Recenzja przedpremierowa: „Mrok jest miejscem” Ariadna Castellarnau

MROK JEST MIEJSCEM

  • Autorka: ARIADNA CASTELLARNAU
  • Wydawnictwo: WYDAWNICTWO UNIWERSYTETU JAGIELLOŃSKIEGO.BO.WIEM
  • Seria: SERIA Z ŻURAWIEM
  • Liczba stron: 155
  • Data premiery :12.11.2024
  • Data premiery światowej: 12.05. 2020

O „Serii z żurawiem” wydawanej przez markę  Bo.wiem należącej do  Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego pisałam na moim blogu wielokrotnie. Parę razy już wspomniałam, że moja przygoda z tymi książkami zaczęła się od rewelacyjnych okładek autorstwa Małgorzaty Flis. Nie ukrywam, że wspomnę pewnie o tym jeszcze nie raz. Gdyż…. Sprawiłam sobie kolejne pięć sztuk tej serii. A jak już zauważyliście lubię dzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami na temat zakupionych przeze mnie książek w równym stopniu jak na temat publikacji otrzymanych w ramach prezentów😏. Mój blog nie powstał, by czerpać jakiekolwiek korzyści z jego prowadzenia. Mój blog powstał kiedyś, by propagować czytanie, by zaciekawiać Was dobrymi książkami, by dzielić się opiniami o tych, z którymi się zapoznałam. 

Jutrzejsza premiera zbioru opowiadań pt. „Mrok jest miejscem” autorstwa Ariadny Castellarnau też zasługuje na Waszą uwagę i to bynajmniej nie z powodu mrocznej okładki, a podjętych w publikacji tematów. 

Ojciec zmierzał do jeszcze gorszego miejsca, a ona wraz z nim. Wszyscy zmierzali tam wraz nim.” – „Mrok jest miejscem” [w:] Mrok jest miejscem” Ariadna Castellarnau.

I właśnie o ojcach, matkach, rodzeństwie i dzieciach jest w tych ośmiu opowiadaniach Ariadny Castellarnau. O relacjach, które są trudne, zakrzywione, patologiczne wręcz krzywdzące i pełne przemocy. Z treści wyziera egoizm dorosłych, brak troski, czasem i szaleństwo. Mnie obezwładniała niemoc dzieci, które są bohaterami każdego z opowiadań. Ich samotność. Brak możliwości zmiany lub nieudane próby. A wszystko zaczyna się od jedenastoletniej Lucii mieszkającej z rodziną na odludziu, uciekających od Szalonego Vilette, dla którego pracował jej ojciec. Lucii spotykającej zdeformowanego chłopaka z lasu. Tak samo samotnego jak ona. Wszystko zaczyna się od mądrych słów Długiego; „(…) światłość jest miejsce, a mrok jest innym miejscem. Gdzie chcesz pójść, Lucio?” 

Nie ukrywam, że po przeczytaniu niektórych historii musiałam odsapnąć. I mimo, że zbiór opowiadań trafił do mnie w ubiegłym tygodniu, jest dość krótki (ma niewiele ponad 150 stron) to dopiero teraz mogę o nim napisać. Musiałam nabrać dystansu, by świadomość opisywanych krzywd na dzieciach nie przysłoniły mi wartości literackiej tej publikacji. 

Ariadna Castellarnau zadziwiła mnie pomysłami. Jest i wspomniany deformowany chłopak z lasu ze wspomnianego tytułowego opowiadania. Jest i syn, Nil na którym rodzice zarabiają pieniądze, sprzedając go jako osobliwość, i jest jego zazdrosny o jego popularność brat w „Marina fun”. Jest i transportowana przez Igora do tytułowego „Calipso” kilkuletnia dziewczynka, której Castellarnau świadomie nie nadała imienia. Bo nie o transportowaną (sprzedaną bądź porwaną) dziewczynkę w opowiadaniu chodziło, a o postać Igora. Jest i Maur, który głoduje wychowywany przez ojca popadającego w szaleństwo, który w szkielecie każe swemu synowi dostrzegać zaginioną córkę a jego siostrę, Mirandę w „Nagłej powodzi”. Niezwykle smutna postać Maura. Najmniej wstrząsającą historię znalazłam w opowiadaniu „Najlepszym ze wszystkich naszych córek i synów” choć i tak opowieść dotyka trudnych tematów związanych z rodzicielstwem; nierównego traktowania, poczucia krzywdy, braku wsparcia ze strony członków rodziny, samotności w domu pierwotnym, z którą dorosły wyrusza w świat. Zaskoczył mnie koncept w „Dzieci bawią się w ogrodzie”. Co za rewelacyjny pomysł zbudowany na wątku o wydarzeniach bezpośrednio po pogrzebie Isoldy, córki głównej bohaterki. Kompletnie nie zrozumiałam postaci dziecka opisanej w „Wyspie w chmurach” choć opowiadanie czytałam dwukrotnie🙄. Na pograniczu fantasy są również treści opisane w ostatniej historii pt. „Człowiek wody”, gdzie postać ojca jako przewodnika również jest demoniczna, ale na swój własny sposób. 

Bardzo dobre opowiadania! Trudne to fakt, ale niezwykle cenne pod kątem narracji, wzbudzanych emocji, bardzo różnych historii. Wspólny motyw zaprezentowany został bardzo różnorodnie. To naprawdę opowieści, które mogłyby stanowić odrębne powieści. Tyle jest w nich potencjału, tyle niedopowiedzeń, tyle różnych zakończeń, które rodziły mi się w głowie. I w tym widzę największą wartość opowiadań, w tym, że zbiór jest jakby książkami w jednej książce. Warto je więc czytać odrębnie, by wybrzmiały w naszej głowie i w sercu. Choć od przeczytania niektórych minęło czasem kilka dni, narracje, z którymi zapoznałam się w tym zbiorze zostały ze mną do tej pory. Im dłużej, tym bardziej warte były przeczytania. Tak jakoś instynktownie czuję. 

Moja ocena: 8/10

Zbiór opowiadań dotarł do mnie dzięki współpracy z Wydawnictwem Uniwersytetu Jagiellońskiego właściciela marki Bo.wiem.

„Tube. Opowieść o pewnym życiu” Sohn Won-Pyung

TUBE. OPOWIEŚĆ O PEWNYM ŻYCIU

  • Autorka: SOHN WON-PYUNG
  • Wydawnictwo: MOVA
  • Liczba stron: 264 
  • Data premiery : 23.10.2024
  • Data premiery światowej: 22.07.2022

Koreanka Sohn Won-Pyung jest autorką bardzo dobrzej książki „Almond”, której niestety do tej pory nie czytałam. Wiedząc jednak o tym bardzo się ucieszyłam, gdy Wydawnictwo Mova w ramach #movaazjatycka obdarowało mnie najnowszą jej publikacją pt. „Tube. Opowieść o pewnym życiu”. Książka debiutowała 23 października br. i jest książką drogi, drogi życia😁. 

Jeśli życie było szafką pełną rozmaitych smaków i aromatów, on bez przerwy otwierał tylko jedną z szuflad. Tę, w której mieściły się wściekłość, irytacja, wzburzenie, gniew, przygnębienie i frustracja. Nim się zorientował, nie był już w stanie dotrzeć do pozostałych. Do szczerej radości. Szuflada po brzegi wypełniona trudnymi do opisania emocjami pozostawała szczelnie zamknięta, a on nie miał nawet pojęcia, gdzie się znajduje.” – Tube. Opowieść o pewnym życiu” Sohn Won-Pyung. 

Niespełna pięćdziesięcioletni Kim Seong-gon Andrea po wielu zawodowych niepowodzeniach i po rozpadzie swego małżeństwa postanawia odebrać sobie życie. Niestety, nawet to mu się nie udaje. Zaczyna pracować jako dostawca jedzenia. W trakcie jednej z dostaw spotyka swego dawnego pracownika, gdy jeszcze prowadził pizzerię. Zaprasza młodego mężczyznę do swego życia. Życia, w którym postanawia się zmienić. Małymi krokami dokonywać zmian tego, co możliwe; wyprostować plecy, zlikwidować wdowi garb, uśmiechać się, mówić miłe komplementy itd. 

Jego plecy są teraz proste, a w oczach kryje się pogodny błysk. Wiele przeszedł i nieraz sięgnął dna, ale te wszystkie doświadczenia wyryły się na jego twarzy w postaci widocznej mądrości. Wygląda nieco inaczej niż na początku tej historii i bez wątpienia stał się zupełnie innym człowiekiem.”- Tube. Opowieść o pewnym życiu” Sohn Won-Pyung.

Książka nie kończy się jednak happy endem. Zresztą jak sama autorka wspomina o tym w Posłowiu nie chodzi o szczęśliwe zakończenie. Chodzi o to, by była książka o wzlotach i upadkach. O tym, że po każdym niepowodzeniu jest czas i miejsce, by ruszyć na nowo do przodu. Zachwyciło mnie to, że autorka przyznaje w części „Od autorki”, że książka powstała dlatego, że natrafiając na pewien wpis na forum książkowym zwróciła uwagę, że nikt pytającego nie zaproponował publikacji, która dotyka tematu odradzania się na nowo. Odradzania się każdego, trudnego dnia. 

Chciałabym z oddali przyklasnąć wszystkim duszom, które dają z siebie wszystko, choć nie mogą zaznać satysfakcji. Dlatego też po raz pierwszy skorzystam z posłowia, by przekazać Ci wiadomość, czytelniku. Z całych sił trzymam za Ciebie kciuki.” – „Od autorki” [w:] „Tube. Opowieść o pewnym życiu” Sohn Won-Pyung.

Książka jest bardzo nostalgiczna. Trochę w narracji przypomina mi film, który mnie zachwycił pt. „Perfect Days” z 2023 o zadowolonym z życia czyścicielu publicznych toalet w Tokio. Postawa, wzrok, gesty, traktowanie innych przez Hirayamę zasługują na naśladowanie. Ten człowiek nie-sukcesu w rozumieniu dzisiejszego społeczeństwa został przepięknie odzwierciedlony jako człowiek usatysfakcjonowany życiem, które toczy. Tego chciała nauczyć nas zapewne w swej powieści Sohn Won-Pyung. Właśnie postawy filmowego Hirayamy.

Powieść składa się z 53 rozdziałów, które składają się na cztery zatytułowane części. Każda z części dotyczy innego aspektu życia głównego bohatera. Na końcu znajduje się „Epilog. Pewne życie”, który nie tyle co wyjaśnia, ile pokazuje, że życie toczy się kołem. Coś się kończy, coś zaczyna. Taka jest jego specyfika. Narrator jest trzecioosobowy, choć wspaniale oddaje myśli, refleksje Andrei. Gdzieniegdzie autorka zwraca się bezpośrednio do czytelnika kreśląc sceny jak ze scenariusza filmowego, typu; „Przenosimy się teraz dwa lata później. Kim Seong-gon Andrea leży akurat na kanapie w ciemnym salonie i ogląda….” Postaci z bliskiego otoczenia głównego bohatera (córka: A- yeong i żona: Ran-hui) stanowią jakby tylko dopowiedzenie w jego historii. Nie są kluczowe, choć postać żony bardzo mi się spodobała, w przeciwieństwie do opisanej relacji z córką. Wiele też dzięki tej publikacji dowiedziałam się o Korei Południowej. Azjaci zjadają zupki błyskawiczne na obiad. Motyw zupek pojawił się już wcześniej w wielu przeczytanych przeze mnie książkach z literatury azjatyckiej, nie tylko koreańskiej. W Korei istnieje kościół katolicki, gdzie przy chrzcie nadawane są dzieciom imiona chrześcijańskie. Stąd u głównego bohatera imię Andrea, a u jego matki Klara😏.  To kolejny dowód na to, że książki uczą. Nawet w tak przyjaznej, przystępnej formie jak powieść „Tube. Opowieść o pewnym życiu” autorstwa Sohn Won-Pyung. 

Moja ocena: 8/10

We współpracy z WYDAWNICTWEM MOVA.

Recenzja przedpremierowa: „Papier, kamień, nożyce” Alice Feeney

PAPIER, KAMIEŃ, NOŻYCE

  • Autorka: ALICE FEENEY
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 343
  • Data premiery w tym wydaniu: 13.11.2024
  • Data premiery światowej: 19.08.2021

Alice Feeney napisała powieść, którą czytałam w 2021 roku pt. „Zabójcza przyjaźń”. Książka bardzo mi się wtedy podobała. Otrzymując egzemplarz jej najnowszej powieści pt. „Papier, kamień, nożyce” od Czwarta Strona Kryminałuliczyłam na kolejną udaną przygodę z prozą tej autorki. I nie zawiodłam się 😁. Książka, która będzie debiutować dopiero w najbliższą środę premierową jest warta Waszej uwagi. 

(…) Czas potrafi zmieniać związki, podobnie jak morze zmienia kształt linii brzegowej.” – Papier, kamień, nożyce” Alice Feeney.

On – Adam: pisarz, autor wielu scenariuszy pisanych na podstawie poczytnych horrorów i kryminałów autorstwa Henrego Wintera odludka wśród pisarzy. 

Ona – Amelia: pracująca w schronisku dla psów na Battersa, uwielbiająca bardziej towarzystwo zwierząt od książek.  

Oni – państwo Wright: przeżywający kryzys w małżeństwie. Zdaniem Amelii będący „(…) niezłymi w grę pozorów” i twierdzącej, że „ludzie zwykle widzą to, co chcą widzieć. Ale za zamkniętymi drzewami pan i pani Wright od dawna się nie dogadują.” 

Gdy Amelia wygrywa w firmowej loterii weekend w Szkockiej posiadłości w Blackwater małżonkowie wybierają się na romantyczny weekend, zgodnie z zaleceniem ich terapeutki. Niestety sprawy przybierają dziwny obrót. Na terenie ośrodka gubi się ich pies, labrador Bob, a niektóre pomieszczenia zdają się odwzorowywać ich miejsce zamieszkania. Sytuacja wydaje się dziwna, choć Wright’owie wzbraniają się przed powrotem, bo przecież;

Gdyby wszystkie historie kończyły się happy endem, nikt nie miałby powodów, żeby zaczynać od nowa. A w życiu chodzi o wybory, o składanie się na powrót w całość, gdy się rozsypiemy. Bo przecież każdemu zdarza się rozsypać. Nawet tym, którzy udają, że nie….” – Papier, kamień, nożyce” Alice Feeney.

Prozopagnozja (z gr. πρόσωπον prósōpon = „twarz” + ἀγνωσία agnōsía = „niewiedza”) – to zaburzenie percepcji wzrokowej, polegające na upośledzeniu zdolności rozpoznawania twarzy znajomych lub widzianych już osób, a w niektórych przypadkach także ich wyrazu emocjonalnego, przy niezaburzonej percepcji wzrokowej innych obiektów.” (źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Prozopagnozja ). Nie bez powodu przytaczam w recenzji ten trudny termin. Okazuje się, że jeden z głównych bohaterów powieści – Adam właśnie cierpi na to zaburzenie, które w niektórych sytuacjach okazuje się zbawieniem, a w innych przekleństwem. Alice Feeney wykorzystała jednak w sposób przemyślany i bardzo umiejętny tę niedyspozycję Pana Wrighta. Sytuacje, w których wspomina o jego deficycie zostały napisane lekko, bez naukowych dywagacji i idealnie do kontekstu. To pierwsza z głównych zalet tej powieści. 

Tych zalet jest jednak znacznie więcej. Bardzo podoba mi się konstrukcja powieści. Książka składa się z zatytułowanych rozdziałów. Narracja pisana jest naprzemiennie w pierwszej osobie z perspektywy Adama i Amelii. Tę relacyjność autorka ujęła we fragmenty zatytułowane ich imionami. Do tego gdzieniegdzie pojawiają się listy pisane przez małżonkę Adama w kolejne rocznice ich ślubu.  Listy niewysłane. Listy ukazujące wzloty i upadki pary. Uwielbiałam te fragmenty wyjątkowo. Każdy z nich w tytule i w prezencie rocznicowym nawiązywał do nazwy kolejnej rocznicy (np. papierowej) i każdy rozpoczynał się słowem roku, trudnym, rzadkim z powołaną definicją, jak dla miłośników słów przystało. Ciekawym wątkiem okazała się wprowadzona postać do powieści; Robin, która również została sportretowana – tym razem jednak w narracji trzecioosobowej – w rozdziałach zatytułowanych jej imieniem. Podobnie jak Samuel Smith, o którym Feeney wspomina w ostatnim rozdziale zatytułowanych „Sam”. Te postaci okazują się kluczowe. 

Sama intryga zachwyciła mnie formą, treścią, językiem i rozwiązaniem. Wszystko od początku do końca było przemyślane, napisane z atencją i rozmysłem. Miałam wrażenie przy czytaniu, że żadne zdanie nie jest przypadkowe, co rzadko odczuwam w stosunku do brytyjskich czy amerykańskich autorów thrillerów. Doceniam pomysł i wykonanie. Podobał mi się wątek z ojcem Robin, z rodzicami Amelii, matką Adama i z jego wiecznie niezekranizowanym scenariuszem. Wgłębiając się w relacje małżonków dominowało we mnie przeświadczenie, że zobrazowano ją w bardzo ujmujący i realistyczny sposób. Trudno było negować patrzenie na związek przez Adama i z punktu widzenia Amelii. Rozumiałam ich w 100%. Postać żony odzwierciedlona w niewysłanych listach rocznicowych do męża również miała dla mnie ogromne pokłady prawdziwości. Jak to w wieloletnich związkach z reala, wszystko co działo się pomiędzy parą będącą głównymi bohaterami wydawało się być prawdziwe i zobaczone w szerszym kontekście całkowicie uzasadnione. 

Zdecydowanie pozycja zasługująca na Waszą uwagę!!! Nie przegapcie tej interesującej szaro-czerwonej okładki. Nie przegapcie tego tytułu!!! Specjalnie dla Was powtórzę go jeszcze raz: „Papier, kamień, nożyce” autorstwa Alice Feeney. 

Moja ocena: 9/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

„Ostatni pisarz” Marek Krajewski

OSTATNI PISARZ

  • Autor: MAREK KRAJEWSKI
  • Wydawnictwo: ZNAK
  • Liczba stron: 368
  • Data premiery: 23.10.2024

Marek Krajewski zadziwił mnie już trzykrotnie. Po raz pierwszy przy czytaniu „Demonomachii”, którą w opinii z 2022 roku oceniłam 10/10 😁. Zachwyciła mnie nowa, mroczna, diaboliczna wręcz strona narracji Pana Marka z motywem religijnym w tle. Książkę do tej pory uważam za bardzo udaną pod kątem serwowania czytelnikom czegoś nowego, innego, z czym będą się musieli zmierzyć. Lubię takie nieplanowane wychodzenie z mej czytelniczej strefy komfortu.  Następnie Autor zachwycił mnie swoją profesjonalną i pod kątem aktorskim, i autorskim 😉, o głosie nie wspomnę, odsłoną sceniczną w trakcie Katowickich Targów Książki. I w tym roku Autor będzie na Scenie Głównej w dniu 9.11.2024 o godz. 13:00. Zachęcam. Warto Pana Marka posłuchać na żywo👏. Dowiedziałam się wtedy, że Krajewskiego nie tylko warto czytać. Warto też go słuchać, oglądać i można, co rzadkie, wejść z nim w dialog😏. Autor jest bardzo przystępny dla swych czytelników. Po raz trzeci Krajewski mnie zdziwił książką „Ostra”, która jest pierwszą publikacją rozgrywającą się współcześnie. Premiera z 23 października br. wydana nakładem Wydawnictwo Znak pt. „Ostatni pisarz” to czwarte zaskoczenie, które serwuje mi mój ulubiony twórca kryminałów retro (bo od przygody z Mockiem i Popielskim rozpoczęła się moja przygoda z tym prozaikiem). Nie ukrywam, że z lekką obawą sięgnęłam do tej powieści. Niby moje pierwsze razy z Markiem Krajewskim nie są złe, ale jako nie czytająca nigdy Lema „pierwsza futurystyczna powieść kryminalna” może okazać się jednak nie dla mnie…. 

– Czyli dwadzieścia dwa lata temu (…) jeden człowiek pisze po koptyjsku: „Chwała ci, władco otchłani bez ptaków”, i zabija kobietę. A dwa lata temu inny człowiek krzyczy po koptyjsku to samo: „Chwała ci, władco otchłani bez ptaków”. Po czym zabija mężczyznę. Obaj zabójcy się nie znali, a co ważniejsze, nie mieli pojęcia o języku koptyjskim…” – Ostatni pisarz” Marek Krajewski.

Jaki mają związek ze sobą te dwa wydarzenia i powielane w języku koptyjskim to jedno zdanie z nimi, musi dowiedzieć się aktualnie przebywający na emeryturze policjant, który w sprawie sprzed ponad dwudziestu lat zdaniem skazującego sądu nie złapał właściwego sprawcy. W roku 2077 społecznością wstrząsają morderstwa, które wymagają wytłumaczenia. Sprawcy szuka wspomniany śledczy. Interesuje się nim i Kamil Skryptor, ostatni pisarz prawdziwy, autentyczny i jego mocodawca, medialny magnat Tymon Petri, a także doktor Steć marzący o scenicznej karierze i emerytowany profesor filologii klasycznej Patryk Mrugalski. Każdy z innego powodu, wszyscy jednak bez wyjątku chcą wiedzieć, kto stał za śmiercią młodego Franka C., a później Natalii Pidhrebenniuk z Krakowa, Kacpra Hebdy w Saharaville i Oliwiera Nejmana w Warszawie. 

Bo musisz wiedzieć Czytelniku bloga, że „(…) w roku trzydziestym dziewiątym powstały Stany Zjednoczone Europy, czyli składająca się z trzystu stanów Paneuropa, a dwa lata później upadł reżym Aleksieja Putina, syna Władimira Putina, osławionego tyrana i okrutnika, który rozpętał trzecią wojnę światową. Wtedy to głównodowodzący Paneuropejskich Sił Zbrojnych polski generał Maksymilian Kropiwnicki postawił zwycięską stopę na Kremlu, po czym nastąpił rozbiór Rosji. Góry Ural stały się granicą pomiędzy Chińską Republiką Ludową a marionetkowym państwem zwanym Paneuropejskim Protektoratem Rosji…. ” – Ostatni pisarz” Marek Krajewski.

I tak historia się rozpoczyna w pierwszym rozdziale. Od przedstawienia sytuacji, kontekstu, w którym czytelnik będzie się obracać. A nie jest to proste dla nie – fanów science fiction. Dla mnie poruszanie się wśród smartajów, jezusów, chemseksu, tajnych solonarracjach, transeli, technotłumaczeniach, autonach, logomachiach, technotemidach i innych wynalazkach przyszłości okazało się trudniejsze, niż początkowo myślałam. Faktem jest, że cała powieść jest spójna. Nowym sformułowaniom Krajewski był wierny do końca i możliwe, że za kilka lat będziemy książkę traktować jako swoiste proroctwo. Wystarczy przypomnieć sobie serial Jetsonowie, gdzie teleporady, praca zdalna czy szkoła zdalna wydawały nam się absurdem wytwórni Hanna-Barbera, a okazały się realiami niedalekiej tak całkiem przyszłości. Możliwe, że i będzie tak z tymi wszystkim wymyślnymi jak na moje dzisiejsze gusta technowynalazkami opartymi na zaawansowanej AI lub jak kto woli SI. I za tą spójność doceniam Autora. 

Książka podzielona jest na zatytułowane rozdziały. Jest ich łącznie czternaście. W epilogu, którego akcja dzieje się w roku 2079 sześć lat po wydarzeniach, w których ogromną rolę odegrała Hilary mówiąca w języku z traktatu, który odkryto ledwo co rok wcześniej od sceny opisanej w ostatniej części Krajewski nie odpuścił sobie nawet zaciekawienia czytelnika na nową, w samej końców. Moim zdaniem nakreślił historię, jej zarzewie, która mogłaby stać się kanwą kolejnej powieści z tego gatunku. A wydawało mi się, że opowieść pisana z perspektywy emerytowanego policjanta w częściach zatytułowanych „Z pamiętnika starego policjanta” i fragmentach relacjonujących kolejne etapy śledztwa i okoliczności z nim związanych mnie przekonały, scaliły się w jakieś sensowne wytłumaczenie, z którym pozostałam na końcu. Po przeczytaniu epilogu okazało się jednak, że mi się tylko wydawało…. 

Mimo, że Krajewski stworzył nowomowę, opisał nowe nie istniejące do tej pory wynalazki, wymyślił nowe zawody, zakwestionował stare, język, w którym napisał powieść jest jednak bardzo literacki. Zdania są przemyślane, rozbudowane. Z części pamiętnikowych zwraca się bezpośrednio do Czytelnika pisanego przez duże „C” opisując nie tylko wydarzenia, poszczególne sytuacje, czynności śledcze, lecz wrażenia, myśli, dywagacje o istniejącej, nowej rzeczywistości. Dając w ten sposób szansę odbiorcy na poznanie tego nowego świata. Poszczególni bohaterowie, również ci drugoplanowi, są przemyślani. Autor, co się zdarzało w poprzednich jego książkach, kreśli często cały aspekt postaci, w wielu momentach wracając nawet do pochodzenia czy do wydarzeń z dzieciństwa, jakby chciał wytłumaczyć kim się stali i dlaczego. To cechuje prozę Krajewskiego i to w nim lubię. Że nie pozostawia mnie z domysłami, że dopowiada. 

Ostatni pisarz” to książka nietuzinkowa. Moja pierwsza z gatunku fantasy, futurystyki przyszłości. Tu nie chodzi o magię, o walkę dobra ze złem. Tu chodzi o to, co kiedyś stać się może naszą przyszłością. Tu chodzi o pragnienie bycia wysłuchanym. O chęć snucia powieści dobrych jakościowo i mających swoich wiernych odbiorców. To opis pogoni za życiem, które już minęło, do przeszłości bez AI lub SI wszechobecnej w każdej dziedzinie życia. Dla mnie ta proza to coś całkowicie nowego, innego. Chętnie porozmawiam o niej przy okazji z jej Autorem😊. 

Czytaliście Lema? Jeśli tak to Krajewski w tej odsłonie jest dla Was, jak znalazł!!! 

Moja ocena: 7/10

Egzemplarzem recenzenckim obdarowało mnie Wydawnictwo Znak, za co bardzo dziękuję.

„Sklep pory deszczowej” You Yeong-Gwang

SKLEP PORY DESZCZOWEJ

  • Autor: YOU YEONG-GWANG
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 352 
  • Data premiery : 23.10.2024 
  • Data premiery światowej: 14.06. 2023

Wydawnictwo Albatros publikuje wielu świetnych autorów i wydaje wiele cudownych, ukochanych przeze mnie serii😁. Nie starczyłoby tu miejsca, gdybym chciała wspomnieć chociażby najważniejsze z nich. Dlatego skupię się od razu na kolejnej październikowej premierze. To cudownie wydana książka z gatunku tych „o magicznych miejscach” autorstwa You Yeong-Gwanga pt. „Sklep pory deszczowej”. Autor wydał ją dzięki crowdfoundingowi i jak przeczytacie w „Posłowiu” był niezmiernie zmotywowany, by jego pierwsza publikacja, którą pisał pomiędzy pracą jako rozwoziciel jedzenia ujrzała światło dzienne. 

Wyobraźcie sobie, że istnieje miejsce, w którym możecie sprzedać swoje nieszczęścia😊. Wyobraźcie sobie, że to miejsce funkcjonuje tylko w trakcie pory deszczowej i pracownikami w nim są wysokie gobliny🫢. Potraficie sobie to wyobrazić? 

Jeśli nie to sięgnijcie po „Sklep pory deszczowej”, gdyż do takiego miejsca trafia właśnie młodziutka Kim Serin, licealistka, osierocona przez ojca, wychowywana przez matkę, która straciła kontakt ze swą jedyną siostrą. Samotna. Niezrozumiana przez rówieśników. Nieposiadająca prawie nic. Która właśnie nieszczęść ma do sprzedania przeogromną ilość. 

Niestety książka mnie ani nie poruszyła, ani nie zaciekawiła. Nie ukrywam, że jej największym walorem jest rewelacyjne wydanie. Aksamitna okładka o delikatnej gładkiej fakturze. Skrzydełka. Grube kartki, spora czcionka – idealna dla czterdziestoparolatków – i zdobione brzegi. Do tego Wydawca proponuje, by samemu pokolorować książkę. To prawdziwy rarytas👍.

Pomysł You Yeong-Gwang miał bardzo dobry, tym bardziej, że współczesny rynek wydawniczy zasypywany jest książkami osadzonymi w „comfort” lub „magic” places. Szukając wytchnienia, nadziei tego typu książki mogą być dobrą odskocznią w dzisiejszym życiu. Nie zawsze jednak wykonanie jest w stanie sprostać dobremu pomysłowi. Nie będę oszukiwać. Narracja jest toporna. Postać Serin niedopracowana. Chwilami książka epatowała górnolotnymi sformułowaniami, by za chwilę uderzyć w czytelnika powszechnymi zwrotami. Kompletnie pominięto motyw siostry, który miał ogromny potencjał. Matka Serin również została zobrazowana bardzo pobieżnie. Dlatego zabrakło mi emocji, choć autor starał się postacią utraconego ojca je we mnie wzbudzić. Odwiedziny w Sklepie pory deszczowej to chodzenie z kąta w kąt, miałam poczucie, że bez sensu, tylko by zapełnić strony książki. Mimo, że jestem fanką Harry’ego Pottera to ten magiczny świat opisany w tej publikacji kompletnie mnie nie przekonał, nie zaciekawił i nie dał mi nadziei. Tej nadziei nawet nie za bardzo widziałam w samej Serin. 

Książka zasadniczo odbiega od azjatyckich „comfort books”, w których się ostatnio zaczytuję.  Treść dla mnie zbyt wydumana i miejscami niespójna. Zawiodłam się trochę na tej publikacji. 

Moja ocena: 6/10

Recenzja powstała we współpracy z  Wydawnictwo Albatros.

„AWANTURNICE. KOBIETY, KTÓRE PROWOKOWAŁY I SZŁY POD PRĄD” MAŁGORZATA CZAPCZYŃSKA

AWANTURNICE. KOBIETY, KTÓRE PROWOKOWAŁY I SZŁY POD PRĄD

Autorka: MAŁGORZATA CZAPCZYŃSKA
Wydawnictwo: PASCAL
Liczba stron: 256
Data premiery: 9.10.2024

Z Małgorzatą Czapczyńską Moje wyspy – strona autorska Gosi Czapczyńskiej autorką bloga „Moje wyspy” zetknęłam się po raz pierwszy, gdy trafiła do mnie pozycja „Moje wyspy. Kobiecość w stylu vintage, ironicznie i na serio” również wydana przez Wydawnictwo PASCAL. Zbiór wpisów, esejów i felietonów obfitował w liczne gagi sytuacyjne i żartobliwe sformułowania. Lektura okazała się miłą dla oka rozrywką👏. Polecam Wam również premierę z początku roku 2022; „Chcesz cukierka? Idź do Gierka. Wspomnienia z dzieciństwa w złotej dekadzie gierkowskiej” napisaną wespół z Marcinem Ziętkiewiczem oraz nowsze publikacje Autorki jak: „Skandalistki. Kobiety, które zadziwiały i szokowały” oraz „Kochankowie z deszczu”, która w przeciwieństwie do wcześniejszych jest powieścią😉. 

Kobiecość w bardziej wampirzym wymiarze😊 . Takie persony serwuje nam Małgorzata Czapczyńska w swej najnowszej publikacji. To fantazyjny zbiór ciekawych kobiecych postaci od tych najbardziej znanych do mniej znanych. Od rodzimych ciekawych postaci po międzynarodowe gwiazdy. Do tego reportaże wzbogacone są porterami, zdjęciami historycznymi. To ciekawe opowieści o interesujących kobietach, które zwojowały świat swój lub wokół siebie. 

Bardzo spodobały mi się publikacje zdjęć dołączone w książce. Szczególnie ostatnie zdjęcie Elizy Orzeszkowej ze strony 65 oraz zdjęcie z jej pogrzebu w Grodnie w 1910 roku. O Agathie Christie z młodych lat nie wspomnę👍. Nie miałam pojęcia, że była tak atrakcyjną młodą kobietą. Doceniłam również ciekawostki, z którymi się zaznajomiłam.  Nie wiedziałam, że Bette Davis była prawnuczką czarownicy z Salem😁. Wiedziałam natomiast z serialu HBO „Konflikt” pierwszego sezonu, że Davis była w konflikcie z Joan Crawford.  Co do przedstawionych postaci to nie ukrywam, że ja zaczytywałam się w autorkach, choćby w historii wspomnianej powyżej Orzeszkowej czy Agathy Christie. Królowej tajemnic i kryminałów. Wiele kobiecych postaci nie znałam wcześniej, jak Victorii Woodhull, która była pierwszą kobietą w historii kandydującą na prezydenta. Urzekła mnie też osoba Gertrude Käsebier, która fotografowała Indian czy Mary H. Kingsley, która w wiktoriańskich czasach odwiedzała i badała Czarny Kontynent. 

Wiele historii może być obrazoburczych, wiele obnażających, wiele już jest znanych szerszemu gronu. Wiele przedstawionych opowieści może być dla Was nowatorskich. Wiele z nich dotyczą na pewno ciekawych kobiet. Co ważne kobiet walczących, przeciwstawiających się stereotypom, nieustraszonych w swoich wierzeniach i twierdzeniach, na swój sposób kontrowersyjnych jak Kalina Jędrusik czy Josephine Baker. I choć w wielu miejscach książka opowiada o kobietach kochankach, żonach, matkach może stanowić świetną przeciwwagę do celebrytek instagramerowych, które są najbardziej znane współczesnemu audytorium. Przeciwwagę do tego, co tylko aktualnie widać w zestawieniu z tym, co trzeba poznać, by faktycznie wyrobić sobie zdanie.

Zachęcam Was do zapoznania się z lekturą o nietuzinkowych kobietach. Kobietach z naszej przeszłości, w ważnej dla nas przeszłości. 

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą i podzielenia się z Wami moją opinią bardzo dziękuję Wydawnictwu Pascal.

„Powrót do świętych lasów. Zapiski z Japonii” Lorenzo Colantoni

POWRÓT DO ŚWIĘTYCH LASÓW. ZAPISKI Z JAPONII

  • Autor: LORENZO COLANTONI
  • Wydawnictwo: BO.WIEM [WYDAWNICTWO UNIWERSYTETU JAGIELLOŃSKIEGO]
  • Seria: BONA VITA 
  • Liczba stron: 160 
  • Data premiery w tym wydaniu: 10.10.2024
  • Data premiery światowej: 1.06.2021

Dziennik z podróży „Powrót do świętych lasów. Zapiski z Japonii” Lorenzo Colantoniego to druga publikacja, którą podarowała mi marka Bo.wiem należąca do  Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Książkę wydano w ramach serii „Bona Vita”, która rządnym wrażeń czytelnikom otwiera oczy na świat. I to nie taki całkiem oczywisty. Książka debiutowała 10 października br. i nie ukrywam, że w stosunku do niej miałam ogromne oczekiwania, jako „że ostatnio zachwycam się literaturą japońską😁.

W Nagoro mieszka ponad trzysta pięćdziesiąt lalek i niespełna trzydzieści osób. Tsukimi Ayano urodziła się tu w 1949 roku i opuściła wioskę, kiedy jej rodzina przeprowadziła się do Osaki w latach sześćdziesiątych….” –Powrót do świętych lasów. Zapiski z Japonii” Lorenzo Colantoni. 

Hadaka Matsuri („Nagi Festiwal” albo „Festiwal Golasów”) to jeden z najdziwniejszych i na swój sposób najbardziej spektakularnych festiwali sintoistycznych, które organizuje się w całej Japonii w różnych momentach roku. (…) dziesięć tysięcy osób gromadzi się na wąskim placu przed świątynią Saidaji Kannon – in i rozbiera się prawie do naga…” –Powrót do świętych lasów. Zapiski z Japonii” Lorenzo Colantoni. 

Między innymi tego dowiedziałam się z tej publikacji👍. Ciekawych treści, nieznanych mi wątków jest jednak zdecydowanie więcej. Autor zaciekawił mnie kwestię polowania na kofuny. Doinformował mnie w temacie pochodzenia Japończyków. Okazuje się, że nie tylko są powiązani z Chinami i Koreą. Przedstawił dwie ciekawe postaci, które stanowią przeciwwagę dla znanych mi japońskich bohaterów; z pochodzenia Niemkę Alenę, która nadal jest obca dla społeczności japońskiej oraz architekta obrazu Pana Saschime Masui. Powrót do świętych lasów. Zapiski z Japonii” to zbiór wrażeń i działań podejmowanych przez autora w trakcie jego powtórnej podróży do Japonii. To osobista relacja, w której na plan pierwszy wysuwa się troska o przyrodę, jej degeneracja, migracja, kultura i duchowieństwo tego narodu. 

Nie jestem japonistką i trudno mi ocenić wartość edukacyjną publikacji. Kompletnie, ze względu na brak wiedzy, nie jestem w stanie stwierdzić czy w książce są jakieś przekłamania, nieścisłości i błędy. Będąc agnostykiem odebrałam książkę tylko jako zbiór ciekawostek. Szczególnie zasługuje na Waszą uwagę wioska lalek, która jest przywołana. Zerknijcie na zasoby internetowe, które obrazują w jakich warunkach twórczyni lalek żyje i pracuje. 

Okazuje się, że mamy z autorem wspólnego, ulubionego japońskiego pisarza, Jun’ichirō Tanizakiego. Na 46 stronie Colantoni przywołuje i „Klucz”, i „Pochwałę cienia”. Wspomina również „Yoshino”, książkę o tytule nazwy miasta, którym zachwycił się Tanizaki i osadził w nim fabułę powieści wydanej w 1931 roku, której do tej pory nie czytałam😉. 

Książka składa się z zatytułowanych rozdziałów, choć za bardzo nie ma co skupiać się na ich nazewnictwie. Nawet jeśli poszczególny rozdział wskazuje na konkretną tematykę pewne kwestie przeplatają się przez całą publikację, np. chramy, rozłam buddyzmu i shinto, a także brakiem dostępu do poszczególnych ścieżek, świątyń kobiet. W pewnym momencie miałam nieodparte wrażenie, że czytam ciągle o tym samym. Autor bez wątpienia miesza racjonalne argumenty i dane z motywami niezbyt powiązanymi z główną myślą.  Czytanie urozmaicają zamieszczone pomiędzy poszczególnymi rozdziałami mapy, na których widać, jak przebiegała podróż oraz rysunki. Do tego na końcu zamieszczono, co mi się bardzo podobało, książki, które Colantoni przeczytał przygotowując się do podróży, spis utworów muzycznych, które słuchał oraz Glosariusz i kilka ciekawostek, gdzie zawarto definicje, trudne do odczytania z kontekstu dla niewprawionego odbiorcy. 

To ciekawa publikacja orbitująca wokół duchowości, religii i japońskich lasów głównie. Jej wartością dla mnie, jak wspomniałam uprzednio, stanowią ciekawostki, których się dowiedziałam i które stanowiły podłoże do dalszych badań w zasobach internetowych. Nie ma treść jednak wyraźnej struktury. Autor kluczy, miesza wątki, przeplata, co sprawia trochę chaotyczne wrażenie. Mi to za bardzo nie przeszkadzało, bo z tego typu gatunkiem nie mam na co dzień do czynienia. A czy Wam? To musicie się sami przekonać😊. 

Moja ocena: 7/10

We współpracy z Wydawnictwem Uniwersytetu Jagiellońskiego, Bo.wiem.

 

 

 

„Pogorzelisko” Przemysław Żarski

POGORZELISKO

  • Autor: PRZEMYSŁAW ŻARSKI
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Cykl: ALEKSANDRA LAZAR (tom 2)
  • Liczba stron: 350
  • Data premiery: 9.10.2024

Książki Przemysław Żarski – autor czytam od lat. Pierwszy tom cyklu z Podkomisarz Olą Lazar również przeczytałam. Opinię o książce „Grzęzawisko” przeczytacie na moim blogu. Wydawnictwo @Czwarta Strona Kryminału sprezentowało mi wyśmienitą kontynuację serii pt. „Pogorzelisko”, która debiutowała na początku października. Czytaliście? 

Po nocnej popijawie w klubie ginie od kul Grzegorz Ignaczak. Były milicjant, pięćdziesięciosześcioletni mężczyzna, który miał za sobą bogatą kryminalną przeszłość. Błażej Uryga prowadzi śledztwo wraz z Podkomisarz Aleksandrą Lazar, która do tej pory nie potrafi wyrwać się z traumy po utraconych trzydzieści lat temu w pożarze rodzicach. Kolejno odkrywane wątki śledztwa prowadzą policjantów w stronę wydarzeń z roku 1986. Co łączy śmierć Ignaczaka z 2019 roku z PRL -owską szkołą, w której zaginął jeden z uczniów o nazwisku Olejnik. O którego bardzo martwiła się jego wychowawczyni Pani Wierzbicka, osobiście przepytująca uczniów po domach o zaginionego kolegę.

Żarski bardzo umiejętnie napisał kontynuację pierwszego tomu. Podobnie jak poprzednio oprócz wątku kryminalnego w książce silnie niosą się echem osobiste, prywatne demony śledczych i Urygi, i Lazar. Jest motyw ich dzieci. Jest wątek ich skomplikowanej relacji. Jest temat utraconych w tragicznych okolicznościach bliskich. To wzbogaca kryminalny aspekt opisanej przez Autora historia. 

Co do samego wątku kryminalnego to jest dość rozbudowany. Narracja prowadzona jest naprzemiennie. Czytelnik zanurza się w kolejne kroki śledztwa, kolejne teorie i tezy, które się nie sprawdzają. Jednocześnie Autor przeskakuje do wydarzeń z 1986 roku, gdy na drodze ginie przypadkowo młoda kobieta, a po okolicy biegają kilkunastoletni chłopcy, których wtenczas częściej można było spotkać na dworze niż aktualnie😏. Są żądni wrażeń. Ciekawi świata. Do tego Żarski obnaża PRL-owski mechanizm milicyjny, który bardzo sprawnie funkcjonował w ówczesnym świecie z perspektywy PRL-owskiego bossa Jakuba Kleina. Zimnego, wyrachowanego, działającego bez mrugnięcia oka. Którego syn Dawid okazał się postacią tragiczną, podobnie jak jego wnuk. Bardzo zaskoczyło mnie 

zakończenie z Urygą. Jakby Autor chciał, bym dodatkowo doceniła jego powieść tym wątkiem. Świetnie została zobrazowana postać nauczycielki Wierzbickiej. To chyba jedyna tak pozytywna, od początku do końca literacka osoba. 

To książka o odkupieniu win dzieci. O ich chronieniu ponad wszystko, mimo wszystko. To książka też o pomszczeniu rodziców. To również książka o samotności, odrzuceniu i udawaniu, że nic się nie stało. Trochę o próbie życia „po”, co rzadko kiedy się udaje. To też pozycja o wilkach w owczych skórach, o takich niby bohaterach. Zresztą o tym najlepiej opowie Wam sam Przemysław Żarski w części „Od autora”. 

Pamiętajcie o tej pozycji, o tym tytule. Pamiętajcie o „Pogorzelisku”. I pamiętajcie także, że

– Prawda nie zawsze wyzwala. Czasem jest ciężarem, jak przywiązana do nogi kula, która ściąga cię na dno…” –Pogorzelisko” Przemysław Żarski.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

„Gra kłamstw” Ruth Ware

GRA KŁAMSTW

  • Autorka: RUTH WARE
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 420
  • Data premiery w tym wydaniu: 9.10.2024
  • Data premiery światowej: 15.06.2017
  • Data 1. wydania polskiego: 12.02.2019 ( pod tytułem „Gra w kłamstwa”) 

Gra kłamstw” Ruth Ware to szósta książka tej autorki, o której przeczytacie na moim blogu. Poprzednie to: „Pod kluczem”, „Śmierć Pani Westaway”, „Jedno po drugim”, „Ta dziewczyna” oraz „Dzień zero”. Autorka umiejętnie komponuje fabułę, w której znaczenie mają relację głównych bohaterów. Często też osią powieści są kobiety. A ja jako kobieta, o kobietach czytam chętnie. Książki Ruth Ware wydaje Czwarta Strona Kryminału. Wydawnictwu przy tej okazji dziękuje serdecznie za egzemplarz recenzencki premiery z 9 października br. 

To historia czterech przyjaciółek, która zaczęła się dawno temu, w szkole z internatem w Salten House To historia Kate wychowywanej przez ojca, szkolnego nauczyciela rysunku. Mieszkającego w zabytkowym młynie wraz z bratem przyrodnim Luciem. To historia Fatimy, aktualnie odnoszącej sukcesy lekarki, mającej dwójkę dzieci: Nadię i Samira. To też historia o Thei, która nie potrafiła zwalczyć w dorosłym życiu swych demonów i pozostaje samotna. I to historia Isy, która aktualnie cieszy się macierzyństwem i opieką nad swą kilkumiesięczną córeczką Freyą. Ale przede wszystkim jest to historia samego ojca Kate, Ambrose’a Atagona, do którego nikt z uczniów nie mówił „Proszę pana” i który zaginął siedemnaście lat temu.

Bardzo podobał mi się pomysł z tą najważniejszą z gier, grą kłamstw. Idealnie autorka wplotła ten wątek w kryminalny aspekt historii związany z zaginięciem ojca będącego jednocześnie nauczycielem szkolnym. Sam Ambrose jawił mi się przez całą powieść jako wolny duch, człowiek bez barier, bez zasad, bez reguł. Taki ktoś, kto – przyznać muszę – nie powinien pracować z młodzieżą. Niepokojące były również motywy związane z rysunkami dziewczyn, które pojawiały się od czasu do czasu w powieści. Ciągle zastanawiałam się, jakie będą miały znaczenie. To dobry zabieg autorki wprowadzający thriller na wyżyny.

Zasady obowiązujące w grze prowadzonej przez dziewczyny stały się kanwą całej konstrukcji książki. Publikacja składa się, co mi się wyjątkowo podobało, z pięciu rozdziałów zatytułowanych kolejnymi zasadami, które brzmią: „Pierwsza zasada: ZMYŚL COŚ”, „Druga zasada: TRZYMAJ SIĘ SWOJEJ WERSJI”, „Trzecia zasada: NIE DAJ SIĘ PRZYŁAPAĆ”, „Czwarta zasada: NIGDY NIE OKŁAMUJCIE SIĘ NAWZAJEM” i „Piąta zasada: WIEDZ, KIEDY PRZESTAĆ KŁAMAĆ.” Ciekawi Was jak się w to gra? Mam nadzieję, że tak. Sięgnijcie więc do książki zatytułowanej „Gra kłamstw” Ruth Ware i dowiedzcie się na czym polegały tytułowe rozgrywki i kto w nich był wygranym, a kto przegranym. Bo to naprawdę dobrze napisana historia. Przemyślana od początku do końca, choć… 

Nie ukrywam, że gdyby nie pojawiające się tu i tam błędy stylistyczne czy literówki to ocena byłaby wyższa. Niestety z obowiązku muszę Was o nich powiadomić. Mam nadzieję, że przy następnym wydaniu korekta poprawi te bękarty😉👍. Nawet w tym temacie miałam dyskusję z moją przyjaciółką, która stwierdziła, że powoływaniu takich drobnych potknięć w recenzji jest bez sensu. Nie wiem czy się z nią zgodzicie. Pewnie każdy ma inny punkt widzenia. Ja czasem wzmiankuję o konkretnej nieścisłości licząc na to, że wyczulę Wydawcę na niego. Jak na przykład w rozdziale „Czwarta zasada. Nigdy nie okłamujcie się nawzajem”:

Freya znów marudzi, więc podejmuję decyzję. – Nie wydaję dziś, Luc. Nie będę w ciągu nocy ciągnąć Freyi i bagaży….”  – Gra kłamstw” Ruth Ware. 

Zamiast oczywiście: „Freya znów marudzi, więc podejmuję decyzję. – Nie wyjadę dziś, Luc.”….”

Powrót do traumatycznych wydarzeń sprzed siedemnastu lat to idealny motyw przewodni każdej powieści w gatunku thrillera. Tak jest i tym razem. Nie ukrywam, że książka mi się podobała, a drobne korekcyjne nieprawidłowości nie odebrały mi przyjemności z czytania. Spróbujcie sami zanurzyć się w historię czterech przyjaciółek, które spotykają się po latach. I spotykają się nieprzypadkowo! 

Moja ocena: 7/10

We współpracy z WYDAWNICTWEM CZWARTA STRONA.

„Diabły w biały dzień” Jun’ichirō Tanizaki

DIABŁY W BIAŁY DZIEŃ

  • Autor: JUN’ICHIRŌ TANIZAKI
  • Wydawnictwo: WYDAWNICTWO AKADEMICKIE DIALOG
  • Liczba stron: 286 
  • Data premiery w tym wydaniu: 7.11.2023
  • Rok premiery światowej: 1918

Jako niekwestionowana fanka literatury azjatyckiej, a w szczególności japońskiej, również z gatunku literatury pięknej👍, za cel sobie wzięłam sobie propagowanie tej prozy na tym blogu czytelniczym😊😁. Japońska literatura charakteryzuje się, o czym już wielokrotnie wspomniałam, sprytnym, nostalgicznym łączeniem niełatwych wątków, motywów, myśli z niesamowitym pięknem metafor i wyśmienitym akcentowaniem każdego słowa. Do tego prawie każdorazowo czytając prozę japońską, azjatycką dostrzegam jej niespieszność, niekomercyjność i głębokie umiłowanie życie, nawet bardzo trudnego. To w większości naprawdę głębokie i staranne teksty, do których czytania szczerze Was zachęcam. @Wydawnictwo Akademickie Dialog wznowiło w ubiegłym roku dwa opowiadania czytanego i polecanego już Wam Jun’ichirō Tanizakiego. Recenzje poprzednich jego książek dotyczą takich pozycji jak: „Pochwała cienia”, „Klucz” i „Dziennik szalonego starca”. I tym razem Tanizaki nie stroni od trudnych tematów😏.

W opowiadaniach tych makabreska miesza się z mrokiem niechlubnych tokijskich dzielnic. 

– Potem ci wyjaśnię. Teraz musimy się spieszyć. Nie co dzień mam okazję być świadkiem mordertwa. Szkoda by było, gdyby mnie to ominęło.” – Diabły w biały dzień” Jun’ichirō Tanizaki.

Tak zwraca się Sanomura do swego jedynego przyjaciela w tytułowym opowiadaniu zachęcając go do nocnych wojaży. 

(…) Gdybym został świadkiem zabójstwa, pewnie sam do reszty bym oszalał. Jednak podchodzę do moich relacji niezwykle poważnie, dlatego też nie miałem wyboru. Musiałem wziąć się w garść i pójść do niego.” – Diabły w biały dzień” Jun’ichirō Tanizaki.

Tak znowu myśli Takahashi, pisarz o rewelacjach Sanomury fascynującego się opowiadaniem  kryminalnym Edgara Allana Poe zastanawiając się czy mu towarzyszyć. 

Finalnie oboje panowie są świadkami kryminalnych działań pewnej pary. Przepięknej kobiety wyglądającej na gejszę i zapewne jej przyjaciela lub nawet kochanka. 

W opowiadaniu zatytułowanym „Opowieść o Tomodzie i Matsunadze” ” Jun’ichirō Tanizaki kreśli znowu interesującą postać tytułowych bohaterów. Historia opowiadana jest z perspektywy narratora – pisarza, który w dniu 25 sierpnia 1920 roku otrzymał z prowincji Yamato list od żony Pana Gisuke Matsunagiego, który po krótkich pobytach w domu od chwili pojawienia się dzieci to pojawia się i znika na zmianę. Zaznajomiony z Ginzõ Tomodą, narrator zastanawia się co i czy cokolwiek łączy obu panów. Nie może uwierzyć, że z pozoru całkowicie inni, i z aparycji, i z charakteru panowie mogą w jakikolwiek sposób być ze sobą powiązani. 

Ta publikacja to kolejna wspaniała literacka podróż z przymrużeniem oka w „Kraj Kwitnącej Wiśni”. Do tego prześwietna narracja Tanizakiego, który na swe czasy był niezwykle interesującym nadawcą literackiego przekazu, do tego potrafiącym zaciekawić czytelnika, co jest rzadkością nawet po stu latach. Książka to dotyka trudnych tematów, od których też ten autor nigdy nie stronił. Mamy i fascynację śmiercią oraz cierpieniem, i nihilizm, i neurotyczne zaburzenia, i brak możliwości osiągnięcia szczęścia, a przede wszystkim egoizm i hedonizm. Przy czym wszystko to, zostało przedstawione w bardzo wyszukany sposób.  Publikacje cechuje również specyficzny sposób przedstawienia przyjaźni pomiędzy dwoma dorosłymi mężczyznami, takie typowe dla sposobu narracji japońskiej. Język, jak w poprzednich książkach Tanizakiego prostolinijny, bez zbędnych ozdobników. Zdania proste, trafne, styl bardzo wartki i cierpki dowcip to cechy szczególne opowiadań. Dialogi pisane w punkt z lekkim humorem. Mi czytało się prześwietnie. Przez lekturę przebrnęłam w mig. 

Na początku wydania czytelnik otrzymuje w gratisie „Od tłumacza” autorstwa Karoliny Grabikowskiej, która w bardzo przystępny sposób wprowadza nieznajomionego odbiorcę w świat literatury japońskiej. Dzięki tej części i z przytoczonych publikacji Tanizakiego już wiem, co będę chciała w kolejnych miesiącach przeczytać😏. I z dotychczasowego mojego doświadczenia zakładam, że te planowane lektury również okażą się warte opanowania. 

CZYTAJCIE PIĘKNE, WARTOŚCIOWE KSIĄŻKI ! 

Moja ocena: 8/10

Książkę wydało Wydawnictwo Akademickie Dialog, a ja z tą publikacją zaznajomiłam się dzięki Legimi