„Klątwa Berserkera” Anna Wolf

KLĄTWA BERSERKERA

  • Autorka: ANNA WOLF
  • Wydawnictwo: AKURAT
  • Liczba stron: 318
  • Data premiery: 12.01.2022r.

Z twórczością @Anna Wolf – strona autorska zapoznałam się przy okazji czytania antologii  „Świąteczne namiętności” również Wydawnictwa Akurat (imprint @wydawnictwo.muza.sa ). „Klątwa Berserkera”, która premierę miała w ubiegłą środę jest pierwszą przeczytaną przeze mnie książką tej Autorki. Jak napisałam w zapowiedzi, jest to średniowieczny romans, inspirowany historią Pięknej i Bestii. Już sama koncepcja mi się podoba😊. Jedna z najlepszych par disnejowskich bajek, do tego historia osadzona w Średniowieczu. Czasach, w których wiele się działo i które stanowią istne preludium do najbardziej fantazyjnych wytworów pisarskiej wyobraźni.

Bianca i Ilander. Idealne imiona do iście epickiej historii romansu. Ona – przepiękna długo i jasnowłosa piękność. On z pooraną twarzą ranami.  Stroi od innych, obawia się odrzucenia, negacji, odstraszających spojrzeń. Dziwnym zbiegiem okoliczności Bianca znajduje się w jego zamku. Zamku należącego do rodu Istrel, na który rzucono klątwę. Ilander wie jak ją przerwać. Postanawia nie przedłużać swego rodu. Tylko, czy spotkanie z Biancą pozostawi go obojętnego na uroki życia we dwoje?

Ach, co to była za opowieść. Napisana w lekkim stylu w scenerii kamiennych murów, ogromnych sald, długich i wysokich schodów, do tego fortec i krwawych bitew. Trochę taka baśń dla dorosłych, co wcale nie umniejsza jej wartości. Mile spędziłam czas czytając tą książkę. Idealnie Autorka wkomponowała fabułę w średniowieczne czasy. Bianca zmaga się z ówczesnymi wyobrażeniami o roli kobiet w życiu, mimo bardziej lub mniej jawnego sprzeciwu. Przez męża swej siostry ma zostać żoną człowieka, którego praktycznie nie zna. Dzięki przypadkowi znajduje się pod pieczą Ilandera i dzięki niemu odkrywa, że „nie taki diabeł straszny, jak go malują”. Bardzo lubię tak skonstruowane powieści, gdzie wartka akcja, fabuła i dużo emocji splata się z wartością historyczną. Czytając „Klątwę Berserkera” oczami wyobraźni przenosiłam się w miejsce akcji. Smakowałam średniowieczne życie, raz ze wstrętem, raz z zachwytem. A dotychczas zbytnią fanką romansów historycznych nie byłam. To dobrze świadczy o jakości tej pozycji.

Świat ludzi i świat kobiet. Do tego mroczny sekret i skrzywdzony przez los mężczyzna, który walczy z wszystkimi, a przede wszystkim z samym sobą. Związek dwojga ludzi skazanych na niepowodzenie opisany przepięknym, barwnym, ciekawym stylu. Idealna pozycja na mroźne wieczory. Rozgrzeje Was lepiej, niż ciepła herbata. Nic tylko czytać!

Moja ocena: 7/10

Dziękuję Wydawnictwu Akurat  za możliwość przeczytania i podzielenia się z Wami tą książką.

„W cieniu wierzb” Sylwia Kubik

W CIENIU WIERZB

  • Autorka: SYLWIA KUBIK
  • Seria: CYKL ŻUŁAWSKI. TOM 3
  • Wydawnictwo: OTWARTE
  • Liczba stron: 376
  • Data premiery: 12.01.2022r.

„Cykl żuławski” autorstwa  @Sylwia Kubik – pisarka z Powiśla zaczęłam czytać przy okazji pierwszego tomu cyklu pt. „Krok do miłości”, który zrecenzowałam we wrześniu ubiegłego roku. Drugi tom, który premierę miał 1 września 2021r. „Tajemnica z przeszłości” pochłonęłam zaraz po nadrobieniu pierwszej książki serii. Obie części czytałam więc praktycznie ciągiem. Obie mi się podobały i przy obu spędziłam mile czas. Trzecią część „W cieniu wierzb”, która premierę miała w pierwszych dniach stycznia br. przeczytałam z opóźnieniem. Jest to bowiem ulubiona seria mojej Mamy. Więc po otrzymaniu egzemplarza od @WydawnictwoOtwarte z książką musiałam podzielić się z Mamą, która jak zwykle 😊 była zachwycona. Mówią „Jaka matka taka córka”. Ciekawe😉, czy to dotyczy również gustów literackich.

Ewa i Kamil. Ona naznaczona przeszłością, z którą przyszło się jej rozliczyć. On w codzienności stara się uporać się z doświadczeniami z wypadku. Oboje zaczynają budować od nowa swoją przyszłość. Próbują osobno, próbują razem z pejzażami żuławskimi w tle. Z zapachami regionalnych potraw i tradycji, w których można się zatracić. Do tego cała gama bohaterów drugoplanowych wzbogacających fabułę. Postaci nietuzinkowych, nieszablonowych, kolorowych. Tych kolorów w książce jest znacznie więcej.

Uff. Nigdy nie wiem ile napisać we wprowadzeniu do fabuły, by odebrać Wam chęć przeczytania oryginału. Zdarzyło nie raz zdradzić mi za wiele, o co zarówno ja, jak i inni mieli do mnie pretensje. Tym razem mam nadzieję zostawiłam Wam duże pole do wyobraźni i finalnie kompletnie nie wiecie, w którym kierunku rozwija się historia. To dobrze. Napiszę tylko, że czytanie tego tomu można porównać do jazdy na karuzeli. Raz w górę, raz w dół. Raz do przodu, raz do tyłu. Raz szybciej, raz wolniej. Autorka nie oszczędza swoich bohaterów, nie szczędzi im wad, utyskiwań, słabych stron. Pokazuje, jak trudno jest być dobrym, sympatycznym człowiekiem jeśli ma się za sobą trudne doświadczenia. To tego same Żuławy. Idealne miejsce do włączenia w sagę. Dość, że cudny krajobraz to jeszcze naznaczony doświadczeniami zaboru pruskiego. Jak twierdzi Wikipedia „Po II wojnie światowej powróciły do Polski, opuszczone po zalaniu polderów i ucieczce dotychczasowych mieszkańców. Tereny te zasiedlili przesiedleńcy z Wołynia, Wileńszczyzny oraz osadnicy z Kaszub i Kociewia” (cyt. za: Wikipedia).

Autorka po raz kolejny swym piórem dotyka fundamentów życia takich jak: zaufanie, braterstwo,  dbałość o innych, wybaczanie i miłość przez duże „M”. Obejmuje fabułą również trudne tematy, jak samotność, czy kwestię przemocy psychicznej i manipulacji, z którą zawsze mi trudno jako czytelnikowi się pogodzić. Nawet w fikcyjnej rzeczywistości rodzą mój bezgraniczny opór. Zdolność do wplątywania w fabułę literacką tak ważnych kwestii jest bez wątpienia cechą charakterystyczną Sylwii Kubik oraz jej mocną stroną. Jest też zaletą lektury obyczajowej, która co do zasady jest osadzona w realistycznym tle i opisuje perypetie pojedynczych osób albo większej liczby postaci. Do tego Autorka zdobyła mnie „Listem do czytelniczek„, w którym napisała: (…) znajdźcie w sobie siłę, żeby zmienić swoje życie.” tak jak zrobiła to główna bohaterka Ewa.

I ja Wam tego życzę. Żeby każda z Was i każdy z Was znalazł w sobie siłę do tego, by zmienić swoje życie na lepsze. Szczerze polecam!!!

Moja ocena: 7/10

Dziękuję Wydawnictwu Otwarte za obdarowanie mnie egzemplarzem recenzenckim.

„Światło, które rozjaśnia mrok” Magdalena Majcher

ŚWIATŁO, KTÓRE ROZJAŚNIA MROK

  • Autorka: MAGDALENA MAJCHER
  • Wydawnictwo: PASCAL
  • Cykl: ŚWIATŁO, KTÓRE NIGDY NIE GAŚNIE (Tom 2)
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery: 27.10.2021r.

W czerwcu 2021 roku premierę miał pierwszy tom serii Światło, które nigdy nie gaśnie pióra @magdalenamajcherautorka. W recenzji napisałam: „Końca nie ma, od razu zdradzę. Zakończenie jest tak absorbujące, że każe czekać na następną część”. Tej części się doczekałam😊. Mimo, że premiera książki „Światło, które rozjaśnia mrok” odbyła się 27 października 2021 roku, ja mój egzemplarz od @WydawnictwoPascal otrzymałam na początku bieżącego roku.

To kontynuacja historii Alicji, która po rozstaniu z mężem Józefem powróciła do rodzinnych stron, by znaleźć ukojenie, szczęście i chwilę wytchnienia po trudnych chwilach z rodzicami, siostrą Agatą i szwagrem Wojtkiem u boku. Alicja nadal dojrzewa borykając się z trudnościami codziennego życia, od którego uciekła chroniąc się pod opiekuńczymi skrzydłami męża starszego od niej o trzynaście lat. Stawiając czoło wyzwaniom, które pojawiają się każdego dnia, tym bardziej, że w jej łonie dojrzewa dziecko. Owoc jej miłości do męża, na którym bardzo się zawiodła. Do tego los znowu płata jej figle. Wraz z siostrą próbuje dowiedzieć się, jaką rolę odgrywa młoda kobieta w życiu jej ojca. Kobieta, która pojawiła się nie wiadomo skąd.

Zdecydowanie bardziej spodobała mi się ta część od poprzedniej (może dlatego, że uczepiłam się kwestii tego wspólnego konta☹). Tym razem w swoim stylu Magdalena Majcher zabrała mnie w podróż, w której uczy nas, że koniecznie trzeba rozliczyć swoje życie, by ruszyć naprzód nie oglądając się za sobą. Uczy, że nie warto skrywać rodzinne tajemnice, gdyż one zawsze ujrzą światło dzienne i to w najmniej oczekiwanym momencie. Styl Autorki jest bardzo ciepły, jak na mistrzynię książek obyczajowych przystało. Niby temat stary jak świat sprawdzający się w 100% w literaturze obyczajowej, jednak czytać o walce ze sobą, przeciwstawianiu się złu i trudnym chwilom to zawsze odświeżające uczucie. Takie książki napawają mnie optymizmem. Pokazują, że wiele można znieść, wiele przeżyć i cieszyć się chwilą. Obrazują, że nie warto  poddawać się i pogrążać w niepowodzenia, nawet jeśli nie trwają tylko chwilę. Warto zawalczyć o siebie i o lepsze, słoneczniejsze jutro. I jeśli zrobiło się już pierwszy krok, to trzeba zrobić wszystko by kontynuować tą nowo rozpoczętą ścieżkę.

Wciągnęły mnie losy Alicji Szczecińskiej. Wciągnęła mnie sceneria, perypetie, zawiłe rodzinne relacje oraz nadmorski wiatr, który wieje znad Bałtyku. Wciągnął mnie pomysł Autorki na opisywanie życia, który ma różne odcienie. Odcienie, w których musimy się odnajdywać, by nie zatracić się monotonii naszego jestestwa, naszego dziedzictwa i tradycji, z którymi nie do końca się zgadzamy w dorosłym życiu. To bardzo optymistyczna książka, mimo, że traktuje o zawiłych aspektach naszego życia. polecam!!!

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU PASCAL.

Recenzja przedpremierowa: „Kraina złotych kłamstw” Anna Górna

KRAINA ZŁOTYCH KŁAMSTW

  • Autorka: ANNA GÓRNA
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 616
  • Data premiery: 26.01.2022r.

Ależ mnie uszczęśliwiło Wydawnictwo @Czwarta Strona obdarowując mnie egzemplarzem „Krainy złotych kłamstw” @AnnaGorna.Autorka długo, długo przed planowaną premierą na 26 stycznia br. Dzięki temu miałam wystarczająco dużo czasu, by zapoznać się z historią, w której kluczową postać odgrywa Piotr Sauer – były policyjny śledczy oraz wystarczająco dużo czasu, by zdążyć do Was z recenzją przedpremierową😊. Jak sama Autorka pisze w posłowiu „Pisarski debiut to odsłonięcie duszy przed światem…”. Dodatkowo Anna Górna wykazała się dużą odwagą wkraczając w polski świat wydawniczy, w którym mamy wielu wybitnych pisarzy kryminałów i książki oczekujące ciągle na półkach na przeczytanie. Ciekawe, czy ten debiut spodoba Wam się równie, jak mi😉.

Książka składa się z pięciu części osadzonych w latach 2018-2019. W intrygę kryminalną wprowadzają nas wydarzenia opisane w Prologu, które zadziały się w  listopadzie 2004 roku w angielskim hrabstwie West Sussex. To wtedy ginie w nieznanych – nawet po piętnastu latach – okolicznościach dwudziestodwuletnia Julie Pearson, kochanka gwiazdy kina –  Jacka Harforda, który po skandalu wraz z bratem Billem wyprowadził się do Zurychu. Demony przeszłości powracają, gdy w  grudniu 2018 roku jego partnerka, z którą spędził dziesięć wspólnych lat, Isabelle Muri znika bez śladu. Przez wspólnego znajomego Adama Zarębę, Harford angażuje byłego policjanta Piotra Sauera, by ten doprowadził go do prawdy, co stało się z Isabelle. Sauera, który gnuśnieje na stanowisku korporacyjnym szefa od spraw bezpieczeństwa w jednej ze szwajcarskich firm.  Sauer zaczyna sobie przypominać uroki pracy w policji dzień po dniu dążąc do odkrycia, gdzie jest Isabelle. Pomaga mu w tym Mia, młoda praktykanta pracująca w ten samej, co Sauer firmie ubezpieczeniowej. Czy detektywowi bez blachy i młodej studentce prawa uda się rozwiązać zagadkę?

Udany debiut. To pewne. Anna Górna zaserwowała nam kryminał w którym duże znaczenie mają bohaterowie powieści, co sam wątek kryminalny. Do tego wzbogaciła książkę szeroko rozbudowaną warstwą obyczajową, w której stykają się różne osobowości, różne problemy, różne nieomówione sprawy. I tak sam Sauer tkwiący na niesatysfakcjonującym stanowisku, u boku z kochaną przez niego, aczkolwiek niedostępną Karoliną. Borykający się z traumami z przeszłości oraz problemami córki Wiktorii. Sama Mia wzbudziła moją sympatię, jest to bohaterka o dużym potencjalne. Szkoda, że Autorka nie rozbudowała bardziej jej roli w prowadzonym śledztwu. Jej relacja z matką Eleną i doświadczenie życiowe stanowią silne podwaliny pod rozwinięcie jej wątku. Ta obyczajowość chwilami kłuje w oczy. Spotykając Sauera w kolejnych scenach czytelnik dowiaduje się o jego przemyśleniach, wcześniejszych doświadczeniach z tą postacią, czy własnych spostrzeżeniach. To taka narracja prowadzona trochę na wyrost, jakby Autorka chciała nas dogłębnie wprowadzić w temat, w toczące się wątki, które często okazywały się jednak nieistotne jednak wprowadzały w wielowymiarowość postaci i opisanych relacji. Sama Szwajcaria ukazała została jako wielokulturowe środowisko. Polacy, Rumunii, potomkowie Chorwatów z rodowitymi Szwajcarami tworzą prawdziwy tygiel kulturalny. Z rozrzewnieniem czytałam polsko brzmiące nazwiska. Świetnie ukazała została różnorodność kultura pomiędzy innymi nacjami. Zdolność do budowania ciekawych postaci Anna Górna wykazała również w budowaniu postaci samej zaginionej Isabelle. Niby nieobecna, a jakże ważna. Wszystko wokół niej się kręciło.

Co do samego wątku kryminalnego to trochę został rozmyty obyczajowym tłem książki. Nie ukrywam, od razu wytypowałam sprawcę i to przy pierwszym strzale. Pojawienie się tego bohatera przy końcu książki od razu zwróciło moją uwagę. Odebrałam więc, że poprzednie strony, a było ich dość sporo, stanowiły preludium do właściwego śledztwa prowadzonego w ostatnich stu pięćdziesięciu stronach. Jak sama Autorka napisała w Posłowiu; „Sauer dopiero zaczyna swoje szwajcarskie przygody…”. To dobra wiadomość, bo o tym pogubionym prywatnym detektywie u boku z Mią chętnie bym jeszcze przeczytała.

To ciekawy i wieloaspektowy kryminał z rozbudowanymi kreacjami bohaterów oraz wątkami obyczajowymi. Taki literacki miszmasz napisany z wdziękiem i metodyką godną każdego śledczego. Nawiązywanie do wcześniejszych doświadczeń bohaterów sprowadza czytelnika na manowce, a takich bocznic w powieści jest cała gama. Z tą książką nie da się nudzić. Sauer mimo wielu błędów okazuje się bohaterem. To pierwszy krok do upodobania sobie kolejnego bohatera literackiego, o którym czytać będzie trzeba przy każdej kolejnej części. Zerknijcie na debiut Anny Górnej, byście nigdy nie żałowali, że nie poznaliście Sauera.

Moja ocena  7/10.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu @Czwarta Strona.

„Świąteczne morderstwo” Ada Moncrieff

ŚWIĄTECZNE MORDERSTWO

  • Autorka: ADA MONCRIEFF
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 315
  • Data premiery: 23.11.2021r.

Mimo, że premiera książki pt. „Świąteczne morderstwo” Ady Moncrieff odbyła się 23 listopada 2021, ja swój egzemplarz odebrałam od Wydawnictwa @Zysk i S-ka dopiero 3 stycznia br. Zaciekawił mnie opis Wydawcy, który porównał debiutancką książkę aktorki to stylu Agathy Christie. Oczywiście Królowej światowych kryminałów nie da się podrobić, jej styl jest bowiem niepowtarzalny. Warto jednak czasem zanurzyć się w kryminały oparte na metodyce i dedukcji jak u Herculesa Poirota, czy Panny Marple.

Klasyka nie jest moją mocną stroną, ot i zastarzała zgnilizna, jeśli chcecie znać moje zdanie. Wszystko to jakieś lubieżne i ponure. Taka z niej kolebka cywilizacji, jak z mojego łokcia”. – „Świąteczne morderstwo” Ada Moncrieff.

Co się może zdarzyć w Święta Bożego Narodzenia w angielskim, klasycznym domostwie z tradycjami Westbury Manor ? Wśród świętujących domownicy Państwo Westbury z dziećmi Lydią, Edwardem i Stephenem. Do tego przyjaciel Pana Domu David Cambell-Scott oraz małżeństwo Ashwellów. Urokliwemu spotkaniu towarzyszy polityk z samego Westmisteru Pan Anthony de Havilland. Zawadiacki Fredie Rampling sączy swoje wysokoprocentowe napoje wyskokowe, a temu wszystkiemu przygląda się domorosły detektyw – amator Hugh Gaveston aspirujący do samego Sherlocka Holmesa. I to właśnie obecność Holmesa byłaby wskazana. W świąteczny poranek  1938 roku od strzału kuli ginie Campbell-Scott. Przedsiębiorca o szerokich horyzontach, człowiek wykształcony, dumny powracający na święta do przyjaciół z odległych Malai, gdzie zbił majątek. Wszyscy są zszokowani jego śmiercią. Konstabl Jones orzeka, przy wtórze większości obecnych śmierć samobójczą. I tylko Hugh Gaveston ze swoją przyjaciółką Lydią zaczynają węszyć szukając prawdziwego motywu śmierci przyjaciela Lorda Westbury.

Faktycznie parafrazując cytat z początku mego wpisu klasyka nie jest mocną stroną Ady Moncrieff. Styl tej powieści nawiązuje i owszem do klasycznych kryminałów, wielokrotnie formą przywodzi na myśl dzieła Christie oraz powieści i opowiadań kryminalne sir Arthura Conana Doyle’a. Gdzieniegdzie miesza się jednak z formą współczesnej prozy. To rodziło we mnie poczucie niespójności. Autorka prowadzi narrację jakby opisywała obrazy, pejzaże, sztukę teatralną zwracając uwagę na sytuacje, osobistości, dialogi dziejące się na drugim planie.

Zatrzymajmy się jednak na drugi rzut oka. Spojrzenie, które pozwoliłoby uważnemu widzowi przypomnieć sobie, że ci, którzy chwiejnym krokiem przemierzają pustynię, niemal zawsze nie natkną się na oazę, lecz na miraż” lub „Salon pustoszeje, gdy podążamy za naszymi bohaterami do ich pokoi, choć zbyt długie towarzyszenie im byłoby wysoce niestosowne”. -„Świąteczne morderstwo” Ada Moncrieff.

Tym bystrookim i niezwykle inteligentnym widzem przedstawienia, które  Ada Moncrieff rozpisała w swej powieści, autorka męczyła mnie kilkukrotnie; „Widz o bystrym oku (…) z pewnością dostrzegłby kontrast, jaki stanowili obaj mężczyźni.” Może jednak ten kawałek: „Podczas gdy nas bystrooki widz kręciłby głową, zaniepokojony ewidentnie złym stanem zdrowiem mężczyzny, żona lorda z zadowoleniem obserwowała, jak wita przyjaciela.” Czasem widz pretendował do miana gorliwego obserwatora: „Kiedy Hugh zdejmował buty (….), nasz gorliwy obserwator mógłby skorzystać z okazji, by porzucić go przy rozwiązywaniu sznurowadeł (…) i udać się na wędrówkę po domu.” Nie powiem pomysł wydaje się być dobry. Od czasu do czasu „osobiste wycieczki” w kierunku widza zwykle się sprawdzają w tego typu powieściach. Przestają jednak delikatnie łaskotać jego ego, gdy występują często.

Najwięcej zabawy miałam przy czytaniu krótkiego opisu postaci konstabla Jonesa. Autorka przedstawiła go jako komicznie nieudolnego stróża prawa wkładając mu w usta nad wyraz bogate słownictwo. Przeczytajcie sami: „Jak już wcześniej i uprzednio stwierdziłem oraz dowiodłem, jest to moja niepodważalna konkluzja, niepozostawiająca miejsca na wątpliwości ani kwestionowanie…” i tak dalej, i tak dalej. Każda wypowiedź konstabla zaczynała się i kończyła nie wiadomo gdzie. Krasomówczy śledczy to jedna z niewielu zabawnych, komediowych postaci choć gagów sytuacyjnych, czy prześmiewania angielskiej socjety sprzed prawie stu lat nie brakowało.

Sama intryga kryminalna stanowiła bardzo dobrą podwalinę pod świetny kryminał w duchu minionych czasów, czy raczej powinnam napisać w duchu minionych świąt. Metodyka badania okoliczności śmierci Davida Cambell-Scott nie dawała jednak żadnych szans na zabawę w stylu kto jest mordercą? Podsumowania, poszlaki, podejrzani wskazywały praktycznie na każdego z obecnych na bożonarodzeniowym świętowaniu. Podejrzani z motywem byli praktycznie od razu eliminowani, a szkoda. Mimo, że książka liczyła tylko 315 stron to nieposuwające się do przodu śledztwo, bez żadnych kontroskarżeń i  uzasadnionych zarzutów zaczęło mnie po prostu nużyć.

Moja ocena: 6/10

Dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka za podarowanie mi egzemplarza recenzenckiego.

Recenzja przedpremierowa: „Sam w dolinie” Hanna Greń

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA: „SAM W DOLINIE”

  • Autorka: HANNA GREŃ
  • Seria: ŚMIERTELNE WYLICZANKI (tom 3)
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 464
  • Data premiery: 12.01.2022r.

@Hanna Greń – strona autorska (https://hannagren.pl/) jest jedną z moich ulubionych polskich autorek. W listopadzie podzieliłam się z Wami moją opinią na temat piątej części serii z Dionizą Remańską pt. „Śmiertelna dawka”. Była to jednocześnie piąta książka tej Autorki, którą recenzowałam. Hanna Greń ma swój styl. Łączy w sobie, dzięki bliskiej znajomości z emerytowanym policjantem😉, elementy kryminału z rozbudowanymi wątkami obyczajowymi. Czyta się jej publikacje bardzo przyjemnie. Tym razem Wydawnictwo @Czwarta Strona obdarowało mnie przedpremierowym egzemplarzem najnowszej powieści Autorki, która będzie miała premierę dopiero 12 stycznia 2022. Ja nie chcę Was dłużej, niż to konieczne, trzymać w niepewności. Spieszę więc z publikacją moich spostrzeżeń na temat książki pt. „Sam w dolinie” stanowiącej trzeci tom cyklu „Śmiertelne wyliczanki”.

Gdy w dolinie Kromparku odnaleziono zwłoki Szymona Klisia podkomisarz Konstanty Nakański zaczyna śledztwo. Morderstwo z dużym prawdopodobieństwem związane jest z arcybogatym życiem seksualnym ofiary. Nakański po kolei sprawdza kolejne pojawiające się w trakcie dochodzenia tropy. Mało prawdopodobnym zbiegiem okoliczności wydaje się kolejna śmierć, którą musi zająć się podkomisarz. Ginie jedna z dawnych partnerek Klisia. Nakańskiemu odpada jedna z podejrzanych, ale za to pojawiają się kolejne do wyjaśnienia wątki. Okazuje się, że morderca nie zamierza zakończyć swoich łowów na dwóch ofiarach. Nakański zbiera siły, by rozegrać ostatnią partię. Partię, której celem jest złapanie nieuchwytnego do tej pory zabójcy.

I znowu Hanna Greń udowodniła, że posiada niezwykłą zdolność konstruowania powieści kryminalnych. Te konstrukcje są tak trafne, wzbogacone wieloma szczegółami, specyficznym językiem, potocznie używanymi sformułowaniami, tak jakby Autorka nie była z wykształcenia ekonomistką, tylko policjantką. Chylę czoło przed pierwszym recenzentem tej powieści, na którego Hanna Greń jak zwykle mogła liczyć. Jego spostrzeżenia zapewne przyczyniły się do tego, że wątek kryminalny został bardzo dobrze poprowadzony. Bardzo podobało mi się połączenia motywu śmierci z życiem erotycznym ofiary. Czytając napawałam się tym wątkiem obyczajowym, który wzbogacił moje doznania w trakcie czytania. Ten zakres śledztwa okazał się miłym urozmaiceniem.

Książka składa się z dwudziestu dziewięciu rozdziałów. Akcja dzieje się od 7 kwietnia 2017 do 24 maja 2017. Rozdziały zostały zatytułowane i dodatkowo wskazano w nich datę. To spowodowało, że fabuła została opisana w sposób chronologiczny pokazując metodyczność w prowadzonych przez policję działaniach. Tytuły rozdziałów odnoszą się do głównego wątku, które zawierają. Tym samym zaciekawiają, wprowadzają czytelnika w najważniejszy aspekt tej części książki. Są jakby zaproszeniem do opisanych w nich historii. Warto wspomnieć o samym stylu, z czego słynie Hanna Greń.  Styl ten jest bardzo wysublimowany. Mimo, że w książce rozpisana została bardzo dobrze kryminalna fabuła, nie znajdziecie w niej wulgaryzmów, zbędnej przemocy i mrożących krew w żyłach opisów. Greń dawkuje sensacje zachowując właściwe proporcje.

Cała seria „Śmiertelne wyliczanki” jest bardzo ciekawa. Same tytuły już zaciekawiają. Słyszeliście o „Mam chusteczkę haftowaną” czy „Chodzi lisek koło drogi”? Jeśli nie, to oprócz oczywiście „Sam w dolinie” koniecznie sięgnijcie po poprzednie tomy cyklu. Hanna Greń odnalazła jakąś magiczną receptę jak łączyć kryminał z wątkami obyczajowymi, by fani i jednego, i drugiego gatunku byli zadowoleni. Ja w zależności od nastroju czytam raz jeden, raz drugi gatunek. Połączenie obu, to dla mnie prawdziwa uczta dla oczu. Zachęcam do przeczytania!!!

Moja ocena  8/10.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu @Czwarta Strona.

„Szczęśliwy książę i inne opowiastki” Oscar Wilde

SZCZĘŚLIWY KSIĄŻĘ I INNE OPOWIASTKI

  • Autor: OSCAR WILDE
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 120
  • Data premiery w tym wydaniu: 21.12.2021r.

A z tą książką rozpoczynam Nowy Rok. Oby 2022 zakończył się szczęśliwiej niż ten, który już odszedł.

Po przeczytaniu „Portretu Doriana Graya” (recenzja na klik) jestem niekwestionowaną fanką Oscara Wilde’a. angielskiego poety, jak się okazało bajkopisarza, prozaika i eseisty żyjącego w XIX wieku. Klasyczna literatura ma wiele zalet. Przenosi czytelnika w czasy bardzo odległe pozwalając mu poznać ówczesne tradycje, wzorce postępowania, stereotypy, obyczaje i wartości. Do tego ten język, nam współczesnym wydający się przestarzały. Dzięki wspaniałej translacji Jerzego Łozińskiego zbiór bajek zatytułowanych „Szczęśliwy książę i inne opowiastki” wydanych nakładem Wydawnictwa @Zysk i S-ka czyta się w wersji uwspółcześnionej. Książeczka, bo ma tylko 120 stron, premierę w tym wydaniu miała 21 grudnia 2021r. Czytając ją w pierwszym dniu Nowego Roku zatopiłam się w historie nie tylko dla najmłodszych.

Ależ głupotą jest cała ta Miłość (…) I nawet w połowie nie jest tak pożyteczna jak logika. Nie tylko nie potrafi niczego wykazać, ale na dodatek łudzi, bo zawsze karmi człowieka złudami, które nigdy się nie ziszczą, i każe wierzyć w rzeczy nieprawdziwe. W istocie jest zupełnie niepraktyczna…” – „Słowik i róża” Oscar Wilde [w:] „Szczęśliwy książę i inne opowiastki”.

Książka jest zbiorem takich bajek jak: „Szczęśliwy książę”, „Słowik i róża”, „Samolubny olbrzym”, „Prawdziwy przyjaciel” oraz „Prześwietna petarda”. Każda z bajek ma swój morał. Niektóre są opowiadaniem w opowiadaniu, gdzie czytelnik śledzi reakcję innego słuchacza na przedstawione treści. Przesłanie w nich zawarte jest bardzo uniwersalne. Wilde poetyckim językiem przekazuje swoje spostrzeżenia na temat poświęcenia, przyjaźni, czy raczej pozornej przyjaźni. Dotyka kwestii związanych z przemianą w jeszcze lepszą wersję siebie, ku uciesze wszystkich i wszystkiego wokół. Dywaguje wokół pychy, przeświadczenia o wyjątkowej własnej wartości jak w „Prześwietnej petardzie”. Podrzuca swoje obserwacje, z którymi możemy zrobić wszystko, co nam się żywnie podoba. Zgodzić się z nimi, lub kompletnie nim zaprzeczać. Polubić albo wręcz odrzucić.

Uniwersalna tematyka sprawdza się chyba w przypadku każdego czytelnika. Bez względu na wiek, wykształcenie, zainteresowania, preferencje czytelnicze. Oscar Wilde w bardzo obrazowy sposób opisał pięć różnych historii. Tak obrazowo, że miałam wrażenie, że oglądam raczej prace plastyczne, niż wczytuję się w kolejne słowa układające się w jedną opowieść. Wyobraźnia autora nie zna granic. Łączy w sobie różne zainteresowania, różne światy, te rzeczywiste i te urojone. Wszystko ładnie się ze sobą komponuje. Niektóre z opowiastek wprawiają w dobry nastrój, inne wręcz przeciwnie, ukazują świat pełen niegodziwości, niesprawiedliwości i ludzkich trosk. Bez względu na finalne przesłanie bajki, porównania zawsze są trafne. A dzięki wspaniałemu tłumaczeniu czyta się je bez zmęczenia. Do tego wydanie wzbogacone jest ilustracjami Charles’a Robinsona, więc sprawdzi się również jako książka czytana dzieciom.

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

„Opowiastki do przemyślenia” Jorge Bucay

OPOWIASTKI DO PRZEMYŚLENIA

  • Autor: JORGE BUCAY
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 152
  • Data premiery: 17.12.2021r.

Z tą książką kończę rok 2021. Książka idealna do tego, by  pomyśleć, o tym co się zdarzyło, co się zdarza, co mnie dotknęło. „Opowiastki do przemyślenia” Jorge’a Bucay od Wydawnictwa @Zysk i S-ka dały mi wiele do myślenia. Podobnie jak recenzowana przeze mnie „Pozwól, że ci opowiem…bajki, które nauczyły mnie jak żyć”.

Idziemy przez życie, nienawidząc i odrzucając cudze, a nawet własne rzeczy, bo wydają się nam godne pogardy, niebezpieczne lub bezużyteczne…a jednak, jeśli damy sobie czas, w końcu rozumiemy, jak trudno byłoby nam żyć bez tego, co w swoim czasie odrzuciliśmy.” – „Opowiastki do przemyślenia” Jorge Bucay.

To zbiór krótkich historyjek. Niektóre napisane w bardzo krótkiej formie. Z jednej strony do bajki z morałem, innym krótkie opowiadania, wiersze, czy spis medytacji kontrolowanej. Tematyka bardzo różnorodna. Jedno, co łączy wszystkie te utwory to człowiek. Człowiek, który postawiony jest na pierwszym miejscu. Jego życie, jego obawy, jego troski, przemyślenia i lęki. Znajdziemy w zbiorze narrację o ciągłym poszukiwaniu czegoś, nawet nie wiadomo czego. O zrozumieniu, o chciwości, o postrzeganiu miłości. I wiele, wiele innych…

Najbardziej urzekła mnie opowieść zatytułowana „Smutek i gniew”. Kończy się tymi słowami: „Wieść niesie, że od tamtej pory często spotykamy gniew, ślepy, okrutny, straszliwy i urażony, ale jeśli spróbujemy dłużej się mu przyjrzeć, zrozumiemy, że ten gniew, który widzimy, to jedynie przebranie, za którym w istocie…kryje się smutek.”. W historii o niedźwiedziu poznajemy sprytnego krawca, który przechytrzył autorytarnego cara. W „Odwadze latania” jest mowa o przekraczaniu własnych ograniczeń i o tym, jak ważny jest czas, w którym się to dzieje. Totalnym zaskoczeniem była dla mnie historia opisana w „Liście od mordercy”. Narracja skonstruowana została bardzo sprytnie, bez żadnego moralizatorstwa, bez nauczycielskiego drygu i stylu. Czytałam ją zaciekawiona.

To twórczość dla każdego i na każdy czas, bez względu na nastrój. Napisana jest bardzo płynnie, lekkim stylem. Nie ma w niej umoralniania, pouczania, kaznodziejstwa, krytykanctwa. Jorge Bucay bardzo ostrożnie podszedł do tematu unikając zbytniego moralizowania. To dobrze. Czasem potrzebne nam są tylko takie rzucanie słów, które trafiają same z siebie całkowicie w sedno.

Moja ocena: 7/10

Dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka za obdarzenie mnie zaufaniem i podarowanie mi egzemplarza recenzenckiego.

„Mów mi Win” Harlan Coben

MÓW MI WIN

  • Autor: HARLAN COBEN
  • Cykl: WINDSOR HORNE LOCKWOOD III (tom 1)
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 414
  • Data premiery: 10.11.2021r.
  • Data premiery światowej: 18.03.2021r.

„Mów mi Win” Harlana Cobena otrzymałam od @WydawnictwoAlbatros, za co bardzo dziękuję. Książka premierę miała 10 listopada br., a do mnie trafiła z opóźnieniem. Przesyłkę odebrałam dopiero 14 grudnia. Czekałam na nią z niecierpliwością. Czasem tak po prostu jest, że na to, czego się bardzo pragnie trzeba poczekać trochę dłużej. Moje zniecierpliwienie było – myślę – w pełni uzasadnione.   Po przeczytaniu wielu przychylnych recenzji nie mogłam się doczekać, by poznać tego tytułowego Wina, który mam nadzieję zapoczątkował nową, udaną serię Windsor Horne Lockwood III.

Wszyscy jesteśmy mistrzami psychologicznej racjonalizacji. Wynajdujemy sposoby, żeby uzasadnić swoje rozumowanie. Wykrzywiamy je, żebyśmy sami sobie wydawali się lepsi, sympatyczniejsi. Wy też to robicie. Jeśli to czytacie, należycie niewątpliwie do jednego procentu ludzkości na przestrzeni dziejów. Żyjecie w warunkach, jakie mogło sobie wyobrazić żałośnie mało ludzi w historii. Jednak zamiast to docenić , zamiast robić więcej, zamiast pomóc tym, którym wiedzie się gorzej, zarzucamy im, że za mało się starają.” – „Mów mi Win” Harlan Coben.

Windsor Horne Lockwood III każe na siebie mówić Win. To bogaty, temperamentny, uzdolniony, szarmancki, arogancki i przeświadczony o własnej wyjątkowej wartości milioner pochodzący z rodziny z tradycjami. By ją chronić, wszyscy są w stanie poświęcić wiele. I jego ojciec, i jego matka, i dziadkowie, a także jego kuzynka Patricia. Kuzynka, która dwadzieścia lat wcześniej straciła ojca w wyniku napadu rabunkowego, a sama została uwięziona w Chacie grozy, z której uwolniła się dopiero po paru miesiącach. Gdy nagle w apartamencie należącym do żyjącego samotnie Ry’a Straussa zostaje odnaleziony skradziony dwadzieścia lat wcześniej oryginalny obraz Vermeera, Win wie, że śmierć jego właściciela i fakt odnalezienia obrazu nie może być przypadkiem. Zaczyna jak po nitce do kłębka odkrywać kolejne fakty morderstwa, kradzieży, uwięzienia kuzynki sprzed dwudziestu lat. A także  wydarzeń, których sprawcami była Szóstka z Jane Street. Wydarzeń, które kosztowały życie niewinnych ludzi. W tym wszystkim pomaga mu nieodłączony przyjaciel Myron Bolitar, osobiście zaangażowany w rozwiązanie sprawy.

To nowy, ulubiony mój bohater. Bezkompromisowy, odważny, bez żadnych ograniczeń w każdej sferze swego życia. Do tego uroczo bezczelny. Korzystający z wszelkich możliwych dóbr, aplikacji randkowej dla bogatych, prywatnego śmigłowca, asystenta, limuzyn i wielu innych. Posiadający własny, niestandardowy kręgosłup moralny. I co dziwne, da się lubić. Ja go polubiłam od pierwszych stron. Może dlatego, że lubię skomplikowanych bohaterów, w których dobro miesza się ze złem i to na własnych warunkach. Win lubi przemoc. Przyznaje się do tego i nie zamierza tego tłumaczyć. Jak sam mówi: „Bardzo ją lubię. Nie uciekam się do niej dla innych. Stosuję ją dla samego siebie. i to nie tylko w ostateczności. Walczę, kiedy tylko mogę. Nie staram się unikać kłopotów. Szukam ich.” Jego nieograniczone możliwości finansowe sprawiają, że pewne rozrachunki przychodzą mu z dużo większą łatwością, niż oficjalnym organom ścigania. Mimo, że sprawa jest osobista, gdyż dotyczyła bezpośrednio jego rodziny, czytając miałam wrażenie, że bawi się nią, bawią go zagadki i kolejno odkrywane fakty. Bawi się podejmowanymi środkami, czynnościami i psychologicznymi gierkami, które prowadzi. Choć niektóre traktuje z odrazą, jeśli dotykają bezpośrednio jego samego; „Lopez i Young stosują wobec mnie zwykłą w takich przypadkach taktykę milczenia. Mechanizm jest prosty: większość ludzi nie znosi ciszy i zrobi wszystko, by ją przerwać, często mówiąc coś, co można potem wykorzystać przeciw nim. To dla mnie niemal obraza, że mają mnie za kogoś takiego.”.

Bardzo dobrze napisany thriller kryminalny. Coben fabułę zawarł w trzydziestu sześciu rozdziałach, których narratorem jest nie kto inny, jak sam Win. Jego spostrzeżenia są inteligentne, myśli uporządkowanie, postać i osobowość od początku do końca spójna. Win, jako narrator i zarazem główny bohater nie miota się, nie szamocze sam ze sobą, obce jest mu poczucie winy, działa metodycznie, konsekwentnie i potyczki prowadzi bardzo inteligentnie. Do tego, co go nierzadko zaskakuje, jest w stanie przyznać się do błędu, do mylnego osądu. Cała intryga jest skomplikowana. Dużo faktów miało finalnie znaczenie. Nie sposób jednak pogubić się w historii. Autor kreśli bohaterów w sposób bardzo wyrazisty, wydarzenia przedstawia systematycznie. Mimo, że książkę czytałam z przerwami, bieżąca sytuacja nie pozwoliła mi jej przeczytać w jeden wieczór, nie pogubiłam się w niej wcale. W wątki zatapiałam się na bieżąco. Kojarzyłam kolejno odkrywane fakty, nie pomijając żadnych ważnych informacji.

Czytanie tej książki to relaks i zabawa na najwyższym poziomie. Dużo w niej tajemniczości, osobistych przeżyć, a do tego język powodujący, że dialogi są bardzo inteligentne, tak samo jak bystre są spostrzeżenia, myśli i przeżycia głównego bohatera. Szczerze polecam.

Moja ocena 8/10.

Recenzja powstała we współpracy z  Wydawnictwem Albatros.

„Zostań przy mnie” Harlan Coben

ZOSTAŃ PRZY MNIE

  • Autor: HARLAN COBEN
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 416
  • Data premiery w tym wydaniu: 08.12.2021r.
  • Data 1 wydania polskiego: 13.02.2013r.

Nie taki koniec roku 2021 sobie wyobrażałam☹. Odchodzenie zawsze pozostawia dużo smutku w nas, tym więcej, im dotyka bliższych nam osób.  Tak tu tylko więc zostawię….

Powieść Harlana Cobena „Zostań przy mnie”, premierę w tym wydaniu miała 8 grudnia br. Premiera nie byle jaka. Związana jest bowiem z ekranizacją na platformie Netflix, której premiera wyznaczona została na 31 grudnia 2021r.  @WydawnictwoAlbatros przypomina oryginał. Ja swoim zwyczajem najpierw czytam, później oglądam.

Każdy dzieciak, pomyślała Megan, jest sfrustrowanym adwokatem, szukającym luk prawnych, domagającym się nierealnie niepodważalnych dowodów, atakującym nawet najdrobniejsze szczegóły. – „Zostań przy mnie” Harlan Coben.

Z takimi dywagacjami i trudnościami wychowania nastoletniej córki Kaylie i jej młodszego brata Jordana zmaga się Megan Pierce. Typowa amerykańska matka, żona i agentka nieruchomości z przedmieścia. Kobieta tęskniąca za swoim dawnym życiem. A przecież „(…) Powinna być wdzięczna i zadowolona, że ze wszystkich ludzi ona (…) osiągnęła to, o czym marzy każda dziewczynka.”. Czego więc szuka w La Crème w Atlantic City? Dlaczego wraca do tego miasta? Spotyka się z dawnym znajomym Rayem Levine i detektywem Broomem szukającym od siedemnastu lat Stewarta Greena, który zaginął kiedyś bez wieści. A którego tajemnicę Broom pragnie odkryć, by donieść o niej pogrążonej w smutku żonie oraz dzieciom. Czego więc szuka Megan w knajpie La Crème w Atlantic City i dlaczego co rusz wraca do tego miasta?

Nie jest to jedna z najlepszych książek Cobena. Samego Autora czytałam wielokrotnie. Na mym blogu znajdziecie cztery recenzje książek tego wybitnego amerykańskiego pisarza. Jest on niezwykle płodny w kreowaniu historii, w których trudne doświadczenia, ciekawe wątki kryminalne i napięcie splatają się od pierwszych stron. Tym razem zabrakło charakterystycznej główne bohaterki. Postać Megan mimo, że nie została przez Cobena spłycona nie zawładnęła moją wyobraźnią. Bardziej skupiłam się na Broomie, wydawał mi się ciekawszy. Duży plus za rozpisanie wątku Agnes, teściowej Megan oraz wątku z Barbie i Kenem. Te fragmenty fabuły czytały się praktycznie same. Do tego oczywiście antypatyczny zastępca komendanta Goldberg, który jak Doktor Jekyll i Pan Hyde ma dwa oblicza dodawał świeżości.

Wątek kryminalny został jednak dobrze napisany. Pomysł na osadzenie zaginięć w czasie Mardi Gras naprawdę ciekawy. U nas to święto znamy pod nazwą „Śledź”.  Według Wikipedii Mardi Gras (wym. [maʁ.di ɡʁɑ], fr. tłusty wtorek) – to „dzień przed środą popielcową, ostatni dzień karnawału. Jest to także nazwa różnego typu festiwali lub parad ulicznych, odbywających się niezależnie od siebie w wielu miastach na całym świecie, np. w Nowym Orleanie czy Sydney” (cyt. za: Wikipedia). Ten symbol, końca  i jednocześnie początku czegoś nowego zapadnie mi w pamięć na długo. Koniec zabawy. Coś w tym jest.

Jest to proza właściwa Harlanowi Cobenowi. Napisana charakterystycznym stylem, językiem. Autor unika zbędnych opisów, potrafi jednak wprowadzić Czytelnika w istotne okoliczności, które stanowią bazę pod kreowany aktualnie wątek. Chwilami czułam jednak, jakby Coben zapomniał, że wielu z jego czytelników jest inteligentnymi ludźmi. Powtórzenia, nawiązania do zaginionych mężczyzn, do powtarzanych co rusz uczuć i tęsknot Megan, wielokrotne przypominania jednego faktu, męczyły mnie momentami. Zapewne to cel Autora, by czytelnik nawet oderwany od powieści nie zapomniał istotnych informacji, które w pewnym momencie układają się w jedną, spójną całość. Jak w prawdziwym, dopracowanym od samego końca zakończeniu.

Książka dla fanów Cobena. Dla tych, co lubią thrillery kryminalne i lubią zanurzyć się w najgłębsze zakamarki dusz ludzkich, w których na dnie ukryte są najbardziej perwersyjne i złe pragnienia, o których spełnienie nawet nie trzeba za bardzo walczyć. Które praktycznie jest na wyciągnięcie ręki, wystarczy tylko po nie sięgnąć.

Moja ocena 6/10.

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Albatros.