Recenzja przedpremierowa: „Boginie” Alex Michaelides

BOGINIE

  • Autor: ALEX MICHAELIDES
  • Wydawnictwo: W.A.B.
  • Liczba stron: 384
  • Data premiery:29.09.2021r.
  • Data premiery światowej: 15.06.2021r.

Premierowe środy zawsze napawają mnie pewną obawą. Zastanawiam się przed nimi, ile książek będzie wartych przeczytania, ile będzie wartych do zrecenzowania. Jeszcze przed nami dwie wrześniowe, premierowe środy. Jedna z nich to 29 września br., gdy premierę będzie miała książka „Boginie” Alexa Michaelides wydana nakładem @wydawnictwo.wab. Czytaliście poprzednią publikację tego autora „Pacjentkę”? Ja przed momentem skończyłam „Boginie”. Opis Wydawcy tak mnie zaciekawił, że za lekturę tej książki zabrałam się długo przed czasem. Poczytajcie, co o niej myślę😊.

Na terenie St. Christopher’s College w Cambridge dochodzi do morderstwa. Ginie młoda studentka, Tara. Jej koleżanka Zoe zwraca się o pomoc do swej ciotki, londyńskiej psychoterapeutki Mariany specjalizującej się w terapiach grupowych. Z pozoru niewinna, wspierająca wizyta przemienia się w amatorskie dochodzenie. Mariana przekonana jest o winie profesora Edwarda Fosci, który stworzył z kilkoma młodymi, pięknymi studentkami koło bogiń. Bogiń, które wydają się od początku oddane mu bez reszty. Do tego Mariana ciągle wraca myślą do śmierci swego męża, Sebastiana, z którym okazała wsparcie Zoe, jego siostrzenicy po śmierci jej rodziców. Gdzie zaprowadzi Marianę próbę uzyskania odpowiedzi? Gdzie zaprowadzi jej ją własna dociekliwość? Czy dobrze, że odpowiedzi na zadane pytania wreszcie ujrzą światło dzienne?

Książka pisana jest w narracji trzecioosobowej. Dodatkowo autor ujął w niej list mordercy, jakby wycięty z pamiętnika. List, z którego czytamy, co tak naprawdę skłoniło sprawcę do podjęcia decyzji o pozbawieniu innych życia oraz jak wydarzenia z odległej przeszłości odcisnęły na nim niezagojone przez lata piętno. Czytamy o jego fascynacji nienawiścią, śmiercią, bólem. Dowiadujemy się o mechanizmach obronnych, które stosował, by tylko przeżyć, przeżyć po prostu kolejny dzień. Przez prawie całą książkę żal mi było Mariany. Z jednej strony nie rozumiałam jej zachowania, jej próby przechytrzenia Fosci, miejscowej policji i pomoc w odnalezieniu sprawcy morderstwa, czy raczej morderstw. Z drugiej całkowicie rozumiałam jej żal i niemoc po utracie męża, Sebastiana, z którym łączyła ją silna więź. Więź, która została zerwana przez jeden wypadek. Wypadek za który Mariana się obwinia. Sama Mariana nie przypadła mi do gustu, tak samo jak Zoe. Według mnie bohaterowie nie zostali dopracowali wystarczająco wnikliwie. W wielu momentach brakowało mi spójności, konsekwencji w ich przedstawieniu. Mimo, że motyw przewodni niósł ze sobą duży potencjał, został potraktowany po macoszemu. Nic nie znaczące wątki, wrzucani kolejni potencjalni sprawcy, kręcący się wokół zaburzeni pacjenci. Nie, to nie mój klimat, nie mój gust. Oczekiwałam raczej mocnej, wnikliwej analizy z silnym rysem psychologicznym bohaterów. Tym bardziej, że Mariana jest psychoterapeutką, o czym jakby mimochodem autor wspomina w kilku miejscach.

Czas z książką nie był jednak stracony. Czyta się ją bardzo przyjemnie, ma szybkie tempo, przyjemny język bez zbędnych opisów oraz ozdobników. Akcja dzieje się sprawnie, bez zbędnej zwłoki. Nie jest to jednak thriller trzymający w napięciu, raczej to powieść obyczajowa z pobocznym wątkiem kryminalnym. Jeśli ktoś lubi takie połączenia to zachęcam do lektury, z którą można spędzić przyjemnie czas.

Moja ocena: 6/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem W.A.B.

„Wina wina” Małgorzata Starosta

WINA WINA

  • Autor:MAŁGORZATA STAROSTA
  • Wydawnictwo:W.A.B.
  • Liczba stron:352
  • Data premiery:01.09.2021r.

Twórczość autorki już wcześniej wzbudziła moje zainteresowanie, jednak do momentu wydania najnowszej powieści „Wina wina” nie miałam okazji się z nią zapoznać. Książka dodatkowo przyciągnęła moją uwagę ciekawym opisem i miejscem akcji, bowiem rzecz dzieje się w winnicy, a wino odgrywa tu ważną rolę. I jak tu się oprzeć? 😉

Ja się nie oparłam i bynajmniej nie żałuję, bowiem podczas lektury bawiłam się świetnie i polubiłam zwariowanych bohaterów do tego stopnia, że podczas spotkania z autorką na Warszawskich Targach Książki pierwsze pytanie, które zadałam brzmiało „czy będzie kontynuacja?” Ku mojemu zadowoleniu autorka stwierdziła, że czuje, że Agata Śródka ma potencjał i nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa, więc w związku z tym kolejny tom jest w planach.

Agata Śródka to kobieta nietuzinkowa, przebojowa, samodzielna, przedsiębiorcza. Rozwódka, matka i babka, restauratorka i celebrytka. Kupuje gościniecki pałac, by otworzyć tam pensjonat i restaurację. Pragnie również założyć tam winnicę. Idealnie w jej plany wpisuje się więc otrzymane zaproszenie do sąsiedniej winnicy, gdzie weźmie udział w corocznej degustacji wina i zwiedzaniu winnicy. Nie spodziewa się zupełnie, że biorąc udział w tym cudownie zapowiadającym się weekendzie trafi w sam środek morderczej intrygi. Na miejscu okazuje się, że towarzyszyć jej podczas tego weekendu będą m.in. bardzo oryginalne i wzbudzające emocje postacie: jej były mąż z nową żoną Grażyną (z którą zdradził Agatę), ciotka właściciela winnicy dość ekscentyczna Leokadia, burmistrz Roman, znana pisarka erotyków Mariola Santini, a w zasadzie Madziaczek – była przyjaciółka Agaty z lat młodości, przystojny ksiądz Ludwik, policjant Antoni, bibliotekarka Julinna, biolożka Róża, właścicielka sklepu Anna, dziennikarz Michał. Jest to zacne grono ogromnie zróżnicowanych postaci. Autorka świetnie ukazała lokalny koloryt i łączące ich relacje. Atmosfera panująca w książce była bardzo przekonywująca, a postacie żywo odwzorowane. Do tego świetne poczucie humoru, błyskotliwe uwagi, ironiczne nawiązania do współczesności i innych utworów spowodowały, że nie chciałam by przygoda z książką dobiegła końca. Teraz już wiem, że koniecznie muszę przeczytać poprzednie książki Małgorzaty Starosty, a po każdą kolejną książkę sięgam w ciemno.:)

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą serdecznie dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

„Wiatr” Igor Brejdygant

WIATR

  • Autor: IGOR BREJDYGANT
  • Wydawnictwo: W.A.B.
  • Liczba stron: 384
  • Data premiery: 15.09.2021r.

Na ostatnich warszawskich Targach Książki dowiedziałam się, że @Igor Brejdygant autor jest bardzo ciekawym i wszechstronnym człowiekiem. Cytując notkę biograficzną to „Scenarzysta, reżyser, fotograf i pisarz, studiował na Wydziale Produkcji Filmowej i Telewizyjnej PWSFTViT w Łodzi. Napisał scenariusze m.in.do „Zbrodni” (reż. Greg Zgliński), „Prostej historii o morderstwie” (reż. Arkadiusz Jakubik), „Palimpsestu” (reż. Konrad Niewolski) oraz „Paradoksu” (reż. Greg Zgliński, Borys Lankosz i Igor Brejdygant). W cyklu „Szaleńcy Pana Boga” zrealizował dokumenty „Bracia”, „Kazanie nad czarną rzeką” i „Latawiec”.” (cyt. za: Igor Brejdygant). Do tego jest autorem już ośmiu książek. Ja przygodę z Autorem zaczęłam od spotkania osobistego, zaś z jego dziełami od „Wiatru”, który premierę miał dosłownie wczoraj, 15 września. Dzięki współpracy z @wydawnictwo.wab mogę Wam przedstawić moją opinię😊.

(…) Może chodzi o to, że kiedy umierali, byli tam tylko oni i ja. Jakiś rodzaj zobowiązania… Może wciąż tam tkwię i nie potrafię ich opuścić w potrzebie.” -„Wiatr” Igor Brejdygant.

I chyba o to chodziło pisarzowi Wawrzyńcowi Wiślickiemu, gdy jako TOPRowiec podjął się wyjaśnienia zagadkowej śmierci, znanej zakopiańskiej pary; Agnieszki i Piotra Markowskich. W trakcie wycieczki górskiej z Morskiego Oka na przełęcz Szpiglasową zostali porwani przez śnieżną lawinę. Świadkiem tego zdarzenia był właśnie Wawrzyniec. Nie mogąc pogodzić się z brakiem odpowiedzi na zadawane przez siebie pytania rozpoczyna samodzielną próbę dowiedzenia się, co się stało. Wydawca w swym opisie zapewnia, że książka to „(…) To punkt wyjścia historii, w której surowa przyroda Tatr, mroczny góralski folklor i środowisko TOPRowców są zaledwie tłem dla śniegiem i wiatrem osnutej, tajemniczej historii, w której mistrz kryminału brawurowo przekracza gatunkowe granice”.

„(…) przyroda Tatr, mroczny góralski folklor i środowisko TOPRowców” – z opisu Wydawcy.

I to nie wszystko. Do tego ciekawy główny bohater, pisarz o mało popularnym imieniu Wawrzyniec, pasjonat gór, taternik. Pisarz, którego nikt nie bierze na serio, którego indywidualne śledztwo nie jest brane przez organy ścigania pod uwagę. Niepotrafiący uporać się z własnymi uczuciami, niepotrafiący skoncentrować się na jednej kobiecie, odkrywa po kolei następne wydarzenia i dowody potwierdzające, że Markowscy nie znaleźli się pod lawiną przypadkowo. Czy z wypadkiem Markowskich miał coś wspólnego marszand Agnieszki – artystki, malarki? Czy dla rozwiązania sprawy znaczenie miały jej liczne romanse, z byłym uczniem, TOPR-owcem i innymi mężczyznami? Czy wypadek był zemstą na Piotrze za nieskutecznie przeprowadzoną akcję ratunkową na Mnichu sprzed sześciu lat, w której zginęli koledzy z TOPRu? Czy znaczenie miał zaginiony, najlepszy obraz Markowskiej Śniadanie? W trakcie całego czytania zadawałam sobie te pytania. Autor kluczył, mylił mnie podrzucając mi kolejne ślady, które zaprowadziły mnie….do nikąd. Naprawdę do nikąd. A jak pewnie się domyślacie w kryminałach uwielbiam najbardziej te niespodziewane zakończenia. Te z „Wiatru” było jak petarda!  

Ogromny szacunek dla Autora za przedstawienie góralskiego folkloru i z perspektywy rodzin jak Trybunie, Piątki, i z perspektywy samej przyrody, relacji między podhalańczykami a przyjezdnymi, między swoimi a obcymi. Nawet język miejscowych został odzwierciedlony, co dodatkowo stanowi ogromny plus tej pozycji. Brawurowo Autor pociągnął temat relacji damsko – męskich, czy to pomiędzy samymi Markowskimi, czy pomiędzy Wawrzyńcem a Moniką, Wawrzyńcem a Grażyną, Wawrzyńcem a Anią. Czasem wydawały mu się znajome, czasem tylko podobne do kogoś, czasem kompletnie obce. Czasem zachowywały się wobec niego przyjaźnie, a czasem całkowicie chłodno. Do tego obraz silnych, męskich relacji pomiędzy kolegami z TOPRu i pracownikami pensjonatu Halama. Oj, długo bym tak mogła, długo.

Napiszę na zakończenie, że to książka, która pozostawiła mnie w zdumieniu, a to rzadkie u czytelnika pochłaniającego kilkanaście książek miesięcznie. Napisana w bardzo dobrym stylu, spinająca się całkowicie od początku do końca, mimo licznych tajemnic, zagadek, pytań bez odpowiedzi i niedokończonych wątków. Całkowicie popieram opinię Wydawcy, że Igor Brejdygant jest mistrzem kryminału, w którym „brawurowo przekracza gatunkowe granice”. Tak pierwszorzędnie, że chciałoby się książkę przeczytać od nowa, od pierwszej strony. Możliwe więc, że nie tylko przeczytam poprzednie publikacje Autora, lecz wrócę również do „Wiatru”, z którym zaczęłam przygodę z jego twórczością. Czytajcie!!!

Moja ocena: 9/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

Recenzja przedpremierowa: „Gra Luizy” Anna Robak-Reczek

GRA LUIZY

  • Autorka: ANNA ROBAK-RECZEK
  • Wydawnictwo: W.A.B
  • Liczba stron: 288
  • Data premiery: 15.09.2021r.

„Kto czyta książki, żyje podwójnie” –  Umberto Eco.

Zdecydowanie coś w tym jest. Pewnie w życiu każdego z nas przychodzi taki moment, że nie możemy uwierzyć, że życie które toczymy jest naszym własnym. Nie możemy uwierzyć, że to co nas dotyka dzieje się naprawdę. Że czujemy, że żyjemy w jakiejś alternatywnej rzeczywistości, w jakimś Matrixie. Że to co się dzieje, wydarza się naprawdę. Wtedy tym chętniej sięgamy do książek. Do innych historii, czasem lepszych, czasem gorszych, czasem szczęśliwszych, a czasem jeszcze trudniejszych. Sięgamy, by odciągnąć emocje, zanurzyć się w inne życie, obce życie. W takie całkowicie inne od mojego życie zabrało mnie @wydawnictwo.wab umożliwiając mi przeczytanie premiery z 15 września. „Gra Luizy” Anny Robak-Reczek to historia inna niż wszystkie. To historia psychopatki.

Psychopatki radzącej sobie w życiu. Psychopatki, która po śmierci matki wróciła do swego ojca, Witolda do Polski. Psychopatki poddającej się terapii i będącej dla psychoterapeuty otwartą księgą, z której można czytać ciekawą opowieść. Opowieść o losie trudnym, bezkompromisowym, z wieloma błędami w przeszłości, które kładą się cieniem na aktualne życie. Opowieść o Luizie, która jest inna, niż większość z nas bardziej odważna, bez empatii, bezczelna, potrafiąca wikłać się w tarapaty. To też opowieść o trudnych decyzjach, o trudnych relacjach, które rodzą się w głowie, w umyśle kogoś niezwykle pogmatwanego.

Pierwszy raz przeczytałam książkę, którą główną bohaterką jest osoba cierpiąca na psychopatię i jest tego całkowicie, bezdennie świadoma. Pierwszy raz przeczytałam książkę, w której główna bohaterka jest sobie, mimo choroby, sterem i okrętem, i ten okręt wcale nie tonie. To nowatorskie podejście do tej choroby, nowatorskie podejście do chorych osób. Podróż w osobowość Luizy bardzo mi się podobała. To skomplikowana osoba, idealna na bohaterkę powieści. Jej decyzje momentami wprawiały mnie w osłupienie, inne śledziłam z niedowierzaniem. Czasem ofiara swej choroby, czasem sprawca. Bardzo dobrze Autorka rozbudowała wątek relacji Luizy ze swoim ojcem, trudnej relacji. Relacji, w której wzajemne animozje i zawód rodzicielski przeplatają się z odpowiedzialnością, czasem chorą, czasem podszytą strachem. Motyw Olafa, Mańka, Kamila czy „rodaka z Jackowa” dodał powieści rysu obyczajowego, rysu damsko – męskiego. Ile w psychopatce jest kobiecości, a ile ciągłej walki i potrzeby konfrontacji? Ile uczucia, a ile manipulacji? Te wszystkie elementy Autorka objęła fabułą, te wszystkie kwestie Autorka rozgryzła w bardzo dobry, powieściowy sposób.

To nie powieść paradokumentalna, nie medyczna, to powieść osadzona w pewnej rzeczywistości, która dla Luizy jest mniej trudna, niż dla jej otoczenia. To powieść o zdobywaniu, traceniu, stawianiu czoła swoim demonom. To powieść dla każdego, kto chce przeczytać o kobiecie, świadomej swojej siły mimo swej ułomności. O kobiecie, która mimo wszystko walczy o każdy kolejny dzień. I to, co ważne, napisana bardzo dobrym językiem, prostym, śmiałym.

ps. jedyny minus powieści to okładka. Kompletnie nie w moim guście.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą przedpremierowo bardzo dziękuję WYDAWNICTWU WAB.

„Zaplanuj sobie śmierć” Milena Wójtowicz

ZAPLANUJ SOBIE ŚMIERĆ

  • Autorka: MILENA WÓJTOWICZ
  • Wydawnictwo: W.A.B.
  • Liczba stron: 336
  • Data premiery: 02.06.2021r.

Przyspieszam trochę z zaległymi recenzjami. Taki mam plan, a co z niego wyjdzie to się okaże😉. Już praktycznie deszczowy sierpień za nami, a ja jeszcze nie rozprawiłam się do końca z czerwcowymi premierami. Jedną z takich premier jest najnowsza książka „Zaplanuj sobie śmierć” pióra @wojtowiczmilena wydana nakładem @wydawnictwo.wab. Jako zadeklarowana, ogromna fanka twórczości Joanny Chmielewskiej z każdego okresu😊, nie mogłam nie skusić się, by przeczytać tę pozycję. Cóż może być przyjemniejszego od komedii kryminalnej osadzonej w realiach absurdów przedsiębiorstwa produkcyjnego? No, chyba tylko wino…tfu, raczej niewiele. Tak, zdecydowanie powinnam odpowiedzieć „niewiele”.

Cała historia zaczęła się w pechowy piątek trzynastego. W jednym z dużych przedsiębiorstw produkcyjnych, gdzie terminy i plany produkcyjne mają ogromne znaczenie, z nieznanych rąk ginie główny planista. I tu zaczyna się zabawa😉. Jak to zwykle w komediach kryminalnych bywa, wszyscy wydają się podejrzani. Działania inspektora Chętka dodatkowo nie zsyłają na zarząd spokoju, wręcz przeciwnie pogrążają firmę w chaosie. Wszystko zdaje się sypać, a sam sufit zbliżać do podłogi. Na szczęście firma posiada bezcenny kapitał, to pracownicy!!! Pracownicy, którzy rozpoczynają własne nieudolne śledztwo. Śledztwo, które rzuca nowe światło na to, co zdarzyło się Mirkowi Biernackiemu.

Pracowaliście kiedyś w korporacji? Ci co odpowiadają tak, pewnie nie raz na własnej skórze doświadczyli absurdów panoszących się w dużej firmie. Jest ich całkiem sporo. Korpo-gadki, korpo-maile, korpo-zwroty, korpo-spojrzenia spod byka, korpo-plany, korpo-KPI itepe itede. Jak w te wszystkie absurdy zawita morderstwo jednego z ważniejszych pracowników, to mamy dosłownie wydarzenia jak z Chmielewskiej z serii o Lesiu, gdzie dziwnym trafem ginęło wielu związanych z biurem architektonicznym. I przyznam, że książka Mileny Wójtowicz historie spod pióra Chmielewskiej trochę mi przypomina. Bardzo trudno jest konkurować z jedyną Królową polskich kryminałów, wiem, wiem. Dlatego nie było wielkiego „WOW”. Książkę czytało się bardzo lekko i przyjemnie. Podobny poziom absurdu ze znanych mi komedii kryminalnych i osadzenie akcji w dużej firmie dodaje lekturze niezwykłego uroku.

Ja przy lekturze bawiłam się znakomicie. Chwilami żałowałam, że książka ma tylko niewiele ponad trzysta stron, jak w powiedzeniu „wszystko co dobre szybko się kończy”. W „Zaplanuj sobie śmierć” znajdziecie znaczną dawkę humoru. Mnie najbardziej urzekły gagi sytuacyjne, niedopowiedzenia czy zwykłe omyłki, które w tym gatunku wprost uwielbiam. Podejrzenia gonią podejrzenia, winni stają się niewinnymi i odwrotnie, do tego motająca się kadra i naciski z góry, uff każdy chciałby poznać rozwiązanie zagadki, każdy. Wy też? Mam nadzieję, że tak. Biegnijcie do księgarni czy biblioteki, nie pożałujecie. Życzę Wam dużo śmiechu i pamiętajcie, „śmiech to zdrowie”!!!

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję WYDAWNICTWU WAB.

„Wizjer” Magdalena Witkiewicz

WIZJER

  • Autorka: MAGDALENA WITKIEWICZ
  • Wydawnictwo: W.A.B.
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery: 16.06.2021r.

Kolejna czerwcowa premiera, której recenzję nadrabiam to „Wizjer” @Magdalena Witkiewicz Official od @wydawnictwo.wab. Nie ukrywam, że książki Autorki bardzo sobie cenię. Moją historię z jej twórczością zaczęłam od „Po prostu bądź” i „Cześć, co słychać”, następnie zrecenzowałam „Czereśnie zawsze muszą być dwie”, by wreszcie zachwycić się Autorką w krótszej formie w antologiach opowiadań pt. „Teraz cię rozumiem mamo” i „Niegrzeczne last minute”. Gdy otrzymałam „Wizjera”, którego okładka po prostu zaparła mi dech w piersiach, bez zbędnej zwłoki zaczęłam czytać. Czytać, czytać, by dowiedzieć się kim jest, lub czym jest i co robi tytułowy Wizjer. Jak daleko sięga jego oko?

Czy myślisz, że znasz swoją rzeczywistość? Czy twierdzisz, że nic cię nie zaskoczy? Czy jesteś pewna/pewny, że wszystko na co patrzysz i czego dotykasz jest tym, czym myślisz? Jeśli tak, to przedstawiam Ci Wizjera, który w życiu Laury – samotnej matki, wprowadził chaos i osadził niewiarygodne rzeczy. Wizjera, który zawładnął jej znajomymi, dziwnymi wypadkami w jej otoczeniu, czy niespotykanymi dotychczas samobójstwami. Wizjera, który z jakiś powodów obrał sobie za ofiarę Laurę, młodą matkę zajmującą się „projektowaniem i prognozowaniem zachowań oraz potrzeb konsumentów”. Co motywuje Wizjera to zniszczenia Laurze życia? Jej praca, rodzina, znajomi, a może ona sama? Tego musicie dowiedzieć się sami.

Zacznę trochę od innej strony. Swego czasu zachwyciłam się serią Jakuba Szamałka, która opowiada o równoległej wirtualnej rzeczywistości, która nie jest tak bezpieczna, jak nam się wydaje. Książka „Wizjer” Magdaleny Witkiewicz kojarzy mi się z tym cyklem. Jest ona bowiem bardzo dobrze napisanym thrillerem, w którym występują twisty fabularne i więcej jest znaków zapytania niż odpowiedzi. Sama Laura jako bohaterka przypadła mi do gustu, jest inteligenta, niezależna, samodzielna. pracuje jako analityk w banku i zajmuje się przetwarzaniem danych. Sama wychowuje jest małego synka. Poznajemy Laurę mniej więcej w czasie gdy udaje się na konferencję tematyczną dotyczącą przetwarzania danych i nowych technologii. Poprzednia, w której brała udział znacząco zmieniła jej życie. Czy tym razem będzie tak samo? Kobieta dowiaduje się o samobójstwie swojego znajomego. Powiedzieć, że jest w szoku, to nic nie powiedzieć. Jurij według niej nie był człowiekiem, który mógłby się podsunąć do takich rozwiązań. Nieoczekiwanie okazuje się, że w tej samej firmie w której pracował inne osoby pełniące ważne stanowiska również popełniły samobójstwa. Czy to zbieg okoliczności? Wokół Laury zaczynają dziać się dziwne rzeczy, zmienia również pracę i zaczyna pracować w firmie, która organizowała konferencję a, z którą związany był jej znajomy.

Powieść przedstawia niepokojącą, ale jednak realną rzeczywistość, gdzie ktoś może kierować życiem innych ludzi wykorzystując do tego owoczesne technologie. Czy jest możliwe, że z pozoru normalnie przebiegające życie było realizowanym przez kogoś innego planem? Jest to lektura wciągająca z ciekawą fabułą. Jej zaletą są  realistyczni bohaterowie, tacy z krwi i kości. Akcja toczy się bardzo ciekawie, po kolei odsłaniając interesujące nas fakty. Chociaż pod koniec zaczęłam się już domyślać rozwiązania całej zagadki, muszę przyznać, że było bardzo interesujące. To jest najlepsza zachęta, by sięgnąć po książkę, w której Wasz dotychczasowy świat przestanie istnieć. W której Wasz świat rozbije się na milion kawałków. Udanej lektury. Nie zwlekajcie, czytajcie!!!

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała dzięki WYDAWNICTWU WAB.

Recenzja przedpremierowa: „Niewinny” Graham Moore

NIEWINNY

Autor: GRAHAM MOORE
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 432
Data premiery : 1.09.2021r.
Data premiery światowej: 18.02.2020r.

Za dwa tygodnie dzieci idą do szkoły, a @wydawnictwo.wab razem z nami świętować będzie premierę „Niewinnego” Grahama Moore’a – laureata Oscara za scenariusz do filmu „Gra tajemnic”. Ja z twórczością tego pisarza i scenarzysty nie miałam do tej pory do czynienia. Tym chętniej zanurzyłam się w świat zagadek i prawniczych zawoalowanych tajemnic, o których liczyłam przeczytać w jego książce. Mimo, że od premiery światowej minęło półtora roku dla polskiego czytelnika jest to premiera z 1 września. Czy udana?

(…) lepiej puścić wolno dziesięciu winnych niż niesłusznie skazać niewinnego” – „Niewinny” Graham Moore.

Z takim przekonaniem ławniczka Maya Seale w 2010 roku zaczęła batalię o uniewinnienie Bobby’ego Nocka, czarnoskórego, młodego nauczyciela języka angielskiego oskarżonego o uwiedzenie i zamordowanie swojej piętnastoletniej uczennicy, Jessiki Silver, której ciała nigdy nie odnaleziono. Za jej głosem podążali kolejno, z różnych pobudek pozostali z ławy przysięgłych, Cal, Carolina, Trisha, Lila, Wayne, Peter, Jae, Fran, Kathy, Yasmine, i Rick. Dziesięć lat później Maya, aktualnie adwokatka w sprawach karnych, sama potrzebuje pomocy wymiaru sprawiedliwości. W jej pokoju hotelowym odnalezione zostaje ciało jednego z członków ławy przysięgłych, najbardziej gorliwego orędownika winy uniewinnionego Bobby’ego, Ricka Leonarda.  Zaczyna się pościg nie tylko w poszukiwaniu prawdy i winnego śmierci Ricka, lecz także po raz kolejny prawdy o tym, czy faktycznie Bobby Nock jest winny śmierci Jessiki. Losy przysięgłych zostają ze sobą splecione po raz drugi, tylko, że w tym przypadku orzekać będą całkowicie w sprawie kogoś innego.

Thriller prawniczy w najlepszym wydaniu!

W latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku (ale to brzmi!!!) zaczęłam śledzić losy bohaterów serialu „Ally McBeal” – amerykańskiego tasiemca telewizyjnego rozgrywającego się w środowisku prawniczym, który emitowany był w Polsce w latach 1998-2003. W serialu tym twórcy niejednokrotnie umiejętnie obrazowali rolę i mechanizmy działające wśród członków ławy przysięgłych obnażając niedoskonałość tej instytucji władzy sądowniczej. Jak można orzekać o czyjejś winie bądź nie, jeśli:

(…) trudno jest na kogoś spojrzeć i zawyrokować o tym, kim tak naprawdę jest” – „Niewinny” Graham Moore.

I tu dostrzegam podobieństwo między śledzonym przeze mnie serialem telewizyjnym, a książką Grahama Moore’a. Dziesięć lat po wydaniu wyroku członkowie ławy przysięgłych nadal nie mają pewności, czy wydali słuszny wyrok. Co poniektórzy kajają się przed światem przepraszając za wydany werdykt. A wystarczyło tylko konsekwentnie trzymać się obranego kursu nie dając się przekonać, nie dając się zmanipulować przez orędowniczkę niewinności Bobby’ego. Bobby’ego, który uciekł, który schował się przed światem w przeddzień kolejnej rocznicy feralnego wyroku, jakby chciał przypiąć sobie jednak winę za zniknięcie Jessiki.

Moore umiejętnie obnażył działania i motywacje przysięgłych dostosowując do tego celu konstrukcję książki. Gdzieniegdzie współczesną fabułę książki przecinają rozdziały umiejscowione w okresie od 29 maja 2009 do 19 października 2009 zatytułowane imieniem kolejnego sędziego przysięgłego, który zasiadł w ławie przysięgłych. Z tych fragmentów dowiadujemy się co skłoniło konkretnego przysięgłego do zmiany zdania, co spowodowało, że przyjęli rolę przysięgłego oraz jaka była ich sytuacja domowa, finansowa, a także jakimi argumentami Maya dała radę ich przekonać, dlaczego finalnie zagłosowali „niewinny”. Bardzo podobał mi się motyw przedstawienia, jaki wpływ udział w rozprawie i pięciomiesięczna rola przysięgłych wpłynęła na dalsze życie sędziów. Na ich życie rodzinne, zawodowe, na umiejętność odnalezienia się we współczesnym świecie i zdolność do życia „po wyroku”, gdy ponad osiemdziesiąt procent społeczeństwa amerykańskiego uważało Bobby’ego za winnego zarzucanego mu czynu. Ta sprawność do życia ze stygmatem tego, który uniewinnił, który poddał się presji. Mistrzowsko autor podszedł do tej kwestii kreśląc czasem bardzo skomplikowane i trudne opisy bohaterów. Sam pomysł, by spleść ponownie losy sędziów przysięgłych zasługuje na uznanie. Zmieniły się okoliczności, zmienił się też skład, nie każdy dotrwał do drugiej rundy, ale zadanie wydaje się bardzo podobne. Po raz kolejny skład ławniczy musi orzec na czyjąś korzyść bądź też przeciwko komuś. Czy podołali? Czy tym razem byli jednomyślni od samego początku?

Bardzo dobra książka! Warto ją przeczytać! Jest to książka, którą czyta się jednym tchem. Pochłonęłam ją w jeden wieczór i myślę, że to świadczy o jej jakości. Podjęte w niej wątki, nawet poboczne splatają się w jedną całość narracyjną, która jest konsekwentna od samego początku do samego końca. Autor nie pogubił się w niej, nie zapędził się w „kozi róg”, stworzył dzieło kompletnie spójne. Do tego język. Bardzo przyjemny, prosty. Tajemnica, prawda, półprawda, kłamstwa to elementy, które sprawdziły się w „Niewinnym”. Nie każdy okazał się tym za kogo się podał, nie każdy okazał się bez skazy.

ps. lekko zmylił mnie autor wprowadzając trzech sędziów rezerwowych. Momentami nie mogłam doliczyć się tej dwunastki, gdy na stronie 87 wymienieni zostali również pozostali powołani przez amerykański wymiar sprawiedliwości.

Moja ocena: 9/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą przedpremierowo dziękuję WYDAWNICTWU WAB.

„Znaleziona” Gytha Lodge

ZNALEZIONA

Autorka: Gytha Lodge

Wydawnictwo: W.A.B.

Cykl: DCI Jonah Sheens (tom 1)

Data premiery: 2021-07-14

Data premiery światowej: 2019-01-10

Liczba stron: 432

Na początek parę faktów😊. „Znaleziona”, która premierę miała 14 lipca br. to pierwsza książka @GythaLodge – dramatopisarki mieszkającej w Cambridge – opublikowana w Polsce. Jest również jej debiutem literackim i pierwszą książką z cyklu o nadkomisarzu Jonahu Sheens. Światowe premiery miały już dwie kolejne części. Już przebieram nogami czekając gdy @Wydawnictwo W.A.B., szczęśliwie dla nas czytelników, je wyda😉.

Przed rozpoczęciem czytania powieści nieznanego autora, zawsze czuję lekki dreszczyk emocji. Czy tym razem doświadczyłam „efektu rogów”, czy „efektu aureoli”? Czy znajomość z nowym śledczym w nowej literackiej serii zaczęła się obiecująco? Pięć dni po polskiej premierze przeczytałam już wiele pozytywnych opinii. Mam nadzieję, że ciekawi Was czy je podzielam. Zapraszam więc do przeczytania przygotowanej specjalnie dla Was recenzji „Znalezionej” Gythy Lodge. 

(….) Jak można się cieszyć rozkoszą bez cierpienia? (…) Gdyby rozkosz nie była ulotna, stałaby się normą, prawda? Czymś zwyczajnym. A wtedy od razu zrobiłaby się nudna. Rozczarowująca. Nieistotna.” Znaleziona” Gytha Lodge

Dawno, dawno temu na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku grupka nastolatków wybrała się na biwak. Otaczała ich piękna przyroda, chłodziła rzeka, przeszkadzała wysoka temperatura. Z niedogodnościami, jak i frustracjami radzili sobie używając wspomagaczy. Całkowicie nieodpowiednich dla kilkunastolatków. Dla Topaz, Coralie, Jojo, Connora, Aurory, Bretta, czy Daniela. To wtedy zaginęła czternastoletnia Aurora, której ciało przypadkowa rodzina odnalazła trzydzieści lat później. Sprawą zajmuje się Nadkomisarz Jonah Sheens z konstabl Hanson. Na nowo wszczęte śledztwo od początku napotyka wiele trudności. Pamięć zatarła pewne okoliczności i sytuacje. Nikt z ówczesnych uczestników biwaku nie jest już niczego pewien. Sam Sheens jest osobiście związany ze sprawą. Wiele lat temu znał uczestników biwaku. Biwaku, wokół którego ktoś jeszcze się kręcił. Do tego wychodzi na jaw podejrzenie korupcji sprzed trzydziestu lat i celowe zmylenie psów tropiących użytych w przeszłości do odnalezienia Aurory. Czy tajemnice lata osiemdziesiątego trzeciego ujrzą światło dzienne?

Konstrukcja książki pomaga czytelnikom zanurzyć się w wydarzenia sprzed trzydziestu lat. Bieżąca fabuła przeplatana jest rozdziałami z lata 1983, rozdziałami zatytułowanymi imionami uczestników, z których perspektywy czytamy o tym, co działo się na biwaku. Ten sposób zobrazowania historii potwierdza jak wiele zależy od punktu widzenia, jak wiele szczegółów było nieznanych innym biwakowiczom i jakie wydarzenia spowodowały powstanie wspólnego sekretu. Mówiąc słowami autorki, „(…) jeden człowiek tak naprawdę jest wieloma osobami” i każdy z nas chce coś przed kimś ukryć.  Gytha Lodge oprócz wątków typowo policyjnego śledztwa wzbogaciła fabułę historiami z życia tych, którzy z biwaku wrócili. Jedni żyją w świetle jupiterów, są osiągającymi sukcesy politykami, inni zdobywają sukcesy sportowe. Jeszcze inni pozostali „głową w chmurach” i nadal przeciwstawiają się uciskom, niesprawiedliwości, walczą z podziałami malując graffiti na ścianach. Bez względu jednak na to jaką drogę wybrali, tajemnica z przeszłości i odnalezienie ciała Aurory splata ich losy na nowo, spaja jak agrafka.

Trochę praca Sheensa i Hanson kojarzy mi się z kryminałami skandynawskimi. Sam sposób prowadzenia akcji i działań śledczych przywodzi na myśl skandynawskie pióro. Bez wątpienia „Znaleziona” to nie typowy brytyjski kryminał. Nie ma w nim zbyt długich opisów, ciągłych zwrotów do przeszłości, rozmieniania każdego słowa, gestu, ruchu, wyrazu twarzy na drobne. Tym Autorka mnie bardzo zaskoczyła. Tą wartkością akcji. Mimo, że fabułę przeplatają retrospekcje nie znużyły mnie odnośniki do przeszłości, do tego co się wydarzyło. W wielu miejscach brak jakichkolwiek tropów. Śledztwo na różnym etapie przywodzi na myśl innego podejrzanego. Autorka myli czytelnika, kluczy. To powoduje, że czyta się jednym tchem i trudno od książki się oderwać. To wielka umiejętność uknuć intrygę kryminalną wokół jednego zdarzenia, bez innych, kryminalnych, trudnych i pasjonujących wątków. To dowodzi, że cała fabuła została dobrze przemyślana od początku do końca. Ciekawa jestem, czy kolejne dwie części serii będę czytała tak samo z zapartym tchem.

Mówią, że „młodość ma swoje prawa”. To prawda. Młodym wybaczamy wiele. Tolerujemy przygody z alkoholem, niezobowiązującym seksem, czy próby z narkotykami. Wybaczamy słabości, błędy, zagubienie. Jak w tym wszystkim odnaleźć winnego? Kogo obarczyć odpowiedzialnością za tragedię? Miałam z tym problem. Do samego końca. Spróbujcie i Wy rozwikłać tą zagadkę, co stało się z Aurorą. 

Moja ocena: 7/10

Książkę otrzymałam od Wydawnictwo: W.A.B., za co bardzo dziękuję.

„Biel” Małgorzata Oliwia Sobczak

BIEL

  • Autor:MAŁGORZATA OLIWIA SOBCZAK
  • Wydawnictwo:W.A.B.
  • Seria: KOLORY ZŁA. TOM 3
  • Liczba stron:416
  • Data premiery:19.05.2021r.

Długo czekałam na swoją „Biel” od Wydawnictwa W.A.B. z 19 maja. Nie mogłam się doczekać. Paczka szczęśliwie dotarła, a ja zanurzyłam się w dalsze losy bohaterów z tryptyku „Kolory zła” od @Małgorzata Oliwia Sobczak – autorka. Chcecie przypomnieć sobie jak zrecenzowałam poprzednie dwie części cyklu? Nic trudnego  wystarczy kliknąć Czerwień oraz Czerń. Chcecie dowiedzieć się co myślę o najnowszej części? Nic trudnego  wystarczy przeczytać tą recenzję. Czyż to nie udany przepis na poszukiwanie kolejnej książki do przeczytania?

Dziwne, że ta przeszłość zaczęła wracać. Jakby ktoś odkręcił kurek i stara woda zalała teraźniejszość.”

„Biel” Małgorzata Oliwia Sobczak

Dziwne, że tak kończy się trylogia „Kolory zła” Małgorzaty Oliwii Sobczak. Dziwne, że wydarzenia z 2015 roku rozpoczęły się tak naprawdę w 1988, gdy Polskę zasnuła kurtyna komunizmu. Gdzie policja była jeszcze milicją. Gdzie cinkciarze i prostytutki współpracowali i z mafią, i z m… też na „m”, ale milicją. Dziwne, że to Ewa rozpoczyna i kończy tą kryminalną historię. Spina ją jak klamrą. Ewa, która „Wiedziała o sobie wszystko. I nienawidziła siebie jak nikogo na świecie”.  Ewa, która interesowała się śmiercią swojej koleżanki, Miśki. Śmiercią samobójczą wskutek skoku z okna sopockiej kamienicy. Świadkiem tej tragedii jest Iwona Woch fotografka mająca studio naprzeciwko (pssst, z posłowia dowiedziałam się, że podobna Iwona istnieje naprawdę). 

Sprawą, po swoim szczęśliwym powrocie z Kartuz do Trójmiasta, zajmuje się Leopold Bilski. Prokuratorskie działania wspierają Kita i Pająk oraz aspirant Anna Górska. Górska, którą już nic z Bilskim nie łączy. Odkrywają, że Miśka przed śmiercią była krępowana i duszona. Wszystko zdaje się do siebie pasować. Miśka bowiem była prostytutką. Przy czym nie odnaleziono natarczywego klienta, który wytłumaczyłby ślady na ciele Michaliny. Bilski zaczyna więc kopać głębiej. Odzywają się do niego duchy przeszłości. Odzywa się do niego ojciec, Miłosz Bilski, który zginął siedemnaście lat wcześniej w niejasnych okolicznościach. Odzywa się do niego śledztwo, który wtenczas ojciec Leopolda prowadził. Śledztwo w sprawie prostytutki, Teresy Dulewicz, która zmarła przez „(…) typowe zadławienie. Na szyi otarcia naskórka i sińce.”. Odzywają się do niego duchy znajomych rodziców, współpracowników ojca, milicyjnych oficerów i komunistycznych notabli. Duchy, które albo zamilkły na zawsze, albo świetnie odnalazły się w wolnej Polsce. Co łączy te dwa śledztwa? Czy ofiary, czy modus operandi, czy sprawca?

Raz, dwa, trzy

I koniec trylogii. Koniec nietypowy, niespodziewany. Dużym zaskoczeniem była podróż z bieżącego wątku kryminalnego do czasów rodziców Leopolda. Do czasów jego ojca, też prokuratora. Czasów matki, która wiedziała o zdradach męża. Czasów żony przyjaciela ojca, która również wiedziała o zdradach męża. Czasów, gdy kobiety nosiły swetry, żakiety z poduchami na ramionach, przepasane czarnym, szerokim pasem oraz elastyczne, świecące getry i szpilki kaczuszki. Panowie zaś nosili się w jasnej marynarce stylizując się na Dona Johnsona. Ta podróż w nieznaną przeszłość Bilskiego okazała się dla mnie nawet ważniejsza, niż niezawinione śmierci luksusowych prostytutek. Z napięciem śledziłam kolejne przedstawiane losy współpracowników milicyjnych, prokuratorskich, z którym stykał się młody Leo, których znał osobiście, których w pewnym momencie musiał zacząć podejrzewać. Momentami wszyscy byli podejrzani. Wszyscy, którzy przewinęli się w śledztwie ojca Bilskiego. Na tym polega dobry kryminał, że autor kluczy wątkami, by zmylić czytelnika.

Sprawca z roku 2015, no cóż, był totalnym zaskoczeniem, przyznaję. Nawet w roli czytelnika, jak się okazało, myślę pewnymi schematami i te schematy mnie gubią.

Bardzo dobry okazał się wątek związku pomiędzy rodzicem a dzieckiem. W wielu wymiarach autorka zobrazowała jak ważne są relacje, powiązania. Jak wraca do nas, całkiem niespodziewanie genotyp. Takich par rodzico – dzieci w książce jest wiele. Każda jest inna. Każda czymś innym naznaczona. Każda ma inną historię, traumy i bóle do przepracowania. O każdej czytałam z zaciekawieniem.

Nie jest to jednak moje wymarzone zakończenie trylogii. To raczej rozliczenie. Rozliczenie Bilskiego. Z poprzednich śledztw, z poprzednich decyzji osobistych, z błędów ojca. Zabrakło mi niespodziewanych zwrotów akcji, ciągłego zaskoczenia, że to nie ten i nie ten, i nawet nie ten jest sprawcą, nie jest temu wszystkiemu winny. W wątku sprzed siedemnastu lat od początku podążałam ścieżkami osób z kręgu bliskich znajomych. O ile współczesny wątek kryminalny był dla mnie skrojony na miarę, o tyle czasy Miłosza Bilskiego niekoniecznie. Mimo, że miło było wrócić do czasów gdy pamięta się tamtą modę i sposób umeblowania prawie każdego polskiego M3 czy M4.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zrecenzowania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

Premiera – „Druga żona” Sheryl Browne

DRUGA ŻONA

  • Autor: SHERYL BROWNE
  • Wydawnictwo: W.A.B.
  • Liczba stron: 384
  • Data premiery: 02.06.2021r.

Czasem rozpoczynając recenzję muszę wspomnieć o autorze. Dzieje się tak w dwóch przypadkach. Pierwszy, bliski memu sercu, gdy autora znam i zrobił na mnie wrażenie lub całkowicie odwrotnie. Drugi przypadek to wtedy, gdy nie znam kompletnie żadnych wcześniejszych książek autora. Tak jest w przypadku Sheryl Browne. Nie czytałam jej „Opiekunki”. Nie mam więc wyrobionego zdania. Wiem tylko tyle, że jest to „brytyjska pisarka, która specjalizuje się w thrillerach psychologicznych” (źródło: LC). Brytyjka, hm…może być różnie. Mroczno, ciężko lub całkowicie lekko, mimo trudnego tematu, jak w przypadku Beliny Bauer (moja recenzja Ostrze).

O czym jest ta historia?

To historia o kobietach. To historia o Nicole, Olivii i Rebecce. Historia o żonach. Tylko, która z nich jest tą drugą?

To historia o przyjaźni, w której Nicole dla Becky była „(…) bardziej jak siostra niż przyjaciółka – jak rodzina, z którą Nicole nie czuła się szczególnie związana”.

To historia o małżeństwie Nicole z Richardem. Małżeństwie zakończonym nagłą śmiercią samobójczą Nicole.

To historia o dociekaniu prawdy. Prawdy w sprawie Nicole. Prawdy, która nie była tak oczywista jak ją przedstawiał jej mąż.

Jaka jest ta historia?

Ciekawa. To ciekawy obraz z pozoru idealnego małżeństwa, z pozoru idealnego ojca wychowującego samotnie dorosłą córkę, z pozoru idealnych relacji.

Autorka umiejętnie wprowadziła czytelnika w zawiłą sytuację Nicole. Nicole o dwóch twarzach. O twarzy oczami Richarda, która uwielbiała sprzątać, kochała zimne i białe wnętrza, utrzymująca sama ogromny dom w nienagannej czystości, rzucająca malowanie farbami olejnymi, gdyż brudzą, traktująca malowanie tylko jako hobby. O twarzy oczami Rebecci, niecierpiąca sprzątać, uważająca, że szkoda życia na utrzymywanie domu w czystości, nienawidząca usługiwać własnemu mężowi, dla której malowanie było sensem życia, nieodłącznym elementem życia, bez którego trudno jej było żyć. Która z tych twarzy była prawdziwa? Twarz oczami Rebecci ,czy twarz oczami Richarda?

Postać Nicole to dobrze wykreowany przykład kobiety zniewolonej. Kobiety, która wpadła w sieć manipulacji, sieć sztucznych zależności i wyimaginowanych krzywd. Sieć na nią zastawioną. Sieć, od której nie potrafiła się uchronić. Autorka często wracała do pierwszego nieudanego małżeństwa Nicole, jak sama go nazywała z mizoginem. Jakby chciała nam zwrócić uwagę, że tak nieudane małżeństwo może odcisnąć istotne piętno. Piętno, które ciągnie się za nami nawet w nowym życiu. Życiu wymarzonym. Nicole nie potrafiła się od myśli na temat pierwszego męża wyzwolić. Wracała do tego co się zdarzyło, co się działo. Przeżywała na nowo. Na nowo śniła swój koszmar.

Bardzo polubiłam postać Rebecci. Silnej, władczej, inteligentnej kobiety. Kobiety szukającej prawdy. Kobiety nie dającej się omamić. Zdecydowanej, sprytnej i wolnej. Wolnej w swoim życiu.

To ciekawy thriller. Thriller psychologiczny o relacjach. O relacjach damsko – męskich, relacjach pomiędzy dziećmi a rodzicami, relacjach pomiędzy przyjaciółmi. To thriller o manipulacji, o wytwarzaniu sobie ofiary, ofiary, którą można gnębić zaspokajając swoje sadystyczne żądze.  To thriller o wmawianiu, że rzeczywistość co poniektórym się ubzdurała, się zakrzywiła. I wreszcie to thriller o kłamstwie i kłamcach, którzy nas otaczają, czasem nawet bardzo blisko. Tak blisko, że już bliżej się nie da.   

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki jeszcze przed premierą bardzo dziękuję Wydawnictwu W.A.B.