„Dziewczyna z fotografii” Anna Olszewska

DZIEWCZYNA Z FOTOGRAFII

  • Autor:ANNA OLSZEWSKA
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron:376
  • Data premiery: 13.04.2021r.

Wydawnictwo Zysk i Spółka również zasypało nas kwietniowymi premierami.  Ja właśnie skończyłam czytać trzecią z nich. Tym razem to „Dziewczyna z fotografii” od @Anna Olszewska – strona autorska. Przyznaję nie czytałam jej pierwszej powieści „Moja irlandzka piosenka”. Ktoś czytał? Podobała się?

W białych baletkach wychylona W powietrzu uniesiona nóżka” – „Laleczka z saskiej porcelany” Magdalena Fronczewska

Okładka książki od razu skojarzyła mi się z tym tekstem. Postać wydaje się taka krucha, nieprawdziwa i delikatna. Jak ta baletnica z saskiej porcelany. Nataszę Bernadotte poznajemy w trakcie lotu z Warszawy do Paryża. Do miasta jej ojca, do miasta jej babki. Wraca z bliznami. Wieloma bliznami. Jako baletnica Teatru Wielkiego uległa wypadkowi. Wypadkowi, który nie pozwala jej już tańczyć. W trakcie podróży poznaje Lukę Stoiana. Lukę, którego zaintrygowała.

Dziewczyna z samolotu. Zdystansowana, zawsze na odległość. Skrzywdzona przez los, ciągle przeżywająca stratę przedwczesną rodziców. Dla której taniec się skończył i to nie tylko ten na scenie.

Natasza w Paryżu zamierza uporządkować mieszkanie po rodzicach, by je sprzedać. Dziwnym trafem odnajduje w nim urodzinową zagadkę. Zagadkę w jaką bawiła się ze swoimi rodzicami. Musi dowiedzieć się, co ją czeka na końcu zabawy, jaki „złoty Graal”. Kluczy, rozwiązując łamigłówki w zakątkach Paryża. Kolejny krok prowadzi ją do ulubionej restauracji jej ojca. Ponownie spotyka Lukę, dla którego staje się dziewczyną z fotografii. Dziewczyną, której Luka robi zdjęcia w najbardziej intymnych momentach. Nie tylko Luca potrafi uchwycić jej piękno. Prezentem urodzinowym okazuje jest sesja zdjęciowa u Philippe Sorel, sławnego paryskiego fotografa. Dla Philippe Natasza staje się dziewczyną z fotografii. Dziewczyną, która ma zapewnić mu zwycięstwo w konkursie fotograficznym.

Dziewczyna z fotografii. Prowadzona ręką artysty fotografa. Raz naturalna, raz sztuczna. Raz zwyciężczyni, raz przegrana. Raz porywająca tłum na ulicach Paryża, raz wzbudzająca litość. Raz modelka  Philippe, raz Luki.

Czy Natasza jest dziewczyną z samolotu czy dziewczyną z fotografii? Niby to ta sama osoba, a jednak całkowicie różna.

I śniła że dla niego tańczy A on ukradkiem bije brawo” – „Laleczka z saskiej porcelany”

Magdalena Fronczewska

Motyw baletnicy tańczącej dla ukochanego pojawił się również w tej powieści. Słusznie więc patrząc na okładkę powieści od razu pomyślałam o tej piosence. Autorka bardzo dobrze odzwierciedliła skomplikowane relacje, które wiążą Philippe i Lukę, Philippe i Marie, Philippe i Nataszę, a także Lukę i Marie oraz Lukę i Nataszę. Relacje między modelkami, a ich fotografami, między kobietami a mężczyznami. Relacje, które krzywdzą i które niosą szczęście. Relacje, które ciągną w dół oraz te, które pozwalają wzrastać i się nadal rozwijać.

Ta książka to studium utraconego sensu życia. Sensu, które wydaje się nie do odzyskania. Nigdy! Postać Luki mnie zachwyciła. Dojrzały, borykający się z własnymi problemami i stratami współczesny mężczyzna. Z jednej strony nieidealny, z drugiej jak najbardziej odpowiedni. Fabułę wzbogacił motyw siostry Luki i jej rodziny, szczególnie siostrzenicy Jasminy, z którą Luka jest wyjątkowo związany. Jasminy, której osoba okaże się kluczowa.

A to wszystko z Paryżem w tle. Nie mogło być lepiej!

Książkę mimo ważnych i głębokich treści czyta się bardzo lekko. Skonstruowana jest z rozdziałów zatytułowanych imionami głównych bohaterów; Nataszy i Luki. Oczywiście jest też prolog, który wprowadza nas w opowiadaną historię oraz epilog. Uwielbiam takie zaglądanie zza firanki, co się zadziało potem i co było wcześniej.

Nie potrafiłam przyzwyczaić się do zdrobnienia imienia Natasza i to jedyny minus tej powieści. Autorka użyła Szasza. Ja Nataszę kojarzę z takimi zdrobnieniami jak: Nataszka, Natka, Natusia, Natunia, Nata, Nati. Szasza kojarzyła mi się nieodmiennie z inną literacką postacią Saszą Załuską z serii Cztery żywioły Katarzyny Bondy. Momentami kompletnie nie wiedziałam o kim mowa.

Bardzo dobry styl z nietypową fabułą oraz inteligentnymi i skomplikowanymi postaciami. To recepta na świetną książkę. Polecam!

Moja ocena: 9/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

„Trogirskie wakacje” Hanna Dikta

TROGIRSKIE WAKACJE

  • Autor:HANNA DIKTA
  • Wydawnictwo:ZYSK I S-KA
  • Liczba stron:296
  • Data premiery:13.04.2021r.

@Hanna Dikta – strona autorska to śląska pisarka z Piekar Śląskich, mego rodzinnego miasta. Tym bardziej nie mogłam się doczekać, aż zapoznam się z jej najnowszą powieścią od Wydawnictwa Zysk i S-ka, która premierę miała 13 kwietnia. Autorka dobrze przyjętych „We troje” (2016), „To nie może być prawda” (2018) oraz „Dwie kobiety” (2019). Czy podzielę zachwyt innych czytelników?

Trogir – Mała Wenecja

Olga wraca do Trogiru. Do chorwackiego miasteczka gdzie spędziła ubiegłoroczne wakacje ze swoją jedyną córką, Natalią.

Białe elewacje, maleńkie okna z okiennicami i gęste, soczyście fioletowe i purpurowe bugenwille zdobiące budynki…”.

To nie są typowe wakacje. Sama Olga „Inaczej wyobrażała sobie tę ostatnią noc. Przecież nazajutrz zamierzała się zabić”. Jej plan spalił na panewce, gdy Olga poznaje Stanisława. Nie byle jakiego Stanisława, Stanisława Wokulskiego. Sześćdziesięcioletniego mężczyznę również pooranego przez życie. Rozwodnika, który jakiś czas temu przeżył śmierć swego dziecka. Budującą się relację wzbogaca śledztwo, które Olga postanawia rozpocząć po spotkaniu Martina, młodego Chorwata, z którym Natalia spędziła kilka ostatnich wieczorów. To rozmowa z nim rzuca nowe światło na wydarzenia, po których Olga do chwili obecnej nosi żałobę.  

Same dobre opinie

Okazuje się, że pisarka z mego rodzinnego miasta jest bardzo utalentowana. Same dobre opinie! Moja też jest taka. Książka bardzo dobrze napisana. Obserwujemy Olgę, matkę w żałobie. Matka „Z jednej strony dorosła, można nawet powiedzieć dojrzała kobieta, a z drugiej młoda dziewczyna. Taka mieszanka, egzotyczna. Intrygująca. Zagadkowa”. Matka, która chce przypominać własną straconą córkę. Przez wiele lat rozdarta między córką opuszczoną przez ojca w dzieciństwie, która doznała krzywdy porzucenia a partnerem, o wiele młodszym Igorem, który „(…) zawsze był na drugim miejscu”. Śledzimy rodzący się związek między Wokulskim a Izabelą….eee przepraszam, a Olgą. Tak mnie zmylił ten zabieg literacki autorki. Oboje po przejściach, oboje dojrzali, oboje potrafią odnaleźć u siebie nawzajem to coś, za czym tęsknią. Tylko czy to będzie trwać wiecznie, czy ten czas pozostanie na zawsze?

Obserwujemy również córkę. Patrzymy na nią oczami jej matki, Olgi. Widzimy Natalię jako małą dziewczynkę, buntującą się nastolatkę i dorosłą kobietę. Kobietę, która po ostatnich wspólnych wakacjach z matką znika. Zniknięcie poprzedzają chwile ciszy, samotnych chwil w jej własnym pokoju, oglądane na laptopie filmy lub słuchana muzyka w łóżku. Czy Olga mogła przewidzieć co się stanie? Czy mogła temu zapobiec? W jaki sposób ma teraz odpokutować zaniechanie, brak reakcji, tą przestrzeń której nie wypełniła w życiu córki swoją upierdliwą obecnością? Obecnością, która może zatrzymałaby Natalię. Zatrzymałaby na zawsze.

Z wszystkich bohaterów najmniej polubiłam jednak Natalię. Z jednej strony inteligentna kobieta, wydaje się silna, zdolna i zdecydowana. Mająca wspaniałą relację z własną matką. Chodząca z nią do kina, nawet tańcząca na dyskotece. Z drugiej strony, w sytuacji napięcia, trudnych przeżyć odrzucająca jedyną osobę, która kochała ją ponad życie, która oddała jej wszystko. Nie walcząca, poddająca się jak tchórz. Taka dychotomia. Taki dualizm postaci. Nie potrafię się do niej ustosunkować pozytywnie. To samo z osobą Martina. Młodego chłopaka, który spędzał z Natalią czas. Tchórzliwy, lękliwy, niemęski, nieodpowiedzialny. Dlaczego nie zareagował wcześniej, od razu?

Jest to książka o rozpaczy, o tęsknocie. Jest to książka o wspomnieniach, o rozliczeniu własnego życia, rozliczeniu tego czego się nie zrobiło, czego się nie wykonało, co się odpuściło. Jest to książka o życiu. Życiu z samym sobą. Życiu, które w jednym momencie może stać się całkowicie inne. To od nas tylko zależy.

Polecam Wam tę książkę.

cdn…..

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zrecenzowania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk i Spółka. 

„POZWÓL, ŻE CI OPOWIEM… BAJKI, KTÓRE NAUCZYŁY MNIE JAK ŻYĆ” JORGE BUCAY

POZWÓL, ŻE CI OPOWIEM…

BAJKI, KTÓRE NAUCZYŁY MNIE JAK ŻYĆ

  • Autor:JORGE BUCAY
  • Wydawnictwo:ZYSK I S-KA
  • Liczba stron:327
  • Data premiery:07.04.2021r.

Wszyscy przypominamy trochę słonia z cyrku – idziemy przywiązani do setki kołków, które odbierają nam wolność. Żyjemy w przekonaniu, że „nie możemy” wykonać wielu rzeczy, jedynie dlatego, że pewnego razu, dawno temu, gdy byliśmy mali, podjęliśmy próbę, która zakończyła się niepowodzeniem”.

„Pozwól, że ci opowiem… bajki, które nauczyły mnie, jak żyć”  Jorge Bucay

Jorge Bucay to argentyński pisarz, z wykształcenia lekarz psychiatra (źródło: Jorge Bucay). Na swoim koncie ma już kilka publikacji. Członek Amerykańskiego Stowarzyszenia Terapii Gestaltycznej, koordynator grup terapeutycznych i naukowych w Hiszpanii oraz Meksyku. Czytając notkę biograficzną od razu pomyślałam, że to właściwy człowiek od terapeutycznych bajek.

Dzięki wznowieniu  Wydawnictwa Zysk i Spółka miałam przyjemność zanurzyć się w opowieści, które autor wykorzystuje w swoich terapiach. Jak czytamy we wstępie, każde opowiadanie zostało wzbogacone o informacje, w jaki sposób autor korzysta z nich w swoich gabinecie i dlaczego zastosował taką czy inną opowieść. Bajki czytamy z perspektywy Demiána, fikcyjnego pacjenta, który – jak pisze autor ze swadą – musi znosić swego terapeutę niezwykle podobnego do Jorga Buca. Narracja jest pierwszoosobowa. To Demián relacjonuje spotkania ze swoim terapeutą, jego uwagi, spostrzeżenia. Wprowadza nas również w swój nastrój. Czasem Demián jest zdenerwowany, czasem smutny. Nierzadko nie wie co ma zrobić ze swoim życiem, czuje się zawiedziony. W takim nastroju rozpoczynają się spotkania pomiędzy pacjentem a terapeutą. Spotkania, które przenoszą i Demiána, i nas w całkowicie inne miejsce.  

Czy lubię czytać bajki?

Tak! W takim wydaniu jak najbardziej. Oprócz opowiadań książka jest pełna anegdot, metafor, przypowieści. Czytamy o słoniu w cyrku zaczepionym o słaby kołek, słoniu który nie próbuje się uwolnić. Urzekła mnie historia o żabach pływających w śmietanie. Jedna poddała się od razu, druga postanowiła tak długo pływać aż zabraknie jej sił. Jak myślicie która się uratowała? Niezwykle ważna dla mnie była opowieść o człowieku, który świadomie kupował buty o dwa rozmiary za małe tylko po to, by przy ich ściąganiu czuć chwilową ulgę. Takich opowieści z morałem w książce jest pod dostatkiem. Sama nie wiem, dlaczego niektóre z nich tak zapadły mi w pamięć.

Opowiadania możecie czytać wszystkie naraz. Ja jednak zachęcam do sięgania po książkę z przerwami, by traktować każdą przypowieść, bajkę odrębnie. To pozwala zastanowić się nad przeczytaną treścią. Odkryć, co tak naprawdę było najważniejsze, jakie przesłanie chciał nam przekazać autor. To książka dla każdego z nas, również, dla młodzieży. Uniwersalne treści sprawdzają się przecież u czytelników w każdym wieku.

Bajki są krótkie, bez ozdobników, bez zbędnych słów. Sama istotna treść. Momentami przedstawione są bardzo obrazowo. Autor wprowadza nas w nastrój, przedstawia nam bajkową rzeczywistość, by treść właściwa jeszcze bardziej do nas dotarła, byśmy wczuli się w klimat. Czasem to są po prostu tylko „złote myśli” – krótkie, zwięzłe, a co ważniejsze ważne.

Bez względu na formę, treści w książce łączy jedno. To mądrość, która umożliwia czytelnikowi zrozumieć swoje lęki, żądze, właściwie zinterpretować otaczający go świat, a co najważniejsze uwierzyć w siebie. I dlatego warto sięgnąć po tę pozycję.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zrecenzowania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk i Spółka. 

„Czerwona zaraza, czarna śmierć” Jarosław Sokół

CZERWONA ZARAZA, CZARNA ŚMIERĆ

  • Autor:JAROSŁAW SOKÓŁ
  • Seria: ADAM KOSTRZEWA. TOM 2
  • Wydawnictwo:DOLNOŚLĄSKIE
  • Liczba stron: 432
  • Data premiery:24.02.2021r.

Oj, długo nie wytrzymałam bez aspiranta policji Adama Kostrzewy. Oj nie. Dopiero co opublikowałam zaległą recenzję pierwszego tomu serii „Wyspa zero” (recenzję znajdziecie tu: Wyspa zero), a już sięgnęłam po lutową premierę od @Jarosław Sokół – pisarz, scenarzysta, producent filmowy. No cóż czasem tak jest. Najpierw nie potrafię się zabrać, a potem nie potrafię zapomnieć i się oderwać. Ale chyba lepiej tak niż odwrotnie. Co Wy na to?

(…) Ludzki umysł zawsze szuka znaczenia, a kiedy nie może go znaleźć, zaczyna fantazjować”.

„Czerwona zaraza, czarna śmierć” Jarosław Sokół

Epidemia w poniemieckim Świnoujściu

Od razu widać podobieństwo. W poniemieckim Świnoujściu, tak jak w naszym kraju szerzy się zaraza. Zaraza, którą bada Adam Kostrzewa – przedwojenny aspirant policyjny, aktualnie szef policji działający z ramienia komendanta wojennego Arłama Osipowicza. Awans na szefa policji okazał się dla Adama dużym zaskoczeniem. Cóż, w pewnym momencie nawet ja zorientowałam się, że w przypadku rosyjskiego dowództwa naprawdę raz się jest na wozie, by za moment już być pod wozem. Gdyby było inaczej, fabuła nie byłaby tak interesująca, a akcja nie trzymałaby mnie w napięciu. Nowe śledztwo rozpoczyna się od części ciał ludzkich wyrzuconych na brzeg. Komendant Osipowicz zarządza kolejne śledztwo, w którym Kostrzewie ma pomagać zaufany komendanta – Pietia Fedoruk. Jednocześnie miasto zaczyna ogarniać zaraza. Niemcy zaczynają widzieć swoich zmarłych. Omamy to pierwszy objaw nieznanej choroby. Później następuje gorączka, a u niektórych pacjentów występuje czerwona wysypka. Wysypka tworząca dziwne cyfry na ciele. Sama epidemia nie jest kłopotem. Świnoujście po ostatnich wydarzeniach z „Wyspy zero” ma już nowego lekarza, niemieckiego żyda – Rosenblatta. Lekarza oddanego sprawie. Badającego i opiekującego się pacjentami z dużym zaangażowaniem. To Rosenblatt analizuje znalezione części ciała i leczy pierwszych pacjentów. Prawdziwy problem rozpoczyna się z chwilą, gdy komendant Osipowicz zostaje odwiedzony przez swoją prawowitą małżonkę Anuszę, która przywiozła do Świnoujścia ich wspólnego syna Antona. Anuszę, która przypłynęła okrętem razem z pułkownikiem Nikitą Sawinem. Sawinem, który mimo znajomości z Dziadzią Arłamem jeszcze z czasów partyzantki ma za zadanie zaprowadzić w Świnoujściu nowe porządki. Porządki na miarę Rosji XX wieku.

Niebagatelna jakość literacka w historycznych przestrzeniach

To jest to, co wyróżnia tą serię. Mimo, że nowych serii kryminalnych na naszym rynku wydawniczym sporo stwierdzam, że seria z Adamem Kostrzewą jest jedną z najlepszych. W tej części jeszcze bardziej, niż w „Wyspie zero” bohaterowie budzą mój zachwyt. Nikt nie jest czarnobiały. Nikt nie jest do końca zły lub do końca dobry. Nikt nie jest do końca oprawcą czy do końca ofiarą. Wszyscy bohaterowie są gdzieś pośrodku, nieoczywiści. Kostrzewa to jakość sama w sobie. Trudny, doświadczony, inteligentny, borykający się z własnymi demonami i nie mający szczęścia do kobiet, z którymi związek kończy się śmiercią. Pietia Fedoruk protegowany komendanta Osipowicza pomału dojrzewa. Nawet zaczęłam go lubić. Dla Pietii nic już nie jest czarno białe. Staje się faktycznym partnerem Kostrzewy wysnuwając momentami istotne wnioski w prowadzonym śledztwie. W ostatecznym rozrachunku Pietia staje po prawidłowej stronie, stronie niewinnych. Sam komendant Osipowicz, dalej hardy, a jednak jakiś bardziej ludzki. Spodobał mi się wątek powracającej do niego żony z synem. Żony odesłanej przez Generała Kolcewę do jej prawowitego małżonka. Z początku Osipowicz nie cieszy się z generalskiego prezentu. Jak tu się cieszyć, gdy jego żona ma „(…) meszek pod jej nosem, cebulowy oddech, obwisłe piersi…”.  Po jakimś czasie zaczyna się przyzwyczajać do nowej rzeczywistości i budować relację z własnym dzieckiem. Dobrze, że autor nie pokusił się rozgrzebywać wątku syna Osipowicza z generałem Koclewą. Nawet niewypowiedziane słowa trafiają jak ostra brzytwa w świadomość czytelnika. Zresztą z takich domysłów, niedopowiedzeń fabuła aż kipi.

Autor kupił mnie, niezwykłą umiejętnością obrazowania powojennej rzeczywistości. To już inne miasto niż w pierwszej części. Polacy są traktowani jak „niedorobieni Niemcy”. Obwieszczenia sowieckiej komendatury nie opisują świata, lecz urządzają go na nowo, ustalają „(…) coś w rodzaju nowego szczegółowego dekalogu”. Jedyna prawda to ta sowiecka. Innej po prostu nie ma. Cywilna ludność niemiecka już wie, że propaganda nazistowska powielała kłamstwa. Jak tu nadal wierzyć w to, że „(…) bombardowania niemieckich miast były żydowską zemstą za wysiedlenia”. Kiedy już z ust do ust przekazywane są informacje o zbrodniach faszystowskich, nawet wśród Niemców. Wśród Niemców, którzy byli świadkami tych wydarzeń, czasem w nich bezpośrednio uczestniczyli i niejednokrotnie byli adresatami takich słów jak: „To nie są Niemcy, tylko przypadki życia bezwartościowego”.

Podobała mi się zastosowana konstrukcja w książce. Powieść składa się z krótkich rozdziałów i podrozdziałów. Tytuł rozdziału stanowi dzień w którym następują wydarzenia oraz informacja o ilości zarażonych i ofiarach śmiertelnych. Dla Rosenblatta każda liczba zarażonych jest za wysoka, dla doktora Kryłowa współpracującego z pułkownikiem Sawinem każda liczba jest za niska. Sam narrator budzi moją sympatię. Mimo, że relacjonuje o czasach i wydarzeniach trudnych robi to nadal ze swadą i  delikatną ironią. Każdy z wątków intryguje. Problemy i zagadki do rozwiązania się mnożą. Mi to kompletnie nie przeszkadzało w odbiorze książki. Bądź co bądź lubię wymagającą prozę. W śledztwo zaangażowanych jest więcej osób. Sam doktor Rosenblatt zaczyna podejrzewać, że intencje Sawina nie są takie czyste, jakby się mogło wydawać.

Mnie historia wciągnęła od samego początku.  Śledziłam zdarzenia związane z tytułową zarazą jednocześnie kluczyłam w wątkach prowadzonego śledztwa. Odkryłam wiele zdarzeń z pozoru nieistotnych, które ułożyły się w całość w odpowiednim momencie. Nadal intrygowały mnie dialogi wewnętrzne Kostrzewy z jego byłym policyjnym szefem, nadkomisarzem Strzelczykiem. Tak naprawdę na pierwszy z nich czekałam z niecierpliwością. Byłam ciekawa, na co Strzelczyk zwróci uwagę Kostrzewie, w jakim kierunku poprowadzi jego myśli i ukierunkuje prowadzone śledztwo.

Mimo, że jest to druga część serii o Adamie Kostrzewie książkę możecie czytać oddzielnie, nie znając wydarzeń z „Wyspy zero”. Do tego Was szczerze zachęcam!

Stylistycznie jest to powieść na najwyższym poziomie. Talent Jarosława Sokoła jest bezsporny. Trzeba mieć wyjątkowe umiejętności, by oprzeć fabułę książki na niepopularnych faktach historycznych. To dowód ogromnego talentu autora!  

Moja ocena: 9/10

Książka została wydana przez Wydawnictwo Dolnośląskie.

„Zawalcz o mnie” Corinne Michaels

ZAWALCZ O MNIE

  • Autor:CORINNE MICHAELS
  • Seria: ARROWOOD BROTHERS. TOM 2
  • Wydawnictwo:MUZA
  • Liczba stron:351
  • Data premiery:07.04.2021r.
  • Moja ocena: 7/10

Serię „Arrowood Brothers” pokochałam od pierwszego tomu. Po lekturze „Wróć do mnie” z niecierpliwością wyczekiwałam opowieści o losach kolejnych braci. Czy „Zawalcz o mnie: było takie jak się spodziewałam, czy może mnie rozczarowało?

Tym razem poznajemy historię Declana Arrowooda, najstarszego z braci, biznesmena odnoszącego sukcesy w Nowym Jorku. Po śmierci znienawidzonego ojca mężczyzna, mimo że razem z braćmi obiecywał sobie, że już nigdy nie wróci do rodzinnego domu, zgodnie z zapisem w testamencie jest zobowiązany spędzić tam pół roku. Wraca w rodzinne strony z ogromną niechęcią, tym bardziej, że jest tam Sydney, kobieta, którą porzucił dziesięć lat temu. Declan i Sydney to była prawdziwa młodzieńcza miłość, wzajemnie stanowili najważniejsze części swojego życia, snuli plany na przyszłość. Niespodziewanie najstarszy z braci zrywa ten związek i wyjeżdża z miasteczka. Sydney po ukończeniu prawa zatrudnia się w miejscowej kancelarii, gdy dowiaduje się, że jej pierwsza miłość wraca jest przerażona? Czyt dwoje tak bardzo kochających się kiedyś ludzi będzie potrafiło trzymać się od siebie z daleka, czy po tylu latach nadal coś ich łączy? Czy Sydney będzie chciała i mogła znowu komuś kto tak bardzo ją zranił?

Dużym atutem tej książki, podobnie jak pierwszego tomu, jest lekki, swobodny styl, humorystyczne i błyskotliwe dialogi, świetni bohaterowie i ciekawa romantyczna historia. Mimo, że przedstawiona tu opowieść nie jest jakaś zaskakująca ani oryginalna, książkę czyta się bardzo przyjemnie i czas spędzony na lekturze, na pewno nie była dla mnie czasem straconym, wręcz przeciwnie pomógł mi się zrelaksować i nastawić optymistycznie do życia. Przedstawiona historia porusza niełatwe zagadnienia, trudne dzieciństwo, kwestię przebaczenia sobie i innym, a także poczucie odpowiedzialności najstarszego brata za całą rodzinę nawet kosztem siebie. Declan powiem to postać bardzo ciekawa. Z jednej strony twardo stąpający po ziemi biznesmen, z drugiej ciągle pozostaje w nim coś ze zranionego chłopca, który który nie uporał się z trudnym dzieciństwem. Mimo, że bardzo zależy mu na Sidney i trudno mu trzymać się od niej z daleko, czuje, że może sobie pozwolić na szczęście i założenie rodziny. Kobieta nie chce ponownie cierpieć, jest miła, empatyczna i otwarta na ludzi, jednak nikt nie zranił jej tak jak Declan. Czy mimo to zdecyduje się dać mu kolejną szansę? Ich relacja jest skomplikowana, dużo ich łączy, ale też już sporo dzieli, Ciekawie ukazane są również ich relacje z innymi osobami, żartobliwe przepychanki Declana z braćmi bardzo mnie rozśmieszały. Występują tu bohaterowie znani nam już pierwszego tomu. I chociaż oczywiście da się czytać ten tom bez znajomości poprzedniego, ja zdecydowanie polecam Wam czytanie tej serii od początku, na pewno wtedy wrażenia z lektury są pełniejsze i bardziej rozumiemy różne zaległości., tym bardziej, że zakończenie wprowadza nas już w historię kolejnego z braci Arrowood, Seana. Cóż mogę powiedzieć… Nie umie się już doczekać:)

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU MUZA.

„Gambit zabójcy” Tony Kent

GAMBIT ZABÓJCY

  • Autor:TONY KENT
  • Seria: GAMBIT ZABÓJCY. TOM 1
  • Wydawnictwo:ALBATROS
  • Liczba stron: 512
  • Data premiery: 14.04.2021r.

Niewielu, naprawdę niewielu z Was pewnie pomyślało, że dam radę. Pracownica na pełnym etacie, matka dwójki dzieci, fanatyczka książek. A jednak udało się! Zrealizowałam swój własny challenge: Cztery premiery od wydawnictwa Albatros z 14 kwietnia w cztery dni. Aż cztery książki miały premierę w tym dniu. Przypominam, kolejność nieprzypadkowa Terapeutka – recenzja 2021-04-14, Strażnik– recenzja 2021-04-15,  Niewinny– recenzja 2021-04-16 oraz prezentowana poniżej „Gambit zabójcy”. Nie było łatwo, ale grunt do dobra motywacja i dobre książki. Wiecie jak to jest, przy dobrych książkach czas szybko płynie i jakoś spać się nie chce.

Kim jest autor?

Przyznaję nie miałam w ogóle pojęcia. Z wszystkich czterech premier od Albatrosa z 14 kwietnia, które objęłam wyzwaniem, tylko tego autora nie znam. Musiałam zerknąć na jego stronę oficjalną  www.tonykent.net i dowiedzieć się, że jest to irlandzki pisarz, który spędził swoje dzieciństwo w Londynie. Jakby tego było mało studiował prawo w Szkocji i wielokrotnie występował w procesach karnych o terroryzm, korupcję, zabójstwa, czy oszustwa i porwania. Sprawy najcięższego kalibru. „Gambit zabójcy” to pierwsza powieść serii. Kent napisał i wydał kolejne dwie. Mam nadzieję, że polski wydawca również niedługo je wyda. Co ciekawe „Miłość Tony’ego do thrillerów kryminalnych została zainspirowana przez takich pisarzy jak Lee Child, Robert Ludlum, John Grisham, David Baldacci i Frederick Forsyth”. Zobaczymy czy styl, pomysły autora przypadły mi do gustu. Sprawa wydaje się z góry wygrana, wszak Kent wielokrotnie sam uczestniczył w procesach, o których pisze. Czy doświadczenie prawnicze w fabule literackiej może zaszkodzić? Nie sądzę.

Osiemdziesiąt pięć rozdziałów

W tak kolejno ponumerowanych rozdziałach autor rozpisał rozgrywkę gambitową pomiędzy zabójcą a raczej jego zleceniodawcą i agentem służb specjalnych. Czy cokolwiek musiał poświęcić tytułowy zabójca, by uzyskać przewagę na początku gry?

Pamiętacie cytat z rewelacyjnego „Schroniska”? Idealnie tu pasuje.

W szachach, podobnie jak w życiu, gambit oznacza poświecenie czegoś o mniejszej wartości, żeby uzyskać przewagę”.

„Schronisko” Sam Lloyd

Książka jest dla fanów teorii spiskowych z thrillerem prawniczo-politycznym w tle. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie. Historia toczy się wokół czterech postaci, przynajmniej na początku. Jest tu Joshua płatny zabójca, który uczestniczy jako jeden z ochroniarzy w uroczystości na londyńskim Trafalgar Square. Snajper, którego pewne cechy psychopatyczne uczyniły prawie zabójcą doskonałym. Jak czytamy w opisie wydawcy, cechuje go sprawność fizyczną, zimna obsesja, profesjonalne wyszkolenie i absolutny brak wyrzutów sumienia. Uroczystości na placu obserwowane są z perspektywy majora Joe Dempseya. Człowieka, który „połowę życia zajmował  się identyfikacją i neutralizowaniem zagrożeń. Jego praca polegała na przewidywaniu tego, co niespodziewane. Na wyobrażaniu sobie tego, co niewyobrażalne”. Niebezpieczeństwu ze strony Joshui, Dempsey jednak nie przewidział, nie wyobraził go sobie. Świadkiem bezpośrednim morderstwa na sir Neilu Matthewsonie oraz postrzelenia byłego amerykańskiego prezydenta Howarda Thompsona była Sara Truman. To reporterka, która jest trzecią postacią w fabule. Do grupy osób wokół których toczy się akcja, dołącza adwokat Daniel Lawrence, syn doradcy królowej Elżbiety oraz chrześniak ministra. To Daniel został wybrany by bronić Eamona McGale’a. Napastnika  z Trafalgar Square. Ale nie ten prawnik finalnie okazał się kluczowy dla sprawy. McGale wykonał zadanie; Matthewson nie przeżył, Thomson został ranny. Joshua niekoniecznie. Zadanie polegające na dopilnowaniu, by McGale dotarł do sceny i wystrzelał magazynek zostało zrealizowane w stu procentach. Drugiego zadania jednak nie wykonał. Jego zleceniodawca nie jest z tego powodu zadowolony. Zaczyna się próba sił. Kto szybszy, kto sprytniejszy, kto inteligentniejszy. Czy zwycięży zło, czy dobro?

Czas, miejsce, bohater i akcja

Wszystko zostało dogłębnie przemyślane przez autora. Nie ma tu przypadku.

Czas – teraźniejszość na którą ogromne znaczenie ma to co zadziało się w przeszłości. To Anglia ciągle spowita mgłą przeszłych wydarzeń i konfliktu z UVA2, Wierną Irą czy innymi paramilitarnymi irlandzkimi organizacjami. Z pozoru wszystkie rozwiązania teorii spiskowych prowadzą w tym kierunku.

Miejsce – bardzo dobrze się czyta o Anglii, Irlandii w wydaniu Tony’ego Kenta. Podobały mi się opisy nawet sądu, obyczajów, tradycji w trakcie rozpraw sądowych. Widać tu wpływ praktyki prawniczej autora. Rzeczywistość jest iście angielska. Charakterystyka poszczególnych scen ma wiele uroku. Autor starał się bardzo dokładnie odwzorować swoje wyobrażenia.

Bohater – Joe Dempsey da się lubić. „Potężnie zbudowany. Elegancko ubrany. Ścięte po wojskowemu włosy”. Człowiek który od razu zorientował się, że zabójstwa mają ukryte dna. To nie tylko akt bestialskiej, niekontrolowanej przemocy fanatyka politycznego, któremu nie w smak były uroczystości na Trafalgar Square. Dempsey wiedział, że ten kto trzymał za rękojeść pistoletu jest tylko marionetką w tej bardzo wymagającej grze, a pionkami na planszy szachowej gambit rozstawia ktoś inny, ktoś kto podaje się za Stantona. Uroku całemu śledztwu dodaje obecność Sary, dziennikarki śledczej, która staje na wyżyny swoich możliwości by niezależnie od majora Dempseya odkryć co się kryje za morderstwami. Uchylę rąbka tajemnicy, również za kolejnymi morderstwami.

Akcja – książka łącząca gatunki literackie. Jest tu wątek prawniczy, wierne odwzorowanie rzeczywistości londyńskiej palestry. Mamy tu thriller polityczny; wpływy, naciski, walkę o władzę i o ostateczne słowo. Typowo sensacyjne wątki. Śledztwo prowadzone przez agentów specjalnych obdarzonych szóstym zmysłem i niezwykłą sprawnością fizyczną. Obyczaj w pełnym tego słowa znaczeniu. Relacje między poszczególnymi postaciami, nawet drugoplanowymi, niezawinione śmierci i dogłębną analizę postaci. Postaci takich jak profesor nauk politycznych na Queen’s University, który staje się zabójcą. Zabójcą przekonanym o swojej racji.

Zaciekawiłam Was? I o to chodzi.

Czas, miejsce, bohater i akcja to elementy dania głównego podanego na pięknym porcelanowym talerzu.  Tym talerzem jest oczywiście ta książka. Nie smakowałoby mi to danie, gdyby zabrakło w nim któregoś z detali. Wszystkie są bowiem ważne, wszystkie istotne i zobrazowane (czy może raczej powinnam napisać ugotowane) przez autora w wyczerpujący sposób. Styl nie jest męczący, jest wartki. Postaci barwne. Zastanawiałam się, czy nie lepsza byłaby krótsza wersja książki z taką bardziej ściągniętą akcją. Z jednej strony pewnie tak. Z drugiej natomiast, jak krócej i zwięźlej opisać to na czym autorowi najbardziej zależało: ośmiornicę zła z mackami sięgającymi naprawdę daleko? Chyba nikt nie dałby rady. 

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU ALBATROS.

 

.

„Niewinny” Harlan Coben

NIEWINNY

  • Autor:HARLAN COBEN
  • Wydawnictwo:ALBATROS
  • Liczba stron:416
  • Data premiery: 14.04.2021r.
  • Data pierwszego polskiego wydania: 01.01.2006.

Pamiętacie o moim wyzwaniu? Cztery premiery od wydawnictwa Albatros z 14 kwietnia w cztery dni. Dwie premiery już za mną (Terapeutka oraz Strażnik). Teraz kolej na trzecią i to w trzecim dniu. Jest nieźle. Mam szansę. Przed Wami recenzja wznowionego „Niewinnego” od Wydawnictwa Albatros. Książka doczekała się wznowienia z powodu platformy Netflix. Ach ten Netflix. Zwykle jak pojawia się nowy serial na podstawie książki, wydawca przypomina czytelnikom pierwowzór. Serial będzie dostępny od 30 kwietnia. Staram się postępować zgodnie z zasadą: najpierw książka a potem film. Tak będzie i tym razem. Książka przeczytana, teraz spokojnie mogę czekać na premierę serialu, który powstał na jej podstawie. 

Harlana Coben nikomu nie trzeba przedstawiać. Mam nadzieję, że wznowień jego książek będzie więcej. Z notki biograficznej dowiedziałam się, że w 2018 roku Coben podpisał z Netflixem umowę, „(…) dzięki której w ciągu kilku najbliższych lat powstanie aż 14 ekranizacji jego powieści!”. Wszystko przede mną. Coben to autor wielu świetnych książek. Dwie z nich zostały już przeze mnie zrecenzowane: Chłopiec z lasu czy Już mnie nie oszukasz. Czy i ta wznowiona książka sprosta moim oczekiwaniom? Zaraz się dowiecie.

Jeden mały błąd może zmienić wszystko” – z opisu Wydawcy.

Wie o tym bardzo dobrze Matt Hunter, który dziesięć lat wcześniej w trakcie pijackiej bójki zabił Stephena McGratha. Aktualnie wiedzie szczęśliwe życie u boku kobiety, którą kocha – Olivii. Pracuje w kancelarii prawnej jako człowiek od wszystkiego, ma u boku cudowną bratową Marshę oraz kochających go bratanków. Na domiar wszystkiego dowiaduje się, że jego żona niedługo urodzi ich wspólne dziecko. Bańka mydlana pryska, gdy poprzez wideotelefon otrzymuje filmik swej żony w platynowej peruce w pokoju hotelowym z ciemnowłosym mężczyzną. Mężczyzną, który sam wysyła mu swoje zdjęcia uśmiechając się triumfalnie. Czego chce od Matta? Co robi jego żona w podrzędnych motelach i dlaczego trzyma to w tajemnicy? Do tego wszystkiego zostaje zamordowana zakonnica ze szkoły katolickiej – siostra Mary Rose, która dzwoniła do jego bratowej. Czy jej śmierć jest związana z rodziną Matta? Tego wszystkiego musi się dowiedzieć Matt, jak pisze wydawca: „Przeciętny człowiek wplątany w śmiertelnie niebezpieczną intrygę, której nie rozumie”.

Mistrzowski miszmasz

Wytrwałam do końca. Uff. Cały czas zastanawiałam się po co tyle wątków. Mamy i striptizerki, zwykle dziewczyny uciekające z domów zastępczych do Las Vegas, i skorumpowanych policjantów, czy agentów FBI z mocnymi możliwymi zarzutami. Oprócz tego jeden z wątków dotyka rozgrywek mafijnych i dużych pieniędzy z żerowania na nieszczęściu innych osób. Fabuła jest tak momentami zagmatwana, że faktycznie wszyscy wydają się źli, podejrzani.  Dużo morderstw, dużo tajemnic, dużo sekretów. Najbardziej spodobał mi się wątek samego Matta. Jego postać przewija się od początku do końca powieści. Pojawia się w wielu jej momentach mimo, że nie okazał się on jedynym głównym bohaterem. Clue jego postaci okazała się skomplikowana relacja z Sonyą, matką zabitego przez niego w bójce chłopaka. Młodego studenta, którego wspomnienie towarzyszy mu przez ostatnie dziesięć lat. Ciche spotkania, zawsze w tym samym miejscu. W trakcie których nigdy nie pada słowo „przepraszam” i słowo „wybaczam”. Tak jakby i Matt, i Sonya chcieli dotknąć Stephena, chcieli z nim poobcować. Czasem tak jest, że w relacjach z żyjącymi szukamy kontaktu z tymi, którzy już odeszli. Chyba o tym chciał przypomnieć czytelnikom autor.

Początek powieści jest bardzo dobry. Od razu skłania czytelnika do zadania sobie pytania, co się zadzieje z Mattem? Jaki będzie jego koniec? Czy znowu będzie musiał trafić do więzienia? W pewnym momencie nie wiadomo jednak, kto prowadzi śledztwo i dlaczego. Matt korzysta z pomocy prywatnej detektyw, policja zaczyna współpracować na niejasnych zasadach z FBI. Dwa kolejne morderstwa nie przybliżają do rozwikłania zagadki. W pewnym momencie wielowątkowość zaczęła mnie męczyć. Nigdy nie lubiłam za bardzo rozbudowanej fabuły. Urywki zdarzeń wydawały mi się momentami jakby dopisane, tylko by zmylić czytelnika i jeszcze bardziej skomplikować historię. Polubiona przeze mnie postać Matta przestała mieć znaczenie a to nie spodobało mi się wcale☹.

Dla mnie to najsłabsza do tej pory przeczytana książka tego autora. To wcale jednak nie oznacza, by nie sięgnąć po następne. Coben posiada takie umiejętności literackie, że na pewno nie raz mnie jeszcze zachwyci.

Moja ocena: 6/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Albatros.

„Strażnik” Andrew Child, Lee Child

STRAŻNIK

  • Autor:ANDREW CHILD, LEE CHILD
  • Wydawnictwo:ALBATROS
  • Seria: JACK REACHER. TOM 25
  • Liczba stron:416
  • Data premiery: 14.04.2021r.

Postanowiłam o małym wyzwaniu dla mnie. Cztery premiery od wydawnictwa Albatros z 14 kwietnia w cztery dni. Wczoraj opublikowałam pierwszą „Terapeutkę” B.A. Paris dziś publikuję drugą. Czy uda mi się zrealizować wyzwanie? Jak myślicie? Dajcie znać. Zostały mi jeszcze dwa dni i dwie książki. Mam szansę.  

Kim jest Andrew Child? To pytanie nie dawało mi spokoju po przeczytaniu zapowiedzi wczorajszej, kolejnej premiery od Wydawnictwa Albatros. Lee Child jest mi bardzo dobrze znany. Przeczytałam chyba z piętnaście książek o Jacku Reacherze. Obejrzałam też ekranizację z Tomem Cruisem. Nie ukrywam aktor wybrany do roli Reachera nie przypadł mi do gustu. Przecież Reacher jest wysoki!!! Więc krótko i na temat: Andrew Child „pisze pod literackim pseudonimem Andrew Grant. Jest współautorem dwudziestego piątego tomu cyklu o Jacku Reacherze autorstwa starszego brata, Lee Childa” (źródło: Notka Andrew Child). I wszystko jasne. Czy to nepotyzm? Czy drugi utalentowany autor kryminałów? Czy zaproszenie do współautorstwa w kolejnej części w znanej i lubianej serii brata okazało się sukcesem, czy porażką?

Słów kilka o fabule

Jack Reacher – metr dziewięćdziesiąt pięć wzrostu, rozczochrane włosy, sto czternaście kilogramów wagi, szeroka pierś, „szczeciniasty zarost” i pajęczyna „blizn wokół kłykci olbrzymich rak”. Były śledczy żandarmerii wojskowej. Nieznajomy. Podróżujący od miasta do miasta z pozoru bez celu. Wchodząc do autokaru nie wybiera celu podróży, wybiera autokar, który przenosi go w inne miejsce. Od miasta do miasta. Nierzadko wchodzi do pokoju kładąc dłoń na klamkę, naciskając ją i jednocześnie uderzając ramieniem w drzwi. Efekt jest zwykle taki sam, ustępują „(…) łatwo, w fontannie kawałków rozłupanego drewna”.

Tym razem Reacher, ze względu na swoją wrodzoną życzliwość względem obcych, wikła się w zamach ransomware’owy w jednym z amerykańskich miasteczek. Skutki tego zamachu Reacher zauważa od razu po przyjeździe. Nic nie działa. Komputery na komisariacie policji, sygnalizacja świetlna itd. Mieszkańcy miasta oskarżają o taki stan Rusty’iego Rutherforda – managera działu IT urzędu miasta, któremu nie udało się ochronić sieci przed atakiem. Skonstruowany przez niego i jego przyjaciółkę Sands – byłą agentkę FBI od cyberprzestrzeni – program nie zadziałał. Rusty twierdzi, że nic nie wie, niczego nie odkrył, nie posiada żadnych tajnych informacji. To dlaczego różne grupy starają się go porwać? Dlaczego wokół niego toczy się gra? Komu mieszkańcy miasta donoszą o jego krokach, miejscu pobycie i planach? Tego próbuje dowiedzieć się Jack.

Jack Reacher – ten sam, a jednak inny

Seria o Jacku Reacherze jest charakterystyczna. Każdą część można czytać oddzielnie nie znając losów z poprzedniej. Child (pytanie tyko który) za każdym razem w fabułę wplata krótką informację o głównym bohaterze. Jego opis, skąd jest i co się z nim działo zanim rozpoczął samotną podróż po Stanach Zjednoczonych. Uwielbiam go, jako bohatera. Chociaż, gdybym go spotkała… Jeszcze w ciemnym zaułku… Trudno w tej posturze odnaleźć sprawiedliwego, któremu nie w smak krzywda innych ludzi, nawet obcych. Ogromnym plusem książki są szczegółowe opisy zdarzeń przed, w trakcie i po bójce. Reacher skanuje wokół całą rzeczywistość, miejsce, osoby, odległości, czasem mam wrażenie, że i pogodę. Wszystko co nam z pozoru wydaje się nieistotne dla rozgrywek Reachera jest ważne. Następnie analizuje co powinien zrobić przeciwnik, by mieć szansę wyjścia ze spotkania z nim obronną ręką. Na szczęście dla Reachera zwykle rywal wybiera inne rozwiązanie.

Gdybym miała opisać Reachera to napisałabym, że to dobry, prostolinijny i dowcipny człowiek. W tej części tego humoru ze strony Reachera jest jakby więcej. Riposty bardziej celne. Możliwe, że to zasługa współautora. Sposób rozwiązywania problemów również nie jest standardowy. Reacher został bardziej zhumanizowany, ukulturalniony. Ma więcej czaru w sobie.

Fabuła nie była zaskoczeniem. To przecież Reacher! Jednocześnie sędzia i kat, który wyręcza policję współpracując z innymi, którym można zaufać. Przy czym, rozwiązanie nie zawsze jest takie oczywiste jak się wydaje.

Ten kto lubi sensacyjne filmy, polubi tą pozycję i jego głównego bohatera. Jest to naprawdę dobra książka, szczególnie dla fanów Jacka Reachera. Tego samego, a jednak innego.

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Albatros

.

Recenzja premierowa – „Terapeutka” B.A. Paris

TERAPEUTKA

  • Autor: B.A. PARIS
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron:384
  • Data premiery:14.04.2021r.

Przy okazji recenzji „Dylematu” (klik: Dylemat) napisałam: „Książki B.A. Paris to gwarancja dobrego thrillera”. Ja już jestem po lekturze najnowszej premiery z dziś, 14 kwietnia.  Nie dotarł do mnie nawet egzemplarz recenzencki, ale to nie przeszkodziło mi zapoznać się z lekturą. Nie wiem, czy dobrze. Podobno „nadgorliwość gorsza od faszyzmu”. Czy ta nadgorliwość się opłaciła? Przeczytajcie sami.

 Tajemnice zamkniętego osiedla

Alice i Leo wprowadzają się do wymarzonego wspólnego domu na zamkniętym osiedlu Circle. Osiedle składa się z dwunastu białych domów. Dom Alice i Leo jest wyjątkowy. Nie tylko z powodu tego, że znajduje się w samym środku półkręgu (na dwanaście domów ma numer sześć), ale przede wszystkim dlatego, że zadziała się w nim tragiczna zbrodnia. Zamordowano jego poprzednią właścicielkę Ninę Maxwell. O zbrodnię oskarżono jej męża Olivera, który popełnił samobójstwo. Leo o zbrodni w chwili kupowania domu wiedział. Alice dowiedziała się później. Przypadek? Nie sądzę. Kolejne sekrety wychodzą na jaw. Leo nie jest tym za kogo się podaje, a sąsiedzi ukrywają niejeden sekret. Ile tych sekretów da radę znieść Alice? Ile odpowiedzi uzyskać na zadawane przez siebie pytania? Tego musicie dowiedzieć się sami.

Ciekawe wątki

W książce jest wiele ciekawych wątków. Sam tytuł jest intrygujący. Na terapię patrzymy z perspektywy relacji w rozdziałach zatytułowanych „Przeszłość”. Losy mieszkańców Circle śledzimy w teraźniejszości w kolejno ponumerowanych rozdziałach. A wszystko to w narracji pierwszoosobowej. Bardzo podobał mi się motyw niespodziewanego nieznajomego na parapetówce Alice. Przyszedł, został wpuszczony. Alice myślała, że to jeden z sąsiadów – Tim. Nikt go nie widział, nikt z obecnych z nim nie rozmawiał. Ostatecznie okazał się kimś innym, kimś kogo interesuje zbrodnia, która zdarzyła się w domu Alice. Wyobrażacie sobie mieć na własnej imprezie obcego? Który przyszedł, został przez Was przywitany i ugoszczony jak oczekiwany sąsiad, którym w efekcie nim nie był…brrrr. Bardzo dobrze czytało się o wspólnym wątku Alice i Niny. I jedna i druga budziły się w nocy z uczuciem, że ktoś jest w sypialni. I jedna i druga miały długie blond włosy.

Nie do końca kupiłam jednak całą historię. Postaci wydają mi się płaskie, bez polotu, bez charakteru. Sama Alice niemrawa. Kocha nie kocha, ufa nie ufa, cierpi nie cierpi. Pojawia się w książce motyw hermetycznego środowiska i niechęci jednej z sąsiadek. W mojej ocenie wątek ten jednak został opisany pobieżnie, niewystarczająco.

To typowa kolejna powieść B.A. Paris. Jej styl, historie, bohaterowie, nastroje, paranoje i tajemnice. Fabuła zagmatwana, z wieloma wątkami. Autorka rzuca czytelnikowi ochłapy zdarzeń, by w naszych głowach pojawił się inny scenariusz. Scenariusz nieprawdziwy. Udaje się jej to. Dlatego zakończenie nie jest takie oczywiste. Końcówka jest bardzo emocjonująca. I to jest największa zaleta tej książki.

Moja ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU ALBATROS.

 

„Wyspa Zero” Jarosław Sokół

WYSPA ZERO

  • Autor:JAROSŁAW SOKÓŁ
  • Seria: ADAM KOSTRZEWA. TOM 1
  • Wydawnictwo:DOLNOŚLĄSKIE
  • Liczba stron:400
  • Data premiery:15.07.2020r.

Starając się nie robić zaległości w bieżących publikacjach, jednocześnie nadrabiam w recenzjach z okresu, w którym nie miałam do tego siły .Kompletnie nie wiedziałam, czego spodziewać się po @Jarosław Sokół, autorze serialu telewizyjnego „Czas honoru”. Serialu, który bardzo lubiłam oglądać. Z jednej strony ciekawi mnie rzeczywistość z czasów drugiej wojny światowej, z drugiej niezwykle przeraża. Jakiekolwiek nie towarzyszą mi przy czytaniu uczucia nigdy nie żałuję, że sięgnęłam po książkę z tą tematyką czy w wątku głównym, czy pobocznym. Tym bardziej, że opowiedziana historia może być obficie okraszona rzeczywistością powojenną. Przeczytajcie sami, jak było tym razem. Przed Wami „Wyspa zero” pierwszy tom serii o Adamie Kostrzewie.

Tak właśnie wygląda nasza cywilizacja. W środku pusta, a na zewnątrz pokryta cieniutką warstewką kultury i zasad moralnych. Przy pierwszej okazji zasady moralne odpryskują jak emalia od garnka.”

„Wyspa zero”  Jarosław Sokół

Podzielona dusza, podzielone ciało. Okupacja będzie trwać” – Lustro „Krótka piosenka o wojnie”

Wydawałoby się, że od wojny nie ma nic gorszego. W zawiłej historii naszego kraju istnieją dowody, że czasy powojenne wcale nie były lepsze. Inne były ofiary, inni byli kaci. Było słychać te same języki; głównie polski, niemiecki i rosyjski. Nierzadko było widać te same twarze. Czasem inaczej się nazywały. Inne były nazwiska. Fabuła rozpoczyna się w maju 1945. Do poniemieckiego Świnoujścia na wyspie Uznam przybywają Waszyngton, Poezja, Lońka, Adam Kostrzewa – przedwojenny policjant, Wasilewski – profesor antropologii i sierżant Kwasigroch. Na zlecenie Urzędu Bezpieczeństwa w Pile mają przygotować miasto do przejęcia władzy przez polską administrację. Miasto, w którym rządzi żelazną ręką sowiecki komendant Osipowicz. Miasto, w którym panuje głód, chaos i strach podsycany zbrodniami uzbrojonych szabrowników. Krótko po przyjeździe odnalezione zostaje ciało tymczasowego burmistrza, Niemca, byłego pastora Friedke. Morderca zostawia wiadomość w postaci odciętych palców. To samo dotyka dwóch kolejnych ofiar, Szulca oraz „żony wojennej” komendanta Osipowicza – Swiety. Krótkie śledztwo Kostrzewy ujawnia, że sprawca morduje byłych więźniów obozów koncentracyjnych. Wkrótce ginie Spitsgau niemiecki lekarz, aktualnie współpracujący z Osipowiczem. Kto morduje ocalonych więźniów Auschwitz-Birkenau, czy Dachau? Jakie przesłanie niesie za sobą wiadomość w postaci uciętych palców? Z kogo tak naprawdę składa się grupa operacyjna ludowych milicjantów przybywająca do Świnoujścia? Jaką historię skrywają bohaterowie tej powieści?

Po której stronie barykady jestem ja” – Lustro „Krótka piosenka o wojnie”

Po której stronie barykady tak naprawdę są bohaterowie powieści Jarosława Sokoła? Na to pytanie momentami nie potrafiłam sobie sama odpowiedzieć. Autor z wybitną wnikliwością i talentem przedstawił trudy życia w powojennej Polsce. W Polsce, w której nic nie było oczywiste. W Polsce, gdzie nie było wiadome, czy miasto będzie polskie, niemieckie, czy może rosyjskie. W Polsce, gdzie ofiary mogły stać się w jednym momencie katami. Bohaterowie są złożeni. Sam Adam Kostrzewa to przedwojenny aspirant policji. Z jednej strony autor uwypuklił jego wybitny śledczy talent, mimo braku technologicznych narzędzi, o których zwykle czytamy w kryminałach osadzonych w teraźniejszości. Z drugiej opisał jego traumę wojenną. Traumę nieszczęśliwej miłości i ogromnej tęsknoty za Mirą. To właśnie Mira pozwoliła mu przetrwać najtrudniejsze momenty w czasie wojny. To pamięć i wspomnienie o niej przywiodło go aż do Świnoujścia. Bardzo spodobał mi się zabieg autora wewnętrznej rozmowy Kostrzewy ze swoim przedwojennym szefem, nadkomisarzem Strzelczykiem. Dialog dotyka ważnych wątków w śledztwie. Wydaje się, że wspomnienie o Strzelczyku i jego metodach śledczych prowadzi Kostrzewę od jednego wątku do drugiego, by ostatecznie w finale wszystko się ułożyło w jedną całość. Często jednak Kostrzewa ze swoim byłym szefem się nie zgadza, drażni się z nim i kwestionuje jego sugestie.

Ogromną wartością dodaną tej pozycji są pokazane powiązania pomiędzy Rosjanami rządzącymi miastem, byłym niemieckim dowództwem i polskimi osadnikami. Wszyscy oni znajdują się jakby w jednym tyglu, tyglu odbudowującego się świata, tyglu historii. To tu spotyka się szef niemieckiej policji pomocniczej Knopf ze swoimi ofiarami wojennymi. To tu lekarz obozowy świadczy usługi medyczne i z pozoru efektywnie współpracuje ze swoimi dawnymi więźniami. To tu obozowa prostytutka wiedzie szczęśliwe życie u boku zakochanego w niej, wpływowego człowieka. To tu tak naprawdę nie wiadomo, kto jest czyim wrogiem i z kim warto trzymać. Bez wątpienia jeden drugiemu wilkiem, jeden drugiego okrada i to wszystko z „wędrówką ludów” w tle. Niemcy próbują przedostać się w głąb swego kraju, a polscy osadnicy przybywają.

Wątek kryminalny miesza się z retrospekcjami z czasów wojny. Czytelnik bez problemu wie, dlaczego takie czy inne wspomnienie zostało przez autora przywołane. Mimo, że książka dotyka wielu trudnych kwestii, żaden wątek nie jest zbędny, nie jest przypadkowy. Dlatego książka nie męczy. Książka uczy, rozwija, pozwala spojrzeć na nasze wyobrażenia w inny sposób, dotknąć czasów i wydarzeń, o których nie mieliśmy pojęcia. Żaden z postaci nie okazuje się bohaterem bez skazy. Każdy ma jakieś traumy, wspomnienia, niechlubne wydarzenia. Każdy się kiedyś ugiął. Nawet z pozoru bez skazy Kostrzewa dla miłości nie zrezygnował z pracy w okupowanej przez Niemców policji, tak jak zadeklarował swemu szefowi. Może dlatego nie może się od jego wpływu uwolnić… Jak sam autor pisze: „Upiory z przeszłości prześladują wielu ludzi, ale zwykle robią to z umiarem…”.

Styl autora jest lekki a to ogromna sztuka, by w lekkim stylu opisywać tak trudne i mroczne zdarzenia. To bardzo, naprawdę bardzo dobry kryminał retro. Przypomina mi kiedyś recenzowaną „Sprawę Salzmanna” Moniki Kassner (klik:  Sprawa Salzmanna). Tak samo napisaną ze swadą, przedwojennym humorem. Nawet z gruntu zły komendant Osipowicz momentami przywoływał uśmiech na mojej twarzy. Taki humor graniczący z absurdem. Uwielbiam taki styl, gdzie autor bawi się bohaterami. Trochę mrocznymi, trochę barwnymi, a na pewno bardzo wyrazistymi. Takich postaci książka jest pełna. Dodatkowo przeplatające się wątki fabularne, bieżącej rzeczywistości z obozowymi doświadczeniami i przedwojennym życiem powodują, że autor dla mnie stał się dla mnie kolejnym objawieniem. Objawieniem, który muszę śledzić i podążać jego tropem.

ps. 21 lutego br. premierę miał drugi tom serii o aspirancie policji Adamie Kostrzewie „Czerwona zaraza, czarna śmierć”. Książka już na mojej półce. Oczekujcie recenzji niebawem.

Moja ocena: 8/10

 Za możliwość zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu DOLNOŚLĄSKIE.