„Dzwony o zmierzchu. Wbrew wszystkiemu” Małgorzata Garkowska

DZWONY O ZMIERZCHU. WBREW WSZYSTKIEMU

  • Autorka: MAŁGORZATA GARKOWSKA
  • Cykl: DZWONY O ZMIERZCHU (tom 1)
  • Wydawnictwo: PASCAL
  • Liczba stron: 400
  • Data premiery: 11.08.2021r.

@Małgorzata Garkowska to autorka wielu książek. Polskim czytelnikom dała się poznać jako powieściopisarka mająca na swoim koncie takie tytuły jak: „Zapomnij o nim”, „Życie w spadku”, „Czego nie powiedziałam”, „Spotkamy się przypadkiem” czy „Układanka z uczuć”. Czytaliście którąś z nich?  Garkowska dobrze czuje się w gatunku literatury obyczajowej i pięknej. Tym razem zabrała mnie w podróż historyczną dzięki pozycji od @WydawnictwoPascal, która miała swoją premierę 11 sierpnia pt. „Dzwony o zmierzchu. Wbrew wszystkiemu”. Książka jest pierwszym tomem z nowej serii. Nie ukrywam, że powieści osadzone w przeszłości nie zawsze mnie zachwycają. Oczekuję zwykle rzetelnego odzwierciedlenia nastrojów, języka, form grzecznościowych, scenerii, czy charakteryzacji. Nie każdy autor jest w stanie podołać takim wymaganiom przeciętnego czytelnika. Czy tym razem Małgorzacie Garkowskiej się udało?   

Fabuła osadzona została w Płocku w latach 1920-1930. To cała dekada z wydarzeniami w jednym domu w tle. Domu Janeczki i Antosia, gospodyni domowej, byłej nauczycielki rysunku i policjanta. Autorka opisała utkane, zawiłe losy małżonków tworząc dodatkowo podwaliny pod ówczesne wydarzenia społeczne i polityczne. Opisała losy dwójki kochających się dojrzałą miłością małżonków, którzy ciągle czegoś pragną. Najpierw dziecka, potem pracy, nowych wrażeń, wreszcie wspólnego, dalszego życia w spokoju, ramię w ramię. Losy Janeczki przeplatają się z losami podobnych jej kobiet, jedne żyją bardziej szczęśliwie, inne przeżywają katusze. Antoś to z kolei mężczyzna podobny lub raczej niepodobny do innych mężczyzn, wierny, oddany, pracowity, potrafiący się zachować i kochający nade wszystko swoje dwie kobiety, żonę i córkę. Czy los okaże się dla nich szczęśliwy? Czy nastroje polityczne zburzą ich spokój?

Bardzo dobry początek sagi rodzinnej!!!

Nie ukrywam, że ten gatunek powieści obyczajowej często napawa mnie lękiem. Trudno jest bowiem opisać koleje losu bohaterów, które spojone byłyby od początku do końca wspólnym mianownikiem, spięte wspólną klamrą. Małgorzacie Garkowskiej się to udało pierwszorzędnie. Po pierwsze Autorka podjęła wiele trudnych problemów, w tym społecznych. Z kart jej powieści wyziera potwierdzenie, że pierwsza miłość jest zwykle słabością nawet najbardziej wiernych mężów. Z pierwszą miłością żona nie może konkurować na żadnej płaszczyźnie. Nie wygra z rozrzewnieniem, nostalgią we wspomnieniach o niej. Nie wygra z tymi nigdy niemożliwymi do powtórzenia gestami i wyrazami uczucia. Nie wygra nigdy z niewypowiedzianymi więcej słowami otuchy czy miłości. Okazało się, że pierwsza miłość ma zawsze pozycję uprzywilejowaną, bo przecież to żona jest tą, z którą małżonek się ściera, dzieli chwile smutku, radości i goryczy, dzieli chwile zwątpienia i zniechęcenia. I o tej pierwszej miłości mającej destrukcyjny wpływ na udane małżeństwo przeczytacie. Ponadto przeczytacie o chęci doświadczenia czegoś nowego, nawet kosztem dotychczasowego życia. Przeczytacie o przemocy w rodzinie, pijaństwie czy o negatywnym wpływie ciągłych starań o własne dziecko na życie małżeństwa. Te wszystkie kwestie i wątki Garkowska osadziła w rzeczywistości historycznej kraju, w trakcie szalejącej wojny bolszewickiej i późniejszych nastrojów politycznych. Po drugie Autorka zastosowała środki stylistyczne, tempo, styl adekwatny do czasów, w których osadziła fabułę. Całkowicie oddała prawdziwość akcji oraz powieści osadzonej w czasie sprzed stu lat. Do tego jest w tym kompletnie prawdziwa, całkowicie autentyczna. Uwielbiam sagi rodzinne umiejscowione w przeszłości o tak realnym brzmieniu. Sięga się do nich z utęsknieniem. Po trzecie książkę, mimo wielu trudnych poruszonych w niej problemów czyta się bardzo lekko i przyjemnie. Pozwala na to tempo narracji i styl Autorki. A zakończenie? Cóż, po takim zakończeniu nie mogę doczekać się kolejnego tomu. Nie mogę doczekać się, by dowiedzieć się, co się zadzieje u Janeczki, Antosia, Michasi i Jakuba, a także co się zadzieje u ich sąsiadów, współpracowników, generalnie co się zadzieje w ich świecie.

A zaciekawienie po zakończeniu czytania jest zawsze dobrą rekomendacją, by książkę samemu otworzyć do czego Was gorąco zachęcam.

Moja ocena 8/10.

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Pascal.

„Zaplanuj sobie śmierć” Milena Wójtowicz

ZAPLANUJ SOBIE ŚMIERĆ

  • Autorka: MILENA WÓJTOWICZ
  • Wydawnictwo: W.A.B.
  • Liczba stron: 336
  • Data premiery: 02.06.2021r.

Przyspieszam trochę z zaległymi recenzjami. Taki mam plan, a co z niego wyjdzie to się okaże😉. Już praktycznie deszczowy sierpień za nami, a ja jeszcze nie rozprawiłam się do końca z czerwcowymi premierami. Jedną z takich premier jest najnowsza książka „Zaplanuj sobie śmierć” pióra @wojtowiczmilena wydana nakładem @wydawnictwo.wab. Jako zadeklarowana, ogromna fanka twórczości Joanny Chmielewskiej z każdego okresu😊, nie mogłam nie skusić się, by przeczytać tę pozycję. Cóż może być przyjemniejszego od komedii kryminalnej osadzonej w realiach absurdów przedsiębiorstwa produkcyjnego? No, chyba tylko wino…tfu, raczej niewiele. Tak, zdecydowanie powinnam odpowiedzieć „niewiele”.

Cała historia zaczęła się w pechowy piątek trzynastego. W jednym z dużych przedsiębiorstw produkcyjnych, gdzie terminy i plany produkcyjne mają ogromne znaczenie, z nieznanych rąk ginie główny planista. I tu zaczyna się zabawa😉. Jak to zwykle w komediach kryminalnych bywa, wszyscy wydają się podejrzani. Działania inspektora Chętka dodatkowo nie zsyłają na zarząd spokoju, wręcz przeciwnie pogrążają firmę w chaosie. Wszystko zdaje się sypać, a sam sufit zbliżać do podłogi. Na szczęście firma posiada bezcenny kapitał, to pracownicy!!! Pracownicy, którzy rozpoczynają własne nieudolne śledztwo. Śledztwo, które rzuca nowe światło na to, co zdarzyło się Mirkowi Biernackiemu.

Pracowaliście kiedyś w korporacji? Ci co odpowiadają tak, pewnie nie raz na własnej skórze doświadczyli absurdów panoszących się w dużej firmie. Jest ich całkiem sporo. Korpo-gadki, korpo-maile, korpo-zwroty, korpo-spojrzenia spod byka, korpo-plany, korpo-KPI itepe itede. Jak w te wszystkie absurdy zawita morderstwo jednego z ważniejszych pracowników, to mamy dosłownie wydarzenia jak z Chmielewskiej z serii o Lesiu, gdzie dziwnym trafem ginęło wielu związanych z biurem architektonicznym. I przyznam, że książka Mileny Wójtowicz historie spod pióra Chmielewskiej trochę mi przypomina. Bardzo trudno jest konkurować z jedyną Królową polskich kryminałów, wiem, wiem. Dlatego nie było wielkiego „WOW”. Książkę czytało się bardzo lekko i przyjemnie. Podobny poziom absurdu ze znanych mi komedii kryminalnych i osadzenie akcji w dużej firmie dodaje lekturze niezwykłego uroku.

Ja przy lekturze bawiłam się znakomicie. Chwilami żałowałam, że książka ma tylko niewiele ponad trzysta stron, jak w powiedzeniu „wszystko co dobre szybko się kończy”. W „Zaplanuj sobie śmierć” znajdziecie znaczną dawkę humoru. Mnie najbardziej urzekły gagi sytuacyjne, niedopowiedzenia czy zwykłe omyłki, które w tym gatunku wprost uwielbiam. Podejrzenia gonią podejrzenia, winni stają się niewinnymi i odwrotnie, do tego motająca się kadra i naciski z góry, uff każdy chciałby poznać rozwiązanie zagadki, każdy. Wy też? Mam nadzieję, że tak. Biegnijcie do księgarni czy biblioteki, nie pożałujecie. Życzę Wam dużo śmiechu i pamiętajcie, „śmiech to zdrowie”!!!

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję WYDAWNICTWU WAB.

„Wizjer” Magdalena Witkiewicz

WIZJER

  • Autorka: MAGDALENA WITKIEWICZ
  • Wydawnictwo: W.A.B.
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery: 16.06.2021r.

Kolejna czerwcowa premiera, której recenzję nadrabiam to „Wizjer” @Magdalena Witkiewicz Official od @wydawnictwo.wab. Nie ukrywam, że książki Autorki bardzo sobie cenię. Moją historię z jej twórczością zaczęłam od „Po prostu bądź” i „Cześć, co słychać”, następnie zrecenzowałam „Czereśnie zawsze muszą być dwie”, by wreszcie zachwycić się Autorką w krótszej formie w antologiach opowiadań pt. „Teraz cię rozumiem mamo” i „Niegrzeczne last minute”. Gdy otrzymałam „Wizjera”, którego okładka po prostu zaparła mi dech w piersiach, bez zbędnej zwłoki zaczęłam czytać. Czytać, czytać, by dowiedzieć się kim jest, lub czym jest i co robi tytułowy Wizjer. Jak daleko sięga jego oko?

Czy myślisz, że znasz swoją rzeczywistość? Czy twierdzisz, że nic cię nie zaskoczy? Czy jesteś pewna/pewny, że wszystko na co patrzysz i czego dotykasz jest tym, czym myślisz? Jeśli tak, to przedstawiam Ci Wizjera, który w życiu Laury – samotnej matki, wprowadził chaos i osadził niewiarygodne rzeczy. Wizjera, który zawładnął jej znajomymi, dziwnymi wypadkami w jej otoczeniu, czy niespotykanymi dotychczas samobójstwami. Wizjera, który z jakiś powodów obrał sobie za ofiarę Laurę, młodą matkę zajmującą się „projektowaniem i prognozowaniem zachowań oraz potrzeb konsumentów”. Co motywuje Wizjera to zniszczenia Laurze życia? Jej praca, rodzina, znajomi, a może ona sama? Tego musicie dowiedzieć się sami.

Zacznę trochę od innej strony. Swego czasu zachwyciłam się serią Jakuba Szamałka, która opowiada o równoległej wirtualnej rzeczywistości, która nie jest tak bezpieczna, jak nam się wydaje. Książka „Wizjer” Magdaleny Witkiewicz kojarzy mi się z tym cyklem. Jest ona bowiem bardzo dobrze napisanym thrillerem, w którym występują twisty fabularne i więcej jest znaków zapytania niż odpowiedzi. Sama Laura jako bohaterka przypadła mi do gustu, jest inteligenta, niezależna, samodzielna. pracuje jako analityk w banku i zajmuje się przetwarzaniem danych. Sama wychowuje jest małego synka. Poznajemy Laurę mniej więcej w czasie gdy udaje się na konferencję tematyczną dotyczącą przetwarzania danych i nowych technologii. Poprzednia, w której brała udział znacząco zmieniła jej życie. Czy tym razem będzie tak samo? Kobieta dowiaduje się o samobójstwie swojego znajomego. Powiedzieć, że jest w szoku, to nic nie powiedzieć. Jurij według niej nie był człowiekiem, który mógłby się podsunąć do takich rozwiązań. Nieoczekiwanie okazuje się, że w tej samej firmie w której pracował inne osoby pełniące ważne stanowiska również popełniły samobójstwa. Czy to zbieg okoliczności? Wokół Laury zaczynają dziać się dziwne rzeczy, zmienia również pracę i zaczyna pracować w firmie, która organizowała konferencję a, z którą związany był jej znajomy.

Powieść przedstawia niepokojącą, ale jednak realną rzeczywistość, gdzie ktoś może kierować życiem innych ludzi wykorzystując do tego owoczesne technologie. Czy jest możliwe, że z pozoru normalnie przebiegające życie było realizowanym przez kogoś innego planem? Jest to lektura wciągająca z ciekawą fabułą. Jej zaletą są  realistyczni bohaterowie, tacy z krwi i kości. Akcja toczy się bardzo ciekawie, po kolei odsłaniając interesujące nas fakty. Chociaż pod koniec zaczęłam się już domyślać rozwiązania całej zagadki, muszę przyznać, że było bardzo interesujące. To jest najlepsza zachęta, by sięgnąć po książkę, w której Wasz dotychczasowy świat przestanie istnieć. W której Wasz świat rozbije się na milion kawałków. Udanej lektury. Nie zwlekajcie, czytajcie!!!

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała dzięki WYDAWNICTWU WAB.

„Kaktus” Sarah Haywood

KAKTUS

  • Autorka: SARAH HAYWOOD
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 414
  • Data premiery: 11.08.2021r.
  • Data premiery światowej: 04.10.2018r.

Ile ja ostatnio książek wydanych nakładem @WydawnictwoAlbatros czytam!!! Wystarczy wspomnieć tylko te zrecenzowane w sierpniu. Sami zobaczcie: Milczący zamek – mój faworyt😊, Wyspa i jej kontynuacja Pewnej sierpniowej nocy, rewelacyjna Zabawa w chowanego, sensacyjna Bez pożegnania, Zanim cię zobaczę, Rebeka, Zaginiona siostra, Kolory ognia i Po dwóch stronach. Wygląda na to, że w sierpniu mój czas zdominowały publikacje tego Wydawnictwa i to jeszcze nie koniec!!! Przed Wami jedenasta w tym miesiącu recenzja książki wydanej  przez @WydawnictwoAlbatros. To komedia, która premierę miała 11 sierpnia br. „Kaktus” Sarah Haywood. Śmiać się czy płakać? Przeczytajcie recenzję, to się dowiecie sami.

Czy liść na głowie, czy kaktus, który urósł „jeden kit”, jak to mówią. Przekonała się o tym Susan Green, która wiodła całkowicie zwyczajne życie, ale do pewnego momentu. No właśnie, ale. „Ale” to słowo klucz. Klucz, który otwiera drzwi do życia bez kompletnej kontroli, do własnego życia w którym już nie ma matki, za to jest rodzące się we własnym ciele, nieproszone nowe życie. Drzwi do życia, w którym znikąd pojawia się Rob. Rob – sojusznik, Rob- opoka, Rob…. Fabuła jak z bajki, prawda? Tego samego zdania była firma producencka Reese Witherspoon, Hello Sunshine, która wykupiła prawa do adaptacji powieści. Jak obiecuje Wydawca film  „będzie dostępny na platformie Netflix, a w roli głównej zobaczymy samą Reese Witherspoon”. Zaciekawieni? Ja tak.

Z debiutami różnie bywa. Jedne są lepsze, drugie gorsze. Muszę przyznać, że dla mnie „Kaktus” okazał się przeciętną komedią, którą czyta się bardzo lekko i przyjemnie. Język jest prosty i jasny, nie wymaga od czytelnika zbytniego skupienia. Sama fabuła oparta została na sprawdzonym motywie, motywie rodzącego się uczucia mimo wszystko, mimo przeciwności, mimo początkowej niechęci. Ot, taka nieskomplikowana  historia napisana w lekkim stylu. Mimo wielu cytatów bardzo pochlebnych opinii zawartych w książce, powieść nie do końca mnie bawiła, raczej chwilami wprowadzała w stan nostalgii. Nostalgii za czymś utraconym, co już nie wróci. Bardziej żałowałam głównej bohaterki, niż się z niej śmiałam. Bardziej jej kibicowałam, niż mnie bawiła.

Z jednym mogę się zgodzić z Wydawcą, jest to faktycznie „opowieść o miłości, która przychodzi zawsze nie w porę, o mierzeniu się z tym, co nieoczekiwane i godzeniu z tym, co nieuniknione”.

Moja ocena 6/10.

Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu Albatros.

„Po dwóch stronach” David Churchill, Wilbur Smith

PO DWÓCH STRONACH

  • Autorzy: DAVID CHURCHILL, WILBUR SMITH
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 448
  • Data premiery: 29.07.2020r.
  • Data premiery światowej: 16.05.2019r.

Czytaliście jakąkolwiek książkę z Sagi rodu Courteneyów nakładem @WydawnictwoAlbatros? Od piętnastego tomu Wilbur Smith do współpracy zaprosił Davida Churchilla. Z opinii wiernych czytelników wynika, że raz to wyszło na dobre, a innym razem niekoniecznie. Ciągle uzmysławiam sobie, że ile czytelników tyle opinii i żadna opinia nie jest zła😊. Ja z serią nie miałam do czynienia. Do sięgnięcia po tę pozycję zachęcił mnie bardzo ciekawy opis Wydawcy. Dzięki temu mogę dziś zaprezentować Wam recenzję książki, która premierę miała już ponad rok temu, ale która stanowiła dla mnie odskocznię od najczęściej czytanych gatunków😉. „Po dwóch stronach” autorstwa Davida Churchilla i Wilbura Smith jest wszak książką historyczną osadzoną w czasach wojny. Książkę przeczytałam dzięki @WydawnictwoAlbatros, za co serdecznie dziękuję. Zapraszam do zapoznania się z moją opinią.

Epicka opowieść o odwadze, zdradzie i sile miłości – z opisu Wydawcy.

Przyznaję, że czasem nie wierzę opisom wydawców. Na ich podstawie wybieram książki, które zamierzam przeczytać i nie zawsze trafiam w dziesiątkę. Tym razem opis Wydawcy jest jak najbardziej szczery i właściwy. „Po dwóch stronach” to powieść obyczajowa osadzona w historycznych realiach II Wojny Światowej, gdzie miłość i cierpienie splatają się w historii dwójki młodych ludzi, Niemca Gerharda von Meerback oraz zakochanej w nim Południowoafrykanki Saffron Courtney, która całkiem niedawno przybyła do Anglii. Oboje z dwóch rożnych stron, z dwóch światów, świata niemieckich hrabiów i świata angielskich kolonistów penetrujących od XVIII wieku Afrykę. Tacy różni, a jednak stanowiący swoje całkowite uzupełnienie. Ich gorący, szczery romans został przerwany wybuchem II Wojny Światowej. Gerhard podążył, by służyć nazistowskim Niemcom, a Saffron oddała się pracy na rzecz brytyjskiej agentury przy Baker Street. Czy władza Hitlera przerwie rozdzierającą piersi miłość kochanków? Czy w zawierusze wojny są jakiekolwiek szanse na ponowne spotkanie twarzą w twarz?

Kompletnie nie miałam pojęcia czego się spodziewać po tej powieści. Okazała się dla mnie całkowitym zaskoczeniem. Autorzy bardzo skrupulatnie wręcz z historyczną dociekliwością osadzili losy dwójki przeciwstawnych bohaterów w realiach wojny. O Niemcu zakochanym w mieszkance okupowanego kraju i o Niemkach rozkochujących w sobie Brytyjskich, Radzieckich żołnierzy w literaturze można przeczytać nie raz. Żadna z książek nie niesie ze sobą aż takiej wartości historycznej, nie razi tak sprytnie wplecionymi w fikcyjną fabułę faktami historyczny jak dzieło Davida Churchilla i Wilbura Smitha. W dwudziestu sześciu rozdziałach oprócz wątku miłosnego czytelnik styka się z metodami pracy śledczej, technikami działalności agentury wywiadowczej, umiejętnościami morderczymi, czy rzeczywistością wojskową oraz realizmem funkcjonowania Gestapo. Całkowity tygiel gatunkowy, kompletny szok. Do tego w wielu miejscach autorzy pokusili się o przedstawienie społecznych nastrojów, opinii ludności na zmieniające się losy wojny, cała akcja osadzona jest w latach 1939 – 1945, od początku do zakończenia konfliktu zbrojnego. Losy Saffron śledzimy na kolejnych terenach jej działalności, czytamy więc o Belgii, Holandii Francji, czy Anglii. Towarzyszymy w jej spotkaniach z okupantami, miejscową ludnością, czy chociażby przystojnym amerykańskim porucznikiem. Gerhardowi towarzyszymy od momentu kompletnej wierności nazistowskiej ojczyźnie, aż po moment pojawienia się pierwszych wątpliwości, od chwały rodu von Meerback do momentu, gdy jego własny brat Konrad przystawił mu oficerski but do twarzy. Nie zdradzę, czy historia ma happy end, czy jest kolejną próbą udowodnienia, że sama miłość nie wystarczy, by „żyć długo i szczęśliwie”. Napiszę tylko, że ciekawe losy dwójki bohaterów prowadzone są w historycznym tle chorego umysłu Hitlera i jego pobratymców, okrucieństw wojny opisanych dość dosadnie, kolejnych, trudnych do zrozumienia decyzji politycznych Niemców, rzeczywistości obozowej, procedur likwidacji ludności żydowskiej, aktów przemocy skierowanych przeciwko najbliższym.

Mi przeszkadzała postać głównej bohaterki. Z jednej strony została przedstawiona jako bezwzględna morderczyni, nad wyraz skuteczna agentka wywiadu brytyjskiego potrafiąca 72 godziny opierać się technikom przesłuchiwawczym Gestapo, z drugiej jako kobieta z krwi i kości, podejmująca błędne decyzje, łaknąca męskiej atencji i oparcia w silnym męskim ramieniu. Jakby Saffron cierpiała na chorobę dwubiegunową objawiającą się wyjątkową słodkością i morderczą osobowością. Momentami męczył mnie pompatyczny styl narracji, jakby autorzy chcieli słowom, tempu i treści nadać samoistne znaczenie, doniosłe znaczenie. To odbierało mi chwilami przyjemność z czytania. Mimo tych niedogodności zaliczam lekturę do udanych. Lubię złożone fabuły i złożonych bohaterów. Ciekawi mnie złożony, literacki świat.

Lubicie książki w których wiele się dzieje? Ta, do takich bez wątpienia należy. Jest i wojna, i całe ludzkie życie, w którym uczucia i moralne dylematy nie pozwalają zamknąć powiek po zachodzie słońca. Jeśli dodatkowo lubicie w książkach obyczajowych wątki miłosne to historia Saffron i Gerharda jest dla Was. Udanej lektury.

Moja ocena 7/10.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Albatros.

„Kolory ognia” Pierre Lemaitre

KOLORY OGNIA

  • Autor: PIERRE LEMAITRE
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 480
  • Data premiery: 14.10.2020r.

Dopiero co publikowałam recenzję książki wydanej przez @WydawnictwoAlbatros „Rebeka” Daphne du Maurier, w której kluczową rolę odegrały dwie postaci kobiece, tj. dwie Panie de Winter, a dzisiaj znowu przychodzę do Was z kolejną recenzją książki, gdzie autor postawił na postać kobiecą. Nie będę wyjątkiem, będąc kobietą lubię czytać o kobietach😊. Lubię odkrywać jak widzi je sam autor, jaki mają rys psychologiczny, co je wyróżnia i co je łamie, w którym kierunku podążają i czy ta droga jest tą właściwą. Szczególnie niecierpliwię się, gdy bohaterka przychodzi do mnie sprzed kilkudziesięciu lub stu lat. Ooooo, to jest wyzwanie! Dostrzec ponadczasowe podobieństwa w dwóch postaciach, które dzieli tyle lat, w historycznej postaci fikcyjnej i bieżącej czytelniczce to faktycznie nie lada gratka. Tak było w przypadku powieści Pierre’a Lemaitre pt. „Kolory ognia”, która została wydana przez wspomniane już dzisiaj @WydawnictwoAlbatros w październiku ubiegłego roku. Książka odczekała swoje na mojej półce, by wreszcie doczekać się uwagi. Uwagi, która nie słabła w trakcie całego czytania😉, a to zawsze dobrze świadczy o powieści. Czyż nie?

Nie ma takiego piekła, które pokonałoby tę kobietę – z opisu Wydawcy.

Gdy znany i poważany francuski finansista Marcel Péricourt umiera, wokół jego bliskich zaczynają się gromadzić chmury gradowe. Najpierw, w dniu pogrzebu jego jedyny wnuk ulega wypadkowi, który unieruchamia go na całe życie w wózku inwalidzkim.  Jego córka – dziedziczka Madeleine traci chęć do życia, odrzuca zaloty kolejnych konkurentów pogłębiając się dzień po dniu w opiece nad swym jedynym synem, Paulem, ale tylko do czasu. Do czasu, gdy wiedziona instynktem zranionego zwierzęcia zaczyna rozliczać wszystkich wokół ze złożonych obietnic, podjętych działań, skradzionych pieniędzy czy złych decyzji. Staje się mścicielką, której celem jest odbudowanie własnego życia i straconego majątku.

„Kolory ognia” okazały się powieścią obyczajową z lekkim rysem historycznym, w którym poznajemy ówczesną sytuację społeczno-polityczną Francji, jak również obserwujemy światowe polityczne nastroje i budzące się do życia faszystowskie, czy socjalistyczne ruchy. Nie jest to więc lektura prosta, łatwa i przyjemna. Momentami wątki historyczne dominowały nad fikcyjną fabułą, zaś wplecione rzeczywiste wydarzenia stwarzały pozory dokumentu. Losy Madeleine i jej otoczenia śledzimy w trzech perspektywach czasowych, tj. w latach 1927-1929, roku 1933 oraz dzięki epilogowi, w latach znacznie późniejszych, aż do lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Lemaitre zawarł w fabułę w kolejno ponumerowanych rozdziałach, których jest czterdzieści cztery. Autor wystylizował język stosownie do czasu osadzenia akcji. Narracja również bardziej przypomina Dumasa lub Dickensa niż współczesny literacki język. Momentami wybijały mnie z rytmu sformułowania, skierowane wprost do czytelnika, typu „musicie wiedzieć”. Kompletnie nie mogłam się w tą narrację, dialogi wgryźć. Cóż, nie każdy autor pisze stylem od którego miękną mi nogi.

Sama główna bohaterka Madeleine została przedstawiona przez Pierre’a Lemaitre bardzo wyraziście. Wiele w niej żalu, więcej chęci zemsty i odwetu, które kierują ją w czeluści najbardziej prymitywnych ludzkich zachowań. Chwilami gubiłam się za co gubi i dręczy konkretną osobę. Momentami podważałam jej motywacje, kara wydawała się wprost nieadekwatna do zbrodni. Historii w którym „pierwsze skrzypce” grają szantaże, porachunki, paszkwile, fiskalne malwersacje, wmanewrowanie w morderstwo czy w zdradę stanu traciły na prawdziwości. Jakby autor w jednej książce chciał zawrzeć wszystkie możliwe i prawdopodobne do ówczesnych czasów formy odwetu zranionej kobiety.  Muszę jednak pochwalić autora za sprytne obrazowanie bohaterów. Z jednej strony są pełni mojej sympatii, z drugiej natomiast na ich myśl oblewała się fala złości i goryczy. To bez wątpienia zaleta tej książki, ta umiejętność wplecenia w fabułę nieoczywistych postaci, ani dobrych, ani złych, ani szczerych, ani kłamliwych, takich po prostu ludzkich, złożonych. Przykładami takich bohaterów jest Léonce, André, Joubert, czy wujek Charles. By Was zachęcić do przeczytania, muszę wspomnieć o akcencie polskim. Mowa tu o Vladi (nie mam pojęcia co to za polskie imię!!!) polskiej pielęgniarce Paula. Kobiety, która nigdy, mimo wieloletniego pobytu w rodzinie Péricourt nie nauczyła się francuskiego, ot taka głupiutka Polka. Lemaitre wykorzystał jej postać do przedstawienia ksenofobicznej strony Francji, pełnej uprzedzeń i niechęci do tych, którzy mają inne pochodzenie. Oczywiście i przy tej okazji nie pominął kwestii żydowskich. Niezwykle polubiłam postać Solange, światowej słaby śpiewaczki operowej. Jej związek z Paulem jest mocną stroną tej publikacji, czyta się o nim, mimo chwilowej infantylności, z zaciekawieniem zastanawiając się w którym kierunku zmierza.

To powieść, w której przedstawiono obraz Francji targany wichrami ówczesnej historii z francuską polityką i światem finansjery w tle oraz niezwykle skutecznym Panem Dupré. Obraz Francji pełen  chorych, nigdy nie zaspokojonych ambicji, podłości, chciwości, czy zazdrości. To historia niełatwa, rzadko czytana. Historia nieoczywista.

Moja ocena 6/10.

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Albatros.

„Zaginiona siostra” Lucinda Riley

ZAGINIONA SIOSTRA

  • Autor: LUCINDA RILEY
  • Seria: SIEDEM SIÓSTR (TOM 7)
  • Wydawnictwo:ALBATROS
  • Liczba stron:672
  • Data premiery: 02.06.2021r.

Jakoś tak się złożyło, że wśród nieopublikowanych jeszcze opinii o czerwcowych premierach, oprócz zrecenzowanej już wczoraj „Kwestii winy” Małgorzaty Rogali, znalazła się też kolejna z mojej ulubionej serii, a mianowicie 7 tom „Siedmiu sióstr” Lucindy Riley. Książkę przeczytałam niedługo po premierze, ale emocje mi towarzyszące i związane z tym okoliczności sprawiły, że potrzebowałam trochę czasu, żeby móc napisać recenzję. I jak to często bywa upłynęło go sporo więcej niż zakładałam.

Lucinda Riley to brytyjska pisarka pochodzenia irlandzkiego. W dzieciństwie dużo podróżowała, głównie na Bliski Wschód. Po przeprowadzce do Londynu została aktorką, grała w filmach, telewizji i teatrze. Jako pisarka zadebiutowała w 2011 roku „Domem orchidei”. Jej książki podbijały listy bestsellerów i serca czytelników, ale najwspanialsza chyba jest seria „Siedem sióstr”. Opowiada o adoptowanych przez tajemniczego Pa Salta siostrach. Choć urodziły się na różnych kontynentach wychowały się w bajecznej posiadłości na prywatnym półwyspie Jeziora Genewskiego. Adopcyjny ojciec nadał im imiona 7 Plejad. Po swojej śmierci każdej z nich zostawił list i dane geograficzne mogące pomóc im odkryć własne korzenia. I tak każda z sióstr udaje się w podróż w poszukiwaniu swojej drogi.

7 tom z założenia miał być zamknięciem całej historii, opowieścią o siódmej, zaginionej siostrze, której jako jedynej nie udało się Pa Saltowi odnaleźć. Jednak w okolicy premiery, ku radości czytelników, okazało się, że będzie ósmy, dodatkowy tom, gdyż w liczącej aż 672 tomy historii nie udało się autorce wyjaśnić i zamknąć wszystkim wątków. Osmy tom miał zawierać historię Pa Salta i wyjawić tajemnice z jego przeszłości. Z tym większym niedowierzaniem i smutkiem przyjęłam informację, że 11 czerwca po długiej chorobie zmarła Lucinda Riley. To bez wątpienia niepowetowana strata dla literatury. Ogromny smutek. Małym okładem na serce czytelników okazała się informacja, że ósmy tom jednak się ukaże, gdyż ukończy go na podstawie zapisków autorki jej syn. Także tajemnice adopcyjnego ojca i jego siedmiu córek zostaną wyjaśnione.

„Zaginiona siostra” jak sama nazwa wskazuje ma wyjaśnić zagadkę 7 siostry. Po śmierci ojca każda z sióstr poszła w swoją stronę i odnalazła swoje korzenie i własną drogę w życiu. Jednak nadal nie wiadomo kto jest siódmą siostrą, gdzie jest i co się z nią dzieje. Po roku od śmierci Pa Salta siostry D’Apliese przygotowują się do rejsu po Morzu Egejskim, by złożyć wieniec w miejscu, gdzie spoczął ich ojciec. Niespodziewanie prawnik rodziny podaje im imię i adres dziewczyny, która najprawdopodobniej jest ich Zaginioną Siostrą. Kobiety spotykają się z nią, lecz okazuje się, że tylko jej matka Mary McDougal może potwierdzić czy dziewczyna naprawdę jest ich siostrą. Kobieta jednak po śmierci męża wyruszyła w podróż dookoła świata. Maja, Ally, Star, CeCe, Tiggy i Elektra kolejno przemierzają pół świata – od Nowej Zelandii, przez Toronto, Londyn, Prowansję, aż po Dublin by spotkać się z kobietą i zyskać pewność co do siódmej siostry. Kobieta jednak ciągle wymyka im się z rąk, wszystko wskazuje na to, że wcale nie chce być odnaleziona… Czy siostrom uda się rozwiązać zagadkę Merope?

Powieść jak zwykle przeczytałam z zapartym tchem, jej klimat, styl, język tak jak w całej serii jest niepowtarzalny. Tym razem jednak historia nie skupia się tylko na jednej bohaterce, a pokazuje kolejno dalsze losy sióstr, bowiem kolejno biorą one udział w poszukiwaniach. Z wielką radością przywitałam się więc ze znanymi i lubianymi bohaterkami. Powieść składa się z kilku części, jedna z nich pokazuje losy Merry, która po śmierci męża, wyruszeniu w podróż i pojawieniu się tajemniczych kobiet czuje, że nadszedł czas, by wreszcie zmierzyć się przeszłością. Zagłębia się więc w lekturę dziennika, który ma od dawna, a my mamy okazję poznać historię Nualii, która przenosi nas do Irlandii 1920 roku. Przedstawione przed autorkę historia i na poziomie współczesnym i tym z przeszłości jest jak zwykle niezwykle fascynująca. Całość czytała z zapartym tchem. Każdy tom utwierdza mnie w tym, że „Siedem sióstr” to jedna z moich ulubionych serii, wyjątkowa, klimatyczna i pełna uroku. Ogromnie się cieszę, że będzie jeszcze 8 tom, który mam nadzieje odpowie na pytania, które tu się pojawiły. A co potem? Cóż, chyba nie pozostanie mi nic innego jak zacząć przygodę z Siedmioma siostrami od nowa:) Co i Wam gorąco polecam, zwłaszcza tym, którzy nie mieli okazji zaznajomić się jeszcze z tą serią.

Moja ocena: 9/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU ALBATROS.

„Kwestia winy” Małgorzata Rogala

KWESTIA WINY

  • Autor: MAŁGORZATA ROGALA
  • Seria: AGATA GÓRSKA I SŁAWEK TOMCZYK (TOM 8)
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 336
  • Data premiery:02.06.2021r.

Przyznałam Wam się już jakiś czas temu, że ciągle mam spore zaległości czytelniczo-recenzenckie, co się trochę z tego wygrzebię, to znowu pojawia się mnóstwo nowości i zaległości powstają po raz kolejny. Czerwcowych premier zrecenzowałam już sporo, ale jakimś ogromnie niedopuszczalnym zaniedbaniem doszło do tego, że najnowsza powieść jednej z moich ulubionych autorek, ciągle zrecenzowana nie została, mimo że przeczytałam ją zaraz po otrzymaniu. Zaniedbanie to jest tym większe, że powieść ta jest kolejnym, ósmym już tomem jednej z moich ulubionych serii. Mowa oczywiście o „Kwestii winy” Małgorzaty Rogali i serii o Agacie Górskiej i Sławku Tomczyku. Ale jak to mówi przysłowie „Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło” niedopatrzenie to pozwoliło mi po raz drugi, aktualnie, zanurzyć się w świat bohaterów i przypomnieć sobie, co się u nich wydarzyło. Jeżeli jesteście tego ciekawi zapraszam Was, już bez zwłoki, do przeczytania recenzji.

Jakub Drzewiecki, policjant drogówki, zostaje kilkukrotnie pchnięty nożem niedaleko swojego domu. Przy ciele sprawca zostawia figurkę Lego. Na miejsce przyjeżdżają Tomczyk i Gniewosz, którzy próbują znaleźć mordercę. Tydzień później w warszawskich parku właściciel agencji reklamowej Hubert Kamiński zostaje zaatakowany szklaną butelką. Górska i Chudy przy zwłokach znajdują miniaturową futbolówkę. Czy to możliwe, że te dwie sprawy są ze sobą powiązane? Czy policjanci złapią sprawcę, bądź sprawców.

Ogromnie cieszyłam się na kolejne spotkanie z moimi ulubionymi bohaterami. Przystępując do lektury zostajemy ich kilka lat później niż w zakończeniu poprzedniego tomu. Można powiedzieć, że dojrzeli, okrzepli, mają unormowane życie osobiste, są rodzicami. Są bardziej wyważeni, spokojniejsi, mądrzejsi, choć z drugiej strony to Ci sami świetni bohaterowie. Moje serce skradli też Jaś i Małgosia, którzy stali się pretekstem do zwrócenia uwagi na to jak niełatwe czasami bywa rodzicielstwom, ale jednocześnie jest jedną z najlepszych rzeczy, która może nam się w życiu przytrafić. Oczywiście jak to u autorki, zwłaszcza tej serii, bywa, oprócz zagadki kryminalnej jest też mocno zarysowany problem społeczny, tło obyczajowe i psychologiczne. Tym razem pani Małgorzata zwraca uwagę na niezwykle istotny problem dotyczący pomocy domowej, Bardzo często jest tak, że sprawca na zewnątrz robi zupełnie inne wrażenie i ofiara boi się przyznać i walczyć o swoje ze strachu o to, że nikt jej nie uwierzy. Bardzo podoba mi się, że autorka porusza tak ważne, choć i trudne tematy. Książkę czyta się bardzo szybko i przyjemnie , świetny styl, błyskotliwe dialogi, celne spostrzeżenia to wszystko sprawia, że trudno się od książki oderwać, a po jej zakończeniu już tęsknię za bohaterami.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU Czwarta Strona i autorce

.

„Rebeka” Daphne du Maurier

REBEKA

  • Autorka: DAPHNE DU MAURIER
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 448
  • Data premiery: 14.10.2020r.
  • Data 1 wydania polskiego: 01.01.1960r.

 „(…) Coś z początku, coś z końca”- jak to śpiewał Michał Bajor w piosence pt. „Taka miłość w sam raz”. Ostatnio udaje mi się zastosować tę zasadę w pisaniu i publikowaniu recenzji. Premiery z bieżącego roku przeplatam co rusz książkami, które udało mi się nadrobić z poprzedniego roku lub nawet wcześniej😉.  Każdą wolną chwilę przeznaczam na czytanie, nadrabianie i publikowanie. Te zaległości, o czym pisałam przy okazji niedawnej recenzji do „Czy już zasnęłaś” (recenzja na klik), okazują się miłym zaskoczeniem, co potwierdza, że do zaplanowanych do przeczytania książek warto wracać. Czy „Rebeka” Daphne du Maurier wznowiona przez @WydawnictwoAlbatros w roku 2020r. również okazała się strzałem w dziesiątkę? Przy okazji muszę zapytać, oglądaliście film z Lily James, Armiem Hammerem i Kristin Scott Thomas dostępny na platformie Netflix od  21 października 2020r.? Ja do tej pory go omijałam. Po prostu nie lubię zaczynać ekranizacją nie znając literackiego pierwowzoru. Jestem już po lekturze książki, więc….Netflix nadchodzę😊!!!

Fabuła kręci się wokół tytułowej Rebeki de Winter, pierwszej żony Maxima de Winter właściciela przepięknej posiadłości Manderley. Zmarłej tragicznie w wyniku wypadku podczas żeglowania przed rokiem. O Rebece zaczynamy dowiadywać się, gdy Maxim de Winter podczas pobytu w Monte Carlo poznaje uroczą, młodziutką towarzyszkę Pani van Hopper. Na tyle uroczą, że po rocznym wdowieństwie postanawia się jej bezzwłocznie oświadczyć. Po ślubie nowa Pani de Winter wraz z mężem wraca do rodzinnego Manderley, gdzie duch zmarłej niedawno żony Maxima zaczyna krążyć wokół życia nowożeńców, w każdym ich dniu Rebeka, mimo, że pozostająca już w strefie wspomnień, staje się coraz istotniejsza, coraz ważniejsza. Czy miłość młodej Pani de Winter zwalczy obecność jej poprzedniczki? Czy to tylko kwestia czasu, gdy Rebeka zawładnie Maximem na nowo, po raz drugi?

Klasyka w najlepszym wydaniu!!!

No czegóż innego można się było spodziewać po powieści wydanej po raz pierwszy w roku 1938 przez angielską pisarkę pochodzącą z rodziny artystycznej Daphne du Maurier!!! Autorkę wielu udanych publikacji, które zainspirowały m.in. Alfreda Hitchcoca do nakręcenia oskarowych „Ptaków”, które Maurier wydała pod tym samym tytułem (źródło: Daphne du Maurier). Styl iście staroangielski, przepiękne zapierające dech w piersiach opisy. Strona po stronie zanurzałam się w opowieść, w której odkrywałam „zdziczałe leśne rośliny”, które „wpełzały w całej swej brzydocie na soczystą trawę”. W której „rosły pokrzywy, przednia straż armii dżungli”. W której czytałam o „jaskrawym słońcu i czystym niebie”. Ach, cóż za piękny literacki język! Cóż za piękne opisy godne książki sprzed osiemdziesięciu lat! Do tego wspaniały styl godny ówczesnych czasów, wywarzone dialogi, typowo angielska wstrzemięźliwość i formy komunikacji właściwe dla klasy, w której osadzona została akcja.

Konstrukcja książki składa się z dwudziestu siedmiu rozdziałów. Pisana jest z perspektywy młodej Pani de Winter, praktycznie bezimiennej narratorki. Jakby autorka chciała zaznaczyć, że jej imię jest mniej ważne od imienia jej poprzedniczki, Rebeki, że to Rebeka była słońcem wokół którego orbitował Maxim, że to ona była sensem jego życia. Mimo tego z rozterkami i dojrzewaniem narratorki bardzo się utożsamiałam. Trudne początki zawiodły młodą żonę w miejsce, w którym nagle stała się bardziej odważna, bardziej świadoma swoje roli w domu, w którym przestała już rządzić wszechwładna, demoniczna gospodyni Pani Danvers (à propos szkoda, że ta bohaterka w trakcie książki trochę straciła na wyrazistości). Z postaci kobiecych najbardziej spodobała mi się postać byłej pracodawczyni Pani van Hopper. Kojarzy mi się z postacią Hiacynty Bucket (w oryginale Hyacinth) z brytyjskiego serialu telewizyjnego „Co ludzie powiedzą”, dla której przede wszystkim ma znaczenie z kim jest, będzie i była widziana, w jaki sposób nakryła do stołu i przyjęła gości, ilu brytyjskich książąt, lordów i milordów spotkała na swojej drodze, nawet w trakcie zwiedzania angielskich zamków i pałaców. Van Hopper jest do niej bardzo podobna. Mimo, że jest postacią poboczną i nieistotną przywołała na mej twarzy niejednokrotnie uśmiech swymi absurdalnym zachowaniem, niestosownymi uwagami, czy ciągłym udawaniem kogoś, kim nie jest i do kogo nawet nie może się zbliżyć. To najbardziej wyrazista postać tej książki. Zawiódł mnie całkowicie Maxim. Jako główna postać męska za mało miał w sobie werwy i charakteru. Momentami wzburzony potrafiący zachować się nieadekwatnie do sytuacji w większości takie „ciepłe kluchy”. Snujący się po swoim życiu, w którym jego żona o połowę młodsza zaczyna mieć większe znaczenie.  Jej uwagi stają się bardziej celniejsze, decyzje trafniejsze a zachowanie bardziej odpowiednie. Powieść miała jednak na celu uwypuklenie postaci kobiecych. Zdaje się, że to był celowy zabieg du Maurier, by pokazał mężczyzn w sposób trochę bardziej karykaturalnie, trochę bardziej osłabionych. Wszak tytułowa bohaterka i młoda narratorka są kobietami, dlatego czytając poznajemy kobiecy punkt widzenia sprzed kilkudziesięciu lat.

Nie ukrywam, że lektura wymaga od czytelnika „otwartej głowy”. Możliwe, że niektórych dręczyć będą zachowania nowej Pani de Winter, takiej trzpiotki przez ponad połowę książki, irytować będzie Maxim, czy doprowadzać do szału sposób prowadzenia śledztwa. Drogi przyszły Czytelniku, warto byś pamiętał, że powieść pisana była w epoce, gdzie kobietom trudno było dopchać się do świata mężczyzn, gdzie sama ich rola w różnych śledztwach czy kryminalnych wydarzeniach była spychana na margines, a zdobycie jakichkolwiek rzetelnych informacji jak wygląda praktyka graniczyła z cudem. Pamiętaj, że to czasy, gdy kobiety nawet nie miały w niektórych krajach prawa głosu!!! Wymagania, co do rzetelności, prawdziwości, czy skrupulatności pewnych opisanych zdarzeń powinny być adekwatne do sytuacji. Ja w taki sposób do tej powieści podeszłam. Dlatego oceniam ją bardzo wysoko, stosownie do czasów, w których powstała, bo jak na te czasy jej styl, forma, język i ogromna jakość opisów przyrody czy architektury zasługuje na moje wysokie  uznanie. Do tego odważna fabuła i ciekawy punkt widzenia, w którym tajemnice, niedopowiedzenia i widmo Rebeki okazują się pierwszoplanowe. Jeśli potrzebujecie odpoczynku od thrillerów, kryminałów i książek sensacyjnych to koniecznie sięgnijcie po tę pozycję. Przeżyjcie życie de Winterów, życie nie całkiem kolorowe, nie całkiem jak z bajki.  

Moja ocena 9/10.

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwo Albatros.

„Odnajdę Cię” Camilla En

ODNAJDĘ CIĘ

  • Autor:CAMILLA EN
  • Wydawnictwo:KOBIECE
  • Liczba stron:288
  • Data premiery:19.05.2021r.

Camilla En to polska, pochodząca z Sierpca, mieszkająca obecnie w Holandii, autorka. Debiutowała w 2019 roku powieścią „Zaopiekuj się mną”. Ponieważ nie miałam wcześniej okazji zapoznać się z jej twórczością, zdecydowałam się na lekturę najnowszej powieści. Czy żałuję tej decyzji?

Anna i Grzegorz. Ona tkwi w nieszczęśliwym małżeństwie, dodatkowo wikła się w romans. On jest w niesatysfakcjonującym go związku, w którym brak porozumienia. By coś zmienić podejmuje pracę za granicą. Bohaterowie krążą obok siebie, by prawie pod koniec połączyć swe losy. Czy jednak to co się między nimi zrodziło ma szansę na przetrwanie?

Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, naprzemiennie z punktu widzenia Anny i Grzegorza. Przez długi czas ich losy toczą się obok siebie, każde boryka się ze swoimi problemami, poczuciem samotności, potem długo wokół siebie orbitują, rozmijając się, by prawie pod koniec zetknąć się ze sobą. O ile sama akcja nie była wielkim zaskoczeniem, o tyle zakończenie zadziwia, jest niespodziewane i można by powiedzieć urwane. Być może zapowiada ciąg dalszy…. Ja lekturę oceniam dość przeciętnie, bohaterowie byli nijacy, historia nie zapada w pamięć. Można ją przeczytać dla relaksu, bo jest dosyć krótka i lekko napisana, natomiast nie mogę powiedzieć, żeby wzbudziła we mnie jakieś większe emocje.

Moja ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU KOBIECEMU.

.