„Grzęzawisko” Przemysław Żarski

GRZĘZAWISKO

  • Autor: PRZEMYSŁAW ŻARSKI
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 336
  • Data premiery: 12.07.2023r. 

Seria z Robertem Kreftem autorstwa @Przemysław Żarski – autor bardzo mi się podobała. Przeczytałam wszystkie trzy części. Ich recenzję znajdziecie na moim blogu. Zachęcam: „Ślad”, „Blizna” oraz „Cierń”. I to właśnie przy okazji recenzji trzeciej części trylogii napisałam: „(…) To trylogia, w której każda kolejna część jest na takim samym wysokim poziomie i w odniesieniu do kunsztu pisarza, i w odniesieniu do fabuły”. Ciągle podtrzymuję moją opinię. Szczerze, warto ją przeczytać. 

Wracając do książki Żarskiego, która debiutowała 12 lipca br. pt. „Grzęzawisko” od Wydawnictwa @Czwarta Strona Kryminału to już na wstępie zaznaczam, że chwile z nią spędzone uważam za w pełni udane. 

W sobotę 15 czerwca wyszedł z domu i zaginął czternastoletni Szymon Sulima. Szymon miał na sobie… (…) Jeśli ktoś ma informacje dotyczące miejsca pobytu Szymona, prosimy o kontakt z najbliższym komisariatem policji lub pod wskazanym numerem telefonu…” – „Grzęzawisko” Przemysław Żarski.

Zaginięcie Szymona, zwanego Siwym w 1996 roku pozostało zadrą w sercu i jego kolegów, i miejscowej policji. Do sprawy wszyscy wracają w 2019 roku, gdy na terenie miejscowych mokradeł zostają odnalezione ludzkie kości. Badania wykazały, że szczątki należą do zaginionego sprzed ponad dwudziestu lat Szymona, który w okolicy odnalezienia zwłok przebywał z rówieśnikami na leśnym biwaku. Sprawą zajmuje się Podkomisarz Aleksandra Lazar wspierana przez swój zespół, a szczególnie przez Błażeja Urygę. 

Czy to kolejna para śledczych? Czy „Grzęzawisko” rozpoczyna kolejną serię kryminałów? 

Bardzo bym chciała. Nie ukrywam, że wśród ostatnio przeczytanych powieści tego gatunku „Grzęzawisko” zajmuje miejsce na podium. Zachwyciłam się tą książką na równi z serią o Antonii Scott. Przy okazji Scott, pamiętacie, że premiera trzeciego tomu zatytułowanego „Rey Blanco. Biały Król” Juana Gómeza-Jurado już jutro? 

Ola: „Ona nie miała do tego cierpliwości; pewnie dlatego, że rzadko wychodziła z pracy – myślami tkwiła w niej dwadzieścia cztery godziny na dobę. Starała się nie zaniedbywać córki, lecz miłość do Mai nie była w stanie połatać wszystkich pęknięć, które powstawały przez lata na jej kruchej psychice. Nikt nie nauczył jej budować głębokich relacji, pielęgnować ich.” – „Grzęzawisko” Przemysław Żarski.

Błażej: „Miała wrażenie, że dogadują się bez słów. Jednego powinna się od niego nauczyć, żonglować maskami. Błażej zaszył pod skórą bolesną przeszłość i robił wszystko, by szwy wytrzymały. Jej chciało się czasem wyć z bezradności.” – „Grzęzawisko” Przemysław Żarski.

Skomplikowana relacja dwójki poranionych przez przeszłość dorosłych ludzi. Relacja przełożony – podwładny. Relacja partnerska. Relacja damsko – męska. Nie oceniałam ani jego, ani jej. Wręcz przeciwnie, wbrew rozsądkowi i wbrew damskiej solidarności, całkowicie Aleksandrę Lazar zaakceptowałam. Z jej bolączkami. Z jej zranionym sercem. Z wszystkimi pytaniami, które zadaje sobie od kilkudziesięciu lat. Nawet z jej błędnymi decyzjami, które podejmuje, by przynajmniej na chwilę odsunąć od siebie tę pustkę, tę nicość, której nikt w pełni nie wypełnił. Podobny stosunek po przeczytaniu „Grzęzawiska” mam do Błażeja Urygi, choć długo Żarski trzymał mnie w niepewności, czym śledczy zasłużył sobie, by wylądować w tak prowincjonalnym zespole kryminalnym. Nie obwiniajcie mnie więc, że chciałabym Olę z Błażejem zobaczyć, posmakować w innym wątku kryminalnym, w innej publikacji. 

Zastanawiające jak ocena prozy Żarskiego dokonana przeze mnie lata temu idealnie wkomponowuje się w odczucia po ostatniej Jego książce. Zerkając na recenzję trzeciej części z Kreftem „Cierń” aż muszę przytoczyć, z jedną tylko małą modyfikacją, moje obserwacje, które idealnie pasują do uczuć po lekturze „Grzęzawiska”. „Narracja jest prowadzona w trzeciej osobie. Konstrukcja podoba mi się bardzo. Rozdziały (…)” – i tu lekka modyfikacja – nazwane są latami, w których dzieje się akcja. Czytelnik zanurza się więc w fabułę umiejscowioną w roku 1996, 1986, lub w roku 2019. „(…) Żarski uwielbia retrospekcje. Dzięki takiej konstrukcji czytelnik nie ma szans się pogubić, zatracić w kreowanych wątkach. Pisarstwo Żarskiego zasługuje na ogromne brawa. Dbałość o detale, wykreowane postaci, ciekawe wątki poboczne, udane retrospekcje, o których już wspomniałam. Przedstawiając wątek kryminalny Żarski dopracowuje każdy szczegół, nie ma żadnych niedociągnięć. Sam wszystko kwestionuje, podważa postawione tezy. Tym samym uwiarygadnia każdy wątek, każdy postęp w śledztwie.  Takie właśnie mam przekonania po przeczytaniu ostatniej książki Przemysława Żarskiego, co oznacza, że Autor utrzymał nadal bardzo wysoki poziom, choć od ostatniej mojej lektury jego twórczości minęło już ponad dwa lata. 

Historia ułożyła się w całość. Może i wątek kryminalny nie jest finezyjny, za to wykonanie mistrzowskie. Nie nudziłam się. Żaden fragment nie odebrałam jako przydługi. Po rozpoczęciu czytania nie mogłam doczekać się rozstrzygnięcia. Nie mogłam doczekać się końca historii, by wreszcie się dowiedzieć, by wreszcie zrozumieć. Warstwa obyczajowa głównych bohaterów, a nawet tych pobocznych, jak chociażby wątek emerytowanego policjanta Młynarczyka, czy zaginionego mniej więcej w tym samym czasie co Szymon, Witolda Mamrota, tylko wzbogaca fabułę i uzupełnia śledztwo. A opis zachowania Bartosza Adlera ze strony 243 jako wstrząsające świadectwo półsieroty długo zapadnie mi w pamięci. 

Jeśli lubicie polskie kryminały, w których prawda ma drugie dno, a główni bohaterowie mącą czytelnikowi w głowach, to łapcie za „Grzęzawisko” Przemysława Żarskiego. Chwytajcie i czytajcie książkę, którą pochłonęłam w jeden wieczór. Bez przerwy. Bez wytchnieniaKsiążkę, która podobała mi się bardzo, a nawet bardzo, bardzo. Miłego czytania!!! 

ps. a o zakończeniu nic nie wspominam… celowo . 

Moja ocena: 9/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

„Gwóźdź do trumny”

GWÓŹDŹ DO TRUMNY

  • Autor: MONIKA WAWRZYŃSKA
  • Wydawnictwo: LEKKIE
  • Liczba stron: 256
  • Data premiery: 08.03.2023r.

O mojej miłości do komedii kryminalnych i nie tylko pisałam niejednokrotnie. Na pierwszym miejscu twórców takiej literatury niezmiennie od wielu lat znajduje się u mnie Joanna Chmielewska, natomiast w ostatnich latach dołączyły do niej współczesne polskie pisarki, takie jak Marta Kisiel, Małgorzata Starosta, Katarzyna Gacek. Po ich książki sięgam w ciemno i zawsze dobrze się przy nich bawię. Niejednokrotnie też pisałam,  że przy całej mojej sympatii do tego gatunku uważam go za najmniej „pewny”, a do debiutów zawsze podchodzę z dużą ostrożnością. Bowiem o ile w thrillerach, kryminałach i powieściach obyczajowych liczy się najbardziej fabuła i styl autora, a tyle w komediach zasadniczą rolę odgrywa poczucie humoru, a to, jak wiadomo, każdy może mieć inne. Powieść komediowa może mieć ciekawą fabułę i być pisana świetnym stylem, ale gdy poczucie humoru autora nam nie podejdzie, nie będziemy się przy lekturze dobrze bawić. I mogą to być nazwiska i tytuły, które zachwycają szerokie rzesze, jeśli nie trafiają w nasze indywidualne poczucie humoru, nic z tego nie będzie. Z tego powodu też do lektury powieści komediowej nieznanego mi autora lub autorki zawsze podchodzę z pewnym dystansem. Z jednej strony mam nadzieję, że powieść mi się spodoba i znajdę kolejne nazwisko do swojej listy „must read”, z drugiej strony mam sporą obawę o to, czy między mną i autorem/autorką „zaiskrzy”. Tak było i w przypadku Moniki Wawrzyńskiej. 26 lipca br. premierę miała czarna komedia jej autorstwa pt. „Kopnij w kalendarz”. Okazało się, że jest to drugi tom „Trylogii funeralnej’. Marcową premierę pierwszego tomu pt. „Gwóźdź do trumny” od @wydawnicto lekkie w natłoku nowości czytelniczych jakoś przegapiłam, ale na szczęście przy okazji lipcowej premiery ten brak nadrobiłam. I muszę powiedzieć, że bardzo się z tego powodu cieszę.

Trzy przyjaciółki w średnim wieku prowadzą interesy współpracując ze sobą, gdyż duża ich część kręci się wokół biznesu funeralnego. Jagna prowadzi zakład pogrzebowy i dodatkowo wynajem ślubnych limuzyn, Magda firmę cateringową, a Marta kwiaciarnię. W zakładzie Jagny pracuje syn Marty Kocio, która od dzieciństwa fascynuje się tematyką śmierci. Natomiast syn Jagny jest prawnikiem, który niespodziewanie zapragnął mieć psa i to wcale nie z tego powodu (jak sam siebie przekonuje), żeby częściej widywać młodą panią weterynarz Kingę. Niespodziewania Jagna staje w obliczu rozwodu i zostaje bezwzględnie odarta ze złudzeń, że stanie się to z klasą. Przyjaciółki ją wspierają, co prowadzi do szeregu mniejszych i większy perypetii.

Książkę czyta się rewelacyjnie. Pomysł na fabułę wyborny. Umieszczenie części akcji w zakładzie pogrzebowym to świetny zabieg, pozwalający przytoczyć szeregi anegdot odnośnie pogrzebów i wymagań jego klientów, którzy choć już głosu nie mają, potrafią być wymagający. Postaci pierwszo i drugoplanowych jest w powieści trochę, każda z nich jest interesująca i oryginalna. Wątki i bohaterowie przeplatają się ze sobą tworząc swoistą mieszankę wybuchową. Atmosferę szaleństwa podgrzewa obecność różnych zwierzaków i scenki z gabinetu weterynarza. Przy tej książce nie sposób się nudzić. Poprawia humor, gwarantuje świetną zabawę. Polecam gorąco.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU LEKKIE.

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA: „Nieodwracalnie” Bartosz Szczygielski

NIEODWRACALNIE

  • Autor: BARTOSZ SZCZYGIELSKI
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 327
  • Data premiery: 23.08.2023r.

W najbliższą środę premierową, tj. 23 sierpnia br., będzie debiutowała najnowsza książka @Bartosz Szczygielski – pisarz. Z powieścią zatytułowaną „Nieodwracalnie” zapoznałam się przedpremierowo dzięki współpracy z Wydawnictwem @Czwarta Strona Kryminału, za co serdecznie dziękuję. To szósta powieść Szczygielskiego, którą przeczytałam. Zaczęło się od „Winni jesteśmy wszyscy” na początku 2021. „Nie chcesz wiedzieć” z sierpnia tego samego roku oprócz fabuły zachwyciła mnie ciekawą okładką. 2022 rok przyniósł mi „Dolinę cieni” oraz „Nim skończy się noc”. Wówczas dopiero zorientowałam się😉, że Bartosz Szczygielski robi wszystko, by publikować dwa razy w roku na początku i w połowie. To był dobry znak, bo oznaczał, że mam szansę na częste lektury tego Autora😊. „Dzień gniewu” z lutego br. podobał mi się, oprócz wątku kryminalnego, z powodu postaci Liliany, dzięki której czytelnik mógł zastanowić się – jak napisałam w recenzji – „(…) skąd bierze się zło, jaka jest jego geneza i czy człowiek jest, albo dobry, albo zły”.

Dwa wątki toczące się równolegle. Pierwszy związany jest z relacją przyjaciół z dzieciństwa; Adama Zwidowskiego i Grzegorza Olachowskiego. Ten pierwszy mieszkający w Wielkiej Brytanii ze swoją ukochaną żoną Justyną otrzymał niespodziewany list od Grzegorza.  „(…) wiadomość o samobójstwie dawnego przyjaciela zmienia wszystko. Zwłaszcza że Grzegorz wysłał ją osobiście, tuż przed swoją śmiercią”. Drugi dotyczy znalezionej w lesie Weroniki Cymanowskiej, córki lokalnego przedsiębiorcy, producenta opakowań, którą sprawą – bardziej prywatnie niż służbowo – zajmuje się policjantka Celina Litowicz. Z pozoru dwa różne wydarzenia zaczynają się łączyć. Jakoś łączyć…

Kobieta nie miała już włosów. Nie dostrzegał też śladów skóry, a jedynie czarną skorupę pokrywającą czaszkę, szyję i ramiona. Ten widok będzie mu się śnił do końca życia. Nigdy też nie zapomni tego zapachu. Smrodu spalonych włosów wymieszanego z przypalonym tłuszczem. Chciał odwrócić się i odejść, zanim pojawi się policja…” -„Nieodwracalnie” Bartosz Szczygielski.

Podoba Wam się przywołany przeze mnie cytat? Mam nadzieję, że tak, bo pierwsza scena opisana przez Szczygielskiego w powieści jest naprawdę bardzo dobra. Typowy spacer Sławka, Agaty i Jacka w pobliskim lesie nie zakończył się w sposób, w jaki kończył się zazwyczaj. Po tej scenie założyłam więc, że musi być tylko lepiej…

Z tym było różnie, przyznaję. Bardzo podobał mi się wątek Grzegorza i Adama. Nieoczekiwane „spotkanie” (cudzysłów użyty celowo) po latach nie przebiegło w sposób, w jaki dla jednego i drugiego byłby najbardziej optymalny. Teoretycznie oczywiste postaci, jak np. notariusz, sąsiadka, ciągną za sobą pytania bez odpowiedzi, które Adam odkrywa chcąc nie chcąc. Postać Celki okazała się też dużym zaskoczeniem. Młodsza aspirant pełna werwy, zaangażowania, swady i odwagi odegrała znaczącą rolę w wydarzeniach opisywanych przez Szczygielskiego. Dobrze czytało się o prowadzonym przez nią nieoficjalnym śledztwie i podejmowanych decyzjach.

Słabiej odebrałam zakończenie. Rozwikłanie zagadki nie przekonało mnie. Do pewnego momentu splątane wydarzenia fabularne układały się w pewną całość. Lokalna społeczność, prominentni mieszkańcy i zaskakujące zdarzenia wskazywały na pewnego rodzaju realizm podszyty pewną finezją. Z ciekawością oczekiwałam rozwinięcia, kolejnych wskazówek czekając na mistrzowskie rozstrzygnięcie, oczekując oblicza „mistrza zbrodni”. Możliwe, że przeoczyłam pewne sygnały, wszak rozwiązywanie zagadek kryminalnych nie jest moją mocną stroną😉. Możliwe również, że Szczygielski napisał nieprzekonywujące mnie zakończenie. Każdy z nas czytelników ma swoje preferencje, swój gust. Czasami to pomaga, a czasem przeszkadza.

Powieść, pisana w narracji trzecioosobowej, podzielona jest na rozdziały z punktu widzenia różnych bohaterów oznaczonych na początku rozdziału, tj. Adama i Celiny. Jest to ulubiony sposób prowadzenia narracji przez Szczygielskiego. Spotykam się z nim już po raz któryś.  Dynamiczny styl, z elementami obyczajowymi i psychologicznymi skłania do przemyśleń na trudne tematy; odrzucenie, zapomniana przyjaźń, wydarzenia i nieprzepracowane traumy z dzieciństwa, zawiść, zazdrość, konformizm, wątek „ludzi trzymających władzę”. To niekwestionowane atuty tej  powieści do której przeczytania szczerze Was zachęcam. Udanej lektury !!!

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą przedpremierowo dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

„Uwięziona” B.A. Paris

UWIĘZIONA

  • Autor: B.A. PARIS
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery: 25.01.2023r.

B.A. Paris chyba nikomu przedstawiać nie trzeba. To niekwestionowana mistrzyni brytyjskiego thrillera psychologicznego. Jej powieści cenię od dawna. Do dziś pamiętam te emocje, grozę i niedowierzanie, które towarzyszyły mi podczas lektury debiutu autorki „Za zamkniętymi drzwiami”. To powieść i kobiecie uwikłanej w związek z psychopatą. Potem czytałam równie rewelacyjny, choć zupełnie inny „Dylemat” oraz „Dublerkę” napisaną wspólnie z innymi brytyjskimi autorkami. Ostatnią przeczytaną przeze mnie powieścią autorki była „Terapeutka”, która wywarła na mnie zdecydowanie mniejsze wrażenie niż poprzednie książki autorki, choć też miło spędziłam z nią czas. Oprócz lektury twórczości B.A. Paris, miałam okazję poznać ją samą podczas tegorocznych Targów Książki w Warszawie. Zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie, uśmiechnięta, sympatyczna, mimo mnóstwa książek, które musiała podpisać z każdym zamieniła kilka słów. Podczas tego spotkania byłam już po lekturze jej najnowszej powieści pt. „Uwięziona”, która premierę miała 25 stycznia bieżącego roku. Dlaczego recenzję publikuję dopiero teraz? Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, oprócz ciągle rosnących stert książek i toczącego się, mam wrażenie, coraz szybciej, życia😊 Niektórzy mówią jednak, że „lepiej późno, niż wcale” pozwólcie więc, że dzisiaj podzielę się z Wami wrażeniami z lektury, zachęcając tych nielicznych z Was, którzy jeszcze nie znają twórczości autorki do jak najszybszego nadrobienia tego braku.

Amelie od dawna musi dbać sama o siebie. Straciła ojca, gdy była nastolatką, ale zanim wpadła w trypy opieki społecznej i rodzin zastępczych udało jej się uciec i zacząć nowe życie w Londynie. Miała szczęście, gdyż poznała dobrych ludzi, którzy jej pomogli, znalazła przyjaciół, a po jakimś czasie zdobyła pracę w luksusowym magazynie. Wkrótce potem zgodziła się poślubić jego właściciela, Neda Hawthorpe’a, syna miliardera. Ich związek dla obojga był układem, ale szybko okazało się, że Ned nie był taki, jaki chciał się wydawać. Amelie znajduje się więc w niebezpieczeństwie, Zanim jednak zdąży pomyśleć co mogła by zrobić budzi się w ciemnym pokoju. Nie ma pojęcia co się stało, kto ją tam umieścił. Wkrótce okazuje się, że razem z mężem została porwana. Znajduje się więc w ogromnym niebezpieczeństwie, ale nawet wtedy nie chce wrócić do boku męża…

Powieść ma ciekawą konstrukcję. Składa się z dwóch części. Pierwsza z nich zatytułowana „Porwanie” składa się z 56 rozdziałów rozgrywających się na przemian w dwóch planach czasowych „Teraz” i „Kiedyś”. Druga część zatytułowana „Rozliczenie” liczy 27 rozdziałów. Obie części prowadzone są w narracji pierwszoosobowej. Zabieg polegający na tym, że najpierw poznajemy bohaterkę znajdującą się w bardzo trudnym położenia, która  budzi się w ciemnym z napastnikiem na sobą, a potem stopniowo poznajemy jej przeszłość, naprzemiennie z bieżącym rozwojem sytuacji, by na koniec odkryć, że nic nie było takie jak nam się wydawało, jest genialny. Autorka jest mistrzynią stopniowania napięcia i mieszanie czytelnikom tropów. Chociaż muszę przyznać, że ta powieść jest trochę słabsza, niż pierwsze autorki. Bohaterka momentami mnie irytowała, wkurzała mnie jej naiwność i lekkomyślność, pewnych rzeczy też można było się domyślić. Muszę jednaki przyznać, że dobrze przy niej spędziłam czas. Styl autorki jest lekki i wciągający, a książkę czyta się szybko, choć w pierwszej części trochę dłużył mi się motyw porwania i przetrzymywania bohaterów. Generalnie całość utrzymana na przyzwoitym poziomie, choć moje oczekiwania wobec autorki są zdecydowanie wyższe. Czekam z niecierpliwością na kolejną powieść i mam nadzieję, że będzie równie dobra jak jej pierwsze książki.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU ALBATROS.

 

„Zarzut” Remigiusz Mróz

ZARZUT

  • Autor: REMIGIUSZ MRÓZ
  • Seria: JOANNA CHYŁKA (TOM 17)
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 488
  • Data premiery: 9.08.2023r

Przygodę z Joanną Chyłką skończyłam na 15 tomie (recenzja na klik). Jestem niekwestionowaną fanką serii, a przygodę z nią zaczęłam od „Kasacji” prawie 8 lat temu.  Od razu główna bohaterka przypadła mi do gustu. Ujęła mnie swoim górnolotnym językiem (hasło tej części to „skurwycórstwo”😊) i umiejętnością riposty w każdej porze dnia i nocy, aparycją, umiłowaniem do X5 i do steka z Hard Rock Cafe. Rozmawiając z innymi czytelnikami serii dowiedziałam się, że Chyłka, Langer, Zordon, a nawet fan białego Gandalfa potrafią się znudzić. Możliwe. Czasem nawet od najbardziej ulubionych bohaterów potrzeba wytchnienia, tak jak nawet od bardzo dobrych przyjaciół. Prawdą jest, że mi Chyłka nigdy się nie znudziła. Mi w pewnym momencie przestała podobać się treść fabularna, całkiem odrębna od tej opisanej w 17 tomie cyklu pt. „Zarzut”😉.

@RemigiuszMróz wespół z Wydawnictwem @Czwarta Strona Kryminału w książce, która debiutowała 9 sierpnia br. stworzyli intrygujący zestaw. Zestaw, w którym osoba Chyłki zyskuje. Zyskuje na nowo.

Tym razem do małżeństwa prawników (tak, tak 😊, a to ci niespodzianka!) dzwoni roztrzęsiony ksiądz Kasjusz, znajomy Chyłki, u którego w kościele znajdują się zwłoki zabitego tępym narzędziem mężczyzny. Sprawę komplikuje fakt, że nie znaleziono narzędzia zbrodni, a sam ksiądz Kasjusz zaprzecza jakoby znał napastnika przed którym, jego zdaniem, tylko się bronił. Sprawa wydaje się z góry wygrana. Obrona konieczna. Gdyby nie fakt, że prawdziwy tytułowy zarzut dotyczy pedofilstwa, który jest czasem ważniejszy od samego wyroku oraz, że przeciwniczką pary adwokatów jest Klaudia Bielska  zwana Chyłką prokuratury.

Niezwykle podobała mi się ta część, z wielu względów.

Primo. Chyłka prokuratury okazała się prawdziwie, ciekawą, dobrze skrojoną, kolejną silną postacią kobiecą. Na miarę swojej przeciwniczki. Fajnie czytało się o upodobaniach muzycznych przeciwniczki, ubiorze, zachowaniu i urodzie, w zestawieniu do Chyłki. Riposty też okazały się całkiem, całkiem, więc o podobieństwa nie było trudno.

Secundo. Fabuła. Tym razem Autor nie wprowadził czytelnika na tory tego, co zdarzyło się naprawdę. Skupił się, o czym sam napisał w zakończeniu, na samej fabule. Zostawiając wyobraźni czytelnika to, co zdarzyło się naprawdę i czy Kasjusz oraz inni powiązani ze sprawą zasłużyli na to, co w efekcie ich spotkało. Ciekawy ten zabieg. Chociaż z niecierpliwością czekałam na rozwiązanie.

Tertio. Relacje. Nie wiem czym sobie zasłużyli wierni czytelnicy Remigiusza Mroza (chociaż imię Autora nie do końca przypadło Chyłce do gustu😉) na tak rozwinięcie związku Joanny i Kordiana. Nawet ich wzajemne ścieranie się ma więcej uroku, czy mini kłótnie, niż niejedne romantyczne sceny czytane, czy raczej przebrnięte przeze mnie w innych gatunkach. Związek obojga dojrzał, chociaż sami jego członkowie nie do końca. Pewne perspektywy i rozumienie świata pozostało, a pewne pojawiło się w całkiem nowym wymiarze. Wymiarze nasciturusa.

Quarto. Wardyś – Hansen i Forst. Aż dziw bierze, że imię Dominika nie znalazło się na liście dla najlepiej brzmiących (tak macie rację, Ci którzy mnie znają wiedzą, że napisałam to tylko dlatego, że moja Psiapsi tego oczekiwała😉). Wspomnienie bohaterów innej serii zawsze jest ciekawostką, która się sprawdza. Tym bardziej, jeśli bohaterów się polubiło i zaciekawiło ich historią. Takie niby lekkie wspomnienie…a od razu zostało zapamiętane.

Quinto. Zwroty. Tego nigdy mi u Mroza nie zabrakło i nigdy w tym zakresie mnie nie zawiódł. Czytanie nawet lekkich kryminałów dla rozrywki uczy, rozwija, poszerza horyzonty. Wiecie co to „interlokutor”? Ja nie wiedziałam, kompletnie. Do tego stopnia, że musiałam zapoznać się z definicją słownikową. Więc… „Interlokutorem lub interlokutorką nazywamy więc osobę, która prowadzi z nami rozmowę, dialog.” Ha. Kompletny obłęd. A w zdaniu brzmi jeszcze lepiej. Nie mogę nie wspomnieć również o „rąbaniu na wiór jak bóbr”. Cudowne sformułowanie przywołujące uśmiech na usta. A w czytaniu o to chodzi, by czasem się i uśmiechnąć.

Sexto. Kasjusz. Idealnie skrojona postać oskarżonego. Konsekwentna z wieloma pobocznymi wątkami, które ukazały mi ją w pełnym, kompleksowym świetle. Dał się lubić. Ceniłam tę postać za rozwagę, za uczucia, za szczerość (czyżby?) oraz za otwartość na rozmowy o kościele przez duże „K”, o duchowieństwie, o wierze. Świetnie Mróz ją wymyślił i świetnie wkomponował w świat wojny pomiędzy oskarżycielami i obrońcami, wojny adwokacko – prokuratorskiej.

Bardzo udana siedemnasta część cyklu. Tak udana, że nie mogę doczekać się kolejnej.

I jeszcze ta tylna okładka, która zachęca do zabawy: „Która podoba Wam się najbardziej?”. Ja pobawiłam się w nią sama i…. nie zgadniecie😉. Uwielbiam postać męską w turkusowym garniturze. Cóż poradzę…

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

recenzja przedpremierowa: „Rey Blanco. Biały Król” Juan Gómez-Jurado

REY BLANCO. BIAŁY KRÓL

  • Autor: JUAN GÓMEZ-JURADO
  • Wydawnictwo: SQN
  • Seria: ANTONIA SCOTT. TOM 3
  • Liczba stron: 528
  • Data premiery : 23.08.2023r.
  • Data premiery światowej: 5.11.2020r.

Reina Roja. Czerwona królowa”, „Loba negra. Czarna wilczyca” oraz „Rey Blanco. Biały Król”, która premierę w nakładzie @WydawnictwoSQN będzie miała 23 sierpnia br.,  Juana Gómeza-Jurado to trylogia układająca się w pewną całość. Seria przypomina mi trochę serię „Millenium” wcześnie zmarłego Stiega Larssona, którą swego czasu pochłonęłam jednym tchem. Juan Gómez-Jurado w historii o Antonii Scott i jej Giermku podobał mi się na równi z Larssonem. Kobieca, silna bohaterka. Wartościowy, męski bohater drugoplanowy pozwalający się lubić. To nic innego jak przepis na wartościową rozrywkę.

(…) Królowa, która zabija giermka, giermek, który zabija królową. Wszystko w ciągu paru godzin…” – Rey Blanco. Biały Król” Juan Gómez-Jurado.

Przed tą zagadką staje hiszpańska Czerwona Królowa wspierana przez inspektora madryckiej policji Jona Gutiérreza. Mentor przekazujący Antonii nieciekawe informacje, nie ma wątpliwości, ktoś lub jakaś większa organizacja wydała wyrok na wszystkie najważniejsze kobiety uczestniczące w projekcie. Tym sposobem ginie Holenderka. Życie traci również angielska i niemiecka kobieta posiadająca wyjątkowe moce. Kobieta, która oddała życie, by ratować innych. W pogoni o życie swoje, Jona i innych potencjalnych ofiar Antonia Scott rozpoczyna wyścig z czasem. Rozpoczyna wyścig z Panem White’em.

Rewelacyjne zakończenie udanego cyklu! W ten sposób z pełną szczerością mogę podsumować książkę  Rey Blanco. Biały Król” Juana Gómeza-Jurado. Książkę, czytaną na Legimi. Książkę, której nie mogłam się doczekać w papierowej wersji. To wielka niespodzianka, że @WydawnictwoSQN udostępniło e-book dla szczęśliwych posiadaczy elektronicznych czytników. Dzięki temu już LC zaroiło się praktycznie od samych pozytywnych ocen (jest ich na dziś 71 😊, ze średnią 8,3) na ponad tydzień od księgarskiej premiery.

Dużym zaskoczeniem dla mnie było nawiązanie autora do wcześniejszych części. Ze zdziwieniem rozpoczęłam czytanie od historii, w której udział wzięła Carla Ortiz, bohaterka porwania z pierwszej części; „Reina Roja. Czerwona królowa”. Sprytnie Gómez-Jurado nawiązał do babci Scott, do syna Antonii, do jej męża – Marcosa i do jej ojca, dyplomaty Scotta. Tym samym nastąpiło pewne zamknięcie, pewne podsumowanie zdarzeń, które były kanwą całkiem innych, poprzednich dwóch, historii. I tylko to pytanie w zakończeniu, które postawił Autor czytelnikom, czy będzie kontynuacja, czy jeszcze usłyszymy o Scott i Gutiérrezie.

Konstrukcja powieści jest konsekwentna z dwoma wcześniejszymi tomami trylogii. Książka „Rey Blanco. Biały Król” składa się z czterech części. Pierwsza nazwana Antonią, kolejna Jonem. Trzecia związana jest z kobietą nazwaną Sandrą, z braku lepszego imienia, a czwarta rozwiązuje zagadkę White’a. Wszystkie części składają się z zatytułowanych rozdziałów, z bardzo krótkimi rozdziałami. Autor nawiązuje do samej Antonii, do jej bolączek, do jej życia, do jej zwyczajów, do jej myślenia o małpach i o samobójstwie, do jej ukrytych talentów praktycznie w każdej części. Idealnie wkomponował liczne sformułowania obcojęzyczne od japońskiego, po mandaryński, czy nawet bułgarski. W wielu miejscach na początku rozdziałów tłumaczy, które sformułowanie, co oznacza wprowadzając czytelnika w umiejętności głównej bohaterki. To naprawdę ciekawe rozwinięcie tematu, interesujący sposób prowadzenia narracji, który nie znudził mi się od pierwszej, do trzeciej części. No, i konsekwentnie, Autor używa feminatywów, które mnie nie męczą, nie drażnią. Tak naprawdę Juan Gómez-Jurado odwala kawał dobrej, przysłowiowej roboty, przyzwyczajając czytelników do takich sformułowań jak doktorka, komisarka, inspektorka itd. Sformułowań, które już dawno powinny być w powszechnym użyciu.

To nieprawda, że pojedynek na spojrzenia przegrywa ten, kto pierwszy odwróci wzrok. Przegrywa ten, kto wobec nieuchronności swojej porażki odwraca wzrok, by nie pozwolić, żeby przeciwnik ujrzał ją w jego oczach.” – Rey Blanco. Biały Król” Juan Gómez-Jurado.

White jest piekielnie inteligentny. Ale ona też. I podczas gdy on sądzi, że ją kontroluje, ona prowadzi własną grę. Kiedy on sądzi, że potrząsa jej przed oczami czerwoną szmatą, nie zdaje sobie sprawy, że jednocześnie ujawnia coś na temat samego siebie.” – Rey Blanco. Biały Król” Juan Gómez-Jurado.

Mam nadzieję, że jesteście ciekawi kto wygra pojedynek Scott – White i pojedynek ich giermków, Sandry z Gutiérrezim. Mam cichą nadzieję, że zapragnęliście zaczytać się w historii opisanej w iście filmowym stylu. W prawdziwie sensacyjnym wydaniu nie pozwalającym na nudę, nie pozwalającym na znużenie.

Zapamiętajcie tę datę – 23 sierpnia 2023 – datę premiery „Rey Blanco. Biały Król” Juana Gómeza-Jurado.

ps. i ten pomysł z bombą. Pomysł, z którym spotykam się po raz pierwszy. Wręcz relelacyjny!!!

Moja ocena: 9/10

Książkę wydało Wydawnictwo Sine Qua Non.

„Pasożyt” Marek Krajewski

PASOŻYT

  • Autor: MAREK KRAJEWSKI
  • Wydawnictwo:ZNAK
  • Seria: EDWARD POPIELSKI. TOM 12
  • Liczba stron: 350
  • Data premiery: 11.05.2023r.

Praktycznie rok po premierze 11 części cyklu pt. „Czas zdrajców” @krajewskimarek powraca do swoich wiernych czytelników z historią o Edwardzie „Łyssym” Popielskim. „Pasożyt” w nakładzie @wydawnictwoznakpl premierę miał 11 maja br.

Edward dobiegał pięćdziesiąt. Był wysoki i masywny. O ile jego proporcjonalnej sylwetce niczego nie dało się zarzucić o tyle o twarzy nie można było tego powiedzieć. Nos miał zbyt duży, a cera oblicza była blada, a nawet ziemista – jak u człowieka, który zbyt dużo pali, a większość czasu spędza z dala od słońca. Skórę na policzkach pocięły pozostałości po trądziku i blizna po nożu pewnego bandyty. Po bokach gładko wygolonej nieco zbyt długiej głowy odstawały duże uszy, szpiczaste jak u gargulca. W tym obliczu było coś władczego.” -„Pasożyt” Marek Krajewski.

Znany lwowski policjant,  Edward Popielski zostaje zwerbowany przez pułkownika Emanuela Krąpińskiego na misję w Warszawie, gdyż „W sprawie „Pasożyta” zginął o jeden człowiek za dużo…”. „Łyssy” ma znaleźć podwójnego agenta, który jest odpowiedzialny za śmierć „Hadriana”, Mikołaja Awdziejewczia, pseudo „Masza”, czy „Żelaznego”. Agentów za śmierć których częściowo obwinia się małżonków Mantelmacherów i Barskich.

Edward chciał iść w ich ślady i nadal służyć Polsce swoim doświadczeniem, nabytym w czasie wykonywania różnych wywiadowczych i kontrwywiadowczych misji…” -„Pasożyt” Marek Krajewski.

Tak naprawdę Misja niewykonalna, o której Marek Krajewski wspomina w rozdziale II powieści nie okazała się wcale taka trudna. W stosunku do innych opisanych chociażby w tomach cyklu „Czas zdrajców” i „Miasto szpiegów” (recenzja na klik) jawiła mi się jako dość mało finezyjna, jak na tak obdarzonego fantazją Autora. Inwigilacja Mantelmacherów i Barskich w mojej opinii było zadaniem dla Popielskiego poniżej jego możliwości. Chociaż, obdarzony coraz słabszymi siłami witalnymi w tym zadaniu miał pewne trudności…

Nie zdradzając zbytnio fabuły tej szpiegowskiej intrygi zwrócę uwagę na język. Słowo, to nadal najważniejsza i najwspanialsza cecha pisarska Marka Krajewskiego. Uwielbiam szyk jego zdań. Zanurzam się, jak w ciepłą otchłań w jego opowieści, nawet ta część bardziej pikantniejsza zostaje opowiedziana z dużym smakiem i delikatnością nie pozostawiając po sobie wstrętu, ani awersji. Krajewski kreśląc główną fabułę zabawia czytelnika anegdotami, nic nie znaczącymi to fakt, ale urozmaicającymi czytanie. Dzięki nim z ciekawością czytałam o Grigoriju Timofiejewiczu Kaprowie i jego umiłowaniu do uprawiania gruzińskiej herbaty w górach Kaukazu (ciekawie czy Niskiego, czy Wysokiego😉), a także o praniu białych koszul w mleku. A i historia oraz zamiłowanie do drogich gadżetów Żorżyka sprawiła, że opowieść odebrałam jeszcze lżej, niż zwykle kryminały retro. Wtrącenia, hm… Jednych męczą, innym gmatwają fabułę. Dla mnie okazały się w trakcie tej lektury ciekawym przerywnikiem.

Akcja dzieje się w 1936 roku. Popielski ma 16-letnią córkę, której matka aktorka Stefania Gorgowicz zmarła przy porodzie. Małgorzata, alias Margarita, alias Rita wychowywana jest przy wsparciu jego kuzynki Leokadii. Rola i Leokadii, i Rity w agencyjnych walkach i starciach odwróconych agentów – ależ mi się to sformułowanie spodobało 😊 – miała ogromne znaczenie. Trochę więc Twórca Popielskiego zagmatwał w moim wyobrażeniu o stworzonej przez siebie postaci. Jego moralność i sprawy prywatne nie są tak oczywiste, jakby się mogły wydawać.

Książka składa się z prologu, dwunastu rozdziałów oraz epilogu. Na końcu powieści Autor, na wzór klasycznych treści, zaznacza Czytelnikowi czas i datę zakończenia aktu pisania. Podoba mi się to zwrócenie uwagi czytelnikom, że kiedyś ten czas się rozpoczyna i kiedyś się kończy. Książka powstaje, jako akt, jako czynność z oznaczonym czasem. Wspomnę dodatkowo, że Krajewski jest Autor, którego bardzo chętnie czytam nawet w Posłowiu. Tak było i tym razem.

Pasożyt” Marka Krajewskiego jest częścią pewnej całości. To dwunasty tom serii. Autor pozwala jednak na zapoznanie się z historią Popielskiego i jego osobą każdemu czytelnikowi. Jeśli więc nie czytaliście jeszcze serii, a lubicie kryminały retro, klasyczne śledcze opowieści osadzone w przedwojennej Polsce, Rumunii, Rosji, czy Ukrainie to przeczytajcie premierę z 11 maja br.

Dajcie przedstawić sobie Popielskiego.

Primo. Chorującego na padaczkę światłoczułą.

Secundo. Biegłego w znajomości „języka niemieckiego w mowie i w piśmie, bardzo dobra rosyjskiego, słaba: tureckiego i perskiego….”

Tertio…..

Moja ocena: 7/10

Egzemplarzem recenzenckim obdarowało mnie Wydawnictwo Znak, za co bardzo dziękuję.

„Tajemne rysunki” Jason Rekulak

TAJEMNE RYSUNKI

  • Autor: JASON REKULAK
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 432
  • Data premiery : 23.05.2023r.
  • Premiera światowa: 10.05.2022r.

Z oficjalnej strony autora (http://www.jasonrekulak.com ) dowiedziałam się, że „Tajemne rysunki” są laureatem 2022 Goodreads Choice Award i jest to druga, jak na razie ostatnia jego książka. Sam Jason Rekulak – przez wiele lat pracował jako wydawca Quirk Books, niezależnej prasy z siedzibą w Filadelfii, w której mieszka. Jego stan cywilny to: żona i dzieci, w nieznanej ilości. Notka o autorze wspomina również o licznych domowych zwierzętach. Jego debiutancka powieść „Niemożliwa forteca” premierę miała 5 lutego 2018 roku. Książka została dobrze przyjęta. Ktoś z Was czytał?

Tajemne rysunki” otrzymałam od Wydawnictwa @Zysk i S-ka, za co bardzo dziękuję. Pozycja miała premierę światową w maju ubiegłego roku. My na polskich, księgarskich półkach poznaliśmy się z tą lekturą w dniu 23 maja br. Mnie od razu zaciekawiła okładka. Jest piękna. Niezwykle artystyczna i przykuwająca wzrok. To chyba przez tą zieleń butelkową. Jeden z moich ulubionych kolorów J.

Świeżo po odwyku  21-letnia Mallory Quinn zaczyna pracować jako niania pięcioletniego Teddy’ego. Wszystko wydaje się układać wyśmienicie. Dziecko zdaje się nie sprawiać problemów. Mieszka na urokliwym przedmieściu w New Jersey. Czuje się bezpieczna. Czuje, że osiągnęła upragnioną stabilność. Gdy odkrywa, że jej podopieczny w ulubionym szkicowniku zaczyna rysować niepokojące wizje zaczyna przyglądać się temu bezpiecznemu światu, który ją otacza. Zaczyna dostrzegać jego rysy. I zaczyna szukać. Gdzie jest początek niepokojących wizji chłopca, czy na tym, czy na innym, równoległym świecie, którego istnienie zawsze kwestionowała.

Podczas czytania książki „Tajemne rysunki” Jasona Rekulaka borykałam się z całą gamą emocji. Od znużenia, po zdenerwowanie sposobem narracji, po niedowierzenie w związku z rozwijającą się fabułą, aż do ulgi, że już dowiedziałam się, jaki jest koniec tej opowieści. Trudno więc mi jednoznacznie zrecenzować tę pozycję, by nie skrzywdzić ani jej, ani autora. Bez wątpienia jednak nie był to thriller, którego oczekiwałam. Zabrakło mi strachu, zabrakło napięcia. Pomysł jednak okazał się ciekawy. Dodatkowo spodobały mi się rysunki zamieszczone w książce, od niewinnych, skrajnie dziecinnych, po niepokojące obrazy, których normalnie nie chcielibyśmy na żywo oglądać. Tak jakby autor chciał zaznaczyć dzięki nim, że Teddy dojrzewa. Teddy zaczyna inaczej, bardziej konkretnie komunikować się z otoczeniem. Teddy chce, by ich tajemnica została odkryta.

Sama postać Mallory kompletnie mnie nie przekonała. W wielu miejscach jej zachowanie było nad wyraz naiwne. Nie wiem skąd u niej brak zastanowienia, refleksja po czasie, jeśli książka miała nosić znamiona thrillera. Za to autor idealnie skonstruował postać rodziców Teddy’ego – Teda i Caroline Maxwell. Idealna para. On specjalista IT. Ona praktykująca psychiatra. Ich stosunek do dziecka, miłość, oddanie i sposób tłumaczenia jego zachowań zasługują na uznanie.

I chyba tylko tyle…. Fabułę ratuje tajemnica Annie Barret, która straciła życie kilkadziesiąt lat temu. Sekret, w który praktycznie uwierzyłam. W przeciwieństwie do ostatnich chyba 80 stron powieści, które mimo ciekawego skupienia uwagi na dziecku, kompletnie mi się nie podobały. Jakby autor zatracił pomysł. Jakby nie wiedział jak wybrnąć z sytuacji. Jakby „Tajemne rysunki” okazały się ponad jego siły.

Gdybym miała określić powieść jednym zdaniem, napisałabym; ciekawy wątek dziecka i bezgranicznej miłości jego rodziców z interesującymi rysunkami przeplatającymi fabułę.

Ktoś chętny, by sprawdzić co tak naprawdę się pod tym zdaniem kryje? Jeśli tak, to szukajcie pięknej, w moim ulubionym zielono -butelkowym kolorze okładki w księgarniach😊.

Moja ocena: 6/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję WYDAWNICTWU Zysk i S-ka.

„Poszukiwacze światła” Femi Kayode

POSZUKIWACZE ŚWIATŁA

  • Autor: FEMI KAYODE
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Seria: PHILIP TAIWO (tom 1)
  • Liczba stron: 392
  • Data premiery : 17.01.2023r.
  • Premiera światowa: 2.03.2021r.

Na stronie amerykańskiego Wydawczy przeczytałam, że „Femi Kayode kształcił się jako psycholog kliniczny w Nigerii, zanim rozpoczął karierę w reklamie. Stworzył i napisał kilka programów telewizyjnych emitowanych w czasie największej oglądalności, a niedawno ukończył z wyróżnieniem program UEA Creative Writing. Mieszka w Windhoek w Namibii z żoną i dwoma synami.” (źródło: https://www.hachettebookgroup.com). Doczytałam również, że książka  „Poszukiwacze światła” jest jego debiutem, bardzo entuzjastycznie ocenionym w wielu kręgach.

Na polski rynek księgarski publikację Femi Kayode’a wprowadziło Wydawnictwo @Zysk i S-ka. Książka premierę miała w styczniu br. i jest pierwszym tomem cyklu o nigeryjskim psychologu, dr Philipie Taiwo. Pozycja trafiła do mnie z opóźnieniem dlatego też recenzję publikuję po kilku miesiącach od jej debiutu. Co ciekawe, tom drugi wydany przez Mulholland Books pod oryginalnym tytułem „Gaslight” premierę światową będzie miał 23 listopada br. Myślę, że i tym razem Wydawnictwo Zysk i S-ka pokusi się o wydanie kolejnego tomu serii😉.

Trzej studenci w nigeryjskim miasteczku Okriki w wyniku publicznego linczu tracą życie. Dwóch z nich zginęło w wyniku rozległych oparzeń, jeden – syn znanego polityka – stracił życie wskutek uderzenia tępym narzędziem. Psycholog śledczy powracający z emigracji do ojczyzny dr Philip Taiwo zostaje poproszony o zajęcie się sprawą. Sprawą, która według ojca zmarłego Kevina nie jest prawidłowo traktowana przez policję.

Mocna historia! Nabiera jeszcze dodatkowej mocy, gdy sobie czytelnik uświadomi, że do jej napisania skłoniła autora prawdziwa historia publicznego mordu na Ugonnie Obuzorze, Toku Lioydzie, Chiadiki Biringi i Tekeny Elkanaha, na ofiarach samozwańczych stróżów prawa. Bo to jest clue i główna zagadka tej historii. Co tak naprawdę, z psychologicznego punktu widzenia skłoniło tłum do zamordowania trzech młodych chłopców, rzekomych złodziei.

„- I to nie jest rozwiązywanie sprawy? Przecież nie zdołasz zrozumieć dlaczego coś się zdarzyło, nie wiedząc co się zdarzyło.” – „Poszukiwacze światła” Femi Kayode.

Książka pisana jest z perspektywy głównego bohatera. To dr Philip Taiwo jest jej narratorem. To z jego bezpośredniej relacji dowiadujemy się, co się dzieje. Na jakie ślady natrafił wraz ze swoim asystentem, Chiką. Jakie ma podejrzenia. Podobał mi się ten sposób narracji. Możliwe, że dlatego, iż dopiero co poznałam głównego bohatera. Miło było więc czytać o jego perypetiach z żoną – atrakcyjną profesor uniwersytecką – , dopiero co poznaną w samolocie Salome, czy ojcowskich problemach z bliźniakami Taiem i Kayem oraz trzynastoletnią córką Larą z jego własnego punktu widzenia. Powieść podzielona jest na akty, jest ich łącznie cztery. Każdy akt składa się z zatytułowanych rozdziałów. Do tego Femi Kayode wprowadził pierwszoosobową narrację John Paula, który stanowi jakby dziennik, jego pamiętnik. Doświadczamy jego trosk, problemów, emocji w chorobie i po stracie matki, trudnego dzieciństwa. Ten tajemniczy John Paul wkrada się w fabułę siejąc zamęt i pozostawiając po każdym fragmencie pytania typu; kim on jest, co zrobił, co robi, jakie znaczenie ma dla opowiadanej historii?

– Wszystko ma sens, jeśli się wie dlaczego ludzie robią to, co robią.
 – Psychobełkot – warknęła…” – „Poszukiwacze światła” Femi Kayode.

I ta książka o tym jest. Sam bohater dr Philip Taiwo – psycholog „mający doświadczenie w badaniu motywów zbrodni i sposobu ich popełnienia” nie jest może postacią fascynującą, chwytającą za serce, czy nawet interesującą. Został przedstawiony trochę naiwnie, trochę ponuro, jak typowo amerykański naukowiec, który jeszcze nie odnalazł się po ośmiu miesiącach od powrotu w swoim rodzinnym kraju. Kraju, w którym homoseksualizm wciąż uznawany jest za przestępstwo. Tak to prawdzie naukowiec, który raczej się nigdy w tym kraju nie odnajdzie. Jego badanie, czy raczej śledztwo jest jednak urozmaicone licznymi domysłami. To takie szukanie trochę igły w stogu siana. Z ogromnej ilości materiałów Taiwo musi ze swym asystentem dojść do prawdy, co tak naprawdę stało się z trzema z Okriki. Jaka tak naprawdę za tym publicznym linczem kryje się historia? I dlaczego tłum zareagował w taki, a nie inny sposób?

Nigeria. Kraj, w którym chyba nie chciałabym żyć, nawet nie będąc osobą z kręgu LGBTQ. Choć Femi Kayode przemycił jej specyficzność, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Uchwycił jego czar. Jego nieskalanie zachodnim życiem. Jego etniczność.

Widzę ludzi siedzących przed domami. Przed parterowymi budynkami gromadzą się mężczyźni, którzy piją i grają w gry planszowe, ich twarze oświetlają lampy naftowe. W ciemności bawią się i biegają roześmiane dzieci. Z oddali słychać śpiew. Także klaskanie. Kościół. Właściwie kilka kościołów.” – „Poszukiwacze światła” Femi Kayode.

Dodatkowo hausański akcent Abubakara, mimo trudnego tematu i społecznie głębokiej fabuły,  wprowadził mnie w dobry nastrój. Bo jak tu nie czytać z uśmiechem na ustach takich słów jak: „fsycholog”, „fotrzebują”, „fotlafi” , czy moje ulubione „sflawa” i „lafolty”. Zgadliście co to „lafolty”?

Chociażby dla samego czytania całych akapitów w odzwierciedlonym hausańskim akcencie warto sięgnąć po książkę „Poszukiwacze światła” Femi Kayode. Żartowałam😊. Warto sięgnąć z innego powodu.

To naprawdę ciekawa powieść pisana w słusznym celu. Celu, zwrócenia uwagi na psychologię tłumu. Nie bez wad. A jakże. Książki tak jak ludzie, jednym podobają się bardziej drugim mniej. W trakcie czytania „Poszukiwaczy światła” nie było ani nudno, ani płochliwie. A to już wystarczająca zachęta, by zapoznać się z debiutem Femi Kayode’a. Miłej lektury !!!

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU Zysk i S-ka.

„P.S. Dzięki za zbrodnie” Elly Griffiths

P.S. DZIĘKI ZA ZBRODNIE

  • Autorka: ELLY GRIFFITHS
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Seria: KAUR HARBINDER (tom 2)
  • Liczba stron: 384
  • Data premiery : 28.06.2023r.
  • Premiera światowa: 28.06.2023r.

P.S. Dzięki za zbrodnie” to kontynuacja cyklu z Harbinder Kaur, której pierwsza część „Puste jest piekło” również od @WydawnictwoAlbatros debiutowała na polskim rynku wydawniczym w marcu br. Autorka zasłynęła zbiorem opowieści, którego bohaterką jest doktor archeologii Ruth Galloway. Cykl ten chyba nie został dobrze przyjęty przez polskich czytelników, bo odnalazłam tylko dwie części w polskim wydaniu i to innego, niż Albatros Wydawnictwa. Do premiery z 28 czerwca br. zabrałam się więc z pewną dozą nieśmiałości. Rozpoczynanie przygody z nowym autorem jest zawsze jedną, wielką niewiadomą. Znajdzie swój swego czy też nie? Spodoba się czy niekoniecznie?

Lubicie pytania, na które sami musicie znaleźć odpowiedź?

Peggy Smith, a właściwie Margaret Smith ginie siedząc w fotelu przy oknie wykuszowym w nadmorskim Preview Court. Jej śmiercią interesuje się ukraińska opiekunka Natalka Kolisnyk oraz dwaj sąsiedzi mieszkający w tym samym apartamencie; Benedict i Edwin. Gdy z mieszkania zmarłej znika jeden z ostatnich egzemplarzy klasycznej detektywistycznej powieści, a śmierć tracą dwaj znani autorzy kryminałów „Najlepsza sikhijska detektyw lesbijska w West Sussex” nie może udawać, że śmierć Peggy nastąpiła z przyczyn naturalnych. Tym bardziej, że denatce zadedykowano wiele kryminalnych powieści, a ona sama mianowała się konsultantką do spraw zabójstw.

Ależ się zawiodłam na tej powieści ! Niezmiernie.

Najjaśniejszą częścią powieści jest jej początek. Intryga uknuta by pozbawić życia pewną staruszkę prowadzącą dziennik dochodzeniowy, której zadedykowano wiele kryminalnych powieści wydał mi się niezwykle ciekawy. Taka niby Panna Marple, którą uwielbiam, bardziej od Poirot w powieściach Agathy Christie. Taka niepozorna postać, która jest w stanie odkryć każde przestępstwo i zdemaskować wszelkiego złoczyńcę. Niestety Peggy była tylko tłem. I to okazało się wielką stratą.

Sama detektyw sierżant Harbinder Kaur też mnie zawiodła. Poprawność polityczna wkradająca się nie tylko w twórczość platformy Netflix, lecz także jak obserwuję we współczesne powieściopisarstwo, z ciekawej homoseksualnej postaci zrobiła z Kaur kobietę bez polotu, bez charakteru, bez temperamentu. Jak na swój zawód niezwykle wyciszoną i zdominowaną przez rodzinny dom. Promyczkiem nadziei jest Edwin również gej i Benedict o ciekawej przeszłości. Kompletnie nie załapałam stereotypowych bohaterek typu Natalka – Ukrainka, czy Maria – Polka. Wątki kosmopolityczne zostały potraktowane po macoszemu, jakby autorka – naprawdę nazywająca się Domenica de Rosa – na siłę chciała wtrącić temat imigrantów. Choć nie ukrywam przewidywania de Rosy, co do roli Rosjan na Ukrainie na półtora roku przed inwazją rosyjską okazały się dla mnie znacznym zaskoczeniem.

Książka składa się z trzydziestu dziewięciu kolejno ponumerowanych rozdziałów. Na początku każdego z nich znajduje się nic nie mówiący czytelnikowi – tak chyba na utarcie nosa – podtytuł np. „Harbinder: Panda Pop”, czy  „Benedict: uważne cappuccino”. Narracja jest trzecioosobowa. Bardzo płaska, sztampowa, bez polotu i jakby pisana bez emocji. Kolejno przytaczane fakty, zdarzenia kojarzyły mi się bardziej z pracą reportażową, niż beletrystyką. Akcja toczy się powoli. Pewne zwroty akcji okraszone są często przypadkami, skojarzeniami. Detektywi amatorzy w osobie Natalki, Edwina czy Benny’ego kompletnie mnie nie przekonali. O dziwo najbardziej atrakcyjną postacią wydał mi się Edwin, były pracownik BBC.

Nie nazwałabym Elly Griffiths mistrzynią brytyjskiego kryminału, mimo, że kryminał w stylu cosy crime jest jednym z moich ostatnio ulubionych gatunków. Książka „P.S. Dzięki za zbrodnie” oprócz świetnego pomysłu na fabułę, a przynajmniej na jej początek oraz postać denatki i Edwina nie zachwyciła mnie. Daleko jej do klasycznej powieści detektywistycznej w stylu Agathy Christie, czy Dorothy L. Sayers.

Pozostaje tylko pytanie;

Czy inteligentne osoby nie czytają kryminałów? … „ – „P.S. Dzięki za zbrodnie” Elly Griffiths

Pytanie powracające w powieści. Pytanie bez jednoznacznej odpowiedzi.

Jak byście Wy na nie odpowiedzieli?

Moja ocena 5/10.

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Albatros.