„Wysoka wrażliwość. Poradnik dla tych, którzy czują za dużo” Joanna Kozłowska

WYSOKA WRAŻLIWOŚĆ. PORADNIK DLA TYCH, KTÓRZY CZUJĄ ZA DUŻO

  • Autorka: JOANNA KOZŁOWSKA
  • Wydawnictwo: ZNAK KONCEPT
  • Liczba stron: 272
  • Data premiery: 18.05.2022r

Cały blog @Dziewczyno działaj jest poświęcony wysokiej wrażliwości (link: https://dziewczynodzialaj.pl/ ). Blog Joanny Kozłowskiej, która w zakładce O mnie napisała „Nie chcę, żeby moja strona mówiła ci co masz zrobić, żeby zacząć żyć szczęśliwe jako WWO. Chcę, żeby moja strona mówiła JAK masz to zrobić. Teorię przekuwamy w praktykę – interesują nas tylko konkrety!”. Temu celowi przyświeca też poradnik przez nią napisany pt. „Wysoka wrażliwość. Poradnik dla tych, którzy czują za dużo”, który dzięki Znak Koncept (@WydawnictwoZnak) premierę miał również 18 maja br. Lektura już za mną. I nieśmiało napiszę, że finalnie poczułam się nieźle zaskoczona😉. Czy może być lepsza zachęta do przeczytania książki i tej recenzji?

„Wysoko wrażliwa osoba  -WWO -(z ang. highly sensitive person) – określenie stosowane w przypadku osób, które posiadają nadwrażliwy układ nerwowy, co przyczynia się do szybszego przestymulowania, przejmowania cudzych emocji, nieumiejętności funkcjonowania w stresie, czy nadmiernych analiz.” (cyt. za: dziewczynodziałaj).

Nadwrażliwy układ nerwowy z definicji nie brzmi dobrze. Ale już rada jak z wysokiej wrażliwości można uczynić swoją mocną stronę oraz jak można żyć w zgodzie ze sobą, brzmi lepiej😊. Tak samo jak obietnica możliwości stworzenia satysfakcjonujących relacji z innymi, gdzie bycie wysoce wrażliwym przestaje być przeszkodą. Czy świadomy wybór właściwego zawodu, gdzie bycie WWO nie przeszkadza. Z tymi dylematami i problemami od wielu lat stykała się Joanna Kozłowska autorka bloga @Dziewczyno działaj. I swoimi spostrzeżeniami oraz wnioskami ze swej osobistej drogi postanowiła się podzielić nie tylko ze swymi obserwującymi, lecz także czytelnikami, dla których temat jest totalną nowością. Z takimi czytelnikami jak ja.

Nie raz słyszałam wypowiedzi typu: nie bądź taka nadwrażliwa, miej dystans do siebie itd. Nie raz zastanawiałam się, czy faktycznie wszystko przyjmuję za bardzo do siebie, czy nie za bardzo się przejmuję nie mogąc spać nocami i „rozmieniam na drobne” prawie każdy gest, prawie każdą emocję z którą się spotkałam, już o słowach nie wspomnę. Trudno tak żyć. Trudno tak żyć ze sobą. Po przeczytaniu poradnika „Wysoka wrażliwość. Poradnik dla tych, którzy czują za dużo” wiem, że takich osób jak ja jest całe mnóstwo. Że odczuwanie uczuć i życie emocjami innych jest powszechne, a tylko od nas zależy co z tym uczynimy. Odkryłam wiele własnych cech na nowo, gdzie nie zawsze empatia jest dobrym sformułowaniem, a słowa dystans do siebie nabierają nowego znaczenia.

I znowu trochę o sobie, a raczej miało być o książce😊. Wracając więc do Joanny Kozłowskiej i jej poradnika napiszę na początku, że autorka zaimponowała mi odwagą. W książce czytelnik znajdzie wiele osobistych wynurzeń, indywidualnego podejścia i własnych przeżyć autorki.

Ja jestem idealnym przykładem osoby, która straciła zdrowie, stawiając cudze dobro ponad własne. Miesiącami żyłam w bardzo toksycznej atmosferze, nawet nie zauważając, że jest to sytuacja chora, mój mózg uznał to za nową normalność, a ja czułam tylko rozdrażnienie i napięcie.”

Do tej ćwiczenia, których w przewodniku całe mnóstwo. Do tego zgrabne podsumowania, na które ze względu na grafikę czytelnik od razu zwraca uwagę. Bardzo spodobała mi się sama konstrukcja. Jest napisana płynnie. Podzielona została na rozdziały, które składają się z króciutkich podrozdziałów. Wszystko zostało trafnie przez Kozłowską zatytułowane. Dodatkowy smaczek stanowią sugestywne i bardzo trafnie wybrane cytaty, które umieszczone zostały w różnych miejscach. Nad niektórymi zastanawiałam się naprawdę długo, jak:

Wybór należy tylko do ciebie, nie żyjesz, aby zadowolić innych.” – Lewis Carroll.

Mocny prawda? A dodatkowo niezwykle głęboki w swej oszczędnej treści. Do tego bezpośredni kontakt z czytelnikiem, który skrócił od razu dystans pomiędzy mną a autorką. Te sformułowania dlatego myśl, my, nasza, mamy, postaraj się, być może masz takie poczucie spowodowały, że książkę odebrałam jako inteligentną i interesującą rozmowę ze specjalistką z dziedziny psychoterapii, psychologii. Za terapeutyczną sesję, w której prowadząca zwraca mi uwagę na wiele aspektów mojego życia, które zostały zagłuszone przez codzienność, a których odkrycie na nowo może przyczynić się do poprawy jego jakości, całkiem samoczynnie, całkiem pośrednio.

Nie wiem z kim z zawodu jest Joanna Kozłowska. Wiem za to, że jej książka dla mnie okazała się bardziej wartościowa niż poradniki oparte na pracy znanych psychoterapeutów, psychologów, na ich doświadczeniu zawodowym. Bo jest to poradnik pisany na podstawie własnych przeżyć, autopsji i własnej praktyki. I ta osobistość doświadczeń wyziera praktycznie z każdej jego strony. A rady, uwagi do mnie bardziej trafiają, gdy są oparte na własnych empiriach. Nie bez kozery nasza noblistka  Wisława Szymborska w swym wierszu napisała; „Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”. W życiu nie chodzi chyba o szóstkę z teorii. W życiu chyba chodzi o szóstkę z praktyki.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak Koncept.

„Wszyscy diabli” Ian Rankin

WSZYSCY DIABLI

  • Autor: IAN RANKIN
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Cykl: INSPEKTOR REBUS (tom 21)
  • Liczba stron: 384
  • Data premiery w tym wydaniu: 27.04.2022r.
  • Data premiery: 03.11.2016r.

Aż dziw, że dzieją się takie rzeczy!!! Ian Rankin – poczytny szkocki pisarz kryminałów – wydał już 21 części serii z inspektorem Rebusem. Żeby jeszcze bardziej się pogrążyć napiszę, że pierwszy tom wydany został w 1987😊. Ja przygodę z tym ciekawym szkockim śledczym zaczynam od tej właśnie, ostatniej części, która premierę miała prawie miesiąc temu, tj. 27 kwietnia br. @WydawnictwoAlbatros nieprzerwanie wydaje książki z Rebusem od roku 2016. Nakładem innego Wydawnictwa są obecne na polskim rynku od 2003 roku. A ja ? No cóż, Johna Rebusa odkryłam dopiero teraz😉.

Trochę koncepcja jak z Holmesa i Moriarty’ego. Tym razem to Rebus i Cafferty. Tym razem to  ekspolicjant i eksprzestępca, a nie detektyw i złoczyńca. Oboje grają w pewną grę, tak jak Moriarty z Holmesem. Czasem nie wiadomo, który jest tym złym, a który dobrym. Wydaje się nawet, że jeden bez drugiego nie potrafi istnieć, nie potrafi funkcjonować. Że jeden bez drugiego jest całkowicie niekompletny. Ta zabawa w duet „dobrego” i „złego”  toczy się z morderstwem żony miejscowego bankiera, Marii Turquand w tle. Morderstwem, które wydarzyło się wiele lat wcześniej, gdy w tym samym hotelu przebywał słynny muzyk rockowy. To morderstwo nie daje Rebusowi spokoju. Mimo, że inspektor przebywa już na emeryturze ciągle pragnie dowiedzieć się, kto stał za morderstwem niewiernej żony.  Równocześnie Rebus wplątuje się w walkę między edynburskimi gangsterami, w świecie którym Rebus jako policjant odnajdywał się jak „ryba w wodzie”. Mimo sympatii i antypatii zaczyna angażować się w działania, które ujawniają policyjną korupcję, wojnę gangów i odkrywają tajemnice skandalu sprzed lat.

Nie wiem do czego porównać ten kryminał. Nie wiem, czy ta część jest lepsza, czy gorsza od wszystkich dwudziestu poprzednich. Z prostego powodu tego nie wiem. Jest to bowiem pierwsze moje spotkanie z autorem, o czym wspomniałam powyżej. Nie mam więc doświadczenia, czy Ian Rankin był w szczytowej, czy też raczej nie, formie w trakcie pisania. To co wyróżnia pisarstwo Rankina to ilość dialogów. Dzięki ich dużej ilości książkę czyta się naprawdę ekspresowo. Jest bardziej dynamiczna, bardziej intensywna, z mnóstwem akcji. Doprawdy aż trudno uwierzyć, że Ian Rankin jest tak mało popularny w naszym kraju. Tym bardziej, że jego książka jest pisana w typowo męskim stylu, w szybkim tempie i z męskiego punktu widzenia. Rebus może i nie jest w kulminacyjnej formie. Ma wiele za sobą, wiele lat pracy, wiele chwil zwątpień na emeryturze i wiele błędnych decyzji. Z tym bagażem doświadczeń jest jednak ciekawym bohaterem, dla którego ważniejsza jest moc jednego mięśnia, niż siła wszystkich mięśni w ciele. Trochę właśnie jak Holmes, gdzie siła przesłuchania i obserwacji jest ważniejsza od szybkich pościgów, mocnych i trafnych uderzeń. Ot, taki podstarzały śledczy, o którym czyta się naprawdę dobrze.

To ciekawy kryminał z intersującą fabułą z wieloma wątkami pobocznymi. Narracja prowadzona jest na wysokim poziomie. Bohaterowie, a przede wszystkim Rebus dający się lubić. Książka pisana w stylu brytyjskim. Styl nie do podrobienia przez autorów kryminałów innych narodowości. Podoba mi się styl pisania Iana Rankina. Po przeczytaniu  „Wszyscy diabli” wiem, że w wolnej chwili muszę nadrobić poprzednie części tej serii, by móc porównać, by zdobyć doświadczenie. Fakt, że nie czytałam poprzednich tomów nie ma znaczenia w odbiorze książki. Kryminał czyta się jak odrębną całość i nie wymaga znajomości poprzednich wątków fabuły. To nie saga. To prawdziwy szkocki kryminał. Udanej lektury!

Moja ocena: 7/10

Książkę podarowało mi   Wydawnictwo Albatros, za co bardzo dziękuję.

„Odzyskany los” Marzena Rogalska

ODZYSKANY LOS

  • Autorka: MARZENA ROGALSKA
  • Wydawnictwo: ZNAK
  • Seria: KARLA LINDE. TOM 4
  • Data wydania: 18.05.2022r
  • Liczba stron: 464

@MarzenaRogalska w tandemie z Karlą Linde powieścią „Odzyskany los” kończy pewną epokę. 18 maja br. nakładem @wydawnictwoznakpl wydana została czwarta część cyklu. Trzecia część serii do mnie nie trafiła, ale recenzje dwóch pierwszych przypomnicie sobie pod następującymi linkami: „Czas tajemnic” oraz „Kres czasów”. To wyjątkowa saga, w której polityka, historia, tradycje i ówczesne słownictwo ma przeogromne znaczenie. Rogalska i tym razem przygotowała się do wątku historycznego, który tym razem dotyka czasów po II wojnie światowej.

Karla Linde, emancypantka, patriotka. Po zawierusze wojennej wraca do stalinowskiej Polski. Porzuca bezpieczny Londyn i wyrusza w drogę powrotną do kraju swoich przodków. W PRL-owskiej rzeczywistości zaczyna układać swoje życie na nowo.

Seria jest prawdziwą sagą. Jeśli nie lubicie sagi rodzinne osadzone w historii to nie próbujcie czytać. Rogalska konsekwentnie kreśląc fikcyjne losy indywidualnych bohaterów rozlicza się z przeszłością. Rozlicza się z dawną Polską, dawnymi jej włodarzami. Osobiste losy splatają się więc z losami ogółu, losami innych Polaków, losami Polski. Ta konstrukcja i ten sposób prowadzenia narracji jest idealny dla fanów historii, długich opowieści, w których wątki poboczne tworzą odrębne opowieści.

Akcja dzieje się bardzo powoli, jak to w sadze. Karla jest już całkiem inna. Doświadczenia życiowe wzmocniły jej charakter, pozwoliły jej jeszcze bardziej dojrzeć. Trochę nietutejsza, trochę nie na czasie.  Jej osobowość dostojnej damy chwilami mnie nużyła, denerwowała. Wolałam Karlę w obrazie młodej trzpiotki, przeciwstawiającej się konwenansom w bardzo inteligentny i sprytny sposób. Ta ostatnia część zamyka pewną całość. Jest oczywistą kontynuacją wcześniej podjętych tematów. Rogalską cenię za język, sformułowania, które wykorzystała w powieści, a które osadzały mnie w ówczesnej rzeczywistości. Książka dobrze podsumowuje wcześniejsze wątki. Ukazuje zachwycający przeszły świat, który minął, który był trudny. Który jednak pachniał intensywnymi zapachami, smakował bardziej wykwitnie i nawet deszcz padał bardziej siarczyście. O tych czasach warto czytać. Czasach dających nadzieję, gdy wszyscy walczą o lepszą Polskę, o lepsze jutro. Z sagą jednak jest taki problem, że każda kolejna część jest mniejszym zaskoczeniem. Bohaterowie się powtarzają, historie się powtarzają, osobowości się powtarzają. Nie ma tej świeżości, tego zaskoczenia. Nie dla każdego saga jest idealnym rozwiązaniem na plany czytelnicze. Ja czułam lekkie zmęczenie.

Książka napisana z wielką czułością i zaangażowaniem. Tak też powinna być czytana😊. Miłej lektury!

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak.

„O jedno cię proszę” Laura Dave

O JEDNO CIĘ PROSZĘ

  • Autorka: LAURA DAVE
  • Wydawnictwo: MARGINESY
  • Liczba stron: 335
  • Data premiery: 18.05.2022r.
  • Data premiery światowej: 4.05.2021r.

Zacznę od okładki. Robię to niezmiernie rzadko. I nie! Nie chodzi mi o zdanie „Ponad milion sprzedanych egzemplarzy”, które zaczęłam już traktować z przymrużeniem oka😉.  Chodzi mi o domy na wodzie, barki mieszkalne, gdzie w jednym w dwóch oknach widać dwie kobiety. To to te kobiety mają w fabule największe znaczenie. Bailey i Hannah. Pasierbica i macocha, których trudną relację opisała Laura Dave w „O jedno cię proszę”, która wydana została nakładem @wydawnictwomarginesy. Książka premierę miała 18 maja br. Ja na recenzję po jej przeczytaniu zapraszam już dziś 😊.

Jeśli cię okłamują, tak jak on, to kim jesteś? Kim jest on? Osoba, za którą go uważałeś, twoja ulubiona osoba, zaczyna znikać, jest mirażem, chyba że sobie wmówisz, że te części, które nadal są dla ciebie ważne, są prawdą. Miłość była prawdą. Jego miłość jest prawdą. Bo jeśli nie, to zostaje tylko taka możliwość, że to wszystko było kłamstwem.” – „O jedno cię proszę” Laura Dave.

Owen troskliwy ojciec, kochający mąż znika bez śladu. Żonie przesyła krótką wiadomość, że ma chronić jego córkę Bailey. Swej córce oprócz motywacyjnej informacji zostawia w szafce szkolnej kilkaset tysięcy dolarów. To wszystko w dzień, gdy społecznością wstrząsa informacja, że jego szef został zatrzymany pod zarzutem malwersacji finansowych, a firma okazała się wydmuszką nic nie wartą na rynku akcyjnym. Hannah zaczyna rozważać różne opcje, które stają się naglące, gdy w dzień po zniknięciu Owena odwiedza ją szeryf federalny Grady Bradford, który żegna ją ze słowami: „Owen nie jest tym, za kogo go pani uważa.” O dziwo znający zamiłowanie Hannah do specyficznego smaku kawy. A zaraz po nich Hannah spotyka dwóch agentów federalnych FBI, którzy nic o Gradym zaangażowanym w sprawę nie wiedzą. Mimo wzajemnej niechęci i Bailey, i Hannah postanawiają na własną rękę dowiedzieć się, o co chodzi. Wyruszyć w podróż, która dla nich obu okaże się prawdziwym exodusem.

Już w pierwszych kilkudziesięciu stronach złapałam kontekst i styl powieści. Podłapałam narrację pierwszosoobową Hannah, macochy nieumiejącej trafić do nastoletniej pasierbicy. Drugiej żony ojca. Nigdy drugiej matki. Jej porażki wychowawcze odbierałam osobiście, utożsamiałam się z nimi, rozumiałam je. I serdecznie jej współczułam. Bo jakże tu nie współczuć kobiecie, która stara się z wszystkich sił, a osoba dla której to robi perfidnie tego nie docenia?

Książka składa się z trzech części i naprawdę krótkich rozdziałów, które Laura Dave zatytułowała bardzo sugestywnie, np. „Podążaj tropem pieniędzy”, „Myśl, co chcesz”, „Nie zadawaj pytań, jeśli nie chcesz znać odpowiedzi.” Autorka przed każdą częścią wzbogaciła powieść ciekawymi, nad wyraz trafnymi cytatami. To podnosi walor tej publikacji. Cytaty, które są na miejscu, zawsze się sprawdzają.

Nie jest to wybitna pozycja. To opowieść jakich wiele, w których skrywane tajemnice bardzo rzadko nie wypływają na światło dzienne. Gdzie kłamstwa wśród najbliższych potrafią zniszczyć nawet najbardziej głęboką relację. Opowieść o rodzinie, w której nie każdy był na równi szczery z innymi. Opowieść napisana w lekkim stylu, przyjemnym, typowo amerykańskim. Dzięki czemu te 335 stron czyta się wręcz błyskawicznie. Sama intryga kryminalna przewidywalna, bardzo płytka. Motyw zniknięcia Owena odgadnęłam praktycznie na początku, co zmniejszyło zainteresowanie fabułą do minimum. Cóż nie każdy jest Bondą, Mrozem, Chmielarzem, czy Majewskim😊. Mimo to czas spędzony z lekturą nie uważam za stracony. Łatwa, lekka lekturka. Idealna na dżdżyste wieczory.

Ps. A zakończenie? Dla mnie za ckliwe.

Moja ocena: 6/10

Egzemplarz recenzencki otrzymałam od Wydawnictwa Marginesy, za co jestem niezmiernie wdzięczna.

„Ostatni dzień” Luanne Rice

OSTATNI DZIEŃ

  • Autorka: LUANNE RICE
  • Wydawnictwo: MUZA
  • Liczba stron: 480
  • Data premiery: 18.05.2022r.

Wróciłam do żywych z recenzjami😉. Tyle przeczytanych książek za mną, ile przelanych na mój blog recenzji. Przecież po to ten blog założyłam, by dzielić się z Wami moją pasją, moim hobby i moimi spostrzeżeniami po zapoznaniu się, co tak naprawdę kryje się pod okładką. Wystarczy tylko trochę zanurzyć się w codzienności, by potem chwile na swoją pasję musieć wyrywać pazurami😊. Ale próbuję ciągle i nie ustaję. To nie mój ostatni dzień z publikacją recenzji, ale bez wątpienia „Ostatni dzień”, który przeczytałam, a który premierę miał 18 maja br. nakładem @wydawnictwo.muza.sa.

Zawsze uważał, że pierwszy kontakt z ofiarą morderstwa jest niczym spotkanie dwóch osób, które wcześniej się nie znały. To wyjątkowy moment, tak samo ważny po śmierci jak za życia, i równie, a może nawet bardziej, przełomowy.” – „Ostatni dzień” Luanne Rice.

Tak myśli Conor Reid, detektyw, który po raz drugi zaczyna prowadzić śledztwo o morderstwo w rodzinie sióstr Woodward. Wiele lat wcześniej Kate i Beth przeżyły napad rabunkowy, w którym wskutek uduszenia zmarła ich matka. Po latach Beth miała mniej szczęścia, zmarła we własnym domu w szóstym miesiącu ciąży, a jej ciało wraz z policjantami odkryła siostra Kate.

Morderstwo nie oznacza, że ginie jedna osoba: taki czyn wysysa energię i wolę życia we wszystkich, których dotyka. Stary świat legł w gruzach, trzeba go odbudować w nowych, niepewnych warunkach.” – „Ostatni dzień” Luanne Rice.

Mam mieszane uczucia, co do tej książki. Lee Child na okładce obiecał; „Liryczna opowieść i mrożący krew w żyłach thriller w jednym.”. Dla mnie to raczej słaby thrillerek, w którym miłość siostrzana pokrywa wszystkie jego niedobory. Ani za dużo krwi, ani tym bardziej mrożonej.

Książka składa się z trzech części. Autorka zamknęła fabułę w sześćdziesięciu krótkich rozdziałach. Akcja toczy się od 11 lipca, gdy zostaje odkryte ciało ciężarnej Beth, aż do 5 maja. Narracja jest w większości trzecioosobowa. Gdzieniegdzie autorka wplotła narrację pierwszoosobową z perspektywy Keth i Beth. I tylko te momenty dla mnie okazały się liryczne, osobiste. Z trudem czytałam o tęsknocie, rozpaczy i samotności.

Sam Reid jako detektyw mnie nie zachwycił. Był mieszanką wielu cech noszonych przez śledczych w czytanych przeze mnie kryminałach. Jakby autorka wzięła trochę z tego, trochę z tego… Jako śledczy wręcz mnie zawiódł. Od lipca do listopada podejrzewał męża Beth, bo przecież był on mężem niewiernym całkowicie pomijając inne możliwe scenariusze śledcze. Przeświadczenie o winie podejrzanej osoby nigdy nie posuwa śledztwo do przodu. Wystarczy tylko czytać kryminały by to wiedzieć, niekoniecznie je pisać😉. Generalnie wątek kryminalny został rozpisany płasko, bez werwy. Cały czas narracja w sprawie zbrodni była prowadzona jednokierunkowo, mimo pewnych wprowadzonych pewnie na odczepnego pobocznych wątków, wątpliwości. Aż do wielkiego bum…. Oczywiście w samej końcówce. Jakby autorka chciała nam dać do zrozumienia, że nie jest jednak przewidywalna, że jednak jest w stanie czytelnika zaskoczyć. I tylko mniejsze znaczenie ma, że kompletnie to bum z niczego nie wynika, z niczego się nie wywodzi, jest jak jedna samotna śliwka wrzucona w kompot.

Zdecydowanie słaba książka. Ni to thriller, ni to kryminał. Bardziej dramat rodzinny, gdzie po obu stronach tyle samo kłamstw, tyle samo niedopowiedzeń. Ta propozycja kompletnie mnie nie zachwyciła, nie zaciekawiła. Czytałam ją lekko znudzona. Taka niewprawna opowieść z wątkiem kryminalnymi o bardzo mglistym, niejasnym motywie.

Moja ocena: 5/10

Egzemplarzem recenzenckim obdarowało mnie Wydawnictwu Muza, za co bardzo dziękuję.

„Niedaleko pada jabłko” Liane Moriarty

NIEDALEKO PADA JABŁKO

  • Autorka: LIANE MORIARTY
  • Wydawnictwo: ZNAK LITERANOVA
  • Liczba stron: 590
  • Data premiery w tym wydaniu: 18.05.2022r.
  • Data premiery światowej: 14.09.2021r.

Niczego nie przyjmuj za dobrą monetę. Nikomu nie wierz. Nigdy nie bierz za fakty niesprawdzonych informacji.” – „Niedaleko pada jabłko” Liane Moriarty.

Cały czas o tej zasadzie trzech musiała pamiętać Christina, która starała się rozwikłać zagadkę zniknięcia 69-letniej emerytki Joe Delaney. To wokół zniknięcia Joe toczy się fabuła kolejnej powieści Liane Moriarty pt. „Niedaleko pada jabłko”. Powieści, która premierę miała w ubiegłą środę, a ja mogłam się z nią zapoznać dzięki współpracy z Wydawnictwem @Znak Literanova. Książka mnie zaciekawiła. Tym bardziej, że to pierwsza publikacja Autorki, którą przeczytałam. A jest ona powieściopisarką, której twórczość posłużyła do ekranizacji „Wielkich kłamstewek”, które oglądałam z ogromną pasją😉.

Znika Ona. Kobieta, była tenisistka, aktualnie emerytka, bizneswoman współprowadząca szkółkę nauki gry w tenisa wraz z mężem. Żona Stana, matka Amy, Logana, Troya i Brooke. Do dzieci wysłała nic nie mówiący sms z licznymi błędami. Nie ma z nią kontaktu. Bliscy umierają z niepokoju, a śledczy zaczynają podejrzewać najgorsze. Podejrzewać morderstwo.

Po początkowych skrywanych faktach następuje eksplozja zdarzeń, które zaczynają znajdować się w raportach śledczych. A pierwszy druzgocący fakt związany jest z Savannah, dziewczyną, która pewnej nocy kompletnie bosa zawitała w progu domu Delaneyów szukając pomocy.

Wiecie co to hipermnezja? Ja pojęcia nie miałam😊. Dzięki książce poznałam to określenie.  To „(…) wybitna pamięć autobiograficzna, czyli zdolność pamięci do nieograniczonego odtwarzania utrwalonych śladów przeżyć psychicznych[1], pojawiająca się u niektórych ludzi w trakcie hipnozy lub przeżyć z pogranicza śmierci, a także niezwykle rzadko u osób świadomych…” (cyt. za: Wikipedia). Tą niezwykłą przypadłość ma Savannah, która odcisnęła znaczne piętno na rodzinie Delaneyów. Moriarty stworzyła ciekawą postać. Z jednej strony słodką, niewinną, skrzywdzoną. Z drugiej zawziętą, zdeterminowaną i mściwą. Ten mix cech uformował niezwykłą bohaterkę, którą nie potrafiłam rozgryźć do końca.

Mi najbardziej podobała się sama Joe. Niezwykle inteligentna starsza pani, która potrafiła zachować się taktycznie w każdej sytuacji. Potrafiła wyczuć jak barometr nastrój każdego z dzieci, nastrój męża, znajomych, a nawet fryzjerki. Jej trafne spostrzeżenia zasługują na uwagę i szacunek czytelnika.

Na okładce przeczytałam: „Liane Moriarty –(…) – jak zwykle po mistrzowsku buduje napięcie, które tworzą drobne nieporozumienia…”. Zgadzam się z tą opinią. Tych nieporozumień, raz większych, raz mniejszych jest sporo. Napięcia jednak znacznie mniej. Jednakże ten lekki thrillerek z rozbudowanym wątkiem obyczajowym czytało mi się bardzo miło. Te rodzinne perypetie stanowiły clue całej historii, w której stado trzyma się razem, mimo wszystko, mimo wszystko…

Zdecydowanie dobra pozycja dla fanów lekkich thrillerów z bardzo rozbudowanymi wątkami obyczajowymi. Lub raczej powinnam napisać, ciekawej książki obyczajowej z drobnym wątkiem kryminalnym. Książka broni się sama ciekawymi bohaterami. Ale nic poza tym. Nic poza tym…

Moja ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

„Zimna sprawa” Katarzyna Bonda

ZIMNA SPRAWA

  • Autorka: KATARZYNA BONDA
  • Wydawnictwo: MUZA
  • Seria: HUBERT MEYER. TOM 7
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery: 18.05.2022r.

Są rzeki, których przekraczać nie należy”. – „Zimna sprawa” Katarzyna Bonda.

Hubert Meyer posiada umiejętność przekroczenia każdej. W najnowszej części serii o tym wybitnym profilerze @Katarzyna Bonda pogmatwała śledztwo w stopniu najwyższym. O czym mam nadzieję przekonacie się sami😉. Pamiętacie szóstą część „Balwierz”? Jeśli nie, to zechciejcie zerknąć na recenzję: klik. „Zimna sprawa” jest jeszcze bardziej skomplikowana, jeszcze bardziej zaskakująca. Ja z książką zapoznałam się dzięki @wydawnictwo.muza.sa, które wydało ją 18 maja br.

Meyer pracuje nad stworzeniem efektywnej, nowej jednostki o nazwie WERA; Weryfikacja Eliminacja Rozkład Analiza. Zmotywowany przez swego nowego podwładnego zaczyna interesować się odkryciem w oddziedziczonym domu Pani Klary Haselhof. Na jej posesji znaleziono ciało kobiety i trójki dzieci owiniętych w kokon, jak poczwarki. A także truchła dwóch syjamskich kotów. Misterium śmierci zataczające coraz szersze koło zaczyna mieć związek ze Strażnikiem Czasu, który swego czasu stał na czele małej sekty gwarantującej łagodną reinkarnację po wyjątkowym przejściu, wyjątkowej śmierci.

Nazwa nowo konstruowanej jednostki nie jest przypadkowa. Cieniem na całą fabułę kładła się historia z poprzedniej części. Historia śmierci prokurator Weroniki Rudy. Historia wybijająca Meyera z rytmu, utrudniająca mu szybkie i trafne profilowanie. Tęskniłam za Rudy, tęskniłam za Domanem. Wydawało mi się, że Meyer jest bardziej wartościowy w tym zestawie. Mimo wprowadzenia do peletonu bohaterów fikcyjnych Kaczmarka. Nowej postaci, fana Meyera pretendującego na profilera tak dobrego jak sam jego mistrz. Z wielkim przytupem jednak Bonda zwróciła uwagę czytelnika na to Trio w samym zakończeniu. Jakby sama nie mogła się od niego oderwać. Jakby samo do niej ciągle wracało. Cóż, przyjdzie mi czekać na kolejną część z niecierpliwością😉.

Zawiódł mnie totalnie wątek Matyszczaka i jego żony Lilki. Rozwiązany został w najbardziej oczywisty wśród tych wszystkich nieoczywistości, które znajdziecie w kryminale, sposób. Sam wątek kryminalny, jak już wspomniałam, totalnie zakręcony, zagmatwany. Wielość bohaterów, wiele wątków pobocznych, wiele teorii śledczych mnożących się jak koronawirus w jego najbardziej szczytowym okresie. Ta wielość momentami męczy. Meyer za to wydaje się bardzo zmęczony, zirytowany czekającymi go wyzwaniami. Nie ma objawów wypalenia, czego mogłam się raczej spodziewać. Wydaje się nie na miejscu, jak to często z nim bywa. Jego praca przestaje go cieszyć, nie traktuje jej ambicjonalnie. Po kolei skleja elementy układanki, ale bez wcześniejszej pasji. Wydaje się być bardziej cieślą produkującym wytwór swego talentu, swego następcę. Totalnie nie załapałam skąd u niego ta zdolność znajomości prawie wszystkich, ojca Świerka, księdza Jacka. Odniosłam wrażenie, że wszędzie już był, wszystko widział, a jednak zagadka rozwiązana została na końcu, po wielu ślepych zaułkach.

Intryga spowita mgłą, magią, dewocjonaliami, ogromną symboliką, niespotykanymi gestami. Dwie kobiety, na dwóch różnych biegunach, jednak nie tak odległych jakby się mogło pozornie wydawać. Od początku czułam niechęć do Klary, tak czasem się zdarza. Jej postać była jednak od początku do końca konsekwentna. Czuć było fałsz, czuć było kłamstwo.

Zdecydowanie dla mnie część słabsza niż dwie poprzednie, choć ma wiele zalet, o których wspomniałam powyżej. Największą słabość upatruję w wielości wątków, wielości bohaterów mających znaczenie w śledztwie i mnogości śledczych. Gubiłam się w tych powiązaniach, relacjach praktycznie od początku, a Bondę od chwili poznania Meyera i Saszy Załuskiej czytam z dużą uważnością, bo do zawiłych historii już mnie przyzwyczaiła. I w tej książce, czego wielokrotnie doświadczyłam już na swej skórze, najdrobniejsze detale mają znaczenie.

Książka dla fanów Katarzyny Bondy, Huberta Meyera i całej reszty. Książka dla fanów dobrych kryminałów. Miłej lektury!

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Muza.

„Zagrabione życie i inne opowieści niesamowite” Susan Hill

ZAGRABIONE ŻYCIE I INNE OPOWIEŚCI NIESAMOWITE

  • Autorka: SUSAN HILL
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 464
  • Data premiery: 04.05.2022r.

W zbiorach opowiadań lubię różnorodność. To jakby książki w książce. Każda historia zabiera czytelnika w inny wymiar, opowiada o czymś innym, czymś innym jest go w stanie zachwycić. Od jakiegoś czasu hołduję zasadzie, że czytam opowiadania odrębnie, by mi się nie myliły, nie plątały. Tak zrobiłam ze zbiorem wydanym nakładem Wydawnictwa @Zysk i S-ka „Zagrabione życie i inne opowieści niesamowite” Susan Hill, który premierę miał 4 maja br. Ze względu na podzielne czytelnie recenzja trafia do Was teraz. Mam jednak nadzieję, że dla wielu z Was będzie pomocna przy tworzeniu planów czytelniczych, tym bardziej, że tłumaczył wybitny translator Pan Jerzy Łoziński.

To zbiór ciekawych mrocznych opowiastek osnutych mglistym, zimnym angielskim klimatem. Każda z nich opowiada inną historię, ma inną fabułę. Każda piękny styl, zapewne dzięki wyjątkowej transakcji Pana Łozińskiego. Począwszy od tytułowego „Zagrabionego życia”, gdy lekarz Hugh boryka się z konsekwencjami nieetycznego eksperymentu medycznego swych dwóch kolegów po fachu, przez historię o „Mężczyźnie z obrazu”, którą narratorowi opowiedział jego dawny profesor, aż po opowieść o frontowym pokoju.

Najbardziej zwróciłam  uwagę na narrację. I to ona powoduje, że zawarte w antologii historie mają osobisty charakter. Czyta się je jako spis wydarzeń, które stały się udziałem samego narratora lub kogoś mu naprawdę bliskiego. Nie są to może historie spędzające sen z powiem. Nie są to krótkie horrory. Bardziej przypominają mi niedługie mistyfikacje, krótkie dygresje o życiu ponad światem, o życiu pomiędzy światami, o życiu uwiązanym trochę „tu” i trochę „tam”. Czasem mroczne, czasem ciekawe. Często nieprawdopodobne.

Napisane są jednak w pięknym stylu. Jak zwykle nad wyżyny wniósł się mój ulubiony translator Pan Jerzy Łoziński. Język jest jak zwykle soczysty, gładki. Bez powtórzeń, bez błędów stylistycznych. Użyte sformułowania wyszły spod pióra specjalisty, wyjątkowego językoznawcy. Ta cecha tej publikacji nadaje jej wyjątkowej wartości.

Piękna literatura ubrana w piękne słowa. A o piękno w literaturze chodzi. Polecam.

Moja ocena: 7/10

Książkę przeczytałam dzięki Wydawnictwu Zysk i S-ka, za co niezmiernie dziękuję.

„Jestem otchłanią” Donato Carrisi

JESTEM OTCHŁANIĄ

  • Autor: DONATO CARRISI
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery: 27.04.2022r.

Wydaje się nam, że ich dobrze znamy, tylko dlatego, że wydałyśmy ich na świat, ale czasem pozwalamy, by rozproszyła nas miłość, którą do nich czujemy, i nie chcemy widzieć. Lecz głęboko w duchu doskonale wiemy… Jeśli matka nie robi nic, by uniemożliwić swojemu dziecku czynienie zła, to jest winna.” – „Jestem otchłanią” Donato Carrisi.

Donato Carrisi autor wielu thrillerów, które już za mną (patrz recenzje: „Dom głosów”, „Gra zaklinacza”) po raz kolejny mnie zaskoczył. W „Jestem otchłanią”, która premierę miała 27 kwietnia br., stworzył zgrabną opowieść, która zamyka się w pewną całość na samym końcu. Ale nie koniec w tej książce ma znaczenie.

Poważne uzależnienie psychiczne, stały stan podporządkowania… jest wiele określeń na tę formę niewoli. Ujarzmiona bestia liże rękę poskromiciela, pochyla się na sam dźwięk trzaskanego bicza.”- „Jestem otchłanią” Donato Carrisi.

Znaczenie ma historia. Tym bardziej, że w przypisie autora przeczytamy: „Opowiedziane tu historie zainspirowane są rzeczywistymi wydarzeniami”.

Historia syna Very, łowczyni much, sprzątającego mężczyzny i dziewczynki z fioletowym kosmykiem. Historia jakich mało. Gdzie pewnego dnia w jednym jeziorze uratowana została trzynastolatka i znaleziono ramię zamordowanej, nieznanej kobiety w wieku około sześćdziesiątego roku życia. I z jednym i z drugim wydarzeniem związek ma tajemniczy Mickey. Tylko kim on jest? Kim on jest?

Donato Carissi już w poprzednich publikacjach udowodnił, że wątek przemocy w rodzinie nie jest mu obcy. Autor z odwagą porusza kwestie związane z cienką linią, która istnieje między dobrem a złem, opieką a krzywdzeniem, miłością a nienawiścią. Gdzie dla jednych ten sam człowiek może być aniołem, a dla innych potworem. Narracja pisana z perspektywy dziewczyny z fioletowym kosmykiem, sprzątającego mężczyzny i łowczyni much. Każda z nich jest tak samo ważna. Jedna płaszczyzna dotyka wykorzystania seksualnego, druga matki, której syn popełnił straszną zbrodnię, a trzecia ofiary przemocy domowej.

Fabuła została podzielona na pięćdziesiąt pięć rozdziałów, które dziej się w teraźniejszości, gdy śledczy wraz z łowczynią much starają się rozwikłać zagadkę śmierci niemłodej już kobiety. Druga płaszczyzna czasowa dzieje się od 7 czerwca do 23 lutego, gdy czytelnik zagłębia się w smutną historię małego chłopca, któremu na czas nie pomogła miła pani z opieki społecznej. Dla której kult matki w katolickim kraju był wyraźniejszy, niż przerażenie w oczach dziecka. Obie perspektywy zostały rozpisane bardzo dokładnie, z dużym zaangażowaniem i uczuciem. Obie przedstawiają przerażający obraz świata, w którym nikt nie chciałby się znaleźć. Ja wytrwałam do końca. Mimo niepokoju, mimo wielu pytań, mimo złości do tych kobiet, które krzywdzą lub które są obojętne, unikające konfrontacji i działań. I do tych kobiet, które pozwalają sobą pomiatać, manipulować jakby nie były nic warte, jakby były podludziami. I tylko łowczyni much jest inna. I dla niej warto przeczytać tę książkę. Ku inspiracji i ku przestrodze.

Mocna, ciekawie opowiedziana historia. Mroczna jak jej tytuł i okładka. Kto ma odwagę przeczytać?

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Albatros.

„Nierozłączne” Simone de Beauvoir

NIEROZŁĄCZNE

  • Autorka: SIMONE DE BEAUVOIR
  • Wydawnictwo: MARGINESY
  • Liczba stron: 192
  • Data premiery: 11.05.2022r.
  • Data premiery światowej: 02.09.2021r.

Sylvie i Andrée, dwie dziewczynki, które poznały się w szkole i których przyjaźń przetrwała aż 12 lat, do przedwczesnej śmierci Andrée. Tak naprawdę to zamiast imienia Sylvie powinnam napisać Simone, a zamiast Andrée powinnam użyć Élisabeth lub Zaza, bo tak prawdziwie nazywały się dziewczynki, które spotkały się pewnego dnia w katolickiej szkole dla dziewczyn. O tej relacji pisze Simone de Beauvoir, w krótkiej książeczce, którą jeśli wierzyć historii opisanej we wstępie, jej guru, mistrz i kochanek Sartre ocenił dość srogo. Tej relacji, która zaważyła na kosmopolitycznej rysie autorki, a także zapewne rozbudziła w niej w pełni rodzący się feminizm. @wydawnictwomarginesy pokusiło się o publikację „Nierozłącznych” autorstwa „babci feminizmu”, która premierę miała 11 maja br. I choć pewnie nie jest to kryminał, ani bardzo poczytny i trzymający w napięciu, jest to historia, którą warto znać, a która zabiera nas w początki francuskiej bohemii.

I wstęp autorstwa Sylvie Le Bon de Beauvoir, profesorki filozofii, „duchowej córki” Simone, i wprowadzenie samej Margaret Atwood zasługuje na uwagę przed zgłębieniem historii samych Sylvie i Andrée/  Simone i Zazy. Obie Panie przygotowały czytelnika co do okoliczności powstania opowieści, jak i społeczno – literackiej jej wartości. Nakreśliły istotne elementy, które ułożyły relację dziewcząt w taki, czy inny sposób. Zwróciły uwagę czytelnika na sytuacje i drobnomieszczańskie obyczaje, w których obie dziewczynki dorastały. I wreszcie tekst obu stanowił pewne preludium do dalszej historii, w której mniej wiek, czy pochodzenie, a bardziej intelekt, wykształcenie i szerokie horyzonty głównych bohaterek miały znaczenie.

Sama historia jest bardzo prosta. Nad wiek inteligentna dziewczynka poznaje drugą nad wiek inteligentną dziewczynkę. Obie od razu się sobie podobają. Obie znajdują od razu wspólny język. Obie próbują z wykształcenia szkolnego wysupłać jak najwięcej, by zgłębić wszelką możliwą wiedzę. Dlatego są tak interesujące, dlatego są tak intrygujące.

Czytając odbyłam nostalgiczną podróż w świat francuskiej inteligencji lat trzydziestych ubiegłego wieku. Dwie nad wyraz rozwinięte trzpiotki zaczynają odkrywać życie, odkrywać siebie, swoją kobiecość, swoją inteligencję i wyjątkowość. Simone de Beauvoir w tej historii nie jest nachalna. Jest niebywale subtelna, grzeszy smakiem i delikatnością. Główne bohaterki praktycznie przez całą historię jawiły mi się przez to jako szczupłe dziewczynki o kościstych ramionach osnute w letnie, zwiewne, białe sukienki. Simone, wbrew takie jaką ją znam z innych dzieł, nie jest agresywna i dosłowna. Jest bardzo zachowawcza, jakby od początku obawiała się ostracyzmu społeczeństwa, bała się oceny. Andrée lub jej pierwowzór Zaza, jak kto woli, jest bardziej odważna, bardziej przedsiębiorcza. Tym sobie zjednuje koleżankę. Polemizuje ze swadą z nauczycielami, przeciwstawia się konwenansom, rozwija swoje zainteresowania. Dzięki swej wnikliwości obie dziewczynki dość szybko zaczynają rozumieć, że wiążą je „kajdany”, które im przeszkadzają. O miłości mówi tylko Sylvie. Andrée kocha najpierw Bernarda, potem Pascala, który tak naprawdę tej miłości nie odwzajemnia. Ani przez chwilę nie daje Sylvie do zrozumienia, że jest jej bliższa, niż zwykła przyjaciółka, że jest jej całym światem. Jakby miłość i przywiązanie przyjacielskie było niedopuszczalne.

Bardzo podoba mi się konstrukcja. O wstępie i wprowadzeniu już wspomniałam. Wybitne literacki wzięły na warsztat tą krótką prozę i wywiązały się z tego obowiązku świetnie. Sama opowiastka składa się z dedykacji i dwóch rozdziałów. Bardzo dobrym zabiegiem wydawcy są materiały ikonograficzne na końcu. Można podejrzeć otwarcie życie Simone i Zazy z ówczesnego okresu, który okazał się dla samej autorki niezwykle ważny.

Oprócz relacji pomiędzy dziewczynami dużo się toczy dyskusji o ważnych dla nich kwestiach. Między innymi o Bogu, o dyskusji, o religii katolickiej, o klerze. Te dyskusje w pewnym momencie milkną, jak organy w paryskiej katedrze urwanym, niedokończonym dźwiękiem. Z kim po śmierci Andrée będzie rozmawiać Sylvie? Z kim będzie dyskutować Simone, gdy Zaza odejdzie?

Ciekawa, liryczna sfabularyzowana opowieść o dwóch światłych kobiecych umysłach, który jeden nie był w stanie w pełni rozkwitnąć, w pełni dojrzeć. Lektura obowiązkowa, nie tylko dla feministek, nawet nie tylko dla kobiet. Tylko dla każdego czytelnika, dla którego piękne i inteligentne pisanie stanowi wartość samą w sobie.

Moja ocena: 8/10

Egzemplarz recenzencki otrzymałam od Wydawnictwa Marginesy, za co bardzo dziękuję.