„W cieniu zła” Alex North

W CIENIU ZŁA

  • Autor:ALEX NORTH
  • Wydawnictwo:MUZA
  • Liczba stron:416
  • Data premiery:28.10.2020r.
  • Moja ocena:8/10

„(…) kiedy zobaczysz coś okropnego, wsadź to do specjalnej przegródki w swojej głowie i nie otwieraj, chyba że znowu będziesz musiała w niej coś schować.”.

Alex North „W cieniu zła”

Muszę powiedzieć, że „W cieniu zła” mnie zaintrygowało, choć nie jestem raczej miłośniczką podobnych książek. Nie jestem zbytnią fanką Stephena Kinga, a horrory zwykle omijam z daleka. Moce nadprzyrodzone, demony, niewyjaśnione sytuacje, inkubacja, złe moce, zakapturzone postaci i pełno krwi to niekoniecznie mój klimat. Okazuje się, że dobrze skrojony thriller jest w stanie wciągnąć i mnie. Tak wciągnąć, że te niewiele ponad 400 stron kończyłam czytać w nocy. Brrrrr….

Coś z przeszłości

Wszystko tak naprawdę zaczyna się ponad dwadzieścia lat wcześniej. Czwórka nastolatków: Paul, James, Billy i Charlie fascynuje się świadomym śnieniem. Zakładają tajny klub, w którym spotykają się i zapisują swoje sny. Zafascynowany świadomym śnieniem Charlie uczy pozostałych poszczególnych technik. Wyobraźcie sobie, że istnieją!!! Każdy z nas może nauczyć się świadomie śnić. Czym jest świadome śnienie? To „sen, w którym śniący zdaje sobie sprawę, że śni. Dlatego klarowność myślenia, dostęp do wspomnień z jawy oraz świadomy wpływ na treść snu mogą być kontrolowane (aczkolwiek na różne sposoby – zależy to od poziomu zaawansowania osoby śniącej). (…) Świadome sny mogą być wykorzystane w zwalczaniu koszmarów, jako narzędzie poznania swojej jaźni albo też dla rozrywki. W snach, gdzie śniący posiada odpowiednio wysoki poziom kontroli nad treścią marzenia sennego, można zrealizować każde swoje pragnienie” (źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%9Awiadomy_sen). Dzięki technikom chłopcy próbują śnić jeden sen, szukają punktów wspólnych. Charlie pragnie spotkać się z Pan Czerwona Ręka funkcjonującym pomiędzy jawą a snem, pomiędzy prawdziwym życiem a zmyślonym, kreowanym przez inkubację. Kontrolując treść marzenia sennego pragną spotkać się w rzeczywistości, wpływać na nią. Niestety zabawa kończy się tragicznie. Mimo, że Paul odseparowuje się od grupy ponosi najcięższą karę. Jedna z bliskich mu osób zostaje zamordowana. Morderstwo okrutne, morderstwo rytualne, o które zostaje oskarżony Billy. Charlie znika. Ta zbrodnia naznacza niepozorne miasteczko Gritten na lata. Kim był Pan Czerwona Ręka, tego Paul się nie dowiedział.

Teraźniejszość

Paul powraca do Gritten by zaopiekować się swoją matką umierającą w hospicjum. Wizyta wydaje się jak każda do momentu gdy matka wypowiada interesująca słowa: „(…) to jest w naszym domu Paul” oraz „Wszędzie są czerwone ręce”. Faktycznie na strychu domu matki, Paul znajduje odbite na ścianach czerwone ślady dłoni. Gdy w wyniku nocnego pukania znajduje na drzwiach ślady czerwonych pięści i dostarczona mu zostaje laleczka wudu z przeszłości stworzona przez Charliego, Paul już wie, że nie są to zdarzenia przypadkowe. Tym bardziej, że toczy się kolejne śledztwo w sprawie rytualnego zabójstwa. Dwóch nastolatków Hick i Foster w kamieniołomie zamordowało kolegę – Michaela. W taki sam sposób. Naśladowcy, czy kolejni opętani. Na to pytanie stara się odpowiedzieć oficer śledcza Amanda Beck, która już na początku śledztwa odkrywa fascynację nastolatków świadomym śnieniem.

I co ja na to?

A ja na to, że to świetna książka. Naprawdę. Polecam z pełną mocą. Mimo, że nie należę do osób z mocnymi nerwami od książki nie mogłam się oderwać. Pomaga w tym pióro Alexa Northa i ciekawie opisana historia. W powieści przeplatają się wątki relacji społecznych, małomiasteczkowych fanaberii, ludzkich pragnień i celów, do których dążymy, z nadprzyrodzoną siłą, siłą, która budzi paniczny strach, siłą, której nie każdy potrafi się oprzeć. To historia, która wciąga, trzyma w napięciu i hipnotyzuje. Dodatkowym walorem książki jest główny bohater – Paul. Świadek wydarzeń sprzed ćwierk wieku i uczestnik bieżących zdarzeń. Z jednej strony niespełniony pisarz, nieśmiały, niezdecydowany, próbujący się odseparować od tego, co się wydarzyło, zdystansować do wydarzeń sprzed dwudziestu pięciu lat. Z drugiej strony szukający odpowiedzi, angażujący się, nie uciekający przed tym co się stało, próbujący do pewnego momentu stawić czoło okolicznościom. Paul angażuje w wyjaśnienie okoliczności Jenny, koleżankę z przeszłości, z którą nie widział się od dekad. Relacje pomiędzy nimi są złożone, ale dzięki temu czyta się o nich z zainteresowaniem. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że za mało w książce roli oficer śledczej Amandy Beck. Olśniło mnie później! To celowy zabieg Northa. Wyjaśnienie tej sytuacji wcale nie znajduje się w rękach policji. Działania śledczej, zbliżającej się do rozwiązania zagadki nie są wystarczające by dowiedzieć się, co się wydarzyło wcześniej i co się zdarzyło teraz. Tu nie rzeczywistość jest kluczem.

 Jak głęboko sięga fascynacja inkubacją? Ile morderstw popełnionych w takich samych okolicznościach odkryją jeszcze śledczy? Czy Paul ma z nimi coś wspólnego? Gdzie tak naprawdę możemy spotkać Pana Czerwoną Rękę? Chcecie znać odpowiedzi na te pytania. Sięgnijcie do książki „W cieniu zła”.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU MUZA.

„Dziewczyna z Neapolu” Lucinda Riley

DZIEWCZYNA Z NEAPOLU

  • Autor:LUCINDA RILEY
  • Wydawnictwo:ALBATROS
  • Liczba stron:512
  • Data premiery:14.10.2020r.
  • Moja ocena:5/10

Nigdy nie odchodź ode mnie, nie mówiąc mi, dokąd idziesz. Chcę wiedzieć o wszystkim, co robisz, o wszystkim, co myślisz.”

                                                                       Lucinda Riley „Dziewczyna  z Neapolu

Trudno było mi znaleźć cytat, którym chciałabym rozpocząć recenzję. Cytat wpadający w oko, dający do myślenia, zaciekawiający czytającego. Z czym Wam się kojarzy wybrany w ostateczności przeze mnie? Z jakim mężczyzną i jaką kobietą? Zadufanym w sobie narcyzem uważającym, że jego kobieta/żona/partnerka jest jego własnością? Ma się tłumaczyć mu każdego z kroku? Jest jej kompletnym kontrolerem? On może wszystko, ona bez jego zgody i akceptacji nic? Czy z mężczyzną na zabój zakochanym, który „całuje ziemię, po której ona stąpa”? Co powinna odpowiedzieć kobieta, która to słyszy? Co Wy byście odpowiedziały? Tak kochanie, zrobię jak zechcesz czy raczej nie jestem Twoją własnością, mam prawo sama decydować o sobie, o swoim losie, jeśli uznam za stosowne, to o tym co robię cię powiadomię.

Fabuła książki opiera się na historii Rosanny, która opowiada w liście swojemu synowi – Nickowi historię jej miłości z Roberto Rossini, znanym włoskim śpiewakiem operowym. A wszystko zaczęło się, kiedy Rosanna miała jedenaście lat i podczas skromnego przyjęcia organizowanego w jej rodzinnej restauracji została odkryta przez znajomego śpiewaka operowego. Polecił on rodzinie zapisać Rosannę (jego rodzice byli przyjaciółmi jej rodziców) na lekcje śpiewu, aby szlifować jej niezwykły talent. Dziewczynka zauroczona młodym mężczyzną jeszcze tego samego dnia postanowiła, że kiedyś zostanie on jej mężem. Dowodem o sile tego postanowienia jest fakt, że gdy Roberto się z nią witał całując w rękę „Rosanna o mało nie zemdlała z rozkoszy”. Kolejne strony powieści są opisem losu Rosanny. Jej relacji z siostrą Carlottą wykorzystaną przez Roberta, czego tylko Rosanna zdaje się nie dostrzegać. Jej relacji z bratem Lucą, który wiedząc jaki ma talent opłaca jej prywatne lekcje u znanego nauczyciela śpiewu Luigiego Vincenzi. Jej relacji z przyjaciółką Abi poznaną w szkole La Scali, gdzie trafia po otrzymaniu stypendium. Jej relacji z Roberto Rossini, doświadczonym bawidamkiem, hulaką, rozkochującym w sobie kobiety, które napotyka na swojej drodze. Trwającym ze względu na osobiste korzyści w związku z zamężną Donatellą Bianchi, żoną bogatego, włoskiego marszanda, dzięki której wiele w świecie muzycznym udaje mu się osiągnąć, mimo, że nie brak mu talentu. Czytając momentami czułam atmosferę, gęste włoskie powietrze. Mimo, że będąc we Włoszech nie odwiedziłam La Skali pióro Lucindy Riley przywiodło miłe wspomnienia. Czytając o kieliszkach wina chanti przypomniałam sobie jego smak. Piliście? Jeśli nie, będąc we Włoszech nie zapomnijcie spróbować.

 

„Dziewczyna z Neapolu” to kolejna moja przygoda z autorką poczytnego cyklu Siedem sióstr. Po ostatnim „Pokoju motyli” spodziewałam się opowieści przemyślanej, opartej na silnych, jednoznacznych charakterach bohaterów oraz mocnym wpływie przeszłości na teraźniejszość. Sama autorka nawiązała do swej poprzedniej powieści formułując wypowiedź „złapał w swoją sieć następnego egzotycznego motyla…” I na tym porównanie do „Pokoju motyli” w mojej opinii się kończy. Brak w „Dziewczynie z Neapolu” ciekawej, silnej głównej bohaterki. Zamiast Posy, kobiety, która stanowiła o sobie, mamy Rosannę, która mimo przeistoczenia się w dojrzałą kobietę pozostała mentalnie bezwolnym dzieckiem. Zadowolonym z tego, że inni o niej stanowią. Kształtują jej życie, podejmują za nią decyzję dając jej ograniczone pole wyboru. Powieść jest jedną spójną historią, w przeciwieństwie do poprzednich czytanych przeze mnie i nie jest przeplatana opowieściami o życiu rodziny, przodków głównej bohaterki. Spodziewałam się powieści obyczajowej, zmuszającej do myślenia sagi rodzinnej. Otrzymałam….hm.. romans. Romantyczną historię, która tak naprawdę zaczyna się dopiero na 208 stronie, kiedy Rosanna zaczyna tworzyć związek z Roberto. Przyznać muszę, że do strony 207 nie za wiele się działo. A to co się działo, nie było ciekawe.

W odbiorze książki przeszkadzał mi styl książki. Według mnie jest infantylny, miałki, pompatyczny. Pewne formułowania, szczególnie nie wyrwane z kontekstu momentami burzyły mi krew. Przykłady? Proszę bardzo:

·         „jesteś dobrą siostrą. Mam nadzieję, że zawsze będziemy przyjaciółkami.” – uproszczenie, tak jakby dobroć tylko gwarantowała zbudowanie silnej relacji przyjacielskiej.

·         „klasnęła w dłonie z radości” – okazuje się, że nie czytamy o zachowaniu dziecka, lecz o zachowaniu dorosłej kobiety, odnoszącej sukcesy na międzynarodowych scenach operowych.

·         „nigdy o tobie nie zapomnę” –  ok, przyznaję w romansach to sformułowanie się sprawdza.

·         „przez chwilę stali obok siebie, jakby nieświadomi otoczenia” – zbyt wyrafinowane, szczególnie, że mowa o parze śpiewaków operowych ćwiczących po prostu kolejną, długą arię.

·         „szybko się uczysz, maleńka” – Pozostawię bez komentarza. Napiszę tylko, że sformułowanie maleńka w relacjach damsko-męskich nie jest zbyt trafione.

·         „jestem głupia, bezdennie głupia” – niestety, główna bohaterka Rosanna taką samokrytyką katuje się w książce wielokrotnie. Całkowicie niesłusznie. Mamy przecież do czynienia z osobą osiągającą sukcesy, dobrze wychowaną, atrakcyjną.

·         „osunęła się na podłogę i wybuchnęła płaczem”- i tak kilka razy, iście jak z XVIII wiecznego romansu, a pamiętajcie, że akcja osadzona jest w XXw.

·         „Obiecywałam sobie, że nie będę taka jak inne i nie dam mu się uwieść, a jednak się dałam” – chciałabym, chciała? Czy nie chciałabym, nie chciała?.

·         „Ech, głuptasku, znajdź coś, co jest równie ładne jak ty(…) W końcu znalazła pięć zestawów które zatwierdził.”- żona czy utrzymanka? Przedstawię Wam kontekst: kobieta odnosząca sukcesy na scenie operowej, wynagradzana sowicie, wybrała się na zakupy wspólnie z ukochanym. Niestety cała scenka opisana przez autorkę powoduje, że o Rosannie myślę jak o głupim dziewczątku, tak nie mającym swego zdania, że nie potrafi wybrać ubrań, musi czekać na zatwierdzenie Roberta, na jego pełną akceptację.

·         „(…) Ja też znalazłam swoje powołanie.(…) co ważniejsze w małżeństwie z Robertem” –pogubiłam się. Przez pierwszych 200 storn wydawało się, że książka jest o pasji, o życiu z muzyką w tle, życiu na deskach opery, scen, teatrów, życiu w światłach jupiterów, życiu oddanym sztuce. Niestety, powieść okazała się być historią jakich wiele o życiu kobiety stłamszonej prze mężczyznę i całkowicie mu podporządkowanej, o życiu kobiety – żony. Kobiety, której największym sukcesem mimo spektakularnego debiutu na scenie okazało się małżeństwo z Robertem. Sama postać Roberta nie jest ciekawa. Z jednej z strony chorobliwy podrywacz. Nie potrafiący utrzymać swego popędu w ryzach. Z drugiej człowiek przekonany o braku swojej winy. Za swoje zachowania i wiele złamanych serc oskarża kobiety, cytuję: „Jestem łatwym łupem dla kobiet. Chcą być ze mną widziane, bo to ich łechce, ich ego przysparza im rozgłosu. Często wykorzystują mnie bardziej, niż ja wykorzystuję je”. Nie spodziewałam się takiego uproszczenia w książce Lucindy Riley. Roberto wielokrotnie mówi i myśli o sobie w trzeciej osobie pytając „dasz szansę nowemu Robertowi?” jakby całkowicie odgradzał się od swego człowieczeństwa skupiając się na swoim obrazie jako kochanka, potencjalnego przyszłego męża, nowego ja, innego człowieka.

 Uroku miało powieści dodać miejsce osadzenia akcji, a więc hermetyczne środowisko śpiewaków i innych pracowników międzynarodowych oper włoskiej La Scali, londyńskiej Covent Garden, czy nowojorskiej Metropolitan Opery. Niestety w mojej opinii autorka nie wykorzystała możliwości, które daje opisywane środowisko. Środowisko ekscentrycznych postaci, często przeświadczonych o własnej nadzwyczajności, osobliwych artystów i ciekawych osobowości często zmagających się z własnymi demonami. Riley nie wykorzystała tej szansy. W historię wplotła tylko kilka nic niewnoszących sformułowań, wskazujących raczej na brak kultury w relacjach ze współpracownikami, niż niezwykłość bohaterów z tego środowisko. Za mało, zdecydowanie za mało.

„Dziewczyna z Neapolu” jest najsłabszą książką Lucinda Riley z którą dotychczas miałam do czynienia. Autorka trochę jak doktor Jeckyll i Mr Hyde stworzyła powieść całkowicie różną, odmienną od pozostałych. Powieść, w mojej opinii poniżej swoich możliwości. Możliwości kogoś, kto potrafi kreślić ciekawe historie, z licznymi tajemnicami w tle dodatkowo osadzając je w ciekawej scenerii. Muszę jednak przyznać, że jeśli szukacie złożonej historii miłosnej trwającej kilkadziesiąt lat dodatkowo osadzonej w świecie muzyki operowej, może się okazać, że to książka dla Was. Czekam na Waszą opinię

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU ALBATROS

.

„Do ostatnich dni” Julie Yip-Williams

DO OSTATNICH DNI

  • Autor:JULIE YIP-WILLIAMS
  • Wydawnictwo:MUZA
  • Liczba stron:384
  • Data premiery:02.10.2019r.
  • Moja ocena:7/10

„(…) Zaczynam moją historię wraz z jej końcem. Oznacza to, że gdy czytasz tę książkę, mnie już nie ma”.

                                                                       Julie Yip – Williams „Do ostatnich dni”

Dziś przedstawię Wam książkę, która mocno zapadła mi w pamięć i utkwiła w sercu.

Książkę, na okładce której zapisano „Zapis życia, choroby i wszystkiego, co przychodzi później”.

Książkę, która faktycznie zaczyna się równocześnie z końcem. Z końcem pewnej ery, z końcem pewnej rodziny, z końcem pewnego macierzyństwa, z końcem życia pewnej autorki, pewnej Julie….

Nie ukrywam. Zanim zaczęłam czytać, sięgnęłam do notki biograficznej Julie Yip – Williams. Dowiedziałam się z niej, że Julie to Wietnamka, która przyszła na świat niewidoma. Dzięki emigracji do Stanów Zjednoczonych i zastosowanemu leczeniu Julie częściowo odzyskała wzrok. Pozwoliło jej to ukończyć studia prawnicze na Harvardzie i zrobić karierę w jednej z najlepiej prosperujących kancelarii prawnych. W wieku 37 lat zachorowała na nowotwór jelita grubego IV stopnia – nowotwór nieoperacyjny. Chorobę ukrytą, długo niepowodującą żadnych dolegliwości. Po diagnozie Julie zaczęła pisać bloga, który miał być równocześnie pamiętnikiem pisanym w czasie walki z chorobą oraz sposobem na przygotowanie rodziny do jej odejścia. Zaczęła pisać bloga dla swego męża oraz dwójki córeczek. Bloga, który zamienił się w małe, literackie dzieło sztuki.

Julie opisując swoją historię osadziła ją w swoistego rodzaju klamrę. Zaczęła od dramatycznego początku. Po swoich narodzinach w Wietnamie jej własna babcia (matka ojca) chciała ją uśpić. Jak bowiem miałaby żyć w tej rodzinie będąc niewidoma!!! Osoba, która miała dokonać eutanazji okazała się jednak o wiele bardziej ludzka od rodzonej babki. Tym samym Julie przeżyła… Przeżyła finalnie wiele lat wspaniałego życia. Życia osadzonego w innych realiach niż Wietnam. Życia pełnego miłości, spełnionych pragnień życiowych i zawodowych, spełnionych pragnień o macierzyństwie. Klamra historii Julie zamyka się wraz z jej śmiercią w wyniku ciężkiej choroby. Choroby, na którą umiera wielu z nas, wielu z naszych bliskich. Julie już nie ma wśród nas. Zostało po niej wspomnienie, życie w jej córkach, wspomnieniach rodziny oraz w naszych sercach.

Historia jakich wiele. Historia spotykana codziennie. Co ją wyróżnia? Na pewno inne spojrzenie na to czego doświadczyła Julie. Oprócz początkowej złości, rozpaczy, niezrozumienia, finalnie Julie niczego nie żałuje. Na kartach swojej powieści wspomina swoje dzieciństwo i młodość. Wprowadza nas w tajniki tradycji chińskiej. Dzięki łączeniu nowoczesności z tradycją poznajemy charakterystykę regionu. Momentami miałam poczucie, że przeniosłam się do innego świata, chwilami dla mnie niezrozumiałego.

Recenzja spóźniona. To fakt, nie zaprzeczam. Jednak spóźniona nie dlatego, że mi się nie chciało, że nie wiedziałam o czym i jak pisać. Spóźniona dlatego, że przy recenzowaniu obawiałam się na nowo tych emocji. Tego żalu, tego bólu, tej troski o nawet nieznanych mi ludzi, tej rozpaczy. Tych wszystkich uczuć, które podzielałam z autorką czytając kolejne strony „Do ostatnich dni”. Już tak mam, przyznaję. Jak książka łapie mnie za serce, to z jednej strony nie potrafię się oderwać, z drugiej długo nie potrafię się otrząsnąć. Dodatkowo, długo o niej pamiętam i za każdym razem, gdy o niej myślę, przeżywam ją na nowo. Tak było i tym razem.

Jeśli pragniecie spojrzeć na swoje życie, na swoje codzienne problemy trochę z innej perspektywy, z perspektywy tej, której już nie ma, a na miejscu której mógłby być każdy z nas, jest to książka dla Was. Bez wątpienia, jest to książka, która uczy pokory. Zanurzcie się w historię Julie. Historię intymną, ale do której otrzymaliśmy zaproszenie.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU MUZA.

„Kształt serca” Dolores Redondo

KSZTAŁT SERCA

  • Autor:DOLORES REDONDO
  • Wydawnictwo:MOVA
  • Seria: DOLINA BAZTAN, TOM 0,5
  • Liczba stron:608
  • Data premiery:25.11.2020r.
  • Moja ocena:9/10

Ten typ mordercy (…) nie ma najmniejszego zamiaru dać się schwytać, potrafi przez całe życie odgrywać rolę przykładnego obywatela, nie dąży do spławy i dobrze się odnajduje w społeczeństwie”.

                                                                                               Dolores Redondo „Kształt serca”

Muszę się Wam co czegoś przyznać. Czasem, jak widzę ilość stron, która przede mną, odsuwam moment sięgnięcia do książki. Wynika to z tego, że jestem z natury niecierpliwa. A wiadomo, im więcej stron, tym dłużej czekam na rozstrzygnięcie, tym dłużej oczekuję finału. Momentami zamęczam się niepewnością, miotając się jak motyl w słoiku (pamiętacie recenzję „Pokój motyli” i „Szklane skrzydła motyla”? Nadal jestem w motylim nastroju). Tak było i tym razem. Mimo interesującego opisu wydawcy, po „Kształt serca” sięgnęłam z opóźnieniem. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że świat basków w który się zanurzyłam, wciągnął mnie tak mocno, że nim się obejrzałam już byłam na 400 stronie, a potem… potem to już z górki.

Trochę o fabule

Amaia Salazar młoda podinspektorka Policji Statutowej z Nawarry przechodzi szkolenie dla funkcjonariuszy policji Europolu w Akademii FBI w Stanach Zjednoczonych. Szkolenie prowadzi agent specjalny, słynny Aloisius Dupree, wybitny wiktymolog. W trakcie ćwiczenia zorganizowanego w ramach warsztatów zostaje zauważona przez prowadzącego. Przedstawia interesujące hipotezy w sprawie ściganego mordercy, lub raczej likwidatora rodzin. Mordercy nazwanego Kompozytorem. Mordercy, który na zgliszczach domostw unicestwionych przez klęski żywiołowe (tornada, huragany) dokonuje eliminacji całych rodzin. Z jakiś nieznanych dotąd przyczyn upodobał sobie pełne rodziny, składające się z co najmniej 5 osób, rodziców i trójki dzieci, a czasem nawet starszej kobiety (babci, cioci). Amaia zostaje zaproszona do współpracy. W trakcie śledztwa odkryte zostają kolejne ofiary Kompozytora dotychczas uznane za ofiary klęsk żywiołowych lub ofiary samobójstw rozszerzonych.

Amaia wraz innymi agentami FBI (Tucker, Emerson, Johnson) i samym Dupree wyrusza w miejsce kolejnej klęski żywiołowej, Nowego Orleanu gdzie wszystko pustoszy huragan Katrina. Na miejscu szukają śladów i kolejnych ruchów Kompozytora. Niestety nie udaje im się uratować kolejnej rodziny.

W typową fabułę kryminalną opartą na mocnym rysie psychologicznym sprawcy oraz dogłębnych analiz wiktymologicznych, Dolores Redondo wplotła wątek niewyjaśnionych porwań młodych dziewczyn i dziewczynek. Do takiego uprowadzenia dochodzi również w trakcie szalejącego huraganu Katriny. Nieznani, uzbrojeni zakapturzeni sprawcy po huraganie porywają dwie dziewczynki będące pod opieką dziadków. Jeden z nich zostaje postrzelony. Okazuje się nim Médoro Lirette, porwana kilkanaście lat wcześniej siostra miejscowego handlarza narkotyków. Siostra, której nigdy nie odnaleziono. Siostra, która jak się okazuje nie jest podobna do samej siebie, ani do nikogo z żyjących. Siostra, która uważa się za zmarłą. Siostra, wierząca, że jest podporządkowana Baronowi Semediemu- przywódcy i ojca wszystkich duchów śmierci. Kto kryje się pod maską Barona Semediego, kto go udaje? Na co komu porywane dziewczęta? Czym je karmią, czym poją, że uważają się za zmarłe i tak wyglądają? Czy historia gangu Semediego, którą próbuje od wielu lat rozwiązać Dupree ma związek z morderstwami Kompozytora?

Moja opinia

Jak pisze sama autorka „(…) książka stanowi część cyklu powieści inspirowanych północą Hiszpanii. Główną bohaterką kilku z nich jest Amaia Salazar…”. Znacie trylogię Baztan? Rozpoczyna się „Niewidzialnym strażnikiem”. Kolejne części to „Świadectwo kości” oraz „Ofiara dla burzy”. Jest to trylogia do której warto sięgnąć. Wracając do „Kształtu serca” bardzo podoba mi postać Salazar, która jako 12 latka wyjechała z rodzinnego Elizondo do szkoły w Stanach Zjednoczonych. Po szkole policyjnej wróciła jednak w rodzinne strony.  Tak zaciekawiła mnie nazwa rodzinnego miasta Amaii, że musiałam rzucić okiem na Wikipedię. Dowiedziałam, się,  że rodzinne Elizondo to „miasto położone w prowincji i autonomicznej społeczności Nawarry w północnej Hiszpanii. Położone jest na obu brzegach rzeki Baztan. Miasto jest stolicą doliny Baztan i skupia większość zakładów usługowych. Elizondo jest jedną z piętnastu osad w dolinie” (źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/Elizondo,_Navarre) .  Miasto w którym krajobraz wygląda jak wycięty z pocztówki z maleńkimi hiszpańskimi wybrukowanymi uliczkami, z kamiennymi fasadami. Miasto w którym wszystko dla Amaii się i zaczęło, i skończyło.

Amaię Salazar poznajemy w historii z przeszłości. Przeszłości, którą znamy tylko wyrywkowo z trylogii Baztan. Zaczyna się od przypomnienia, że Amaia mając dwanaście „(…) na szesnaście godzin zgubiła się w lesie. Znaleziono ją nad ranem trzydzieści kilometrów na północ od miejsca, w którym zeszła ze ścieżki, leżącą bez ducha w ulewnym deszczu. Ubranie miała osmalone niczym czarownica uratowana ze stosu (…)”. Okazuje się, że to nie najstraszniejszy wątek z przeszłości dziewczyny. Dziewczynki dręczonej przez własną matkę, wyrodną matkę, która posiadała zdolności do „wciągania najbliższych w swoje neurozy i psychozy”. Dziewczynki, której nie ochronił własny ojciec. Ojciec, który wykorzystując jej miłość i lojalność szeptał do niej „Amaio, nie mój o tym nikomuJeśli mnie kochasz, zachowaj to dla siebie.” Dziewczynki, którą z miłością i troską wychowywała ciotka, kochana Engrasi. Amaia dzięki doświadczeniom dzieciństwa, jakże trudnym osiągnęła ogromną dojrzałość emocjonalną, intelektualną. Nad wyraz wyczulona na wszystkie niuanse stała się ważnym członkiem zespołu tropiącego mordercę. Sam rys mordercy jest również interesujący. To nie całkiem łowca, nie myśliwy. To raczej wędrowiec, który przemierza kraj w ślad za tornadami, huraganami, trzęsieniami ziemi. Nie przynosi ukojenia, radości, pomocy ofiarom klęsk żywiołowych. Przynosi udręczenie, tym, którzy szczęśliwie ocaleli i myślą, że nic złego im się już stać nie może. Dręczy ich w niespotykany sposób, z którym spotkałam się po raz pierwszy. Miłośnik muzyki, miłośnik rodziny, a zarazem miłośnik okrutnej śmierci. Czy tym mordercą jest Martin Lenx, niezadowolony ojciec 5-osobowej rodziny, która zginęła wskutek rozszerzonego morderstwa? Czy kompozytorem jest Nelson, policjant o praktycznie nieposzlakowanej opinii zgłaszający się by nieść pomoc ofiarom klęsk żywiołowych?

Dolores Redondo przyciągnęła moją uwagę niesamowitym folklorem baskijskim. Wierzenia w Barona Semediego i wątek niewyjaśnionych porwań dodał powieści sporego dreszczyku. Tropienie zjaw, zombie, ludzi uważających się za zmarłych ze śledztwem FBI jest podejściem nowatorskim. Nie wiem co miała Redondo na myśli tak konstruując powieść. Wiem tylko, że wszystkie te wątki składają się w jedną, spójną całość. Całość, która układa się w 608 stron książki, od której trudno się oderwać.  Strona po stronie powieść wydawała mi się ciągle nieodkryta, unikatowa i mocno działająca na moją wyobraźnię.

Gdybym miała określić powieść jednym przymiotnikiem użyłabym słowa: olśniewająca. Dlaczego? To proste, książka pozostawiła po sobie wielkie wrażenie i wzbudziła mój zachwyt zabierając mnie do świata krwi, tajemnic oraz niesamowitości.

ps. przygodę z autorką możecie zacząć od „Kształtu serca”. Potem możecie sięgnąć po trylogię Baztan. Myślę, że przepadniecie.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU MOVA.

„Pokój motyli” Lucinda Riley

POKÓJ MOTYLI

  • Autor:LUCINDA RILEY
  • Wydawnictwo:ALBATROS
  • Liczba stron:528
  • Data premiery:13.11.2019r.
  • Moja ocena: 7/10

„(…) coś co jednemu wydaje się śmieciem, dla kogoś innego może być cenne jak złoto. Możliwe, że my wszyscy jesteśmy takimi poszukiwaczami (…) Nie dajemy za wygraną, stale mamy nadzieję, że odnajdziemy ten wymykający się, ukryty skarb, który wzbogaci nasze życie, a kiedy odkrywamy czajnik zamiast mieniącego się klejnotu, musimy szukać dalej”.

                                                                       Lucinda Riley „Pokój motyli”

Poniżej zaległa recenzja książki autorki cenionego cyklu „Siedem Sióstr” . Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Lucinda Riley ponownie zabrała nas w rodzinną podróż. Podróż z jednej strony trudną, z drugiej pełną promieni słonecznych.

Powieść „Pokój motyli”  osadzona jest w malowniczym angielskim nadmorskim miasteczku. Główny wątek dotyczy losów Posy Montague, prawie siedemdziesięcioletniej mieszkanki rezydencji o uroczej nazwie Dom Admirała. Posy mieszka w swym rodzinnym domu, do którego wróciła po latach. W ścianach rezydencji wychowała swych dwóch synów, Sama i Nicka, jednocześnie oddając się pasji prowadzenia ogrodu. Ogrodu, który stał się dumą rezydencji. Życie w rezydencji w malowniczym Suffolk nie jest tak książęce jak mogłaby sugerować architektura angielskiej rezydencji. Posy brakuje środków na utrzymanie tak dużego domu. Stara się zachować jego przeszłą świetność, jednak nie do końca jej się udaje. Decyduje się go sprzedać, w czasie gdy na horyzoncie w jej życiu ukazuje się Freddie – dawny ukochany, który porzucił ją praktycznie bez słowa.

Autorka sprytnie wprowadziła nas w historię rodziny utkaną jak delikatne skrzydła motyli w iście angielskim stylu. Momentami cofamy się do lat czterdziestych XX w., gdzie Posy żyje w idyllicznej relacji z ojcem, pilotem spitfire’a i jednocześnie zagorzałego botanika. Ojca, który poświęca Posy dużo więcej czasu niż matka. Ojca, który zaraża ją miłością do przyrody, do motyli, do kwiatów, do ogrodu. Jako przeciwwagę do relacji rodzicielskiej którą zbudował z Posy jej ojciec, autorka przedstawia relację Posy z jej matką. Francuską z urodzenia, która po nagłej śmierci męża w zawierusze wojennej, nie potrafi oddać się macierzyństwu. Posy jej przeszkadza w realizowaniu bohemii życia w paryskim społeczeństwie. Posy zostaje nie pół, lecz praktycznie całkowicie sierotą wychowywaną przez oddaną babcię i służącą Daisy. I Posy z lat dwutysięcznych XXI w., i Posy z lat czterdziestych XX w. jest na swój sposób szczęśliwa. Jest na swój sposób spełniona. Z małego dziecka, naiwnej dziewczynki, Posy szybko dorasta z dala od matki, dojrzewa w odosobnieniu wyrastając na pewną siebie młodą kobietę. Kobietę wiecznie młodą duchem, mimo upływającego czasu i 70-lat. Kobietę bez problemu radzącą sobie z trudnościami dnia codziennego oraz duchami przeszłości. Duchami, o których nie miała pojęcia.

Czy tytułowy „pokój motyli” należący do ojca, umiejscowiony w rotundzie na terenie domostwa jest alegorią do trudnych losów bohaterki i jej rodziny? Czy przybite szpilkami do tablic okazy motyli symbolizują przysłowiowe „trupy z szafy” wyłaniające się z przeszłości rodziny? Dowiecie się tego, mam nadzieję sami zanurzając się w rodzinną historię skreśloną piórem Lucindy Riley.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU ALBATROS.

„Rytuały wody” Eva Garcia Saens de Urturi

RYTUAŁY WODY

  • Autor:EVA GARCIA SAENS DE URTURI
  • Seria: TRYLOGIA BIAŁEGO MIASTA. TOM 2
  • Wydawnictwo:MUZA
  • Liczba stron:544
  • Data premiery: 30.10.2019r.
  • Moja ocena: 7/10

Chciałam się dowiedzieć, co uczyniło ze mnie ofiarę, żeby już nigdy nią nie zostać. Żeby żaden inny mężczyzna już nigdy nie zrobił ze mnie ofiary”.

                                                                       Eva García Sáenz de Urturi „Rytuały wody”

„Rytuały wody” to kontynuacja thrillera kryminalnego roku 2019 „Cisza białego miasta”. Czytając opis książki zastanawiałam się co mnie spotka? Z jaką historią będę mierzyć się tym razem? Czy spodoba mi się hiszpański temperament autorki? Gdzie jest tak naprawdę początek tej historii?

Wszystko rozpoczyna się…… wiele lat wcześniej, w latach dziewięćdziesiątych. Czterech nastoletnich przyjaciół Unai, J., Lutxa i Asier spędzają lato na obozie archeologicznym rekonstruując celtycką wioskę. Spotykają na nim Annabel Lee rysowniczkę komiksów. Dziewczynę, która jak się okazuje sieje wokół siebie zamęt. Dziewczynę, która uwielbia bawić się kosztem innym. Każdy z nich przeżywa z Annabel swój pierwszy raz, w sposób całkowicie przez nią wyreżyserowany, tylko na jej warunkach. Przyjaźń chłopców zostaje wystawiona na próbę. Atmosferze nie sprzyja relacja kierownika obozu, wykładowcy uniwersyteckiego Saula ze swoją trzynastoletnią córką Rebeką. Saul oskarża córkę o psychozę i silny kompleks Elektry. Rebeka natomiast po prostu szuka u innych uczestników obozu pomocy. U Annabel, u J., u Asiera, u Miriam. Miriam, która chwilę później ginie w wyniku upadku z klifu. Ostatecznie od nikogo tej pomocy nie dostaje. Po 25 latach Unai (pseudonim Kraken), specjalista od profilowania kryminalnego, rozpoczyna śledztwo w sprawie morderstwa. Morderstwa rytualnego. Ofiarą okazuje się Annabel Lee, która zginęła będąc w ciąży. Modus operandi mordercy nawiązuje do kultu Trzech Matron. Annabel ginie w rytuale trzech śmierci. Przez powieszenie, utonięcie i spalenie. Niedługo później ginie J., przyjaciel Krakena. Kolejny uczestnik obozu archeologicznego Asier zostaje natomiast napadnięty w swojej aptece. Kto zabija uczestników obozu archeologicznego? Czy życie Krakena też jest zagrożone? Czy ze sprawą ma związek śmierć adoptowanej córki Saula kilka miesięcy wcześniej? Czy Rebeka w roku 1993 zginęła taką samą śmiercią jak Annabel, mimo że jej ciała nigdy nie odnaleziono?  Na te wszystkie pytania próbują odpowiedzieć śledczy nadzorowani przez podkomisarz Albę Diaz de Salvaterrę – przełożoną Krakena, z którą łączył go romans. Dodatkowo Alba spodziewa się dziecka.

W „Rytuałach wody” Eva García Sáenz de Urturi łączy trzymający w napięciu thrillera kryminalny z wątkami rodzinnych tajemnic. To książka o: matkach, które powinny chronić swoje dzieci, a nie obojętnieć w obliczu ich krzywdy; nieobecnych ojcach, którzy powinni być podporą dla swoich dzieci, wspierać je. Nie krzywdzić, nie wykorzystywać, nie manipulować. Dziadkach, którzy zastępują nam niejednokrotnie rodziców, Rodzeństwie z którymi mamy czyste braterskie relacje lub z którymi łączy nas patologiczna relacja, Macierzyństwie. Nie każda z nas zasługuje na to by być matką, nie każda z nas cieszy się z macierzyństwa, nie każda z nas jest wystarczająco dojrzała, Przyjaźni, która mimo, że trwa kilkadziesiąt lat, cierpi na wzajemne animozje i niewypowiedziane żale, pretensje i skargi, Obojętności dorosłych wobec krzywdy dzieci. Dzieci, których nie słuchamy, którym nie wierzymy, którym w efekcie nie pomagamy.

Podróż w głąb losów opisanych bohaterów odbywa się z niezwykłymi opisami ciekawych i malowniczych miejsc oraz krajobrazów prowincji Álava w tle. W książce autorka poruszyła wiele wątków. Wątków z jednej strony ważnych, z drugiej spychanych na margines. Ogromnym plusem, oprócz ciekawej wielowątkowej historii, są postaci. Unai jak bohater romantyczny. Z jednej strony można go „zranić, ale nie dało się go złamać, silny i elastyczny, czasem budzący strach. Raczej uparty niż błyskotliwy (…), nigdy nieporzucający dochodzenia, dopóki go nie dokończył…” Z drugiej strony po wydarzeniach z poprzedniego tomu (postrzału w czaszkę oraz śpiączce) stracił mowę i cierpi na afazję Broki. Dopiero walka o związek z Albą daje mu siłę by walczyć o siebie, o to by mówić, by żyć jak dotychczas. Estibaliz – jego przyjaciółka, inspektorka policji – borykająca się ze swoją przeszłością. Po zaburzonej relacji z bratem, epizodach narkotycznych walczy o normalność, równocześnie kochając Krakena. Walczy, by ta miłość nie zniszczyła ich przyjaźni, tego, co zostało już zbudowane. Walczy, by jej życie nie wpłynęło negatywnie na prowadzone śledztwa.   Alba – podkomisarz, przełożona, kobieta w ciąży. W tej części Alba jest bardziej złożona. Zawodowa profesjonalistka w każdy calu. Zaangażowana w pracę, mimo ciąży i gorszego samopoczucia. Borykająca się z poczuciem winy. Stygmatyzowana, ale jednocześnie bardzo silna. Będąc żoną mordercy seryjnego (wątek z poprzedniej książki serii) jak mogła nie zauważyć żadnych niepokojących objawów w zachowaniu Nancha? Rebeka – ofiara czy sprawczyni? Chora na psychozę czy po porostu wykorzystywana? Bojąca się własnego cienia czy silnia? Dobra aktorka czy nieszczęśliwie zakochana? Sarah – ciotka Rebeki, siostra Saula. Nie opoka, nie zastępcza matka. Kobieta skrzywdzona w dzieciństwie, która nie wyciągnęła z tego doświadczenia żadnych konstruktywnych wniosków. Chorobliwie religijna, popełniająca najcięższe grzechy w imię dobrej relacji z bratem. Grzech zaniedbania, grzech obojętności, grzech kłamstwa, grzech cudzołóstwa. Kobieta, wykorzystująca swoją pozycję w środowisku lekarskim dla własnych celów. Golden girl – prawie siedemdziesięcioletnia hakerka żyjąca na granicy prawa i penetrująca efektywnie darkweb. Koleżanka, ukryta współpracowniczka Krakena. Wróg a zarazem informator hiszpańskiej policji. …. i wielu innych, nie mniej ciekawych postaci. Z tak złożonych bohaterów utkana jest cała powieść. Dzięki temu charaktery, historie jakże z pozoru odmienne, zazębiają się ze sobą, tworząc jedną, kompatybilną powieść.

Długo już nie czytałam powieści tak mocno osadzonej na postaciach. Na tym co je łączy, co je dzieli. Na tym kim są i kim mogliby tak naprawdę być, gdyby nie pewne okoliczności z przeszłości. To książka, której się nie zapomina. To książka, której bohaterowie zostają na długo w naszej pamięci.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU MUZA.

„Rozgrywka” Allie Reynolds

ROZGRYWKA

  • Autor:ALLIE REYNOLDS
  • Wydawnictwo:ALBATROS
  • Liczba stron:415
  • Data premiery:24.02.2021r.
  • Moja ocena:8/10

„Rozgrywka” to thriller psychologiczny i choć obecnie na rynku jest ich sporo, chciałabym Was przekonać, że ten zasługuje na specjalną uwagę. Po pierwsze wyróżnia się niezwykle starannym wydaniem, piękna, twarda okładka, barwione na czerwono brzegi stron… Okazuje się jednak, że zawartość jest jeszcze bardziej fascynująca…

Piątka starych przyjaciół spotyka się w opuszczonym górskim schronisku wśród ośnieżonych szczytów. To co miało być miłym, wspomnieniowym spotkaniem zamienia w przerażającą grę, a ośrodek staje się prawdziwym escape roomem. Gdy Milla otrzymuje zaproszenie na spotkanie grupy przyjaciół w ośrodku narciarskim, który był miejscem szczytu jej kariery, nie może odmówić sobie wyjazdu, tym bardziej, że zaproszenie wysłał ktoś dla niej ważny. Z Curtisem, Dalem, Heather i Brentem nie widziała się od dekady, kiedy podczas elitarnych zawodów snowboardowych zniknęła bez śladu jedna z zawodniczek Saskia. Okazuje się, że ten kto zorganizował to spotkanie chce rozwikłać tajemnicę jej zaginięcia. Niedługo po przekroczeniu progu schroniska znikają ich telefony, a kolejka górska przestaje działać. A na nich czeka gra, która ma doprowadzić do wyjawienia ich sekretów….

Powiem Wam, że nie spodziewałam się tak świetnej książki. Napięcie aż kipi, tajemnica z przeszłości, niebezpieczeństwo, sekrety… Okazuje się, że każdy z bohaterów ma coś do ukrycia, na jaw wychodzą wzajemne animozje, pretensje, zagmatwane relacje. Czy będą potrafili mimo to współpracować by uratować swoje życie? Narracja jest pierwszoosobowa, a prowadzi ją Milla. Są natomiast dwa plany czasowe – teraźniejszy i ten sprzed dziesięciu lat. Ten zabieg jeszcze bardziej potęguje napięcie, a jednocześnie wprowadza nas w szczegóły relacji bohaterów, stopniowo odsłaniając ich tajemnice. Rewelacyjny jest również klimat powieści. Czytając niektóre fragmenty, zapragnęłam od razu znaleźć się w górach i pojeździć na nartach (na snowboardzie nie jeżdżę). Czuć w tej książce miłość do gór, fascynację i pasję do sportów zimowych, co staje się jasne kiedy zaglądamy do biografii autorki i dowiadujemy się, że to była snowboardzistka freestylowa. Z drugiej strony ukazuje się też nam cały majestat gór, niebezpieczeństwo jakie za sobą niosą, nieprzewidywalność. W każdym razie klimat porywa, a czytając czułam się jakby przebywała razem z bohaterami na lodowcu.. Książka zawiera terminologię snowboardową i pozwala nam zajrzeć do raczej hermetycznego środowiska zawodowych sportowców.

Powieść pisana jest lekko i intrygująco. Fantastyczna zagadka, aura tajemniczości, dobrze zbudowani bohaterowie, fascynująca intryga, świetny klimat. To wszystko sprawia, że trudno się od książki oderwać i o niej zapomnieć, a zakończenia, z jednej strony sprawia, że wszystkie kawałki układanki wskakują na swoje miejsce, z drugiej jest ogromnym zaskoczeniem, I na tych chyba polega clue dobrego thrillera. Serdecznie polecam.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU ALBATROS.

Recenzja przedpremierowa – „Cień Judasza” Anna Kusiak

CIEŃ JUDASZA

  • Autor:ANNA KUSIAK
  • Wydawnictwo:ZYSK I S-KA
  • Liczba stron:366
  • Data premiery:16.03.2021r.
  • Moja ocena:8/10

„Cień Judasza” to debiut, a z tymi nigdy nic nie wiadomo;) Jednak opis zaintrygował mnie na tyle, że sięgnęłam po tę książkę jeszcze przed premierą. Czy żałuję?

Klaudia wraca do rodzinnej miejscowości, żeby uporządkować dom po niedawno zmarłej matce. Na miejscu wszystko przypomina jej o tragedii sprzed lat. Dziesięć lat temu osiemnastoletnia Klaudia wraz z kuzynką Anetą były na wiejskim festynie, w trakcie się pokłóciły i rozdzieliły. Rano dziewczyna dowiedziała się, że kuzynka nie wróciła do domu, a kilka dni później znaleziono jej ciało. Sprawca nie został znaleziony ani aresztowany, choć po wsi krążyły różne plotki. Jakby tej tragedii było mało niedługo ojciec Klaudii wiesza się w stodole. Czy te dwie sprawy miały ze sobą coś wspólnego? Czy prawdą jest, to co od razu uznali ludzie, że to wyrzuty sumienia z powodu Anety nie pozwoliły mu żyć? Czy możliwe, żeby miał coś wspólnego z jej śmiercią? W rodzinnym domu Klaudię na każdym kroku prześladują podobne pytania i wspomnienia. Na początku chce jak najszybciej uporać się z porządkami i wyjechać, jednak wkrótce uświadomi sobie, że jeśli chce iść ze swoim życiem dalej musi uporać się z przeszłością i chociażby dla samej siebie rozwiązać zagadkę tajemnic z przeszłości.

Powieść ma dwie perspektywy czasowe – obecną, w której Aneta stara się dojść do prawdy oraz tą sprzed dziesięciu lat, kiedy stopniowo odsłaniają się przed nami wydarzenia tragicznej nocy, w której zginęła Aneta. Rozdziału opatrzone są datami, dzięki czemu możemy obserwować rozwój wydarzeń. Narracja jest trzecioosobowa, prowadzona z punktu widzenia Anety. Stopniowe naprzemienne ukazywanie wydarzeń z przeszłości i tych teraźniejszych zdecydowanie potęguje napięcie. Książka jest świetnie napisana. Bardzo ciekawa, intrygująca akcja z tajemnicą rodzinną, poszukiwaniem prawdy, zbrodnią i samobójstwem udoskonalona jest jeszcze nagłymi zwrotami akcji i stopniowym dawkowaniem napięcia. Zaskakująca zakończenie to prawdziwa wisienka na torcie. Wraz z rozwojem akcji napięcie wzrasta, a Klaudii może grozić prawdziwe niebezpieczeństwo. Wiele osób zdecydowanie nie chce by węszyła w sprawie sprzed lat. Ale kto? Komu może to zaszkodzić? I tu autorka podsuwa nam trochę fałszywych tropów, powiem Wam, że mnie bardzo korciło, żeby podejrzeć zakończenie zagadki i wprost nie mogłam się od książki oderwać, a to chyba najlepsza rekomendacja.

Gorąco polecam Wam ten debiut, a ja z niecierpliwością będę oczekiwać kolejnych książek autorki. W tej jest bowiem wszystko co dobry kryminał mieć powinien – ciekawa akcja, intrygująca zagadka, wielowymiarowi bohaterowie, tajemnica z przeszłości, napięcie, nagłe zwroty akcji. Sięgnijcie po nią koniecznie.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU ZYSK i S-KA.

„Cztery liście koniczyny” Weronika Tomala

CZTERY LIŚCIE KONICZYNY

  • Autor:WERONIKA TOMALA
  • Wydawnictwo:ZYSK I S-KA
  • Liczba stron:296
  • Data premiery:23.02.2021r.
  • Moja ocena:7/10

Czytałam dwie ostatnie książki Weroniki Tomali, kiedy więc dowiedziałam się, że wychodzi nowa, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Książka była inna niż poprzednie, ale bardzo mi się podobała.

Judyta to pielęgniarka pracująca w sopockiej klinice, oddana swojemu zawodowi, w gruncie rzeczy bardzo samotna i zamknięta w sobie. Ukojenia szuka w książkach i to wśród nic w małej biblioteczce przy plaży znajduje dziennik, który zmieni jej życie. Nie potrafi pozostać obojętna wobec zawartej w nim prośbie, by dostarczyć dziennik do adresata. Wybiera się w podróż do Poznania. Matusz mieszka w małej chatce w lesie, to tak chowa się przed ludźmi ze swoim złamanym sercem, Gdy w drzwiach jego domu staje kobieta z dziennikiem, który dotyka jego najgłębszej rany, jest wściekły i wyładowuje swoją złość na posłańcu. Ta wizyty jednak nie daje mu spokoju. Postanawia odkryć prawdę…. Jaka będzie w tym rola Judyty? Jak rozwinie się ta znajomość?

Powieść czyta się bardzo szybko i lekko, trudno się od niej oderwać. Dotyka wielu emocji, porusza, jest w niej smutek, ogromna miłość, ale i optymizm i motywacja do poszukiwania życiowej siły. Judyta jest niezwykłą bohaterką, pielęgniarka z powołania, wrażliwa, skromna, dobra osoba, chce i lubi pomagać ludziom, przy czym czasami zapomina o sobie, w głębi duszy marzy o prawdziwej miłości. Mateusz to też ciekawa postać, niby twardy facet, tatuator, zraniony zamyka się na wszystkich i wszystko i ucieka na pustkowie. Początkowo wydaje się, że nic ich nie łączy, że się irytują, ale powoli znajdują wspólny język. Powieść składa się z krótkich rozdziałów w narracji pierwszoosobowej prowadzonej przez Judytę. Na początku każdego rozdziału jest definicja jakiegoś symbolu, który ma nawiązywać do jego treści. Z jednej strony ciekawa koncepcja, z drugiej czytanie definicji trochę wytrąca mnie z „rytmu” powieści i najczęściej kończy się tym, że tylko prześlizguję się wzrokiem po definicji.

Muszę powiedzieć, że książka zaskoczyła mnie na plus, porusza wiele emocji, jest pełna bólu, ale i miłości do życia i nadziei. Zakończenie spowodowało, że miałam ciarki. Ciekawa koncepcja. Polecam Wam tę książkę i gwarantuję, że szybko jej nie zapomnicie.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU ZYSK i S-KA.

„Zakres obowiązków” Anna Langner

ZAKRES OBOWIĄZKÓW

  • Autor:ANNA LANGNER
  • Wydawnictwo:KOBIECE
  • Liczba stron:416
  • Data premiery:10.02.2021r.
  • Moja ocena:6/10

Anna Langner to autorka romansów, wszystkie jej wydane do tej pory książki czytałam są lekkie, przyjemnie i pozwalają na oderwanie się od rzeczywistości. Gdy więc ukazała się jej najnowsza powieść „Zakres obowiązków” sięgnęłam po nią bez wahania. Czy i tym razem mi się podobało?

Życie nie rozpieszczało Magdy, brak ojca, matka alkoholiczka, dzieciństwo w domu dziecka, gdy jej brat umiera z przedawkowania, a ją zwalniają z pracy, pozostaje albo się poddać, albo wierzyć w to, że los się w końcu odmieni. Gdy otrzymuje posadę asystentki zarządu w Clover Project wydaje jej się, że końcu spełniają się jej marzenia, świetna pensja, wymarzona praca, trzej przystojni szefowie… Wszystko jednak jej podpowiada, że coś z tą firmą jest nie tak. Co zrobi gdy dowie się jaki naprawdę jest zakres jej obowiązków?

Książkę czyta się szybko i lekko. Natomiast muszę powiedzieć, że trochę mnie rozczarowała, czytając miałam wrażenie, że to wszystko już było, wiele rzeczy byłam w stanie przewidzieć, chociaż muszę powiedzieć, że jedna mnie zaskoczyła. Postacie przedstawione są dosyć płytko, brakuje mi pewnej głębi psychologicznej, główna bohaterka nie wzbudziła mojej sympatii, tak samo jak inni bohaterowie, są zbyt papierowi, jednowymiarowi. Czasami miałam wrażenie, że akcja jest tylko pretekstem dla zaprezentowania jak największej liczby scen erotycznych, a takiego odczucia nie lubię. Jeżeli szukacie lekkiej, niezobowiązującej lektury na wieczór o której szybko zapomnicie to możecie jak najbardziej sięgnąć po tę książkę. Ja nie znalazłam w niej emocji, których szukałam. Czekam na kolejną książkę autorki, mają nadzieję, że będzie bardziej jak te poprzednie;)

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU KOBIECEMU.