„Anne z Redmondu” Lucy Maud Montgomery

ANNE Z REDMONDU

  • Autorka: LUCY MAUD MONTGOMERY
  • Wydawnictwo: MARGINESY
  • Cykl: ANIA Z ZIELONEGO WZGÓRZA (tom 3)
  • Liczba stron: 320
  • Data premiery w tym wydaniu: 24.08.2022r.
  • Data 1 wydania polskiego: 1930r.
  • Data premiery światowej: 1915r.

Ani Shirley wierna jestem od dziecka😊. Tak samo jak wierna jestem Wydawnictwu @wydawnictwomarginesy, które z uporem maniaka przedstawia współczesnej publiczności światowe dzieła w odświeżonym, bliższym oryginałom tłumaczeniu. Mimo początkowego szoku od razu przyzwyczajam się do tej nowoczesnej, bardziej wiernej translacji. Jeszcze bardziej wysławiając to czytane przeze mnie dzieło.

Dwie części rudowłosej już nie – Ani i nadal nie – Kordelii za mną. O „Anne z Zielonych Szczytów” przeczytacie TU, a „Anne z Avonlea” przybliżyłam Wam w recenzji opublikowanej TUTAJ. Teraz  kolej na lekturę „Anne z Redmondu” Lucy Maud Montgomery również w tłumaczeniu odważnej, przeciwstawiającej się konwenansom i stuletniej tradycji Anny Bańkowskiej, która debiutowała 24 sierpnia br. Sprawdzicie sami, jak tym razem wypadło tłumaczenie?  

Anne będąc pełnoletnią młodą dorosłą wyrusza na  studia do Redmond College w Kingsport.  Odczuwa niezmierną tęsknotę za Marillą oraz bliźniętami, Dorą i Davy’m Keithów, które Marilla przygarnęła po śmierci swojej dalekiej krewnej. Nauka daje się jej we znaki. Poświęca każdą chwilę, by efektywnie wykorzystać poświęcony jej czas i zdobyć upragnione wykształcenie. Ciężka praca nie chroni jej jednak przed zawirowaniami serca. Billy Andrews, Charlie Sloane, Roy Gardner i Gilbert Blythe stawiają Anne w trudnej sytuacji. Nowe przyjaźnie z  Priscillą Grant i Philippą Gordon – współlokatorkami w Ustroniu Patty – pomagają Anne przetrwać rozłąkę z domem rodzinnym i zaznać przyjacielskiego ciepła.  

Kompletnie nie wiedziałam, że Redmond to miejscowość, w której Anne się uczyła by zostać nauczycielką. Ale jestem wytłumaczona, pewnie jak większość czytelniczek, gdyż ja Anne znam jako „Anię na uniwersytecie”😉. Sama Lucy Maud Montgomery nadała książce tytuł „Anne of Redmond”, lecz został on zmieniony przez wydawcę na „Anne of the Island” i oficjalnie tak brzmiał angielski tytuł tej części. Co ciekawe pierwsze polskie tłumaczenie brzmiało „Ania z Wyspy” (1930, przekład Andrzeja Magórskiego). Dopiero rok później Polska usłyszała o „Ani na Uniwersytecie” (1931, przekład Janiny Zawiszy-Krasuckiej).

Redmond College okazał się jednak ciekawym miejscem, nie tylko dla tytułowej Anne, lecz także dla mnie jako nałogowej fanki serii. Na szczęście głównej bohaterki nie opuszcza optymistyczne podejście do życia, bogata fantazja. Jej delikatne szaleństwo, odwaga i spryt dodają Anne tylko uroku. To taki rudzielec, którego nie da się nie lubić.

W trakcie czytania poddałam się mechanizmowi, który zaobserwowałam u siebie dawno temu, gdy po raz pierwszy czytałam powieści o Anne. Kolejna część okazała się dla mnie mniej interesująca, mniej zaskakująca, mniej ciekawa. Lucy Maud Montgomery stworzyła postać dojrzalszej Anne, która ze względu na swój wiek straciła trochę z dziecięcego uroku. Książka wraz z kolejną częścią staje się bardziej poważniejsza. Ponad pięcioletni odstęp pomiędzy kolejnymi częściami dał się i bohaterce, i autorce we znaki. Tym bardziej, że nie był to dla Montgomery czas stracony. W międzyczasie bowiem napisała i wydała powieść o Kilmenie, a także dwa tomy „Historynki”.

Z uważnością jednak czytałam „Anne z Redmondu” rozkoszując się nowoczesnym językiem, użyciem oryginalnych, niespolszczonych imion głównych bohaterów (oj, nadal nie potrafię pokojarzyć, kto jest kto😊) i szukając różnic, które po tak długim czasie od przeczytania „Ani na Uniwersytecie” nie są dla mnie bardzo oczywiste, jak się pierwotnie spodziewałam.

To część sagi, która od przeszło stu lat rozbudza wyobraźnię młodych czytelniczek. Książka jest nadal o wygranym życiu, chudej, rudej sierotki, która u Cuthbertów  zawitała całkowicie przez przypadek, a która znalazła u nich prawdziwy, kochający dom. To seria z happy endem, którego czasem brakuje nam w rzeczywistym życiu.

Fani Ani/Anne łączcie się!!! Udanej lektury.

Moja ocena: 7/10

Egzemplarz recenzencki otrzymałam od Wydawnictwa Marginesy, za co serdecznie dziękuję.

„Marcelinka, Cecylka i pan Genomek” Janusz Leon Wiśniewski

MARCELINKA, CECYLKA I PAN GENOMEK

  • Autor: JANUSZ LEON WIŚNIEWSKI
  • Wydawnictwo: TADAM
  • Liczba stron: 128
  • Data premiery: 26.05.2022r

W Dzień Matki @Wydawnictwo TADAM przygotowało nie lada niespodziankę i dla matek, i dla dzieci. Bo cóż może być bardziej przyjemniejszego niż wspólne czytanie? To opowiastka pt. „Marcelinka, Cecylka i pan Genomek” autorstwa samego @Janusz Leon Wiśniewski. Autora czytam z zamiłowaniem. Począwszy od jego debiutu tj. „Samotności w sieci”, przez „Moje historie prawdziwe” wydane w 2015 roku, aż po „Gate”, drugą część cyklu „Grand”.

To nie pierwsza przygoda Autora z literaturą dziecięcą. Tego samego Wydawnictwa znajdziecie pozycję o przewrotnym tytule „O siedmiu krasnoludkach, które nigdy nie spotkały królewny Śnieżki. I inne prawdziwe opowieści” wydaną w 2020 roku i z tą samą bohaterką „ Marcelinka rusza w kosmos. Bajka trochę naukowa” z 2017 roku. Pan Janusz jest również autorem wielu bajek wydanych w antologiach lub odrębnie nakładem innego Wydawnictwa pt. „ Bajkoterapia, czyli bajki pomagajki dla małych i dużych”, „Bajkoterapia, czyli dla małych i dużych o tym, jak bajki mogą pomagać” i „W poszukiwaniu Najważniejszego. Bajka trochę naukowa”. Pisarz wszechstronny. Człowiek wszechstronny, wykształcony w różnych kierunkach.

Dwie ciekawskie siostry, Marcelinka i Cecylka tym razem w krzyżowy ogień pytań biorą profesora genetyki Pana Genomka, który z zaangażowaniem tłumaczy dziewczynkom meandry genów, genotypów i genetyki. Taki mały gen…, a tyle można o nim pisać i tyle można o niego pytać😊.   Janusz Leon Wiśniewski tworzył wścibski duet, który z zaciekawieniem korzysta z wiedzy roztargnionego profesora, by zaznajomić się z tak ważnym odkryciem w ciele człowieka, jakim są jego geny.

„ – Komórki składają się z atomów różnych pierwiastków, prawda?
  – Prawda!
  – W komórkach są białka, które też są z atomów prawda? 
– Prawda!…” – „Marcelinka, Cecylka i pan Genomek” Janusz Leon Wiśniewski

Wiedzieliście? Ja pojęcia nie miałam☹. Tym bardziej zachwyciło mnie, że Janusz Leon Wiśniewski dość, że wiedział, to jeszcze potrafił sprzedać tą swoją wiedzę najmłodszym czytelnikom. Niezwykle podobały mi się postacie wykreowane przez Autora. Sam profesor Genomet to typowy naukowiec, zakręcony jak słoik od ogórków. Roztrzepany. Wyobrażałam go sobie w sposób, jaki przedstawiła go autorka rysunków Pani Ania Jamróz; z rozwianym włosem, niedożywionego, ze szpiczastym nosem i okularami. Typowy naukowiec. Taki trochę nieżyciowy, taki trochę zafiksowany w swojej dziedzinie.

Historia układa się w miłą przygodę sióstr w świat genetyki. Książkę czyta się bardzo przyjemnie. Język Autor dostosował do dzieci, a naukowe prawdy zostały przedstawione w sposób niezwykle przystępny. Idealny dla agnostyków, idealny dla nienaukowców. Samą mnie zaciekawiły informacje, które Wiśniewski przemycił w fabule. Informacje, które dawno umknęły mi z pamięci, wyleciały z głowy. Zapewniam, że ciekawskie dzieci znajdą dla siebie ujście swoim zainteresowaniom w trakcie czytania tej książki, a rysunki umilą lekturę.

Nauka przez zabawę, nauka przez czytanie. Książki uczą to fakt. Książki pozwalają odkrywać świat i rozwijać wyobraźnię. To też fakt. Ale książki, które trudne tematy przedstawiają w sposób sprytny i kreatywny są wyjątkowo wartościowe. Ta do takich należy. Zachęcam do lektury. Idealny prezent na Dzień Dziecka.

Moja ocena: 8/10

Za obdarzenie mnie zaufaniem i podarowanie mi egzemplarza recenzenckiego bardzo dziękuję Wydawnictwu TADAM.

Recenzja przedpremierowa: „Paddington w ogrodzie” Michael Bond

PADDINGTON W OGRODZIE

  • Autor: MICHAEL BOND
  • Wydawnictwo: ZNAK EMOTIKON
  • Wydanie: Drugie
  • Liczba stron: 32
  • Data premiery: 27.04.2022r.

I jak tam? Dziewczyny, dziewczynki i kobiety polane, zlane i mokre? A panowie? Zadowoleni z wykonanego zadania? Mam nadzieję, że Wasze Śminguso – Dyngusowe plany zostały zrealizowane w 100%. Grunt to satysfakcja😉.

A wracając do recenzenckiego posta, dopiero co dzieliłam się moimi spostrzeżeniami na temat pierwszego tomu serii o Misiu Paddingtonie pt. „Paddington. Historia pewnego niedźwiadka z Peru”, a już mam do zaoferowania kolejną książeczkę o tym uroczym, puchatym bohaterze. To „Paddington w ogrodzie”, książka którą otrzymałam dzięki współpracy z Wydawnictwem @znakemotikon. Wydawca wznowił tą popularną od sześćdziesięciu lat serię, by dasz szansę zapoznania się z Paddingtonem coraz to młodszemu pokoleniu.

Wydawnictwo Znak już po raz drugi wydaje tę serię. Pierwsza ujrzała światło dzienne w 2008r. Można jednak wznawiać historie Paddingtona w nieskończoność. Treści zawarte w tej króciutkiej książeczce są ponadczasowe i pasują każdemu dziecku, bez względu kiedy się urodziło😊. Tak jest i tym razem. Paddington już się zadomowił u rodziny Brawn’ów. Ukochał sobie wyjątkowo ogród. Przesiadywanie, leżakowanie i odpoczywanie w ogrodzie jest jego hobby. Ale ogród to nie tylko urocze miejsce do odpoczynku. To także przestrzeń, na której trzeba wykonywać sporo pracy, szczególnie w okresie wiosennego budzenia się do życia wszelkiej przyrody. Tego nie boi się Paddington.  Wręcz przeciwnie, jest bardzo szczęśliwy, gdy dostaje kawałek grządki tylko dla siebie, o którą musi dbać, którą musi uprawiać.

Wśród przepięknych ilustracji dziecko otrzymuje sporą dawkę treści wzmacniających poczucie odpowiedzialności i pobudzających zainteresowanie otaczającym nas światem. Współcześnie coraz mniej pracy w ogrodzie. Nawet nowo powstałe domy nie zakładają uprawiania roślin, ziół, czy warzyw w przydomowym ogródku. Wierzę głęboko, że dla niektórych dzieci mogą to być treści nowe, które przyjmą z zaciekawieniem. Książeczkę czyta się bardzo dobrze. Narracja trafi do współczesnego czytelnika. Książkę polecam dzieciom już od najmłodszych lat. Można ją czytać maluszkom, które nie potrafią same przewracać kartek. Najważniejsze, by dzieci słyszały głos najbliższych i rozbudzały swoją wyobraźnię poprzez wyobrażanie sobie Paddingtona w trakcie jego prac ogrodowych.

Idealna wiosenna lektura z przesłaniem w tle. Miłej lektury!

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak Emotikon.

Recenzja przedpremierowa: „Paddington. Historia pewnego niedźwiadka z Peru” Michael Bond

PADDINGTON. HISTORIA PEWNEGO NIEDŹWIADKA Z PERU

  • Autor: MICHAEL BOND
  • Wydawnictwo: ZNAK EMOTIKON
  • Wydanie: Drugie
  • Liczba stron: 32
  • Data premiery: 13.04.2022r.

Mój ulubiony miś to rodzimy Misz Uszatek, który klapnięte uszko ma 😊. Oczywiście za młodych lat oglądałam i Koralgola, i Puchatka, a także, już w dorosłym życiu zachwyciłam się filmową ekranizacją książek o Misiu Paddingtonie. Mając sentyment do świetnego filmu z 2014 roku oraz pozostałych części, a także stacji londyńskiego metra, którą – tak jak Paddington – osobiście zwiedziłam, nie mogło zabraknąć premiery z dnia jutrzejszego w moich planach czytelniczych oraz w mojej biblioteczce. „Paddington. Historia pewnego niedźwiadka z Peru” ma tylko 32 strony. Dzięki szczodrości Wydawnictwa @znakemotikon wraz z moimi Dziećmi mogłam przypomnieć sobie od czego zaczęła historia tego sympatycznego niedźwiadka.

Na jednej z największych stacji londyńskiego metra o nazwie Paddington  pojawia się zagubiony, samotny miś. Nie wziął się tak przypadkowo. Ktoś bardzo chciał, by się tam znalazł. Zawiesił mu zawieszkę na szyi o treści: „Proszę zaopiekować się tym niedźwiadkiem. Dziękuję”. Misia przygarniają państwo Brown rodzice Jonatana i Judyty. Z początku ciekawostka staje się pełnowartościowym członkiem rodziny, bez którego dni byłyby jakieś smutne, jakieś bardziej mgliste i dżdżyste.

Z recenzjami literatury dziecięcej mam pewien problem. O ile jeszcze potrafię wkręcić się w powieść dla dzieci i młodzieży, szczególnie z gatunku fastasy, o tyle krótkie bajeczki czytam z nostalgią, co uniemożliwia mi choćby częściowo obiektywną ocenę. I tym razem zachwyciła mnie twarda oprawa i przepiękne, kolorowe ilustracje. Sam miś w czerwonym kapelusiku i niebieskiej kurteczce ma w sobie tyle uroku, że chciałoby się go ciągle oglądać i oglądać.

Miś Paddington ma już ponad 60 lat. Ciągle jest jednak młody i ciągle jego historie są aktualne. Działa na wyobraźnię dzieci i dorosłych, tak jak nadal działa jedna z najbardziej popularnych stacji metra, której nazwę Michael Bond rozsławił tą serią. Książeczka jest niezwykle urokliwa. Czarujący główny bohater przeżywa zabawne historie, w których trudno mu się odnaleźć. Jego niewiedza, brak świadomości, naiwność i ufność w drugiego człowieka są ponadczasowe. Tak jak ponadczasowa jest ta seria.

Tak!!! Miś Paddington wzbudza uśmiech, dlatego warto, by dzieci go czytały.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą przed premierą bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak Emotikon.

„Małe licho i babskie sprawki” Marta Kisiel

MAŁE LICHO I BABSKIE SPRAWKI

  • Autor:MARTA KISIEL
  • Seria: MAŁE LICHO. TOM 4
  • Wydawnictwo:WILGA
  • Liczba stron:236
  • Data premiery: 27.10.2021r.
  • Moja ocena: 8/10

Pisałam niejednokrotnie, że fantastyki raczej nie czytam, w związku z tym z twórczością Marty Kisiel zetknęła się dopiero przy okazji napisania przez nią komedii kryminalnej „Dywan z wkładką”, która mnie zachwyciła. Wcześniej jednak zwróciłam uwagę na jej cykl dla dzieci „Małe licho” i miałam w planie jego lekturę. Są to powieści cenione, nagradzane i chwalone. Przez jakiś czas nie mogła zabrać za realizację planu, ale lektura wspomnianego już „Dywanu z wkładką” i mój zachwyt twórczością autorki mnie do tego zmobilizował, Tak więc w pierwszych miesiącach tego roku wraz z córką dałam się pochłoną cudownemu światu stworzonemu przez autorkę w tej serii. Obie zachwyciłyśmy się nią od pierwszych stron, polubiłyśmy chyba wszystkich bohaterów książki, choć mój osobisty fawory to Bazyl:) Kiedy więc dowiedziałam się, że pod koniec października premierę będzie miał czwarty tom czekałyśmy na niego z wielką niecierpliwością. Do lektury zabrałyśmy się niezwłocznie, choć jak to zwykle bywa, życiowe sprawy trochę nam ten proces przesunęły, a już na pewno za długo trwało zabieranie się za napisanie recenzji, Ale jak to mówią, lepiej późno niż wcale i oto jest:) Zapraszam do lektury.

Antoni Bożydar Jekkiełek zaczyna czwartą klasę. Okazuje się, że to nie przelewki. Matematyka sprawia spore trudności, zwłaszcza, że jej nowy, nielubiany wychowawca Cebulon, glutowaty ojciec nie rozumie co to prywatność i koniecznie chce przekazać Bożkowi swoje romantyczne idee, a dom opanowuje horda krasnali. Do tego chłopiec zyskuje nową koleżanka z ławki, a w szkole zaczyna się dziać coś niepokojącego i mrocznego.

Ta powieść, podobnie jak poprzednie, ma niesamowity klimat, trudno się od niej oderwać, zachwyca i czaruje. Autorka jak nikt inny oddać stworzyć magiczno, mroczno, tajemniczą, a jednocześnie pełna humoru i swobody atmosferę tajemniczego domostwa z gromadą mniej lub bardziej oryginalnych postaci. Żywy, piękny język, inteligentne porównania, błyskotliwe uwagi, lekko sarkastyczny humor sprawiają, że lektura zachwyca nie tylko młodszych, ale też tych zupełnie dorosłych czytelników. Ten tom porusza niezwykle istotne dla młodego czytelnika kwestie, takie jak prawo do prywatności, skomplikowane coraz bardziej wraz z procesem dorastania więzi z rodzicami, relacje z rówieśnikami obojga płci, podejścia do obowiązków. Wszystkie te tematy porusza są w sposób nienatrętny, zabawny, a z drugiej strony niezwykle mądry, mogą stać się pretekstem do ciekawych rozważań i długich rozmów między pokoleniowych. Polecam gorąco, a tych którzy jeszcze nie poznali świata Bożka i małego Licha zachęcam do sięgnięcia do pierwszego tomu. Moja córka i ja z niecierpliwością oczekujemy dalszych przygód bohaterów, żywiąc nadzieję, że tym razem pojawi się Bazyl, za którym ogromnie tęskniłyśmy i którego nieobecność uznajemy za jedyny minus powieści:)

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU WILGA.

„Legendarne kradzieże” Soledad Romero Marino, Julio Antonio Blasco

LEGENDARNE KRADZIEŻE. NA TROPIE NAJWIĘKSZYCH ZŁODZIEI W HISTORII ŚWIATA.

  • Autor:SOLEDAD ROMERO MARINO, JULIO ANTONIO BLASCO
  • Wydawnictwo:ZNAK EMOTIKON
  • Liczba stron:64
  • Data premiery: 01.09.2021r.

Od jakiegoś czasu Wydawnictwo Znak zaczęło wydawać przepiękne picturebooki. Oprócz interesującej treści uwagę zwraca w nich niezwykle staranne wydanie. Jedną z pozycji, która zwróciła moją uwagę były „Legendarne kradzieże”.

Książka ta zawiera opowieści o najciekawszych włamaniach w historii świata. Oprócz ciekawostek, szczegółów dotyczących czasu i miejsca zdarzenia, jest też opisany jego przebieg i toczące się po włamaniu śledztwo. W środku znajdziemy także informacje na temat tego, czy sprawca został ujęty i jeśli tak, to w jaki sposób został ukarany. Oprócz ciekawej treści książka jest też świetnie zrealizowana pod względem graficznym. Jej strony stylizowane są na strony z gazet, dzięki czemu możemy mieć poczucie, że oglądamy wycinki autentycznych artykułów, a opisywane wydarzenia nabierają większej realności.

Gorąco polecam Wam tę pozycję. Ja, razem z moimi dziećmi, bawiłam się przy niej świetnie. Może stanowić ciekawy wstęp do długi rozmów na temat sprawiedliwości, dobra i zła, itp., ale przede wszystkim pozwala miło spędzić wspólnie czas.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak Emotikon.