„Pani z wieży” Magdalena Wala

PANI Z WIEŻY

  • Autorka: MAGDALENA WALA
  • Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
  • Liczba stron: 304
  • Data premiery: 28.07.2021

Czytam książki jedna po drugiej i mam wrażenie, że do końca lipcowych premier jeszcze daleko. „Pani z wieży” pióra @MagdalenaWalaAutor  to trzynasta, mam nadzieję, że nie pechowa😉, premiera lipca, która już za mną. Książkę podarowało mi @WydawnictwoKsiaznica, za co bardzo dziękuję. Samo wydanie już mi się podoba. Ta cudna zieleń na okładce zachwyca mnie swoją głębią. Jeszcze parę słów o samej Autorce. Przygodę z jej piórem rozpoczęłam już jakiś czas temu. Całkiem niedawno publikowałam moją opinię na temat takich książek Magdaleny Wali jak: Klątwa ruin czy chociażby Skradzione życie. Obie oceniłam 8/10, obie z mocnym rysem historycznym. Czy i tym razem zachwyciłam się losami bohaterów z dawnych lat?

O czym jest ta historia?

To historia o Elizie Baranowskiej, niecodziennej dziedziczce majątku położonego na Kresach. Dlaczego niecodziennej? Jak na nie-dziedziczkę przystało Eliza dość szybko zrozumiała, że

(…) w życiu nie może liczyć na pomoc ze strony jakiegoś rycerza. Musiała nauczyć się polegać na sobie. I nie ufać chłopcom. Żadnemu z nich”.

Nie do końca ten brak zaufania jej się w życiu sprawdził. Najpierw pokochała Antoniego, którego miłość szybko utraciła. Wskutek obserwacji nieszczęśliwego małżeństwa własnych rodziców zrozumiała, że jednak mężczyźni potrafią skutecznie zakotwiczyć swoją osobę w życiu kobiety, nawet jeśli ta próbuje się bronić. Z tym bagażem doświadczeń Eliza rozpoczyna dorosłe życie w trudnych czasach. Stara się jak tylko potrafi utrzymać rodowe Janowice w swoich rękach, wielokrotnie idąc na ustępstwa. To wszystko w czasach wojny polsko-bolszewickiej i tajemniczej historii uwięzionej przez męża Sonki w tle.

Magdalena Wala opowiedziała całkiem inną historię niż w „Klątwie ruin”. Występują jednak pewne podobieństwa. W obu książkach dominują barwne opisy dotyczące i scenerii, i codzienności dawnych lat. I w jednej i w drugiej powieści odnajdziemy odniesienia do obowiązujących wówczas rytuałów, zwyczajów, norm i zasad. W książkach zobrazowano obowiązujący wówczas model rodziny i obowiązujące w niej relacje. Nawet fabuła wydaje się podobna. Dworek, mieszczaństwo, majątek, zawierucha wojenna. Istotna różnica jest jednak w głównej bohaterce. „Pani z wieży” to udana próba pokazania, że nie zawsze panny były spolegliwe. Nie zawsze ufały w ciemno osądowi męskiemu. Nie zawsze widziały w mężczyznach swoich wybawicieli, czasem widziały oprawców. Taką bohaterką jest Eliza. Oprócz silnej kobiety, jak na ówczesne czasy, Wala podjęła w swej najnowszej książce wiele innych, istotnych wątków. Zachowanie, czasem niegodne żołnierza, polskich ułanów, stosunek wojskowych do chłopów, wszechobecne grabieże majątków. Podobał mi się motyw uwięzionej w wieży kniaziówny Sonki. Największym zaskoczeniem było jednak rozwinięcie związku z Antonin. No…, ale o tym powinniście sami przeczytać.

Przyznam, że kompletnie nie zrozumiałam wątku utraconej matki. Zabrakło mi rozstrzygnięcia, zabrakło fanfarów. Przecież Eliza całe życie za tą matką tęskniła! W efekcie jej osoba okazała się jakby mało istotna w dalszych planach życiowych głównej bohaterki. Postać kuzyna matki również trochę mnie zawiodła. W stosunku do Elizy mało wyrazisty. Całkiem możliwe, że to celowy zabieg autorski. Przecież nie o mężczyzn tu chodziło!!!

Konstrukcja książki to kolejno ponumerowane rozdziały, którym Autorka nadała gdzieniegdzie podtytuły wskazując miesiąc i rok akcji. Stąd wiemy, że akcja toczy się od czerwca do października 1920 roku. Dodatkowo zawarto w książce i prolog, i epilog, które stanowią klamrę opisanej w niej historii.

Doceniam zaangażowanie Autorki w propagowanie naszej historii w sposób popularnonaukowy. Mamy i fikcję literacką, i odzwierciedlenie burzliwych losów, w historii Polski. Książka napisana jest w bardzo przyjemny sposób. To naprawdę dobra lektura na wakacyjne wieczory. Na oderwanie się od codzienności i przeżycie całkiem innej historii, całkiem innego życia. Bez wątpienia jest to jednak pozycja dla fanów literatury obyczajowej. Zacięcie historyczne będzie u czytelnika dodatkowym atutem.

Udanej lektury!!!

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU KSIĄŻNICA.

„Klątwa ruin” Magdalena Wala

KLĄTWA RUIN

  • Autor:MAGDALENA WALA
  • Wydawnictwo:KSIĄŻNICA
  • Liczba stron:298
  • Data premiery:15.07.2020r.
  • Moja ocena: 8/10

Przy okazji publikacji recenzji najnowszej książki Magdaleny Wali „Skradzione życie” (https://slonecznastronazycia.blog/2021/03/29/skradzione-zycie-magdalena-wala/ ) pochwaliłam się Wam, że czytałam również jej poprzednią książkę pt. „Klątwa ruin”. Na szczęście jedna z moich wiernych czytelniczek wyłapała moje niedociągnięcie. Ja się po prostu z Wami moimi spostrzeżeniami na temat „Klątwy ruin” nie podzieliłam! Jak to się stało? Nie mam pojęcia. Mogłabym się tłumaczyć pędem życia, roztargnieniem. Najważniejsze, że postanowiłam czym prędzej naprawić moje faus pa. I oto zaległa recenzja „Klątwy ruin” Magdaleny Wali.

Wyobraźcie sobie duże, dębowe, masywne drzwi. Pięknie zdobione sztukaterią. Z ogromną, mosiężną klamką. To magiczne drzwi. Wystarczy tylko przez nie przejść, a po drugiej stronie znajdziecie się w polskim dworku sprzed stu lat. W Polsce, gdzie liczył się honor. Gdzie walka o nieskalanie nazwiska było jedną z głównych cnót. Gdzie liczyły się potulne, posłuszne i pokorne żony, a słabostki były tylko domeną mężczyzn. Wszystkie słabostki na „k” jak: karty, kielichy i kobiety. Każdy z nas może mieć takie drzwi. Każdy z nas przez te drzwi może przejść. Drzwi mogą być kupione, mogą być pożyczone. Takimi drzwiami jest książka Magdaleny Wali „Klątwa ruin”. Każdy z nas ma do niej dostęp. Mam nadzieję, że ta recenzja Wam pokaże, że warto przez te książkowe drzwi przejść.

Dawno, dawno temu

Tak naprawdę to dokładnie 100 lat temu. Historia bowiem dzieje się w roku 1920. W roku, gdy wszystko było inaczej. W roku, gdy mówiło się „cichaj” zamiast ciszej, „żwawo” zamiast szybciej, „zasnąć w Panu” zamiast „umrzeć”, „smalić cholewki” zamiast podrywać W roku, gdy nosiło się „szlafmycę”, „kapotę” zamiast kurtki. W roku, gdzie suknia z odkrytą kostką już była powodem do przygany, a co dopiero z odkrytą połową łydki. W roku, gdzie związki pomiędzy herbowym szlachcicem a prostą dziewczyną, nawet wykształconą były nie do pomyślenia. W roku, gdy właściciele majątków zatrudniali stajennych, lokai, kamerdynerów, panie do towarzystwa i utrzymywali rezydentów. W roku, gdy Polskę trawiła wojna polsko-bolszewicka, a najważniejsza bitwa, Bitwa warszawska miała dopiero nadejść. Główną bohaterkę Anielę Wilczkówną poznajemy w lutym 1920. Śledzimy jej zawiłe losy do grudnia 1920. Przez te parę miesięcy dowiadujemy się o niej wszystkiego. O jej trudnym dzieciństwie, o utraconej w młodości matce, o jej ciężkiej pracy w ziemiańskim dworku jako panna do towarzystwa, o jej relacji z krewnym właścicielki dworu Rafałem Mielżyńskim, z jednej strony żartownisiem i hulaką, z drugiej poważnym młodym patriotą walczącym o wolność Ojczyzny. Aniela jest wykształcona. To dzięki właścicielowi sąsiedniego dworku Panu Korzeńskiemu zdobyła wykształcenie, który otoczył ją opieką po śmierci rodziców. Oprócz wykształcenia Stanisław Korzeński pozwalał jej zdobyć przyjaźń własnej córki, Konstancji. Dzięki temu Aniela nie była tak całkiem samotna. Czy to dobre serce właściciela ziemskiego nad biedną sierotą czy coś jeszcze? Dwór, w którym mieszka Aniela trawią wszystkie przywary ówczesnego społeczeństwa. Jednolite wychowanie i oczekiwania względem panien, bo przecież jak mówi pewien starszy pan: „Kobieta uparta, szeląga niewarta” Buta i przeświadczenie o swej wyjątkowości, tylko dlatego, że pochodzi się ze szlacheckiego rodu. Dbałość o pozory. Wykorzystywanie biedniejszych, nie tylko służby. Nawet taką pannę do towarzystwa jak Aniela, eksploatuje się do późnym godzin nocnych zlecając prace jej nieprzystające. W tym wszystkim dziewczyna nie zatraca samej siebie. Planuje przyszłość, a w godzinie próby właścicielka majątku może na nią liczyć. Co odkrywa Aniela przechadzając się po komnatach majątku Strumieńskich – Olszowej? Sprawdźcie sami.

Sama dedykacja jest świetna

Przygodę z „Klątwą ruin” zaczęłam bardzo dobrze. Autorka w dedykacji napisała „Kochającym czytanie”.  Wiem, wiem, przemawia przeze mnie próżność. Przecież tyle cudownych osób, wspierających pisarza mają autorzy wokół siebie, a ja oczekuję jako czytelnik dedykacji. A przecież pisanie to nie prosta sprawa, szczególnie tak dobrych książek. Ja kocham czytanie. Więc zrozumiałe, że czuję się adresatką tej dedykacji, za którą autorce niniejszym dziękuję.

Powieść dzieje się w otoczeniu pięknego krajobrazu. Krajobrazu dwóch sąsiadujących ze sobą majątków, majątku Strumieńskich – Olszowej oraz majątku Korzeńskich – Rudnik. Dwóch rodów ze sobą związanych wspólną historią. Autorka włożyła dużo pracy w przybliżenie nam ówczesnego życia dworskiego. Zrobiła to wyśmienicie. Ponownie mogłam się wielu nowych zwrotów nauczyć. Jest to kolejny dowód na to, że Magdalena Wala traktuje swoje pisanie jak misję. Mimo podejmowanych w swoich powieściach wątkach obyczajowych, umiejętnie wplata w fabułę treści historyczne korzystając tylko ze sprawdzonych źródeł. Jest to wartość sama w sobie, dla tych którzy z jednej strony uwielbiają historię, z drugiej nie gustują w książkach historycznych. Wydanie nieprzypadkowe. Przecież 2020 roku obchodziliśmy stulecie Bitwy Warszawskiej, jak pisze autorka w posłowiu „(…) jednej z najważniejszych bitew w naszej historii…”. Polubiłam główną bohaterkę Anielę, ubogą damę do towarzystwa. Spodobał mi się jej hart ducha i oddanie sprawie, pomocy pokrzywdzonych w wojnie. Mimo, że musiała tą swoją aktywność na rzecz potrzebujących prawie wyszarpać pazurami. Nie ustała. Aniela jest bardzo dojrzała jak na swój wiek. Możliwe, że jej trudne losy i samotność odcisnęły w taki sposób na jej obyciu oraz zachowaniu piętno. Nieważne. Ważne, że to postać bardzo dobrze wyeksponowana w powieści. Dziewczyna bez niczego, a jednocześnie mająca wszystko. Swoją powagę, inteligencję i plan na życie. Plan, w którym niekoniecznie musi istnieć mężczyzna, któremu oddałaby się bez reszty. To dobrze, że autorka, mimo możliwości nie uległa pokusie i nie zrobiła z Anieli kolejnej zakochanej po uszy w swoim panu dzierlatki. Wolę bardziej taką Anielę, niż zakochanego podlotka. Anielę mimo swej młodości, siwowłosej. Co spotkaliby w majątku swoich przodków praprawnuki Strumieńskich, właścicieli Olszowej? Czy ruiny, czy chaszcze, czy ukryty majątek i rodzinne „precjoza”, czy płyty nagrobne, czy dworek myśliwski? Nie sposób się tego dowiedzieć, jeśli nie zerkniecie w karty tej książki i nie rozpoczniecie podróży. Podróży przez magiczne drzwi. Czy to nie dowód na to, że magia istnieje naprawdę?

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU KSIĄŻNICA.

„Skradzione życie” Magdalena Wala

SKRADZIONE ŻYCIE

  • Autor:MAGDALENA WALA
  • Wydawnictwo:KSIĄŻNICA
  • Liczba stron:304
  • Data premiery: 24.02.2021r.
  • Moja ocena: 8/10

Jak już wspominałam, cenię sobie pozycje wydawane przez Wydawnictwo Książnica.  W lutym trafiły do mnie dwie ich nowości. Recenzja „Wyboru Charlotty” już za mną (https://slonecznastronazycia.blog/2021/03/06/wybor-charlotty-agnieszka-olejnik/ ), więc przyszedł czas na lekko spóźnioną recenzję nowości od Magdaleny Wali „Skradzione życie”. Magdalenę Walę już znam, a raczej jej twórczość. Przeczytałam jej opowiadanie w antologii „Taniec pszczół i inne opowiadania o czasach wojny” (https://slonecznastronazycia.blog/2021/02/09/taniec-pszczol-i-inne-opowiadania-o-czasach-wojny/ ) oraz powieść: „Klątwa ruin”, która miała premierę w lipcu ubiegłego roku. Autorka w swych utworach dotyka poważnego tematu związanego z II wojną światową. Nie dziwi mnie to wiedząc, że z wykształcenia jest historyczką. Chociaż nie jest to temat łatwy, wracam do jej twórczości. Każde jej dzieło to dowód, że w takiej tematyce Magdalena Wala czuje się rewelacyjnie.

Kiedyś nadejdzie pokój, ale te wydarzenia zostawiły już zbyt wiele blizn. Te doświadczania, ta wojna zostanie z każdym, kto ją przeżyje, już na zawsze. Tymczasem trzeba udawać normalność. I… po prostu dalej żyć”.

„Skradzione życie”  Magdalena Wala

Posłuszna Żydówka

Książka składa się z dwudziestu sześciu rozdziałów podzielonych na części. Części noszą tytuły, które są odzwierciedleniem fabuły. Zaczynamy poznawać główną bohaterkę w części Posłuszna Żydówka. To Śląsk w roku 1939. Ewa Abramowicz świętuje ze swoimi przyjaciółkami urodziny. Przyjaciółkami, nieżydówkami. Mimo, że pochodzi z rodziny zreformowanej nie może pogodzić się z decyzją rodziców o ślubie z jedynym synem bogatego zegarmistrza Rosenbauma, Dawida. Dawida, konserwatywnego chasyda. Ma świadomość, że życie z Dawidem będzie dla niej „pasmem wyrzeczeń i obowiązków”. Do ślubu jednak nie dochodzi. Kilka dni przed nim wybucha wojna.

Następnie autorka opisuje losy Ewy i jej rodziców w części W drodze. Ewa już wie, że wojna nie będzie trwać miesiąc, czy dwa. Ewa już wie, że dotychczasowy świat runął. Jak wielu innych Ślązaków zaczyna uciekać na Wschód, pakując tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Kierują się do Przemyśla, gdzie mieszka daleka rodzina Abramowiczów. W czasie podróży pomagają brzemiennej, samotnej Polce, Lilianie Radziejowskiej. Niestety Polka w trakcie trudnego porodu wraz z dzieckiem traci życie. Abramowicze postanawiają rzeczy po Lilianie oddać jej ciotce, do której podążała.  W trakcie pobytu w rodzinnej wsi Lilki okazuje się, że Ewa jest do niej bardzo podobna. Tak podobna, że myli ją nawet sąsiadka nieżyjącej już ciotki. Z kolei w Walce o przetrwanie losy Ewy zaczynają przypominać koszmar Żydów w obliczu bezeceństwa drugiej wojny światowej. Żydów tracących cały dobytek w rynsztokach, pozbawionych domów, najpotrzebniejszych rzeczy. Kolejne ograniczenia i zakazy sprzedaży towarów Żydów powodują, że Żydzi głodują, chorują, marzną. Ewa w tym czasie traci ojca, następnie w wyniku choroby matkę. Wdowa, u której mieszkała również umiera. Mimo, że była bardzo przydatna, zaradna i pomocna, Ewa musi opuścić mieszkanie. Liliana to czwarta część książki. Ewa w wyniku samotności i chęci przeżycia podejmuje decyzję, która odmienia jej życie na zawsze. Podróżuje do Piotrkowa, by spotkać się z Witoldem. Spotkanym w trakcie wędrówki żołnierzem, który uciekł z obozu jenieckiego. Żołnierzem, Polakiem, gojem z którym podzieliła się chlebem. Witold i Ewa zakochują się w sobie. Najbardziej podobała mi się ostatnia część, Niezwyczajne życie. To opis losów Ewy współpracującej z doktorem Kłosowskim. Polakiem wspierającym polskie podziemie oraz żydowskie dzieci. Dokarmiającym dzieci z getta, gdy jeszcze mogły wychodzić. Ewa dojrzewa, dorasta, by stać się niemą bohaterką żydowskich dzieci. Dzieci, którym los nie szczędził cierpienia, bólu, głodu i zimna. Niewinnych dzieci.

Ludzie ludziom gotują ten los

To przesłanie, jak autorka sama pisze w posłowiu, przyświeca książce. Jej zdaniem „(…) odnosi się do czasu teraźniejszego. Nie wolno nam zapominać o tym, co działo się w czasie wojny z mniejszościami, jak wskutek odgórnych decyzji zostali odarci z człowieczeństwa…(…) Jeśli ponownie pozwolimy sobie wmówić, że są grupy, którym należy ograniczyć prawa, (…)” opisywane przez Walę wydarzenia „(…) w przyszłości również mogą się powtórzyć”. Dlatego tak ważne dla autorki było ukazanie człowieczeństwa każdej żydowskiej postaci opisanej w książce. Osadzenie jej w konkretnym miejscu, czasie, wśród zwykłych domowych sprzętów, w trakcie zwykłych codziennych zajęć. To ludzie tacy sami, jak my wszyscy. Zasługujący na taki sam szacunek, który niestety został im niesłusznie odebrany. Za serce chwytały mnie losy małych żydowskich dzieci. Opuszczających getto by zjeść miskę lichej zupy. Aron, Rebeka, czy Ben. Różne imiona, te same dzieci. Wygłodniałe, brudne, osamotnione, krzywdzone. Cały czas jednak troszczące się o tych dorosłych, którzy zostali w getcie. O matki cierpiące i głodujące, o ojców pracujących i tracących życie w fabrykach na przymusowych robotach. Nawet te resztki normalnego życia zostały im zabrane. Nawet z takiej fikcji społeczeństwa zostały ograbione. Zapadła bowiem decyzja o likwidacji getta. Dzięki rozbudowanym przypisom dowiedziałam się, co oznaczają poszczególne sformułowania, jak: szojchet, balebos, kehila, czy bale goles. Całkowicie mi obce. Okraszając powieść tak obcobrzmiącymi słowami, Magdalena Wala udowodniła, że bardzo poważnie podeszła do tematu. Jej znajomość obrzędów, rytuałów, zwyczajów i tradycji żydowskich zachwyca. Co innego czytać o rzezi niewinnych, co innego wczytywać się w ich codzienność. Dotykać każdego dnia. Czuć się prawie członkiem ich rodziny, społeczeństwa. Poznając to co obce, oswajamy nieznane. To jest zapewne główne przesłanie książki. Wala chce byśmy nie zapomnieli o świadkach tamtych dni. O człowieczeństwie, które niesłusznie uchodziło z dymem wraz z tysiącami ludzkich istnień w komorach gazowych.

Muszę wspomnieć o okładce. Urocza prawda? Delikatna z mocnym akcentem zdjęcia w sepii. Zdjęcie nieprzypadkowe. Ale nic więcej już Wam nie zdradzę. Mówią Nie oceniaj książki po okładce. Coś w tym jest. Chociaż nierzadko okładka jest tak samo dobra jak książka. Tak jest i tym razem.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU KSIĄŻNICA.

„Taniec pszczół i inne opowiadania o czasach wojny”

TANIEC PSZCZÓŁ I INNE OPOWIADANIA O CZASACH WOJNY

  • Autor:AGNIESZKA JANISZEWSKA, JOANNA JAX, JOANNA MARIA KALETA, MIROSŁAWA KARETA, MAGDA KNEDLER, ZOFIA MĄKOSA, AGNIESZKA OLEJNIK, MARIA PASZYŃSKA, MACIEJ SIEMBIEDA, MAGDALENA WALA, SABINA WASZUT
  • Wydawnictwo:KSIĄŻNICA
  • Liczba stron:368
  • Data premiery:16.09.2020r.
  • Moja ocena:8/10

„Słowianie nie potrafią zbudować nic trwałego. Nie mają pojęcia o organizacji, rządzeniu, rozwiązywaniu problemów”.

     Maria Paszyńska „Wydmuszka” [w:] Taniec pszczół i inne opowiadania o czasach wojny

Mimo, że słowa odnoszą się do tego, co o nas myślano wiele lat temu, opis w dzisiejszych czasach wydaje się niezwykle aktualny. Antologia opowiadań Taniec pszczół i inne opowiadania o czasach wojny miała premierę jakiś czas temu, dokładnie 16.09.2020r. Ja do recenzji dojrzałam dopiero teraz. Dzięki wydawnictwu Książnica czytając opowiadania takich autorów jak Agnieszka Olejnik, Joanna Jax, Jolanta Maria Kaleta czy Maciej Siembieda i inni zanurzyłam się w świat,  który – mam nadzieję – już nigdy nie powróci. Świat pełen trosk, niepokojeń, głodu, nieszczęść, sprzeczności.

 Świat w którym:

✔bohaterowie okazują się zdrajcami,

✔ brat występuje przeciwko bratu,

✔ jest Ślązak bardziej polski i Ślązak bardziej niemiecki,

✔ Niemcy okazują się dobrzy,

✔ dla życia i by ochronić osobę, którą kochamy, jesteśmy w stanie poświęcić nawet miłość,

✔ młodzież z Hitlerjungend jest w stanie dojrzeć i zobaczyć, że „ucieleśnienie niemieckiej idei jedności narodowej” nie jest takie bez skazy.

Opowiadania różnią się między sobą, jak różni są ich autorzy. Wiele z nich oparto na prawdziwych wydarzeniach, na relacjach świadków tamtych dni. Najbardziej uderzył mnie przejmujący obraz trzyletniej Renate klęczącej nad zwłokami swoich najbliższych. Małej Niemki, która zamarzła na śmierć, w swoich nowych bucikach. W dniu, w którym przez wieś przeszła Armia Czerwona. W dniu, w którym wszyscy się bali. Bali się podejść, bali się ją zabrać, bali się ją ogrzać. Bali się zbliżyć do tych, których przy próbie ucieczki zabito. Bali się być bohaterami. Ciągle oczami wyobraźni widzę małą Renate i jej czerwone buciki. Renate która naprawdę istniała, tak jak i istniały te jej buciki… Zebrane w zbiór opowiadania są przejmujące. Jak przejmujące były opisywane w nich czasy. Obawiałam się tej pozycji. Zakładałam, że opisane w nich obrazy będą podobne, jednorodne, oczywiste. Nic bardziej mylnego. Historie różnią się od siebie. Znajdziemy w nich oddanego młodzieńca z Hitlerjungend karmionego chorą ideologią, w którą długo wierzył. Cyganów zapędzonych przez polskich sąsiadów na śmierć, sąsiadów którym wielokrotnie pomagali. Zakochanych w Polkach Niemcach i kochających Polaków Niemek. Opis Polski podziemnej. Opisy z różnych perspektyw, różną narracją, różną prawdą i różne krzywdy. Czyta się je jednym tchem. Nie sposób się oderwać, chcąc dowiedzieć się o czym będzie kolejne opowiadanie. Mimo, że nie lubię tego gatunku, nie zawiodłam się.

Parafrazując opis Wydawcy to „poruszająca i pouczająca książka, która powstała jako hołd dla ofiar II Wojny Światowej – w szczególności zaś ofiar nieznanych”.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU KSIĄŻNICA.