„Labirynt” Piotr Borlik

LABIRYNT

  • Autor: PIOTR BORLIK
  • Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I S-KA
  • Liczba stron: 360
  • Data premiery: 14.07.2022r.

@Piotr Borlik napisał bardzo dobrą swoją dziesiątą książkę😊. „Labirynt” bo o niej mowa wydana została przez Wydawnictwo @Proszynski i debiutowała na polskim rynku w dniu 14 lipca br. I choć jest to moja pierwsza lektura autorstwa Borlika bardzo się cieszę, że do niej sięgnęłam tak szybko. Rozwiązywanie obłędnych labiryntów tylko wzmocniło mój  apetyt na prozę Borlika, że nie omieszkam przeczytać jego poprzednie książki.

(…)labirynt jest ścieżką życia (…) Podróżą, w której każdy kolejny zakręt może przynieść zmianę. Podobno według niektórych wierzeń labirynty mają moc uzdrawiania duszy.” -„Labirynt” Piotr Borlik.

Tomasz Jasiński mąż Ani i szczęśliwy ojciec Poli spędza kolejne wakacje w roku 2013 nad polskim morzem. Wiedziony chęcią doświadczania przygody odwiedza z kobietami swego życia labirynt, w którym wybucha pożar. Jasiński nie dał rady uratować nikogo innego za wyjątkiem Poli. Ale czy naprawdę Pola zalicza się do uratowanych?

Wyrzuty sumienia związane z narażeniem życia Poli piętnują małżeństwo. Pięć lat po trudnych wydarzeniach Ania Jasińska pracuje jako opiekunka do dzieci starająca się uchronić podopiecznych od niebezpieczeństw czyhających na każdym kroku.  A Jasiński wiedzie kawalerskie życie do czasu, gdy znajduje za wycieraczką samochodu skreślony własnoręcznie labirynt i instrukcje dla Jasińskiego. Ich nie wypełnienie przyczynia się do powstania pożaru w jego mieszkaniu. Po czterech latach Jasiński nadal otrzymuje zawoalowane wiadomości w formie rysunków kolejnych labiryntów, coraz to bardziej skomplikowanych, coraz to bardziej perfekcyjnych. Stara się gonitwę za wypełnieniem poleceń chorego umysłu pogodzić z pracą. Pomaga mu współpracowniczka Ala i młody Karol. Czy długo uda mu się udawać, że nic się nie dzieje?

Mam nadzieję, że niezbyt Was pospojlerowałam we wprowadzeniu do fabuły. Nie ukrywam, że ta opublikowana była trzecią z kolei wersją😉. W dwóch poprzednich za bardzo wczułam się w rolę wprowadzającej, że praktycznie streszczałam książkę😊.

Przybijając do brzegu, jak to się mówi, niniejszym tłumaczę moje zadowolenie z lektury, które ujawniłam w pierwszym zdaniu mojej opinii. Perspektywa czasowa: wydarzenia Autor osadził w latach 2013, 2018 i 2022. Czasoprzestrzeń oznaczył wyraźnie w podtytule każdego z rozdziałów wskazując dodatkowo na porę roku. To pozwoliło mi, jako czytelnikowi, umiejscowić w jakim miejscu znajdują się główni bohaterowie oraz  co jest najważniejsze w tym momencie w ich życiu. Retrospekcje nie męczą, jak to często się u mnie zdarza. Wręcz przeciwnie wzmacniają narrację i dopełniają całość. Postać Ani: byłej żony Tomka, która wbrew moim odczuciom na początku okazała się ciekawą postacią. Jej skłonność do czynienia dobra, realność osądów, dojrzałość w relacji z byłym mężem zachwyciła mnie. Ania nie jest ofiarą. Borlik uniknął tego spojrzenia na matkę dziewczynki, która doświadczyła w dzieciństwie tak traumatycznego przeżycia. Przedstawił ją bardziej jako zadośćuczyniającą innym rodzicom, innym matkom, innym dzieciom. Mimo marnych efektów i negatywnych skutków. Jej relacja z Kamilą okazała się ciekawym wątkiem pobocznym, mimo, że sama Kamila nie wzbudziła mej sympatii. Pomysł: połączenie przeszłości, zaprzeszłości i teraźniejszości. Borlik łączy trzy światy, przed, po i bieżący, w których rodzina Jasińskich jest już w innym miejscu i boryka się z innymi problemami. Koncepcja labiryntów, mimo, że do niej podeszłam z lekkim przymrużeniem oka, sprawdziła się w fabule w stu procentach. Nic tu nie jest naciągane. Historia wydaje się być prawdziwa i możliwa. Chory umysł: sprawca, co oczywiste. Obok niego uratowana przez Jasińskiego brunetka, trochę Kamila, nie wspominając o ofiarach traumatycznych przeżyć, które odciskają piętno na całe życie. Borlik umiejętnie rozpisał postaci z różnymi traumami. Nieumiejętne, społecznie niepełnosprawne, emocjonalnie zranione. Każda z nich nosi inne znamię, inną bliznę po całkowicie odrębnej ranie. Każda z nich wykreowana została przez innego sprawcę, inne zdarzenie,  lub inne niebezpieczeństwo. A mimo to, wszystkie wydały mi się realne, wkomponowane w całą fabułę i w klimat książki. Sensacja: z dozą thrillera. Raczej nie kryminał. W „Labiryncie” nie liczy się pościg za sprawcą, nie liczy się złapanie go, zanim stanie się krzywda. W książce Borlika chodzi o życie mimo wszystko, mimo tych dziwacznych wydarzeń, z którymi styka się Jasiński i czego nagle w pokoju córki doświadczyła jego była żona Ania. Jasiński mimo, że stosuje mechanizm unikania, zaprzeczania w końcu przegrywa. W końcu musi się przyznać wszystkim wokół, że temat labiryntów istnieje. Pytanie tylko, czy nie za późno…

Dobrze czytało mi się najnowszą powieść Borlika. Nie nudziłam się. Weszłam w historię od początku do końca. Z uwagą śledziłam losy Tomka, Ali, Ani, kompletnie nie spodziewając się tak ważnej roli Poli😊. I o to chodzi w dobrych książkach, by opowieść wciągała od początku. A jeśli pióro, język i tempo nie nuży i nie mierzi, to już jest gwarancja dobrze spędzonego czasu. Ja od „Labiryntu” nie umiałam się oderwać do ostatniej strony. Dlatego polecam Wam tę pozycję i życzę, miłej lektury!

Moja ocena: 8/10

Egzemplarzem recenzenckim obdarowało mnie Wydawnictwo Prószyński i S-ka, za co bardzo dziękuję.

„Gdy gwiazdy ciemnieją” Paula McLain

GDY GWIAZDY CIEMNIEJĄ

  • Autorka: PAULA MCLAIN
  • Wydawnictwo: MANDO
  • Liczba stron: 416
  • Data premiery: 29.06.2022r.

Gdy gwiazdy ciemnieją” autorstwa Pauli McLain to czternasta premiera czerwca, która już za mną. Ta książka debiutowała nakładem @wydawnictwomando w dniu 29 czerwca 2022 roku i jest pierwszą książką autorki do której sięgnęłam. Na marginesie zaznaczę, że mam z Wydawcą bardzo dobre doświadczenia😊. W ubiegłym roku Wydawnictwo Mando wydało książkę Mirosławy Karety „Najkrótsza noc” (recenzja na klik), która mnie niezwykle zaciekawiła i w wielu momentach rozbawiła, mimo poważnych tematów podjętych na jej stronicach.  Sięgając do „Gdy gwiazdy ciemnieją” podskórnie wspomniałam moje wcześniejsze odczucia i zaczęłam oczekiwać co najmniej takiego samego efektu WOW jak w przypadku książki Karety😉. 

Myślałam dziś o przebaczeniu (…) tylu ludziom trudno zrozumieć, czym ono jest, łączą je z winą. Wstydzą się rzeczy, na które nigdy nie mieli żadnego wpływu. Moim zdaniem wcale nie musimy harować jak wół, żeby zasłużyć na przebaczenie. Ono już jest wokół nas, jak deszcz. Musimy je tylko do siebie dopuścić.” -„Gdy gwiazdy ciemnieją” Paula McLain.

Anna Louise Hart detektyw specjalizująca się w odnajdywaniu dzieci. Pasjonująca się swoją pracą. Wraca do rodzinnego Mendocino, w którym spędziła kilka lat w rodzinie zastępczej. Wraca z przymusu, wraca odrzucona przez męża potrzebującego czasu. Oboje go potrzebują po traumatycznych przeżyciach. Anna nie zaznaje jednak spokoju. Trafia w gorący okres poszukiwania kilkunastoletniej Cameron Curtis, córki znanej gwiazdy filmowej, która dodatkowo boryka się ze zdradą męża. Anna postanawia pomóc miejscowemu stróżowi prawa, Willy’emu – jej koledze z dzieciństwa. Śledztwo przywołuje smutne wspomnienia, traumy z dzieciństwa, śmierć matki, odebranie rodzeństwa, śmierć koleżanki Jenny, relacje z rodzicami zastępczymi. Jej głowa jest pełna trudnych wspomnień, a jednocześnie ciężko pracuje. Tym ciężej im młodych zaginionych dziewcząt jest więcej. Jest i Polly, jest i Shannan….

Obłędna lektura !

Tym bardziej, im dociera do mnie świadomość, że wiele treści znajdujących się w powieści ma osobiste podłoże w przeżyciach autorki. Ogromny szacunek dla Pauli McLain za siłę do podzielenia się z doświadczeniami życia w domu dziecka, za odwagę do przyznania się bycia ofiarą molestowania seksualnego, za przedstawienie wielu rzeczywistych wątków, które naprawdę się wydarzyły. Fikcja pomieszana została z gatunkiem true crime, kiedy McLain opisała rzeczywiste wydarzenia związane z uprowadzeniem Polly Kallas z jej pokoju, z nożem przy szyi, w obecności dwóch koleżanek. To forma uprowadzenia, z którą po raz pierwszy się spotkałam. Tak intymna, we własnym domu. Wręcz druzgocąca.

Sposób na bohaterkę bardzo interesujący, nietuzinkowy. Anna o pięknych imionach i nazwisku. Żona Brandona, matka dwójki dzieci. Policjantka. Jest dla mnie bardzo dobrze rozpisaną postacią. Rozumiem jej ból po stracie. Rozumiem jej rozpacz po odrzuceniu przez męża. Rozumiem jej końcową nadzieję i chęć, by wszystko uporządkować, by przestać się ukrywać w Mendocino, by wrócić do swego prawdziwego życia.

Nigdy nie byłam w stanie zdystansować się od tych ofiar. Dzieci, którym próbuję pomóc. Sprawy, które prowadzę, przesłaniają mi wszystko inne.” -„Gdy gwiazdy ciemnieją” Paula McLain.

To fakt, jak przeczytałam w innej opinii, że autorka dotknęła bardzo czułych strun w sercach czytelników i czytelniczek. Dotknęła tematu niezawinionych śmierci, okaleczeń, molestowań seksualnych względem dzieci. To pomysł na fabułę powodujący liczne negatywne i silne emocje, przyczyniający się do czytania książki w napięciu. I mimo, że z tą tematyką spotykam się po raz któryś, lektura „Gdy gwiazdy ciemnieją” zapadła mi w pamięć ze względu na rzetelny sposób zobrazowania i śledczych, i ofiar, i rodzin ofiar. Autorka nie pokusiła się o wytłumaczenie sprawcy, o pokazanie jego ludzkiego oblicza, jakby oddawała hołd tym fikcyjnym i prawdziwym – w przypadku Polly – ofiarom. Zwracając uwagę czytelnika, że nie sprawca i jego traumy są tu ważne, że ważne są te niewinne dzieci, oddarte z życia, oddarte z niewinności. I to bardzo cenię w tej powieści. Ten rys psychologiczny ofiary. Ten rys psychologiczny Anny.

Dobrze czytało się mi się powieść również ze względu na postaci poboczne. Postać Tally, postać Willa, czy rodziny ofiar począwszy od Emily i Troya, po Lidię, Drew i pozostałych. To cała kawalkada postaci, która z jednej strony trochę zagmatwała w fabule i uczyniła ją bardzo przewlekłą, z drugiej jednak miała służyć zapewne ukazaniu ogromu czynności, którzy wykonują śledczy, by dochodzenie zakończyło się sukcesem. Nie przekonała mnie najbardziej postać Emily. Wydała mi się w tej swej minimalnej uważności na dziecko wręcz nieludzka. Pewne sprawy doszły do niej o dużo za późno, zbyt późno. Wydaje mi się, że rola w odkryciu tych kart z przeszłości Cameron powierzona Anny była lekko przesadzona. Coś na zasadzie wszyscy coś zauważali, ale nikt niczym się nie zainteresował. Widocznie ten mechanizm miał tu był przedstawiony. Nawet jeśli nie do końca mnie przekonał.

Powieść należy przeczytać ze względu na bohaterkę Annę i jej trudne doświadczenia, ze względu na ofiary, o których autorka opowiada wręcz z namaszczeniem i ze względu na osobiste przeżycia  Pauli McLain, o których czytałam z szacunkiem. To wszystko zostało ujęte w zwięzłych opisach, ciekawych dialogach, mimo pewnej rozciągłości fabuły i interesującym otoczeniu. Dzięki temu „Gdy gwiazdy ciemnieją” jest dla mnie lekturą bardzo wartościową. A wartościowe książki powinny być czytane. Efekt WOW w trakcie czytania był. Polecam więc !!!

Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Mando.

„Jesień zapomnianych” Anna Kańtoch

JESIEŃ ZAPOMNIANYCH

  • Autorka: ANNA KAŃTOCH
  • Wydawnictwo: MARGINESY
  • Cykl: KRYSTYNA LESIŃSKA (tom 3)
  • Liczba stron: 368
  • Data premiery: 27.04.2022r.

Mimo, że premiera książki „Jesień zapomnianych” Anny Kańtoch odbyła się 27 kwietnia br. to publikacja dzięki podarunkowi od @wydawnictwomarginesy trafiła do mnie dwa miesiące później. To trzecia części cyklu z Krystyną Lesińską. Nie czytałam dwóch poprzednich ☹,więc może dlatego nie wiedziałam skąd nazwisko Lesińska w nazwie serii. Przecież w niedawno przeczytanej książce mowa jest o Krystynie Wojciechowskiej po mężu Szewczyk. I jakież było moje zdziwienie gdy dowiedziałam się, że Autorka @a.kantoch kolejno wydawane części traktuje z przymrużeniem oka. Opowiada w nich historie nie do końca chronologicznie dla głównej bohaterki. W części zatytułowanej „Jesień zapomnianych” Kańtoch pozwala bawić się czytelnikom w detektywów amatorów wraz z Krysią i jej kolegą Łukaszem, dziennikarzem zainteresowanym ciekawymi wydarzeniami w Drugich Szopienicach. I jednocześnie pozwala dowiedzieć się, co stało się z zaginionym bratem Krystyny, Romkiem, który w 1963 roku zaginął w Tatrach, w których trzech jego kolegów straciło życie. Wszystkie tytuły części odnoszą się do pór roku. I pozwolę od razu sobie na zachwyt, książki zostały zgrabnie nazwane. Sami sprawdźcie jak to ładnie brzmi;  „Wiosna zaginionych”, „Lato utraconych” i ostatnia „Jesień zapomnianych”😊.

1966 rok. Wczesny PRL. Kilkanaście lat po wojnie ludzie nadal nie mają lekko. Drugimi Szopienicami od niedawna dzielnicą miasta Katowice wstrząsają informacje o wampirze zabijającym kobiety i o samobójczej śmierci kilku młodych mężczyzn. Po śmierci z rąk wampira bratanicy Gierka mordercą kobiet zajmuje się cała wojewódzka policja. Dziwnymi śmierciami mężczyzn praktycznie nikt za wyjątkiem młodej Krystyny Wojciechowskiej, która znając ostatniego samobójcę Karola Fiszel została wkręcona przez Łukasza Szewczyka, dziennikarza w amatorskie śledztwo. Bo to przecież nie mógł być zbieg okoliczności; „Wszyscy w chwili śmierci mieli od dwudziestu do dwudziestu czterech lat i mieszkali na Drugich Szopienicach. Dwóch powiesiło się na strychu, jeden na podwórku, jeden nad stawem, a jeden we własnym domu. Wszyscy zginęli ze związanymi z tyłu rękami.”

No i oczywiście od razu stwierdziłam, że związanych z tyłu rąk samobójca mieć nie może😊. I jakieś było moje zaskoczenie, gdy autorka słowami jednego z bohaterów udowodniła mi, że jak najbardziej można samemu przewiązać sobie sznurem ręce, a następnie zginąć przez zadzierzgnięcie. To nie jedyna ciekawostka przez którą warto sięgnąć do powieści. Czytając doceniłam umiejętność odwzorowania Śląska i Zagłębia z tamtych lat. Jak na tak młodą Autorkę to niezwykła sztuka zadbać o klimat, w którym nie przyszło żyć twórcy. Bo cóż można pamiętać z późnego komunizmu będąc kilkuletnią dziewczynką…Czytając o blokach, dzielnicach, familokach, tramwajach, telefonach stacjonarnych, odwiedzaniu mieszkań, przepytywaniu dzieci na trzepakach miałam wrażenie, jakbym sama uczestniczyła w tym śledztwie. Jakby razem z Kryśką w te dżdżyste jesienne dni przemierzała trasy od Bożków, do Fiszeli, od Fiszeli do Paluchów, od Paluchów do Nalepów, od Nalepów do Pytlików i tak w kółko.

Ogromnie podoba mi się, że Kańtoch nie ocenia tych minionych czasów, nie stygmatyzuje. Nawet milicjanci dają się lubić, a szczególnie jeden będący już na pynzyji. Rozpisała akcję na jesienne dni. Na początku każdego rozdziału umieściła informację o dacie, w której dzieją się opisywane wydarzenia. Narracja jest pisana w pierwszej osobie liczby pojedynczej. Narratorką jest Krystyna. I muszę przyznać, że relacjonuje bardzo zgrabnie. Od czasu do czasu serwuje czytelnikowi mocny komentarz, ciekawą ripostę, czy istotne spostrzeżenie. Do tego humor, czasem czarny, idealnie wkomponowujący się w moje oczekiwania. Nie jest taką kobietą błądzącą we mgle, jakby się mogło zdawać u progu śledztwa. Wie na co ją stać i jakie są jej zalety, mimo trudnych początków. Zaczyna dostrzegać swoje umiejętności z perspektywy przyszłej śledczej. Gdzieniegdzie wtrącona gwara śląska, czy stereotyp zagłębiowsko – śląski dodaje tylko tej części swojskości. Każdy z nas lubi czytać, o tym, co znamy. I ten mechanizm wyśmienicie się sprawdził przy czytaniu „Jesieni zapomnianych”. Wstyd się przyznać, że ja nawet nie wiedziałam, że Drugie Szopienice to „(…) teren za wiaduktem kolejowym, przy granicy z Mysłowicami.” I proszę kolejny dowód, że książki uczą😊.

Książkę pochłonęłam jednym tchem. Praktycznie z jedną przerwą na kolację. Nie czytałam poprzednich części, więc nie mam porównania, czy poziom został zachowany, czy jest spójność w cyklu i tak dalej. Wiem tylko, że to kryminał, w którym ogromne znaczenie odgrywa przeszłość. Trochę taki jakby retro, a ja ten gatunek uwielbiam. Autorka wybornie odzwierciedliła małą społeczność, w której działy się zastanawiające śmierci młodych mężczyzn, a w której nikt nie chciał dostrzec powiązania między nimi lub nie chciał o nich głośno mówić. Pokazała jak dążenie do prawdy może być męczące oraz jak to robiono dawno temu, gdy nie miało się całego internetowego świata obok siebie, praktycznie na wyciągnięcie ręki. Zobrazowała polski prymat rodziny, w którym ważne jest, bez względu na wiek, by dziecko było dobre, pokorne i stawiało się w domu na czas. Nawet Śląskość tej pochodzącej z Katowic Autorce wyszła bardzo dobrze. Nie była wymuszona, nie była przejaskrawiona. Ot, taki zwykły obraz otoczenia, w którym dzieje się akcja. Podobny bardzo nastrojowo do śląskiego cyklu Roberta Ostaszewskiego.

I tylko żal, bo podobno zimy nie będzie☹. A chętnie przeczytałabym czwartą część z tą ciekawą bohaterką i jej kryminalnymi przygodami. Aż dziw bierze, że było lato, wiosna i jesień w tytule, a zimy zabraknie. Szkoda. Liczę jednak na inne powieści Autorki, niekoniecznie z gatunku fantastyki, które chętnie przygarnę, by sprawdzić, czy zaciekawią mnie tak samo mocno jak „Jesień zapomnianych”.

Moja ocena: 8/10

Egzemplarz recenzencki otrzymałam od Wydawnictwa Marginesy, za co bardzo dziękuję.

„To jeszcze nie koniec” Egan Hughes

TO JESZCZE NIE KONIEC

  • Autorka: EGAN HUGHES
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 416
  • Data premiery: 29.06.2022r.

To jeszcze nie koniec” Egan Hughes jest trzecią książką od @WydawnictwoAlbatros, której recenzja już za mną i która debiutowała na polskim rynku w dniu 29 czerwca br. Mimo, że jest to debiut autorki to do jej sięgnięcia zaciekawiła mnie tematyka związana z gaslightingiem. Dla tych, co sformułowanie jest nowe pozwolę sobie zacytować, że jest to „(…) forma psychologicznej manipulacji, w której osoba lub grupa osób umyślnie tworzy w osądzie ofiary wątpliwości wobec własnej pamięci czy percepcji, często wywołując u niej dysonans poznawczy i inne stany, takie jak niskie poczucie własnej wartości. Za pomocą zaprzeczania, kłamania, wprowadzania w błąd, sprzeczności i dezinformacji gaslighter próbuje zdestabilizować psychicznie ofiarę i podważyć jej przekonania. Służy temu szeroki wachlarz zachowań: od zaprzeczenia przez sprawcę, że doszło do poprzednich nadużyć, aż po inscenizację dziwnych wydarzeń przez sprawcę z zamiarem dezorientacji ofiary. Termin powstał po premierze amerykańskiego dramatu psychologicznego z 1944 roku „Gaslight” (w Polsce znany jako „Gasnący płomień”), w którym główny bohater próbuje roztoczyć nad niedawno poślubioną żoną kontrolę poprzez wmawianie jej czynów i stanów, które są sprzeczne z rzeczywistością.” (cyt. za https://pl.wikipedia.org/wiki/Gaslighting z 18.07.2022r.). Mechanizm stary jak świat, choć mało znany termin. Idealnie zobrazowany w firmie pt. „Dziewczyna z pociągu”, który ciągle pobrzmiewa w mojej głowie. Czytaliście „To jeszcze nie koniec” ? Oglądaliście „Dziewczynę z pociągu”?

Osoba, którą kochasz, staje się twoim światem, a wszystko, co powinno pójść dobrze, idzie źle. Podkrada się do ciebie niepostrzeżenie, aż zabrniesz za daleko, że nie jesteś w stanie odnaleźć drogi powrotnej. Nazywają to ograniczeniem wolności partnera…” – „To jeszcze nie koniec” Egan Hughes.

A wszystko zaczęło się jak w bajce. Tak jak zwykle się zaczyna.

Rob Creavy. Przystojny, szarmancki, inteligentny. Rozkochujący w sobie kobiety na zawołanie. Stał się w pewnym momencie oprawcą, kłamcą, manipulatorem, zdrajcą. I gdy Mii wydaje się, że nic dobrego jej już nie spotka, podejmuje walkę, z której wychodzi zwycięsko. Odchodzi od niego. Stara się o zakaz zbliżania i przeprowadza rozwód. Bajka nie kończy się happy endem. Kończy się jednak spokojem. Upragnionym spokojem dla maltretowanej psychicznie żony. I gdy odnajduje się spokój u boku nowego mężczyzny, jej życie pęka jak bańka mydlana. Rob Creavy ponownie zamiesza jej w życiu. Tym razem swoją śmiercią, którą poniósł z broni palnej na swojej łodzi. Czy Mia potrafi udźwignąć brzemię podejrzanej za śmierć byłego męża? Czy uda jej się oczyścić swe imię?

Książka składa się z dwóch części. W części pierwszej poznajemy historię Mii i Jess. Relacja w tej części jest pierwszoosobowa. To dzięki tej intymnej, osobistej relacji czytelnik zaczyna rozumieć siłę Roba i zaczyna dostrzegać jego manipulacje. Autorka zobrazowała go jak Doktora Jekyll i pana Hyde’a. psidła. Jak pająk. Druga część zawiera wydarzenia „Przed” i „Po”. Okres „przed” to czas żeglowania w roku 2015, gdy już minął okres miodowy. Czas „po” to wszystko, co wydarzyło się, gdy Rob przestał już mieć władzę nad swoją byłą żoną. Chociaż;

Żywy czy martwy. Rob nadal wpływał na moje emocje i nienawidziłam go za to.” – „To jeszcze nie koniec” Egan Hughes.

Zaletą jest wprowadzenie kolejnych kobiet, na życiu których Rob odcisnął piętno. Ciekawą bohaterką okazała się Sky, a jeszcze ciekawszą Rachel. Każda z nich z Robem miała inne doświadczenia, każdą inaczej zauroczył. Części poświęcone Sky były wyjątkowo dobrze napisane, gdyż obrazowały w sposób oczywisty mechanizm wykorzystywania i podporządkowywania sobie ofiar przez głównego bohatera. Doceniam również ukazanie przez autorkę mechanizmów z okresu dorastania, które znacząco wpłynęły na dorosłe życie Mii, na jej decyzje.

Dawno temu uznałam, że częścią małżeństwa są dramaty rozgrywające się za zamkniętymi drzwiami. W dzieciństwie, leżąc w łóżku, słuchałam podniesionych głosów, ojca szydzącego z mamy, która z rzadka tylko odpowiadała wybuchem.” – „To jeszcze nie koniec” Egan Hughes.

Dorastanie w takim środowisku, traktowanie pewnych sytuacji jako norma powodują, że kobieta nie sposób zachowania partnera gloryfikuje, tłumaczy na wszystkie możliwe sposoby. Nie zauważa pewnych sygnałów, lub je, bardziej lub mniej świadomie, bagatelizuje. Wyzbycie się tej nabytej w okresie dorastania umiejętności jest bardzo trudne i często czasochłonne. Dopiero z perspektywy czasu można docenić jak bardzo się mylimy, jak długo tkwiłyśmy w błędzie.

Sama książka jednak mnie nie zachwyciła, mimo ciekawych i dobrych momentów, o których wspomniałam powyżej. Jest to jednak lekki thrillerek, który zawiódł mnie powierzchownością opisania problemu związanego z  gaslightingiem. Mechanizm ten znacznie lepiej został przedstawiony w filmie pt. „Dziewczyna z pociągu”, o którym wspomniałam na początku mego wpisu. Autorka nie wykorzystała potencjału, który stanowił Rob Creavy. Jego postać dawała tyle możliwości. Hughes skupiła się bardziej na odkryciu, kto stoi za jego śmiercią, niż kim tak naprawdę był i co tak naprawdę złego zrobił. Parę momentów kompletnie mnie nie przekonało. Katharsis i nawrócenie wydały mi się bardzo naciągane. Nagła słabość tym bardziej. Szczególnie, że manipulatorzy czerpią siłę z gnębienia, ciągłego gnębienia. I nie potrafią przestać, póki nie zniszczą kolejnej ofiary.

Ciekawa fabuła. Ciekawa historia. Jak na debiutancką książkę to dość przystępny efekt. Nie zachwyca, ale też nie mierzi, nie zawodzi za bardzo. Kolejna historia, w której jednak trochę zabrakło emocji.

Moja ocena 6/10.

Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu Albatros.

„Motel Sun Down” Simone St. James

MOTEL SUN DOWN

  • Autorka: SIMONE ST. JAMES
  • Wydawnictwo: MUZA
  • Liczba stron: 448
  • Data premiery: 15.06.2022r.
  • Data premiery światowej: 18.02.2020r.

Simone St. James jest autorką przychylnie przyjętej książki pt. „Złamane dusze”, która sklasyfikowana została w gatunku „horror”. Kiedyś już Wam wspominałam, że nie jest to gatunek mi bliski. Sięgając po premierę od @wydawnictwo.muza.sa tej samej Autorki z dnia 15 czerwca br., zastanawiałam się, czy „Motel Sun Down” jest jednak dla mnie, czy też nie. Tym bardziej, że Wydawca w opisie obiecuje: „Upiorny thriller z elementami nadprzyrodzonymi, który przyprawia o dreszcze”. Horror, thriller mrożący krew w żyłach. Jeden pies, jak to mówią. I tu, i tu trzeba się chyba bać, tym bardziej, że do akcji wkraczają siły nadprzyrodzone ☹.

Być może. Głupotą było sądzić, że w życiu jest nam cokolwiek przeznaczone. Jeszcze większą głupotą – wierzyć, że Fell jest właśnie tym miejscem, w którym pragniemy żyć.” – „Motel Sun Down” Simone St. James.

W dwóch przestrzeniach czasowych Vivian Delaney, a później jej siostrzenica Carly Kirk w motelu Sun Down próbują dowiedzieć się, co tak naprawdę stało się z Betty, Cathy, Victorią, a później Tracy. Czterema kobietami, które straciły życie niesprawiedliwie, bez powodu, bez przyczyny. Carly poszukując zaginionej trzydzieści pięć lat wcześniej ciotki, której jej mama nigdy nie odżałowała, wplątuje się w kryminalną zagadkę. Zagadkę nierozwiązanych śmierci młodych kobiet. Zagadkę niespodziewanych i niewytłumaczalnych zdarzeń na terenie hotelu. Tak, tak. Mimo upłynięcia ponad trzydziestu lat motel Sun Down w stanie Nowy York nadal funkcjonuje. Janice w roli właściciela zastąpił jej syn. Tak samo mało zaangażowany, tak samo niezadowolony z biznesu jak matka. Tylko nocne recepcjonistki mimo różnic w imionach, nazwiskach i wieku pozostają podobne do siebie. Tak samo zdeterminowane, tak samo zmotywowane, by dowiedzieć się prawdy, by ją odkryć i przedstawić w świetle dziennym. Viv tylko do pewnego czasu, bo w 1982 roku;

Do trzeciej nad ranem po Viv Delaney nie został żaden ślad. To był początek.” – „Motel Sun Down” Simone St. James.

Książka premierę światową miała dwa lata wcześniej. Widocznie spodobała się amerykańskim czytelnikom na tyle, by stać się bestsellerem „New York Timesa”. W Polsce takiej furory nie zrobiła. Po jej przeczytaniu stwierdzam, że była jednak ciekawym doświadczeniem. Autorka bardzo dobrze poprowadziła fabułę w tych wspomnianych dwóch perspektywach czasowych. Rozdziały zatytułowała imionami głównych bohaterek oraz miejscem i czasem akcji. Wydarzenia, w których uczestniczyła Viv od sierpnia do listopada 1982 roku analizujemy z punktu widzenia narratora w osobie trzeciej. Natomiast to, co dzieje się z Carly w listopadzie 2017 i w lutym 2018 roku,  śledzimy z jej osobistej, intymnej perspektywy w relacji przerwszoosobowej. I narracja pierwszo – i trzecioosobowa nie wypada słabo. Bohaterki, akcja, wydarzenia się płynnie przeplatają, analogicznie jak narracja.

Książka trzymała mnie w napięciu, mimo zjawisk nadprzyrodzonych, które odgrywają istotną w niej rolę. Opisane zdarzenia „nie z tego świata” nie są śmieszne, nie są męczące. Czytając o nich czułam dreszczyk emocji i czasem ucisk „w dołku”. To dobrze. Najbardziej przed rozpoczęciem czytania obawiałam się budzących litość prób opisania drugiego „Lśnienia”, czy zbliżenia się do Alfreda Hitchcocka. Niektóre sceny oceniam jako zbędne. Ze względu na krótką przestrzeń czasową pewne sformułowania nie są komplementarne z czasem akcji. I Viv, i Carly czekały na gości. Zastanawiały się, kiedy ponownie trafią do motelu. Czytając miałam wrażenie, że pomiędzy poszczególnymi odwiedzinami mijają miesiące, a ze względu na oznaczenie czasu w tytule rozdziału okazuje się, że działo się to praktycznie w tym samym czasie. To zburzyło w mojej głowie chronologię zdarzeń, z którą nie poradziłam sobie do końca.

Bardzo dobrze czytało się o bohaterach, także pobocznych. Postaci Viv i Carli są skrojone na współczesną miarę, zgodnie z prawidłami gatunku. Odważne, ciekawskie, zadziorne. Ich strach i lęk przekuwają w siłę zanurzając się w obce wydarzenia. Z zaciekawieniem śledziłam co z losami Nicka i Carli, co z tajemniczym komiwojażerem i z Callumem MacRea’em. Nawet przyjaciółki Viv i Carli są postaciami ciekawymi, interesującymi. Szczególnie Heather. Pomysł na Nicka zasługuje na szczególną uwagę. Jego historia dodatkowo potrafi wstrząsnąć czytelnikiem.

Odważna pozycja wydana przez poważne Wydawnictwo. Jeśli ciekawi Was, co łączy „(…) Trzy kobiety zamordowane w Fell w ciągu ostatnich kilku lat. Trzy ciała, które ktoś wyrzucił jak śmieci…, co łączy z nimi Tracy i zaginioną na ponad trzydzieści lat Viv, to sięgnijcie po „Motel Sun Down” zlokalizowany przy krajowej drodze numer sześć.

Moja ocena: 7/10

Egzemplarzem recenzenckim obdarowało mnie Wydawnictwu Muza, za co bardzo dziękuję.

„Uważaj, czego pragniesz” Adele Parks

UWAŻAJ, CZEGO PRAGNIESZ

  • Autorka: ADELE PARKS
  • Wydawnictwo: WYDAWNICTWO KOBIECE
  • Liczba stron: 494
  • Data premiery: 18.05.2022r.

@Wydawnictwo Kobiece po publikacji premiery ze stycznia 2022r. „Kłamstwa, wszędzie kłamstwa” (moja recenzja na klik) w dniu 18 maja br. wydało kolejną pozycję Adele Parks pt. „Uważaj, czego pragniesz”. Tropikalne temperatury i lato w pełni wstrzymało moją zdolność do dzielenia się z Wami moimi spostrzeżeniami po przeczytaniu książek😊. Wracam jednak w swoim stylu. Praktycznie w pierwszym dniu mojego wakacyjnego wyjazdu😉.

Dwie kobiety, które kiedyś nie mogły być sobie bliższe, dopóki nie oddaliły się od siebie na astronomiczną odległość. Znamy się na wylot, wiemy o sobie wszystko, byłyśmy świadkami, jak jedna i druga wzbija się na wyżyny człowieczeństwa oraz zachowuje się poniżej wszelkiej krytyki.” – „Uważaj, czego pragniesz” Adele Parks.

Nawet nie dwie, tylko trzy kobiety. Lexi, Jennifer i Carla. A także trzej mężczyźni; Jake, Patrick i Fred. Trzy rodziny. Kilkoro dzieci. Członkowie syndykatu, którzy przez wiele lat wspólnie skreślali te same cyfry w grze lotto. Po zerwaniu porozumienia wygrana trafia do Lexi i Jake, którzy w kolejnym tygodniu, tak jak dotychczas skreślili te same numery. Wygrana wszystko zmienia. Tak jak pieniądze zmieniają wszystko. Nagle zwycięscy stają się celebrytami, a byli członkowie zerwanego syndykatu zaczynają domagać się swojej części. Pozorne szczęście zaczyna pękać jak bańka mydlana.

A najsmutniejsze jest to, że przestają być szczęśliwi, bo zakosztowali życia na poziomie, ale tylko na krótko…” – „Uważaj, czego pragniesz” Adele Parks.

Bardzo podoba mi się oprawa książki. Jest bardzo wizualnie podobna do „Kłamstwa, wszędzie kłamstwa”. Książki, która jednak bardziej przypadła mi do gustu niż „Uważaj, czego pragniesz”. Temat podjęty przez Parks w tej publikacji jest jednak niezwykle ciekawy. Trzy pary przyjaciół. Przyjaciółki i przyjaciele, których życie nagle okazuje się jednym kłamstwem, a związki przyjacielskie cienkie jak pajęcze nici. I chciałoby się powiedzieć za poprzednim tytułem; kłamstwa, wszędzie kłamstwa.

Książka skonstruowała jest w bardzo przejrzysty i czytelny sposób. Fabuła rozpisana została w rozdziały, oznaczone konkretnymi datami. Niektóre z nich pisane są z perspektywy Lexi i Emily, wówczas czytelnik zanurza się w narrację pierwszoosobową. Śledzimy losy matki i córki w poszczególnych perspektywach czasowych od 20 kwietnia do 24 października. Autorka wprowadziła również czytelnika dodatkowo narracją trzecioosobową w wydarzenia poprzedzające wygraną oraz wydarzenia mające miejsce wiele lat wcześniej, które skutkowały niewinną śmiercią matki i jej kilkuletniego syna. Dzięki prostemu, wyraźnemu i jednoznacznemu przekazowi nie sposób się jednak pogubić w akcji i w konkretnych perspektywach czasowych. To jest wartość dodana tej publikacji.

Co do samej fabuły, to nie jest to pasjonujący thriller, czy książka akcji, w której wiele się dzieje, aż brakuje nam tchu. Wręcz przeciwnie. Akcja toczy się ociężale. Wydarzenia następują po sobie jakby w zwolnionym tempie. Wiele pobocznych wątków zaprząta myśli czytelnika, a ostateczne i ważne rozstrzygnięcia zostały rozpisane jakby dodatkowo, na sam koniec, w samej końcówce. Tak jakby w przydługiej grze w szachy szach mat został zrobiony jednym ruchem. Przyjaciel okazuje się wrogiem na kilku ostatnich stronach, a z wrogiem nagle zaczynami sympatyzować😉. Jestem znudzona takimi konstrukcjami książek, w których bohaterowie wydają się jakby osobami bez podejrzeń, bez umiejętności wnioskowania i dostrzegania oczywistych sygnałów. Jakby były zaślepione następującymi po sobie elementami fabuły, które konsekwentnie realizuje pisarz.

Mimo wszystko, książkę czyta się przyjemnie. Bardziej jako powieść obyczajową, w której związki międzyludzkie i utracone nadzieje odgrywają bardzo istotną rolę. Śledzenie losów rodziny Greenwoodów może być interesujące dla czytelnika, który jest niezwykle cierpliwy i lubi bardzo czytać historie o osobach, którym nie całkiem się powiodło.

Moja ocena: 6/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Kobiece.

„Zanim zniknęła” Lisa Gardner

ZANIM ZNIKNĘŁA

  • Autorka: LISA GARDNER
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Seria: FRANKIE ELKIN. TOM 1
  • Liczba stron: 416
  • Data premiery: 18.05.2022r.

@WydawnictwoAlbatros wydało już łącznie 7 pozycji Lisy Gardner włączając premierę z 18 maja br. pt. „Zanim zniknęła”. Nie chwaląc się opinie na temat poprzednich sześciu książek z Detektyw D.D. Warren znajdziecie na moim blogu😊; „Dziecięce koszmary”, „Sąsiad”, „W ukryciu”, „Samotna”, „Czyste zło” i „Powiem tylko raz”. Oznacza to, że w wyborach czytelniczych jestem czasem bardzo konsekwentna. Co nie raz przysparza mi zarówno wiele przyjemności, jak i rozterek, gdy kolejna powieść tej samej autorki/tego samego autora nie jest tak dobra jak poprzednia😉.

Książką „Zanim zniknęła” Gardner rozpoczyna nowy cykl z Frankie Elkin. Z nie policjantką. Z nie prywatnym detektywem. Tylko ze zwykłą kobietą, która specjalizuje się w poszukiwaniach. Cykl zainspirowany prawdziwą bohaterką, która będąc całkowitą amatorką szuka na własną rękę zaginionych osób. O tej inspiracji autorka pisze w Podziękowaniach i nocie od autorki.

Rodziny ofiar, nawet te, które pozostawały z nimi w czułych, bliskich relacjach, nie wszystko o nich wiedziały. Nie znały wszystkich kawałków układanki, wszystkich drzazg, cierni, nieujawnionych marzeń. Myślę, że nie zna ich żaden rodzic, żaden brat ani siostra. Od tego są przyjaciele.” -„Zanim zniknęła” Lisa Gardner.

Frankie Elkin do tej pory odnalazła czternaście zaginionych osób. Odnalazła… to za duże słowo. Zdiagnozowała miejsce pobytu ich ciał. Z tych traum pragnie się otrząsnąć przybywając do Bostonu, by odnaleźć zaginioną jedenaście miesięcy temu Angelique Badeau. Dobrą uczennicę, nie sprawiającej problemów. Siostrę Emmanuela. Siostrzenicę wychowywaną przez ciotkę, której matka została w rodzimym Haiti. Dobrą przyjaciółkę. Ślad policji urywa się w szkole Angelique, gdzie pod krzakiem znalezione zostały jej rzeczy. Pod krzakiem, który nie jest objęty żadną kamerą monitoringową. Jak zniknęła Angelique? I dlaczego ktoś twierdzi, że ją widział wiele miesięcy później w okolicznym sklepie ze sprzętem elektronicznym?

Oczekiwałam większego WOW. Przyznaję. Liczyłam, że pochłonie mnie całą sobą, jak to było w przypadku „Powiem tylko raz”, pierwszej książki Gardner, którą przeczytałam. Za to dostałam miałką rozrywkę z gatunku „lekkich thrillerków”, w których nie ma napięcia, w których nie ma ścisku żołądka praktycznie do początku. W których fabuła oparta jest na pytaniach nasuwających się w związku z rozwiązywaną zagadką kryminalną. Te trzydzieści siedem rozdziałów zmęczyłam, a w trakcie czytania miałam wrażenie, że książka bardziej należy do gatunku powieści obyczajowych. Gdzie liczy się opinia otoczenia, relacje bliskich lub dalszych znajomych, przyjaciół, członków rodziny o tym, co się działo przed zniknięciem. O tym jak zachowywała się zaginiona, z kim się spotykała, o kim mówiła, z kim rozmawiała przez telefon.

Spodobała mi się postać głównej bohaterki, która jest jednocześnie narratorką powieści. O jej przygodach dowiadujemy się bezpośrednio z jej relacji. Jej czyny śledzimy od chwili, gdy pojawiły się w jej głowie, gdzie kluły się jak ziarnka konkretnych pomysłów. Ta narracja jest bardzo świeża, jak świeża jest bohaterka. Z jednej strony bardzo poraniona przez los, z drugiej niezwykła fighterka. Porzucona, samotna, tęskniąca. Anonimowa alkoholiczka nie pijąca „(…) od dziewięciu lat, siedmiu miesięcy i osiemnastu dni.” Mimo to nadal uwielbiająca „(…) wchodzić do lokalu i wdychać zapach porządnego, prawdziwego pubu.” Biała, chuda, zadziorna kobieta. Bojąca się czasem własnego cienia, własnych koszmarów, jednak chodząca po niebezpiecznych zaułkach z podniesioną głową.  Podąża za swoją intuicją. Podąża śladami szczątkowych informacji, które wysupłuje z lakonicznych czasem odpowiedzi przepytywanych osób. Zdobywająca szacunek. W tym szacunek miejscowych stróżów prawa jak Detektywa Lothama, o którym chętnie przeczytałabym jeszcze w jakiejś części, gdyż czuję niedosyt tej relacji, pewne niedopowiedzenie.

Fabuła nie jest zbyt skomplikowana. Czytelnik zanurzony zostaje w świat piętnastolatek z niebezpiecznej dzielnicy Bostonu, gdzie władzę trzymają gangi wywodzące się z różnych narodowości. Gdzie Haitańczycy zaczynają się zastanawiać co zrobić, by pozostać na amerykańskiej ziemi mimo kończącej się wizy uchodźczej. Gdzie zaginiona i jej przyjaciółki pozostają pod ogromnym wpływem otoczenia, który wykorzystuje chęć wyrwania się z tego miejsca, rozpoczęcia życia na nowo. I chodzi o to, co nie zostało powiedziane. Chodzi o to, jak w cytacie na początku, o czym nie wiedzieli najbliżsi. Taki standard w nastoletnim życiu. Takie wyświechtane wątki.

Dla mnie powieść nudna. Frankie mimo wielu wyrazistych rysów wręcz nierealna, nieprawdziwa. Budzi niechęć, by zaraz wszyscy chcieli z nią współpracować. Czego się nie dotknie, zamienia się w złoto. Kogo nie zapyta, udzieli jej wcześniej czy później rzetelnych i kompletnych odpowiedzi. Całość to ciągłe pytania, ciągłe przepytywania. Do tego z książką dobrnęłam do końca praktycznie bez żadnego dreszczyku emocji, bez żadnej istotnej emocji… Taka miałka powiastka na jedno popołudnie.

Moja ocena: 6/10.

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Albatros

„O jedno cię proszę” Laura Dave

O JEDNO CIĘ PROSZĘ

  • Autorka: LAURA DAVE
  • Wydawnictwo: MARGINESY
  • Liczba stron: 335
  • Data premiery: 18.05.2022r.
  • Data premiery światowej: 4.05.2021r.

Zacznę od okładki. Robię to niezmiernie rzadko. I nie! Nie chodzi mi o zdanie „Ponad milion sprzedanych egzemplarzy”, które zaczęłam już traktować z przymrużeniem oka😉.  Chodzi mi o domy na wodzie, barki mieszkalne, gdzie w jednym w dwóch oknach widać dwie kobiety. To to te kobiety mają w fabule największe znaczenie. Bailey i Hannah. Pasierbica i macocha, których trudną relację opisała Laura Dave w „O jedno cię proszę”, która wydana została nakładem @wydawnictwomarginesy. Książka premierę miała 18 maja br. Ja na recenzję po jej przeczytaniu zapraszam już dziś 😊.

Jeśli cię okłamują, tak jak on, to kim jesteś? Kim jest on? Osoba, za którą go uważałeś, twoja ulubiona osoba, zaczyna znikać, jest mirażem, chyba że sobie wmówisz, że te części, które nadal są dla ciebie ważne, są prawdą. Miłość była prawdą. Jego miłość jest prawdą. Bo jeśli nie, to zostaje tylko taka możliwość, że to wszystko było kłamstwem.” – „O jedno cię proszę” Laura Dave.

Owen troskliwy ojciec, kochający mąż znika bez śladu. Żonie przesyła krótką wiadomość, że ma chronić jego córkę Bailey. Swej córce oprócz motywacyjnej informacji zostawia w szafce szkolnej kilkaset tysięcy dolarów. To wszystko w dzień, gdy społecznością wstrząsa informacja, że jego szef został zatrzymany pod zarzutem malwersacji finansowych, a firma okazała się wydmuszką nic nie wartą na rynku akcyjnym. Hannah zaczyna rozważać różne opcje, które stają się naglące, gdy w dzień po zniknięciu Owena odwiedza ją szeryf federalny Grady Bradford, który żegna ją ze słowami: „Owen nie jest tym, za kogo go pani uważa.” O dziwo znający zamiłowanie Hannah do specyficznego smaku kawy. A zaraz po nich Hannah spotyka dwóch agentów federalnych FBI, którzy nic o Gradym zaangażowanym w sprawę nie wiedzą. Mimo wzajemnej niechęci i Bailey, i Hannah postanawiają na własną rękę dowiedzieć się, o co chodzi. Wyruszyć w podróż, która dla nich obu okaże się prawdziwym exodusem.

Już w pierwszych kilkudziesięciu stronach złapałam kontekst i styl powieści. Podłapałam narrację pierwszosoobową Hannah, macochy nieumiejącej trafić do nastoletniej pasierbicy. Drugiej żony ojca. Nigdy drugiej matki. Jej porażki wychowawcze odbierałam osobiście, utożsamiałam się z nimi, rozumiałam je. I serdecznie jej współczułam. Bo jakże tu nie współczuć kobiecie, która stara się z wszystkich sił, a osoba dla której to robi perfidnie tego nie docenia?

Książka składa się z trzech części i naprawdę krótkich rozdziałów, które Laura Dave zatytułowała bardzo sugestywnie, np. „Podążaj tropem pieniędzy”, „Myśl, co chcesz”, „Nie zadawaj pytań, jeśli nie chcesz znać odpowiedzi.” Autorka przed każdą częścią wzbogaciła powieść ciekawymi, nad wyraz trafnymi cytatami. To podnosi walor tej publikacji. Cytaty, które są na miejscu, zawsze się sprawdzają.

Nie jest to wybitna pozycja. To opowieść jakich wiele, w których skrywane tajemnice bardzo rzadko nie wypływają na światło dzienne. Gdzie kłamstwa wśród najbliższych potrafią zniszczyć nawet najbardziej głęboką relację. Opowieść o rodzinie, w której nie każdy był na równi szczery z innymi. Opowieść napisana w lekkim stylu, przyjemnym, typowo amerykańskim. Dzięki czemu te 335 stron czyta się wręcz błyskawicznie. Sama intryga kryminalna przewidywalna, bardzo płytka. Motyw zniknięcia Owena odgadnęłam praktycznie na początku, co zmniejszyło zainteresowanie fabułą do minimum. Cóż nie każdy jest Bondą, Mrozem, Chmielarzem, czy Majewskim😊. Mimo to czas spędzony z lekturą nie uważam za stracony. Łatwa, lekka lekturka. Idealna na dżdżyste wieczory.

Ps. A zakończenie? Dla mnie za ckliwe.

Moja ocena: 6/10

Egzemplarz recenzencki otrzymałam od Wydawnictwa Marginesy, za co jestem niezmiernie wdzięczna.

„Ostatni dzień” Luanne Rice

OSTATNI DZIEŃ

  • Autorka: LUANNE RICE
  • Wydawnictwo: MUZA
  • Liczba stron: 480
  • Data premiery: 18.05.2022r.

Wróciłam do żywych z recenzjami😉. Tyle przeczytanych książek za mną, ile przelanych na mój blog recenzji. Przecież po to ten blog założyłam, by dzielić się z Wami moją pasją, moim hobby i moimi spostrzeżeniami po zapoznaniu się, co tak naprawdę kryje się pod okładką. Wystarczy tylko trochę zanurzyć się w codzienności, by potem chwile na swoją pasję musieć wyrywać pazurami😊. Ale próbuję ciągle i nie ustaję. To nie mój ostatni dzień z publikacją recenzji, ale bez wątpienia „Ostatni dzień”, który przeczytałam, a który premierę miał 18 maja br. nakładem @wydawnictwo.muza.sa.

Zawsze uważał, że pierwszy kontakt z ofiarą morderstwa jest niczym spotkanie dwóch osób, które wcześniej się nie znały. To wyjątkowy moment, tak samo ważny po śmierci jak za życia, i równie, a może nawet bardziej, przełomowy.” – „Ostatni dzień” Luanne Rice.

Tak myśli Conor Reid, detektyw, który po raz drugi zaczyna prowadzić śledztwo o morderstwo w rodzinie sióstr Woodward. Wiele lat wcześniej Kate i Beth przeżyły napad rabunkowy, w którym wskutek uduszenia zmarła ich matka. Po latach Beth miała mniej szczęścia, zmarła we własnym domu w szóstym miesiącu ciąży, a jej ciało wraz z policjantami odkryła siostra Kate.

Morderstwo nie oznacza, że ginie jedna osoba: taki czyn wysysa energię i wolę życia we wszystkich, których dotyka. Stary świat legł w gruzach, trzeba go odbudować w nowych, niepewnych warunkach.” – „Ostatni dzień” Luanne Rice.

Mam mieszane uczucia, co do tej książki. Lee Child na okładce obiecał; „Liryczna opowieść i mrożący krew w żyłach thriller w jednym.”. Dla mnie to raczej słaby thrillerek, w którym miłość siostrzana pokrywa wszystkie jego niedobory. Ani za dużo krwi, ani tym bardziej mrożonej.

Książka składa się z trzech części. Autorka zamknęła fabułę w sześćdziesięciu krótkich rozdziałach. Akcja toczy się od 11 lipca, gdy zostaje odkryte ciało ciężarnej Beth, aż do 5 maja. Narracja jest w większości trzecioosobowa. Gdzieniegdzie autorka wplotła narrację pierwszoosobową z perspektywy Keth i Beth. I tylko te momenty dla mnie okazały się liryczne, osobiste. Z trudem czytałam o tęsknocie, rozpaczy i samotności.

Sam Reid jako detektyw mnie nie zachwycił. Był mieszanką wielu cech noszonych przez śledczych w czytanych przeze mnie kryminałach. Jakby autorka wzięła trochę z tego, trochę z tego… Jako śledczy wręcz mnie zawiódł. Od lipca do listopada podejrzewał męża Beth, bo przecież był on mężem niewiernym całkowicie pomijając inne możliwe scenariusze śledcze. Przeświadczenie o winie podejrzanej osoby nigdy nie posuwa śledztwo do przodu. Wystarczy tylko czytać kryminały by to wiedzieć, niekoniecznie je pisać😉. Generalnie wątek kryminalny został rozpisany płasko, bez werwy. Cały czas narracja w sprawie zbrodni była prowadzona jednokierunkowo, mimo pewnych wprowadzonych pewnie na odczepnego pobocznych wątków, wątpliwości. Aż do wielkiego bum…. Oczywiście w samej końcówce. Jakby autorka chciała nam dać do zrozumienia, że nie jest jednak przewidywalna, że jednak jest w stanie czytelnika zaskoczyć. I tylko mniejsze znaczenie ma, że kompletnie to bum z niczego nie wynika, z niczego się nie wywodzi, jest jak jedna samotna śliwka wrzucona w kompot.

Zdecydowanie słaba książka. Ni to thriller, ni to kryminał. Bardziej dramat rodzinny, gdzie po obu stronach tyle samo kłamstw, tyle samo niedopowiedzeń. Ta propozycja kompletnie mnie nie zachwyciła, nie zaciekawiła. Czytałam ją lekko znudzona. Taka niewprawna opowieść z wątkiem kryminalnymi o bardzo mglistym, niejasnym motywie.

Moja ocena: 5/10

Egzemplarzem recenzenckim obdarowało mnie Wydawnictwu Muza, za co bardzo dziękuję.

„Niedaleko pada jabłko” Liane Moriarty

NIEDALEKO PADA JABŁKO

  • Autorka: LIANE MORIARTY
  • Wydawnictwo: ZNAK LITERANOVA
  • Liczba stron: 590
  • Data premiery w tym wydaniu: 18.05.2022r.
  • Data premiery światowej: 14.09.2021r.

Niczego nie przyjmuj za dobrą monetę. Nikomu nie wierz. Nigdy nie bierz za fakty niesprawdzonych informacji.” – „Niedaleko pada jabłko” Liane Moriarty.

Cały czas o tej zasadzie trzech musiała pamiętać Christina, która starała się rozwikłać zagadkę zniknięcia 69-letniej emerytki Joe Delaney. To wokół zniknięcia Joe toczy się fabuła kolejnej powieści Liane Moriarty pt. „Niedaleko pada jabłko”. Powieści, która premierę miała w ubiegłą środę, a ja mogłam się z nią zapoznać dzięki współpracy z Wydawnictwem @Znak Literanova. Książka mnie zaciekawiła. Tym bardziej, że to pierwsza publikacja Autorki, którą przeczytałam. A jest ona powieściopisarką, której twórczość posłużyła do ekranizacji „Wielkich kłamstewek”, które oglądałam z ogromną pasją😉.

Znika Ona. Kobieta, była tenisistka, aktualnie emerytka, bizneswoman współprowadząca szkółkę nauki gry w tenisa wraz z mężem. Żona Stana, matka Amy, Logana, Troya i Brooke. Do dzieci wysłała nic nie mówiący sms z licznymi błędami. Nie ma z nią kontaktu. Bliscy umierają z niepokoju, a śledczy zaczynają podejrzewać najgorsze. Podejrzewać morderstwo.

Po początkowych skrywanych faktach następuje eksplozja zdarzeń, które zaczynają znajdować się w raportach śledczych. A pierwszy druzgocący fakt związany jest z Savannah, dziewczyną, która pewnej nocy kompletnie bosa zawitała w progu domu Delaneyów szukając pomocy.

Wiecie co to hipermnezja? Ja pojęcia nie miałam😊. Dzięki książce poznałam to określenie.  To „(…) wybitna pamięć autobiograficzna, czyli zdolność pamięci do nieograniczonego odtwarzania utrwalonych śladów przeżyć psychicznych[1], pojawiająca się u niektórych ludzi w trakcie hipnozy lub przeżyć z pogranicza śmierci, a także niezwykle rzadko u osób świadomych…” (cyt. za: Wikipedia). Tą niezwykłą przypadłość ma Savannah, która odcisnęła znaczne piętno na rodzinie Delaneyów. Moriarty stworzyła ciekawą postać. Z jednej strony słodką, niewinną, skrzywdzoną. Z drugiej zawziętą, zdeterminowaną i mściwą. Ten mix cech uformował niezwykłą bohaterkę, którą nie potrafiłam rozgryźć do końca.

Mi najbardziej podobała się sama Joe. Niezwykle inteligentna starsza pani, która potrafiła zachować się taktycznie w każdej sytuacji. Potrafiła wyczuć jak barometr nastrój każdego z dzieci, nastrój męża, znajomych, a nawet fryzjerki. Jej trafne spostrzeżenia zasługują na uwagę i szacunek czytelnika.

Na okładce przeczytałam: „Liane Moriarty –(…) – jak zwykle po mistrzowsku buduje napięcie, które tworzą drobne nieporozumienia…”. Zgadzam się z tą opinią. Tych nieporozumień, raz większych, raz mniejszych jest sporo. Napięcia jednak znacznie mniej. Jednakże ten lekki thrillerek z rozbudowanym wątkiem obyczajowym czytało mi się bardzo miło. Te rodzinne perypetie stanowiły clue całej historii, w której stado trzyma się razem, mimo wszystko, mimo wszystko…

Zdecydowanie dobra pozycja dla fanów lekkich thrillerów z bardzo rozbudowanymi wątkami obyczajowymi. Lub raczej powinnam napisać, ciekawej książki obyczajowej z drobnym wątkiem kryminalnym. Książka broni się sama ciekawymi bohaterami. Ale nic poza tym. Nic poza tym…

Moja ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.