„Lustro naszych smutków” Pierre Lemaitre

LUSTRO NASZYCH SMUTKÓW

  • Autor: PIERRE LEMAITRE
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Cykl: DZIECI KATASTROFY (tom 3)
  • Liczba stron: 448
  • Data premiery: 23.03.2022r.
  • Data premiery światowej: 02.01.2020r.

Czytała powieści, a coś takiego nigdy nie wychodzi na dobre, mąci w głowie.” – „Lustro naszych smutków” Pierre Lemaitre.

Ja też powieści czytam i to nałogowo. Już mi chyba bardzo mocno pomąciły w głowie😉. By udowodnić Wam, że nie próżnuję zapraszam do przeczytania moich spostrzeżeń po lekturze książki Pierre’a Lemaitre, którego poznałam przy okazji tytułu „Kolory ognia”, drugiego tomu cyklu „Dzieci katastrofy”. W poprzedniej części bardzo podobała mi się silna postać kobieca – Madeleine. To cykl powieści naznaczonych znakiem czasu, w których Autor bardzo często zwraca się bezpośrednio do czytelnika. Historie osadzone z wojną w tle, są z jednej strony przygnębiające, z drugiej często niosą nadzieję. Tak było w przypadku premiery z 23 marca br. od @WydawnictwoAlbatros, tj. w drugim tomie serii pt. „Lustro naszych smutków”. Mi bardzo spodobała się okładka książki. Jest wyjątkowo francuska, na wskroś paryska 😊. I na tej części „(…) kończy się ta trylogia czasów międzywojnia, przygoda rozpoczęta w 2012 roku….” – „Lustro naszych smutków” Pierre Lemaitre.

Każdy naród ma w swojej historii momenty, których się wstydzi. Dla Francuzów z całą pewnością zalicza się do nich kampania z 1940 roku. Po temat sięgali najwięksi pisarze, jak Jean-Paul Sartre. Nie mógł się temu oprzeć również Lemaitre. I choć jego rozliczenie z tym okresem nie ocieka jadem – jest miejscami zabawne i ciepłe – nie traci przez to swej mocy”- z opisu Wydawcy.

Nie mogłam lepiej Was wprowadzić w fabułę powieści. Tak, francuskie wydarzenia z roku 1940 są tłem dla opisywanych w powieści historii. Śledzimy szczegóły kampanii, zachowanie przywódców, losy zwykłych, szeregowych żołnierzy, a także strategie, które zastosowała Francja, w tym informacyjną propagandę, która rozpisana została przez Autora bardzo interesująco. Nie jest to jednak powieść historyczna. Dzieje wojny splatają się z historią zwykłych obywateli. Louise Belmont całkiem nieświadomie wplątuje się w skandal obyczajowy, na którym miejscowy sędzia próbuje wzmocnić swoją pozycję w palestrze. Wdowa po doktorze Thirion jest rozliczana przesz kaprala Landrade, który wojnę wykorzystał dla celów zarobkowych. Młody Gabriel próbuje dostosować się do życia  w okopach, a Désiré wciela się w różne role, w których za każdym razem wypada wyjątkowo wiarygodnie. A w tym wszystkim Niemcy, Francuzi i francuska bohema. Francuskie jedzenie, muzyka i zapachy, które przenoszą czytelnika w inny świat i inne czasy. Jak się okazuje dla współczesnych, nie tak bardzo odległe, nie tak niewiarygodne.

Zdecydowanie bardziej podobała mi się ta część od poprzedniej. Jej główną zaletą jest ciekawa konstrukcja fabuły. Nie chodzi mi tylko o formalną szatę powieści, którą Autor podzielił na trzy części; 6 kwietnia 1940 roku, 6 i 13 czerwca 1940 roku. Każda z części składa się z ponumerowanych rozdziałów, których łącznie jest pięćdziesiąt cztery. Mam bardziej na myśli trzy równolegle toczące się historie, które w odpowiednim momencie stykają  się ze sobą i splatają w jedną całość. Jedna dotyczy Louise, druga Gabriela, lecz tylko pozornie, a trzecia Désiré Mignarda, lub Micharda, lub Mignona, lub Migaultsa, a zresztą jak kto woli.  Taka kompozycja powieści jest jej wielką zaletą. Przenosi czytelnika w różne historie i dzieje się to w sposób bardzo płynny. Akcja związana z różnymi bohaterami powoduje, że powieść się nie nudzi. Dzieje się to głównie dlatego, że każdy z nich i  Louise, i  Gabriel, a przede wszystkim  Désiré  są postaciami bardzo ciekawymi, nietuzinkowymi. Sama  Louise  to trzydziestoletnia kobieta po przejściach, której nie dane było doczekać się potomstwa. To pragnienie spowodowało, że „(…) na jej twarzy zaczynają pojawiać się niedostrzegalne tiki, ten zacięty, nerwowy, drażliwy i spięty wyraz twarzy kobiet, u których narasta frustracja, bo nie mogą mieć dzieci”. Jednocześnie miejscowa nauczycielka i kelnerka w restauracji u Pana Jules’a w „La petite Bohème”, która dziwnym zbiegiem okoliczności wplątała się w historię samobójstwa doktora Thirion. Pomysł na zakończenie życia doktora oceniam jako wyśmienity. Najbardziej podobała mi się postać Désiré. Wypadła wiarygodnie w każdej z przypisanych jej ról. Mecenas, rzecznik prasowy Ministerstwa Informacji, a raczej należałoby rzec Propagandy, pilot, ksiądz, lekarz – chirurg, czy nauczyciel. Désiré zawsze ekscytujący, intrygujący, przykuwający wzrok. Jedni mówili, że zuchwały i rzutki, inni, że troskliwy, poważny i skupiony, a jeszcze niektórzy, że skromny i nieśmiały. O nim mogłabym czytać naprawdę dłuuuuuugo. I Gabriel, który ze swym kompanem Raoulem przemierza francuskie ziemie w trakcie działań wojennych. Mimo, że niektórym wydawało się, iż ten konflikt zbrojny „(…) nie był niczym innym, jak tylko wielkimi pertrakcjami dyplomatycznymi na europejską skalę, pełnymi efektownych patriotycznych mów i gromkich zapowiedzi, gigantyczną partią szachów, w której powszechna mobilizacja stanowiła dodatkową zagrywkę pod publiczkę.” wojna wybuchła naprawdę. I to Gabriel razem z Raoulem Landrade doświadczyli jej naprawdę. Jak na Lemaitre’a przystało powieść kończy się epilogiem, w którym dowiadujemy się, co dzieje się potem. I na zakończenie tzw. „wisienka na torcie”. Jaka? Musicie przekonać się sami😉.

Powieść skomponowana jest bardzo dobrze. Nie tylko postaci pierwszoplanowe są warte uwagi. Z ciekawością śledziłam osobę Pana Jules’a, wczytywałam się w losy matki Louise – Jeanne i jej historii miłosnej, Alice i jej męża, czy majora, który w zawierusze wojennej pojawił się i na początku, i na końcu. Narracja poprowadzona została w trzeciej osobie. Jest bardzo dynamiczna, bez zbędnych ozdobników i męczących opisów. Nawet opisywanie przeszłości oraz emocji i świata wewnętrznego bohaterów mnie nie nudziło. Nie przeszkodziło mi w pozytywnym odbiorze książki nawet zwrócenie się do czytelnika bezpośrednio. Autor zastosował tę technikę na końcu książki i może dlatego, że nie było to częste, ten zabieg mnie nie zmęczył.

Czego w tej książce nie ma!!!!! Jest i wojna, i hochsztapler, i nadużycia w wojsku, i niespełniona miłość, i późne rodzicielstwo, i bohaterstwo, i tajemnica rodzinna. Są wyraziści i zachwycający bohaterowie. A przede wszystkim jest nietuzinkowa i arcyciekawa opowieść w bardzo przyjemnej narracji. Szczerze polecam. Czytajcie!!!

Moja ocena 8/10.

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Albatros.

„Jedno po drugim” Ruth Ware

JEDNO PO DRUGIM

  • Autorka: RUTH WARE
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron:464
  • Data premiery: 23.03.2022r.

Miałam okazję przeczytać dwie poprzednie książki Ruth Ware wydane przez Czwartą Stronę Kryminału. „Pod kluczem” bardzo mi się podobała, „Śmierć Pani Westaway” troszkę mniej, ale oceniłam ją pozytywnie. Kiedy więc dowiedziałam się o premierze „Jedno po drugim” wiedziałam, że koniecznie muszę ją przeczytać, tym bardziej, że, i opis, i okładka są bardzo intrygujące.

Współpracownicy modnego londyńskiego start-upu technologicznego uczestniczą w służbowym wyjeździe. Pobyt w luksusowym, rustykalnym  domku narciarskim w francuskich Alpach zapowiada się jako niesamowita przyjemność. Co jednak tak naprawdę przyświeca właścicielom firmy, gdy go organizują? Okazuje się, że każdy z nich ma w tym swój interes… Sprawa się komplikuje, gdy wychodzi na jaw, że firma otrzymała poważną ofertę, na miliony dolarów, która może zupełnie zmienić przyszłość ich wszystkich, a każdy z współwłaścicieli ma do niej inny stosunek. Czy ten wyjazd to szukanie popleczników? Niespodziewanie siły natury komplikują wszystko jeszcze bardziej. Burza śnieżna i trudne warunki atmosferyczne wprowadzają atmosferę niepokoju i zagrożenia, a lawina odcina domek od świata. Gdy okazuje się, że nie wszyscy wrócili ze stoku sprawa staje się poważna. Sytuacja pogarsza się jeszcze bardziej, gdy okazuje się, że inni uczestnicy wyjazdu również są w niebezpieczeństwie….

Powieść czyta się rewelacyjnie. Autorce świetnie udało się oddać duszną, mroczna, niepokojącą atmosferę zagrożenia i niepewności. Początkowy luźny, towarzyski nastrój zmienia się wraz z rozwojem wydarzeń i odczuwamy to niemal na własnej skórze. Narracja jest pierwszoosobowa, prowadzona na zmianę przez dwie bohaterki – Liz, była pracownicę firmy oraz Erin, pracownicę firmy wynajmującej domek, odpowiedzialnej za obsługę pobytu ekipy firmowej. Poznajemy więc zdarzenia, z dwóch odmiennych punktów widzenia – osoby tkwiącej w środku wydarzeń, choć przez to, że jako jedyna nie pracuje już aktualnie w firmie, jednak trochę jest odseparowana od reszty oraz osoby zupełnie nie związanej z towarzystwem, która obserwuje wydarzenia niejako z zewnątrz. Zabieg ten spowodował, że napięcie stopniowo wzrasta, a tajemnice powoli zostaje odsłonięte, aż do kumulacji napięcia i rozwiązania całej zagadki. Akcja została tak poprowadzona, że w pewnym momencie zaczynamy się domyślać kto stoi za wszystkimi wydarzeniami. Jednak mimo to rozwój wydarzeń zaskakuje i trzyma w napięciu.

Książka bardzo mi się podobała, wprost nie mogłam się od niej oderwać. Bardzo lubię thrillery rozgrywające się zimą w górach, w atmosferze zagrożenia, gdzie do niebezpieczeństw czyhających ze strony natury, dochodząc te będące dziełem człowieka. Najnowsza powieść Ruth Ware bardzo przypominało mi atmosferę „Rozgrywki” Allie Reynolds, książki, która również bardzo mi się podobała. Jeżeli potrzebujecie emocji, które oderwą Was od rzeczywistości i dostarczą silnych wrażeń gorąco polecam Wam „Jedno po drugim”, to chyba jak do tej pory moja ulubiona książka autorki.

Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Czwarta Strona.

   

„Skrawki nadziei” Maria Paszyńska

SKRAWKI NADZIEI

  • Autorka: MARIA PASZYŃSKA
  • Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
  • Cykl: CUDA CODZIENNOŚCI (tom 2)
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery: 23.03.2022r.

Jak wspomniałam w recenzji pierwszego tomu cyklu „Cuda codzienności” „Autorkę @Maria Paszyńska niezwykle cenię za cykl „Wiatr ze wschodu”. Oba cykle opowiadające całkowicie o innej rzeczywistości czytałam z zaciekawieniem. Śledząc fabułę skonstruowaną bardzo przenikliwie i intrygująco, wsłuchiwałam się w losy bohaterów, za którymi podążałam od początku lektury do jej samego końca. Drugi tom cyklu pt. „Skrawki nadziei” przeczytałam jakiś czas temu. Książka premierę dzięki Wydawnictwu @Książnica miała 23 marca br. Mnie ogarnęło niestety przesilenie kwietniowo – zimowe. Jak to w przysłowiu „Kwiecień plecień, bo przeplata trochę zimy, trochę lata” i tak przeplatał, że się nabawiłam infekcji. Mam jednak nadzieję, że tą spóźnioną recenzję przeczytacie 😉.

Ciszakowie wreszcie mają swój dom w warszawskiej kamienicy na Smolnej. Mają też swoją niepodległą Polskę. Patrzą w przyszłość z nadzieją i mimo codziennych trosk szczęśliwie żyją każdego dnia. Niestety idylla nie trwa długo. Do Warszawy zbliżają się Bolszewicy. W tej wojennej zawierusze Maciej i Staszka próbują poskładać siebie i swoją rodzinę na nowo. Próbuję tworzyć nadal swój mały świat. „Czy można przywrócić do życia serce skute lodem? Czy każdy zasługuje na przebaczenie? Czy miłość zdoła uleczyć nawet najbardziej bolesne rany?” – z opisu Wydawcy.

Książka okazała się dla mnie idealna na współczesne czasy. Realność wojny nabiera na sile, gdy ze wschodniej granicy docierają do nas tak smutne i mrożące krew w żyłach wiadomości. Mimo, że dzieli mnie długa przestrzeń czasowa w pełni rozumiałam historię opisaną przez Panią Marię. Rozumiałam Ciszaków, którzy w trakcie wojennych zmagań starali się nie zapomnieć o sobie i dawać sobie wzajemnie nadzieję oraz siłę. Mimo trudnych wątków podjętych przez Autorkę w fabule ja powieść odebrałam bardzo pozytywnie. Zmieniła mój światopogląd i dała mi siłę, by myśleć optymistycznie, nawet jeśli rzeczywistość mnie trochę przytłacza 😊.

Coś w tych książkach Marii Paszyńskiej jest. Nie wiem do końca jak Autorka to robi, ale bohaterowie, często prości ludzie, są mi naprawdę bliscy. Paszyńska umiejętnie nadała postaciom bohaterski rys. w tej małej stróżówce na Smolnej w Warszawie dzieją się cudowne rzeczy. Rodzice odnoszą się do siebie z szacunkiem, w relacjach króluje miłość, ponadczasowe i silne wartości przekazywane są z pokolenia na pokolenia. To taki dom nietutejszy, niewspółczesny. Taki dom, w którym sama chciałabym zamieszkać, bo w nim tkwi siła by stawić czoła przeciwnościom losu. Ciekawił mnie bardzo wątek dorastania i dojrzewania dzieci Ciszaków, tj. Michała, Amelii, Bogny i Nawojki. Z jednych rodziców, z jednego domu, a jakże różniących się od  siebie. Każdy widzi siebie w innym miejscu, każdy pragnie czegoś innego i do czegoś innego dąży. Nie oddalają się jednak ani od siebie, ani od swoich rodziców. Nie oddalają się od domu. Oczywiście najbardziej podobała mi się osoba Nawojki. Paszyńska stworzyła wolnego ducha i wyemancypowaną kobietę, której echo wybrzmiewało już w pierwszej części.  Tak silne kobiety zawsze mnie zachwycają. A silne kobiety, których życie zostało osadzone sto lat temu, tym bardziej.

Podoba mi się konstrukcja fabuły. Autorka podzieliła powieść na części uwypuklając tym samym jej rys historyczny. Czytelnik ma więc do dyspozycji dosłownie kilka rozdziałów w takich częściach jak: „Wiosna 1920”, „Wiosna 1921”, „Wiosna 1937” i wreszcie  „Wiosna 1938”. Czytelnik nie obyty z historiografią poradzi sobie dzięki temu z aspektem historycznym bez problemu, co często stanowi kłopot w powieściach tego rodzaju.

Polecam Wam „Skrawki nadziei”. Polecam barwną i emocjonującą książkę z historią w tle. Powieść, w której nie brak nostalgii i kontemplacji nad tym, co już minęło, co już nigdy nie wróci. Jednocześnie powieść daje nadzieję, że nawet trudne losy można przezwyciężyć i zawalczyć o lepsze jutro.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Książnica.

„Las zaginionych” Agnieszka Pietrzyk

LAS ZAGINIONYCH

  • Autor:AGNIESZKA PIETRZYK
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron:359
  • Data premiery:09.03.2021r.

Powieści Agnieszki Pietrzyk bardzo lubię, na najnowszą czekałam z wielką niecierpliwością. Niestety jak na złość, książka szła do mnie bardzo długo i ostatecznie dotarła prawie trzy tygodnie po premierze. Ważne jednak, że dotarła, przeczytałam ją z zapartym tchem, bardzo mi się podobała i teraz zapraszam Was do lektury recenzji.

Trzy nastolatki wybierają się konno do Parku Krajobrazowego Wysoczyzny Elbląskiej . Z przejażdżki wracają tylko dwie z nich, trzecia odłączyła się od nich w lesie i nie dotarła z powrotem. Do stadniny wrócił tylko jej koń. Nastolatki są przerażone i przygnębione, nie mają pojęcia co stało się z ich koleżanką. Niedługo po tym wydarzeniu z przejażdżki w tych lasach nie wraca kolejna amazonka. Tym razem to dorosła kobieta, który przyjechała w te okolice wraz z mężem i dziećmi, w odwiedziny do znajomych. Tymi znajomymi są rodzice dziewczyn, które wróciły z przejażdżki, podczas której zaginęła ich koleżanka. Czy to tylko nagły zbieg okoliczności? Czy te dwie sprawy są ze sobą połączone? Czy to możliwe, że ktoś poluje na amazonki? Śledczy szukają w okolicznych lasach tropu i starają się odpowiedzieć na pytanie co tak naprawdę się wydarzyło.

Powieść ma niesamowity klimat, pełen tajemnic, napięcia, różnorodnych emocji. Pojawia się w niej wątek z przeszłości, a ostatecznie nic nie jest takie jakie mogło by się wydawać. Rozstrzygnięcie całej intrygi jest w mojej opinii niezwykle oryginalne, zostałam zaskoczona i jestem pod ogromnym wrażeniem. Autorka świetnie oddała psychologię postaci, świetnie wykreowała bohaterów. To nie tylko opowieść o zagadce kryminalnej, ale przede wszystkim refleksja na temat tego jak bardzo niedomówienia, brak szczerości i zakładanie, że wiemy co ktoś czuje może mieć niszczący wpływ na nasze życie. To również opowieść o sile traumy, o tym jak silny wpływ może mieć ona na nasze życie, a także o tym, że nie należy sądzić po pozorach i , że ludzie mogą w sobie skrywać bardzo ponure tajemnice.

Gorąco Wam polecam tę powieść, gwarantuję, że się nie zawiedziecie i mam nadzieję, że podobnie jak w moim przypadku, ta opowieść na dobre zapadnie Wam w pamięć. Dla mnie autorka jest mistrzynią budowania tajemnic, niespodziewanych zwrotów akcji i złożonych, intrygujących wątków psychologicznych. To zdecydowanie jedna z najlepszych książek, które w tym roku przeczytałam, a było ich już trochę;)

Moja ocena: 9/10

Za możliwość zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

„Dziewczyna z głową w chmurach”

DZIEWCZYNA Z GŁOWĄ W CHMURACH

  • Autorka: ANNA SZCZĘSNA
  • Wydawnictwo: KOBIECE
  • Seria: MIĘDZY STRONAMI ŻYCIA. TOM 3
  • Liczba stron: 400
  • Data premiery: 09.03.2022r.

„Dziewczyna z głową w chmurach” to trzeci tom cyklu „Między stronami życia”. Zamyka ona tym samym niestety sagę toruńską. Po „Dziewczynie, która patrzyła w słońce” i „Dziewczynie z wiatrem we włosach” z niecierpliwością wypatrywałam 3 tomu. Cykl ten ma ciekawą konstrukcję. Z jednej strony można powiedzieć, że każdy tom to historia jednej z przyjaciółek, z drugiej strony jednak losy bohaterów poznanych wcześniej toczą się dalej w kolejnych tomach. Zdecydowanie polecam więc czytanie cyklu po kolei. Lektura będzie wtedy zdecydowanie pełniejsza i bogatsza.

W ostatnim tomie główną bohaterką jest Beata, projektantka wnętrz, samotnie wychowująca córkę. Kobieta od dawna nie utrzymuje kontaktu z rodzicami, ale zawsze mogła liczyć na bezwarunkowe wsparcie cioci Weroniki. Jej nagła śmierć jest dla niej i jej córki dużym ciosem. Dodatkowo w jej życiu ponownie pojawiają się rodzice, siejąc w jej uczuciach spory zamęt. Po wielu latach milczenia pojawia się też ojciec Lilki, który chce nawiązać z córką kontakt. To wszystko jest dla Beaty bardzo trudne. W celu oderwania się od problemów kobieta wyjeżdża z córką i przyjaciółkami na Lazurowe Wybrzeże, gdzie zwiera przelotną, ale mającą dla niej znaczenie znajomość. Do Polski wraca z wręczoną jej wizytówką, czy będzie miała dość odwagi, by sięgnąć po to czego pragnie, a przede wszystkim czy będzie potrafiła być szczęśliwa w nowej rzeczywistości?

Powieść składa się z 57 rozdziałów, pisanych w narracji trzecioosobowej. Książkę czyta się bardzo przyjemnie, i płynnie. Z kart książki przebija optymizm i radość życia, i mimo, że nie brakuje w niej trudnych tematów, zdecydowania jest to pozycja, która pozostawia nas z pozytywnym nastawieniem. Charaktery bohaterów są bardzo zróżnicowane, ale są oni przedstawieni w sposób wielowymiarowy i prawdziwy, każdy z nich ma swoje zalety i wady, jak to życiu. Jest to pozycja o sile przyjaźni, ludzkiego wsparcia, sztuce przebaczania, odwadze pójścia do przodu i walce w swoje marzenia. Istotnym wątkiem jest tu też macierzyństwo, miłość matczyna, więź matki z córką. Autorka zwraca uwagę na ważny wątek, że bycie dobrą matka bynajmniej nie jest tożsame z rezygnowaniem z siebie, z poświęceniem się dla dobra dziecka. Jeżeli matka nie zadba o siebie i swoje potrzeby, nie będzie miała siły dobrze zadbać o dziecko. Prawda zdawałoby się dosyć oczywista, ale w praktyce dla wielu matek trudna do zastosowania.

Jeżeli szukacie pozytywnej lektury, która podniesie Was na duchu, da Wam materiał do refleksji i będzie przy tym sposobem na mile spędzony czas, to koniecznie sięgnijcie po sagę toruńską. Polecam.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z książką bardzo dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

„Dziecięce koszmary” Lisa Gardner

DZIECIĘCE KOSZMARY

  • Autorka: LISA GARDNER
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Seria: Detektyw D.D. Warren. TOM 4
  • Liczba stron: 464
  • Data premiery w tym wydaniu: 23.03.2022r.
  • Data 1 polskiego wydania: 23.01.2013r.

Przygodę z Detektyw D.D. Warren rozpoczęłam od 10 tomu pt. „Powiem tylko raz”. Dzięki publikacji początkowych tomów cyklu przez @WydawnictwoAlbatros pierwsze przygody Pani Detektyw D.D. Warren poznałam również w książkach „Samotna” i „W ukryciu”. „Sąsiad”, który premierę miał 26 stycznia br.  „Dziecięce koszmary” to szósta książka serii, którą przeczytałam dzięki współpracy z Wydawcą. Książka premierę miała półtora tygodnia temu i musicie wiedzieć, że jest warta Waszej uwagi.

Wszystko się jednak zmienia. Nie od razu. Drobiazg za drobiazgiem, chwila za chwilą, decyzja za decyzją. Kawałek po kawałku oddajesz siebie. I nigdy już nic z tego nie odzyskasz”. – „Dziecięce koszmary” Lisa Gardner.

Detektyw D.D. Warren z zespołem zostaje wezwana do morderstwa. Na miejscu odkrywa śmierć rodziny Harringtonów; rodziców Patricka i Denise oraz trójki ich dzieci Jacoba, Molly i małego Ozziego, który wiele lat spędził w szpitalu psychiatrycznym. Teoria o rozszerzonym samobójstwie ojca rodziny pada dość szybko. Bezsenność i zmęczenie D.D. się pogłębia, gdy w podobnych okolicznościach zostaje zamordowana kolejna rodzina. Również córka Laraquette’ów była pacjentką szpitala psychiatrycznego. Co łączy te dwie zbrodnie? Czy tylko fakt, że dzieci były objęte opieką psychiatryczną? D.D. Warren wraz z innymi śledczymi stara się znaleźć punkt wspólny tych obu zbrodni. Wspólny mianownik wydaje się coraz bliżej, gdy ginie na dziecięcym oddziale psychiatrycznym Bostońskiej Kliniki Pediatrii mała pacjentka Lucy. Wystarczy tylko go znaleźć….

O wiele lepsza jest ta część od poprzedniej😊. Czytałam z zapartych tchem, do ostatniej strony, do pierwszej w nocy. Jak już wspomniałam w poprzednich recenzjach Lisa Gardner jest mistrzynią w konstruowaniu opowieści, w których istotną rolę jako ofiary odgrywają najmłodsi i słabsi. Porusza tym samym najczulsze struny duszy czytelnika. Tak zadziało się też tym razem. Niezwykle udał się Autorce motyw dzieci wymagających opieki psychiatrycznej. Skrzywdzonych, traktowanych jak zwierzęta, gdzie sytuacja społeczna wzmaga ich zaburzenia psychiczne. Opisy skrajnych zachowań wbijały mnie w fotel.

I zastanawiam się, czy właśnie tej nocy wreszcie mnie zabije. Poznajcie Evana, mojego syna. Ma osiem lat. – „Dziecięce koszmary” Lisa Gardner.

Tak o swym dziecku mówi Victoria. Narracja pierwszoplanowa z jej perspektywy jest niezwykle ważna w całej historii. Gardner podzieliła opowieść na trzy części, ponumerowane rozdziały zatytułowała dodatkowo imieniem bohaterek, które są narratorkami. Victoria jest jedną z nich. To wstrząsająca i przejmująca opowieść matki borykającej się w samotności z chorobą psychiczną syna. Z jednej strony silnej znoszącej w imię miłości wszystko, z drugiej bardzo słabej, nie potrafiącej oddać syna pod specjalistyczną opiekę medyczną i tylko traumatyczne wydarzenia są w stanie zmienić jej nastawienie. Gardner bardzo dobrze zobrazowała postać matki nie zapominając o innych bliskich. O Chelsea, siostrze Evana i o Michaelu – jego ojcu. Każdy z nich powinien odgrywać ważną rolę w jego życiu. Powinien. Podobny zabieg Autorka zastosowała w przypadku bohaterki o imieniu Danielle, która również opowiada swoją historię swoimi słowami. To jedyna ocalona, która w imię zadośćuczynienia służy innym wymagającym specjalistycznej opieki dzieciom. Każdego dnia na ostatnim piętrze Kirkland Medical Center stawia – mimo własnych traumatycznych doświadczeń – czoła wyzwaniom stawianych przez małych pacjentów. Raz z lepszym, raz z gorszym skutkiem. I Victoria, i Danielle mają wiele do zaoferowania. Są nietuzinkowymi bohaterkami o ujmującej historii. No i nie mogę zapomnieć o Gregu. Ten to był zagadką praktycznie przez całą powieść. Oj był…. Jedyna narracja trzecioosobowa to narracja zawarta w rozdziałach, w których opisane zostały śledztwo D.D. Warren. Tu Gardner zachowała poziom z poprzednich części. Śledztwo przedstawiła jako metodyczną trudną pracę, w których każdy szczegół może mieć znaczenie.

Nieoczywisty, ekscytujący, intrygujący i zajmujący thriller, gdzie role zostają odwrócone, a bezbronne dzieci stają się sprawcami. Gardner udowodniła, że potrafi skonstruować fabułę, w której nie wiadomo, gdzie jest początek, a gdzie koniec. Gdzie akcja, a gdzie reakcja. Gdzie przyczyna i gdzie skutek. Sama D.D. Warren nie zachwyca. Zachwycają za to inne kobiety. Kobiety interesujące w swej historii, jakże smutnej, jakże przykuwającej wzrok. Polecam szczerze !!!

Moja ocena 8/10.

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Albatros.

„Lepiej już umrzeć” Andrew Child, Lee Child

LEPIEJ JUŻ UMRZEĆ

  • Autorzy: ANDREW CHILD, LEE CHILD
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Seria: JACK REACHER. TOM 26
  • Liczba stron: 384
  • Data premiery:  23.03.2022r.
  • Data premiery światowej: 27.10.2021r.

W styczniu br. @WydawnictwoAlbatros przy okazji premiery serialu wypuściło na polski rynek czytelniczy wznowiony pierwszy tom serii o Jacku Reacherze pt. „Poziom śmierci” (recenzja na klik). Ten Reacher podobał mi się bardziej, niż Reacher z 25 tomu pisanego przez Lee Childa razem z bratem Andrew (recenzję przypominam tutaj: „Strażnik”). Lee Child jest jednak wybitnym twórcą sensacyjnych opowieści. Nie mogłam więc podarować sobie kolejnego prezentu od @WydawnictwoAlbatros, za który przy okazji bardzo dziękuję i odmówić sobie przeczytania najnowszej części sagi zatytułowanej „Lepiej już umrzeć”, która premierę miała 23 marca br. Zapraszam na krótką recenzję najnowszego tomu😊.

– To niebezpieczne. ­- Przechodzenie przez ulicę też.” -„Lepiej już umrzeć” Andrew Child, Lee Child.

Reacher nic nie traktuje jako niebezpieczeństwo. Każde wyzwanie jest możliwe do okiełznania. Każdy bandyta możliwy do pokonania. Tym razem Reacher na swej drodze spotyka Michaelę Fenton, byłą agentkę FBI, która poszukuje zaginionego brata Michaela, weterana wojennego. Reacherowi perspektywa spotkania z miejscowym gangsterem Dendonckerem i jego gorylami wydaje się od początku bardzo kusząca. Dlatego nie zastanawiając się nad konsekwencjami ofiarowuje Michaeli swoją pomoc. A Ci co śledzą jego losy wiedzą, że pomoc Reachera zwykle gwarantuje sukces.

Sama fabuła mnie jednak zawiodła. Wydawała mi się w stosunku do poprzedniej opisanej w „Strażniku” mniej porywająca. Jej plusem jest jednak, że nie rozwlekała się do niebotycznych rozmiarów jak w poprzednich częściach. Pozytywnie zaskoczyła mnie postać Michaeli Fenton. Została skonstruowana jako inteligentna, silna, przedsiębiorcza i nad wyraz sprawna, mimo swej ułomności, kobieta. Jej ogromną zaletą jest, że nie wdzięczyła się do Reachera, jak to się czasem działo w poprzednich częściach😉. Styl pisania jest bardzo męski. Narracja pierwszoosobowa z perspektywy Reachera jest bardzo skondensowana, bez zbędnych ozdobników i zbytniej zawiłości. Taki męski styl pisania jest idealny w książkach sensacyjnych, gdzie liczy się tempo działania i szybka akcja. Gdzie dla czytelnika mniejsze znaczenie ma scenografia, charakteryzacja, rys psychologiczny postaci, czy jego cechy fizyczne, a bardziej liczy się to, co dzieje się wokół bohaterów, jakie występują wzajemne interakcje. Reacher się zmienia. Uświadomiłam to sobie czytając kolejny tom, do napisania którego Lee Child zaprosił swego brata Andrew. Wiem już, że jeden  z moich ulubionych sensacyjnych bohaterów nigdy nie będzie już taki, jak z pierwszych części. Będzie chyba już do końca mniej brutalny, bardziej empatyczny, ale na szczęście tak samo skuteczny i przewidujący.

Książka bezsprzecznie dla fanów sensacji. Dla fanów Reachera. Wysokiego, silnego mężczyzny, byłego żandarma wojskowego, który przemierza amerykańskie drogi siejąc spustoszenie wśród tych, których często nie mają odwagi ruszyć miejscowi stróże prawa. Lubimy czytać, oglądać superbohaterów. Reacher jest jednym z nich. Udanej lektury.

Moja ocena 6/10.

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Albatros.

„Obsesja i inne formy miłości” Sarah Crossan

OBSESJA I INNE FORMY MIŁOŚCI

  • Autorka: SARAH CROSSAN
  • Wydawnictwo: ZNAK
  • Liczba stron: 336
  • Data premiery: 23.03.2022r.

Wyczerpanie zatruwa moje wargi powieki. Nie ma iskry w oku, jest milczenie. Nie wiem, jak mam to przywrócić”.– „Obsesja i inne formy miłości” Sarah Crossan.

Premiera sprzed tygodnia od @wydawnictwoznakpl autorstwa Sarah Crossan pt. „Obsesja i inne formy miłości” jest prawdziwym fenomenem. Będąca powieściowym debiutem Autorki książka powaliła na kolana wielu czytelników, a nobliwych recenzentów wprawiła w osłupienie. Sama do tej pozycji podchodziłam z przymrużeniem oka. Entuzjastyczne recenzje na tylnym skrzydełku obwoluty kompletnie mnie nie przekonały. Wiele dotychczasowych bestsellerów okazywało się dla mnie nie do strawienia. I już po przeczytaniu paru stron zakochałam się w tym słowie. W tej poezji zawartej w niezwykłej prozie.

 „Skąd możemy wiedzieć, które dni staną się dla nas przełomowe? Póki jesteśmy przy życiu, uprawiamy hazard.” .– „Obsesja i inne formy miłości” Sarah Crossan.

Ana Kelly popełniła chyba wszystkie błędy tej trzeciej. Podporządkowała swoje życie kochankowi. Naciskała na niego, by wybrał życie z nią lub pozostanie z żoną. Dawała się wodzić za nos przez trzy lata. Nie walczyła o swoje małżeństwo i rodzinę wierząc, że jej ukochany wreszcie się otrząśnie i będzie mogła zostać pełnoprawną Panią Connorową Mooney. Kwestionowała życie żony i życzyła jej jak najgorzej unikając przyznania, że zajmuje ona w życiu jej kochanka kluczową rolę. A gdy odszedł listę grzechów poszerzyła o kolejne. Zbliżyła się do żony Connora, Rebecci Taylor, poznała wreszcie jego trzech synów i usiadła na kanapie, na której do tej pory tylko on siadał z nią. Aż do pamiętnego spotkania z wdową na cmentarzu….

Książka, która wzbudzone w trakcie czytania emocje zatrzymuje na dłużej w sercu czytelnika, jest prawdziwym arcydziełem. Tak mam z „Obsesją i innymi formami miłości”. Po zamknięciu okładki odczuwam dołujący smutek i żal dzielony z Aną Kelly. Żal za utraconą miłością i za tym, że jej się jednak nie udało wygrać tego nierównego wyścigu.

Książka napisana jest bardzo delikatnie. Przepiękne słowa muskają strony i wpadają w ucho jak delikatne płatki goździków, które widać na jej okładce. Sarah Crossan potrafi bawić się słowem pobudzając czytelnika do myślenia, do zastanowienia się, do zatrzymania. Jak w poniższych zdaniach:

„Nie mogłeś odejść, bo mój ból nie ma znaczenia. A teraz zobacz, co zrobiłeś. Wszystkim.”

„Nigdy nie wspominałeś, że lubisz kwiaty, lecz wkrótce okryje cię dywan jasnych płatków o barwie umierania, wyraz miłości.”

Nieprawowita wdowa Ana Kelly jest narratorką powieści, która ma bardzo charakterystyczny, intymny charakter. Na romans z Connorem patrzymy z jej perspektywy, na samą Rebeccę również spoglądamy jej oczami. I tu duże zaskoczenie, nie demonizuje jej w rzeczywistym życiu, nie umniejsza jej zaletom. Zaczyna traktować ją jako ważną jednostkę posiadającą liczne pozytywne cechy. Stara się odnaleźć w tym cierpieniu, które stało się jej udziałem. I tylko ten Mark, który się nie daje zwieść….

Powieść składa się z pięciu części. W każdej części Ana ewoluuje. W każdej części Anę poznajemy z innej strony. Autorka dawkuje nam fakty dotyczące jej życia, życia Connora, ich małżonków i ich dzieci. Nieregularny charakter narracji, brak dialogów, które występują tylko w sferze cytatów, wspomnień Any oraz wersy kończące się po jednym zdaniu i mnogość akapitów, świadczy o wyjątkowości tej prozy. Dzięki tak nieszablonowej konstrukcji stara jak świat historia tej trzeciej nabrała nowego charakteru, nowego wydźwięku, bardziej poetyckiego wydźwięku. I z tego powodu warto przeczytać tę książkę. A czyta się ją wyjątkowo szybko. Na jednej stronie raptem kilkanaście, kilkadziesiąt zdań. W większości zdania pojedyncze, za to z mnóstwem treści i emocji.

Jeśli chcecie zanurzyć się w historię o utraconej miłości, zdradzie, braku szacunku w nieoczywistej formie, to sięgnijcie po „Obsesję i inne formy miłości”  Sarah Crossan. A jeśli nie chcecie, to też sięgnijcie😉. Tak skonstruowanej prozy na pewno jeszcze nie czytaliście😊.

Moja ocena: 9/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak.

„Sukienka z wody” Agnieszka Litorowicz-Siegert

SUKIENKA Z WODY

  • Autorka: AGNIESZKA LITOROWICZ-SIEGERT
  • Wydawnictwo: W.A.B
  • Liczba stron: 368
  • Data premiery: 09.03.2022r.

Bardzo cenię sobie książki Agnieszki Litorowicz-Siegert. Zaczęło się od dwóch tomów „Olszan”, które mnie oczarowały, potem była niemniej dobra „Karuzela”. Kiedy więc usłyszałam o premierze „Sukienki z wody” wiedziałam, że chcę po nią sięgnąć jak najszybciej. Klimatyczna okładka tylko podsyciła entuzjazm, jaki żywiłam do tej powieści. Przeczytałam ją szybko, zaraz po otrzymaniu, praktycznie jednym tchem, a teraz nadrabiam podzielanie się z Wami wrażeniami z lektury….

Alina po latach wraca do rodzinnego Szczecinka, by odwiedzić Edytę, przyjaciółkę, która po wypadku zapadła w śpiączkę. Od jej męża otrzymuje niezwykłą propozycję – dokończenia książki, którą Edyta pisała przed wypadkiem. Jest ona bowiem znaną pisarką, a ta powieść może stanowić przełom w jej karierze. Alicja jest profilerką, ma na swoim koncie publikacje z zakresu kryminalistyki. Dzięki temu i bliskiej więzi, która łączy ją z przyjaciółką jest ona jedyną osobą, która może pomóc w tej sytuacji. Mimo licznych wątpliwości, w tym tych natury moralnej, kobieta zgadza się na otrzymaną propozycję. Zaczyna od wgłębienia się w to, co do tej pory Edyta napisała. W czytanej historii zaczyna dopatrywać się czegoś, co naprawdę zdarzyło się w życiu przyjaciółki, prawdziwych emocji. Podejrzewa ją o fascynację innym mężczyzną, romans. Jest to dla niej szokujące, gdyż pisarka od wielu lat tworzy ze swoim mężem wspaniałą parę, w której mimo upływu lat wciąż widać wielką miłość. Alicja wraz z drugą przyjaciółką Reną postanawiają pójść tropem zostawionym im w książce i odnaleźć tajemniczego mężczyznę, bo dowiedzieć się, co się tak naprawdę wydarzyło, ale też by ustrzec Edytę przed wielkim błędem. Tylko czy przyjaźń daje nam prawo do kierowania czyimś życiem? Podczas pobytu w Szczecinku Alina odnawia stare znajomości, zaczyna zastanawiać się nad swoim życiem i zupełnie nieoczekiwanie odnajduje miłość.

Jest to powieść o sile kobiecej więzi, o przyjaźni i dylematach, czy mimo silnej więzi da się wejść w czyjąś skórę, odgadnąć czyjeś uczucia. Czy nawet jeśli to możliwe, daje to powód do ingerencji w czyjeś życie, nawet jeśli robi się to w imię ratowanie miłości i rodziny? Jest to też opowieść o sile miłości, tym, że miłość może mieć różne oblicza. Jest miłość wielka, silna, trwająca latami, będąca podporą i elementem codziennego życia. Jest też nagła fascynacja, zauroczenia o dużej sile, które gwałtownie wybuchnąwszy, może również szybko wygasnąć, zostawiając po sobie tylko zgliszcza. W końcu jest też miłość, która przychodzi do nas nagle, jest zaskoczeniem, ale i motorem do zmian.

Książkę przeczytałam jednym tchem. Pisana w narracji trzecioosobowej, z punktu widzenia Alicji, zachwyca stylem, klimatem i poruszanymi zagadnieniami. Za ogromny plus powieści uważam stworzenie przez autorkę postaci trzech przyjaciółek, trzech kobiet, z których każda jest inna, inną drogą w życiu poszła, ale które łączy nierozerwalna więź. Powieści o mocy kobiecej przyjaźni wprost uwielbiam, o sile kobiecości, odwadze, którą możemy znaleźć w sobie, o kobiecej więzi, która może stanowić ogromną podporę, ale też o chyba najważniejszej więzi w życiu – z samym sobą. To wszystko w tej powieści jest. To, i dużo więcej….Tłem rozgrywających się zdarzeń są wizyty przyjaciółek u Edyty, proces dochodzenia do siebie ludzi w śpiączce, ryzyko i napięcie, gdyż jedni mają to szczęście, że uda im się ze śpiączki wybudzić, inni niestety nie. Autorka dotyka też istotnej kwestii ludzkiej świadomości, duchowości, niespodzianek, które zawiera ludzki mózg, a które dotyczą świadomości bądź jej braku u osób w śpiączce.

Zachęcam Was gorąco do lektury, do zanurzenia się w klimacie położonego nad jeziorem, poniemieckiego miasteczka, klimacie momentami sennym, momentami dusznym, czasem orzeźwiającym, niespokojnym i nie dającym się zapomnieć. Autorka stworzyła fascynującą historię, która wzbudza emocje, która nawet po zamknięciu kart powieści zostaje w głowie i skłania do refleksji. A przecież m.in. właśnie o to w literaturze chodzi…

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU W.A.B.

„Wszyscy umarli” Anna Rozenberg

WSZYSCY UMARLI

  • Autorka: ANNA ROZENBERG
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Cykl: DAVID REDFERN (Tom 3)
  • Liczba stron: 360
  • Data premiery: 09.03.2022r.

Dawidkiem Redfernem zachwyciłam się zarówno przy okazji pierwszej części pt. „Maski pośmiertne” (recenzja na klik), jak i drugiego tomu zatytułowanego „Punkty zapalne” (recenzja na klik). W każdej z części ten samotny policyjny wilk dociekał prawdy, borykał się z osobistymi problemami, tęsknił za Martą Sokolińską oraz uciekał przed atakującym go z ukrycia sprawcą. Z wielką uważnością przystąpiłam więc do czytania trzeciej części serii, która premierę miała 9 marca br., obawiając się, że będzie ona zwieńczeniem cyklu.  Na szczęście na @Anna Rozenberg można liczyć. Zakończenie książki „Wszyscy umarli” od Wydawnictwa @Czwarta Strona nie pozostawia złudzeń. Będzie czwarta część!!!

Pierwsze, co przyszło mu do głowy, to to, że nie chce wstawać że jest na to za smutny. Zawieszony między brakiem ochoty a siły, zastanawiał się nad seansem dzisiejszego dnia. Nie chciał się z nim mierzyć. Zupełnie jakby mroczny metronom odmierzał jego oddechy, a on czuł, że z każdą sekundą wskazówka coraz mniej się wychyla, sprawiając, że on nie jest w stanie się podnieść. Jednocześnie otaczała go bańka obojętności i nawet dzwoniący przy uchu telefon nie był w stanie jej rozbić.” – „Wszyscy umarli” Anna Rozenberg.

Taki nastrój ma Inspektor policji David Redfern. Jego życie ogarnęła katatonia podsycana brakiem wiadomości o Marcie Sokolińskiej, w której zniknięcie tylko on wierzy i jej koleżanka z Polski.  Chęć odnalezienia Marty skłania go do podjęcia decyzji o rzuceniu pracy w policji. Cienie przeszłości nie dają o sobie zapomnieć. Śledztwo w sprawie porywanych dzieci nadal jest w toku, wszystkie macki ośmiornicy nie zostały ucięte. Pytania związane z tajemniczym Palaczem nadal nie zaznały odpowiedzi. Dodatkowo w Pirbright, położonym nieopodal Woking dochodzi do morderstwa Kennetha O’Malleya, którego ciało zostaje znalezione na terenie parafii. Jedyny punkt stały to dziadek Redferna o polsko brzmiącym nazwisku; Siwiaszczyk, który zawsze służy mu pomocą i radą, a także mimo swoich lat troszczy się o niego każdego dnia.

Anna Rozenberg potrafi knuć rozbudowane fabuły, w których fakty historyczne odgrywają znaczącą rolę. Tak stało się i tym razem. Zagadkę kryminalną Autorka wzbogaciła tematem sukcesji jednego z najbardziej znaczących rodów w okolicy, który odegrał kluczową rolę w odnalezieniu znanego, angielskiego podróżnika Livingstone’a. To właśnie dzięki Henry’mu Mortonowi Stanleyowi wyprawa poszukiwawcza  zorganizowana przez „New York Herald” w dniu  27 października 1871 roku zakończyła się sukcesem. I obaj panowie szczęśliwie się spotkali (polecam rycinę ze spotkania, naprawdę urocza😊: link).  Umiejętność sfabularyzowania faktów historycznych to cecha wyróżniająca prozę Rozenberg. Potrafi robić to z prawdziwym wyczuciem. Nigdy nie czuję, by historii było za dużo oraz nigdy nie jest jej za mało. Tak w sam raz.

Po raz kolejny zwróciłam uwagę na kosmopolityczny charakter powieści.  Autorka żyjąca od ponad dziesięciu lat na Wyspach Brytyjskich obcuje z różnymi nacjami, narodowościami i tradycjami na co dzień. U nas ciągle tego za mało. Codzienne współżycie z osobami noszącymi takie nazwiska jak M’Hali, czy Cong Coh to ciągle rzadkość. Tak samo jak niecodzienny z pochodzenia jest, dla mnie ciągle, główny bohater, który nie wstydzi się polskich korzeni. Bohaterowie stanowią taki tygiel kulturalny wychodzący daleko poza Europę. Ta różnorodność została zobrazowana w bardzo dobry sposób, jest bardzo realna. Wzbogaca powieść sprawiając, że jest jeszcze bardziej wartościowa. Zapomniałabym napisać o dusznej, angielskiej, małomiasteczkowej atmosferze. W takim otoczeniu możliwe, że Anna Rozenberg sama żyje, dlatego tak łatwo potrafiła ją tak dobrze zobrazować. To coś wyjątkowego w dzisiejszej literaturze, ta gnuśność, niechęć do obcych, wzajemne poklepywania po ramionach, spiski i współudziały, często dziejące się mimochodem, bez jawnych ustaleń i uzgodnień. Wynaturzenia relacji znalazły bardzo dobre podłoże wśród postaci, którymi wzbogacona jest fabuła. Z jednej stroni wzbudzają sympatię, z drugiej niechęć. Nie są jednak obojętni i obojętnym obok nich nie można przejść. I oczywiście, jak to w takich miejscach bywa, każdy coś ukrywa i przed czymś się chroni. Ale o to właśnie chodzi w kryminałach! Byśmy w trakcie czytania do samego końca zastanawiali się, o co w tym wszystkim chodzi!!!

Szczerze polecam!!!

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.