„Przyszła ty. Jak skutecznie kształtować swoje życie” Brian David Johnson

PRZYSZŁA TY. JAK SKUTECZNIE KSZTAŁTOWAĆ SWOJE ŻYCIE

  • Autor: BRIAN DAVID JOHNSON
  • Wydawnictwo: MUZA
  • Liczba stron: 304
  • Data premiery: 13.04.2022r.

Czytając w opisie pytanie Wydawcy @wydawnictwo.muza.sa. „Jak wziąć życie w swoje ręce i ruszyć przed siebie bez lęków oraz obaw przed poniesieniem porażki?” od razu zapragnęłam sięgnąć po ten poradnik😉. Wyobraźcie sobie antidotum na nasze obawy związane z brakiem mocy sprawczej, brakiem motywacji, czy siły na podejmowanie nowych wyzwań. Ależ byłoby cudownie! Ale cudownie!

Brian David Johnson w „Przyszła ty. Jak skutecznie kształtować swoje życie” zapewnia, że każdy z nas ma magiczne moce, które zmienią następujące po sobie dni naszego życia w takie, które chcemy przeżywać. Książka premierę miała 13 kwietnia br. Ja jestem już po lekturze😊. Postanowiłam nie uszczknąć żadnego dnia, w którym mogłabym wreszcie wpływać w stu procentach na moje życie.

Osoba Autora wydaje się idealna od napisania takiego poradnika. To doradca amerykańskiej armii  i największych międzynarodowych korporacji, które osiągają permanentny sukces. Autor wielu publikacji, w których udowadnia, że człowiek ma większą moc sprawczą, niż mogłoby się pozornie wydawać. W „Przyszła ty. Jak skutecznie kształtować swoje życie” Brian David Johnson przekonuje, że to kim się otaczamy, jak ze sobą rozmawiamy i komunikujemy się ze światem zewnętrznym oraz jak budujemy i podtrzymujemy relacje determinuje kształtowanie naszego życia zgodnie z naszymi oczekiwaniami. Brzmi prosto? Jak jednak to zrobić? Autor nie zatrzymuje się tylko na moralizowaniu i przekonywaniu czytelnika. Poradnik obejmuje treningi do pracy nad sobą oraz rady, w jaki sposób mamy rozpoznawać zewnętrzne i wewnętrzne bariery, które uniemożliwiają nam ruszenie naprzód. Zmusza nas do ciągłego tworzenia planów krótko i długoterminowych, które powinniśmy systematycznie realizować. Nawet najmniejszy sukces w tej dziedzinie da nam poczucie mocy sprawczej. A przekonanie nas o tym, jest głównym celem Autora😊.

Nie znalazłam w poradniku nic odkrywczego. Mimo, że jest napisany w przystępny sposób zawarte w nim prawdy nie są dla mnie nowe. Wiadome jest, że komfort życia poprawimy sobie selekcjonując przyjaciół, planując i realizując cele, co uniemożliwia tkwienie w chaosie oraz dzięki pozytywnym stosunku do własnej osoby i najbliższych. Spodziewałam się większego WOW. Czas spędzony z książką nie uważam jednak za stracony. W niewielu ponad trzystu stronach Autor zawarł kompilację wiedzy, w jaki sposób zmienić swoje otoczenie i własne patrzenie na nasze życie. Jak żmudną, nieefektywną codzienność zamienić w odczuwanie realnej satysfakcji i radości z tego, że wiele nam się udało. Oczywiście musimy do tego dochodzić małymi krokami, zgodnie z zasadą zresztą „Nie od razu Rzym zbudowano”. Książka inspiruje do realizacji własnych marzeń, nawet tych najmniejszych. Do czerpania przyjemności z ich kreowania i wdrażania. Marzenia, tylko te na papierze wydają się odległe i niemożliwe do realizacji, każde inne mają szanse na wdrożenie – przekonuje Autor. Odświeżająco na mnie podziałała rada, by nie bać się decyzji, które są nieodłącznym elementem naszego życia. Odkładanie ich na potem, później, sprawia, że czujemy się nieproduktywni, mało inteligentni i niezdecydowani. A tak myśląc nie wpłyniemy na naszą przyszłą rzeczywistość pozytywnie. Aha i relacje. Prawie bym zapomniała. To jest coś, co zostało we mnie po przeczytaniu poradnika. Relacje – tak, ale nie kosztem wszystkiego i kosztem siebie samego. To jest zawsze dylemat osób dobrze wychowanych, którzy odmawianie uważają za wysoce niestosowne. To nieprawda. Musimy z tym skończyć, by wikłać się w towarzystwo tylko takie, które pozwala nam wzrastać, które robi wiele wokół nas dobrego, które nas wesprze i podniesie, gdyż już upadniemy. Widzicie sami? Niby oczywiste prawdy, a jednak miło o nich się czyta😊.

Jak zmienić świat zmieniając siebie? Kto chce uzyskać odpowiedź na zadane pytanie niech sięgnie po „Przyszła ty. Jak skutecznie kształtować swoje życie”  Briana Davida Johnsona. Miłej lektury!

Moja ocena: 7/10

Za obdarzenie mnie zaufaniem i obdarowanie mnie egzemplarzem dziękuję Wydawnictwu Muza.

„Cześć, wszechświecie” Erin Entrada Kelly

CZEŚĆ, WSZECHŚWIECIE

  • Autorka: ERIN ENTRADA KELLY
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 248
  • Data premiery: 29.03.2022r.
  • Data premiery światowej: 14.03.2017r.

Literaturę młodzieżową czytałam nagminnie mając naście lat. Moją ulubioną Autorką była Joanna Chmielewska i jej książki dla młodzieży😊 oraz Małgorzata Musierowicz. Potem oczywiście zachwyciłam się Harrym Potterem oraz J.R.R. Tolkienem. Ogrom publikacji dla młodzieży współcześnie mnie szokuje. Z jednej strony specjaliści narzekają na spadek czytelników wśród młodzieży, z drugiej Wydawcy prześcigają się w kolejnych publikacjach dla tej grupy adresatów. Tak też robi Wydawnictwo @Zysk i S-ka. Co rusz prześciga się z konkurentami, by zaproponować młodemu czytelnikowi ciekawą powieść, po którą młody człowiek sięgnie z ciekawością. Mnie najpierw zachwyciła okładka powieści pt. „Cześć, wszechświecie” autorstwa Erin Entrada Kelly. Jest bardzo sugestywna, bardzo plastyczna. Później zaciekawił mnie opis. A o efekcie końcowym przeczytacie poniżej😉.

Fabuła kręci się wokół Virgila Salina, który jest nieśmiałym chłopcem żyjącym w rodzinie zafascynowanej sportem. Jego los styka się z Valencią Somerset niesłyszącą, bystrą, odważną i jednak bardzo samotną dziewczynką. Do dwójki wyrzutków dołącza Kaori Tanaka – medium z siostrą Gen. I tylko Chet Bullens nie lubi się socjalizować z resztą. Denerwuje go, gdy pozostałe dzieciaki kręcą się wokół niego. A jednak w pewnym momencie wszystkim zaczyna na sobie wzajemnie zależeć. Jak prawdziwym przyjaciołom.

To książka o przyjaźni. Jest to temat ponadczasowy, uniwersalny. O przyjaźni, podobnie jak o miłości lubimy czytać w każdej formie, w każdej konstrukcji. Tak było i tym razem. Z przyjemnością zanurzyłam się we wzruszającą i pełną humoru opowieść obyczajową, w której mimo młodych bohaterów, odnalazłam analogię do własnego życia, do własnych dorosłych relacji. W przekonujący sposób Erin Entrada Kelly opisała wszystkie barwy przyjaźni. Trudności w jej budowaniu, dbaniu o tej rodzaj partnerstwa, który zdarza się czasem jeden jedyny raz w życiu. Mimo, że młodzi bohaterowie nie są wolni od błędów, finalnie książka ma bardzo pozytywne przesłanie. Daje nadzieję. Pokazuje, że każdy błąd może być naprawiony, a krzywda zadośćuczyniona. Niezwykłą zaletą tej publikacji są dialogi. Napisane w sposób bardzo dynamiczny obfitujące w krótkie zwroty. Idealne dla młodego czytelnika, który zwykle nie lubi przydługich opisów i gnuśnych monologów. Mi najbardziej podobała się postać Virgil. Pewnie ze względu na chomika Guliwera. Sama w domu mam Axela i może dlatego z sympatią śledziłam losy Virgil.

To książka zawierająca humor i podejmująca bardzo trudne współczesne problemy znane młodemu człowiekowi, tj.: związane z przemocą szkolną, samoakceptacją, relacjami z innymi.  Szczerze polecam tą lekką książkę obyczajową, która powinna dotrzeć do młodszego czytelnika.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

„Dziecięce koszmary” Lisa Gardner

DZIECIĘCE KOSZMARY

  • Autorka: LISA GARDNER
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Seria: Detektyw D.D. Warren. TOM 4
  • Liczba stron: 464
  • Data premiery w tym wydaniu: 23.03.2022r.
  • Data 1 polskiego wydania: 23.01.2013r.

Przygodę z Detektyw D.D. Warren rozpoczęłam od 10 tomu pt. „Powiem tylko raz”. Dzięki publikacji początkowych tomów cyklu przez @WydawnictwoAlbatros pierwsze przygody Pani Detektyw D.D. Warren poznałam również w książkach „Samotna” i „W ukryciu”. „Sąsiad”, który premierę miał 26 stycznia br.  „Dziecięce koszmary” to szósta książka serii, którą przeczytałam dzięki współpracy z Wydawcą. Książka premierę miała półtora tygodnia temu i musicie wiedzieć, że jest warta Waszej uwagi.

Wszystko się jednak zmienia. Nie od razu. Drobiazg za drobiazgiem, chwila za chwilą, decyzja za decyzją. Kawałek po kawałku oddajesz siebie. I nigdy już nic z tego nie odzyskasz”. – „Dziecięce koszmary” Lisa Gardner.

Detektyw D.D. Warren z zespołem zostaje wezwana do morderstwa. Na miejscu odkrywa śmierć rodziny Harringtonów; rodziców Patricka i Denise oraz trójki ich dzieci Jacoba, Molly i małego Ozziego, który wiele lat spędził w szpitalu psychiatrycznym. Teoria o rozszerzonym samobójstwie ojca rodziny pada dość szybko. Bezsenność i zmęczenie D.D. się pogłębia, gdy w podobnych okolicznościach zostaje zamordowana kolejna rodzina. Również córka Laraquette’ów była pacjentką szpitala psychiatrycznego. Co łączy te dwie zbrodnie? Czy tylko fakt, że dzieci były objęte opieką psychiatryczną? D.D. Warren wraz z innymi śledczymi stara się znaleźć punkt wspólny tych obu zbrodni. Wspólny mianownik wydaje się coraz bliżej, gdy ginie na dziecięcym oddziale psychiatrycznym Bostońskiej Kliniki Pediatrii mała pacjentka Lucy. Wystarczy tylko go znaleźć….

O wiele lepsza jest ta część od poprzedniej😊. Czytałam z zapartych tchem, do ostatniej strony, do pierwszej w nocy. Jak już wspomniałam w poprzednich recenzjach Lisa Gardner jest mistrzynią w konstruowaniu opowieści, w których istotną rolę jako ofiary odgrywają najmłodsi i słabsi. Porusza tym samym najczulsze struny duszy czytelnika. Tak zadziało się też tym razem. Niezwykle udał się Autorce motyw dzieci wymagających opieki psychiatrycznej. Skrzywdzonych, traktowanych jak zwierzęta, gdzie sytuacja społeczna wzmaga ich zaburzenia psychiczne. Opisy skrajnych zachowań wbijały mnie w fotel.

I zastanawiam się, czy właśnie tej nocy wreszcie mnie zabije. Poznajcie Evana, mojego syna. Ma osiem lat. – „Dziecięce koszmary” Lisa Gardner.

Tak o swym dziecku mówi Victoria. Narracja pierwszoplanowa z jej perspektywy jest niezwykle ważna w całej historii. Gardner podzieliła opowieść na trzy części, ponumerowane rozdziały zatytułowała dodatkowo imieniem bohaterek, które są narratorkami. Victoria jest jedną z nich. To wstrząsająca i przejmująca opowieść matki borykającej się w samotności z chorobą psychiczną syna. Z jednej strony silnej znoszącej w imię miłości wszystko, z drugiej bardzo słabej, nie potrafiącej oddać syna pod specjalistyczną opiekę medyczną i tylko traumatyczne wydarzenia są w stanie zmienić jej nastawienie. Gardner bardzo dobrze zobrazowała postać matki nie zapominając o innych bliskich. O Chelsea, siostrze Evana i o Michaelu – jego ojcu. Każdy z nich powinien odgrywać ważną rolę w jego życiu. Powinien. Podobny zabieg Autorka zastosowała w przypadku bohaterki o imieniu Danielle, która również opowiada swoją historię swoimi słowami. To jedyna ocalona, która w imię zadośćuczynienia służy innym wymagającym specjalistycznej opieki dzieciom. Każdego dnia na ostatnim piętrze Kirkland Medical Center stawia – mimo własnych traumatycznych doświadczeń – czoła wyzwaniom stawianych przez małych pacjentów. Raz z lepszym, raz z gorszym skutkiem. I Victoria, i Danielle mają wiele do zaoferowania. Są nietuzinkowymi bohaterkami o ujmującej historii. No i nie mogę zapomnieć o Gregu. Ten to był zagadką praktycznie przez całą powieść. Oj był…. Jedyna narracja trzecioosobowa to narracja zawarta w rozdziałach, w których opisane zostały śledztwo D.D. Warren. Tu Gardner zachowała poziom z poprzednich części. Śledztwo przedstawiła jako metodyczną trudną pracę, w których każdy szczegół może mieć znaczenie.

Nieoczywisty, ekscytujący, intrygujący i zajmujący thriller, gdzie role zostają odwrócone, a bezbronne dzieci stają się sprawcami. Gardner udowodniła, że potrafi skonstruować fabułę, w której nie wiadomo, gdzie jest początek, a gdzie koniec. Gdzie akcja, a gdzie reakcja. Gdzie przyczyna i gdzie skutek. Sama D.D. Warren nie zachwyca. Zachwycają za to inne kobiety. Kobiety interesujące w swej historii, jakże smutnej, jakże przykuwającej wzrok. Polecam szczerze !!!

Moja ocena 8/10.

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Albatros.

„Salome” Izabela M. Krasińska

SALOME

  • Autor:IZABELA M. KRASIŃSKA
  • Wydawnictwo:KSIĄŻNICA
  • Liczba stron:384
  • Data premiery:09.03.2022r.

Z twórczością Izabeli Krasińskiej chciałam się zapoznać już od jakiegoś czasu. Tak wyszło, że zaczęłam od jej najnowszej książki, tak innej od poprzednich powieści autorki. Jest ona znana z literatury obyczajowej, patrząc na okładkę „Salome” spodziewałam się powieści obyczajowej z elementami romansu, erotyka, tymczasem to co otrzymałam bardzo mnie zdziwiło. Powieść ta zawiera bowiem elementy literatury pięknej, obyczajowej, romansu i thrillera psychologicznego.

Dorota i Przemek są małżeństwem od wielu lar, połączyła ich prawdziwa miłość, byli razem szczęśliwi. Pięć lat temu spotkała ich tragedia i nic już nie było takie jak kiedyś. Żyją niby razem, ale tak naprawdę obok siebie, nie potrafiąc sobie przebaczyć. Niespodziewanie myśli mężczyzny zaczyna zaprzątać Sandra, piękna i uwodzicielska studentka polonistyki. Dziewczyna przypomina mu biblijną Salome i nim się obejrzy, profesor traci dla niej głowę. W tym samym czasie Dorota dochodzi do wniosku, że chce uratować ich małżeństwo, zaczyna się starać, uświadamiając sobie, że niesprawiedliwie traktowała męża. Co zrobi Przemek? Czy zdoła oprzeć się pokusie? Jak potoczą się ich dalsze losy?

Powieść wywarła na mnie ogromne wrażenie, okazała się czymś dużo więcej niż się spodziewałam. Zaskoczyła mnie i do teraz nie potrafię o niej zapomnieć, co jest największym uznaniem jeśli chodzi o książkę. Przede wszystkim ogromnym jej plusem jest wierność psychologiczna, autorka wspaniale skonstruowała postacie, z całą ich złożonością i wielowymiarowością. Każdemu z bohaterów można coś zarzucić, nikt nie jest idealny, każdy popełnia błędy, tak jak w życiu. I tak jak w życiu bohaterowie muszą ponosić konsekwencje swoich wyborów, które czasami są trudne do przewidzenia. Autorka wspaniale oddała emocje, dylematy i wątpliwości bohaterów. Klimat powieści jest pełen napięcie, poczucia zagrożenia. Całość powieści śledziłam z zapartym tchem, bardzo dobrze mi się ją czytało, natomiast same zakończenie, aż zmroziło mi krew w żyłach. Tego się nie spodziewałam.

Muszę powiedzieć, że autorce udało się mnie zaskoczyć tą powieścią na wielu polach. Pozostaje mi tylko pogratulować i powiedzieć: „Rewelacyjna powieść”, czytajcie!

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą serdecznie dziękuję Wydawnictwu Książnica.

„Współautorzy” Aleksandra Marinina

WSPÓŁAUTORZY

  • Autorka: ALEKSANDRA MARININA
  • Seria: ANASTAZJA KAMIEŃSKA (tom 25)
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 560
  • Data premiery: 23.02.2022r.
  • Data 1 wydania polskiego: 01.01.2004r.

Do cyklu o Anastazji Kamieńskiej powróciłam po latach tomem 24 pt. „Zasada trzech sprzeciwów” (recenzja na klik). Wówczas Major Kamieńska rozwikłała zagadki kryminalne – mimo rekonwalescencji po złamanej nodze – związane ze zbrodniami dziejącymi się wokół jednej, szacownej rosyjskiej rodziny. Wydawnictwo @Czwarta Strona wydało 23 lutego br. kolejny tom serii pt. „Współautorzy”. I choć kwestie rosyjskie w tym momencie nie są moimi ulubionymi, lekko się ociągając sięgnęłam do najnowszej propozycji wydanej autorki, Aleksandry Marininy.

Ale rany bardzo bolą… Rany pozostawione przez upokorzenie, oszustwo i niesprawiedliwość. Co z nimi począć? Zlekceważyć i zapomnieć? Niech sobie bolą? A kto powiedział, że przestaną boleć, jeżeli człowiek zrobi to, co uważa za przywrócenie sprawiedliwości? Rany pozostaną, podobnie jak pamięć o oszustwie i upokorzeniu, dojdzie tylko zrozumienie tego, że w odpowiedzi na zadany ból ty też zadałeś komuś ból. I to wszystko. Żadnej ulgi. Pojawi się jedynie niepotrzebny ciężar.” -„Współautorzy” Aleksandra Marinina.

Dwa pozornie niezwiązane ze sobą kryminalne wątki. Jeden toczy się wokół projektu pisarskiego o nazwie Wasilij Bogusławski. To pod tym imieniem i nazwiskiem trójka osób wydaje poczytne kryminały. Trzon zespołu stanowi znany pisarz Gleb Bogdanow, wspiera go w roli kreatywnej autorki fabuł Jakaterina Sławczikow, a za eksploatatora robi Wasilij Sławczikow, jej pasierb. Każdy z nich ma inną historię, inne predyspozycje, które finalnie łączą się w jeden pisarski talent. To niby zaczyna interesować się para naukowców, którzy starają się odzyskać bardzo ważne materiały dziennikarskie. Drugi związany jest ze śmiercią ciężarnej Jeleny, młodej żony biznesmena Jegora Safronowa, która do niedawna była recepcjonistką w jego salonie urody. Safronow od razu staje się podejrzany, tym bardziej, że do ślubu doszło w wyniku jednej wspólnej nocy. W pewnym momencie podpułkownik Kamieńska zaczyna łączyć te dwie sprawy. W pewnym momencie śledczy zaczynają odkrywać drugie dno. Z przeszłości odkrywają związki, które doprowadziły do późniejszych śmierci. Czy to przypadek, czy w pełni zaplanowane morderstwa?

Po przeczytaniu „Współautorów” mam podobne odczucia jak po lekturze tomu 24. Marinina to bez wątpienia mistrzyni kreowania zawiłych, skomplikowanych i wielowarstwowych wątków. Kompozycje jej seryjnych książek są zawsze takie same. Dużo się dzieje, jest wiele ofiar. Śledczy markotnie i mozolnie rozgrzebują przeszłość zamordowanych szukając jakiejkolwiek rysy, jakiegokolwiek punktu zaczepienia. Snują rozmaite hipotezy, które Marinina obala w trakcie rozwijania fabuły, by finalnie czytelnika totalnie zaskoczyć w zakończeniu. Okazuje się, że mąż nie ma znaczenia, wielokrotne rozwody również, niechęć do byłego męża własnej żony nie ma związku, a trudne relacje z pasierbem w ogóle nie miały miejsca. Do tego dochodzi zawsze wiele wątków obyczajowych; rozwody, niespełniona miłość, zakazany romans, rys psychologiczny skonstruowany na dziecięctwie bohaterów i ich relacjach z rodzicami, powątpiewanie w ojcostwo, niespełnione ambicje literackie, uzależnienie od szybkiego seksu bez zobowiązań, liczni partnerzy seksualni i wiele, wiele innych. W tym wszystkim podpułkownik Kamieńska stara się zdać egzamin na doktorat by uniknąć emerytury w wieku kolejnych dwóch lat i żyje w symbiozie ze swoim mężem również naukowcem Loszką. Wierzcie, że nie pospojlerowałam za bardzo, gdyż wątków wokół głównej fabuły Marinina namnożyła znacznie więcej. Nadal bardzo mi się podoba Kamieńska, mimo, że jest totalnie oddana swemu mężowi. To oddanie nie jest jednak jej słabością. Jest jej wyłącznie ludzką twarzą. Jak sam o niej mówi jej przełożony: „Och, Kamieńska (…) Z tobą są wieczne problemy…Niby jesteś mądrą babą i znasz się na robocie, ale przy tobie człowiek się czuje tak, jakby siedział na beczce z prochem. Nie mogę się doczekać aż przejdziesz na emeryturę.” Aśka vel Nastka Kamieńska taka właśnie jest. Potrafi i skłamać, i postąpić niezgodnie ze sztuką milicyjną, byle tylko osiągnąć cel i zbliżyć się do prawdy.

Bardzo cenię w książkach z serii to zachłyśnięcie się Marininy światem naukowców. I w tej, i w poprzedniej książce jej autorstwa od ciekawych, inteligentnych, szanowanych naukowo postaci aż się roi. Profesorowie prawa, wybitni inżynierowie, pisarze z tradycjami, artyści i inni. To świat, który autorka odwzorowuje z wielkim zaangażowaniem w każdym szczególe, w zachowaniu, w opisie postaci i jej doświadczeniu, nawet w scenografii mieszkania i sposobie zachowania, a także tradycjach i obyczajach. Zgłębiając w roli czytelnika ten naukowo – profesorski świat miałam wrażenie jakbym obcowała sama z bardzo inteligentnymi i arcy-wybitnymi osobistościami. Jakbym sama z nimi dyskutowała i biła się na argumenty. Jakbym była częścią ich świata.

Sama koncepcja projektu Bogusławskiego zasługuje na wielkie uznanie. Nie jest to oszustwo. Prawda jest objawiana od początku do końca, co nie ma negatywnego wpływu na poczytność kryminałów. Pomysł Marinina dopracowała w każdym szczególe. Niezwykle inspirujące okazało się zanurzenie w dysputach i dyskusjach członków zespołu, w trakcie których każdy przedstawiał swoje racje i bronił swego stanowiska. A tylko siła argumentacji mogła doprowadzić do korzystnego dla którejś ze stron rozstrzygnięcia. Koncepcja Wasii odnośnie duszy dziecka mnie rozczuliła. Podobnie jak z uśmiechem na ustach czytałam o podarku dla Nastki od jej własnego męża. Nie wiem czy chciałabym dostać małą figurkę drewnianego starca, która miałaby mnie oswoić z przemijaniem. Zdecydowanie doceniam jednak pomysł i jego rozpisanie na kartach powieści.

(…) nie ma żadnego znaczenia, jak przeżywamy życie, bo życie to zaledwie jeden epizod w długim łańcuchu rozmaitych epizodów. Nic nie szkodzi, jeżeli jeden epizod się nie uda, następny będzie inny, o wiele lepszy.” -„Współautorzy” Aleksandra Marinina.

I to życie przedstawione z różnych perspektyw, w różnych osobach, bardzo urozmaiconych, jest zaletą tej powieści. To proza z całą kawalkadą osobliwości i zagadkami, które się tylko mnożą. Ot, chociażby śmierć dziennikarza. Nawet ona ma znaczenie. Bo przecież:

Z jakiegoś powodu nikt nie chce wierzyć w nieszczęśliwe wypadki przydarzające się dziennikarzom(…). Nieszczęśliwy wypadek może się przydarzyć każdemu: dozorcy wujkowi Wani, mistrzowi olimpijskiemu, a nawet agentowi. Tylko nie dziennikarzowi. Jeżeli dziennikarz nie umiera śmiercią naturalną na skutek długotrwałej choroby, to jasne, że walczył o prawdę…”-„Współautorzy” Aleksandra Marinina.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu @Czwarta Strona.

„Ktoś z nas kłamie” Karen M. McManus

KTOŚ Z NAS KŁAMIE

  • Autor:KAREN M. MCMANUS
  • SERIA: JEDNO Z NAS KŁAMIE. TOM 1
  • Wydawnictwo:ZYSK I S-KA
  • Liczba stron:392
  • Data premiery:01.03.2022r.

Mimo tego, że do młodzieży nie należę już od dawna, lubię od czasu do czasu przeczytać książki należące do nurtu literatury młodzieżowej. Nie wiem czemu, ale lubię czasem przenieść się w świat bohaterów będących na studiach lub w collage’u. Tym razem miałam okazję poznać thriller z nurtu literatury młodzieżowej. „Ktoś z nas kłamie” to debiut Karen M. Mcmanus z 2017 roku. W Polsce pierwszy raz został wydany w marcu 2018r. Obecne wydanie z filmową okładką od Wydawnictwa Zysk, zawdzięczamy nakręconemu przez Netflix serialowi. W związku z tym, że nie czytałam książki wcześniej, postanowiłam skorzystać z okazji i zapoznać się z lekturą. Jakie były moje wrażenia? Przekonajcie się sami…

W poniedziałkowe popołudnie pięcioro uczniów liceum Bayview ląduje za karę po lekcjach w kozie. Skład jest bardzo zróżnicowany, bowiem spotykają się tam: Bronwym, szkolna prymuska, ambitna uczennica, która szykuje się na studia na Uniwersytecie Yale i nigdy nie łamie zasad. Addy, szkolna piękność, królowa balu, dziewczyna sportowca. Nate, szkolny bad boy, który znajduje się pod nadzorem kuratorskim z powodu handlu prochami. Cooper, gwiazda szkolnej drużyny baseballowej. I Simon, szkolny dziwak, twórca słynnej aplikacji plotkarskiej About That. Są to ludzie, których nic ze sobą nie łączy i ich obecność w tym miejscu wydaje się zupełnie przypadkowa. Tylko, że Simon traci życie, a policja poszukuje sprawcy. Gdy okazuje się, że następnego dnia chłopak miał opublikować w swojej aplikacji materiały obciążające cała czwórką obecną z nim w klasie stają się oni podejrzanymi. Kto i dlaczego zamordował Simona?

Książka jest bardzo interesująca, lekko napisana, czyta się ją bardzo szybko i przyjemnie. Intryga wciąga, ciekawi zmusza do ciągłego zastanawiania się jakie będzie rozwiązanie całej zagadki. Żywe dialogi, rozdziały podzielone na części, pisane w narracji pierwszoosobowej z różnych punktów widzenia, opatrzone datą i godziną jeszcze podnoszą dynamizm powieści i sprawiają, że chcemy się dowiedzieć więcej, i więcej… Autorka świetnie oddała klimat liceum, a wykreowane postacie są przekonywujące, fajnie oddane są również relacje między nimi. Chociaż bohaterowie są atrakcyjni, odnoszą sukcesy, są lubiani i mogliby się wydawać pewni siebie, tak naprawdę okazuje się, że każdy z nich ma własne problemy, mierzą się z niepewnością, brakiem własnej wartości, niepokojem jak potoczy się dalej ich życie. Wszystkie z czterech postaci głównych bohaterów polubiłam, wszystkie wydają mi się przekonywujące. Największą zmianę jednak przeszła postać Addy, z zdawałoby się płytkiej, szkolnej piękności opartej w całości na przystojnym chłopaku, sportowcu przemienia się w dynamiczną, niezależną dziewczynę, mającą swoje zdanie. Zakończenie mnie zaskoczyło i choć nie do końca mnie przekonało, nie mogę mu odmówić oryginalności.

Podsumowując, jeśli szukacie książki lekkiej, która pozwoli Wam się oderwać o rzeczywistości, wciągnie i zaciekawi, bez przytłaczania i poczucia ciężkości, gorąco polecam Wam tą pozycję! Pod jej wpływem zapragnęłam zapoznać się też z serialem, ale po obejrzeniu pierwszego odcinka, zrezygnowałam, gdyż mocno różni się od książki i wydał mi się dość płytki.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

„Więcej niż jedno życie” Irena Małysa

WIĘCEJ NIŻ JEDNO ŻYCIE

  • Autorka: IRENA MAŁYSA
  • Wydawnictwo: MOVA
  • Liczba stron: 424
  • Data premiery: 23.02.2022r.

Po lekturze debiutu Ireny Małysy „W cieniu Babiej Góry” wiedziałam, że każdą kolejną książkę autorki biorę w ciemno, a już zwłaszcza tą z serii o Baśce Zajdzie. Kiedy dowiedziałam się o tym, że 23 lutego premierę będzie miało „Więcej niż jedno życie”, kolejny tom z Baśką, czekałam na niego z niecierpliwością. Przeczytałam go niedługo po premierze, praktycznie jednym tchem, jak zwykle przy recenzji złapałam pewien poślizg, ale już śpieszę z nadrobieniem tego zaniedbania;)

Tym razem akcja rozgrywa się w większości w Krakowie, a w zasadzie w Szpitalu Pediatrycznym. Baśka zaangażowała się zbiórkę pieniędzy na operację Mateuszka, syna Joanny, jej sąsiadki z podstawówki. Policjantka pomogła w organizacji inicjatyw, dzięki którym zbiórka na leczenie chorego na serce chłopczyka w prywatnej klinice w Niemczech będzie możliwa. Gdy Zajda wybiera się do szpitala okazuje się, że jest on w remoncie, powstaje nowe skrzydło, którego budowa jest nadzorowana przez doktor Martę Kuć, młodą lekarkę, znaną z twardego charakteru i nieustępliwości. Gdy kobieta wypada przez okno i ginie na miejscu policja podejrzewa udział osób trzecich. Kto mógł chcieć śmierci lekarki? Okazuje się, że wiele osób było z nią w konflikcie, ale podejrzenie pada na matkę chorej dziewczynki, która niedawno bardzo mocno pokłóciła się z lekarką. Basia miała okazję poznać kobietę podczas wizyty w szpitalu i teraz czuje się w obowiązku udowodnić jej niewinność. Czy jej się to uda?

Powieść wciągnęła mnie od pierwszych stron, jest napisana lekko, akcja jest ciekawa, a postacie świetnie zarysowane. Autorka porusza tutaj trudny temat i jako główne miejsce akcji wybiera sobie mało przyjemne miejsce, a mianowicie szpital dziecięcy. Jego klimat udaje się jej świetne ukazać, z jednej strony mroczne miejsce, zwłaszcza ten budujący się oddział, z labiryntem korytarzy, piwnicami, schowkami, kipiące tajemnicą i niebezpieczeństwem. Z drugiej strony rozpacz, żal i smutek, ale też nadzieja i niespotykana determinacja, którą przejawiają matki chorych, często śmiertelnie, dzieci. Jest to temat ogromnie trudny i budzący emocje, a autorce udało się go przedstawić bardzo wiernie i przekonywująco, bez niepotrzebnego chaosu, bez dołowania i wpędzania w przygnębienie. Za to dla niej wielkie brawa! Oczywiście bardzo podobał mi się sposób przedstawienia postaci, począwszy od głównej bohaterki Baśki, do postaci drugoplanowych. Wszystkie z nich są wiernie ukazane, w całej swojej złożoności i wielowymiarowości. Baśki nie da się nie lubić, to silna, zdecydowana kobieta, która jak każda z nas ma swoje słabe strony, widma przeszłości, a która mimo wszystko stara się sobie jakoś radzić i pomagać ludziom.

Jest to powieść, która mówi o miłości rodzicielskiej, zwłaszcza macierzyńskiej, o sile nadziei, determinacji, mocy kobiet, pragnieniu miłości, sile przyjaźni, ale także żądzy władzy i mani wielkości. Autorka w sposób przerażający przedstawiła sylwetkę „Potwora”. Najbardziej przerażające jest to, że takie „potwory” spotykamy również w życiu, żyją sobie spokojnie stwarzając pozory bycia dobry ojcem, mężem i członkiem społeczeństwa. Wszystkie te zagadnienia jak również złożone emocje udało się autorce oddać w sposób nienachalny, a nawet można by powiedzieć lekki i skłaniający do refleksji. Gorąco polecam. Jest to książka, której nie możecie przegapić!

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU MOVA.

„Niewidzialna dziewczyna” Lisa Jewell

NIEWIDZIALNA DZIEWCZYNA

  • Autorka: LISA JEWELL
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 382
  • Data premiery: 9.02.2022r.
  • Data premiery światowej: 1.06.2021r.

„(…) To zupełnie co innego. Jedyne złe książki to takie, które napisano tak fatalnie, że nikt nie chce ich wydać. Każda książka, która została wydana, jest dla kogoś „dobrą książką”.

Lisa Jewell jest autorką „Idealnej rodziny”, z której powyższy cytat pochodzi (recenzja na klik). Książki, która wbiła mnie w fotel tak głęboko, że oceniłam ją 10/10😊. „Idealna rodzina” okazała się ciekawym studium i słabości, i bestialstwa człowieka. Czytając ją targały mną silne emocje. Tak silne, że wątki z „Idealnej rodziny” pamiętam do dziś. Jeśli nie czytaliście jeszcze tej książki to koniecznie musicie to nadrobić. Jestem ciekawa, czy Wasza opinia będzie również pochlebna jak i moja.

Słysząc, że Wydawnictwo @Czwarta Strona wydaje kolejną powieść tej autorki nie wahałam się ani chwili. W „Niewidzialnej dziewczynie”, która premierę miała 9 lutego br., szukałam złożonych postaci, wielowarstwowych, nie dających się jednoznacznie zakwalifikować. Oczekiwałam napięcia, tajemnicy i wielowątkowości. Czy „Niewidzialna dziewczyna” sprostała „Idealnej rodzinie”?

Jewell zaprosiła czytelnika do życia Cate, Saffyre oraz Owena. Losy całej trójki spotykają się na jednej ulicy, na którą spoglądać można z wykuszowego okna. Na ulicy w Hamstead, gdzie za rogiem mieszkał Zygmunt Freud. Ulicy, na której zaczynają się dziać niemiłe wydarzenia. Wydarzenia związane z napaściami seksualnymi na kobiety. Pozornie szczęśliwe życie Cate zaczyna mieć rysy. Jej córka Georgia boi się o siebie, Josh zaczyna chodzić po okolicy szukając tego „zboczeńca”, a mąż Cate psycholog dziecięcy Roan coraz mniej spędza czas w domu angażując się w jego życie. Cała rodzina Foursów spogląda na sąsiada z naprzeciwka, trzydziestotrzyletniego Owena Picka, który traci pracę w college’u oskarżony o niewłaściwe zachowanie względem studentem. Samotnika, nie obeznanego z kobietami, zafascynowanego Brynem i jego aktywnością w siedzi. Nie tylko Foursowie są obserwatorami. Obserwuje też Saffyre Maddox, siedemnastolatka będąca w przeszłości pacjentką Roana Foursa. Dlaczego zakrada się nocą na ulice Hamstead i kogo próbuje nakryć na gorącym uczynku?

No nie jest to proza na miarę „Idealnej rodziny”. W moim odczuciu „Niewidzialna dziewczyna” to kolejny thrillerek, który i owszem miło się czytało, bez żadnego zaangażowania emocjonalnego, ale który niestety zapomnę szybciej niż zdąży na egzemplarz opaść kurz. Spodziewałam się naprawdę fascynującej historii. Spodziewałam się krzywdy, bólu, głębokiego dochodzenia do prawdy, tajemnic i fasady życia, która w pewnym momencie runie pozostawiając tylko gruzy. Dostałam raczej mdłą historię znudzonego sobą małżeństwa, w którym więcej kłamstw niż szczerych uczuć. Zafascynowaną tajemnicami nastolatkę, która boryka się z trudnymi doświadczeniami z przeszłości, a której nie udzielono fachowej pomocy (oj, szkoda, że ten wątek został potraktowany po macoszemu!!!). Słabe śledztwo w sprawie oskarżeń w kierunku Owena, bardzo słabe. Sama fascynacja Owena Brynem całkowicie mnie nie przekonała. Autorka niewystarczająco w mojej opinii przedstawiła motywy, determinanty jego zachowania w aspekcie kontaktu z tym człowiekiem. Ten wątek wydawał mi się jakby wrzucony na siłę, by jeszcze bardziej zagmatwać historię i sprawić ją bardziej ciekawą. Fabuła ma jednak duży potencjał. Jest w niej wszystko, co w thrillerach lubimy najbardziej; skrzywdzone dziecko, nieprzepracowana trauma, nieudolni dorośli i masa pomyłek, które wiodą śledczych nie pod ten adres co należy. Co do sprawcy domyśliłam się od razu. Trudno nie było odczytać związku pomiędzy zdarzeniami z przeszłości, a tymi, które dzieją się teraz.

Nie jest to jednak książka z samymi wadami. Bardzo dobrze Lisa Jewell skonstruowała powieść. Krótkie rozdziały zatytułowane są imionami bohaterów, z perspektywy których przyglądamy się wydarzeniom. Akcja jest więc uporządkowana i nie pozwala się pogubić. Brakowało mi jednak narracji pierwszoosobowej, która wspaniale się sprawdziła w przypadku Saffyre. Jej postać wydaje się chyba dzięki niej bardziej realna, bardziej rzeczywista i prawdziwa. Sam język taki typowy brytyjski. Wyważony, uładzony. Zdania skonstruowane ze słów układają się uporządkowanie w relacje, opinie, spostrzeżenia, czy dialog. Praktycznie bez żadnych niespodzianek, niepokoi.

Nie jest to książka na miarę „Idealnej rodziny”. Jest to powieść, której daleko to prawdziwego psychologicznego thrillera. Według mnie to powieść obyczajowa z wątkiem kryminalnym, a ja rzadko jestem zadowolona z takiego połączenia.

Moja ocena: 6/10

Egzemplarz recenzencki otrzymałam od WYDAWNICTWA CZWARTA STRONA, za co bardzo dziękuję.

„Czarne skrzydła czasu” Diane Setterfield

CZARNE SKRZYDŁA CZASU

  • Autorka: DIANE SETTERFIELD
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Seria: SERIA BUTIKOWA
  • Liczba stron: 384
  • Data premiery: 9.02.2022r.
  • Data 1 wydania polskiego: 4.03.2014r.
  • Data premiery światowej: 1.01.2014r.

Seria butikowa jest jedną z moich ulubionych😊. @WydawnictwoAlbatros stara się bardzo, by kolejne publikacje utrzymywały dotychczasowy poziom. Dotyczy to zarówno wybieranych do serii książek, jak i samej dekoracji. Przepiękna gruba oprawa z obwolutą, zawsze z ciekawą okładką, a do tego gruby papier z przepięknymi literami. Czyta się tę serię wyśmienicie. Jeśli jesteście fanami ozdobionych pięknymi pozycjami półek z książkami, to ta seria jest zdecydowanie dla Was. Warta jest po prostu każdej wydanej złotówki😉.

A wracając do recenzji, o której mam zamiar napisać to przyznaję, że tym razem nie skusiła mnie oprawa książki, lecz jej autorka. O Diane Setterfield miałam dobre zdanie po przeczytaniu jej fenomenalnej „Trzynastej opowieści” (recenzja na klik). Ta książka zachwyciła mnie stylem i literackim językiem. Do tego pochłonęła mnie całkowicie historia o siostrach, o których na końcu wiedziałam znacznie więcej, niż z pierwszych jej stron. Po pozycji „Czarne skrzydła czasu” spodziewałam się więc samych ochów i achów. Miałam wysokie oczekiwania, po ocenie 9/10 poprzedniej książki tej samej autorki. A wiecie jak to jest, czasem trudno utrzymać tak wysoki poziom przy każdym kolejnym utworze literackim.

To historia Williama Bellmana. Willa, który w okresie młodzieńczym z procy ustrzelił czarnego kruka. Czy ta śmierć naznaczyła jego życie? Czy gdyby nie ona Will nie zaznałby okrucieństwa sieroctwa, wdowieństwa, śmierci dwójki dzieci i samotności?  Czy te wszystkie tragedie by się zdarzyły mimo sukcesów na gruncie zawodowym, dobrze prosperującego zakładu włókienniczego i sklepu przeznaczonego dla świeżo pogrążonych w żałobie? Do tego dziwna znajomość z Panem Blackiem, tajemniczym nieznajomym w czerni. Skąd się wziął i jaki jest jego zamysł, by pojawić się w życiu Bellmana.

Są różne określenia na stada kruków, w niektórych miejscach mówi się na nie „piramidy”. – „Czarne skrzydła czasu” Diane Setterfield.

I ta wiedza o tych złowieszczych czarnych ptakach jest tak naprawdę jedynym walorem książki. Autorka bardzo skupiła się, by przekazać czytelnikowi najważniejsze informacje związane z krukami, których mylimy często z gawronami. Dzięki temu dowiedziałam się też o innych nazwach na ich stada jak hordy, gromada itd oraz o hierarchii, która w tych stadach istnieje. Do kruków jako symboliki śmierci Setterfield wracała wielokrotnie. Kruk się pojawiał znikąd, przelatywał stadnie, kracząc siedział na gałęzi lub chciwie się przyglądał. Sam główny bohater William Bellman z ciekawego młodzieńca zamienił się z latami w bardziej przyjazną wersję Ebenezera Scrooge’a ciągle liczącego pieniądze z utargi, samotnego, zdziwaczałego. Niespójna dla mnie była jego relacja z córką Dorą. Na jednych stronach Autorka przedstawiała ją jako bardzo głęboką i uczuciową. Z innych dowiadywałam się, że nie widział się z nią bardzo długo i wyglądało jakby z Dorą w ogóle się nie widywał. Nawet spał w swoim zakładzie pogrzebowym, w specjalnie do tego przygotowanym pokoju. Kompletnie nie przekonała mnie postać samego Blacka. Wolałam, gdy był tylko nazwiskiem dobrze pasującym do Bellmana w nazwie firmy: Bellman & Black.

Nie wiem, czy to sytuacja polityczna zza wschodniej granicy przyczyniła się do negatywnego odbioru tej książki. Faktycznie od czwartku odczuwam niepokój. Moje myśli uciekają tylko w jedną stronę. Martwię się o przyszłość. Fakt faktem nie jest to „Trzynasta opowieść”. Autorka nie zachwyciła mnie ani językiem, ani tempem powieści. Miałam wrażenie, że kolejne zdania są wymęczone, a sama autorka gubi główny wątek zapominając co chce czytelnikowi przekazać, na co zwrócić uwagę. Historia mnie nie urzekła. Nie czułam krajobrazu, atmosfery, klimatu opowiedzianej historii. Nie polubiłam nikogo z bohaterów. Nikt nie ujął mnie swoją osobowością, charakterem i temperamentem. A to nie zdarza mi się chyba wcale☹. Książka bardziej przypomina odtwórczą sagę z jednym głównym bohaterem, niż powieść fabularną. A ja do bezkrytycznych fanów sag nie należę.

Moja ocena 5/10.

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Albatros.

„Zachwyć się! Naucz się medytować od wielkich filozofów” Marcin Fabjański

ZACHWYĆ SIĘ! NAUCZ SIĘ MEDYTOWAĆ OD WIELKICH FILOZOFÓW

  • Autor: MARCIN FABJAŃSKI
  • Wydawnictwo: ZNAK LITERANOVA
  • Liczba stron: 240
  • Data premiery: 26.01.2022r.

Zapoznając się z oficjalnym profilem @Marcin Fabjanski na FB odkryłam, że Fabjański studiował filozofię na UAM Poznan, Universtity of York, uczęszczał również do Swiss Cottage Secondary School. Czytając borykałam się z myślą, czy propagator medytacji zainspiruje mnie do zmiany postrzegania tej formy radzenia sobie w codzienności. Medytacja jawiła mi się zawsze jako sposób na zmianę w życiu dla wybranych, dla bardziej cierpliwych i niezwykle wyciszonych. Techniki medytacyjne wydawały mi się trudne. Jak tu bowiem poradzić sobie z gonitwą myśli! Dzięki otrzymanemu od Znak Literanova (@wydawnictwoznakpl) poradniku „Zachwyć się! Naucz się medytować od wielkich filozofów” Marcina Fabjańskiego, który premierę miał wczoraj, spojrzałam na medytację trochę z innej strony. Z tej bardziej filozoficznej…

W poradniku Autor uczy nas uważności na radosne i medytacyjne życie. Co więcej, zapewnia, że jest możliwe. Kursy mindfulness stają się coraz bardziej popularne. Tradycyjne formy radzenia sobie ze stresem, wypaleniem, strachem i lękiem już się nie sprawdzają. Polski sposób na poprawę codziennego życia, jak alkohol, telewizja godzinami jest tylko ułudą. Prowadzi do coraz częstszych toksycznych myśli i poddawania się przykrym zdarzeniom, których każdemu z nas nie brakuje. Bardziej uważni i świadomi ludzie szukają więc innych technik. Technik pozwalających im cieszyć się z dnia codziennego, realizacji drobnych wyzwań, czy chociażby kolejnego udanego dnia. Marcin Fabjański stara się przebudzić nas do „(…) życia w zachwycie i zdziwieniu”, jak obiecuje Wydawca w swym opisie. Czy udało mu się mnie przebudzić?

Filozofia kojarzy mi się ze studiami na Uniwersytecie Śląskim. Nie będę ukrywać, że dywagacje na temat różności postrzegania świata, mechanizmów nim rządzącymi nie były moją mocną stroną. Do tego język, z którym musiałam się borykać. Niektórych filozofów ukochałam bardziej, innych mniej. Podejście niektórych i nauka od nich płynąca były dla mnie nie raz odświerzające. Czasem jednak nie potrafiłam zgodzić się z niektórymi twierdzeniami.

Jakoś nie mogłam sobie wyobrazić powiązania medytacji z filozofią. To chyba oczywiste, bo nie jestem specjalistą ani w jednej, ani w drugiej dziedzinie. Okazuje się, że medytację praktykował na przykład i Epikur, i Laozi. Marek Aureliusz długo zanim stała się popularna również był jej wielkim fanem. Nie dziwił mnie fakt, że Budda był jej mistrzem nad mistrzami. Poradnik udowodnił, że wielkie myśli, wnioski wspierają techniki medytacyjne. Można się wyciszyć, zagłębić w siebie, stać się bardziej uważnym. To trudne. To dla mnie wręcz niemożliwe.

Sięgając po poradnik faktycznie spodziewałam się odkryć „radość i spokój na co dzień”. Niestety nie odkryłam. Nic nie jest proste. Zmiana nawyków, przyzwyczajeń, jakości życia wymaga dużego wysiłku. Nic w życiu łatwo nie przychodzi, tym bardziej zmiana samego siebie. Nie uważam jednak, by czas spędzony z książką był stracony. Wręcz przeciwnie. Fabiański w możliwy do zrozumienia sposób przedstawił zależności między filozofią a medytacją. Udowodnił, że te dwa aspekty naszego życia są ze sobą kompatybilne, że jeden bez drugiego nie istnieje w pełni. Wartość praktyczną poradnika stanowi dziesięć praktycznych ćwiczeń medytacyjnych. Nie wierzcie mi na słowo. Sami sprawdźcie sięgając po tę pozycję, że ćwiczenia te nie są za trudne.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.