Recenzja przedpremierowa – „Amok” Izabela Janiszewska

AMOK

  • Autor: IZABELA JANISZEWSKA
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Seria: WRZASK. TOM 3
  • Liczba stron: 402
  • Data premiery: 14.04.2021r.
  • Moja ocena: 7/10



Przed Wami przedpremierowa recenzja trzeciej, ostatniej części trylogii o Larysie Luboń i Bruno Wilczyńskim. Już tęsknię za nimi. Jak pisałam w zapowiedzi, po świetnym „Wrzasku” (https://slonecznastronazycia.blog/2020/06/06/wrzask-izabela-janiszewska/ ) i rewelacyjnej „Histerii” (https://slonecznastronazycia.blog/2021/02/23/histeria-izabela-janiszewska/ ) nie mogłam się doczekać tej pozycji. Przyznaję, tak mnie korciła, że przeczytałam ją 17 dni przed datą premiery, mimo sterty innych książek czekających na przeczytanie i zrecenzowanie. To się nazywa niecierpliwość. To się nazywa motywacja.

„(…) czym jest rodzina? (…) każdy z nas jest w pewien sposób jej więźniem. Nikt nie pyta o to, czy chcemy należeć do tej konkretnej rodziny, w której przychodzimy na świat. Losujemy określony zestaw i nie możemy wymienić go na inny. Nieważne, czy pragniemy być obciążeni jej historią i traumami albo czy akceptujemy panujące w niej zasady. Kiedy się pojawiamy, porządek jest już ustalony, a my mamy obowiązek dostosować się do reguł”.
„Amok” Izabela Janiszewska

Nieprzypadkowo wybrałam ten cytat, by otwierał moją recenzję. Cytat o rodzinie. O tym, że nie mamy na nią żadnego wpływu. Na to jaka jest, a jaka mogłaby być „Amok” dla mnie okazał się dogłębnym studium rodziny. Rodziny, która nie potrafi zaopiekować się własnym synem, przechowując go za meblościanką jak zwierzę (pamiętacie analogiczną historię z mediów? Widocznie autorce, też utkwiła w pamięci, że na niej zbudowała postać Jacka Lewickiego). Zwierzę, które w pewnym momencie dorasta, ale nadal nie zaznaje miłości oraz ciepła rodzinnego. W efekcie nie jest w stanie sam go stworzyć. Rodziny, która ma teoretycznie wszystko. I władzę, i pieniądze, i zainteresowanie. Teoretycznie. W praktyce ta rodzina to wydmuszka. Na zewnątrz ozdobiona przepięknymi i drogimi palisadami, wewnątrz pusta. Chora psychicznie matka, alkoholiczka siostra, uciekający od odpowiedzialności brat, wycofany ojciec i on, konstruktor. Syn, brat. Ten, od którego wszystko się zaczęło. Który dawno temu podjął decyzję, od której do chwili obecnej nikt się nie potrafił uwolnić. Rodziny niepełnej. Kobiety porzuconej przez męża wyjeżdżającego z kochanką. Kobiety, która oprócz męża, w jednym momencie straciła córkę Dianę i sześcioletniego syna Wojtusia. Kobiety, której niechęć do córki sięga głębiej niż po jej grób. Kobiety, która nie pozwoliła jej spocząć w pokoju. Rodziny, w której można na siebie liczyć. Rodziny związanej mentalnym i emocjonalnymi więzami, mimo braku więzów krwi. Rodziny, złożonej z grupy przyjaciół którym zależy na sobie wzajemnie. Rodziny, w której członkowie troszczą się o siebie ryzykując własne życie. Szukając, gdy inni już stracili nadzieję.



Nie tego się spodziewałam. Przyznaję. Nie takiej fabuły się spodziewałam. Mając ciągle w pamięci wątek kryminalny opisany przez Izabelę Janiszewską w „Histerii” liczyłam na to samo. Zastanawiało mnie, jakim problemem zajmie się autorka dogłębnie go analizując, pokazując z różnych perspektyw. Założyłam, że losy Larysy i Bruno będą wątkami pobocznymi. Janiszewska „wpuściła mnie w maliny” serwując fabułę całkowicie oddaną losom Luboń i Wilczyńskiemu. Nie znajdziecie w „Amoku” głównego wątku kryminalnego nad którym głowi się zdolny komisarz policji z kolegami. Znajdziecie za to porwanie, morderstwo, śmierć w wyniku choroby oraz odkryte tajemnice sprzed lat. Wszystko to w tle dwóch śledztw, policyjnego i dziennikarskiego. Jakby Janiszewska chciała zamknąć trylogię pewną klamrą, pokazując prawdziwe losy głównych bohaterów.

Fabuła zaczyna się, gdy zostaje uprowadzona Sylwia Konopacka. Koleżanka Bruna. Aktualna partnerka jego odwiecznego wroga: Jacka Lewickiego. Wilczyński rozpoczyna śledztwo dając się wciągnąć w grę Lewickiego, który wydaje się być zawsze trzy kroki przed komisarzem. W tym samym czasie Larysa Luboń poszukuje swojego przyjaciela, byłego szefa i guru dziennikarskiego, Pawła Wiśniewskiego. Nie wierzy w jego śmierć pod kołami pociągu. W trakcie poszukiwań dowiaduje się o śmierci tajemniczej Lady Di, bezdomnej z Dworca Centralnego, którą Wiśniewski znał. Lady Di, która okazuje się Dianą Darską związaną z losami wpływowej rodziny Hallerów. Tak zaczyna się pogoń za Sylwią, za prawdą, za mordercą Diany. Pogoń, w której zostają odkryte kolejne tajemnice. Tajemnice Wilczyńskich, jak: przyczyna śmierci matki Bruna i krzywda, która została wyrządzona wychowankowi domu dziecka Igorowi Szymanowiczowi. Tajemnice Lewickiego, który pociąga za sznurki realizując tak naprawdę swój chory plan. Plan, który przygotowywał od wielu lat, który realizował skrupulatnie i drobiazgowo. Lewicki jak prawdziwy „człowiek trzymający władzę” na każdego potrafi mieć wpływ, każdego potrafi zaintrygować, każdemu potrafi być przydatny. Tajemnice właścicieli Haller Investments ukryte w rezydencji w Podkowie Leśnej, czy w zamkniętej stadninie koni Hallerówce. Tajemnice, które pchają pod koła ciężarówki wiernego kierowcę rodziny, Alberta. Kierowcę, który w taki sposób postanawia zakończyć swoje życie. Szczęśliwe życie. Tajemnice, które zostają odkryte.

Podsumowując
„Amok” to udane zwieńczenie debiutanckiej serii Izabeli Janiszewskiej. Sięgnijcie jednak do tej pozycji po przeczytaniu poprzednich części. Istotna jest bowiem znajomość, co się działo z bohaterami wcześniej. Czego doświadczyli. Jakie demony muszą być pokonane. Jakie postaci dla zakończenia są kluczowe. Ponownie Janiszewska zabrała mnie w głąb relacji Larysy i Bruna. Bohaterów, do których zapałałam sympatią od pierwszej części. Są to postaci nietuzinkowe, znające swoją wartość, walczące o siebie każdego dnia. Będące razem, a jakby osobno. Czytając „Amok” zastanawiałam się jak szybko zostałaby rozwiązana zagadka zniknięcia Sylwii i śmierci Lady Di, gdyby Bruno i Larysa pracowali razem. Od początku strzelali do jednej bramki. Od początku się wzajemnie informowali i wspierali. Od początku współpracowali. Niestety, już się tego nie dowiem. Autorka była konsekwentna. W tej części również, każdy działał na własnych zasadach. Każdy z nich poszukiwał czegoś innego. Każdy z pozoru nie potrzebował drugiego. Nie do końca zrozumiałam motyw ojca Lewickiego, Michała Andrzejewskiego. Najpierw kata swego syna, potem jego ofiary. Przecież tak ekscentryczny śledczy jak Bruno Wilczyński nie potrzebował niczyjej pomocy by poradzić sobie z odwiecznym wrogiem? Obecność Andrzejewskiego wydawała mi się naciągana, niepotrzebna, zbędna. Nie przyniosła żadnego istotnego zwrotu akcji.  Może chodziło autorce o symbol, by zamknąć w jednym miejscu i czasie, i ojca, i syna, i kata, i ofiarę?. Trapiła mnie jeszcze jedna myśl, po kim Igor Szymanowicz nosił nazwisko? Po biologicznej matce? Hm…jego ojciec nazywał się przecież Andrzejewski? Czy to wymyślone nazwisko niezwiązane z przeszłością? Tego wątku nie udało mi się rozgryźć…Ciągle czuję niedosyt.
I wreszcie z jakiego powodu tak naprawdę zginęła Diana Darska, Lady Di z warszawskiego dworca? Nie potrafię odpowiedzieć, mimo, że czytałam książkę w ogromnym skupieniu nie chcąc uronić żadnego słowa, żadnej istotnej informacji. Dlaczego po tylu latach, od wydarzeń, od których zaczęła się jej smutna historia, Hallerowi juniorowi zależało na jej unicestwieniu? Dlaczego teraz miała być dla niego niewygodna, niebezpieczna. Jakim cudem odnalazł ją teraz wśród warszawskich ćpunów, by ostatecznie zabić? Dlaczego tego nie zrobił wcześniej? Przez ostatnie lata. Przecież możni tego świata mogą wszystko. Wszystkich znaleźć, wszystkich kupić, wszystkich omamić, wszystkich wykorzystać, a nawet wszystkich zniszczyć. Śmierć Diany wydawała mi się spóźniona. Trudno było mi zrozumieć, że jej zapalnikiem było przypadkowe spotkanie z Zuzanną Haller. Spotkanie, z którego ona sama niczego nie rozumiała i nie pamiętała.  

Kończąc recenzję poprzedniego tomu „Histerii” napisałam: „Muszę przyznać, że Larysa i Bruno to ciekawa para. Niestandardowa. Mam nadzieję, że spotkam się z nimi jeszcze nie raz”. Dzięki Izabeli Janiszewskiej spotkałam się z nimi ponownie w „Amoku”. Poobserwowałam, podążyłam ich ścieżkami.
Tylko żal, że po raz ostatni ….

Gdybym miała użyć jednego słowa do zrecenzowania książki napisałabym: NIENASYCENIE. To czuję kończąc przygodę z Larysą i Brunem. Nienasycenie. Sięgnijcie po tą autorkę i po jej spektakularną debiutancką trylogię. „Wrzask”, „Histeria” i „Amok” czekają na Was. Nie pożałujecie!!!

Ps. muszę jednak zapytać autorkę za pierwszą czytelniczką wspomnianą w posłowiu „Dlaczego? (…) Ale dlaczego?”❗.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

„Schronisko” Sam Lloyd

SCHRONISKO

  • Autor: SAM LLOYD
  • Wydawnictwo: W.A.B
  • Liczba stron:400
  • Data premiery:10.02.2021r.
  • Moja ocena: 8/10

W szachach, podobnie jak w życiu, gambit oznacza poświecenie czegoś o mniejszej wartości, żeby uzyskać przewagę”.

„Schronisko” Sam Lloyd

Od premiery thrillera Sama Lloyda upłynął już ponad miesiąc, a wokół książki nadal rozbrzmiewają same pozytywne recenzje. Z cytowanych w książce wpisów z Instagrama dowiedziałam się, że to:

·         „Mocny kandydat w kategorii: najlepszy thriller wydany w 2021 roku.”

·         (…) Intrygująca i tajemnicza opowieść o krzywdzie i manipulacji.”

·         (…) jedna z tych nieodkładanych pozycji, o których nie przestajemy myśleć, póki nie poznamy zakończenia”. Itede, itepe.

Aż dziw, że tak długo się opierałam by zacząć czytać tą książkę. Może te zbyt entuzjastyczne recenzje mnie zniechęciły? Czy może być dla czytelnika większy zawód, niż książka, która nie spełniła oczekiwań, a entuzjastyczne recenzje okazały się na wyrost?

Nie tym razem !!!

Zapewniam, że recenzje z pierwszej strony książki nie są przesadzone. To historia niezwykła, nietypowa. To historia smutna. Tak smutna, że emocje, które mi towarzyszyły w trakcie czytania czułam długo po odłożeniu książki. Historia o samotności dziecka, próbie dostosowania się, braku możliwości przepracowania krzywdy. Historia o rozstaniu, tęsknocie, tajemniczym życiu, które każdemu wokół umyka. Nikt się nim nie interesuje. Historia o byciu dorosłym dzieckiem. Historia o traumie, o podporządkowaniu słabszego sobie. Wreszcie historia o niezawinionych śmierciach. Śmierciach, które bardzo bolą i kłują w oczy. Śmierciach, niewinnych dzieci.

Fabuła zaczyna się dość typowo jak na thriller. Trzynastoletnia Elissa Mirzoyan, w trakcie młodzieżowego turnieju szachowego zostaje uprowadzona. Świadek widział, jak została wepchnięta do środka białej furgonetki. Policja rozpoczyna śledztwo pod przewodnictwem Mairéad. Trzydziestoośmioletniej doświadczonej policjantki, borykającej się z problemem niepłodności. W trakcie tego trudnego śledztwa, Mairéad również poroni. Pierwsze godziny śledztwa niczego kluczowego do niego nie wnoszą. Ślad po samochodzie się urywa. Mairéad wie jednak, że to nie przypadek. Sposób porwania i wiek ofiary przypomina porwanie sprzed roku, nieodnalezionej dotychczas Bryony. Gdy śledczy robią wszystko by odnaleźć Elissę, ona sama budzi się w piwnicy opuszczonego domku w środku Lasu Pamięci. Nikt jej nie słyszy. Nikt jej nie jest w stanie pomóc. Ma wrażenie, że nikt jej nie szuka. Ktoś ją jednak odwiedza. Jeden z odwiedzających to mężczyzna. Mroczny, agresywny, nie znoszący sprzeciwu. Mężczyzna, dla którego ważna jest kultura osobista i dobre zachowanie. Mężczyzna, któremu – jak zostaje ostrzeżona – przede wszystkim powinna być posłuszna. Drugi z odwiedzających to Elijah. Dwanaście lat, bo taki podał wiek. Elijah, który zna bardzo dobrze Las Pamięci. Zna reguły i zasady, które się wiążą z miejscem, w którym przebywa Elissa. Pragnący się z Elissą zaprzyjaźnić. Nie potrafiący jednak jej obiecać, że pomoże jej się wydostać z celi, by mogła wrócić do domu. Nie potrafi, czy nie chce? To jest pytanie, które kołatało mi się długo w trakcie czytania, gdy Elijah odwiedzał porwaną dziewczynkę. Elissa wykorzystuje zainteresowanie Elijaha szachami, by wysłać zaszyfrowaną wiadomość do swego nauczyciela gry w szachy. Okazuje się jednak, że śledczy odnaleźli miejsce przetrzymywania zbyt późno, a Kyle brat Elijaha nie za wiele potrafi śledczym pomóc. Gubi się w zeznaniach, przeszłość myli mu się z teraźniejszością. W efekcie nie potrafi wskazać winnych.

Więcej pytań, niż odpowiedzi

Sam Lloyd poprowadził mnie przez podróż, która tak naprawdę zaczęła się dwadzieścia lat wcześniej. W momencie, gdy zaginęli dwaj bracia Buchanann. Bracia, którzy nie zostali odnalezieni, a których samotna matka po pięciu latach bezskutecznych poszukiwań popełniła samobójstwo. Samobójstwo, gdyż nie mogła pogodzić się ze stratą. Kolejne porwania, kolejnych dzieci powieliły schemat. Dzieci wychowywane przez samotne matki, przewożone w białej furgonetce, porywane w ciągu dnia. Jaki jest mechanizm porywania? Które z dzieci samotnych matek są w stanie i dlaczego zainteresować porywaczy? Czy porwania są przypadkowe, jak przypadkowe są spotkania porywaczy i ofiar?Bardzo dobrze skrojona została sama postać Elissy. Trzynastolatki, która postawiła sobie za cel by przeżyć. Po siedmiu dniach w zamknięciu potrafiła się dostosować. Odkryła, co tak naprawdę może ją uratować. Dostrzegła, że tylko posłuszeństwo jest akceptowalne przez jej oprawców. Próbowała „popłynąć z prądem” licząc na wybawienie. Ogromną zagadką natomiast była dla mnie postać Magicznej Ann. Do samego końca nie rozgryzłam jej roli w procesie porywania i zabijania dzieci. Jawiła mi się jako nieszkodliwa hipiska, uwielbiająca przyrodę i opiekująca się od czasu do czasu Elijahem. Wrrr…nieszkodliwa hipiska, jak mogłam się tak pomylić?!!

Książkę przeczytałam w ciągu jednego dnia. Muszę jednak przyznać, że jedno pytanie nie daje mi spokoju: Kim tak naprawdę był trzydziestoparoletni mężczyzna odgrywający kluczową rolę w opowieści? „(…) gigant o ociężałym wyglądzie, ale w razie potrzeby porusza się z podstępną gracją. Jego skóra, tłusta i żółtawa, kojarzy się (…) ze skórką boczku…”. Mężczyzna o wysokim głosie, brakiem owłosienia i powiększonymi piersiami? Czy rzeczywiście „te odchylenia od normy to efekt stresu wywołanego traumatycznymi przeżyciami, nadużyć na tle seksualnym, do których doszło w początkowym okresie po porwaniu, albo zaburzeń przysadki mózgowej…”. Jaka była geneza jego zaburzeń? To jest dla mnie ciągle nie rozstrzygnięta kwestia. Czuję z tego powodu lekki niedosyt. Dowiedziałam się natomiast, że często ofiara może stać się oprawcą. Oprawcą rzeczywistym lub biernym. Syndrom sztokholmski jest trudny do pokonania. Często ofiara wraca do swego kata. Wraca, bo nie potrafi bez niego żyć i nie potrafi bez niego funkcjonować. Kata, który dla ofiary stał się w pewnym momencie jedyną rodziną.

Historia opisana w powieści to niekoniecznie tragedia zaginionej Elissy. To opowieść o koszmarze, jakim była dwudziestoletnia niewola porwanego kiedyś dziecka. Koszmarze, który spowodował nieodwracalne zmiany w psychice, zachowaniu i postrzeganiu rzeczywistości. Koszmarze niewoli, z której ofiara nie potrafiła się wyrwać. Porwania dzieci to temat bardzo trudny. Trudny dla każdego rodzica. Przecież wystarczy tylko chwila. Chwila nieuwagi. Chwila zainteresowania obcym.Nie żałuję jednak, że sięgnęłam po tą książkę. Ona otwiera oczy na wydarzenia, o których chcemy nie wiedzieć i nie słyszeć. Na wydarzenia, które stają się początkiem końca. Końca normalnego życia.

 Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU W.A.B.

„Trzydziestka” Tomasz Żak

TRZYDZIESTKA

  • Autor:TOMASZ ŻAK
  • Wydawnictwo:W.A.B
  • Liczba stron:352
  • Data premiery: 24.03.2021r.
  • Moja ocena: 8/10

„(…) To właśnie należy robić z demonami – wywlekać, kurwa, za gardło, prosto na słońce i niech skurwysyny zdychają w mękach”.

„Trzydziestka” Tomasz Żak

Niewiele się spóźniłam z recenzją debiutu literackiego Tomasza Żaka. Tylko jeden dzień. Wczoraj, tj. 24.03.2021r miała premierę książka, którą mam przyjemność dziś Wam zaprezentować. Każdy debiutant to jedna wielka niewiadoma. Kim jest Tomasz Żak? Nie miałam pojęcia☹Z notki biograficznej dowiedziałam się, że to człowiek orkiestra: „był dziennikarzem telewizyjnym, zarządcą nieruchomości, handlowcem, customer happiness managerem, wokalistą w kapeli hardcore punk oraz radnym miejskim. Jak sam o sobie mówi, posiada doktorat z memów i habilitację z polskiego rapu” (źródło: https://lubimyczytac.pl/autor/203775/tomasz-zak. Szerokie spektrum zainteresowań i działalności autora pozwala mu czerpać z własnego doświadczenia pełnymi garściami. Może dlatego ten debiut jest tak udany?

Krótko o fabule

Akcja umiejscowiona została w małomiasteczkowej społeczności. Mamy tu i burmistrza, Króla miasta, Andrzeja Pałeckiego, który ma świadomość, że wyborcy kochają „(…) religijne wstawki w przemowach…”. Głęboko przekonanego o swej nieomylności, wyjątkowości. Przesuwającego odpowiedzialność na wszystkich innych, swych współpracowników, oponentów politycznych, członków rodziny. Jak sam twierdzi: „(…) To ktoś inny wprawił w ruch tryby maszyny. To zawsze był ktoś inny.” Inspektor policji wojewódzkiej Iwonę Steg. Ofiarę swego byłego partnera, również policjanta Igora, który umiłował sobie przemoc domową. Stróża prawa, który kiedyś na patrolu „(…) omal nie przejechał babci z wnuczką”.  Uzależnioną od opioidów, tramalu, który – parafrazując – kochała i nie potrafiła bez niego żyć. Niespełnionego pisarza, Kubę chałturzącego w lokalnym dziennikarstwie, sfrustrowanego, nie potrafiącego napisać upragnionej powieści. Uzależnionego od alkoholu, porzuconego przez dziewczynę Kasię. Komendanta miejskiej policji Czempiona, będącego chłopcem na posyłki burmistrza miasta. Zawsze wiernego, oddanego, wspólnie ustalającego reguły gry rządzące w lokalnym światku i….półświatku, jak się okazuje. Miejscowego gangstera, Banana, syna bogatego dewelopera rozwijającego swój interes w komitywie z burmistrzem oraz właściciela popularnej restauracji. Restauracji, w której wszystko się dzieje, która wydaje się być centrum dystrybucyjnym, centrum dowodzenia. Banan dystrybuuje szczęście, a dowodzi ludzkimi losami. Kajetana, uwielbiającego sterydy trenera osobistego i rozwoziciela pizzy. Kajetana współpracującego z Bananem. Więc Kajetana, rozwożącego nie tylko pizzę. Mamy i oponentów politycznych rządzącego burmistrza. Barneja – wiceburmistrza chcącego wyrwać się z tygla zła, Piotrowicza i Zylewicza – radnego, ukrywającego swoją orientację seksualną, nieszczęśliwego w lokalnym społeczeństwie.

Wątek kryminalny zaczyna się w chwili, gdy w dniu swoich trzydziestych urodzin zostaje zamordowany Tomek Pałecki, pseudo Pała, syn burmistrza. Tomek, kolega i Banana, i Iwony, i Kuby. Przecież każdy z kimś kiedyś chodził do szkoły. Tomka, który pod przykrywką macho ukrywa swój homoseksualizm, swoje prawdziwe ja. Tomka, którego zawód to „syn”. Syn swego ojca. Tomka mającego problem z narkotykami. Lubiącego zażyć i chcącego na nich zarobić. Tomka, który przysparza tylko same problemy, szczególnie własnemu ojcu, ambitnemu, nieskalanemu we własnym mniemaniu lokalnemu politykowi.

Uwielbiam ten styl

Styl Tomasza Żaka od razu przypadł mi do gustu. Autor puścił w moim kierunku kilkukrotnie oko. Po pierwsze twierdząc, że jeden z moich ulubionych polskich pisarzy kryminałów, tak naprawdę nie istnieje☹. Prawie wpadłam w żałobę, czytając „(…) Mróz nie istnieje. (…) Ja nie przyjmuję do wiadomości, że jeden człowiek może tyle książek nakurwiać rocznie. To jest jakieś AI, cyborg (…), tak się nie da”.  Co Pan na to Panie Remigiuszu;?;) Po drugie wplatając w książkę jeden z najlepszych tekstów w scenie przedłóżkowej, jaki kiedykolwiek przeczytałam. A brzmi to tak: „Myślałeś kiedyś, że ten świat to film? Albo książka? A my jesteśmy tylko wytworami chorej wyobraźni jakiegoś grafomana? I ten ktoś ma opisać scenę seksu? Czytałeś kiedyś opis seksu, który nie był żenujący?”. Myśleliście kiedyś o tym z tej perspektywy? Prawda, że uroczy dialog zamiast gry wstępnej. Po trzecie wspominając o słoikach z warszawskiego Mordoru. Mordoru, w którym pełno korporacji, a tym samym masę korposzczurów. Mordoru, który znam z własnego zawodowego życia. Jedyne pocieszenie jest takie, że autor potwierdził z całą pewnością, że bycie „słoikiem z warszawskiego Mordoru” to nie powód do „wyprucia bebechów”. Po czwarte tworząc lokalny political fiction. Nie dziw, że opis relacji panujących w samorządach tak się udał autorowi. Sam przecież był radnym. Widział z bliska na własne oczy te ustawianie stołków, poświęcanie wszystkiego na rzecz lokalnej władzy, przekupywanie oponentów za „(…)może którąś spółkę gminną? (…) Budownictwo społeczne? (…) Gospodarka komunalna? (…) A może miejski sport?”. Z każdym można się dogadać, to tylko kwestia ceny. Za jakie stanowisko można kogoś przekupić. Jakim stanowiskiem temu, który wspiera w kampanii lokalnych polityków trzeba się odwdzięczyć. Oj, co wynik wyborów samorządowych to widzę to na własne oczy.

 Bardzo podoba mi się opisanie przez autora dwóch jakże różnych postaci żon. Z jednej strony mamy całkowicie poporządkowaną mężowi i jego aspiracjom politycznym Ewelinę Pałecką. Uzależnioną od drogiego wina i antydepresantów, utrzymankę męża. Z drugiej pociągającą za sznurki żonę Barneja, miejscową farmaceutkę. Niestety na którą również Pałecki senior ma haka. Nikt w kręgu miejscowej władzy nie może czuć się bezpieczny. Nikt tak naprawdę nie może sam o sobie decydować. Otoczenie Andrzeja Pałeckiego wydaje się być pociągane za sznurki, za sznurki przez zaburzonego lalkarza, którym tak naprawdę okazuje się jeden z morderców syna.

Zgadzam się całkowicie z opinią Marcina Mellera na okładce książki, który podsumował książkę słowami: „Czysta radość czytelnicza!”. To dzięki niemu sięgnęłam do publikacji. Wszak Meller jest czytelnikiem wymagającym. W dwadzieścia dwa rozdziały i epilog Tomasz Żak zawarł samą esencję teraźniejszego życia. Poszukiwanie podniety, pogoń za władzą i pieniędzmi, nałogi i niespełnione marzenia. Tylko żal, że niewinni ponoszą konsekwencje, a prawdziwym sprawcom wszystko uchodzi na sucho. Jak się okazuje na końcu, nie zawsze da się wygrać ze swoimi demonami. Demonami żyjącymi wokół nas. Będącymi naszymi zwierzchnikami, współpracownikami, wrogami i przyjaciółmi. Częściej pozostajemy nadal w ich szponach.

 Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU W.A.B.

„Revenge” Agnieszka Lingas-Łoniewska

REVENGE

  • Autor:AGNIESZKA LINGAS-ŁONIEWSKA
  • Seria: BEZLITOSNA SIŁA. TOM 5
  • Wydawnictwo:BURDA KSIĄŻKI
  • Liczba stron:287
  • Data premiery:10.03.2021r.
  • Moja ocena:7/10

Książki Agnieszka Lingas-Łoniewskiej lubię, dostarczają mi rozrywki i są gwarancją mile spędzonego czasu. Pamiętam, jak wydawało by się, nie tak dawno temu brałam udział w spotkaniu z autorką z okazji premiery pierwszego tomu serii „Bezlitosna siła”. Tymczasem 10 marca premierę miał już jej piąty tom. Przeczytałam wszystkie i bardzo je lubię, dlatego nie zawahałam się też przed sięgnięciem po najnowszy tom.

Jego bohaterowie pojawili się już epizodycznie w poprzednich częściach. Wiktor Brudzyński / Revenge pojawił się w „Saturnie”, gdzie walczył w klatce ze swoim byłym przyjacielem Konradem. Wiktor zawsze był niepokornym typem, pełnym złości, z trudną przeszłością. Teraz jednak próbuje ułożyć swoje życie na nowo, przeprowadza się do Wrocławia, by zaopiekować się nastoletnim bratem. Chce odnowić znajomość z Konradem, ale nie wie czy to jest jeszcze możliwe. Laura Marczyk pojawiła się w „Marsie”, jest siostrą doktor Liwii i chce z jej pomocą uwolnić się od przemocowego męża. Jednak jak to często w przypadku ofiar przemocy bywa daje się zmanipulować oprawcy i do niego wraca, doświadczając z jego strony jeszcze gorszych rzeczy. Akcja „Revenge” rozgrywa się kilka lat później, gdy Laura już rozwiodła się z mężem i razem z małym synkiem próbuje we Wrocławiu zacząć życie na nowo. Bardzo chce pojednać się z siostrą, z która przez te lata nie utrzymywała kontaktu. Zanim jednak się na to odważy poznaje Wiktora. Czy dwoje tak różnych ludzi może stworzyć związek. Czy Laura po takich ciężkich przeżyciach będzie potrafiła jeszcze komuś zaufać, a tym bardziej Wiktorowi, który zdecydowanie nie ma nieposzlakowanej opinii, a w przeszłości zrobił wiele głupich rzeczy. I czy ona sam będzie rzeczywiście potrafił zacząć od nowa, czy może przeszłość go dopadnie i zwycięży?

Książkę, jak pozostałe tomy serii czyta się bardzo przyjemnie i szybko. Oczywiście można czytać tą powieść bez znajomości poprzednich, ale powiedziałabym, że czytanie po kolei jest pełniejsze, gdyż po kolei poznajemy bohaterów i ich losy i bardzo przyjemnie czyta się o postaciach drugoplanowych, które już znamy. Powieść zwraca naszą uwagę na problem przemocy domowej, ukazuje jak trudno Laurze byłu uwolnić się od męża i jak wielką krzywdę wyrządził on jej, także psychicznie. Z drugiej strony opowieść ta niesie nadzieję, że nigdy nie jest za późno, by zacząć od nowa i obojętnie ile złego w naszym życiu nie doświadczyliśmy, jeżeli znajdziemy w sobie odwagę, bo otworzyć się na pozytywne uczucia, przyjaźń i miłość, to nie ma dla nas rzeczy niemożliwych. Z ogromną przyjemnością czytałam sceny, mówiąc on tym, jak Wiktor i Laura zostali przyjęcia do grona Panta Rhei, gdzie bardzo szybko mimo trudnej przeszłości poczuli się jak w domu.

Generalnie powieść ta pozostawiła mnie z bardzo optymistycznym wydźwiękiem. Mówi o sile uczucie, o odwadze do zaczynania życia na nowo, o sile przyjaźni i miłości. Jeżeli jeszcze nie znacie tej serii bardzo zachęcam Was do zapoznania się z tym cyklem o silnych mężczyznach i kobietach, które są ich silą napędową w życiu.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU BURDA KSIĄŻKI.

Premiera – „Wierny czytelnik” Max Seeck

WIERNY CZYTELNIK

  • Autor:MAX SEECK
  • Wydawnictwo:SONIA DRAGA
  • Liczba stron: 433
  • Data premiery:24.03.2021r.
  • Moja ocena:8/10

Nietypowy wstęp

Dzięki wydawnictwu https://soniadraga.pl/ mam niezwykłą przyjemność zaprezentować Wam moją recenzję dzisiejszej premiery, najnowszej książki Maxa Seecka „Wierny czytelnik”. Ci co obserwują mój blog zauważą, że to nietypowy wstęp do mojej recenzji. Zwykle wspominam o wydawnictwie na samym końcu. Tym razem musiałam zrobić inaczej. Po pierwsze dlatego, że premiery tego katowickiego wydawnictwa śledzę z wielką uwagą. Parę książek zdobi moje półki. Po drugie jest to wydawnictwo, dzięki któremu trafiłam do Księgarnio-Kawiarni Dopełniacz na chorzowskim rynku https://www.facebook.com/KsiegarniaDopelniacz/ , księgarnio-kawiarni wydawniczej. Czyż nie cudowna inicjatywa? Wypiłam tam przepyszną kawę, zjadłam ulubione ciastko, a co ważniejsze, zostałam profesjonalnie obsłużona przez pracujące tam Dziewczyny (jeszcze w roku 2019). Po wysłuchaniu moich preferencji zaproponowały pozycje, które trafiły w mój gust. Poświęciły mi duuuuużo czasu, nie sprawiając w ogóle wrażenia znudzonych. Taki profesjonalnych i oddanych książkom ludzi szukać jak „wiatru w polu”. Tęsknię do kawy i ciastka w chorzowskim Dopełniaczu☹. Wiele śląskich autorek, które uwielbiam jak @Marta Matyszczak i @Monika Kassner również zagląda pod ten adres. Uwielbiam to miejsce, a katowicki Miejscownik Tygiel Kulturalny śledzę na facebooku (https://www.facebook.com/Miejscownik-Tygiel-Kulturalny-2087477541505048/). Śledzę wszystkie wydarzenia, ciekawe spotkania, interesujące i rozwijające rozmowy. Przyznaję, do warszawskiej Księgarni Korekty jeszcze się nie wybrałam:☹. Wiadomo, aura nie sprzyja. Nic straconego zobaczcie jakie to jest magiczne miejsce https://www.facebook.comKsiegarniaKorekty/ . Pojawię się tam wcześniej czy później. Sami rozumiecie, że recenzji nie mogłam zacząć standardowo.

A gdzie cytat?

Będzie i tym razem. Niekoniecznie na początku recenzji, ale jednak. Trudno mi było wybrać, bo w książce roi się od ciekawych przemyśleń, twierdzeń i objaśnień. Co Wy na taki cytat?

(…) muzycy i pisarze wykonują bardzo podobną pracę – to samo gówno w innym opakowaniu – ale tylko pierwsi sprawiają, że kobiety w średnim wieku rzucają majtki na scenę”.

Przyznaję, cytat z 10 strony idealnie komponujący się w fabułę książki do jej ostatniej strony. Postać pisarza okazuje się być w fabule istotnym wątkiem.

O fabule w taki sposób, by nie zdradzić szczegółów

To jest zawsze najtrudniejsze zadanie recenzenta. Wprowadzić potencjalnego czytelnika w fabułę, zaciekawić, jednocześnie nie zdradzając istotnych detali. Książka rozpoczyna się od morderstwa Marii, żony popularnego pisarza Rogera Koponena. Autora serii Polowanie na czarownice. Na miejscu zdarzenia „Widok urodziwej twarzy nasuwa skojarzenie z Jokerem w wykonaniu Jacka Nicholsona”. Fińscy śledczy rozpoczynają poszukiwanie mordercy. W trakcie czynności na miejscu zbrodni w domu Koponena aspirant Jessica Niemi uświadamia sobie, „(…) że morderca ucieka właśnie piechotą z miejsca zbrodni”. Kto był tak bezczelnie blisko śledczych szukających wskazówek na miejscu zbrodni? Czy to jeden z nich? Niestety, tego długo śledczy nie potrafią się dowiedzieć. Śledztwo zaczyna się bardziej komplikować, gdy Roger Koponen informuje, że policja ma szukać kolejnego ciała. Ciała kobiety, ukrytego w lodzie. Tak jak w książce samego Koponena, którego słuchacz na wieczorze autorskim zapytał: „Boisz się tego, o czym piszesz?”. Policjanci zaczynają czytać powieści autora szukając kolejnych wskazówek dla morderstw opisanych w trzech tomach serii, kobiet utopionych, otrutych, ukamien owanych, zabitych sztyletem, spalonych oraz zmiażdżonych. Niestety, ofiary zostają kolejno odkryte. Tylko jedna przeżyła, Laura Helminen – kobieta zmiażdżona (stopniowo ciężarem kamieni). Laura, która boi się Jessici. Laura, która boi się piwnicy. Śledztwo prowadzi kryminalnych do ośrodka psychiatrycznego Lepsze jutro, gdzie dr Daniel Luoma wraz z żoną informuje policjantów o skradzionych lekach anestezjologicznych. Dr Daniel Luoma i jego żona, którzy….już dawno nie żyją…

Fiński nordic noir

Gdy przeczytałam na obwolucie „To mrożący krew w żyłach thriller, który zadowoli fanów Lisbeth Salander i trylogii Millenium Stiega Larssona” pomyślałam: Akurat! Jako fanka serii Millenium nie mogłam uwierzyć, że inna powieść zadowoli mnie w równym stopniu. I….lekko się zdziwiłam. „Wierny czytelnik” to kryminał w duchu prawdziwego nordic noir. Rozbudowany, niejednoznaczny wątek kryminalny, mroczne sekrety, złożone postaci skrywające tajemnice. To cechy tej powieści. Ogromny ukłon w stronę autora za rozbudowany wątek aspirantki Jessici Niemi. Jej osobista historia przeplata się z całym wątkiem kryminalnym. Poznajemy Jessicę tu i teraz w trakcie toczącego się śledztwa, ale również odkrywamy ją dużo wcześniej. Odkrywamy, co ją tak naprawdę ukształtowało. Czy to samotność po śmierci rodziców i młodszego brata? Czy to krzywdy otrzymane z rąk oprawcy – uroczego Colombana w trakcie romantycznej wycieczki do Wenecji? Colombana, poetyckiego skrzypka, muzyka, który na pożegnanie mówi: „(…) Pamiętaj, co powiedziałem. Twoja historia nikogo nie poruszy, więc najlepiej jej nie opowiadać”. Czy relacja ze swoim szefem Erne? Wybawicielem, przyjacielem, zwierzchnikiem, jedynym, który tak naprawdę zna jej historię. Poznajemy Jessicę jako córkę swojej matki, nieprzypadkowo znajdującą się w środku całej historii. Nieprzypadkowo związaną z wydarzeniami. Jednym słowem, jak w prawdziwym nordic noir okazuje się, że cała historia zaczęła się dużo, dużo wcześniej. Wszystkie wątki są dobrze rozbudowane, przepracowane przez autora. Nie ma żadnej luki, niedopowiedzeń, niewykorzystanych szans. Max Seeck bawi się nami wprawiając nas ciągle w konsternację dodając nowe motywy. Niezwykłym zaskoczeniem była dla mnie rola pierwszej ofiary Marii Koponen. Po co Maria zamówiła pięć, tych samych czarnych sukien wieczorowych w różnym rozmiarze, w które ubierane są kolejno ofiary? Nie mogłam doczekać się wyjaśnienia. Okazało się, że nie było wcale takie proste i oczywiste.

Spodziewając się kolejnego skandynawskiego kryminału otrzymałam powieść trzymającą w napięciu do samego końca, z ciekawymi wątkami pobocznymi. Przemocy w relacjach damsko – męskich i syndromu sztokholmskiego. Okultyzmu. Wykorzystywania słabszych, poranionych, chorych psychicznie osób dla własnych celów. Śmierci tych, którzy się nie potrafią przyporządkować, dostosować do oczekiwań. Schizofreników z rozdwojoną jaźnią, którzy potrafią sprawnie i efektywnie funkcjonować w społeczeństwie. Rodzinnych tajemnic, które długo nie zostają odkryte. Zakończeń, które są zaskakujące.

Jeśli lubicie w kryminałach odkrywać, jednocześnie nie zbliżając się nawet do rozwiązania zagadki – jak się okazuje na końcu –  to nie możecie pominąć tej książki. Zaproście ją na swoją półkę, koniecznie!

 Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU SONIA DRAGA.

Premiera – „Karuzela” Agnieszka Litorowicz-Siegert

KARUZELA

  • Autor:AGNIESZKA LITOROWICZ-SIEGERT
  • Wydawnictwo:W.A.B
  • Liczba stron: 416
  • Data premiery: 24.03.2021r.
  • Moja ocena: 8/10

Z twórczością Agnieszki Litorowicz-Siegert zetknęłam się około rok temu, czytając dwa tomy cyklu obyczajowego „Olszany”. Oba bardzo mi się podobały, dlatego, gdy usłyszałam, że ukazuje się najnowsza powieść autorki wiedziałam, że muszę po nią sięgnąć.

Weronika, przebojowa, robiąca karierę prawniczka przyjeżdża z Warszawy na Pomorze, żeby przygotować dom ojca na jego powrót do kraju. Jej plan zostaje pokrzyżowany już na samym początku, gdy okazuje się, że właścicielka wynajęła piękny domek na wrzosowisku przez pomyłkę dwóm osobom w tym samym czasie. Weronika nie jest osobą potulną, ustępliwą i lubiąca kompromisy, jednak może wyjazd z Warszawy pozwoli jej doświadczyć innej strony jej osobowości. Oprócz remontu domu ojca kobieta ma jeszcze jedną misję. W ramach naprawienia swoje relacji z ojcem i zadośćuczynienia mu za to jak one wyglądały one z jej strony, postanawia odnaleźć i zainstalować w ogrodzie starą karuzelę – najmocniejszym element wspomnień ojca z dzieciństwa. Jednak po karuzeli ślad zaginął. Czy ona w ogóle jeszcze istnieje? Czy Weronice uda się ją odnaleźć? A może wyznaczyła sobie misję niemożliwą do zrealizowania? W poszukiwaniach pomaga jej Albert, miejscowy lekarz, miłośnik lokalnej historii. Mężczyzna ma za sobą trudną przeszłość, a Weronika nie ufa mężczyznom, a jedyne relacje jakie do tej pory z nim tworzyła to te oparte na rywalizacji. Mimo to między tą dwójką nawiązuje się więź, stają się sobie bliscy. Czy mimo zranień będą potrafili i chcieli się otworzyć na siebie i stworzyć wspólną przyszłość?

Książka ma niesamowity klimat. Wrzosówka, gdzie zatrzymała się główna bohaterka to miejsce wyjątkowe, nie tylko ze względu na piękno, które ją otacza, ale także ze względu na ludzi, których Weronika tam spotyka. Każdy z bohaterów ma swoją historię, jest wielowymiarowy, popełnia błędy, ma wady. Ale z książki wynika przesłanie, że ludzie w gruncie rzeczy są dobrzy, że można stworzyć z innymi cudowne relacje oparte na szczerości i bliskości. Powieść tak naprawdę mówi o poszukiwaniu siebie, swojego miejsca w życiu, swojej drogi, a wątek ze starą karuzelą to w moim odczuciu pretekst, by pokazać czytelnikowi, że warto walczyć o swoje marzenia, nie poddawać się i wyznaczać sobie ambitne cele.

To właśnie niezwykły klimat, ciekawa historia oraz optymizm i radość życia wprost kipiąca na kartach książki czynią tę powieść niezwykłą. Jeżeli potrzebujecie podniesienie na duchu, wzmocnienia lub po prostu chcecie poznać historię, która Was oczaruje i pochłonie, gorąco polecam Wam „Karuzelę”.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU W.A.B.

„Nieznajomi” C.L. Taylor

NIEZNAJOMI

  • Autor:C.L. TAYLOR
  • Wydawnictwo:ALBATROS
  • Liczba stron:384
  • Data premiery:10.02.2021r.
  • Moja ocena:7/10

„(…) o każdym wiemy tylko tyle, ile ten ktoś zechce nam pozwolić, nie więcej”.

C.L. Taylor „Nieznajomi”

„Nieznajomi” to moje trzecie spotkanie z C.L. Taylor – brytyjską autorką thrillerów psychologicznych. Recenzję poprzedniej świetnej „Zanim powróci strach” znajdziecie tu https://slonecznastronazycia.blog/tag/premieralipca/.  Natomiast „Teraz zaśniesz” oceniłam dość przeciętnie. Jacy okażą się „Nieznajomi”, lutowa premiera, nie mogłam się doczekać by się tego dowiedzieć.

Trzy historie

Konstrukcja książki jest bardzo ciekawa. Trójka różnych bohaterów, trzy losy, trzy historie, trzy traumy i…. jeden wspólny koniec. Alice – kobieta przed 50tką, rozwódka. Kierowniczka sklepu odzieżowego Mirage Fashions w małej galerii handlowej Meads. Ofiara swego niewiernego męża, mająca trudności ze zbudowaniem nowego związku. Matka Emily, która również popełnia błędy matki, tkwiąc w niesatysfakcjonującym związku z Adamem. Adamem, który jej nie docenia i nie jest jej całkowicie oddany. Gdy Alice poznaje Simona wydaje się, że trafiła wreszcie na mężczyznę, z którym może spróbować stworzyć nowy związek. Niestety Simom nie okazuje się tym za kogo się podaje. Raz wydaje się być ofiarą, raz sprawcą. Alice przy pomocy swej córki i najlepszej przyjaciółki Lynne próbuje dowiedzieć się kto kryje się pod użytkownikiem Facebooka o nazwie Ann Friend. Czy to była dziewczyna Simona – Flora, czy może Michael z którym Alice przeżyła nieudaną randkę? Ursula – wysoka kobieta (190 cm!) kobieta o lekko męskiej aparycji. Nie ma w niej za wiele kobiecości, co niestety przysparza jej wiele problemów. Pracująca jako kurier nauczycielka wczesnoszkolna. Kobieta „o wielkim sercu”, jak mówią o niej inni. Ciągle przeżywająca stratę Nathana, który wskutek obrażeń odniesionych w ataku na Ursulę stracił życie. Ataku, w trakcie którego Ursula uciekła. Nie stanęła z nim ramię w ramię do walki z napastnikami. Ataku tak naprawdę skierowanego na Ursulę, na jej inność, wzrost, figurę. Ataku, w którym Nathan chciał być jej bohaterem. Pokazać, że mu zależy, by ją inni nie obrażali. Ataku, który zniszczył jej życie i spowodował ogromną traumę, z którą Ursula nie może sobie poradzić. By coś czuć w swoim życiu zaczyna kraść. Nieświadomie, bezwiednie, dla samego dreszczyku. Kradnie w domu przyjaciółki Charlotte jej rzeczy, jej chłopaka i gości. Nigdy nie oddaje. Przez co traci dach nad głową. Szukając pokoju na wynajem trafia do domu Edwarda. Zamkniętego w sobie, antypatycznego gbura. Trudno jej utrzymać reguły właściciela domu. Zostawiony okruszek, zbita szyba w piwnicy, nadmierne zainteresowanie specyficznym zapachem i dźwiękami płynącymi z piwnicy domu oraz kradzież. Mając świadomość, że Edward jest obcesowy, zamknięty, specyficzny nie może się oprzeć pokusie by go nie okraść. Ursula samotna, tkwiąca w traumie. Pukająca od drzwi do drzwi rozwożąc paczki. Pukająca do domu pod numerem sześć, gdzie dostarcza paczki na nazwisko Paul Wilson. Do domu, gdzie paczki przekazuje kobiecie z dzieckiem na ręku przez okno, drzwi zawsze pozostają zamknięte. Ursula, która nagle okazuje się bohaterką Nicki i jej córki z Bess z domu spod numeru sześć. Ach, co za historia!!! Przyznaję, no trudno, Ursula to moja ulubiona bohaterka tej powieści.   Gareth – mężczyzna pod 50tkę, ochroniarz w galerii Meads, kawaler. Mieszka z matką z objawami demencji. Matką do której przychodzi kartka pocztowa wypisana pismem ojca, który zaginął wiele lat temu i dotychczas nie został odnaleziony. Gareth próbuje odnaleźć sprawcę tych pocztówek i tego, kto zakłóca spokój jego matki. Czy to Mackesy, przywódca lokalnego kościoła wyłudzający datki od starszych osób, również od tych z demencją? Przywódca kościoła udający medium, kontaktujący się ze zmarłymi i przekazujący wiadomości. Gareth zaczyna wątpić w śmierć ojca. Jednego dnia wydaje mu się nawet, że widzi go na monitoringu centrum handlowego, który obserwuje. Zaczyna podróż do swej przeszłości, rodziny, wydarzeń, pamiątek przeszłego życia. Do momentu, gdy po powrocie do domu nie znajduje w nim matki. Wówczas wszystkie siły przenosi na odszukanie zagubionej Joan.

Trzy opinie (wszystkie moje)

Zakończenie jest cool !!!

Nie mogłam się pokusić by tego nie napisać, przepraszam. Jak można inaczej nazwać zakończenie, które dzięki fabule pozwala się spotkać trzem nieznanym dotąd osobom i to w sytuacji mrożącej krew w żyłach? Tylko, że jest cool. Ostatni rozdział również „wyrwał mnie z butów”. Uwielbiam takie zwroty akcji, w których najmniej podejrzany okazuje się rzeczywistym sprawcą.

Wszystko dzieje się równocześnie

Jest w tej książce to, co cenię najbardziej. Mianowicie wartka akcja. Trzy postaci, trzy zagmatwane historie toczą się równocześnie. Miejscami fabuła przerwana jest komentarzami z Twittera. Mieszkańcy boją się „mordercy z przystani”, który zrzuca mężczyzn do rzeki. Chapeau bas dla autorki, która nie pokusiła się, by z tego wątku zrobić wątek główny. Okazuje się, że trzy zaginięcia nie są tak istotne, jak ważne są wydarzenia z życia Alice, Ursuli i Garetha. Jakby C.L. Taylor chciała nam pokazać, że w thrillerach czy kryminałach, nie zawsze wątek mordercy jest ważny i ciekawy. Równie ciekawe, a może nawet bardziej, może być barwne życie trójki nieznajomych, których los styka w najmniej spodziewanym momencie. Wydarzenia, dzięki którym jak się okazuje wiele się dowiadujemy o innych, wielu poznajemy, wiele odkrywamy, by potem w najbardziej odpowiedniej chwili zareagować tak, jak powinniśmy. Z siłą, z wiarą, że dobro musi zwyciężyć zło oraz troską o drugiego człowieka, nawet nam nieznanego.

Baby, ach te baby

Bardzo pozytywnie odebrałam relacje damsko – damskie opisane przez C.L. Taylor. Alice ze swoją przyjaciółką Lynne – mówią sobie wszystko. Wszystko o sobie wiedzą. Najmniejsze kłamstwo Alice, chroniące Simona, strasznie ją boli. Mogą na siebie liczyć, jednocześnie potrafią wysłuchiwać krytycznych uwag na swój temat i swego zachowania. Lynne nie boi się negatywnej reakcji Alice, gdy wytyka jej sztubackie zachowanie i zbytnią naiwność. Lynne czuje się zobowiązana do przekazania Alice swojej opinii. Macie takie przyjaciółki wokół siebie? Alice w relacji ze swoją córką Emily – trudna relacja matki z córką. Bardzo mi bliska. Alice jako matka, chce dla Emily najlepiej, nie potrafi jej jednak tego „dobrze sprzedać”. Ot, taka rzeczywistość matek córek. Obserwując relacje jej córki z jej chłopakiem, Alice obawia się, że Emily powieli jej błędy. Że to jej relacja z mężem Peterem – zawsze uległa, zawsze dwa kroki z tyłu, zawsze z pochylonym karkiem i zawsze na pozycji straconej – dała zły wzorzec Emily, która momentami zachowuje się jak Alice. Próbuje ją przestrzec przed związkiem, w którym nie jest wystarczająco kochana, a jej partner nie jest oddany. Związkiem z góry, jak to się mówi, spalonym na panewce. Nie udaje jej się, ale próbuje. Ursula – babochłop, ktoś by powiedział. Dla mnie kobieta, która mimo swoich traum i własnych problemów próbuje ratować tych, którym należy się pomoc. Ryzykuje, by innym nie stała się krzywda. Kobieta, która nie odwraca wzroku i która swoim kosztem potrafi stawić czoło złu. Kobieta, która wie, że musi się otworzyć i pokonać własne potwory. Kobieta, która wychodzi wreszcie na prostą.  

Mimo, że książka porusza bardzo ważne tematy, jak przemoc domową, demencja starcza, zawiść, trauma pourazowa, poczucie krzywdy, napisana jest w bardzo lekkim stylu. Opis akcji i dialogi są krótkie. Autorka dotyka najważniejszych kwestii, dotyka samego sedna, nie zamęczając nas przydługimi opisami. Mimo to, udało się C.L. Taylor stworzyć portrety poszczególnych postaci bardzo wnikliwie. Dzięki temu, miałam wrażenie, że Alice, Ursula i Gareth są mi bardzo bliscy. Nie mogłam się doczekać, by się dowiedzieć, jak się kończy ich historia. A to zawsze dobrze wróży, jak się nie potrafimy oderwać od książki.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU ALBATROS.

Premiera – „Przeklęty kontrakt” Melanie Moreland

PRZEKLĘTY KONTRAKT

  • Autor:MELANIE MORELAND
  • Wydawnictwo:EDITIO RED
  • Liczba stron:423
  • Data premiery: 23.03.2021r.
  • Moja ocena: 8/10

Melanie Moreland to mieszkająca w Kanadzie pisarka bestsellerowych romansów. Kiedy więc nakładem wydawnictw Editio Red ukazała się jej nowa powieść „Przeklęty kontrakt” postanowiłam po nią sięgnąć. Czy to była dobra decyzja?

Richard VanRyan był typem, który idzie do celu prawie po trupach, zimny, wyrachowany, zawsze sięgał po to, czego chciał, nie przejmując się drugim człowiekiem. Jego sekretarką Katharine Elliot to uosobienie niewinności, niebieskooka, drobna, niezdarna. Mężczyzna ma ją za popychadło, bez własnego zdania, od zawsze jest dla niej niemiły. Kobieta spełnia bez szemrania każde jego polecenie, jednak nie tak jak Richard myśli, dlatego, że nie potrafi się przeciwstawić, ale dlatego, że rozpaczliwie potrzebuje pieniędzy. W głębi ducha nienawidzi jednak swojego szefa. Nieoczekiwanie jednak Richard potrzebuje pomocy Katherine w drodze do osiągnięcia zawodowej pozycji potrzebna mu narzeczona, a ktoś taki jak ona idealnie nadaje się do odegrania tej roli. Czy jednak dwoje ludzi, którzy nie mają ze sobą nic wspólnego, nie lubią się i nie szanują będą potrafili przekonywująca odegrać parę zakochanych. A może nie będą wcale musieli tak bardzo udawać?

Motyw na którym oparta jest powieść nie jest niczym nowym, dwie nielubiące się osoby, które z jakichś powodów zostały zmuszone do odgrywania roli narzeczonych. Jednak muszę powiedzieć, że autorka rozwinęła go w sposób nieoczekiwany i odświeżający. Wraz z rozwojem akcji poznajmy motywację naszych bohaterów i ich charaktery. Dużym zaskoczeniem był dla mnie Richard, mimo że na początku wydaje się typem, którego trudno polubić potrafiłam go zrozumieć i jego przemiana była dla mnie przekonywująca. Również Katy zdobyła moją sympatię i mogłam tylko podziwiać jej charakter. Także drugoplanowe postacie zbudowane są w sposób ciekawy, przekonywający i w większości budzą sympatię czytelnika. Styl jest lekki, książkę czyta się bardzo przyjemnie, wciąga. Błyskotliwe dialogi, cięte riposty, humor, nagłe zwroty akcji, to wszystko sprawa się książkę czyta się z prawdziwą przyjemnością. Jeśli więc macie ochotę spędzić miły, relaksujący wieczór to polecam Wam tę powieść.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU EDITIO RED.

„Północna zmiana” Hanna Greń

PÓŁNOCNA ZMIANA

  • Autor: HANNA GREŃ
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron:406
  • Data premiery:10.02.2021r.
  • Moja ocena:6/10

„(…) wolna sobota, mimo że zaledwie jedna w miesiącu, jest demoralizującym pracowników wymysłem zgniłego imperializmu. Wszak ludziom powinno wystarczyć, że w soboty pracują tylko sześć godzin. Po co im więcej wolnego czasu? To niepotrzebne, a nawet niebezpieczne. Zaczną częściej uczestniczyć w różnych imprezach, spotykać się w większym gronie…”.

Hanna Greń „Północna zmiana”

Od premiery najnowszej powieści Hanny Greń minął już ponad miesiąc, więc ja szybciutko publikuję moją recenzję. Zaczęłam ją od przewrotnego cytatu. Dochodząc do tego momentu i pamiętając pracujące soboty moich rodziców pomyślałam, że książka będzie mi się podobać. Zauważyłam następującą zależność: im więcej opisów znanych mi z własnego życia, tym bardziej pozytywny odbiór. Twórczość Hanny Greń, emerytowanej księgowej znam z cyklu z Dionizą Remańską (moje recenzje znajdziecie na przykład tu: https://slonecznastronazycia.blog/2020/03/14/wioska-klamcow-hanna-gren/https://slonecznastronazycia.blog/2020/06/11/wiezy-krwi-hanna-gren/ ). Czytając opis wydawcy spodziewałam się mocnego, trzymającego w napięciu kryminału w stylu retro (akcja osadzona jest w latach osiemdziesiątych). Muszę przyznać, że wątek kryminalny w książce się znalazł. Nie jest on jednak, co jest zaskoczeniem, wątkiem dominującym. Czy można polubić twórczość Hanny Greń w tej odsłonie? Mam nadzieję, że ta recenzja udzieli Wam odpowiedzi na to pytanie.

Gdzie i co się dzieje?

Akcja osadzona jest w latach osiemdziesiątych. Główną bohaterką jest młoda Inga Piątkowska, absolwentka liceum, pracująca od trzech miesięcy w dziale księgowym w bielskim Instal-Budzie.  Mimo młodego wieku Inga ma już za sobą smutne doświadczenia. Nieudany związek z Krzyśkiem, który uprzykrza jej życie pracując w tym samym przedsiębiorstwie. Samobójstwo swego przyjaciela Macieja Swift (nie mylić z Taylor Swift) i niesłuszne oskarżenia o jego śmierć. Trudna relacja z bratem Macieja – Norbertem, który z jednej strony ją fascynuje, z drugiej jego zachowanie jest dla niej odpychające. Dzięki swojej rzetelnej pracy Inga zostaje wysłana przez swojego przełożonego do Jastrzębiej Góry, nadmorskiej miejscowości, w której Instal-Bud prowadzi dom wczasowy dla pracowników (Pamiętacie? Jeździliście z rodzicami? – ja tak). Inga zastępuje w nim kierowniczkę przebywającą na zwolnieniu lekarskim. Rozkoszując się pobytem w delegacji Inga poznaje dwóch studentów – Marka i Pawła – oraz Brinka Speedmana, Kanadyjczyka odwiedzającego Polskę i nieznaną dotychczas rodzinę. Dla Brinka Inga wygląda znajomo. Po powrocie do rodzinnego Bielska-Białej o Brinku już prawie zdążyła zapomnieć, gdy dowiaduje się, że Brink szukał jej ojca. Niestety, wkrótce po dwóch wizytach w rodzinnym domu Ingi, Brink znika. O tym co ją tak naprawdę łączy z Brinkiem Speedmanem, Inga dowiedziała się podczas wizyty u swojej babci w rodzinnej miejscowości ojca Legardzie, Martiny Speedman. Tak naprawdę odkrycie tajemnicy po co Brink pojawił się w Polsce, zajęło Indze kilka lat. Kilka lat, w których dzięki różnym pobocznym wątkom poznajemy zagmatwane losy Ingi i jej rodziny. Jak poradzi sobie młoda dziewczyna w wielkim mieście, w miejskiej dżungli, w trudnym, dorosłym życiu? Mnie już nie pytajcie, po prostu dowiedzcie się sami.

Czytając relacje w pracy z perspektywy lat osiemdziesiątych, wykorzystywane narzędzia, styl pracy księgowych (dobrze znany autorce, bo bądź co bądź sama korzystała z takich narzędzi jako księgowa) przeniosłam się w świat jak z serialu „Czterdziestolatek”. Wiele postaci w mojej wyobraźni wyglądały jak koleżanki – laborantki Madzi Karwowskiej. Pijące kawę, palące papierosy (Klubowe lub Popularne, innych nie było) plotkujące o mężach, rozmawiające o brakach w sklepach i wybierające się na połów „rzuconych” do sklepów towarów. Wiele PRL-owskich sformułowań sama poznawałam. Dowiedziałam się między innymi, co autorka określiła mianem „powielacza”, po co księgowym hale maszyn i dlaczego obsługa ascoty wydawała się taka trudna. Odkryłam PRL-owskie określenie żyletki. To mojka. Prawie zasmakowałam się w zimnym euro specialu.  Relacje w domu Ingi również są iście PRL-owskie. Władcza matka, faworyzująca starszą siostrę Ingi, Kingę (zdaniem samej bohaterki jej imię jest również spadkiem po starszej siostrze, odjęto przecież tylko literę „k”). Cichy, nie wnoszący sprzeciwu matce ojciec. Nie ofiara, jak pierwotnie myśli Inga, lecz również współwinny atmosfery w domu i wykorzystywania Ingi dla realizacji celów jej starszej siostry. Winny wręcz słabej pozycji Ingi we własnym domu. Winny niechęci własnej matki do niej. Winny tego, że zawsze czuła się inna, gorsza, niepasująca do reszty.

Nie dziwię się, że Hanna Greń wzięła na warsztat lata, w których żyła sama i sama pracowała. Jest to zapewne rzeczywistość jej bardzo dobrze znana. Kto inny umiałby przekonująco opisać maszyny księgujące i szubienice kont, jak nie wieloletnia księgowa?

Dla kogo rzeczywistość składająca się z trzech pracujących sobót w miesiącu była oczywistością, jak nie dla tego kto sam tak pracował. Greń nie ocenia minionych lat, nie stygmatyzuje. Opisuje je w sposób, w jaki wyglądały. Rzeczywistość nie jest ani przejaskrawiona, ani mroczna. Jest obiektywna. To jest wielka zaleta tej książki. Czasy PRLu i ważnych wydarzeń, jak na przykład skutki działalności politycznej Ingi w opozycji, są również opisane z dystansem. To dobrze. Tym samym zagadnienia te nie zagłuszyły głównego wątku. Wątku Ingi.  Jej życia codziennego i rodzinnych tajemnic, które po kolei odkrywała sama. Niestety, nawet tak doświadczona autorka nie jest wolna od błędów. Niektórzy z czytelników są w stanie je wyłapać. Mi niestety przypadła ta rola☹. Najpierw czytamy, że szwagier Ingi – Bogdan Olszar ma brata Mariana, którego z Ingą chce zeswatać jej matka. Brata, którego nigdy nie ma na spotkaniach rodzinnych. Brata, który również nie uczestniczył w weselu Bogdana i Kingi. Kilka stron dalej czytamy, że Bogdan był jedynakiem. Przeczytałam ten fragment wielokrotnie. Niestety, tkwił nadal na stronach książki i wzierał się w moją świadomość w treści „(…) Inga nie rozumiała, dlaczego młodzi musieli zamieszkać u Piątkowskich, skoro Bogdan był jedynakiem, a jego rodzice mieli dużą willę na obrzeżach miasta (…)”. W takich momentach zastanawiam się kto zawinił. Kto powinien wyłapać taką nieścisłość? Autor, redaktor, czy pierwszy recenzent? Ps. Okazuje się, że nieobecność Mariana w życiu rodziny Piątkowskich nie była przypadkowa. Inga poznała go już wcześniej, w innych okolicznościach. Spotkanie z nim po latach w towarzystwie teściów siostry przyczyniło się do poznania tajemnicy zaginięcia Brinka Speedmana.

Miłym zaskoczeniem w powieści był wątek prababki Ingi, której główna bohaterka zawdzięcza urodę. Polubiłam historię kanadyjskiej Indianki, która po śmierci męża – poszukiwacza złota musiała wychowywać sama kilkoro dzieci. Autorka wielokrotnie nawiązywała do pochodzenia Ingi, reakcji władz komunistycznych i otoczenia na to odkrycie. Każde oczywiście inne. Nie dziwi również portret milicji ukazany w książce, również członków SB. Inaczej niż znamy z kart historii. Zwykle znamy oprawców, mało inteligentnych wykonawców rozkazów, ówczesnej misji. Tu poznajemy inteligentnych ludzi, potrafiących ustosunkować się do otaczającego świata. Nie ma porterach zbędnej agresji. Zwykle czyny milicjantów są wyważone, uzasadnione w pełni, wręcz momentami delikatne. Milicja, a nawet bezpieka jest tam gdzie powinna, ratuje niewinnych i ochrania zagrożonych. Nie mogę się pokusić, by nie wyjaśnić: mąż autorki był policjantem. Wielu policjantów rozpoczynało swoją karierę jeszcze w czasach milicji. Hanna Greń może znać to środowisko od środka. Czytając notkę biograficzną w Indze odszukuję Hannę Greń, w jej ukochanym Norbercie Swifcie – męża. Chociaż z drugiej strony mogłabym napisać. Czytając notkę biograficzną w Lucynie przyjaciółce Ingi odnajduję Hannę Greń, a w jej ukochanym milicjancie Jerzym Jagielskim – jej męża. I tu, i tu mamy do czynienia z parą: księgowa i miły milicjant/policjant. Czy jest coś z biografii autorki w książce „Północna zmiana” tego nie jestem Wam w stanie powiedzieć. Oby nie. Losy rodziny Piątkowskich i Swiftów są tak zawiłe, wręcz momentami patologiczne, że dobrze by było gdyby okazały się tylko efektem wyobraźni autorki.

Kryminał czy obyczaj?

„Północna zmiana” potwierdza, że Hanna Greń potrafi napisać powieść obyczajową, wręcz sagę rodzinną. To nowe odkrycie. To nowa Hanna Greń, którą warto poznać. W mojej opinii w powieści zabrakło sprawnego połączenia wątków obyczajowych z wątkami kryminalnymi. Jednym zdaniem: jak dla mnie za mało kryminału w kryminale. Historia zniknięcia Brinka rozwiązana została przez przypadkowe spotkanie po 3 latach. Milicjanci, mimo, że ukazani w pozytywnym świetle, okazali się mało sprawnymi śledczymi. Nie wiem czy zakwalifikowanie książki do kryminałów to dobra decyzja. Przyznajcie sami, po kryminałach spodziewamy się zwykle czegoś innego. Całkowicie nierozwiązane zostały niezdrowe relacje w rodzinie Piątkowskich, Swiftów, Olszarów czy Graczyków. Autorka opisała je, jakie są. Zrobiła jakby portret chcąc nam pokazać: zobaczcie jak źle może być w niektórych rodzinach, jakimi słabymi i pazernymi ludźmi mogą okazać się rodzice, jak niektóre babcie mogą traktować wnuczki zrodzone nie ze swej winy „z grzechu”, jak pobłażliwość rodziców wychowuje potworów itd. Liczyłam, że ukazując tak złożone, a przede wszystkim różne rodzinne sytuacje Greń pokusi się o przynajmniej delikatny rys psychologiczny. Spróbuje odpowiedzieć na pytanie, co się dzieje w głowach, duszach dorosłych ludzi, którzy tworzą tak chorobliwe relacje.  Niestety, tego nie doczekałam się do ostatniej strony książki, a chętnie bym o tym przeczytała.

Odpowiadając na postawione pytanie we wstępie: Czy można polubić twórczość Hanny Greń w tej odsłonie? Odpowiadam można. Pytanie tylko, czego tak naprawdę w tym momencie poszukujesz w powieści. Jeśli sagi rodzinnej ukazującej jest trudną historię, to ta pozycja jest dla Ciebie. Jeśli szukasz Drogi Czytelniku, mrożącej w krew w żyłach zbrodni i pasjonującego śledztwa, to ta książka nie zaspokoi Twoich pragnień. Musisz szukać dalej…

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

Recenzja przedpremierowa – „Ukochany wróg” Kristen Callihan

UKOCHANY WRÓG

  • Autor:KRISTEN CALLIHAN
  • Wydawnictwo:MUZA
  • Liczba stron:448
  • Data premiery: 24.03.2021r.
  • Moja ocena: 8/10

Książki Kristen Callihan bardzo lubię. Jej cykl „VIP” to jeden z moich ulubionych. Są błyskotliwe, z poczuciem humoru, optymistyczne, zawierają świetne historię i zapewniają niesamowitą rozrywkę. Kiedy więc dowiedziałam się o jej najnowszej powieści „Ukochany wróg” wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Czy mnie nie zawiodła?

Macon Saint to gwiazda filmowa, jest bogaty, seksowny i potwornie irytujący. Przynajmniej zdaniem Delilah Baker, szefowej kuchni dobrze prosperującej firmy cateringowej. Tych dwoje zna się z czasów, gdy on był najprzystojniejszym chłopakiem w szkole, a ona niepozorną dziewczyną o bystrym umyśle i ciętym języku. Od zawsze wyzwalali w sobie to co najgorsze, dokuczali sobie i się nie lubili. Łączyła ich osoba Samanthy, siostry Delilah, która w przeciwieństwie do niej samej była typem seksownej, lekkomyślnej i niegrzecznej dziewczyny. Przez całe liceum była też dziewczyną Macona. Po zakończeniu szkoły Macon znika z życia sióstr Baker na 10 lat. Delilah jest pewna, że nigdy więcej nie będą mieli już ze sobą nic wspólnego. Nieoczekiwania jednak pojawia się on w jej życiu, na skutek działań Sam, która podstępem została jego asystentką, narobiła kłopotów, a potem zniknęła wraz z zegarkiem jego matki, cennym kilkaset tysięcy dolarów. Delilah nie widząc innego wyjścia proponuje, że będzie spłacać dług siostry do jej powrotu, byle tylko mężczyzna nie zawiadamiał policji, co bez wątpienia byłoby ogromnym ciosem matki sióstr. Kiedy nieoczekiwania Macon proponuje by kobieta w ramach spłacania ługu została jego asystentką i szefową kuchni, wprowadzając się do jego posiadłości, Delilah nie wie czy będzie potrafił to zrobić? Czy dawno wrogowie mogą mieszkać pod jednym dachem i się nie pozabijać?

„Ukochany wróg” to powieść typu „love – hate” i chociaż często tego typu lektury mnie irytują, tą czytało się świetnie. Może i opowieść jest trochę naciągana i można by się przyczepić do prawdopodobieństwa niektórych faktów i decyzji bohaterów, to przecież nie o prawdopodobieństwo najbardziej chodzi w tego typu powieściach, prawa? A cała reszta jest bez zarzutu. Świetny błyskotliwy styl, cięte, zgrabne dialogi, świetni bohaterowie i porywająca akcja. Choć autorka sięga po dość już wyeksploatowany w literaturze motyw „od wrogów do kochanków” przestawia go z porywającą świeżością, poruszając taki istotne kwestia jak więzi rodzinne, poczucie odpowiedzialności, poczucie własnej wartości, przemoc i to jak przeszłość może wpływać na nasze życie. Główni bohaterowie to silnie postacie, osiągające sukcesy, realizujące swoje plany, jednak gdzieś tam pod powierzchnią wciąż tkwią w nich traumy z przeszłości. Czy będą potrafili je przepracować i pójść dalej bez tego bagażu. Czy dawni wrogowie mogą sobie pomóc w poradzeniu sobie z przeszłością?

Czytając nie potrafiłam się od lektury oderwać i ta powieść utwierdziła mnie tylko w tym, że Kristen Callihan należy do grona moich ulubionych autorek, której każdą kolejną powieść biorę w ciemno.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU MUZA.