„Przedsionek piekła” Anna Bailey

PRZEDSIONEK PIEKŁA

  • Autorka: ANNA BAILEY
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 384
  • Data premiery: 09.03.2022r.

Niewiele ponad dwa tygodnie temu, dokładnie 9 marca br., premierę miała debiutancka książka autorstwa Anny Bailey pt. „Przedsionek piekła” od @WydawnictwoAlbatros. Gatunek powieści idealny dla mnie. Książka jest bowiem thrillerem i to thrillerem psychologicznym, gdzie relacje pomiędzy postaciami, wzajemne naciski, negatywne wpływy oraz lęki i wszechogarniający strach mają znaczenie. A do tego to miasteczko Whistling Ridge…. Oglądaliście film z 1998r „Miasteczko Pleasantville”? Taki idealnie wykreowany świat, jednorodny, bezpieczny, wręcz czarno – biały. Aż nagle zaczynają pojawiać się kolory. Kolory emocji, prawdziwych uczuć, buntów i odkrytych kłamstw. To trochę jak w Whistling Ridge, w pięknym miasteczku osadzonym w Górach Skalistych w Kolorado. Tylko, że Pleasantville jest znacznie bardziej pleasent niż Whistling Ridge☹.

Poczucie winy to zwłoki, które trudno jest zakopać, nawet jeśli wciąż będziesz sobie powtarzał, że Bóg ci wybaczył. Jeżeli pozwalasz niektórym rzeczom ropieć wystarczająco długo, w końcu wyrosną im kły i pazury i wypełzną z powrotem na powierzchnię.” –„Przedsionek piekła” Anna Bailey.

Po jednej z młodzieżowych imprez ginie Abigail Blake. Z tych Blake’ów. Blake’ów, których od paru lat nikt nie odwiedza oprócz Emmy, najlepszej przyjaciółki Abi. Blake’ów którego młodszy syn Jude chodzi o lasce, gdy spadł ze schodów. Takich nieszczęśliwych wypadków w rodzinie Blake’ów jest całe mnóstwo. Najczęściej doświadcza ich najstarszy syn Noah, który nie jest w stanie sprostać oczekiwaniom ojca, weterana wojny w Wietnamie – Samuela. Blake’ów, gdzie Dolly pali bez opamiętania, często zapada w katatonię i boi się spojrzeć ludziom w twarz, by nie zobaczyli tej przerażającej pustki. Pustki obrazującej stracone życie. Blake’ów, którzy modlą się na podjeździe, by kamyczki raniły kolana członkom rodziny. Blake’ów, którzy siedzą w ostatniej ławce w kościele, ale zawsze są, mimo zbyt dużej ilości puszek po piwie w domowym koszu na śmieci. Blake’ów, gdzie nadzieje umierają jedne z pierwszych, praktycznie zanim zakiełkują. Blake’ów, którym część społeczeństwa współczuje, ale większość uważa, że zasłużyli na to, co ich dotknęło. Blake’ów….. tych Blake’ów.

Niepokojący jest ten wszechogarniający talent debiutantów i debiutantek😊. Wprawia mnie w ogromne kompleksy. Anna Bailey należy do jednych z tych zdolniejszych. Po kilku latach pracy w Kolorado jako baristka napisała powieść zainspirowaną obserwacjami i przeżyciami, których tam doświadczyła. Jak ona to zrobiła? Jak oni to robią, że garstkę własnych doznań i fantazji zamieniają w całkiem dobrą powieść, która niepokoi od pierwszych stron powodując tępy ból w dołku. Nie mam pojęcia. Ale udało się to Bailey bardzo dobrze.

„Przedsionek piekła” to mieszanka cech, które powinien mieć dobry psychologiczny thriller pełen rozmaitych skrajności. Współczucie przeplata się ze złością. Niezgoda na opisywaną rzeczywistą z żalem, że dzieci są często ofiarami własnych rodziców. Litość z rozdrażnieniem z czytanych opisów biernych zachowań, które odczytywane są jako akceptacja przez wszystkich, a tym bardziej przez najbliższych. Powieść Bailey ma skomplikowaną, ale przejrzystą konstrukcję. Fabuła zawarta została w 51 rozdziałach, które zatytułowane są „teraz” i „przedtem”. Autorka przenosi nas w historię, która wydarzyła się przed zaginięciem Abi, nawet wiele lat przed, jak i która dzieje się w fikcyjnej teraźniejszości. To służy uporządkowaniu wydarzeń i nie pozwala pogubić się w fabule. Mimo, że thriller składa się ograniczonej liczby obowiązkowych modułów,  Bailey będąc zdolna i uważną twórczynią uformowała unikatowe dzieło, w którym emocje wzbudzają się same. To mieszanka wybuchowa. Mieszanka miłości, troski, strategii unikania, poczucia winy, traumy, nietolerancji, krzywdy i dusznej małomiasteczkowej atmosfery, gdzie wszyscy wszystkich znają, a pastor z żoną plotkują o problemach jego mieszkańców, gdzie ciągle społeczeństwo wierzy w lincze, którym przyklaskuje biuro szeryfa.

Sama Abi, mimo że jej postać została opisana jakby w tle jest postacią katastrofalną. Abi, która powstrzymuje się „(…) przed zobaczeniem swojego odbicia w lustrze, gdy się rozbiera. W lustro nie patrzy już od jakiego czasu. Od wtedy, kiedy to się stało”. Abi, której współczułam od samego początku, nawet gdy nie wiedziałam, za co jej współczuję. Z drugiej strony dziewczyna bardzo walczyła o swoją normalność. Starała się wspierać Emmę, współpracowała z Ratem i akceptowała swego brata Noaha. Jej dwunastoletni brat Jude wzbudzał moją sympatię i ogromne współczucie od samego początku. To dziecko, które „(…) mówi cicho, trzyma łokcie blisko ciała i daje z siebie wszystko, co może (…) Jego rodzice są jak łosie, które czasami schodzą z gór i podjadają jagody na ich podwórku – jeśli ma się cierpliwość, to w końcu, czasami pozwolą ci pogłaskać się po pyskach. Rodzice zapewne nie połasiliby się na jagody, ale Jude może się zdobyć wobec nich na cierpliwość. Będzie ją okazywał, dopóki nie odda z siebie tyle, że zmniejszy się do takich rozmiarów, że zmieści się wreszcie w ich życiu.” Dziecko starające się zmniejszyć do takich rozmiarów, by zmieścić się w życiu rodziców. Brrr…wrrrr. To maszyneria uruchomiona przez Bailey w jednym celu, tylko by przyspieszyć nam puls, zmusić serce do palpitacji. I Noah. Młodzieniec będący wyrzutkiem i w społeczeństwie, i w rodzinie. Niewypowiedziane słowa pomiędzy nim a Abi zawisły na zawsze i nigdy nie zostaną wyartykułowane. Trochę drażniła mnie jego niemożność opuszczenia domu, sprzeciwienia się swemu oprawcy, pomachania mu na do widzenia. Może czuł się za bardzo odpowiedzialny za matkę, za rodzeństwo, nawet jeśli nie zostało to wyartykułowane w powieści. Nie wiem, czy z wszystkich głównych postaci najbardziej nie jest tragiczna Dolly. Ofiara przemocy domowej, sterowana marionetka, niepotrafiąca się przeciwstawić, cicho akceptująca rzeczywistość, w której żyje. Dolly, która „(…) leży w łóżku, czując się przytłoczona ciężarem własnej winy.”.

W trakcie czytania czułam permanentną niecierpliwość oczekiwania na ujawnienie narracyjnej tajemnicy połączoną z pragnieniem przeżycia czegoś niespodziewanego i z naiwną  nadzieją, że historia dobrze się skończy. Tyle różnych odczuć i jedna debiutancka książka o życiu w przedsionku piekła. Polecam szczerze!

Moja ocena 8/10.

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Albatros.

„Niewidzialna dziewczyna” Lisa Jewell

NIEWIDZIALNA DZIEWCZYNA

  • Autorka: LISA JEWELL
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 382
  • Data premiery: 9.02.2022r.
  • Data premiery światowej: 1.06.2021r.

„(…) To zupełnie co innego. Jedyne złe książki to takie, które napisano tak fatalnie, że nikt nie chce ich wydać. Każda książka, która została wydana, jest dla kogoś „dobrą książką”.

Lisa Jewell jest autorką „Idealnej rodziny”, z której powyższy cytat pochodzi (recenzja na klik). Książki, która wbiła mnie w fotel tak głęboko, że oceniłam ją 10/10😊. „Idealna rodzina” okazała się ciekawym studium i słabości, i bestialstwa człowieka. Czytając ją targały mną silne emocje. Tak silne, że wątki z „Idealnej rodziny” pamiętam do dziś. Jeśli nie czytaliście jeszcze tej książki to koniecznie musicie to nadrobić. Jestem ciekawa, czy Wasza opinia będzie również pochlebna jak i moja.

Słysząc, że Wydawnictwo @Czwarta Strona wydaje kolejną powieść tej autorki nie wahałam się ani chwili. W „Niewidzialnej dziewczynie”, która premierę miała 9 lutego br., szukałam złożonych postaci, wielowarstwowych, nie dających się jednoznacznie zakwalifikować. Oczekiwałam napięcia, tajemnicy i wielowątkowości. Czy „Niewidzialna dziewczyna” sprostała „Idealnej rodzinie”?

Jewell zaprosiła czytelnika do życia Cate, Saffyre oraz Owena. Losy całej trójki spotykają się na jednej ulicy, na którą spoglądać można z wykuszowego okna. Na ulicy w Hamstead, gdzie za rogiem mieszkał Zygmunt Freud. Ulicy, na której zaczynają się dziać niemiłe wydarzenia. Wydarzenia związane z napaściami seksualnymi na kobiety. Pozornie szczęśliwe życie Cate zaczyna mieć rysy. Jej córka Georgia boi się o siebie, Josh zaczyna chodzić po okolicy szukając tego „zboczeńca”, a mąż Cate psycholog dziecięcy Roan coraz mniej spędza czas w domu angażując się w jego życie. Cała rodzina Foursów spogląda na sąsiada z naprzeciwka, trzydziestotrzyletniego Owena Picka, który traci pracę w college’u oskarżony o niewłaściwe zachowanie względem studentem. Samotnika, nie obeznanego z kobietami, zafascynowanego Brynem i jego aktywnością w siedzi. Nie tylko Foursowie są obserwatorami. Obserwuje też Saffyre Maddox, siedemnastolatka będąca w przeszłości pacjentką Roana Foursa. Dlaczego zakrada się nocą na ulice Hamstead i kogo próbuje nakryć na gorącym uczynku?

No nie jest to proza na miarę „Idealnej rodziny”. W moim odczuciu „Niewidzialna dziewczyna” to kolejny thrillerek, który i owszem miło się czytało, bez żadnego zaangażowania emocjonalnego, ale który niestety zapomnę szybciej niż zdąży na egzemplarz opaść kurz. Spodziewałam się naprawdę fascynującej historii. Spodziewałam się krzywdy, bólu, głębokiego dochodzenia do prawdy, tajemnic i fasady życia, która w pewnym momencie runie pozostawiając tylko gruzy. Dostałam raczej mdłą historię znudzonego sobą małżeństwa, w którym więcej kłamstw niż szczerych uczuć. Zafascynowaną tajemnicami nastolatkę, która boryka się z trudnymi doświadczeniami z przeszłości, a której nie udzielono fachowej pomocy (oj, szkoda, że ten wątek został potraktowany po macoszemu!!!). Słabe śledztwo w sprawie oskarżeń w kierunku Owena, bardzo słabe. Sama fascynacja Owena Brynem całkowicie mnie nie przekonała. Autorka niewystarczająco w mojej opinii przedstawiła motywy, determinanty jego zachowania w aspekcie kontaktu z tym człowiekiem. Ten wątek wydawał mi się jakby wrzucony na siłę, by jeszcze bardziej zagmatwać historię i sprawić ją bardziej ciekawą. Fabuła ma jednak duży potencjał. Jest w niej wszystko, co w thrillerach lubimy najbardziej; skrzywdzone dziecko, nieprzepracowana trauma, nieudolni dorośli i masa pomyłek, które wiodą śledczych nie pod ten adres co należy. Co do sprawcy domyśliłam się od razu. Trudno nie było odczytać związku pomiędzy zdarzeniami z przeszłości, a tymi, które dzieją się teraz.

Nie jest to jednak książka z samymi wadami. Bardzo dobrze Lisa Jewell skonstruowała powieść. Krótkie rozdziały zatytułowane są imionami bohaterów, z perspektywy których przyglądamy się wydarzeniom. Akcja jest więc uporządkowana i nie pozwala się pogubić. Brakowało mi jednak narracji pierwszoosobowej, która wspaniale się sprawdziła w przypadku Saffyre. Jej postać wydaje się chyba dzięki niej bardziej realna, bardziej rzeczywista i prawdziwa. Sam język taki typowy brytyjski. Wyważony, uładzony. Zdania skonstruowane ze słów układają się uporządkowanie w relacje, opinie, spostrzeżenia, czy dialog. Praktycznie bez żadnych niespodzianek, niepokoi.

Nie jest to książka na miarę „Idealnej rodziny”. Jest to powieść, której daleko to prawdziwego psychologicznego thrillera. Według mnie to powieść obyczajowa z wątkiem kryminalnym, a ja rzadko jestem zadowolona z takiego połączenia.

Moja ocena: 6/10

Egzemplarz recenzencki otrzymałam od WYDAWNICTWA CZWARTA STRONA, za co bardzo dziękuję.

„Dolina Cieni” Bartosz Szczygielski

DOLINA CIENI

Autor: BARTOSZ SZCZYGIELSKI
Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
Liczba stron: 383
Data premiery: 9.02.2022r.

Coś w tym pisarstwie @Bartosz Szczygielski – pisarz zdecydowanie jest😊. Coś co mnie przyciąga i nie pozwala odłożyć książki na bok, póki nie dotrwam do ostatniej strony.

Chwaląc się mojej Przyjaciółce, że na półce czeka nowy Szczygielski z książką pt. „Dolina Cieni”  usłyszałam w odpowiedzi: „To szybko przeczytasz”. Do szybkiego przeczytania nie byłam w ogóle przekonana. Uwaga mojej Psiapsi wręcz mnie rozdrażniła. Tyle spraw na głowie, tyle tematów, tyle niepokojów, a do tego Dzieci i praca, a tu taka bezczelna pewność w głosie😉. Okazuje się jednak, że inni znają nas o wiele lepiej niż my siebie sami. Wczoraj zaczęłam czytać premierę z 9 lutego br. od Wydawnictwa @Czwarta Strona, a dziś publikuję recenzję. No przyznaję się publicznie, faktycznie miała rację. Szybko przeczytałam. Podobnie jak dwie poprzednie książki Autora: „Nie chcesz wiedzieć” oraz „Winni jesteśmy wszyscy”.

Zdecydowanie coś w tym pisarstwie Szczygielskiego jest….

Moja matka umarła, próbując zapewnić mi lepsze życie(…) W jakimś ścieku, gdzie nikt się nią nie zainteresował, dopóki nie zaczęłam jej szukać. Miałam dwanaście lat! Dzieci nie robią takich rzeczy, nie znajdują swoich matek martwych z przemęczenia i ogryzionych przez szczury…” – „Dolina Cieni” Bartosz Szczygielski.

„Kiedy umierasz, życie staje się prostsze” – z opisu Wydawcy.

Dwie perspektywy czasowe. Rok 1994, w którym lokalną społecznością wstrząsa wypadek Michała i Agnieszki Wawrzyńców. On młody, ona młoda. On ginie, ona przeżywa będąc w wielkim szoku. Rok 2009 Tomasz Rach przyjmuje od swej współpracowniczki Marty zlecenie przewozu czterech kobiet oraz jednej dodatkowej przez niemiecką granicę. Spotyka się z przedstawicielem zleceniodawcy w umówionym miejscu pod osłoną nocy. Zamiast transportu na miejscu spotyka dwóch strażników straży granicznej oraz tajemniczą Helenę, jedyną żyjącą kobietę, która miała być uczestniczką transportu. Sytuacja staje się tym bardziej skomplikowana, gdy Helena przyznaje, że tak naprawdę Tomasza szukała i o jego pomoc prosiła Martę. Martę, która nie jest w stanie wytłumaczyć Rachowi swojego udziału w przedsięwzięciu. Przedsięwzięciu, którego początki tak naprawdę sięgają piętnastu lat wstecz.

Jako czytelnik lubię dokonywać projekcji moich oczekiwań na przeróżne fabuły. Zauważyłam jednak, że tym bardziej mi się książka podoba, im bardzie fabuła mnie zaskakuje. Jeśli jest przewidująca oceniam ją zwykle słabo. „Dolina Cieni” słaba nie jest i to z wielu powodów. Bardzo podoba mi się konstrukcja książki. Retrospekcje przedstawione w rozdziałach zatytułowanych rokiem 1994, czy chociażby „W cieniu”. Warto wspomnieć, że ten cień bardzo długo nie został nasłoneczniony, praktycznie do samego końca. Akcja jest więc uporządkowana. Grudzień 2009 przenosił mnie co rusz w czasy bieżące, w których Tomasz Rach próbował  pomóc Helenie i poskromić duchy przeszłości. Polubiłam i Martę, i Helenę i Agnieszkę. Jako postaci kobiece każda okazała inna, każda naznaczona inną przeszłością. Zabrały mnie w swój świat, bardzo trudny, skomplikowany i niezwykle samotny. Świat, w którym nie ma miejsca na radość, szczęście i długie życie u boku kochanej osoby. Chociaż ostateczne rozstrzygnięcie między Michałem a Agnieszką totalnie mnie zaskoczyło, zmiażdżyło więc. Ale cóż, moja rola ogranicza się do czytania, a Bartosza Szczygielskiego do pisania. Autor miał więc pełne prawo skonstruować wątek w sposób, który wydawał mu się najbardziej właściwy. Sam główny bohater Tomasz Rach przypomina mi jednego z moich ulubionych bohaterów historii kryminalnych. Taki niby amator, ale potrafiący odnaleźć się w każdej sytuacji. Silny w swojej słabości. Jak się okazuje nie do końca totalnie spostrzegawczy. Próbujący odnaleźć się wśród tych wszystkich kobiecych imion z przeszłości i teraźniejszości. Nie do końca mu się to jednak udaje. Postać księdza Jana została wyjątkowo dobrze skonstruowana. Nie do końca zły, nie do końca dobry. Idealny z pewną rysą na charakterze. Uwikłany w lokalne zależności… cóż, który lokalny klecha może tego uniknąć? Jego wątek jest w mojej opinii zaletą tej powieści.

Jako nałogowa czytelniczka thrillerów jestem usatysfakcjonowana. Jeśli poszukujecie mocnych wrażeń, skomplikowanej fabuły, szybkiej akcji, ogromu emocji i ciekawej zagadki z przeszłości „Dolina cieni” jest dla Was książką idealną. Bartosz Szczygielski po raz kolejny udowodnił, że pisarzem thrillerów nie został z przypadku. I mimo, że ilość wątków i splotów akcji jest bardzo duża, polecam lekturę z pełną świadomością. Czytajcie!!!

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

„Demeter” Malwina Chojnacka

DEMETER

  • Autorka: MALWINA CHOJNACKA
  • Wydawnictwo: LIRA
  • Liczba stron: 528
  • Data premiery: 23.02.2022r.

Autorkę @Malwina Chojnacka strona autorska poznałam przy okazji cyklu „Karma”. Oba tomy „Karma. Odważne i romantyczne” oraz „Karma. Sekrety i uprzedzenia” były objęte moim patronatem. Z zaciekawieniem więc zabrałam się do czytania thrillera „Demeter”, który premierę miał w ubiegłą środę premierową, tj. 23 lutego br. Książkę, jak przyznałam się w zapowiedzi, zaczęłam czytać tylko na chwilkę. Nie skończyłam szybko😊. Skończyłam dopiero, gdy zamknęłam ostatnią stronę. Książka jest warta każdej spędzonej z nią minuty. Dzięki @Wydawnictwo LIRA przedstawiam Wam recenzję naprawdę dobrej książki.

Poznajcie Olgę, Igę i Huberta, którzy wplątują się – każdy z innych przyczyn – w zagadkową śmierć Galiny ukraińskiej obywatelki, pracownicy luksusowego hotelu Odonata na Mazurach. Gdy ginie bez śladu kolejna pracownica hotelu Iryna, a Elena zostaje ranna pracownica Fundacji dla Kobiet Ofiar Przemocy „Demeter” postanawia zbadać okoliczności tych dziwnych zdarzeń. Wplątuje się w precedens, w którym główne role grają możni okolicznych miejscowości. Co właściciel hotelu, komisarze policji, prokurator, prawnik, biznesmen i inni mają wspólnego z tak potraktowanymi kobietami? I dlaczego Iga jest tak ważna dla Olgi i Huberta, że postanawiają znaleźć się w tym samym miejscu co ona?

Bardzo dobra książka!

Tak muszę ją określić. Poznaję to po tempie czytania😊. To taki mój wewnętrzny barometr. Jeśli nie potrafię się oderwać od przedstawianej w książce historii, nie nuży mnie język, tempo, a ciekawią bohaterowie, to jest to bardzo dobra książka. Ma wszystkie cechy pozycji, które bardzo cenię. Zachwyciła mnie narracja. Pisana pierwszoosobowo z perspektywy różnych bohaterów. Rozdziały zatytułowane są imionami postaci, który relacjonuje wydarzenia oraz datą i miejscem akcji. Dzięki temu zabiegowi czytelnik przenosi się w inną czasoprzestrzeń, inną perspektywę. Bardzo udał się ten zabieg Malwinie Chojnackiej. Sprzyjał porządkowi, systematyczności i uhierarchizowaniu. Bieg wydarzeń również okazał się arcyciekawy. Zarówno Iga, jak i Olga oraz Hubert są tak samo ważni. Hubert przeżywa swój zawód miłosny, rozpamiętuje swoją zdradę. Przebywa jednak długą drogę od pierwszego spotkania z Olgą. Staje się mniej umęczony, bardziej pogodzony z własnym losem. Jest ważną postacią w książce, gdyż pokazuje jaki wpływ na mężczyznę ma kobieta, u której zdiagnozowano chorobę dwubiegunową. Jak potrafi go omotać, jak od siebie uzależnić i jak sprytnie go wykorzystuje. Olga to autorka bajek dla dzieci. Mająca za sobą traumatyczne doświadczenie równoczesnego sieroctwa przez obojga rodziców. Nie potrafiąca ułożyć sobie do tej pory relacji z siostrą. Odpychająca ją latami. Umawiająca się z mężczyznami na seks, ale tylko raz w tygodniu. Pogodzona z losem odrzuconej matki i rozwódki. Kobieta sukcesu, ale z przeszłością, ciągle na zakręcie. Za to Iga to niezwykle ciekawa postać. Nimfomanka, bystra, inteligentna, umiejąca „rozdawać karty” według własnych zasad. Do tego niezwykle atrakcyjna. Wykorzystuje swoją słabość i zamienia ją w ogromny potencjał, gdy daje jej siłę motorową do osiągania niemożliwego. Taka postać literacka jak Iga potrafi wszędzie namieszać, odnaleźć się w każdej fabule i uczynić publikację arcyciekawą. Chojnacka ma zdolność do kreowania nieoczywistych postaci, ciekawych bohaterów, który są zaletą jej dzieł. Fabuła mimo, że nie okazała się dla mnie zaskoczeniem – wątek mężczyzn trzymających władzę – rozwijała się chwilami nieszablonowo. Relacja Reja i Bielendy, z jednej strony wspólników, z drugiej ciągłych konkurentów. To trochę taki pokaz dwóch samców alfa. Każdy gra w swoją grę i dopóki obu to pasuje, nie ma ofiar. Bardzo zaciekawiła mnie postać Teresy wprowadzonej do fabuły w trzeciej części książki. Chojnacka sięgnęła do mistycyzmu, tajemniczości, znachorstwa. Przy czym Teresa nie okazała się postacią negatywną, wręcz przeciwnie. Wątek z watahą wilków dla mnie okazał się wyjątkowo interesujący. Jedynie nie przekonał do końca cukierkowy motyw matki-córki z końcówki książki. Nie żebym żądała samych dreszczy i niepokoju w thrillerze, co to to nie😊. Bardziej chodzi mi o zawiłość relacji, która nasuwa się od samego początku, gdy tylko wątek został naznaczony. Autorka konsekwentnie udowadnia, że nic nie dzieje się bez przyczyny, na wszystko jest pora i wszystko musi być przepracowane, by ostatecznie zostać pokonane. A tu nagle rozwiązanie następuje samo, bez żadnych pytań, zawahań, obaw. Dosłownie jak „manna z nieba”. Może o to właśnie chodziło Chojnackiej. By jednak dać nam nadzieję, że czasem złe drzewo daje dobry owoc i wystarczy tylko powiedzieć „tak”, być otwartym na to co, daje los.

 Ależ się rozpisałam! Długo bym mogła naprawdę. Jest jeszcze parę punktów, o których planowałam wspomnieć. Nie mogę Was jednak zanudzać😉, bo sama nie lubię czytać przydługich recenzji. Moją rolą jest bardziej zaciekawienie Was. I mam nadzieję, że mi się udało.

Thriller to naprawdę zagadkowy gatunek literacki. Jego cechą nadrzędną jest zwykle skomplikowana, ale przejrzysta konstrukcja. Liczy się w nim heroiczna, wręcz archetypiczna narracja o walce dobra ze złem. Szczególnie lubię thrillery, które są pełne rozmaitych skrajności (rodzina, miłość, seks, zdrada, organizacje przestępcze, przemoc, dzieci itd.). No i emocje. Dobry thriller musi je wzbudzać. Dobrze jest czuć dreszcz podniecenia w oczekiwaniu na kolejne opisane w fabule wydarzenia. Czytając „Demeter” czułam zniecierpliwienie,  domagałam się całą sobą ujawnienia narracyjnej tajemnicy, bardzo często przeżyłam coś szokująco niespodziewane, by finalnie wierzyć, że historia może dobrze się skończyć. Tak. Zdecydowanie „Demeter” ma wszystkie cechy dobrego thrillera. Dlatego warto się w historię w niej opisaną zanurzyć.

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu LIRA.

„Sąsiad” Lisa Gardner

SĄSIAD

  • Autorka: LISA GARDNER
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Seria: Detektyw D.D. Warren. TOM 3
  • Liczba stron: 464
  • Data premiery w tym wydaniu: 26.01.2022r.
  • Data 1 polskiego wydania: 13.07.2011r.

Przygodę z Detektyw D.D. Warren rozpoczęłam od 10 tomu pt. „Powiem tylko raz”. Dzięki publikacji początków serii przez @WydawnictwoAlbatros sięgnęłam do pierwszych przygód Pani Detektyw w książkach „Samotna” i „W ukryciu”. „Sąsiad”  to trzeci tom cyklu, którego Autorką jest Lisa Gardner. D.D. Warren zmienia się z biegiem kolejnych publikacji i przed rozpoczęciem czytania byłam bardzo ciekawa jak wypadła w trzeciej części.

W pewien wieczór ginie w niewyjaśnionych okolicznościach dwudziestoparoletnia nauczycielka wiedzy o społeczeństwie Sandra Jones. Drzwi wejściowe nie noszą śladów włamania, a w pokoju obok zostaje jej ponad czteroletnia córka Ree. Mąż Sandry dziennikarz Jason Jones zgłasza zaginięcie żony, jednocześnie odmawiając odpowiedzi na wiele pytań, które rodzą się w głowie detektyw sierżant D. D. Warren oraz innych śledczych pracujących w zespole. Z pozoru dobre małżeństwo nie wydaje się takie, gdy do sprawy wtrąca się ojciec Sandry, z którym nie widziała się przez pięć lat, sędzia Maxwell Black.

I tym razem Lisa Gardner zbudowała fabułę wokół najgorszych możliwych przestępstw, które zawsze mnie wzruszają. Potencjalne morderstwo domowe – przecież zwykle odpowiedzialny za zniknięcie jest mąż ofiary – zamieniło się w strefę domysłów i wielu podejrzanych, jak to w tej serii bywa. Ciekawym wątkiem było osadzenie na tej samej ulicy przestępcy seksualnego względem dzieci Aidana Brewstera, o którym Jones dowiedział się dopiero po zaginięci żony. Świat Brewstera podglądamy z jego perspektywy w relacji pierwszoosobowej, chociaż wątek śledztwa jest relacjonowany w trzeciej osobie. To nie jedyny taki zabieg narratorski. Również w niektórych rozdziałach dochodzimy do świata zewnętrznego i wewnętrznego samej zaginionej Sandry Jones, która swoimi słowami opisuje co się z nią działo i dlaczego podjęta taką czy inną decyzję. Ta urozmaicona narracja jest zaletą tej publikacji. Intryga została również „rozmieniona na drobne” przez włączenie w sprawę trzynastoletniego ucznia Sandry, Ethana Hastingsa, a także jego wujka Wayne’a Reynoldsa. Oboje mieli Sandrze pomóc, oboje mieli ją wesprzeć, a finalnie…..

Tak śledztwo zostało przeprowadzone z należytą pieczołowitością. Nie ma w książce żadnych luk fabularnych, żadnych niedopowiedzeń. Wszystko układa się w jedną całość w zakończeniu, wszystko ma swój początek i swój koniec. Język jest tożsamy z całą serią. Detektyw sierżant jak zwykle zmotywowana uwielbiająca swoją pracę. Na końcu, niestety nie jest zadowolona, gdyż kogoś bardzo chciała przymknąć.

Lisa Gardner to mistrzyni opisywania krzywd popełnionych na niewinnych, na dzieciach i kobietach. Ta umiejętność jest widoczna w każdej książce cyklu, którą przeczytałam. Nie jest łatwo mi jako kobiecie i matce się z tym mierzyć. Gardner nie przejmuje się skutkami, raczej traktuje pisarstwo jako misję, by pokazać światu z jakimi zwyrodnialcami przychodzi nam obcować  w domu, w szkole, w pracy i w sąsiedztwie. Umiejętnie również opisuje psychologiczne aspekty tych traumatycznych doświadczeń, nawet jeśli działy się wiele lat wcześniej. Obrazuje skutki, często dalekosiężne, z którymi dorośli ludzie nawet po dwudziestu latach nie potrafią sobie poradzić.

To wielowątkowy kryminalny thriller. To wielowątkowe śledztwo. Okoliczności zewnętrzne oraz wątki poboczne tylko urozmaiciły mi lekturę. Jeśli lubicie silne kobiety stające po tej dobrej stronie i o każdej porze dnia gotowe na złapanie złoczyńcy – pokroju D. D. Warren – to sięgnijcie po tę książkę. Udana lektura gwarantowana!

Moja ocena 7/10.

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Albatros.

„Poziom śmierci” Lee Child

POZIOM ŚMIERCI

  • Autor: LEE CHILD
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Seria: JACK REACHER. TOM 1
  • Liczba stron: 464
  • Data premiery: 26.01.2022r.
  • Data 1 wydania polskiego: 01.01.2003r.
  • Data premiery światowej: 1.03.1997r.

Nie lubię się powtarzać, ale nawiążę do treści, które zamieściłam w zapowiedzi tej książki. Przeczytałam kilkanaście części o Jacku Reacherze. I tylko te ostatnie pisane razem z bratem Autora, Andrew Childem nie do końca mi odpowiadają. Trochę za mało Childa w Childzie i za mało Reachera w Reacherze, do którego jestem przyzwyczajona. Recenzję tomu 25 pt. „Strażnik” znajdziecie tutaj: klik.

@WydawnictwoAlbatros przy okazji premiery filmowej pierwszego tomu wypuściło na polski rynek czytelniczy „Poziom śmierci”, pierwszy tom serii. Premierę światową ta seria miała w 1997 kiedy jeszcze moja biblioteczka nie uginała się pod ogromem książek. Ja tę część czytałam po jej pierwszym polskim wydaniu, które odbyło się w 2003 roku. W Reacherze, szczególnie z początków cyklu, najlepsze jest to, że to Reacher, Jack Reacher.

Najciekawsze w Lee Childzie nie jest to, że sprzedał mnóstwo książek, ale to, że pisze tak dobrze”. – Philip Pullman we Wstępie do „Poziom śmierci” Lee Child.

Coś w tym jest. Dobre pisarstwo i idealnie skrojony bohater to recepta na udaną pozycję książkową. Tak jest i tym razem. Sam Jack Reacher to emerytowany major amerykańskiej Żandarmerii Wojskowej. Nie posiadający stałego miejsca pobytu, ani żadnych osób na utrzymaniu 195 cm kolos. Silny, wysportowany, z ciemno blond czupryną oraz niebieskimi oczami. Ciąg wydarzeń jest ten sam, jaki Autor kontynuuje w całej serii. Reacher podróżując samotnie po amerykańskich miasteczkach wikła się w miejscowy konflikt, czy z niewiadomych przyczyn staje się podejrzanym o morderstwo lub inne przestępstwo. Tak jest i tym razem. W leniwym miasteczku Margrave w stanie Georgii, zostaje popełniona zbrodnia. Wysoki, obcy, wysportowany były żandarm wojskowy staje się głównym podejrzanym. Musi udowodnić swoją niewinność. Choć tym razem macki afery kryminalnej sięgają bardzo wysoko. Aż do samej góry, aż do Waszyngtonu….

Cóż mam napisać…. Mam słabość do Reachera, szczególnie z początków serii. I niezmiernie się cieszę, że w nowym serialu Toma Cruise’a zastąpi aktor fizycznie przypominający głównego bohatera. Z jednej strony Reacher jest brutalny, zawsze przygotowany i przewidujący cios oraz ruch przeciwnika. Z drugiej, jest bardzo wrażliwy na krzywdę, niemoc i przemoc względem słabszych. W trakcie swojej podroży staje się samozwańczym obrońcą uciśnionych. Fabuła jest taką bajeczną fantazją Autora na temat dobra i zła w świecie, w którym przyszło mu żyć. Jest jednak rozpisana w  bardzo dobrym stylu. Wielokrotnie Autor zachwycił mnie szczegółowymi opisami ciosów, urazów i złamań. Bardzo dobrze przygotowany tekst pod względem biologiczno-fizycznym. Z perspektywy Reachera dowiedziałam się, jak należy ścisnąć „(…) kostki i palce, a nie mięsistą część dłoni”, by parafrazując Autora „(…) Uchwyt przeciwnika został zneutralizowany”. Child niczym nauczyciel wprowadza nas w niuanse, o których musi pamiętać główny bohater. Tłumaczy czytelnikowi cierpliwie jak Reacher unika poważnych kontuzji. Reacher wie, a tym samym wiemy, że Child wiedział pierwszy, że „(…) Na czaszce właściwie nie ma ciała, jedynie skóra, a pod nią twarda kość. Czoło trudno zranić, praktycznie nie da się go złamać. (…) To dlatego staram się unikać uderzeń dłońmi. Dłonie są kruche, pełne maleńkich kości i ścięgien…”.

Child pisał tę część w latach świetności. Bardzo płynnie przechodzi z jednego wątku do drugiego wplatając co jakiś czas obserwację lub opis otoczenia oczami Reachera, które stanowi pewną odskocznię i jest tłem do ciekawej anegdotki. Pozwala to czytelnikowi lepiej zrozumieć główną postać i razem z nim przemierzać przestworza amerykańskiej ziemi. Zakończenie też nie było niespodzianką😊. Jak zwykle u Childa. Jak już w okolicy 300 stron rozeznaję się, jaki będzie finał, Autor wywraca moją koncepcję do góry nogami. Zaskakując mnie raz po raz. Nie wiem jak On to robi. Jak robi to Child, że te książki z serii są tak spójne od początku do końca. I mają swój urok. Są wprost idealne dla fanów zagadek kryminalnych napisanych językiem bardzo dobrego thrillera.

Po przeczytaniu pierwszej części serii o Jacku Reacherze nie czujcie niedosytu. Po prostu łapcie po kolejną część. Jeszcze tylko dwadzieścia cztery tomy przed Wami i mnóstwo bardzo dobrej zabawy oczami, słowami i czynami Jacka Reachera!!!

Moja ocena 9/10.

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Albatros.

„Kłamstwa, wszędzie kłamstwa” Adele Parks

KŁAMSTWA, WSZĘDZIE KŁAMSTWA

  • Autorka: ADELE PARKS
  • Wydawnictwo: WYDAWNICTWO KOBIECE
  • Liczba stron: 488
  • Data premiery: 26.01.2022r.
  • Data premiery światowej: 4.08.2020r.

Adele Parks ma na swoim koncie już 20 międzynarodowych bestsellerów. „Kłamstwa, wszędzie kłamstwa” jest jednak moją pierwszą książką tej Autorki. Zaciekawił mnie tytuł i opis Wydawcy @Wydawnictwo Kobiece. Nie powiem studium pary, w której życie wkrada się plątanina kłamstw to zawsze ciekawy temat😉.

(…) życie czasami przypomina taki program. W tym konkretnym w szczególnej cenie były umiejętności i dobra organizacja. Liczyły się szare komórki, siła i wytrzymałość. Uczestnicy przystępowali do zabawy uśmiechnięci, z wielką determinacją i hartem ducha, a kończyli jak głupcy: przemoczeni, zmęczeni, podłamani. Tak, życie było Błazenadą, tyle że na człowieka nie spadały ciastka z budyniem, a niepłodność, depresja, szaleństwo, zdrada i śmierć. Nikt nie mógł się czuć bezpiecznie, nikt nie był odporny na przeciwności losu. Można było sobie myśleć, że wszystko jest w porządku, że wszystko idzie zgodnie z planem: studia, praca, seks, małżeństwo, tak to się toczyło, aż tu nagle kubeł lodowatej wody strącał człowieka z nasmarowanego tłuszczem słupa.” – „Kłamstwa, wszędzie kłamstwa” Adele Parks.

Daisy i Simon wiodą z pozoru udane życie. Ona stara się ze wszystkich sił zachować ich rodzinę spójną. Opiekuje się mężem, domem i córką Millie, która pojawiła się po długich latach oczekiwania. Do tego jest oddaną nauczycielką w szkole podstawowej. On nie do końca radzi sobie ze swymi demonami. Stara się jednak zachowywać pozory dla dwóch najważniejszych kobiet w jego życiu. Dla Daisy i dla Millie. Niestety tylko do czasu mu się to udaje. Tylko do czasu, gdy ….

Wszystko zaczyna się od wizyty u specjalisty, który ma pomóc parze zajść w drugą ciążę. Nagle Simon zaczyna postrzegać żonę jako hipokrytkę, jako kłamczuchę. Zmienia się z dnia na dzień nie potrafiąc poradzić sobie z rosnącym problemem alkoholizmu.

Fabuła zawarta została w 59 rozdziały, każdy oznaczony datą. Akcja dzieje się od 9 czerwca 2016 do 13 lipca 2019 roku. Narracja jest dwurodzajowa. Daisy relacjonuje wydarzenia sama w narracji osobowej. Simona opisuje wszystkowiedzący narrator trzecioosobowy. Zabrakło mi trochę narracji Simona w konstrukcji tej książki. Uważam, że równie dobrze sprawdziłby się, gdyby sam relacjonował wydarzenia, opisywał myśli i uczucia, z którymi musi się mierzyć. Autorka nie pozwala nam się pogubić w fabule. Umiejętnie osadza nas w czasie. A dzieci wpleceniu w tytuł rozdziału imion głównych bohaterów wiemy z perspektywy kogo, będziemy obserwować te same zdarzenia. Język jest bardzo przyjemny. Lekkość pisania Autorki determinuje lekkość czytania. Nawet o trudach codziennego życia czytałam z przyjemnością. Autorka nie zanudzała mnie zbędnymi opisami, charakterystykami. Spięła losy dwójki bohaterów w sposób metodyczny pozwalając mi dostrzec ich drugie dno.

Tak naprawdę to bardzo zaskoczyła mnie ta fabuła. Po pojawieniu się przyjaciela ze studiów Daisy, Darylla Lainbridge’a raczej spodziewałam się innego rozwinięcia splotu zdarzeń. Ale o to właśnie chodzi, by dobre książki czytane z przyjemnością nas zaskakiwały. Adele Parks bardzo dobrze odzwierciedliła typową angielską mentalność. Gesty, zachowania, sposób spędzania wolnego czasu, czy nawet plany na wakacje, krótkie wycieczki odebrałam jako typowo angielskie. Nie do końca mogłam pogodzić się z zachowaniem Daisy, która od początku starała się uciekać przed tym co nieuniknione i chronić to co dawno już nie istnieje. Brakowało mi w niej postawy walczącej, broniącej, niegodzącej się na to, co zgotował jej los. Taka Brytyjka, która przede wszystkim dba o pozory, nawet jeśli mogą doprowadzić ją do upadku. Zaletą książki jest także przedstawienie obrazu grona najbliższych przyjaciół obojga bohaterów. Czasem ploteczki, czasem wspólne i jednostkowe upadki, często skrywane bardziej lub mniej urazy. Finalnie bardzo szybko okazuje się na kogo można liczyć, z kim nigdy nie warto się rozstawać.

Udany czas spędzony z książką. Jeśli macie chęć zagłębić się w zawiłe losy kobiety i mężczyzny osadzone w grupie odniesienia, która dużo ma do zaoferowania to ta lektura jest dla Was. Sięgnijcie do niej i posłuchajcie, co wydarzyło się Daisy i Simonowi.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Kobiece.

„Nikt” Maciej Kaźmierczak

NIKT

  • Autor: MACIEJ KAŹMIERCZAK
  • Wydawnictwo: MUZA
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery: 2.02.2022r.

Jak się przyznałam w zapowiedzi nie znam w ogóle książek @Maciej Kaźmierczak. Z chęcią więc zabrałam się do czytania premiery z 2 lutego br. pt. „Nikt” wydanej nakładem @wydawnictwo.muza.sa. Książka mnie pozytywnie zaskoczyła😊. A zakończenie wbiło w fotel.

Lubię głupie sprawy. One są najciekawsze..(…) Mówię poważnie. Wydaje mi się, że takie sprawy najwięcej o nas mówią. O naszych decyzjach. Więc i o naszym charakterze. A to ważne, gdy człowiek chce poznać drugiego człowieka.” – „Nikt” Maciej Kaźmierczak.

Policja pracuje nad pozornym samobójstwem Moniki Maj. Odkrywa, że rok wcześniej w tym samym mieszkaniu znaleziono ciało zmarłej przez powieszenie samobójczyni Karoliny Grys. Dwie samobójcze śmierci w tym samym mieszkaniu wydają się nieprawdopodobnym zbiegiem okoliczności. Starsza aspirant Edyta Gawron pod wodzą podkomisarz Kamili Szolc próbują dotrzeć do prawdy. Szukają związku pomiędzy śmiercią Grys a śmiercią jej przyjaciółki. Szukają, ale czy znajdą? Tym bardziej, że kolejno odkrywane są kolejne zniknięcia, okaleczenia i ciała młodych dziewczyn. Wszystkie prowadzą do Szarego. Tylko kim on jest i gdzie go znaleźć?

Na okładce przeczytałam słowa Marcela Mossa „Mroczny. Emocjonujący. Fantastyczny kryminał z szokującym zakończeniem!”. Popieram. Faktycznie mroczny i emocjonujący. Do tego napisany w bardzo dobrym stylu. Wiele się dzieje. Autor zaoszczędził czytelnikowi zbędnych, długich opisów przyrody, scenografii. Skupił się na najważniejszym. Na akcji, przestępstwie i rysach psychologicznych. I tu duże zaskoczenie. Związki panujące w rodzinie Karoliny i Michała oraz ich matki Marty Grys nie do pozazdroszczenia. Jednak, gdy wszyscy przyjmują zmowę milczenia trudno dociec prawdy.

Narracja jest trzecioosobowa. Narrator jest wszystkowiedzący. Relacjonuje, opiniuje, przedstawia i uzasadnia motywy. Karty nie są odkryte od samego początku, co wzmaga napięcie i chęć dowiedzenia się jaki jest koniec. Fabuła ujęta została w 74 rozdziały. Autor oznaczył datę, dzięki której wiemy, że akcja rozpoczyna się od 12 lipca. Do tego w epilogu zamknął klamrą wszystkie główne wątki. Bardzo spodobały mi się damskie postaci. Edyta Gawron jak młoda gniewna stara się własnym sumptem dowiedzieć, czym zawiniły sobie młode dziewczyny, które spotyka takie okrucieństwo. Podkomisarz Szolca zmaga się z prymatem zarządzającej a chęcią wkroczenia i bardziej aktywnego włączenia się w śledztwo. Męscy uczestnicy grupy śledczej są jakby tłem dla decyzji, akcji przeprowadzanych przez te dwie, silne kobiety. Autor dużo pracy włożył, by i Edyta, i Szolc miały wystarczający bagaż, jak i temperament do zagoszczenia na dłużej w naszych sercach. Obie nie są miałkie, nie są nijakie. Obie pokazują pazur, każda na swój sposób, mimo czasem błędnych decyzji.

Mam nadzieję, że Autor wie jak potoczą się dalej losy niepokornej śledczej i jej przełożonej. Mam nadzieję, że Autor już wie z jakimi trudnymi sprawami przyjdzie się im mierzyć w kolejnych książkach. Bo czytać o Edycie Gawron i podkomisarz Szolc to prawdziwa przyjemność. Bardzo dobry kryminalny thriller, który zabiera nas w świat, w którym tak naprawdę nigdy nie chcielibyśmy się znaleźć. Miłej lektury!

ps. tylko kompletnie nie wiem, co z opisem Wydawcy☹. Skąd się wzięła nagle w opisie Karolina Gryz? Jeśli tu nie o Gryz, ani o zgryz chodzi, Jak już, to wszystko zaczęło się od Karoliny Grys😉.  

Moja ocena: 8/10

Książką obdarowało mnie Wydawnictwo Muza, za co bardzo dziękuję.

„Mów mi Win” Harlan Coben

MÓW MI WIN

  • Autor: HARLAN COBEN
  • Cykl: WINDSOR HORNE LOCKWOOD III (tom 1)
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 414
  • Data premiery: 10.11.2021r.
  • Data premiery światowej: 18.03.2021r.

„Mów mi Win” Harlana Cobena otrzymałam od @WydawnictwoAlbatros, za co bardzo dziękuję. Książka premierę miała 10 listopada br., a do mnie trafiła z opóźnieniem. Przesyłkę odebrałam dopiero 14 grudnia. Czekałam na nią z niecierpliwością. Czasem tak po prostu jest, że na to, czego się bardzo pragnie trzeba poczekać trochę dłużej. Moje zniecierpliwienie było – myślę – w pełni uzasadnione.   Po przeczytaniu wielu przychylnych recenzji nie mogłam się doczekać, by poznać tego tytułowego Wina, który mam nadzieję zapoczątkował nową, udaną serię Windsor Horne Lockwood III.

Wszyscy jesteśmy mistrzami psychologicznej racjonalizacji. Wynajdujemy sposoby, żeby uzasadnić swoje rozumowanie. Wykrzywiamy je, żebyśmy sami sobie wydawali się lepsi, sympatyczniejsi. Wy też to robicie. Jeśli to czytacie, należycie niewątpliwie do jednego procentu ludzkości na przestrzeni dziejów. Żyjecie w warunkach, jakie mogło sobie wyobrazić żałośnie mało ludzi w historii. Jednak zamiast to docenić , zamiast robić więcej, zamiast pomóc tym, którym wiedzie się gorzej, zarzucamy im, że za mało się starają.” – „Mów mi Win” Harlan Coben.

Windsor Horne Lockwood III każe na siebie mówić Win. To bogaty, temperamentny, uzdolniony, szarmancki, arogancki i przeświadczony o własnej wyjątkowej wartości milioner pochodzący z rodziny z tradycjami. By ją chronić, wszyscy są w stanie poświęcić wiele. I jego ojciec, i jego matka, i dziadkowie, a także jego kuzynka Patricia. Kuzynka, która dwadzieścia lat wcześniej straciła ojca w wyniku napadu rabunkowego, a sama została uwięziona w Chacie grozy, z której uwolniła się dopiero po paru miesiącach. Gdy nagle w apartamencie należącym do żyjącego samotnie Ry’a Straussa zostaje odnaleziony skradziony dwadzieścia lat wcześniej oryginalny obraz Vermeera, Win wie, że śmierć jego właściciela i fakt odnalezienia obrazu nie może być przypadkiem. Zaczyna jak po nitce do kłębka odkrywać kolejne fakty morderstwa, kradzieży, uwięzienia kuzynki sprzed dwudziestu lat. A także  wydarzeń, których sprawcami była Szóstka z Jane Street. Wydarzeń, które kosztowały życie niewinnych ludzi. W tym wszystkim pomaga mu nieodłączony przyjaciel Myron Bolitar, osobiście zaangażowany w rozwiązanie sprawy.

To nowy, ulubiony mój bohater. Bezkompromisowy, odważny, bez żadnych ograniczeń w każdej sferze swego życia. Do tego uroczo bezczelny. Korzystający z wszelkich możliwych dóbr, aplikacji randkowej dla bogatych, prywatnego śmigłowca, asystenta, limuzyn i wielu innych. Posiadający własny, niestandardowy kręgosłup moralny. I co dziwne, da się lubić. Ja go polubiłam od pierwszych stron. Może dlatego, że lubię skomplikowanych bohaterów, w których dobro miesza się ze złem i to na własnych warunkach. Win lubi przemoc. Przyznaje się do tego i nie zamierza tego tłumaczyć. Jak sam mówi: „Bardzo ją lubię. Nie uciekam się do niej dla innych. Stosuję ją dla samego siebie. i to nie tylko w ostateczności. Walczę, kiedy tylko mogę. Nie staram się unikać kłopotów. Szukam ich.” Jego nieograniczone możliwości finansowe sprawiają, że pewne rozrachunki przychodzą mu z dużo większą łatwością, niż oficjalnym organom ścigania. Mimo, że sprawa jest osobista, gdyż dotyczyła bezpośrednio jego rodziny, czytając miałam wrażenie, że bawi się nią, bawią go zagadki i kolejno odkrywane fakty. Bawi się podejmowanymi środkami, czynnościami i psychologicznymi gierkami, które prowadzi. Choć niektóre traktuje z odrazą, jeśli dotykają bezpośrednio jego samego; „Lopez i Young stosują wobec mnie zwykłą w takich przypadkach taktykę milczenia. Mechanizm jest prosty: większość ludzi nie znosi ciszy i zrobi wszystko, by ją przerwać, często mówiąc coś, co można potem wykorzystać przeciw nim. To dla mnie niemal obraza, że mają mnie za kogoś takiego.”.

Bardzo dobrze napisany thriller kryminalny. Coben fabułę zawarł w trzydziestu sześciu rozdziałach, których narratorem jest nie kto inny, jak sam Win. Jego spostrzeżenia są inteligentne, myśli uporządkowanie, postać i osobowość od początku do końca spójna. Win, jako narrator i zarazem główny bohater nie miota się, nie szamocze sam ze sobą, obce jest mu poczucie winy, działa metodycznie, konsekwentnie i potyczki prowadzi bardzo inteligentnie. Do tego, co go nierzadko zaskakuje, jest w stanie przyznać się do błędu, do mylnego osądu. Cała intryga jest skomplikowana. Dużo faktów miało finalnie znaczenie. Nie sposób jednak pogubić się w historii. Autor kreśli bohaterów w sposób bardzo wyrazisty, wydarzenia przedstawia systematycznie. Mimo, że książkę czytałam z przerwami, bieżąca sytuacja nie pozwoliła mi jej przeczytać w jeden wieczór, nie pogubiłam się w niej wcale. W wątki zatapiałam się na bieżąco. Kojarzyłam kolejno odkrywane fakty, nie pomijając żadnych ważnych informacji.

Czytanie tej książki to relaks i zabawa na najwyższym poziomie. Dużo w niej tajemniczości, osobistych przeżyć, a do tego język powodujący, że dialogi są bardzo inteligentne, tak samo jak bystre są spostrzeżenia, myśli i przeżycia głównego bohatera. Szczerze polecam.

Moja ocena 8/10.

Recenzja powstała we współpracy z  Wydawnictwem Albatros.

„Zostań przy mnie” Harlan Coben

ZOSTAŃ PRZY MNIE

  • Autor: HARLAN COBEN
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 416
  • Data premiery w tym wydaniu: 08.12.2021r.
  • Data 1 wydania polskiego: 13.02.2013r.

Nie taki koniec roku 2021 sobie wyobrażałam☹. Odchodzenie zawsze pozostawia dużo smutku w nas, tym więcej, im dotyka bliższych nam osób.  Tak tu tylko więc zostawię….

Powieść Harlana Cobena „Zostań przy mnie”, premierę w tym wydaniu miała 8 grudnia br. Premiera nie byle jaka. Związana jest bowiem z ekranizacją na platformie Netflix, której premiera wyznaczona została na 31 grudnia 2021r.  @WydawnictwoAlbatros przypomina oryginał. Ja swoim zwyczajem najpierw czytam, później oglądam.

Każdy dzieciak, pomyślała Megan, jest sfrustrowanym adwokatem, szukającym luk prawnych, domagającym się nierealnie niepodważalnych dowodów, atakującym nawet najdrobniejsze szczegóły. – „Zostań przy mnie” Harlan Coben.

Z takimi dywagacjami i trudnościami wychowania nastoletniej córki Kaylie i jej młodszego brata Jordana zmaga się Megan Pierce. Typowa amerykańska matka, żona i agentka nieruchomości z przedmieścia. Kobieta tęskniąca za swoim dawnym życiem. A przecież „(…) Powinna być wdzięczna i zadowolona, że ze wszystkich ludzi ona (…) osiągnęła to, o czym marzy każda dziewczynka.”. Czego więc szuka w La Crème w Atlantic City? Dlaczego wraca do tego miasta? Spotyka się z dawnym znajomym Rayem Levine i detektywem Broomem szukającym od siedemnastu lat Stewarta Greena, który zaginął kiedyś bez wieści. A którego tajemnicę Broom pragnie odkryć, by donieść o niej pogrążonej w smutku żonie oraz dzieciom. Czego więc szuka Megan w knajpie La Crème w Atlantic City i dlaczego co rusz wraca do tego miasta?

Nie jest to jedna z najlepszych książek Cobena. Samego Autora czytałam wielokrotnie. Na mym blogu znajdziecie cztery recenzje książek tego wybitnego amerykańskiego pisarza. Jest on niezwykle płodny w kreowaniu historii, w których trudne doświadczenia, ciekawe wątki kryminalne i napięcie splatają się od pierwszych stron. Tym razem zabrakło charakterystycznej główne bohaterki. Postać Megan mimo, że nie została przez Cobena spłycona nie zawładnęła moją wyobraźnią. Bardziej skupiłam się na Broomie, wydawał mi się ciekawszy. Duży plus za rozpisanie wątku Agnes, teściowej Megan oraz wątku z Barbie i Kenem. Te fragmenty fabuły czytały się praktycznie same. Do tego oczywiście antypatyczny zastępca komendanta Goldberg, który jak Doktor Jekyll i Pan Hyde ma dwa oblicza dodawał świeżości.

Wątek kryminalny został jednak dobrze napisany. Pomysł na osadzenie zaginięć w czasie Mardi Gras naprawdę ciekawy. U nas to święto znamy pod nazwą „Śledź”.  Według Wikipedii Mardi Gras (wym. [maʁ.di ɡʁɑ], fr. tłusty wtorek) – to „dzień przed środą popielcową, ostatni dzień karnawału. Jest to także nazwa różnego typu festiwali lub parad ulicznych, odbywających się niezależnie od siebie w wielu miastach na całym świecie, np. w Nowym Orleanie czy Sydney” (cyt. za: Wikipedia). Ten symbol, końca  i jednocześnie początku czegoś nowego zapadnie mi w pamięć na długo. Koniec zabawy. Coś w tym jest.

Jest to proza właściwa Harlanowi Cobenowi. Napisana charakterystycznym stylem, językiem. Autor unika zbędnych opisów, potrafi jednak wprowadzić Czytelnika w istotne okoliczności, które stanowią bazę pod kreowany aktualnie wątek. Chwilami czułam jednak, jakby Coben zapomniał, że wielu z jego czytelników jest inteligentnymi ludźmi. Powtórzenia, nawiązania do zaginionych mężczyzn, do powtarzanych co rusz uczuć i tęsknot Megan, wielokrotne przypominania jednego faktu, męczyły mnie momentami. Zapewne to cel Autora, by czytelnik nawet oderwany od powieści nie zapomniał istotnych informacji, które w pewnym momencie układają się w jedną, spójną całość. Jak w prawdziwym, dopracowanym od samego końca zakończeniu.

Książka dla fanów Cobena. Dla tych, co lubią thrillery kryminalne i lubią zanurzyć się w najgłębsze zakamarki dusz ludzkich, w których na dnie ukryte są najbardziej perwersyjne i złe pragnienia, o których spełnienie nawet nie trzeba za bardzo walczyć. Które praktycznie jest na wyciągnięcie ręki, wystarczy tylko po nie sięgnąć.

Moja ocena 6/10.

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Albatros.