 22 listopada pt. „Brutalna gra”, całkiem innego wydawnictwa. To nie koniec niespodzianek. Dosłownie niewiele wcześniej, bo 1 listopada! br., premierę miał „Zakład niekontrolowany”. Gdybym więc chciała chyba nadążyć nad pisarstwem Pani Maciejuk musiałabym czytać chyba tylko jej książki… 

A tak na poważnie wracając do „Highway of Dreams” to jest to moja pierwsza książka tej autorki. Śledząc mój blog wiecie, że lubię czasem oderwać się od codzienności, porzucić moje osobiste dramy, czy fikcyjne morderstwa mrożące krew w żyłach i przenieść się w stronę prostej historii, od dwóch takich, co się spotkali, zakochali, pokonali przeciwności i żyli długo, i….. No właśnie, jaki jest finał tej powieści to musicie sami się przekonać. 

Autorka stworzyła nieskomplikowaną, lekką opowieść o dwójce młodych ludzi, pochodzących z innych światów, o innej przeszłości, i kompletnie różnym podejściu do świata. Do fabuły wprowadziła trochę świeżości wyposażając głównego męskiego bohatera w motocykl, pragnienie szybkości chęć zaimponowania dziewczynie. Ten wątek urozmaicił mi czytanie, bo sama fabuła niczym mnie jednak nie zaskoczyła. Za sięgnięciem po tę publikację przemawia to, że język narracji jest prosty. Czyta się ją szybko. Rozdziały są krótkie i dynamiczne. Autorka postawiła na dwie perspektywy. W narracji poznajemy punkt widzenia i Amelii, i Gabriela. To dzięki temu zabiegowi możemy się dowiedzieć o czym myśleli, jakie mieli swoje osobiste motywacje, z jakimi emocjami się borykali. 

Nawet jeśli zakończenie okazało się zbyt przewidywalne, nie żałuję, że sięgnęłam po tę pozycję. Dzięki „Highway of Dreams” przeniosłam się do życia, w którym dominują szybkie motocykle, na które ja zawsze bałam się wsiąść. Ot, kolejny przyjemny obyczajowy romans. 

Moja ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję @Wydawnictwo Luna.

„Jak zostać swoim terapeutą. Teoria i praktyka panowania nad mózgiem i emocjami” Anne-Hélène Clair, Vincent Trybou

JAK ZOSTAĆ SWOIM TERAPEUTĄ. TEORIA I PRAKTYKA PANOWANIA NAD MÓZGIEM I EMOCJAMI

  • Autorzy:  ANNE-HÉLÈNE CLAIR, VINCENT TRYBOU
  • Wydawnictwo: WIELKA LITERA
  • Liczba stron: 304
  • Data premiery: 28.06.2023r. 

Jak zostać swoim terapeutą? Teoria i praktyka panowania nad mózgiem i emocjami” autorstwa Anne Helene Clair i Vincenta Trybou od Wydawnictwa @wielkalitera to poradnik o samorozwoju, samoświadomości i odnajdywaniu swojego miejsca w życiu. 

Opis Wydawcy: „Skuteczny przybornik z narzędziami, dzięki którym nauczysz się, jak okiełznać rozpalone emocje, pozbyć się negatywnych myśli i poprawić komfort własnego życia”.

Poradnik „Jak zostać swoim terapeutą” napisany został przez neurolożkę badającą aktywność mózgu w schorzeniach psychiatrycznych i psychologa oraz psychoterapeuty szukającego efektywniejszych metod terapii z myślą o pacjentach oraz o lekarzach. Książka została podzielona na trzy części. W pierwszej części dowiadujemy się jak funkcjonuje mózg, co go pobudza, co powstrzymuje. Część ta jest całkowicie teoretyczna, wprowadzająca do tematu. W drugiej części autorzy skupili się nad mechanizmami możliwymi do zastosowania, by funkcjonować sprawniej, spokojniej i szczęśliwiej. Czytelnik zaznajamia się z narzędziami, praktykami i metodami radzenia sobie z wymaganiami mózgu. W ostatniej, trzeciej części jesteśmy w stanie zapoznać się z praktyką codzienną, na które wdrożenie autorzy zapewne liczą.  

Poradnik jest pisany w formie dialogu z czytelnikiem. W wielu miejscach to czytelnik ma się zastanawiać, proponować pewne ścieżki rozwiązań. Czytelnikowi nie jest wiedza dawana na tacy, autorom zależy, by to on sam doszedł do pewnych wniosków, rozeznał, co jest dobre, a co niekoniecznie i przynosi tylko szkody. Autorzy prezentują obszary wielu aspektów życia człowieka. Nawiązują do snu, miłości i przyjaźni. Podejmują polemikę z tematem asertywności, perfekcjonizmu, pracy zawodowej. Odnoszą się również do relacji rodzinnych, w których często mogą występować problemy, kłótnie, nieporozumienia. Prezentują także takie uczucia jak żałoba, gniew, poczucie niesprawiedliwości, wypalenie, stres, smutek, rożnego typu lęki i wiele innych. Czytając „Jak zostać swoim terapeutą. Teoria i praktyka panowania nad mózgiem i emocjami” miałam możliwość zapoznania się z perspektywy specjalistów z różnymi typami zachowań. Autorzy zestawili je z konkretnymi przykładami nie dając czytelnikowi pola do popisu, do wyobraźni. Dzięki temu mogłam zestawić zachowanie z jego źródłem. 

Niemożliwe jest być swoim terapeutą, więc pierwszy trzon tytułu już jest spalony, w mojej opinii, na przysłowiowej panewce. Prawdą jest też, że jedna książka nie nauczy nas „(…) panowania nad mózgiem i emocjami”. Bez wątpienia lektura może być jednak początkiem do dalszej kontemplacji tego zagadnienia, do dalszych badań i praktyk, które w przyszłości mogą owocować bardziej spokojniejszą codziennością. I o to chodzi w poradnikach, by pokazywać różne możliwości, różne punkty widzenia i uczyć nas, czytelników, że nie zawsze tak musi być, że wiele od nas zależy. 

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą serdecznie dziękuję Wydawnictwu Wielka Litera.

„Icebreaker” Hannah Grace

ICEBREAKER

  • Autorka: HANNAH GRACE
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 450
  • Data premiery: 25.07.2023r. 
  • Data premiery światowej: 19.01.2021r. 

Wydawnictwo Zysk i S-ka Wydawnictwo zapewne wie o mojej fascynacji hokejem, czy może bardziej powinnam napisać, hokeistami. Z tej chyba przyczyny od czasu do czasu proponuje mi publikacje obyczajowe, które toczą się w środowisku hokeistów. Ja tęskniąc za historiami opisywanymi z tej perspektywy chętnie po nie sięgam, jako przeciwwaga do thrillerów, kryminałów, czy ciężkich dramatów. Podobnie było z książką „Icebreaker” autorstwa Hannah Grace, do której – przyznaję – nie miałam wysokich wymagań. 

Fabuła kręci się wokół Anastasii Allen, łyżwiarki figurowej od dzieciństwa kręcącej piruety na lodzie oraz Nathana Hawkinsa, kapitana drużyny hokejowej. Oboje lubią lód. Oboje nie boją się twardych upadków. Oboje przyzwyczajeni są do morderczej pracy, by osiągać coraz więcej, czy to indywidualnie, czy to z drużyną. Dziwnym trafem Nathan dostaje propozycję zastąpienia partnera Anastasii, który uległ kontuzji. Losy głównych bohaterów się splatają i to w najmniej oczekiwany sposób. 

Lekka, przyjemna lektura. Obyczaj z romansem w tle. Lub jeszcze mogłabym napisać Fajna historia, fajni bohaterowie, fajny klimat. 3 x to „fajne”. I bynajmniej to nie jest sarkazm. Będąc książkoholiczką przeczytałam mnóstwo książek w różnym gatunku. Każdy ma jakieś cechy charakterystyczne. Do każdego z nich czytelnik ma zwykle odrębne, całkiem różne wymagania. Jak od obyczajowych powieści oczekuję zwykle dobrej zabawy. Lubię jak historia płynie jak nieskomplikowana, prosta rzeka, bez zbędnych zakrętów. Lubię szczęśliwe zakończenia i lubię brak większych dramatów. To takie trochę podglądanie ludzkich losów z perspektywy kart książek, z punktu widzenia narratora. I to właśnie od narratora zależy, czy spodobają nam się bohaterowie i czy spodoba nam się sama historia. 

„Icebreaker” to namiastka życia pełnego trosk, poświęceń, na które narażeni są sportowcy różnej dyscypliny. To lekko opisane studium przypadku pewnej łyżwiarki figurowej, dla której świat się zatrzymał. Bardzo dobrze autorka odzwierciedliła życie pod dyktando treningów, zawodów, figur do wykonania. Hannah Grace zaprezentowała trudny obraz kobiety poświęcającej wszystko na rzecz czegoś, czego ostateczny sukces tylko od niej nie zależy. Bo jaki wpływ Stas miała na wypadek swego dotychczasowego partnera? Żaden. Znalazłam w tym wątku analogię do życia. Do tego, na czym nam zależy i o co bardzo się staramy, i na co finalnie, wbrew temu co sobie długo wyobrażamy, nie mamy żadnego wpływu. Macie tak czasami? Ja ostatnio dość często. 

Żaden bestseller. Żadna książka, którą zapamiętam na długo. Bez wątpienia jednak czas spędzony z pozycją o znamiennym tytule „Icebreaker” nie uważam za stracony. Dobra lektura na ciemne i długie wieczory. 

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z książką bardzo dziękuję WYDAWNICTWU Zysk i S-ka.

„Dlaczego on mi to robi?” Ewa Skrzypczak

DLACZEGO ON MI TO ROBI?

  • Autorka: EWA SKRZYPCZAK
  • Wydawnictwo: ZNAK JEDNYMSŁOWEM
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery: 23.08.2023r. 

Dlaczego on mi to robi?” – widząc ten tytuł najpierw pomyślałam, że chyba nie ma sensu się głębiej nad tym zastanawiać. Jest przecież wiele osób zaburzonych, mężczyzn leczących swoje kompleksy, osób, które uwielbiają krzywdzić innych, by tych poczuć na chwilę władzę, chwilową władzę. Potem jednak przyszła refleksja. Jeśli Ewa Skrzypczak, @ewaskrzypczaktotwojczas – autorka książki, która premierę miała 23 sierpnia br. i została wydana przez Wydawnictwo Znak  JednymSłowem – zadała to pytanie w tytule, to może warto również się nad tym zastanowić. 

Opis Wydawcy
„Z tą książką:
– nauczysz się rozpoznawać wzorce toksycznych zachowań,
– dowiesz się, dlaczego tak łatwo jest ulec urokowi toksycznej osoby,|
– poznasz narzędzia, dzięki którym odzyskasz kontrolę nad swoim życiem.
|Pamiętaj, nie jesteś sama. Masz wybór, masz możliwości. Nie bój się i uwierz w swoją moc. Twoje szczęście zależy tylko od ciebie!
Ewa Skrzypczak to doświadczona terapeutka i psycholożka, która odsłania kulisy toksycznych relacji na tiktokowym profilu @ewaskrzypczaktotwojczas. Na co dzień prowadzi terapie w swoim gabinecie”.

Tak naprawdę sama lektura mnie niczego nie nauczyła. Chyba nie jest to jej rola. Bardziej nauczyły mnie o życiu historie kobiet, które stały się zarzewiem podjętego w publikacji tematu. Opisane przez Autorkę mechanizmy, zachowania, style traktowania przez partnera. Bardziej przemówiły do mnie słowa przytoczone z opisu Wydawcy: „Pamiętaj, nie jesteś sama. Masz wybór, masz możliwości. Nie bój się i uwierz w swoją moc. Twoje szczęście zależy tylko od ciebie!” i tak naprawdę życzyłabym sobie byście to najbardziej zapamiętały. Bym i ja to najbardziej zapamiętała. 

Bardzo ważna książka. Książka o przemocy psychicznej. Książka o ośmieszaniu, o przysłowiowym „pokazywaniu, kto tu rządzi”. Książka o pokazywaniu, jak mało jesteś/jestem warta. Książka o tym, że zdaniem partnera w życiu sobie nie poradzę/nie poradzimy. 

O mechanizmach przemocy partnerskiej nakręcono już wiele filmów, seriali i napisano wiele książek. Myślenie jednak, że to kolejny trudny temat, powielany, nad którym nie warto się pochylić, jest jednak – w mojej opinii – błędne. Gdyby temat był już przerobiony na drobne, nie byłoby tyle nieszczęśliwych kobiet, tylu załamanych partnerów, którzy trzęsą się przed przyjściem do domu. Którym teściowie mówią, że to ich wina, że mają się zastanowić, dlaczego dzieje się tak, a nie inaczej. Którym podcinane są skrzydła na każdym kroku. Dlatego warto podejmować ten temat. Warto pokazywać nam Czytelniczkom, że można wychwycić te mechanizmy, można nauczyć się je rozpoznawać, interpretować i można nauczyć się przed nimi bronić.

Od razu zaznaczę, że nawet najlepsza książka nie zastąpi nam terapii. Tym bardziej warto sięgnąć po „Dlaczego on mi to robi?” napisaną ręką terapeutki, która na co dzień pracuje z ofiarami przemocy psychicznej różnego typu. Autorka oprócz obnażania mechanizmów przemocy wskazuje na dobrodziejstwa sesji terapeutycznych, które pomagają poradzić sobie z traumą bycia ofiarą przemocy psychicznej. Bycia zawsze tą gorszą/tym gorszym, tym beznadziejnym/beznadziejną. Bycia nikim. 

O przemocy trudno czytać, a jeszcze trudniej ją doświadczać. By ją zauważyć i obnażyć potrzeba takich lektur jak „Dlaczego on mi to robi?”  Ewy Skrzypczak. Zachęcam do przeczytania. 

Moja ocena: 7/10

Egzemplarzem recenzenckim obdarowało mnie Wydawnictwo Znak, za co bardzo dziękuję.