„Labirynt” Piotr Borlik

LABIRYNT

  • Autor: PIOTR BORLIK
  • Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I S-KA
  • Liczba stron: 360
  • Data premiery: 14.07.2022r.

@Piotr Borlik napisał bardzo dobrą swoją dziesiątą książkę😊. „Labirynt” bo o niej mowa wydana została przez Wydawnictwo @Proszynski i debiutowała na polskim rynku w dniu 14 lipca br. I choć jest to moja pierwsza lektura autorstwa Borlika bardzo się cieszę, że do niej sięgnęłam tak szybko. Rozwiązywanie obłędnych labiryntów tylko wzmocniło mój  apetyt na prozę Borlika, że nie omieszkam przeczytać jego poprzednie książki.

(…)labirynt jest ścieżką życia (…) Podróżą, w której każdy kolejny zakręt może przynieść zmianę. Podobno według niektórych wierzeń labirynty mają moc uzdrawiania duszy.” -„Labirynt” Piotr Borlik.

Tomasz Jasiński mąż Ani i szczęśliwy ojciec Poli spędza kolejne wakacje w roku 2013 nad polskim morzem. Wiedziony chęcią doświadczania przygody odwiedza z kobietami swego życia labirynt, w którym wybucha pożar. Jasiński nie dał rady uratować nikogo innego za wyjątkiem Poli. Ale czy naprawdę Pola zalicza się do uratowanych?

Wyrzuty sumienia związane z narażeniem życia Poli piętnują małżeństwo. Pięć lat po trudnych wydarzeniach Ania Jasińska pracuje jako opiekunka do dzieci starająca się uchronić podopiecznych od niebezpieczeństw czyhających na każdym kroku.  A Jasiński wiedzie kawalerskie życie do czasu, gdy znajduje za wycieraczką samochodu skreślony własnoręcznie labirynt i instrukcje dla Jasińskiego. Ich nie wypełnienie przyczynia się do powstania pożaru w jego mieszkaniu. Po czterech latach Jasiński nadal otrzymuje zawoalowane wiadomości w formie rysunków kolejnych labiryntów, coraz to bardziej skomplikowanych, coraz to bardziej perfekcyjnych. Stara się gonitwę za wypełnieniem poleceń chorego umysłu pogodzić z pracą. Pomaga mu współpracowniczka Ala i młody Karol. Czy długo uda mu się udawać, że nic się nie dzieje?

Mam nadzieję, że niezbyt Was pospojlerowałam we wprowadzeniu do fabuły. Nie ukrywam, że ta opublikowana była trzecią z kolei wersją😉. W dwóch poprzednich za bardzo wczułam się w rolę wprowadzającej, że praktycznie streszczałam książkę😊.

Przybijając do brzegu, jak to się mówi, niniejszym tłumaczę moje zadowolenie z lektury, które ujawniłam w pierwszym zdaniu mojej opinii. Perspektywa czasowa: wydarzenia Autor osadził w latach 2013, 2018 i 2022. Czasoprzestrzeń oznaczył wyraźnie w podtytule każdego z rozdziałów wskazując dodatkowo na porę roku. To pozwoliło mi, jako czytelnikowi, umiejscowić w jakim miejscu znajdują się główni bohaterowie oraz  co jest najważniejsze w tym momencie w ich życiu. Retrospekcje nie męczą, jak to często się u mnie zdarza. Wręcz przeciwnie wzmacniają narrację i dopełniają całość. Postać Ani: byłej żony Tomka, która wbrew moim odczuciom na początku okazała się ciekawą postacią. Jej skłonność do czynienia dobra, realność osądów, dojrzałość w relacji z byłym mężem zachwyciła mnie. Ania nie jest ofiarą. Borlik uniknął tego spojrzenia na matkę dziewczynki, która doświadczyła w dzieciństwie tak traumatycznego przeżycia. Przedstawił ją bardziej jako zadośćuczyniającą innym rodzicom, innym matkom, innym dzieciom. Mimo marnych efektów i negatywnych skutków. Jej relacja z Kamilą okazała się ciekawym wątkiem pobocznym, mimo, że sama Kamila nie wzbudziła mej sympatii. Pomysł: połączenie przeszłości, zaprzeszłości i teraźniejszości. Borlik łączy trzy światy, przed, po i bieżący, w których rodzina Jasińskich jest już w innym miejscu i boryka się z innymi problemami. Koncepcja labiryntów, mimo, że do niej podeszłam z lekkim przymrużeniem oka, sprawdziła się w fabule w stu procentach. Nic tu nie jest naciągane. Historia wydaje się być prawdziwa i możliwa. Chory umysł: sprawca, co oczywiste. Obok niego uratowana przez Jasińskiego brunetka, trochę Kamila, nie wspominając o ofiarach traumatycznych przeżyć, które odciskają piętno na całe życie. Borlik umiejętnie rozpisał postaci z różnymi traumami. Nieumiejętne, społecznie niepełnosprawne, emocjonalnie zranione. Każda z nich nosi inne znamię, inną bliznę po całkowicie odrębnej ranie. Każda z nich wykreowana została przez innego sprawcę, inne zdarzenie,  lub inne niebezpieczeństwo. A mimo to, wszystkie wydały mi się realne, wkomponowane w całą fabułę i w klimat książki. Sensacja: z dozą thrillera. Raczej nie kryminał. W „Labiryncie” nie liczy się pościg za sprawcą, nie liczy się złapanie go, zanim stanie się krzywda. W książce Borlika chodzi o życie mimo wszystko, mimo tych dziwacznych wydarzeń, z którymi styka się Jasiński i czego nagle w pokoju córki doświadczyła jego była żona Ania. Jasiński mimo, że stosuje mechanizm unikania, zaprzeczania w końcu przegrywa. W końcu musi się przyznać wszystkim wokół, że temat labiryntów istnieje. Pytanie tylko, czy nie za późno…

Dobrze czytało mi się najnowszą powieść Borlika. Nie nudziłam się. Weszłam w historię od początku do końca. Z uwagą śledziłam losy Tomka, Ali, Ani, kompletnie nie spodziewając się tak ważnej roli Poli😊. I o to chodzi w dobrych książkach, by opowieść wciągała od początku. A jeśli pióro, język i tempo nie nuży i nie mierzi, to już jest gwarancja dobrze spędzonego czasu. Ja od „Labiryntu” nie umiałam się oderwać do ostatniej strony. Dlatego polecam Wam tę pozycję i życzę, miłej lektury!

Moja ocena: 8/10

Egzemplarzem recenzenckim obdarowało mnie Wydawnictwo Prószyński i S-ka, za co bardzo dziękuję.

„TOPR. Tatrzańska przygoda Zosi i Franka” Beata Sabała-Zielińska

TOPR. TATRZAŃSKA PRZYGODA ZOSI I FRANKA

  • Autorka: BEATA SABAŁA-ZIELIŃSKA
  • Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I S-KA
  • Liczba stron: 280
  • Data premiery: 14.06.2022r.

Nie mogłam się doczekać, kiedy ta książka do mnie trafi i kiedy będę mogła ją przeczytać. Szczególnie po moich wojażach w Bieszczadach i w Górach Stołowych w trakcie tegorocznych wakacji z mymi Dzieciakami. Mowa o „TOPR. Tatrzańska przygoda Zosi i Franka” autorstwa @Beata Sabała-Zielińska od Wydawnictwo @Proszynski. Książka premierę miała 14 czerwca i jest przeznaczona dla młodszego odbiorcy.

Co robią warszawskie mieszczuchy z Mają i Kubą, pfuuu, z Zosią i Frankiem w Zakopanem? Zwykle zwiedzają Krupówki😊. Nie, nie tym razem. Tym razem w trakcie zimowym ferii Warszawiacy poznają Tatry od innej strony. Nie tylko od strony głównego traktu ulicznego z licznymi straganami i pysznymi daniami serwowanymi w pseudo góralskich karczmach. Poznają od strony pracy ratowników TOPR-u, u których wynajmują miejscówkę. Od strony trzech pokoleń tych, którzy dbają o życie i zdrowie turystów oraz pseudoturystów, bez względu na straty, które sami ponoszą. Od strony Stanisława Gąsienicy (jakżeby inaczej😊), jego syna Jędrzeja i wnuka Jaśka, który jest nadzieją młodego pokolenia TOPR-owców. Pokolenia, który musi nadejść, by taki Kuba, Majka, Zośka i Franek, a także wszyscy inni mogli czuć się bezpieczni.

O TOPR-owcach czytałam nie raz. Zwykle pojawiali się w thrillerach i kryminałach osadzonych na górskich stokach, przełęczach i podejściach. Często jako starsi, doświadczeni. Zawsze jako silni i niezmordowani, by nieść pomoc innym. Tak ich widzę. Tak ich dostrzegam. I przez to ich niezwykle szanuję. Ja jednak mam już swoje lata😉. Inaczej jest w przypadku młodszego pokolenia. To dzieci, nastolatkowie nieznający zimy w górach. Nie lękający się niczego i nikogo. Myślący tylko o sobie i o swoich doznaniach. Dla których ratownik TOPR to kolejny zawód jakich wiele. I właśnie dlatego każdy z nich powinien przeczytać tą króciutką książkę, w której Beata Sabała-Zielińska obrazuje prawdziwe znoje i trudy życia w sposób przystępny dla młodszego pokolenia. Takich TOPR-owców i ja w literaturze wcześniej nie znałam. Odnoszących się z szacunkiem do warszawskich mieszczuchów. Umiejących przekazać wiedzę w sposób prosty i zrozumiały.

Beata Sabała-Zielińska wykorzystała swoje doświadczenie z życia w górach oraz swoje umiejętności dziennikarskie. Stworzyła postaci przemawiające do wyobraźni nie tylko dziecka, ale i dorosłego. Umiejętnie połączyła fakty, które zdarzyły się naprawdę z fikcją literacką. Przemyciła wiedzę, o której ja nawet nie miałam pojęcia, a która jest wartościowa dla tych, co uwielbiają góry. Wytłumaczyła czytelnikowi czym jest detektor, po co komu sonda i do czego służy łopatka. Wplotła prawdziwe opowieści o dzikich zwierzach, o których zapominamy buszując po tatrzańskich, czy bieszczadzkich szlakach. Dodatkowo przywołała historyczną postać Jana Krzeptowskego, co jest dodatkową wartością książki, najbardziej znanego jako „Sabała” rysowanego przez samego Stanisława Witkiewicza i przez niego nazywanego „Homerem Tatr”. Byłego zbójnika i kłusownika, tatrzańskiego zakapiora, który początkowo nazywał się Jan Gąsienica. Gawędy góralskie jego autorstwa lub tylko powtarzane przez niego zostały spopularyzowane przez Stanisława Witkiewicza, Henryka Sienkiewicza, Wojciecha Brzegę oraz opublikowane w licznych zbiorach (źródło: portaltatrzanski). Ciekawe, czy to on zainspirował postać emerytowanego ratownika Stanisława Gąsienicy w powieści. Ciekawe…

Oprócz nieszablonych treści publikację wzbogacają zdjęcia, także te z rzeczywistych akcji ratowniczych i krótkie filmy o TOPR-ze, do których odsyłają specjalne kody, jako przestroga, jako edukacja, jako lekcja dla czytelników. I obok wartości historycznych i ciekawych postaci, o czym wspomniałam powyżej, jest to wartość sama w sobie tej książki. Ta wartość edukacyjna, przez małe „e”, przez zabawę, przez treści i ważne informacje rzucane mimochodem od czasu do czasu, które przemawiają i które trafiają nie tylko do młodego czytelnika.

Dziękuję Pani Beacie za tę książkę.  Dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka, że postanowiło ją wydać, w dobie wszechobecnego Internetu i niechęci do uczenia się. Dziękuję. Bo gdyby nie ta książka wiele treści nie odkryłabym do dziś i o wielu sytuacjach nie miałabym pojęcia.

To książka dla każdego pasjonata gór. I tego małego, i tego młodego, i tego w średnim wieku. Sięgnijcie po nią w ten letni czas, gdy zatęsknicie do tych zielonych wzgórz i osłonecznionych tatrzańskich połaci. Nie zawiedziecie się. Gwarantuję😊.

Moja ocena: 9/10

Egzemplarzem recenzenckim obdarowało mnie Wydawnictwo Prószyński i S-ka, za co bardzo dziękuję.

„Konfetti” Monika Kłos

KONFETTI

  • Autorka: MONIKA KŁOS
  • Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I S-KA
  • Cykl: GALAKTYKA MONY (tom 1)
  • Liczba stron: 240
  • Data premiery: 12.07.2022r.

Nie czytałam żadnej z poprzednich powieści od @Monika Kłos – strona autorska. Zaciekawiła mnie jednak fabuła przedstawiona przez Wydawnictwo @Proszynski. Zrozumiałam, że ta  pierwsza część nowego cyklu „Galatyki Mony” może być wyjątkowa, gdyż daje obietnicę pewnej całości, pewnej wymyślonej z góry historii. A dość dobrze znoszę powieści, które z czegoś wynikają i do czegoś zmierzają. Przed wami recenzja „Konfetti”, książki która miała premierę dopiero co, tj. 12 lipca br. Mnie wyjątkowo zaciekawił opis Wydawcy i zafrapowała ciekawa okładka. Musiałam jak najszybciej dowiedzieć się, co się kryje pod tym pięknym motylem. I już wiem nie poczwarka, tylko piękna kobieta Mona,

Twoje  życie składało się z ogromnego bólu, cierpienia i nieszczęścia. Jesteś na granicy śmierci, co to co przeżyłaś przeważyło energię życiową. Widzę koniec.” – „Konfetti” Monika Kłos.

Tak Autorka zapoznała Monę z czytelnikami. I to do naszego zadania należy, by dowiedzieć się jak i czy tę energię życiową Mona potrafi odzyskać. A wszystko zaczęło się od zdrady mężczyzny w którym Mona była w kilkuletnim związku. Wszystko zaczęło się od Eryka i niespełnionej berlińskiej obietnicy. Na chwilę Autorka zauroczyła nas Adamem, by zaraz w ferworze korporacyjnego życia rzucić nas w wir komplikacji z udziałem Martina. W tym wszystkim musi odnaleźć się Mona. Czasem krucha, czasem silna, szczególnie dla swego dziecka. Szukająca własnej drogi i popełniająca jak my wiele błędnych decyzji.

Nie wiem kompletnie od jakiego gatunku zaliczyć tę powieść składającą się z dwunastu rozdziałów. Z jednej strony czyta się ją bardzo lekko, jak prozę typowo rozrywkową, bez głębszego dnia, napisaną w stylu kronikarskim, gdzie Autorka opisuje kolejno następujące po sobie wydarzenia, trochę bez głębszego zastanowienia, bez chwili odpoczynku na dogłębną analizę tego co się dzieje. Z drugiej książka podejmuje bardzo trudne tematy. Przemoc domową. Ucieczkę chociaż w bardzo nieprzekonującym stylu. Temat ciężkiej choroby. Niektóre sformułowania okazały się dla mnie zbyt pobieżnie napisane, tak jakby z grubsza, tak jakby z maską, całkowicie nietrafione. Przykładowo tak główna bohaterka mówi do swej bratanicy; „Widzisz, kochanie, nie wytrzymuję… To już drugi raz, kiedy ocieram się o śmierć, a mój mąż nie ma dla mnie litości, współczucia…” Dalej nie dzieje się nic. Wyświechtane, w mocno harleqinowskim stylu, jak w słabym dramacie. Drażniło mnie używanie imion Marianny i Wiki naprzemiennie. Dużo w historii egzaltacji, same znaki zapytania, zero odpowiedzi. Nawet przemiana Martina nie została rozpisana, przedstawiono ją tylko z jednego punktu widzenia, z ogromną ilością niedopowiedzeń.

Słaba pozycja. Nie przekonuje mnie postać głównej bohaterki. Niezmiernie słabej superbohaterki. Jakby Autorka skonstruowała Monę z iluś tam kobiecych postaci mających bardzo mało punktów stycznych. Tylko miłość matki urzeka. A to za mało, by ocenić powieść wysoko.

Moja ocena: 4/10

Egzemplarzem recenzenckim obdarowało mnie Wydawnictwo Prószyński i S-ka, za co bardzo dziękuję.

„Środek lata” Małgorzata Warda

ŚRODEK LATA

  • Autorka: MAŁGORZATA WARDA
  • Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I S-KA
  • Liczba stron: 432
  • Data premiery: 12.07.2022r.
  • Data 1 wydania polskiego: 2007r.

@Małgorzata Warda – autorka to „Pisarka, malarka, rzeźbiarka – jest absolwentką Akademii Sztuk Pięknych. Laureatka kilku konkursów literackich. Jej prozatorski debiutem była książka „Dłonie” wydana w roku 2005.” (cyt. za https://lubimyczytac.pl/autor/23088/malgorzata-warda z dnia 20.07.2022r.). Ja Autorkę znam z licznych antologii, w których zamieściła swoje opowiadania (np. Teraz Cię rozumiem mamo). W krótszej formie Pani Małgorzata czuje się równie dobrze, co w dłuższej😊. Nie wierzycie? To dobrze😉. Warto sprawdzać samemu.

Książki pt. „Środek lata” wydanej pierwotnie w 2007 roku przez Wydawnictwo @Prószyński i S-ka nie czytałam. Ucieszyła mnie więc wiadomość od Wydawcy, że 12 lipca br. powieść zostanie wznowiona w nowym wydaniu. Dzięki uprzejmości @Prószyński i S-ka wolumin w pięknej, klimatycznej okładce trafił w moje ręce. Jestem już po lekturze. Pozwólcie podzielić się z Wami spostrzeżeniami na jej temat.

W 2005 roku znika Sylwia Fey. Dziewiętnastolatka z klasy maturalnej. Rok poszukiwań nie przynosi rezultatu. Dziennikarskie śledztwo rozpoczyna Marlena Rogucka z pisma „Portrety”. Wraz ze swoimi współpracownikami zaczyna na nowo odkrywać te same karty, czytać te same strony raportu policyjnego i zapoznawać się z pamiętnikiem zagubionym, z jego wszystkimi stronami, nawet tymi dostarczonymi przez jej przyjaciółkę Marzenę. Na nowo przesiewa informacje. Niektóre z nich pojawiają się po raz pierwszy. Czy to doprowadzi dziennikarkę śledczą do rozwiązania zagadki zaginięcia Sylwii?

Ależ mnie zmyliło Wydawnictwo tą subtelną, klimatyczną i delikatną okładką !!! Spodziewałam się uroczej książeczki obyczajowej, a otrzymałam mix gatunków literackich w jednej powieści. „Środek lata” to powieść obyczajowa z rozbudowanymi wątkami relacji w rodzinie. Bardzo dobrze obrazująca związek między rodzeństwem, oczekiwania dorosłych i różnice pokoleniowe, szczególnie wnuków w relacji z Babcią, która uparcie twierdziła, nawet nie wychodząc z domu, że „(…) prawdziwa dama nie powinna w kółko obnaszać tych samych strojów…”. Dotyka również tematu przyjaźni i związków między rówieśnikami. „Środek lata” to też niespokojny thriller, w którym rys psychologiczny bohaterów odgrywa istotną rolę. Sama Sylwia nie potrafi radzić sobie ze swoimi emocjami. Jej pamiętnik jest przepełniony niespełnionymi obietnicami, niezrealizowanymi marzeniami. Jej zachowanie przekracza dobry gust i w relacji z bratem Mateuszem, i w relacji z innymi mężczyznami. „Środek lata” to też kryminał, w którym główną rolę odgrywa dziennikarka Marlena. Stara się dotrzeć do prawdy w swym śledztwie. Prowadzi go w zgodzie z prawidłami gatunku, rozpytując wszędzie, zapędzając w przysłowiowy kozi róg, pokazując nowe dowody i analizując reakcje. Ten wątek zawiódł mnie jednak najbardziej. Marlena odkryła fakty, które w realnym świecie policja odkryłaby w trakcie rocznego śledztwa wcześniej czy później. Rola Marzeny w mojej opinii w rozwiązaniu zagadki została uwypuklona aż za nadto.

Bardzo dobrze czytało mi się tę powieść. Nie mogłam się od niej oderwać, aż zarwałam noc do pierwszej w nocy😊. Narracja jest prowadzona w pierwszej osobie liczby pojedynczej i to z różnych perspektyw. Rozdziały zatytułowane imionami bohaterów nakierunkowują czytelnika, kto będzie kluczowy w danej części książki. Śledzimy śledztwo z perspektywy Marleny. Na losy bohaterów patrzymy oczami Mateusza i jego przyjaciela Damiana. I Lou, Lucyna, najmłodsza siostra. Mimo, że jej rola jest kluczowa dla wątku obyczajowego, jej narracja nie przekonała mnie w ogóle. Nie potrafiłam się w nią czuć. Dziesięć lat młodsza od Sylwii, trzynaście od Mateusza, gdy relacjonuje wydarzenia powinna mieć z dziesięć lat. Jej narracja, w moim odczuciu, jest za poważna, brzmi jak narracja młodej dorosłej, mimo, że autorka wplotła w nią jej naiwność, czy w wielu miejscach pokazała różnice w postrzeganiu świata, np. w rozumieniu funkcji podwiązek😉.Wydarzenia z perspektywy Sylwii czytelnik śledzi z jej pamiętnika, który jest bardzo dobrze napisany. Są to zdarzenia i z bardziej dawnych, i mniej dawnych lat. Dzięki temu przeczytałam o walkmanie, o osiedlowych kinach, czyli inaczej o latach dziewięćdziesiątych, w których wszystko wyglądało inaczej. Zresztą przeplatająca czasoprzestrzeń na zasadzie teraz – wcześniej – dużo wcześniej bardzo dobrze się Małgorzacie Wardzie udała. Nie można się pomylić, nie można się zaplątać.

Fabuła bardzo ciekawa. Połączenie gatunków zasługuje na ogromny szacunek czytelnika. Autorka w tym zakresie wykazała ogromny kunszt prozatorski. Bohaterowie bardzo wyraziści, nawet w swej nieudolności i w swej naiwności. Mateusz skrywający tajemnicę spodobał mi się najbardziej. Jego męska perspektywa wydała mi się bardzo prawdziwa. Idealna książka na lato z Trójmiastem w tle. Miłej lektury.

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Prószyński i S-ka.

„Osuwisko” Kinga Wójcik

OSUWISKO

  • Autorka: KINGA WÓJCIK
  • Seria: LENA RUDNICKA. TOM 5
  • Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I S-KA
  • Liczba stron: 472
  • Data premiery: 07.07.2022r.

O serii o komisarz Lenie Rudnickiej autorstwa Kingi Wójcik słyszałam już jakiś czas temu, miałam w planie po nią sięgnąć, ale jakoś tak ciągle się nie składało. Kiedy więc dowiedziałam się, że w lipcu będzie miał premierę 5 tom serii pt. „Osuwisko” wydany nakładem Wydawnictwa Prószyński i S-ka stwierdziłam, że to świetna okazja, by wreszcie zapoznać się z twórczością autorki. Obawiałam się trochę, czy zaczynanie od piątego tomu to dobry pomysł, ale muszę powiedzieć, że powieść spokojnie można czytać bez znajomości wcześniejszych tomów. Aczkolwiek po lekturze wiem, że po te wcześniejsze tomy sięgnę, bo zdecydowania mam niedosyt przygód Pani Komisarz i jestem ciekawa jej wcześniejszych losów.

W piątym tomie Lena Rudnicka nadal pracuje na posterunku w Białych Brzegach, gdzie została oddelegowana z Łodzi.  Musi zmierzyć się z trudną sprawą. Na brzegu miejscowego stawu zostaje odnalezione ciało mężczyzny, który zginął od ciosów nożem. Okazuje się, że to miejscowy dziwak, czterdziestokilkuletni Bogusław Konopka. Mieszkał on z matką w domu pod lasem i raczej stronił od ludzi. Brak motywu zbrodni i trudno znaleźć odpowiedź na pytanie kto i w jakim celu zabił tego spokojnego, nieszkodzącego nikomu mężczyznę. Po zagłębieniu się w sprawę komisarz Rudnicka znajduje trop, że być może ta śmierć jest związana z tragedią sprzed trzydziestu lat. Boguś wraz z czwórką przyjaciół ze szkoły udał się do miejscowej kopalni, wyszła stamtąd tylko trójka… Dwoje młodych ludzi zginęło przysypanych ziemią, na skutek osuwiska do którego doszło. Nie wiadomo do końca jak to się stało. Boguś jako jedyny z tej trójki chciał złożyć zeznania, jednak z jakichś względów szybko się z nich wycofał. Czy to możliwe, żeby ktoś obwiniał Konopkę za to co się wydarzyło? I czy to znaczy, że pozostałej dwójce również grozi niebezpieczeństwo? Komisarz Lena Rudnicka stara się znaleźć odpowiedź na to pytanie, a pomagają jej w tym: miejscowy policjant Dawid Sadowski; aspirant Daria Sobczak, która właśnie wróciła z urlopu macierzyńskiego, przez co nie pała sympatią do Leny, traktując ją jak rywalkę, która pragnie zająć jej miejsce oraz partner Leny z Łodzi Marcel Wolski. Policjantka wraz z ich pomocą musi rozwikłać tą zagadkę, tym bardziej, że niedługo dochodzi do kolejnego morderstwa. Sprawa nie jest łatwa, a dodatkowo bohaterka  mierzy się ona również ze swoimi osobistymi problemami i staje przed decyzjami, które mogą mocno odmienić jej życie.

Powieść napisana jest w narracji trzecioosobowej, składa się z prologu oraz czterech głównych rozdziałów opatrzonych datą (każdy rozdział to jeden dzień śledztwa), podzielonych na krótkie podrozdziały. Konkretny, rzeczowy styl, sprawia, że książkę szybko się czyta, przedstawiona intryga ciekawi i wciąga, gdyż autorka powoli odsłania przed nami prawdę, podsuwając pod drodze różne, często mylne tropy. Byłam bardzo ciekawa rozwiązania całej intrygi i choć od pewnego momentu można  było już się go domyślić, nie rozczarowało mnie i uważam, że całość jest spójna. Ogromnym plusem tej powieści są bohaterowie. Wielowymiarowi, z wadami i zaletami, z lękami, problemami i bagażem z przeszłości. Oczywiście najbardziej podobała mi się główna bohaterka, jest to silna, konkretna postać kobieca, która ma za sobą trudną przeszłość, w wielu kwestiach jeszcze niezamkniętą, która wpływa na jej decyzje i postępowanie. Jest to postać złożona, z jednej strony silna, konkretna policjantka, która wie czego chce i nie daje sobie w kaszę dmuchać, z drugiej strony kobieta z traumą z dzieciństwa i trudną historię, pełna obaw. Czasami działa irracjonalnie, postępuje nie do końca rozsądnie, od pewnych kwestii osobistych wręcz ucieka, zamiast się z nimi skonfrontować, ale myślę, że przez to jest ciekawsza, prawdziwsza. Interesujące są też relacje, w które wchodzi. Przede wszystkim ta z Marcelem, w której Lena nie jest do końca szczera i nie kieruje się racjonalnymi przesłankami, czasem miałam wrażenie, że bawią się ze sobą w kotka i myszkę, a uniki ze strony Leny wręcz mnie irytowały, zresztą pewne zachowania Marcela również. Ciekawa również jest relacja komisarz z drugą kobietą na posterunku, aspirant Darią Sobczak. Początkowo bardzo ostrożna, żeby nie powiedzieć wroga, z czasem ewoluuje i pozwala im ze sobą współpracować, a nawet w pewnym stopniu się wspierać, nikt bowiem tak nie zrozumie kobiety jak druga kobieta. Daria również ma za sobą niełatwe doświadczenia, jest samotną matką, mierzy się z wieloma problemami, ale ma odwagę podejmować własne decyzje, mimo, że innym mogą się one nie podobać. Bardzo ją polubiłam. Zresztą muszę powiedzieć, że każda z postaci występujących w powieści jest interesująca i ciekawie przedstawiona. Autorka oprócz świetnego przedstawienia intrygi kryminalnej, bowiem również świetnie sobie radzi z psychologią postaci.

Powieść przeczytałam błyskawicznie, bardzo mnie wciągnęła. Na pewno jak tylko będę mogła nadrobię lekturę poprzednich tomów i z ogromną niecierpliwością będę wypatrywać kolejnego, bowiem ostatni rozdział powieści dotyczył głównie życia osobistego bohaterki i pozostawił wiele spraw nierozwiązanymi… Gorąco Wam polecam tą lekturę, nie pożałujecie!

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą serdecznie dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

„Loteria życiowych szans” Izabella Frączyk

LOTERIA ŻYCIOWYCH SZANS

  • Autorka: IZABELLA FRĄCZYK
  • Seria: STAJNIA W PIEŃKACH (tom 4)
  • Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I S-KA
  • Liczba stron: 376
  • Data premiery: 09.11.2021r.

Autorkę @Izabella Frączyk czytałam w serii „Kobiety z odzysku” również Wydawnictwa
@prószyński i ska. Trzeci tom serii recenzowałam w lutym br. Były to „Ryzykowne decyzje”, w których śledziłam losy trzech przyjaciółek. Temat niby powszechny, powtarzający się. Napisany jednak w bardzo dobrym stylu, a sama lektura przyniosła mi wiele radości. „Loteria życiowych szans”, o której jest ten wpis to czwarty tom serii „Stajnia w Pieńkach”. Ja konie uwielbiam oglądać. Zaczynając lekturę liczyłam, że równie dobrze będzie mi się o nich czytać😊.

To narracja  o Adamie i  Magdzie. Po ślubie borykają się z problemami związanymi z utrzymaniem i rozwojem ukochanej przez siebie stadniny. Inna bohaterka, Alicja podejmuje decyzję o związaniu się z mężczyzną nie czując do końca, że jest to ten jedyny. A w całe zawirowania wplątuje się ukraiński inwestor – Wladimir Bondarenko. Pustoszy wszystko i wszystkich, nie zważając na budzącą się niechęć i zdziwienie. Tylko, czy Wlad okaże się w efekcie mężczyzną godnym zaufania? Czy pojawi się tylko na moment, by zamieszać wśród miejscowej ludności i zniknąć niespodzianie we mgle?

Książka napisana jest lekkim, swobodnym stylem. Znalazłam w niej również ironię i odnalazłam, tak jak w poprzednich książkach Autorki, podobne do mojego poczucie humoru. Wgryzłam się w losy bohaterów orbitujących wokół Stajni w Pieńkach. Miejscu, gdzie wiele się dzieje i wiele się jeszcze może wydarzyć. Chcąc nie chcąc wkręciłam się w historię Magdy, Alicji i Wandy. Trzech różnych kobiet, które łączy i jednocześnie dzieli wiele. Wiek, wykształcenie, zainteresowania, czy doświadczenie życiowe. Autorka bardzo dobrze skroiła te postaci, nadała im własną osobowość i to swoiste „Ja”, które świadczy o ich wyjątkowości. Ogólnie bohaterowie Izabelli Frączyk są sympatyczni, ciekawi świata, potrafiący „rozmawiać” ze swoimi emocjami. Da się ich lubić.

Czytając nie tylko literaturę obyczajową, nie raz zastanawiam się, czy z bohaterami się kiedyś jeszcze spotkam. Czasem spotykam się z nimi niepodzianie, czasem ciągle do nich tęsknię, bo nie zobaczyłam ich w kolejnych publikacjach. Na szczęście zakończenie daje nadzieję na szansę kolejnego zejścia się. Przecież wiele spraw musi zostać rozwiązanych, na wiele pytań musimy znaleźć odpowiedzi. I oby tak dalej, oby tak dalej. Miłej lektury.

Moja ocena: 7/10

Dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka za możliwość zapoznania się z książką i podzielenia się moją opinią.

„DOMEK NA KOŃCU ŚWIATA” DANUTA NOSZCZYŃSKA

DOMEK NA KOŃCU ŚWIATA

  • Autor:DANUTA NOSZCZYŃSKA
  • Wydawnictwo:PRÓSZYŃSKI I S-KA
  • Liczba stron:336
  • Data premiery:22.04.2021r.

Okładka „Domku na końcu świata” jest sielska, nawiązująca do natury o spokoju. Patrząc na nią spodziewałam się standardowej opowieści o zaczynaniu życia od nowa na tytułowym końcu świata. Tymczasem otrzymałam jednak coś zgoła innego. Czy jestem zadowolona z lektury? Przeczytajcie sami.

Danuta Noszczyńska to , jak możemy przeczytać na portalu lubimyczytac.pl „jedna z najbardziej lubianych pisarek literatury kobiecej. Autorka jedenastu powieści. Trzykrotna laureatka Festiwalu Literatury Kobiet „Pióro i Pazur” w Siedlcach.” Nie miałam okazji czytać jeszcze żadnej książki autorki, dlatego dla mnie była taką trochę nieodkrytą przestrzenią i nie wiedziałam czego się spodziewać. Czy po tej lekturze sięgnę jeszcze po inne książki autorki?

Historia inna, niż mogłoby się wydawać

Iga jest trzydziestoletnią prawniczką, dziewczyną z dobrego domu, ojciec prokurator, matka prezes sądu. Żyje wychowana w przekonaniu, że należy do elity, jest lepsza od innych i wiele może osiągnąć. Prowadzi swoją kancelarię, a prestiż i tradycja to najważniejsze wartości w jej życiu, które przejęła od rodziców. Podąża ścieżką, która oni dla niej wytyczyli, nawet nie zastanawiając się czy jest to droga, którą chce iść. Do czasu… Pewna sprawa, którą prowadzi jako obrońca z urzędu jest początkiem zmian, prowokuje ją do rozważań na temat tego jak na wyglądać jej życie i z jakimi wartościami chce się utożsamiać. Miłosz to tylko trochę starszy od niej mężczyzna, który pochodzi z patologicznej rodziny, od kiedy pamięta musi radzić sobie sam, kombinuje więc jak potrafi, jedno z takich działań powoduje, że trafia do aresztu. Tam zaczyna zastanawiać się nad swoim życiem, nad tym w którym kierunku ono podąża i czy może to jeszcze zmienić. Piękna prawniczka, która zostaje jego obrońcą powoli staje się jednym z motorów do zmian…. Czy znajomość osób pochodzących z dwóch tak różnych światów może przynieść ze sobą coś dobrego, czy to w ogóle ma przyszłość?

To co lubię

„Domek na końcu świata” to nie tylko lekka, obyczajowa, optymistyczna opowieść, to książka, która składnia do refleksji, a więc to co lubię najbardziej. Czytając po raz kolejny zastanawiałam się nad kwestią, która nurtuje mnie już od dłuższego czasu, a mianowicie jak bardzo miejsce urodzenia, rodzina, w której przychodzimy na świat determinuje nasze życie. Jest to powieść o poszukiwaniu swojego miejsca w życiu, swoich wartości, swojej własnej drogi, nawet jeśli prowadzi ona zupełnie gdzie indziej niż ścieżka, którą nam już od dawna wytyczono….

Iga mimo że ma 30 lat żyje jak grzeczna córeczka swoich rodziców, w ich domu, zgodnie z ich zasadami i według ich rad. Jednak zaskakująco, chyba przede wszystkim dla samej siebie, powoli odkrywa, że nie do końca jest to zgodne z tym, jaka jest naprawdę, w co wierzy. Pytanie tylko czy znajdzie w sobie siłę by się uniezależnić, by podjąć swoje decyzje, nawet jeżeli on bardzo nie spodobają się jej rodzicom.

Przystępująca do lektury wiedziałam, że jest to książka o niełatwej miłości, prawniczki, do poznanego w areszcie klienta. Jednak muszę powiedzieć sposób w jaki poprowadzona została ta historia dość mocno mnie zaskoczyła, ale też koniec końców wzbudził mój zachwyt. Daleko tu bowiem do bardzo popularnego we współczesnej literaturze tradycyjnej opowieści o romansie i miłości. Tutaj miłość nie wybucha nagle, po tygodniu znajomości Iga i Miłosz nie wiedzą czy będą ze sobą i jak ta znajomość się potoczy. Ona rozwija się powoli. Z jednej strony nie jest bezpośrednią przyczyną zmian, które zachodzą w Idze, z drugiej wyraźnie je prowokuje, Iga bowiem wręcz próbuje się odżegnać od tej znajomości i uczuć, które powoli się w niej rodzą.

Akcja w książce rozwija się nieśpiesznie, wydaje się być , że jest pewnego rodzaju pretekstem do wielu rozważań, natomiast czyta się ją bardzo przyjemnie i lekko. Jest to jedna z tych książek, która pozostaje z nimi na dłużej i pozostawia w nas coś więcej niż tylko opowiedzianą historię. Odpowiadając więc na zadane na początku pytanie na pewno sięgnę po inne książki autorki, a Wam gorąco polecam „Domek na końcu świata”.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu PRÓSZYŃSKI I S-KA.

„Nie spadłam z nieba” Weronika Wierzchowska

NIE SPADŁAM Z NIEBA

  • Autor: WERONIKA WIERZCHOWSKA
  • Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I S-KA
  • Liczba stron:384
  • Data premiery:23.03.2021r.
  • Moja ocena:7/10

 Chciałam Wam dzisiaj pokazać kolejną książkę z gatunku obyczajowych, która zwróciła moją uwagę cudowną, nastrojową okładką i opisem. Nie znałam wcześniej autorki. „Nie spadłam z nieba” to zatem moja pierwsza książka autorki, ale już teraz mogę powiedzieć, że na pewno nie ostatnia. Weronika Wierzchowska urodziła się i mieszkała w mieście, gdy pracowała w wielkiej korporacji jako chemiczka. Przerwała karierę i wyprowadziła się na wieś, gdzie wymyśla żele, kremy i serum odmładzające, poświęca czas córce, gotowaniu i książkom. Tworzy opowieści o kobietach, i tych żyjących w dawnych czasach, i tych współczesnych.

Iza młoda dentystka żyje podporządkowana rodzicom i mężowi, w pewnym momencie jednak postanawia zmienić swoje życie. Ucieka przed wielkomiejskim zgiełkiem, byłym mężem i próbującym sterować jej życiem rodzicami i wyprowadza się do odziedziczonego po babci domu w prowincjonalnym miasteczku.. Planuje założyć tam przychodnię stomatologiczną. Jednak małe miasteczko wcale nie jest tak ospałe, jak się Izie wydawało, a jego włodarze mają swoje plany, a obecność kobiety najwyraźniej nie jest komuś na rękę i za wszelką cenę próbuje ją stąd wykurzyć. Ktoś kradnie jej na przykład fotel dentystyczny z całym oprzyrządowaniem. Na dodatek nagle w domu pojawia się jej ekscentryczny dziadek, który zniknął przed kilkunastu laty i został uznany za zmarłego. Na skutek zbiegu okoliczności Iza poznaje członków miejscowej trupy teatralnej, przyłącza się do nich i z ich pomocą postanawia rozprawić się z miejscowymi układami, a także rozwiązaniem zagadki komu i dlaczego zależy na pozbyciu się stąd Izy i jej dziadka?

Książkę czyta się rewelacyjnie, lekki, przyjemny styl sprawia, że błyskawicznie czytamy stronę za stroną. Muszę powiedzieć, że powieść ta była dla mnie sporym zaskoczeniem. Nie jest to typowa opowieść obyczajowa o zaczynaniu życia na nowo w nowym miejscu. Oczywiście ten motyw pełni tu ważną rolę, ale został znacznie ubogacony. Mamy więc sporo elementów humorystycznych, błyskotliwe dialogi, sam tytuł i jego nawiązanie do akcji również jest wyrazem poczucia humoru autorki, a wprowadzone przez nią dodatkowe wątki są śmieszne i zapewniają czytelnikowi rozrywkę i pozwalają oderwać się od rzeczywistości. Sam pomysł miejscowej trupy teatralnej, które przygotowuje przedstawienia dla dzieci jest ciekawy, a jeszcze ich przerysowane kostiumy i fantastyczne opisy autorki sprawiają, że uśmiech praktycznie nie schodzi czytelnikowi z twarzy. Także wykreowani bohaterowie są bardzo ciekawi. Mamy tu cała plejadę oryginalnych postaci. Szalony staruszek, dentysta maminsynek, jego ojciec szczwany lis, matka rządząca twardą ręką, wróżka o puszystych kształtach, miejscowy kombinator-biznesmen, szemrany rzezimieszek Czesio, jego chłopcy od brudnej roboty, przedszkolanka Asia o zaskakująco szerokich horyzontach, kumple marynarze. Postaci jest sporo i wszyscy są niezwykle barwi i w fantastyczny sposób opisani. Z tą książką nie sposób się nudzić. Gwarantuję, że zapewni Wam szereg niezapomnianych chwil, a po jej zakończeniu będziecie wprost tryskać dobrym humorem. Ja sama z niecierpliwością czekam na kolejną książkę autorki.

 Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU PRÓSZYŃSKI I S-KA.

„Ryzykowne decyzje” Izabella Frączyk

RYZYKOWNE DECYZJE

  • Autor:IZABELLA FRĄCZYK
  • Seria: KOBIETY Z ODZYSKU. TOM 3
  • Wydawnictwo:PRÓSZYŃSKI I S-KA
  • Liczba stron: 400
  • Data premiery: 02.02.2021r.
  • Moja ocena: 7/10

Z powodu niedawnej premiery trzeciego tomu serii „Kobiety z odzysku” Izabelli Frączyk otrzymałam od wydawnictwa Prószyński i S-ka całą, piękną serię i dzięki temu miałam okazje przypomnieć sobie wcześniejsze perypetie bohaterek. Dwa pierwsze tomy zrecenzuję dokładniej niedługo, a dziś chciałabym się skupić na najnowszym pt. „Ryzykowne decyzje”. Cała seria opowiada o trzech przyjaciółkach Zuzce, Felicji i Gośce. Powiem Wam, że każdy tom można też czytać osobno, gdyż autorka w skrócie wspomina istotne dla dalszej fabuły wydarzenia, natomiast oczywiście jeśli macie możliwość polecam przeczytanie wszystkich tomów serii po kolei.

W trzecim tomie zastajemy przyjaciółki trzy lata po wydarzeniach, który miały miejsce w poprzednim tomie. Ich życie toczy się wokół rodziny, pracy i sąsiedzkich relacji dosyć spokojnym rytmem, do momentu aż jedna z nich nie wdaj się w romans, który rzutuje na całokształt relacji. Co musi nastąpić, by odzyskała rozsądek? I Czy wtedy nie będzie już za późno?

Książka napisana jest lekkim, swobodnym stylem, z ironią i poczuciem humoru. Jest to z jednej strony lekka, opowiastka o życiu trzech przyjaciółek, gdy autorka puszcza wodze wyobraźni, ale z drugiej strony skłania nas do refleksji o życiu. Co musi się wydarzyć, żebyśmy docenili to co mamy? Bohaterowie przedstawieni w powieści są bardzo sympatyczni i barwni. Choć od lektury poprzednich części minęło sporo czasu powitałam ich jak dobrych znajomych. Tym razem do trzech przyjaciółek dołączyła Agata, młoda dziewczyna po przejściach. Najpierw zostaje pracownicą Gośki, potem dołącza do ich grona towarzyskiego. Całą powieść czytałam z uśmiechem na ustach, jest to doskonały sposób na poprawę humoru i oderwanie od rzeczywistości. Poczucie humoru autorki, lekko ironiczne pasuje mi doskonale. Z wielką przyjemnością wróciłam więc do tego cyklu. Polecam gorąco.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU PRÓSZYŃSKI I S-KA.

Czytelnicze podsumowanie kwietnia 2018

Oto dosyć spóźnione, bo wyjazdowa majówka, a potem ciężki powrót do rzeczywistości, czytelnicze podsumowanie miesiąca kwietnia:) :

Najlepsze książki przeczytane w kwietniu

„Za stare grzechy” Izabella Frączyk

Świetna obyczajowa powieść, przeczytana na początku kwietnia pozwoliła mi jeszcze mentalnie przenieść się do czasu spędzonego na stoku:) Po cyklu „Stajnia w Pieńkach” autorstwa Izabelli Frączyk, wiedziałam na pewno, że po jej najnowszą książkę sięgnę i bynajmniej tego nie żałowałam. Jest to typowa literatura obyczajowa, skłaniająca do refleksji, nastrajająca pozytywnymi myślami, a jednocześnie wybrany temat jest czymś odświeżającym i intrygującym. Książka opowiada o rodzinie prowadzącej stok narciarski, pensjonat i restaurację. Po śmierci ojca, matka i dorosła córka i syn, muszą sami zając się rodzinnym interesem. Poznajemy ich perypetie zawodowe, jak również osobiste. Gorąco polecam.

8/10

frączyk zestaregrzechy

„Zabić Sarai” J.A. Redmerski

Książka ta oscyluje między thrillerem a nieoczywistą, mroczną historią miłosną. Opowiada historię Sarai przetrzymywanej w Meksyku przez barona narkotykowego, która ucieka od niego chowając się w aucie płatnego zabójcy. Książka jest nieoczywista, tajemnicza i intrygująca.

Pełna recenzja tutaj: https://slonecznastronazycia.blog/2018/04/09/zabic-sarai-j-a-redmerski-przedpremierowa-recenzja/

8/10

redimerski zabicsarai

„Kamienica pod Szczęśliwą Gwiazdą”  Agnieszka Krawczyk

Świetny pierwszy tom nowego cyklu obyczajowego „Uśmiech losu” autorstwa Agnieszki Krawczyk. Czyta się szybko i przyjemnie, a teraz pozostaje czekać tylko na kolejny tom. Czytaj dalej