Daphne du Maurier „Niespokojny duch” 

NIESPOKOJNY DUCH

  • Autorka: DAPHNE DU MAURIER
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Seria: SERIA BUTIKOWA
  • Liczba stron: 448
  • Data premiery w tym wydaniu: 15.05.2024r. 
  • Rok pierwszego wydania polskiego: 05.05.1994r.

  • Rok premiery światowej: 1931r.

Niespokojny duch” od @WydawnictwoAlbatros to siódma publikacja du Maurier, którą przeczytałam i to wszystkie w mojej ukochanej serii butikowej. Opinie na temat poprzednich publikacji znajdziecie tu: „Ptaki i inne opowiadania” „Rebeka”, „Moja kuzynka Rachela”, „Oberża na pustkowiu” „Kozioł ofiarny” oraz  Generał i panna

Ci wszyscy ludzie kochający się nawzajem i zarazem niezdolni do całkowitego zrozumienia, do miłości doskonałej. Odchodzili, umierali, kłócili się albo tracili się nawzajem. Gdzieś coś poszło nie tak i nosili w sobie samotność…” – Daphne du Maurier „Niespokojny duch” . 

Tak wielokrotnie myślała Jennifer Coombe na początku XX wieku. Prawnuczka Janet Coombe z Plyn, urodzonej w kwietniu 1811r., zmarłej we wrześniu 1863r i Thomasa Coombe, urodzonego w grudniu 1805r., a zmarłego 1882r. Córka „Christophera Coomba (syna Josepha i Susan Collins Coombe’ów”, który z „odwagą oddał życie nocą 5 kwietnia 1912 roku, w wieku 46 lat i swej matki, Berthy, która kilkanaście lat po śmierci męża poślubiła wytwornego dżentelmana Pana Hortona. Jennifer z domu Coombe po mężu Stevens, której losy opisała Daphne du Maurier na przestrzeni jej całego życia, aż do roku 1930 roku. A wcześniej opisała losy Janet Thomasa Coombe’ów od początku, aż do końca. Aż po dzieci i wnuki. Losy właścicieli Domu z Bluszczem w przepięknej Kornwalii i okolicznej stoczni, która dawała pracę wielu mieszkańcom. Losy kilku rodzin, kochających się i skłóconych, wspierających się i na zmianę niszczących się wzajemnie. Losy kilkudziesięciu członków rodziny, którzy się odzyskiwali i na zmianę tracili. 

A wszystko zaczęło się od literackiego, fikcyjnego portretu Janet. 

Jakby miała dwa oblicza: jedno należące do zadowolonej żony i matki, która z zaciekawieniem wysłuchiwała planów męża i jego bezustannych deklaracji dotyczących rozwoju firmy; śmiała się z paplaniny synka; z autentyczną przyjemnością odwiedzała rodziców i sąsiadki, okazując nieudawaną radość z uroczych chwil codziennego życia. I drugie – nieskrępowane, triumfujące – które spowite mgłą i ukryte przed światem, stawało na palcach na szczycie wzgórza i wyciągało się ku słońcu, by skąpać się w jego zniewalającym blasku.” – Daphne du Maurier „Niespokojny duch”. 

Janet, która żałowała, że nie urodziła się mężczyzną. Dla której „(…) płeć wydawała się niczym żelazne pęta, krępujące jak opięta wokół kostek ciasna halka.” To na przestrzeni tego jak Janet dojrzewała, jak wypełniała różne role, funkcje w rodzinie i w społeczeństwie mogłam poznać tło sagi rodzinnej, którą opowiedziała du Maurier, od roku 1830, gdy młoda Janet zmienia swój stan cywilny i zostaje żoną Thomasa. 

Powieść składa się z czterech części. Każda z części zawiera kilkanaście rozdziałów (12, 13). Napisana jest bardzo poetyckim językiem. I fabuła, i przedstawione w niej treści i styl, a także tempo jest właściwe dla okresu, w którym du Maurier ją pisała. Choć muszę przyznać, że zaskoczyła mnie tempem. Na końcu książki przeczytałam, że autorka tworzyła ją od października 1929 do stycznia 1930. To naprawdę krótko dla ówczesnych czasów, gdy pisarzowi nie pomagali liczni redaktorzy, a i sama technika pisania była znacznie mniej efektywna niż aktualnie. Najwidoczniej historia układała się w umyśle i sercu autorki na długo przed tym, zanim została przelana na papier, że wystarczyło raptem cztery miesiące by kilkusetstronicowa saga powstała. 

Autorka wiernie oddała specyfikę czasów, w których fabuła została umiejscowiona. We współczesnych Jennifer czasach pobrzmiewa echo feminizmu. Sama Jenny nie potrafi się pogodzić, jak traktuje ją matka i babka. Jak jej nic nie wolno. 

Nic mi nie wiadomo o żadnej swobodzie – odparła. – Jedyna różnica polega na tym, że mogę jeździć sama metrem i autobusami, a matka nie mogła. Pod pozostałymi względami wiodę bardzo podobne życie.” – Daphne du Maurier „Niespokojny duch”. 

Przyznam, że feministyczny rys osobowościowy Jennifer nie do końca mnie przekonywał. Miałam poczucie czytając, że kompletnie nie pasuje do światopoglądów, historii, opowieści, zwad, przeszłości opisywanych przez Daphne du Maurier. Został – w mojej opinii – jakby wkomponowany na siłę, jakby oczekiwania współczesnych sobie czytelniczek właśnie takie były. Sama warstwa społeczno – obyczajowa była dla mnie dość ciężka. Za dużo konfliktów, za dużo bohaterów, za dużo zdrad i komplikowanych – jakby na siłę – historii. Trudno było mi się skupić momentami na myśli przewodniej. Czytając miałam wrażenie, że autorka bardzo pragnie pokazać szerszy kontekst rodzinny, który był tak różny od siebie w poszczególnych fragmentach, że śmiało posłużyłby za kanwę do innych, ciekawszych, krótszych historii. 

Dla mnie najsłabsza chyba dotychczas przeczytana proza Daphne du Maurier. Na usprawiedliwienie z recenzenckiej odpowiedzialności muszę napisać, że to debiut literacki autorki. I zapewne w jej mniemaniu historia czterech pokoleń utkała w niewiele ponad czterysta stron powieści wydawała jej się całkiem dobrym pomysłem. 

Książka zdecydowanie dla fanów przydługich sag rodzinnych. 

Moja ocena: 6/10

Egzemplarz recenzencki otrzymałam od  Wydawnictwo Albatros, za co bardzo dziękuję.

Recenzja przedpremierowa – „Kres czasów” Marzena Rogalska

KRES CZASÓW

  • Autor: MARZENA ROGALSKA
  • Wydawnictwo:ZNAK
  • Seria: KARLA LINDE. TOM 2
  • Liczba stron:416
  • Data premiery: 19.05.2021r.

Pamiętacie moją recenzję „Czas tajemnic”  od @ MarzenaRogalska?  Jeśli nie, przypomnicie ją sobie klikając na ten link: klik. Jak to mówią człowiek – orkiestra. Dziennikarka radiowa (uwielbiam) i telewizyjna. Kobieta o wielu twarzach, z niesamowitym dystansem do siebie oraz umiejętnościami aktorskimi. Obserwujecie oficjalny profil na FB? Jeśli nie, to musicie zacząć. Takiej Rogalskiej wcześniej nie znałam. Skończę już te peany na cześć autorki i pochwalę się moim recenzenckim egzemplarzem najnowszej części cyklu o Karli Linde pt. „Kres czasów”. Książka będzie miała premierę 19 maja nakładem Wydawnictwa Znak. Spieszę więc, podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami, odczuciami po jej przeczytaniu. Praktycznie na gorąco.  

(…) Więcej godności, kochanie. Idziesz do walki o siebie, o swoje prawo do życia, nie jesteś przecież jakąś byle jaką panienką, która pozwoli pierwszemu z brzegu  mężczyźnie powodować sobą tak, jak się powoduje koniem. (…) Zrozumiano!”.

„Kres czasów” Marzena Rogalska

Z taką Karlą mamy do czynienia w tym tomie, oj z taką. Nie ukrywam jej przeobrażenie bardzo mi się podoba. Karla dojrzewa. Po zdanej maturze, o czym mogłam przeczytać w pierwszej części sagi, wyjeżdża studiować na uniwersytecie w Oksfordzie. Najpierw zwiedza Paryż, by w efekcie dotrzeć do Anglii, do Sheldon Manor i być gościem swej przyjaciółki Kathy. Do życia Karli wracają więc dwie ważne kobiety. Jej przyjaciółka Kathy Barling i jej była guwernantka Mrs Dorothy. Dorothy, która w efekcie okazała się całkowicie kimś innym.

Oprócz dobrze znanych nam bohaterów z „Czasu tajemnic” autorka wprowadziła wiele ciekawych, pobocznych wątków i nowych postaci, jak chociażby Albert Mildhouse. Bawidamek, hazardzista i oszust. W relacjach z takimi osobami dziewczęta, Karla i Kathy przechodzą szybki kurs dojrzewania. Kurs w którym nie ma miejsca na bezgraniczne zaufanie, a pojawia się podejrzliwość.

Jest to saga rodzinna, powieść całkowicie obyczajowa, choć nie do końca. Momentami przeradza się w political fiction, trochę retro. Czytamy o Mościckim, Dołęga-Mostowiczu, Zdziechowskim, Śmigłym-Rydziu, Kasprzyckim i innych ważnych osobistościach z ówczesnej sceny politycznej. Niepokój polityczny wyziera z pierwszych stron książki. Zaangażowanie II Oddziału Sztabu Generalnego w śledzenie zwykłych obywateli, czyli kontrwywiadu mrozi krew w żyłach.

Rogalska bardzo dobrze wplotła w wątki obyczajowe rodzący się antysemityzm w Polsce, socjalizm i faszyzm na świecie. Stosunek do otaczającego świata i na nowo tkanej historii obserwujemy z perspektywy Emila Linde, ojca Karli. To Emil potrafi przewidzieć kres czasów, a początek II wojny światowej. To Emil stara się odseparować Karlę od Polski, by przetrwała czas, który czego był pewien wkrótce miał nadejść. To Emil jest głosem ludu, głosem inteligentnego ludu, przewidującego ludu. Jego mądre wypowiedzi naprawdę były na miarę czasów i niestety po kres czasów, który nastąpił 1 września 1939 roku. Emil, który wypowiedział do tej chwili wybrzmiewające mi w pamięci słowa: „Zbliża się koniec czasów (…) Świat, jaki mamy runie w gruzy i nic już nie będzie takie, jak było, a po nas nie zostanie nawet proch.”

Autorka w tej części przedstawiła nie tyle perspektywę rodziny, ile perspektywę Polski w świetle tego, co miało się zdarzyć. Oczywiście nie zapomniała o wątku miłosnym. Karla nadal interesuje się Jankiem Donimirskim, a Janek Karlą. Wierzcie mi, uczucia Karli i jej relacje z Jankiem nie są tu jednak najbardziej istotne. Karla nadal myśli, nadal czuje. Zdecydowanie jednak mniej ociera łzę z kąta oka i ucieka z pokoju, by ukrywać wzruszenie, wrrrr. Karla też nie jest tu najważniejsza. Najważniejsza jest tu opisana rzeczywistość. Diagnoza czasów, kresu czasów, które miały nastąpić.

Rogalska potrafi wzbudzać zainteresowanie. Zaciekawiła mnie znowu w zakończeniu. Tak mnie zaciekawiła, że czekam na kolejny tom. Czekam na „Odzyskany los”.A za umiejętność wiernego oddania realiów ówczesnych czasów i sytuacji politycznej świata, przy zachowaniu słownictwa i języka w sposób jak najbardziej przystępny, Marzenie Rogalskiej głębokie chapeau bas. Słuchać Marzeny Rogalskiej to wielka przyjemność, czytać tak samo.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak. 

„Czas tajemnic” Marzena Rogalska

CZAS TAJEMNIC

  • Autor:MARZENA ROGALSKA
  • Wydawnictwo:ZNAK
  • Seria: KARLA LINDE. TOM 1
  • Liczba stron:430
  • Data premiery:10.02.2021r.
  • Moja ocena:6/10

Gdy ktoś uwierzy we własną wielkość, nawet małość, wydaje mu się usprawiedliwiona, bo zdaje mu się, że cel uświęca środki”.

„Czas tajemnic” Marzena Rogalska

Z Marzeną Rogalską spotkałam się przy okazji książki „Druga miłość”. Oceniłam ją pozytywnie (moja ocena: 8/10). „Druga miłość” kończyła trylogię o Agacie Donimirskiej (poprzednie części to: „Wyprzedaż snów” i „Gra w kolory”). Jak sama Rogalska pisze w Od autorki, kończąc serię już zaczynała tęsknić za bohaterami. Z tej tęsknoty powstał pomysł na kolejną trylogię, tym razem o Karli Linde. Mam przyjemność przedstawić Wam recenzję premiery wydawnictwa Znak z lutego. Nowej powieści Marzeny Rogalskiej „Czas tajemnic”.

Prawdziwa saga

Czytając opis wydawcy „Pełna tajemnic saga Marzeny Rogalskiej” pomyślałam przesada. Okazało się, że deklaracja wydawcy jest jak najbardziej prawdziwa. Recenzowana przeze mnie książka to typowa saga rodzinna. Na początku poznajemy główną bohaterkę Karolinę „Karlę” Linde w jej rodzinnym, średniozamożnym domu lekarza Emila Linde i Barbary z domu Sokolnickiej. Jest to moment, gdy rodzice decydują o jej nauce zatrudniając guwernantkę Różę. Nadobowiązkowo zatrudniając do nauki języka angielskiego MRs Doris. Wspólna nauka, dużo spędzonego wspólnie czasu przyczynia się do tego, że Karla zaczyna się przyjaźnić z Doris. Niestety, ze smutkiem przyjmuje do wiadomości jej wyjazd do Anglii prawie dziesięć lat później. Całkowicie jej oddany ojciec, postanawia szybko uzupełnić pustkę kochanej córce i zaprasza do siebie Kathy Baring, której ojciec, znany angielski finansista doradza Bankowi Gospodarstwa Krajowego (hm… kto nie pracował w bankowości ten nie wiem, jak ten bank nawet dziś jest skostniały). Kathy zadomawia się u rodziny Linde stając się prawdziwą powierniczką głównej bohaterki. Dzięki niej Karla dorasta w dobrym towarzystwie. Towarzystwie osoby dorosłej, mającej obycie w świecie oraz doświadczającej w przeszłości wielu przygód.W międzyczasie autorka zabiera nas do Krakowa lat trzydziestych ubiegłego wieku. Odwiedzamy również rodzinne Byszewo. Bawimy się w Zakopanem, odpoczywamy w Ju racie i Zopottie. Na rzeczywistość sprzed stu lat patrzymy z różnych miejsc. Spotykamy różnych ciekawych ludzi. Wszystkie te wydarzenia obserwujemy jednak z perspektywy Karli Linde, młodziutkiej dziewczyny przygotowującej się do matury. Ambitnej, mającej postępowego ojca, dla którego zamążpójście córki nie jest jedynym celem jego rodzicielstwa, w przeciwieństwie do ambicji jej matki. Los nie szczędzi jednak Karli niespodzianek. Odejście matki, śmierć ukochanej babci, niespodziewany spadek, a tym samym niechęć wujostwa. Z tymi wszystkimi niespotykanymi wydarzeniami Karla radzi sobie z właściwą sobie gracją i wyszukaną inteligencją. W zakończeniu Karla ma już siedemnaście lat. Zdała celująco maturę i w nagrodę wyjechała z ojcem do majątku Donimirskich, gdzie poznała Janka, przystojnego syna dziedzica rodu Winicjusza Donimirskiego. Okazuje się, że z Jankiem łączy ją nie tylko pasja do koni. Oboje szybko zauważają, że stają się sobie bliscy. Fabuła skonstruowana jest w sposób, który pozwala na obserwację dojrzewania Karli. Dojrzewania w tracie którego Karla zaczyna uzyskiwać odpowiedzi na pytania: Co łączy ojca Karli, Emila Linde z Emilianem Sieniawskim? Dlaczego ojciec odnosi się z niechęcią do jej matki i odwrotnie? Co stało się z ciocią Olgą, szwagierką matki Karli? Za co ojciec otrzymał dwa krzyże Virtutti Militari? Jakie będą dalsze losy Karli i Janka zapewne dowiemy się w drugiej części sagi. Niestety musimy trochę poczekać.

Po jakiemu to było napisane?

Rogalska zaskoczyła mnie pozytywnie swym profesjonalizmem. Użyte w książce sformułowania jednoznacznie potwierdzają, że poważnie podeszła do tematu rozgryzając w czeluściach swego domu ówczesny język i styl. My czytelnicy mamy za co być wdzięczni. Do tej pory nie spotkałam się z takimi sformułowaniami jak: fulminować, memuary, westybul, przaśnie, spojrzeć na kogoś koso, kauzyperdzi, czy panna respektowa. Te pradawne zwroty nadają książce specyficznej cechy. Jeszcze bardziej wprowadzając czytelnika w nastrój i jednocześnie ustrój  pradawnej Polski. Autorka wplotła w książkę również historyczne wątki, które trawiły nasz kraj w tamtym czasie. Niechęć do Piłsudskiego, obawa lub jawna nieprzychylność polskiego mieszczaństwa do Żydów, kwestie narodowościowe czy zawieruchy Wielkiej Wojny. Tego, wierzcie mi w książkach historii nie znajdziecie. Rogalska wspaniale oddała rzeczywistość tamtejszych wydarzeń, wplatając również kwestię polskiej polityki w życie prywatne rodziny. Nie wiem, czy celowo autorka nie puściła w naszą stronę oczka twierdząc, że przed pochowaniem Piłsudskiego na Wawelu, co poniektórzy Polacy oburzając się mówili, że „Słowacki ma być ostatni”. Gdyby Emil Linde wiedział, kto jeszcze tam spocznie…

 Kompletnie nie podobał mi się przedstawiony sposób odchodzenia nestorki rodu, babci Aleksandry, mimo, że polubiłam bardzo Aleksandrę Gizelę z Janczewskich Sokolnicką, panią na włościach w Byszewie. Z jednej strony kobieta stateczna, nieprzejednana, potrafiąca utrzeć nosa „czarnym owcom” w rodzinie nawet po śmierci sporządzając trudny do obalenia testament, jakby znała się na najtrudniejszych, zawiłych konstrukcjach prawnych. Z drugiej niekochana matka, uwielbiana przez Karlę babcia, słaba, godząca się na to by kilkunastoletnia wnuczka pomogła jej w procesie odchodzenia. Opiekowała się nią, wykonując czynności jakie zwykle zleca się pielęgniarkom geriatrycznym. Godząca się na opiekę bez żadnej walki mówiąc po krótkiej argumentacji Karli „Zostań córeczko. Zostań do końca”. Przyznam, że to słaby punkt książki. Znając cechy babci Aleksandry i jej nieprzejednany jak  na tamte czasy charakter, spodziewałam się ciekawej intrygi, w wyniku której Karla mogłaby zostać w Byszewie, by towarzyszyć babci na końcu jej drogi. Dodatkowo zastanawiała mnie postawa ojca Karli godzącego się na to, by jego ukochana jedynaczka, praktycznie trzymana pod kloszem mogła opiekować się odchodzącą babcią, gdzie „Śmierć nigdy nie jest piękna, cierpienie nie jest estetyczne, jak na obrazach starych mistrzów…” oraz  „Nie ma lekarstwa na umieranie”. Skąd u Emila taka nagła pobłażliwość, taka otwartość? Kiedy według niego Karla nie była równocześnie wystarczająco dorosła, by omówić z nią polityczną rzeczywistość, podzielić się smutnymi doświadczeniami wojennymi czy złożoną relacją z jej matką. Duży plus za pokazane skomplikowane relacje rodzinne polskiego mieszczaństwa zbudowane na matce Karli, Barbarze i jej rodzeństwie – siostrze Elżbiecie, Annie i brata Kajetana. Członkowie rodziny nie ufają sobie. Zazdroszczą. Są małostkowi. Postępują niekulturalnie odgradzając się od ludzi pracy. Nie tolerują spoufalania się z tymi, którymi płacą. Jednocześnie stają się, za wyjątkiem cioci Anny, przykładem zadufanych w sobie mieszczuchów ze staropolskich majątków. Czy się zmienią, dojrzeją do zmieniającej się, nowoczesnej Polski? Tego się pewnie dowiemy w kolejnych częściach sagi.

Podsumowując, „Czas tajemnic” to pięknie napisana historyczna powieść. Prawdziwa saga. A jak w sagach często bywa, akcja toczy się momentami jak „żółw ociężale”. Mimo, że bohaterowie są skonstruowani bardzo ciekawie, a ambicja Karli i relacje z własnym ojcem są nietypowe jak na tamtejsze czasy, momentami wydarzenia wydawały mi się mało istotne, dialogi i opisy wymuszone, co utrudniło mi odbiór książki. Mimo, że uwielbiam ukazany w książce klimat końca dwudziestolecia międzywojennego przedstawione z nadmierną dbałością detale, następujące po sobie fakty chwilami wydają mi się małostkowe, nieznaczące dla jej postaci, jej dojrzewania i mocnego charakteru. Miałam wrażenie, że czasem Karla jak na siebie jest za słaba, za głupiutka. Czasem wręcz nad wyraz ogarnięta, odważna i dojrzała.  

Możliwe, że nie potrafię delektować się piękną prozą, co wynika z mej wrodzonej niecierpliwości. Możliwe. Pamiętajcie jednak, że jeśli dla mnie akcja toczy się za wolno, niekoniecznie dla Was będzie to wada. Wręcz przeciwnie. Dla Was może to być ogromna zaleta.  

 Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU ZNAK.