Recenzja przedpremierowa – „Złudzenie” Nicola Rayner

ZŁUDZENIE

  • Autor:NICOLA RAYNER
  • Wydawnictwo:W.A.B.
  • Liczba stron:384
  • Data premiery: 19.05.2021r.

Zamień spanie na czytanie! lub Mniej spania więcej czytania! Zawsze chciałam tak zacząć recenzję. Wreszcie mi się udało. Oczywiście czasownik „spać” możecie zamienić na „grać”, „oglądać” czy jak tam wolicie. Ja postępuję zgodnie z przytoczonymi hasłami i kultywując zwyczaj zarywania nocy, by zdążyć zaprezentować Wam kolejną książkę, która będzie miała premierę 19 maja. Przedstawiam recenzję drugiej książki Nicoli Rayner „Złudzenie” od wydawnictwa W.A.B. Przygodę z autorką zaczęłam Dziewczyną, którą znałaś. W recenzji debiutanckiej powieści autorki napisałam „(…) miałam wrażenie, że to wszystko już było, duszny, niespokojny klimat, ten sposób pisania i narracji, podobno bohaterowie. Książka bez wątpienia nie jest wybitna ani nowatorska”. Czy druga powieść okaże się podobna do poprzedniej?

Rzeczy, które wydają się niewybaczalne, czasami przestają takie być”.

„Złudzenie” Nicola Rayner

Ona. Dorosła kobieta. Fran. Siostra Ellie. Księgarka. Od szkoły średniej zakochana w Charlesie, chorobliwie, niewłaściwie, z prawdziwą pasją. Stalkerka ? Prawie. Jej życie. Z jednej strony spokojne, wyważone. Pracuje z książkami, które kocha. Ma jedną prawdziwą przyjaciółkę obok siebie i niezmieniony od wielu lat obiekt swych westchnień. Z drugiej strony samotna. Bardzo samotna. Ciągle przeżywająca śmierć Matki, przez duże „M” i brak kontaktu z młodszą siostrą Ellie przez prawie trzy lata, która skłócona wyjechała nie pozwalając zapoznać się jej z siostrzenicą Rosy. Rosy, która miała niedługo pojawić się na świecie. Jej przeszłość. Życie w prywatnej szkole z internatem w Chesterfield, podział na lepszych i gorszych, normalnych i freakowatych, molestowanie, wykorzystywanie dla własnych celów, naśmiewanie się, ośmieszanie, wszechobecna przemoc psychiczna i fizyczna tych z piedestału, zwykle króla i królowej balu.

Tak naprawdę opis wydawcy kompletnie nie pasuje do fabuły. Z opisu wynika, że jest to mocny thriller psychologiczny z silnym i rozbudowanym wątkiem stalkerstwa. Nic takiego się nie stało. Przez pierwsze 200 stron mamy raczej nudną, rozwlekającą się obyczajową fabułę opartą na zwierzeniach i życiu Fran, która głęboko wierzy w ogromną miłość do kolegi z roku Charlesa. Fran jest narratorką w całej powieści. Jej uczucia, wierzenia, obyczaje i przeszłość oraz jej perspektywa jest więc w niej najważniejsza. Pojawił się w tej części wątek zaskoczenia. Jest nim śmierć kolegi z roku – Dickiego, który zginął tragicznie pod kołami londyńskiego metra. Tragiczna śmierć, której świadkami było wielu. Śmierć, która po pierwszym szoku przestaje wydawać się przypadkowa. Wszyscy wydają się być podejrzani, sama Fran, Charles, źle potraktowane w przeszłości kobiety, nawet siostra Fran – Ellie.

Jestem zmuszona powielić moją opinię. Widocznie pióro Rayner nie dla mnie. Dla „Złudzenia” jak nic pasuje moja opinia z poprzedniej książki autorki „(…) wszystko już było, duszny, niespokojny klimat, ten sposób pisania i narracji, podobno bohaterowie. Książka bez wątpienia nie jest wybitna ani nowatorska”. Zwróciliście uwagę na okładkę? Kolorystyka i pomysł żywcem z „Dziewczyny, którą znałaś”, co nie zmienia faktu, że obie mi się wyjątkowo podobają.

Autorka sięgnęła po sprawdzone motywy. Nieszczęśliwa miłość, tajemnica przeszłości, zebrane w młodości rany, które do tej pory nie zagoiły się, nie przestały krwawić. Rany pod przykrywką ośmieszania, żartów i mówiąc kolokwialnie „nabijania się”. Jakby autorzy mieli za zadanie ciągle nam przypominać, jak ważne jest to, na co pozwalamy naszym dzieciom, a czego nie akceptujemy, bo potem jest już za późno. Wszyscy oprawcy dorośli. Wszystkie ofiary dorosły. Każdy ma swoje rodziny, każdy ma swoich partnerów, każdy ma pasje, pracę i plany na przyszłość, każdy ma swoje problemy. Los ponownie ich ze sobą splata. Ale Fran ciągle się zastanawia, czy może im ufać, czy może ufać duchom swojej przeszłości.

Sama Fran bardzo mnie denerwowała. Szczególnie w pierwszej połowie. Po przeczytaniu całej książki miałam wrażenie, że były dwie bohaterki. Fran sprzed dwusetnej strony i Fran po dwusetnej stronie. Bohaterka przeszła chyba jakiś szybki kurs dojrzewania i terapii behawioralnej, ciągle w sferze domysłów.  W pewnym momencie Fran zaczęła myśleć. Patrzeć na wszystko co ją otacza i na rzeczywistość, którą kurczowo sobie sama kreowała w sposób bardziej realny i obiektywny. Zaczęła dostrzegać kim są ludzie, którymi się otacza. Na kogo naprawdę może liczyć i komu na niej naprawdę zależy.

Bardzo podobała mi się opisana relacja Fran z matką, przez duże „M” za którą ciągle tęskni. Ta matka przez duże „M” niepokoiła mnie od samego początku. Zastanawiałam się kiedy te duże „M” na coś się przyda. Kiedy wreszcie wybuchnie jak wulkan rozżarzoną lawą. Kiedy się dowiem dlaczego matka jest cały czas przez duże „M”. Niestety, nie doczekałam się. Duże „M” nie miało kompletnie znaczenia. Relacja Fran z siostrą w ogóle mnie nie przekonała. Fran cierpi, tęskni, jest na Ellie zła, że po kłótni nie widziały się prawie trzy lata. Nie może jej wybaczyć, że przez jej krnąbrność nie poznała swojej siostrzenicy. Oprócz tęsknoty nic nie robi. Nie szuka jej, nie pojechała do niej. Komunikuje się przez FB, w mailach, w smsach. Jakby sama godziła się na taką formę kontaktu. Jakby jej to wystarczało.

W opisie wydawcy przeczytałam: „Zapierająca dech w piersiach opowieść, pełna niespodziewanych zwrotów akcji. Myślicie, że wiecie, jak to się skończy? Chyba jednak nie…”. Hm… ani zapierająca dech, ani pełna niespodziewanych akcji. Zapewne dlatego, że przeczytałam ostatnio dużo wyśmienitych książek, otrzymałam jakiś szósty zmysł czy niebiańską iskierkę w prezencie. W okolicy dwusetnej strony zaczęłam podejrzewać, kto w tej historii gra tak naprawdę pierwsze skrzypce, kto jest najbardziej istotny. No cóż, trafiłam w sedno. Sami rozumiecie, że dla mnie książka mogłaby mieć dwieście, a nie prawie czterysta stron.

Ta książka to złudzenie. To fakt. Złudzenie, gdyż jest o czymś innym, niż wynika to z opisu wydawcy. Czymś wcale nie gorszym, złym czy nudnym. Czymś innym, a inność warto samemu weryfikować.

Moja ocena: 5/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą przedpremierowo bardzo dziękuję Wydawnictwu WAB.

 

Jedna uwaga do wpisu “Recenzja przedpremierowa – „Złudzenie” Nicola Rayner

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s