„Niebezpieczny facet” Kristen Ashley

NIEBEZPIECZNY FACET

  • Autorka: KRISTEN ASHLEY
  • Seria: ROCK CHICK. TOM 6
  • Wydawnictwo: AKURAT
  • Liczba stron: 512
  • Data premiery: 25.08.2021r.
  • Data premiery światowej: 17.04.2013r.

Porządki świąteczne jednak warto robić😉. Bronię się co roku przed nimi rękami i nogami, a tu jednak niespodzianka. Zaczynam dostrzegać ich drugie dno. Trochę się człowiek pomęczy, napoci, ale dzięki temu znajdzie na półce dawno zapomnianą książkę, której recenzji jeszcze nie opublikowałam. Mam na myśli szóstą część serii Rock Chick pióra Kristen Ashley pt. „Niebezpieczny facet”. 11 grudnia br. opublikowałam recenzję siódmego tomu „Zniewalający opiekun” i chwaliłam się innymi pozycjami, przeczytanymi od tej autorki. Dobrze, że przypomniałam sobie o tej, którą Wydawnictwo Akurat (imprint @wydawnictwo.muza.sa ) wydało 25 sierpnia br. Szkoda byłoby pominąć jedną część.

Opowieść pełna namiętności, walki, ścierania się pomiędzy Stellą a Maciem z muzyką w tle. Stella to wokalistka i gitarzystka zespołu „The Blue Moon Gypsies”. Była też dziewczyną Maca. Tajemniczego, z trudnymi doświadczeniami, seksownego, nieznoszącego sprzeciwu, kompletnego macho. Gdy pojawia się zagrożenie życia Stelli, Mac mimo, że nie potraktował jej pięć miesięcy wcześniej z szacunkiem, podejmuje ryzyko udzielenia jej pomocy. Angażuje się w nią całkowicie, do reszty, pomimo kosztów, które musi ponieść.

To taka uwspółcześniona bajka o królewnie i jej królewiczu w rycerskiej zbroi. Ten schemat bardzo dobrze się sprawdza w książkach tego gatunku. Jak to mówią, jeśli coś się sprawdza, to po co to zmieniać. Miło czasem jest poczytać o bohaterach, którzy z pozoru nie są sympatyczni. Pisząc szczerze nawet są na wskroś źli, egoistyczni i arogancki. Mac taki zły chłopak, dla którego jednak uczucia okazują się najważniejsze. „Niebezpieczny facet” okazał się romansem trzymającym w napięciu. Dzięki wątkom kryminalnym nie sposób się było nudzić. Do tego muzyka. Świat muzyczny sprawdza się w książkach, gdzie dużo się dzieje. Momentami czuć muzykę, którą wygrywała i śpiewała Stella. Scenografia również została dostosowana do fabuły książki.

Fabuły wszystkich części tego cyklu są uproszczone. On i ona, najpierw niechętni, obarczeni trudnymi doświadczeniami, czasem się siebie boją, próbują się dystansować, by finalnie poddać się rodzącemu się uczuciu i namiętności. To książki, które dobrze się sprawdzają na trudniejsze dni. Zabierają nas w podróż, gdzie wszystko jest prostsze i zawsze jest happy end, a życie nie wydaje się takie szare. Schematyczność tej serii kompletnie mi przeszkadza. Po każdą następną publikację, gdzieś po trzeciej części, sięgam z uwagą i chęcią. Jeśli zapragniecie prześledzić inne życie, w którym nie brak namiętności i kolorów to zachęcam do przeczytania „Niebezpiecznego faceta”.

Moja ocena: 7/10

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Akurat  za możliwość zapoznania się i podzielenia się z Wami moimi spostrzeżeniami po przeczytaniu tej książki.

„Gwiazdka z duchami. Antologia opowiadań grozy” Margaret Oliphant, J.H. Riddell, Ellen Wood, Roman Zmorski i inni

GWIAZDKA Z DUCHAMI. ANTOLOGIA OPOWIADAŃ GROZY

  • Autorzy: MARGARET OLIPHANT, J.H. RIDDELL, ELLEN WOOD, ROMAN ZMORSKI I INNI
  • Wydawnictwo: Zysk i S-ka
  • Liczba stron: 621
  • Data premiery: 23.11.2021r.

Podobną antologię czytałam w ostatnie, letnie wakacje. Wydana również przez Wydawnictwo @Zysk i S-ka była to „Wakacje wśród duchów. Antologia opowiadań o duchach”. Wśród twórców wielu znanych, wybitnych autorów m.in. Charles Dickens, Oscar Wilde , William Butler Yeats i inni. Dowiadując się o kolejnym wydaniu w tej samej myśli pt. „Gwiazdka z duchami. Antologia opowiadań grozy”, która premierę miała 23 listopada br. wiedziałam, że muszę po raz drugi zanurzyć się w te historie z nie tego świata😊. I tak w me ręce wpadła wspaniała publikacja, w twardej oprawie, z obwolutą oraz wyśmienitymi przekładami. Wśród translatorów mój ulubiony Jerzy Łoziński. Wybór opowiadań i opracowanie redakcyjne nie kto inny jak Tadeusz Zysk. Zapowiadała się więc dobra zabawa na wysokim poziomie.

Ze wszystkich rzeczy, których wymaga się od książki, najważniejszą jest, żeby nadawała się do czytania.” – Anthony Trollope.

Twórcy tej maksymy zdobiącej pierwszą stronę antologii niestety nie ma wśród autorów tego zbioru. Szkoda, bo Trollope w „Najsłynniejszych opowiadaniach wigilijnych” (recenzja na: klik) tegoż samego Wydawnictwa był wręcz niesamowity. Za to Tadeusz Zysk zaprosił mnie do przeczytania historii wymyślonych przez Mrs Henry Wood, Margaret Oliphant i J.H. Riddell – najpopularniejszych reprezentantek literatury angielskiej. Do tego dołożył ciekawą opowieść napisaną przez Zygmunta Krasińskiego oraz trzy utwory autorstwa Romana Zmorskiego. Jak przeczytałam w opisie Wydawcy: „(…) poety, tłumacza i folklorysty”.

Zacznę od Pań. Zafrapowała mnie „Opowieść wigilijna” Margaret Oliphant. To klasyczna, napisana w staroangielskim stylu historia, w której napięcie rośnie, a wyobrażenia przerastają rzeczywistość. O rodzie Witcherleyów i samym Witcherley Arms czytałam z rozbawieniem na twarzy. Nie mylcie rozbawienia z poczuciem groteski. Historia ma w sobie to coś, tą nadprzyrodzoną moc i charakter nawiedzonego domostwa, ale jest napisana w tak brawurowym stylu, że chwilami rozterki bohaterów wprawiały mnie w dobry nastrój. Do tego narracja pierwszoosobowa. Człowieka, który ze wszystkich sił starał się uratować pana na włościach. Na pewno to też zasługa translacji Pana Łozińskiego. Mimo, że tłumaczenie unowocześniło oryginał to styl został zachowany. I to jest dowód na translację na najwyższym poziomie. Bardzo spodobała mi się także historia opisana przez J.H. Riddell w „Świątecznej partyjce”. To perypetie spadkobiercy Martingale, który z siostrą zaczyna zamieszkiwać kolejną angielską rezydencję. Narracja pierwszoosobowa również i w tym przypadku się sprawdziła. Dzięki niej poznajemy rozterki, myśli i frustracje młodego Johna Lestera. Autorka w wielu miejscach zaprasza czytelnika do zabawy zwracając się bezpośrednio do niego. Jak w poniższym przykładzie:

Wy, drodzy czytelnicy, z pewnością jesteście wolni od zabobonnych wyobrażeń. Kpicie sobie z istnienia duchów i powtarzacie, że z chęcią znaleźlibyście jakiś nawiedzony dom, aby spędzić w nim noc, co oczywiście godne jest pochwały i docenienia. Poczekajcie jednak, aż znajdziecie się w odpychającej, opuszczonej, starej, pełnej nieprzyjemnych dźwięków wiejskiej rezydencji…” – „Świąteczna partyjka” J.H. Riddell.

Z tłumaczeniem tego opowiadania również wyśmienicie poradził sobie Pan Jerzy Łoziński. Mimo literatury w iście angielskim stylu, autorowi udało się uniknąć zbyt górnolotnych i pompatycznych sformułowań. Tekst sam sobie płynął pozwalając zanurzyć mi się w opowieść, w której pewien dom i pewna partyjka karciana odegrała główną rolę. Za to kompletnie nie mogłam znieść opowieści Mrs Henry Wood, a właściwie Hellen Wood. Przez żadną z trzech nie potrafiłam przebrnąć. W „Ginie Montani” poraził mnie infantylny styl. Te sformułowania nie potrafiły mi się ułożyć w głowie, wszędzie te ochy, achy. Prośby o brak potępienia, o wybaczenie, o zrozumienie itede, itepe. Szkoda, bo historia mogła być faktycznie mrożącą krew w żyłach. Pozostałe dwie opowieści tej autorki również trąciły naiwnością, prostodusznością i łatwowiernością do kwadratu, a może nawet do sześcianu. Czytałam kiedyś jedną powieść Hellen Wood „Błędnik” (recenzja na klik), która mimo wielu zalet, miała właśnie tę jedną wadę.

Za to Roman Zmorski w trzech utworach, w tym jednym pisanym wierszem oraz Zygmunt Krasiński to same ambrozje, smaczne, soczyste i unikatowe. Oczywiście możemy polemizować o realności przedstawionych historii, zastosowanego stylu, czy chociażby objętości. Ja zwróciłam uwagę na naszych krajanów pod kątem swojskości, urzekającego folkloru, odniesień do wielu wierzeń i obyczajów, które dominowały w dawnej Polsce. Mimo, że opowieści nie były zbyt zawiłe i skomplikowane czytając je poczułam pewną świeżość, jakby powiew wiatru dmący z polskich, zielonych łąk.

Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Zysk i S-ka.

„W drogę!” Beth O’Leary

W DROGĘ!

  • Autorka: BETH O’LEARY
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Seria: MAŁA CZARNA
  • Liczba stron: 416
  • Data premiery: 29.09.2021r.
  • Data premiery światowej: 29.04.2021r.

Autorkę Beth O’Leary, której „W drogę!” @WydawnictwoAlbatros wydało w dniu 29 września br., poznałam dzięki książce  „Współlokatorzy”. O książce tej napisałam w recenzji „(…) Opowiedziana historia jest bardzo pozytywna i zabawna, często śmiałam się na głos😉. Jak już napisałam bardzo pozytywnie nastraja do życia i na pewno jest świetnym sposobem na relaks i odpoczynek”. Zakładałam więc, że kolejne wydanie w ramach cyklu „Mała czarna” również będzie mi się podobać. Do tej pory książki tej serii traktowałam jako miłe urozmaicenie dla trudnych psychologicznych dramatów, czy mrożących krew w żyłach zagadkach kryminalnych.

To historia drogi, w której spotyka się pięcioro pasażerów. Każdy z nich ma własne doświadczenia, własną historię. Każdy z nich podążą w wiadomym sobie kierunku, choć i są tacy, którzy nie wiedzą dokąd zmierzają. Licząca 600 kilometrów podróż do Szkocji na ślub przyjaciółki zamienia się w wizytę w lunaparku, gdzie jedna za drugą karuzela obraca nas wokół naszej, własnej osi. A zaczyna się od pozornie niegroźnej stłuczki. A potem, jak to mówią, im dalej w las, tym ciemniej…

Początek naprawdę udany. Dużo o pomyśle wspólnej podróży, nadziejach. Sporo emocji wokół niezamierzonej kolizji, która przyczyniła się do frustracji, ujawnienia dawno skrywanych uraz i gniewu oraz przymusiła do skonfrontowania się z przeszłością. Zapowiadało się nieźle. Niestety gdzieś w połowie książki zaczęłam tracić zainteresowanie. Autorka podążała z góry powziętym zamiarem, by jednak było optymistycznie, miło, czasem wręcz infantylnie. Mój brak zainteresowania wynikał więc z tego, że naprawdę porywająca historia stała się trochę mdła, bez wyrazu.

Podobała mi się formuła zastosowana w książce przez Autorkę. Lubię konstrukcje, w których jest jasny podział na „tu i teraz” oraz „wcześniej”. Dzięki temu czytelnik śledzi losy uczestników podróży i równocześnie poznaje  przeszłość Addie i Deba, którzy kiedyś byli sobie bliscy. Czegoś mi jednak w tej pozycji brakowało i to dość mocno.  Niby nie była zła, a jednak mnie nudziła. Jak już wspomniałam pomysł na fabułę fantastyczny, tylko rozpisanie jej w wątki, opowieści, dialogi nie spełniły moich oczekiwań.  Taka niby przyjemna i lekka lektura, po której przeczytaniu poczułam się bardzo zmordowana. Jak po bardzo męczących przedświątecznych porządkach.

Moja ocena 6/10.

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Albatros.

„Dzieje Polski opowiedziane dla młodzieży” Feliks Koneczny

DZIEJE POLSKI OPOWIEDZIANE DLA MŁODZIEŻY

  • Autor: FELIKS KONECZNY
  • Wydawnictwo: : ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 448
  • Data premiery w tym wydaniu: 09.11.2021r.
  • Data 1 wydania polskiego: 01.01.1999r.

Wydawca @Zysk i S-ka zachęcając do lektury napisał: „Historia Polski Konecznego, opowiedziana przystępnym dla młodych ludzi językiem, zabiera nas w niezwykle interesującą podróż po meandrach polskich dziejów. Ta opowieść jest wciąż żywa i stanowi źródło różnorodnej wiedzy”. Musiałam odbyć tą podróż. Podróż, w którą wyruszyłam po raz drugi wiele, wiele lat po zakończeniu edukacji w liceum, gdzie ostatnio miałam do czynienia  z przedmiotem historia. Musiałam przeczytać premierę z 9 listopada br., by zachęcić moje własne dzieci do zapoznanie się z historycznymi losami Polski trochę w inny, mniej edukacyjny, a bardziej powszechny sposób.

To historia na nowo przeze mnie odkryta. Gdzieś w połowie zaczęłam się jednak gubić. Odłożyłam ją na chwilę realizując inne plany czytelnicze, by wrócić do niej po przerwie. Bohaterowie i antybohaterowie zaczęli mi się mieszać. Same wątki historyczne związane z księstwem Polsko – Litewskim, Poniatowskim, Kościuszko, Chmielnickim, czy Batorym okazały się jednak dla mnie nie do przebrnięcia ciągiem. Sam język jest raczej bardziej naukowy, niż powszechny. Nie wiem, czy młody czytelnik poradzi sobie z tyloma odnośnikami, uwagami, ripostami ujętymi w rozbudowanych zdaniach. To o czym pisze bardzo dobrze obrazuje poniższy cytat, zapraszam.

„Gdybyśmy przynajmniej przez jedno pokolenie utrzymali w swych rękach szkoły ludowe i administrację wiejską, byłoby się przerobiło lud wiejski na nowych obywateli polskich, naród byłby się wzmocnił ogromnie…” -„Dzieje Polski opowiedziane dla młodzieży” Feliks Koneczny.

Nie odnalazłam w książce świeżości, nietuzinkowego podejścia do historii naszego kraju. Wieki przedstawiane kolejno, bez chociażby rozbudowanej myśli polskiej, która była przyczynkiem działalności powstańczej okazały się jednak dla mnie mało atrakcyjne. Styl całkowicie nieodpowiadający młodemu czytelnikowi. Niektóre wątki potraktowane pobieżnie i pokrętnie, bez dogłębniejszej analizy, bez szerszego kontekstu w aspekcie wielu innych, naukowych źródeł. Koneczny pisał ze znawstwem, jakby wykładał historię co najmniej doktorantom. Użył wiele trudnych słów, sformułował w wielu miejscach myśli w sposób skomplikowany, nie dając czytelnikowi żadnego pola do popisu, jakby bez fantazji. I tej „ułańskiej” fantazji i zabrakło w tej książce – jak w tytule – „dla młodzieży”.

Moja ocena: 5/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Zysk i S-ka.

„Spirit Animals. Opowieści upadłych bestii. Wydanie specjalne” Brandon Mull

SPIRIT ANIMALS. OPOWIEŚCI UPADŁYCH BESTII. WYDANIE SPECJALNE

  • Autor: BRANDON MULL
  • Cykl: SPIRIT ANIMALS (tom 7.6)
  • Wydawnictwo: WILGA
  • Liczba stron: 208
  • Data premiery: 29.09.2021r. 
  • Data premiery światowej: 23.02.2016r.

O Brandonie Mullu wspomniałam przy okazji recenzji „Wojny cukierkowej”, do przeczytania której zachęciłam i starszych, i młodszych czytelników. „Spirit Animals. Opowieści upadłych bestii. Wydanie specjalne” od @WydawnictwoWilga to kolejna książka z serii. Serii wyjątkowej, bo tworzonej przez różnych autorów. Poprzednie części zostały wymyślone kolejno przez Eliota Schrefera, Victorię Schwab, Varian Johnson, Jonathana Auxiera, Sarah Prineas, Christinę Diaz Gonzalez, czy Sarwat Chadda. To takie czytanie w ramach jednego cyklu różnych pisarzy. Nie każda część podoba się tak samo, gdyż nie każdy autor trafia do naszego serca i w nasz gust. Przed rozpoczęciem czytania tej książki, ze względu na Autora miałam przeczucie, że ten tom na pewno mi się spodoba😊.

Upadłe Wielkie Bestie kiedyś zdradziły inne Wielkie Bestie. Tak zaczyna się nowy żywot bestii,  niegdyś najbardziej potężnych stworzeń Erdasu.  Aktualnie przemierzają świat w postaciach zwierzoduchów wyjątkowych dzieci. Niestety grozi im niebezpieczeństwo. Los stawia na ich drodze zagadkowego myśliwego, który za cel swego życia postawił sobie pozbawianie ich życia. W pięciu opowieściach Brandon Mull zabiera nas w podróż, gdzie królują Wielkie Bestie, młodzi, odważni bohaterowie nie cofający się przed żadną przeszkodą, by tylko pomóc im dalej żyć.

Ciekawy ten tom, nie powiem. To jakby zbiór historii z głównym motywem Wielkich Bestii i ich przyjaciół, młodych bohaterów. Czytając każdą opowiastkę szukałam punktu stycznego. Znalazłam go oczywiście. Każda z osobnych fragmentów opowiada bowiem o losach Upadłej Wielkiej Bestii.  To ten duch fantastyki i nieograniczona wyobraźnia Autora, która pozwala tworzyć coraz to bardziej ciekawe wątki fabuły. Lubię takie nietypowe konstrukcje. Z jednej strony stanowiące odrębną całość, z drugiej splatające się w jedną spójną historię z głównym, motywem przewodnim. Jak zwykle w książce znalazłam dużo magii, tajemniczości, interesujących bohaterów oraz ciekawych stworów, by nie napisać „stworków”.

Nie musicie czytać wszystkich tomów serii Spirit Animals. Sięgając po ten najnowszy bez problemu złapiecie ten jedyny w swoim rodzaju klimat. Książeczka jest bardzo krótka, to ledwie 208 stron. Wystarczy, by pchnęła mnie w najdalsze zakamarki wyobraźni, bym zaczęła śledzić losy zwierzoduchów  i ich ludzkich, młodych przyjaciół. Bardzo dobrze czyta się te historie. Style jest lekki, idealnie nadający się również do młodego widza. Fantastyczne wątki zadowolą każdego i umożliwią zabawę w wyobrażenia. W wyobrażenia o świecie, który być może jest tuż obok. Kto wie? Kto wie?

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Wilga.

„Zatoka Żarłocznego Szczupaka” Eugeniusz Paukszta

ZATOKA ŻARŁOCZNEGO SZCZUPAKA

  • Autor: EUGENIUSZ PAUKSZTA
  • Seria: SERIA Z KOGUTEM
  • Wydawnictwo: WYDAWNICTWO ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 330
  • Data premiery w tym wydaniu: 28.09.2021r.
  • Data 1 wydania polskiego: 1957r.

To ci dopiero rarytas😉. Książka wydana u schyłku komuny, obarczona cenzurą i napisana przez Autora, który zmarł w 1979 roku. Nie kojarzę żadnej z książek  Eugeniusza Paukszta☹. Mimo, że był on Autorem niezwykle płodnym. Napisał kilkadziesiąt książek w tym książek historycznych, przygodowych, dla młodzieży oraz był również eseistą. Zaintrygowała mnie fabuła „Zatoki Żarłocznego Szczupaka”, dzięki @Wydawnictwo Iskry w tym wydaniu premierę miała 28 września br.  Przesyłka dotarła do mnie spóźniona, więc również recenzję publikuję po czasie.

Mazury, ukochana Kraina Tysiąca Jezior wielu Polaków. Mazury zawsze były i są stałym punktem dla wielu szukających wakacyjnego odpoczynku. W takie jedne letnie wakacje nad mazurskie jezioro Gardyńskie wybrała się grupa studentów, Kostek i Pietrek Godyccy, Zośka, a także Mirka Knipianka oraz Julek Kania. Młodzi cieszą się z każdego dnia, z każdego promyku słońca i ciepłej wody. Spływy kajakowe, łowienie ryb, zabawa i tajemniczy leśniczy, który zaraża ich interesującą opowieścią o zatopionych niemieckich ciężarówkach na dnie jeziora. Zaraża dość skutecznie. Studenci postanawiają dokonać odkrycia i wyłowić zagadkowy kufer z dna jeziora….Czy im się to uda?

„Zatoka Żarłocznego Szczupaka” to książka dla młodzieży, po raz pierwszy wydana w 1957 roku. Według Wikipedii „(…) została napisana w Poznaniu oraz nad Krutynią pomiędzy październikiem 1954 a lutym 1956.(…) Akcja toczy się w fikcyjnej wiosce Wyraje, której pierwowzorem mogło być Bobrówko. Miejscowość zamieszkana jest w dużym stopniu przez autochtoniczną ludność mazurską, z której część nie jest przychylna Polsce, nie używa języka polskiego, a nawet prowadzi różnego rodzaju działalność antypolską…. (cyt. za Źródło). Nie dziwi więc, że fabuła osadzona została w połowie lat 50-tych XX wieku. W czasie, gdy Polską rządzili socjaliści, a polskość sama w sobie nie była zbyt popularna. Autor idealnie odzwierciedlił ówczesne dla siebie czasy. Ponad pięćdziesiąt lat od pierwszego wydania czytając wczuwałam się w ten socjalistyczny świat. Sama retoryka Autora jest na wskroś socjalistyczna. Trudno, cóż zrobić. Przecież Autor swoje powieści wydawał w środku trwania innego, polskiego świata. Mimo to zachwyciłam się kilkoma wątkami. Po pierwsze bardzo dobrze Paukszt odzwierciedlił ksenofobię miejscowych. Młodzież doznaje od nich niepokoju, braku zrozumienia i wręcz jawnej niechęci. To potomkowie Niemców zamieszkujących tereny mazurskie z czasów rządów Pruskich. To doktrynowani przez Niemców Polacy, którzy tęsknią za tym krajem utraconym i zielonymi łąkami, bo przecież u „sąsiada trawa jest zawsze bardziej zielona”. Po drugie sama grupa studentów również stanowi niezłe pole do popisu dla zwad, nieporozumień i problemów. Julek Kania to jedyny rodowity Mazur, gdy Kostek, Pietrek i Zośka to rodowici warszawiacy. Możecie sobie sami wyobrazić co może powstać z takiej mieszanki wybuchowej. Po trzecie postaci drugoplanowe, niezwykle nacechowane mazurszczyzną. Wszystko się jednak zgadza, wszak Paukszt pisał książkę nad Krutynią, rzekę przepływającą przez mazurskie jeziora. Moją sympatię zdobył Edward Fajfer (nauczyciel z Wyrajów) oraz Pan Gwizda –  przedwojenny działacz mazurski. Pozostali…ach nie będę spojlerować. Sami zgadnijcie, czy byli wśród nich szpiedzy niemieccy lub sowieccy. Po czwarte ta niepozorna książka jest bardzo dobrym kompendium wiedzy na temat współistnienia Polaków, Niemców i Mazurów zarówno przed, jak i po II wojnie światowej. Nie wiadomo kto swój, a kto obcy. Kto odpowiedzialny za masowe wysiedlenia i przymusową emigrację Mazurów do NRF i dlaczego rząd PRL nie zadbał by to jednak polskość, a nie niemieckość była główną myślą kłębiącą się w głowach rodowitych Mazurów.  I te jeziora, i ta przyroda. Ta jedyna w swoim rodzaju mazurska atmosfera, która mimo mrocznych tajemnic i zagadek zachwyca.

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Zysk i S-ka.

„Nadal czterdzieści” Katarzyna Kostołowska

NADAL CZTERDZIEŚCI

  • Autorka: KATARZYNA KOSTOŁOWSKA
  • Cykl: CZTERDZIEŚCI (tom 4)
  • Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
  • Liczba stron: 303
  • Data premiery: 15.09.2021r.

Poprzednie części cyklu „Czterdzieści” autorki @kkostolowska za mną. Przeczytałam wszystkie; „Czterdzieści minus”, „Czterdzieści plus” oraz „Czterdzieści i co z tego”.  Do tego na moim blogu znajdziecie recenzję książki, która mile mnie zaskoczyła „Księga urodzaju”. Dzięki niej odkryłam nowych bohaterów, których perypetie umiejscowione na rodzinnych ogródkach działkowych przyprawiły mnie i o śmiech, i o smutek. Wydawnictwo @Książnica wydało czwarty tom serii już we wrześniu br. Książkę trochę musiała na mnie poczekać i wreszcie się doczekała mojej uwagi. Zapraszam na recenzję.

Magda, Karola, Anita i Aśka nadal mają czterdzieści lat😉. Jak większość z nas marzą o szczęśliwym życiu, które jakoś je omija. Życie potrafi być pełne niespodzianek, w których jest miejsce na łzy, złość, negatywne emocje i niechęć do ludzi wokół oraz samych siebie. Dzięki sobie potrafią jednak radować się swoim towarzystwem i wspierać się wzajemnie. Ich trudne wybory, nie do końca wydają się tak skomplikowane, jeśli podzielą je na pół lub nawet na równe ćwiartki.  

Jest to kolejna bardzo optymistyczna książka serii. Uwielbiam czytać o przyjaźni, o tym jak różne kobiety potrafią się wzajemnie wspierać, mimo wielu niepowodzeń i trudności występujących w relacji. To takie pokonywanie własnych ograniczeń, o których Katarzyna Kostołowska potrafi pisać w bardzo dobry sposób. Jej styl jest bardzo czarujący, zachęca do zanurzania się w historię do samego końca. Mimo, że fabuła nie jest skomplikowana czyta się tą część bardzo przyjemnie. Książka jest pełna optymizmu, mimo, że nie brakuje w niej trudnych momentów. Wzbudza wiele emocji. Perypetie przyjaciółek chwilami nie są do pozazdroszczenia, ale to tylko wzmaga ciekawość, co zadzieje się na kolejnych stronach.

Odkryjcie dalsze koleje losu Magdy, Karoli, Anity i Aśki, które wspierają się, mimo trudności z którymi same się borykają w swoim życiu. Nietuzinkowe losy przyjaciółek, nietuzinkowe historie. To Katarzyna Kostołowska funduje Czytelnikowi w czwartej części cyklu „Czterdzieści”.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Książnica.

„Wojna cukierkowa” Brandon Mull

WOJNA CUKIERKOWA

  • Autor: BRANDON MULL
  • Cykl: WOJNA CUKIERKOWA (tom 1)
  • Wydawnictwo: WILGA
  • Liczba stron: 408
  • Data premiery: 13.10.2021r.
  • Data 1 wydania polskiego: 22.10.2013r.
  • Data premiery światowej: 11.09.2007r.

„Wojna cukierkowa” Brandona Mulla od @Wydawnictwo Wilga, która premierę w tym wydaniu miała 13 października br. to kolejna pozycja literatury dziecięcej, do której sięgnęłam z własnej nieprzymuszonej woli😉. Robię to dość często, by zapoznać się z propozycjami dla dzieci i młodzieży, by finalnie polecić je nie tylko moich własnym dzieciom.

Tym razem poznałam Nate’a. Dziesięcioletniego chłopaka, który rozpoczyna wraz ze swoimi rodzicami nowe życie w miasteczku  Colson. Nate ze swoimi nowymi kolegami: Trevorem, Gołębiem i Summer wstępuje do klubu poszukiwaczy przygód. Członkowie klubu odkrywają Słodki Ząbek, nowy sklep z niezwykłymi słodyczami, który prowadzi  urocza staruszka – pani White. Niby zwykła staruszka, ale niezwykłe cukierki. Słodycze pozwalają dzieciom dotknąć nieba, być na chwilę kimś innym lub manipulować pozostałymi ludźmi. Ta moc nie jest obojętna  mężczyźnie w płaszczu i fedorze, który śledzi małych bohaterów. Cała czwórka postanawia dowiedzieć się, czego ów mężczyzna szuka i czy jest tak niebezpieczny, jak im się z początku wydaje.

Brandon Mull to autor mojego ukochanego „Baśnioboru”, który czytałam z dziećmi. Ponadto jest Autorem cyklów: „Smocza straż”, „Pięć Królestw” oraz jednej z części „Spirit Animals”. „Wojna cukierkowa” to pierwsza część nowego cyklu. Mull ponownie zabiera Czytelnika w podróż w światy nieznane, nierealne, niemożliwe do ogarnięcia rozumem. Światy, w których wszystko się dzieje, a magiczne chwile pomykają z prędkością światła. Opisana przez Mulla fikcyjna rzeczywistość jest swoistego rodzaju połączeniem współczesnej powieści przygodowej dla dzieci z magiczną melodią, którą ukochaliśmy dzięki serii o Harrym Potterze. Autor jest niezwykle pomysłowy w wymyślaniu nazw cukierków i ich magicznych mocy. Ta wyobraźnia Brandona Mulla spowodowała, że cała książka jest kompatybilna z pomysłem i początkowymi stronami, mimo, że ma swoje mroczne momenty.  

Autor ma wiele do zaoferowania nie tylko młodemu czytelnikowi. Zachwycić się tą książką potrafi również starszy odbiorca i to wszystko dzięki fascynującej fabule, w której wyobraźnia pracuje na najwyższych obrotach.  

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Wilga.

„Jak pozbyć się lęku i zacząć żyć” Pippa Grange

JAK POZBYĆ SIĘ LĘKU I ZACZĄĆ ŻYĆ

  • Autorka: PIPPA GRANGE
  • Wydawnictwo: MUZA
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery: 03.11.2021r.

Ostatnio mój blog zagęstwił się recenzjami poradników. Poradniki czytam okazjonalnie i wyszukuję takie, których aktualnie potrzebuję. Zwykle czytając odnoszę konkluzje przedstawione w książkach tego typu do mojego życia. Szukam analogii i porównania do mojej rzeczywistości. Do tego, w czym mogą te kompendium wiedzy mi pomóc, jak mnie wesprzeć. Autorką „Jak pozbyć się lęku i zacząć żyć” wydanej nakładem @wydawnictwo.muza.sa. jest Pippa Grange. To brytyjska psycholog stosowany, która zdobytą wiedzę w trakcie wieloletniej praktyki wykorzystała w pisaniu. Jest też założycielką firmy konsultingowej Bluestone Edge. Współpracuje i uczy innych trenerów personalnych, jak wspierać współczesne społeczeństwo. Okazuje się, że poczucie lęku towarzyszy wielu z nas. Czasem przybiera formę zaburzenia psychicznego, czasem działa z ukrycia, ale tylko do pewnego momentu.

Każdy z nas odczuwa strach. Jest związany zwykle z różnymi niepokojącymi okolicznościami występującymi w naszym życiu. Czasem strach podszyty jest emocjami, naszymi kompleksami i ciągłym poczuciem winy, że nie jesteśmy wystarczający dobrzy, wystarczająco ciekawi i wystarczająco efektywni. Te uczucia uniemożliwiają nam się rozwijać i czuć radość w naszym codziennym życiu. Tego uczy Pippa Grange  w swoim poradniku, jak nauczyć się żyć ze strachem, który jest nieodłączną częścią życia, by nas nie sparaliżował.

To ciekawe kompendium wiedzy na temat tego, jak radzić sobie z pokonywaniem lęków. Autorka dzieli się z Czytelnikiem wskazówkami, które możemy stosować, by zapomnieć o niepokoju, by zapobiec poszukiwaniu tylko pesymistycznych chwil, trudnych momentów. Nie jest tak, że każdy dzień obfituje w same ciężkie chwile. Wszechogarniający lęk nie pozwala nam tylko dostrzec tego, co dobre, co wspaniałe. Maanam kiedyś śpiewał „Ulotne chwile, jak motyle…”. Tymi motylami zazwyczaj są radosne momenty w naszym życiu. Pojawiają się i znikają, nawet jeśli są najpiękniejszym okazem. Zachwycamy się nimi tylko chwileczkę, a zapominamy o nich szybciej, niż byśmy chcieli. Za to troski, niespełnione oczekiwania i lęki towarzyszą nam długimi nocami, tygodniami, miesiącami. Jak dementorzy w serii o Harrym Potterze krążą ciągle nad naszymi głowami.

Chcecie choć na chwilę uwolnić się od nich? Jeśli tak to sięgnijcie po tę książkę, w której znajdziecie gotowe rozwiązania jak zastąpić lęk celami, marzeniami, pragnieniami, bliskością, zainteresowaniami.

Moja ocena: 7/10

Dziękuję Wydawnictwu Muza za obdarzenie mnie zaufaniem i podarowanie egzemplarza recenzenckiego.

„Loteria życiowych szans” Izabella Frączyk

LOTERIA ŻYCIOWYCH SZANS

  • Autorka: IZABELLA FRĄCZYK
  • Seria: STAJNIA W PIEŃKACH (tom 4)
  • Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I S-KA
  • Liczba stron: 376
  • Data premiery: 09.11.2021r.

Autorkę @Izabella Frączyk czytałam w serii „Kobiety z odzysku” również Wydawnictwa
@prószyński i ska. Trzeci tom serii recenzowałam w lutym br. Były to „Ryzykowne decyzje”, w których śledziłam losy trzech przyjaciółek. Temat niby powszechny, powtarzający się. Napisany jednak w bardzo dobrym stylu, a sama lektura przyniosła mi wiele radości. „Loteria życiowych szans”, o której jest ten wpis to czwarty tom serii „Stajnia w Pieńkach”. Ja konie uwielbiam oglądać. Zaczynając lekturę liczyłam, że równie dobrze będzie mi się o nich czytać😊.

To narracja  o Adamie i  Magdzie. Po ślubie borykają się z problemami związanymi z utrzymaniem i rozwojem ukochanej przez siebie stadniny. Inna bohaterka, Alicja podejmuje decyzję o związaniu się z mężczyzną nie czując do końca, że jest to ten jedyny. A w całe zawirowania wplątuje się ukraiński inwestor – Wladimir Bondarenko. Pustoszy wszystko i wszystkich, nie zważając na budzącą się niechęć i zdziwienie. Tylko, czy Wlad okaże się w efekcie mężczyzną godnym zaufania? Czy pojawi się tylko na moment, by zamieszać wśród miejscowej ludności i zniknąć niespodzianie we mgle?

Książka napisana jest lekkim, swobodnym stylem. Znalazłam w niej również ironię i odnalazłam, tak jak w poprzednich książkach Autorki, podobne do mojego poczucie humoru. Wgryzłam się w losy bohaterów orbitujących wokół Stajni w Pieńkach. Miejscu, gdzie wiele się dzieje i wiele się jeszcze może wydarzyć. Chcąc nie chcąc wkręciłam się w historię Magdy, Alicji i Wandy. Trzech różnych kobiet, które łączy i jednocześnie dzieli wiele. Wiek, wykształcenie, zainteresowania, czy doświadczenie życiowe. Autorka bardzo dobrze skroiła te postaci, nadała im własną osobowość i to swoiste „Ja”, które świadczy o ich wyjątkowości. Ogólnie bohaterowie Izabelli Frączyk są sympatyczni, ciekawi świata, potrafiący „rozmawiać” ze swoimi emocjami. Da się ich lubić.

Czytając nie tylko literaturę obyczajową, nie raz zastanawiam się, czy z bohaterami się kiedyś jeszcze spotkam. Czasem spotykam się z nimi niepodzianie, czasem ciągle do nich tęsknię, bo nie zobaczyłam ich w kolejnych publikacjach. Na szczęście zakończenie daje nadzieję na szansę kolejnego zejścia się. Przecież wiele spraw musi zostać rozwiązanych, na wiele pytań musimy znaleźć odpowiedzi. I oby tak dalej, oby tak dalej. Miłej lektury.

Moja ocena: 7/10

Dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka za możliwość zapoznania się z książką i podzielenia się moją opinią.