„AWANTURNICE. KOBIETY, KTÓRE PROWOKOWAŁY I SZŁY POD PRĄD” MAŁGORZATA CZAPCZYŃSKA

AWANTURNICE. KOBIETY, KTÓRE PROWOKOWAŁY I SZŁY POD PRĄD

Autorka: MAŁGORZATA CZAPCZYŃSKA
Wydawnictwo: PASCAL
Liczba stron: 256
Data premiery: 9.10.2024

Z Małgorzatą Czapczyńską Moje wyspy – strona autorska Gosi Czapczyńskiej autorką bloga „Moje wyspy” zetknęłam się po raz pierwszy, gdy trafiła do mnie pozycja „Moje wyspy. Kobiecość w stylu vintage, ironicznie i na serio” również wydana przez Wydawnictwo PASCAL. Zbiór wpisów, esejów i felietonów obfitował w liczne gagi sytuacyjne i żartobliwe sformułowania. Lektura okazała się miłą dla oka rozrywką👏. Polecam Wam również premierę z początku roku 2022; „Chcesz cukierka? Idź do Gierka. Wspomnienia z dzieciństwa w złotej dekadzie gierkowskiej” napisaną wespół z Marcinem Ziętkiewiczem oraz nowsze publikacje Autorki jak: „Skandalistki. Kobiety, które zadziwiały i szokowały” oraz „Kochankowie z deszczu”, która w przeciwieństwie do wcześniejszych jest powieścią😉. 

Kobiecość w bardziej wampirzym wymiarze😊 . Takie persony serwuje nam Małgorzata Czapczyńska w swej najnowszej publikacji. To fantazyjny zbiór ciekawych kobiecych postaci od tych najbardziej znanych do mniej znanych. Od rodzimych ciekawych postaci po międzynarodowe gwiazdy. Do tego reportaże wzbogacone są porterami, zdjęciami historycznymi. To ciekawe opowieści o interesujących kobietach, które zwojowały świat swój lub wokół siebie. 

Bardzo spodobały mi się publikacje zdjęć dołączone w książce. Szczególnie ostatnie zdjęcie Elizy Orzeszkowej ze strony 65 oraz zdjęcie z jej pogrzebu w Grodnie w 1910 roku. O Agathie Christie z młodych lat nie wspomnę👍. Nie miałam pojęcia, że była tak atrakcyjną młodą kobietą. Doceniłam również ciekawostki, z którymi się zaznajomiłam.  Nie wiedziałam, że Bette Davis była prawnuczką czarownicy z Salem😁. Wiedziałam natomiast z serialu HBO „Konflikt” pierwszego sezonu, że Davis była w konflikcie z Joan Crawford.  Co do przedstawionych postaci to nie ukrywam, że ja zaczytywałam się w autorkach, choćby w historii wspomnianej powyżej Orzeszkowej czy Agathy Christie. Królowej tajemnic i kryminałów. Wiele kobiecych postaci nie znałam wcześniej, jak Victorii Woodhull, która była pierwszą kobietą w historii kandydującą na prezydenta. Urzekła mnie też osoba Gertrude Käsebier, która fotografowała Indian czy Mary H. Kingsley, która w wiktoriańskich czasach odwiedzała i badała Czarny Kontynent. 

Wiele historii może być obrazoburczych, wiele obnażających, wiele już jest znanych szerszemu gronu. Wiele przedstawionych opowieści może być dla Was nowatorskich. Wiele z nich dotyczą na pewno ciekawych kobiet. Co ważne kobiet walczących, przeciwstawiających się stereotypom, nieustraszonych w swoich wierzeniach i twierdzeniach, na swój sposób kontrowersyjnych jak Kalina Jędrusik czy Josephine Baker. I choć w wielu miejscach książka opowiada o kobietach kochankach, żonach, matkach może stanowić świetną przeciwwagę do celebrytek instagramerowych, które są najbardziej znane współczesnemu audytorium. Przeciwwagę do tego, co tylko aktualnie widać w zestawieniu z tym, co trzeba poznać, by faktycznie wyrobić sobie zdanie.

Zachęcam Was do zapoznania się z lekturą o nietuzinkowych kobietach. Kobietach z naszej przeszłości, w ważnej dla nas przeszłości. 

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą i podzielenia się z Wami moją opinią bardzo dziękuję Wydawnictwu Pascal.

„Powrót do świętych lasów. Zapiski z Japonii” Lorenzo Colantoni

POWRÓT DO ŚWIĘTYCH LASÓW. ZAPISKI Z JAPONII

  • Autor: LORENZO COLANTONI
  • Wydawnictwo: BO.WIEM [WYDAWNICTWO UNIWERSYTETU JAGIELLOŃSKIEGO]
  • Seria: BONA VITA 
  • Liczba stron: 160 
  • Data premiery w tym wydaniu: 10.10.2024
  • Data premiery światowej: 1.06.2021

Dziennik z podróży „Powrót do świętych lasów. Zapiski z Japonii” Lorenzo Colantoniego to druga publikacja, którą podarowała mi marka Bo.wiem należąca do  Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Książkę wydano w ramach serii „Bona Vita”, która rządnym wrażeń czytelnikom otwiera oczy na świat. I to nie taki całkiem oczywisty. Książka debiutowała 10 października br. i nie ukrywam, że w stosunku do niej miałam ogromne oczekiwania, jako „że ostatnio zachwycam się literaturą japońską😁.

W Nagoro mieszka ponad trzysta pięćdziesiąt lalek i niespełna trzydzieści osób. Tsukimi Ayano urodziła się tu w 1949 roku i opuściła wioskę, kiedy jej rodzina przeprowadziła się do Osaki w latach sześćdziesiątych….” –Powrót do świętych lasów. Zapiski z Japonii” Lorenzo Colantoni. 

Hadaka Matsuri („Nagi Festiwal” albo „Festiwal Golasów”) to jeden z najdziwniejszych i na swój sposób najbardziej spektakularnych festiwali sintoistycznych, które organizuje się w całej Japonii w różnych momentach roku. (…) dziesięć tysięcy osób gromadzi się na wąskim placu przed świątynią Saidaji Kannon – in i rozbiera się prawie do naga…” –Powrót do świętych lasów. Zapiski z Japonii” Lorenzo Colantoni. 

Między innymi tego dowiedziałam się z tej publikacji👍. Ciekawych treści, nieznanych mi wątków jest jednak zdecydowanie więcej. Autor zaciekawił mnie kwestię polowania na kofuny. Doinformował mnie w temacie pochodzenia Japończyków. Okazuje się, że nie tylko są powiązani z Chinami i Koreą. Przedstawił dwie ciekawe postaci, które stanowią przeciwwagę dla znanych mi japońskich bohaterów; z pochodzenia Niemkę Alenę, która nadal jest obca dla społeczności japońskiej oraz architekta obrazu Pana Saschime Masui. Powrót do świętych lasów. Zapiski z Japonii” to zbiór wrażeń i działań podejmowanych przez autora w trakcie jego powtórnej podróży do Japonii. To osobista relacja, w której na plan pierwszy wysuwa się troska o przyrodę, jej degeneracja, migracja, kultura i duchowieństwo tego narodu. 

Nie jestem japonistką i trudno mi ocenić wartość edukacyjną publikacji. Kompletnie, ze względu na brak wiedzy, nie jestem w stanie stwierdzić czy w książce są jakieś przekłamania, nieścisłości i błędy. Będąc agnostykiem odebrałam książkę tylko jako zbiór ciekawostek. Szczególnie zasługuje na Waszą uwagę wioska lalek, która jest przywołana. Zerknijcie na zasoby internetowe, które obrazują w jakich warunkach twórczyni lalek żyje i pracuje. 

Okazuje się, że mamy z autorem wspólnego, ulubionego japońskiego pisarza, Jun’ichirō Tanizakiego. Na 46 stronie Colantoni przywołuje i „Klucz”, i „Pochwałę cienia”. Wspomina również „Yoshino”, książkę o tytule nazwy miasta, którym zachwycił się Tanizaki i osadził w nim fabułę powieści wydanej w 1931 roku, której do tej pory nie czytałam😉. 

Książka składa się z zatytułowanych rozdziałów, choć za bardzo nie ma co skupiać się na ich nazewnictwie. Nawet jeśli poszczególny rozdział wskazuje na konkretną tematykę pewne kwestie przeplatają się przez całą publikację, np. chramy, rozłam buddyzmu i shinto, a także brakiem dostępu do poszczególnych ścieżek, świątyń kobiet. W pewnym momencie miałam nieodparte wrażenie, że czytam ciągle o tym samym. Autor bez wątpienia miesza racjonalne argumenty i dane z motywami niezbyt powiązanymi z główną myślą.  Czytanie urozmaicają zamieszczone pomiędzy poszczególnymi rozdziałami mapy, na których widać, jak przebiegała podróż oraz rysunki. Do tego na końcu zamieszczono, co mi się bardzo podobało, książki, które Colantoni przeczytał przygotowując się do podróży, spis utworów muzycznych, które słuchał oraz Glosariusz i kilka ciekawostek, gdzie zawarto definicje, trudne do odczytania z kontekstu dla niewprawionego odbiorcy. 

To ciekawa publikacja orbitująca wokół duchowości, religii i japońskich lasów głównie. Jej wartością dla mnie, jak wspomniałam uprzednio, stanowią ciekawostki, których się dowiedziałam i które stanowiły podłoże do dalszych badań w zasobach internetowych. Nie ma treść jednak wyraźnej struktury. Autor kluczy, miesza wątki, przeplata, co sprawia trochę chaotyczne wrażenie. Mi to za bardzo nie przeszkadzało, bo z tego typu gatunkiem nie mam na co dzień do czynienia. A czy Wam? To musicie się sami przekonać😊. 

Moja ocena: 7/10

We współpracy z Wydawnictwem Uniwersytetu Jagiellońskiego, Bo.wiem.

 

 

 

„Pogorzelisko” Przemysław Żarski

POGORZELISKO

  • Autor: PRZEMYSŁAW ŻARSKI
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Cykl: ALEKSANDRA LAZAR (tom 2)
  • Liczba stron: 350
  • Data premiery: 9.10.2024

Książki Przemysław Żarski – autor czytam od lat. Pierwszy tom cyklu z Podkomisarz Olą Lazar również przeczytałam. Opinię o książce „Grzęzawisko” przeczytacie na moim blogu. Wydawnictwo @Czwarta Strona Kryminału sprezentowało mi wyśmienitą kontynuację serii pt. „Pogorzelisko”, która debiutowała na początku października. Czytaliście? 

Po nocnej popijawie w klubie ginie od kul Grzegorz Ignaczak. Były milicjant, pięćdziesięciosześcioletni mężczyzna, który miał za sobą bogatą kryminalną przeszłość. Błażej Uryga prowadzi śledztwo wraz z Podkomisarz Aleksandrą Lazar, która do tej pory nie potrafi wyrwać się z traumy po utraconych trzydzieści lat temu w pożarze rodzicach. Kolejno odkrywane wątki śledztwa prowadzą policjantów w stronę wydarzeń z roku 1986. Co łączy śmierć Ignaczaka z 2019 roku z PRL -owską szkołą, w której zaginął jeden z uczniów o nazwisku Olejnik. O którego bardzo martwiła się jego wychowawczyni Pani Wierzbicka, osobiście przepytująca uczniów po domach o zaginionego kolegę.

Żarski bardzo umiejętnie napisał kontynuację pierwszego tomu. Podobnie jak poprzednio oprócz wątku kryminalnego w książce silnie niosą się echem osobiste, prywatne demony śledczych i Urygi, i Lazar. Jest motyw ich dzieci. Jest wątek ich skomplikowanej relacji. Jest temat utraconych w tragicznych okolicznościach bliskich. To wzbogaca kryminalny aspekt opisanej przez Autora historia. 

Co do samego wątku kryminalnego to jest dość rozbudowany. Narracja prowadzona jest naprzemiennie. Czytelnik zanurza się w kolejne kroki śledztwa, kolejne teorie i tezy, które się nie sprawdzają. Jednocześnie Autor przeskakuje do wydarzeń z 1986 roku, gdy na drodze ginie przypadkowo młoda kobieta, a po okolicy biegają kilkunastoletni chłopcy, których wtenczas częściej można było spotkać na dworze niż aktualnie😏. Są żądni wrażeń. Ciekawi świata. Do tego Żarski obnaża PRL-owski mechanizm milicyjny, który bardzo sprawnie funkcjonował w ówczesnym świecie z perspektywy PRL-owskiego bossa Jakuba Kleina. Zimnego, wyrachowanego, działającego bez mrugnięcia oka. Którego syn Dawid okazał się postacią tragiczną, podobnie jak jego wnuk. Bardzo zaskoczyło mnie 

zakończenie z Urygą. Jakby Autor chciał, bym dodatkowo doceniła jego powieść tym wątkiem. Świetnie została zobrazowana postać nauczycielki Wierzbickiej. To chyba jedyna tak pozytywna, od początku do końca literacka osoba. 

To książka o odkupieniu win dzieci. O ich chronieniu ponad wszystko, mimo wszystko. To książka też o pomszczeniu rodziców. To również książka o samotności, odrzuceniu i udawaniu, że nic się nie stało. Trochę o próbie życia „po”, co rzadko kiedy się udaje. To też pozycja o wilkach w owczych skórach, o takich niby bohaterach. Zresztą o tym najlepiej opowie Wam sam Przemysław Żarski w części „Od autora”. 

Pamiętajcie o tej pozycji, o tym tytule. Pamiętajcie o „Pogorzelisku”. I pamiętajcie także, że

– Prawda nie zawsze wyzwala. Czasem jest ciężarem, jak przywiązana do nogi kula, która ściąga cię na dno…” –Pogorzelisko” Przemysław Żarski.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

„Gra kłamstw” Ruth Ware

GRA KŁAMSTW

  • Autorka: RUTH WARE
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 420
  • Data premiery w tym wydaniu: 9.10.2024
  • Data premiery światowej: 15.06.2017
  • Data 1. wydania polskiego: 12.02.2019 ( pod tytułem „Gra w kłamstwa”) 

Gra kłamstw” Ruth Ware to szósta książka tej autorki, o której przeczytacie na moim blogu. Poprzednie to: „Pod kluczem”, „Śmierć Pani Westaway”, „Jedno po drugim”, „Ta dziewczyna” oraz „Dzień zero”. Autorka umiejętnie komponuje fabułę, w której znaczenie mają relację głównych bohaterów. Często też osią powieści są kobiety. A ja jako kobieta, o kobietach czytam chętnie. Książki Ruth Ware wydaje Czwarta Strona Kryminału. Wydawnictwu przy tej okazji dziękuje serdecznie za egzemplarz recenzencki premiery z 9 października br. 

To historia czterech przyjaciółek, która zaczęła się dawno temu, w szkole z internatem w Salten House To historia Kate wychowywanej przez ojca, szkolnego nauczyciela rysunku. Mieszkającego w zabytkowym młynie wraz z bratem przyrodnim Luciem. To historia Fatimy, aktualnie odnoszącej sukcesy lekarki, mającej dwójkę dzieci: Nadię i Samira. To też historia o Thei, która nie potrafiła zwalczyć w dorosłym życiu swych demonów i pozostaje samotna. I to historia Isy, która aktualnie cieszy się macierzyństwem i opieką nad swą kilkumiesięczną córeczką Freyą. Ale przede wszystkim jest to historia samego ojca Kate, Ambrose’a Atagona, do którego nikt z uczniów nie mówił „Proszę pana” i który zaginął siedemnaście lat temu.

Bardzo podobał mi się pomysł z tą najważniejszą z gier, grą kłamstw. Idealnie autorka wplotła ten wątek w kryminalny aspekt historii związany z zaginięciem ojca będącego jednocześnie nauczycielem szkolnym. Sam Ambrose jawił mi się przez całą powieść jako wolny duch, człowiek bez barier, bez zasad, bez reguł. Taki ktoś, kto – przyznać muszę – nie powinien pracować z młodzieżą. Niepokojące były również motywy związane z rysunkami dziewczyn, które pojawiały się od czasu do czasu w powieści. Ciągle zastanawiałam się, jakie będą miały znaczenie. To dobry zabieg autorki wprowadzający thriller na wyżyny.

Zasady obowiązujące w grze prowadzonej przez dziewczyny stały się kanwą całej konstrukcji książki. Publikacja składa się, co mi się wyjątkowo podobało, z pięciu rozdziałów zatytułowanych kolejnymi zasadami, które brzmią: „Pierwsza zasada: ZMYŚL COŚ”, „Druga zasada: TRZYMAJ SIĘ SWOJEJ WERSJI”, „Trzecia zasada: NIE DAJ SIĘ PRZYŁAPAĆ”, „Czwarta zasada: NIGDY NIE OKŁAMUJCIE SIĘ NAWZAJEM” i „Piąta zasada: WIEDZ, KIEDY PRZESTAĆ KŁAMAĆ.” Ciekawi Was jak się w to gra? Mam nadzieję, że tak. Sięgnijcie więc do książki zatytułowanej „Gra kłamstw” Ruth Ware i dowiedzcie się na czym polegały tytułowe rozgrywki i kto w nich był wygranym, a kto przegranym. Bo to naprawdę dobrze napisana historia. Przemyślana od początku do końca, choć… 

Nie ukrywam, że gdyby nie pojawiające się tu i tam błędy stylistyczne czy literówki to ocena byłaby wyższa. Niestety z obowiązku muszę Was o nich powiadomić. Mam nadzieję, że przy następnym wydaniu korekta poprawi te bękarty😉👍. Nawet w tym temacie miałam dyskusję z moją przyjaciółką, która stwierdziła, że powoływaniu takich drobnych potknięć w recenzji jest bez sensu. Nie wiem czy się z nią zgodzicie. Pewnie każdy ma inny punkt widzenia. Ja czasem wzmiankuję o konkretnej nieścisłości licząc na to, że wyczulę Wydawcę na niego. Jak na przykład w rozdziale „Czwarta zasada. Nigdy nie okłamujcie się nawzajem”:

Freya znów marudzi, więc podejmuję decyzję. – Nie wydaję dziś, Luc. Nie będę w ciągu nocy ciągnąć Freyi i bagaży….”  – Gra kłamstw” Ruth Ware. 

Zamiast oczywiście: „Freya znów marudzi, więc podejmuję decyzję. – Nie wyjadę dziś, Luc.”….”

Powrót do traumatycznych wydarzeń sprzed siedemnastu lat to idealny motyw przewodni każdej powieści w gatunku thrillera. Tak jest i tym razem. Nie ukrywam, że książka mi się podobała, a drobne korekcyjne nieprawidłowości nie odebrały mi przyjemności z czytania. Spróbujcie sami zanurzyć się w historię czterech przyjaciółek, które spotykają się po latach. I spotykają się nieprzypadkowo! 

Moja ocena: 7/10

We współpracy z WYDAWNICTWEM CZWARTA STRONA.

„Grzesznik ze Strehlen” Tomasz Duszyński

GRZESZNIK ZE STREHLEN

  • Autor: TOMASZ DUSZYŃSKI
  • Cykl: GLATZ (tom 5)
  • Wydawnictwo: SINE QUA NON
  • Liczba stron: 464
  • Data premiery: 23.10.2024

Serii „Glatz” nie czytałam wcześniej. Jakoś mnie te poprzednie tomy ominęły😉. Kryminały retro, co do gatunku znam i uwielbiam. Szczególnie za sprawą Marka Krajewskiego😁. Samego Tomasz Duszyński również poznałam z punktu widzenia jego twórczości dzięki prześwietnej publikacji pt. „Fenomen z Warszawy”. Z radością więc zaczęłam czytać premierę z zeszłego tygodnia pt. „Grzesznik ze Strehlen” od Wydawnictwo SQN, która jest piątym tomem wspomnianego powyżej cyklu. 

Kapitan Wilhelm Klein mieszkający aktualnie w Strzelinie ze swą partnerką Agnes i jej synem Ralphem zostaje poproszony przez miejskich notabli o wsparcie lokalnej policji w poszukiwaniu porwanej córki bogatego Essnera o wdzięcznym imieniu Sophie. Sprawa schwyconej Sophie przypomina współpracującemu z Kleinem wachmistrzowi Tobiasowi Hulce o sześciu porwanych lata temu młodych dziewczętach czeskiego pochodzenia, w tym o jego przyjaciółce z dzieciństwa Eliśce. Klein po odnalezieniu Sophie już wie, że te dwie sprawy są ze sobą związane. Nie bez przyczyny w miejscu „(…) w którym przetrzymywano Sophie, Klein odnalazł na ścianie wyryte imię Agnes. Tynk na podłodze świadczył o tym, że ten napis powstał niedawno.” 

I chyba samemu Autorowi Sophie z Agnes się lekko pomyliły🤪, gdy w rozmowie Kleina z nadwachmistrzem Hansem Bauerem pada imię porwanej Agnes zamiast Sophie (czytając na Legimi to 44 strona). 

„- Jakie są pana najbliższe plany względem śledztwa? – zapytał. Będzie pan chciał porozmawiać z rodzicami Agnes? Jej przyjaciółki i narzeczonym?
– W tej chwili nie jest to konieczne. Zapoznam się z notatkami policjantów i….
– Oczywiście – Bauer nie krył rozczarowania. Może spodziewał się jakichś bardziej spektakularnych propozycji Kleina….” – Grzesznik ze Strehlen” Tomasz Duszyński. 

A przecież narzeczonego Mathiasa ma Sophie, nie Agnes, bo Agnes to kochanka samego Kleina, o której porwaniu nic nikomu nie wiadomo😉. Taki drobny błąd logiczny, omyłka oczywista pisarska w imieniu bohaterek a potrafi namieszać. Mam nadzieję, że przy następnym reedycji ten maleńki błąd zostanie poprawiony👍. 

Wracając do ubiegłotygodniowej premiery to Duszyński w „Grzeszniku ze Strehlen” oddał cały kunszt kryminału retro. Są i liczne wątki historyczne, jak chociażby wspomnienie o; 

Hulka powiedział to szczerze. Czesi, którzy osiedli w okolicach Strzelina wiek temu, wciąż żyli w pewnej izolacji. Bracia Czescy zajęli kilka wiosek na południe od Strzelina, parali się tkactwem i rolą….” – Grzesznik ze Strehlen” Tomasz Duszyński. 

Jest wiernie oddane nawiązanie do ówczesnego życia. Autor wspomina przykładowo: gazetę „Strehlener Kreis- Und Stadtblatt”, sklepy kolonialne, funkcjonującą prawdziwie kawiarnię i cukiernię Georga Rothera (dawna) Ring Cafe und Conditorei Georg Rother. Stanowiska policyjne również mają swoją historyczną nazwę. Dzięki temu czytelnik rozeznaje czym różni się nadwachmistrz od wachmistrza i kim są asystenci policyjni. 

Do tego świetnie wykreowani śledczy z dawnych lat. Sam Klein i jego kompan, który go wspiera w działaniu wachmistrz Franz Koschell, który wiernym czytelnikom cyklu znany jest z poprzedniego tomu, a którego działania wespół z kapitanem Kleinem do tej pory wybrzmiewają w rodzinnym Kłodzku. Ich postaci idealnie wkomponowują się w gangsterski świat, który również znalazł swoje miejsce w powieści. 

Do tego wszechobecny mrok, brud i ciemnota. Brak więzi rodzinnych i przemoc domowa. A także ciężka praca, mimo wszystko, by żyć. 

„Wiele zawdzięczał bestii. Zdał sobie z tego sprawę pośród szaleństwa wojny, gdy ludzi od zwierząt nie odróżniało zupełnie nic. Każdy chciał jedynie przetrwać, za wszelką cenę, a wszechobecne okrucieństwo i śmierć wszystkim spowszedniały….” – Grzesznik ze Strehlen” Tomasz Duszyński. 

Bez wątpienia jest to bardzo dobry kryminał retro. Bardzo podobała mi się postać Kleina. Nie ukrywam, że polubiłam też Kulkę z jego siostrą Marthą i samego wachmistrza Franza Koschella. O psie śledczym, Florze nie wspomnę. Duszyński dość, że przedstawił sprawną historię kryminalną (tak naprawdę z trzema wątkami; Sophie, czeskich dziewcząt i samego Kleina) to jeszcze osadził tropiących sprawców w ich środowisku domowym. W przypadku Kleina mamy dom z Agnes i jej synem, w przypadku Koschella czytelnik poznaje jego żonę Barbarę i jego dzieci. Tak jakby chciał zwrócić uwagę czytelników, że przecież nawet najbardziej bezwzględny „pies tropiący” może mieć koło siebie kochające stado, o które dba przede wszystkim. 

Polecam Wam zdecydowanie powieść „Grzesznik ze Strehlen” Tomasza Duszyńskiego, o ile lubicie mroczne klimaty z ciekawą historią kryminalną. Nie tak oczywistą, jakby się mogło pierwotnie wydawać. Czytajcie!!!  

Moja ocena: 8/10

Moją opinię o książce przeczytaliście dzięki współpracy z Wydawnictwem Sine Qua Non.

„Samotnia” Anna Olszewska

SAMOTNIA

  • Autorka: ANNA OLSZEWSKA
  • Wydawnictwo: ZWIERCIADŁO
  • Cykl: ZBRODNIE CZORSZTYŃSKIE (tom 2)
  • Liczba stron: 300
  • Data premiery: 9.10.2024

Mimo, że cykl „Zbrodnie czorsztyńskie” jest mi obcy to proza samej Autorki; Anna Olszewska – strona autorska jest już mi znana. Poprzednio czytałam „Dziewczyna z fotografii” oraz młodzieżową książkę „Usłysz mnie”. Premiera z 9 października br. wydana przez Wydawnictwo Zwierciadło okazała się dla mnie dużym zaskoczeniem w aspekcie do poprzednio czytanych przeze mnie publikacji Olszewskiej. To ewidentny dowód, że wielu naszych rodzimych autorów dobrze czuje się w różnych gatunkach. 

Autor kryminałów Igor Schutt mieszkający w Czorsztynie znajduje na swej posesji młodego chłopaka, który posiadał jego niepublikowaną dotychczas książkę. Praktycznie w tym samym czasie w schronisku w Szczawnicy zaginęli bracia Piotr i Paweł Adamek, Sandra Sadurska i Daria Graszewicz wychowankowie domu dziecka w Krakowie, którzy byli na wycieczce pod opieką Marty Błońskiej, ich wychowawczyni.  O tym fakcie dowiaduje się aktualny konserwator pracujący w schronisku, były naczelnik miejscowej policji, Ryszard Małecki. Wspierając swoją byłą podwładną Annę Zdrojewską z wydziału do walki z przestępczością przeciwko życiu i zdrowiu Komendy Powiatowej Policji w Nowym Targu wplątuje się w śledztwo, które – jak się okazuje – ma coś wspólnego z żyjącym wiele lat wcześniej na tych terenach pustelnikiem Wincentym. 

Samotnia” Anny Olszewskiej to bardzo dobra książka. Poruszająca w swej fabule wiele wątków. Warto choćby wspomnieć osobę pustelnika Wincentego, który wzorowany był na prawdziwej postaci zamieszkującej pustelnię do 1949 roku, aż do jej spalenia. Walki byłego z aktualnym naczelnikiem miejscowej policji. Istniejącymi w szeregach służb mundurowych szowinizmie, niedopuszczaniu kobiet do ambitnych zadań, spędzaniu czasu w męskim gronie itd. Do tego bardzo trudny wątek dzieci z domów dziecka, krzywd zaznanych w domach rodzinnych, czego nam nie szczędzi Olszewska, czy w samej placówce, co obnaża bezlitośnie funkcjonujący w Polsce system. Do tego nieumiejętność radzenia sobie z dzieckiem spragnionym występków i fanatyzm religijny doprowadzający do wielu krzywd i wtedy, i też teraz. 

Mimo, że książka jest naprawdę wielowątkowa warto ją przeczytać. Te liczne motywy nie stanowią bowiem jej słabość, lecz jej moc. Bardzo dobrze Autorka skonstruowała narrację poruszając się w dwóch planach czasowych. Teraźniejszość związana jest ze śledztwem w sprawie zaginięć wychowanków z domu dziecka i śmierci nieznajomego chłopca odnalezionego przez Schutta. Przeszłość dotyczy pustelnika Wincentego, jego relacji z mieszkańcami, funkcjonujących zabobonów, „przyjaźni” z miejscową wiedźmą, jego tajemniczych gości i stałego mieszkańca, a także decyzji, które nawet podjęte w dobrej wierze okazały się całkowicie błędne. W historię opisaną w powieści wsiąknęłam praktycznie od pierwszych stron. „Samotnia” okazała się wspaniałą książką, w której najbardziej sympatyzowałam z postaciami Anny Zdrojewskiej i Ryszarda Małeckiego. Podobał mi się również wątek policjanta Piotra Kurpiela i jego siostry, a także matki odpychającej, jak on wszystko to, co niewygodne.

Książka składa się z dwudziestu trzech rozdziałów. Na początku, co przyjęłam ze sporym uznaniem, znajduje się spis Głównych postaci występujących w powieści. Na końcu natomiast zamieszczono słowa Od Autorki, które wiele wyjaśniają. I choć thrillery kryminalne z dziećmi w rolach głównych nie należą do moich ulubionych książkę tę mogę Wam polecić. O ile oczywiście macie mocne nerwy. Nie każdemu może się bowiem spodobać tak misternie uknuta narracja, w której ciemne moce przeciwstawiają się tym jaśniejszym i jakby się mogło wydawać, świat jednak ciągle osnuwa czarny mrok. Mimo wielu chęci. Mimo chęci tych, co im zależy. 

Miłej lektury! 

Ps. i nie przejmujcie się, że nie czytaliście – tak jak ja- pierwszej części serii pt. „Osada”. Publikację tę można czytać odrębnie bez straty dla całej fabuły👍. 

Moja ocena: 8/10

We współpracy z Wydawnictwem Zwierciadło. 

„Poradnik grzebania kotów” Mika Modrzyńska

PORADNIK GRZEBANIA KOTÓW

  • Autorka: KAREN M. MCMANUS
  • Wydawnictwo:ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 302
  • Data premiery: 1.10..2024

W ramach współpracy recenzenckiej z Zysk i S-ka Wydawnictwo zapoznałam się z kolejną premierą października pt. „Poradnik grzebania kotów”. @Mika Modrzyńska jest autorką już wielu publikacji. Ja z jej książkami nie miałam do tej pory do czynienia więc chętnie zaczęłam czytanie powieści z gatunku „cosy crime”, której główną bohaterką jest wielbicielka podcastów kryminalnych powracająca z zagranicy po latach do rodzinnej mazurskiej Brzózki. 

Stefania Miałkowska jaka jest to każdy widzi🤪. A cytując jej charakterystykę z powieści to: 
=>„Stefania nienawidzi rozmawiać z obcymi. Gdyby mogła, całe życie spędziłaby w zaciszu swoich czterech ścian…” 
=>Oboje z kolegą Adamem są „(…) niedojrzali, tak samo niedostosowani do społeczeństwa, na którego obrzeżach żyją; wciąż szukają swojego miejsca na świecie i obojgu zajmuje to nieco więcej czasu niż innym”. 
=>„(…) Wszystkie rozmowy prowadzone przez Stefanię są niezręczne – dlatego jej ulubione rozmowy to te, w których może siedzieć pod ścianą i do nikogo się nie odzywać.” 
=>Parafrazując „Podobno po bliższym poznaniu staje się znośniejsza.” 
=>„Jako nastolatka pisała wiersze i to filozofowanie zostało z nią, zawsze czające się gdzieś na obrzeżach myśli, nie do pozbycia.” 
=>„W Stefanii walczą dwa wilki – hiperaktywny, który nie potrafi porzucić nieskończonego zadania w połowie, gdy tylko raz się na nim zafiksuje, oraz antyspołeczny, któremu bateria towarzyska wyczerpała się dwie godziny temu…” 
=>„Nie lubi rzeczy niemówionych bezpośrednio i wprost, bo łatwo się w nich zgubić”. 

Tak skomplikowana postać jest główną bohaterką kryminalnej fabuły ze zbrodnią sprzed lat w tle, która na nowo staje się tematem numer jeden w małej społeczności, gdy zostaje odnalezione ciało zaginionej Martyny, jej koleżanki. Stefcia i jej przyjaciółki, Zonia i Joanna zaintrygowane odkryciem zaczynają się nim interesować. Do prywatnego śledztwa dołącza sąsiad Stefanii, Wincenty, któremu działania sąsiadki wyjątkowo przypadają do gustu. Czy morderca „trzynastoletniego podlotka z wypłowiałym beżowym swetrze” zostanie wreszcie zdemaskowany? 

Mika Modrzyńska mieszkająca w Nowej Zelandii publikowała już w wielu gatunkach. Pisze literaturę dla młodzieży, kryminały, fantastykę. Mnie dość spodobała się postać głównej bohaterki lekkiego kryminału o dość przewrotnym tytule „Poradnik grzebania kotów”. Od razu zaznaczam, że motyw z grzebanym kotem oceniam za bardzo udany😁. Celowo na wstępie zacytowałam kilka jej charakterystyk byście sami przekonali się jak wielowymiarowa jest to literacka bohaterka. I mimo, że wątek zaginionej trzynastoletniej mieszkanki małej mazurskiej miejscowości nie jest lekki to sposób, w jaki opisała go Autorka powoduje, że książkę zaliczam do propozycji na przyjemny wieczór. I styl. I tempo. I użyty język, a przede wszystkim ciekawa główna bohaterka powodują, że publikację czytałam z przyjemnością. 

Książka składa się z prologu, epilogu i dwudziestu pięciu ponumerowanych rozdziałów. Narracja jest trzecioosobowa, głównie skoncentrowana na działaniach Stefci. Jej prywatne, w wielu miejscach nieudolne śledztwo obfituje w gagi sytuacyjne i nieporozumienia. Autorka sprytnie wykorzystała cechy książek z gatunku „cosy crime”, które swą lekkością zachwycają i powodują, że chce się je czytać jeszcze. 

Nie jest to może arcydzieło. Choć podobał mi się wyjątkowo wątek Joanny. Zaś sam sprawca miałam wrażenie to tak trochę jakby „ni pies, ni wydra” (tj. nic na niego nie wskazywało). Na plus wspomniana już co najmniej dwukrotnie w recenzji Stefcia, Zonia i postać Wincentego. Ona jakby bardzo chce, a przede wszystkim chce się dowiedzieć, co tak naprawdę stało się z jej koleżanką z podstawówki Martyną. Jedna z jej przyjaciółek jest jej przychylna. On znowu jakimś dziwnym trafem podąża jej śladem. Taki trochę zawadiacki team, który pcha się tam, gdzie nie powinien. Całkiem przyjemny. 

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

„W głąb” Katarzyna Bonda

W GŁĄB

  • Autorka: KATARZYNA BONDA
  • Wydawnictwo: MUZA
  • Seria: JAKUB SOBIESKI. TOM 5
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery: 23.10.2024

W głąb” to piąty tom serii o Jakubie Sobieskim autorstwa Katarzyna Bonda od Wydawnictwo MUZA SA. Wszystkie poprzednie tomy cyklu zostały przeze mnie przeczytane. Opinie o nich przeczytacie na moim blogu czytelniczym😊. Zachęcam ponownie do zapoznania się z tą serią: „O włos”,  „Ze złości” „Do cna” oraz „Na uwięzi”. Pani Kasia Bonda z ostatnich lat to gwarancja udanej rozrywki. Jej kryminały czyta się szybko, a prędka akcja i wątki śledztwa nie nużą i nie wloką się niemiłosiernie. Lubicie takie książki? 

Prywatny detektyw Jakub Sobieski zajmuje się kolejnym, nudnym zamówieniem. Śledzi żonę klienta, gdy zostaje poproszony przez Adę o zajęcie się sprawą podejrzenia o morderstwo kilkunastoletniej Gabrysi Gajdy, która do siebie każe mówić Ryś, córki przyjaciółki Ady znajdującej się na dziecięcym całodobowym oddziale psychiatrycznym. Sobieski wkracza w świat publicznej placówki medycznej, w której nie ma miejsca na indywidualne podejście do dziecka, a sama profesor Beata Kiryluk prowadząca ośrodek za wszystkie niepożądane sytuacje w nim mające miejsce obwinia młodych pacjentów czy ich opiekunów. Wydaje się, że młoda Róża, która straciła życie w placówce może nie być jedyną ofiarą. Sobieski zaczyna przejmować się losem Anastazji. Czy jej zapięcie w pasy bezpieczeństwa ma coś wspólnego ze śmiercią Róży i oskarżeniem Rysia? 

(…) Wszyscy, którzy zginęli mieli w sobie jakiś rodzaj dobra, empatii i miłości. Zasługiwali na nią i jej pragnęli. Zamiast tego dostali śmierć…” – W głąb” Katarzyna Bonda. 

Akcja dzieje się w kolejno następujących po sobie dniach. Śledztwo nie toczy się długo. Wszystko rozgrywa się od 13 lutego do 25 lutego. Autorka oznacza w poszczególnych fragmentach publikacji miejsce i czas akcji, dzięki temu czytelnik nadążą za jej narracją i nie gubi się w wartkiej akcji. Książka składa się z czterech zatytułowanych części, „Podejrzana”, „Ofiara”, „Mistyfikacja” i „Sprawca”. Bardzo ciekawym wątkiem urozmaicających narrację był przytoczony blog „Porcelanowe aniołki” i wpisy z niego. Jak się dowiedziałam z części „Posłowie” blog o takiej nazwie istniał kiedyś naprawdę. Podobnie jak bardzo pozytywna postać księdza Jana Aleksandra Żmudzińskiego, który wolontariacko pracując na dwóch oddziałach szpitalnych (onkologicznym i psychiatrycznym) jako „Dobry Anioł” pomaga dzieciom.  W realu ten „Dobry Anioł” nazywa się Paweł Copar i mieszka w Bydgoszczy. To on stał się inspiracją dla tego bohatera powieści.

Ogromny plus za podjęcie tematu dysforii płciowej. Nie do końca konsekwentna wydawała mi się postać profesor Beaty Kiryluk, konserwatywnej religijnej dyrektorki szpitala. W części toczącego się śledztwa wydawała się zamknięta na jakiekolwiek możliwości potencjalnych zaniedbań ze swej strony czy jej personelu, jakby kompletnie straciła zdrowy rozsądek i szerszą perspektywę. Sama mówiąca, że (…) To rodzaj mody. Dzisiejsza młodzież wymyśla Bóg wie co, bo nie ma dobrych wzorców. Nikt tym dzieciakom nie postawił granic, nie znają dyscypliny…” W końcówce natomiast przyznając się do pewnych niedociągnięć wyszła, trochę mi nie pasując do swej osoby z początku, na dyrektora odpowiedzialnego, zaangażowanego i pamiętającego przede wszystkim lekarską przysięgę Hipokratesa. Dość szybko, jak dla mnie, przeszła przeobrażenie. Tę książkę cechuje mnogość bohaterów, zarówno wśród przebywającej młodzieży w szpitalu, aktualnie i w przeszłości, jak i personelu. Jasności nie dodają liczne poboczne działania Sobieskiego wśród rodziny pacjentów. Nie wiem czy ktoś w rzeczywistości rozmawiałby tak otwarcie z prywatnym detektywem. Nie ukrywam trochę gubiłam się w tych relacjach. 

Sama Katarzyna Bonda w „Posłowiu” jednoznacznie wskazuje, że podjęte wątki w tym kryminale detektywistycznym nie są przypadkowe. Temat psychiatrii dziecięcej. Problem dystrofii płciowej czy innych zaburzeń psychiatrycznych, a także niemoc opiekunów i nieudolność państwa wynikają z idei przybliżenia czytelnikom tego tematu. Zdaniem Autorki; 

(…) Wierzę, że jeśli będziemy o tym mówili, coś zacznie się zmieniać. Ta książka powstała także po to, żeby wzbudzić dyskusję, zszokować i pokazać od środka, jak to jest, kiedy jeden z członków rodziny choruje.” – W głąb” Katarzyna Bonda.

Moim zdaniem ten cel Bonda osiągnęła. Ze zdziwieniem czytałam o opisanych nadużyciach, które wzbudzały we mnie skrajne emocje w zależności od tematyki. A wielowątkowość tego zagadnienia szokuje. To naprawdę ekscytująca powieść z drugim dnem, który warto odkryć, by zobaczyć, jak coś funkcjonuje naprawdę i do czego może prowadzić. Książka zdecydowanie w stylu ostatnich publikacji Autorki👍.  

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Muza.

Recenzja przedpremierowa: „Wyspa pajęczych lilii” Li  Kotomi 

WYSPA PAJĘCZYCH LILII

  • Autorka: LI  KOTOMI 
  • Wydawnictwo: WYDAWNICTWO UNIWERSYTETU JAGIELLOŃSKIEGO.BO.WIEM
  • Seria: SERIA Z ŻURAWIEM
  • Liczba stron: 144
  • Data premiery :25.10.2024
  • Data premiery światowej: 25.06.2021

 „Seria z Żurawiem” marki Bo.wiem należącej do  Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego jest aktualnie jedną z moich ulubionych. Wielokrotnie już pisałam, że zachwyciły mnie okładki, które ją zdobią autorstwa Małgorzaty Flis👏. Dzięki nim podjęłam jedną z najlepszych ostatnio decyzji zakupowych😁 i wzbogaciłam moją półkę biblioteczną o rewelacyjne pozycje, tj.:  „Kwiat wiśni i czerwona fasola”, „Ona i jej kot”, „Kot, który spadł z nieba”, „A gdyby tak ze świata zniknęły koty?” oraz zaskakującą „Dziewczyna z konbini”, a także baskijską powieść „To nie ja”.  Wszystkie przeczytane przeze mnie książki znajdziecie tu: https://wuj.pl/serie-wydawnicze/seria-z-zurawiem. Szczerze zachęcam Was do ich przeczytania👍. „Wyspa pajęczych lilii” autorstwa Li  Kotomi będzie miała premierę 25 października br. Ja książkę przeczytałam przedpremierowo dzięki cudownemu prezentowi od Wydawnictwa, za który ogromnie dziękuję. 

Na porośniętej czerwonymi pajęczymi liliami plażę małej wyspy na Pacyfiku młoda Yona znajduje nieprzytomną dziewczynę. Miejscowi nadają jej imię Umi. Nowa przybyszka uczy się panujących na wyspie zasad. Poznaje jej kulturę, a przede wszystkim stara się nauczyć jej języka, co nie jest proste. Na wyspie funkcjonują bowiem trzy miejscowe gwary. Jest język kobiecy, którego uczą się tylko przedstawicielki tej płci na specjalnych lekcjach organizowanych raz w miesiącu. Jest Mowa Wschodzącego Słońca i język codziennej komunikacji mieszkańców wyspy. Wyspą rządzą noro, kobiety przywódczynie. Na wyspie nie ma matek ani ojców, a dziecko jest wychowywane przez jednego rodzica, do którego mówi „rodzic”. To wyjątkowa wyspa z wyjątkowymi mieszkańcami. Czy Umi odnajdzie się na niej? 

Dla mnie publikacja okazała się ogromnym zaskoczeniem😏. Szczerze przyznaję. Mimo ogromnej ważności (każde zdanie czytałam w skupieniu) ogromną trudność sprawiały mi funkcjonujące równolegle trzy języki, z którymi wyśmienicie poradził sobie tłumacz, Pan Dariusz Latoś. Zresztą w części „Od Tłumacza” wyłuścił bardzo wyraźnie, jak w oryginale brzmiały języki (z jakich elementów autorka je stworzyła) i w jaki sposób sobie z nimi poradził. W wielu dialogach zdania są jasne, w wielu nie potrafiłam z nimi sobie poradzić. I zgodzę się całkowicie z opinią Tłumacza, że „Wyspa pajęczych lilii” ma kilka postaci pierwszoplanowych, ale tylko jednego (choć występującego w trzech wariantach) głównego bohatera – jest nim język.” W trakcie czytania miałam nieodparte wrażenie, że bardziej skupiam się na języku, jego odmianach, niż na losach bohaterów. Możliwe, że Autorka chciała koniecznie zastosować taki zabieg. Możliwe, że kreśląc tą utopijną społeczność taki przyświecał jej cel. By zaciekawić czytelnika językiem. By zachwycić go mową, w której będzie musiał się odnaleźć, co zapewne zwiększy jego determinację w trakcie czytania. 

Co do fabuły to nie ukrywam, że trochę mnie zawiodła. O ile konstrukcję, pomysł, język wyspiarzy w trzech wariantach doceniam ogromnie, o tyle sama historia wydaje mi się za mało wartościowa jak na tak skomplikowaną powieść, której Li Kotomi musiała poświęcić pewnie dużo czasu, uwzględniając języki czy rytuały, które pieczołowicie opisała. W skrócie fabułę mogłabym streścić następująco; pojawia się dziewczyna – dziewczyna zostaje przyjęta przez wyspiarzy – dziewczyna zaprzyjaźnia się z Yoną i Tatsu – dziewczyna poznaje sekret rekisi znany tylko kobietom – dziewczyna zostaje na wyspie. 

Czytając automatycznie zestawiałam tę historią z powieścią Ignacego Krasickiego pt. „Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki”, która dzieje się na utopijnej wyspie Nipu. W tej książce również, dawno przeze mnie czytanej, występują takie elementy jak: szczęście Nipuanów, życie w warunkach, które można uznać za utopijne, rola mędrca Xaoo (u Kotomi to Wielka Nora), w utopijnym społeczeństwie jest sprawiedliwość oraz wzajemny szacunek, a sam główny bohater doświadcza tego przebywając na wyspie i pracując z jego mieszkańcami, by ostatecznie zmienić swe podejście do życia. Oczywiście Krasicki nie pokusił się o stworzenie tak rozbudowanego języka. Tym więc należy uznać wyższość Li Kotomi😏.

Książkę traktuję bardziej jako nowe doświadczenie. Nie czytając gatunku fantasy trudno mi było przeniknąć do idei powieści, choć w skupieniu przeczytałam ją od pierwszej do ostatniej strony. Nie przekonały mnie postaci, które mogłoby być bardziej szczegółowo wykreowane. Na pierwszy plan w trakcie czytania wysunęło mi się piękno wyspy, rytuały, rola pajęczych lilii (o!!! to jest ciekawy aspekt!) i ta skomplikowana komunikacja. 

Zdecydowanie powieść dla fanów z gatunku science fiction i fantasy! Są tu tacy? 

Moja ocena: 6/10

We współpracy z recenzenckiej z Wydawnictwem Uniwersytetu Jagiellońskiego, Bo.wiem.

„Znikam. Zaburzenia odżywiania dzieci i młodzieży” Katarzyna Błażejewska-Stuhr, Agata Ziemnicka

ZNIKAM. ZABURZENIA ODŻYWIANIA DZIECI I MŁODZIEŻY

  • Autorki: KATARZYNA BŁAŻEJEWSKA-STUHR, AGATA ZIEMNICKA
  • Wydawnictwo: FILIA
  • Seria: FILIA NA FAKTACH
  • Liczba stron: 384
  • Data premiery: 9.10.2024

Wydawnictwo FILIA w serii „Filia na faktach” wydaje poradniki, które wspierają nas w codziennych zachowaniach, decyzjach, czy nierzadko wywołują zmianę naszego trybu życia. Niejednokrotnie pomagają również w zmianach naszych postaw czy myślenia. Kolejna taka pozycja trafiła do mnie dzięki hojności samego Wydawnictwa, za co bardzo dziękuję. To premiera z 9 października br. zatytułowana „Znikam. Zaburzenia odżywiania dzieci i młodzieży” Katarzyna Blazejewska – Stuhr oraz  Agata Ziemnicka. Prywatnie żona aktora Macieja Stuhr, a także mama Stasia i Tadzia posiada praktyczną oraz teoretyczną wiedzę z zakresu dietetyki klinicznej i psychodietetyki. Natomiast Agata Ziemnicka współpracuje jako dietetyk z Uniwersytetem Medycznym w Warszawie i jako psycholog kliniczny ze Szkołą Wyższą Psychologii Społecznej w Warszawie. Specjalizuje się również w psychodiabetologii i psychokardiologii. O sobie w części „Kilka słów od Agaty” napisała „Mam 40 lat. Jestem mamą dwóch dziewczynek w wieku dorastania. Przeżyłam tyle, że pozwolę sobie mówić do Państwa na „ty”.” I to podejście od razu mi się spodobało😁 . Obie Panie są specjalistkami z zakresu zdrowego odżywiania i odchudzania. Ich praktyczne doświadczenie i osobiste wybory przełożyły się na sposób, w jaki podeszły do tematu podjętego w tej publikacji. 

Poradnik rozpoczyna się słowami wprost od Autorek, które zwracają się do nas -czytelników bezpośrednio kreśląc w wielu miejscach kontekst społeczno – kulturowy. 

Karmienie to w naszej biologii i kulturze ogromnie ważna czynność. Karmimy, odżywiamy, dokarmiamy – nie tylko dostarczamy w ten sposób niezbędnych do życia składników, takich jak białko czy witaminy, lecz także okazujemy miłość, troskę i opiekę.” – „Kilka słów od Kach” [w:] „Znikam. Zaburzenia odżywiania dzieci i młodzieży” Katarzyna Błażejewska-Stuhr, Agata Ziemnicka.

Potem następuje krótkie wprowadzenie do tematu podjętego w przedmiotowej publikacji. W kolejnych rozdziałach podejmowane są tematy związane z różnymi obliczami zaburzeń odżywiania, funkcją rodziny i wpływem tego zaburzenia na jej działanie. W rozdziale trzecim Autorki starają się odpowiedzieć na pytanie, co się zadziało, że dziecko choruje. Rozdział ten bardzo dobrze koreluje z rozdziałem szóstym, w którym specjalistki nakierowują czytelnika na to, czego tak naprawdę potrzebuje dziecko borykające się z tym zaburzeniem. Osobny rozdział został poświęcony na omówienie typów zaburzeń odżywiania. Trochę Autorki obnażają fakty i mity w tej części. Bardzo podobała mi się część poświęcona prewencji.  Ze skupieniem zapoznawałam się, co należy robić, by zbudować zdrową relację z jedzeniem i ciałem (zarówno u mego dziecka, jak i u mnie!). Ostatni rozdział, ósmy edukuje nas w zakresie występowania zaburzeń odżywiania również u chłopców. To bardzo ważny element tej publikacji. O tym się nie mówi, a jednak konsekwencje zdrowotne u chłopców/mężczyzn również są ogromne. 

Bardzo podobały mi się momenty, w których Autorki odnosiły się bezpośrednio do własnych terapeutycznych doświadczeń z pracą z dziećmi, jak również z ich rodzicami. O ile współcześnie posiadamy podstawową wiedzę o rodzajach zaburzeń (anoreksja, bulimia) ze względu na społeczne komunikaty, które do nas trafiają i trafiały o znanych osobach borykających się z tym problemem, o tyle, jako niespecjaliści w większości nie mamy doświadczeń osobistych z osobami, których to zaburzenie dotknęło lub ich rodziną. Niektóre relacje bardzo mną wstrząsnęły. Ogromnym plusem poradnika jest to, że Twórczynie zadbały, by czytelnik poznał i perspektywę dziecka, i jej rodzica, z którym przyszło Specjalistkom pracować. I tak wątek ten podzielono na fragmenty; „Lenka”, „Joasia, mama Lenki” czy „Beniamin” i „Dorota, mama Beniamina”. Spojrzenie personalne na ten ogromny problem i ból cierpiącego, a także jego rodzica zdecydowanie wzbogacił ten poradnik. 

Ważną dla rodziców jest część dotycząca rodzin, w których pojawiają się zaburzenia odżywiania. Nierzadko jednak problem ten nie dotyczy rodzin dysfunkcyjnych. Ten bezpośredni kontekst książki pozwala twierdzić, że nie zawsze rodzic jest winny. Rodzic wspierający, zaangażowany w wychowanie dziecka czasem nie ma na tę trudną sytuację bezpośredniego wpływu. Nie jest jej przyczyną choć jego brak reakcji, czy niewłaściwa reakcja może wzmacniać to zaburzenie. Jak postępować zostało sprawnie i dość szeroko omówione w rozdziale drugim. 

O publikacji mogłabym pisać jeszcze dużo. Podejmuje ona w wielu miejscach bardzo interesujące wątki, które są istotne z punktu widzenia rodzica. Bardzo podobał mi się styl. Mimo, że w wielu fragmentach Autorki przemycają aspekty teoretyczne robią to w bardzo przystępny sposób. Bezpośrednie zwroty do czytelników skracają dystans. Forma narracji jest bardzo wspierająca dla rodzica. Dzięki temu po zapoznaniu się z lekturą czuję się oswojona z tematem, z podjętym problemem mimo, że do łatwych nie należy. 

Cytując słowa Twórczyń tego poradnika z „Wprowadzenia” zapraszam „(…) Was do wspólnej podróży – by dowiedzieć się (i poczuć!), co można zrobić w celu zmniejszenia prawdopodobieństwa wystąpienia zaburzeń odżywiania u Waszych dzieci, a jeśli już wystąpią, jak sobie z nimi radzić. Spokojnie, przejdziemy przez to razem.”👍.

Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała dzięki WYDAWNICTWU FILIA.