„W głąb” Katarzyna Bonda

W GŁĄB

  • Autorka: KATARZYNA BONDA
  • Wydawnictwo: MUZA
  • Seria: JAKUB SOBIESKI. TOM 5
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery: 23.10.2024

W głąb” to piąty tom serii o Jakubie Sobieskim autorstwa Katarzyna Bonda od Wydawnictwo MUZA SA. Wszystkie poprzednie tomy cyklu zostały przeze mnie przeczytane. Opinie o nich przeczytacie na moim blogu czytelniczym😊. Zachęcam ponownie do zapoznania się z tą serią: „O włos”,  „Ze złości” „Do cna” oraz „Na uwięzi”. Pani Kasia Bonda z ostatnich lat to gwarancja udanej rozrywki. Jej kryminały czyta się szybko, a prędka akcja i wątki śledztwa nie nużą i nie wloką się niemiłosiernie. Lubicie takie książki? 

Prywatny detektyw Jakub Sobieski zajmuje się kolejnym, nudnym zamówieniem. Śledzi żonę klienta, gdy zostaje poproszony przez Adę o zajęcie się sprawą podejrzenia o morderstwo kilkunastoletniej Gabrysi Gajdy, która do siebie każe mówić Ryś, córki przyjaciółki Ady znajdującej się na dziecięcym całodobowym oddziale psychiatrycznym. Sobieski wkracza w świat publicznej placówki medycznej, w której nie ma miejsca na indywidualne podejście do dziecka, a sama profesor Beata Kiryluk prowadząca ośrodek za wszystkie niepożądane sytuacje w nim mające miejsce obwinia młodych pacjentów czy ich opiekunów. Wydaje się, że młoda Róża, która straciła życie w placówce może nie być jedyną ofiarą. Sobieski zaczyna przejmować się losem Anastazji. Czy jej zapięcie w pasy bezpieczeństwa ma coś wspólnego ze śmiercią Róży i oskarżeniem Rysia? 

(…) Wszyscy, którzy zginęli mieli w sobie jakiś rodzaj dobra, empatii i miłości. Zasługiwali na nią i jej pragnęli. Zamiast tego dostali śmierć…” – W głąb” Katarzyna Bonda. 

Akcja dzieje się w kolejno następujących po sobie dniach. Śledztwo nie toczy się długo. Wszystko rozgrywa się od 13 lutego do 25 lutego. Autorka oznacza w poszczególnych fragmentach publikacji miejsce i czas akcji, dzięki temu czytelnik nadążą za jej narracją i nie gubi się w wartkiej akcji. Książka składa się z czterech zatytułowanych części, „Podejrzana”, „Ofiara”, „Mistyfikacja” i „Sprawca”. Bardzo ciekawym wątkiem urozmaicających narrację był przytoczony blog „Porcelanowe aniołki” i wpisy z niego. Jak się dowiedziałam z części „Posłowie” blog o takiej nazwie istniał kiedyś naprawdę. Podobnie jak bardzo pozytywna postać księdza Jana Aleksandra Żmudzińskiego, który wolontariacko pracując na dwóch oddziałach szpitalnych (onkologicznym i psychiatrycznym) jako „Dobry Anioł” pomaga dzieciom.  W realu ten „Dobry Anioł” nazywa się Paweł Copar i mieszka w Bydgoszczy. To on stał się inspiracją dla tego bohatera powieści.

Ogromny plus za podjęcie tematu dysforii płciowej. Nie do końca konsekwentna wydawała mi się postać profesor Beaty Kiryluk, konserwatywnej religijnej dyrektorki szpitala. W części toczącego się śledztwa wydawała się zamknięta na jakiekolwiek możliwości potencjalnych zaniedbań ze swej strony czy jej personelu, jakby kompletnie straciła zdrowy rozsądek i szerszą perspektywę. Sama mówiąca, że (…) To rodzaj mody. Dzisiejsza młodzież wymyśla Bóg wie co, bo nie ma dobrych wzorców. Nikt tym dzieciakom nie postawił granic, nie znają dyscypliny…” W końcówce natomiast przyznając się do pewnych niedociągnięć wyszła, trochę mi nie pasując do swej osoby z początku, na dyrektora odpowiedzialnego, zaangażowanego i pamiętającego przede wszystkim lekarską przysięgę Hipokratesa. Dość szybko, jak dla mnie, przeszła przeobrażenie. Tę książkę cechuje mnogość bohaterów, zarówno wśród przebywającej młodzieży w szpitalu, aktualnie i w przeszłości, jak i personelu. Jasności nie dodają liczne poboczne działania Sobieskiego wśród rodziny pacjentów. Nie wiem czy ktoś w rzeczywistości rozmawiałby tak otwarcie z prywatnym detektywem. Nie ukrywam trochę gubiłam się w tych relacjach. 

Sama Katarzyna Bonda w „Posłowiu” jednoznacznie wskazuje, że podjęte wątki w tym kryminale detektywistycznym nie są przypadkowe. Temat psychiatrii dziecięcej. Problem dystrofii płciowej czy innych zaburzeń psychiatrycznych, a także niemoc opiekunów i nieudolność państwa wynikają z idei przybliżenia czytelnikom tego tematu. Zdaniem Autorki; 

(…) Wierzę, że jeśli będziemy o tym mówili, coś zacznie się zmieniać. Ta książka powstała także po to, żeby wzbudzić dyskusję, zszokować i pokazać od środka, jak to jest, kiedy jeden z członków rodziny choruje.” – W głąb” Katarzyna Bonda.

Moim zdaniem ten cel Bonda osiągnęła. Ze zdziwieniem czytałam o opisanych nadużyciach, które wzbudzały we mnie skrajne emocje w zależności od tematyki. A wielowątkowość tego zagadnienia szokuje. To naprawdę ekscytująca powieść z drugim dnem, który warto odkryć, by zobaczyć, jak coś funkcjonuje naprawdę i do czego może prowadzić. Książka zdecydowanie w stylu ostatnich publikacji Autorki👍.  

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Muza.

Recenzja przedpremierowa: „Wyspa pajęczych lilii” Li  Kotomi 

WYSPA PAJĘCZYCH LILII

  • Autorka: LI  KOTOMI 
  • Wydawnictwo: WYDAWNICTWO UNIWERSYTETU JAGIELLOŃSKIEGO.BO.WIEM
  • Seria: SERIA Z ŻURAWIEM
  • Liczba stron: 144
  • Data premiery :25.10.2024
  • Data premiery światowej: 25.06.2021

 „Seria z Żurawiem” marki Bo.wiem należącej do  Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego jest aktualnie jedną z moich ulubionych. Wielokrotnie już pisałam, że zachwyciły mnie okładki, które ją zdobią autorstwa Małgorzaty Flis👏. Dzięki nim podjęłam jedną z najlepszych ostatnio decyzji zakupowych😁 i wzbogaciłam moją półkę biblioteczną o rewelacyjne pozycje, tj.:  „Kwiat wiśni i czerwona fasola”, „Ona i jej kot”, „Kot, który spadł z nieba”, „A gdyby tak ze świata zniknęły koty?” oraz zaskakującą „Dziewczyna z konbini”, a także baskijską powieść „To nie ja”.  Wszystkie przeczytane przeze mnie książki znajdziecie tu: https://wuj.pl/serie-wydawnicze/seria-z-zurawiem. Szczerze zachęcam Was do ich przeczytania👍. „Wyspa pajęczych lilii” autorstwa Li  Kotomi będzie miała premierę 25 października br. Ja książkę przeczytałam przedpremierowo dzięki cudownemu prezentowi od Wydawnictwa, za który ogromnie dziękuję. 

Na porośniętej czerwonymi pajęczymi liliami plażę małej wyspy na Pacyfiku młoda Yona znajduje nieprzytomną dziewczynę. Miejscowi nadają jej imię Umi. Nowa przybyszka uczy się panujących na wyspie zasad. Poznaje jej kulturę, a przede wszystkim stara się nauczyć jej języka, co nie jest proste. Na wyspie funkcjonują bowiem trzy miejscowe gwary. Jest język kobiecy, którego uczą się tylko przedstawicielki tej płci na specjalnych lekcjach organizowanych raz w miesiącu. Jest Mowa Wschodzącego Słońca i język codziennej komunikacji mieszkańców wyspy. Wyspą rządzą noro, kobiety przywódczynie. Na wyspie nie ma matek ani ojców, a dziecko jest wychowywane przez jednego rodzica, do którego mówi „rodzic”. To wyjątkowa wyspa z wyjątkowymi mieszkańcami. Czy Umi odnajdzie się na niej? 

Dla mnie publikacja okazała się ogromnym zaskoczeniem😏. Szczerze przyznaję. Mimo ogromnej ważności (każde zdanie czytałam w skupieniu) ogromną trudność sprawiały mi funkcjonujące równolegle trzy języki, z którymi wyśmienicie poradził sobie tłumacz, Pan Dariusz Latoś. Zresztą w części „Od Tłumacza” wyłuścił bardzo wyraźnie, jak w oryginale brzmiały języki (z jakich elementów autorka je stworzyła) i w jaki sposób sobie z nimi poradził. W wielu dialogach zdania są jasne, w wielu nie potrafiłam z nimi sobie poradzić. I zgodzę się całkowicie z opinią Tłumacza, że „Wyspa pajęczych lilii” ma kilka postaci pierwszoplanowych, ale tylko jednego (choć występującego w trzech wariantach) głównego bohatera – jest nim język.” W trakcie czytania miałam nieodparte wrażenie, że bardziej skupiam się na języku, jego odmianach, niż na losach bohaterów. Możliwe, że Autorka chciała koniecznie zastosować taki zabieg. Możliwe, że kreśląc tą utopijną społeczność taki przyświecał jej cel. By zaciekawić czytelnika językiem. By zachwycić go mową, w której będzie musiał się odnaleźć, co zapewne zwiększy jego determinację w trakcie czytania. 

Co do fabuły to nie ukrywam, że trochę mnie zawiodła. O ile konstrukcję, pomysł, język wyspiarzy w trzech wariantach doceniam ogromnie, o tyle sama historia wydaje mi się za mało wartościowa jak na tak skomplikowaną powieść, której Li Kotomi musiała poświęcić pewnie dużo czasu, uwzględniając języki czy rytuały, które pieczołowicie opisała. W skrócie fabułę mogłabym streścić następująco; pojawia się dziewczyna – dziewczyna zostaje przyjęta przez wyspiarzy – dziewczyna zaprzyjaźnia się z Yoną i Tatsu – dziewczyna poznaje sekret rekisi znany tylko kobietom – dziewczyna zostaje na wyspie. 

Czytając automatycznie zestawiałam tę historią z powieścią Ignacego Krasickiego pt. „Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki”, która dzieje się na utopijnej wyspie Nipu. W tej książce również, dawno przeze mnie czytanej, występują takie elementy jak: szczęście Nipuanów, życie w warunkach, które można uznać za utopijne, rola mędrca Xaoo (u Kotomi to Wielka Nora), w utopijnym społeczeństwie jest sprawiedliwość oraz wzajemny szacunek, a sam główny bohater doświadcza tego przebywając na wyspie i pracując z jego mieszkańcami, by ostatecznie zmienić swe podejście do życia. Oczywiście Krasicki nie pokusił się o stworzenie tak rozbudowanego języka. Tym więc należy uznać wyższość Li Kotomi😏.

Książkę traktuję bardziej jako nowe doświadczenie. Nie czytając gatunku fantasy trudno mi było przeniknąć do idei powieści, choć w skupieniu przeczytałam ją od pierwszej do ostatniej strony. Nie przekonały mnie postaci, które mogłoby być bardziej szczegółowo wykreowane. Na pierwszy plan w trakcie czytania wysunęło mi się piękno wyspy, rytuały, rola pajęczych lilii (o!!! to jest ciekawy aspekt!) i ta skomplikowana komunikacja. 

Zdecydowanie powieść dla fanów z gatunku science fiction i fantasy! Są tu tacy? 

Moja ocena: 6/10

We współpracy z recenzenckiej z Wydawnictwem Uniwersytetu Jagiellońskiego, Bo.wiem.

„Znikam. Zaburzenia odżywiania dzieci i młodzieży” Katarzyna Błażejewska-Stuhr, Agata Ziemnicka

ZNIKAM. ZABURZENIA ODŻYWIANIA DZIECI I MŁODZIEŻY

  • Autorki: KATARZYNA BŁAŻEJEWSKA-STUHR, AGATA ZIEMNICKA
  • Wydawnictwo: FILIA
  • Seria: FILIA NA FAKTACH
  • Liczba stron: 384
  • Data premiery: 9.10.2024

Wydawnictwo FILIA w serii „Filia na faktach” wydaje poradniki, które wspierają nas w codziennych zachowaniach, decyzjach, czy nierzadko wywołują zmianę naszego trybu życia. Niejednokrotnie pomagają również w zmianach naszych postaw czy myślenia. Kolejna taka pozycja trafiła do mnie dzięki hojności samego Wydawnictwa, za co bardzo dziękuję. To premiera z 9 października br. zatytułowana „Znikam. Zaburzenia odżywiania dzieci i młodzieży” Katarzyna Blazejewska – Stuhr oraz  Agata Ziemnicka. Prywatnie żona aktora Macieja Stuhr, a także mama Stasia i Tadzia posiada praktyczną oraz teoretyczną wiedzę z zakresu dietetyki klinicznej i psychodietetyki. Natomiast Agata Ziemnicka współpracuje jako dietetyk z Uniwersytetem Medycznym w Warszawie i jako psycholog kliniczny ze Szkołą Wyższą Psychologii Społecznej w Warszawie. Specjalizuje się również w psychodiabetologii i psychokardiologii. O sobie w części „Kilka słów od Agaty” napisała „Mam 40 lat. Jestem mamą dwóch dziewczynek w wieku dorastania. Przeżyłam tyle, że pozwolę sobie mówić do Państwa na „ty”.” I to podejście od razu mi się spodobało😁 . Obie Panie są specjalistkami z zakresu zdrowego odżywiania i odchudzania. Ich praktyczne doświadczenie i osobiste wybory przełożyły się na sposób, w jaki podeszły do tematu podjętego w tej publikacji. 

Poradnik rozpoczyna się słowami wprost od Autorek, które zwracają się do nas -czytelników bezpośrednio kreśląc w wielu miejscach kontekst społeczno – kulturowy. 

Karmienie to w naszej biologii i kulturze ogromnie ważna czynność. Karmimy, odżywiamy, dokarmiamy – nie tylko dostarczamy w ten sposób niezbędnych do życia składników, takich jak białko czy witaminy, lecz także okazujemy miłość, troskę i opiekę.” – „Kilka słów od Kach” [w:] „Znikam. Zaburzenia odżywiania dzieci i młodzieży” Katarzyna Błażejewska-Stuhr, Agata Ziemnicka.

Potem następuje krótkie wprowadzenie do tematu podjętego w przedmiotowej publikacji. W kolejnych rozdziałach podejmowane są tematy związane z różnymi obliczami zaburzeń odżywiania, funkcją rodziny i wpływem tego zaburzenia na jej działanie. W rozdziale trzecim Autorki starają się odpowiedzieć na pytanie, co się zadziało, że dziecko choruje. Rozdział ten bardzo dobrze koreluje z rozdziałem szóstym, w którym specjalistki nakierowują czytelnika na to, czego tak naprawdę potrzebuje dziecko borykające się z tym zaburzeniem. Osobny rozdział został poświęcony na omówienie typów zaburzeń odżywiania. Trochę Autorki obnażają fakty i mity w tej części. Bardzo podobała mi się część poświęcona prewencji.  Ze skupieniem zapoznawałam się, co należy robić, by zbudować zdrową relację z jedzeniem i ciałem (zarówno u mego dziecka, jak i u mnie!). Ostatni rozdział, ósmy edukuje nas w zakresie występowania zaburzeń odżywiania również u chłopców. To bardzo ważny element tej publikacji. O tym się nie mówi, a jednak konsekwencje zdrowotne u chłopców/mężczyzn również są ogromne. 

Bardzo podobały mi się momenty, w których Autorki odnosiły się bezpośrednio do własnych terapeutycznych doświadczeń z pracą z dziećmi, jak również z ich rodzicami. O ile współcześnie posiadamy podstawową wiedzę o rodzajach zaburzeń (anoreksja, bulimia) ze względu na społeczne komunikaty, które do nas trafiają i trafiały o znanych osobach borykających się z tym problemem, o tyle, jako niespecjaliści w większości nie mamy doświadczeń osobistych z osobami, których to zaburzenie dotknęło lub ich rodziną. Niektóre relacje bardzo mną wstrząsnęły. Ogromnym plusem poradnika jest to, że Twórczynie zadbały, by czytelnik poznał i perspektywę dziecka, i jej rodzica, z którym przyszło Specjalistkom pracować. I tak wątek ten podzielono na fragmenty; „Lenka”, „Joasia, mama Lenki” czy „Beniamin” i „Dorota, mama Beniamina”. Spojrzenie personalne na ten ogromny problem i ból cierpiącego, a także jego rodzica zdecydowanie wzbogacił ten poradnik. 

Ważną dla rodziców jest część dotycząca rodzin, w których pojawiają się zaburzenia odżywiania. Nierzadko jednak problem ten nie dotyczy rodzin dysfunkcyjnych. Ten bezpośredni kontekst książki pozwala twierdzić, że nie zawsze rodzic jest winny. Rodzic wspierający, zaangażowany w wychowanie dziecka czasem nie ma na tę trudną sytuację bezpośredniego wpływu. Nie jest jej przyczyną choć jego brak reakcji, czy niewłaściwa reakcja może wzmacniać to zaburzenie. Jak postępować zostało sprawnie i dość szeroko omówione w rozdziale drugim. 

O publikacji mogłabym pisać jeszcze dużo. Podejmuje ona w wielu miejscach bardzo interesujące wątki, które są istotne z punktu widzenia rodzica. Bardzo podobał mi się styl. Mimo, że w wielu fragmentach Autorki przemycają aspekty teoretyczne robią to w bardzo przystępny sposób. Bezpośrednie zwroty do czytelników skracają dystans. Forma narracji jest bardzo wspierająca dla rodzica. Dzięki temu po zapoznaniu się z lekturą czuję się oswojona z tematem, z podjętym problemem mimo, że do łatwych nie należy. 

Cytując słowa Twórczyń tego poradnika z „Wprowadzenia” zapraszam „(…) Was do wspólnej podróży – by dowiedzieć się (i poczuć!), co można zrobić w celu zmniejszenia prawdopodobieństwa wystąpienia zaburzeń odżywiania u Waszych dzieci, a jeśli już wystąpią, jak sobie z nimi radzić. Spokojnie, przejdziemy przez to razem.”👍.

Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała dzięki WYDAWNICTWU FILIA.

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA! „Zanim się pożegnamy” Toshikazu Kawaguchi

ZANIM SIĘ POŻEGNAMY

  • Autor: TOSHIKAZU KAWAGUCHI
  • Seria: ZANIM WYSTYGNIE KAWA (tom 4)
  • Wydawnictwo: GRUPA WYDAWNICZA RELACJA
  • Liczba stron: 192
  • Data premiery : 23.10.2024
  • Data premiery światowej: 20.09.2021

Czwarty, ostatni tom serii ☕️ „Zanim wystygnie kawa”☕️ autorstwa Toshikazu Kawaguchi polską premierę będzie miał dopiero w przyszłym tygodniu, lecz ja dzięki prezentowi od Wydawnictwo Relacja, za który bardzo dziękuję😊 już dziś wracam do Was z moją opinią na temat tej publikacji. 

Po trzech pierwszych tomach nie mogłam doczekać się kontynuacji. Poprzednie recenzje to: „Zanim wystygnie kawa”, „Zanim wystygnie kawa. Opowieści z kawiarni”  oraz „Zanim wyblakną wspomnienia”. I choć światowa premiera czwartego tomu miała miejsce dość dawno temu, bowiem 20 września 2021, na polskich księgarskich półkach pojawi się dopiero w przyszłą premierową środę. Warto w tym miejscu wspomnieć o samym Autorze, który na zaproszenie Wydawnictwa w przyszłym tygodniu pojawi się na Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie w dniach 24-26 października br. Z informacji na przednim skrzydle dowiedziałam się, że cała książkowa seria zaczęła się od sztuki teatralnej, którą właśnie autor jako producent, reżyser i dramatopisarz w grupie teatralnej Sonic Snail napisał. „Sztuka „Zanim wystygnie kawa” zdobyła główną nagrodę na festiwalu Suginami Drama”. Sama powieść również doczekała się „ekranizacji w reżyserii Ayuko Tsukahary”. To chyba pierwszy przypadek, z którym się spotkałam, gdzie to sztuka teatralna zamienia się w prozę, a nie odwrotnie😉. 

Autor po raz kolejny zabiera czytelnika do magicznej kawiarni Funiculi Funicula. W „Zanim się pożegnamy” opowiada nam kolejne cztery historie, osadzone we wcześniejszym czasie niż opowieść, która działa się w poprzednim tomie. Czytelnik zaznajomiony z serią spotyka znanych mu bohaterów. Pana Fusagi, który dziennie przychodzi do kawiarni w oczekiwaniu na spotkanie ze swą żoną, którą zapomniał i pielęgniarkę Kohtake, która często po niego przychodzi. Jest i tajemnicza kobieta w białej sukience, która zajmuje strategiczne miejsce, a której historię poznałam w czwartej części zatytułowanej „Mąż i żona” z drugiego tomu serii pt. „Zanim wystygnie kawa. Opowieści z kawiarni”  i która to historia mną wstrząsnęła. Jest i kucharz będący jednocześnie właścicielem kawiarni Nagare Tokita, „potężny, ponadwumetrowy mężczyzna z długimi, wąskimi oczami.”, który opiekuje się maleńką córeczką Miki, o której co nieco czytelnik dowiedział się w jednym z poprzednich tomów😏. Wraca do nas Kazu Tokita kelnerka, która podaje kawę podczas ceremonii, która przenosi ludzi do przeszłości. Dla wiernych fanów cyklu to lekki miszmasz przenieść się znowu w przeszłość. Ale przecież o to chodzi w tym całym koncepcie, o przenoszenie w przeszłość. Ci zaś co nie czytali poprzednich tomów mogą poznać bohaterów po raz pierwszy. Zaznajomić się z nimi, jak i z nowymi gośćmi odwiedzającymi kawiarnię, by nie tylko napić się pysznej kawy, a by przede wszystkim przenieść się w czasie. 

(…) Profesor Kadokura nie tylko wykładał archeologię. Zwiedził cały świat jako podróżnik.” – Zanim się pożegnamy” Toshikazu Kawaguchi. 

Tak o pierwszym bohaterze z rozdziału „Mąż” opowiada była jego studentka. 

(…) myślałem, że w swoim sześćdziesięciosiedmioletnim życiu niczego nie żałuję.” – Zanim się pożegnamy” Toshikazu Kawaguchi. 

Tak o sobie myśli sam profesor Monji Kadokura, który ze względu na swój zawód i pasję, niewiele czasu spędzał ze swoim synem i dwoma córkami, a także żoną Mieko. Profesor, dla którego „(…) idea niemożności zmiany teraźniejszości, mimo, że można się cofnąć w czasie” jest niezwykle intrygująca. By dowiedzieć się po co, profesor odwiedził kawiarnię musicie sami przeczytać powieść😁. To pierwsza historia! 

Druga historia dotyczy Sunao, która odwiedziła kawiarnię Funiculi Funicula za namową męża Matsuo. Sunao szukająca Apolla, którego utraciła całkiem niedawno. Kim jest Apollo? By się tego dowiedzieć musicie sami przeczytać powieść😁

Tak samo jak sami musicie przeczytać książkę😁by sprawdzić dlaczego rok wcześniej w kawiarni Funiculi Funicula Hikari Ishimori nie przyjęła oświadczyn swego chłopaka; Yoji Sakity. To jest trzecia historia!

Ostatnia opowieść dotyczy relacji między ojcem i córką. Ojcem, który starał się jak mógł i córki, która nie rozumiała tego i nie dostrzegała, ale tylko do pewnego momentu. To opowieść o próbie odkupienia i pogodzenia się ze stratą. By wiedzieć, po co Michiko Kijmoto wróciła do Funiculi Funicula, w której kiedyś była ze swym ojcem Kengo, musicie sami zapoznać się z tą publikacją😁.

Co najmniej istnieją wyżej wspomniane cztery powody, dla których warto kupić „Zanim się pożegnamy” Toshikazu Kawaguchi, która dostępna będzie od przyszłej środy. To opowiedziane w książce historie. Pozostałe to możliwość zapoznania się z twórczością japońską, którą cechuje prostolinijna narracja, umiłowanie czasu i wspólnych chwil, a także tendencja do oniryzmu w prozie. Tych cech nie znalazłam w twórczości autorów innych nacji. 

Mimo, że to czwarty tom serii możecie zacząć czytać ją właśnie od tej ostatniej części. Na początku, tak jak w poprzednich tomach, Toshikazu Kawaguchi dołączył mapę relacji między bohaterami. Dzięki temu możemy w każdym momencie wrócić do bohaterów, wokół których dzieje się opisana w książce fabuła i poznać tych, których nie znaliśmy wcześniej. To świetny zabieg. Część ta różni się trochę sposobem prowadzenia narracji. Sam zamysł jest utrzymany. Sposób witania, sposób tłumaczenia gościom funkcjonowania ceremonii przenoszenia w czasie czy przedstawianie wszystkich obowiązujących zasad. W poszczególnych częściach pojawia się jednak po raz pierwszy narracja z perspektywy bohatera, który szuka przeszłości w tej małej kawiarni z niedziałającymi zegarami ściennymi. Odwiedzające postaci otrzymują głos od swego twórcy. Same tłumaczą co się zadziało, relacjonują to, co przywiodło je do tego magicznego miejsca ze swej perspektywy. To całkiem nowe podejście. 

Wyjątkowość tego cyklu lekko okrzepła przy czwartym tomie. Po pierwotnej euforii pozostało pragnienie, by kolejny tom był dobry. I „Zanim się pożegnamy” Toshikazu Kawaguchiego jest dobrą książką. Książką z morałem, z tęsknotą i pragnieniem spotkania kogoś, kogo już nie ma koło nas w tle. To książka nostalgiczna do której naprawdę warto sięgnąć, by spróbować przeczytać całkiem coś innego, do czego nie jesteśmy zazwyczaj przyzwyczajeni. 

Ciągle nurtuje mnie to pytanie: A gdybyś Ty mógł przenieść się w czasie? Kogo chciałbyś spotkać?

Zapamiętajcie tę datę: 23 października 2024. To wtedy dostaniecie w księgarni „Zanim się pożegnamy” Toshikazu Kawaguchiego! 

Moja ocena: 7/10

Książka u mnie dzięki Grupie Wydawniczej RELACJA. 

„Moje dni w antykwariacie Morisaki” Satoshi Yagisawa

MOJE DNI W ANTYKWARIACIE MORISAKI

  • Autor: SATOSHI YAGISAWA
  • Wydawnictwo: KWIATY ORIENTU
  • Cykl: MOJE DNI W ANTYKWARIACIE MORISAKI (tom 1)
  • Liczba stron: 176 
  • Data premiery: 25.01.2023
  • Data premiery światowej: 7.09.2010

Debiutancka powieść „Moje dni w antykwariacie Morisaki” autorstwa japońskiego pisarza, Satoshi Yagisawy zaliczana jest do tzw. comfort book, czyli książek, które poprawiają nastrój i dają nadzieję .  I pierwszy, i drugi tom serii wydało Wydawnictwo Kwiaty Orientu. Debiut zaraz potem zekranizowany doczekał się w roku bieżącym polskiej kontynuacji. Ja na lekturę zwróciłam uwagę w biblioteczce Legimi przez ciekawą okładkę, która urzekła mnie projektem i kolorami. Samo miejsce fabuły też jest ciekawe. To dzielnica Jimbocho, o której warto przeczytać chociażby na portalu Lubimy Czytać. Widzieliście kiedyś tyle książek w jednym miejscu? 

Żyłam w antykwariacie Morisaki od początku lata do wczesnej wiosny. (…) właśnie temu miejscu zawdzięczam impuls do rozpoczęcia prawdziwego życia. Gdyby nie tamte dni, na pewno byłoby ono bezbarwne, jednostajne i samotne.” – Moje dni w antykwariacie Morisaki” Satoshi Yagisawa. 

Tak ocenia swój kilkumiesięczny pobyt w antykwariacie Morisaki Takako, dwudziestopięcioletnia mieszkanka Tokio, która po stracie chłopaka postanowiła trochę odpocząć od życia. Praktycznie nieczytająca książek dziewczyna zaczyna w nowym miejscu pracy i życia dostrzegać urok, którego nigdy nie widziała wcześniej. Pod pieczą wujka Satoru Morisaki – właściciela antykwariatu w barwnej dzielnicy Tokio – Jimbocho, „największej dzielnicy antykwarycznej na świecie”, zaczyna odkrywać na nowo sens życia, przepracowywać straty i cieszyć się z każdego przeżytego dnia. 

Mam jakiś niedosyt związany z tą publikacją. Temat nie ukrywam idealny dla mnie. Zakochanie w książkach, rozstanie, bolesne przeżycia, niespieszny japoński klimat życia, umiłowanie codzienności na nowo, dostrzeganie bardziej niż dotychczas wartości życia. Miejsce – lepsze być nie może. Antykwariat w najlepszej dzielnicy świata dla książek. Tym bardziej, że sam Satoru Morisaki (jego właściciel) specjalizuje się „(…) w japońskich autorach od końcówki XIX wieku do wybuchu II wojny światowej”. Miejsce dla koneserów literatury pięknej. Wymarzone dla mnie, tym bardziej, że o książkach właściciel antykwariatu wie bardzo dużo. W wielu miejscach przytoczono pisarzy, których sama ostatnimi czasy czytam jak; Jun’ichirō Tanizaki czy Osamu Dazai, którego książkę „Uczennica” dzięki wspomnieniu jej w tej publikacji, już ściągnęłam na moją półeczkę Legimi. A jednak czegoś mi brakuje w tej całej koncepcji. 

Czasami zupełnie niespodziewane zdarzenie otwiera przed nami drzwi, z których istnienia nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy.” – Moje dni w antykwariacie Morisaki” Satoshi Yagisawa. 

Afirmacja życia w japońskiej literaturze nie zawsze wychodzi tak dobrze, jak jesteśmy do tego przyzwyczajeni. W wielu miejscach autor odwzorował typowy japoński styl życia; jedzenie, głębokie ukłony, szacunek do drugiego człowieka, prostolinijność w dialogach czy stosunek do nagiego ciała (np. według przypisu do tej pory w Japonii jest praktykowana wspólna kąpiel osób tej samej płci, np. matki z córką, braci itd.). Jednak narracja wydawała mi się płaska, bezrefleksyjna, mimo podjętych trudnych tematów. Takako w ogóle nie zdobyła mojej sympatii, mimo, że rozwinęła się, dojrzała nadal wydała mi się mało prawdziwa. Satoshi Yagisawa nie odzwierciedlił jej głębi, jej kobiecej postaci w pełni. Takako wydawała mi się bardziej karykaturą kobiecej bohaterki niż prawdziwą osobą. A w prozie to jest ważne, by fikcyjni bohaterowie urzekali nas swoim realizmem. Do tego postać Momoko dla mnie całkowicie niezrozumiała. Wydawać by się mogło, że stopień skomplikowania postaci przerósł nawet jej twórcę. Jakby Yagisawa nie wiedział jak tę postać ma rozwinąć, w jakim kierunku ją popchnąć i jak uzasadnić jej sposób postępowania oraz sposób myślenia. Zawiodłam się zdecydowanie na płaskiej narracji, typowo reportażowej i na dwóch kluczowych postaciach kobiecych, które mnie kompletnie nie przekonały.  

Ciekawi mnie jednak jakie będę miała odczucia po lekturze drugiego tomu, tj. „Mojego miejsca w antykwariacie Morisaki”. Nie ukrywam, że zamierzam drugą część przeczytać👍, choćby po to, by sprawdzić, czy autor dojrzał po wydaniu swego debiutu. 

Moja ocena: 6/10

Książkę wydało Wydawnictwo Kwiaty Orientu, a ja ją znalazłam w zasobach Legimi

„Zeznanie” John Grisham

ZEZNANIE

  • Autor: JOHN GRISHAM
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 512 
  • Data premiery w tym wydaniu: 25.09.2024
  • Data 1. wyd. pol.: 7.06.2011
  • Data premiery światowej: 26.10.2010

25 września br. wydana została nakładem Wydawnictwo Albatros szósta powieść Johna Grishama, o której przeczytacie na moim blogu czytelniczym. Poprzednie to: „Wyspa Camino”, „Wichry Camino”, „Czas łaski”, „Bractwo” oraz „Lista sędziego”. „Zeznanie” światową premierę miało czternaście lat temu. Okazuje się jednak, że thrillery prawnicze Grishama są ponadczasowe. Historie w nim opisane są wieczne. I sprawcy, i ofiary, i prawnicy, i sędziowie nie za bardzo się zmieniają wraz z upływem lat. 

(…) Nigdy nie było przypadku, żeby detektyw albo prokurator zostali postawieni w stani oskarżenia za pomyłkę sądową. (…) Można wnieść przeciwko nam pozew cywilny, ale to bardzo mało prawdopodobne. Poza tym jesteśmy ubezpieczeni przez miasto. Przestań się martwić. Jesteśmy teflonowi.” –Zeznanie” John Grisham. 

I trochę o tym jest ta niedawna premiera książkowa. O tym jak bezkarni czują się sędziowie, prokuratorowie, gubernatorzy, czy sędziowie przysięgli skazując kogoś na śmierć. O tym jak miło można spędzić czas na polu golfowym lub na spotkaniu biznesowym z głównym sponsorem kampanii gubernatorskiej przeszłej i przyszłej, gdy do podania środka wywołującego śmierć w celi śmierci pozostało niewiele czasu, a prawnicy skazanego bombardują wszystkie organy nowymi dowodami. To wszystko Grisham opisał z punktu widzenia Donté Drumma, chłopaka osadzonego na dziewięć lat z perspektywy czterech ostatni dni jego życia oraz jego rodziny i zespołu prawników występujących po dwóch stronach barykady. Skazanego za Travisa Dale’a Boyette’a, który po diagnozie śmiertelnego glejaka dzieli się z pastorem Keithem Schroederem informacją, że tak naprawdę tylko on wie, gdzie znajduje się ciało białej dziewczyny, cheerleaderki Nicole Yarber, zaginionej w 1998 roku. 

Życie Robbiego, tak jak jego osobowość, było chaotyczne, bulwersujące – tkwił w stałym konflikcie ze sobą i z innymi – ale nigdy nie było nudne. Za plecami często nazywano go Robbiem Furiatem. A kiedy pił coraz więcej, doszło do tego Robbie Flaszka. Jednak pomimo rozgardiaszu, kaców, szalonych kobiet, afer z nieuczciwymi współpracownikami i chwiejnej sytuacji finansowej, na przekór lekceważącemu stosunkowi do niego władz miasta, Robbie Flak co rano docierał do budynku dawnej stacji kolejowej z mocnym postanowieniem, że poświęci ten dzień walce dla dobra prostych ludzi. I nie zawsze czekał, aż oni go znajdą. Jeśli dobiegły go słuchy o jakiejś niesprawiedliwości, często z własnej inicjatywy wskakiwał do samochodu i jechał, by się tym zająć. Ten niezmordowany zapał do wojowania ze złem doprowadził go do najsłynniejszej sprawy w jego karierze zawodowej.” – „Zeznanie” John Grisham. 

Choć Robbie Flak, który broni Drumma do samego końca nie jest może prawnikiem urzekającym jak Matthew McConaughey grający Jake’a Tylera Brigance w „Czasie zabijania”, filmie z 1996 roku. I w jednym, i w drugim utworze zobrazowano sprawdzające się motywy; rasizm, białą ławę przysięgłą występującą w sprawie czarnego oskarżonego, zadufanego w sobie prokuratora i niesprawnie działający amerykański system sprawiedliwości. Lecz w przypadku „Zeznania” dochodzi jeszcze dyskusja i wewnętrzne rozdarcie w sprawie kary śmierci i tego, ile w ten sposób niewinnych osób straciło życie. 

John Grisham ciekawie skonstruował ten thriller. Książka składa się z 43 rozdziałów i trzech części. Rozdziały są ponumerowane zaś części zatytułowane. Kolejne tytuły to: „Zbrodnia”, „Kara” i „Oczyszczenie”. W wielu miejscach pisarz przedstawił obrazowo nastroje panujące w Teksasie, który „lubi zabijać ludzi”. Zobrazował obłudę tych, co powinni domniemywać niewinności do samego końca. Zakończenie jest bardzo ciekawe. Nie tak oczywiste jakby się mogło wydawać. Grisham z werwą przedstawił walkę Flaka do końca o odroczenie kary śmierci, by można byłoby zbadać prawdomówność umierającego na glejaka Boyette’a. Dużo się więc dzieje, a napięcie wzrasta ciągłym przypominaniem czytelnikowi, ile jeszcze zostało czasu skazanemu na karę śmierci przed jej wykonaniem. 

(…) Zegar na ścianie, jedyny który się liczył, wskazywał siedemnastą czterdzieści trzy…” – „Zeznanie” John Grisham. 

Pastor Keith Schroeder powiedział; „(…) Taka już jest natura ludzka. Kiedy konfrontujemy się z własną śmiertelnością, myślimy o życiu wiecznym…” I o ile obecność pastora w fabule ze względu na pomysł na nią wydaje się w pełni uzasadniona. To kompletnie nie rozumiem skąd myśl Grishama, by tak bardzo ją rozbudować. Dla mnie Schroedera było zdecydowanie za dużo. Tak samo jak fabuły i wątków, które toczyły się po dniu, w którym wykonano karę śmierci. Ostatnie 150 stron praktycznie przemęczyłam. 

Moja ocena: 6/10

Książka powstała we współpracy z   Wydawnictwo Albatros.

„Dziennik szalonego starca” Jun’ichirō Tanizaki

DZIENNIK SZALONEGO STARCA

  • Autor: JUN’ICHIRŌ TANIZAKI
  • Wydawnictwo: PAŃSTWOWY INSTYTUT WYDAWNICZY
  • Seria: PROZA DALEKIEGO WSCHODU
  • Liczba stron: 200 
  • Data premiery w tym wydaniu: 1.06.2018
  • Rok 1. wyd. pol.: 1995 
  • Rok premiery światowej: 1961

Po książkach „Pochwała cienia” i „Klucz” Jun’ichirō Tanizaki przyszedł czas na trzecią powieść tego wybitnego zmarłego prawie sześćdziesiąt lat temu Japończyka. Ostatnia powieść Tanizakiego pt. „Dziennik szalonego starca” w tym wydaniu debiutowała na polskim rynku dzięki nakładowi @państwowyinstytutwydawniczy w 2018 roku. Przy czym światową premierę miał w roku 1961. Dzięki wznowieniom Wydawcy twórczość azjatycka jest dostępna szerszemu gronu czytelników w ramach Serii „Proza Dalekiego Wschodu” w biblioteczce Legimi. Można ją wiec czytać bez limitu😁. 

To dziennik siedemdziesięciosiedmioletniego mężczyzny, Utsugi Tokusuke mieszkającego w Tokio, w bogatym domu, zafascynowanego swą synową Satsuko. Czytelnik poznaje poszczególne dni piszącego od 16 czerwca 1960 roku do stycznia 1961 roku, gdy już Utsugi nie może pisać, a opisy o jego aktualnym stanie zdrowia fizycznego i psychicznego przekazywane są przez jego osobistą pielęgniarkę Sasaki, z karty chorobowej prowadzonej przez doktora Katsumi, czy notatek starszej córki Itsuko. Czytelnik dowiaduje się o pragnieniach schorowanego staruszka, borykaniu się przez niego z chorobą, poszczególnymi terapiami i o relacjach panujących w jego rodzinie, nierównych relacjach. Całość wzbogacona jest wspomnieniami z lat wcześniejszych, w tym z domu rodzinnego. 

Jun’ichirō Tanizaki zachwycił mnie tym utworem. Cudownie odzwierciedlił perypetie starszego człowieka u schyłku swego życia. Człowieka nadal szukającego podniet, mimo chorób, mimo braku potencji, mimo wieku. Z części Życie i twórczość Jun’ichirō Tanizakiego zamieszczonej na końcu książki, napisanej przez Mikołaja Melanowicza nie dowiedziałam się w jakim stopniu ten dziennik jest autobiograficzny. Ze względu na wiek pisarza w chwili jego publikacji istnieje domniemanie, że Tanizaki czerpał z własnych doświadczeń. Podejrzewam, że dywagacje na temat teatru „Daiichi”, shimpa czy kabuki, spektakli, przywoływanych aktorów grających kobiety i nie tylko pochodzą z własnych doświadczeń autora. Możliwe, że nie wszystkie😉.

(…) Nie interesują mnie oni, dopóki nie przebiorą się za kobietę i nie staną na scenie. Ale jak się nad tym dłużej zastanawiam, to przypominam sobie jedno zdarzenie, które mogłoby świadczyć, że skłonności homoseksualnie nie są mi całkiem obce. (…) Dlaczego więc, teraz gdy doszedłem do wieku siedemdziesięciu siedmiu lat i straciłem wszystkie męskie możliwości, zacząłem nagle odczuwać pociąg nie do ładnych dziewcząt w spodniach, lecz do chłopców w stroju dziewczyn?…”  – Dziennik szalonego starca” Jun’ichirō Tanizaki.

Podobało mi się, jak autor przedstawił chorobliwe zainteresowanie bohatera swą synową. Świetnie odzwierciedlił nierówność w traktowaniu i samą niechęć do własnej żony czy starszej córki. Jego stosunek do wnuków również był konsekwentny i adekwatny jak na jego postać. Świetnie, trochę ze zwadą zobrazował niechęć swej żony do synowej, żony najstarszego syna. Sama narracja jest poprowadzona w bardzo umiejętny sposób. Bohater sam siebie gani, tłumaczy czytelnikowi, obnaża swoje słabości, lęki i niepokoje. Bardzo podobały mi się fragmenty o śmierci z jego perspektywy. 

(…) ostatnio nie ma jednego nawet dnia, bym nie myślał o śmierci. Co więcej, u mnie to nie jest sprawa ostatnich dni. Ciągle się już od dosyć dawna, od lat dwudziestych mojego życia, najmniej…” – Dziennik szalonego starca” Jun’ichirō Tanizaki.

W następnych wpisach dziennika autor wskazuje kolejne miesiące i dni miesiąca. Idealnie Tanizaki zakończył powieść wpisami trzech innych bohaterów, którzy jakby klamrą zamykają historię Utsugi Tokusuke opisując jego postępującą ułomność, nowe medyczne zdarzenia i coraz słabszą konstrukcję psychiczną, która uniemożliwiała mu kontynuować własne wpisy. Nie spodziewałam się tak dobrego zakończenia tej historii. 

Lubię prozę Jun’ichirō Tanizaki bez dwóch zdań. Podoba mi się sposób konstruowania bohaterów, skomplikowanych jak na japońskie standardy. Umiłowałam sobie szczerość, bezpośredniość narracji w książkach powstałych ponad sześćdziesiąt lat temu, w całkiem innej kulturze. Uwielbiam jego prostolinijny i bezpośredni język. Dla mnie „Dziennik szalonego starca” to kolejna udana książka tego autora. Polecam! 

Moja ocena: 8/10

Książkę wydał Państwowy Instytut Wydawniczy, a ja z tą publikacją zaznajomiłam się dzięki Legimi

„Piekło w butelkach” Kyūsaku Yumeno

PIEKŁO W BUTELKACH

  • Autor:  KYŪSAKU YUMENO
  • Wydawnictwo: TAJFUNY
  • Cykl: TAJFUNY MINI (TOM 5)
  • Liczba stron: 96 
  • Data premiery : 2.12.2021
  • Rok premiery światowej: 1928

Piekło w butelkach” Kyūsaku Yumeno to jak przeczytałam „Piąta książka z serii Tajfuny Mini, prezentującej dzieła pisarzy i pisarek pierwszej połowy XX wieku, którzy nie byli wcześniej tłumaczeni na język polski, a zdecydowanie na to zasługują.” Bardzo się cieszę, że Wydawnictwo Tajfuny podjęło się tak trudnego zadania i bez względu na cele komercyjne wydaje zapomniane, unikatowe książki. Cieszę się także, że sięgnęłam do tego zbioru opowiadań. 

Tym bardziej, że ze wstępu „Bestia z Kiusiu” autorstwa Andrzeja Świrkowskiego dowiedziałam się, że zdaniem Ranpo Edogawy wybitnego pisarza kryminałów ówczesnej Japonii „Kyūsaku Yumeno nie miał sobie równych wśród twórców powieści kryminalnej. Wyróżniały go niezwykle szerokie horyzonty oraz silna indywidualność twórcza. Był poetą, którego szczególnie fascynowały, ale i przerażały mroczne zakamarki ludzkiej psychiki, a w twórczości swej starał się oglądać i opisywać człowieka przez pryzmat śmierci, obłędu, zbrodni i towarzyszących im skrajnych emocji.” Sam piszący wstęp twierdzi, że dla Yumeno „znacznie bardziej interesujące od konstruowania zagadki kryminalnej zgodnej z zasadami logiki i zdrowego rozsądku było zagłębienie się w psychikę zbrodniarza, operowanie grozą i makabrą.” I tak też odbieram przeczytane opowiadania. Nie jako typowe zagadki kryminalne, a bardziej jako kuriozalne opowiastki z motywem zbrodni w tle. 

Z recenzenckiego obowiązku muszę dodać, że Kyūsaku Yumeno nie jest prawdziwym nazwiskiem pisarza, to jego literacki pseudonim. Tak naprawdę nazywał się Taidō Sugiyama i żył tylko czterdzieści siedem lat (zm. 1936) podczas gdy jako Kyūsaku Yumeno żył lat tylko dziesięć. Wychowany przez despotycznego ojca, szarej eminencji ówczesnej polityki Shigemaru Sugiyama. Nigdy niewystarczająco dobry dla rodzica, literacko słaby. Mimo braku wsparcia popełnił kilka dzieł literackich, gdzie na szczególną uwagę zasługuje „Dogura magura” zbiór krótkich makabresek.  To podobno taki kryminał nietuzinkowy. Jeden z trzech nieklasycznych kryminałów japońskich. 

We wstępie Andrzej Świrkowski napisał „(…) dla autora Piekła w butelkach zagadka odgrywa rolę służebną wobec problematyki utraty tożsamości, manipulacji jednostką i tragicznych konsekwencji życia w niezgodzie z własną naturą.”Po przeczytaniu tych krótkich miniaturek literackich zgadzam się z piszącym wstęp całkowicie. W opowiadaniach Kyūsaku Yumeno nie ma znaczenia detektywistyczna praca i umysł śledczego. Liczą się w nich tylko bohaterowie z pierwszego planu; co myślą, co czują, kim są. 

Wyjawię całą prawdę bez ogródek. Co tu kryć, mam na sumieniu morderstwo i ucieczkę z więzienia. Jestem też podłym bezwstydnikiem….” – „Piekło wariata” [w:] „Piekło w butelkach” Kyūsaku Yumeno.

Tak w „Piekle wariata” o sobie mówi ordynatorowi szpitala psychiatrycznego jeden z pacjentów Hidemaro. To ciekawa opowieść, w której prym wiedzie pierwszoosobowa narracja głównego bohatera. Chwilami przezabawna. Kyūsaku Yumeno nie szczędził humoru, ciekawych zwrotów, trafnych sformułowań i stereotypowych odniesień. 

(…) Był śniady, dobrze zbudowany, z przenikliwym błyskiem w oku, nieco chłodny w obejściu, słowem: typowy dziennikarz.” – „Piekło wariata” [w:] „Piekło w butelkach” Kyūsaku Yumeno.

Do tego świetnie przedstawiona postać Tatsuyo. Pełna humoru i sprzeczności. 

Po pierwsze słynąca na całe Hokkaido z lekkości obyczajów Tatsuyo okazała się dziewicą. Po drugie, tuż po ślubie jej charakter zmienił się nie do poznania i stała się łagodną i nieśmiałą cnotką.” – „Piekło wariata” [w:] „Piekło w butelkach” Kyūsaku Yumeno.

To moja ulubiona historia. 

Kolejne dwie nowele zostały skonstruowane całkowicie inaczej niż „Piekło wariata”. Są bardziej mroczne. „Dziwne sny”to zbiór różnych mar sennych napisanych z perspektywy śpiącego bohatera, przy czym on sam nie wie czy to sen czy jawa. Tytułowe „Piekło w butelkach” to znowu odwzorowanie butelkowych trzech listów pisanych przez dwójkę rodzeństwa. Każdy jest inny. W innym stylu, w innej treści. Jakby pisały je różne osoby. 

Nie będę ukrywać, że po lekkiej i zabawnej historii świetnie opisanej w „Piekło wariata” przejście do kolejnych dwóch opowieści to jakby skok na głęboką wodę. Kyūsaku Yumeno zagłębia się w naturę ludzką. Nie szczędzi głębokich porównań. W niektórych miejscach nie potrafi się jednak pozbyć tej kuriozalnej makabreski, którą sobie upodobał. Oto jeden z przykładów: 

Przed chwilą zabiłem w tamtym pokoju kobietę. Ale z dalekiej policyjnej wieży mój czyn dojrzał pewien słynny detektyw, który gdy tylko zobaczył, jak narzędzie zbrodni plami się czerwienią, również założył łyżwy i wyruszył za mną w pościg. Mistrzowskim krokiem…” – „Dziwne sny”  [w:] „Piekło w butelkach” Kyūsaku Yumeno. 

I mimo poważnych tematów podjętych w części „Dziwne sny” opis pościgu na łyżwach ubawił mnie wielokrotnie. 

Najmniej zrozumiałam przekaz zawarty w „Piekło w butelkach”. Czytałam w dużym skupieniu zwracając uwagę, że przecież czytam coś napisane prawie sto lat temu. Nie zrozumiałam intencji autora kreślącego przekazy listowe do rodziców przez dwójkę rodzeństwa. Każdy list z pierwszej, drugiej czy trzeciej butelki ma inne cechy charakterystyczne. Yumeno zadbał, by nawet ten utwór nie dawał jednoznacznej odpowiedzi, by rozwiązanie nie było jedno właściwe. Nie powiem, głowiłam się niemiłosiernie, by właściwie zinterpretować przesłanie autora. I kompletnie nie wiem czy mi się udało. Dużą wartość dla tej noweli stanowił rysunek odzwierciedlony na końcu będący ilustracją autora towarzyszącą pierwodrukowi opowiadania w czasopiśmie „Ryõki” w październiku 1928 roku. To jakby dotknąć jakiego antyku, reliktu przeszłości, do którego nikt już z nas nie ma dostępu. Świetny pomysł Wydawcy, by w ten sposób zakończyć ten utwór. 

Piekło w butelkach” Kyūsaku Yumeno to kolejna udana podróż literacka w czeluści literatury japońskiej. I choć najbardziej przypadła mi do gustu historia opisana w „Piekło wariata” zbiór opowiadań uważam za cenny. Gdybym go nie przeczytała, nie mogłabym sobie wyrobić opinii o Yumeno, dla którego przede wszystkim liczył się mistycyzm, oniryzm i nieoczywistości. To pisarz lubujący się w tragikomediach i makabreskach. Próbujący wyzwolić się spod wpływu ojca, co nie od końca mu się udało.

Przeczytajcie sami „Piekło w butelkach” Kyūsaku Yumeno i sprawdźcie czy znajdziecie w którejś historii coś dla siebie😏. 

Moja ocena: 7/10

Zbiór opowiadań wydało Wydawnictwo Tajfuny, a opinię o nim przeczytaliście dzięki abonamentowi Legimi

„Kamogawa. Tropiciele smaków” Kashiwai Hisashi

KAMOGAWA. TROPICIELE SMAKÓW

  • Autor: KASHIWAI HISASHI
  • Wydawnictwo: GRUPA WYDAWNICZA RELACJA
  • Liczba stron: 176
  • Data premiery : 12.07.2023
  • Data premiery światowej: 15.11.2013

Kamogawa. Tropiciele smaków” autorstwa Kashiwai Hisashi to szósta książka wydana przez Wydawnictwo Relacja, która jest dostępna na Legimi i o której opinią dzielę się z Wami na mym blogu czytelniczym. Poprzednie to: arcyciekawa seria Toshikazu Kawaguchi „Zanim wystygnie kawa”, „Zanim wystygnie kawa. Opowieści z kawiarni” oraz „Zanim wyblakną wspomnienia”, a także powieść autorstwa Sanaki Hiiragi pt. „Fotograf utraconych wspomnień” oraz rewelacyjna „Wyspa bijących serc”, którą napisała Laura Imai Messina. Wszystkie przytoczone powyżej pozycje z pełną odpowiedzialnością Wam polecam jako przykłady głębokiej azjatyckiej/japońskiej prozy. Całkowicie nieoczywistej w zetknięciu z twórczością zachodnią👏. 

– Wodorosty arame duszone z usmażonym na rumiano tofu. Kotleciki z okary. Liście chryzantemy z białym dressingiem z tofu. Sardynki gotowane z pieprzem z żółtodrzewu…” – Kamogawa. Tropiciele smaków” Kashiwai Hisashi.

Ile bym dała, by usłyszeć opis podawanego menu jak wyżej kiedykolwiek w przyszłości w prawdziwej japońskiej restauracji, w samej Japonii.  Niestety było mi to dane dotychczas tylko w przeczytanej książce. Ale dobre i to😏.

 Akcja dzieje się w małej, bocznej uliczce Kioto, gdzie mieści się Jadłodajnia Kamogawa. Gotuje Nagare, były policjant aktualnie na emeryturze. Wdowiec, ciągle wspominający swą zmarłą żonę Kikuko prowadzący jadłodajnię ze swą prawie trzydziestoletnią córką Koishi. Nagare zajmujący się profesjonalnym odnajdywaniem pewnych smaków z przeszłości. Przyjmujący klientów i starający się dowiedzieć przy pomocy córki jak najwięcej o zapamiętanym smaku, by potem wiernie go odtworzyć. 

To książka z gatunku „cosy places” na jakie jest teraz moda w azjatyckiej prozie. Jej autor Kashiwai Hisashi wydał według portalu Lubimy czytać dwie części tego cyklu. Pierwsza to właśnie „Kamogawa. Tropiciele smaków” wydana po raz pierwszy w 2013 roku, a druga to jej kontynuacja pt. „Kamogawa. Tropiciele smaków. Drugie danie”, która polską premierę miała w czerwcu br., a światową miała rok po wydaniu pierwszego tomu. Nie jest to pisarz zajmujący się profesjonalnie pisaniem. O samym autorze dowiedziałam się, że „urodził się w 1952 roku i wychował w Kioto. Ukończył Uniwersytet Stomatologiczny w Osace. Po ukończeniu studiów wrócił do Kioto i pracował jako dentysta. Pisał dużo o swoim rodzinnym mieście i współpracował z programami telewizyjnymi  i czasopismami” (źródło: https://www.penguinrandomhouse.com/authors/2298082/hisashi-kashiwai/ ). Jego brak wprawy w pisaniu jest widoczny w publikacji „Kamogawa. Tropiciele smaków”. Mimo, że to ciepła historia o niezwykłym miejscu chwilami raziła mnie pompatycznym stylem, wymuszoną euforią czy powielanymi w każdym rozdziale schematami. Musicie bowiem wiedzieć, że pozycja składa się z pięciu odcinków. W każdym z nich Nagare próbuje z detektywistyczną wnikliwością wytropić inny smak zlecony przez klienta. Jego były policyjny partner, Kuboyama szuka smaku udon w kociołku, który robiła zmarła piętnaście lat temu jego pierwsza żona, Chieko. W rozdziale drugim pewna starsza kobieta pragnie doświadczyć jeszcze raz smaku beef stew – potrawki z wołowiny, którą jadła ponad pięćdziesiąt lat temu w trakcie jedynego spotkania z inteligentnym młodym człowiekiem, który jej się oświadczył. W trzecim rozdziale do Jadłodajni przychodzi elegancki pan, Iwakura oczekujący dostarczenia sushi z makrelą, którą jadał jako ośmiolatek w hotelu w stylu japońskim w Kioto. I tak dalej. Każdy z poszukujących szuka smaków z różnych powodów. Wielu z nich tęskni, inni chcą doświadczyć jeszcze raz tego, co dawno utracone. Inni chcą tylko sobie przypomnieć siebie sprzed lat. 

Kashiwai Hisashi prowadzi narrację w utarty sposób. Każdy rozdział rozpoczyna się od gościa, od czasu do czasu tekst schodzi na pałętającego się kota, Osmolucha. Gospodarze częstują gościa posiłkiem, a następnie Koishi odbiera od nich zamówienie na usługi detektywistyczne. Jej postać jest tak infantylna, że aż mnie razi (pamiętajcie, że to prawie trzydziestoletnia kobieta!) i jestem ogromnie zdziwiona, że to jej autor powierzył odbieranie szczegółów zamówienia od klientów. Chwilami miałam wrażenie, że Koishi ma 10 lat🤔. Następnie w drugiej części rozdziału restauratorzy znowu spotykają się z klientami, gdzie serwują wytropione danie. Oczywiście wiele jest przy tych scenach dialogu, refleksji, powracania do przeszłości. Wszystko oczywiście dzieje się w powolny, nostalgiczny sposób, właściwy dla japońskiej literatury. 

Książka zdecydowanie jako przerywnik. Kolejna z „cosy place”, które jak widać zyskało popularność w Japonii już dawno temu, a do nas zawitało z dziesięcioletnim opóźnieniem. Prawdą jest, gdy czyta się książkę opisującą magiczne, ciekawe miejsce po raz pierwszy ma to swój niespodziewany urok. Gdy czyta się książkę osadzoną w podobnym miejscu po raz któryś, to traci to czytanie swój czar.

Jeśli jednak nie mieliście do czynienia z tego typu gatunkiem to sięgnijcie do „Kamogawa. Tropiciele smaków”, w której przeczytacie o wyśmienitych potrawach i wyjątkowych detektywach poszukujących dawno utraconych smaków. 

Ja doceniam tę publikację szczególnie za jej wartość kulinarną i podróżniczą. Dzięki pragnieniom poszczególnych bohaterów i umiejętnościom detektywistycznym emerytowanego policjanta mogłam wybrać się w podróż po różnych zakątkach Japonii, poznać różne potrawy, zaznajomić się z ciekawymi ludźmi i odwiedzić przepiękne miejsca. Taka podróż bynajmniej nie przewodnikowa to ogromna wartość tej lektury👍. 

Moja ocena: 7/10

Książkę wydała Grupa Wydawnicza Relacja, a ją przeczytałam w biblioteczce Legimi

„Pochwała cienia” Jun’ichirō Tanizaki

POCHWAŁA CIENIA

  • Autor: JUN’ICHIRŌ TANIZAKI
  • Wydawnictwo: KARAKTER
  • Seria: SERIA JAPOŃSKA
  • Liczba stron: 80
  • Data premiery w tym wydaniu: 5.10.2016
  • Rok premiery światowej: 1933

Po książce wydanej po raz pierwszy w 1906 roku pt. „Księga herbaty” przyszła kolej na zbiór esejów debiutujący w 1933 roku😁. Jego autorem jest Jun’ichirō Tanizaki nazwany przez tłumacza w części „Śladami pędzla. Wstęp tłumacza”olbrzym nowożytnej japońskiej literatury. Niezwykle szanowany w swoim kraju…”. Obie książki wydane zostały przez Wydawnictwa Karakter

Pochwała cienia” Jun’ichirō Tanizaki to zbiór króciutkich miniaturek literackich. Tanizaki rozprawia się w nich z tradycyjną japońską architekturą, zachodnimi nowinkami technicznymi, wszechobecnym światłem dostarczanym w wyniku energii elektrycznej, rytuałem picia herbaty czy oczekiwaniami starszych względem młodszych. W zatytułowanych esejach autor wielokrotnie wraca do cienia i światła przez tradycyjny papier zatrzymujący promienie, które był stałym wyposażeniem każdego domu bez względu na jego status finansowy. Jedne eseje są bardziej lub mniej ciekawe. Niektóre motywy się powielają. Bez wątpienia jednak książeczka ta stanowi ogromną wartość edukacyjną w aspekcie Japonii, której już nie ma. 

Ciekawie jest przeczytać eseje pisane przez kogoś, kto żył w latach 1886 – 1965. Tym bardziej, że książka ta po raz pierwszy została wydane prawie sto lat temu. Dzięki zapoznaniu się z nią mogłam doświadczyć nad czym dumał jej sławny japoński powieściopisarz, eseista, scenarzysta filmów niemych, a później dźwiękowych. Tanizaki wielokrotnie w „Pochwale cienia” nawiązuje do tego, co sam przeżył, czego doświadczył, co pamięta z przeszłości. Jakby chciał udowodnić współczesnemu czytelnikowi, że faktycznie był świadkiem wielu przemian w sferze gospodarczo – społecznej, z którymi swego czasu musieli się mierzyć ówcześni Japończycy. Wspominając makijaż czy tradycyjny strój kobiecy wspomina własną matkę i własne ciotki. 

(…) w teatrze Bunraku lalki wyobrażające postaci kobiet mają jedynie głowy i dłonie. Tułów, nogi i stopy ukryte są po długimi połami kimona…(…) Według mnie jest to obraz bardzo bliski rzeczywistości, ponieważ przed laty kobieta rzeczywiście „istniała” od kołnierza w górę i od brzegów rękawów w dół…” – Uroda kobieca” [w:] „Pochwała cienia” Jun’ichirō Tanizaki.

(…) Trudno wyobrazić sobie biel doskonalszą od twarzy uśmiechniętej dziewczyny, której zęby połyskują jak czarna laka w chyboczącym cieniu lampy, za każdym razem, gdy prześwitują spomiędzy zielonych warg, mieniących się tęczowym światłem jak błędne ogniki.” – Świat cienia” [w:] „Pochwała cienia” Jun’ichirō Tanizaki.

Rozprawiając się ze współczesnym sobie światem, szybkimi zmianami technologicznymi, urbanistycznymi czy architektonicznymi stawia siebie w roli obserwatora, który dochodzi do różnych wniosków niekoniecznie przychylnych dla zmieniającego się świata. 

„(…) Wygląda na to, że w miarę jak się starzejemy, jesteśmy coraz bardzie skłonni wierzyć, że wszystko bez wyjątku było lepsze kiedyś niż teraz. Sto lat temu starsi ludzie tęsknili za czasami sprzed dwustu lat, ci, co żyli dwieście lat temu – za czasami sprzed trzystu. Nigdy więc nie było tak, byśmy byli zadowoleni z czasów, w których żyjemy.” –Zrzędzenia starego człowieka” [w:] „Pochwała cienia” Jun’ichirō Tanizaki.

Wspominając najdoskonalsze japońskie wychodki, które zostały stworzone wprost „z myślą o zapewnieniu duchowego odprężenia” zabiera czytelnika do swego domostwa, które budował, w którym mieszkał. 

(…) Jest zawsze oddalony od głównego budynku, z którym łączy go przykryty oddzielnym zadaszeniem pieszy ciąg. Stoi zwykle w zadrzewionym kącie ogrodu, dokąd dolatuje świeży zapach liści i mchu.” – Świątynie Kioto i Nary. Hymn na cześć japońskiego wychodka” [w:] „Pochwała cienia” Jun’ichirō Tanizaki.

W wielu miejscach Tanizaki idzie dalej twierdząc, że gdyby pewne wynalazki stworzone zostały przez Japończyków zostałyby wynalezione w doskonalszy sposób. Dotyczy to pióra wiecznego, papieru, a nawet armatury łazienkowej i nie tylko. 

(…) gdyby nowoczesna medycyna rozwinęła się w Japonii, stworzylibyśmy najpewniej taki sprzęt i aparaturę do leczenia chorych, które lepiej komponowałyby się z japońskim wnętrzem. Oto kolejny przykład tego, jak bardzo tracimy na skutek czerpania wzorów od innych.” – Papier, patyna, nefryt” [w:] „Pochwała cienia” Jun’ichirō Tanizaki.

„A gdybyśmy to my wynaleźli gramofon i radio, nieporównanie wierniej odtwarzałyby one nasze głosy i naszą muzykę, wydobywając ich specyficzne niuanse. W istocie nasza rodzima muzyka polega głównie na powściąganiu, kardynalną rolę odgrywa tam nastrój, toteż nagrywanie jej lub puszczanie z megafonów odbiera jej niemal cały urok. Rozmowę wolimy prowadzić zniżonym głosem, posługujemy się niedomówieniem, nade wszystko cenimy pauzę, ciszę, czyli ma.” – Rojenia pisarza” [w:] „Pochwała cienia” Jun’ichirō Tanizaki.

Niesamowicie wartościowa książka w aspekcie społecznym. Chwilami Jun’ichirō Tanizaki zanudzał mnie tym ciągłym wracaniem do tego co chińskie i japońskie, do tego co stare, a nie nowe, do tego co matowe, a nie błyszczące. Momentami już miałam dość udowadniania, że Japończycy lepiej wynaleźliby światło i klosze, które właściwiej dla nich, a i pewnie dla całego świata, przewodziłyby promienie. Takie dysputy okazały się jednak bardzo odświeżające i wartościowe edukacyjne. To jakby prowadzić rozmowę z bardzo inteligentnym człowiekiem, który ma odmienne od naszego zdanie. W sumie chętnie zagłębiałam się w architekturę dachu, bardziej rozłożystego, chroniącego przed słońcem jako przeciwwaga do zachodnich dachów. Sama zastanawiałam się, który teatr był bardziej estetyczny czy lepiej na scenie pozwalał odgrywać role kobiece. Wiele takich smaczków przeczytacie w tej książce. Nawet jest i o Einsteinie, któremu Jun’ichirō Tanizaki w pewnym momencie jako prześwietny rozmówca towarzyszył w podróży po Japonii. 

„Pochwała cienia” Jun’ichirō Tanizaki jest jakby taką walką nowym ze starym. Tylko nowe to tak naprawdę dla współczesnego czytelnika już jest stare😏. Trochę taką więc walką z cieniem, z Japonią której już nie ma, która odeszła. A o której bardzo mądrze jest czasem poczytać. 

Moja ocena: 7/10

Książkę wydało Wydawnictwo Karakter, a ja z tą publikacją zaznajomiłam się dzięki Legimi.