„Śmiertelna dawka” Hanna Greń

ŚMIERTELNA DAWKA

  • Autor: HANNA GREŃ
  • Seria: DIONIZA REMAŃSKA (TOM 5)
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron:460
  • Data premiery:13.10.2021r.

Przygodę z twórczością Hanny Greń zaczęłam stosunkowo późno, bo od cyklu z Dionizą, do teraz oprócz tej serii przeczytałam jeszcze tylko pojedynczą „Północną zmianę”, jednak to wystarczyło, żebym był pewna, że każdą kolejną powieść autorki biorę w ciemno. Wcześniejsze jej powieść znalazły się na mojej liście „do przeczytania” i na pewno te zaniedbania kiedyś nadrobię;) Gdy więc we wrześniu usłyszałam, że 13 października premierę będzie miała kolejna cześć serii z Dionizą wiedziałam, że muszę po nią sięgnąć. Pikanterii wydarzeniu dodaje jeszcze sugestia wydawcy, że to być może ostatnie śledztwo Dionizy. Czy to ostatni tom serii?

Tym razem Dioniza zostaje zaangażowana w śledztwo dotyczące śmierci nastolatki, Klaudyny Poloczek. W Bystrzycy Wielkiej zostaje znalezione ciało dziewczyny, w torebce policja znajduje list pożegnalny, a sekcja zwłok wykazuje przedawkowanie narkotyków. Policja uznaje, więc, że dziewczyna popełniła samobójstwo. Rodzina i znajomi dziewczyny nie chcą jednak wierzyć w to, że dziewczyna mogła targnąć się na swoje życie, a tym bardziej w to, że zażywała narkotyki. Dioniza podejmuje się próby wyjaśnienia sprawy, okazuje się jednak, że w Bystrzycy nie jest mile widziana, a tamtejsza policja pozbywa się każdego, kto węszy wokół tej sprawy. Kobieta stara się więc utrzymać w tajemnicy cel, w którym tam przybywa, udaje, że przybyła z wizytą do dalekiej krewnej. Niedługo odkrywa, że na moment przed śmiercią Klaudyna pomagała swojej przyjaciółce odkryć tożsamość stalkera, mężczyzn który bombardował ją niepokojącymi wiadomościami, śledził i onanizował się pod jej oknem. Dlaczego policja zlekceważyła ten trop? Skąd dziwne układy w tamtejszej policji? Co mieszkańcy starają się ukryć? Dioniza szuka odpowiedzi na te pytania, nie zdając sobie sprawy w jaki wielkim niebezpieczeństwie się znajduje….

Książkę jak zwykle czyta się rewelacyjnie, wątki kryminalne przeplatają się tu z wątkami obyczajowymi, świetnie zarysowana jest lokalna społeczność, rewelacyjnie oddany dziwny klimat panujący w tamtejszej policji, fajnie również są ukazane relacje Dionizy z innymi ludźmi, z ojczymem, z byłym policjantem Robertem Gredtke, z Ratiem, a przede wszystkim jej rozwijająca się relacja z Szymonem Ogińskim. Autorka jest specjalistką w doskonałym odwzorowaniu tła psychologicznej, obyczajowego i kryminalnego. W trakcie lektury wręcz spalała mnie ciekawość dotycząca zakończenia powieści. Zakończenie, które wręcz powaliło mnie na łopatki, którego się nie spodziewałam. Bowiem w trakcie trwania akcji Hanna Greń podsuwa czytelnikowi różne tropy, niektóre okazują się mylące, a akcja toczy się niespodziewanie. Są momenty, w których nagle zawraca, skręca, a oniemiały czytelnik może tylko z zapartym tchem przerzucać kolejne strony…Gorąco polecam Wam lekturę tej powieści, jak i całej serii z Dionizą, a sama mam nadzieję i trzymam kciuki, za to, że to jeszcze nie koniec, że autorka znowu nas zaskoczy…

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

„Cyngiel Temidy” Marcin Wolski

CYNGIEL TEMIDY

  • Autor: MARCIN WOLSKI
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 384
  • Data premiery: 26.10.2021r.

„Cyngiel Temidy” @Marcin Wolski to pierwsza publikacja tego Autora, z którą miałam do czynienia.  Wymagania miałam przeogromne czytając opis Wydawcy @Zysk i S-ka. Oczekiwałam więc ogromnego „napięcia i zwrotów akcji”. Wszak Autor ma na swoim koncie wiele dobrych książek. Do tego jest uzdolnionym satyrykiem, dziennikarzem i autorem wielu zgrabnych audycji radiowych. Pytanie tylko, czy powieść spełniła moje oczekiwania?

To historia o współczesnym mścicielu. O kimś, kto w przeszłości stracił wiele, praktycznie wszystko. Żądza zemsty doprowadziła do śmierci osób o ksywkach: sędzia, minister, generał, kasjer i czyściciel. Osób tworzących tajną grupę Omega, o której nawet system socjalistyczny milczał. Wszyscy z komanda zagnieździli się w nowej rzeczywistości, rzeczywistości Nowej Polski. Jedni z lepszym skutkiem, inni z gorszym. Tylko to co przeszłe nie mogło zostać zapomniane, nie mogło zostać ominięte. Na intrygę sięgającą bardzo daleko jak macki ośmiornicy, trafia młoda prokurator z Warszawskiej  Pragi Karolina Karpicka, której momentami „(…) wydawało się, że rozwiązanie znajduje się na wyciągnięcie ręki, ale zaraz potem cała hipoteza rozsypywała się jako domek z kart”.

Niewymagająca lektura. Tak krótko określiłabym przeczytaną powieść. Spodziewałam się thrillera sensacyjnego, a otrzymałam ciekawie napisaną powieść, w której Autor rozbudował sporo wątków obyczajowych. Ogromnym plusem jest sama intryga, która zaczęła się tak naprawdę wiele lat temu. Do tego styl, tempo. Język jest przyjemny, dużo w nim dialogów. Zgrabnie Autor odnosi się również do wątków autentycznych jak na przykład śmierć polskiego miliardera jako skutek błędu lekarskiego w trakcie zagranicznego zabiegu medycznego. Znajomo brzmi? Mi również. Mimo zagmatwanej fabuły, dzięki stylowi Autora, książkę czyta się bardzo szybko. Sama akcja również dzieje się prędko i to na różnych kontynentach. Denerwowała mnie niezwykle maniera prokuratora nadzorującego Karolinę, który notorycznie zwracał się do niej per „Karolinka”, pewnie nie mniej niż ją samą. Samej Karpickiej jakoś nie potrafiłam sobie wyobrazić. Z jednej strony wieczna ofiara męskiego szowinizmu, wyjątkowo atrakcyjna, z drugiej niezwykle temperamentna, wścibska, błyskotliwa, choć momentami zachowywała się jak słaba kobietka, która nie potrafiła się zmierzyć z konsekwencjami i okolicznościami własnych wyborów podjętych u progu drogi zawodowej. Do tego odważna jak James Bond, aż trochę w tym śmieszna. Widać rozkochanie Autora w satyrze, nie tylko w wątku samej Karoliny.  Kompletnie zaskoczyłam się czytając kolejno odkrywane przez Wolskiego tajemnice. Liczyłam, że Autor będzie wodził mnie za nos każąc mi się co rusz domyślać, kto co i dlaczego. Nic z tych rzeczy. Istotna postać została mi podana na tacy. Zaskoczeniem natomiast był jej pomocnik. Tu muszę zdecydowanie pochwalić Autora, skonstruował postać na miarę bondowskiej „M”. Cichy, ale jakże cenny wspólnik okazał się strzałem w dziesiątkę.

Nie oceniam nigdy książki po okładce. Dzięki fascynacji czytaniem oduczyłam się tego dawno temu. Często jednak postrzegam konkretną publikację z perspektywy odczuć, które odczuwam po przeczytaniu. Zdecydowanie pierwsza część podobała mi się bardziej. Lubię jednak zagadki i dużo znaków zapytania. Drugą połowę przeczytałam tylko z powodu Leny. Musiałam dowiedzieć się, kim ona faktycznie jest.

I totalne zaskoczenie! Happy end. Okazuje się, że i w tym gatunku może się zdarzyć.

Moja ocena: 6/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Zysk i S-ka.

„Śmierć nie ucieknie” Przemysław Borkowski

ŚMIERĆ NIE UCIEKNIE

  • Autor: PRZEMYSŁAW BORKOWSKI
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 448
  • Data premiery: 27.10.2021r.

Ostatnią książkę jaką czytałam od @pzborkowski to „Rytuał łowcy”. Książka bardzo mi się podobała, zresztą jak poprzednie publikacje tego Autora. Polubiłam postać prokuratorki Gabrieli Seredyńskiej, która jak się okazuje jest jedną z głównych bohaterek premiery z ostatniej środy pt. „Śmierć nie ucieknie”.  Wydawnictwo @Czwarta Strona zrobiło mi ogromną przyjemność kierując do mnie egzemplarz recenzencki, za co bardzo dziękuję. Borkowski to jeden z tych polskich autorów kryminałów, którego książki czytam w ciemno. I nadal nie mogę uwierzyć, że to taki „człowiek orkiestra”. Kto pamięta, że  Borkowski to członek Kabaretu Moralnego Niepokoju? Ja pamiętam i zachwyca mnie jego wszechstronność. Oj zachwyca 😊. 

Nie da się nigdy tak naprawdę zrozumieć drugiego człowieka. To podobno jeden z najbardziej traumatycznych aspektów ludzkiej egzystencji. To, że niemożliwa jest prawdziwa bliskość, nie ma żadnego porozumienia dusz. Nie da się połączyć prawdziwie z drugim człowiekiem. Na tym najgłębszym poziomie zawsze jesteśmy samotni. Nawet szczęśliwie zakochani są sami. Doświadczają tylko w tym samym czasie podobnej iluzji.” –„Śmierć nie ucieknie” Przemysław Borkowski.

Julia Gierszewska to młoda, rozpoznawalna piosenkarka.  Trwa w niesatysfakcjonującym związku ze swoim, dużo starszym managerem, w którym dużo przemocy, finansowego uzależnienia, obezwładniającej samotności. Gdy pewnego poranka, po nocnej libacji zastaje swego partnera nieżywego z roztrzaskaną głową  wszystkie demony przeszłości wracają. Bez zastanowienia rzuca się do ucieczki. Wyrusza w podróż w czasie której stara się odpowiedzieć na pytanie czy scenariusze życiowe muszą się powtarzać oraz kim tak naprawdę jest mężczyzna, który zabrał ją do swego samochodu spod jej domu. W ślad za uciekinierką wyrusza prokurator Gabriela Seredyńska wspierana przez dwóch komisarzy, Nowaczyka i Aleksanderskiego.

Całkowicie inny kryminał

W fabule nie chodzi o samą śmierć. W treści nieistotna jest ofiara. To historia skonstruowana z cieni przeszłości. Z tego co doprowadziło Julię do ucieczki bez głębszego zastanowienia. Borowski napisał ciekawą powieść drogi. Powieść, w której i kierowca, i pasażer powoli odkrywają swoje prawdziwe oblicza. W podróż w nieznane, w szczęśliwą przyszłość, która okazała się tylko lub raczej aż zaktualizowaną wersją przeszłości. Niezwykle podobała mi się postać Seredyńskiej. Z jednej strony typowy prawnik, prokurator z zasadami znający się na swojej robocie. Zastanawiająca się nad innymi, nie tylko oczywistymi scenariuszami. Sam Nowaczyk również mile mnie zaskoczył, taki trochę bucowaty, prawy policjant, kochający swoją robotę. Lubię takich bohaterów, bardzo realnych.

Książkę bardzo dobrze się czytało. Styl Borowskiego jest zwięzły, treściwy. Tempo akcji było całkiem znośnie. Chociaż zagłębianie się w meandry nieoczywistej przeszłości momentami mnie nużyło. Jest to książka całkiem inna od „Rytuału łowcy”. Mniej wstrząsająca, mniej trzymająca w napięciu. Autor konsekwentnie jednak zawarł w niej mocny rys psychologiczny, nie tylko głównej bohaterki. Tym samym przyjemnie zanurzałam się co rusz w motywy, decyzje, uczucia, poglądy poszczególnych postaci odkrywając ich prawdziwe JA.

Ciekawa pozycja dla tych, co uwielbiają odkrywać to, co chowamy przed innymi bardzo skrzętnie, co ukrywamy zapamiętale. Warto zainteresować się tą książką i prześledzić losy Julki, Marka, Gabrieli, których połączyła wspólna sprawa, każdego z innego powodu. Których oprócz tego łączy bezdenna samotność osiągająca  punkt kulminacyjny w zakończeniu. To książka też o zdradzie, o braku miłości. To książka o tym, czego doświadczamy w młodości i co nie pozwala nam szczęśliwie żyć.

Miłej lektury.

Moja ocena  7/10.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

„Wszechmocny Amazon. Jeff Bezos i jego globalne imperium” Brad Stone

WSZECHMOCNY AMAZON. JEFF BEZOS I JEGO GLOBALNE IMPERIUM

  • Autor: BRAD STONE
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 511
  • Data premiery: 27.10.2021r.

Firmę Amazon zna chyba każdy. To ogromne imperium, które powstało w czasie, gdy zapotrzebowanie na jego ofertę było niszowe. Dla twórcy Amazona Jeffa Bezosa to był przysłowiowy „strzał w dziesiątkę”, który wyniósł go na wyżyny najbardziej zamożnych i wpływowych ludzi naszych czasów. Ja o powstaniach imperium lubię czytać tylko w aspekcie historii i to dawnej, ale „Jeff Bezos i jego globalne imperium” zaciekawił mnie na tyle, że sięgnęłam po tą obszerną publikację, która premierę miała w ostatnią środę, tj. 27 października br. od @WydawnictwoAlbatros. O czym przeczytacie w książce Brada Stone’a pt. „Wszechmocny Amazon. Jeff Bezos i jego globalne imperium” ?

To kontynuacja bestsellera „Jeff Bezos i era Amazona”. Tym razem autor na warsztat dziennikarski bierze wpływ, jaki miał na światową gospodarkę zmonopolizowanie do pewnego czasu rynku przez Amazona. Co ciekawe, Brad Stone nie oszczędza samego Jeffa Bezosa. Odnosi się do jego decyzji finansowych, analizuje jego przemianę z pochłoniętego realizowaniem swoich urojeń technologicznego wizjonera we wpływowego biznesmena. W książce znajdziecie opisanych wiele ścieżek, którymi podążał Amazon, by w efekcie stać się tym, czym stał. Ciekawie odzwierciedlone zostały perturbacje na rynkach azjatyckich, gdzie dotarcie z nowymi technologiami zwykle jest bardzo pasjonujące, ze względu na ogromne różnice kultur. To podróż w nowy świat. Świat, w którym coś się zaczęło w pewnej głowie. Głowie zdolnego człowieka, który pozwolił sobie zrobić ten pierwszy krok.

Nie będę udawać, że książkę przeczytałam z pasją. Nie jest to mój ulubiony gatunek. Nie to, że nie lubię czytać o „złotych chłopcach”, którzy zdominowali świat i osiągnęli sukces. Nie to, że zazdroszczę, lub co gorsza czuję zawiść. Po prostu, czytanie o czymś tak oczywistym wydaje mi się często stratą czasu. Sama dostrzegam globalne sukcesy w codziennym życiu. Droga do sukcesu nie zawsze jest tak pasjonująca jak finalny efekt. Muszę jednak przyznać, że autor pokusił się o bardzo ciekawe odzwierciedlenie tej drogi. Duży plus za przedstawienie osoby samego Jeffa Bezosa, którego prywatne życie stało się pożywką dla tabloidów i stron plotkarskim. Z jednej strony ze stron książek Bezos jawi nam się jako wspaniały wizjoner, jakich w historii było wielu. Z drugiej jako despota i typowy autokrata trzymający w ryzach cały zespół i uznający swoje plany oraz decyzje za najbardziej właściwe. Nie jest to jednak jego wada. Przy tak globalnych przedsiębiorstwach jest to cecha przeważająca wśród zarządzających. Przecież ogromne i wpływowe korporacje rządzą się swoimi prawami. Finansowy aspekt publikacji podobał mi się najmniej. Finansistą nie jestem i czytanie o tych wszystkich meandrach decyzji finansowych zanudziło mnie na śmierć. Zdecydowanie bardziej wolę socjologiczny i psychologiczny aspekt globalnego imperium.

Książka jest dla pasjonatów, którzy pragną dowiedzieć się co determinuje tak globalny sukces. Jakie decyzje, jakie cechy przywódcze stają się czynnikami pozwalającymi wyzwolić to coś, co zrobi z nas bogaczy mających wpływ na globalną gospodarkę.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Albatros.

Recenzja przedpremierowa: „Sceny z życia małżeńskiego” Ingmar Bergman

SCENY Z ŻYCIA MAŁŻEŃSKIEGO

  • Autor: INGMAR BERGMAN
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 180
  • Data premiery: 03.11.2021r.
  • Data pierwszego wydania polskiego: 01.01.1973r.

Oglądaliście film Ingmara Bergmana pod tym samym tytułem? Film powstał na podstawie mini serialu. Ja oglądałam😊. Mimo, że to było jakiś czas temu, do tej pory pamiętam jakie na mnie zrobił wrażenie. Rozłożył mnie na łopatki. Jak to Bergman zresztą. Mistrz psychologicznych portretów. Socjologicznych opinii, nic nie robiący sobie z obowiązujących na tamten czas w kinie konwenansów. Nie bojący się podejmować ryzyka i nie dbający, czy film będzie miał ogromną publikę. Tworzący wymagające kino, dociekliwe, niekomercyjne.  Słysząc o premierze z 3 listopada br. od Wydawnictwa @Zysk i S-ka nie mogłam przejść obok tej książki obojętnie. „Sceny z życia małżeńskiego” to głęboki obraz rozpadu małżeństwa, gdzie znaczenie ma każdy gest, każde słowo, każda emocje. To próba odpowiedzi na pytanie, co się stało z tą miłością i co zwykle się dzieje, w tych wszystkich przypadkach, gdzie trzeba wreszcie powiedzieć sobie KONIEC.

Oboje, i ty, i ja uciekaliśmy w hermetycznie zamknięte życie. Wszystko było wygładzone, pęknięcia uszczelnione, nie było rzeczy, która nie chodziłaby jak w zegarku. Dusiliśmy się z braku tlenu” –„Sceny z życia małżeńskiego”  Ingmar Bergman.

Wyobraźcie sobie najpierw Marianne i Johana. Małżeństwo, całkiem szczęśliwe z dziesięcioletnim stażem.  Z pozoru żyją w pełnej symbiozie. Spokojnie witają i żegnają każdy wspólny dzień wychowując dwójkę dzieci. A teraz wyobraźcie sobie Marianne i Johana niby takich samych, a jednak całkowicie innych. Ich spokój pękł jak bańka mydlana. Relacja stała się napięta. Marianne nie rozumie Johana. Johan nie stara się zbliżyć do Marianne. Mówią do siebie, ale się nie słyszą. Czują, ale już nie miłość. Cała kawalkada nowych uczuć zastąpiła te dotychczasowe. Pojawiły się stosy pytań o początek, o genezę, o ten moment, w którym wszystko zaczęło się psuć. Pytań, na które nie zawsze otrzymujemy jednoznaczne i proste odpowiedzi.

To literatura intrygująca, obrazująca głęboką przemianę dwojga kochających się ludzi, którzy w pewnym momencie zaczęli być dla siebie obcy. To mocna pozycja, tak samo jak mocne jest kino Bergmana. Literacki obraz niewiele różni się od kinowego. Głębokość problemów w relacji pomiędzy dwojgiem ludzi została zobrazowana w doskonały sposób i w wersji literackiej, i kinowej. To studium konkretnego przypadku, który może brzmieć bardzo znajomo dla wielu z nas. W książce wybrzmiewa typowo skandynawska mentalność. Małomówność, punktualność, posłuszeństwo, wyrachowanie, unikanie rozmów o uczuciach, o problemach, taki typowo uczuciowy analfabetyzm, zgodnie z zasadą wpajaną od pokoleń, że „Każdy sam zajmuje się swoimi zmartwieniami”.

Książka złożona jest z sześciu scen, które odzwierciedlają najważniejsze momenty w życiu Marianne i Johana. Jest to scenariusz wydany w formie książki. O historii tych dwojga ludzi dowiadujemy się z ich dialogów, dialogów rozszerzonych, w których uczestniczą najbliżsi, przyjaciele. Z tych szczątkowych obrazów rozpoznajemy diagnozę rozpadu małżeństwa. Jak sama Marianne stwierdza, „(…) byliśmy tak beznadziejnie tolerancyjni, że woleliśmy z siebie zrezygnować, niż choćby spróbować coś z tym zrobić”.

Ta pozycja pozostawiła mnie w pytaniu jak to się dzieje, że dwojga ludzi uważający się za bardzo szczęśliwych, skomunikowanych, żyjących w symbiozie stwierdza, że tak naprawdę nic ich nie łączyło, że byli bardziej obok siebie.  Czy to pozory? Czy przyzwyczajenie? Przemiana Johana była bardziej spektakularna. Nagle nic nie miało dla niego znaczenia, ani dom, ani dzieci, ani to szczęście, którego doświadczał na co dzień. Marianne zajęło dużo więcej czasu, by zrozumieć nową rzeczywistość i odkryć na nowo siebie z Johanem, lub bez.

Przeczytajcie tą krótką książeczkę. Zanurzcie się w te sceny, gdzie mimo dużych różnic pomiędzy skandynawskim a polskim podejściem odnajdziecie w wielu miejscach siebie i przyznacie, że pewne mechanizmy są Wam bardzo dobrze znane. Zapewniam.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą przed premierą bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

„Nawia. Szamanki, szeptuchy, demony” Rafał Dębski, Marta Krajewska i inni

NAWIA. SZAMANKI, SZEPTUCHY, DEMONY

  • Autorzy: RAFAŁ DĘBSKI, MARTA KRAJEWSKA, KATARZYNA BERENIKA MISZCZUK, ANNA SZUMACHER, JAGNA ROLSKA, MARTYNA RADUCHOWSKA, MARCIN PODLEWSKI, MARCIN MORTKA
  • Wydawnictwo: UROBOROS
  • Liczba stron: 416
  • Data premiery: 27.10.2021r.

Nie lubię się ograniczać😉. Ci co śledzą mój blog już wiedzą, że i o fryzjerstwie poczytam, i zachwycę się rozważaniami Szymborskiej na temat lektur, które czytała. Nie raz zaczytam się w literaturze pięknej, zaciekawię kryminałem, czy będę drżeć czytając mocny thriller lub nawet horror😊. Staram się być uważna, mieć otwartą głowę i być ciekawa, co kolejna –  całkiem nowa i z pozoru nie dla mnie – pozycja mi przyniesie. Z takim założeniem zabrałam się do studniowania premiery z 27 października br. Wydawnictwa Uroboros (imprint @wydawnictwo.wab) pt. „Nawia. Szamanki, szeptuchy, demony”. To antologia opowiadań, gdzie główne role odgrywają bóstwa słowiańskie, wiedźmy, znające, mądre baby, domowiki, gusła, upiry, czy inne poczwary. Autorzy to m.in. @katarzyna_berenika_miszczuk, Martyna Raduchowska, @Marta Krajewska, Marcin Podlewski, @jagnarolska, Rafał Dębski, Anna Szumacher. Każdy z nich korzystał z innych źródeł. Każdy na swój sposób przedstawił świat, nie tak odległy, nie tak nieosiągalny, jak by się mogło zdawać. Każdy dzięki swemu kunsztowi zabrał mnie w podróż, w której obojętna nie pozostałam.

Wydawca w opisie obiecuje, że to „Niebanalne wykorzystanie motywu silnej obecności duchowości Słowian i wierzeń naszych przodków w obszernej i różnorodnej księdze”. Cóż Wam będę spojlerować o czym są konkretne historie. Zapewniam, że opowieści są pełne nadprzyrodzonych mocy, soczystych opowiadań, gdzie z mroku wyłania się jasność, a wraz ze świtem odchodzi to, co czasem odbiera ludziom zmysły. To wszystko ubrane w bardzo barwny język, zachwycający gwarą potoczną, słownictwem dawno zapomnianym. To historie z jednej strony mroczne, z drugiej napawające nadzieją. Historie, które zrodzone z fantazji autorskiej prowadzą do bardzo ważnych wniosków dotyczących motywów naszego działania, ludzkich bojaźni, czy próby udowodnienia, że nic co nieracjonalne nie istnieje. No właśnie, próby. Tylko próby.

Oczywiście mam swoich faworytów, jak zwykle w antologii. Najbardziej zachwyciła mnie Radomiła z opowiadania @katarzyna_berenika_miszczuk, która przede wszystkim starała się naprawiać błędy ludzkie i niwelować złe, a czasem nawet bardzo złe decyzje. Z zachwytem śledziłam też losy młodych archeologów z opowiadania „Dziewanna i księżyc” Anny Szumacher, których wyprawa odkrywcza mimo, że odbywająca się w czasach współczesnych, przyniosła im ciekawe doświadczenia.

Ogrom w antologii jest melancholii, tęsknoty za tym co przeszłe, co odeszło. Za tymi chatami, lasami, polami. Za tymi wierzeniami, czarami, czy odczynianiem. Autorzy z ogromnym szacunkiem i pokorą podeszli do zadanego im tematu. Niektórzy zarazili mnie swoją fascynacją, tym co inne, co niejednoznaczne. W niektórych opowiadaniach prawie czułam zapach ziół i wiatr muskający mnie, w czasie podróży po sielskich polskich wsiach. I ta słowiańska magia nadająca opowieściom unikalny klimat. Klimat wprowadzający w cudny nastrój, jakby każdy z Autorów opowiadał ciekawą gawędę.  Jestem pod wrażeniem treści, które przeczytałam mimo, że nie każda historia przypadła mi do gustu.  Cóż, kwestia upodobań. Bez wątpienia jest to jednak książka po którą warto sięgnąć, by się przekonać, czy to wiatr w kominie, czy może coś innego, lub co gorsza ktoś inny.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą przedpremierowo bardzo dziękuję Wydawnictwu Uroboros.

„Fryzjer męski” Adam Szulc

FRYZJER MĘSKI

  • Autor: ADAM SZULC
  • Wydawnictwo: Zysk i S-ka
  • Liczba stron: 394
  • Data wznowienia: 12.10.2021r.
  • Data pierwszego wydania: 03.09.2018r.

Z fryzjerstwem nie mam nic wspólnego. Z męskim tylko w aspekcie cięć mego Syna😉. Jakim cudem znalazła się na mojej półce wznowiona w październiku br. przez Wydawnictwo @Zysk i S-ka książka mistrza fryzjerstwa Adama Szulca „Fryzjer męski”? To proste. Ja po prostu uwielbiam ludzi pozytywnie zakręconych, którzy bez swojej pasji żyć nie mogą😊.  Taką postacią jest Adam Szulc. Jak pisze o nim jeden z jego klientów to „Adam Szulc jest fryzjerem totalnym. Odwiedzając jego salon, człowiek czuje się jak w Disneylandzie”. Ja wspomnianego salonu do tej pory nie odwiedziłam @Adam Szulc Barber. Nic straconego, wszystko przede mną. Dobrze jest odwiedzić człowieka, który na swoim oficjalnym profilu FB pisze: „Kim jest fryzjer bez klienta? Nikim!”.

(…) nie dość, że mężczyźni często nie wiedzą, że można u fryzjera umyć włosy, to jeszcze dziwią się, że mycie odbywa się do przodu”. –„Fryzjer męski” Adam Szulc.

To nie tylko poradnik. To podróż w fundamenty fryzjerstwa. Dzięki Szulcowi poznałam nowe znaczenie takich słów jak: łopata, czy poznałam co to znaczy broda mnisia, biskupia, katedralna, olimpijska, czworoboczna, rosyjska pełna. Oprócz rad, jak należy pielęgnować włosy, na co warto zwracać uwagę i jakie środki stosować w sytuacji występowania pewnych przypadłości, z książki można dowiedzieć się jaka była geneza fryzjerstwa męskiego.

Po trzech latach od pierwszego wydania Adam Szulc pokusił się o wznowienie w wersji rozszerzonej. Publikacja została wzbogacona o bardzo ciekawy rozdział poświęcony zagrożeniom, z którymi borykają się i będą borykać w najbliższej przyszłości fryzjerzy męscy. Praca o tyle mnie zaciekawiła, że szukam podobnej, to jest kompletnej i metodycznej pracy na temat fryzjerstwa damskiego. Jako wieloletnia klientka jestem prawie pewna, że i w tej znalazłabym coś dla siebie zakładając oczywiście, że byłaby tak samo dobrze napisana. Z książki wyziera duch fryzjerstwa, szaleństwo artysty, miłość do swej pracy i ogromny szacunek do klienta. Takich mistrzów fryzjerstwa pewnie jak na naparstek, tym lepiej, że miałam przyjemność poznania skrawka tego świata. Świata Mistrza, który mimo, że odległy o lata świetlne od mojego zaciekawił mnie prawdziwie. A więc cytując samego Autora: „Ostrzej brzytwy i do dzieła!”, a raczej dobrego światła i otwartej głowy w trakcie czytania.

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała we współpracy z  Wydawnictwem Zysk i S-ka.

„Wezwanie do miłości” Anthony de Mello

WEZWANIE DO MIŁOŚCI

  • Autor: ANTHONY DE MELLO
  • Wydawnictwo: Zysk i S-ka
  • Liczba stron: 162
  • Data wznowienia: 12.10.2021r.
  • Data premiery w tym wydaniu: 19.11.2019r.
  • Data pierwszego wydania polskiego: 01.01.1994r.

Rozważania Anthony’ego de Mello pt. „Wezwanie do miłości” po raz pierwszy czytałam ponad dwadzieścia parę lat temu będąc nastolatką😊. Dzięki wznowieniu publikacji przez Wydawnictwo @Zysk i S-ka postanowiłam ponownie zapoznać się z przemyśleniami autora na temat współczesnego świata, jego bolączek, żali, trwóg przy okazji sprawdzając, czy nie straciły na aktualności. Przeczytać niewiele ponad sto pięćdziesiąt stron to nie wyczyn. Książkę pochłonęłam w jeden wieczór nie odrywając się od niej ani na moment. Przecież nie można przerywać medytacji😉.

(…) to w jaki sposób panujesz nad sytuacją, określa też to, w jaki sposób panujesz nad sobą” – „Wezwanie do miłości” Anthony de Mello.

Zapytacie, co agnostyk znajdzie w medytacjach Jezuity. Wiele, naprawdę wiele dla siebie. Ta książka nie jest pozycją tylko dla wierzących. W większości odnosi się do ludzkiej codzienności, naszych uczuć, emocji. Do tego co najważniejsze, byśmy mogli wzrastać rozwijając się każdego dnia. To zapiski z obserwacji i poznawania siebie. Uczą uważności na swoje JA, na swoje emocje, tak często skrywane w najdalsze zakątki naszych serc. Wyjątkowo spodobała mi się koncepcja wielu warstw, które każdy z nas ma. Warstw, które nas ukształtowały. To nasze przekonania, przyzwyczajenia, idee, przywiązania, lęki, czy chociażby tradycja i kultura. Tak na wiele z nich nie mamy wpływu. Wiele „wyssaliśmy” z mlekiem matki. Świadomość jednak ich obecności pozwala nam lepiej zrozumieć siebie, a tym samym wszystko to, co nas otacza.

(…) Tak naprawdę nic na świecie nie jest bardziej przenikliwe od miłości. To nie miłość jest ślepa, tylko przywiązanie. Przywiązanie to stan kurczowego przywarcia, który bierze się z fałszywego przekonania, że coś lub ktoś jest nieodzowny dla naszego szczęścia” – „Wezwanie do miłości” Anthony de Mello.

De Mello zaskoczył mnie rozwinięciem kwestii przywiązania vs. miłości do siebie, do innych, do otaczającego nas świata. Nie przypominam sobie, by był to wątek, który zaintrygował mnie tak bardzo te wiele lat temu. Teraz z pokorą czytałam, że często mylimy szczęście i miłość z przywiązaniem, które daje nam pozorne poczucie bezpieczeństwa. Może przestać? Może warto to porzucić, tak jak radzi autor?

Każdy z czytelników sam musi sobie odpowiedzieć na pewne pytania. Sam zrewidować swoje podejście, uważnie wsłuchać się w siebie. Jeśli potrzebujecie odrobiny wytchnienia i zastanowienia się nad tym, z czego tak naprawdę się składa nasze życie i nasze człowieczeństwo, to zachęcam do rozważań pod przewodnictwem jednego z najbardziej znanych przewodników duchowych.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję  Wydawnictwu Zysk i S-ka.

„Milcząc jak grób” Małgorzata Rogala

MILCZĄC JAK GRÓB

  • Autor: MAŁGORZATA ROGALA
  • Seria: PEŁNIA TAJEMNIC (TOM 1)
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery:27.10.2021r.

Wczoraj miała premierę najnowsza książka Małgorzaty Rogali „Milcząc jak grób”, dopiero dzisiaj udało mi się opublikować recenzję, jednak przeczytałam ją już kilka dni temu, wkrótce po otrzymaniu. W końcu nowa powieść jednej z moich ulubionych autorek to nie byle gratka.

Powieść ta to pierwszy tom nowej serii „Pełnia tajemnic”. Jej bohaterką jest podkomisarz Monika Gniewosz, znana nam z ostatniego tomu serii o Agacie i Sławku, gdzie była policyjną partnerką mężczyzny. Kobieta wiele przeszła, lata w przemocowym związku odcisnęły na niej swoje piętno. Jednak w końcu znalazła w sobie siłę, żeby się wyzwolić. Zrobiła to nie tylko dla siebie, ale również dla swojej córki. Aby odzyskać spokój i być bliżej matki, która również znalazła się w kłopotliwej sytuacji, Monika wraz z córką przeprowadza się z Warszawy do sennego miasteczka Pełnia. Życie płynie ti zupełnie inaczej niż w Warszawie, każdy każdego zna przynajmniej z widzenia. Monika dostaje pracę w miejscowym komisariacie i już pierwszego dnia dostaje sprawę napaści na młodego mężczyznę. Dodatkowo okazuje się, że jakiś czas temu zaginęła żona jej gospodarza, a policja umorzyła sprawę. Wkrótce okazuje się, że te sprawy mogą się łączyć, a Monika bierze sobie za punkt honoru ich rozwiązanie.

Książkę czyta się szybko, lekko, akcja jest ciekawa, a bohaterowie intrygujący. Oprócz przebiegu akcji autorka jak zwykle doskonale zarysowuje tło społeczne i psychologiczne. Istotny w powieści jest poruszony już w poprzedniej książce autorki, gdzie poznajemy Monikę, wątek przemocy fizycznej i psychicznej. Autorka ukazuje jak trudno się z takiego związku wyzwolić i jakie on ma konsekwencje. Poczułam więź z główną bohaterką, gdyż w pewnej mierze niestety rozumiem jej doświadczenia. Jestem pełna podziwu dla jej determinacji i bardzo ją polubiłam. Również inni bohaterowie zyskali moją sympatię – córka policjantki Nela, jej koleżanka Eliza, jej ojciec Michał, artystka Wiktoria, jej partner z pracy Tadeusz. Autorka stworzyła również postaci niejednoznaczne, jednak z wiernym rysem psychologicznym, przekonywujące. Akcja toczy się z prawnie, w trakcie jej przebiegu pojawiają się różne tropy, czasami mylące, a rozwiązanie intrygi jest swoistą wisienką na torcie. Jak zawsze podczas czytania książek autorki, tak i tym razem, towarzyszyła mi swoista dwoistość uczuć, z jednaj strony chciałam jak najszybciej dowiedzieć się co będzie dalej i jakie będzie zakończenia, z drugiej nie chciałam, żeby powieść się kończyła, gdyż potem pozostaje już tylko oczekiwania na kolejny tom. Cóż mogę powiedzieć, Małgorzata Rogala z każdą kolejną przeczytaną książką coraz wygodniej usadawia się na szczycie mojej osobistej listy ulubionych autorów.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU Czwarta Strona i autorce.

„Czas łaski” John Grisham

CZAS ŁASKI

  • Autor: JOHN GRISHAM
  • Seria: JAKE BRIGANCE (Tom 3)
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 608
  • Data premiery: 13.10.2021r.

Trudno przeczytać wszystkie książki, które ukazują się w premierowe środy😊. Ja jednak nie ustaję w boju. Dzień po dniu staram się czytać książki, które mnie ciekawią i z którym chętnie się zapoznaję. Jedną z takich książek jest premiera z 13 października br. od @WydawnictwoAlbatros. Mam tu na myśli „Czas łaski” Johna Grishama. To trzecia część przygód niezmordowanego adwokata Jake’a Brigance. Czytaliście o niesamowitych walkach na sali rozpraw tego niezawodnego prawnika w „Czasie zabijania”  lub w „Czasie zapłaty” ? Ja wiele lat temu przeczytałam „Czas zabijania”. Książka bardzo mi się spodobała, tym chętniej sięgnęłam do najnowszej publikacji tego wybitnego powieściopisarza.

(…) to partia szachów, ale taka, w której zasady nie zawsze obowiązują” – „Czas łaski” John Grisham.

Tym razem Jake zagrzebał się w sprawę nie do wygrania. Oskarżonym jest szesnastoletni Drew Gamble, który zabił ze służbowej broni miejscowego zastępcę szeryfa, Stuarta Kofera. Wszyscy w małym miasteczku interesują się sprawą. Każdy dopinguje szeryfa Ozziego Wallsa, by skazany szybko trafił za kratki, albo jeszcze szybciej do komory gazowej, w której dokonuje się kary śmierci. Jake niechętnie podejmuje się obrony małoletniego licząc na szybsze zakończenie innej sprawy prowadzonej pod przewodnictwem tego samego sędziego. W pięćdziesięciu pięciu rozdziałach rozpoczyna się walka z jednej strony o życiu, z drugiej o sprawiedliwość, a jeszcze z trzeciej o rodzinę. Czy tej walce podoła Jake? Czy rodzina Kofera wierząca, że życie stracił wspaniały i dobroduszny syn wytrzyma napięcie na sali sądowej? Czy przydomek „złotego chłopca” wśród policjantów w pełni oddaje osobowość ofiary?

Nie powiem, dobre są te książki Johna Grishama. W swym życiu przeczytałam ich sporo. Ostatnio zachwycałam się „Wyspą Camino” i jej kontynuacją „Wichrami Camino”. W „Czasie łaski” Grisham zabrał mnie z powrotem w podróż w meandry prawnicze. Nie bez przygotowania, co to to nie. Opisał w charakterystycznym dla siebie stylu, bardzo przejrzyście z czym musi borykać się, z jakimi formalnościami, wnioskami, sprzeciwami i odwołaniami prawnik, który chce walczyć o życie kilkunastoletniego chłopca. Bardzo dobrze Autor osadził fabułę. To maleńka społeczność, gdzie każdy wszystko o każdym wie, a policjanci dobrze znają Brigance’a. Sam szeryf jest jego przyjacielem. Zastanawiało mnie co stanie się z przyjaźnią i sympatią, gdy dwaj dotychczas bardzo dobrzy znajomi stają po dwóch stronach barykady i każdy broni swojego. Grisham bardzo profesjonalnie podszedł do tematu, nie zanudzając mnie w ogóle wewnętrznymi rozterkami hołdując zasadzie, że każdy ma prawo do obrony. Bardzo spodobało mi się odzwierciedlenie amerykańskiego systemu prawnego, sposób wyboru ławy przysięgłych i role jakie w nim odgrywają strony postępowania. Sędzia zachwycił mnie swoją dostępnością. O tak!!! Może to Wam się wydawać dziwne, ale w amerykańskim sądownictwie sędzia siada ze stronami postępowania, omawia następny krok, w bezpośredniej rozmowie dopuszcza lub oddala kolejne wnioski, a przede wszystkim dba by proces nie trwał za długo. Niesamowite doświadczenie poobserwować te inne realia, do których nam bardzo, ale to bardzo daleko. No dobrze, zdradzę Wam pewną tajemnicę. Nie o proces tu chodzi, ani o jego rozstrzygnięcie, które zajmuje tak naprawdę ostatnie sto pięćdziesiąt stron. Chodzi tu o to wszystko, co dzieje się bardziej lub mniej bezpośrednio przed zabójstwem oraz bardziej lub mniej po zatrzymaniu oskarżonego. Chodzi tu o samego Drew, o jego matkę i jego siostrę Kierę. Znaczenie ogromne ma sama ofiara, jej rodzina, która nie zawsze jest bez winy, bez znaczenia. Istotny jest cały sztab współpracowników, którzy wspólnie pracują, by obronić z góry skazanego na karę śmierci. Autorytetem jest także żona, która umiejętnie dopytuje, kwestionuje zmuszając Jake’a do ciągłego myślenia i zastanawiania się, jak oczarować ławę przysięgłych. Jakby dodać do treści trochę więcej z rysu psychologicznego i sprawcy, i ofiary, i ich najbliższych, to wyszłoby prawie arcydzieło.

Grisham jest mistrzem tworzenia thrillerów prawniczych. Ta pozycja to po raz kolejny udowadnia.

Moja ocena 7/10.

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Albatros.