„Zniknięcie Pani Christie” Marie Benedict

ZNIKNIĘCIE PANI CHRISTIE

  • Autorka: MARIE BENEDICT
  • Wydawnictwo: ZNAK HORYZONT
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery: 23.02.2022r.

To nie wyłącznie fantazja literacka Marie Benedict. To fakt, odnotowany w biografii najsławniejszej autorki kryminałów wszechczasów Agathy Christie. Z wielu źródeł dowiadujemy się, że 1926 rok był jednym z najtrudniejszych w życiu Agathy Christie. „Zmarła jej matka, brat uzależnił się od narkotyków, wydawcy nie spodobała się powieść „Zabójstwo Rogera Ackroyda”, a jej mąż Archibald Christie, zakochał się w innej kobiecie (Nancy Neele) i zażądał rozwodu. W grudniu 1926 pisarka zaginęła na 11 dni, co wywołało poruszenie w prasie (m. in.: The New York Times, Daily Herald). Do tej pory przyczyny tego zdarzenia pozostają niejednoznaczne. Przebywała wówczas w Hydropathic Hotel w uzdrowiskowym Harrogate (płn. Anglia). Zameldowała się tam pod nazwiskiem kochanki męża” (cyt. za: Wikipedia). To właśnie ta historia stała się kanwą dla literackiej opowieści wydanej pod tytułem „Zniknięcie Pani Christie” przez Wydawnictwa @znakhoryzont. I mimo, że od premiery upłynęło już sporo czasu, ze względu na rekonwalescencję, której byłam poddana przez trzy tygodnie, ja na recenzję zapraszam Was dopiero teraz. Na recenzję książki, której byłam bardzo ciekawa, jako niekwestionowana fanka kryminałów😊.

Zamarł. Choć był przyzwyczajony do mojej ekspresji, nie nawykł do tonu innego niż bierność, którą u mnie pielęgnował. Ale nic z siebie nie wydobył. Żadnych wyrazów współczucia. Przeprosin. Zapewnień o miłości. Nie zaoferował uścisku.” – „Zniknięcie Pani Christie” Marie Benedict.

Jej mąż Archibald Christie spędza weekend u swych przyjaciół Jamesów w Hurtmore Cottage, ze swoją kochanką Nancy u boku. Ona miała gościć w Beverly w Yorkshire. Jej mąż został ściągnięty przez policję z Hurtmore Cottage do domu w dniu 4 grudnia 1926 roku, w pierwszy dzień po jej zniknięciu. Ona pozostawiła mu list, w którym wszystko wyjaśniła. List zatajony, o którym nie miał dowiedzieć się zastępca szefa policji Surrey, Kenward, ani inspektor Goddard z policji Berkshire.

Jestem pisarką z misją. Najbardziej na świecie lubię odnajdywać ważne, skomplikowane, zapomniane kobiety z przeszłości i prezentować je we współczesnym świetle, gdzie w końcu możemy dostrzec ogrom ich wkładu i zrozumieć teraźniejszość” – tak o sobie pisze sama Marie Benedict w Posłowiu. I te wypełnienie misji się jej udało w „Zniknięciu pani Christie”. Benedict przyozdobiła prawdziwe wydarzenie z życia Królowej Kryminałów w fabularyzowaną historię. Historię o porzuconej kobiecie, zdradzonej przez tego, dla którego zerwała kiedyś zaręczyny. Historię o zadufanym w sobie mężczyźnie, który z łatwością poskromił tą, dla której meandry rozbudowanych i wielowymiarowych kryminalnych szarad nie są tajemnicą. Kobietę niegdyś entuzjastyczną, uważną i ciekawą świata, która w pewnym momencie zaczęła czuć tylko smutek i zniechęcenie, zaczęła mnożyć własną samotność.

Bardzo podoba mi się konstrukcja tej publikacji. Jest i początek i koniec. Są też dwie części. Pierwsza część podzielona jest na „przedtem” i „teraz”. Autorka w retrospekcji zawartej w rozdziałach o tytule „Rękopis” zabiera nam w historię związku Archiego i Agathy Christie, począwszy od 12 października 1912 roku, aż do 3 grudnia 1926 roku. Ta część powieści pisana jest w narracji pierwszoosobowej, z perspektywy samej Christie. Nie wiem, czy sama Christie chciałaby być pokazana w taki sposób światu. Jako kobieta porzucona poniżająca się w trakcie walki o miłość i uwagę męża, znosząca jego niewybredne sugestie i ociekające jadem uwagi. Na pewno chciałaby być pokazana jako kobieta z krwi i kości. Mająca swoje słabe strony i kompleksy, które raczej powinniśmy dla porządku nazwać lękami. Poznajemy ją także nie tylko w roli żony, matki, lecz także w roli córki, siostry i młodego podlotka, który zakochał się w przystojnym pułkowniku o niebieskich oczach na balu w Chudleigh. Całe poszukiwania i śledztwo objęte zostało rozdziałami zatytułowanymi kolejnymi dniami po zniknięciu oraz datami. Narrator trzecioosobowy opowiada o działaniach policji, bliskich Christie, a przede wszystkim jej męża od rozdziału „Pierwszy dzień po zniknięciu. Sobota 4 grudnia 1926 roku…”, aż do „Dziesiątego dnia po zniknięciu. Poniedziałek 13 grudnia 1926 roku..”. Druga część stanowi podsumowanie wszystkich wcześniej opisanych wydarzeń, ich wytłumaczenie i daje nadzieję, na lepszy początek po końcu, który stał się nieuchronny.

Język powieści jest bardzo przyjemny. Książkę czyta się lekko, jak rasową zagadkę kryminalną. Trochę psuła mi zabawę świadomość, że Christie nic się nie stało, że jej zniknięcie było świadome. Że to tak naprawdę był jej przytyk w nos samego Archiego, który postanowił kontynuować szczęśliwe życie poza ich małżeństwem. Jako wielka fanka Poirota i Panny Marple ten fakt z życia Christie był mi znany. Jednak przygodę z powieścią Marie Benedict traktuję jako podglądanie przez dziurkę od klucza. Przy czym fakt zniknięcia jest samą dziurką, a to co za nią, to książka zatytułowana „Zniknięcie pani Christie”. Wszystkie tajemnice, zawoalowane informacje i ukrywane wydarzenia z życia znanych i lubianych.

Moja ocena: 7/10

Dziękuję Wydawnictwu Znak Horyzont  za obdarzenie mnie zaufaniem i podarowanie mi recenzenckiego egzemplarza.

„Na gorącym uczynku” Joanna Jurgała-Jureczka

NA GORĄCYM UCZYNKU

  • Autorka: JOANNA JURGAŁA-JURECZKA
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 319
  • Data premiery: 15.03.2022r.

15 marca br. miała premierę wyjątkowa książka @joannajurgalajureczkapisarka pt. „Na gorącym uczynku” od Wydawnictwa @Zysk i S-ka. Pod opiekę Autorkę wziął sam Tadeusz Zysk, o czym Pani Joanna raczyła wspomnieć w podziękowaniach. Od razu zastrzegam, nie jestem tu obiektywnym bytem, który jest w stanie ocenić bez własnych obciążeń tę publikację. Ktoś kiedyś mi powiedział 😉, że im bardziej wymagająca książka, tym lepiej dla mnie i tym wyższa czytelnicza ocena. Coś w tym jest, coś w tym jest😊.

(…) matka – Polka z seksapilem nie ma nic wspólnego, bo powinna być dostojna, czcigodna i z mężną rezygnacją znosić uciążliwości życia…” –„Na gorącym uczynku” Joanna Jurgała-Jureczka.

O kim Joanna Jurgała-Jureczka napisała to zdanie? Nie zgadniecie. Nawet nie próbujcie. A ja Wam nie pomogę. Sami musicie się dowiedzieć sięgając po „Na gorącym uczynku”, w której znajdziecie mrowie anegdot, opowiastek, faktów z życia znanych nam ze szkolnych zeszytów i książek polskich malarzy, pisarzy, poetów, ludzi nauki. To książka z gatunku tych „niesklasyfikowanych” 😊. Fakty z życia Przybosia, Kossaków, Konopnickiej, Mickiewicza, Iłłakowiczówny, Ochorowicza, Asnyka, Przerwy – Tetmajera i wielu innych mieszają się z ich dziełami, opiniami, przemyśleniami, hobby, a także działalnością poboczną. Do tego cała gama bohaterów drugoplanowych. W pełnej krasie Sienkiewicz, Matejko, Orzeszkowa i wielu innych możnych ówczesnego świata. Jak obiecuje Wydawca: „Jurgała „przyłapuje” swoich bohaterów w sytuacjach kłopotliwych, ale dzięki temu zostają oni odkurzeni, krew w nich zaczyna krążyć, nabierają barw, budzą sympatię i wzruszenie. Galeria postaci, zestawiona zaskakująco.”. Oj zaskakująco. Tak zaskakująco, że musiałam wygooglować sobie jak wyglądała Dulębianka. I napiszę, że zadziwiająco z silnym męskim rysem się objawiała światu 😉.

Taaaaaak. To książka na miarę moich możliwości. Ciekawa, zaskakująca i co uwielbiam w takich publikacjach, nie zamiatająca pod dywan żadnych faktów. Urzekła mnie historia Ludwika i Maksymiliana Gumplowiczów. Ojca i syna. Ojca, który podobno był pierwowzorem Mendla Gdańskiego i Syna – parafrazując Autorkę – „przystojnego, bystrego, znakomicie się zapowiadającego naukowca, oszalałego z miłości”. Gdy poznał miłość swego życia miał 26 lat, ona 48. Mniejsze znaczenie ma tu miłość młodzieńca do dojrzałej kobiety, bardziej urzekła mnie historia bezgranicznej miłości rodzica do syna, który odrzucając swoją profesorską karierę po jego śmierci zajął się spuścizną synowską. A w tym wszystkim ona. Czy mogła ociekać seksapilem? „(…) Po ośmiu ciążach i nieudanym małżeństwie…”. Tak naprawdę to wiele historii mnie urzekło i zafrapowało. Pani Joanna opowiedziała czytelnikom fascynujący, zapomniany świat, o którym nie sposób dowiedzieć się z książek historycznych, czy polonistycznych. Ta książka to taka skondensowana wiedza ciekawostek, opowiastek, anegdot. Do tego wątek żydowski przeplatający się w wielu opowieściach i styl ubarwiony metodyką ówczesnego pisarstwa jak w cytacie poniżej:

(…) przecież Żydzi są ghetowcami z natury rzeczy, bo taka ich już antropologiczna formacja”.

Ten styl to wyjątkowa wartość tej publikacji. Jest konsekwentny od samego początku do końca. Odzwierciedlenie językoznawstwa Jurgały-Jureczki świadczy o jej wielkim kunszcie badawczym. Z wielu źródeł i bibliografii w trakcie eksploracji dzieł potrafiła nabyć umiejętność pisania w stylu, który zachwyca swoją unikatowością i przenosi w czasy, o których opowiada. To jakby czytanie odrębnego dzieła, a nie wyniku pracy naukowej. Kolejny przykład? Proszę:

„(…) warszawscy wszetecznicy nie mają dziś zdolnych ludzi. Żyją jak głodzony tłuścioch z dawniej nagromadzonego sadła”.

Pozycja wzbogacona została zdjęciami, na których odnajdziemy niektórych bohaterów zaprezentowanych w niej opowieści. Między innymi spojrzymy na Marię Konopnicką w wieku 33 lat i późniejszym, już  mniej atrakcyjnym. Zachwycimy się Matejko z Siemiradzkim, którzy wyglądają jak ojciec z synem. Będziemy szukać ukrytych sztuczek na zdjęciach z seansów mediumicznych Juliana Ochorowicza oraz ze zdziwieniem zerkniemy na żonę kompozytora i dyrygenta Ludomira Różyckiego. Może to wina zdjęcia, oświetlenia, że wygląda na nim mało kobieco? Do tego samo przepiękne wydanie. W twardej oprawie oraz na grubym papierze. Wydrukowane z czytelną czcionką, z zachowanymi odstępami oraz pogrubieniami w podtytułach. To służy uporządkowaniu słowa i wspiera czytanie. Jedyny minus to mnogość wykorzystanych historii. Czytając ciągiem zaczęłam się gubić. Przerzuciłam się więc na czytanie z odstępami traktując każdy osobny rozdział jak odrębne dzieło, tak jak to robię z opowiadaniami. I taki sposób czytania Wam polecam, co pomoże Wam pochylić się nad każdą historią z należytą uwagę i należytym skupieniem. Nie umknie Wam wtedy żaden szczegół, a tego nikt by nie chciał😉.

Jeśli lubicie książki inteligentne, bystre historie i intrygujące oraz atrakcyjne postaci to musicie koniecznie przeczytać „Na gorącym uczynku” i samodzielnie wywołać „duchy artystów”, którzy prawdziwie zostali złapani na gorącym uczynku. Przekonacie się na własnej skórze, że zabawy przy tym będzie co nie miara.

Moja ocena: 9/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

„Przedsionek piekła” Anna Bailey

PRZEDSIONEK PIEKŁA

  • Autorka: ANNA BAILEY
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 384
  • Data premiery: 09.03.2022r.

Niewiele ponad dwa tygodnie temu, dokładnie 9 marca br., premierę miała debiutancka książka autorstwa Anny Bailey pt. „Przedsionek piekła” od @WydawnictwoAlbatros. Gatunek powieści idealny dla mnie. Książka jest bowiem thrillerem i to thrillerem psychologicznym, gdzie relacje pomiędzy postaciami, wzajemne naciski, negatywne wpływy oraz lęki i wszechogarniający strach mają znaczenie. A do tego to miasteczko Whistling Ridge…. Oglądaliście film z 1998r „Miasteczko Pleasantville”? Taki idealnie wykreowany świat, jednorodny, bezpieczny, wręcz czarno – biały. Aż nagle zaczynają pojawiać się kolory. Kolory emocji, prawdziwych uczuć, buntów i odkrytych kłamstw. To trochę jak w Whistling Ridge, w pięknym miasteczku osadzonym w Górach Skalistych w Kolorado. Tylko, że Pleasantville jest znacznie bardziej pleasent niż Whistling Ridge☹.

Poczucie winy to zwłoki, które trudno jest zakopać, nawet jeśli wciąż będziesz sobie powtarzał, że Bóg ci wybaczył. Jeżeli pozwalasz niektórym rzeczom ropieć wystarczająco długo, w końcu wyrosną im kły i pazury i wypełzną z powrotem na powierzchnię.” –„Przedsionek piekła” Anna Bailey.

Po jednej z młodzieżowych imprez ginie Abigail Blake. Z tych Blake’ów. Blake’ów, których od paru lat nikt nie odwiedza oprócz Emmy, najlepszej przyjaciółki Abi. Blake’ów którego młodszy syn Jude chodzi o lasce, gdy spadł ze schodów. Takich nieszczęśliwych wypadków w rodzinie Blake’ów jest całe mnóstwo. Najczęściej doświadcza ich najstarszy syn Noah, który nie jest w stanie sprostać oczekiwaniom ojca, weterana wojny w Wietnamie – Samuela. Blake’ów, gdzie Dolly pali bez opamiętania, często zapada w katatonię i boi się spojrzeć ludziom w twarz, by nie zobaczyli tej przerażającej pustki. Pustki obrazującej stracone życie. Blake’ów, którzy modlą się na podjeździe, by kamyczki raniły kolana członkom rodziny. Blake’ów, którzy siedzą w ostatniej ławce w kościele, ale zawsze są, mimo zbyt dużej ilości puszek po piwie w domowym koszu na śmieci. Blake’ów, gdzie nadzieje umierają jedne z pierwszych, praktycznie zanim zakiełkują. Blake’ów, którym część społeczeństwa współczuje, ale większość uważa, że zasłużyli na to, co ich dotknęło. Blake’ów….. tych Blake’ów.

Niepokojący jest ten wszechogarniający talent debiutantów i debiutantek😊. Wprawia mnie w ogromne kompleksy. Anna Bailey należy do jednych z tych zdolniejszych. Po kilku latach pracy w Kolorado jako baristka napisała powieść zainspirowaną obserwacjami i przeżyciami, których tam doświadczyła. Jak ona to zrobiła? Jak oni to robią, że garstkę własnych doznań i fantazji zamieniają w całkiem dobrą powieść, która niepokoi od pierwszych stron powodując tępy ból w dołku. Nie mam pojęcia. Ale udało się to Bailey bardzo dobrze.

„Przedsionek piekła” to mieszanka cech, które powinien mieć dobry psychologiczny thriller pełen rozmaitych skrajności. Współczucie przeplata się ze złością. Niezgoda na opisywaną rzeczywistą z żalem, że dzieci są często ofiarami własnych rodziców. Litość z rozdrażnieniem z czytanych opisów biernych zachowań, które odczytywane są jako akceptacja przez wszystkich, a tym bardziej przez najbliższych. Powieść Bailey ma skomplikowaną, ale przejrzystą konstrukcję. Fabuła zawarta została w 51 rozdziałach, które zatytułowane są „teraz” i „przedtem”. Autorka przenosi nas w historię, która wydarzyła się przed zaginięciem Abi, nawet wiele lat przed, jak i która dzieje się w fikcyjnej teraźniejszości. To służy uporządkowaniu wydarzeń i nie pozwala pogubić się w fabule. Mimo, że thriller składa się ograniczonej liczby obowiązkowych modułów,  Bailey będąc zdolna i uważną twórczynią uformowała unikatowe dzieło, w którym emocje wzbudzają się same. To mieszanka wybuchowa. Mieszanka miłości, troski, strategii unikania, poczucia winy, traumy, nietolerancji, krzywdy i dusznej małomiasteczkowej atmosfery, gdzie wszyscy wszystkich znają, a pastor z żoną plotkują o problemach jego mieszkańców, gdzie ciągle społeczeństwo wierzy w lincze, którym przyklaskuje biuro szeryfa.

Sama Abi, mimo że jej postać została opisana jakby w tle jest postacią katastrofalną. Abi, która powstrzymuje się „(…) przed zobaczeniem swojego odbicia w lustrze, gdy się rozbiera. W lustro nie patrzy już od jakiego czasu. Od wtedy, kiedy to się stało”. Abi, której współczułam od samego początku, nawet gdy nie wiedziałam, za co jej współczuję. Z drugiej strony dziewczyna bardzo walczyła o swoją normalność. Starała się wspierać Emmę, współpracowała z Ratem i akceptowała swego brata Noaha. Jej dwunastoletni brat Jude wzbudzał moją sympatię i ogromne współczucie od samego początku. To dziecko, które „(…) mówi cicho, trzyma łokcie blisko ciała i daje z siebie wszystko, co może (…) Jego rodzice są jak łosie, które czasami schodzą z gór i podjadają jagody na ich podwórku – jeśli ma się cierpliwość, to w końcu, czasami pozwolą ci pogłaskać się po pyskach. Rodzice zapewne nie połasiliby się na jagody, ale Jude może się zdobyć wobec nich na cierpliwość. Będzie ją okazywał, dopóki nie odda z siebie tyle, że zmniejszy się do takich rozmiarów, że zmieści się wreszcie w ich życiu.” Dziecko starające się zmniejszyć do takich rozmiarów, by zmieścić się w życiu rodziców. Brrr…wrrrr. To maszyneria uruchomiona przez Bailey w jednym celu, tylko by przyspieszyć nam puls, zmusić serce do palpitacji. I Noah. Młodzieniec będący wyrzutkiem i w społeczeństwie, i w rodzinie. Niewypowiedziane słowa pomiędzy nim a Abi zawisły na zawsze i nigdy nie zostaną wyartykułowane. Trochę drażniła mnie jego niemożność opuszczenia domu, sprzeciwienia się swemu oprawcy, pomachania mu na do widzenia. Może czuł się za bardzo odpowiedzialny za matkę, za rodzeństwo, nawet jeśli nie zostało to wyartykułowane w powieści. Nie wiem, czy z wszystkich głównych postaci najbardziej nie jest tragiczna Dolly. Ofiara przemocy domowej, sterowana marionetka, niepotrafiąca się przeciwstawić, cicho akceptująca rzeczywistość, w której żyje. Dolly, która „(…) leży w łóżku, czując się przytłoczona ciężarem własnej winy.”.

W trakcie czytania czułam permanentną niecierpliwość oczekiwania na ujawnienie narracyjnej tajemnicy połączoną z pragnieniem przeżycia czegoś niespodziewanego i z naiwną  nadzieją, że historia dobrze się skończy. Tyle różnych odczuć i jedna debiutancka książka o życiu w przedsionku piekła. Polecam szczerze!

Moja ocena 8/10.

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Albatros.

„Wenecki szkicownik” Rhys Bowen

WENECKI SZKICOWNIK

  • Autor: RHYS BOWEN
  • Wydawnictwo: MUZA
  • Liczba stron: 448
  • Data premiery: 09.03.2022r.

Powieści historyczne lubię, choć nie czytam ich bardzo często. „Wenecki szkicownik”ujął mnie klimatyczną okładką i intrygującym opisem. Rhys Bowen to angielska pisarka, mieszkająca w Stanach Zjednoczonych, napisała, jak możemy przeczytać na okładce, „ponad czterdzieści wielokrotnie nagradzanych powieść, regularnie goszczących na listach „The New York Timesa” i tłumaczonych na wiele języków”. Do tej pory nie miałam przyjemności zapoznać się z jej twórczością, dlatego z wielką ciekawością, ale i pewną niepewnością sięgnęłam po „Wenecki szkicownik”. Czy mi się podobało? Przeczytajcie sami…

Angielka Caroline Grant przeżywa trudny czas w życiu osobistym, mąż wyjechał do Stanów Zjednoczonych robić karierę, a wkrótce porzucił ją dla znanej piosenkarki, ściągnął też do siebie ich synka i ciągle przesuwa jego powrót. Do tego wszystkiego jej cioteczna babcia, jedyna obok babci, bliska i wspierająca ją osoba, umiera. Na łożu śmierci mówi do Caroline kilka zagadkowych słów i przekazuje je tajemniczą szkatułkę z trzema kluczami. Kobieta na początku nie wie o co chodzi, dlaczego babcia wręczyła jej akurat to. Jedyna wskazówka wyszeptaną słabym głosem to pojedyncze słowa „Jedź… Wenecja…”. Czy nie jest szaleństwem podążyć za tak niepewnym tropem? Kobieta decyduje się jednak na podróż do Wenecji śladami babci. Nie wie jeszcze jak ta podróż zmieni jej życie…

Akcja powieści rozgrywa się dwutorowo – w przeszłości w Wenecji od 1928 do 1945 roku oraz współcześnie w 2001 roku, najpierw w Anglii, potem w Wenecji. Narracja dotycząca przeszłości jest pierwszoosobowa, prowadzona przez Juliet, a teraźniejsza jest trzecioosobowa, przedstawiona z punktu widzenia Caroline. Zabieg ten ma stworzyć poczucie, że czytając o wydarzeniach z przeszłości, poznajemy je z pierwszej ręki, tak jakbyśmy czytali pamiętnik Juliet. Wydarzenia przez nią przedstawione dotyczą wielkiej, ale i trudnej, niespełnionej miłości, przy okazji jednak dotykają trudnych czasów, międzywojennych, a potem II wojny światowej. Perspektywa Angielki przebywającej w czasie wojny w Wenecji, podczas gdy Włosi na początki stali po stronie Niemiec, jest bardzo ciekawa i oryginalna. Sam klimat Wenecji, miasta sztuki, kultury, tradycji zestawiony z mrocznymi czasami wojny jest niesamowity. Książka bardzo mi się podobała, czytałam ją z zapartym tchem, nie potrafiąc się oderwać. Przedstawione wydarzenia, klimat powieści, język i styl to wszystko sprawiło, że lektura była prawdziwą przyjemnością. Niesamowite są też bohaterki kobiece stworzone przez autorkę. Z pozoru kruche i niepewne, tak naprawdę silne i zdeterminowane, bo taka jest i Juliet, i Caroline. Bardzo podziwiałam to jak Juliet poradziła sobie z tymi trudnymi wydarzeniami z jakimi przyszło jej się zmierzyć, współczułam jej, wzbudziła we mnie silne emocje. Również współcześnie opisane wydarzenia, przeżycia Caroline są bardzo interesujące, myślę, że nieprzypadkowo współczesna akcja toczy się właśnie w 2001 roku, ma to sporo znaczenie dla fabuły, ale nie będę Wam nic więcej zdradzać.

Powieść dotyka emocji, czaruje słowem, porywa klimatem wspaniałej Wenecji. Nie pozostaje mi zatem nic więcej, jak powiedzieć Wam: „czytajcie!”. Polecam gorąco:)

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU AKURAT.

„Wyspa Sachalin” Anton Czechow

WYSPA SACHALIN

  • Autor: ANTON CZECHOW
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 424
  • Data premiery: 22.02.2022r.
  • Data 1 wydania polskiego: 01.01.1995r.

Myśląc o zniewoleniu i terrorze w rosyjskich łagrach nasuwa mi się Aleksandr Isajewicz Sołżenicyn i jego relacja z Gułagu. Autor wszechstronny, piewca rosyjskiego pogromu własnych pobratymców, antyidealista rosyjski i moralista ukazujący zniewolenie reżimem. Do tego odmawiający oznaczeń państwowych, a po odebraniu literackiej Nagrody Nobla na wiele lat pozostający poza granicami własnego kraju. Jego utwory piętnujące ustrój mordu zostały opublikowane w jego własnym kraju dopiero w latach dziewięćdziesiątych. Po odwilży wrócił do kraju i to kraju zarządzanego przez Putina.

Sołżenicyna czytywałam, podobnie jak Czechowa będąc w liceum. Światopogląd, relacje, dokumenty były mi bliskie. Sam język na wskroś tchnący klasyką rosyjską. Nie znałam jednak relacji Czechowa zawartej w trzytomowym dziele pt. „Wyprawa na Sachalin”, na które składa się „Wyspa Sachalin” (1891–1895), „Podróż przez Syberię” oraz „Listy”. To jedyny reportaż w bogatej bibliografii autora. Ja zaczytywałam się w jego opowiadaniach, nowelach i dramatach. Utworach wydawanych u schyłku XVIII wieku, gdy Rosją rządził car, a łagry zaczynały powstawać. Nie można odmówić Rosji wybitnych twórców i to w każdej dziedzinie. I Czechow, i Sołżenicyn zasługują na nasz szacunek, ze względu na ponadczasowe wartości, które zostały przemycone w tej łagrowskiej literaturze. Trudnej, skomplikowanej, wręcz traumatycznej. Nawet teraz. Nawet ponad sto lat od jej napisania i od podróży, która stała się jej zaczątkiem. To dzięki Wydawnictwu @Zysk i S-ka ta piękna publikacja, w twardej oprawie trafiła w moje ręce. Premiera książki odbyła się 22 lutego br. Ja swój egzemplarz recenzencki otrzymałam 9 marca. Z lekkim opóźnieniem rozpoczęłam czytanie, bo jak ta historia się dziwnie układa. Czy hołubiąc dwóch wybitnych rosyjskich twórców w dzisiejszych czasach to nie zbytnia awangarda?

Książka jest tak wstrząsająca jak okładka. Relacjonująca surowość otoczenia, wszechobecny chłód, niewiarygodny głód, szarość, cierpienie i samotność osadzonych w gułagach więźniów.  Czechow napisał reportaż doskonały. Reportaż, który miał w swoim czasie za zadanie zatrzymać rodzący się pomysł osadzeń więźniów na surowej Syberii, a tak naprawdę stał się tylko smutną relacją katorżników, których kolejne pokolenia zasiedlali rosyjskie łagry. „Wyspa Sachalin” to dowód na istnienie niemożliwych więzień, obozów pracy, którym bliżej było do obozów zagłady. Pomysł rosyjskich notabli się sprawdził na przestrzeni wieków. Łagry funkcjonowały z powodzeniem w XVIII i XIX wieku. W XX nie przestały mieć znaczenia.

To relacja z podróży Antona Czechowa  wzbogacona własnymi doświadczeniami, emocjami, odczuciami autora. Przekazująca czytelnikowi co czuje widz obserwujący na żywo, to co się dzieje na Wyspie Sachalin. To co widzi własnymi oczami, co czuje przez skórę, co odbiera, gdy rozmawia z osadzonymi, często niesłusznie osadzonymi.

Nie wiem czy ówczesny rosyjski system więziennictwa różni się drastycznie od aktualnego. Wątpię, czy osadzeni mają szansę na sprawiedliwy proces i bezstronny wyrok. Często w autorytarnych rzeczywistościach nie ma miejsca na sprawiedliwość i na otwartość w stosunku do oponentów. Obserwujemy to trochę w bieżącej historii. Wiem tylko, że być na Wyspie Sachalin nie chciałby nikt. Narracja jest na wskroś realna. Czechow stworzył wyśmienity, bardzo realny reportaż, który odbierałam w trakcie czytania całą sobą. Język klasyczny otwierał w mej głowie szufladki, w których chowam obok Sołżenicyna, Puszkina, mojego ukochanego Dostojewskiego i Bułata Okudżawę. Chomikuję tych, których pisarstwo zapada w pamięć, których moralność dzieł jest ponadczasowa i zawsze aktualna.

To naprawdę genialna książka. Bardzo trudna i wymagająca dużej uważności oraz otwartości na przedstawione wartości, zarys historyczny, cierpienie bohaterów. „Wyspa Sachalin” zachwyca przyrodą, dziką i gęstą tajgą. Surowymi i grzęskimi bagnami, wysokimi górami i rwącymi strumieniami. Ta cudowna przyroda nie przykrywa jednak w żadnym stopniu warunków, w których przyszło żyć skazańcom, w których przyszło im funkcjonować i które, wstrząsnęły samym autorem. I to wszystko na chwałę Cara, a przeciwko jego oponentom. Przecież ten, kto się sprzeciwiał carskiemu rządzeniu lądował na Wyspie Sachalin jako więzień polityczny. Od początkowo 800 skazanych, Wyspa zaroiła się do poziomu 12 tysięcy katorżników i to w krótkim czasie. To ważne dzieło dla literatury rosyjskiej, której historia nie powinna być zapomniana. Przecież często historia zatacza koło. Dzieła i Czechowa, i Sołżenicyna, i Dostojewskiego powinny stać się dla potomnych przeciwwagą dla podobnych pomysłów współcześnie nam rządzących. I dlatego warto przeczytać ten żywy wziąć reportaż. Reportaż ludzi skazanych praktycznie na samotną śmierć.

Jednym zdaniem; druzgocąca i wstrząsająca lektura, która jest wartością samą w sobie.

Moja ocena 7/10.

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Zysk i S-ka

„Pies ogrodnika” Katarzyna Gacek

PIES OGRODNIKA

  • Autorka: KATARZYNA GACEK
  • Seria: AGENCJA DETEKTYWISTYCZNA CZAJKA (TOM 1)
  • Wydawnictwo: ZNAK
  • Liczba stron:448
  • Data premiery: 09.03.2022r.

Katarzyna Gacek to pisarka i scenarzystka, z wykształcenia psycholożka. Ukończyła kurs detektywistyczny i pracowała w agencji. Mieszka w małym miasteczku pod Warszawą. Jej powieść „W jak morderstwo” została zekranizowana i można ją obejrzeć na Netflixie. Jest też autorkę znanej serii dla dzieci i młodzieży pt. „Supercepcja” Nie miałam jeszcze okazji zapoznać się z twórczością pisarki, pomyślałam więc, że mająca miejsce 9 marca premiera jej najnowszej powieści „Pies ogrodnika” będzie do tego doskonała okazją. Tym bardziej, że w aktualnych okolicznościach każda lektura, która pozwala oderwać się od rzeczywistości i poprawia humor jest na wagę złota.

Gaja jest zmuszona zmienić swoje pozornie poukładane życie. Przyłapuje bowiem męża na zdradzie i nie wyobraża sobie dalszej pracy w galerii, której on jest szefem. Zakłada więc agencję detektywistyczną nie mając w tym żadnego doświadczenia, ale do odważnych w końcu świat należy. Wspiera ją w tym przyjaciółka Matylda, urzędniczka z zawodu, a dziennikarka z zamiłowania oraz modelka Klara, która co prawda ma licencję detektywa, ale nie przepracowała w tym zawodzie ani sekundy. Powstaje więc niezwykłe, można by rzecz, wybuchowe trio. Kiedy przyjaciółki znajdują w zdewastowanym sąsiednim budynku zwłoki zaginionej dziewczyny, nie zdają sobie sprawy, że z tym będzie związane ich pierwsze śledztwo. Pierwszym zleceniem Agencji Czajka jest bowiem udowodnienie, że podejrzany o popełnienie tego przestępstwa nauczyciel matematyki jest niewinny. Nie jest to łatwe zadanie, bowiem wszystkie dowody zdają się wskazywać na niego. Czy Gai się to uda? Czy poukłada nie tylko swoje życie zawodowe, ale i osobiste?

Przede wszystkim muszę powiedzieć, że świetnie się przy tej książce bawiłam. Zerknęłam do niej tylko na chwilę i przepadłam, nie mogłam się oderwać. Rewelacyjne są bohaterki książki. Szalone, zaskakujące trio, trzy kobiety, każda inna, to prawdziwa mieszanka wybuchowa. Relacje między nimi są skomplikowane, przez co jest ciekawie. Gaja bardzo mi się spodobała, polubiłam ją i podziwiałam za jej odwagę i determinację. Matylda trochę mnie drażniła, ale generalnie jestem w stanie ją zrozumieć. Natomiast Klara to zupełnie inna para kaloszy. Jak ona mnie denerwowała. Jest egoistyczna, zapatrzona w siebie. Mam natomiast przeczucie, że pod powierzchnią drzemie w niej zdecydowanie coś więcej, więc można powiedzieć, że postać ma potencjał. Również bohaterowie drugoplanowi są ciekawie skonstruowani. Moje rozbawienie wzbudzały relacje Gai z komisarzem. Wiele zresztą w powieści jest zabawnych sytuacji i błyskotliwych dialogów. Jest wesoło, ironicznie, niebanalnie.

Jeżeli szukacie powieści z którą świetnie spędzicie czas, która Was zaciekawi i rozbawi, zdecydowanie polecam Wam „Psa ogrodnika”, a sama z niecierpliwością czekam na kolejne tomy o Agencji Czajka, gdyż taki potencjał po prostu nie może zostać zmarnowany:)

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU Znak.

„Ultimatum” T. J. Newman

ULTIMATUM

  • Autorka: T. J. NEWMAN
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery: 23.02.2022r.
  • Data premiery światowej: 06.07.2021r.

Kolejna premiera z 23 lutego br. od @WydawnictwoAlbatros to „Ultimatum” T. J. Newman. Jak napisałam w zapowiedzi fabuła niezwykle mnie zaintrygowała. Latając słyszymy zwykle: „Witam państwa na pokładzie samolotu(…) mam przyjemność być państwa kapitanem. Dzisiejszy lot potrwa pięć godzin i dwadzieścia cztery minuty i zanosi się na gładką jazdę”. Tak naprawdę pod tą wypowiedzią kryje się wiedza, że „od pół godziny jego żona i dzieci są zakładnikami człowieka gotowego na wszystko. Unikną śmierci, pod warunkiem, że kapitan wykona rozkazy porywacza i rozbije samolot”. A Wy lecicie razem z nim. Lecicie wierząc, że stery są w rękach jednego z najbardziej wykwalifikowanych pilotów i że to właśnie on posadzi, gdy przyjdzie odpowiednia pora, tę latającą maszynę bezpiecznie na płycie lotniska. Macie zamiar lecieć samolotem w najbliższym czasie? Ja tak. Więc miłego lotu!!!!

Tak naprawdę nigdy nie chodziło o rozbicie samolotu. (…) Chodziło o przebudzenie. O to, żeby zrobić coś na tyle dramatycznego, żeby ściągnąć waszą uwagę. Coś, nad czym nie mogliby przejść do porządku dziennego. To nie było nic osobistego.” -„Ultimatum” T. J. Newman.

Z opisu Wydawcy:  

„Bill musi dokonać wyboru – albo rozbije samolot w Waszyngtonie, albo jego rodzina zginie. Terrorysta zmusza go do zerwania łączności z ziemią, odcina od pasażerów, a jedynym sprzymierzeńcem Billa staje się główna stewardesa, która nie tylko będzie musiała zapanować nad rosnącą paniką pasażerów, ale również podjąć decyzję, czy w tak ekstremalnej sytuacji będzie w stanie zaufać kapitanowi… Bestsellerowa debiutancka powieść byłej stewardesy, do której prawa filmowe zostały kupione przez Universal Studios!”.

Mam nadzieję, że nie spojlerując przy jednoczesnym częściowym wykorzystaniu opisu Wydawcy, dobrze wprowadziłam Was w fabułę i nastrój tej sensacyjnej powieści. Zanim jednak przejdę do opinii na jej temat muszę wspomnieć o samej Autorce będącą ex pracowniczką księgarni, która przez dziesięć lat, aż do 2021 postanowiła być stewardesą. I to w trakcie całonocnych lotów pisała głównie „Ultimatum”. Zaciekawiła mnie nie powiem. Dodatkowo zachodzę w głowę, czy odważy się kontynuować literacką karierę.

To zdecydowanie dobry debiut. Może nie jakoś wybitnie trzymający w napięciu, ale jednak dobrze napisany. Zabrakło mi jednak całkowitego „WOW”. Fabuła okazała się przewidująca. Chwilami trzymała jednak w napięciu. Sama postać kapitana Billa Hoffmana była przejmująca. Rozdarty między potrzebą uratowania niewinnych ludzi, a miłością do rodziny próbował zachować się bohaterstwo do samego końca. Bardzo podobała mi się też postać stewardesy Jo. Myślę, że każda z kobiet piastująca tą funkcję w obliczu nieszczęścia i potencjalnej rychłej śmierci chciałaby umieć zachować się tak jak ona. Książka momentami, mimo, że różni je przyczyna tragedii, przypominała mi wybitny film pt. „Lot” z Denzelem Washingtonem w roli głównej. I tu, i tu mieliśmy do czynienia z rozdzierającymi dech w piersiach dramatem pasażerów danego lotu. I tu, i tu mieliśmy do czynienia z pilotami, którzy wykorzystując swoje doświadczenie starali się posadzić bezpiecznie samolot na ziemi. I w jednym, i w drugim przypadku autorzy zachowali specyfikę miejsca, w którym rozgrywała się fabuła, odwzorowali wiernie środowisko, język oraz atmosferę.

Narracja jest trzecioosobowa. Głównie obserwujemy akcję z perspektywy stewardesy Jo, żony pilota Carrie, agenta specjalnego Theo oraz samego pilota Hoffmana. Każda z tych perspektyw ma coś do stracenia, każda o coś walczy i coś stara się uratować. Do tego cały arsenał postaci drugoplanowych, z Samem oraz Benem – pierwszym oficerem na czele. Kompletnie nie przekonała mnie szefowa agentów specjalnych Pani Liu, wydawała mi się za mało zapobiegawcza, za mało zdecydowana. Motyw z generalny dowództwem w takich sytuacjach również mnie nie przekonał. I to są te najsłabsze ogniwa powieści.

Trudno jest debiutować w dzisiejszych czasach, gdy rynek czytelniczy zalewany jest kolejnymi dziełami wybitnych autorów kryminałów, thrillerów i książek sensacyjnych. Za tą odwagę Autorce należą się wyrazy uznania. T. J. Newman umiejętnie w czterdziestu dwu rozdziałach wykorzystała dotychczasowe doświadczenie i wiedzę, i przekuła je w katastroficzną wizję jednego lotu. Lotu, w którym nikt z nas nie chciałby brać udziału. Miłej lektury!

Moja ocena 7/10.

Moją opinią na temat książki mogłam się z Wami podzielić dzięki Wydawnictwu Albatros.

„Pakt” Anna Potyra

PAKT

  • Autorka: ANNA POTYRA
  • Seria: KOMISARZ ADAM LORENC (TOM 3)
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 368
  • Data premiery: 08.03.2022r.

O Annie Potyrze usłyszałam już w 2019 roku przy okazji premiery jej pierwszego kryminału „Pchła” z komisarzem Adamem Lorenzem. Druga książka z serii miała premierę w 2020 roku pt. „Potwory”, a 8 marca tego roku trzeci tom „Pakt”. Miałam też okazję razem z siostrą spotkać się z autorką podczas Warszawskich Targów Książki i powiem Wam, że jest ona bardzo sympatyczną, skromną i ujmująca osobą. Niestety mimo chęci i wielu pochlebnych opinii nie udało mi się do tej pory przeczytać dwóch pierwszych tomów, ale przy trzecim postanowiłam, że nie mogę już zapoznania się z twórczością autorki odkładać na później. I muszę Wam powiedzieć, że to była świetna decyzja.

Komisarz Adam Lorenz przyjeżdża w odwiedziny do starego przyjaciela, który dorobiwszy się fortuny wrócił w rodzinne strony i odrestaurował zrujnowany poniemiecki pałac. To tam dwadzieścia lat wcześniej znaleziono ciało młodej dziewczyny, która popełniła samobójstwo. Po latach niewielu już o tym pamięta. Odremontowany majątek tętni życie, do odnowionych stajni po wielu latach wróciły konie. W dniu przyjazdu komisarza okazuje się, że zniknęła pracownica majątku, młoda Ukrainka. Lorenz mimo urlopu postanawia przyjrzeć się sprawie. Wkrótce potwierdza się podejrzenie, że dziewczyna została zamordowana, a policjant nie ma pojęcia z jak poważną sprawą przyjdzie mu się zmierzyć…

Powieść przeczytałam jednym tchem, trudno mi było się od niej oderwać. Bardzo polubiłam komisarza Adama Lorenza i innych bohaterów. Każdy z nich, nawet Ci nie do końca pozytywni przedstawieni się w interesujący sposób, wielowymiarowo, realnie. Styl autorki jest lekki, błyskotliwy, płynny i spójny. Całość składa się z krótkich rozdziałów, pisanych w narracji trzecioosobowej, prowadzonej przez różne osoby, co znacznie wpływa na dynamikę powieści. Pojawiają się też retrospekcje , które pozwalają nam lepiej kojarzyć wskazówki odkrywane podczas prowadzonego śledztwa. Zakończenie mnie zaskoczyło, było mocno intrygujące. Autorka wprowadziła ciekawe wątki, w tym jakże aktualny wątek z Ukrainą. Z biegiem akcji stopniowo odkrywamy różne wątki, autorka podsuwa nam wskazówki, z których jedne okazują się bardziej, inne mniej istotne. Pojawia się tutaj znana i jakże emocjonująca gra z czytelnikiem, kto kogo przechytrzy. Muszę przyznać, że udało się to autorce, takiego rozwiązania się nie spodziewałam i było dla mnie ono prawdziwą niespodzianką.

Powieść to dojrzały, pełnokrwisty, porywający kryminał, który pochłoną mnie całkowicie. Po lekturze wiem, że koniecznie muszę jak najszybciej nadrobić dwie poprzednie powieści, no i po każdą kolejną książkę autorki sięgnę bez pytania:) Gorąco polecam!

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU Zysk i S-ka.

„Raj w ogniu” Wilbur Smith, David Churchill

RAJ W OGNIU

  • Autorzy: DAVID CHURCHILL, WILBUR SMITH
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Cykl: SAGA RODU COURTENEYÓW (tom 19)
  • Liczba stron: 480
  • Data premiery: 23.02.2022r.

Za krótki dla mnie był ten luty, za krótki😊. Tyle premier lutowych, a tylko 28 dni. Chociaż oczywiście wolałabym, by 24 lutego 2022 się nigdy nie zdarzyło☹.

Jedną z zaległych premier lutowych jest dziewiętnasty tom „Sagi rodu Courteneyów” autorstwa Wilbura Smitha i Davida Churchilla. Jak pisałam w recenzji poprzedniego tomu „Po dwóch stronach” od piętnastej części Smitha zaczął wspierać  Churchill. Ja z pisarstwem ani jednego, ani drugiego nie mam doświadczenia. Nie oceniłam więc do tej pory, czy ten mix autorski wyszedł książkom serii na dobre, czy też nie. „Raj w ogniu” dzięki nakładowi @WydawnictwoAlbatros miał premierę 23 lutego br. Ja przeczytałam go dopiero teraz. Bez zbędnej zwłoki zapraszam Was do zapoznania się z moją opinię na temat tej powieści. Mam nadzieję, że okaże się pomocna w Waszych planach czytelniczych😉.

Może ludzkość jest skazana na to, żeby nigdy nie uczyć się na przeszłości. Może zawsze będziemy powtarzać te same błędy, to samo zło po wieczność.” -„Raj w ogniu” Wilbur Smith, David Churchill.

Ostatni z 19 -tomowej „Sagi rodu Courteneyów” nawiązuje do tomu 17. To kontynuacja fabuły zapoczątkowanej w „Po drugiej stronie”. Po szczęśliwym odnalezieniu ukochanego Gerharda von Meerbach, Saffron wiedzie szczęśliwe życie u jego boku wychowując wspólnie dwójkę dzieci, syna i córkę. Błogość wspólnego życia zaburzają dwa wydarzenia. Po pierwsze odnalezienie i bratobójcza walka z Konradem von Meerbach, który powrócił by upomnieć się o swoje po przegranej walce w tracie II Wojny Światowej. Po drugie bojówkarze działający po nazwą Mau Mau złożeni ze rdzennych Kenijczyków, którzy postanowili walczyć o swoje ziemie i bogactwa z niej płynące i raz na zawsze rozprawić się z brytyjską kolonizacją. Wilbur Smith i David Churchill osadzili akcję w powojennej rzeczywistości zapoczątkowanej w roku 1951. Gdzie zaprowadzą bohaterów wybory Meerbachów? I kto tak naprawdę zapłaci koszty odzyskania przez Kenię suwerenności?

Zmarły w 2021 Wilbur Smith był pisarzem charakterystycznym. Jako pochodzący z Afryki (z Rodezji Północnej stanowiącą teren dzisiejszej Zambii) angielskojęzyczny pisarz w swoich utworach opisywał piękno, charakter i skomplikowaną historię afrykańskiej ziemi. Ziemi zagrabionej przez kolonistów. Jego pasja szerzenia prawdy nie dotyczyła tylko „Sagi rodu Courteneyów”. Wiernie odzwierciedlał historię współczesną Afryki również w „Sadze rodu Ballantyne’ów”, czy takich książkach jak „Kopalnia złota” i „Łowcy diamentów” oraz „Pieśń słonia”. Powtarzając za znawcami jego literatury warto napisać, że większość z powieści Smitha rozgrywa się w Afryce XIX wieku. Jest to jednak motyw, który trzeba lubić. Fascynacja przygodą i historią wzmacnia pozytywny odbiór „Raju na ziemi”. Zniechęcenie motywami afrykańskimi, bestialstwem kolonistów i bezradnością rdzennych mieszkańców utrudnia jej odbiór.

Ja w trakcie czytania odczuwałam raz fascynację, raz znużenie. Fascynował mnie opisany kenijski świat.  Motyw z buntownikami pod wodzą Kabai, który „I jako żołnierz, i jako gangster czy terrorysta miał dryg do przewodzenia”. Bardzo ciekawiły tradycje i wierzenia plemienia Kikuju oraz Masajów, którzy na terenie majątku Courteneyów żyją w swoistego rodzaju symbiozie i mimo trudnej przeszłości, potrafią zaakceptować nadchodzący nowy ład, gdzie odseparowanie członków obu plemieni pomału przestaje mieć znaczenie. Wielokulturowość w obliczu miłości również autorom się udała. I w osobach Saffron i Gerharda, i w osobach Beniamina i Wangari. Bo jak sami bohaterowie mówią o sobie: „Jeśli już kochamy, to szczerze i do szaleństwa”. Smith wykorzystał wiedzę związaną z życiem w Afryce w każdej płaszczyźnie. Wiernie odwzorował wierzenia, stosunek mężczyzn do kobiet, białych do czarnych i odwrotnie.  Powieść wzbogacił raz miłością, raz nienawiścią, raz współpracą i raz walką. Sam motyw walki z kolonializmem i stworzenia nowej, wolnej Afryki bardzo mnie zaciekawił. Został przedstawiony z perspektywy jednostki, jak i całego kraju. Z perspektywy białych kolonialistów, którzy wiedzą, że zbliża się nieuchronne i starają się temu zapobiec, jak i tych, którzy ten fakt wypierają. Gdzieniegdzie stykamy się z opiniami: „(…) jedynym usprawiedliwieniem istnienia imperium jest dobro, jakie może ono przynieść ludziom cieszącym się mniejszymi łaskami losu niż te, które sami otrzymujemy”. By zaraz wpaść w kolonialną politykę śledząc słowa: „Daj sobie powiedzieć, dlaczego tu jesteśmy. Zapomnij te wszystkie głupoty o obowiązku białego człowieka, który niby ma nauczać gorsze rasy korzyści, jakie daje nasza cywilizacja. Liczy się tylko utrzymanie Kenii w granicach imperium”. Te dwa przeciwstawne białe światy walczą ze sobą. I tylko ciekawość każe czytać do końca, by dowiedzieć się, który okaże się bardziej dominujący. Znużył mnie natomiast wątek z Konradem. Z jednej strony rozumiałam, że motyw nazisty i oddanego wyznawcy Hitlera musiał zamknąć się klamrą, z drugiej jednak, tak rozbudowana fabuła obniżyła napięcie związane z pogłębianiem pociągającego i efektywnego kenijskiego świata. Tak samo jako miłość Saffron i Gerharda, która rozwinięta została w poprzednich częściach sagi (przypominam tom 15 i 17). Ta fascynacja obojgiem utrzymywana była na tym samym poziomie obok tak innych, interesujących, przyrodniczo – historycznych wątków, które zasługiwały na jeszcze większe rozwinięcie. Co do Saffron to kobieta idealna, podobnie jak jej mąż. Z takimi bohaterkami nigdy się nie utożsamiam, a wręcz przeciwnie trochę mnie denerwują. Tak było i tym razem. Wybitnie uzdolniona agentka SOE i jednocześnie posiadająca „(…) idealne, długie kończyny”. Do tego ta jej „szczupła talia, cudowny biust…i oczy barwy afrykańskiego nieba”, które kłuły mnie w oczy. Plus niezwykła inteligencja, wiedza i mądrość emocjonalna. Kobieta idealna, jak Afrodyta wyłaniająca się z morza. Dla mnie totalnie w tej części nierealna, nieprawdziwa.

Nie trzeba czytać wszystkich części sagi, by zorientować się w fabule. Autorzy bardzo sprawnie nawiązali  do wydarzeń z poprzednich części umiejscawiając je we wspomnieniach bohaterów, bieżących dialogach, a także relacjach innych. Sam Gerhard wielokrotnie nawiązuje do swojej przeszłości w Luftwaffe. I to jest zaleta tej powieści, że stanowi odrębne dzieło literackie, które nie jest obarczone ciężarem konieczności poznania wszystkich poprzednich części. Ogromny plus za wartość historyczną, rozpisaną na drobne. Za wielowątkowość w postawach białych kolonistów, za brutalny świat bojówkarzy oraz pokazanie walki o lepszy, przyjaźniejszy dla rdzennych mieszkańców świat. Bardzo dobrze udało się również autorom rozliczanie przeszłości i z perspektywy nazistów, i z perspektywy białych nadużywających władzy i siły w stosunku do Afrykańczyków. To książka dla fanów mocnych wrażeń, gdyż – wykorzystując cytat z powieści – „(…) kiedy raz się zasmakowało niebezpieczeństwa, życie bez niego wydawało się trochę nudne”.

Moja ocena 7/10.

Książką obdarowało mnie Wydawnictwo Albatros.

„Dlaczego szkoła Cię wkurza i jak ją przetrwać” Mikołaj Marcela

DLACZEGO SZKOŁA CIĘ WKURZA I JAK JĄ PRZETRWAĆ

  • Autor:MIKOŁAJ MARCELA
  • Wydawnictwo:YOU&YA
  • Liczba stron:256
  • Data premiery:23.02.2022r.

Poradniki nie są moją ulubioną formę literatury, jeżeli już po jakieś sięgam to najczęściej dotyczą one relacji z ludźmi, w tym z dziećmi. Właśnie z powodu dzieci zwróciłam uwagę na „Dlaczego szkoła Cię wkurza i jak ją przetrwać” Mikołaja Marcela od wydawnictwo YOU&YA. Książka adresowana jest do tych, którzy do szkoły chodzą, ale myślę, że rodzice i nauczyciele też mogą z niej sporo wynieść.

Mikołaj Marcela to wykładowca akademicki, doktor nauk humanistycznych i pisarz. Na swoim koncie ma kilka powieści oraz bestsellerowych poradników dla rodziców na temat edukacji. „Dlaczego szkoła Cię wkurza…” zwróciła moją uwagę niecodziennym wydaniem. Okładka stylizowana jest na brulion, a środek zwraca uwagę swoją różnorodnością, większe i mniejsze czcionki, punktowania, ilustracje i dopiski sprawiają wrażenie, jakby były to odręcznie prowadzone notatki. Taka konstrukcja zdecydowanie przykuwa uwagę i pozwala zdecydowanie lepiej przyswoić prezentowaną treść. Książkę można czytać jako całość, ale można też sięgać do konkretnych, interesujących nas fragmentów. Autor zaczyna od tego dlaczego szkoła jest taka jaka jest, pojawia się tutaj rys historyczny, potem przechodzi do tego jak się skutecznie uczyć, pojawiają się informacje o tym jak działa mózg i co można zrobić, bo polepszyć jego działania. Bardzo spodobał mi się rozdział zatytułowany „Jak jeść i spać, żeby nie zwariować w szkole?”, zawiera cenne uwagi wskazówki, które często są pomijane, jeśli chodzi o uczniów. Książka zawiera tez informacje o tym, co zrobić by pokonać niechęć do nauki i w jaki sposób dobre samopoczucie wpływa na proces nauki.

Ta pozycja to prawdziwa skarbnica wiedzy i zbiór wskazówek dotyczących procesu nauki, a co najważniejsze nie pomija pozostałych aspektów życia, ale pokazuje jak sprawić by pomagały one w koncentracji i uczeniu się. Myślę, że każdy może wynieść z tej pozycji coś dla siebie. Polecam!

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą serdecznie dziękuję Wydawnictwu YOU&YA.