Recenzja premierowa: „Kuchnia bezwzględna” Joshua Weissman

KUCHNIA BEZWZGLĘDNA

  • Autor: JOSHUA WEISSMAN
  • Wydawnictwo: ZNAK
  • Liczba stron: 264
  • Data premiery: 27.04.2022r.

To jedna z ciekawszych premier dzisiejszego dnia😊. @wydawnictwoznakpl przygotowało nie lada gratkę dla fanów kulinariów, bezkompromisowego gotowania oraz kulinarnego szaleństwa. „Kuchnia bezwzględna” Joshuy Weissmana  stał się bestsellerem Amazona. Sam autor jest obserwowany przez wiele milionów fanów na Youtubie, gdzie w autorskim cyklu „But Better” udowadnia swoim fanom, że nawet w trudniejszych daniach można odnaleźć dziką satysfakcję z gotowania i smakowania własnych wyrobów.

Przyzwyczailiśmy się do szybkiego życia. Do szybkiego transportu, gotowania, czytania, a nawet odpoczywania. Zachowujemy się tak, jakbyśmy ciągle się gdzieś spieszyli. Jakby każda minuta z naszego dnia wymagała od nas ciągłego pośpiechu i niewyobrażalnego wysiłku. Przeciwko takiej tendencji występuje Joshua Weissman udowadniając w swej Kuchni bezwzględnej”, że stosowanie półśrodków jest uproszczeniem, którego powinniśmy unikać nawet w kuchni. Z pięknej wydanej książki kucharskiej czytelnik dowiaduje się, że „Jeśli możesz myć zęby, to z pewnością możesz prowadzić i utrzymać przy życiu zakwas”😊. Ja nigdy własnoręcznego zakwasu ani na żur z mąki żytniej, ani na barszcz biały z mąki pszennej nie zrobiłam. O chlebie nie wspominając😉. Za to własny bulion gotuję nagminnie. Więc zgodnie z kulinarną religią Weissmana nie jest ze mną, aż tak źle. Wydawca obiecuje, że po zapoznaniu się z lekturą czytelnik będzie potrafił przyrządzać dania, „(…) które na zawsze zmienią twoje kulinarne doświadczenia:
• steka smażonego sekretną metodą ze steakhousów,
• sałatkę Cezar twojego życia,
• pełne smaku wołowe pho, po którym zapłaczesz ze wzruszenia,
• idealnie złożonego, najpyszniejszego burgera na świecie.”

Nie do końca mnie przekonała retoryka przedstawiona w tym poradniku kulinarnym. Owszem autor jest niezwykle charyzmatyczny i zdeterminowany, by udowodnić, że jednogarnkowe dania, czy szybkie instanty nie powinny być naszym pierwszym wyborem. Podziwiam więc jego pasję, jego determinację, która uwidoczniona została w każdym słowie, czy to pisanym, czy wypowiedzianym na kanale YouTube, Instagram lub FB. Będąc jednak 26-letnią gwiazdą social mediów bez zobowiązań rodzinnych łatwo jest argumentować, że tylko bardzo dogłębne i od samego początku samodzielnie przygotowane danie ma pewną wartość. Czyż nie?

Nie mogę jednak oddać Weissmanowi sprawiedliwości. Z jego własnoręcznie napisanej notki na oficjalnym profilu (zobacz: https://www.joshuaweissman.com/about ) dowiedziałam się, że pochodzi z rodziny, w której od początku istniały tradycje tak silne, że wzbudziły u tego młodego człowieka już w wieku nastoletnim ogromny szacunek i kult kulinarny. Mimo młodego wieku Joshua zdobył już wiele doświadczenia w swej dziedzinie. Ma również za sobą trudne doświadczenia związane z ostracyzmem otoczenia ze względu na jego nadwagę, którą – dzięki wsparciu rodziny – zwalczył będąc w szkole średniej. To zapewne stało się przyczyną tego, by w jedzeniu odkrywać tylko to, co wartościowe i odżywcze, by nie marnować siebie i własnego życie na „śmieciowe” jedzenie. Joshua hołduje zasadzie „slow food” i do niej próbował mnie przekonać.

Przyznaję, że spróbowałam zrobić kilka potraw. Niestety, nie wyszły tak idealnie, jak na przedstawionych w książce przepięknych zdjęciach. Wierzę, że „praktyka czyni mistrza” i już niedługo będę mogła się poszczycić wręcz doskonałym i w smaku, i w wyglądzie, i w produkcji daniem mojego autorstwa od początku do końca. I to jest inspiracja, która została ze mną po zapoznaniu się z lekturą. Więc miłego gotowania!!!

 Moja ocena: 7/10

Egzemplarzem recenzenckim obdarowało mnie Wydawnictwo Znak, za co bardzo dziękuję.

„Wiara, nadzieja, miłość. Przewodnik po życiu chrześcijańskim” Benedykt XVI

WIARA, NADZIEJA, MIŁOŚĆ. PRZEWODNIK PO ŻYCIU CHRZEŚCIJAŃSKIM

  • Autor: BENEDYKT XVI
  • Wydawnictwo: ZNAK
  • Liczba stron: 320
  • Data premiery: 13.04.2022r.

Już myślałam, że w ten świąteczny czas nie zdążę opublikować recenzji książki idealnej na tę porę. Treści zawarte w tej publikacji są najbardziej właściwe w okresie, gdy katolicy przeżywają najważniejsze święta w roku liturgicznym. @wydawnictwoznakpl pewnie nie bez kozery w dniu 13 kwietnia br. w przeddzień rozpoczynającego się Triduum Paschalnego wydało rozważania autorstwa Benedykta XVI. Książka ujrzała światło dzienne z okazji 95-tych urodzin Papieża – emeryta. Do książki sięgnęłam z ciekawości przy jednoczesnym ogromnym szacunku do człowieka, który potrafił przeciwstawić się woli kardynalskiej i ustąpić z „tronu Piotrowego” w momencie, gdy zaczął odczuwać niemożność sprawowania swojej funkcji. Wymagało to od niego nie lada odwagi i ogromnej pokory. Niełatwo jest zapewne przed całym światem przyznać się do ludzkiej ułomności będąc jednocześnie Głową Kościoła katolickiego.

„Potrzebujemy małych i większych nadziei, które dzień po dniu podtrzymują nas w drodze”. To szczera prawda. Bez nadziei, bez świadomości, że jutro również zaświeci słońce możliwe, że powiemy rodzącemu się dniu – STOP!!! Nie wstaniemy z łóżka. Nie napijemy się porannej kawy. Tylko poczucie, że jeszcze będzie dobrze, że jeszcze będzie lepiej pozwala nam podtrzymywać się każdego, nawet gdy już bardzo się kolebiemy.

„Wierzyć to nic innego, jak w nocy świata dotknąć ręki Boga”. W kwestii wiary nie jestem specjalistką. Ta „wyssana z mlekiem matki” już dawno przestała na mnie działać. Zbyt dużo zawodu, zbyt dużo niewiadomych. Ludziom głęboko wierzącym wielu rzeczy można zazdrościć. Na pewno tej pewności, że istnieje świat, w którym bóstwo ma swoją formę, swój kształt i realny, bezpośrednio świat na nasz los.

„Cierpliwość jest codzienną formą miłości”. Te słowa Benedykta XVI to skumulowanie prawdy o cierpliwości, która by miała rzeczywisty wydźwięk wymaga prawdziwego, wzniosłego uczucia. Wówczas nabieramy siły by ją odczuwać, by ją przedłużać.

Takie i inne złote myśli wynikające z nauczania Benedykta XVI zawarte zostały w tej publikacji. Są to treści uniwersalne, ponadczasowe. Niektóre odpowiednie również dla ateistów, agnostyków, czy ludzi innej wiary. Wszak nauka Kościoła katolickiego nie jest tylko zagwarantowana dla wierzących😉.

Książka podzielona została, analogicznie jak w tytule na części, w których rozważania dotyczą wiary, nadziei i miłości w sensie transcedentalnym. Słowa pochodzą z hymnu o miłości św. Pawła z Tarsu i stanowią dla każdego chrześcijanina swoiste credo życiowe. Dodatkowo Was jednak zaskoczę. W historii chrześcijańskiej Wiara, Nadzieja i Miłość były trzema męczennicami, które zmarły ok. 137 roku. Były jednocześnie córkami świętej  Zofii Rzymskiej. Są czczone w kościele prawosławnym i katolickim. Wiąże się z nimi bardzo smutna historia. Wszystkie trzy dziewczynki (najstarsza miała 12 lat, a najmłodsza 9 lat) zostały zamęczone na śmierć, gdy ich matka odmówiła złożenia ofiary pogańskiej bogini Dianie. Według Wikipedii „Dziewczynki podpalano, oblewano wrzącą smołą, kaleczono ostrymi przedmiotami oraz bito pałkami. Kiedy odkryto, że jeszcze żyją, zostały ścięte mieczem. Trzy dni później zmarła ich matka z żalu po utracie córek.” (cyt. za: Wikipedia). Nie bez powodu przytaczam ich historię. Ich życie, jak również poświęcenie ich matki jest dla religii chrześcijańskiej wyraźnym, niezmierzonym odzwierciedleniem powierzenia swego życia Bogu. Zaufania mu do granic ludzkich możliwości z jednoczesną ogromną wiarą, silną nadzieją i żywą miłością.

W przeszłości czytałam wiele treści autorstwa Benedykta XVI uważanego za jednego z najlepszych współczesnych doktorów kościoła katowickiego. Jego pisarstwo jest trudne, użyte argumenty ciężkie i rozbudowane. Tym razem jednak Wydawca postarał się, by skondensowana nauka pochodząca od tego człowieka była przedstawiona w bardziej przystępnej, powszechnej formie, by trafiła do większego grona odbiorców. Udał się ten zabieg, nie powiem. Rozważania na temat wiary, miłości i nadziei w dzisiejszym życiu nie nudzą, nie mierzną, choć chwilami mogłyby być jeszcze bardziej skrócone, bardziej zagęszczone.

To lektura dla człowieka poszukującego swego miejsca. Pragnącego pogłębić własną wiarę lub odnaleźć ją na nowo. To lektura dla człowieka chcącego się zastanowić nad tym, na co warto w życiu zwracać uwagę i w jaki sposób podejmować decyzje, by u schyłku życia żałować jak najmniej. To lektura dla człowieka uwielbiającego myśleć, rozważać przeczytane słowo, zastanawiać się nad przeczytanymi fragmentami. To lektura dla człowieka kontemplującego siebie, swoją wiarę i wszystkich wokół, którzy tworzą jego mały świat.

Trudno mi Was zachęcić do zgłębienia tej lektury😊. Ona wymaga skupienia, zastanawiania się i koncentrowania na wydrukowanych słowach. Jeśli lubicie pozostać w melancholii, w zadumie po przeczytaniu dobrej książki to „Wiara, nadzieja, miłość. Przewodnik po życiu chrześcijańskim”  napisany przez Benedykta XVI spełni Wasze oczekiwania. Jeśli lubicie….

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Znak.

„Obsesja i inne formy miłości” Sarah Crossan

OBSESJA I INNE FORMY MIŁOŚCI

  • Autorka: SARAH CROSSAN
  • Wydawnictwo: ZNAK
  • Liczba stron: 336
  • Data premiery: 23.03.2022r.

Wyczerpanie zatruwa moje wargi powieki. Nie ma iskry w oku, jest milczenie. Nie wiem, jak mam to przywrócić”.– „Obsesja i inne formy miłości” Sarah Crossan.

Premiera sprzed tygodnia od @wydawnictwoznakpl autorstwa Sarah Crossan pt. „Obsesja i inne formy miłości” jest prawdziwym fenomenem. Będąca powieściowym debiutem Autorki książka powaliła na kolana wielu czytelników, a nobliwych recenzentów wprawiła w osłupienie. Sama do tej pozycji podchodziłam z przymrużeniem oka. Entuzjastyczne recenzje na tylnym skrzydełku obwoluty kompletnie mnie nie przekonały. Wiele dotychczasowych bestsellerów okazywało się dla mnie nie do strawienia. I już po przeczytaniu paru stron zakochałam się w tym słowie. W tej poezji zawartej w niezwykłej prozie.

 „Skąd możemy wiedzieć, które dni staną się dla nas przełomowe? Póki jesteśmy przy życiu, uprawiamy hazard.” .– „Obsesja i inne formy miłości” Sarah Crossan.

Ana Kelly popełniła chyba wszystkie błędy tej trzeciej. Podporządkowała swoje życie kochankowi. Naciskała na niego, by wybrał życie z nią lub pozostanie z żoną. Dawała się wodzić za nos przez trzy lata. Nie walczyła o swoje małżeństwo i rodzinę wierząc, że jej ukochany wreszcie się otrząśnie i będzie mogła zostać pełnoprawną Panią Connorową Mooney. Kwestionowała życie żony i życzyła jej jak najgorzej unikając przyznania, że zajmuje ona w życiu jej kochanka kluczową rolę. A gdy odszedł listę grzechów poszerzyła o kolejne. Zbliżyła się do żony Connora, Rebecci Taylor, poznała wreszcie jego trzech synów i usiadła na kanapie, na której do tej pory tylko on siadał z nią. Aż do pamiętnego spotkania z wdową na cmentarzu….

Książka, która wzbudzone w trakcie czytania emocje zatrzymuje na dłużej w sercu czytelnika, jest prawdziwym arcydziełem. Tak mam z „Obsesją i innymi formami miłości”. Po zamknięciu okładki odczuwam dołujący smutek i żal dzielony z Aną Kelly. Żal za utraconą miłością i za tym, że jej się jednak nie udało wygrać tego nierównego wyścigu.

Książka napisana jest bardzo delikatnie. Przepiękne słowa muskają strony i wpadają w ucho jak delikatne płatki goździków, które widać na jej okładce. Sarah Crossan potrafi bawić się słowem pobudzając czytelnika do myślenia, do zastanowienia się, do zatrzymania. Jak w poniższych zdaniach:

„Nie mogłeś odejść, bo mój ból nie ma znaczenia. A teraz zobacz, co zrobiłeś. Wszystkim.”

„Nigdy nie wspominałeś, że lubisz kwiaty, lecz wkrótce okryje cię dywan jasnych płatków o barwie umierania, wyraz miłości.”

Nieprawowita wdowa Ana Kelly jest narratorką powieści, która ma bardzo charakterystyczny, intymny charakter. Na romans z Connorem patrzymy z jej perspektywy, na samą Rebeccę również spoglądamy jej oczami. I tu duże zaskoczenie, nie demonizuje jej w rzeczywistym życiu, nie umniejsza jej zaletom. Zaczyna traktować ją jako ważną jednostkę posiadającą liczne pozytywne cechy. Stara się odnaleźć w tym cierpieniu, które stało się jej udziałem. I tylko ten Mark, który się nie daje zwieść….

Powieść składa się z pięciu części. W każdej części Ana ewoluuje. W każdej części Anę poznajemy z innej strony. Autorka dawkuje nam fakty dotyczące jej życia, życia Connora, ich małżonków i ich dzieci. Nieregularny charakter narracji, brak dialogów, które występują tylko w sferze cytatów, wspomnień Any oraz wersy kończące się po jednym zdaniu i mnogość akapitów, świadczy o wyjątkowości tej prozy. Dzięki tak nieszablonowej konstrukcji stara jak świat historia tej trzeciej nabrała nowego charakteru, nowego wydźwięku, bardziej poetyckiego wydźwięku. I z tego powodu warto przeczytać tę książkę. A czyta się ją wyjątkowo szybko. Na jednej stronie raptem kilkanaście, kilkadziesiąt zdań. W większości zdania pojedyncze, za to z mnóstwem treści i emocji.

Jeśli chcecie zanurzyć się w historię o utraconej miłości, zdradzie, braku szacunku w nieoczywistej formie, to sięgnijcie po „Obsesję i inne formy miłości”  Sarah Crossan. A jeśli nie chcecie, to też sięgnijcie😉. Tak skonstruowanej prozy na pewno jeszcze nie czytaliście😊.

Moja ocena: 9/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak.

„Kot w Tokio” Nick Bradley

KOT W TOKIO

  • Autor: NICK BRADLEY
  • Wydawnictwo: ZNAK
  • Liczba stron: 416
  • Data premiery: 09.02.2022r.

Co sobie myślałam czytając, że „Kota w Tokio” napisał „kulturoznawca, który poświęcił swój doktorat postaci kota w kulturze japońskiej”? (cyt. za notka biograficzna na obwolucie „Kot w Tokio” Nick Bradley). Nic kompletnie, nic. Co sobie myślałam przeglądając tytuły rozdziałów i próbując odszyfrować „Street Fighter II (Turbo)”, Sakura”, Kotoskopia” 😉, „Bekaneko”, „Omatsuri”, czy „Trofalaksja”, kiedy znam tylko  nigiri, hosomaki, futomaki lub ewentualnie uramaki? Niby brzmi znajomo, a jednak😊. Tak naprawdę to zaintrygował mnie opis Wydawcy. @wydawnictwoznakpl zaczęło w następujący sposób: „Kim jest tajemniczy kot błądzący ulicami tętniącej życiem metropolii? Demiurgiem, szaleńcem, przewodnikiem, a może duchem miasta, który w niepowtarzalny sposób łączy ze sobą ludzi i zdarzenia?”. Od razu wyobraziłam sobie tego kota!!! Giętkiego, ciekawskiego, sprytnego, nieuchwytnego. Wyśmienitego łowcę i obserwatora, dobrze widzącego w ciemnościach. I od razu, co ważniejsze wyobraziłam sobie, co on może zobaczyć…. A tak pracująca wyobraźnia nie mogła pozostać bez odpowiedzi. „Kot w Tokio” Nicka Bradleya za mną. A co sobie myślicie po wstępie do recenzji? Mam nadzieję, że myślicie; warto ją przeczytać.

„Praca tworzy to miasto. Jeśli jesteś w Tokio i na chwilę przestaniesz pracować, miasto cię połknie i nikt nie będzie o tobie pamiętał. (…) To miasto nigdy nie odpoczywa. Szczególnie nocą. Sen w Tokio wpisany jest w pracę. (…) To miasto jest jednym z największych więzień świata – ma trzydzieści milionów mieszkańców.” „Kot w Tokio” Nick Bradley.

To powieściowy reportaż człowieka zakochanego w Kraju Kwitnących Wiśni. Historie z pozoru niezwiązane ze sobą, które przeplatają się wspólnymi bohaterami oraz szylkretowym kotem w tle. Tokio poznajemy oczami tatuatora, który wykonuje swój fach w sposób tradycyjny i kreśli na plecach młodej dziewczyny mapę Tokio opowiadając przy tym historie. Tokio konsumujemy z perspektywy bezdomnego Ōhashi, niezwykle kulturalnego człowieka, którego dobroć zostaje wystawiona na próbę. Mężczyznę postrzegającego siebie jako; „niechcianego, niepotrzebnego, nieestetycznego, nieciekawego, nieprzygotowanego, nieznanego, nieistotnego…”. Na Tokio patrzymy oczami Makoto  zafascynowanego grą Street Fighter II, która jest w stanie przyćmić nawet obraz atrakcyjnej dziewczyny Kyōko. Tokio chłoniemy i czujemy osobą samotnego taksówkarza, który nie pogodził się od tej pory z przedwczesną śmiercią żony. Tokio nie da się nasycić. Nawet jeśli obcujemy z nim w osobach różnych bohaterów. Bohaterów nietypowych, nieszablonowych, arcyciekawych, których przenikliwość świata pomaga nam zrozumieć to dziwne miasto, ten dziwny, całkowicie różny od naszego świat.

Wspaniale się czytało tą powieść. Aż dziw, że jej kanwą była praca doktorska jej Autora. Mimo, że poszczególne rozdziały dotyczą innego głównego wątku, Nick Bradley splótł historię w całość nie tylko osobą kota, lecz przede wszystkim postaciami, które łączy wspólne doświadczenie. I tak z pierwszego rozdziału na Kentarō wpadł przypadkowy przechodzień, bezdomny, który z wrodzonym taktem i niezwykłą kulturą przeprosił za nieporozumienie. Tym bezdomnym okazał się Ōhashi, którego historia została opisana w rozdziale „Upadłe słowa”. Ōhashi’emu pomagał Makoto  przekazując mu pod sklepem reklamówkę z zebranym jedzeniem, o którym dowiadujemy się wiele w trzecim rozdziale powieści. I tak dalej, i tak dalej…. Splatają się losy wielu bohaterów dzięki tej konstrukcji. To uczy uważności i łączenia. Niezwykle spodobała mi się ta koncepcja powieści. Narracja, w której ogromne znaczenie mają związki pomiędzy poszczególnymi bohaterami.

Niezwykłą zaletą książki jest obrazowanie miasta w sposób subiektywny, z perspektywy konkretnych jednostkowych osób, ich doświadczeń, wad i zalet, trudnych losów, cech charakteru. Z perspektywy decyzji, które podjęli w przeszłości i które zaważyły na ich dalszym losie. To nie smutny obraz miasta, o nie. To historie o ludziach z krwi i kości, które pokazują współczesne bolączki, z którymi boryka się każde społeczeństwo, a szczególnie japońskie, które zakotwiczone jest w innej kulturze i w innym świecie. Gdzie nie ma czasu na związki rodzinne, długoletnie relacje i odpoczynek. Gdzie hołduje się wielogodzinnej pracy i krótkiemu snu. Gdzie śpi się z lalkami częściej, niż z prawdziwym, drugim człowiekiem. Gdzie gry stają się sensem życie, a dialog wydaje się trudnym doświadczeniem. Autor zachwycił mnie nie tylko historiami, ale także językiem i stylem. Książkę czyta się bardzo przyjemnie, a obcobrzmiące nazwiska, nazwy i słowa nie są utrudnieniem, lecz raczej wzbogacają powieść dodając jej wyjątkowości.

Zachwycający obraz społeczeństwa. Autor w sposób badawczy i pociągający opisał ekscytujące miasto, w którym można zakochać się od pierwszego wejrzenia. Intrygująco przedstawił bohaterów, którzy przykuwają wzrok czytelnika swoją wyjątkowością. To nie typowy Kowalski, ani typowa Kowalska jest postacią pierwszoplanową opisaną w każdym rozdziale. I to dla tego nietypowego Kowalskiego i nietypowej Kowalskiej warto sięgnąć po tę pozycję.

Tylko nie wiem co z tym szylkretowym kotem. Dowiedziałam się kiedyś od weterynarza, że kolor szylkretowy mogą mieć tylko kotki😊, tak jak tricolor jest maścią należącą do płci kociej piękniejszej. Więc może nie o kota w Tokio chodziło, a o kotkę? 

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak.

„Dziewczyna z Paryża” Kristy Cambron

DZIEWCZYNA Z PARYŻA

  • Autorka: KRISTY CAMBRON
  • Wydawnictwo: ZNAK
  • Liczba stron: 416
  • Data premiery: 17.01.2022r.

Styczniową premierę wydaną nakładem @wydawnictwoznakpl pt. „Dziewczyna z Paryża” przeczytałam już jakiś czas temu. Niestety zawirowania wojenne za naszą wschodnią granicą i walka Sąsiadów o suwerenność własnego państwa pochłonęła mnie całkowicie, tak, że o drugiej wojnie światowej trudno było mi nie tylko pisać, ale i myśleć ☹. Czując się jednak w obowiązku w stosunku do @wydawnictwoznakpl, z którym współpracę bardzo sobie cenię oraz względem Autorki odłożyłam smuteczki i niepokój na bok. Wszystko po to, by podzielić się z Wami moją opinią o kolejnej wojennej historii pióra Kristy Cambron. Jej poprzednia książka „Wróbel w getcie” (recenzja na klik) bardzo mi się podobała. Była smutna, to fakt, ale jednocześnie niosła nadzieję. Tak jak „Dziewczyna z Paryża”.

Wojna wiele człowieka uczy. Nim tu przyjechałem, stacjonowałem w Warszawie. Piękne miasto, ale zapaskudzone Żydami. Któregoś dnia wezwano mnie do centrum. Grupka młodych Żydów zaatakowała lokal dla oficerów Trzeciej Rzeszy. (…) Nie docenili szansy, jaką im daliśmy. Nie rozumieli, że getto to konieczność. Musieliśmy przecież zapewnić im bezpieczeństwo i opiekę. Daliśmy im mieszkania, karmiliśmy ich, zaoferowaliśmy im pracę….” „Dziewczyna z Paryża” Kristy Cambron.

I ten świat, tak różny, opisywany oczami Trzeciej Rzeszy oraz oczami okupowanych jest fabułą „Dziewczyny z Paryża”. Perspektywę okupantów obserwujemy z perspektywy kapitana von Hillera, czy Scheela. Zanurzamy się w nią wtapiając się w losy kolaborantów, podwójnych agentów, czy cichych współpracowników. To świat, w którym hitlerowcy są przekonani o swojej racji, o misji wybawienia świata od plagi żydowskiej, o roli załatwienia sprawy raz na zawsze. Brzmi znajomo? Niestety…. Drugi świat to świat kobiet. Jakże różnych kobiet. Świat Sandrine Paquet, która chroniąc synka Henri’ego współpracuje z nazistami. Współpracuje na swoich warunkach opłakując męża – Christiana, który zaginął na froncie. To świat Lili de Laurent, krawcowej pracującej w domu mody Chanel, która ciągle nie może przeboleć straty ukochanego René Touliarda. Lili, która wikła się w niebezpieczny wywiad świadcząc usługi na rzecz  żon i kochanek niemieckich żołnierzy. To świat także Amèlie, która by godnie żyć podejmuje decyzje, których możliwe, że będzie się po latach wstydzić. I to świat także Violette, zdeterminowanej, odważnej, nie lękającej się przed niczym. Wiedzącej, kto wróg, a kto przyjaciel. One wszystkie mogłyby się inaczej nazywać. To mogłyby być Marie, Zofie, Krystyny, Eleny, Masze, czy Olesye. To mogłyby być każde z nas – kobiety, uwikłane w losy wojny. Wojny, które nie my toczymy i nie my wzniecamy.

Wiele już przeczytałam książek z wojną w tle. Najbardziej wstrząsała mną literatura wojenna rodzima oraz pisarzy rosyjskich. Bez znaczenia było, o jakiej wojnie była fabuła. Ten przejmujący świat przedstawiony w prozie pozostawał ze mną na długo.

Tym razem tak nie jest. Fabuła faktycznie jest ciekawa, tym bardziej, że do jej napisania inspiracją była historyczka sztuki, „(…) członkini ruchu oporu i kapitan Pierwszej Armii Francuskiej Rose Villand – która przez całą okupację, nie bacząc na ryzyko, prowadziła szczegółowy rejestr skradzionych przez nazistów dzieł sztuki.” ­– cyt. za; Od autorki w:   „Dziewczyna z Paryża” Kristy Cambron. I tym właśnie zajmuje się Sandrine, mimo ostracyzmu na który się naraża, mimo niechęci sprzedawców pieczywa, mimo niemożności kupienia chleba, mimo traktowania ją jako kochankę nazisty. Ten świat sztuki wplata się w rzeczywistość wojenną trochę ją ubarwiając, sprawiając, że jest subtelniejsza, delikatniejsza, bardziej ludzka. Tak jak sztuka szycia przepięknych sukien, do czego była zatrudniona w domu mody Chanel – Lili. Motyw uwikłania w ruch oporu krawcowej sprawdził się w fabule bardzo dobrze. Co do samej bohaterki mam mieszane uczucia. Gdzieniegdzie autorka nazywała ją Lili, gdzieniegdzie Lila. Totalny problem miałam z Luciolą. Losy Lili śledzimy w dwóch perspektywach czasowych. Od początku wojny, aż do jej końca. Rok 1939 przeplata się z rokiem 1944. Autorka podzieliła fabułę na krótkie rozdziały, które opatrzyła datą oraz miejscem akcji. Pozwoliło to mi nie pogubić się w opisanych wydarzeniach, choć z drugiej strony w wielu miejscach retrospekcje, czy śledzenie losów na zasadzie „wtedy” i „teraz” uważałam za zbędne.

Język i styl dla mnie za infantylny. Nie zrozumcie mnie źle. W obliczu panującej wojny i tragedii jaka ona za sobą niesie na wielu płaszczyznach, te ochy i achy, rzucane raz po raz, ten wyszukany, wysublimowany język, te zdrobnienia, pieszczotliwe sformułowania, naiwność dziecięcą i u Lili, i u Sandrine odebrałam jako niepoważny, niedojrzały. Ani Lili, ani Sandrine nie przekonały mnie od swego bohaterstwa. Nie okazały się dla mnie wiarygodne. Traktowałam je raczej jako kobiety, które przypadkowo uwikłały się w działania wojenne, co czego kompletnie się nie nadawały, do czego kompletnie nie pasowały. Dobrze skonstruowaną postacią okazał się dla mnie – o dziwo !- kapitan von Hiller. Ciągle czekający na swoją szansę mężczyzna, bardzo przenikliwy, trafny w swoich osądach i podejrzeniach, do tego całkowicie oddany sprawie. Z jednej strony wróg z krwi i kości, z drugiej trochę pogubiona postać, która stara się skraść trochę szczęścia. Szczęścia, które wydawać by się mogło jest na wyciągnięcie ręki.

To książka trochę o „(…) wojnie, modzie, radości życia. O przyjęciach, jakie urządzano, zanim wybuchła wojna.”. To pamiętnik o kobiecie, która miała marzenia w 1939 roku i która wiele osiągnęła. To pamiętnik o sukni  i etoli z norek oraz o ostatnim przedwojennym przyjęciu u Elsie de Wolfe z dnia 1 lipca 1939 roku. Jak sama autorka zauważa „(…) słynną amerykańską dekoratorkę wnętrz, lwicę salonową i aktorkę jednej roli”, który był „ostatnim akordem dekadenckiej paryskiej melodii”. Jeśli lubicie takie historie to sięgnijcie po „Dziewczynę z Paryża”. Dziewczynę, która niesie nadzieję.

Moja ocena: 6/10

Moja opinia powstała przy współpracy z Wydawnictwem Znak.

„Kościół płonie” Andrea Riccardi

KOŚCIÓŁ PŁONIE

  • Autor: ANDREA RICCARDI
  • Wydawnictwo: ZNAK
  • Liczba stron: 288
  • Data premiery: 31.01.2022r.

Nie jestem zbytnią fanką książek opiniotwórczych. Szczególnie, gdy opinia autora jest zgoła inna od mojej rodzi się we mnie wewnętrzny bunt. Dlatego tak obawiam się recenzji tego rodzaju publikacji. Staram się, by moje osobiste spostrzeżenia nie przykryły faktury, tekstu, wartości językowej książki. Nie do końca wiem, czy mi się to udaje. Udaje się? Jak nie to dajcie znać pod postem😉. Poprawię się.

Nawiązując do „Kościół płonie” Andrea Riccardiego (data premiery: 31 stycznia br.) wydanego nakładem @wydawnictwoznakpl przyznaję, że spóźniłam się z recenzją. Wydarzenia na Ukrainie, których jesteśmy świadkami oddaliły mnie od zanurzenia się w pożarze Kościoła. Bo jak tu czytać o Kościele, gdy płonie Ukraina!!! ☹ Pełna niepokoju w codzienności, obawy o jutro, o to, jak potoczą się losy świata, nie chciałam sięgać do tak poważnej literatury. Obawiałam się (okazało się, że całkiem niepotrzebnie) samych trudnych tematów, osądów, mówiąc brzydko gnojenia oligarchów Kościoła, co w tych trudnych czasach byłoby niewskazane. Wzbudzałoby takie podejście we mnie dodatkowe, niepotrzebne negatywne emocje. Czując się jednak zobowiązania w stosunku do Wydawcy sięgnęłam po zaproponowaną przez Niego pozycję autorstwa Andrea Riccardiego. Jak pisze Wydawca w opisie: „włoskiego historyka, wykładowcy akademickiego, komentatora życia Kościoła. Założyciela Wspólnoty Sant’Egidio (Świętego Idziego) – wspólnoty żyjącej z osobami bezdomnymi, pomagającej uchodźcom. Publikował m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Przewodniku Katolickim”, kilka jego książek było już tłumaczonych na język polski”.

Co z tym Kościołem? Na to pytanie stara odpowiedzieć się Andrea Riccardi przedstawiając wyzwania, z którymi aktualnie boryka się cały chrześcijański świat. Spadek powołań, malejąca liczba katolików, puste ławki w kościołach, niepraktykowanie obrzędów religijnych i liczne skandale, to tylko niektóre z nich. W Polsce, jak i na świecie sytuacja jest bardzo podobna. Czasy, gdy na mszę św. wychodziło się co najmniej pół godziny przed czasem, by znaleźć jeszcze miejsce siedzące dawno minęły. Czasy, gdy na pasterkę wychodziło się o 2230, by nie stać na mrozie na zewnątrz już dawno za nami. Czasy, gdy widząc księdza z grupą małych dzieci kłoniło się z szacunkiem, odeszły wraz z bezgranicznym zaufaniem do tej grupy społecznej. Co z tym pożarem Kościoła, w sensie materialnym gdy płonęła w 2019 roku katedra Notre-Dame de Paris i w sensie społecznym, gdy płoną kolejne nadzieje, wiary w uczciwość, przywiązanie do tradycji chrześcijańskiej. Czy kiedykolwiek będziemy jak w przeszłości w Kościele?

Po przeczytaniu tej publikacji mam taką refleksję. Z wieloma stanowiskami względem Kościoła spotykaliśmy się już w przeszłości. Oskarżenia o nepotyzm, homoseksualizm, wykorzystywanie nieletnich, kradzieże majątku kościelnego przez jego władców, zbrodnie i występki na tronie papieskim, czy chociażby bardziej lub mnie jawna apostazja. To wszystko już było. Takie ciemne plany w historii Kościoła istnieją od wieków. Nie są niczym nowym. Całkowicie jest za to nowe społeczeństwo, które współcześnie na nie patrzy. Społeczeństwo, dla którego pewne sprawy są nie zaakceptowania i pewne słowa, stanowiska nie powinny być wypowiedziane. Społeczeństwo, które z ciekawością, a nie w poczuciu odrzucenia, ogląda film Smarzowskiego „Kler” i weryfikuje swoje poglądy, które przysłowiowo „wyssaliśmy z mlekiem matki”. Kryzys był w Kościele cały czas. To sam Kościół ten kryzys wzniecał, tak jak to dzieje się teraz. 

Co do autorstwa Andrea Riccardiego przyznaję, że publicysta głęboko zanurzył się w problemy współczesnego Kościoła. Jego dywagacje nie są jednostronne. Jego światły i chłonny umysł zwraca uwagę na wiele aspektów, nie narzucając czytelnikowi, jednego właściwego zdania, w przeciwieństwie do tego, co często słyszymy z ambony. Riccardi ciągnie wątek kryzysu, który według niego nie oznacza końca. Zgadza się to z moim spostrzeżeniem, że przecież Kościół na przestrzeni wieków to powracające kryzysy, a jednak ciągle jest i ciągle ma pewne grono wiernych. Może powstać, jak Fenix z popiołów oferując jego wyznawcom o wiele więcej, niż tylko sztywne kanony, nakazy i zakazy. Jeśli tylko podąży za głosem ludu, za głosem jego serca. Spodobał mi się wątek polski w publikacji. Autor nawiązał do polskiego Strajku Kobiet, za którego stałam murem i w którym brałam udział. Mimo, że jest wierzący dostrzegł drugie dno tej inicjatywy, nie dyskryminując jej, nie oceniając negatywnie.

We Francji żyje wielu agnostyków. We Włoszech wręcz przeciwnie, Kościoły są zapełnione w trakcie mszy świętych. W Polsce, w zależności od regionu. Raz pustki, raz ławki pełne do ostatniej. W którą stronę zdążamy? Diagnozę i rozważania w tym temacie proponuje Andrea Riccardi w książce „Kościół płonie”, nie tylko dla Katolików😉. I to jest walor tej książki, która nie zanudza, nie drażni. Stanowi wyłącznie subiektywne studium sytuacji w Kościele. Czytając ją miałam wrażenie, że rozmawiam z autorem, z jego różnymi „JA”. Wsłuchuję się, co ma do powiedzenia i prowadzę z nim dialog. Dlatego warto przeczytać tę książkę. Zmierzyć się z nią, zaciekawić.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość podzielenia się z Wami moją opinią na temat tej książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak.

„Praca marzeń. Stwórz karierę, którą pokochasz” Helen Tupper, Sarah Ellis

PRACA MARZEŃ. STWÓRZ KARIERĘ, KTÓRĄ POKOCHASZ

  • Autorki: HELEN TUPPER, SARAH ELLIS
  • Wydawnictwo: ZNAK LITERANOVA
  • Liczba stron: 240
  • Data premiery: 10.01.2022r

Niedawno dotarła do mnie kolejna przesyłka od @wydawnictwoznakpl. Jedną z wielu pozycji, której byłam ciekawa jest premiera z 10 stycznia br. „Praca marzeń. Stwórz karierę, którą pokochasz” autorstwa Helen Tupper i Sarah Ellis. Krótka książeczka o tym, jak możemy sobie poprawić komfort pracy, do czego dążyć, by każdy pracowity dzień rozpoczynać z otwartą głową i nadzieją, że wszystko nam się uda, a zadania zostaną wykonane na czas😉.

Jak napisał Wydawca w krótkim opisie: „Praca na całe życie, pięcie się po szczeblach kariery, toksyczny wyścig szczurów – to wszystko należy już do przeszłości. Żyjemy w świecie, w którym częste i płynne zmienianie ról, branż czy lokalizacji staje się normą. Ta nowa rzeczywistość może być stresująca i przytłaczająca, ale jeśli wiesz, jak się w niej poruszać, okazuje się pełna możliwości, wolności i sensu”. Nie mamy więc się czego bać i tego uczy nas ten poradnik.

Bardzo ciekawa pozycja, napisana lekkim, humorystycznym stylem. Ja oczywiście należę do pokolenia, gdzie silnie wiążę się z moim pracodawcą, gdzie lojalność wygrywa z chęcią zysku, czy potrzebą poprawy własnych warunków. Mimo to czytałam z zaciekawieniem. To poradnik, który mnie nie zmęczył. To poradnik, w trakcie czytania którego nie mówiłam do siebie w myślach „tak akurat” czy chociażby „fajnie się pisze, ale jak to zrobić?”. Autorki korzystając z własnego doświadczenia pokazały, że zmiany to naturalne środowisko na współczesnym rynku pracy. Zwróciły uwagę, że zmiana pracy nie zawsze oznacza, że w poprzedniej nie sprawdziliśmy się, czy zawiedliśmy oczekiwania lub że mamy problemy z adaptacją. Szukanie własnego miejsca wśród nieograniczonych możliwości na rynku pracy staje się normą i może być bardzo wyzwalające. I uwaga! Współczesna psychologia pracy nie wymaga od nas poddawania się „wyścigowi szczurów”. Praca w korporacji nie zawsze jest tym, co jest dla nas dobre, mimo stabilności, którą nam daje. Że warto czasami odrzucić nasze wyobrażenia i skłonność do konformizmu, by spotkać się z samym sobą w innym miejscu, lepszym miejscu.

Na rynku pracy jestem od ponad dwudziestu lat. Raz pracowało mi się lepiej, raz gorzej. Raz byłam bardziej kontaktowa i efektywna, raz mniej. Zaangażowania mi jednak nie można było nigdy odmówić. Jedyny problem to ta satysfakcja. Co zrobić, by cieszyć się z każdego dnia w pracy, by nie poddawać się niepowodzeniom i skutecznie walczyć o swoje. Co zrobić, by nie dopadało nas wypalenie zawodowe oraz jak wykorzystywać swoje mocne strony i radzić sobie z chwilowymi niepowodzeniami. Jeśli sami macie wątpliwości w tym temacie, sięgnijcie po najnowszą pozycję Helen Tupper oraz Sarah Ellis. Sięgnijcie po „Praca marzeń. Stwórz karierę, którą pokochasz”.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą przed premierą bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

„Dobre wychowanie” Amor Towles

DOBRE WYCHOWANIE

  • Autor: AMOR TOWLES
  • Wydawnictwo: ZNAK LITERANOVA
  • Liczba stron: 368
  • Data premiery w tym wydaniu: 24.11.2021r.
  • Data premiery: 01.02.2021r.
  • Data 1 wydania polskiego: 01.03.2013r.

„-Masz dużo…książek – powiedział w końcu.  – To choroba.  – Leczysz… się?  – Niestety, jest nieuleczalna”. – Dobre wychowanie” Amor Towles.

Ha! Ja też choruję nieuleczalnie, tak jak Kate. Bohaterka debiutu literackiego amerykańskiego pisarza i publicysty Amora Towles’a. Autora, który zachwycił świat książką „Dżentelmen w Moskwie”. Czytaliście ten bestseller? Ja jeszcze nie, ale po przeczytaniu „Dobrego wychowania” wydanego nakładem  @wydawnictwoznakpl wiem, że „Dżentelmena w Moskwie” muszę obowiązkowo przeczytać. To taki typowy must have na nowy rok 2022, który  już prawie stoi u naszych drzwi.

Amor Towles opisał w jedynym swoim rodzaju, prawdziwie literackim stylem Nowy Jork w czasie wielkiego kryzysu. Nowego Jorku, gdzie każdy mógł „(…) skrócić albo wydłużyć sobie imię lub nazwisko. Teddy’ego do Tinkera. Eve do Evelyn. Katyę do Kate”. To świat na który spoglądam z zachwytem. Gdzie kluby jazzowe stykały się z nielegalnymi pijalniami. Gdzie istniały miejsca na których drzwiach wisiał szyld „Kobietom wstęp wzbroniony”. Gdzie każdy mógł wiele stracić, gdy równocześnie inny mógł wszystko zyskać. W takiej atmosferze poznajemy Eve i Kate, które w trakcie wspólnej nocy sylwestrowej w muzycznym klubie spotykają bogatego i przystojnego Tinkera. Niespotykanym zbiegiem okoliczności Tinker powoduje wypadek samochodowy, w którym Eve zostaje oszpecona do końca życia. Zraniona dziewczyna zaczyna grę. Grę, w której nagrodą ma być jej nowe, dostatnie życie.

Przeważnie w toku codziennego życia znosimy liczne dowody na to, że tak uniwersalna sprawiedliwość nie istnieje. Niczym koń ciągnący wóz, ze spuszczonymi łbami i końskimi okularami na swoim miejscu, człapiemy po bruku, ciągnąc dobytek panów, i cierpliwie czekamy na następną kostkę cukru.” „Dobre wychowanie” Amor Towles.

Może to nie jest bestsellerowy „Dżentelmen w Moskwie”, ale dla mnie „Dobre wychowanie” okazało się książką wyśmienitą. Czytając miałam wrażenie, że przechadzam się ulicami Nowego Jorku w czasie czterech pół roku. Tak też zresztą skonstruowana jest ta powieść. Odzwierciedla jeden rok w życiu Kate, która jest jednocześnie narratorką tej pozycji. Poznajemy jej wszystkie spostrzeżenia, uwagi, myśli, odczucia i rozterki. Jest to bohaterka i narratorka wyjątkowa. Wysoce inteligentna, umiejąca postawić na swoim, odrzucająca stare konwenanse i obyczaje. Na swój sposób unikatowa. Dodatkowo książkoholiczka, która czyta mnóstwo książek. Opiniami o nich dzieli się wraz z czytelnikiem. Poznajemy jej stosunek do Prousta, Hemingwaya, Wolf, Dickensa czy Agathy Christie. Nie tam żadna młoda trzpiotka, której jedynym celem jest zdobycie bogatego męża, ale kobieta świadoma swojej wartości. Potomkini rosyjskiego żołnierza, który jak wielu innych emigrantów na początku ubiegłego wieku poszukał szczęścia na Nowym Lądzie. W Katie faktycznie można się zakochać i to praktycznie od pierwszych kilkudziesięciu stron.

Nie przeszkadzała mi nawet literówka, którą znalazłam już na 22 stronie w słowie „odróżnić”, które brzmi „dróżnić”. Nie przeszkadzały by mi w czytaniu zapewne setki literówek, a jak wiecie na tego typu błędy jestem wyjątkowo przeczulona. Formuła książki jest bardzo atrakcyjna. O podziale na części zatytułowane kolejnymi porami roku już wspomniałam. Każda część składa się z zatytułowanego rozdziału. Rozdziałów jest łącznie dwadzieścia sześć. Autor zafundował nam wstęp, w którym wiele się dowiadujemy o okolicznościach powstania książki. Do tego Epilog. Nie wiem, czy miał być „… ale mało wybranych”, czy raczej „…dla mało wybranych”. Ale o literówkach już wspomniałam uprzednio. Gdzieniegdzie Autor w historię Katie i jej przyjaciół wplata cytaty z „Zasad uprzejmości i dobrego zachowania w towarzystwie i rozmowie spisane przez młodego George’a Washingtona”. Zestawienie wszystkich stu dziesięciu rad znajdziecie na końcu książki. Niektóre z nich są nadal aktualnie, niektóre już niekoniecznie. Ale czytać o nich w kontekście opisanych w powieści zachowań i postępowań to prawdziwy rarytas.

Amor Towles to pisarz wielowymiarowy. Z jednej strony przypominał mi Hemingwaya, czy Virginię Wolf. Z innej strony jednego z moich ulubionych amerykańskich powieściopisarzy Johna Irvinga. Trudno go jednoznacznie sklasyfikować. Tak jak jego prozę. To proza, gdzie parafrazując samego Autora, każda postać, każde pomieszczenie, które wydaje się zupełnie nowe, jest zarazem znajome jak stary zwyczaj. Amor o samej Agathcie Christie  napisał, że „(…) rozdziela swoje małe niespodzianki w staranie stonowanym tempie niani raczącej słodyczami dzieci powierzone jej opiece.” Ja czytając „Dobre wychowanie” czułam się jakby to Towles rozdzielał mi słodycze, strona po stronie, rozdział po rozdziale. I im bliżej końca, tym chciałam tych słodyczy więcej. Aż żal, że książkę już przeczytałam. Liczę, że znajdę czas by do niej powrócić. CZYTAJCIE!!!

Moja ocena: 9/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

„Ty albo żadna” Magdalena Kordel

TY ALBO ŻADNA

  • Autorka: MAGDALENA KORDEL
  • Cykl: Tajemnice (tom 2)
  • Wydawnictwo: ZNAK
  • Liczba stron: 400
  • Data premiery: 15.09.2021r.

Przy okazji publikacji recenzji listopadowej premiery od @wydawnictwoznakpl pt. „A ja na ciebie zaczekam” @magdalena kordel, uświadomiłam sobie, że zalegam z recenzją premiery z września ☹. Nie wiem jak to się stało. Wszak urzekła mnie sama okładka książki „Ty albo żadna”, a już o wnętrzu nie wspominając. To kontynuacja „Zanim wyznasz mi miłość”, którą zrecenzowałam w sierpniu. W ten przedświąteczny czas spieszę więc z nadrobieniem tego faux pas, bo jak to mówią Jaka Wigilia taki cały rok, a ja rok 2022 nie chcę zaczynać i kończyć z zaległościami recenzenckimi.

W tej części cyklu „Tajemnice” poznajemy kolejnych bohaterów. To cała kawalkada ciekawych postaci. Ruta – wychowanka domu dziecka i jej przyjaciel – Mateusz. Do tego sama babcia Adela i jej siostra. Rutę która się wychowała w domu dziecka, jej przyjaciela (czy aby tylko?) Mateusza. Wkracza też na scenę Halina, która do dotychczas uznana była  za zmarłą. Jak się zachowa babka Adela, po pojawieniu się u jej boku osoby, której się nie spodziewała? Czy przyjmie ją radośnie? Czy zamknie serce szukając sposobu na odsunięcie tajemnicy rodzinnej, której do tej pory starała się ukryć przed światłem dziennym.

Nie wiem czym sobie zasłużyła Magdalena Kordel i my Czytelnicy, że Wydawnictwo Znak zaskakująco szybko publikuje kolejne książki Autorki, wręcz z prędkością światła. Dzięki niemu właśnie mamy możliwość zaznajomienia się z kolejnymi pozycjami tej poczytnej, rodzimej Autorki. Czytaliście którąś z jej bestsellerów? Jeśli nie to polecam „Anioł do wynajęcia”, „W blasku słońca” i całą serię ,,Malownicze”. Część ,,Tajemnice”, której recenzja drugiego cyklu przed Wami, także jest warta Waszej uwagi. To kolejne rozliczenie Kordel z tajemnicami rodzinnymi, które nie powinny wieczność leżeć schowane w najgłębszym zakątku domostwa. To próba odpowiedzenia nam na pytanie, ile może znieść człowiek, który ucieka przed prawdą, który z prawdą się nie potrafi zmierzyć. Do tej wspaniałe postaci. Szczególnie te kobiece. Bardzo spodobała mi się Ewelina oraz sama babka Adela. To kobiety z krwi i kości, naznaczone przeszłością, które muszą wreszcie odnaleźć spokój, nawet jeśli wymagana będzie konfrontacja z tym, co minione.

To trzecia książka Autorki, którą przeczytałam i zrecenzowałam w tym roku. Dobra, jak dwie poprzednie. To pozycja obowiązkowa na zimowe wieczory, gdy potrzebujemy otulenia, oddechu. Takich książek mi trzeba w tym mijającym roku. Takich, które dostarczają refleksji, relaksu i pozytywnego nastawienia do życia. Gorąco polecam!

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak.

„A ja na Ciebie zaczekam” Magdalena Kordel

A JA NA CIEBIE ZACZEKAM

  • Autorka: MAGDALENA KORDEL
  • Wydawnictwo: ZNAK
  • Liczba stron: 400
  • Data premiery: 18.11.2021r.

Książki @magdalena kordel bardzo sobie cenię. Literatura obyczajowa sprawdza się i na jesienne, i na zimowe smutki. Ostatnią „Zanim wyznasz mi miłość” recenzowałam w czerwcu, tym chętniej sięgnęłam do premiery z 18 listopada br. wydanej nakładem @wydawnictwoznakpl. Okazało się, że książka „A ja na Ciebie zaczekam” oprócz pięknej, nastrojowej okładki miała do zaoferowania o wiele więcej. Historię, którą nawet do tej pory wspominam z rozrzewnieniem😉.

Trzy kobiety. Trzy historie. Trzy zagadki.

Kim jest Emilia, która budzi się w szpitalu, gdzie jedyną osobą, która ją rozumie, jest młoda polska pielęgniarka? Kim jest Ernestyna, która pogrąża się wciąż we wspomnieniach  o rodzinnej Warszawie?

Kim jest Anastazja, która po raz kolejny nie dostała się na wymarzone studia, ciągle okłamuje rodziców, a dodatkowo nie ma pracy? „Dzieli je wiek i odległość, ale łączy jedno – w tę Wigilię będą potrzebować prawdziwego cudu” – z opisu Wydawcy.

W książkach obyczajowych, dobrych książkach obyczajowych, lubię, gdy historie wzbudzają we mnie prawdziwe emocje. W trakcie lektury „A ja na Ciebie zaczekam” odczuwałam nostalgię, rozrzewnienie, zniecierpliwienie, sympatię i chwilami antypatię oraz ogromne zaciekawienie jak ta historia potoczy się dalej. Kordel zachwyciła mnie nietuzinkowymi wątkami, które rozwinęła nieszablonowo. Zachwycił mnie i motyw z portretem dziewczyny w granatowym płaszczu, i zbłąkany wędrowiec przemierzający ulicami Stolicy. A rozmowy z tajemniczym starszym panem przy stoliku w pijalni czekolady Wedla nadały całej fabule dodatkowego uroku.

Niby historia jakich wiele. Historia o więzi, mimo dzielących różnic, dzielących lat i dzielących kilometrów. Więzi, których szukamy czasem przez całe życie, lub które zrywamy czasem nawet nieświadomie. Nie o sam pomysł na fabułę tu chodzi. Raczej o nastrój, który w książce napawa optymizmem, pozwala oderwać się od codzienności i daje siłę by przeć na przód. O ten moment zadumy nad sobą, nad swoimi związkami, nad pojawiającymi się refleksjami o radości życia, o wartości bycia tu i teraz. Zostawienia za sobą wszystkich przykrych doświadczeń i poddaniu się dniu jutrzejszemu, który może przynieść wiele. Kordel umiejętnie w swych powieściach łączy te wszystkie elementy, które powieść obyczajową czynią niezwykle przyjemną w czytaniu. Do tego styl. Raczej niespieszny, jak to w tym gatunku i bardzo czarujący język. Święta tuż, tuż. Idealny prezent pod choinkę. Gorąco polecam!

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak.