„Sprawa Abrahamczika. W paszczy brunatnej hydry” Monika Kassner

SPRAWA ABRAHAMCZIKA. W PASZCZY BRUNATNEJ HYDRY

  • Autorka: MONIKA KASSNER
  • Wydawnictwo: SILESIA PROGRESS
  • Liczba stron: 184
  • Data premiery: 8.11.2024

Sprawa Abrahamczika. W paszczy brunatnej hydry” to czwarty tom cyklu z radcą  Adolfem Jendryskiem autorstwa @Monika.Kassner.strona.autorska. Opinie o poprzednich częściach znajdziecie również na moim blogu czytelniczym; Sprawa Salzmanna. Trup, którego nie było”, Sprawa Rolnika. Zbrodnia prawie doskonała”, „Sprawa rodziny Tebbe. Kolacja z mumią”. Autorka edukuje (jako historyczka i polonistka😁) o śląskości i jej trudnej historii. Na tegorocznych katowickich Targach Książki miała udaną dyskusję z @Sabina Waszut-strona autorska, która również porusza trudne śląskie tematy, takie jak Tragedia Górnośląska choćby w swej rewelacyjnej powieści „Ogrody na popiołach”. Tematem wspomnianej rozmowy była „Skomplikowana historia Śląska w literaturze”. Ja niezmiernie się cieszę, że dzięki premierze z 8 listopada br. od @Silesia Progress – śląskie wydawnictwo sama mogłam zanurzyć się w tej skomplikowanej historii śląskiej osadzonej w literackiej fikcji, gdzie historia miasta i przeszłość historyczna ma ogromne znaczenie. 

(…) Dlatego rzadko nosił się po cywilu, wolał mundur, który dodawał mu powagi i budził szacunek, a nawet strach. Niczego bardziej nie pragnął jak szacunku, nie gardził również strachem mieszkańców miasta, którzy, widząc nadchodzącego nadburmistrza, schodzili z drogi z wbitymi w chodnik spojrzeniami….” – Sprawa Abrahamczika. W paszczy brunatnej hydry” Monika Kassner. 

Tak nadburmistrza i kreisleitera Maxa Filluscha widzą mieszkańcy niemieckiego miasta Hindenburg w 1934 roku, gdy w swym własnym mieszkaniu życie traci w wyniku postrzału trzydziestodwuletni Leo Abrahamczik; radny i kierownik miejskiej policji. Komisarz kryminalny Josef Juretzki i lekarz sądowy Felix Kominek nie wierzą w samobójstwo. Zastraszeni przez Filluscha, który za śmierć radnego oskarża radcę Adolfa Jendryska rzekomego agenta polskiego wywiadu wspieranego przez brytyjską agenturę w osobie Lotti Dehner, rozpoczynają działania śledcze w sprawie Jendryska, który „(…) dwukrotnie posłużył się hindenburskiej policji: pierwszy raz, kiedy zatrzymał zabójców syna naczelnika Zaborza Antona Rollnika, a drugi tydzień temu, kiedy rozwiązał zagadkę morderstwa w domu inżyniera Wilmara Tebbego…” Wygląda na to, że tym razem problemy, w których znajduje się nazywany przez Lotti Adi są innej wagi. Sam radca występuje nie w roli tropiącego, lecz w roli zwierzyny. Czy uda mu się oczyścić z zarzutów? 

Zaskoczyła mnie Autorka tym, że akcję i czasoprzestrzeń trzeciego tomu osadzonego w dzisiejszym Zabrzu (wyłącznie pierwsza książka „Sprawa Salzmanna. Trup, którego nie było” dzieje się w innym mieście, w rodzinnych Świętochłowicach) umiejscowiła tylko tydzień po wydarzeniach opisanych w poprzednim tomie o tytule: „Sprawa rodziny Tebbe. Kolacja z mumią”.  To chyba jedyna dotychczas część, która tak wprost jest kontynuacją poprzedniej książki z serii. Dotychczas, z tego co pamiętam, poprzednie książki luźno nawiązywały do wydarzeń opisywanych we wcześniejszych częściach. Tym razem jednak stanowią ich pewną kontynuację. Kontynuowanie to jest odczuwalne na wielu płaszczyznach. Po pierwsze w osobie ofiary, z którą Jendrysek miał małą scysję opisaną przy śledztwie w domu dwóch dyrektorów zamieszkiwanym przez rodzinę inżyniera Wilmara Tebbego. Po drugie w osobach innych bohaterów, samych śledczych; Komisarza Juretzkiego i lekarza sądowego Kominka, czy hindenburskich doktorów Santariusa i Schwarzera. W akcję wplątany jest i oczywiście sam Wilmar Tebbe, jego wytrawna gospodyni Martha Dives. Autorka wspomina samego emerytowanego naczelnika Rollnika i księdza Benka, z którymi Jendrysek od swej drugiej kryminalnej sprawy grywa w skata. Oczywiście i w tym tomie nie brakuje Lotti, której przeciwwagą jest sama Adelheid Jendrysek – nazywana wcześniej po prostu Hajdelką😁I tu duża niespodzianka. Hajdelka nie jest tylko spychaną na margines żoną nad wyraz aktywnego radcy. W tej części Monika Kassner oddaje jej więcej pola, nadaje jej ważniejszą rolę, o butności i odwadze nie wspominając. Taka Hajdelka bardziej mi się podoba niż dotychczasowa👍.

Faktycznie Jendryska jest zdecydowanie mniej niż w poprzednich częściach. O dziwo, nie przyszło mi za nim tęsknić. W roli, w którą umiejscowiła go jego Twórczyni również się spisał. Sam kryminalny wątek poprowadzony został w inny sposób, mniej poirotowski, bardziej śledczo-policyjny. W tej części mniej było rozpytywania, podchodów, obserwacji. Więcej typowo policyjnej roboty, myślenia, opierania się na dowodach, szukania. I bynajmniej ta część nie była z tego powodu gorsza od pozostałych. 

Bardzo doceniam wątek podjęty w powieści związany z rozbuchanym już na Śląsku nazizmem. Flagi w familokach są gęściej widoczne. Pozdrowienia Heil Hitler słyszane częściej. Sam Hitler częściej jest wspominany, czy to w prologu przy okazji otrzymania honorowego obywatelstwa Hindenburga czy w akcji umiejscawianej przy Adolf-Hitler-Strasse. 

„- To zbiorowe szaleństwo – westchnął proboszcz – Wszędzie niemieckie flagi i to okropne pozdrowienie. Ostatnio ministranci przywitali mnie w zakrystii, krzycząc „Heil Hitler” (…) 
– Albo jest się przyjacielem narodu, albo jego wrogiem, nic pośrodku – wtrącił naczelnik. – Wrogów i niezaangażowanych należy ścigać i izolować…” – Sprawa Abrahamczika. W paszczy brunatnej hydry” Monika Kassner. 

Wyrazy uznania należą się też za historię opisywanych miejsc. Kassner korzysta z niemieckich nazw po niemieckiej granicy Śląska. W wielu miejscach nawiązuje do nowo wybudowanego gmachu policji, która zresztą jest na okładce książki, mieszczącej się przy Hatzfeldstrasse 10.  Wspomina Bürgerkino und Casino, sklep spożywczy Bruno Hobeisela przy Glückaufstrasse 25 czy salę bankietową Haus Metropol, w której umiejscowiła kilka zdarzeń. Uwielbiam to odwzorowanie miejsc prawdziwie historycznych w powieściach Moniki Kassner😁. Uwielbiam jak Autorka uczy mnie historii, w inny, bardziej przystępny sposób. Musicie wiedzieć, że o SS i SA w tej części jest sporo. A ja nawet nie wiedziałam, że w ówczesnym Zabrzu istniała tak rozbudowana komórka oddziałów szturmowych Sturmabteilungu (SA) wespół z grupami Schutzstaffel (SS). Według  Wiki SA to „tworzone w Republice Weimarskiej w 1920 bojówki do ochrony zgromadzeń partyjnych, a następnie oddziały masowej organizacji wojskowej Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotników (NSDAP). Sturmabteilung było głównym narzędziem terroru niemieckiej partii nazistowskiej w walce z bojówkami i sympatykami innych ugrupowań politycznych (głównie komunistami). Zaś SS to „oddział ochronny[a] NSDAP”) – paramilitarna i początkowo elitarna niemiecka formacja nazistowska, podległa Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotników (NSDAP), (…) powstały w 1923 roku z pierwotnego Stosstrupp Adolf Hitler – oddziału mającego chronić Adolfa Hitlera przed ewentualnymi atakami ze strony mało zdyscyplinowanych oddziałów SA.” Ze zdziwieniem dowiedziałam się więc, że SA było pierwsze i to ono stało się zalążkiem idei formacji SS. Mundury były inne, czego doświadczyłam sięgając do zasobów internetowych, jak i obowiązuje emblematy obu formacji. Aż mi przyszło na myśl, że rozwinięcie wątku współistnienia tych dwóch organizacji na jednym „rynku nazistowskim” mogłoby się okazać niezłym literackim doświadczeniem. 

Akcja powieści dzieje się w kilku dniach. Rozpoczyna się prologiem, w którym z nocy z czwartku na piątek 2 listopada 1934 roku umiera tytułowy Leo Abrahamczik, a kończy wydarzeniami opisanymi w jedenastym rozdziale osadzonych w piątek, 9 listopada tegoż samego roku. Narracja jest typowo Kassnerowska. Szybka, nie monotonna. Akcja dzieje się w tempie. Język jest prosty, jasny. Zawarte w przypisach tłumaczenia ze ślónskij godki pięknie pomagają mniej wprawionemu czytelnikowi. Niektóre sformułowania przywoływany uśmiech na mej twarzy. I choć Jendrysek ze swymi przygodami stracił trochę na swej unikatowości (jest to jednak już czwarta część cyklu) to czas spędzony z niedawną premierą uważam za całkowicie udany i cieszę się, że ktoś takie książki pisze, o nich mówi, i ktoś je wydaje.   

Hanysy, Gorole, Krojcoki, Basztardy czy Pnioki, Krzoki i Ptoki, Ślōnzoki i inne Niy braty, niy swaty czytajcie Monikę Kassner. Jej książki są okazją do poznania historii miejsca, w którym żyjecie, w którym się tylko urodziliście lub które chcecie poznać w całkiem innej przystępnej formie. W formie szybko czytających się kryminałów retro ! 

Udanej lektury !

Ach i mój ulubiony cytat z książki: 

(…) Zwłoki są jak porzucona odzież..(…) Umarli już ich nie potrzebują.” – Sprawa Abrahamczika. W paszczy brunatnej hydry” Monika Kassner. 

Moja ocena: 8/10

Książka wydana została przez Wydawnictwo Silesia Progress.

„Frania Tańska i Kolekcjoner Widmo” Maja van Straaten

FRANIA TAŃSKA I KOLEKCJONER WIDMO

  • Autorka: MAJA VAN STRAATEN
  • Cykl: FRANIA TAŃSKA (tom 2)
  • Wydawnictwo: LIRA
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery: 7.08.2024 

O książce „Frania Tańska i Kolekcjoner Widmo” autorstwa Maja van Straaten (Wydawnictwo LIRA) będącej drugim tomem serii (pierwszy to: „Frania Tańska i tajemnica zaginionego obrazu”) ostatnio dyskutowałam z moją przyjaciółką😊 😉, która zastanawiała się czy warto w mych postach publikować opinie o książkach przeczytanych w ramach własnych, prywatnych planów czytelniczych w większości dzięki dostępowi do Legimi. Macie opinię na ten temat? Ja stoję na stanowisku, że jeśli warto podzielić się książką z jakiś powodów (tematu, stylu, bohatera itd.) to powinno się to robić. Może komuś z Was zachce się przeczytać publikację, o której mowa, a promowanie czytelnictwa jest zawsze w cenie😏. Tym bardziej, że „Franię Tańską i Kolekcjonera Widmo” polecam Wam z pełną świadomością. Ten tom bardziej spodobał mi się niż poprzedni. 

Maja van Straaten zabiera czytelników w tym tomie na wykopaliska archeologiczne i to nie byle gdzie, tylko do……. Nie, nie do Egiptu, choć i tak myślała sama główna bohaterka powieści. Tym razem Frania Tańska wyrusza z profesorem Gąsowskim, kierownikiem wykopalisk na Kujawy, gdzie zostaje zatrudniona w roli rysowniczki dokumentującej prace w terenie. Do Frani dołączają znudzeni warszawskim życiem przyjaciele; Leontyna Nowicka, zwana Lolą i importujący wino Tokaj ze swych rodzinnych Węgier Sándor Bercsényi. Frania wsparta przez profesorskiego asystenta Huberta Trach – Turowicza zatapia się w kolejną intrygę kryminalną, w której stawką są cenne trofea archeologiczne i najprawdziwszy skarb, o którym legenda krąży w Radziejowie i jego okolicach od wieków.  

Ależ się ubawiłam przy czytaniu tej części. Naprawdę😁. Zdecydowanie celniej Autorka tym razem trafiła w moje gusta i moje poczucie humoru. Bawiły mnie sceny, przykładowo scena z uwolnieniem Balatona, którego podjęła się Tańska, jak i wizyta samej hrabiny ministrowej Eleonory Hardt na posterunku policji i świetne dialogi. Mała próbka jak niżej: 

(…) Wzruszenie wywołane odzyskaniem mojego kompana, którego byłem pewny, bezpowrotnie postradałem, rzuciło mi się na wzrok….” – Frania Tańska i Kolekcjoner Widmo” Maja van Straaten.

Do tego ciekawie wykreowani bohaterowie z różnych warstw społecznych. Wspomniana w poprzedniej recenzji przeze mnie Marynia otrzymała tym razem dwóch kompanów, jeden Chmiel, a drugi Piwko, którzy stanowili przeciwwagę dla wysoko postawionego towarzystwa stanowiącego trzon opowieści. O Toni, jedynej chemiczce w Warszawie i ciotkach rezydentkach w dworku w Ustroniu nie wspomnę😉. Wszyscy jednak warci są zapoznania w tym literackim świecie.

Co do intrygi kryminalnej to nie ukrywam, że Kolekcjonera Widmo nie byłam w stanie odkryć.  Autorka tak kluczyła, tak podrzucała tropy, że ja się niestety nie rozeznałam. Okazuje się, że nie wystarczy czytać kryminały, by nabrać biegłości w odkrywaniu prawdy. Bez wątpienia jednak Frania Tańska się rozwija. Nie jest już młodą trzpiotką, raczej dojrzewa pociągając za sobą kolejne przygody, o których mile się czyta. Dojrzewa też jej Twórczyni, sama Maja van Straaten, która dopracowała i pomysł, i styl, i bohaterów, a tworzenie nowych postaci – jak widzę – nie nastręcza jej trudności. Uwielbiam kryminały retro, nawet w gatunku „cosy crime”, a postaci kobiece w tej międzywojenne scenerii. Zdecydowanie książka dla mnie! Polecam, czytajcie. Może i Wy polubicie Franię Tańską z jej całą ekipą. 

Zwróćcie również proszę uwagę na wydanie. Wydawnictwo LIRA naprawdę postarało się, by książki z serii o Tańskiej Franciszce cieszyły oko na naszych półkach bibliotecznych. Moim zdaniem te dwa tomy idealnie sprawdzą się jako prezent dla kogoś lubiącego czytać i pragnącego w ten sposób mile spędzać swój wolny czas. 

Moja ocena: 8/10

Książkę wydało Wydawnictwo LIRA, a ja spędziłam z nią miły wieczór dzięki dostępowi do Legimi.

„Grzesznik ze Strehlen” Tomasz Duszyński

GRZESZNIK ZE STREHLEN

  • Autor: TOMASZ DUSZYŃSKI
  • Cykl: GLATZ (tom 5)
  • Wydawnictwo: SINE QUA NON
  • Liczba stron: 464
  • Data premiery: 23.10.2024

Serii „Glatz” nie czytałam wcześniej. Jakoś mnie te poprzednie tomy ominęły😉. Kryminały retro, co do gatunku znam i uwielbiam. Szczególnie za sprawą Marka Krajewskiego😁. Samego Tomasz Duszyński również poznałam z punktu widzenia jego twórczości dzięki prześwietnej publikacji pt. „Fenomen z Warszawy”. Z radością więc zaczęłam czytać premierę z zeszłego tygodnia pt. „Grzesznik ze Strehlen” od Wydawnictwo SQN, która jest piątym tomem wspomnianego powyżej cyklu. 

Kapitan Wilhelm Klein mieszkający aktualnie w Strzelinie ze swą partnerką Agnes i jej synem Ralphem zostaje poproszony przez miejskich notabli o wsparcie lokalnej policji w poszukiwaniu porwanej córki bogatego Essnera o wdzięcznym imieniu Sophie. Sprawa schwyconej Sophie przypomina współpracującemu z Kleinem wachmistrzowi Tobiasowi Hulce o sześciu porwanych lata temu młodych dziewczętach czeskiego pochodzenia, w tym o jego przyjaciółce z dzieciństwa Eliśce. Klein po odnalezieniu Sophie już wie, że te dwie sprawy są ze sobą związane. Nie bez przyczyny w miejscu „(…) w którym przetrzymywano Sophie, Klein odnalazł na ścianie wyryte imię Agnes. Tynk na podłodze świadczył o tym, że ten napis powstał niedawno.” 

I chyba samemu Autorowi Sophie z Agnes się lekko pomyliły🤪, gdy w rozmowie Kleina z nadwachmistrzem Hansem Bauerem pada imię porwanej Agnes zamiast Sophie (czytając na Legimi to 44 strona). 

„- Jakie są pana najbliższe plany względem śledztwa? – zapytał. Będzie pan chciał porozmawiać z rodzicami Agnes? Jej przyjaciółki i narzeczonym?
– W tej chwili nie jest to konieczne. Zapoznam się z notatkami policjantów i….
– Oczywiście – Bauer nie krył rozczarowania. Może spodziewał się jakichś bardziej spektakularnych propozycji Kleina….” – Grzesznik ze Strehlen” Tomasz Duszyński. 

A przecież narzeczonego Mathiasa ma Sophie, nie Agnes, bo Agnes to kochanka samego Kleina, o której porwaniu nic nikomu nie wiadomo😉. Taki drobny błąd logiczny, omyłka oczywista pisarska w imieniu bohaterek a potrafi namieszać. Mam nadzieję, że przy następnym reedycji ten maleńki błąd zostanie poprawiony👍. 

Wracając do ubiegłotygodniowej premiery to Duszyński w „Grzeszniku ze Strehlen” oddał cały kunszt kryminału retro. Są i liczne wątki historyczne, jak chociażby wspomnienie o; 

Hulka powiedział to szczerze. Czesi, którzy osiedli w okolicach Strzelina wiek temu, wciąż żyli w pewnej izolacji. Bracia Czescy zajęli kilka wiosek na południe od Strzelina, parali się tkactwem i rolą….” – Grzesznik ze Strehlen” Tomasz Duszyński. 

Jest wiernie oddane nawiązanie do ówczesnego życia. Autor wspomina przykładowo: gazetę „Strehlener Kreis- Und Stadtblatt”, sklepy kolonialne, funkcjonującą prawdziwie kawiarnię i cukiernię Georga Rothera (dawna) Ring Cafe und Conditorei Georg Rother. Stanowiska policyjne również mają swoją historyczną nazwę. Dzięki temu czytelnik rozeznaje czym różni się nadwachmistrz od wachmistrza i kim są asystenci policyjni. 

Do tego świetnie wykreowani śledczy z dawnych lat. Sam Klein i jego kompan, który go wspiera w działaniu wachmistrz Franz Koschell, który wiernym czytelnikom cyklu znany jest z poprzedniego tomu, a którego działania wespół z kapitanem Kleinem do tej pory wybrzmiewają w rodzinnym Kłodzku. Ich postaci idealnie wkomponowują się w gangsterski świat, który również znalazł swoje miejsce w powieści. 

Do tego wszechobecny mrok, brud i ciemnota. Brak więzi rodzinnych i przemoc domowa. A także ciężka praca, mimo wszystko, by żyć. 

„Wiele zawdzięczał bestii. Zdał sobie z tego sprawę pośród szaleństwa wojny, gdy ludzi od zwierząt nie odróżniało zupełnie nic. Każdy chciał jedynie przetrwać, za wszelką cenę, a wszechobecne okrucieństwo i śmierć wszystkim spowszedniały….” – Grzesznik ze Strehlen” Tomasz Duszyński. 

Bez wątpienia jest to bardzo dobry kryminał retro. Bardzo podobała mi się postać Kleina. Nie ukrywam, że polubiłam też Kulkę z jego siostrą Marthą i samego wachmistrza Franza Koschella. O psie śledczym, Florze nie wspomnę. Duszyński dość, że przedstawił sprawną historię kryminalną (tak naprawdę z trzema wątkami; Sophie, czeskich dziewcząt i samego Kleina) to jeszcze osadził tropiących sprawców w ich środowisku domowym. W przypadku Kleina mamy dom z Agnes i jej synem, w przypadku Koschella czytelnik poznaje jego żonę Barbarę i jego dzieci. Tak jakby chciał zwrócić uwagę czytelników, że przecież nawet najbardziej bezwzględny „pies tropiący” może mieć koło siebie kochające stado, o które dba przede wszystkim. 

Polecam Wam zdecydowanie powieść „Grzesznik ze Strehlen” Tomasza Duszyńskiego, o ile lubicie mroczne klimaty z ciekawą historią kryminalną. Nie tak oczywistą, jakby się mogło pierwotnie wydawać. Czytajcie!!!  

Moja ocena: 8/10

Moją opinię o książce przeczytaliście dzięki współpracy z Wydawnictwem Sine Qua Non.