Recenzja przedpremierowa – „Miasto szpiegów” Marek Krajewski

MIASTO SZPIEGÓW

  • Autor: MAREK KRAJEWSKI
  • Wydawnictwo:ZNAK
  • Seria:EDWARD POPIELSKI. TOM 10
  • Liczba stron:384
  • Data premiery: 19.05.2021r.

Cóż Wam mam powiedzieć? No dobrze, przyznam się. Wstyd mi wstyd, że to dopiero moja pierwsza książka @krajewskimarek. Jak sam pisarz o sobie pisze na oficjalnej stronie FB „filologa klasycznego, autora bestsellerowych powieści kryminalnych o Eberhardzie Mocku i Edwardzie Popielskim”. Książka nie byle jaka, bo to „Miasto szpiegów”, dziesiąty tom cyklu o „Łyssym”, która będzie miała premierę 19 maja dzięki nakładowi Wydawnictwa Znak. Czytając opinie o serii powinna mi się podobać. Powinna mi się podobać również dlatego, że to kryminał retro, osadzony w czasach międzywojennych, w Wolnym Mieście Gdańsk. A jak wiecie kryminały retro wręcz uwielbiam.

Skończył się czas udawania, przebieranek, wchodzenia w cudze buty. Teraz pozostała nam tylko szczerość… Naga i bezlitosna.”

„Miasto szpiegów” Marek Krajewski

Chyba wszyscy agenci świata chcieliby w to wierzyć. Niestety jak czytamy w opisie Wydawcy „W Wolnym Mieście Gdańsk wszystkie chwyty są dozwolone.”.

Akcja najnowszej powieści o Edwardzie „Łyssym” Popielskim toczy się w okresie od lipca 1933 do stycznia 1934. Przysłowiową wisienką na torcie jest epilog, w którym  zostały opisane fakty dziejące się parę miesięcy po ostatnich wydarzeniach, a więc we wrześniu 1934. Narracja jest trzecioosobowa. Narrator jest wszechwiedzący. Wie, co się wydarzy za moment, co i dlaczego się zdarzyło. Zna najskrytsze pragnienia, obawy i motywacje bohaterów. Wie, od czego wszystko się zaczęło.

A zaczęło się od napaści na mieszkańców pięknej willi Bergera w Sopotach. „Zamożny polski przedsiębiorca spedycyjny” zostaje porwany, a jego piękna małżonka Irena Arendarska zhańbiona przez jednego z napastników. Irena rozpoznała swego oprawcę. To Otto Adelhardt, jak pisze autor w Dramatis personae, „(…) komisarz policji kryminalnej Wolnego Miasta Gdańska (WMG), funkcjonariusz Abwehry(…)” – „niemieckiego wywiadu i kontrwywiadu wojskowego w latach 1921–1944” (źródło: Wikipedia).  Przełożony Edwarda Popielskiego, Jan Henryk Żychoń „kapitan, Szef Ekspozytury nr 3 Oddziału II Sztabu Głównego Wojska Polskiego (Dwójki), odpowiedzialnej za działania wywiadowcze i kontrwywiadowcze przeciwko państwu niemieckiemu” nakazuje Łyssemu opuścić Lwów i rozpocząć działania w Gdańsku. Od tego się zaczęło.

Zaciekawiłam Was? Mocny początek. Zapewniam, słusznie czujecie się zainteresowani i mocno zaciekawieni. A to dopiero początek!!! Od tego się tylko zaczęło. A potem…. Potem pojawiły się pytania; Czy chęć zemsty Arendarskiej jest prawdziwa, czy pozorna? Czy w ostatecznym rozrachunku Łyssy będzie mógł liczyć na Żychonia i Furgalskiego?

Gdańsk. Prawdziwe Miasto szpiegów

Sam tytuł zaciekawił mnie do granic możliwości. Jeszcze przed rozpoczęciem czytania, musiałam pogrzebać głębiej. Zrozumieć skąd pomysł, skąd takie osobistości w Dramatis personae (z łac. „osoby dramatu”). Autorka przeczytanego przeze mnie artykułu napisała, że „Przedwojenny Gdańsk był dla agentów miejscem idealnym – ustawodawstwo karne Wolnego Miasta nie przewidywało sankcji za działalność szpiegowską. Oprócz Niemców i Polaków ścierały się tam wywiady radziecki, litewski i francuski” (cyt. za Bożena Aksamit, 21 września 2015, wyborza.plGdańsk. Wolne miasto szpiegów). Niejaki Jan Żychoń istniał naprawdę, „(…) pojawił się na Pomorzu w 1927r. Został kierownikiem Referatu Lądowego Komisariatu Generalnego RP w Wolnym Mieście Gdańsku. Oficjalnie zajmował się egzekwowaniem polskich uprawnień, podlegało mu 88 wartowników z Westerplatte, nieoficjalnie – służbą wywiadowczą.” (źródło: jw.)To znaczyło, że już prawie „witałam się z gąską”. Prawie robi jednak wielką różnicę. Nie mam pewności czy Żychoń z kart książki Marka Krajewskiego jest tożsamy z żyjącym kiedyś pierwowzorem. Wiem natomiast, że rozpoczynając czytać wpadłam w wiernie odzwierciedloną, urealnioną atmosferę Wolnego Miasta Gdańsk. Rzeczywistość unikatową. Nie dziw, że autor wybrał takie miejsce i taki czas na akcję swojej powieści.

Inteligentna rozrywka

Potwierdzam, książka nie jest dla każdego. Książkę cechuje niezwykła autentyczność.  W powieści ściera się środowisko Lwowskie, Miasta Stołecznego Warszawy i Wolnego Miasta Gdańsk. W Gdańsku aktywnie działają, o czym wspomniałam, między innymi agentury polskie, niemieckie, sowieckie. Działają podwójni, potrójni agenci. Jeden wielki tygiel szpiegowski. Krajewski buduje napięcie od początku do końca, nie pozwalając od razu dociec, kto komu naprawdę służy, kto z kim przystaje, kto komu rzeczywiście donosi, kto kogo uznaje za swego pana. Wzajemne starcia, napaści, akty przemocy momentami całkowicie mnie mylą. W trakcie czytania nie odczuwałam zmęczenia, oj nie. Odczuwałam napięcie, zniecierpliwienie, nie mogąc połapać się we wzajemnych relacjach. Dodatkowo splątane losy polsko – ukraińskie, opisane tradycje i obrzędy, ukraińscy bohaterowie, dokładnie odzwierciedliły niepewność i złożoność tamtych czasów. Wszak Marek Krajewski nie bez kozery wspomniał o przejęciu we Lwowie Zarządu Krajowej Egzekutywy OUN przez Stepana Banderę.  

Oprócz rozbudowanego jak macki ośmiornicy wątku szpiegowskiego, odnalazłam w powieści rzeczywisty klimat dwudziestolecia międzywojennego. Klimat, który uwielbiam. Z zapartym tchem czytałam na przykład o pluszowych zasłonach, „(…) które osłaniały wejście na schody i ciągnęły się w malowniczych udrapowaniach – podobne do trenu kobiecej sukni – aż do wyjścia do ogrodu.” O automobilach, nie samochodach. Zegar również wybijał godziny inaczej, po swojemu jak w „pięć minut na pierwszą w nocy”. Jak autor sam przyznał w Posłowiu, „cierpi” na „(…) detaliczność opisu”. Ta detaliczność nie męczy, nie przeszkadza, ona tylko wzbogaca odbiór. Czy ktoś z Was słyszał o prywatnych pokojach dla towarzystwa na tyłach restauracji? Czy kojarzycie z powieści zawód karmicielek wszy? Ja nie. Niektóre opisy aktów niemieckiej przemocy skierowane przeciwko polskim mieszkańcom, również okazały się rzeczywistymi faktami historycznymi. Za to autorowi dziękuję. Za tę wiedzę, którą zdobyłam, a o której nie miałam pojęcia.

A sam Edward – dla niektórych Edzio – Popielski? Cóż, przypomina mi Kojaka. Łysy, przez dwa „s”, postawny, zaangażowany, bezlitosny i na wskroś męski, we wszystkich aspektach męskości. Posiada jednak cechy ludzkie. Cierpi, czym mnie autor całkowicie zaskoczył, na padaczkę i posiada kilkunastoletnią córkę Małgorzatę, zwaną Ritą. Mimo, że jest to dziesiąty tom cyklu, głównego bohatera poznałam w pełnej krasie z opisów w książce. To dowód, że książkę można czytać oddzielnie, nie znając wcześniejszych przygód Łyssego.

Można, a nawet należy ją czytać, bo czyta się ją wybornie. Nie jak książkę, o której zaraz zapomnimy. Czyta się ją jak arcydzieło szpiegowskie. Choć dla mnie to nowy gatunek, więc przyznaję, nie mam porównania. Do tego ten język. W każdym zdaniu stosowany z rozmysłem. Każde słowo zdaje się być przemyślanie dwa razy. Każde słowo nie jest przypadkowe. Jak na prawdziwego filologa przystało. Aż czuję wewnętrzny niepokój na myśl, jak oceni konstrukcję tej recenzji, gdy kiedyś przyjdzie mu rzucić na nią okiem.

Reasumując, uczta dla oczu i wyobraźni. Jeśli lubicie fabuły inteligentne i nieoczywiste, ta książka Wam się spodoba. Polecam.

Moja ocena: 9/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak.

2 uwagi do wpisu “Recenzja przedpremierowa – „Miasto szpiegów” Marek Krajewski

  1. Jakim cudem ta seria i ten autor mi umknął !!!!! Jestem beznadziejna 😦 Dobrze, że są te recenzje, jestem w stanie nadrobić zaległości.

    Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s