Recenzja przedpremierowa – „Miasto głupców” Hanna Greń

MIASTO GŁUPCÓW

  • Autor: HANNA GREŃ
  • Seria: DIONIZA REMAŃSKA (TOM 4)
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron:424
  • Data premiery: 05.05.2021r.

Miło mi zaprezentować Wam kolejną książkę, która premierę będzie miała 5 maja. To „Miasto głupców” @Hanna Greń – strona autorska (https://hannagren.pl/). Przed Wami kolejna recenzja przedpremierowa, którą udało mi się napisać, z czego się bardzo cieszę.

„Miasto głupców” to czwarta część cyklu z Dionizą Remańską. Książkę można oczywiście czytać bez znajomości poprzednich tomu, ale jeśli ktoś nie czytał to zdecydowanie polecam wcześniejsze części, cyklu, który bardzo sobie cenię. Przyznaję, że na tą część czekałam z utęsknieniem. Książki Hanny Greń recenzowałam nie raz. Przypominam poprzednie recenzje książek z serii: Wioska kłamców oraz Więzy krwi. Jak sama autorka o sobie pisze na jej oficjalnym profilu FB „Ekonomistka z wykształcenia, kryminalistka z wyboru”. Przypomnę, że doświadczenie ekonomiczne przydało się Hannie Greń przy okazji pisania Północnej zmiany. Jakie doświadczenie tym razem wykorzysta Greń w swej powieści, by Dioniza mogła nas zaskoczyć? Czy ekonomiczne, czy kryminalne? 

Trudno dotrzeć do prawdy, gdy wszyscy wokół milczą jak zaklęci”. – z opisu wydawcy.

Lubię w recenzjach wykorzystywać cytaty z opisu wydawcy, które wyjątkowo wpadły mi w oko. Ten cytat spodobał mi się bardzo, daje przedsmak ogromnej tajemnicy. Tajemnicy, o której nikt nie chce mówić. Tajemnicy, z którą muszą się borykać Magdalena i Krzysztof Witeccy. Tajemnicy ogrodu przy uroczym domku w Jasieniu, w którym Witeccy mieli rozpocząć dalsze, szczęśliwe życie. Tajemnicy, której początek sięga morderstwa Białej Matyldy. Matyldy, która  do dzisiaj nawiedza miejsce swej śmierci.  Niestety, samodzielne próby wyjaśnienia zjawiska okazują się nieudane. Sąsiedzi nie są skorzy do pomocy. Witeccy nie dają jednak za wygraną, wszak wprowadzili się do wymarzonego domku i proszą o pomoc Dionizę Remańską. Dioniza, z typowym dla siebie urokiem, rozpoczyna śledztwo. Śledztwo, które ujawnia, że śmierć miejscowej Zosi Rusek nie była przypadkowa, a nierozwiązane sprawy sprzed lat kładą cień na aktualne wydarzenia.

Wyjątkowe imię

Nie mogłam odmówić sobie nawiązania do wyjątkowego imienia głównej bohaterki. Dowiedziałam się, że Dioniza pochodzi od imienia Dionizosa, greckiego boga wina, płodności i plonów. W Bazie imion przeczytałam natomiast, że „Dioniza bywa najczęściej dość specyficzną osobą, którą jedni uwielbiają, inni – wręcz przeciwnie” (źródło: baza imion). Taka właśnie jest Dioniza. Jedni, jak Marcin Lipski czy Ratio ją uwielbiają. Inni nie potrafią jej znieść, jest dla nich antypatyczna. Jeszcze inni uczą się jej, jak nieznanego dotąd przedmiotu. Poznają, penetrują zakamarki jej duszy. Starają się jak mogą, by odkryć to co jest do odkrycia. Jak Szymon Ogiński.

Powieść skonstruowana jest bardzo dobrze. To kolejny kryminał autorki z bardzo dobrze rozbudowanym wątkiem obyczajowym. Zatytułowane rozdziały zostały wzbogacone datą i miejscem akcji. Narracja jest trzecioosobowa. Greń oprócz bieżących wydarzeń zabiera czytelnik w podróż w przeszłość. Pozwala dowiedzieć się nam co się wydarzyło „Kiedyś, gdzieś”. Przez długi czas zastanawiałam się o kim jest ta historia z przeszłości. Na szczęście wszystkie wątki obyczajowe ułożyły się w jedną spójną całość. To te zdarzenia z „Kiedyś, gdzieś” okazały się dla mnie najbardziej traumatyczne. Greń bardzo dobrze zakotwiczyła we mnie tragedię samotnego dziecka. Samotnego dziecka wychowanego jedynie przez matkę. Matkę, która nie potrafiła opiekować się jak należy swoim potomstwem. Potrafiła tylko krzywdzić i z tej krzywdy się cieszyć. Momentami jej oblicze wyglądało „(…) jak maska złośliwego clowna”. Dziecko wielokrotnie nie wiedziało, „(…) czy bardziej boi się bicia, czy tego właśnie śmiechu, strasznego, wręcz nieludzkiego”. Sama jestem matką. Dlatego bohaterki matek, które bardziej lub mniej świadomie krzywdzą swoje dzieci, tak zapadają mi w pamięć, tak mnie męczą. Na Hannę Greń można liczyć. Z fabuły czytelnik dowiaduje się, co spowodowało zmianę w zachowaniu matki. Gdzie był początek zła, które potem rozrosło się do niebotycznych rozmiarów.

Niezwykle spodobała mi się relacja Diony z Ratiem –  młodym chłopakiem, którego Dioniza wzięła pod swoje skrzydła w przeszłości. Okazuje się, że Ratio nie pojawił się w domu Dionizy nadaremno. Dla prowadzonego dochodzenia okazał się osobą kluczową.  Mimo specyficznych cech, Ratio okazał się mężczyzną z wieloma talentami. Sama Dioniza, jak zwykle inteligenta, zdeterminowana, z poczuciem humoru oraz dystansem do siebie i otaczającego ją świata. W śledztwie pomaga jej zdobyte doświadczenie w policji. Zasadniczo w stosowanych metodach, praca Pani Prywatnej Detektyw Dionizy Remańskiej niewiele się różni od sposobów postępowania i dedukcji policjantów prowadzących śledztwo. Współpraca z miejską policją faktycznie Dionie układa się wyśmienicie. Coś jakby Poirot i inspektor Japp ze Scotland Yardu. Tylko trochę w ulepszonej wersji. Policjanci nie są sceptycznie nastawieni do pracy „małych szarych komórek” Diony, wręcz przeciwnie, z każdego rozwikłanego wątku czerpią pełnymi garściami zbliżając się do rozwiązania zagadki. Uwielbiam Dionę, ale wolę ją w wersji bardziej „z pazurem”. Moim zdaniem, za mało w tej części samej Diony. Jest wielu bardzo dobrze wykreowanych bohaterów, czuję jednak niedosyt samą Dioną. To oczywiste, gdy uważa się ją za najbardziej atrakcyjny element serii. Zabrakło mi również pociągniętego wątku Witeckich, od których wszak ta cała historia się zaczęła. Czytelnik nie wie co się z nimi stało, nie wie czy powrócą kiedykolwiek do swego uroczego, malowniczego, wyremontowanego własnym sumptem domku w Jasieniu, by wieść szczęśliwe życie. Szkoda, bo w wątkach obyczajowych Hanna Greń jest po prostu mistrzynią!!!

Bardzo dobrze autorka oddała cechy hermetycznej społeczności. Społeczności małej, w której „ręka rękę myje” a wspólne sekrety spajają bardziej niż jakakolwiek przysięga małżeństwa. Tak dobrze oddana małomiasteczkowa rzeczywistość powodowała, że miejscami zaczynałam się sama dusić czując na sobie spojrzenia ludzkich oczu wychylających się dyskretnie zza firanek. Żadna recenzja nie odda tego majstersztyku autorki w obrazowaniu ludzkich, małomiasteczkowych przywar. Musicie sami przeczytać o tym mieście głupców. Prawdziwym mieście głupców.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

„Północna zmiana” Hanna Greń

PÓŁNOCNA ZMIANA

  • Autor: HANNA GREŃ
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron:406
  • Data premiery:10.02.2021r.
  • Moja ocena:6/10

„(…) wolna sobota, mimo że zaledwie jedna w miesiącu, jest demoralizującym pracowników wymysłem zgniłego imperializmu. Wszak ludziom powinno wystarczyć, że w soboty pracują tylko sześć godzin. Po co im więcej wolnego czasu? To niepotrzebne, a nawet niebezpieczne. Zaczną częściej uczestniczyć w różnych imprezach, spotykać się w większym gronie…”.

Hanna Greń „Północna zmiana”

Od premiery najnowszej powieści Hanny Greń minął już ponad miesiąc, więc ja szybciutko publikuję moją recenzję. Zaczęłam ją od przewrotnego cytatu. Dochodząc do tego momentu i pamiętając pracujące soboty moich rodziców pomyślałam, że książka będzie mi się podobać. Zauważyłam następującą zależność: im więcej opisów znanych mi z własnego życia, tym bardziej pozytywny odbiór. Twórczość Hanny Greń, emerytowanej księgowej znam z cyklu z Dionizą Remańską (moje recenzje znajdziecie na przykład tu: https://slonecznastronazycia.blog/2020/03/14/wioska-klamcow-hanna-gren/https://slonecznastronazycia.blog/2020/06/11/wiezy-krwi-hanna-gren/ ). Czytając opis wydawcy spodziewałam się mocnego, trzymającego w napięciu kryminału w stylu retro (akcja osadzona jest w latach osiemdziesiątych). Muszę przyznać, że wątek kryminalny w książce się znalazł. Nie jest on jednak, co jest zaskoczeniem, wątkiem dominującym. Czy można polubić twórczość Hanny Greń w tej odsłonie? Mam nadzieję, że ta recenzja udzieli Wam odpowiedzi na to pytanie.

Gdzie i co się dzieje?

Akcja osadzona jest w latach osiemdziesiątych. Główną bohaterką jest młoda Inga Piątkowska, absolwentka liceum, pracująca od trzech miesięcy w dziale księgowym w bielskim Instal-Budzie.  Mimo młodego wieku Inga ma już za sobą smutne doświadczenia. Nieudany związek z Krzyśkiem, który uprzykrza jej życie pracując w tym samym przedsiębiorstwie. Samobójstwo swego przyjaciela Macieja Swift (nie mylić z Taylor Swift) i niesłuszne oskarżenia o jego śmierć. Trudna relacja z bratem Macieja – Norbertem, który z jednej strony ją fascynuje, z drugiej jego zachowanie jest dla niej odpychające. Dzięki swojej rzetelnej pracy Inga zostaje wysłana przez swojego przełożonego do Jastrzębiej Góry, nadmorskiej miejscowości, w której Instal-Bud prowadzi dom wczasowy dla pracowników (Pamiętacie? Jeździliście z rodzicami? – ja tak). Inga zastępuje w nim kierowniczkę przebywającą na zwolnieniu lekarskim. Rozkoszując się pobytem w delegacji Inga poznaje dwóch studentów – Marka i Pawła – oraz Brinka Speedmana, Kanadyjczyka odwiedzającego Polskę i nieznaną dotychczas rodzinę. Dla Brinka Inga wygląda znajomo. Po powrocie do rodzinnego Bielska-Białej o Brinku już prawie zdążyła zapomnieć, gdy dowiaduje się, że Brink szukał jej ojca. Niestety, wkrótce po dwóch wizytach w rodzinnym domu Ingi, Brink znika. O tym co ją tak naprawdę łączy z Brinkiem Speedmanem, Inga dowiedziała się podczas wizyty u swojej babci w rodzinnej miejscowości ojca Legardzie, Martiny Speedman. Tak naprawdę odkrycie tajemnicy po co Brink pojawił się w Polsce, zajęło Indze kilka lat. Kilka lat, w których dzięki różnym pobocznym wątkom poznajemy zagmatwane losy Ingi i jej rodziny. Jak poradzi sobie młoda dziewczyna w wielkim mieście, w miejskiej dżungli, w trudnym, dorosłym życiu? Mnie już nie pytajcie, po prostu dowiedzcie się sami.

Czytając relacje w pracy z perspektywy lat osiemdziesiątych, wykorzystywane narzędzia, styl pracy księgowych (dobrze znany autorce, bo bądź co bądź sama korzystała z takich narzędzi jako księgowa) przeniosłam się w świat jak z serialu „Czterdziestolatek”. Wiele postaci w mojej wyobraźni wyglądały jak koleżanki – laborantki Madzi Karwowskiej. Pijące kawę, palące papierosy (Klubowe lub Popularne, innych nie było) plotkujące o mężach, rozmawiające o brakach w sklepach i wybierające się na połów „rzuconych” do sklepów towarów. Wiele PRL-owskich sformułowań sama poznawałam. Dowiedziałam się między innymi, co autorka określiła mianem „powielacza”, po co księgowym hale maszyn i dlaczego obsługa ascoty wydawała się taka trudna. Odkryłam PRL-owskie określenie żyletki. To mojka. Prawie zasmakowałam się w zimnym euro specialu.  Relacje w domu Ingi również są iście PRL-owskie. Władcza matka, faworyzująca starszą siostrę Ingi, Kingę (zdaniem samej bohaterki jej imię jest również spadkiem po starszej siostrze, odjęto przecież tylko literę „k”). Cichy, nie wnoszący sprzeciwu matce ojciec. Nie ofiara, jak pierwotnie myśli Inga, lecz również współwinny atmosfery w domu i wykorzystywania Ingi dla realizacji celów jej starszej siostry. Winny wręcz słabej pozycji Ingi we własnym domu. Winny niechęci własnej matki do niej. Winny tego, że zawsze czuła się inna, gorsza, niepasująca do reszty.

Nie dziwię się, że Hanna Greń wzięła na warsztat lata, w których żyła sama i sama pracowała. Jest to zapewne rzeczywistość jej bardzo dobrze znana. Kto inny umiałby przekonująco opisać maszyny księgujące i szubienice kont, jak nie wieloletnia księgowa?

Dla kogo rzeczywistość składająca się z trzech pracujących sobót w miesiącu była oczywistością, jak nie dla tego kto sam tak pracował. Greń nie ocenia minionych lat, nie stygmatyzuje. Opisuje je w sposób, w jaki wyglądały. Rzeczywistość nie jest ani przejaskrawiona, ani mroczna. Jest obiektywna. To jest wielka zaleta tej książki. Czasy PRLu i ważnych wydarzeń, jak na przykład skutki działalności politycznej Ingi w opozycji, są również opisane z dystansem. To dobrze. Tym samym zagadnienia te nie zagłuszyły głównego wątku. Wątku Ingi.  Jej życia codziennego i rodzinnych tajemnic, które po kolei odkrywała sama. Niestety, nawet tak doświadczona autorka nie jest wolna od błędów. Niektórzy z czytelników są w stanie je wyłapać. Mi niestety przypadła ta rola☹. Najpierw czytamy, że szwagier Ingi – Bogdan Olszar ma brata Mariana, którego z Ingą chce zeswatać jej matka. Brata, którego nigdy nie ma na spotkaniach rodzinnych. Brata, który również nie uczestniczył w weselu Bogdana i Kingi. Kilka stron dalej czytamy, że Bogdan był jedynakiem. Przeczytałam ten fragment wielokrotnie. Niestety, tkwił nadal na stronach książki i wzierał się w moją świadomość w treści „(…) Inga nie rozumiała, dlaczego młodzi musieli zamieszkać u Piątkowskich, skoro Bogdan był jedynakiem, a jego rodzice mieli dużą willę na obrzeżach miasta (…)”. W takich momentach zastanawiam się kto zawinił. Kto powinien wyłapać taką nieścisłość? Autor, redaktor, czy pierwszy recenzent? Ps. Okazuje się, że nieobecność Mariana w życiu rodziny Piątkowskich nie była przypadkowa. Inga poznała go już wcześniej, w innych okolicznościach. Spotkanie z nim po latach w towarzystwie teściów siostry przyczyniło się do poznania tajemnicy zaginięcia Brinka Speedmana.

Miłym zaskoczeniem w powieści był wątek prababki Ingi, której główna bohaterka zawdzięcza urodę. Polubiłam historię kanadyjskiej Indianki, która po śmierci męża – poszukiwacza złota musiała wychowywać sama kilkoro dzieci. Autorka wielokrotnie nawiązywała do pochodzenia Ingi, reakcji władz komunistycznych i otoczenia na to odkrycie. Każde oczywiście inne. Nie dziwi również portret milicji ukazany w książce, również członków SB. Inaczej niż znamy z kart historii. Zwykle znamy oprawców, mało inteligentnych wykonawców rozkazów, ówczesnej misji. Tu poznajemy inteligentnych ludzi, potrafiących ustosunkować się do otaczającego świata. Nie ma porterach zbędnej agresji. Zwykle czyny milicjantów są wyważone, uzasadnione w pełni, wręcz momentami delikatne. Milicja, a nawet bezpieka jest tam gdzie powinna, ratuje niewinnych i ochrania zagrożonych. Nie mogę się pokusić, by nie wyjaśnić: mąż autorki był policjantem. Wielu policjantów rozpoczynało swoją karierę jeszcze w czasach milicji. Hanna Greń może znać to środowisko od środka. Czytając notkę biograficzną w Indze odszukuję Hannę Greń, w jej ukochanym Norbercie Swifcie – męża. Chociaż z drugiej strony mogłabym napisać. Czytając notkę biograficzną w Lucynie przyjaciółce Ingi odnajduję Hannę Greń, a w jej ukochanym milicjancie Jerzym Jagielskim – jej męża. I tu, i tu mamy do czynienia z parą: księgowa i miły milicjant/policjant. Czy jest coś z biografii autorki w książce „Północna zmiana” tego nie jestem Wam w stanie powiedzieć. Oby nie. Losy rodziny Piątkowskich i Swiftów są tak zawiłe, wręcz momentami patologiczne, że dobrze by było gdyby okazały się tylko efektem wyobraźni autorki.

Kryminał czy obyczaj?

„Północna zmiana” potwierdza, że Hanna Greń potrafi napisać powieść obyczajową, wręcz sagę rodzinną. To nowe odkrycie. To nowa Hanna Greń, którą warto poznać. W mojej opinii w powieści zabrakło sprawnego połączenia wątków obyczajowych z wątkami kryminalnymi. Jednym zdaniem: jak dla mnie za mało kryminału w kryminale. Historia zniknięcia Brinka rozwiązana została przez przypadkowe spotkanie po 3 latach. Milicjanci, mimo, że ukazani w pozytywnym świetle, okazali się mało sprawnymi śledczymi. Nie wiem czy zakwalifikowanie książki do kryminałów to dobra decyzja. Przyznajcie sami, po kryminałach spodziewamy się zwykle czegoś innego. Całkowicie nierozwiązane zostały niezdrowe relacje w rodzinie Piątkowskich, Swiftów, Olszarów czy Graczyków. Autorka opisała je, jakie są. Zrobiła jakby portret chcąc nam pokazać: zobaczcie jak źle może być w niektórych rodzinach, jakimi słabymi i pazernymi ludźmi mogą okazać się rodzice, jak niektóre babcie mogą traktować wnuczki zrodzone nie ze swej winy „z grzechu”, jak pobłażliwość rodziców wychowuje potworów itd. Liczyłam, że ukazując tak złożone, a przede wszystkim różne rodzinne sytuacje Greń pokusi się o przynajmniej delikatny rys psychologiczny. Spróbuje odpowiedzieć na pytanie, co się dzieje w głowach, duszach dorosłych ludzi, którzy tworzą tak chorobliwe relacje.  Niestety, tego nie doczekałam się do ostatniej strony książki, a chętnie bym o tym przeczytała.

Odpowiadając na postawione pytanie we wstępie: Czy można polubić twórczość Hanny Greń w tej odsłonie? Odpowiadam można. Pytanie tylko, czego tak naprawdę w tym momencie poszukujesz w powieści. Jeśli sagi rodzinnej ukazującej jest trudną historię, to ta pozycja jest dla Ciebie. Jeśli szukasz Drogi Czytelniku, mrożącej w krew w żyłach zbrodni i pasjonującego śledztwa, to ta książka nie zaspokoi Twoich pragnień. Musisz szukać dalej…

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

„Awers” antologia opowiadań kryminalnych

AWERS

  • Autor:ADRIAN BEDNAREK, RYSZARD ĆWIRLEJ, HANNA GREŃ I INNI
  • Wydawnictwo:CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 431
  • Data premiery:14.10.2020r.
  • Moja ocena: 7/10

 „Kłamstwem można zajść bardzo daleko, trzeba tylko pamiętać, że nie da się już wrócić.”

                                                Izabela Janiszewska – „Cała prawda o kłamstwie”

„Awers” to antologia opowiadań 12 czołowych polskich pisarzy kryminałów. Wiem, wiem już pisałam, że opowiadania nie są moją ulubioną formą literacką… ale cóż poradzę, jeśli w jednej książce publikuje tylu wspaniałych autorów, w których książki zaczytuję się po nocach. W publikacji znajdziemy autorów znanych z poprzedniej części antologii – „Rewersu”: Martę Guzowską, Ryszarda Ćwirleja i Roberta Małeckiego oraz debiutujących Martę Matyszczak twórczynię serii Kryminału pod psem, Izabelę Janiszewską („Wrzask”, „Histeria”), Małgorzatę Rogalę, której serię z Agatą Górską‍ i Sławkiem Tomczykiem‍ przeczytałam całą i wielu innych.

Otwarcie antologii jest mocne. Czytając „Nieznajomą” autorstwa Adriana Bednarka zastanawiałam się co będzie dalej. Dalej….a dalej było raz lepiej, raz gorzej. Jak w życiu.  Przyznaję, każdy autor ma inny styl. Każdy autor lepiej lub gorzej radzi sobie z tą formą. Opowieści różnią się więc klimatem, umiejscowieniem, tempem narracji, bohaterami, a co najważniejsze wątkami kryminalnymi. Miłym zaskoczeniem były przygody znanych już bohaterów. Nie spodziewałam się Agaty i Tomka w odsłonie z „Usługi” Rogali, ani aspirantki sztabowej Skalskiej z Grossem do pary w „Cierniach” Małeckiego.  Czytałam o ich przygodach z przyjemnością. Jednym z najlepszych tekstów „Awersu” jest historia utkana przez Martę Matyszczak. „Telefon z zaświatów” to proza całkowicie na poważnie. Jej dotychczasowego znanego mi stylu z serii Kryminału pod psem w tym opowiadaniu nie znajdziemy. Mimo, że autorka i właścicielka Gucia, a teraz Gacka, potrafi splatać ze sobą inteligentny humor ze zbrodnią w scenerii Śląska, w „Telefonie z zaświatów” udowadnia, że skrywane tajemnice nigdy nie śpią i mogą wyjść na światło dzienne w najmniej oczekiwanym momencie.

Przemysław Żarski mnie zaskoczył. W „Desperacji” opisał historię ojca, któremu ktoś na stacji benzynowej ukradł samochód, w którym spało jego ośmiomiesięczne dziecko…Dziecko, zostawione tylko na chwilkę. Opowiadanie trochę jak przestroga, trochę jak pokręcona historia, jak to u Żarskiego. Opowiadanie dotyka tematu przeznaczenia i moralności, poczucia sprawiedliwości oraz działania zgodnie z własnym sumieniem. Żarski, podobnie jak w cyklu o Robercie Krefcie, skłania nas do refleksji, że trudno zabliźniają się niektóre rany, a wiele z nich pozostawia głębokie blizny na całe życie.

 „Niebiański dom” Ryszarda Ćwirleja to historia z dreszczykiem oparta na sprawie związanej z ekskluzywnym domem seniora położonym w okolicy Kazimierza Dolnego.  Domem, w którym – jak się okazuje – seniorzy nie mogą czuć się bezpieczni, w którym seniorzy nie zaznają spokojnej starości….a raczej spokojnej śmierci. Ćwirlej nawet w tak krótkiej formie powraca do kwestii pozorności. Nie wszystko jest takie, jakie nam się wydaje, a prawda często jest całkowicie inna. Autor przypomina nam, że nie „wszystko złoto co się świeci”.  

Z jednej strony nie jestem miłośniczką krótkich form, dlatego czytałam książkę długo, robiąc przerwy pomiędzy opowiadaniami. Z drugiej jestem zagorzałą fanką kryminałów. Fanką wielu autorów, którzy pokusili się o opisanie wątków kryminalnych w krótszej wersji, niż 300-stronicowa książka. Jeśli jesteś fanem kryminałów, na pewno znajdziesz w antologii coś dla siebie. Ja znalazłam

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

„Więzy krwi” Hanna Greń

GrenHanna WiezyKrwi

WIĘZY KRWI

  • Autor: HANNA GREŃ

  • Seria: DIONIZA REMAŃSKA (TOM 2)

  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA

  • Liczba stron: 384

  • Data premiery: 06.05.2020r.

  • Moja ocena: 7/10

Więzy krwi” to drugi po „Wiosce kłamców” tom z serii o Dionizie Remańskiej. Można ją oczywiście czytać bez znajomości pierwszego tomu, ale jeśli ktoś nie czytał to zdecydowanie polecam obie części.

Dioniza planuje otworzyć z ojczymem biuro detektywistyczne, w ramach swoistej rozgrzewki przyjmuje od kolegi policjanta niezwykłe zlecenie. W Świercznicy, wiosce znajdującej się w okolicy znanej nam z pierwszego tomu „Wioski kłamców”, zostaje zgwałcona i zamordowana młoda dziewczyna. Policyjne śledztwo nie wykazuje żadnych tropów, więc Marcin Lipski pełniący obowiązki komendanta policji prosi kobietę w pomoc. Ma pokręcić się po wiosce, popytać i wyciągnąć od ludzi informacje, którymi nie byli chętni podzielić się z policją. Przyjeżdża na miejsce w towarzystwie młodej policjantki i dalekiej kuzynki Marcina Jeminą Dorycką. Kobiety udają studentki, które piszą pracę magisterską na temat stosunku tubylców do przyjezdnych i starają się dotrzeć do osób, z którymi rozmawiała zamordowana Wioletta Kamińska. Czego dziewczyna szukała w oddalonej o wiele kilometrów od jej miejsca zamieszkania wiosce? Komu i z jakiego powody jej obecność zagrażała na tyle, że posunął się do morderstwa. Czytaj dalej

„Wioska kłamców” Hanna Greń

Gren WioskaKlamcow2

WIOSKA KŁAMCÓW

  • Autor:HANNA GREŃ

  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA

  • Liczba stron: 334

  • Data premiery: 29.01.2012r.

  • Moja ocena: 8/10

Najnowsza powieść Hanny Greń pt. „Wioska kłamców” to pierwsza przeczytana przeze mnie książka jej autorstwa. Nie do końca wiedziałam czego się po niej spodziewać, natomiast fakt, że została wydana przez Wydawnictwo Czwarta Strona i wiele pochlebnych, czytanych przeze mnie wcześniej, opinii o książkach autorki, sprawił, że zdecydowałam się po tę lekturę sięgnąć.

Dioniza Remańska po odejściu z policji postanawia odszukać zabójcę swego ojca. Bowiem jego zagadkowa śmierć nie daje jej spokoju. Niby winni zostali już skazani i siedzą w więzieniu, ale dziewczyna wątpi w ich winę. Udaje się więc do wioski, w której on mieszkał i w której mieszkają rodziny skazanych, żeby poznać okoliczności towarzyszące temu zdarzeniu. Oczywiście zjawia się tam pod przykrywką, jednak i tak okazuje się, że nie wszystkim mieszkańcom wioski jest na rękę jej pobyt tam, wielu z nich ma coś do ukrycia. Czy dziewczynie uda się rozwiązać tę zagadkę? Czytaj dalej