„Praca marzeń. Stwórz karierę, którą pokochasz” Helen Tupper, Sarah Ellis

PRACA MARZEŃ. STWÓRZ KARIERĘ, KTÓRĄ POKOCHASZ

  • Autorki: HELEN TUPPER, SARAH ELLIS
  • Wydawnictwo: ZNAK LITERANOVA
  • Liczba stron: 240
  • Data premiery: 10.01.2022r

Niedawno dotarła do mnie kolejna przesyłka od @wydawnictwoznakpl. Jedną z wielu pozycji, której byłam ciekawa jest premiera z 10 stycznia br. „Praca marzeń. Stwórz karierę, którą pokochasz” autorstwa Helen Tupper i Sarah Ellis. Krótka książeczka o tym, jak możemy sobie poprawić komfort pracy, do czego dążyć, by każdy pracowity dzień rozpoczynać z otwartą głową i nadzieją, że wszystko nam się uda, a zadania zostaną wykonane na czas😉.

Jak napisał Wydawca w krótkim opisie: „Praca na całe życie, pięcie się po szczeblach kariery, toksyczny wyścig szczurów – to wszystko należy już do przeszłości. Żyjemy w świecie, w którym częste i płynne zmienianie ról, branż czy lokalizacji staje się normą. Ta nowa rzeczywistość może być stresująca i przytłaczająca, ale jeśli wiesz, jak się w niej poruszać, okazuje się pełna możliwości, wolności i sensu”. Nie mamy więc się czego bać i tego uczy nas ten poradnik.

Bardzo ciekawa pozycja, napisana lekkim, humorystycznym stylem. Ja oczywiście należę do pokolenia, gdzie silnie wiążę się z moim pracodawcą, gdzie lojalność wygrywa z chęcią zysku, czy potrzebą poprawy własnych warunków. Mimo to czytałam z zaciekawieniem. To poradnik, który mnie nie zmęczył. To poradnik, w trakcie czytania którego nie mówiłam do siebie w myślach „tak akurat” czy chociażby „fajnie się pisze, ale jak to zrobić?”. Autorki korzystając z własnego doświadczenia pokazały, że zmiany to naturalne środowisko na współczesnym rynku pracy. Zwróciły uwagę, że zmiana pracy nie zawsze oznacza, że w poprzedniej nie sprawdziliśmy się, czy zawiedliśmy oczekiwania lub że mamy problemy z adaptacją. Szukanie własnego miejsca wśród nieograniczonych możliwości na rynku pracy staje się normą i może być bardzo wyzwalające. I uwaga! Współczesna psychologia pracy nie wymaga od nas poddawania się „wyścigowi szczurów”. Praca w korporacji nie zawsze jest tym, co jest dla nas dobre, mimo stabilności, którą nam daje. Że warto czasami odrzucić nasze wyobrażenia i skłonność do konformizmu, by spotkać się z samym sobą w innym miejscu, lepszym miejscu.

Na rynku pracy jestem od ponad dwudziestu lat. Raz pracowało mi się lepiej, raz gorzej. Raz byłam bardziej kontaktowa i efektywna, raz mniej. Zaangażowania mi jednak nie można było nigdy odmówić. Jedyny problem to ta satysfakcja. Co zrobić, by cieszyć się z każdego dnia w pracy, by nie poddawać się niepowodzeniom i skutecznie walczyć o swoje. Co zrobić, by nie dopadało nas wypalenie zawodowe oraz jak wykorzystywać swoje mocne strony i radzić sobie z chwilowymi niepowodzeniami. Jeśli sami macie wątpliwości w tym temacie, sięgnijcie po najnowszą pozycję Helen Tupper oraz Sarah Ellis. Sięgnijcie po „Praca marzeń. Stwórz karierę, którą pokochasz”.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą przed premierą bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

Recenzja premierowa: „Mistrzyni” Manuela Gretkowska

MISTRZYNI

  • Autorka: MANUELA GRETKOWSKA
  • Wydawnictwo: ZNAK LITERANOVA
  • Liczba stron: 256
  • Data premiery: 22.11.2021r.

Nieczęsto mi się zdarza wziąć do ręki książkę, w trakcie czytania innej😊, i przepaść. Dosłownie. Tak się zdarzyło z dzisiejszą premierą. Najnowszą książką @Manuela Gretkowska pt. „Mistrzyni”. Przeczytałam parę pierwszych stron i nie mogłam się od niej oderwać do samego końca. Uważam, że to najlepsza książka tej Autorki, którą przeczytałam, a już parę mam na swoim koncie. Dzięki @wydawnictwoznakpl poznałam Gretkowską trochę z innej strony. Frywolną, energiczną, idealnie komponującą multidialog i to z postaciami różnego pokroju, różnego pochodzenia. Styl nad style, nie do podrobienia.

A zapowiadało się tak niewinnie. Przecież to miała być tylko książka „(…)inspirowana życiem Lucyny Ćwierczakiewiczowej” (cyt. za: opis Wydawcy). Książka ujawniająca tajniki XIX Polski, XIX -wiecznej Warszawy. Świat bohemy, artystycznego świata, sufrażystek, brudu, nieczystości i licznych zabobonów. Polska sowietów. Jeśli jednak w tę Polskę, tę Warszawę wkracza postać nietuzinkowa, osoba Lucyny Ćwierczakiewiczowej, wszystko co mdłe, smutne, brudne zamienione zostaje w tęczowe kolory. Kolory życia.

(…) mądre ludzie są głupie. Głupie za to mądre, żeby sprawiedliwie na tym świecie było.” – „Mistrzyni” Manuela Gretkowska.

Lucyna Ćwierczakiewiczowa, najpierw rozwódka, potem samotna wdowa pochodząca z zacnej pruskiej rodziny von Bachmanów. Jak sama o niej pisze Autorka: „Pod koniec XIX wieku była bajecznie bogata, sławna. Nadal temperamentna, chociaż zaczynała siwieć, dość tęga i krzykliwa. Ludzie widzieli tylko jej wdowią czerń  i pieniądze”, których miała aż nadto i umiała się nimi dzielić. Dokładała do kwesty na Powązkach, wspierała samotne matki wychowujące często niechciane dzieci, żywiła studentów i biedaków, którym tylko głód wypełniał kuchnię. Pyszniąca się swoimi kucharskimi talentami organizowała sowite kolacje, obiady goszcząc po kilkanaście osób. Do tego zagorzała patriotka potrafiąca ostentacyjne opuścić nabożeństwo w katedrze lub przyjąć radzieckich oprawców, byle tylko pod pretekstem rodziny uwolnić Polaków z więzienia. Powtarzająca, że „Polska jest kobietą”, a trzy najważniejsze przykazania to „Oszczędność, czystość i praca…”. Wzór dla wielu gospodyń domowych, panien z towarzystwa i kobiet szlachetnie urodzonych. Znana przez wszystkich w Stolicy. Podróżująca drugą, lub jak była trzecią klasą. Wspierająca artystów, jednego nawet za bardzo😉, potrafiąca poradzić sobie nawet z trudną adoptowaną córką oraz gospodynią Felą, której bezpośredniość niejedną panią domu doprowadziła do rozpaczy. Kobieta ponadczasowa. Kobieta uważająca, że „Jak się ma smak, to we wszystkim.”. Kobieta nie przyjmująca do wiadomości porażki. Prawdziwa MISTRZYNI!!!

Gretkowska mistrzowsko zobrazowała temperament i osobowość Lucyny, nazywanej gdzieniegdzie Lucy. Pod wdowim welonem kryła się kobieta nieszablonowa, nie tylko na tamte, ale również na współczesne czasy. Kobieta edukująca i propagująca czystość oraz higienę. Dziennikarka mająca swoją cotygodniową rubrykę w gazecie, bijąca fortunę na swej popularności, której nie obca była ciężka praca oraz dobroczynność. Cały język, tempo, dialogi zostały napisane pod główną bohaterkę. W książce panuje lekki rozgardiasz, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. W rozmowach występują liczne wtrącenia, czasem wydające się przypadkowe, czasem jakby nieznaczące, co pobudzało moje „szare komórki” do ciągłego myślenia, by nadążyć nad wydarzeniami. Huragan w życiu Ćwierczakiewiczowej, musiał wywołać huragan na stronach książki. By powieść była prawdziwa, by była adekwatna.

Niezwykle pociągnął mnie ten styl, nie powiem. Dodatkowo szczegóły z życia Bacha, Sienkiewicza, Modrzejewskiej, czy choćby Olesia Głowackiego vel Prusa. Postaci widziane tylko oczami ich dzieł, nabrały nowych kolorów, nabrały jakby żywego ciała, czasem również ułomnego, jak innych. Postać Adama Konckiego dodała książce splendoru, tak samo jak wydarzenia, z którymi główna bohaterka musiała borykać się w przypadku swoich panien do towarzystwa. Niezwykle spodobał mi się wątek sufrażystek. I ten koniec, gdy jedna z bohaterek zwraca się do grona mężczyzn cytując samą Ćwierczakiewiczową „(…) kiedyś otworzymy te parasolki w waszych dupach”. Temat przewijający się przez całą prozę, a w sposób nienachalny, jakby na dokładkę, jakby dodatkowo. Taaaaak, uwielbiam mocne kobiece charaktery, choć w życiu obcowanie z taką osobą mogłoby być męczące. Za czym jeszcze i za kim goniła przez całe życie Ćwierczakiewiczowa musicie dowiedzieć się sami. Nie zwlekajcie. Książkę czyta się naprawdę szybko. Ekspansywny styl i energiczna główna bohaterka nie pozwolą Wam się nudzić.

Moja ocena: 9/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą przed premierą bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak.

„Gdyby Nina wiedziała” Dawid Grosman

GDYBY NINA WIEDZIAŁA

  • Autor: DAWID GROSMAN
  • Wydawnictwo: ZNAK LITERANOVA
  • Liczba stron: 320
  • Data premiery : 13.10.2021r.

Nie mogłam się doczekać, kiedy sięgnę do kolejnej premiery z 13 października br.😉. To oparta na faktach nowa książka Dawida Grosmana, pt. „Gdyby Nina wiedziała” wydana nakładem Wydawnictwa @Znak Literanova (imprint @wydawnictwoznakpl). Całkiem niedawno skończyłam czytać „Wchodzi koń do baru” (recenzja na klik). Ciekawą, intrygującą i pełną wzruszeń pozycję, do której na pewno kiedyś jeszcze wrócę. Z zaciekawieniem zaczęłam więc czytać „Gdyby  Nina wiedziała” czekając z niecierpliwością, czy i tym razem ten wybitny izraelski autor zahipnotyzuje mnie swoją twórczością jednocześnie umacniając swoją pozycję wybitnego pisarza w moim gwiazdozbiorze ulubieńców.

To nie tylko historia tytułowej Niny. To historia trzech kobiet, każdej z innego pokolenia. To historia Wery, która za swą miłość do męża została skazana na pobyt w obozie reedukacyjnym dyktatora Tito. To historia jej córki Niny, która opuszczona  w jednej chwili przez ojca i matkę, rozpoczęła swój żywot sześcioletniej dziewczynki na ulicy. I jest to historia Gili, wnuczki pierwszej, a córki drugiej, która porzucona jako trzy i półletnie dziecko stara się odnaleźć swoją tożsamość, swoją przynależność. Jest to też wzruszająca historia Rafiego, pasierba Wery, zachowanego przez całe życie w Ninie i ojca Gili. To ojcostwo i ta miłość go ukształtowały.

…………..

Tak. Kompletnie nie wiem od czego zacząć. Od czego zacząć moje przemyślenia na temat tej książki. Chciałabym wykrzyczeć: PRAWDZIWE ARCYDZIEŁO!!! I chciałabym, by w tym słowie zawarte zostało wszystko.

Nie wiem, czy da się otrząsnąć z tej historii, notabene opartej na prawdziwych wydarzeniach. Od tego dylematu, czy wybrać prawdę, czy walkę o własne dziecko. Od tych krzywd wyrządzonych przez system i od tych konsekwencji własnych decyzji. Los jest przewrotny. Wielu nie oszczędza. Każde cierpienie jest skutkiem czegoś, jednocześnie będąc sprawstwem czegoś. Historia opisana przez Grosmana jest unikatowa. To jakby balansowanie między trzema żywotami, żaden z nich nie jest ważniejszy, ciekawszy. Każdy wnosi coś do życia drugiego. To opowieść nostalgiczna, owiana tęsknotą za czymś co minęło, bo „przeszłości nie da się naprawić” – jak mawiała Wera. Z tą przeszłością trzeba umieć żyć i stawiać kolejne kroki naprzód. Dużo w treści jest o przebaczeniu, o pogodzeniu się z losem, o odkrywaniu siebie na nowo szczątkowo w osobie matki, w osobie babci. Z niecierpliwością zaczytywałam się w tych losach, nieubarwionych przez Autora, nie bo po co. Grosman przechodzi z jednej prawdy do drugiej, weryfikuje jedną półprawdę i każde kłamstwo, nic nie jest przez niego zapomniane, o niczym nie milczy, nic nie pomija. „Gdyby Nina wiedziała” potwierdza, że Grosman do wybitnych powieściopisarzy współczesnych należy. Możliwe, że to przyszły Noblista, o którym usłyszymy jeszcze nie raz.

To studium kobiet i ich losów w trudnych zawieruchach dziejów, gdy jeden człowiek potrafił zniewolić prawie cały kraj. To studium Wery, Niny i Gili, których łączy wiele, a dzieli prawie wszystko. Sięgnijcie po ten egzemplarz, który otwiera oczy na świat, całkiem inny świat.

Moja ocena: 10/10

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

„Wchodzi koń do baru” Dawid Grosman

WCHODZI KOŃ DO BARU

  • Autor: DAWID GROSMAN
  • Wydawnictwo: ZNAK LITERANOVA
  • Liczba stron: 220
  • Data premiery w tym wydaniu: 13.10.2021r.
  • Data pierwszego wydania polskiego: 18.05.2016r.

Polska oszalała na punkcie kryminałów. To fakt. Ja również nie jestem daleka od fascynacji tym gatunkiem, wyjątkowo hołubiąc naszych rodzimych pisarzy. By zachować jednak pewien balans w gatunkach literackich i od nowa zachwycać się aktualnie mniej popularnymi gatunkami, sięgam od czasu do czasu do literatury pięknej. Jak na razie moja recenzencka przygoda z literaturą piękną kończy się wysoką oceną.

Tym razem na warsztat czytelniczy wzięłam książkę Dawida Grosmana, , która uhonorowana została Nagrodą Bookera, o przewrotnym tytule „Wchodzi koń do baru”. 13 października br. miała premierę nowa publikacja tego wybitnego izraelskiego autora pt. „Gdyby Nina wiedziała”. Przy tej okazji Wydawnictwo @Znak Literanova (imprint @wydawnictwoznakpl) wznowiło poprzednią książkę Grosmana. Nie ukrywam, że sam tytuł już mnie zaintrygował. Oczami wyobraźni widziałam tego konia wchodzącego do baru😊. Niewiele się pomyliłam, gdyż książka to współczesny stand – up, a czytelnik odgrywa rolę widza. Czy książka zaciekawia tak samo jak jej tytuł? Przeczytajcie recenzję, by się dowiedzieć😉.

Wszystko dzieje się w czasie rzeczywistego występu stand – upowego. Na scenie pięćdziesięciosiedmioletni Dowale G. Widownia bardzo urozmaicona, małżeństwa z dłuższym stażem, motocykliści, grupa młodych mężczyzn, pewnie wojskowych na przepustce i ona, karlica z przeszłości. Gościem honorowym jest kolega z przeszłości, sędzia w stanie spoczynku, zaproszony przez artystę, zaproszony po kilkudziesięciu latach, w trakcie których mężczyźni nie mieli ze sobą kontaktu. Jak to w stand-upie, występujący wywołuje salwy śmiechu, odgrzebuje stare kawały, nabija się z widzów zwracając się bezpośrednio do nich i prowadzi swoistego rodzaju grę. Grę, w trakcie której jedni czują współczucie, inni gniew, a jeszcze inni niesmak. Czy występ był udany? Jaki będzie jego finał?

Z ogromnym wyczuciem, konsekwencją i mistrzowskim piórem Grosman stworzył bohatera zranionego. W wybitny sposób skonstruował fabułę. Aktualny występ stand-upowy poprzerywał wydarzeniami z przeszłości, opowiadanymi w formie anegdoty przez Dowale G., jak i występującymi we wspomnieniach zaproszonego sędziego, kolegi z przeszłości artysty, z okresu gdy obaj mieli po czternaście lat. To sędzia jest narratorem. Jego narracja pierwszoosobowa jest bardzo intymna, dzięki niej dostrzegamy inne istotne aspekty, które ukształtowały Dowale G. To historia wielowymiarowa. Zranione uczucia, niezabliźnione rany, zmory z dzieciństwa, wstyd i gorycz, matka, która przeżyła Holokaust i ojciec, z jednej strony wspierający, z drugiej tylko wymagający. To historia Izraela z jego najbardziej traumatyczną historią w tle. Komik na scenie momentami zmienia się w tragikomika. Stand-up zamienia się w spowiedź. Spowiedź, która sieje ziarno wśród publiczności i czytelnika, a potem zbiera żniwo w postaci współczucia, nostalgii, niezgody na to, co się zdarzyło w przeszłości, na to, co nie zostało uniknięte, na ten ból i cierpienie człowieka.

Dawid Grosman na dwustuczterdziestu stronach, w fabule opartej na jednym wieczornym występie komika dokonał rozrachunku. Rozrachunku życia, które nie potoczyło się tak jak powinno. Życia, w którym niezrozumienie otoczenia, niechęć i brak zrozumienia pozostawiły liczne, niezabliźnione rany, skazy jątrzące się każdego dnia i krwawiące w najmniej oczekiwanym momencie. Ten monodram zachwyca swoją szczerością, brutalnością i niepokojem, co z tego, co już w przeszłości, wróci w teraźniejszości. Wielki szacunek dla Autora za tak skonstruowaną powieść. Powieść o życiu, w każdym jej wymiarze. Książka zawiera bardzo głęboką treść, która pozostawiła mnie w smutku i zadumie. Zadumie nad człowieczeństwem i nad tym, gdzie się tak naprawdę ono zaczyna i dlaczego czasem kończy.

Moja ocena: 9/10

Dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki.

„Czy już zasnęłaś” Kathleen Barber

CZY JUŻ ZASNĘŁAŚ

  • Autorka: KATHLEEN BARBER
  • Wydawnictwo: ZNAK LITERANOVA
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery: 05.06.2019r.

Odpowiadając na Wasze pytania, które pewnie zadajecie sobie w głowie; nie, nie pomyliłam się wskazując datę premiery „Czy już zasnęłaś” debiutu @Kathleen Barber,Author nakładem @Znak Literanova. Prawa telewizyjne do książki, która miała światową premierę w 2017 roku, zostały sprzedane, a serial „Truth Be Told” oparty na niej miał premierę w grudniu 2019 roku. Ktoś oglądał? Ktoś czytał?  Pozwólcie, choć kilka słów o autorce. Kathleen Barber to amerykańska pisarka i niepraktykująca prawniczka. O rzesz, co za niespodzianka, kolejny prawnik w panteonie literackich gwiazd😊. Autorka na swoim oficjalnym profilu zapowiada kolejną powieść, thriller „Follow me”. Ja przed sięgnięciem do jej kolejnej książki, à propos ciekawi mnie, które wydawnictwo ją wyda, musiałam nadrobić zaległość. Jednego możecie być jednak pewni, cokolwiek by się nie działo do zaległości zawsze wracam. Czasem wcześniej, czasem później😉.

Początek historii sięga śmierci sprzed dziesięciu lat Charles’a „Chucka” Buhrmana, szanowanego wykładowcy uniwersyteckiego, który zginął według prawomocnego wyroku z ręki syna swojej sąsiadki -kochanki Warrena Cavie. Z tą traumą borykają się w dorosłym życiu dwie jego córki bliźniaczki, Josie i Lanie. Z traumą śmierci ojca i traumą porzucenia przez matkę, która ukryła się przed światem w sekcie. Tajemnica powraca ze zdwojoną siłą po samobójczej śmierci matki oraz działaniom reporterki Poppy Parnell, która publikuje internetowy podcast w sprawie morderstwa sprzed lat kwestionując ówczesne ustalenia i wysunięte wnioski. Pozorne, szczęśliwe życie Josie i Lanie zaczyna się sypać jak domek z kart. Dawno zadane pytania zaczynają wybrzmiewać na nowo, a odpowiedzi nie zawsze są takie, jakie siostry chciałyby usłyszeć. Czy da się odciąć od przeszłości i udawać, że zamknięto skutecznie już pewne rozdziały życia? Niekoniecznie, niekoniecznie…

Wracać do książek czekających na półce i cieszyć się z tego, to wielka radość. W takich momentach cieszę się, że nie odpuściłam. Cieszę się, że książkę miałam w rezerwie i cały czas planowałam do niej powrócić. Nadszedł ten czas i mile jestem zaskoczona. Debiut debiutem, nie zawsze jest udany. Tym razem oceniam, że książka jest całkiem dobra. Podoba mi się narracja, która jest pierwszoosobowa z perspektywy Josie, która najbardziej chciała odciąć się od przeszłości, która rozpoczęła życie daleko od rodzinnego miasta, daleko od miejsca, w którym historia się zaczęła. Nie zaznała jednak spokoju. Podczas czytania ciągle borykałam się z poczuciem, że historia nie ma końca, a przeszłość wraca jak koszmar w trakcie snu. Podoba mi się odniesienie losów, historii Josie w relacji z jej ciotką, która ją wychowywała po porzuceniu przez matkę, w relacji z jej kuzynką Ellen, w relacji z jej partnerem Calebem, czy byłym chłopakiem Adamem i wreszcie w relacji z jej siostrą bliźniaczką – Lanie, z którą łączą ją najbardziej złożone relacje. Z postacią reporterki Poppy Parnell, jak się pewnie domyślacie, najmniej sympatyzowałam. Przecież nie można lubić hieny dziennikarskiej!!! Autorka konsekwentnie obrazowała Poppy stereotypowo. Poppy przekonanej o wykonywanej pracy w słusznej sprawie jednocześnie niszczącej życie wszystkich wokół. Poppy dążącej do tego, by prawda wreszcie mogła się wyzwolić, mogła ujrzeć światło dzienne.

To taka historia o grzebaniu w przeszłości i poszukiwaniu ponownie nowych rozwiązań. Bardzo dobrze w książce sprawdziły się wstawki z relacji z podcastów, wywiadów, wpisów z Twittera czy wycinków z gazet. Ten zabieg urozmaica narrację i ubogaca czytanie. Książka wciągnęła mnie od samego początku, mimo, że do połowy toczyła się „jak żółw ociężale”, powoli rozkręcając akcję. Wszystko praktycznie zdarzyło się w drugiej połowie. Wszystkie właściwe pytania zostały zadane po 150 stronie i wszystkie właściwe odpowiedzi zostały udzielone właśnie wtedy. Nie jest to jednak nieścisłość, nieprzygotowanie, czy błąd autorki. Według mnie to celowy zabieg i plan na książkę, która ma dozować napięcie poprzez kolejno odkrywane fakty. Największą słabą stroną książki jest jej zakończenie, które według mnie było zbyt oczywiste i nie stanowiło dla mnie zaskoczenia. Nie przekonała mnie również postać Josie, głównej bohaterki i narratorki. Wydawała mi się niekonsekwentna, niespójna. Raz była wycofana, odseparowana, skrzywdzona. Raz aktywna, działająca, szukająca odpowiedzi. Jakby motała się w sieci wydarzeń, o których nie potrafi zapomnieć i które nie potrafiła przepracować w przeszłości. Niemniej jednak książkę czytało się bardzo przyjemnie. Podobał mi się styl, treść i forma. Mimo, że moje napięcie nie osiągnęło zenitu historia mnie wciągnęła.

To książka, która zabrała mnie w interesujący świat tajemnic, kłamstw, zdrad, kłopotów, nocnych i nie tylko koszmarów. To książka o losach jednej rodziny i jej wyjątkowych członkach. To bardzo dobra książka, której poświęcony czas nie jest stracony. Udanej lektury!

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

„Chichot” Greta Drawska

CHICHOT

Autorka: Greta Drawska
Wydawnictwo: Znak Literanova
Cykl: Wanda Just i Piotr Dereń (tom 3)
Data premiery: 2021-07-14
Liczba stron: 352

Wiem, że od premiery trzeciej części cyklu z Wandą Just i Piotrem Dereniem minęły już dwa tygodnie. Musicie jednak wiedzieć, że ja przy okazji premiery z 14 lipca br. przeczytałam dwa poprzednie tomy, z którymi wcześniej nie miałam do czynienia. I nie żałuję! Jeśli chcecie sobie przypomnieć moją opinię na temat poprzednich dwóch tomów to recenzje znajdziecie tutaj: „Rytuał” i „Stos”.

Greta Drawska jest nadal dla mnie ogromną niewiadomą, mimo przeczytanych już dwóch książek jej autorstwa. Nie wiem kim jest naprawdę, co lubi, jak postrzega swoje pisarstwo i skąd czerpie inspirację.  Autorka przedstawiła nam się bowiem pseudonimem zainspirowanym miejscem akcji poprzednich dwóch powieści, a mianowicie Drawska Pomorskiego, które okalają: jezioro Drawsko, Pojezierze Drawskie i sama rzeka Drawa.  Tym samym mamy Gretę Drawską. Autorka zagrała z czytelnikiem w unikatową grę na zasadzie znajdź mnie jeśli potrafisz. Ja nie znalazłam. A Wam się udało? W sumie to bez znaczenia, czy to prawdziwa Greta, czy prawdziwy Gret, czy może nowe wcielenie Remigiusza Mroza😉. Ważne, że do trzeciej części serii pt. „Chichot” zasiadłam z takim samym entuzjazmem jak do poprzedniej. Z entuzjazmem i ogromną ciekawością, by sprawdzić co też Wydawnictwo @wydawnictwoznakpl wraz z Autorką nam przygotowało.

(…) Pisarz nie pisarz, leniwy to on był, pani prokurator, jak wszystkie chłopy” – „Chichot” Greta Drawska.

I ten leniwy pisarz staje się pierwszą ofiarą. Używający pseudonimu (prawda, że brzmi znajomo😉) Pan Tom, który „Pisał kryminały z parą przewidywalnych bohaterów, którzy ni to się czubią, ni to lubią, a w to wszystko wplatał wątek historyczny. W ostatniej części trylogii wziął na warsztat temat pochówków antywampirycznych w Polsce. Część książki dzieje się w siedemnastym wieku”. Teraz to na pewno brzmi znajomo!!! Prokurator Wanda Just i podkomisarz Piotr Dereń odkrywają w trakcie śledztwa kolejne sekrety pewnych dwóch rodzin, w których dzieci, jak się okazuje, miały wspólnego ojca.

Dokładnie w taki sposób Greta Drawska puściła oko w stronę czytelnika. Umieszczając w powieści pisarza chowającego się pod pseudonimem i piszącego kryminały z wątkiem historycznym. Pisarz okazał się twórcą bestsellerów. Powieści Drawskiej też na takie pretendują i to całkiem słusznie. Książka przeczytała się sama! Nie mam pojęcia kiedy, ani jak. Zaczęłam czytać ciekawa dalszych losów głównych bohaterów i zanim się obejrzałam już byłam na 200 stronie. Odkładać książkę w tym momencie byłoby ogromną zbrodnią, więc dotrwałam migiem do końca. Nie dziwcie się, że piszę o potencjale na bestseller. Przecież tylko książki, które czyta się jednym tchem, które nie męczą, które wciągają mają szansę na czytelniczy sukces.

Tym razem Drawska zabrała nas w nie tak odległą podróż w czasie. To czasy całkowicie współczesne, gdy Borne Sulinowo okupowane było przez żołnierzy radzieckich. Gdy Polacy mieszali się z  Sowietami, gdy komunizm panoszył się wszędzie. Na te tereny zaglądamy i współcześnie, gdy Borne Sulinowo  straszy miastami widmo i w czasy dawne, gdy stacjonowała tam Armia Czerwona. Ten bardziej współczesny wątek historyczny nakreślił fabułę  w nieco inny sposób. Mniej w niej oniryzmu, zagadkowości, czarów i magii, więcej zdrad, trosk, przynależności i ciągłych pytań, kto obcy, a kto swój. Nie każdy Sowiet to gwałciciel i morderca. Nie każdy Polak jest dobroduszny i oddany sprawie. Szukanie mordercy Just i Dereniowi idzie jak przysłowiowa „krew z nosa”. Wydaje się, że nigdy nie zbliżą się nawet do rozwiązania zagadki. Do tego sytuację utrudnia ich osobista relacja oraz problemy w całej grupie śledczych. Szczególnie wątek Agaty i Tobiasza zasługuje na wspomnienie. W intrydze kryminalnej jest i morderstwo, i utracone dochody, i walka o majątek, i zdrada małżeńska, o której wiedział sam małżonek. Wielu więc wydaje się podejrzanych, wielu mogło zależeć na śmierci Pana Toma. Rozwiązanie nie jest więc tak oczywiste. Autorka nie rzucała mi kół ratunkowych, po których mogłabym szczęśliwie dotrzeć do brzegu, którym okazałoby się rozwiązanie zagadki. Oj nie. Gmatwała, mąciła, naprowadzała na mylny trop do samego końca. Zagadka niby rozwiązana, ale na samym końcu więcej pytań niż odpowiedzi. Pytań na które mam nadzieję jeszcze Drawska udzieli nam kiedyś odpowiedzi.

To nie kryminał gdzie trup ścieli się gęsto, a krew tryska z czterech stron świata. To kryminał, gdzie ważni są ludzie. Ważni są tak samo śledczy, jak i podejrzani. Faktycznie, jest tak jak przeczytałam w jej krótkiej notce biograficznej, Autorka lubi ludzi. Lubi też bez wątpienia czytelnika rozpieszczając go mądrą fabułą, ciekawymi wątkami pobocznymi oraz bardzo dobrym, lekkim stylem. Lubicie być rozpieszczani przez autora? Ja baaaaardzo. Dlatego zachęcam Was do przeczytania nie tylko tej trzeciej części cyklu, lecz całej serii. Zacznijcie proszę od „Rytuału”, zanurzcie się potem w historię opisaną w „Stosie”, a na końcu pochichoczcie z „Chichotem” w ręku. Na dobrą książkę zawsze jest czas!

Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Znak Literanova.

„Stos” Greta Drawska

STOS

Autorka: Greta Drawska
Wydawnictwo: Znak Literanova
Cykl: Wanda Just i Piotr Dereń (tom 2)
Data premiery: 2021-01-04
Liczba stron: 368

Uwielbiam urlopy! Wy pewnie też. To czas odpoczynku, relaksu, chwil z najbliższymi, a dodatkowo możliwość realizacji swoich pasji. Jedni przemierzają kilometrowe szosy i drogi rowerami, inni przekraczają własne słabości wspinając się na wysokie szczyty, jeszcze inni wypijają hektolitry…hm… czegoś tam, a ja w każdej wolnej chwili czytam. Dzięki temu na urlopie nadrobiłam kilka czytelniczych zaległości😉. Ale najbardziej cieszę się, że również opublikowałam kilka recenzji. Wiele recenzji jeszcze przede mną. Wiecie jak jest, „co się odwlecze to nie uciecze”. Na wszystkie recenzje przyjdzie czas. Bądźcie cierpliwi😊.

Udowadniając, że nie próżnuję, prezentuję Wam recenzję drugiego tomu cyklu z Wandą Just i Piotrem Dereniem. Cyklu, który rozpoczęłam wysoko przeze mnie ocenioną książką pt. „Rytuał”. Książką, która zachwyciła mnie niespieszną akcją, przemyślaną fabułą i wzbogacającymi wątek kryminalny motywami historycznymi. Nie mogłam się oprzeć dalszemu czytaniu. Ciągle myślałam o tym, czy drugi tom pt. „Stos” Grety Drawskiej wydany nakładem Wydawnictwa @wydawnictwoznakpl powieli sukces pierwszej części. Jak myślicie?

W sercu czarownicy nigdy nie wypali się gniew – z opisu Wydawcy

I gniew jest w tej części kluczowy. Gniew za dawne krzywdy, niezabliźnione rany, niewysłuchane skargi i wypowiedziane w kierunku niewinnych pogróżki. Tym razem prokurator Wanda Just i podkomisarz Piotr Dereń zmagają się z morderstwem miejscowej kosmetyczki, która zginęła w niecodziennych okolicznościach. Jej ciało znaleziono na zamarzniętym jeziorze. Jej usta spięte zostały gospodarczą kłódką, zaś stopy….no cóż, nie wyglądały na stopy trzydziestoparoletniej kobiety. Dziwne okoliczności przypominają śledztwo, z którym Just i Dereń mierzyli się ponad rok temu, śledztwo w sprawie stomatologa z Czaplinka. Czy i tym razem dla rozwikłania zagadki kryminalnej znaczenie będą miały duchy przeszłości i regionalne wydarzenia sprzed kilkuset lat? Morderca zdaje się nie odpoczywać. Gdy giną kolejne osoby, Just i Dereń zaczynają podążać śladami z przeszłości. Śladami sprzed wieków.

Zdecydowanie ta seria jest dla mnie odkryciem tego roku. Nic o Drawskiej nie słychać, nie kojarzę nawet żadnych reklam serii. A szkoda, bo serię czyta się wyśmienicie. I tym razem Autorka sięgnęła po sprawdzony scenariusz. Motywem przewodnim „Stosu” jest toczące się śledztwo. Śledztwo, w którym poboczne wątki schodzą na niepowodzenia rodzinne i Derenia, i Just. Obraz śledczych nie zostaje jednak zachwiany. Nadal Just jest poświęcającą się pracy skuteczną prokurator, a Dereń poczciwym podkomisarzem, który potrafi czasem pokazać pazurki. Oboje dają się lubić. Oboje tworzą zgrany zespół wspierany kolejnymi ciekawymi postaciami. Mnie osobiście zachwyciła postać Babuni, okolicznego morsa. Szkoda tylko, że tej Babuni tak mało. Chętnie o niej przeczytałabym znacznie więcej. Sama relacja Just i Derenia chyba zaczyna zmierzać w jakimś konkretnym kierunku. W wielu miejscach więcej sympatii i wsparcia, niż niechęci i trzymania się na dystans. No cóż, zobaczymy. Przyjdzie i czas na trzecią część serii. „Chichot” już na mojej półce.

Teraźniejszość przeplata się, jak to było w pierwszej części cyklu „Rytuale”, z wydarzeniami sprzed czterystu lat. Zaczynamy śledzić losy miejscowej ludności z XVI wieku, gdy na okolicznych dworach szlachcianki kąpały się jeden raz na dziesięć tygodni, a częstsza kąpiel powodowała dotkliwe konsekwencje. Kobiecość miała określone cnoty, których brak doprowadzał do mocnych i nie dających się oddalić oskarżeń.

Plusem tej części bez wątpienia jest wprowadzenie do fabuły siostry Wandy Just, Natalii, która finalnie nie okazała się tą, za którą brałam ją na początku. Tylko ciągle nie wiem, czy była mężatką, czy jednak nie. Najpierw przeczytałam, że „Jej siostra nigdy formalnie nie wyszła za mąż i nadal nosiła nazwisko Just”, by potem przeczytać słowami Natalii „Mam małe dziecko i sfiksowanego ojca po udarze. Mam męża, który apetytu nabiera na mieście, ale stołuje się w domu”. Później wiele razy Autorka odnosi się do męża Natalii, per szwagier Just. Jak już pewnie zdążyliście się połapać, na takie nieścisłości jestem wyczulona. Dziwnym trafem wyłapuję je z meandrów fabuły i przyznaję, przeszkadzają mi później w finalnym odbiorze powieści.

Na okładce „Stosu” znajduje się jedna z dwóch opinii, która brzmi „Kryminał dla uważnego czytelnika, dla którego ważne są konteksty i pejzaż otoczenia”. Z opinią zgadzam się w 100%. Drawska udowodniła, że kryminał można napisać trochę inaczej wzbogacając go kulturoznawczo i historycznie odniesieniami do dalekiej przeszłości bez jakiejkolwiek szkody dla wątku kryminalnego. To jest cecha charakterystyczna tej serii. Cecha, która sprawia, że powieść jest ciekawa i intrygująca w unikatowy sposób. A ja wprost uwielbiam unikaty. Uwielbiam zaskoczenia i nietuzinkowe podejście do znanego mi gatunku. Szczególnie jeśli napisane są bardzo przyjaznym i lekkim językiem. Przecież o trudnych sprawach nie trzeba od razu pisać literacko! Wrzućcie książkę na swoją półkę, koniecznie.

Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Znak Literanova.

„Zupełnie normalna rodzina” M.T. Edvardsson

ZUPEŁNIE NORMALNA RODZINA

  • Autor:M.T. EDVARDSSON
  • Wydawnictwo:ZNAK LITERANOVA
  • Liczba stron:496
  • Data premiery:15.04.2019r.

Skandynawowie zawsze się sprawdzali w mocnych thrillerach, gdzie kluczową rolę odgrywa człowiek. Ponad dwa lata temu premierę miała głośna książka „Zupełnie normalna rodzina” autorstwa @mattiasedvardssonforfattare. Szwedzki bestseller, który sprzedał się w ponad pół miliona egzemplarzy na całym świecie. Dzięki nakładowi Wydawnictwa Znak Literanova miałam możliwość zapoznać się z nim. Widać temat rodziny jeszcze nie został przez autora wyczerpany. 30 czerwca światową premierę będzie miała kolejna książka Mattiasa Edvardssona również z rodziną w tytule. Oryginalny tytuł brzmi „En familje tragedi”. Ze szwedzkiego roboczo można przetłumaczyć „Tragedia rodzinna”. To faktycznie była ostatnia prosta dla  „Zupełnie normalnej rodziny” z mojej biblioteczki. Sam autor był dla mnie ogromną niespodzianką. O ile topowych skandynawskich autorów czytałam nałogowo, o tyle z wytworem pracy M.T. Edvardssona miałam do czynienia po raz pierwszy.

Gdy ktoś mówi z przekonaniem, że coś wie, myślę, że powinien położyć uszy po sobie. Życie to jedna wielka nauka”.

„Zupełnie normalna rodzina” M.T. Edvardsson

Sama konstrukcja książki okazała się już pozytywną niespodzianką. Trzech głównych bohaterów: matka, ojciec i córka. Trzech narratorów. Wszystkie narracje pierwszoosobowe. Trzy różne perspektywy, każda prawdziwa, każda własna i każda subiektywna.

A wszystko dzieje się w typowej rodzinie.

No może nie całkiem typowej. Ojciec, Adam Sandell pastor w kościele Szwecji. Zafascynowany włoskim jedzeniem, włoską kulturą, włoskim klimatem i włoskimi wakacjami. Katujący rodzinę lazzaniami, bruschettami, spaghetti i obowiązkowym winem przy każdym posiłku. Życie rodzinne skupione wokół stołu, gdzie posiłki zamieniają się w powolne degustacje. W kultywowanie idei slow foodu. Kto ma ojca pastora? Raczej niewielu z nas. I to pierwszy dowód, że rodzina nie jest typowa.

Matka, Urlika Sandell inteligentna kobieta sukcesu, prawniczka. Lubiąca stawiać na swoim. Umiejscowiona na drugim planie w wychowywaniu córki. Budująca z nią relacje jakby zza szyby. Zgadzająca się, by to ojciec grał pierwsze skrzypce w tym ich trzyosobowym świecie. Kto ma robiącą karierę matkę prawniczkę? Zapewne niewielu z nas. I to drugi dowód, że rodzina nie jest typowa.

Córka, Stella Sandell. Jedynaczka, ukochana córeczka tatusia. Zawsze dostająca to czego chce. Osiągająca sukcesy w piłce ręcznej, potrafiąca zbudować dojrzałe przyjacielskie relacje. Inteligentna i bardzo mądra. Mająca problemy z narkotykami, uprawiająca seks na obozie religijnym, cierpiąca na niekontrolowane wybuchy gniewu i ogromną potrzebę dominacji, układania rzeczywistości wokół w sposób tylko dla siebie akceptowalny. Córka oskarżona o zabójstwo. Zabójstwo swojego chłopaka. Kto z nas zna dziewiętnastoletnią dziewczynę oskarżoną o zabójstwo?  Prawie nikt z nas. I to trzeci dowód, że rodzina nie jest typowa.

Co znaczy normalna rodzina?

Normalność, typowość każdej rodziny jest jak jednorożec. Wszyscy o nim mówią, a nikt nigdy go nie spotkał. Nie ma takich rodzin. Sam wydawca na obwolucie napisał „Idealna rodzina jest największym kłamstwem” i ja zgadzam się z tą opinią. Nie ma idealnych rodzin z prostego powodu, gdyż nie ma idealnych ludzi. Sam Adam uważający się za dobrego człowieka zarówno przez córkę, jak i żonę postrzegany jest inaczej. Stella widzi w Adamie zaborczego ojca, próbującego zawładnąć jej światem. Żona widzi w Adamie konkurenta. Konkurenta o relacje z córką, o więź, której ona nie potrafi stworzyć. Stella została przedstawiona przez Edvardssona z jednej strony jako wytwór fantazji jej rodziców, szczególnie ojca, z drugiej jako samorodny, buntujący się młody człowiek. Człowiek podejmujący czasem błędne decyzje. Decyzje, które mogą kosztować ją kilkanaście lat w więzieniu. Jej milczenie w trakcie trwającego śledztwa o morderstwo Christophera Olsena, syna Margarethy – wielkiego autorytetu z prawa karnego w świecie prawniczym, było znamienne. Z początku myślałam, że to przekora, próba udowodnienia wszystkim, a szczególnie rodzicom, do czego jest w stanie się posunąć. Później zrozumiałam, że to strategia, strategia by jednak wygrać.

Najbardziej dopieszczona w mojej opinii była perspektywa Adama. Adam relacjonował bieżące wydarzenia, po aresztowaniu jego ukochanej córki bardzo głęboko szukając przyczyny, szukając powodu dla tego, co się stało, szukając samodzielnie odpowiedzi. Czytelnik poznał więc jego pogląd na wczesne rodzicielstwo, głębię relacji z żoną i  parafianami, którymi się opiekuje, dobre i złe wspomnienia z przeszłości, decyzje, które musiał podejmować, by zapewnić bezpieczeństwo Stelli, by udowodnić jej, jak wiele dla niego znaczy. Perspektywa Stelli to bardzo dosadna relacja z jej wyborów, decyzji, działań i poczynań. Poznajemy Stellę taką, jaką ona siebie widzi. Całkiem inną, niż widzą ją rodzice, niż widzi ją najbliższa przyjaciółka, niż widzą ją inni. Z jednej strony bunt, z drugiej całkowite poddanie się sytuacji, w której się znalazła. Stella weryfikuje swoje spojrzenie na życie. Bardzo szybko dojrzewa zamknięta w więzieniu. Najmniej dopracowana jest perspektywa Urliki, matki. Jakby Urlika nie miała nic do powiedzenia. Nie miała wspomnień, nie miała przemyśleń, nie miała emocji i uczuć kotłujących się w niej na nowo. O Urlice dowiedziałam się tylko tyle, że nie z taką samą radością oddała się wczesnemu rodzicielstwu jak Adam. Tylko tyle. Jakby rodzicielstwo definiowało człowieka. Zabrakło mi tej Urliki. Te istotne rozbieżności w trzech perspektywach potwierdzają, że autor bardziej swobodnie czuje się w perspektywie mężczyzny. Ten punkt widzenia bardzo dogłębnie zobrazował co się działo i dlaczego się dział w tej zupełnej normalnej rodzinie.

Żałuję tylko, że autor nie wykorzystał w pełni postaci matki ofiary Margarethy. Jako wybitny karnista, autorytet prawniczy, jej postać była kluczowa dla wątku kryminalnego. Całkowicie pominięta w rozgrywce sądowej. Niewykorzystany potencjał, który mógłby nieźle namieszać. To samo z postacią Lindy. Nie ukrywam, kompletnie mnie nie przekonała. Jej działanie chaotyczne, powtarzające się, nic nie wnoszące do głównej fabuły.  

Wątek kryminalny, kto, dlaczego i po co zabił Christophera nie był najważniejszy. Najważniejsza była rodzina, dla której traumatyczne wydarzenie związane z aresztowaniem córki, stało się mekką do odkrywania wzajemnych relacji, ukrytych prawd, dopowiadania półprawd i podjęcia wspólnej walki.  Walki o Stellę. A to wszystko w trzech perspektywach. Trzech perspektywach jednego wydarzenia. Jakże różnych perspektywach.  Edvardsson udowodnił po raz kolejny, to o czym sami wielokrotnie się przekonaliśmy, że to samo zdarzenia przez różnych jego uczestników jest oceniane w kompletnie różny sposób. Każdy inaczej je zapamiętuje, każdy inaczej je wspomina. W odnoszeniu się do przeszłości często dochodzi wzajemne obwinianie się, przesuwanie odpowiedzialności na tego drugiego, tego trzeciego. Jakby każdy z nas miał swoją prawdę. Jakbyśmy zapominali, że fakt jest faktem i nawet najlepsze zakłamywanie rzeczywistości tego nie zmieni. Jakbyśmy nie mieli moralnego kompasu.

I to nieprzypadkowe pytanie na ostatnich kartach powieści; „Czy dobrze się z tym czujesz w głębi serca”? to taka „kropka nad i”. Kropka kończąca jedno z najlepszych zdań jakie czytałam.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

„Kręgi” Zbigniew Zborowski

ZborowskiZbigniew Kregi3

KRĘGI

  • Autor: ZBIGNIEW ZBOROWSKI
  • Seria: BARTOSZ KONECKI
  • Wydawnictwo: ZNAK LITERANOVA
  • Liczba stron: 478
  • Data premiery: 05.09.2018r.
  • Moja ocena: 8/10

 

Do tej pory jakoś nie natrafiłam na żadną książkę autorstwa Zbigniewa Zborowskiego, nie czytałam też  pierwszego tomu cyklu o Bartoszu Koneckim – „Skazy”. Mimo to po przeczytaniu opisu „Kręgów” czułam, że to będzie świetny kryminał. Przeczucie mnie nie myliło😊 Książkę czyta się z zapartym tchem. Wraz z biegiem akcji obserwujemy jej znaczne przyśpieszenie. A już zakończenie to prawdziwy rollercoster. Mnóstwo się dzieje, a czytelnik jest co chwilę zaskakiwany. Nawet na samym końcu, gdy wydaje się, że wszystko jest już jasne – autor szykuje nam niespodziankę, tym samym przygotowując sobie grunt pod kolejny tom…

W warszawskim parku zostaje znalezione ciało nastolatki, która ma odcięte dłonie. Policja prowadzi śledztwo. W tym samym czasie były policjant, obecnie prywatny detektyw Bartosz Konecki dostaje tajemnicze zlecenie śledzenia młodej aktorki. Sprawa jednak wydaje się być bardziej skomplikowana, niż wydawała się na samym początku i okazuje się być powiązana ze sprawą sprzed lat dotyczącą zabójstwa młodej dziewczyny, które przypomina to obecne? Przypadek? Czy może morderca sprzed lat znowu wrócił do gry? A może znalazł się naśladowca? Czy detektyw Konecki da rade rozwiązać tę sprawę nie narażając się przy tym bezwzględnym ludziom i nie narazić swojego i innych życia? Czytaj dalej

„Ostre przedmioty” Gillian Flynn

flynnG OstrePrzedmioty1

OSTRE PRZEDMIOTY

  • Autor: GILLIAN FLYNN
  • Wydawnictwo: ZNAK LITERANOVA
  • Liczba stron: 331
  • Data premiery: 04.07.2018r.
  • Moja ocena: 8/10

 

Nie czytałam legendarnej „Zaginionej dziewczyny” Gillian Flynn, ale po lekturze jej debiutanckiej powieści „Ostre przedmioty” na pewno po nią sięgnę. Autorka posiada bowiem niezwykłą umiejętność przykuwania uwagi czytelnika i tworzenia bardzo wyrazistego klimatu. Z okazji nakręcenia przez HBO miniserialu, wydawnictwo Znak wydało filmową wersję książki. Okładka jest świetna i przykuwa uwagę, ale treść okazuje się jeszcze bardziej zajmująca.

Camille Preaker dziennikarka chicagowskiej gazety zostaje skierowana przez szefa do swojego rodzinnego miasteczka Wind Gap, aby opisać sprawę dwóch zamordowanych dziewczynek. Kobieta obawia się powrotu do miejsca, które działało na nią destrukcyjnie, do toksycznej matki i wypieranych wspomnień. Próbuje stawić jednak temu czoła i zajmuje się śledztwem w sprawie, długo jednak prócz plotek policja nie ma żadnego tropu. Camille w tym czasie musi zmierzyć się z ciężkim małomiasteczkowym klimatem, pękającym od plotek i pozorów oraz nawracającą chęcią okaleczania się, które zaczęło się właśnie w rodzinnym domu. Czytaj dalej