„Duchy Nocy Kupały” Jan Barszczewski, Theo Gift, Zygmunt Krasiński, Anton Straszimirow, Oscar Wilde, Mrs Henry Wood, Jin Yong, Roman Zmorski, Jan Łada

DUCHY NOCY KUPAŁY

  • Autorzy: JAN BARSZCZEWSKI, THEO GIFT, ZYGMUNT KRASIŃSKI, ANTON STRASZIMIROW, OSCAR WILDE, MRS HENRY WOOD, JIN YONG, ROMAN ZMORSKI, JAN ŁADA
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 600
  • Data premiery: 05.07.2022r.

Przy poprzednich dwóch anologiach od  Wydawnictwo @Zysk i S-ka; „Wakacje wśród duchów. Antologia opowiadań o duchach” oraz „Gwiazdka z duchami. Antologia opowiadań grozy”  bawiłam się naprawdę bardzo dobrze. Oczywiście, jedne odbiegały tematem od drugich. Niektóre oceniałam wyżej, inne trochę gorzej. Styl pisania jednych autorów mi odpowiadał, innych wręcz męczył i denerwował. Każde jednak zanurzenie się w zbiorze opowiadań, które łączy pewien temat przewodni, a wybrane zostały bardzo wnikliwie przez samego Pana Tadeusza Zysk😊, wspominam dobrze. Z tym samym zamierzeniem zabrałam się do analizowania treści w antologii, która debiutowała 5 lipca br. pt. „Duchy Nocy Kupały”. Niektórzy z autorów pojawili się ponownie. Wśród tłumaczy między innymi mój nieodzowny Zysk-owy translacyjny autorytet, mistrz tłumaczonego słowa Pan Jerzy Łoziński. Tym razem nie duchy, a wilkołaki, wiedźmaki, syrenki,  wiodą prym.

Różnie o niej mówią. Dla jednych jest Nocą Kupały. Dla innych to kupalnocka, czy  sobótka.  Dla większości z nas Noc Świętojańska. To w tą noc Krakowiacy puszczają wianki na wodzie na znak pogańskiego święta związanego z letnim przesileniem Słońca w najkrótszą noc w roku, czyli zwykle z 21 na 22 czerwca. Młode panny puszczały wianki, a młodzi kawalerowie je łapali i wyciągali z wody. Tej, który wyciągnęli należała do nich przynajmniej na tę jedną noc😊. Jakkolwiek ją jednak nie nazwiemy, ma w naszej i literackiej, i historycznej przeszłości silne znaczenie. To w tę noc wiele się działo. Wiele morderstw było popełnianych i wiele dzieci poczętych. Podobno co dzieje się w kupalnocce, zostaje w kupalnocce.

Przeszłość uczy nas, jak mamy korzystać z teraźniejszości.” – Jan Barszczewski „Włosy krzyczące na głowie” [w:] „Duchy Nocy Kupały”.

Cytat wyborny, lecz opowiadanie niekoniecznie, mimo znacznego przesłania, które ze sobą niesie związanego ze ślepym wierzeniem panicza Henryka w słowa starca, które przywiodło go tylko do zguby. Sam Jan Barszczewski nie zachwycił. Jego pozostałe dwa opowiadania „Znamię na ustach” i „Wilkołak” pełne są niedopowiedzeń, niedokończonych kwestii, niewyjaśnionych okoliczności. Oparte na wierzeniach, przesądach i ciemnocie wśród ludu. Idea kupalnocki wspaniale została rozpisana przez Jana Ładę w opowiadaniu „W nawiedzonym zamczysku”. Pewnie dlatego Tadeusz Zysk zawarł ją w tej antologii. Czytelnik zostaje literackim językiem wprowadzony w obyczaje związane z Nocą Świętojańską, w wianki, w wodę, i w starania młodych mężczyzn, którzy upodobali sobie tą czy inną dziewczynę. O klasycznych, wybitnych autorach nie wspomnę, którzy nakreślili swego czasu historie nie z tego świata, a które wybrane zostały do tego zbioru opowiadań. Oskar Wilde zachwyca swą narracją i znajomością świata i to nie tylko w jednej historii😊. Theo Gift zaskakuje, a Jin Yong i Anton Straszimirow okazali się dla mnie totalnym zaskoczeniem.

Zacznę od samego mistrza słowa, angielskiego prozaika i poety Oskara Wilde’a. W którejś recenzji na LC przeczytałam, że „Najbardziej spodobała mi się historia Wilde’a! Nigdy dotąd nie opublikowana w języku polskim!”. Zastanawiałam się, o którą chodzi autorce recenzji, gdyż ja odnalazłam w antologii więcej niż jedną historię jego autorstwa. Najmniej przekonała mnie opowieść „Rybak i dusza”. Zaskoczyła jednak dedykacja autora dla Alice, księżnej Monako. Z przypisu dowiedziałam się, że była to arystokratka francuska, która wyszła za mąż za księcia Alberta I i „było to jej drugie małżeństwo”. Zamiłowanie do dedykacji Wilde powtórzył przy okazji „Królewicza”, którego ofiarował „Margaret  Brooke, rani Sarawaku, żonie radży”. I Księżna Monako, i rani Sarawaku vel domo  Margaret Alice Lili de Windt zaciekawiła mnie ogromnie. Przeczytałam mnóstwo informacji z nimi związanych w Internecie i…. jak zwykle, wartościowe lektury uczą. Na stornie malajskiej Wikipedii (źródło: https://ms.wikipedia.org/wiki/Margaret_Brooke  ) przeczytałam, że była drugą Białą Rani Sarawak, żoną króla Karola Anthony’ego Johnsona Brooke. Swoje wspomnienia opisała w „Hidup Saya di Sarawak” („Moje życie w Sarawak”) wydane w 1913 roku, które dały obraz życia w Astanie w Kuching i kolonii Borneo. Rani stała się legendą za życia jako kobieta wytrwała i mądra. Była niezwykle kochana przez swego męża, który wybudował dla niej Fort Margherita w prezencie ślubnym, nazwany jej imieniem. Ze zdjęć spogląda na nas typowa angielska matrona, która dożyła wielu lat. Widocznie musiała być niezwykle interesującą osobą, jeśli doczekała się dedykacji od samego Oskara Wilde’a. Co do opowiada „Królewicz” niezwykle ciekawie zostały przedstawione walki toczone przez Chciwość, Głód, Śmierć, Chwałę, czy Zgryzotę w barwnych i kolorowych Indiach. Możliwe, że i z tą opinią zgadzała się sama Margaret  Brooke, że ludzkie pragnienia nie omijają nawet, a może przede wszystkim dworów królewskich.

A czyż może Chwała stroić w to, co utkała Zgryzota?” – Oskar Wilde „Królewicz” [w:] „Duchy Nocy Kupały”.

Mój faworyt to „Merlose Square, numer dwa” Theo Gifta, również w przecudnym tłumaczeniu Jerzego Łozińskiego,  który przetłumaczył wspomniane powyżej opowiadania Oskara Wilde’a. Krótka historia o pewnym domu, pisana w narracji pierwszoosobowej z perspektywy pewnej statecznej i pragmatycznej damy doświadczającej dziwnych przeżyć. Przy tej historii faktycznie czułam ciarki na plecach. Pani Mrs Henry Wood „W karierze żołnierza” znanym sobie zwyczajem pobawiła się znowu relacją z czytelnikiem zapewniając, że „Wydarzenia, o których piszę, są autentyczne, chociaż zdają się trącić romansem.” i twierdząc, że bohater o którym pisze „Na chrzcie otrzymał on imiona Henry Lynn, nie musimy tego ukrywać.”. O dziwo, wyjątkowo opowiadanie to przypadło mi do gustu, a osobiste wtrącenia i spostrzeżenia rzucone z perspektywy autorki nie denerwowały mnie, jak to czasem się zdarzało przy okazji innych publikacji. „Pałac Ramadan – beja” autorstwa Antona Straszimirowa, bułgarskiego pisarza to całkowita egzotyka. Polecam za to Jin Yonga „Narodziny bohatera” w antologii. Warto przeczytać nawet we fragmentach. Mimo, że mongolskie nazwiska, nazwy utrudniały mi podążanie sprawnie za fabułą.

Niektóre wybrane historie, które finalnie znalazły się w antologii totalnie mnie zaskoczyły. Nie odnalazłam w nich tej specyfiki i klimatu pogańskich, słowiańskich bóstw i obrzędów. Jak historia Antona Straszimirowa, czy Jin Younga, a także Oskara Wilde’a.  Najbliżej tematu przewodniego były historie Zygmunta Krasińskiego, Jana Barszczewskiego, Roman Zmorskiego i Jana Łady. Pewnie wynika to z ograniczonego horyzontu czytelniczego w którym tkwię, opartego na założeniu, jak ja sama sobie wyobrażam pisanie o sobótce😉. Możliwe. Bez dwóch zdań antologia jest warta zapoznania. Każdy z czytelników znajdzie wśród tak szerokiego spectrum historię dla siebie, którą przeczyta z zachwytem, zainteresowaniem i jednym tchem. Wszak dlatego warto czytać antologie. Każda opowieść czymś innym mnie zaskakuje. Każda ma inne tempo i inny język. Każda z nich jest z początku wielką niewiadomą, a znaki zapytania w literaturze zawsze się sprawdzają.  Miłej lektury!!!

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Zysk i S-ka.

„Pasożyt” Alicja Horn

PASOŻYT

  • Autorka: ALICJA HORN
  • Wydawnictwo: FAROS BOOKS
  • Liczba stron: 327
  • Data premiery: 30.06.2022r.

Najpierw zastanowiło mnie co to za @Faros Wydawnictwo? Strona http://farosproza.pl/ niedostępna😉. Z informacji na oficjalnym profilu FB @Faros Wydawnictwo dowiedziałam się tylko „Wydajemy dobre książki”😊 i ani słowa więcej. Mam nadzieję, że „Pasożyt” Alicji Horn będący kontynuacją książki „Wyleczeni” (recenzja na klik) zapoczątkuje nową erę. Erę nowej jakości książek.

Wydawca wydający dobre książki obiecuje w swym opisie, że Horn „powraca z nową powieścią, by znów szokować czytelników osobliwymi metodami morderstw”. I zapewne coś w tym jest, gdyż dalsze losy lekarki Marty Wolskiej i  komisarza policji Michała Łazowskiego są równie ciekawe jak w „Wyleczonych”. Tym razem partnerzy, nie tylko zawodowi😉, natrafiają na ślad afery farmaceutycznej. Historia rozpoczyna się jednak szybką śmiercią pacjenta oddziału zakaźnego, Daniela Schulza, który był odpowiedzialny za czternaście brutalnych gwałtów i dwie śmierci swych ofiar. Przyczyna śmierci to neglerioza, wywołana przez amebę choroba pasożytnicza, która prowadzi do pierwotnego zapalenia mózgu i opon mózgowych, a w efekcie do śmierci. Potocznie mówi się o amebie „zżerającej” mózg. Do tego nagła się śmierć profesora Franczaka zasłużonego w medycynie, szczególnie w dziedzinie chorób zakaźnych i zniknięcie Leszka Skalskiego, lekarza pracującego z Martą po którym został tylko rozbity samochód na poboczu drogi. Te wszystkie wydarzenia dzieją się w tle z sexworkerkami, chemsexem i darkroomami, których fani domagają się refundacji leku przeciwdziałającemu HIV.

Spokojnie😊, lek Volanda nie istnieje. Sprawdziłam. Nie oznacza to, że podobnego leku, który stale przyjmowany przeciwdziała zarażeniu HIV nie ma i całkiem możliwe, że pewna grupa mężczyzn nie korzystających z prezerwatyw lobbuje za jego refundacją. Tym bardziej, że jest to idealny lek, jak twierdzi autorka, dla narkomanów przyjmujących narkotyki (…) dożylnie, świadczących usługi seksualne i odbywający kontakty seksualne pod wpływem substancji psychotropowych, a także fanów darkroomów, o których istnieniu nie miałam pojęcia. I za tą wiedzę, którą zdobywam lubię prozę Alicji Horn, kryjącej się pod pseudonimem lekarki. Nie tylko informacje z tematyki współczesnych zachowań seksualnych, lecz także wiadomości z meandrów życia lekarzy, zależności i nepotyzmu rządzących w środowiskach, a także trudności, z którymi stykają się młodzi i gniewni chcący być w opozycji, próbujący przynajmniej być w opozycji. Zarażenia negleriozą w Polsce też nie odnotowano. Chociaż w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku wykryto amebę Naegleria fowleri w ciepłych wodach Jezior Konińskich w Wielkopolsce, które były podgrzewane przez pobliskie elektrownie. Zapewne ten fakt pobudził Autorkę do skonstruowania tak nietuzinkowej mistyfikacji, która przyczyniła się do śmierci jednego z pacjentów oddziału zakaźnego.

Odważnie pisarka nazywająca się Alicją Horn wdarła się na polski rynek czytelniczy z pomysłem na Wyleczonych. Z pomysłem układu „(…) który miał na celu eliminację niebezpiecznych przestępców. Takich, z którymi nie potrafił poradzić sobie wymiar sprawiedliwości – morderców, pedofilów, gwałcicieli.”. Zaskarbiła sobie część odbiorców, którzy cenią umiejętność łączenia życia osobistego z zawodowym, pogmatwane historie z nutką nostalgii oraz specyficzny humor. Nie wiem, czy z takimi przypadkami Autorka miała przyjemność spotkać się na oddziale szpitalnym, ale niektórzy pacjenci…..

„Pasożyt” to thriller medyczny sprytnie połączony z wątkami obyczajowymi opartymi na przeszłości, teraźniejszości i relacjach damsko – męskich, wszystko w adekwatnych dozach. Do tego umiejętnie przedstawione prawidła medyczne i ciekawostki ze świata lekarzy wciągają czytelnika od pierwszych stron. Ja nie oderwałam się od książki, gdy jej nie przeczytałam😉. A to zawsze świadczy o dobrej pozycji.

ps. co najmniej osobny rozdział należał się  Pani Strong specjalizującej się w waginizmie, która oferowała „Warsztaty wietrzenia cipek”😊.

Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Faros Books.

„Idealna” H.C. Warner

IDEALNA

  • Autorka: H.C. WARNER
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 384
  • Data premiery: 13.07.2022r.

Nie wiem co z tymi anglojęzycznymi autorkami. Czy nie można podpisać się Hellen Warner zamiast H.C. Warner lub Cally Taylor zamiast C.L. Taylor (recenzja na klik)? Nie dziwcie się więc, że czasem można się pomylić, co do płci autora😉.

Wracając jednak do książki zatytułowanej „Idealna”, która wyszła spod pióra Hellen Warner (a co😊), a została wydana przez @WydawnictwoAlbatros wspomnę, że nie jest to typowy thriller brytyjski. O dziwo fabuła została oparta na całkiem innym założeniu, niż dotychczas mi znane i najbardziej popularne. Mimo, że jest to pierwsza książka autorki jako pełnoetatowej pisarki i jednocześnie pierwsza, która nie jest powieścią obyczajową stwierdzam, że pomysł Warner miała wyborny. Napisać opowieść o idealnej kobiecie, która jak tornado niszczy wszystko, co napotka na swojej drodze.

Ben cierpi po odejściu Charlotte zwaną Charlie po dwunastu latach wspólnego związku. Po pół roku wiąże się z nieziemsko piękną Bellą. Krótka i namiętna relacja przeradza się w małżeństwo z rozsądku. Z początku idealne życie zamienia się w toksyczny związek pełen przemocy, wzajemnej niechęci, pogardy i braku wzajemnego szacunku. Jak w tym wszystkim odnajdzie się mała dziewczynka o pięknym imieniu Elodie? Jak w tym wszystkim poradzą sobie bliscy i rodzina?

To, czego nie wiedzą, nie wyrządzi im krzywdy”. – „Idealna” H.C. Warner.

To zdanie wypowiedziane raz po raz odzwierciedla traumy, które podjęła w swej powieści Hellen Warner. Kłamstwa rodziców w stosunku do dzieci. Kłamstwa ukrywane pod płaszczykiem uśmiechu przez dzieci. Udawanie przez przyjaciół, że nic się nie dzieje i nie powinniśmy się angażować. Nie jest to jednak psychologiczny thriller, do których jestem przyzwyczajona. Czytając łapałam się na myśli o narracji jak z książki obyczajowej, z których dotychczas zasłynęła autorka. Wydarzenia relacjonowane są zwykle chronologicznie, z biograficzną estymą. Rys psychologiczny i Belli, i Bena, i innych osób z ich wspólnego otoczenia praktycznie tylko delikatnie muśnięty. O przeobrażeniu Bena autorka jakby zapomniała. Od czasu do czasu wspomniane tylko stwierdzenie o nic nie wartych kłótniach i cichych dniach w ogóle mnie nie przekonały. Doceniam jednak chęć przybliżenia czytelnikom jego postaci w różnych momentach życia, które autorka odgrodziła odznaczając kolejne, z czterech części powieści.  Zastanawiałam się praktycznie, co działo się z Benem przez te wszystkie dni i noce, w których z miłego, uroczego chłopca będącego duszą towarzystwa zamienił się w odludka bojącego się własnego cienia. Nawet odkryte karty na końcu związane z Jo potraktowałam z przymrużeniem oka. Jakby Jo z końca, była całkowicie inną Jo, niż Jo z początku i ze środka książki.

Najbardziej ciekawymi momentami były fragmenty, w których Bella była narratorką. Warner konsekwentnie pokazywała jej prawdziwe oblicza. I to były chwile najbardziej ciekawe z trzydziestu dziewięciu rozdziałów. Pozostałe wydarzenia autorka relacjonowała z perspektywy narratora trzecioosobowego, który jednak pełnił w książce bardziej rolę kronikarza, niż wszystkowiedzącego gawędziarza. Co do bohaterów to najbardziej wyrazisty wydał mi się Leo i czasem Freya. A to zdecydowanie za mało, by uznać książkę na niezwykle wartą przeczytania.

Obyłabym się bez „Idealnej” H.C. Warner😉, choć thrillery to jeden z moich bardziej ulubionych gatunków literackich. Wątki w tym wydawały mi się jednak potraktowane zbyt pobieżnie. A szkoda, bo historia jest przednia😊. Odwrócone role ofiary i sprawcy. Samotność i strach przed jutrem oraz samym sobą. I ta siła, która czasem pojawia się nie wiadomo skąd.

Moja ocena 6/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Albatros.

„Nadia” Elisabeth Noreback

NADIA

  • Autorka: ELISABETH NOREBACK
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 270
  • Data premiery: 28.06.2022r.

Współczesny skandynawski nurt powieści kryminalnych obejmuje twórczość autorów szwedzkich, norweskich, duńskich, fińskich oraz islandzkich. Bestsellerowa saga „Millennium” nieżyjącego już Stiega Larssona oraz  powieści kryminalne Camilli  Läckberg przyczyniły się do renesansu powieści kryminalnej na początku XXI wieku. Kiedyś zaczytywałam się w nich nałogowo. Przeczytałam prawie wszystkich dostępnych na polskim rynku autorów, aż jeden utarty szlak, powielające się schematy mnie znudziły. Aktualnie od czasu do czasu chętnie sprawdzę, co dzieje się w Sztokholmie, Oslo, czy Kopenhadze. A także zweryfikuję, czy kryminalni ze Skandynawii są nadal, z tak silnymi parytetami, skuteczni, jak dotychczas. Z takim podejściem podeszłam do książki Elisabeth Noreback zatytułowanej „Nadia”. Powieść premierę miała z końcem czerwca br. i wydana została nakładem @Zysk i S-ka Wydawnictwo. Ja do niej sięgnęłam niedawno i nie żałuję 😊.

(…) jak niewiele człowiek pamięta wraz z upływem czasu. Już dwadzieścia minut po zdarzeniu nie pamięta się z niego czterdziestu dwóch procent. Po godzinie ponad sześćdziesiąt procent. Po miesiącu człowiek pamięta niecałe dwadzieścia procent.” – „Nadia” Elisabeth Noreback.

Linda Andersson odsiaduje w Biskopsbergu wyrok dożywocia za zamordowanie swego męża Simona Hussa , który „(…) był czarującym chłopakiem o niesfornych, kręconych włosach, lubił się śmiać i uśmiechać”. Do tego był wziętym gitarzystą i wokalistą w popularnym zespole. Wychowywana przez ulubienicę szwedzkich obywateli piosenkarkę Kathy żyjąca odwiecznie w świetle jupiterów, nazywana Słoneczną Dziewczynką, aktualnie próbuje odnaleźć się w więziennych murach.
Nadia Hansen żyje na granicy półświatka. Kontaktuje się z ludźmi potrafiącymi załatwić wszystko. Pod osłoną nocy odwiedza swą młodszą siostrę starając się ją ocalić, gdyby była taka konieczność. Przemieszcza się z miejsca na miejsce szukając swego  docelowego punktu, w którym mogłaby zaznać spokoju.
Czy coś je łączy? Czy raczej wszystko dzieli?

Thriller zaczynający się tam, gdzie zwykle inne się kończą

To jest niezwykła zaleta tej powieści. Czytelnik od razu zostaje wprowadzony w świat Lindy, która ze Słonecznej Dziewczynki dorastającej i żyjącej w świetle jupiterów obok swej popularnej matki, zanurzyła się w mroku więzienia kobiecego w Biskopsbergu. Linda, która niczego nie pamięta. Linda, która została znaleziona przez swoją siostrę Mikaelę i swego chłopaka Alexa w sukience skąpanej krwią zamordowanego Simona i twierdząca, że ktoś był w pokoju, w którym zasnęła. Ktoś inny był sprawcą. Dopiero śledząc narrację pierwszoosobową Lindy czytelnik ma szansę dowiedzieć się, jak to się stało, że Słoneczna Dziewczynka znalazła się w tym miejscu. Jak przebiegały zdarzenia bezpośrednio po morderstwie, na czym śledczy oparli swoje oskarżenia, w jaki sposób adwokat jej bronił. Do tego świetnie poprowadzona narracja w aspekcie relacji z Simonem i Alexem. Nie za wiele się można dowiedzieć o łączącym ich związku, o relacjach, o problemach poprzedzających rozstanie. Czytelnik odczytuje tylko emocje, miłość i tęsknotę, jakby sam był ich częścią. Niezwykle niejasna była dla mnie relacja z siostrą Lindy, Mikaelą. Historia tajemnicza, która w pewnym momencie całkowicie się wyjaśniła. Za to świetnie autorka opisała więzienną specyfikę. Nie za bardzo przewlekle, nie za dogłębnie. W odpowiedniej dawce, która nie była w stanie mnie znudzić. Trochę na zasadzie ula pszczół, gdzie na górze zawsze jest jakaś Królowa nosząca różne imiona. Całkowicie przekonało mnie zagubienie Lindy, tak jak gorliwość Nadii by dojść do prawdy i zdemaskować męża siostry. Na tą Nadię trzeba było sporo czekać. Okazała się całkowitym zaskoczeniem. Odkrywanie skąd się wzięła było jednak mało pasjonujące. Odczuwałam momentami, że autorka nie miała pojęcia jak rozwinąć pomysł, który się zrodził w jej głowie, jak go rzetelnie i realnie opisać. Finalnie ten aspekt zawiódł mnie najbardziej. Liczyłam na bardziej dogłębną analizę jej postaci.

Ten kryminał szwedzki jest jednak bardzo udany. Nieprzegadany, nierozpisany w najdrobniejszym szczególe. Tym szczyci się właśnie ten nurt, same konkrety, bohaterowie jednorodni, bez zbędnych słów i zbędnych opisów. „Nadia” Elisabeth Noreback udowadnia, że by napisać kryminalną historię nie trzeba poświęcić 450 stron. Można o sprawcach i ich ofiarach zmieścić się nawet w niespełna 300. Polecam.

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Zysk i S-ka.

„Towarzyski poradnik dla panien bez posagu” Sophie Irwin

TOWARZYSKI PORADNIK DLA PANIEN BEZ POSAGU

  • Autor: SOPHIE IRWIN
  • Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
  • Liczba stron: 368
  • Data premiery: 13.07.2022r.

„Towarzyski poradnik dla panien bez posagu” Sophie Irwin od Wydawnictwa Książnica to pozycja, która zwróciła moją uwagę od razu, gdy tylko pojawiła się informacja o jej premierze. Stało się to za sprawą niecodziennego tytułu, ciekawej okładki ze złotymi zdobieniami oraz intrygującego opisu.

Jest to lekka powieść obyczajowa z historycznym tłem, akcja rozgrywa się bowiem na początku XIX wieku. Jej bohaterką jest Kitty Talbot, która nie jest ani wybitnie wykształcona, ani szczególnie dystyngowana, owszem na urodę, ale niestety nie ma posagu, a na dodatek ma cztery młodsze siostry i … długi odziedziczone po ojcu. Żeby zapobiec katastrofie i sprzedaży rodzinnego domu Kitty ma tylko jedno wyjście… Musi znaleźć bogatego męża. Sprytu nie można jej odmówić, elokwencji i odwagi również, w związku z tym układa plan, udaje się do Londynu, by wkraść się w łaski miejscowej societty i rozkochać w sobie jakiegoś bogatego młodzieńca. Plan miałby duże szanse na powodzenia gdyby na jej drodze nie pojawił się lord Radcliffe, który bardzo szybko przejrzał jej motywację i postanowił sobie za wszelką cenę przeszkodzić temu, co Kitty sobie zamierzyła. Które z nich będzie sprytniejsze? Jak rozwinie się ten wątek? Czy dziewczyna dopnie swego? Jakie w zasadzie powinno być tutaj szczęśliwe zakończenie?

Książkę czytało mi się bardzo przyjemnie. Jest lekka, zabawna, błyskotliwa, a dzięki  temu, że rozgrywa się w czasach dalekich od współczesności pozwoliła mi mocno oderwać się od rzeczywistości. Akcja toczy się żwawo, wprowadzone do towarzystwa postacie są interesujące, a główni bohaterowie jak „z krwi i kości”. Bardzo polubiłam Kitty, lord Radcliffe też wydał mi się bardzo interesujący i z wielką uwagą i zainteresowaniem śledziłam interakcję między nimi. Ich słowne pojedynki, poczucie humoru i nagłe zwroty akcji powodowały, że błyskawicznie i z ogromną ciekawością przerzucałam kartkę za kartką. Kitty jest bardzo ciekawą postacią. Można by oceniać ją bardzo negatywnie, w końcu jest łowczynią posagów, chce wybrać przyszłego męża kierując się zasobnością jego portfela. Z drugiej strony jej życie wcale nie było łatwe, musiała szybko dorosnąć, a po śmierci ojca jako najstarsza córka czuje się odpowiedzialna za los swoich młodszych sióstr. I mimo tego, że jej postępowanie może się wydawać naganne, dziewczyna jest bystra, zabawna, pewna siebie, bardzo świadoma i odważna. Bardzo fajnie autorce udało się oddać klimat panujący wśród ówczesnej brytyjskiej arystokracji. Poznajemy panujące między nimi układy, wartości którymi się kierują, ich zwyczaje i sposób myślenia. Zakończenia oczywiście, jak w tego typu powieściach, można się było domyślać, ale całość oceniam bardzo pozytywnie, jest to świetna, lekka książka, która pozwoli Wam się zrelaksować i na pewno poprawi Wam humor.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU KSIĄŻNICA.

„Pianistka. Clara Schumann i muzyka miłości” Beate Rygiert

PIANISTKA. CLARA SCHUMANN I MUZYKA MIŁOŚCI

  • Autorka: BEATE RYGIERT
  • Wydawnictwo: MARGINESY
  • Liczba stron: 448
  • Data premiery : 27.07.2022r.

Mam nadzieję, że pamiętacie moje recenzje „Anne z Zielonych Szczytów” oraz „ Anne z Avonlea” i moje zachwyty nad całkowicie nowym tłumaczeniem z oryginału od @wydawnictwomarginesy😉. Jakoś mam szczęście od tego Wydawcy. Ostatnie jego publikacje mile mnie zaskakują. Nie tylko Ania w nowym tłumaczeniu, lecz też „Zaś słońce wschodzi” Ernesta Hemingwaya  (recenzja na klik), o nowym Chmielarzu („Długa noc”) i „Jesieni zapomnianych” Anny Kańtoch (recenzja na klik). Takie same pozytywne odczucia miałam po przeczytaniu książki gatunkowo różnej od tych, które zwykle czytam, a mianowicie; „Samotnica. Dwa życia Marii Dulębianki” Karolina Dzimira-Zarzycka (recenzja na klik). Książka okazała się dla mnie ciekawą, błyskotliwą opowiastką w bardzo przystępnej formie o wieloletniej partnerce Marii Konopnickiej. Nie ukrywam, że zabierając się do publikacji „Pianistka. Clara Schumann i muzyka miłości” autorstwa Beate Rygiert spodziewałam się podobnych wrażeń. Już teraz wiem, że biografie można pisać w bardzo interesujący sposób😉.

Porównałabym muzykę do miłości! Zadaje ból, gdy staje się zbyt piękna. Czasami serce chce wyskoczyć z mojej piersi.” Z pamiętnika Clary Berlin, 20 września 1839 roku – „Pianistka. Clara Schumann i muzyka miłości” Beate Rygiert

Clara Wieck zakochuje się z wzajemnością w uczniu swego ojca Robercie Schumannie. Jak przystało na kilkunastoletnią pannę żyjącą w pierwszej połowie XIX wieku, zaczyna walczyć o miłość Roberta, prawo do życia z nim, a także o swoją pasję, muzykę. Równocześnie jej ojciec, apodyktyczny Friedrich Wieck osiąga stałe dochody z gry na pianinie młodej Clary. Nie chce niczego zmieniać, nie chce utracić źródła dochodu. Boi się, że wyrwana spod jego skrzydeł Clara osiągnie apogeum swoich pianistycznych możliwości na najważniejszych europejskich scenach i przestanie godzić się na nierówny podział zysków. Pasja, namiętność, muzyka. Kolejność nie ma znaczenia. Wszystkie muzy tak samo silne, tak samo obezwładniające życie młodej Clary, która zaczyna wychodzić z cienia….

Miłość musiała się udać, chociaż z biegiem lat straciła na wyrazistości. Przecież nie bez kozery młoda Clara pisała do ojca: „…od dawna czułam, że to się musi udać. Nic na tym świecie nie może mnie zwieść. Pokażę ojcu, iż młodzieńcze serce może być niezłomne! Z listu Clary do Roberta 15 sierpnia 1837 roku”. Takich pięknych słów w wykonaniu bohaterów ówczesnych czasów w książce jest niezmiernie dużo. Pamiętniki, fragmenty listów Roberta, Clary i innych nie przynudzają, lecz urozmaicają odbiór wzniecając prawdziwe emocje szczęścia, miłości, trochę nawet zazdrości za młodością, za tym przeświadczeniem, że ten właśnie jest tym jedynym i o niego trzeba walczyć do ostatnich chwil. Kolejną zaletą publikacji jest umiejscowienie w miejscu i czasie wydarzeń opisywanych w każdym z rozdziałów. Rygiert zadbała, by czytelnik nie pogubił się w zdarzeniach dziejących się na arystokratycznych dworach, poważnych i zacnych domach, a także na europejskich scenach w każdym czasie, w każdej chwili. Akcja dzieje się w Lipsku, w którym wychowała się Clara, a także w Hamburgu, w którym Clara zaczęła występować i licznych europejskich miastach. Podobało mi się nawiązanie do Fryderyka Chopina, którego Clara spotkała i poznała przy okazji licznych występów na scenach północnych Niemiec. Autorka bardzo wiernie odzwierciedliła niemiecki dryg, niemiecką jakość i niemiecki temperament, a raczej jego brak😉 i wstrzemięźliwość. Miło czytało się o dawnych zawodach, których już nie ma w dzisiejszym świecie jak: koncertmistrz, czy mecenasach muzycznych, dyliżansach pocztowych służących do podróży, a także strojach, obyczajach i wystrojach. Sam język w dialogach i narracji został dostosowany do czasów, o których opowiada książka.

„Dlaczego życie nie składa się wyłącznie z koncertów? Gdyby tylko mogła, grałaby bez ustanku. I razem z dźwiękami udała się gdzieś daleko.” – „Pianistka. Clara Schumann i muzyka miłości” Beate Rygiert

Ciekawy pogląd młodej dziewczyny, którą ojciec od piątego roku życia zmuszał do grania na pianinie. Takich nowatorskich spojrzeń na znaną postać w światowej muzyce, a także jej męża Roberta znajdziecie sporo. Tak samo jak w książce znajdziecie wiele ciekawostek. Warto wspomnieć o stowarzyszeniu muzycznym, który teoretycznie miał łączyć siły przeciwko filisterstwu konserwatystów. Członkowie stowarzyszenia nadali sobie nowe imiona, i tak; „Wieck nazwał się Mistrzem Raro, Clara – Chiariną, a Robert wybrał dwa imiona odzwierciedlające różne cechy jego charakteru – Euzebiusz oraz Florestan”. Sam wątek miłości nie jest infantylny. Został przedstawiony w sposób bardzo delikatny, wysublimowany. Początek, jak na młodzieńczą miłość przystało „Miała wówczas jedenaście lat, on – dwadzieścia; jego oblicze promieniało i wydawał się pełen werwy.”

No tak😊, zaczęłam już lekko spojlerować i opowiadać Wam całą książkę. Nie mogę zepsuć Wam zabawy podczas czytania, więc podsumuję mój wpis następująco: opowieść o romantycznych kochankach, wirtuozach pianina w prozie wspólnego życia. Napisana w bardzo stonowany, płynny sposób z perspektywy Clary Schumann, z perspektywy kobiecej. Idealna lektura dla ciekawskich świata i uwielbiających powroty do przeszłości, w których mnóstwo koronek, halek, sal balowych i scen teatralnych oraz operowych. Gdzie liczyły się binokle, cygaro, perfumy, a także długa łabędzia szyja. Udanej lektury!!!

Moja ocena: 7/10

Egzemplarz recenzencki otrzymałam od Wydawnictwa Marginesy, za co bardzo dziękuję.

„Nie ma tego złego” Lauren Weisberger

NIE MA TEGO ZŁEGO

  • Autorka: LAUREN WEISBERGER
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Cykl: DIABEŁ UBIERA SIĘ U PRADY (tom 3)
  • Liczba stron: 416
  • Data premiery: 27.07.2022r.
  • Data premiery światowej: 7.05.2019r.

Lauren Weisberger była przez niecały rok osobistą asystentką samej Anny Wintour szefowej „Vogue”. Swoje doświadczenia opisała w błyskotliwej  książce „Diabeł ubiera się u Prady”, której ekranizacja podbiła serca odbiorców z rewelacyjną rolą Meryl Streep oraz Anne Hathaway. Film oglądałam, pierwszą część dawno temu czytałam. O drugiej nie miałam pojęcia😉. Tym chętniej sięgnęłam do książki „Nie ma tego złego”, która premierę nakładem @WydawnictwoAlbatros miała 27 lipca br. Spodziewałam się ciekawej fabuły, kobiecych problemów w stylu bardziej „Zmowy pierwszych żon”, niż „Wielkich kłamstewek”, a także mile spędzonego czasu.

Karolina Hartwell, była supermodelka, aktualnie żona pretendującego do funkcji prezydenta Stanów Zjednoczonych senatora Grahama Hartwella zostaje zatrzymana za jazdę po pijanemu, z synem męża i jego kolegami w samochodzie. Dramatyzmu dodaje fakt, że policja dostrzega na tylnym siedzeniu puste butelki po alkoholu, wskutek czego Karolina spędza noc w areszcie. Wspierana przez Miriam Kagan, przyjaciółkę, byłą prawniczkę, a teraz gospodyni domową i matkę trójki dzieci, prosi o pomoc Emily Charlton. Byłą asystentkę Mirandy Prestly wydawczyni modowego imperium „Runwaya”, aktualnie konsultantkę wizerunkową celebrytów, która zaczyna tracić klientów. Kobiety wspierają się wzajemnie w trakcie swych życiowych zakrętów i starają się ze wszystkich sił, by wyjść z życiowych zawirowań obronną ręką.

Niestety zawiodłam się. Książka jest bardzo przeciętna, czułam się przytłoczona nieprawdopodobnymi sytuacjami i słabymi fragmentami, które miały wywołać u czytelnika emocje. Sama kwestia związana z aresztowaniem Karoliny z początku książki okazała się wyjątkowo naciągana. Dzieci na siedzeniach z tyłu, z pustymi butelkami po alkoholu! Do tego brak badania alkomatem i noc w areszcie! Gdzie komórka, z której Karolina nagrywa nieregulaminowe zachowania policjantów? Gdzie dzieci, które reagują? Gdzie jest jej adwokat, jeśli rodzinny się nie spisuje ?  Autorka jakby zapomniała o podstawowych kwestiach, o których wie każdy czytelnik. To już niestety spowodowało silną moją reakcję obronną. Nie cierpię wręcz, gdy autor robi z czytelników bezmyślne mięso czytelnicze, które łyka wszystkie absurdy. Bohaterki też mnie nie zachwyciły. Nie ma w nich drapieżności. Kompletnie nie są podobne do postaci z „Wielkich kłamstewek”, już o „Zmowie pierwszych żon” nie mówiąc. Intrygi nie okazywały się rzeczywiście intrygami, tylko słabo skonstruowanymi elementami fabuły. Akcja często wydawała mi się rozwleczona, a bohaterki w różnych aspektach życia bezwolne. Karolina jako supermodelka zawiodła mnie najbardziej. Wydawała się praktycznie bezmyślna od początku do końca. Jej infantylność i naiwność wydawała mi się wręcz patologiczna. Najbardziej przekonała mnie Miriam. Kobieta, która zrezygnowała z kariery prawniczej dla rodziny, ale która powraca na rynek pracy. Chociaż jej powrót na rynek pracy też wydaje mi się totalnie odjechany. Sposób prowadzenia sprawy Karoliny….. ech, aż szkoda komentarza jak wydaje się być kierowany bez sensu, po omacku i bardzo pospolitymi metodami nie przystającymi na działalność prawniczą.

Książka ma jednak ciekawe momenty. Niezwykle podobały mi się nazwy rozdziałów, które okazały się niestety najciekawszym fragmentem. „Znowu kostium nazisty?”, „Zwykły kolega i niebieski kondom z brokatem”, „Powrót do dopasowanej waginy” brzmią wspaniale.  W niektórych rozdziałach, których jest łącznie trzydzieści jeden, autorka wprost odniosła się do rozdziałów, których nazwa wydaje się jakby wprost wycięta z treści zawartych w poszczególnych częściach. Gdzieniegdzie autorka wplotła ciekawe spostrzeżenia związane z funkcjonowaniem bogatych kobiet z przedmieścia jak: operacje plastyczne, wszechobecne nianie, dzieci jako element statusu społecznego, zdrady, znudzenie własnym życiem, ekskluzywne ciuchy, drogie siłownie itd. Wielokrotnie wspomniała uwielbiany swego czasu przeze mnie serial „Gotowe na wszystko” stwierdzając, że serial był kiepski, a fabuła słaba. Dla mnie życie Gabrielle, Susan, Bree, Lynette i Edie było o wiele ciekawsze. No cóż, ale każdy ma swój gust😊.

Podsumowując; niewymagająca lektura, która nie pozostawiła po sobie żadnej refleksji. No może tylko jedną:

Liczą się emocje, nie fakty! Nikogo nie obchodzi, co się naprawdę wydarzyło. Nikt nie dba o to, czy jesteś niewinna. Nikogo nie interesują aspekty prawne i szczegóły. Najważniejsze, jakie wzbudzasz uczucia. Jak ludzie na ciebie reagują, gdy cię widzą, słyszą, spotykają. Cała reszta to szum.” -„Nie ma tego złego” Lauren Weisberger.

Moja ocena 5/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Albatros.

„Dom sekretów” Magdalena Kordel

DOM SEKRETÓW

  • Autor: MAGDALENA KORDEL
  • Seria: TAJEMNICE. TOM 3
  • Wydawnictwo: ZNAK
  • Liczba stron: 376
  • Data premiery: 29.06.2022r.

Pod koniec czerwca premierę miał 3 tom serii „Tajemnice” autorstwa Magdaleny Kordel. Dwa wcześniejsze tomy czytałam, rozkoszując się ich niezwykłym klimatem, także bezdyskusyjne było to, że po i trzeci tom sięgnę. Co prawda ze względu na sterty czekających na przeczytanie książek zajęło mi to trochę czasu, jednak niedawno udało mi się po nią sięgnąć, przeczytałam jak zwykle szybko i z ogromną przyjemnością, a dziś zapraszam Was do przeczytania recenzji.

Od kiedy w życiu Adeli i jej rodziny na nowo pojawiła się Halina, kobieta nie potrafi zaznać spokoju. Ma poczucie jakby nad jej głową zebrały się burzowe chmury w postaci rodzinnych tajemnic, spraw z przeszłości i skrywanych żalów. Ma świadomość, że przynajmniej z jedną z nich będzie musiała się jak najszybciej zmierzyć. Tylko jak w dwudziestym pierwszym wieku opowiedzieć młodym o rodzinnej klątwie, tak by nie uznali ją za  żyjącą w innym świecie staruszkę? Inni bohaterowie również mają problemy, które zaprzątają ich uwagę. Niespodziewana reakcje Jagny na relacje Ruty i Mateusza powoduje, że oboje czują się zagubieni i nieszczęśliwi. Również między przyjaciółkami nie dzieje się dobrze, z powodu tych wszystkich problemów Ewelina i Jasiek zwlekają z podzieleniem się z rodziną i przyjaciółmi ważną wiadomością. I ogólnie można mieć wrażenie, że w zgranej do tej pory gromadce zapanował chaos. Co można zrobić czy wszystko naprawić? Czy jest to w ogóle możliwe?

Mamy tutaj dwie opowieści, współczesną, która jest kontynuacją, tego co działo się we wcześniejszych tomach oraz tę historyczną, która rozgrywa się, jak to zostało określone, w „czasie krynolin”. Jest to historia służącej Oleńki, jej miłości do panicza i jej konsekwencji. Stanowi ona odrębną historię, natomiast ma wpływ na losy kolejnych pokoleń, w tym Adeli i Eweliny. Jest to piękna historia, wspaniale oddająca historię tamtych czasów i ich realia, jest zarazem przejmująca, smutna i pouczająca. Współczesne wydarzenia skupiają się natomiast głównie wokół Adeli, jak również wokól Ruty i Mateusza. Ewelina w porównaniu do wcześniejszych tomów odrywa mniejszą rolę, jakby została trochę wycofana. Ważny wątkiem jest relacja Haliny i Adeli. Od kiedy bowiem siostra pojawiła się na progu domu kobiety, nie daje o sobie zapomnieć, i choć Adela najchętniej sprawiła by, żeby zniknęła ona znowu, tym razem już na zawsze, powoli zdaje się godzić z rzeczywistością. Dojrzewa do konfrontacji i na nią bardzo w kolejnym tomie liczę. Mimo tego bowiem, że tą część czytało mi się bardzo przyjemnie, historia Oleńki była wspaniała, trochę mam poczucie, że są to takie wątki zastępcze, że rozwiązanie tajemnicy rodzinnej, na które bardzo czekam, zostało za pomocą tego tomu po prostu odwleczone.

Powieść tak, jak każda wcześniejsza autorki i jak poprzednie dwa tomy tej serii ma świetny styl i klimat. Autorce udało się stworzyć taką niesamowitą, pełną spokoju, miłości i optymizmu atmosferę. Czytając ją i przenosząc się do domu Adeli i Muszki czułam się trochę tak jakby otulała się takim cieplutkim, mięciutkim kocykiem, który odgrodził mnie od wszystkich problemów świata i sprawiał, że znalazłam się w bezpiecznym i przyjaznym miejscu. Myślę, że takiego poczucia potrzebuje każdy z nas, dlatego gorąco Was zachęcam do przeczytaniu „Domu sekretów”.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU ZNAK.

„Jej ostatnie wakacje” C.L. Taylor

JEJ OSTATNIE WAKACJE
  • Autorka: C.L. TAYLOR
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 416
  • Data premiery: 1.06.2022r.

Czytałam już dwie książki Cally Taylor – publikującej jako C.L. Taylor –  brytyjskiej autorki thrillerów psychologicznych. Zarówno „Zanim powróci strach” i „Nieznajomi” oceniłam wysoko. „Jej ostatnie wakacje” to trzecia książka Taylor, która trafiła w moje ręce dzięki prezentowi od @WydawnictwoAlbatros, za który niezmiernie dziękuję. Zaintrygował mnie motyw zaginionej siostry Jenny, której szuka Fran. Po ciekawych kreacjach bohaterów, o których rozpisywałam się w recenzji „Nieznajomi”, liczę również na ciekawych bohaterów, a raczej bohaterki. Cóż może być bardziej interesującego niż siostra szukająca tej zaginionej, znajdująca się w tym samym miejscu. Czyż nie 😉. Tym bardziej, że zdaniem innych autorów, jak przeczytałam w opisie Wydawcy, książka oceniana jest jako: „(…) Niepokojąca powieść o gęstej atmosferze” oraz (…) Pasjonująca i znakomicie skonstruowana historia”. Czytacie? Czytaliście?

Kiedy już myślałem, że nie możesz upaść niżej (…) ty przebijasz dno.” – „Jej ostatnie wakacje” C.L. Taylor.

Jenna skorzystała z oferty Toma Wade’a, właściciela firmy LekarzDuszy, który w trakcie egzotycznych wakacji na Maltę obiecywał relaks, odkrycie siebie na nowo i całkowity restart. Jenna zaginęła, a dwoje innych uczestników straciło życie w nieszczęśliwym wypadku. Skazany na dwa lata więzienia wyszedł właśnie na wolność, by wraz ze swoją żoną Kate na nowo zacząć oferować wakacje dla osób z obciążeniami psychicznymi, którzy potrzebują wytchnienia i zrozumienia, jak funkcjonuje świat wokół nich. Fran, siostra Jenny, postanawia skorzystać z oferty  LekarzaDuszy, by odnaleźć siostrę, by dowiedzieć się, co stało się w trakcie tej zorganizowanej wycieczki.

Bardzo zawiodła mnie ta książka ☹. Fanów Cally Taylor przepraszam, że zaczynam recenzję z tak przysłowiowej grubej rury, ale kompletnie historia mnie nie przekonała. Pomysł na LekarzaDuszy był naprawdę dobry. Guru motywacyjne organizuje warsztaty terapeutyczne dla osób potrzebujących wsparcia. Jak to w thrillerach psychologicznych bywa, w takiej działalności nie trudno o nadużycia, oszustwa, manipulacje. Koncepcja tego opiera się na założeniu, że osoby potrzebujące wsparcia psychologicznego są bardzo łatwymi ofiarami, które można złowić na czułe słówka, uwagę, poklepywanie po ramieniu. Kompletnie jednak zatraciła się w fabule granica kto jest ten zły, a kto dobry. Autorka mieszała emocje czytelnika na prawo i na lewo. Antypatie i sympatie przeplatały się ze sobą, co sprawiało wrażenie, że postaci nie są do końca przemyślane. Nawet Jenna, od której wszystko się zaczęło, kompletnie mnie nie przekonała. Jej opowiedziana historia jawiła mi się jako wyjątkowo naciągana trochę na zasadzie z igły widły, a w thrillerach tego wyjątkowo nie lubię. To samo, albo jeszcze silniej, odczuwałam czytając o rodzinie Fitzgerald. Jedyną bohaterką, która zdawała mi się w pełni przemyśla, co do jej osobowości i jej roli w fabule, to była Fran. „(…) pięćdziesięcioletnia kobieta z krótkimi włosami…”. Jej relacje z Jenną, siostrą o dwanaście lat młodszą, również odebrałam jako realne, jako dopracowane. Dużo w nich poczucia winy, dużo zazdrości i współzawodnictwa. Jak to wśród rodzeństwa.

To nie thriller. To bardzo słaby thrillerek. Praktycznie bez aspektu psychologicznego. Odzwierciedlający koleje losów Jenny i Fran rozpisane w pięćdziesięciu sześciu rozdziałach. Plusem jest konstrukcja książki, często powielająca się w tym gatunku, wręcz wyświechtana. W rozdziałach autorka określiła czasoprzestrzeń, przez co czytelnik nie musi zastanawiać się kiedy się dzieje akcja, czy terazmaj , czy wtedy-dwa lata wcześniej, czy teraz – dwa miesiące później. Dodatkowo opatrzyła imionami Fran lub Jenny każdy rozpoczynający się rozdział chcąc skupić uwagę odbiorców na konkretnej postaci i jej punkcie widzenia, a także wydarzeniach, w których brała udział.

Mam problem z tymi anglojęzycznymi (angielskimi i amerykańskimi) thrillerami. Gatunek ten rości sobie swoje prawa. Ma być sporo emocji, dużo niezgody na opisywane wydarzenia, napięcie i niepokój. Żadnych z tych uczuć nie doświadczyłam przy czytaniu książki „Jej ostatnie wakacje”. Dla mnie powieść okazała się lekką, przydługą historią z totalnie odpalonym zakończeniem. Jesteście jego ciekawi? Nic nie stoi na przeszkodzie, sięgnijcie po ostatnią powieść Cally Taylor😉. A mi nie pozostaje nic innego jak życzyć Wam tylko; miłej lektury.

Moja ocena 5/10.

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Albatros.

„Czerwona ziemia” Marcin Meller

CZERWONA ZIEMIA

  • Autor: MARCIN MELLER
  • Wydawnictwo: W.A.B.
  • Liczba stron: 315
  • Data premiery: 01.06.2022r.

Marcin Meller to postać raczej powszechnie znana, historyk, dziennikarz, prezenter telewizyjny. Przez wiele lat pracował jako reporter w „Polityce”, publikował  na łamach „Wprost” i „Newsweeka” był redaktorem naczelnym „Playboya” oraz dyrektorem wydawniczym w Grupie Wydawniczej Foksal. Mimo licznych doświadczeń pisarskich, „Czerwona Ziemia” jest jego debiutem powieściowym. Nie mogłam więc jej nie przeczytać, choć niestety recenzuję z pewnym poślizgiem.

W 2020 roku młody Marcin Tilszer rusza śladami ojca w podróż po Afryce, w pewnym momencie jednak ślad po nim się urywa. Jego ojciec Wiktor Tilszer, znany reporter, który 25 lat wcześniej przemierzył Afrykę, gdzie przeżył chyba najpiękniejszą, choć jednocześnie najbardziej niebezpieczną przygodę swojego życia rusza więc do Afryki na poszukiwanie syna. Tym samym musi się zmierzyć, z trudną, niepewną sytuacją w tym kraju i z własną burzliwą przeszłością….

Książka pisana jest w narracji trzecioosobowej, w dwóch płaszczyznach czasowych, współcześnie w 2020 roku oraz w przeszłości w 1996 roku, gdy Wiktor podróżował po Afryce. Składa się z krótkich rozdziałów oznaczonych datą, co sprawa się doskonale orientujemy się w jakim momencie aktualnie się znajdujemy, a krótkie rozdziały doskonale wpływają na dynamikę czytania i to, że pragniemy dowiedzieć się co będzie dalej. Powieść tą określiłabym bardziej jako sensacyjno-obyczajową, niż jako thriller, jak zaklasyfikowało ją wydawnictwo. Czyta się ją szybko i bardzo przyjemnie, doskonale da się wyczuć, że za autorem stoi świetny warsztaty pisarski udoskonalony przez lata dziennikarskiej pracy. Błyskotliwy język, bystre spostrzeżenia, duża wiedza o świecie i Afryce to wszystko sprawia, że możemy w pełni delektować się lekturą i z każdym zdaniem utwierdzamy się w przekonaniu, że oto czytamy utwór na doskonałym poziomie. Oprócz sporej liczby informacji o historii Afryki, trudnych tamtejszych układach, zależnościach, tradycjach, które jednak bynajmniej nie przytłaczają i sprytnie, w sposób interesujący wplecione są w akcję, mamy również wątki obyczajowe. Przede wszystkim na uwagę zasługuje relacja ojciec – syn. Relacja niełatwa, w której nastąpiło wiele błędów, ale dla obu mężczyzn jedna z najważniejszych w życiu. Autor w przypadku Wiktora doskonale ukazuje psychologię postaci, jego życiowe decyzje, błędy które popełnił, jego motywacje i sposób, w jaki próbuje tym błędom zadośćuczynić,

Nie będę zdradzać szczegółów akcji, powiem jednak, że jak doskonała kolejka górska ma momenty, gdy pędzi na łeb na szyję z zawrotną prędkością i zaskakuje czytelnika tym co się dzieje, ma jednak również momenty gdy zwalnia, pozwala rozkoszować się widokiem, co jednocześnie ogromnie wzmacnia napięcie. Jest to świetna powieść, którą czytałam z prawdziwą przyjemnością i Wam też ją polecam.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą serdecznie dziękuję Wydawnictwu W.A.B.