„Pięć i pół śmierci” Hanna Greń

PIĘĆ I PÓŁ ŚMIERCI

  • Autorka: HANNA GREŃ
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 360 
  • Data premiery: 11.10.2023r. 

11 października br. ukazała się najnowsza książka Hanna Greń – strona autorska od Czwarta Strona Kryminału pt. „Pięć i pół śmierci”. Lubię bardzo publikacje tej Autorki. Wielokrotnie na spotkaniach autorskich, targach szepczę jej do ucha, że bardzo ciekawi mnie jej twórczość i chętnie do niej sięgam. Przeczytałam już sporo książek jej autorstwa. Na mym blogu przeczytacie o takich pozycjach jak: „Zły wybór”, „Zabójcza terapia”, „Jak kamień w wodę”, „Sam w dolinie”, „Śmiertelna dawka”, „Miasto głupców”, „Północna zmiana”, „Więzy krwi”, „Wioska kłamców”. Sporo już tego, a z tego co obserwuję Hanna Greń nie zwalnia tempa. Najwidoczniej jeszcze niemało wspólnych wieczorów z twórczością Pani Greń przede mną. 

Komisarz Izabela Reglińska i podkomisarz Wiktor Duranowicz badają sprawy dwóch śmierci pozornie ze sobą nie powiązanych; upozorowanego samobójstwa młodego mężczyzny i morderstwa nastolatka. Dochodzenie zmierza w różnych kierunkach, a rozwiązania tych spraw wydają się być coraz bardziej odległe. 

Historia rozpoczyna się od opowieści o dwóch siostrach, które odnajdują się po latach w Czechowicach – Dziedzicach, w tym samym dniu, co Klementyna Darska w Bielsku – Białej natyka się w trakcie spaceru z psem na powieszonego na drzewie Aleksandra Mirowca. Zyta Zakrzycka i Julitta Żurawińska– de domo Anna Żuraw – nie mają ze sobą nic wspólnego. Życie w odosobnieniu spowodowało, że zbyt się różnią, by odnaleźć dawno utraconą więź. To jest clue warstwy obyczajowej, z której słyną kryminały Hanny Greń. Mimo, że wątek ten został rozpoczęty dość spektakularnie – przypadkowe spotkanie i cyk – to rozwinął się w bardzo dobrym kierunku, komplementarnym do prowadzonego śledztwa. Ksiązka pisana jest w trzeciej osobie. Rozdziały zostały ponumerowane, zawierają również tytuł. Dodatkowo w podtytule Autorka oznacza miejsce i czas akcji, np. „Obce siostry.22 sierpnia 2022, Bielsko-Biała”. Łącznie jest dwadzieścia cztery rozdziały, które doprowadzają czytelnika do rozwiązania nie tak oczywistego, jak się mi pierwotnie wydawało. 

Podobała mi się postać komisarz Reglińskiej. Lubię w polskich kryminałach postaci takich twardych babek z krwi i kości, nie pozwalające sobą pomiatać. Bardzo dobrze Pani Greń odzwierciedliła stereotypy funkcjonujące w polskiej policji, w czym pewnie dopomógł jej mąż – emerytowany policjant. Przy czym Reglińska w nich uzurpowała sobie jednak dość mocną pozycję. Nie poddała się im. Wręcz jawnie się im przeciwstawiała. Doceniłam również podjęte przez Autorkę kwestie związane z Żurawińską i jej postępowania w szkole. Ten zakres tematyczny również jest spotykany w literaturze rozrywkowej. 

Całkowicie subiektywnie i reasumując stwierdzam, że powieść warto przeczytać. Po pierwsze, by się dowiedzieć się, co to jest „półśmierci” i  czy jest ona wykluczona. Po drugie, by spojrzeć na takie uniwersalne prawdy jak lojalność, uczciwość i zaufanie przez pryzmat fikcyjnej fabuły zawartej w obwolucie książki z gatunku obyczajowo – kryminalnego. Po trzecie, by podążać za śledztwem, w którym jego uczestnicy nie są skorzy do ujawniania swych i innych sekretów, a ich prawdy nie zawsze są obiektywnie prawdziwe. Są tylko ich prawdami. 

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

„W szponach” Izabela Janiszewska

W SZPONACH

  • Autorka: IZABELA JANISZEWSKA
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 384
  • Data premiery: 25.10.2023r. 

Czytaliście coś autorstwa Izabela Janiszewska? Jeśli nie to koniecznie musicie zaprosić jej książki na swoją czytelniczą półkę. Ja książki od Pani Izy czytam od jej spektakularnego debiutu „Wrzaskiem”. Jedne podobają mi się bardziej, drugie trochę mniej. Nie zmienia to faktu, że żadnej książki nie pożałowałam. Żadnego czasu spędzonego z twórczością Pani Izy nie uznałam za zmarnowany. Tak samo jak w przypadku ostatniej książki Autorki „W szponach” od Czwarta Strona Kryminału, która dla mnie okazała się prawdziwym majstersztykiem. Zaskakującym, mocnym, wartym przeczytania. 

A opinie o poprzednich książkach Izabeli Janiszewskiej znajdziecie na moim blogu czytelniczym. Zachęcam do zapoznania się z nimi; „Wrzask”, „Histeria”, „Amok”, „Niewybaczalne”, „Apartament”, „Ludzie z mgły”. 

Sam cytat umieszczony przez Autorkę na początku powieści już przypadł mi do gustu. Brzmi następująco: „Owce całe życie boją się wilków, ale to pasterz je zjada.” – Autor nieznany. Po takim rozpoczęciu pomyślałam, że może być tylko lepiej. 

Historia zaczyna się w czerwcu 2019 od Julii, która wraz z mężem – Adamem zostaje napadnięta przez nieznanego sprawcę. Starcie nie kończy się w sposób oczekiwany dla żadnej ze strony. W jego efekcie jej syn Benianim zostaje półsierotą. Wiele lat wcześniej, w maju 1996 powracający do domu Jakub, samotny ojciec zastaje swą czternastoletnią córkę Helę w wannie. „Na skórze dziewczynki widniały głębokie czerwone bruzdy. Jakby jakiś drapieżnik rozdarł jej tkanki pazurami.”, a ona sama myła się zapamiętale jak w transie. Czy cokolwiek łączy te dwie sprawy? 

„– Dawno, dawno temu żyła sobie dziewczynka, która uciekła wilkom… – wyszeptała, a potem z jej ust wypłynęły słowa, które zdruzgotały mężczyznę na zawsze.” – „W szponach” Izabela Janiszewska. 

Narracja jest prowadzona w bardzo szybkim tempie. Autorka korzysta ze swej umiejętności kreowania napięcia w pełnej krasie. Akcja się nie rozwleka, nie wlecze. Fabuła jest przemyślana, prezentowana naprzemiennie. Historia Julii toczy się, jak wspomniałam we wprowadzeniu od czerwca 2019 do września tego samego roku. I imieniem Julia, i miesiącami i tym rokiem nazwane są rozdziały, w których Janiszewska prowadzi narrację z jej perspektywy. Zdarzenia, które przydarzyły się Heli opisywane są w rozdziałach zatytułowanych Maj 1996. Następuje również pewne doprecyzowanie, dociągnięcie w rozdziale zatytułowanym Maj 1999. Tak Autorka zamknęła motyw, który związany jest z wydarzeniami sprzed trzech lat. Ta narracja prowadzona dwutorowo łącząca sprawy oddzielone od siebie ponad dwudziestoma latami sprawdziła się brawurowo w tej powieści. Idealnie Janiszewska je powiązała, perfekcyjnie uzasadniła, bez żadnego naciągania, bez żadnej przymuszonej spiny. Znajdziecie w tej publikacji wszystko, co powinien mieć dobry thriller: złość, pokutę, dbałość o dziecko, niespotykane zbiegi okoliczności, mnogość wątków i bohaterów, w których nie wyłania się na światło dzienne żaden sensowny motyw, żadne uzasadnienie następujących wydarzeń. To wszystko zjednoczone razem daje sposobność wnikliwego analizowania i podążania za treścią, która niesie w sobie ogromny potencjał. 

Bardzo podobała mi się ta książka. Gorąco Wam polecam i „W szponach”, i jak wspomniałam uprzednio, poprzednie książki Izabeli Janiszewskiej. Te niebanalne thrillery czekają na Was. Czekają, aż pozwolicie się sobie w nie zanurzyć i się im zaskoczyć, nawet bardzo, ale to bardzo zaskoczyć. Udanej lektury!!! 

Moja ocena: 9/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

„Inne tonacje ciszy” Remigiusz Mróz

INNE TONACJE CISZY

  • Autor: REMIGIUSZ MRÓZ
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 480
  • Data premiery: 6.12.2023r. 

Ponad dwa tygodnie temu premierę miała najnowsza książka Remigiusz Mróz pt. „Inne tonacje ciszy” od Czwarta Strona Kryminału. Jak sam Autor napisał w Posłowiu czując przebodźcowanie kryminałami i mimowolnie płynąc myślami w trakcie pisania w kierunku bardziej interesujących go ostatnio wątkach obyczajowych sięgnął do książki, którą napisał w 2014 w trakcie swego pobytu w Barcelonie. Przy redakcji przeniósł „(…) akcję całkowicie do Hatford i zmieniając w tej książce właściwie wszystko. Aspen, Grayson i Cass nie polecieli do Barcelony, by szukać Pepecali. Ostał się tylko jeden wiersz Joana Brossy…..Pojawił się Ryan. W wypadku zginęła tylko matka Aspen……I tak dalej.” Finalnie z tej pierwotnej zmienionej wersji stworzona została dość zgrabna opowieść, która będzie miała swoją kontynuację w drugiej części zatytułowanej „Kadry niedogaszonych wspomnień.”

Aspen Wakefield budzi się na szpitalnym łóżku, obok którego siedzi nieznany jest młody mężczyzna. Jak się okazuje Grayson Joyce towarzyszy jej od dwóch tygodni, w trakcie jej śpiączki po wypadku samochodowym, w którym zginęła jej matka – June. Aspen niczego nie pamięta. Jak się szybko okazuje cierpi na amnezję epizodyczną „(…) w obrębie pamięci deklaratywnej, a konkretnie jednego z jej dwóch podsystemów.” Pamięta hiszpański, którym się dość dobrze posługuje. Kojarzy teksty liryczne, autorów oraz muzykę, która porusza jej wewnętrzne struny. Nie ma pojęcia, co miała robić z matką u swego dziadka zwanego Prodziekanem. Nie czuje nic do swego niby chłopaka Carlosa i kompletnie nic nie wie o morderstwie, które miało miejsce w jej rodzinnym mieście, praktycznie chwilę przed przyjazdem do Hatford. Ścierając się z Graysonem zaczyna odkrywać siebie na nowo. I jak się okazuje już od jakiegoś czasu bierze udział w rozwiązywaniu zagadki sprzed lat. 

Remigiusz Mróz to autor ciągle mnie zaskakujący. Jego serię z Chyłką, Forstem przeczytałam całą. Nowe powieści z Iną Kobryn też są niczego sobie. Podobała mi się seria Parabellum oraz książki „Osiedle RZNiW”, „Wybaczam ci”, „W cieniu prawa”. Wiele moich spostrzeżeń na temat wyników pracy Mroza znajdziecie na moim blogu czytelniczym. Wydawało mi się, że Mróz nie może mnie już zbytnio zaskoczyć. Kompletnie się myliłam. Bardzo spodobała mi się historia opisana w powieści „Inne tonacje ciszy”, w której oprócz ciekawie opisanej relacji Graysona i Aspen znalazłam ciekawą muzykę (playlisty najdziecie na Spotify Autora), poezję, zagadki i poszukiwany skarb. 

Jak zwykle Autor zabawił mnie ciekawymi zwrotami i interesującymi wstawkami. Typu; „Wyglądał jak problem tylko czekający na to, by się zdarzyć.” 

Subtelnie opisał rodzące się uczucie pomiędzy Graysonem i Aspen. Takiego Mroza chyba poznałam po raz pierwszy. Kluczył w dialogach, nie dopowiadał, nie wyjaśniał, przerywał dyskusje i rozpytywanie pomiędzy bohaterami. To mnie bardzo irytowało w relacji Wakefield i Joyce. Jakimś cudem on potrzebował jej, był od niej zależny, a kompletnie nie potrafił być wobec niej szczery, wyjaśnić, uzasadnić, motywować. Aż dziw, że Aspen w to poszła. W tym zakresie wydała mi się trochę odrealniona. Chociaż, ja już młodość mam za sobą. Może gdyby mnie to spotkało, też chętnie podążyłabym po śladach kasety Pepecali zatytułowanej Cuando Murió el Silencio z przystojniakiem u boku. W ogóle pomysł kasety magnetofonowej mnie frapował. Już zapomniałam, że takie miałam. A tu jest i o przewijaniu, i o przekładaniu na drugą stronę, i o słuchaniu we wnętrzu czerwonego Porsche zwanego Hermioną. Porsche z odtarzaczem kaset magnetofonowych…. Ogromnym plusem są wskazówki. To taka zabawa trochę w podchody. Bardzo sprytnie Mróz pociągnął temat kasety w zestawieniu z twórczością Joana Brossy – hiszpańskiego prozaika, dramaturga, grafika i rzeźbiarza, który był najbardziej reprezentatywnym katalońskim poetą awangardowym XX wieku. Połączył tekst utworu muzycznego z tekstem literackim. Chociaż momentami miałam wrażenie, że historia toczy się sama, bez moderatora, bez jej twórcy, bez pisarza.  Jak to zwykle bywa u Mroza więcej pytań niż odpowiedzi. Pogubieni młodzi bohaterowie zdominowali fabułę i wątek sensacyjny, który miał wiele jasnych momentów. 

Narracja jest pisana w szybkim tempie. Bohaterowie wpadają na siebie, dzwonią, przychodzą do siebie, spotykają się konsultują w ekspresowym tempie. Mróz rozpracował optymalny poziom opisów do dialogów i samej akcji. W tej powieści również zachował odpowiednie proporcje. Mimo, że narratorką pierwszoosobową jest Aspen nie jest to ckliwa opowiastka. Wręcz przeciwnie Aspen ma wiele cech męskich. Momentami przypominała mi Chyłkę nawet w swoim zamiłowaniu do muzyki. Widocznie Autor lubi taki typ kobiecych postaci, które potrafią i dominować, i się poddać. Do tego są nieziemsko inteligentne i kreatywne, a także potrafią skutecznie ripostować. Dzięki temu te kilkaset stron czyta się bardzo szybko. 

Przedmowie Mróz napisał: „Oto historia Aspen i Joyce’a. Niech bronią się sami.” Muszę stwierdzić, że historia obroniła się w sposób wystarczający, by ją polecić. Poznajcie Mroza w innej odsłonie. Warto. 

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

„Żuchwa Kaina” Edward Powys Mathers

ŻUCHWA KAINA

  • Autor: EDWARD POWYS MATHERS
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron:216
  • Data premiery: 17.05.2023r. 
  • Rok premiery światowej: 1934r.

Czytając o tym, że zaskakujący jest fakt, iż rozwiązanie „Żuchwy Kaina” – książkowej kryminalnej zagadki z 1934 roku, wciąż pozostaje tajemnicą nie mogłam pozostać obojętna na propozycję od Czwarta Strona Kryminału, by zapoznać się z publikacja autora: Edwarda Powys Mathersa. Przeczytałam również informację, że zagadka ta rozwikłana została przez zaledwie kilka osób.  Osttnim z nich był John Finnemore, który stwierdził, że od zagadki sformułowanej przez  Torquemada aż mu „krwawiły oczy”. I już wiedziałam, że ja nie mam szans na odgadnięcie tej łamigłówki… 

„W 1934 roku miłośnik zagadek Edward Powys Mathers (znany jako Torquemada) wydał zbiór „The Torquemada Puzzle Book”. Trafiła do niego „Żuchwa Kaina”, powieść-łamigłówka złożona ze stu stron wydrukowanych w całkowicie przypadkowym porządku. Tylko dzięki logice i uważnemu, inteligentnemu czytaniu będziesz w stanie posortować strony w poprawnej kolejności, ujawniając tożsamość zabójców”. – z opisu Wydawcy. 

Czytaliście, lub raczej powinnam zapytać, zapoznawaliście się z książką, w której nie strony nie są uszeregowane? A czytaliście kiedyś książkę, w której dość, że strony nie są usystematyzowane w kolejności, to jeszcze zdania nie są wydrukowane w poprawnej kolejności? Jeśli nie to właśnie macie okazję przeżyć to doświadczenie dzięki publikacji od Czwartej Strony zatytułowanej „„Żuchwa Kaina”, a której autorem jest Edward Powys Mathers (ur. 28 sierpnia 1892 – zm. 3 lutego 1939). Mathers to angielski tłumacz i poeta będący jedocześnie pionierem komponowania zaawansowanych kryptograficznych krzyżówek (źródło: Wikipedia). Zasłynął na świecie jako właśnie autor zbioru zagadek puzzlowych zatytułowanych „The Torquemada Puzzle Book”, które w składzie miały właśnie tytułową „Żuchwę Kaina”. Zagadka została re-edytowana w 2019 przez zagranicznego wydawcę. Publikacja miała 100 stron. Obu edycjom, po opublikowaniu, towarzyszył konkurs oferujący nagrodę pieniężną pierwszemu czytelnikowi, który rozwiązał zagadkę. Pierwsza nagroda wyniosła 15 funtów i miała zostać przekazana „pierwszemu czytelnikowi, który mógł poprawnie uporządkować strony i przedstawić relację z 6 osób zamordowanych w Kain’s Jawbone i pełnych nazwisk ich morderców” Dwie osoby, pan S. Sydney-Turner i pan W. S. Kennedy, rozwiązali zagadkę w 1935 roku i wygrali finalnie po 25 funtów. Wydawcy edycji 2019 przeprowadzili konkurs po raz drugi, mówiąc: „Nagroda w wysokości 1000 funtów (w przybliżeniu, tyle było warte 15 funtów w 1934 roku) zostanie przyznana pierwszemu czytelnikowi, który poda nazwiska morderców i zamordowanych, prawidłową kolejność stron i krótkie wyjaśnienie, w jaki sposób uzyskano rozwiązanie. Konkurs będzie prowadzony przez rok od daty publikacji.” W listopadzie 2020 roku ogłoszono, że komik i kompilator krzyżówek John Finnemore poprawnie rozwiązał zagadkę. Zajęcie się tym tematem zajęło mu sześć miesięcy podczas lockdownu COVID-19 (źródło: Wikipedia)Pierwsze wydanie książki było w twardej oprawie. Drugie stanowiło pudełkowy zestaw kartek, które powinny być przez czytelnika samodzielnie poukładane, by rozwiązać zagadkę.  Tekst zawiera sporą liczbę cytatów, odniesień, kalamburów i innych gier słownych. Strony mogą być ułożone w ogromną ilość możliwych kombinacji, ale jest tylko jedna poprawna kolejność. Co ważne, rozwiązanie układanki nigdy nie zostało upublicznione.

Niełatwe to zadanie przebrnąć przez publikację. Próbowałam, z marnymcz skutkiem, niestety. Jest to jednak unikatowy sposób na zabawę, z którym spotkałam się po raz pierwszy. Idealny dla zatwardziałych fanów zagadek i łamigłówek, w których liczy się zdolność szybkiego kojarzenia, analitycznego myślenia i szybkiego zapamiętywania. Publikacja idealna dla odważnych!!! 

Moja ocena: 6/10

Za możliwość zapoznania się z publikacją bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

„Ta dziewczyna” Ruth Ware

TA DZIEWCZYNA

  • Autorka: RUTH WARE
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron:512
  • Data premiery: 17.05.2023r.
  • Data premiery światowej: 12.07.2022r. 

Do thrillera brytyjskiej pisarki Ruth Ware  „Ta dziewczyna” podeszłam bez entuzjazmu. Mogło to wynikać z tego, że zasugerowałam się licznymi nieprzychylnymi opiniami stwierdzającymi, że to najsłabsza powieść autorki. Jest to piąta powieść wydana przez Czwarta Strona Kryminału autorstwa Ruth Ware. I czwarta o której opinia znalazła się na moim czytelniczym blogu (w kolejności publikacji: „Pod kluczem”, „Śmierć Pani Westaway”, „Jedno po drugim”). 

„(…) i nagle przeszywa ją wspomnienie tamtego wieczoru przed wielu laty, kiedy biegli razem przez Fellows Garden, miała wtedy na sobie jego kurtkę. I tak to się skończyło dla Hugh. Tak też skończy się teraz dla niej”. -„Ta dziewczyna” Ruth Ware

Słynny koledż Pelham na Oxfordzie. Nowy dom na najbliższe trzy lata dla Hannah, dla April, dla Hugh, dla Willa, dla Ryana, dla Emily i dla wielu innych studentów. Nie wszystkim jednak było dane go skończyć. Nie skończyła go Hannah Jones. Miła dziewczyna, która dla wszystkich chciała być przyjazna. Nie skończyła również April Clarke – Cliveden atrakcyjna młoda kobieta, która z doktorem wykładającym na studiach była na „Ty”, która uwodziła chłopaka swojej koleżanki, która była niewierna Willowi i która robiła najbliższym niewybredne przykre niespodzianki. Która miała swoich wrogów. Wiele lat po jej śmierci jej współlokatorka zaczyna wątpić, czy przez jej zeznania nie został osadzony niewinny człowiek. Czy to przez nią John Neville, „lepiej znany jako Dusiciel z Pelham” nie zmarł w więzieniu w wieku 63 lat?

Mam niejednorodne spostrzeżenia po przeczytaniu tej powieści. Widzę i jej mocne, i jej słabe strony. Zacznę od negatywów. Niemiłosiernie dłużyła mi się fabuła!!! Książka mogłaby mieć o co najmniej 150 stron mniej, a i tak nic by nie straciła ze swej treści. Liczne powtórzenia. Wałkowanie ciągle jednego i tego samego wątku, kiedy akcja i tak była skupiona wobec Hannah Jones, aktualnie de Chastaigne i jej wątpliwości, czy to, co widziała wiele lat temu było rzeczywistą prawdą, czy tylko jej oczekiwaniem. Chyba w pisaniu autorka tak się zagalopowała, że nie zauważyła, iż trafne sformułowanie pojawiło się dwukrotnie w publikacji. „Will ma dość przyzwoitości, by wyglądać na lekko zawstydzonego.” – dałabym sobie głowę uciąć, że to zdanie przeczytałam wcześniej. Możliwe też, że to deja vu i zostałabym bez głowy. 

Co do samego wątku kryminalnego to przyznaję, że pomysł był bardzo zgrabny. Powracająca przez lata trauma nagle znajduje ujście i zaczyna dominować nad życiem dorosłego już człowieka. To trochę takie wracanie do przeszłości, by zamknąć pewien rozdział, by zacząć żyć pełną piersią. Natomiast wykonanie nie do końca się udało. Hannah wydawała mi się w swoich działaniach nieracjonalna. Nużyło mnie zaglądanie do jej wnętrza w sposób, który przedstawiła autorka. Kompletnie mnie jej życie wewnętrzne nie przekonało. Nierówno Ruth Ware, moim zdaniem, opisywała, z czym główna bohaterka musiała się mierzyć przez lata. Jej relacje z kolegami i koleżanki z koledżu również były nierealne. Taka otwartość po tylu latach braku kontaktu, dla mnie osobiście wątpliwa. Byli na każde jej zawołanie. Trochę przypominało mi to narrację bardziej życzeniową – tak autorka by sobie życzył, niż rzeczywistą. Odebrałam Hannah jako wyjątkowo naiwną młodą kobietę, która historii sprzed lat niby podporządkowała całe swoje życie, „niby”. 

Co do zalet to przyznaję, że niektóre postaci były naprawdę dobrze wykreowane. Kosnekwentnie autorka przedstawiła Hugh, kujona na pierwszym roku medycyny, chłopaka do „rany przyłóż”, z którym Hannah stworzyła przyjazną więź. Podobał mi się też wątek z doktorem Horatio Myersem, sąsiadem dziewczyn z bursy. Mógł być naprawdę bardzo ciekawym bohaterem, o ile autorka nadałaby mu większego znaczenia i poświęciła mu więcej stron. Był naprawdę dobrym materiałem na kogoś, kto mógłby namieszać w tym tak naprawdę leciutkim thrillerku (ps. jedyne napięcie odczułam w końcówce). Podobała mi się konstrukcja rozdziałów i przedstawianie historii „Przed” i „Po”. To jest chyba ulubiona konstrukcja książek Ruth Ware, te retrospekcje, które mają bardziej namieszać, niż wyjaśniać. Duży plus za to, że główną bohaterką jest kobieta w ciąży. Jestem tym naprawdę mile zaskoczona, bo chyba po raz pierwszy w książce tego gatunku i z taką fabułą występuje kobieta w ciąży, ze wszystkimi jej atrybutami, trudnościami i bolączkami. Świetny pomysł, naprawdę odosobniony. 

Książka dla fanów Ruth Ware. Pozycja dla czytelników, którym nie straszna przydługa, rozciągana do granic fabuła i lekkość thrillera. Lubicie Ruth Ware? Jeśli tak to sprawdźcie jak spisała się w „Tej dziewczynie”. 

Moja ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

„Pomoc domowa” Freida McFadden

POMOC DOMOWA

  • Autorka: FREIDA McFADDEN
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Cykl: MILLIE CALLOWAY (tom 1)
  • Liczba stron: 432
  • Data premiery: 27.09.2023r. 
  • Data premiery światowej: 26.04.2022r

Debiutancka powieść „Zamknięte drzwi” Freidy McFadden bardzo mi się podobała. Tak bardzo, że moja subiektywna opinia wyniosła 8/10 (recenzja na klik). Bardzo ucieszyłam się na premierę z 27 września br. pt. „Pomoc domowa„, którą zaproponowało mi Wydawnictwo Czwarta Strona. Sięgnięcie do książki trochę mi jednak zajęło. I uwierzcie mi….żałuję, że przeczytałam ją tak późno. 

Po dziesięcioletnim pobycie w więzieniu młoda Wilhelmina „Milli” Calloway uporczywie szuka pracy. Poprzedni pracodawca przekroczył granicę jej nietykalności. Od miesiąca mieszka w samochodzie. I mimo pewnych obaw związanych ze swoim przyszłym miejscem pobytu, przyjmuje posadę pomocy domowej w bogatym domu Niny i Andrew Winchester’ów. Od początku współpraca z panią domu niesie ze sobą wiele wyzwań. Nina wydaje się niestabilna psychicznie. Do tego, ich córka Cecelia daje się również we znaki. Mała dziewczynka nie jest przychylna nowej opiekunce, do tego gardzi przygotowanymi przez nią posiłkami i nie pozwala się do siebie zbliżyć. Czy Millie utrzyma tę pracę dłużej? 

(…) Było w tamtym pokoju coś przerażającego, ale jeśli jakimś cudem uda mi się dostać tę pracę, przywyknę do tego. Z łatwością.” – „Pomoc domowa” Freida McFadden.

Już sam opis pokoju na poddaszu z początku książki mnie zafrapował. Tak mocno wciągnął mnie w swoją tajemniczość, że wszystkimi siłami postanowiłam skończyć książkę w jeden wieczór, by dowiedzieć się, jaką tak naprawdę historię skrywał. Książka Freidy McFadden okazała się dobry thrillerem psychologicznym, z ciekawym, nietuzinkowym zakończeniem. I tylko końcowy udział włoskiego ogrodnika trochę mnie zawiódł… ale tylko trochę. 

Wracając do „Pomocy domowej” to niezwykle ciekawa jestem jej kolejnych tomów. Recenzowana przeze mnie powieść jest bowiem pierwszym tomem cyklu. Kolejne dwie już zostały wydane przez zagranicznego wydawcę. Liczę, że i Czwarta Strona wyda je czym prędzej u nas. Ciekawi mnie z jakimi problemami, z jakimi domownikami będzie się stykać Millie Calloway w kolejnych częściach. Ciekawi mnie z jakimi paniami domów i panami domów będą musiały się zmierzyć. Bez dwóch zdań przeczytam kolejne części serii, bo „Pomoc domowa” okazała się bardzo dobrym jej początkiem. 

Powieść czyta się niezwykle szybko. Autorka bardzo dobrze wykreowała napięcie, umiejętnie prowadziła narrację zaciekawiając mnie praktycznie od początku do końca. Książka podzielona jest na trzy części, łącznie zawarto w niej sześćdziesiąt jeden rozdziałów. Zaczyna się dość mocno. W prologu czytelnik dowiaduje się o martwym ciele w pokoju na poddaszu i tylko dzięki kolejnym elementom układanki poznaje, co tak naprawdę doprowadziło do tej interesującej śmierci. Jak już wspomniałam o prologu to wspomnę też o epilogu, który mnie zaskoczył równie mocno jak początek. Epilog, w mojej opinii, jest obietnicą czegoś naprawdę dobrego w kolejnym tomie, o ile Freida McFadden podążyła faktycznie w tę stronę. Narracja prowadzona jest z perspektywy Millie i z perspektywy Niny. I ta opowieść słowami Niny była dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Po głębszej analizie uznałam, że faktycznie fabuła ma sens, spina się. Nie był więc to zabieg autorki powodujący większe zaciekawienie, a przemyślany projekt literacki, który wyszedł bardzo zgrabnie. 

Losy dwóch kobiet, bardzo różnych, których połączyło coś wspólnego. Połączyła wspólna historia. 

To książka o fasadach, o kłamstwach. To książka o relacjach rodzinnych, które są zbudowane na strachu, które były od młodych lat bohaterów zbudowane na strachu i dzięki temu tak długo przetrwały. To książka o 100 włosach z cebulkami (majstersztyk!) i czterech zębach, a także trzech małych butelkach wody zamkniętych w małej lodóweczce. To naprawdę bardzo dobra historia. Napisana z uczuciem, w wysublimowany sposób ukazująca cierpienie kobiet, które z zewnątrz wydają się być zwyciężczyniami nie mającymi prawa na nic narzekać.

Serdecznie zachęcam Was do tej lektury. Nie pożałujecie !!! 

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA. 

„Klub” Ellery Lloyd

KLUB

  • Autorzy: ELLERY LLOYD
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 380
  • Data premiery: 25.10.2023r. 
  • Data premiery światowej: 1.03.2022r.

25 października 2023r premierę miał kolejny thriller od Czwarta Strona Kryminału. Wydawnictwo dla mnie zawsze jest gwarantem dobrej książki. Często wrzucam na półkę ich publikacje bez większego zastanowienia. Podobnie było z książką pt. „Klub” Ellery Lloyd. Nie znając autorów, bo pod pseudonimem Ellery Lloyd kryje się duet pisarski, a znając Wydawnictwo nastawiłam się naprawdę na bardzo interesującą lekturę. Choć temat ekskluzywnego klubu nie jest mi obcy. Pamiętam;  „Podziemny krąg” z 1999 roku z Bradem Pittem w roli głównej oraz „Grę” z 1997 roku z Michaelem Douglasem, gdzie grany przez aktora bohater – Nicholas Van Orton –  w  dniu swoich 48 urodzin zostaje zaproszony do tajemniczej gry, która odmienia jego monotonne życie. Podobny motyw pojawił się w filmie z ubiegłego roku „Menu”, w którym młoda para wybiera się na odległą wyspę, do ekskluzywnej restauracji do której zaproszenia otrzymuje bardzo bardzo wąskie grono. 

KAŻDY DAŁBY SIĘ ZABIĆ, BY DOŁĄCZYĆ… do kolektywu klubów dla celebrytów rozsianych po całym świecie, w których bogaci i sławni mogą ostro imprezować, a następnie odpoczywać w pięciogwiazdkowych apartamentach, z dala od wścibskich oczu fanów i mediów” – z opisu Wydawcy. A to wszystko dzięki i pod okiem Neda Grooma, jej aktualnego dyrektora, który jest w stanie zapewnić wymagającym gościom każdą, żądaną przez nich rozrywkę.

The Home Club nie okazał się jednak tak interesujący, jak wynika z opisu książki. Pomysł miał opierać się na fabularnej krytyce rozrzutności, celebryckiego życia i hołdowania własnym, nawet najbardziej prymitywnym pragnieniom. Z zabiegu narracyjnego wyniknęła opowieść z punktu widzenia organizowania dużego wydarzenia integracyjnego, w którym udział chciałby wziąć prawie każdy. I ten zabieg okazał się niezwykle udany. Autorzy bardzo dobrze sportretowali tło powieści z punktu widzenia całej załogi, a także nawet z punktu widzenia dziennikarzy, którzy relacjonują w prasie zdarzenia w trakcie i po imprezie, snują różnorodne teorie spiskowe, a nawet dopowiadają pourywane wątki. I to tyle z silnych stron książki. Słabością powieści jest pomysł, który gdzieś się ulotnił w trakcie pisania. Możliwe, że duet pisarski się ścierał próbując przeforsować różne podejścia i różne koncepcje. Finalnie wyszło słabo. Trup ścieli się gęsto. Ofiary pojawiają się jedne po drugich. Zaskoczona byłam koncepcją bohaterów. Tak naprawdę perspektywa czterech osób gwarantowała różnorodność.  Nie utożsamiłam się ani z Adamem – bratem właściciela, ani z Annie odpowiedzialną za kontakty z celebrytami. Chwilami ciekawiła mnie Nikki osobista asystentka Neda, lecz bliżej mi było do Jess, nowo zatrudnionej zarządzającej ekipą sprzątającą. Teoretycznie wszyscy mają swoje tajemnice i powody do zemsty, i powinni mnie bardziej ciekawić, niż się stało. Po przeczytaniu książki odczułam pewien niedosyt. Odebrałam bohaterów słabo, mało wyraźnie. Zabrakło mi wątku przewodniego. Zdarzenia mieszały się, rozgałęziały jak macki ośmiornicy. Przeczytałam i tyle. 

Ciekawy koncept.  Wykonanie musicie ocenić sami. 

Moja ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

„Ofiara twoim przeznaczeniem” Ryszard Ćwirlej

OFIARA TWOIM PRZEZNACZENIEM

  • Autor: RYSZARD ĆWIRLEJ
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Seria: ANTONI FISCHER. TOM 8
  • Liczba stron: 360
  • Data premiery: 6.09.2023r. 

7 września br. premierę miał najnowszy (ósmy już) tom serii o Antonim Fischerze autorstwa Ryszard Ćwirlej pisarz pt. „Ofiara twoim przeznaczeniem” od Czwarta Strona Kryminału. O poprzednim tomie z cyklu pisałam tu: „Śmierci ulotny woal”. W recenzji napisałam między innymi: „W warstwie patriotycznej idealnie przedstawił rozterki typu; kto Polak, kto Niemiec. Odniósł się do niemieckiego pochodzenia, niemieckich imion i nazwisk, które nie determinują niemieckości, lecz czasem polskość i odwrotnie. (…) Socjologiczny obszar świetnie został rozrysowany w ujęciu polsko – niemieckich nazw. Raz Ćwirlej umiejscawia akcję w Poznaniu, raz w Posen. Innym razem szajka lokalnych złodziejaszków jedzie na akcję do Szczecina, a raz do Stettina. A sam Fischer to raz Antoni, a raz Anton”. Mam nadzieję, że jesteście ciekawi, jak tym razem odebrałam historię opisaną przez Pana Ćwirleja?

W Poznaniu w roku 1931 odnaleziono skradziony w czasie działań wojsk niemieckich na terenie Belgii obraz z podobizną Matki Boskiej. Już w momencie kradzieży przez niemiecką armię wiadomo było, że obraz jest cenny. Jego autorstwo przypisane zostało wczesnemu Bruegelowi. Podopieczni Fischera z Dyrekcji Policji w Poznaniu, Oskierko z Olkiewiczem szukają świątyni, z której obraz zabrali szabrownicy. W między czasie w mieście kwitnie przemyt. Najpierw życie traci Marian Grzelak, drobny złodziejaszek. Następnie Tolek Grubiński wraz ze swoją szajką zostaje złapany na gorącym uczynku, gdy plądruje dość owocnie mieszkanie. Sam komisarz Antoni Fischer z misją przebywa w Bydgoszczy, gdzie zostaje zaskoczony obecnością swego przełożonego z czasów Wielkiej Wojny, majora Richarda Böhma, występującego w roli szefa niemieckiej delegacji handlowej. 

Zanim o fabule to muszę zadać Wam pytanie, czy zwiedzaliście Międzyrzecki Rejon Umocniony (w skrócie MRU)? To kompleks misternie wniesionych przez Niemcy umocnień po przegranej I Wojnie Światowej. Do dziś zachowały się tunele (30 km tras), które można zwiedzać. Zaczynając czytać „Ofiara twoim przeznaczeniem” Ryszarda Ćwirleja od razu pomyślałam o tych ciekawych fortyfikacjach. Jak czytamy na oficjalnej stronie (źródło: https://bunkry.pl/historia/#) „Plan ufortyfikowania obszaru zakładał wybudowanie ponad 100 obiektów bojowych, w większości połączonych ze sobą systemem podziemnych korytarzy spiętych głównym korytarzem w jedną całość. Uzbrojenie schronów stanowić miały karabiny maszynowe, miotacze ognia, granatniki automatyczne oraz armaty w bateriach artyleryjskich i działka przeciwpancerne w kazamatach pancernych”. I to o ten historyczny wątek również zahaczył Ryszard Ćwirlej kończąc ósmą opowieść o Antonim Fischerze. 

Skojarzenia z MRU pojawiły się przy kwestii działań niemieckiego wojska związanego z rozbudowywaniem infrastruktury obronnej wzdłuż granicy. To odkrycie wywiadowcze zainteresowało delegaturę i samego Żychonia, szefa sławetnej „Dwójki”. Już w czasie, gdy dzieje się akcja, polskie służby wywiadowcze wiedziały, że Niemcy szykują całą linię obronną. W tym zakresie Ćwirlej przeszedł samego siebie pokazując słabości ówczesnej polityki, możliwości do nadużyć, czy wręcz jawnej polityki związanej w zagrabianiem państwowego, w tym przypadku wojskowego mienia. Historyczna wartość tej powieści jest więc oczywista i zachęca do dalszych badań nad tematem. 

Nie wiem jak głęboko Ryszard Ćwirlej sięgnął do prawdziwej historii. Wiem natomiast, że „Ofiara twoim przeznaczeniem” to kolejny kryminał retro z politycznym wątkiem w tle. Tak jak w poprzedniej części, niemieckość, miesza się z polskością. Nie wiadomo, kto Polak, kto Niemiec. Sam Fischer raz jest Antonim, raz Anthonem. Bydgoszcz – Bydgoszczą, lub Bromberg. Przykładów można by mnożyć w nieskończoność. Sami śledczy, z wyjątkiem oczywiście tych wybitnych, zostali przedstawieni z przymrużeniem oka. 

(…) do policji trafiają ludzie pełni zapału, ale z możliwościami intelektualnym dalekimi od zadowalającego poziomu ćwierćinteligenta. Pracujemy z takim, a nie innym materiałem ludzkim i nie ma co narzekać. Może kiedyś dojdziemy do sytuacji, w której matura będzie cenzusem uprawniającym do pracy w policji, a na razie cieszymy się, jeśli nas posterunkowy na jakimś zadupiu ma zaliczone trzy klasy powszedniaka, czyli umie pisać i czytać…” – „Ofiara twoim przeznaczeniem” Ryszard Ćwirlej. 

Przodownicy kryminalni również o swojej pracy nie mają wysublimowanego zdania. Dla nich wszystko jest proste. Metody przesłuchiwania oklepane, ale jakże skuteczne. Bratanie się z drobnymi przestępcami zawsze opłacalne. A uliczki, jak to uliczki ciemne. Byle by tylko korzystać z usług zarejestrowanych dziewczynek do towarzystwa. 

Większość spraw kryminalnych ma proste wytłumaczenie. Trzeba tylko wiedzieć, kogo pytać (…) To tylko w powieściach wszystko jest niepotrzebnie rozkładane na czynniki pierwsze, podczas gdy prawda leży na wyciągnięcie ręki. – Wskazał na leżącego u jego stóp człowieka. – Gdy się odpowiednio uderzy, to nożyce odzywają się natychmiast.” – „Ofiara twoim przeznaczeniem” Ryszard Ćwirlej. 

Bardzo lubię kryminały retro. Lubię ten ciemny blichtr, ten smród, brud i te dorożki ciągnione przez konie brudzące swymi odchodami ulice. A jeszcze bardziej lubię bohaterów w stylu Fischera, który jako „(…) wojskowy potrafił analizować sytuację wojenną na poziomie taktycznym, ale również umiał ocenić ją z poziomu strategicznego. A strategia była dla powstańców bezwzględna.” – „Ofiara twoim przeznaczeniem” Ryszard Ćwirlej.

Do tego bardzo lubię uczyć się historii z beletrystyki, w której ścierają się losy ludzi z różnych perspektyw. Byłej wojny, przyszłej wojny. Byłego języka ojczystego, aktualnego, czy nawet przyszłego. Dlatego całkowicie „Ofiara twoim przeznaczeniem” Ryszarda Ćwirleja spełniła moje oczekiwania. Może tylko za dużo było gmatwania i komplikowania w tych wojskowych, kryminalnych bohaterach. Momentami myliły mi się nazwiska, myliły mi się postaci. Mimo tego, że Autor zadbał, by na początku każdego rozdziału znalazło się oznaczenie miejsca i czasu, nawet Ćwirlej podaje godzinę i porę dnia.

A propos bohaterów, głęboki ukłon dla Autora, który dotrzymał słowa w aukcji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i nadał imię oraz nazwisko dwóm bohaterom w podziękowaniu za ich udział w licytacji. A Panom Piotrowi Pikule i Marcinowi Rybackiemu za zaangażowanie w tą szczytną inicjatywę i udział w zabawie. Ciekawe, co by zrobił Autor z moim nazwiskiem? Może się przekonam. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy znowu zagra!!! Trzymam kciuki, by zagrał z nią również Ryszard Ćwirlej. 

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

„Diabelski krąg” Przemysław Borkowski

WIEŻA STRACHU

  • Autor: PRZEMYSŁAW  BORKOWSKI
  • Seria: PROKURATOR GABRIELA SEREDYŃSKA. TOM 4
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 394
  • Data premiery: 12.10.2023r.

Bardzo sobie cenię książki Przemysława Borkowskiego. Lubię cykl z prokurator Gabrielą Seredyńską, więc gdy usłyszałam, że w październiku premierę będzie miał czwarty tom pt. „Diabelski krąg” od Wydawnictwa Czwarta Strona Kryminału bardzo się ucieszyłam. Poprzednie wywarły na mnie spore wrażenie, byłam więc bardzo ciekawa najnowszego. Czy sprostał on pokładanym w nim nadziejom? Przeczytajcie sami.

Prokurator Gabriela Seredyńska wraca w rodzinne strony na pogrzeb ojca. Ma to być bardzo krótki pobyt, sprzedaż domu dawnemu znajomemu ojca zaraz po pogrzebie i szybki powrót do warszawskiego życia. Pierwszy problem pojawia się, gdy ceremonia pochówku niespodziewanie i z nieznanych powodów się opóźnia. Sprawy komplikują się jeszcze bardziej, gdy na terenie oddziedziczonej posiadłości kobieta odkrywa ślady, które jej zdaniem świadczą o tym, że zostało tam pochowane jakieś ciało. Niestety miejscowa prokuratura i policja nic nie znajdują. Przeczucie jednak nie daje bohaterce spokoju. Wbrew zdrowemu rozsądkowi decyduje się ona zostać w rodzinnych stronach na trochę dłużej i podejmuje nieoficjalne śledztwo. Niestety bardzo trudno jej się czegoś dowiedzieć, mieszkańcy milczą lub mówią nieprawdę, a w oczach niektórych z nich bohaterka dostrzega strach. Śledztwo doprowadzą prokurator do budzącego grozę miejsca w środku lasu oraz szokujących odkryć dotyczących jej własnej rodziny. Czy uda jej się odkryć całą historię i znaleźć winnych, którzy oślepieni władzą i opętani żądzą zemsty czują się bezkarni?

Całą historię poznajemy z punktu widzenia prokurator Gabrieli Seredyńskiej, narracja jest trzecioosobowa, więc czytelnik może poczuć się jak milczący świadek rozgrywających się wydarzeń. Tym razem sytuacja bohaterki jest inna. Z dala od miejsca gdzie od lat mieszka o pracuje traktowana jest jak intruz, jak obca. Nie może korzystać ze swoich zawodowych uprawnień i stałych współpracowników, musi poradzić sobie sama. Trudniejsze jest też to, że w pewien sposób, który musi dopiero odkryć, historia ta łączy się z jej rodziną i nią samą. Zmuszona zostaje też do skonfrontowania się z postacią ojca, który przez większość jej życia był nieobecny i do którego ma żal. Odkrywa również szokującą historię rodzinną, która dotyka ją osobiście. W tym tomie mamy więc okazję poznać bohaterkę z tej bardziej prywatnej, intymniejszej strony. Przedstawiona historia również jest bardzo ciekawa, choć u jej podłoża leżą instynkty, którymi części ludzi kierują się od wieków – pragnienie władzy, zemsty, poczucie wyższości i bezkarności. Poszczególne elementy tej zagadki autor odkrywa przed nami stopniowo, a jej początek jest bardzo oryginalny, nie ma bowiem zbrodni, ciała, jest tylko przeczucie głównej bohaterki, że coś tu jest nie tak. Już zresztą pierwsze zdanie tej powieści jest bardzo niecodzienne i zwróciło moją uwagę, wytrąciło mnie z utartego szlaku: „Stała nad pustym jeszcze grobem i myślała o seksie.” Nie, to nie zapowiada początku erotyku, ale początek bardzo intrygujące i oryginalnej opowieści, o której długo nie będziecie potrafili zapomnieć i która z wielką mocą wciągnie Was w swoje karty. Polecam gorąco.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

„Dom obok” Klaudia Muniak

DOM OBOK

  • Autor: KLAUDIA MUNIAK
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery: 26.07.2023r.

Niedawno dzieliłam się z Wami wrażeniami z lektury „Nie zabiłam”. Była to pierwsza przeczytana przeze  mnie powieść Klaudii Muniak która wywarła na mnie spore wrażenie. Z wielką ciekawością zabrałam się więc do lektury kolejnej. „Dom obok” miał premierę 26 lipca nakładem wydawnictwa Czwarta Strona. Książka podobała mi chyba jeszcze bardziej niż poprzednia. Jest to trzymający w napięciu thriller, od którego trudno mi było się oderwać.

Studentka Milena pewnego dnia postanawia zrobić niespodziankę rodzinie i spontanicznie decyduje się przyjechać do domu na weekend, nic nikomu nie mówiąc. Niestety gdy dociera na miejsce rodziców, ani jej młodszej siostry Laury nie ma w domu. By dostać się do ogródka, gdzie spodziewa się znaleźć zapasowy klucz musi poprosić o pomoc sąsiadów, rodzinę Nowickich. Tych samych, których jakiś czas temu plotki łączyły ze sprawą zaginięcia młodego chłopaka. Lena budzi się następnego dnia w zamkniętym pokoju. Nie pamięta jak się tam znalazła. Ma tylko pewne przebłyski, brak klucza, zgubiony pierścionek, rozładowany telefon, noc u Nowickich, drogę na parking… Dalej nie pamięta już nic, a właśnie zaczyna się jej koszmar, jest więziona przez człowieka, który poddaje jej strasznym torturom. Dlaczego robi? Czy Lenie uda się wyjść z tego cało?

Powieść czytałam z zapartym tchem, przeczytałam ją w jedną niedzielę, nie potrafiłam wprost oderwać się od lektury, tak mnie wciągnęła. Napięcie, zwroty akcji, tajemnica, to wszystko sprawiło, że chciałam coraz bardziej zagłębiać się w tę historię. Narracja pierwszoosobowa, naprzemiennie z punktu widzenia Leny i jej siostry Laury stopniuje nam to napięcie i powoduje, że z dwóch różnych stron próbujemy odkryć na się naprawdę wydarzyło. Czytamy o okrucieństwie, które spotyka Milenę, jednocześnie obserwując jak jej siostra stopniowo próbuje dojść do tego co się wydarzyło. Zakończenie to prawdziwa wisienka na torcie, zaskakujące, oszałamiające, z pewną nutką tajemniczości, która przypomina, że tak naprawdę nie wiem co kryje się w nas i w drugim człowieku dopóki nie zostaniemy poddani próbie. Postacie obu sióstr, tak od siebie różnych, a jednak połączonych mocną więzią, które zawsze mogą na siebie liczyć w trudnych momentach i zrobią dla siebie wszystko to zdecydowanie mocna strona tej książki. Polubiłam, i Lenę, i Laurę. Są to postacie wielowymiarowe, złożone i bardzo ciekawe. „Dom obok” to świetny thriller psychologiczny, z zapierającą dech w piersiach historią, ciekawymi postaciami, napisanym świetnym stylem. Jedyne co nie końca było dla mnie zrozumiałe i mnie nie przekonało to motywacja sprawcy. Natomiast sama jego psychopatyczna postać była dla mnie równie przerażająca, co intrygująca. Jest to powieść o złu, tym atakującym znienacka, tak wielkim i niezrozumiałym, że przyprawia o ciarki. Zawiera dość mocne, momentami brutalne sceny, które mają nam uzmysłowić do czego może być zdolny człowieka i jakie pokłady zła mogą się w nim znajdować. To lektura pełna emocji, o której szybko nie zapomnicie. Gorąco polecam! Ja spędziłam z nią świetny czas.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA KRYMINAŁU.