„Czterdzieści dni do świąt” Katarzyna Kostołowska

CZTERDZIEŚCI DNI DO ŚWIĄT

  • Autorka: KATARZYNA KOSTOŁOWSKA
  • Cykl: CZTERDZIEŚCI (tom 6)
  • Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
  • Liczba stron: 304
  • Data premiery: 26.10.2022r.

Kolejna książka autorstwa @kkostolowska za mną. Przeczytałam wszystkie; „Czterdzieści minus”, „Czterdzieści plus”, „Nadal czterdzieści” (recenzja na klik) oraz „Czterdzieści i co z tego”.  Do tego na moim blogu znajdziecie recenzję książki, która mile mnie zaskoczyła „Księga urodzaju” (recenzja na klik). Dzięki niej odkryłam nowych bohaterów, których perypetie umiejscowione na rodzinnych ogródkach działkowych przyprawiły mnie i o śmiech, i o smutek. Ostatnio czytałam „Tam gdzie kwitnie miłość” (recenzja na klik) wydane również nakładem Wydawnictwa @Książnica.

Tym razem Autorka zabiera czytelnika w życie Anity, Karoli, Aśki i Magdy na długo przed tym, zanim skończyły magiczną czterdziestkę. Akcja zaczyna się dwadzieścia lat wcześniej i dotyczy przygotowań do świąt Bożego Narodzenia. Karola boryka się z mieszkaniem u znienawidzonej ciotki. Aśce z Konradem jakoś przestaje się układać, a Anita poznaje Szymona, u którego boku rozkwita. Tymczasem Magda zaczyna nudzić się z Aleksem. Czy to początki końca, czy końca początki ?

Pozytywnie zaskoczyła mnie Autorka tą retrospekcją tak odległą życiorysów czterech bohaterek całej serii. Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw😉. Nie ukrywam, że trudno było mi się czuć w rolę dwudziestoletnich bohaterek, gdy poznałam je trochę od innej strony. Steranych życiem, przeświadczonych o swoich błędach, mających świadomość, że połowa życia za nimi. Do tego przeżywających dramat przekroczenia magicznej czterdziestki, co trochę zbiegło się z moimi latami😊. Dlatego pierwsza historia z cyklu była mi taka obca.

Z zaciekawieniem zanurzyłam się w jednak tą obyczajową historię, w której przygotowania do świąt i sama ich magia odegrała znaczną rolę. Katarzyna Kostołowska zabrała mnie w podróż w różne domy. Domy rodzinne każdej z dziewczyn. Proste, naukowe, wyrafinowane, bogate i czasem też samotne. Autorka zafundowała czytelnikom taki przekrój możliwych domostw, z którymi stykamy się latami obcując z rożnymi ludźmi. Motyw banku i pracy w nim Anity zawiódł mnie najbardziej. Jako były bankowiec, nie ukrywam, mam z tym zawsze problem😉. Za to pozytywnie wzruszyła mnie relacja Karoli ze swoimi rodzicami, która jak to w takich bajkowo – obyczajowych historiach skończyła się w najbardziej możliwy, cukierkowy sposób.

To nie była skomplikowana historia. To nie była wybitna lektura. „Czterdzieści dni do świąt” Katarzyny Kostołowskiej okazały się jednak ciepłą, obyczajową powieścią z silnym motywem kobiecej przyjaźni w tle, o którym zawsze warto czytać. Chociażby tylko po to, by się nastroić pozytywnie i złapać za telefon, aby zadzwonić. Zadzwonić do tej, której długo nie słyszałyśmy😊.

Moja ocena: 6/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Książnica.

„Skandalistki. Kobiety, które zadziwiały i szokowały” Małgorzata Czapczyńska

SKANDALISTKI. KOBIETY, KTÓRE ZADZIWIAŁY I SZOKOWAŁY

  • Autorka: MAŁGORZATA CZAPCZYŃSKA
  • Wydawnictwo: PASCAL
  • Liczba stron: 272
  • Data premiery: 12.10.2022r.

Po „Moje wyspy” (recenzja TUTAJ) oraz „Chcesz cukierka? Idź do Gierka. Wspomnienia z dzieciństwa w złotej dekadzie gierkowskiej” napisanej razem z Marcinem Ziętkiewiczem (recenzja TUTAJ) Małgorzata Czapczyńska autorka fanpage’a @Moje wyspy znowu mnie zaskoczyła. Dzięki podarunkowi od @wydawnictwopascal zapoznałam się z najnowszą publikacją znanej, z humorem blogerki. Książka „Skandalistki. Kobiety, które zadziwiały i szokowały”, która premierę miała w pierwszej połowie października 2022 roku, już po samym tytule wydała się czyta dla mnie na miarę. Dość, że lubię czytać o kobietach, to jeszcze, przyznaję, uwielbiam czytać o skandalach.

Kim są tytułowe skandalistki? Czy to tylko znane kobiety w swej epoce? Czy zwykłe gospodynie domowe, które dziwnym trafem znalazły się w centrum wydarzeń? Z opisu Wydawcy wynika, że „Są wśród nich królowa pustyni, przed którą drżeli szejkowie, i biedna dziewczyna z krakowskiego Kazimierza, twórczyni kosmetycznego imperium. Dziennikarka, która udawała obłąkaną, by opisać koszmar szpitala psychiatrycznego, i „najbrzydsza kobieta na świecie”, zarabiająca wyglądem na utrzymanie dzieci. Najsłynniejsza morderczyni II Rzeczypospolitej i polskie pisarki, o których tajnym, burzliwym życiu miłosnym nie uczy się w szkole”. Sprawdziłam. Faktycznie to o nich😊. Niektóre z nich zapewne są Wam znane z portali społecznościowych, niektóre z najnowszych ekranizacji filmowych dostępnych na znanych platformach. Bez względu na to, czy z nimi już się spotkaliście, warto o nich poczytać z kart tej książki.

A wszystko zaczyna się od Adèle Hugo, córce Victora Hugo, by wkrótce Autorka zainteresowała czytelnika opowieścią kryminalną o Blanche Monnier uwięzionej przez brata i matkę. Z jakiego powodu? Nie zaspojleruję😉. Poznajemy również życiorys Karen Blixen (właściwie Karen Christence von Blixen-Finecke, pseud. Isak Dinesen, Pierre Andrezel, Osceola,) który częściowo posłużył za materiał do jej najbardziej znanego „Pożegnania z Afryką”. George Sand i Frida Kahlo, czy Edith Piaf nie okazały się dla mnie niespodzianką. Ich historie przeplatają się w kinematografii i polskiej, i zagranicznej od lat. Nie zbudziły mojej fascynacji. Podobnie jak historia o Marii Konopnickiem i jej związku z Pietrkiem, o którym czytałam w całkiem innej publikacji dość niedawno. Jeszcze nie zapomniałam tej atmosfery. Może dlatego ten wątek przebiegłam tylko wzrokiem, bez głębszego zastanowienia. Oprócz Nałkowskiej i Dąbrowskiej, naszych polskich pisarek, ciekawy wątek związany był z Gertrude Bell znającej doskonale kraje arabskie, czy Leni Riefenstahl kręcącej filmy dla samego Adolfa Hitlera. O Clarze Bow czy Mabel Normadn nie miałam pojęcia, a o ich wpływie na kinematografię tym bardziej. Nie będę wymieniać wszystkich kobiet, o których jest najnowsza książka Małgorzaty Czapczyńskiej. Podsumowując napisze tylko, że „Skandalistki. Kobiety, które zadziwiały i szokowały” to takie kompendium, zbiór postaci kobiet, które czasem szokowały, czasem budziły współczucie, a czasem po prostu emanowały nieszczęściem i przez to zostały zapamiętane. To historie jakich wiele. Historie nie tylko o znanych i lubianych, ale bez wątpienia historie, z którymi warto się zaznajomić.

I trochę czuję przesyt tymi historiami. Nie powiem, bardzo dobrze, przystępnie napisane opowieści o różnych kobietach, rożnych wydarzeniach i różnych życiach. Tylko jakoś tak ich za dużo. Finalnie po przeczytaniu stu stron łapałam się, że nie pamiętam, o czym czytałam. Życiorysy mi się plątały, zlewały w jedno. Czułam, że brakuje mi więcej beletrystyki, szerszego kontekstu, więcej zabawy z postaciami, a przecież Małgorzata Czapczyńska to potrafi. Potrafi mnie bawić i zaskakiwać ciekawymi zwrotami, interpretacjami i narracją skierowaną jakby wprost od mnie. Zdecydowanie bardziej wolę dwie poprzednie publikacje tej Autorki.

Tak. „Moje wyspy” i „Chcesz cukierka? Idź do Gierka. Wspomnienia z dzieciństwa w złotej dekadzie gierkowskiej” pozostają nadal moimi faworytami 😊.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą i podzielenia się z Wami moją opinią bardzo dziękuję Wydawnictwu Pascal.

„Księga zaginionych opowieści. Część 1” J.R.R. Tolkien

KSIĘGA ZAGINIONYCH OPOWIEŚCI. CZĘŚĆ 1

  • Autor: J.R.R. TOLKIEN
  • Cykl: HISTORIA ŚRÓDZIEMIA (tom 1) CHRISTOPHERA TOLKIENA
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 350
  • Data premiery: 21.10.2022r.
  • Data 1 wydania polskiego: 1995r.

J.R.R. Tolkien zawładnął umysłami czytelników już dawno temu. Ja, jak i wielu młodych ludzi daliśmy się również obezwładnić. Nie tylko ekranizacją filmową cyklu „Władca pierścieni”, czy książki „Hobbit” lecz także wersją literacką, która objawiła wszystkie nieścisłości. Stwierdzić jednak muszę, że ekranizacje były epickie. Sięgam do nich bardzo chętnie, wraz z moim synem. Świat stworzony przez Tolkiena jeszcze mi się nie znudził. Dlatego też chętnie przystałam na propozycję od Wydawnictwa @Zysk i S-ka w zakresie najnowszego wydania „Księgi zaginionych opowieści. Część 1”. Książka wydana została pod koniec października ubiegłego roku w pięknej, twardej oprawie. Ja z recenzją wstrzymywałam się tak długo, aż publikację przeczytał mój syn. Nie jestem wolna od nepotyzmu😉. Uwielbiam konfrontować z nim moje spostrzeżenia😊.

Zastanawialiście się kiedyś jak J.R.R. Tolkien stworzył świat Śródziemia? Czym się kierował? Czym inspirował? Jak zebrał w jedną powieść w wielu częściach tak skomplikowane stwory, tak zwodnicze tereny i tak dziwne krainy? „Księga zaginionych opowieści. Część 1” częściowo udziela odpowiedzi na te pytania. Okazuje się, że fascynacja Tolkiena stwarzanym przez siebie światem ciągnęła się przez wiele opowiadań, różnych form mitów, wierszy, poematów, a także komentarzy. W tym wydaniu chronologicznie czytelnik zapoznaje się z  orkami, kranoludami, elfami, czy Valarami. Poznaje też kolejno krainy, przez które finalnie bohaterowie przemierzają w trakcie swojej podróży, by w jej końcu trafić do Angbandu, siedziby Władcy Ciemności, którego wierny sługa Sauron toczy Wojnę o Pierścień.

Przyzwyczajona do „Władcy pierścieni” i „Hobbita” inaczej wyobrażałam sobie tą publikację. Mój nastoletni syn również😊. Doceniam jednak wysiłek Wydawcy, by opublikować w całości po polsku nieznane dotąd fragmenty, które znane były tylko po angielsku. Książka stanowi zbiór brakujących elementów, tworzących finalnie przepiękną opowieść o światach, w których zawładnął pierścień. To jakby uzupełnienie, kontemplacja nad tym, jak Tolkien konstruował w głowie i zbierał swoje pomysły, przemyślenia, by ujrzały światło dzienne w finalnym kształcie. Niezwykle cenne okazały się dla mnie przypisy, uwagi i komentarze samego J.R.R. Tolkiena. Z zaciekawieniem czytałam, co autor sam dopowiedział czytelnikowi, na co zwrócił mu dodatkowo uwagę. Dzięki temu odbiór książki okazał się całkiem inny, niż się spodziewałam. Bawiłam się tym odkrywaniem, tym poznawaniem historii Śródziemia na nowo.

Cykl i sama książka nie powstałaby, gdyby nie Christopher Tolkien, syn autora. To dzięki jego wytężonej pracy  notatki, zapiski, spostrzeżenia ojca zostały uporządkowane, objaśnione i zaprezentowane fanom.  Nie będę ukrywać. Publikacja ma również swoje słabe strony. Jest nim język. Chwilami czytało mi się bardzo trudno. Gubiłam wątek. Nie potrafiłam odnaleźć się w kolejności zdarzeń. Wytrwałam jednak do końca i nie żałuję.

Jako fanka futurystycznego świata, który zawładnął wyobraźnią wielu, publikacja okazała się cennym uzupełnieniem mojej fascynacji stworzonymi przez Tolkiena światami. Dobrze, że Wydawnictwo podjęło się jej wydania. Dobrze, że ją przeczytałam. Idealne uzupełnienie dla fanów „Władcy pierścieni” i „Hobbita”. Polecam.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

„Wysłuchaj mnie” Tess Gerritsen

WYSŁUCHAJ MNIE

  • Autorka:  TESS GERRITSEN
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Cykl: RIZZOLI/ISLES (tom 13)
  • Liczba stron: 400
  • Data premiery: 09.11.2022r.

Z Tess Gerritsen spotkałam się przy okazji premiery od @WydawnictwoAlbatros książki pt. „Studentka” (recenzja na link), którą napisała razem z Garym Bravererem. Publikacja nie za bardzo przypadła mi do gustu. Niczym szczególnym mnie nie zachwyciła. Tym bardziej z rezerwą przystąpiłam do czytania trzynastego tomu cyklu Rizzoli/Isles pt. „Wysłuchaj mnie”, który debiutował dzięki nakładowi @WydawnictwoAlbatros 9 listopada 2022 roku. I lekko się zdziwiłam😉.

Jeśli kiedykolwiek myślałam o śmierci, to zakładałam, że nastąpi dopiero za wiele lat. Wyobrażałam sobie, że leżę w domu na swoim łóżku w otoczeniu rodziny. (…) Ale nigdy nie przyszło mi do głowy, że miałabym umrzeć z taśmą izolacyjną na ustach. A jednak taki chyba czeka mnie koniec, ze związanymi rękami i nogami na  tyle furgonetki.” -„Wysłuchaj mnie”  Tess Gerritsen.

To cytat z relacji jednej z wielu gospodyń domowych w Revere, która jak się okazało nie była ani nudna, ani śmieszna, ani bezużyteczna. Wręcz przeciwnie Angela jako przeciwieństwo członkiń amerykańskich kół gospodyń wiejskich stała się powodem wielu miejscowych afer, a dzięki pełnieniu samozwańczej funkcji „lokalnego szeryfa” zdołała wplątać się w wydarzenia jak wprost z filmu sensacyjnego. Ale po kolei….

We własnym domu ginie Sofia Suarez, lubiana przez wszystkich pielęgniarka uwielbiająca gotować. Jej dom zostaje również opustoszony z laptopa i telefonu zmarłej. Detektyw bostońskiego wydziału zabójstw Jane Rizzoli zaczyna zastanawiać się, czy winnym zabójstwa jest jeden sprawca, który wcześniej okradł okoliczne domy. Sprawa staje się ciekawsza, gdy okazuje się, że może z nią być związane potrącenie Amy, pacjentki, która trafiła pod opiekę Sofii kilka miesięcy wcześniej będąc jednocześnie córką pracującego w tym samym szpitalu lekarza. Rizzoli próbuje powiązać wątki, gdy w okolicy Amy zaczyna być dostrzegany nieznany mężczyzna. Ani Amy, ani jej matka nie przyznają się do znajomości z nim.

Tymczasem Angela Rizzoli, matka Jane nudzi się we własnym domu. Uwielbiająca córkę i jej partnera, a także samą patolog Maurę Isles, bawi się w lokalnego detektywa. Próbuje „wrobić” córkę w poszukiwanie Trishy, nastoletniej córki sąsiadki, domaga się współpracy z Jonasem – byłym komandosem, częstuje niechcianym chlebem nowych sąsiadów, Greenów, którzy wprowadzili się w okolicę niedawno i próbuje dowiedzieć się, co jej znajomi robią po godzinach przemierzając okolicę, wchodząc na ich posesje i podglądając przez okno. Informacje, które zdobywa przerastają jej oczekiwania. A sposób, dzięki, któremu do niej docierają to gotowy scenariusz na film.

Pozytywnie zaskoczyła mnie Tess Gerritsen tą książką. Pozytywnie 😊. Szczególnie spodobała mi się większa rozpiętość kryminału, znacznie większa liczba wątków. Taka dekoncentracja, wielość epizodów wzbogaca fabułę i powoduje, że nie powieść, nie nudziła mnie ani chwili. Trudno nawet stwierdzić, które wątki zostały przez autorkę wyróżnione, które są głównym, a które pobocznym wątkiem. Na równi zanurzałam się w relacje pierwszoosobowe Angeli, jak i wydarzenia opisywane przez narratora trzecioosobowego w przypadku Amy, Jane czy doktor Maury.  W równym stopniu tropiłam potencjalnych sprawców oczami Angeli i jej sąsiadki, jak i elementy śledztwa prowadzonego na szeroką skalę przez detektyw bostońskiego wydziału zabójstw Jane Rizzoli. Interesowała mnie i Amy, i jej matka, i Carie i Matt Green, a także Trisha i jej rodzice. Oprócz kryminalnej warstwy Gerritsen wplotła w fabułę nieco społecznych wątków. Świetnie wkomponowała postać ojca Daniela w życie Maury. Nie obscesowo, nie jednoznacznie. Bez krytyki, bez osądu. Ot, tak jakby taka była zwykła kolej rzeczy. Podoba mi się to ujęcie. To samo dotyczy Vince’a partnera Angeli i jej byłego męża. Te rodzinne zawiłości stanowiły świetne podłoże na podobnych przeżyć, ale tym bardziej przeżytych przez całkiem inne osoby. Jakby Gerritsen chciała przekazać czytelnikowi ukrytą wiadomość; to dzieje się wszędzie, to może dziać się także obok ciebie, to może przytrafić się tobie.

Autorka zachowała bardzo dobrą proporcję między wątkiem detektywistycznym, amatorsko – kryminalnym i społecznym. Momentami prześmiewcza narracja Angeli dodała książce świeżości  i nieco komediowego sznytu.

Bardzo dobrze napisany lekki kryminał. Bez zbytniego napięcia, bez traum, bez zbędnie pikającego szybciej serca. Idealna pozycja na wieczór zimowy dla fanów tego gatunku.

Moja ocena 7/10.

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Albatros.

„Jestem dość” Magdalena Mikołajczyk

JESTEM DOŚĆ

  • Autorka: MAGDALENA MIKOŁAJCZYK
  • Wydawnictwo: MUZA
  • Liczba stron: 288
  • Data premiery: 23.11.2022r.

@matko jedyna 😊, tak to Ona. We własnej osobie Magda Mikołajczyk kobieta, blogerka, copywriterka, matka, podzieliła się z nami swoimi spostrzeżeniami napisanymi w formie krótkich, zatytułowanych felietonów. Zbiór „rozmów ze sobą”, przemyśleń, czasem krótkiej spowiedzi – bez katolickiego  wydźwięku proszę😉 – znajdziecie w „Jestem dość”. Krótkiej książeczce, która premierę miała 23 listopada roku ubiegłego. Ja dzięki niej wkroczyłam w rok 2023 w całkowicie rozchwianym nastroju. Trochę ze śmiechem przez łzy. Częściej ze spoconymi oczętami. A jeszcze częściej ze zdziwieniem i zachwytem, że można tak szczerze i z wdziękiem opowiadać o sobie. O prawdziwej JA.

Jestem dość” to krótka historia życia Magdy Mikołajczyk, we wszystkich jej odsłonach. W krótkich relacyjnie napisanych opowiastkach zatytułowanych między innymi „pęknięcia” „rodzeństwo” czy „marysia znaczy maria”, czytelnik przemierza zakamarki duszy i życia Magdy Mikołajczyk. Odkrywa jej nowe piękno. Odkrywa jej traumy, trudne doświadczenia, zanurza się w jej jestestwie i bardzo głęboko odczuwa jej emocje. To podróż, w przestworza życia jednej osoby. Kobiety, która na swym blogu wydaje się zawsze uśmiechnięta i szczęśliwa. A która o tym swoim szczęściu i szczęśliwości pisze w całkiem odmienny, od innych sposób. To nie poradnik. Nie! I dzięki temu wzięłam do ręki tę książkę😉.

Z jednej strony zbiór historii napisanych w ciekawy, z humorem, kobiecy sposób. Z drugiej strony historia osoby cierpiącej na depresję chyba od dzieciństwa. Historia dziecka matki alkoholiczki. Kobiety, która mierzyła się razem z córką z chorobą nowotworową. Z jednej strony osobista narracja skłaniała mnie od refleksji w stylu; o! inne też tak mają, o! ona jest taka podobna do mnie, o! jakbym o sobie czytała. Z drugiej strony odczuwałam głębokie współczucie w stosunku do bohaterki książki czytając o jej bardzo trudnych doświadczeniach. Czy to czytamy o depresji, chorobie, smutku, rozpaczy, porzuceniu, alkoholizmie, czy nawet nepotyzmie przy zleceniach  to jednak wynurza się taki komunikat:

jesteś dość, naprawdę, madziulku, ty i każda madziulka na świecie.” – „Jestem dość” Magdalena Mikołajczyk.

(…) bo jesteś sobą, taka, jaka jesteś, jesteś w sam raz, jesteś wystarczająca, świat potrzebuje cię właśnie takiej, (…) z nikim nie musisz rywalizować, z nikim nie musisz się ścigać, z nikim porównywać (…) nie musisz spełniać niczyich oczekiwań. jesteś dość.” – „Jestem dość” Magdalena Mikołajczyk.

Parę razy się popłakałam. Tak szczerze. Tak z serca i bez hamulców. Wiele razy pomyślałam z zachwytem; O!!!! Gdyby kiedykolwiek do mnie tak zwróciła się moja matka. Gdyby kiedykolwiek mnie taką widziała. Pewnie wtedy byłoby mi lżej, tak jak lżej byłoby Madziulce, o której czytałam.

Magdalena Mikołajczyk swoją książką zafundowała mi niezły kołowrotek emocji, który dodatkowo zostały wzmożony zwykłą chorobą. Nie mam do Autorki jednak o to żalu😊. Czuję raczej wdzięczność. Za szczerość. Za otwartość. Za głośne mówienie o depresji. Za świadectwo, że można sobie poradzić ze swoimi traumami i warto sięgać po pomoc do specjalistów z różnych dziedzin.

I za to, że nie można się poddawać i trzeba wiedzieć, że jest się dość.
I ja też jestem dość.
A może przede wszystkim; JA JESTEM DOŚĆ!!!   

Pani Magdo, dziękuję z całego serca !!!!!

Ps. chociaż ten styl z brakiem dużych liter gmatwał mi w głowie nie raz, nie dwa 😊….

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Muza.

„Zło pójdzie za tobą” Mark Edwards

ZŁO PÓJDZIE ZA TOBĄ

  • Autor: MARK EDWARDS
  • Wydawnictwo: MUZA
  • Liczba stron: 480
  • Data premiery: 16.11.2022r.
  • Data premiery światowej: 30.06.2015r.

Zło pójdzie za tobą” Marka Edwardsa przeraziło mnie swoją niespokojną okładką. Ta postać w środku lasu…brrrrrrr…. Możliwe, że dlatego książkę byłam w stanie przeczytać sporo po premierze, która dzięki nakładowi @wydawnictwo.muza.sa miała miejsce w dniu 16 listopada br. Opis owszem był frapujący, intrygujący. Ale cóż z tego jak zabrakło mocy i odwagi, by sięgnąć do samego środka i poznać to zło. Zmierzyć się z nim na słowa, na interpunkcję, na porównania.

Drogi Czytelniku, jeśli jednak kiedyś wsiądziesz do przedziału pociągu w obcym kraju, pamiętaj: pod żadnym pozorem nie zasypiaj. A jeżeli napotkasz dziwny dom w mrocznym lesie, proszę, posłuchaj mojej rady.
Uciekaj.
Jeszcze raz wielkie dzięki za lekturę.
Pozdrawiam
Mark Edwards”

W taki sposób w Liście od Autora pożegnał mnie Mark Edwards na samym końcu powieści. Ja wykorzystując ten cytat wprowadzam Was w fabułę. Bo to miała być naprawdę ostatnia, przed realizacją decyzji o potomstwie podróż po Europie Daniela Sullivana i Laury Mckenzie. Miała się rozpocząć i skończyć jak wiele innych. Przypadkowi podróżni w trakcie zwiedzania Rumunii, Ion i Alina okazali się nie całkiem przypadkowi. A dziwne zachowanie pograniczników rumuńskich, nie całkiem znowu takie dziwne. Spokojna podróż pociągiem zamieniła się walką o przetrwanie i podróż powrotną do Londynu. Tylko, że sama podroż nie wystarczyła….

Książka składa się z siedmiu części i łącznie z sześćdziesięciu czterech rozdziałów. Do fabuły czytelnika wprowadza prolog, a zdarzenia pewną klamrą zamykane są dzięki końcowemu epilogowi. Długość części jest różnoraka. Autor nie zachował tu jednolitości. Skupił się tylko na treści, na podejmowanym wątku. Dla ułatwienia umieścił na wstępie rozdziału i miejsce akcji, i czas. Dzięki temu retrospekcje, czy wydarzenia przyszłe określone zostały miesiącem i rokiem. Nadążanie za akcją nie jest więc trudnością.

Zdarzenia dzieją się w obrębie kilku miesięcy. Kończą w Londynie w styczniu 2014 roku. Zaczynają w trakcie wakacji roku poprzedniego. W roli narratora występuje Daniel, który relacjonuje wydarzenia ze swej perspektywy. Narracja dotyka również zdarzeń, które miały miejsce dużo wcześniej. Dzięki temu czytelnik rozumie, że główne jądro zła toczyło głowy oprawców dużo wcześniej, a sama historia, w której główne role odegrali Daniel i Laura była tylko przypadkową trudnością.

To. Co Się Wydarzyło nie będzie wiecznie towarzyszyć nam, niczym szczerzący kły demon czający się w pokoju za ścianą. Znałem pary, które nigdy nie pozbierały się po zdradzie jednego z partnerów. Mimo, że strona która zawiniła, bardzo się starała, strona pokrzywdzona nie potrafiła zapomnieć. Wiedział, że nie możemy dopuścić do sytuacji, gdy podzielimy ich los.” -„Zło pójdzie za tobą” Mark Edwards.

To takie stadium wpływu Tego. Co Się Wydarzyło  – podążając za Autorem – na życie głównych bohaterów. Ta warstwa thrillera „Zło pójdzie za tobą” jest bardzo wyraźna. To dzięki temu ujęciu czytelnik zostaje umiejętnie wplątany w życie Daniela i Laury po, przed i w trakcie Tego. Co Się Wydarzyło. Dzięki temu czytelnik rozumie mechanizmy, też te związane z zespołem stresu pourazowego i mechanizmami, które pojawiają się w życiu człowieka nim dotkniętym. Druga warstwa to obraz zła w przepięknej, ale jednak niebezpiecznej scenerii Rumunii. Ciekawiło mnie jak Rumuni zareagowali na sposób przedstawienia ich ojczyzny i rodaków  w powieści 😉. Wątek związany z policjantami, pozornymi stróżami prawa, gangsterami jeszcze sprzed poprzedniej władzy trochę przypominał mi atmosferę westernu. Zewsząd bombardowały mnie ukryte komunikaty typu: nikomu nie możesz ufać!!! Uciekaj!!! Sama koncepcja, nie taka znowu futurystyczna, hodowli niemowląt i wzajemnych tajemnic pomiędzy bohaterami a ich bliskimi spowodowała u mnie  dreszcz emocji. Wywołała  napięcie, niepewność i tajemniczość. A to są główne cechy książki pisanej w tym gatunku😊.

Lubicie podróże? Lubicie poznawać inną kulturę? Lubicie ciekawe historie?

Jeśli odpowiedzieliście przynajmniej na jedno z trzech pytań TAK to „Zło pójdzie za tobą” Marka Edwardsa jest książką dla Was. Czytajcie śmiało😊.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Muza.

„Pamiętnik diabła” Adrian Bednarek

PAMIĘTNIK DIABŁA

Autor: ADRIAN BEDNAREK
Cykl: KUBA SOBAŃSKI (tom 1)
Wydawnictwo: NOVAE RES
Liczba stron: 484
Data premiery w tym wydaniu: 28.09.2022r.
\Data premiery: 11.04.2014r.

Pamiętnik diabła”  był debiutem od @Adrian.Bednarek. Premiera z 28 września br. wydana nakładem @WydawnictwoNovaeRes to trzecie wydanie pierwszej części tryptyku z Kubą Sobańskim. Może dlatego nie czuć, że to pierwsza książka Autora😊. Kolejne wydania Bednarek dopieszczał, aż doszedł do perfekcji. Nie znalazłam w książce żadnych luk, nieścisłości, czy braku konsekwencji w narracji. Ciekawe, czy dwa kolejne tomy serii, tj. „Proces diabła” i „Spowiedź diabła” też są tak dobrze zredagowane.

(…) tym właśnie się stałem – wybitną jednostką, która koniecznie musi zaspokoić swoje żądze.” -„Pamiętnik diabła” Adrian Bednarek.

Krakowską społecznością studencką wstrząsnęło morderstwo młodej Ani. Sprawca „(…) pozbawił Anię lewej piersi, prawego oka, odciął jej dolną wargę, rozpruł brzuch i porozcinał wewnętrzne strony ud.” Podobne morderstwo przy użyciu noży wydarza się w Krakowie praktycznie rok później. Śledczy nie wiążą jednak tych zbrodni ze sobą. Kolejno ginie Martyna, Kaja, Ewa i wiele innych młodych kobiet. Nieuchwytny morderca zostaje nazwany Rzeźnikiem Niewiniątek. W tle krakowskich zbrodni Kuba Sobański wiedzie życie studenta. Bogatego syna zamkniętego ojca i znerwicowanej matki. Brata zmarłej tragicznie Klary. Chłopaka Julii i sąsiada Natalii. Pochłoniętego egzaminami na kierunku prawa i zabawą do białego rana, w której ścieżki, śnieg, czy królowa śniegu stanowią główny posiłek. Kim jest tak naprawdę Kuba i Rzeźnik Niewiniątek? Który z nich jest prawdziwą ofiarą, a który sprawcą.

Prolog, pięćdziesiąt pięć ponumerowanych kolejno rozdziałów i epilog. Tyle wystarczyło Adrianowi Bednarkowi, by stworzyć nietuzinkową książkę. Niespokojną, nietypową, pochłaniającą, pełną zakazanych pragnień i spełnionych żądz. Autor zachował idealne proporcje dla tego typu gatunku. To nie kryminał śledczy. W „Pamiętniku diabła” nie mają znaczenia osiągnięcia grupy policjantów starających się złapać mordercę. Nie mają nawet znaczenia krwawe opisy zbrodni, tutaj też Bednarek zachował stosunek wielkości opisu do realnych potrzeb fabuły, a tylko i wyłącznie osobowość sprawcy. I tu zaczyna się cała zabawa. O dziwo, zbrodniarz da się lubić. O dziwo, zbrodniarz ma swoje uczucia, swoje lęki, swoje obawy. O dziwo, to taka podwójna osobowość. Nie psychopata, gdyż odczuwa realne emocje. Raczej narcyz przeświadczony o własnej wyjątkowości. Ciągle pragnący realizacji kolejnych pragnień. Uzależniony nie od magicznego, białego pyłu, jak wielu studentów, a od uczuć, których doświadcza w chwili zabijania kolejnych kobiet.

Czuję zimny dreszcze przechodzący przez moje plecy i wciąż narastające podniecenie. Dzisiaj zrobię to pierwszy raz. Tak długo się przygotowywałem. Nie wiem, jak będzie, ale wiem, że to nieodwracalne.”– „Pamiętnik diabła” Adrian Bednarek.

Do tego jest niezwykle metodyczny, przygotowany, przewidujący. Pełen pasji, a jednocześnie dobrze zorganizowany. Taki wręcz morderca doskonały. Idealnie Bednarek odzwierciedlił jego złożoną osobowość, w której trudno doszukać się tylko negatywnych cech.

Książka mnie bardzo pozytywnie zaskoczyła😊. Czytałam ją z zaciekawieniem, ogromną uważnością. Chłonęłam stronę po stronie. W fabule dominującą rolę pełni postać Kuby wokół którego wiele się dzieje. Narracja pierwszoosobowa dodatkowo nadaje powieści realizmu.  Wyraźna hierarchizacja wątków jest bardzo dostrzegalna. Bednarek nie mąci czytelnikowi w głowie, nie spycha go na boczne tory. Konsekwentnie realizuje to, czym chce by czytelnik się karmił.

Arcyciekawa, fascynująca, hipnotyzująca i nietuzinkowa. Taka jest książka autorstwa Adriana Bednarka o ciekawym tytule „Pamiętnik diabła”. Szczerze polecam!!!!

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Novae Res.

„Martwa woda” Wojciech Wójcik

MARTWA WODA

  • Autor: WOJCIECH WÓJCIK
  • Cykl: KAROLINA NOWAK I KRZYSZTOF ROZMUS (tom 2)
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 657
  • Data premiery: 2.11.2022r.

Dość szybko Wojciech Wójcik puścił w eter drugi tom cyklu z Karoliną Nowak i Krzysztofem Rozmusem. Pierwsza część zatytułowana „Trzecia szansa” miała premierę dopiero co😉, tj. 4.05.2022r. (recenzja na klik). Premierę zatytułowaną „Martwa woda” od Wydawnictwa @Zysk i S-ka z dnia 2 listopada br. przeczytałam jakiś czas temu. Ale niestety, w zawierusze listopadowo – świątecznej o recenzji kompletnie zapomniałam ☹.

W warszawskim akademiku zostaje zamordowana Alina Kozioł, studentka resocjalizacji. Na miejscu zjawia się dwóch policjantów z patrolu, w tym Krzysztof Rozmus były doktorant Uniwersytetu Warszawskiego. Chwilę później na miejscu zbrodni pojawia się Piotrek Malinowski policjant z prewencji, a prywatnie partner zamordowanej. Śledztwo podczas nieobecności naczelnika prowadzi Karolina Nowak pod nadzorem prokuratora Wacława Muchy. Meandry śledczych prowadzą do wydarzeń sprzed dwudziestu lat, którymi interesowała się zmarła studentka i jej przyjaciółka Honorata. Czy dawne zaginięcie Marysi, śmierć Lolka i Dżesiki miało coś wspólnego z bieżącymi wydarzeniami? Ze wszystkich sił tego stara się dowiedzieć i Karolina, i wspierający ją Rozmus.

Wojciech Wójcik, podobnie jak w poprzednich kryminałach – kluczył, kluczył, aż wykluczył ciekawe rozwiązanie zagadki tajemniczych śmierci😉. Książkę czytałam z zaciekawieniem. Skończyłam późno w nocy czując, że jestem już blisko ostatecznego rozwiązania. Mapka, która znalazła się na jej wstępnych stornach od początku mnie intrygowała. Zastanawiałam się, co wspólnego z warszawskimi morderstwami wśród studentek ma chata wuja, przystań, Dąbrówka i drzewo wisielca. Autor miał jednak na tę mapkę ciekawy pomysł. I ten pomysł okazał się bardzo trafiony. Przeplatająca bieżące wydarzenia niepokojąca narracja opisująca z perspektywy pierwszoosobowej wydarzenia sprzed dwudziestu lat dodała fabule magii. Relacja z aktualnych wydarzeń pokazana jest natomiast z perspektywy trzecioosobowej. Tym bardziej, że narrator dość wcześnie porównał Marysię, Alinę do Karoliny Nowak, śledczej prowadzącej dochodzenie w sprawie niespodziewanego morderstwa w warszawskim akademiku. I od tamtej pory przepadłam. Szukając w czytanych fragmentach jakiegokolwiek znaku wskazującego, kto z bieżącego otoczenia Nowak brak udział w mazurskich wydarzeniach, które kładły się cieniem na aktualne śledztwo. Nieźle to sobie Wójcik wymyślił…

Bardzo dobrze wczułam się w klimat studenckiej rzeczywistości. Ciekawie Autor przedstawił życie studentów, łączące ich relacje, piętrzące się problemy. Motyw żyjących w akademiku okazał się dla mnie bardzo ciekawy. Tym ciekawszy, im Wójcik dodawał kolejnych bohaterów. Głuchoniemy Albin to wręcz postaciowy majstersztyk. Tak samo jak świat warszawskich naukowców. Mimo, że Rozmus jest aktualnie zwykłym krawężnikiem, świetnie wkomponował się w rolę słuchającego profesorów, doktorantów, doktorów i innych pracowników uniwersyteckich. To są jednak specyficzni bohaterowie, do których idealnie wkomponował się były doktorant. Jak to u Wójcika bywa czytelnik bombardowany jest licznymi wątkami pobocznymi, które rozciągają fabułę do niebotycznych rozdziałów. Dzięki nim można się wiele nauczyć. Wątek z dębami szypułkowymi wydający mi się niepotrzebny w ogóle mnie nie znudził. To samo dotyczyło kwestii kwasu cytrynowego. W postaci skrystalizowanej kwasek używam do odkamieniania czajnika elektrycznego, a tu taka niespodzianka! Poboczny wątek resocjalizacji więźniów również został odzwierciedlony w sposób bardzo interesujący. Sama postać ojczyma Aliny dodatkowo wzbogaciła fabułę. Najsłabszy element to zakończenie. Przy tych wszystkich zawiłościach równoległe śledztwo nabrało wręcz niemożliwego znaczenia. A co na to Karolina? Jak zwykle uniosła się dumą. Ciekawe, co z tego będzie. Ciekawe, czy się dowiem.

Karolina Nowak to interesująca bohaterka. O dziecku, byłym mężu, czy ojcu córki Wójcik wspomniał od niechcenia. Taka subtelna maszyna policyjna. Polubiłam ją od pierwszej części, od „Trzeciej szansy”. Jest literacką postacią na miarę swojej poprzedniczki z serii o Agnieszce Jamróz i Pawle Łukasiku. Przyjemnie się czyta historię opartą na wyrazistej i konsekwentnej kobiecej postaci. Oby tak dalej Panie Wojciechu. Oby tak dalej.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

„Mam na imię Jutro” Damian Dibben

MAM NA IMIĘ JUTRO

  • Autor: DAMIAN DIBBEN
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Seria: SERIA BUTIKOWA
  • Liczba stron: 384
  • Data premiery: 9.11.2022r.
  • Data 1 wydania polskiego: 3.04.2019r.

Listopad nie jest moją ulubioną porą roku☹. Pełen jest smutnych wieczorów, ciemnych popołudni i zimna. Nie wiem też skąd we mnie odwaga, by przeczytać kolejną premierę od  @WydawnictwoAlbatros z dnia 9 listopada br. wydaną w pięknej oprawie Serii butikowej. Po opisie Wydawcy na tylnej obwolucie „Mam na imię Jutro” autorstwa Damiana Dibbena już wiadomo, że bez łez, smutku i głębokiej refleksji się nie obędzie. Jak to jednak mówią „Do odważnych świat należy”, więc i ja zaczęłam przemierzać światy łączące człowieka z jego najwierniejszym przyjacielem, czasem jedynym prawdziwym przyjacielem, jakim może być pies.

Ten, kto decyduje się na posiadanie psów, straci ich wiele w swoim życiu. Ja byłem psem, który stracił wielu ludzi”. – „Mam na imię Jutro” Damian Dibben.

Przez wiele lat wierny pies czekał na swego pana na schodach weneckiej katedry. Jutro w ten sposób zaczynał nowy dzień. Wypatrywał jego blond włosów, prostej sylwetki i tęsknił za ogromną mądrością. W międzyczasie poznał wiele ludzkich historii. Zrozumiał na czym polega życie i po co potrzebna jest ludziom oraz psom przyjaźń. Oglądał się za siebie. Szukając i swego pana, i tego, który krył się za jego zniknięciem. Już stracił nadzieję. Już wydawało się, że pozostanie na zawsze stęskniony na schodach katedry. Aż poczuł trop…. Ten jedyny. Ten znienawidzony.

To nie historia przyjaźni między człowiekiem i jego psem, jakby się mogło wydawać z opisu Wydawcy. To raczej historia Vildera i Valentyna. Mężczyzn złączonych jednym jestestwem, jednym pragnieniem by nieść ludziom ukojenie. By ciągle sięgać niemożliwego. By ciągle odkrywać… łącząc matematykę z chemią, chemię z fizyką. Którym daleko do magii.

Naukowcy ? (…) Jesteśmy najbardziej pomylonymi stworzeniami pośród wszystkich stworzeń. Królami głupców…” – „Mam na imię Jutro” Damian Dibben.

Postać wiernego psiego towarzysza okazała się tylko ciekawostką. Jego perspektywa jest tłem dla ciekawej narracji, która jest mocną stroną książki. Na otaczający świat Jutra i jego pana patrzymy z perspektywy czterech łap. Z poziomu jego przyjaciela Sporco, z którym tworzy sforę. Z punktu widzenia Blaise. Niezapomnianej. Nieodżałowanej. Jedynej. Nieszczęśliwej Angelique i niewinnego Jerome’a. A także „(…) żołnierzy, diuków, gondolierów, kamieniarzy…”

Nie jestem fanką fantastycznych powieści. Fabuła trochę mnie zawiodła. Po opisie i pierwszych recenzjach spodziewałam się całkiem innej powieści😉. Damian Dibben zabrał mnie jednak w ciekawą podróż, w której nic nie jest oczywiste, a początek nie okazuje się wcale końcem. Taki literacki misz masz, pomieszanie gatunków. Dzięki retrospekcji w latach czytelnik poznaje i Francję za czasów Króla Słońce, i Anglię, a także całkiem odległe rejony, w które wiedzie jedwabny szlak. Warstwa historyczna stanowi tło dla ciekawej warstwy społecznej. Dotkniętej od niechcenia w wielu wcieleniach. Opisanych jakby bez przymusu, bez skrzętnego, historycznego początku i końca. Tak jakby trochę. Tak jakby częściowo.  To dzięki dwóm równolegle przedstawionym liniom czasowym czytelnik poznaje historię Jutra i może zanurzyć się w opowieść o tym, co już za głównymi bohaterami. Autor pomaga czytelnikom w odnajdywaniu się w czasoprzestrzeni. W kolejno ponumerowanych, zatytułowanych rozdziałach wyraźnie dopisuje i miejsce, i czas; „Wenecja. 1688-1815…”. Dzięki temu rozeznanie się i w miejscu, i w czasie nie jest trudne. Tym bardziej, że akcja powieści osadzona jest istotnie w czasach dawno minionych.

Książka „Mam na imię Jutro” Damiana Dibben to mieszanina historii, nostalgicznego dziennika podróżniczego i ckliwej opowieści o przyjaźni ponad rasami. To zdecydowanie książka dla fanów fantastyki osadzonej w dalekiej historii, w krynolinach, haftach, koronkach i weneckich balach. Ja z książką nie znalazłam zbytnio wspólnego języka. Choć narracja Jutra podobała mi się najbardziej.

Moja ocena: 6/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Albatros.

„Z tobą będzie inaczej” Milena Wójtowicz

Z TOBĄ BĘDZIE INACZEJ

  • Autorka: MILENA WÓJTOWICZ
  • Wydawnictwo: SINE QUA NON
  • Liczba stron: 320
  • Data premiery: 12.10.2022r.

Książkę „Z tobą będzie inaczej” autorstwa @wojtowiczmilena, która premierę miała 12 października br. przeczytałam po poleceniu jej mojej przyjaciółce😉. To ewenement. To wręcz nieprofesjonalny absurd. Na moją obronę napiszę tylko, że zadziałało w tym przypadku nazwisko Autorki. Poprzednią publikację od Wójtowicz zatytułowaną „Zaplanuj sobie śmierć” (recenzja na klik) subiektywnie zaliczyłam do dobrych, polecanych przeze mnie pozycji z gatunku komedii kryminalnych. Założyłam więc, że @WydawnictwoSQN zaserwowało czytelnikom podobny relaks z książką „Z tobą będzie inaczej”. Źle zrobiłam? A jakże….

Jak to się stało, że Celina Nowacka uznana została za wspólne grono znajomych za idealną partnerkę dla boskiego Jana Zbędnego, tfu Niezbędnego, a raczej Zbendy? Uff….  Dlaczego Jan Menda, tfu Zbenda, jeszcze będąc w związku z atrakcyjną Malinowską musiał wysłuchiwać, że byłby idealnym partnerem dla Nowackiej? Kogo winić za plotkę rozsiewającą się samoczynnie po okolicach Wrocławia, w której Nowacka zabija byłą narzeczoną Zbendy alias Zbenda morduje swą byłą narzeczoną, by związać się z Nowacką. Matyldę? Iwonę? Czy przystojnego podkomisarza, któremu ktoś niechybnie chlapnął co nieco w trakcie przesłuchania? I to coś teraz nie może się od niego odkleić…..

Lekka, łatwa i przyjemna😊. Jak pyszne cappuccino z pianką podane w mżysty poranek. Takie jak powinno być, by smakowało. Tak określiłabym komedię kryminalną „Z tobą będzie inaczej” Mileny Wójtowicz i to z należnym jej szacunkiem. Autorka w osiemnastu rozdziałach stworzyła delikatną historię pełną wyrazistych postaci, tych głównych i tych pobocznych oraz licznych gagów sytuacyjnych, słownych i pomyłek. Czytając wielu polskich autorów humorystycznych kryminałów zawsze pokuszę się, a raczę czuję wewnętrzny przymus jako ogromna fanka Joanny Chmielewskiej, o porównanie do samej Królowej, dzięki której pogłębił się mój książkoholizm😉. W przypadku Wójtowicz podobieństwo dostrzegam.

– Jaką mendą, Janem Niezbędnym jak już, tobie niezbędnym! Jan Zbenda,…”  Pomyłki w dialogach, niedopowiedzenia. To cecha książek Chmielewskiej, która zawsze nadawała opowieściom polotu. Jak w przypadku Wójtowicz. Nie od dziś wiadomo, że zawodząca komunikacja przedstawiona w bardzo humorystyczny sposób pozwala na urozmaicenie dialogów i prześmiewcze pokazanie rzeczywistości w komediach kryminalnych. W tym zakresie Autorka nie zawiodła po raz kolejny.

Nic dziwnego, że ta narzeczona, tfu, była narzeczona, dała mu się zamordować – gość był szalenie rozpraszający.” Każdy fan Chmielewskiej dostrzeże w takich sformułowaniach pewną zbieżność. I jedna, i druga Autorka sprytnie wykorzystuje wisielczy humor doprowadzając czytelnika jak nie do jawnego śmiechu, to przynajmniej uśmieszku pod nosem i błysku w oku. I w przypadku jednej, i drugiej Pani świetnie czytało mi się fragmenty, w których twórca próbuje wytłumaczyć odbiorcy na czym polegają udane związki damsko – męskie, a raczej czym się charakteryzują. A z tym, jeśli macie jakiekolwiek doświadczenie z książkami tego typu, jest naprawdę finalnie bardzo różnie.

Z góry przepraszam za niezamierzone porównanie Pani Mileny Wójtowicz do Joanny Chmielewskiej. Myślę jednak, że brzmi zachęcająco. Wszak Chmielewska królowała na polskich półkach czytelniczych przez dekady. I tego z całego serca życzę Pani Milenie😊.

A tym, którym nie w smak padający śniego – deszcz i marznąca nawierzchnia, a także przedświąteczna praca związana z lepieniem pierogów, sprzątaniem, myciem okiem i innymi bzdetami, polecam książkę „Z tobą będzie inaczej”, z którą spędzicie miło czas. Przecież nie musicie się zawsze katować dramatami, thrillerami, czy krwistymi kryminałami! 😉

Moja ocena: 7/10

Moją opinię o książce przeczytaliście dzięki współpracy z Wydawnictwem Sine Qua Non.