„Tajemnica domu Turnerów” Kate Morton

TAJEMNICA DOMU TURNERÓW

  • Autorka: KATE MORTON
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Seria: SERIA BUTIKOWA
  • Liczba stron: 544
  • Data premiery: 25.10.2023r. 
  • Data światowej premiery: 4.04.2023r. 

Jestem fanką serii butikowej od Wydawnictwo Albatros. Muszę pogratulować pomysłodawcy i wyboru autorów, i zachwycających wydań. Począwszy od okładki, projektu, kolorów po wysoko jakościowe kartki, które uroczo szeleszczą w trakcie czytania. Jestem też fanką Kate Morton. Przeczytałam już jej cztery powieści, które oceniłam na bardzo zadowalającym poziomie. Kolejno: „Milczący zamek” 8/10, „Zapomniany ogród” 7/10, „Strażnik tajemnic” 7/10 oraz „Dom w Riverton” z oceną 8/10. Jeśli nie czytaliście dotychczasowej twórczości autorki to serdecznie Was do tego zachęcam. Na półki księgarskie w dniu 25 października br. ułożona została nowo wydana powieść Kate Morton pt. „Tajemnica domu Turnerów”. Powieść, która już po samym tytule obiecuje sagę rodzinną z sekretami w tle, czyli coś, w czym Morton jest bardzo, ale to bardzo dobra. 

We wprowadzeniu do fabuły mogłabym tylko zacytować następujący opis Wydawcy: 

„TRZY POKOLENIA KOBIET.
RODZINNA TRAGEDIA. I NIEDOPOWIEDZENIA, KTÓRE WYWOŁUJĄ LAWINĘ KŁAMSTW”.

Ale tak naprawdę dla fabuły znaczenie ma to, co wydarzyło się w domu Turnerów w Adelaide Hills, Australii Południowej, w Wigilię 1959 roku. 

„Dopiero po chwili uderzył go bezruch tego obrazu. Był wręcz nienaturalny”.– – „Tajemnica domu Turnerów” Kate Morton.

Takie uczucia obezwładniły Percy’ego, gdy kłusując na swym koniu Blaze dostrzegł pod drzewem śpiącą Panią Turner i jej dzieci, leżących na kocu. Jakby zastygłych. Maleństwa otoczone własną matką. Tylko, że w tym obrazie nic nie było idylliczne. To nie popołudniowa drzemka, z obwiązanymi ręcznikami biodrami, jakby po kąpieli. To nie odpoczynek po harcach, pływaniu, czy uprawianiu innego sportu i wysiłku fizycznego. To nie obraz, który ktokolwiek chciałby zapamiętać. Odkrycie, które wstrząsnęło Percym po tym jak zorientował się, że coś jest nie tak, towarzyszyło mu już do końca życia. Ta makabreska. Ta tragedia. 

„To niedorzeczne, że czuła się samotna. Mieszkała w tym domu od czternastu lat, otoczona dużą rodziną – Bóg jeden wiedział, że nawet gdyby chciała, nie uciekłaby od dzieci. A jednak bywały chwile, gdy przerażała ją samotność i dręczyło poczucie, że straciła coś, czego nie potrafi nazwać, niemożliwe więc, by to odzyskała”. – „Tajemnica domu Turnerów” Kate Morton.

Książka składa się z prologu oraz dziewięciu części podzielonych na kolejno ponumerowane rozdziały. Łącznie rozdziałów jest trzydzieści dziewięć. Wątek kryminalny opisany został z punktu widzenia Jess, dziennikarki z Londynu, która sześćdziesiąt lat później od wydarzeń, z którymi musiał zmierzyć się Percy wyrusza do rodzinnej Australii. W trakcie podróży odkrywa dawno pogrzebany przez czas dramat rodzinny, który zdarzył się w pewien wigilijny, upalny wieczór. Dzięki swojemu uporowi próbuje dojść do prawdy, by dowiedzieć się, co tak naprawdę się wydarzyło i co tak naprawdę spotkało Panią Turner z jej dziećmi. 

Już sam początek był dla mnie bardzo emocjonujący. Czytając opis leżących pod drzewem matki z dziećmi czułam ciarki na plecach. Brrr…. Jakbym widziała ich oczami mej wyobraźni. Bardzo wyraźnie. Prawie czułam duszność tego australijskiego powietrza i realny strach towarzyszący odkryciu wraz z niedowierzaniem, że stało się to, co jest widoczne gołym okiem. Te emocje często mi towarzyszą przy czytaniu książek Kate Morton. Już to chyba jest wpisane w jej twórczość. Tak samo jak mrok, ludzkie dzieje, sekrety oraz prowadzenie narracji z kilku różnych perspektyw i częste retrospekcje. 

Tylko czy przewidywalność zawsze jest dobra?  

Moja ocena 7/10.

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Albatros.

„Za wszelką cenę” Harlan Coben

ZA WSZELKĄ CENĘ

  • Autor: HARLAN COBEN
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 416
  • Data premiery: 11.10.2023r. 
  • Data premiery światowej: 16.02.2023r. 

Harlan Coben jest autorem wielu dobrych powieści. „Za wszelką cenę” to dziewiąta książka tego autora, która została przeze mnie przeczytana, a opinia na jej temat lada chwila znajdzie się na moim blogu czytelniczym. Poprzednie to: „Już mnie nie oszukasz”, trzymający w napięciu „Chłopiec z lasu” , „Niewinny”, „Bez pożegnania”, „Zostań przy mnie”, rewelacyjna „Mów mi Win”, która jako jedyna została oceniona przeze mnie na 8/10, „Zachowaj spokój” i „Brakujący element”. Większość książek odbieram bez zachwytu. Coben utrzymuje swój poziom, który raz jest nieco wyższy, raz niższy. Jest jednak autorem wielu publikacji, które przysporzyły mu licznych fanów. Ja do tej rzeszy fanów nie należę, ale lubię od czasu do czasu zanurzyć się w te sensacyjne powieści autorstwa jego pióra. Jak wszystkie książki od Cobena i „Za wszelką cenę” zostało wydane przezWydawnictwo Albatros. Jest to thriller definiowany jako książka o miłości rodzicielskiej i odkrywaniu prawdy.

Fabuła dotyczy losów Davida i Cheryl Burroughs, których idealne życie przerwane zostało przez straszną tragedię. Od tamtych wydarzeń minęło pięć lat. Cheryl ponownie wyszła za mąż, a David odsiaduje wyrok dożywocia w więzieniu o zaostrzonym rygorze za brutalne zabójstwo ich wspólnego syna. Wyrok nagle okazuje się wątpliwy, bardzo wątpliwy. Okazuje się, że chłopiec żyje. David wyrusza na jego poszukiwania, by oczyścić swoje imię i odkryć prawdę o tym, co tak naprawdę zdarzyło się wiele lat wcześniej. 

Zastanawia mnie jak filmowcy reagują entuzjastycznie na następne powieści Cobena. Co rusz czytam o kolejnych planowanych ekranizacjach i oglądam zapowiedzi. Ta zdolność do ekranizacji wynika chyba ze sposobu prowadzenia narracji przez Cobena, która sama w sobie nie jest skomplikowana. Takie same spostrzeżenia mam po przeczytaniu „Za wszelką cenę”. Harlan Coben zaprosił mnie do rozpędzonej historii małżeństwa, które przeżyło niewiarygodną tragedię. Fabuła jest pełna zwrotów, wiraży. Bohaterowie zostali bardzo wyraźnie wykreowani. Miałam nawet poczucie, że rozumiem uczucia Cheryl i wiem, z czym mierzy się David. Ujął mnie ten bohater o poharatanej twarzy i duszy, który spędził już część życia w więzieniu pełnego zwyrodnialców i który po tych doświadczeniach, nie ma już nic do stracenia. I jest tajemnica, którą uwielbiam w thrillerach najbardziej na świecie. I to po tej tajemnicy i jej rozwinięciu zwykle oceniam thriller, czy był ciekawy, interesujący i czy go polecam. 

W przypadku tej książki warto do niej sięgnąć. Kto jest fanem Harlana Coben to jest to książka z typu „must have”. Nawet jeśli ktoś z Was fanem nie jest to sam pomysł na historię zasługuje na Waszą uwagę. Jest naprawdę unikatowy. Sami sprawdźcie, jak to brzmi: małżeństwo przerwane przez skazanie partnera za śmierć wspólnego dziecka. Wciągające prawda?

Udanej lektury!!! 

Moja ocena: 7/10

Książkę podarowało mi  Wydawnictwo Albatros, za co bardzo dziękuję.

„Klub” Ellery Lloyd

KLUB

  • Autorzy: ELLERY LLOYD
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 380
  • Data premiery: 25.10.2023r. 
  • Data premiery światowej: 1.03.2022r.

25 października 2023r premierę miał kolejny thriller od Czwarta Strona Kryminału. Wydawnictwo dla mnie zawsze jest gwarantem dobrej książki. Często wrzucam na półkę ich publikacje bez większego zastanowienia. Podobnie było z książką pt. „Klub” Ellery Lloyd. Nie znając autorów, bo pod pseudonimem Ellery Lloyd kryje się duet pisarski, a znając Wydawnictwo nastawiłam się naprawdę na bardzo interesującą lekturę. Choć temat ekskluzywnego klubu nie jest mi obcy. Pamiętam;  „Podziemny krąg” z 1999 roku z Bradem Pittem w roli głównej oraz „Grę” z 1997 roku z Michaelem Douglasem, gdzie grany przez aktora bohater – Nicholas Van Orton –  w  dniu swoich 48 urodzin zostaje zaproszony do tajemniczej gry, która odmienia jego monotonne życie. Podobny motyw pojawił się w filmie z ubiegłego roku „Menu”, w którym młoda para wybiera się na odległą wyspę, do ekskluzywnej restauracji do której zaproszenia otrzymuje bardzo bardzo wąskie grono. 

KAŻDY DAŁBY SIĘ ZABIĆ, BY DOŁĄCZYĆ… do kolektywu klubów dla celebrytów rozsianych po całym świecie, w których bogaci i sławni mogą ostro imprezować, a następnie odpoczywać w pięciogwiazdkowych apartamentach, z dala od wścibskich oczu fanów i mediów” – z opisu Wydawcy. A to wszystko dzięki i pod okiem Neda Grooma, jej aktualnego dyrektora, który jest w stanie zapewnić wymagającym gościom każdą, żądaną przez nich rozrywkę.

The Home Club nie okazał się jednak tak interesujący, jak wynika z opisu książki. Pomysł miał opierać się na fabularnej krytyce rozrzutności, celebryckiego życia i hołdowania własnym, nawet najbardziej prymitywnym pragnieniom. Z zabiegu narracyjnego wyniknęła opowieść z punktu widzenia organizowania dużego wydarzenia integracyjnego, w którym udział chciałby wziąć prawie każdy. I ten zabieg okazał się niezwykle udany. Autorzy bardzo dobrze sportretowali tło powieści z punktu widzenia całej załogi, a także nawet z punktu widzenia dziennikarzy, którzy relacjonują w prasie zdarzenia w trakcie i po imprezie, snują różnorodne teorie spiskowe, a nawet dopowiadają pourywane wątki. I to tyle z silnych stron książki. Słabością powieści jest pomysł, który gdzieś się ulotnił w trakcie pisania. Możliwe, że duet pisarski się ścierał próbując przeforsować różne podejścia i różne koncepcje. Finalnie wyszło słabo. Trup ścieli się gęsto. Ofiary pojawiają się jedne po drugich. Zaskoczona byłam koncepcją bohaterów. Tak naprawdę perspektywa czterech osób gwarantowała różnorodność.  Nie utożsamiłam się ani z Adamem – bratem właściciela, ani z Annie odpowiedzialną za kontakty z celebrytami. Chwilami ciekawiła mnie Nikki osobista asystentka Neda, lecz bliżej mi było do Jess, nowo zatrudnionej zarządzającej ekipą sprzątającą. Teoretycznie wszyscy mają swoje tajemnice i powody do zemsty, i powinni mnie bardziej ciekawić, niż się stało. Po przeczytaniu książki odczułam pewien niedosyt. Odebrałam bohaterów słabo, mało wyraźnie. Zabrakło mi wątku przewodniego. Zdarzenia mieszały się, rozgałęziały jak macki ośmiornicy. Przeczytałam i tyle. 

Ciekawy koncept.  Wykonanie musicie ocenić sami. 

Moja ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

„Historia od kuchni. 65 oryginalnych przepisów od starożytności do XX wieku” Max Miller

HISTORIA OD KUCHNI. 65 ORYGINALNYCH PRZEPISÓW OD STAROŻYTNOŚCI DO XX WIEKU

  • Autor: MAX MILLER
  • Wydawnictwo: HI:STORY
  • Liczba stron: 256
  • Data premiery : 16.10.2023r. 

Ależ byłam ciekawa !!! Naprawdę. „Historia od kuchni. 65 oryginalnych przepisów od starożytności do XX wieku”  Maxa Miller’a od Wydawnictwa HI:STORY (imprint historyczny Wydawnictwa Otwartego) to nie lada gratka dla fanów i kuchni, i historii. Chyba po raz pierwszy miałam taką publikację w ręku. Przepiękna ilustrowana książka, wydana w dniu 16 października 2023 w twardej oprawie skusiła mnie od samego początku. Uwielbiam kuchnię…no dobrze, może bardziej testować własnym podniebieniem, niż gotować. Uwielbiam też historię. Ten duet musiał się więc sprawdzić. 

Max Miller to amerykański kucharz i youtuber prezentujący w swej książce przepisy wprost ze stołów Starożytnego Rzymu, Wysp Brytyjskich, Europy Kontynentalnej, Bliskiego i Dalekiego Wschodu oraz z Nowego Świata. Przepis jak przepis. Zawiera listę składników, porcji i czas przygotowania, a także sposób przygotowania konkretnej potrawy. Ale co go odróżnia od tych, które znamy do tej pory to aspekt historyczny. To dzięki niemu dowiadujemy się co spożywali Gladiatorzy, a także jakiej kuchni fanką była Jane Austen i Marco Polo. To dzięki Maxowi Millerowi dowiedziałam się, że piernik początkowo był przeznaczony dla elity oraz, że istnieje coś takiego jak pajas – indyjska wersja puddingu ryżowego. 

W książkach kucharskich najbardziej lubię ilustracje, które pobudzają moją wyobraźnię oraz moje kubki smakowe. Przyznaję, z jednej strony patrzę i marzę, by przygotować równie coś tak pięknie wyglądającego. Z drugiej denerwuję się, że takie mam wobec siebie oczekiwania. Ech… groch z kapustą, jak na recenzję książki kucharskiej przystało. Książkę „Historia od kuchni. 65 oryginalnych przepisów od starożytności do XX wieku” uratowała płaszczyzna historyczna. Same przepisy dla mnie, jako dla laika i typowego amatora, okazały się w wielu przypadkach za trudne, a składniki pozornie niemożliwe do zdobycia. Z ciekawością jednak czytałam o tym, jak kiedyś się gotowało, co, kto i gdzie jadł, na co zwracali uwagę ówcześni mieszkańcy poszczególnych regionów. Dzięki temu przeniosłam się lata wstecz, do całkiem innych od naszych, od naszych rodziców i od naszych babek kuchni, które nie zdobyły makatki, ani nie grzały piece na 10 fajerek. 

To dobra publikacja dla amatorów gotowania, którym znudziły się już standardowe książki kucharskie. Lub dla amatorów ciekawostek historycznych. Jak myślicie do jakiej grupy czytelników ja należę? 

Moja ocena: 7/10

Recenzja we współpracy z Wydawnictwem  HI:STORY (imprint historyczny Wydawnictwa Otwartego). 

„Zimowanie. Moc odpoczynku i wyciszenia, kiedy wszystko idzie nie tak” Katherine May

ZIMOWANIE. MOC ODPOCZYNKU I WYCISZENIA, KIEDY WSZYSTKO IDZIE NIE TAK

  • Autorka: KATHERINE MAY
  • Wydawnictwo: ZNAK LITERANOVA
  • Liczba stron: 320
  • Data premiery w tym wydaniu: 30.10.2023r. 
  • Data 1 wydania polskiego: 18.10.2021r.
  • Data premiery światowej: 10.11.2020r.

W książce „Zimowania. Moc odpoczynku i wyciszenia, kiedy wszystko idzie nie tak ” Katherine May od Znak Literanovazainteresował mnie opis Wydawcy. Bo czyż można przejść obojętnie obok opisu zaczynające się od zdania; „Kojąca i medytacyjna opowieść o przeżywaniu życiowych zim…” . Tym bardziej, że książka miała premierę z końcem października br. czyli w przeddzień naszej polskiej jesieni. A nie wiem jak dla Was, ale dla mnie jest to najtrudniejsza pora roku. Tym chętniej zaczęłam czytać poradnik, który obiecywał chwilę zapomnienia, moment zatrzymania, by nie uciekło mi w życiu, to co najważniejsze. 

To ponowne, piękne wydanie poradnika, która swą premierę światową miał w listopadzie 2020. My na polskim rynku zaznajomiliśmy się z nim 18.10.2021r., kiedy to miało miejsce pierwsze polskie wydanie. 

Autorka zabiera czytelnika w podróż, w czasie której uczy go jak odpocząć, jak kontemplować codzienność. Pokazuje możliwości zatrzymania chwili i odbijania się w codzienności, by się nie zatracić, by się dostrzec i by pokonać wszechogarniającą nas senność oraz zniechęcenie. 

Moje pierwsze spostrzeżenia po przeczytaniu dotyczyły medytacji. Jakimś dziwnym trafem sposób przedstawienia treści skojarzył mi się ze wchodzeniem w głęboko siebie, z nauką medytacji ale nie z perspektywy nauki, pedagogiki, ale z punktu widzenia autorki. I to mnie najbardziej zaskoczyło w tej publikacji, że nie okazała się kolejnym poradnikowym „bełkotem” (wybaczcie poradniki), ale dość luźnym zapisem sposobów na radzenie sobie z jesienno – zimową chandrą w wykonaniu pisarki. To właśnie doświadczenia Katherine May przybliżyły mi tematykę związaną z tym trudnym dla mnie, a także chyba dla większości z nas, okresem, gdy deszcz, wiatr i ciemno na dworze, a przede mną wiele wyzwań, oczekiwań i zadań do wykonania. 

I właśnie w tym okresie możemy się zatrzymać, zastanowić się nad zmianą priorytetów, uporządkować pewne sprawy, pozbyć się wszystkiego, co nas rozprasza. Dzięki porównaniu ze światem przyrody i korzystając z dobrodziejstw poprzednich publikacji, May udowadnia, że można przetrwać nie tylko jesień, ale i zimę. I co ważniejsze przetrwać w dobrej kondycji. Ważne byśmy pamiętali, że najważniejsi jesteśmy my. I to wcale nie egoizm. To prawo do opiekowania się sobą, który każdy z nas powinien mieć. I tak naprawdę tylko tego się nauczyłam w trakcie czytania. Tylko, albo aż tego…. 

Niby nic odkrywczego. Niby wszystko takie oczywiste. A jednak dobrze, że ktoś ubiera to w słowa. Nową, ciekawą okładkę i wrzuca nam na półkę księgarską zachęcając do czytania. Mamy wtedy większą szansę, że sięgniemy po tę publikację i dostrzeżemy, jak czasem prosto można zmienić własne, trudne, smutne podejście do naszego życia. 

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Znak Literanova, za co bardzo dziękuję.

„Białe święta, zimny trup” Iwona Banach

BIAŁE ŚWIĘTA, ZIMNY TRUP

  • Autorka: IWONA BANACH
  • Wydawnictwo: DRAGON
  • Cykl: SERIA Z TRUPEM (tom 5)
  • Liczba stron: 320
  • Data premiery: 11.10.2023r. 

Białe święta, zimny trup” Iwona Banach strona autorska od Wydawnictwo Dragon to piąta książka z „Serii z trupem”. Czytając opis Wydawcy miałam chętkę na ciekawą intrygę kryminalną z humorem w tle. Ale takim humorem, od którego zaśmieję się nie raz .

Ludzie tu wyznawali zasadę pewnej wiejskiej oddzielności, toteż rzepkę każdy sobie skrobał całkowicie samodzielnie i tylko w swoim domowym zaciszu” -„Białe święta, zimny trup” Iwona Banach.

(…) Słodzinek to był raj. Prawdziwy wiejski raj, bez wścibskich sąsiadów, pijaczków od płotem, plotkujących bab, a nawet bez błota i prywatnych szrotów dookoła zabudowań.” -„Białe święta, zimny trup” Iwona Banach.

I ten raj okazał się takim trochę fake rajem. W całkiem innej scenerii w Słodzinku i to w zimowej atmosferze przyszło Pawłowi i Simonie borykać się z problemami związanymi ze słabo działającą agencją. Zajęcie nad wyraz ciekawe, nawet jeśli nie przynosi dochodów może być realizowane z ogromnym zaangażowaniem. Tym bardziej, że w ręce Pawła, dziennikarza – bądź co bądź „nie śledczego” – wpada zdjęcie sprzed dwudziestu lat. I to właśnie Paweł postanawia odnaleźć nieznaną dziewczynę. Jej tożsamość pozostaje praktycznie do końca nieodgadniona, gdyż w Słodzinku zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Najpierw życie traci Nina, mieszczanka niedawno zamieszkała we wsi. Napadnięta też zostaje niczemu winna Karolina. I to wszystko w chatce w lesie. W chatce, która skrywa wiele tajemnic. Chatce Babensteina….. 

Komedia kryminalna rodzi się swoimi prawami. Jakie one są, do końca nie wiem. Czytając wielu autorów tego gatunku nie widzę za bardzo zależności. Lubię i starsze bohaterki w stylu naszych ciotek, babć, lekko zdziczałe, zniewieściałe i niedołężne jak bohaterki Alka Rogozińskiego. Uwielbiam matki – polki i szaleńczo w swych licealnych sympatiach zakochane Różyczki, jak bohaterowie Marty Matyszczak. Ostatnio zaczytuję się w publikacjach Marty Kisiel, której „Dywan z wkładką” rozbawił mnie do łez. Mogłabym tak długo, bo rodzimych autorów tego gatunku ostatnio u nas zatrzęsienie. 

W „Białe święta, zimny trup” niby wszystko jest. I różne od siebie jak północ – południe bliźniaczki; Emilia i Amelia. I przyjaciele z benefitem Simona z Pawłem, który okazał się fanem kobiecych dróg rodnych. I Magda – świeża matka świadoma swoich nowo nabytych z tej roli cech – i jej nie – mąż, miejscowy policjant Mikołaj. Do tego okoliczny wilkołak, wibrator w pysku Luny, wiejskie wierzenia, kukła za oknem, przyszła i niedoszła teściowa, zielarka itepe itede. Do tego ksiądz i Tosiek Proboszcz, chwilami nie wiedziałam, który jest który. A może to jedna i ta sama osoba….

Tylko chyba humor nie ten, poczucie smaku również. Nie zaśmiałam się ani razu, a to w komediach kryminalnych lubię najbardziej. W książce dla mnie było za dużo przekleństw. Przyznaję, że od czasu do czasu jakieś – najlepiej nie przystające do współczesnych sformułowań – przekleństwo ma swój urok, szczególnie, gdy zostaje rzucone w odpowiednim momencie lub – jak to w powieściach tego gatunku – najmniej odpowiednim dla czytelnika. W Białe święta, zimny trup” raziły mnie jednak te „kurwy”, „debile szmatławe”, „zdziry”, „ryje”, „wywłoki”. Nie rozumiałam chwilami skąd, po co, dlaczego do siostry, do męża, w tak najmniej oczekiwanym momencie, jakby dla zasady, dla podgrzania atmosfery. 

Cała intryga kryminalna nie była dla mnie zaskoczeniem. Wątki plątały się jeden z drugim. Już od połowy spodziewałam się, że sprawca wyłoni się „jak Filip z konopi”. Mikołaj jak na wiejskiego policjanta przystało gubił tropy. Jego rodzina się żywo i gromadnie angażowała w działania śledcze, które urozmaicali miejscowi policyjni śledczy. Chociaż śledczy to chyba za poważne i mocne słowo w tym kontekście. Wiejska brać nabrała dość szybko wody w przysłowiowe usta, tylko to zmartwychwstanie na końcu, jakby tak od niechcenia. Niczego się więc przy końcu nie dowiedziałam…. 

Ta książka to….

Coś na kształt stugębnej plotki, tylko bardziej w kierunku wielopaszczękiej mordy?” -„Białe święta, zimny trup” Iwona Banach.

🙂

Moja ocena  6/10.
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Dragon. 

„Mężczyzna, którego nigdy nie spotkałam” Elle Cook

MĘŻCZYZNA, KTÓREGO NIGDY NIE SPOTKAŁAM

  • Autor: ELLE COOK
  • Wydawnictwo: MUZA
  • Liczba stron: 382
  • Data premiery: 11.10.2023r.

Sięgając po lekturę „Mężczyzny, którego nigdy nie spotkałam” spodziewałam się lekkiej, optymistycznej historii miłosnej. Muszę przyznać, że dostałam sporo więcej. Historia bardzo mi spodobała, choć potrzebowałam trochę czasu, by się w pełni w nią czuć. Po przeczytaniu bowiem kilkudziesięciu pierwszych stron byłam przekonana, że to dokładnie to czego się spodziewałam.

Historia zaczyna się dosyć banalnie. Davey wybiera błędny numer. Próbuje odbyć rozmowę w sprawie pracy, a tymczasem łączy się z Hannah. Dziewczyna raczej nie odbiera połączeń z nieznanych numerów natomiast międzykrajowe połączenie ją zaintrygowało i intuicja kazała jej odebrać. Okazało się, że dzieli ich prawie osiem tysięcy kilometrów, Davey bowiem mieszka w Stanach, a Hannah w Londynie. Rozmowa kończy się tym, że ona życzy mu powodzenia i prosi żartem, by dał znać jak poszło w sprawie pracy. Jest jednak mocno zdziwiona, gdy jakiś czas później otrzymuje smsa z informacją, że dostał tą pracę i za jakiś czas przeprowadzi się do Londynu. Zaczynają ze sobą pisać, potem rozmawiać, a w końcu prowadzą wideorozmowy. Doskonale się rozumieją i stają się dla siebie wzajemnie ważnym elementem codziennego życia. Wbrew rozsądkowi Hannah zaczyna mieć nadzieję, że w związku z przeprowadzką mężczyzny do Londynu staną się dla siebie ważni również w realu. Umawiają się, że odbierze go z lotniska. Niestety okazuje się, że Daveya tam nie ma i nie daje znaku życia. Czy ich drogi jeszcze się przetną? Czy już na zawsze pozostaną im tylko wspomnienia krótkiej, choć intensywnej telefonicznej znajomości?

Powieść czytało mi się bardzo przyjemnie. Nawet się nie zorientowałam kiedy z lekkiej, wydawać by się mogło, przewidywalnej historii przemieniła się w opowieść o istotnych kwestiach. Nie będę wdawać się w szczegóły, gdyż nie chce Wam zdradzać za wiele z przebiegu akcji. Powiem jednak, że jest to powieść o poszukiwaniu swojego miejsca w życiu, o dojrzewaniu, o ciężkich chwilach, o przeznaczeniu, a przede wszystkim o przyjaźni i miłości. Bardzo polubiłam głównych bohaterów, z każdym z nich w pewnym stopniu się identyfikowałam, choć ich decyzje momentami mnie irytowały. Przechodzą oni jednak w ciągu powieści pewną przemianę, dojrzewają, próbują znaleźć w sobie siły do walki o realizację marzeń, do życia po swojemu. W czym zresztą w dużej mierze pomagają ich przyjaciele, bowiem autorka stworzyła również kilka niezwykle sympatycznych postaci drugoplanowych.

To książka o tym, że życie bywa nieprzewidywalne i zaskakujące, że często ciężko nas doświadcza, ale każde z tych doświadczeń do czegoś nas prowadzi i ma jakieś cel. Gorąco Was zachęcam do lektury, ja spędziłam z nią świetnie czas i wspominam ją z sentymentem. Jest to jedna z tych powieści, do których chętnie bym po latach wróciła😊

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU MUZA.

„Skandalistki. Kobiety, które zadziwiały i szokowały” Małgorzata Czapczyńska

SKANDALISTKI. KOBIETY, KTÓRE ZADZIWIAŁY I SZOKOWAŁY

  • Autorka: MAŁGORZATA CZAPCZYŃSKA
  • Wydawnictwo: PASCAL
  • Liczba stron: 272
  • Data premiery: 12.10.2022r.

Po „Moje wyspy” (recenzja TUTAJ) oraz „Chcesz cukierka? Idź do Gierka. Wspomnienia z dzieciństwa w złotej dekadzie gierkowskiej” napisanej razem z Marcinem Ziętkiewiczem (recenzja TUTAJ) Małgorzata Czapczyńska autorka fanpage’a @Moje wyspy znowu mnie zaskoczyła. Dzięki podarunkowi od @wydawnictwopascal zapoznałam się z najnowszą publikacją znanej, z humorem blogerki. Książka „Skandalistki. Kobiety, które zadziwiały i szokowały”, która premierę miała w pierwszej połowie października 2022 roku, już po samym tytule wydała się czyta dla mnie na miarę. Dość, że lubię czytać o kobietach, to jeszcze, przyznaję, uwielbiam czytać o skandalach.

Kim są tytułowe skandalistki? Czy to tylko znane kobiety w swej epoce? Czy zwykłe gospodynie domowe, które dziwnym trafem znalazły się w centrum wydarzeń? Z opisu Wydawcy wynika, że „Są wśród nich królowa pustyni, przed którą drżeli szejkowie, i biedna dziewczyna z krakowskiego Kazimierza, twórczyni kosmetycznego imperium. Dziennikarka, która udawała obłąkaną, by opisać koszmar szpitala psychiatrycznego, i „najbrzydsza kobieta na świecie”, zarabiająca wyglądem na utrzymanie dzieci. Najsłynniejsza morderczyni II Rzeczypospolitej i polskie pisarki, o których tajnym, burzliwym życiu miłosnym nie uczy się w szkole”. Sprawdziłam. Faktycznie to o nich😊. Niektóre z nich zapewne są Wam znane z portali społecznościowych, niektóre z najnowszych ekranizacji filmowych dostępnych na znanych platformach. Bez względu na to, czy z nimi już się spotkaliście, warto o nich poczytać z kart tej książki.

A wszystko zaczyna się od Adèle Hugo, córce Victora Hugo, by wkrótce Autorka zainteresowała czytelnika opowieścią kryminalną o Blanche Monnier uwięzionej przez brata i matkę. Z jakiego powodu? Nie zaspojleruję😉. Poznajemy również życiorys Karen Blixen (właściwie Karen Christence von Blixen-Finecke, pseud. Isak Dinesen, Pierre Andrezel, Osceola,) który częściowo posłużył za materiał do jej najbardziej znanego „Pożegnania z Afryką”. George Sand i Frida Kahlo, czy Edith Piaf nie okazały się dla mnie niespodzianką. Ich historie przeplatają się w kinematografii i polskiej, i zagranicznej od lat. Nie zbudziły mojej fascynacji. Podobnie jak historia o Marii Konopnickiem i jej związku z Pietrkiem, o którym czytałam w całkiem innej publikacji dość niedawno. Jeszcze nie zapomniałam tej atmosfery. Może dlatego ten wątek przebiegłam tylko wzrokiem, bez głębszego zastanowienia. Oprócz Nałkowskiej i Dąbrowskiej, naszych polskich pisarek, ciekawy wątek związany był z Gertrude Bell znającej doskonale kraje arabskie, czy Leni Riefenstahl kręcącej filmy dla samego Adolfa Hitlera. O Clarze Bow czy Mabel Normadn nie miałam pojęcia, a o ich wpływie na kinematografię tym bardziej. Nie będę wymieniać wszystkich kobiet, o których jest najnowsza książka Małgorzaty Czapczyńskiej. Podsumowując napisze tylko, że „Skandalistki. Kobiety, które zadziwiały i szokowały” to takie kompendium, zbiór postaci kobiet, które czasem szokowały, czasem budziły współczucie, a czasem po prostu emanowały nieszczęściem i przez to zostały zapamiętane. To historie jakich wiele. Historie nie tylko o znanych i lubianych, ale bez wątpienia historie, z którymi warto się zaznajomić.

I trochę czuję przesyt tymi historiami. Nie powiem, bardzo dobrze, przystępnie napisane opowieści o różnych kobietach, rożnych wydarzeniach i różnych życiach. Tylko jakoś tak ich za dużo. Finalnie po przeczytaniu stu stron łapałam się, że nie pamiętam, o czym czytałam. Życiorysy mi się plątały, zlewały w jedno. Czułam, że brakuje mi więcej beletrystyki, szerszego kontekstu, więcej zabawy z postaciami, a przecież Małgorzata Czapczyńska to potrafi. Potrafi mnie bawić i zaskakiwać ciekawymi zwrotami, interpretacjami i narracją skierowaną jakby wprost od mnie. Zdecydowanie bardziej wolę dwie poprzednie publikacje tej Autorki.

Tak. „Moje wyspy” i „Chcesz cukierka? Idź do Gierka. Wspomnienia z dzieciństwa w złotej dekadzie gierkowskiej” pozostają nadal moimi faworytami 😊.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą i podzielenia się z Wami moją opinią bardzo dziękuję Wydawnictwu Pascal.

„Księga zaginionych opowieści. Część 1” J.R.R. Tolkien

KSIĘGA ZAGINIONYCH OPOWIEŚCI. CZĘŚĆ 1

  • Autor: J.R.R. TOLKIEN
  • Cykl: HISTORIA ŚRÓDZIEMIA (tom 1) CHRISTOPHERA TOLKIENA
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 350
  • Data premiery: 21.10.2022r.
  • Data 1 wydania polskiego: 1995r.

J.R.R. Tolkien zawładnął umysłami czytelników już dawno temu. Ja, jak i wielu młodych ludzi daliśmy się również obezwładnić. Nie tylko ekranizacją filmową cyklu „Władca pierścieni”, czy książki „Hobbit” lecz także wersją literacką, która objawiła wszystkie nieścisłości. Stwierdzić jednak muszę, że ekranizacje były epickie. Sięgam do nich bardzo chętnie, wraz z moim synem. Świat stworzony przez Tolkiena jeszcze mi się nie znudził. Dlatego też chętnie przystałam na propozycję od Wydawnictwa @Zysk i S-ka w zakresie najnowszego wydania „Księgi zaginionych opowieści. Część 1”. Książka wydana została pod koniec października ubiegłego roku w pięknej, twardej oprawie. Ja z recenzją wstrzymywałam się tak długo, aż publikację przeczytał mój syn. Nie jestem wolna od nepotyzmu😉. Uwielbiam konfrontować z nim moje spostrzeżenia😊.

Zastanawialiście się kiedyś jak J.R.R. Tolkien stworzył świat Śródziemia? Czym się kierował? Czym inspirował? Jak zebrał w jedną powieść w wielu częściach tak skomplikowane stwory, tak zwodnicze tereny i tak dziwne krainy? „Księga zaginionych opowieści. Część 1” częściowo udziela odpowiedzi na te pytania. Okazuje się, że fascynacja Tolkiena stwarzanym przez siebie światem ciągnęła się przez wiele opowiadań, różnych form mitów, wierszy, poematów, a także komentarzy. W tym wydaniu chronologicznie czytelnik zapoznaje się z  orkami, kranoludami, elfami, czy Valarami. Poznaje też kolejno krainy, przez które finalnie bohaterowie przemierzają w trakcie swojej podróży, by w jej końcu trafić do Angbandu, siedziby Władcy Ciemności, którego wierny sługa Sauron toczy Wojnę o Pierścień.

Przyzwyczajona do „Władcy pierścieni” i „Hobbita” inaczej wyobrażałam sobie tą publikację. Mój nastoletni syn również😊. Doceniam jednak wysiłek Wydawcy, by opublikować w całości po polsku nieznane dotąd fragmenty, które znane były tylko po angielsku. Książka stanowi zbiór brakujących elementów, tworzących finalnie przepiękną opowieść o światach, w których zawładnął pierścień. To jakby uzupełnienie, kontemplacja nad tym, jak Tolkien konstruował w głowie i zbierał swoje pomysły, przemyślenia, by ujrzały światło dzienne w finalnym kształcie. Niezwykle cenne okazały się dla mnie przypisy, uwagi i komentarze samego J.R.R. Tolkiena. Z zaciekawieniem czytałam, co autor sam dopowiedział czytelnikowi, na co zwrócił mu dodatkowo uwagę. Dzięki temu odbiór książki okazał się całkiem inny, niż się spodziewałam. Bawiłam się tym odkrywaniem, tym poznawaniem historii Śródziemia na nowo.

Cykl i sama książka nie powstałaby, gdyby nie Christopher Tolkien, syn autora. To dzięki jego wytężonej pracy  notatki, zapiski, spostrzeżenia ojca zostały uporządkowane, objaśnione i zaprezentowane fanom.  Nie będę ukrywać. Publikacja ma również swoje słabe strony. Jest nim język. Chwilami czytało mi się bardzo trudno. Gubiłam wątek. Nie potrafiłam odnaleźć się w kolejności zdarzeń. Wytrwałam jednak do końca i nie żałuję.

Jako fanka futurystycznego świata, który zawładnął wyobraźnią wielu, publikacja okazała się cennym uzupełnieniem mojej fascynacji stworzonymi przez Tolkiena światami. Dobrze, że Wydawnictwo podjęło się jej wydania. Dobrze, że ją przeczytałam. Idealne uzupełnienie dla fanów „Władcy pierścieni” i „Hobbita”. Polecam.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

„Z tobą będzie inaczej” Milena Wójtowicz

Z TOBĄ BĘDZIE INACZEJ

  • Autorka: MILENA WÓJTOWICZ
  • Wydawnictwo: SINE QUA NON
  • Liczba stron: 320
  • Data premiery: 12.10.2022r.

Książkę „Z tobą będzie inaczej” autorstwa @wojtowiczmilena, która premierę miała 12 października br. przeczytałam po poleceniu jej mojej przyjaciółce😉. To ewenement. To wręcz nieprofesjonalny absurd. Na moją obronę napiszę tylko, że zadziałało w tym przypadku nazwisko Autorki. Poprzednią publikację od Wójtowicz zatytułowaną „Zaplanuj sobie śmierć” (recenzja na klik) subiektywnie zaliczyłam do dobrych, polecanych przeze mnie pozycji z gatunku komedii kryminalnych. Założyłam więc, że @WydawnictwoSQN zaserwowało czytelnikom podobny relaks z książką „Z tobą będzie inaczej”. Źle zrobiłam? A jakże….

Jak to się stało, że Celina Nowacka uznana została za wspólne grono znajomych za idealną partnerkę dla boskiego Jana Zbędnego, tfu Niezbędnego, a raczej Zbendy? Uff….  Dlaczego Jan Menda, tfu Zbenda, jeszcze będąc w związku z atrakcyjną Malinowską musiał wysłuchiwać, że byłby idealnym partnerem dla Nowackiej? Kogo winić za plotkę rozsiewającą się samoczynnie po okolicach Wrocławia, w której Nowacka zabija byłą narzeczoną Zbendy alias Zbenda morduje swą byłą narzeczoną, by związać się z Nowacką. Matyldę? Iwonę? Czy przystojnego podkomisarza, któremu ktoś niechybnie chlapnął co nieco w trakcie przesłuchania? I to coś teraz nie może się od niego odkleić…..

Lekka, łatwa i przyjemna😊. Jak pyszne cappuccino z pianką podane w mżysty poranek. Takie jak powinno być, by smakowało. Tak określiłabym komedię kryminalną „Z tobą będzie inaczej” Mileny Wójtowicz i to z należnym jej szacunkiem. Autorka w osiemnastu rozdziałach stworzyła delikatną historię pełną wyrazistych postaci, tych głównych i tych pobocznych oraz licznych gagów sytuacyjnych, słownych i pomyłek. Czytając wielu polskich autorów humorystycznych kryminałów zawsze pokuszę się, a raczę czuję wewnętrzny przymus jako ogromna fanka Joanny Chmielewskiej, o porównanie do samej Królowej, dzięki której pogłębił się mój książkoholizm😉. W przypadku Wójtowicz podobieństwo dostrzegam.

– Jaką mendą, Janem Niezbędnym jak już, tobie niezbędnym! Jan Zbenda,…”  Pomyłki w dialogach, niedopowiedzenia. To cecha książek Chmielewskiej, która zawsze nadawała opowieściom polotu. Jak w przypadku Wójtowicz. Nie od dziś wiadomo, że zawodząca komunikacja przedstawiona w bardzo humorystyczny sposób pozwala na urozmaicenie dialogów i prześmiewcze pokazanie rzeczywistości w komediach kryminalnych. W tym zakresie Autorka nie zawiodła po raz kolejny.

Nic dziwnego, że ta narzeczona, tfu, była narzeczona, dała mu się zamordować – gość był szalenie rozpraszający.” Każdy fan Chmielewskiej dostrzeże w takich sformułowaniach pewną zbieżność. I jedna, i druga Autorka sprytnie wykorzystuje wisielczy humor doprowadzając czytelnika jak nie do jawnego śmiechu, to przynajmniej uśmieszku pod nosem i błysku w oku. I w przypadku jednej, i drugiej Pani świetnie czytało mi się fragmenty, w których twórca próbuje wytłumaczyć odbiorcy na czym polegają udane związki damsko – męskie, a raczej czym się charakteryzują. A z tym, jeśli macie jakiekolwiek doświadczenie z książkami tego typu, jest naprawdę finalnie bardzo różnie.

Z góry przepraszam za niezamierzone porównanie Pani Mileny Wójtowicz do Joanny Chmielewskiej. Myślę jednak, że brzmi zachęcająco. Wszak Chmielewska królowała na polskich półkach czytelniczych przez dekady. I tego z całego serca życzę Pani Milenie😊.

A tym, którym nie w smak padający śniego – deszcz i marznąca nawierzchnia, a także przedświąteczna praca związana z lepieniem pierogów, sprzątaniem, myciem okiem i innymi bzdetami, polecam książkę „Z tobą będzie inaczej”, z którą spędzicie miło czas. Przecież nie musicie się zawsze katować dramatami, thrillerami, czy krwistymi kryminałami! 😉

Moja ocena: 7/10

Moją opinię o książce przeczytaliście dzięki współpracy z Wydawnictwem Sine Qua Non.