„Moje piękno, moja sprawa” Florence Given

MOJE PIĘKNO, MOJA SPRAWA

  • Autorka: FLORENCE GIVEN
  • Wydawnictwo: ZNAK KONCEPT
  • Liczba stron: 256
  • Data premiery: 18.05.2022r
  • Data premiery światowej: 11.06.2020r.

Nie wiem czego spodziewałam się po książce „Moje piękno, moja sprawa” Florence Given wydanej przez Znak Koncept (@WydawnictwoZnak) w dniu 18 maja br. Wiem na pewno, że zachwyciła mnie okładka, która jest niezmiernie optymistyczna. Zachwyciło mnie wydanie. Gruby, kredowy papier. Mnóstwo ilustracji i kolorami przyozdobione kartki. Taka idealna pozycja na chmurne dni. Idealna na blue day.

Przestań skradać się po okruszki, zasługujesz na całe cholerne ciastko.” -„Moje piękno, moja sprawa” Florence Given.

Czego może nasz nauczyć dwudziestojednoletnia influencerka? Właśnie tego. Całkowicie nowatorskiego i odświeżającego spojrzenia na siebie samych. Czego jeszcze? Wiary w siebie samą/samego, poczucia własnej wartości.

Przestań marnować czas na ludzi, którzy nie zdają sobie sprawy, jakim przywilejem jest samo poznanie cię. – „Moje piękno, moja sprawa” Florence Given.

Tego, że świat jest piękny i tylko od nas zależy jak będziemy nasze życie postrzegać. Tego, że „Niektóre rzeczy nie są normalne. Zostały tylko znormalizowane. A to różnica”. Tego, że jako kobiety nie żyjemy po to „(…) by sycić męskie spojrzenia”.  I wielu innych rzeczy, o których warto przeczytać szczególnie gdy jest się młodą osobą.

Żadna pochwała nie jest warta naruszania własnych granic ani poświęcania przekonań.” – „Moje piękno, moja sprawa” Florence Given.

Tak. To pozycja dla nastolatek, dla młodych kobiet. Idealna dla tych dziewczyn, które całymi dniami ślęczą głowami w dół nad smartfonami i śledzą Instagram, Snap Chat, Facebook i wiele innych aplikacji, w których istnieje namiastka życia, często fałszywego życia. To książka dla wchodzących w dorosłość, w której jest pełno kłamliwego ideału i perfekcjonizmu. Gdzie każda kolejna celebrytka wygląda tak samo. Idealne ogromne usta, duże oczy, zgrabny biust itepe itede. Zróbcie sobie prezent. Zróbcie swoim bliskim prezent i sprezentujcie tę książkę.

To książka, którą trudno zakwalifikować do jakiegoś jednego określonego gatunku. Z jednej strony czyta się ją jak pamiętnik, w którym autorka dzieli się z czytelnikiem własną drogą, którą przeszła, by być w miejscu, w którym się znalazła. Z drugiej jako poradnik. Napisany ze swadą, z polotem, bardzo slangowym językiem. Dynamiczna narracja pozwala pochłaniać książkę w sposób ekspresowy. Słowa układają się w zdania, a zdania w całe akapity i strony w zatrważającym tempie. Gdzieniegdzie wrzucone lekkie przekleństwa dodają narracji jeszcze większej prawdziwości. Z trzeciej strony trochę czytałam ją jako fantastykę. Aż trudno mi uwierzyć, że taka osoba istnieje, bezkrytyczna wobec siebie, całkowicie krytyczna wobec innych i świata. Zapewne autorka podkolorowała swoje przesłanie, by okazać się jeszcze bardziej atrakcyjną. I to jej się udało świetnie. Muszę przyznać. Mimo, że nie jestem z grupy targetowej czytelników spędzony z książką czas nie uważam za zmarnowany. W trakcie czytania bawiłam się, uczyłam, relaksowałam, nie raz śmiałam i przecierałam oczy ze zdumienia. A dodany na końcu słowniczek świadczy o poważnym traktowaniu odbiorcy. Znajdziecie w nim tak ciekawe słowa jak: fatfobia, ageizm, hetryfying, mizoginia zinternalizowana, czy queer.

Życzę miłych chwil z lekturą😊.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz recenzencki niezmiernie dziękuję Wydawnictwu Znak Koncept.

„Keto detoks. 4-tygodniowy plan na zrzucenie zbędnych kilogramów i odzyskanie równowagi hormonalnej” Sara Gottfried

KETO DETOKS. 4-TYGODNIOWY PLAN NA ZRZUCENIE ZBĘDNYCH KILOGRAMÓW I ODZYSKANIE RÓWNOWAGI HORMONALNEJ

  • Autorka: SARA GOTTFRIED
  • Wydawnictwo: ZNAK LITERANOVA
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery: 18.05.2022r

Najpierw zastanawiałam się, co z w tej dacie 18 maja br. było tak interesującego, że jest datą premier tak wielu ciekawych pozycji. Nagle mnie olśniło!!!!!! W dniach od 26 do 29 maja przy Pałacu Kultury i Nauki odbyły się Targi Książki w Warszawie😊. I wszystko jasne. I Wydawcy, i autorzy mieli okazję zaprezentować – w wielu przypadkach osobiście – szerszemu gronu odbiorców swoje najnowsze dzieła. Stąd pewnie ta mnogość premier, mnogość nowości. Nie wspominam o tej dacie bez kozery. Recenzja „Keto detoks. 4-tygodniowy plan na zrzucenie zbędnych kilogramów i odzyskanie równowagi hormonalnej” Sary Gottfried jest dziesiątą premierą z tego dnia, która już za mną. I nie jest ostatnią😉. A dni uciekają i koniec maja staje się faktem.

Szukasz skutecznego sposobu na szczupłą sylwetkę?” – z opisu Wydawcy.

Co za pytanie!!!!!!!!! Oczywiście, że tak. Tak, tak, tak po tysiąckroć. Jak pewnie miliardy kobiet na całym świecie. Pokażcie mi takie, które są zadowolone ze swej figury😉. Zadając takie pytanie retoryczne Wydawca zachęca do sięgnięcia po „Keto detoks. 4-tygodniowy plan na zrzucenie zbędnych kilogramów i odzyskanie równowagi hormonalnej”. Poradnika, w którym znajdziemy receptę na skuteczne odchudzenie się bez żadnego efektu jojo i skutków ubocznych. Poradnika, który uwzględnia specyfikę gospodarki hormonalnej kobiet i dlatego przedstawione w nim przepisy oraz rozwiązania są tak skuteczne. Poradnika dla wytrwałych. Nie będę oszukiwać. Poradnika wymagającego samozaparcia i czasu, by sprostać jego wymaganiom i oczekiwaniom autorki.

Kompendium podzielone jest na kilka części. W części pierwszej, teoretycznej dowiadujemy się jak ważna jest prawidłowa dieta w gospodarce hormonalnej kobiet. W czterech rozdziałach Gottfried przedstawiła medyczne uwarunkowania dla stosowanych rozwiązań, które mogą wyłącznie wesprzeć prawidłowe funkcjonowanie organizmu, gdyż są jakby „szyte na miarę” kobiet. Co ważne, autorka zwraca uwagę na jakość produktów. Nie skupia się wyłącznie na znaczeniu węglowodanów, które w większości w naszych organizmach sieją spustoszenie. Część druga strategie, nawyki, postawy i przepisy żywieniowe, a także suplementacja i aplikacje wspierające proces odchudzania. O ile część pierwszą czytałam z zaciekawieniem jako nie – medyk, o tyle część drugą z przerażeniem. Nie dla mnie ta efektywna dieta keto dostosowana od mojej gospodarki hormonalnej! Oj nie dla mnie. Jak sobie poradzić z zakupem w naszych warunkach świeżej wody kokosowej? Co to pojedyncza miarka Reset360 Super Greens lub inna organiczna mieszanka zieleniny w proszku? Gdzie kupić olej z trójglicerydów średniołańcuchowych (MCT)? Co do diaska jest spirulina i chlorella???? I to tylko jeden przepis, na sam początek☹. Umęczyłam się próbując się wgryźć w przepisy złożone z suplementów, shake’ów, niedostępnych w polskiej rzeczywistości świeżych produktów, proszków ketogenicznych, prebiotyków itd. Już po samych nazwach przepisów wiedziałam, że propozycja kompletnie nie dla mnie. Shake ze złotym mlekiem …. Chlebek z tahini… Szakszuka….Zupa z tofu i garam masala…. Jedynie Zwykła zielona sałatka była do przebrnięcia.

Trudna pozycja. Zdecydowanie dla fanów i pasjonatów zdrowego żywienia. Zdecydowanie dla osób mających czas, lubiących poświęcać dzień na szukanie produktów, półproduktów. Osób z pokaźnym portfelem, które stać na wyszukane składowe prezentowanych przepisów i drogie suplementy, jak również rozmaite ketogeniczne i błonnikowe  proszki. Dla mnie całkowicie nieżyciowa i nietrafiona pozycja, mimo, że napisana z ogromnym zaangażowaniem i pasją. Możliwe, że dla innych okaże się wartościowa i inspirująca. Okaże się na tyle przystępna, że zmienią postrzeganie świata w kuchni i świata węglowodanów. Dla mnie trochę z tych typu „obiecanki cacanki”. Gwarantuję Ci wszystko, ale musisz mieć osobistego kucharza, osobistego zaopatrzeniowca i jeszcze mnóstwo forsy, by to wszystko, co przedstawiam w książce ogarnąć😉.

Moja ocena: 5/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

„Marcelinka, Cecylka i pan Genomek” Janusz Leon Wiśniewski

MARCELINKA, CECYLKA I PAN GENOMEK

  • Autor: JANUSZ LEON WIŚNIEWSKI
  • Wydawnictwo: TADAM
  • Liczba stron: 128
  • Data premiery: 26.05.2022r

W Dzień Matki @Wydawnictwo TADAM przygotowało nie lada niespodziankę i dla matek, i dla dzieci. Bo cóż może być bardziej przyjemniejszego niż wspólne czytanie? To opowiastka pt. „Marcelinka, Cecylka i pan Genomek” autorstwa samego @Janusz Leon Wiśniewski. Autora czytam z zamiłowaniem. Począwszy od jego debiutu tj. „Samotności w sieci”, przez „Moje historie prawdziwe” wydane w 2015 roku, aż po „Gate”, drugą część cyklu „Grand”.

To nie pierwsza przygoda Autora z literaturą dziecięcą. Tego samego Wydawnictwa znajdziecie pozycję o przewrotnym tytule „O siedmiu krasnoludkach, które nigdy nie spotkały królewny Śnieżki. I inne prawdziwe opowieści” wydaną w 2020 roku i z tą samą bohaterką „ Marcelinka rusza w kosmos. Bajka trochę naukowa” z 2017 roku. Pan Janusz jest również autorem wielu bajek wydanych w antologiach lub odrębnie nakładem innego Wydawnictwa pt. „ Bajkoterapia, czyli bajki pomagajki dla małych i dużych”, „Bajkoterapia, czyli dla małych i dużych o tym, jak bajki mogą pomagać” i „W poszukiwaniu Najważniejszego. Bajka trochę naukowa”. Pisarz wszechstronny. Człowiek wszechstronny, wykształcony w różnych kierunkach.

Dwie ciekawskie siostry, Marcelinka i Cecylka tym razem w krzyżowy ogień pytań biorą profesora genetyki Pana Genomka, który z zaangażowaniem tłumaczy dziewczynkom meandry genów, genotypów i genetyki. Taki mały gen…, a tyle można o nim pisać i tyle można o niego pytać😊.   Janusz Leon Wiśniewski tworzył wścibski duet, który z zaciekawieniem korzysta z wiedzy roztargnionego profesora, by zaznajomić się z tak ważnym odkryciem w ciele człowieka, jakim są jego geny.

„ – Komórki składają się z atomów różnych pierwiastków, prawda?
  – Prawda!
  – W komórkach są białka, które też są z atomów prawda? 
– Prawda!…” – „Marcelinka, Cecylka i pan Genomek” Janusz Leon Wiśniewski

Wiedzieliście? Ja pojęcia nie miałam☹. Tym bardziej zachwyciło mnie, że Janusz Leon Wiśniewski dość, że wiedział, to jeszcze potrafił sprzedać tą swoją wiedzę najmłodszym czytelnikom. Niezwykle podobały mi się postacie wykreowane przez Autora. Sam profesor Genomet to typowy naukowiec, zakręcony jak słoik od ogórków. Roztrzepany. Wyobrażałam go sobie w sposób, jaki przedstawiła go autorka rysunków Pani Ania Jamróz; z rozwianym włosem, niedożywionego, ze szpiczastym nosem i okularami. Typowy naukowiec. Taki trochę nieżyciowy, taki trochę zafiksowany w swojej dziedzinie.

Historia układa się w miłą przygodę sióstr w świat genetyki. Książkę czyta się bardzo przyjemnie. Język Autor dostosował do dzieci, a naukowe prawdy zostały przedstawione w sposób niezwykle przystępny. Idealny dla agnostyków, idealny dla nienaukowców. Samą mnie zaciekawiły informacje, które Wiśniewski przemycił w fabule. Informacje, które dawno umknęły mi z pamięci, wyleciały z głowy. Zapewniam, że ciekawskie dzieci znajdą dla siebie ujście swoim zainteresowaniom w trakcie czytania tej książki, a rysunki umilą lekturę.

Nauka przez zabawę, nauka przez czytanie. Książki uczą to fakt. Książki pozwalają odkrywać świat i rozwijać wyobraźnię. To też fakt. Ale książki, które trudne tematy przedstawiają w sposób sprytny i kreatywny są wyjątkowo wartościowe. Ta do takich należy. Zachęcam do lektury. Idealny prezent na Dzień Dziecka.

Moja ocena: 8/10

Za obdarzenie mnie zaufaniem i podarowanie mi egzemplarza recenzenckiego bardzo dziękuję Wydawnictwu TADAM.

„Wychowanie bez wychowywania. Jak podarować dziecku wolność i wsparcie” Stefanie Stahl, Julia Tomuschat

WYCHOWANIE BEZ WYCHOWYWANIA. JAK PODAROWAĆ DZIECKU WOLNOŚĆ I WSPARCIE

  • Autorka: STEFANIE STAHL, JULIA TOMUSCHAT
  • Wydawnictwo: OTWARTE
  • Liczba stron: 335
  • Data premiery: 18.05.2022r

Wychowanie bez wychowywania. Jak podarować dziecku wolność i wsparcie” Stefanie Stahl i Julii Tomuschat to kolejna pozycja od @WydawnictwoOtwarte, która pomaga zrozumieć mechanizmy istniejące w tej podstawowej komórce społecznej jaką jest rodzina oraz pomiędzy dzieckiem a rodzicem. Po „Jak nie ranić własnego dziecka?” oraz „ Rodzeństwo jako team. Jak pomóc dzieciom tworzyć zgrany zespół” Nicoli Schmidt, a także „Jaszczurka, pawian i mądra sowa. Dlaczego niegrzeczne dzieci nie istnieją” Silverton Kate to kolejny must have Wydawnictwa dla nas, rodziców, którzy z wielką krytyką odnoszą się do swoich sukcesów i porażek wychowawczych.

Emocje są częścią naszej energii życiowej, dlatego można je porównać z płynącą wodą, która – tak jak uczucia – zawsze szuka drogi ujścia. Kiedy na przykład złość jest zakazaną emocją, idąca z nią w parze agresywność często wchodzi tylnymi drzwiami.” -„Wychowanie bez wychowywania. Jak podarować dziecku wolność i wsparcie” Stefanie Stahl, Julia Tomuschat.

Z opisu Wydawcy:

„To nie jest kolejny poradnik wychowawczy perfekcyjnego rodzica. Perfekcyjni rodzice zdarzają się tak samo rzadko jak perfekcyjne dzieci. WYCHOWANIE BEZ WYCHOWANIA oznacza skupienie się na relacji. Spróbuj MNIEJ DZIAŁAĆ, ale za to BYĆ BARDZIEJ ŚWIADOMYM rodzicem. Nie wiesz jak? Autorki spokojnie i bez grożenia palcem poprowadzą cię na spotkanie z twoim wewnętrznym dzieckiem – dzięki temu być może uzmysłowisz sobie, jak wiele własnych ograniczeń przekazujesz dziecku i ile schematów wychowawczych nieświadomie powielasz….”

Tak naprawdę to perfekcyjni rodzice nie istnieją wcale. Nie ma się co oszukiwać. Gdyby istnieli, istnieliby perfekcyjni ludzie. A wystarczająco już długo żyję na tym świecie, by wiedzieć, że to nie jest prawdą. Tak czy siak, opis Wydawcy, który częściowo zacytowałam powyżej, zainspirował mnie do sięgnięcia po ten niby poradnik. I nie żałuję. Chociaż nie jest to pozycja odkrywcza, wyjątkowo nowatorska. Po chwytliwym tytule i ciekawym opisie Wydawcy nastąpiła motywująca narracja, która w sposób bardziej ludzki odnosi się do macie i tacierzyństwa. Rodzice to nie herosi, silni, nieomylni. Rodzice to zwykli ludzi, którym czasem balon z emocjami pęka szybciej niż by chcieli.

Autorki dużo skupiły się na determinantach warunkujących określony sposób zachowania w rodzinie. Zwróciły moją uwagę na cechy charakteru rodzica, które wpływają na sposób wychowania finalnie jego dziecka. Sama zadałam sobie kilkakrotnie pytanie, czy bliska jest mi postawa biernej agresji, czy jestem rodzicem dostosowanym, czy raczej autonomicznym, jak daleko mi do Dziecka Cienia i do Dziecka Słońca, co dla mnie znaczą słowa; jestem, umiem, czuję, mogę itd. Te refleksje są znaczną wartością tej książki, która skłania do zastanowienia, do zatrzymania się i zrewidowania własnych ocen.

Książka składa się z zatytułowanych rozdziałów. Jest ich łącznie dziewięć. Każdy rozdział podzielony jest na podrozdziały. W wielu czytelnik znajdzie „Wyspę refleksji”, czyli zbiór zdań, sformułowań, do analizowania których zapraszają autorki. Jest to moment na medytacje, na głębokie zastanowienie się. Jest to czas na zatrzymanie się, który – muszę przyznać – nie wykorzystałam w pełni. Goniąc własny ogon w ciągu dnia i w pracy, i w domu spieszyłam się. Już wiem, że  w niektórych momentach nawet za bardzo. Ci, co nie lubią refleksologii znajdą w poradniku miejsca, w których dowiedzą się o różnicach w wychowaniu, które wpływają na dalsze decyzje dorosłego jako rodzica. Będą eksplorować wraz z autorkami szeroką gamę uczuć, która kryje się za takim czy innym podejściem do dziecka. Będą zastanawiać się, czy rodzic bardzo lub mniej angażujący jest efektywniejszy – oczywiście w cudzysłowie 😉 – w procesie wychowawczym. I mimo, że autorki w tytule sugerują; „Wychowanie bez wychowywania. Jak podarować dziecku wolność i wsparcie” to tak naprawdę zwracają uwagę na emocje, w tym te skrywane, których uczyliśmy się unikać możliwie, że przez znaczną część naszego życia, nie tylko dorosłego i ich wpływ na naszą pozycję w rodzinie, a także relacje z własnymi dziećmi.

To raczej zbiór złotych myśli, haseł motywacyjnych z dużą dawką teorii, która ma czytelnika – rodzica skłonić do zastanowienia się, ile jeszcze może dziecku dać, by w wolności było pełno miłości, a w miłości odpowiednia dawka wolności i jak ważne w wychowaniu są emocje. Emocje rodzica i emocje dziecka. Bo jak brzmi jeden z podrozdziałów „Dbanie o siebie to też dbanie o dzieci”.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte.

„Patriarchat rzeczy. Świat stworzony przez mężczyzn dla mężczyzn” Rebekka Endler

PATRIARCHAT RZECZY. ŚWIAT STWORZONY PRZEZ MĘŻCZYZN DLA MĘŻCZYZN

  • Autorka: REBEKKA ENDLER
  • Wydawnictwo: ZNAK KONCEPT
  • Liczba stron: 379
  • Data premiery: 18.05.2022r

Czy przeszkadza kobietom, że w kieszeniach damskich spodni nie mieszczą się telefony komórkowe? Czy macie coś przeciwko różowym, seledynowym, turkusowym golarkom? A czy kobiety czują się dyskryminowane tym, że w crash testach manekiny nie mają piersi? Ja na te pytania odpowiedziałam przecząco. Zapytałam o to samo moją siostrę i ona odpowiedziała w sposób podobny. Czy książka, która premierę miała 18 maja br. „Patriarchat rzeczy. Świat stworzony przez mężczyzn dla mężczyzn” Rebekki Endler jest więc potrzebna? Tak, zdecydowanie. To wydanie od Znak Koncept (@WydawnictwoZnak) nie zawiera tylko odpowiedzi na pytania związane z kolorami, pastelami, czy rozmiarami kieszeni.

W książce czytelnik odnajdzie dywagacje między innymi na temat:
 damsko – męskich konstrukcji językowych, które tak naprawdę są zawarte nie tylko w słowach, zwrotach. Komunikacja cispłciowa znajduje się już na wzorach dziecięcych śpioszków, czapeczkach, czy wózkach dziecięcych.
 właścicielstwa przestrzeni publicznej, w której w zależności od tego kim jesteśmy i jak głęboko wierzymy w nierówność płci, widzimy samych mężczyzn lub same kobiety, przy czym jedno wynika z drugiego. W szkole większość kobiet, wśród lekarzy większość mężczyzn, wśród bibliotekarzy większość kobiet itepe itede.
 targetowania produktów dla kobiet, które z natury są w mniejszym rozmiarze i w łagodniejszych barwach. Pastelowe i różowe z gruntu skierowane są do dam. O zgrozo!!!
 trudności w obcowaniu z technologią, Internetem i z czerpania przyjemności😊.

Książka składa się z dziewięciu rozdziałów, który ma swój przewodni, główny wątek. Rozdziały te są zatytułowane. Autorka podeszła do tematu w bardzo ciekawy sposób. Podczas pisania prowadziła ze sobą swoistego rodzaju dialog. Przedstawiała własne obserwacje jako fakty, spostrzeżenia jako niekwestionowaną rzeczywistość. Następnie rozbudzała dyskusję, w której kwieciście używała różnych argumentów. Chwilami sama chciała się przekonać. Momentami w bardzo prosty sposób przekonywała czytelnika. Endler pisze z własnej perspektywy. Formułuje wypowiedzi jednoosobowo. To czyni książkę bardzo osobistą.

Bardzo podobało mi się nawiązanie do przeszłości, do historii. Endler jako przeciwwagę dla stereotypów o braku umiejętności technicznych kobiet przedstawiła w rozdziale czwartym całą kolumnę kobiet wykorzystywanych w rozwoju techniki lub same ten rozwój kreujące. W aspekcie społecznym poruszyła ważne on-linowe akcje zorganizowane przez kobiety, które miały zwrócić uwagę współczesnego świata na ich problemy w akcjach na Facebooku, Twitterze, Instagramie i innych portalach. Nawiązała do patriarchalnych ulubionych seriali z lat dziewięćdziesiątych. I muszę przyznać, że ja też uwielbiałam „Mad Men”,  „Kochane kłopoty” i „Przyjaciół”, z których negatywnego wpływu zapewne nie dam rady do końca życia się wyzwolić😉. O seksistowskim, patriarchalnym dress codzie, czy imperiach modowo – kosmetycznych wspominać nie muszę. To dobrze, że współczesny świat zaczyna zmierzać w lepszym kierunku i widać różnorodność. Uwielbiam starsze modelki i starszych modelów. Tak samo jak reklamujących o różnej orientacji, kolorze skóry czy figurze😊. Możliwe, że doczekaliśmy lepszych czasów, a Rebekka Endler ciągle żyje w przeszłości…

Świat się zmienia. Ponad sto lat temu Polki, jako jedne z pierwszych uzyskały prawa wyborcze, znacznie wcześniej od Francuzek. Lot na Marsa, czy prezydentura w jednym z najbogatszych krajów była w dalekiej sferze marzeń, teraz jest na wyciągnięcie ręki. Męskie stereotypy zaczynają upadać dzięki działaniom wielu inteligentnych kobiet i mężczyzn, w cenie jest różnorodność. I dobrze poczytać o początkach, o tym co było, z czym nasze przodkinie musiały się mierzyć. Dobrze też czasem wiedzieć, że jesteśmy całkowicie w innym miejscu. I tego podejścia autorki mi zabrakło. Tych spostrzeżeń o otaczającym nas świecie, który uległa ciągłej zmianie mimo trudnych dla kobiet początków. Tych szczerych odpowiedzi, że nie o kolor powinno chodzić, a o to, czym karmimy od małego nasze dzieci i jak reagujemy na seksistowskie ich traktowanie przez innych.

Ciekawa popularnonaukowa pozycja. Dla badaczy, dla fascynatorów pozycji opiniotwórczych. Niekoniecznie dla szukających odpowiedzi. Nie do końca nie przekonała. Chociaż rysunki to udany pomysł😉.

Moja ocena: 5/10

Za możliwość zapoznania się z tą pozycją bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak Koncept.

„Wysoka wrażliwość. Poradnik dla tych, którzy czują za dużo” Joanna Kozłowska

WYSOKA WRAŻLIWOŚĆ. PORADNIK DLA TYCH, KTÓRZY CZUJĄ ZA DUŻO

  • Autorka: JOANNA KOZŁOWSKA
  • Wydawnictwo: ZNAK KONCEPT
  • Liczba stron: 272
  • Data premiery: 18.05.2022r

Cały blog @Dziewczyno działaj jest poświęcony wysokiej wrażliwości (link: https://dziewczynodzialaj.pl/ ). Blog Joanny Kozłowskiej, która w zakładce O mnie napisała „Nie chcę, żeby moja strona mówiła ci co masz zrobić, żeby zacząć żyć szczęśliwe jako WWO. Chcę, żeby moja strona mówiła JAK masz to zrobić. Teorię przekuwamy w praktykę – interesują nas tylko konkrety!”. Temu celowi przyświeca też poradnik przez nią napisany pt. „Wysoka wrażliwość. Poradnik dla tych, którzy czują za dużo”, który dzięki Znak Koncept (@WydawnictwoZnak) premierę miał również 18 maja br. Lektura już za mną. I nieśmiało napiszę, że finalnie poczułam się nieźle zaskoczona😉. Czy może być lepsza zachęta do przeczytania książki i tej recenzji?

„Wysoko wrażliwa osoba  -WWO -(z ang. highly sensitive person) – określenie stosowane w przypadku osób, które posiadają nadwrażliwy układ nerwowy, co przyczynia się do szybszego przestymulowania, przejmowania cudzych emocji, nieumiejętności funkcjonowania w stresie, czy nadmiernych analiz.” (cyt. za: dziewczynodziałaj).

Nadwrażliwy układ nerwowy z definicji nie brzmi dobrze. Ale już rada jak z wysokiej wrażliwości można uczynić swoją mocną stronę oraz jak można żyć w zgodzie ze sobą, brzmi lepiej😊. Tak samo jak obietnica możliwości stworzenia satysfakcjonujących relacji z innymi, gdzie bycie wysoce wrażliwym przestaje być przeszkodą. Czy świadomy wybór właściwego zawodu, gdzie bycie WWO nie przeszkadza. Z tymi dylematami i problemami od wielu lat stykała się Joanna Kozłowska autorka bloga @Dziewczyno działaj. I swoimi spostrzeżeniami oraz wnioskami ze swej osobistej drogi postanowiła się podzielić nie tylko ze swymi obserwującymi, lecz także czytelnikami, dla których temat jest totalną nowością. Z takimi czytelnikami jak ja.

Nie raz słyszałam wypowiedzi typu: nie bądź taka nadwrażliwa, miej dystans do siebie itd. Nie raz zastanawiałam się, czy faktycznie wszystko przyjmuję za bardzo do siebie, czy nie za bardzo się przejmuję nie mogąc spać nocami i „rozmieniam na drobne” prawie każdy gest, prawie każdą emocję z którą się spotkałam, już o słowach nie wspomnę. Trudno tak żyć. Trudno tak żyć ze sobą. Po przeczytaniu poradnika „Wysoka wrażliwość. Poradnik dla tych, którzy czują za dużo” wiem, że takich osób jak ja jest całe mnóstwo. Że odczuwanie uczuć i życie emocjami innych jest powszechne, a tylko od nas zależy co z tym uczynimy. Odkryłam wiele własnych cech na nowo, gdzie nie zawsze empatia jest dobrym sformułowaniem, a słowa dystans do siebie nabierają nowego znaczenia.

I znowu trochę o sobie, a raczej miało być o książce😊. Wracając więc do Joanny Kozłowskiej i jej poradnika napiszę na początku, że autorka zaimponowała mi odwagą. W książce czytelnik znajdzie wiele osobistych wynurzeń, indywidualnego podejścia i własnych przeżyć autorki.

Ja jestem idealnym przykładem osoby, która straciła zdrowie, stawiając cudze dobro ponad własne. Miesiącami żyłam w bardzo toksycznej atmosferze, nawet nie zauważając, że jest to sytuacja chora, mój mózg uznał to za nową normalność, a ja czułam tylko rozdrażnienie i napięcie.”

Do tej ćwiczenia, których w przewodniku całe mnóstwo. Do tego zgrabne podsumowania, na które ze względu na grafikę czytelnik od razu zwraca uwagę. Bardzo spodobała mi się sama konstrukcja. Jest napisana płynnie. Podzielona została na rozdziały, które składają się z króciutkich podrozdziałów. Wszystko zostało trafnie przez Kozłowską zatytułowane. Dodatkowy smaczek stanowią sugestywne i bardzo trafnie wybrane cytaty, które umieszczone zostały w różnych miejscach. Nad niektórymi zastanawiałam się naprawdę długo, jak:

Wybór należy tylko do ciebie, nie żyjesz, aby zadowolić innych.” – Lewis Carroll.

Mocny prawda? A dodatkowo niezwykle głęboki w swej oszczędnej treści. Do tego bezpośredni kontakt z czytelnikiem, który skrócił od razu dystans pomiędzy mną a autorką. Te sformułowania dlatego myśl, my, nasza, mamy, postaraj się, być może masz takie poczucie spowodowały, że książkę odebrałam jako inteligentną i interesującą rozmowę ze specjalistką z dziedziny psychoterapii, psychologii. Za terapeutyczną sesję, w której prowadząca zwraca mi uwagę na wiele aspektów mojego życia, które zostały zagłuszone przez codzienność, a których odkrycie na nowo może przyczynić się do poprawy jego jakości, całkiem samoczynnie, całkiem pośrednio.

Nie wiem z kim z zawodu jest Joanna Kozłowska. Wiem za to, że jej książka dla mnie okazała się bardziej wartościowa niż poradniki oparte na pracy znanych psychoterapeutów, psychologów, na ich doświadczeniu zawodowym. Bo jest to poradnik pisany na podstawie własnych przeżyć, autopsji i własnej praktyki. I ta osobistość doświadczeń wyziera praktycznie z każdej jego strony. A rady, uwagi do mnie bardziej trafiają, gdy są oparte na własnych empiriach. Nie bez kozery nasza noblistka  Wisława Szymborska w swym wierszu napisała; „Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”. W życiu nie chodzi chyba o szóstkę z teorii. W życiu chyba chodzi o szóstkę z praktyki.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak Koncept.

„O jedno cię proszę” Laura Dave

O JEDNO CIĘ PROSZĘ

  • Autorka: LAURA DAVE
  • Wydawnictwo: MARGINESY
  • Liczba stron: 335
  • Data premiery: 18.05.2022r.
  • Data premiery światowej: 4.05.2021r.

Zacznę od okładki. Robię to niezmiernie rzadko. I nie! Nie chodzi mi o zdanie „Ponad milion sprzedanych egzemplarzy”, które zaczęłam już traktować z przymrużeniem oka😉.  Chodzi mi o domy na wodzie, barki mieszkalne, gdzie w jednym w dwóch oknach widać dwie kobiety. To to te kobiety mają w fabule największe znaczenie. Bailey i Hannah. Pasierbica i macocha, których trudną relację opisała Laura Dave w „O jedno cię proszę”, która wydana została nakładem @wydawnictwomarginesy. Książka premierę miała 18 maja br. Ja na recenzję po jej przeczytaniu zapraszam już dziś 😊.

Jeśli cię okłamują, tak jak on, to kim jesteś? Kim jest on? Osoba, za którą go uważałeś, twoja ulubiona osoba, zaczyna znikać, jest mirażem, chyba że sobie wmówisz, że te części, które nadal są dla ciebie ważne, są prawdą. Miłość była prawdą. Jego miłość jest prawdą. Bo jeśli nie, to zostaje tylko taka możliwość, że to wszystko było kłamstwem.” – „O jedno cię proszę” Laura Dave.

Owen troskliwy ojciec, kochający mąż znika bez śladu. Żonie przesyła krótką wiadomość, że ma chronić jego córkę Bailey. Swej córce oprócz motywacyjnej informacji zostawia w szafce szkolnej kilkaset tysięcy dolarów. To wszystko w dzień, gdy społecznością wstrząsa informacja, że jego szef został zatrzymany pod zarzutem malwersacji finansowych, a firma okazała się wydmuszką nic nie wartą na rynku akcyjnym. Hannah zaczyna rozważać różne opcje, które stają się naglące, gdy w dzień po zniknięciu Owena odwiedza ją szeryf federalny Grady Bradford, który żegna ją ze słowami: „Owen nie jest tym, za kogo go pani uważa.” O dziwo znający zamiłowanie Hannah do specyficznego smaku kawy. A zaraz po nich Hannah spotyka dwóch agentów federalnych FBI, którzy nic o Gradym zaangażowanym w sprawę nie wiedzą. Mimo wzajemnej niechęci i Bailey, i Hannah postanawiają na własną rękę dowiedzieć się, o co chodzi. Wyruszyć w podróż, która dla nich obu okaże się prawdziwym exodusem.

Już w pierwszych kilkudziesięciu stronach złapałam kontekst i styl powieści. Podłapałam narrację pierwszosoobową Hannah, macochy nieumiejącej trafić do nastoletniej pasierbicy. Drugiej żony ojca. Nigdy drugiej matki. Jej porażki wychowawcze odbierałam osobiście, utożsamiałam się z nimi, rozumiałam je. I serdecznie jej współczułam. Bo jakże tu nie współczuć kobiecie, która stara się z wszystkich sił, a osoba dla której to robi perfidnie tego nie docenia?

Książka składa się z trzech części i naprawdę krótkich rozdziałów, które Laura Dave zatytułowała bardzo sugestywnie, np. „Podążaj tropem pieniędzy”, „Myśl, co chcesz”, „Nie zadawaj pytań, jeśli nie chcesz znać odpowiedzi.” Autorka przed każdą częścią wzbogaciła powieść ciekawymi, nad wyraz trafnymi cytatami. To podnosi walor tej publikacji. Cytaty, które są na miejscu, zawsze się sprawdzają.

Nie jest to wybitna pozycja. To opowieść jakich wiele, w których skrywane tajemnice bardzo rzadko nie wypływają na światło dzienne. Gdzie kłamstwa wśród najbliższych potrafią zniszczyć nawet najbardziej głęboką relację. Opowieść o rodzinie, w której nie każdy był na równi szczery z innymi. Opowieść napisana w lekkim stylu, przyjemnym, typowo amerykańskim. Dzięki czemu te 335 stron czyta się wręcz błyskawicznie. Sama intryga kryminalna przewidywalna, bardzo płytka. Motyw zniknięcia Owena odgadnęłam praktycznie na początku, co zmniejszyło zainteresowanie fabułą do minimum. Cóż nie każdy jest Bondą, Mrozem, Chmielarzem, czy Majewskim😊. Mimo to czas spędzony z lekturą nie uważam za stracony. Łatwa, lekka lekturka. Idealna na dżdżyste wieczory.

Ps. A zakończenie? Dla mnie za ckliwe.

Moja ocena: 6/10

Egzemplarz recenzencki otrzymałam od Wydawnictwa Marginesy, za co jestem niezmiernie wdzięczna.

„Ostatni dzień” Luanne Rice

OSTATNI DZIEŃ

  • Autorka: LUANNE RICE
  • Wydawnictwo: MUZA
  • Liczba stron: 480
  • Data premiery: 18.05.2022r.

Wróciłam do żywych z recenzjami😉. Tyle przeczytanych książek za mną, ile przelanych na mój blog recenzji. Przecież po to ten blog założyłam, by dzielić się z Wami moją pasją, moim hobby i moimi spostrzeżeniami po zapoznaniu się, co tak naprawdę kryje się pod okładką. Wystarczy tylko trochę zanurzyć się w codzienności, by potem chwile na swoją pasję musieć wyrywać pazurami😊. Ale próbuję ciągle i nie ustaję. To nie mój ostatni dzień z publikacją recenzji, ale bez wątpienia „Ostatni dzień”, który przeczytałam, a który premierę miał 18 maja br. nakładem @wydawnictwo.muza.sa.

Zawsze uważał, że pierwszy kontakt z ofiarą morderstwa jest niczym spotkanie dwóch osób, które wcześniej się nie znały. To wyjątkowy moment, tak samo ważny po śmierci jak za życia, i równie, a może nawet bardziej, przełomowy.” – „Ostatni dzień” Luanne Rice.

Tak myśli Conor Reid, detektyw, który po raz drugi zaczyna prowadzić śledztwo o morderstwo w rodzinie sióstr Woodward. Wiele lat wcześniej Kate i Beth przeżyły napad rabunkowy, w którym wskutek uduszenia zmarła ich matka. Po latach Beth miała mniej szczęścia, zmarła we własnym domu w szóstym miesiącu ciąży, a jej ciało wraz z policjantami odkryła siostra Kate.

Morderstwo nie oznacza, że ginie jedna osoba: taki czyn wysysa energię i wolę życia we wszystkich, których dotyka. Stary świat legł w gruzach, trzeba go odbudować w nowych, niepewnych warunkach.” – „Ostatni dzień” Luanne Rice.

Mam mieszane uczucia, co do tej książki. Lee Child na okładce obiecał; „Liryczna opowieść i mrożący krew w żyłach thriller w jednym.”. Dla mnie to raczej słaby thrillerek, w którym miłość siostrzana pokrywa wszystkie jego niedobory. Ani za dużo krwi, ani tym bardziej mrożonej.

Książka składa się z trzech części. Autorka zamknęła fabułę w sześćdziesięciu krótkich rozdziałach. Akcja toczy się od 11 lipca, gdy zostaje odkryte ciało ciężarnej Beth, aż do 5 maja. Narracja jest w większości trzecioosobowa. Gdzieniegdzie autorka wplotła narrację pierwszoosobową z perspektywy Keth i Beth. I tylko te momenty dla mnie okazały się liryczne, osobiste. Z trudem czytałam o tęsknocie, rozpaczy i samotności.

Sam Reid jako detektyw mnie nie zachwycił. Był mieszanką wielu cech noszonych przez śledczych w czytanych przeze mnie kryminałach. Jakby autorka wzięła trochę z tego, trochę z tego… Jako śledczy wręcz mnie zawiódł. Od lipca do listopada podejrzewał męża Beth, bo przecież był on mężem niewiernym całkowicie pomijając inne możliwe scenariusze śledcze. Przeświadczenie o winie podejrzanej osoby nigdy nie posuwa śledztwo do przodu. Wystarczy tylko czytać kryminały by to wiedzieć, niekoniecznie je pisać😉. Generalnie wątek kryminalny został rozpisany płasko, bez werwy. Cały czas narracja w sprawie zbrodni była prowadzona jednokierunkowo, mimo pewnych wprowadzonych pewnie na odczepnego pobocznych wątków, wątpliwości. Aż do wielkiego bum…. Oczywiście w samej końcówce. Jakby autorka chciała nam dać do zrozumienia, że nie jest jednak przewidywalna, że jednak jest w stanie czytelnika zaskoczyć. I tylko mniejsze znaczenie ma, że kompletnie to bum z niczego nie wynika, z niczego się nie wywodzi, jest jak jedna samotna śliwka wrzucona w kompot.

Zdecydowanie słaba książka. Ni to thriller, ni to kryminał. Bardziej dramat rodzinny, gdzie po obu stronach tyle samo kłamstw, tyle samo niedopowiedzeń. Ta propozycja kompletnie mnie nie zachwyciła, nie zaciekawiła. Czytałam ją lekko znudzona. Taka niewprawna opowieść z wątkiem kryminalnymi o bardzo mglistym, niejasnym motywie.

Moja ocena: 5/10

Egzemplarzem recenzenckim obdarowało mnie Wydawnictwu Muza, za co bardzo dziękuję.

„Niedaleko pada jabłko” Liane Moriarty

NIEDALEKO PADA JABŁKO

  • Autorka: LIANE MORIARTY
  • Wydawnictwo: ZNAK LITERANOVA
  • Liczba stron: 590
  • Data premiery w tym wydaniu: 18.05.2022r.
  • Data premiery światowej: 14.09.2021r.

Niczego nie przyjmuj za dobrą monetę. Nikomu nie wierz. Nigdy nie bierz za fakty niesprawdzonych informacji.” – „Niedaleko pada jabłko” Liane Moriarty.

Cały czas o tej zasadzie trzech musiała pamiętać Christina, która starała się rozwikłać zagadkę zniknięcia 69-letniej emerytki Joe Delaney. To wokół zniknięcia Joe toczy się fabuła kolejnej powieści Liane Moriarty pt. „Niedaleko pada jabłko”. Powieści, która premierę miała w ubiegłą środę, a ja mogłam się z nią zapoznać dzięki współpracy z Wydawnictwem @Znak Literanova. Książka mnie zaciekawiła. Tym bardziej, że to pierwsza publikacja Autorki, którą przeczytałam. A jest ona powieściopisarką, której twórczość posłużyła do ekranizacji „Wielkich kłamstewek”, które oglądałam z ogromną pasją😉.

Znika Ona. Kobieta, była tenisistka, aktualnie emerytka, bizneswoman współprowadząca szkółkę nauki gry w tenisa wraz z mężem. Żona Stana, matka Amy, Logana, Troya i Brooke. Do dzieci wysłała nic nie mówiący sms z licznymi błędami. Nie ma z nią kontaktu. Bliscy umierają z niepokoju, a śledczy zaczynają podejrzewać najgorsze. Podejrzewać morderstwo.

Po początkowych skrywanych faktach następuje eksplozja zdarzeń, które zaczynają znajdować się w raportach śledczych. A pierwszy druzgocący fakt związany jest z Savannah, dziewczyną, która pewnej nocy kompletnie bosa zawitała w progu domu Delaneyów szukając pomocy.

Wiecie co to hipermnezja? Ja pojęcia nie miałam😊. Dzięki książce poznałam to określenie.  To „(…) wybitna pamięć autobiograficzna, czyli zdolność pamięci do nieograniczonego odtwarzania utrwalonych śladów przeżyć psychicznych[1], pojawiająca się u niektórych ludzi w trakcie hipnozy lub przeżyć z pogranicza śmierci, a także niezwykle rzadko u osób świadomych…” (cyt. za: Wikipedia). Tą niezwykłą przypadłość ma Savannah, która odcisnęła znaczne piętno na rodzinie Delaneyów. Moriarty stworzyła ciekawą postać. Z jednej strony słodką, niewinną, skrzywdzoną. Z drugiej zawziętą, zdeterminowaną i mściwą. Ten mix cech uformował niezwykłą bohaterkę, którą nie potrafiłam rozgryźć do końca.

Mi najbardziej podobała się sama Joe. Niezwykle inteligentna starsza pani, która potrafiła zachować się taktycznie w każdej sytuacji. Potrafiła wyczuć jak barometr nastrój każdego z dzieci, nastrój męża, znajomych, a nawet fryzjerki. Jej trafne spostrzeżenia zasługują na uwagę i szacunek czytelnika.

Na okładce przeczytałam: „Liane Moriarty –(…) – jak zwykle po mistrzowsku buduje napięcie, które tworzą drobne nieporozumienia…”. Zgadzam się z tą opinią. Tych nieporozumień, raz większych, raz mniejszych jest sporo. Napięcia jednak znacznie mniej. Jednakże ten lekki thrillerek z rozbudowanym wątkiem obyczajowym czytało mi się bardzo miło. Te rodzinne perypetie stanowiły clue całej historii, w której stado trzyma się razem, mimo wszystko, mimo wszystko…

Zdecydowanie dobra pozycja dla fanów lekkich thrillerów z bardzo rozbudowanymi wątkami obyczajowymi. Lub raczej powinnam napisać, ciekawej książki obyczajowej z drobnym wątkiem kryminalnym. Książka broni się sama ciekawymi bohaterami. Ale nic poza tym. Nic poza tym…

Moja ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

„Zimna sprawa” Katarzyna Bonda

ZIMNA SPRAWA

  • Autorka: KATARZYNA BONDA
  • Wydawnictwo: MUZA
  • Seria: HUBERT MEYER. TOM 7
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery: 18.05.2022r.

Są rzeki, których przekraczać nie należy”. – „Zimna sprawa” Katarzyna Bonda.

Hubert Meyer posiada umiejętność przekroczenia każdej. W najnowszej części serii o tym wybitnym profilerze @Katarzyna Bonda pogmatwała śledztwo w stopniu najwyższym. O czym mam nadzieję przekonacie się sami😉. Pamiętacie szóstą część „Balwierz”? Jeśli nie, to zechciejcie zerknąć na recenzję: klik. „Zimna sprawa” jest jeszcze bardziej skomplikowana, jeszcze bardziej zaskakująca. Ja z książką zapoznałam się dzięki @wydawnictwo.muza.sa, które wydało ją 18 maja br.

Meyer pracuje nad stworzeniem efektywnej, nowej jednostki o nazwie WERA; Weryfikacja Eliminacja Rozkład Analiza. Zmotywowany przez swego nowego podwładnego zaczyna interesować się odkryciem w oddziedziczonym domu Pani Klary Haselhof. Na jej posesji znaleziono ciało kobiety i trójki dzieci owiniętych w kokon, jak poczwarki. A także truchła dwóch syjamskich kotów. Misterium śmierci zataczające coraz szersze koło zaczyna mieć związek ze Strażnikiem Czasu, który swego czasu stał na czele małej sekty gwarantującej łagodną reinkarnację po wyjątkowym przejściu, wyjątkowej śmierci.

Nazwa nowo konstruowanej jednostki nie jest przypadkowa. Cieniem na całą fabułę kładła się historia z poprzedniej części. Historia śmierci prokurator Weroniki Rudy. Historia wybijająca Meyera z rytmu, utrudniająca mu szybkie i trafne profilowanie. Tęskniłam za Rudy, tęskniłam za Domanem. Wydawało mi się, że Meyer jest bardziej wartościowy w tym zestawie. Mimo wprowadzenia do peletonu bohaterów fikcyjnych Kaczmarka. Nowej postaci, fana Meyera pretendującego na profilera tak dobrego jak sam jego mistrz. Z wielkim przytupem jednak Bonda zwróciła uwagę czytelnika na to Trio w samym zakończeniu. Jakby sama nie mogła się od niego oderwać. Jakby samo do niej ciągle wracało. Cóż, przyjdzie mi czekać na kolejną część z niecierpliwością😉.

Zawiódł mnie totalnie wątek Matyszczaka i jego żony Lilki. Rozwiązany został w najbardziej oczywisty wśród tych wszystkich nieoczywistości, które znajdziecie w kryminale, sposób. Sam wątek kryminalny, jak już wspomniałam, totalnie zakręcony, zagmatwany. Wielość bohaterów, wiele wątków pobocznych, wiele teorii śledczych mnożących się jak koronawirus w jego najbardziej szczytowym okresie. Ta wielość momentami męczy. Meyer za to wydaje się bardzo zmęczony, zirytowany czekającymi go wyzwaniami. Nie ma objawów wypalenia, czego mogłam się raczej spodziewać. Wydaje się nie na miejscu, jak to często z nim bywa. Jego praca przestaje go cieszyć, nie traktuje jej ambicjonalnie. Po kolei skleja elementy układanki, ale bez wcześniejszej pasji. Wydaje się być bardziej cieślą produkującym wytwór swego talentu, swego następcę. Totalnie nie załapałam skąd u niego ta zdolność znajomości prawie wszystkich, ojca Świerka, księdza Jacka. Odniosłam wrażenie, że wszędzie już był, wszystko widział, a jednak zagadka rozwiązana została na końcu, po wielu ślepych zaułkach.

Intryga spowita mgłą, magią, dewocjonaliami, ogromną symboliką, niespotykanymi gestami. Dwie kobiety, na dwóch różnych biegunach, jednak nie tak odległych jakby się mogło pozornie wydawać. Od początku czułam niechęć do Klary, tak czasem się zdarza. Jej postać była jednak od początku do końca konsekwentna. Czuć było fałsz, czuć było kłamstwo.

Zdecydowanie dla mnie część słabsza niż dwie poprzednie, choć ma wiele zalet, o których wspomniałam powyżej. Największą słabość upatruję w wielości wątków, wielości bohaterów mających znaczenie w śledztwie i mnogości śledczych. Gubiłam się w tych powiązaniach, relacjach praktycznie od początku, a Bondę od chwili poznania Meyera i Saszy Załuskiej czytam z dużą uważnością, bo do zawiłych historii już mnie przyzwyczaiła. I w tej książce, czego wielokrotnie doświadczyłam już na swej skórze, najdrobniejsze detale mają znaczenie.

Książka dla fanów Katarzyny Bondy, Huberta Meyera i całej reszty. Książka dla fanów dobrych kryminałów. Miłej lektury!

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Muza.