„Dom sekretów” Magdalena Kordel

DOM SEKRETÓW

  • Autor: MAGDALENA KORDEL
  • Seria: TAJEMNICE. TOM 3
  • Wydawnictwo: ZNAK
  • Liczba stron: 376
  • Data premiery: 29.06.2022r.

Pod koniec czerwca premierę miał 3 tom serii „Tajemnice” autorstwa Magdaleny Kordel. Dwa wcześniejsze tomy czytałam, rozkoszując się ich niezwykłym klimatem, także bezdyskusyjne było to, że po i trzeci tom sięgnę. Co prawda ze względu na sterty czekających na przeczytanie książek zajęło mi to trochę czasu, jednak niedawno udało mi się po nią sięgnąć, przeczytałam jak zwykle szybko i z ogromną przyjemnością, a dziś zapraszam Was do przeczytania recenzji.

Od kiedy w życiu Adeli i jej rodziny na nowo pojawiła się Halina, kobieta nie potrafi zaznać spokoju. Ma poczucie jakby nad jej głową zebrały się burzowe chmury w postaci rodzinnych tajemnic, spraw z przeszłości i skrywanych żalów. Ma świadomość, że przynajmniej z jedną z nich będzie musiała się jak najszybciej zmierzyć. Tylko jak w dwudziestym pierwszym wieku opowiedzieć młodym o rodzinnej klątwie, tak by nie uznali ją za  żyjącą w innym świecie staruszkę? Inni bohaterowie również mają problemy, które zaprzątają ich uwagę. Niespodziewana reakcje Jagny na relacje Ruty i Mateusza powoduje, że oboje czują się zagubieni i nieszczęśliwi. Również między przyjaciółkami nie dzieje się dobrze, z powodu tych wszystkich problemów Ewelina i Jasiek zwlekają z podzieleniem się z rodziną i przyjaciółmi ważną wiadomością. I ogólnie można mieć wrażenie, że w zgranej do tej pory gromadce zapanował chaos. Co można zrobić czy wszystko naprawić? Czy jest to w ogóle możliwe?

Mamy tutaj dwie opowieści, współczesną, która jest kontynuacją, tego co działo się we wcześniejszych tomach oraz tę historyczną, która rozgrywa się, jak to zostało określone, w „czasie krynolin”. Jest to historia służącej Oleńki, jej miłości do panicza i jej konsekwencji. Stanowi ona odrębną historię, natomiast ma wpływ na losy kolejnych pokoleń, w tym Adeli i Eweliny. Jest to piękna historia, wspaniale oddająca historię tamtych czasów i ich realia, jest zarazem przejmująca, smutna i pouczająca. Współczesne wydarzenia skupiają się natomiast głównie wokół Adeli, jak również wokól Ruty i Mateusza. Ewelina w porównaniu do wcześniejszych tomów odrywa mniejszą rolę, jakby została trochę wycofana. Ważny wątkiem jest relacja Haliny i Adeli. Od kiedy bowiem siostra pojawiła się na progu domu kobiety, nie daje o sobie zapomnieć, i choć Adela najchętniej sprawiła by, żeby zniknęła ona znowu, tym razem już na zawsze, powoli zdaje się godzić z rzeczywistością. Dojrzewa do konfrontacji i na nią bardzo w kolejnym tomie liczę. Mimo tego bowiem, że tą część czytało mi się bardzo przyjemnie, historia Oleńki była wspaniała, trochę mam poczucie, że są to takie wątki zastępcze, że rozwiązanie tajemnicy rodzinnej, na które bardzo czekam, zostało za pomocą tego tomu po prostu odwleczone.

Powieść tak, jak każda wcześniejsza autorki i jak poprzednie dwa tomy tej serii ma świetny styl i klimat. Autorce udało się stworzyć taką niesamowitą, pełną spokoju, miłości i optymizmu atmosferę. Czytając ją i przenosząc się do domu Adeli i Muszki czułam się trochę tak jakby otulała się takim cieplutkim, mięciutkim kocykiem, który odgrodził mnie od wszystkich problemów świata i sprawiał, że znalazłam się w bezpiecznym i przyjaznym miejscu. Myślę, że takiego poczucia potrzebuje każdy z nas, dlatego gorąco Was zachęcam do przeczytaniu „Domu sekretów”.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU ZNAK.

„Jej ostatnie wakacje” C.L. Taylor

JEJ OSTATNIE WAKACJE
  • Autorka: C.L. TAYLOR
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 416
  • Data premiery: 1.06.2022r.

Czytałam już dwie książki Cally Taylor – publikującej jako C.L. Taylor –  brytyjskiej autorki thrillerów psychologicznych. Zarówno „Zanim powróci strach” i „Nieznajomi” oceniłam wysoko. „Jej ostatnie wakacje” to trzecia książka Taylor, która trafiła w moje ręce dzięki prezentowi od @WydawnictwoAlbatros, za który niezmiernie dziękuję. Zaintrygował mnie motyw zaginionej siostry Jenny, której szuka Fran. Po ciekawych kreacjach bohaterów, o których rozpisywałam się w recenzji „Nieznajomi”, liczę również na ciekawych bohaterów, a raczej bohaterki. Cóż może być bardziej interesującego niż siostra szukająca tej zaginionej, znajdująca się w tym samym miejscu. Czyż nie 😉. Tym bardziej, że zdaniem innych autorów, jak przeczytałam w opisie Wydawcy, książka oceniana jest jako: „(…) Niepokojąca powieść o gęstej atmosferze” oraz (…) Pasjonująca i znakomicie skonstruowana historia”. Czytacie? Czytaliście?

Kiedy już myślałem, że nie możesz upaść niżej (…) ty przebijasz dno.” – „Jej ostatnie wakacje” C.L. Taylor.

Jenna skorzystała z oferty Toma Wade’a, właściciela firmy LekarzDuszy, który w trakcie egzotycznych wakacji na Maltę obiecywał relaks, odkrycie siebie na nowo i całkowity restart. Jenna zaginęła, a dwoje innych uczestników straciło życie w nieszczęśliwym wypadku. Skazany na dwa lata więzienia wyszedł właśnie na wolność, by wraz ze swoją żoną Kate na nowo zacząć oferować wakacje dla osób z obciążeniami psychicznymi, którzy potrzebują wytchnienia i zrozumienia, jak funkcjonuje świat wokół nich. Fran, siostra Jenny, postanawia skorzystać z oferty  LekarzaDuszy, by odnaleźć siostrę, by dowiedzieć się, co stało się w trakcie tej zorganizowanej wycieczki.

Bardzo zawiodła mnie ta książka ☹. Fanów Cally Taylor przepraszam, że zaczynam recenzję z tak przysłowiowej grubej rury, ale kompletnie historia mnie nie przekonała. Pomysł na LekarzaDuszy był naprawdę dobry. Guru motywacyjne organizuje warsztaty terapeutyczne dla osób potrzebujących wsparcia. Jak to w thrillerach psychologicznych bywa, w takiej działalności nie trudno o nadużycia, oszustwa, manipulacje. Koncepcja tego opiera się na założeniu, że osoby potrzebujące wsparcia psychologicznego są bardzo łatwymi ofiarami, które można złowić na czułe słówka, uwagę, poklepywanie po ramieniu. Kompletnie jednak zatraciła się w fabule granica kto jest ten zły, a kto dobry. Autorka mieszała emocje czytelnika na prawo i na lewo. Antypatie i sympatie przeplatały się ze sobą, co sprawiało wrażenie, że postaci nie są do końca przemyślane. Nawet Jenna, od której wszystko się zaczęło, kompletnie mnie nie przekonała. Jej opowiedziana historia jawiła mi się jako wyjątkowo naciągana trochę na zasadzie z igły widły, a w thrillerach tego wyjątkowo nie lubię. To samo, albo jeszcze silniej, odczuwałam czytając o rodzinie Fitzgerald. Jedyną bohaterką, która zdawała mi się w pełni przemyśla, co do jej osobowości i jej roli w fabule, to była Fran. „(…) pięćdziesięcioletnia kobieta z krótkimi włosami…”. Jej relacje z Jenną, siostrą o dwanaście lat młodszą, również odebrałam jako realne, jako dopracowane. Dużo w nich poczucia winy, dużo zazdrości i współzawodnictwa. Jak to wśród rodzeństwa.

To nie thriller. To bardzo słaby thrillerek. Praktycznie bez aspektu psychologicznego. Odzwierciedlający koleje losów Jenny i Fran rozpisane w pięćdziesięciu sześciu rozdziałach. Plusem jest konstrukcja książki, często powielająca się w tym gatunku, wręcz wyświechtana. W rozdziałach autorka określiła czasoprzestrzeń, przez co czytelnik nie musi zastanawiać się kiedy się dzieje akcja, czy terazmaj , czy wtedy-dwa lata wcześniej, czy teraz – dwa miesiące później. Dodatkowo opatrzyła imionami Fran lub Jenny każdy rozpoczynający się rozdział chcąc skupić uwagę odbiorców na konkretnej postaci i jej punkcie widzenia, a także wydarzeniach, w których brała udział.

Mam problem z tymi anglojęzycznymi (angielskimi i amerykańskimi) thrillerami. Gatunek ten rości sobie swoje prawa. Ma być sporo emocji, dużo niezgody na opisywane wydarzenia, napięcie i niepokój. Żadnych z tych uczuć nie doświadczyłam przy czytaniu książki „Jej ostatnie wakacje”. Dla mnie powieść okazała się lekką, przydługą historią z totalnie odpalonym zakończeniem. Jesteście jego ciekawi? Nic nie stoi na przeszkodzie, sięgnijcie po ostatnią powieść Cally Taylor😉. A mi nie pozostaje nic innego jak życzyć Wam tylko; miłej lektury.

Moja ocena 5/10.

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Albatros.

„Czerwona ziemia” Marcin Meller

CZERWONA ZIEMIA

  • Autor: MARCIN MELLER
  • Wydawnictwo: W.A.B.
  • Liczba stron: 315
  • Data premiery: 01.06.2022r.

Marcin Meller to postać raczej powszechnie znana, historyk, dziennikarz, prezenter telewizyjny. Przez wiele lat pracował jako reporter w „Polityce”, publikował  na łamach „Wprost” i „Newsweeka” był redaktorem naczelnym „Playboya” oraz dyrektorem wydawniczym w Grupie Wydawniczej Foksal. Mimo licznych doświadczeń pisarskich, „Czerwona Ziemia” jest jego debiutem powieściowym. Nie mogłam więc jej nie przeczytać, choć niestety recenzuję z pewnym poślizgiem.

W 2020 roku młody Marcin Tilszer rusza śladami ojca w podróż po Afryce, w pewnym momencie jednak ślad po nim się urywa. Jego ojciec Wiktor Tilszer, znany reporter, który 25 lat wcześniej przemierzył Afrykę, gdzie przeżył chyba najpiękniejszą, choć jednocześnie najbardziej niebezpieczną przygodę swojego życia rusza więc do Afryki na poszukiwanie syna. Tym samym musi się zmierzyć, z trudną, niepewną sytuacją w tym kraju i z własną burzliwą przeszłością….

Książka pisana jest w narracji trzecioosobowej, w dwóch płaszczyznach czasowych, współcześnie w 2020 roku oraz w przeszłości w 1996 roku, gdy Wiktor podróżował po Afryce. Składa się z krótkich rozdziałów oznaczonych datą, co sprawa się doskonale orientujemy się w jakim momencie aktualnie się znajdujemy, a krótkie rozdziały doskonale wpływają na dynamikę czytania i to, że pragniemy dowiedzieć się co będzie dalej. Powieść tą określiłabym bardziej jako sensacyjno-obyczajową, niż jako thriller, jak zaklasyfikowało ją wydawnictwo. Czyta się ją szybko i bardzo przyjemnie, doskonale da się wyczuć, że za autorem stoi świetny warsztaty pisarski udoskonalony przez lata dziennikarskiej pracy. Błyskotliwy język, bystre spostrzeżenia, duża wiedza o świecie i Afryce to wszystko sprawia, że możemy w pełni delektować się lekturą i z każdym zdaniem utwierdzamy się w przekonaniu, że oto czytamy utwór na doskonałym poziomie. Oprócz sporej liczby informacji o historii Afryki, trudnych tamtejszych układach, zależnościach, tradycjach, które jednak bynajmniej nie przytłaczają i sprytnie, w sposób interesujący wplecione są w akcję, mamy również wątki obyczajowe. Przede wszystkim na uwagę zasługuje relacja ojciec – syn. Relacja niełatwa, w której nastąpiło wiele błędów, ale dla obu mężczyzn jedna z najważniejszych w życiu. Autor w przypadku Wiktora doskonale ukazuje psychologię postaci, jego życiowe decyzje, błędy które popełnił, jego motywacje i sposób, w jaki próbuje tym błędom zadośćuczynić,

Nie będę zdradzać szczegółów akcji, powiem jednak, że jak doskonała kolejka górska ma momenty, gdy pędzi na łeb na szyję z zawrotną prędkością i zaskakuje czytelnika tym co się dzieje, ma jednak również momenty gdy zwalnia, pozwala rozkoszować się widokiem, co jednocześnie ogromnie wzmacnia napięcie. Jest to świetna powieść, którą czytałam z prawdziwą przyjemnością i Wam też ją polecam.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą serdecznie dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

„Córeńki” Magdalena Szydeł

CÓREŃKI

  • Autor: MAGDALENA SZYDEŁ
  • Seria: ZŁE MIASTA. TOM 2
  • Wydawnictwo: WYDAWNICTWO DOLNOŚLĄSKIE
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery: 15.06.2022r.

Jakiś czas temu recenzowałam dla Was „Znikające dziewczyny” świetny, czerwcowy kryminał wydany przez Wydawnictwo Dolnośląskie. Dziś chciałabym przedstawić Wam opinię na temat drugiej czerwcowej, kryminalnej premiery tego wydawnictwa, a mianowicie „Córeniek” Magdaleny Szydeł. Jest to drugi tom serii „Złe miasta”, dla mnie jednak jest to pierwsza książka autorki, więc jestem żywym świadectwem na to, że da się go czytać bez znajomości poprzedniego tomu😉

Tuż przed Bożym Narodzeniem znikają dwie autorki Teatru Publicznego w Warszawie. Wkrótce w Parku Szczęśliwickim zostaje znalezione ciała jednej z nich. Dyrektor teatru prosi o pomoc poznańską dziennikarkę Alicję Rucką, będą pod wrażeniem jej śledczych umiejętności, w zamian proponuje jej informacje, na których jej zależy. Alicja opuszcza więc Poznań, poznańską redakcję „Codziennika” i dom babci Wandy, by udać się do stolicy. Zatrzymuje się u jednej z autorek teatru, udaje nową pracownicę tam zatrudnioną, by w pełni wejść w klimat teatru i poznać jego tajemnice. Wspierać ją ma warszawska redakcja „Codziennika” i oddelegowany do tego tematu Dawid Bielski. Alicja coraz bardziej zagłębia się w środowisko teatralne, poznaje panujące tam układy, tematy budzące żywe emocje, takie jak ekologia i premiera nowej kontrowersyjnej sztuki. Czy to jednak wystarczy by rozwikłać zagadkę zniknięcia kobiet?

Książkę czyta się świetnie. Jest to dobry kryminał, z mocno rozbudowanymi wątkami obyczajowymi, zawierającymi sporo bardzo interesujących opisów i trafnych spostrzeżeń. Pisana w narracji trzecioosobowej, składa się rozdziałów, z których każdy obejmuje jeden dzień prowadzonego przez Alicję śledztwa, określony datą. Każdy z składa się dodatkowo z ponumerowanych podrozdziały. Świetny styl, żywy, błyskotliwy język stosowany przez autorkę, a także tło obyczajowe i psychologiczne sprawa, że powieść świetnie się czyta. Ogromnym plusem są też bardzo dobrze wykreowani bohaterowie. A jest ich w tej powieści sporo. Jednak każda z zarysowanych postaci ma swój kontekst psychologiczny i zestaw charakterystycznych cech. Najciekawsza oczywiście jest postać głównej bohaterki, Alicji. Silna kobieta, inteligentna, konsekwentna, nie dająca się zniechęcić zewnętrznym okolicznościom ma za sobą trudną przeszłość i traumatyczne przeżycia. Trudne dzieciństwo, porzucenie przez ojca i toksyczna więź z matką, wszystko to mało wpływ ma jej życie. Do tego wypadek samochodowy, w którym zginęła matka i mała córeczka bohaterki zmienił jej życie na zawsze i ma wpływ na zawierane przez nią relacje. Mimo traum i trudności Alicja stara się żyć dalej i odbudować siebie choć w pewnym stopniu. Bardzo podobało mi się to, że podczas czytania tej powieści mogłam głęboko przeniknąć w środowisko autorskie, atmosferę teatru, układy między jego pracownikami. To wszystko jest dość specyficzne  i bardzo interesujące.

Nie będą zdradzać Wam dokładniej poruszanych w książce wątków, powiem tylko, że autorka porusza tutaj między innymi dwa bardzo ważne społecznie tematy, takie jak ekologia i uzależnienie od narkotyków. Każdy z nich wiąże się ze sprawą i stanowi jej dopełnienie. Rozwiązanie zagadki również jest bardzo ciekawe i inne, niż mogło by się początkowo wydawać. Polecam Wam gorąco lekturę „Córeniek”, a sama z niecierpliwością będę wypatrywać kolejnego tomu.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą serdecznie dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskiemu.

„Mężczyzna, który zjadł orzeszki” Marta Guzowska, Leszek Talko

MĘŻCZYZNA, KTÓRY ZJADŁ ORZESZKI

  • Autor: MARTA GUZOWSKA, LESZEK TALKO
  • Seria: LUCJA SŁOTKA. ODCINEK 1
  • Wydawnictwo: WIELKA LITERA
  • Liczba stron: 143
  • Data premiery: 01.07.2022r.

Wydawnictwo Wielka Litera zaskoczyło nas ostatnio oryginalnym przedsięwzięciem. Mianowicie podjęło się publikacji pierwszego, polskiego, literackiego serialu kryminalnego autorstwa Marty Guzowskiej i Leszka Talko. Kolejne tomy, ups… odcinki będą się ukazywać na początku każdego miesiąca. Są to niewielkie książeczki kieszonkowego formatu bardzo podręczne, która można zabrać ze sobą praktycznie wszędzie i nie trzeba mieć dużo czasu na ich przeczytanie. Bohaterką serii jest Lucja Słotka – niesamowita Home Disaster Menager, który w każdym odcinku rozwiązuje inną zagadkę kryminalną. Pierwsza część miała premierę pierwszego lipca.

W „Mężczyznie, który zjadł orzeszki” Lucja przybywa do posiadłości producenta filmowego Tadeusza Walentego, by pomóc w przygotowaniach do jego hucznych sześćdziesiątych urodzin. Zjechać ma na nie cała śmietanka towarzyska branży, a Lucja ma 24 godziny by ogarnąć przyjęcie w stylu wiejskim, usadzić gości i pilnować by nie doszło do żadnej katastrofy, ponieważ niektórzy z nich nie mogą przebywać w swoim towarzystwie. Kobieta radziła by sobie z tym całkiem nieźle, uprawiając swoistą żonglerką słowną i umysłową, gdyby nie fakt, że podczas przyjęcia solenizant ląduje martwy pod stołem. Wszystko wskazuje na to, że został zamordowany, a narzędziem zbrodni były… orzeszki ziemne dosypane do jego bigosu. Nieporadny policjant na pewno nie poradzi sobie z tą sprawą, Lucja musi więc wziąć sprawy w swoje ręce i odkryć kto jest mordercą….

Pierwszy odcinek tego serialu literackiego ujął mnie niesłychanie, jest lekko, zabawnie, inteligentnie. Stylem nawiązuje do klasyki kryminałów, a zagadka, którą trzeba rozwiązać bynajmniej nie jest łatwa. Główna bohaterka to postać niezwykła, specjalistka od ogarniania spraw, których nikt inny nie potrafi ogarnąć. I choć część osób próbuje tradycyjnie określać ją mianem pomocy domowej, sama kobieta nazywa, się niezwykle trafnie zresztą „Home Disaster Menager”. Jest zuchwała, ironiczna, inteligentna, zdecydowana i przebojowa, istna kobieta rakieta. Zestaw gości, z którymi przyjedzie jej się zmierzyć nie należy do najłatwiejszych, każdy z nich ma cechy charakterystyczne, a ich interesy i dążenia wzajemnie się wykluczają. Ciągle coś się dzieje, akcja toczy wartko, podejrzenia i tropy się zmieniają. Podsumowując, podczas czytania tej książeczki nie sposób się nudzić, czas płynie błyskawicznie, a uśmiech nie schodzi z twarzy. Polecam gorąco.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą serdecznie dziękuję Wydawnictwu Wielka Litera.

„Tajemnice Fleat House” Lucinda Riley

TAJEMNICE FLEAT HOUSE

  • Autorka: LUCINDA RILEY
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 448
  • Data premiery: 1.06.2022r.

O Lucindzie Riley, zmarłej ubiegłego roku pisarce zafascynowanej tajemnicami przeszłości pisałam już niejednokrotnie na moim blogu. Ci, co go śledzą wiedzą, że jestem fanką cyklu „Siedem sióstr”. O niektórych tomach z nich przeczytacie na moim blogu: Tom 1 i 2, „Siostra cienia”, „Zaginiona siostra”. Oprócz wspomnianej serii przeczytałam również „Pokój motyli”  i najsłabiej przeze mnie ocenioną; „Dziewczyna z Neapolu”. Rodzina Lucindy zadziwia czytelniczy świat. Wygrzebali z opasłych szuflad autorki kryminał osadzony w małym, angielskim miasteczku, który napisała w 2006 roku😊, czyli pięć lat po swoim literackim debiucie. Powieść wydało @WydawnictwoAlbatros, a premiera „Tajemnic Fleat House” odbyła się 1 czerwca br. Zdaniem syna autorki Harry’ego Whittakera, który zwrócił się do czytelnika na początku książki opowieść „(…) w dużym stopniu została zainspirowana szkołą, do której uczęszczaliśmy my, dzieci Lucindy.” Bo właśnie takie miejsce stało się osią fabuły jedynej powieści kryminalnej autorstwa Lucindy Riley.

W renomowanej prywatnej Szkole Świętego Szczepana w Norfolk w styczniu 2005 roku umiera osiemnastoletni Charlie Cavendish. Syn wpływowego ojca wywodzący się z arystokratycznego roku. Teoria o śmiertelnym napadzie padaczkowym zostaje odrzucona, gdy patolog w organizmie zmarłego znajduje ślady aspiryny, na którą Charlie był uczulony. Czy śmierć w wyniku wstrząsu anafilaktycznego mogła być spowodowana morderstwem? Czy to kolejny nieszczęśliwy wypadek? Tego stara się na miejscu dowiedzieć londyńska komisarz Jazmine Hunter – Caughlin, dla przyjaciół Jazz.

Ciekawe doświadczenie czytać kryminał napisany lata temu przez autorkę bardzo dobrej serii obyczajowej „Siedem sióstr”😊. Naprawdę ciekawe. Tym bardziej, że Lucinda Riley miała potencjał i w gatunku powieści kryminalnych. Z obawą sięgnęłam po ten egzemplarz, a tu okazało się, że historia się układa jak typowo Lucindowa opowieść z istotną przeszłością z ciekawymi wątkami kryminalny. Tak😉. Musicie wiedzieć, że młody Charlie to nie jedyny trup. Morderca sieje swe żniwo i kolejno tracą jeszcze życie dwaj mężczyźni, z pozoru ze sobą nie za bardzo powiązani.

Najpierw parę słów o stylu zawartym w trzydziestu trzech rozdziałach. Sformułowania, język, tempo akcji, sposób narracji jest charakterystyczny dla autorki. To trochę jej wada, że nie potrafiła stworzyć dzieła totalnie innego, od innych. Równie dobrze powieść mogła zostać osadzona w końcówce dziewiętnastego wieku. Gnuśne angielskie społeczeństwo. Szkoły z internatem od najmłodszych lat. Szacunek do tradycji i arystokracji. Wysławianie się wykwintnie nawet w trakcie ostrej, kłótliwej wymiany zdań. To cechy charakterystyczne dla jej pisarstwa. Tylko takie aspekty jak liberalne podejście do aborcji, czy do związków tej samej płci wskazują czytelnikowi, że akcja dzieje się jednak w czasach współczesnych. Jeśli lubicie styl autorki nie zawiedziecie się. Jest typowo jej.

Co do wątku kryminalnego to mam, co do niego mieszane uczucia. Z jednej strony fajnie została umiejscowiona akcja śledztwa. Pomysł, by osadzić ją w szkole prywatnej z tradycjami, gdzie każdy udaje i jest możliwy do ukrycia wszelki grzech, był bardzo dobry. Opisy scenografii są barwne i mnie przekonują. Samo społeczeństwo szkolne również zostało odzwierciedlone w sposób bardzo realistyczny. Widać, że z towarzystwem pedagogów, dyrektorów, opiekunów Riley miała sama do czynienia. Z drugiej śledztwo zostało do niebosiężnych rozmiarów rozwleczone. Jazz odebrałam jako śledczą szukającą po omacku. Autorka nie zostawiła znaków, po których mógłby podążać czytelnik, by choć trochę przybliżyć się do rozwiązania.  Żadne tropy nie wysuwały się na światło dzienne w trakcie toczącego się śledztwa. Chwilami wszyscy wydawali mi się podejrzani. Komisarz Hunter z miejscowym sierżantem i londyńskim śledczym Milesem oparli detektywistyczne działania na przesłuchaniach, niektórych świadków po wielokroć, jakby ich tryby myślowe zadziałały dopiero po wypuszczeniu ze swoich rąk przesłuchanego. Trochę taki motyw jak z Poirota Agathy Christie, gdzie mało się dzieje, a dużo mówi.

Bardzo dobry motyw z Rorym Millarem, trzynastoletnim uczniem szkoły. Zdecydowanie słabszy z jego ojcem Davidem. Zbyt oczywisty, zbyt naciągany i zbyt prosty. Obraz kobiet również zasługuje na wspomnienie. W tym Riley jest mistrzynią. Stworzyła cały gwiazdozbiór kobiet, zdecydowanie różnych od siebie, ze zdecydowanie różnymi doświadczeniami i pochodzeniem. Postać Jazz wydaje mi się najsłabiej zaprezentowana, szczególnie w aspekcie jej relacji z byłym mężem. Za to wieloletnia sekretarka dyrektora szkoły Jenny to co innego, czy chociażby Angelina Millar, zaborcza, kłamliwa, zafałszowana i walcząca do ostatniego o swoją, jak najlepszą, pozycję.

Dla mnie typowo gotycka powieść Riley mimo, że osadzona w 2005 roku. Atmosfera duszna, język wysublimowany, delikatny. Za mało emocji, za mało akcji i za mało sensacji. Wątek kryminalny wręcz przesądzony aspektami obyczajowymi, które mnożyły się jak grzyby po deszczu, tak jak bohaterowie poboczni, ale oczywiście z najlepszym skutkiem. Obyczajowość to zaleta tej powieści. W „Tajemnicach Fleat House” Lucinda Riley wodzi czytelnika za przysłowiowy nos, jednak gdy już odkrywa przed nim motyw wszystko wydaje się składać w jedną całość. Ale tylko pozornie. Pozornie…

Książka dla fanów Lucindy Riley, zafascynowanych jej stylem, jej kwiecistymi opisami i jej literackim językiem, a także miłujących zagadki z przeszłości, od których aż roi się w jej prozie. Miłej lektury!

Moja ocena 7/10.

Książka trafiła do mnie dzięki Wydawnictwu Albatros.

„Anne z Avonlea” Lucy Maud Montgomery

ANNE Z AVONLEA

  • Autorka: LUCY MAUD MONTGOMERY
  • Wydawnictwo: MARGINESY
  • Cykl: ANIA Z ZIELONEGO WZGÓRZA (tom 2)
  • Liczba stron: 320
  • Data premiery w tym wydaniu: 1.06.2022r.
  • Data 1 wydania polskiego: 1924r.  
  • Data premiery światowej: 1909r.

Opinię o „Anne z Zielonych Szczytów” umieściłam na moim blogu we wczorajszej recenzji (recenzja na klik). Nowe tłumaczenie serii z języka angielskiego w wykonaniu Anny Bańkowskiej na zlecenie @wydawnictwomarginesy mnie nie zdruzgotało, czego się szczerze spodziewałam😉, lecz ukazało Anię w nowej, odświeżonej formie. Przygotowując się do recenzji drugiego tomu serii będącej ogromnym sukcesem Lucy Maud Montgomery pt. „Anne z Avonlea” przeczytałam, że Anię z Avonlea polski czytelnik poznał „(…) po raz pierwszy w 1924 roku, w tłumaczeniu Rozalii Bernsztajnowej. Znane jest także tłumaczenie Marcelego Tarnowskiego z 1930 roku pod tytułem „Ania z Wyspy”. Obecnie wydawana najczęściej w powojennym tłumaczeniu Janiny Zawiszy-Krasuckiej” (cyt. za: https://pl.wikipedia.org/wiki/Ania_z_Avonlea z dnia 2.08.2022r.). Okazało się więc, że druga część serii o Ani Shirley już w przeszłości, a dokładnie 92 lata temu, dzięki wydawcy Drukarni Państwowej w Łodzi otrzymała inny tytuł😊. Zerknijcie w wolnej chwili na to polskie wydanie sprzed prawie sto lat (link) To prawie jakbym odwiedzała Cuthbertów osobiście😉. Jakie to ma znaczenie więc, czy Ania lub Anne z Avonlea mieszka na Zielonych Wzgórzach, czy Zielonych Szczytach? To ciągle ta sama Ania😊.

Tym razem Anne wchodzi już w dorosłość. Marzy o studiowaniu, jednak los postanawia inaczej. Tracąca wzrok Marilla wymaga jej pomocy. Anne realizuje swoje marzenia o nauczaniu w lokalnej szkole, zakłada Koło Entuzjastów Avonlea i podejmuje nowe wyzwania. Czy opieka nad kilkuletnimi bliźniętami Davym i Dory przerośnie kompetencje Anne?

W wydanej praktycznie rok po pierwszej części kontynuacji Lucy Maud Montgomery przedstawiła czytelnikom proces dojrzewania Anne, która wchodzi w dorosłości, mimo swej krnąbrności, odwagi i nietuzinkowych, jak na ówczesne panny, wypowiedzi. Ta Anne już mniej mi się podoba, ale bynajmniej to nie wina nowego z oryginału tłumaczenia😊. Po prostu znajomość temperamentu Anne w każdej kolejnej części, spowodowała stratę tego zachwytu ze świeżości patrzenia na coś po raz pierwszy. Znana mi i dojrzewająca Anne nie jest już taka atrakcyjna. Niestety, tak miałam zawsze. Uwielbiałam czytać pierwszą część w nieskończoność, a kolejne czasem w przeszłości nawet nie umiałam zdzierżyć😉.

To inna Anne, dojrzalsza. Od momentu, gdy po raz pierwszy zawitała na Zielone Szczyty minęło już kilka lat. Stara się zachowywać przykładnie, choć – jak się pewnie domyślacie- nie zawsze jej się to udaje. Przyjaźń w tej części nabiera już innego znaczenia, nie jest taka dziecinna. Autorka skupiła się w tym tomie na odnajdywaniu siebie i pokrewnych sobie dusz, na zdobywaniu nowych znajomość, na rozwijaniu swoich umiejętności. No i oczywiście Gilbert, którego relacja zaczyna z Anne się rodzić w bardziej dojrzałej formie.

Cudowna powieść nacechowana samymi pozytywnymi przesłaniami. Trochę ku przestrodze, trochę ku nadziei. Idealna dla młodego czytelnika, który nie znudzi się językiem i wcześniej używanymi w tłumaczeniu polskim sformułowaniami. Milej lektury!!!

Moja ocena: 8/10

Egzemplarz recenzencki otrzymałam od Wydawnictwa Marginesy, za co niezmiernie dziękuję.

„Ajurweda. Życie w zgodzie ze sobą” Claire Ragozzino

AJURWEDA. ŻYCIE W ZGODZIE ZE SOBĄ

  • Autorka: CLAIRE RAGOZZINO
  • Wydawnictwo: ZNAK
  • Liczba stron: 320
  • Data premiery: 13.07.2022r.

Moja przyjaciółka ma cechę, przez którą przy zamawianiu restauracyjnych dań musi próbować czegoś nowego. Wyobrażacie sobie w XXI wieku zjeść czarną polewkę? Ja nie. Za to moja przyjaciółka jak najbardziej. Czytając menu zawsze sprawdza czego w życiu jeszcze nie próbowała😊. Doceniam jej odwagę, chociaż nie zawsze wychodzi jej to na dobre😉. Ja mam bardzo podobnie z książkami. Dobierając kolejne tytuły na moją półkę, która definiuje najbliższe plany czytelnicze przy nieznanym słowie zapala mi się zielona lampka, że ta pozycja na pewno będzie interesująca. Im trudniejsze słowo, tym pozornie bardziej ciekawa książka mi się wydaje. Co powiecie więc na tytuł „Ajurweda. Życie w zgodzie ze sobą”? Prawda, że zaciekawia?  Książkę ofiarowało mi Wydawnictwo @Znak, a premierę miała 13 lipca br. Z tematem życia w zgodzie ze sobą zmierzyła się Claire Ragozzino, certyfikowana instruktorką jogi i nauczycielka ajurwedy. Ragozzino prowadzi również stronę https://vidyaliving.com/ poświęconą życiu, posiłkom, medytacjom, czy korzystnym dla organizmu technikom oddychania. Strona wygląda bardzo elegancko i profesjonalnie. Czy książka jej autorstwa też zrobiła na mnie takie samo wrażenie?

Pod pojęciem ajurwedy kryje się „(…) tradycyjna medycyna indyjska, zapoczątkowana w XII w. p.n.e. (…) Światowa Organizacja Zdrowia w pełni uznaje ajurwedę (tak samo jak tradycyjną medycynę chińską) za naukę medyczną. Jest jednym z niewielu systemów medycyny tradycyjnej, wykorzystujących chirurgię. System ajurwedy jest przez medycynę konwencjonalną (zachodnią) uznawany za medycynę komplementarną lub pseudonaukę w związku z łączeniem zjawisk empirycznych z koncepcjami metafizycznymi.” (cyt. za https://pl.wikipedia.org/wiki/Ajurweda z dnia 2.08.2022r.) Ja do tych tematów podchodzę zawsze sceptycznie. Już sam podtytuł publikacji Życie w zgodzie ze sobą zbił mnie z przysłowiowego pantałyku. Jak to zrobić? Próbuję całe moje ponad czterdziestoletnie życie i jakoś nie zbliżyłam się chyba do poziomu 20%. Czy da się tego nauczyć?

Wspólne przeżywanie ciszy jest w naturze głębokim doświadczeniem.” -„Ajurweda. Życie w zgodzie ze sobą” Claire Ragozzino.

Tak twierdzi Claire Ragozzino. W książce serwuje masę rad jak możemy ułożyć się w swoim życiu, by czuć harmonię, nie tylko z własnym ciałem, ale przede wszystkim z umysłem. Jak to w książkach tego typu w „Ajurweda. Życie w zgodzie ze sobą” czytelnik znajdzie receptę na praktyki jogi, która wyciszy go w dzisiejszym świecie. Zaznajomi się z licznymi przepisami na dania wegetariańskie. Jest ich ponad osiemdziesiąt😊. Ragozzino podzieliła się także wypracowanymi przez siebie trikami kuchennymi, dzięki którym zdrowe odżywianie staje się prostsze i bardziej intuicyjne.

Praktyka czyni mistrza jest moim pierwszym skojarzeniem po zapoznaniu się z propozycją. Gdybym poświęciła doskonaleniu siebie, swego otoczenia, swojego jadłospisu tyle czasu co Claire Ragozzino to możliwe, że osiągnęłabym pełną zgodę ze sobą i moim życie. Dla mnie pewne kwestie podjęte w książce, z jednej strony wydają się zbędne, jak na przykład cykl pór roku, z drugiej niezwykle skomplikowane i czasochłonne. Łatwo mówić trudno zrobić to moje drugie skojarzenie. Przepisy zaprezentowane w książce wymagają czasu i zaangażowania. Generalnie przeznaczone są dla młodych dorosłych, możliwe, że singli lub bezdzietnych par, których celem jest zdrowe odżywianie. Kiełki z fasoli mung? Szafranowa komosa☹? Polenta jaglana? Rustykalna galette z figami? Brzmi dziwne, obco, czasochłonnie i drogo. Triki kuchenne zapowiedziane w opisie nie zastosowałam do tej pory ani razu, mimo, że z książką zapoznałam się już jakiś czas temu. Możliwe, że jestem bardzo opornym czytelnikiem ☹ i nie jest podatnym gruntem na takie nowości. Koncepcji Buddda bowl nie skumałam do tej pory, mimo wielokrotnego czytania.

Wracając jednak do waloru wydawniczego przyznaję, że książka jest wartościowa dla pewnego grona odbiorców, do którego ja nie należę. Autorka nostalgicznie opowiada o swoim świecie. Przez co ma się wrażenie, że chciałoby się do niego koniecznie dołączyć i osiągać korzyści, którymi się dzieli. Poradnik uzupełniają przepiękne, trafione w punkt rysunki oraz urocze zdjęcia. Całkowicie przekonała mnie za to filozofia zwolnienia. Autorka przemyciła w książce trochę ciekawostek, na przykład ile, jakie nacje przeznaczają na odpoczynek, na posiłek. I z tego wiem, ja zdecydowanie za mało, zdecydowanie za mało.

Książka dla chętnych zrewolucjonizować swoje życie. Pragnących żyć wolniej i zdrowiej. Dla tych, co dla dobrego samopoczucia chcą i mogą poświęcić sporo czasu. Książka dla odważnych i szukających nowych koncepcji do wdrożenia. Skłaniająca do zastanowienia, do przemyśleń. Idealna na deszczowe wieczory.

Moja ocena: 7/10

Recenzja dzięki Wydawnictwu Znak.

„Mam już dość” Joanna Warpas, Danuta Awolusi

MAM JUŻ DOŚĆ. JAK POKONAŁAM DOMOWEGO HEJTERA.

  • Autor: JOANNA WARPAS, DANUTA AWOLUSI
  • Wydawnictwo: SQN
  • Liczba stron: 268
  • Data premiery: 13.07.2022r.

Po reportaże nie sięgam zbyt często, jednak ten autorstwa Joanny Warpas i Danuty Awolusi musiałam przeczytać ze względu na poruszaną tematykę. Początkowo myślałam, że „Mam już dość. Jak pokonałam domowego hejtera” od Wydawnictwa SQN to pozycja o przemocy w związku, po przeczytaniu muszę powiedzieć, że nie tylko…

Ogólnie rzecz ujmując książka porusza temat rozwodów. Na przykładzie sześciu bohaterek pokazuje co je doprowadziło do decyzji o rozwodzie, z czego ona wynikała, często owszem jest to przemoc, ale nie zawsze. Obserwujemy jak przebiegał rozwód, ile trwał, a dalej to jak bohaterki czuły się, gdy już ten rozwód uzyskały, a także jak wygląda ich życie obecnie, kilka lat po rozwodzie.

Książka ta to bynajmniej nie jest żadne usprawiedliwienie, czy gloryfikacja rozwodów, wręcz przeciwnie pokazuje, że często jest to decyzja ostateczna, do której podjęcia często dojrzewa się wiele lat, gdy wszystkie inne środki i podejmowane próby zawodzą. Dla większości kobiet, zwłaszcza, gdy mają dzieci rozwód to ostateczność, to porażka, rozbijanie rodziny. Czasem jednak nie ma innego wyjścia, czasem ta rodzina, mimo, że mieszka pod jednym dachem wcale rodziną nie jest. Bowiem życie w strachu, w otoczeniu wyzwisk, krzyków i kłótni, czy obok rodzica będącego pod wpływem nałogu bynajmniej nie jest dobre dla dzieci. Kobiety jednak w imię dobra dzieci są w stanie wiele znieść, nawet jeśli jest to tylko dobro fikcyjne, wyobrażone. W pewnym momencie przychodzi jednak taki moment, że nie można dużej się oszukiwać, że przelewa się to przysłowiowa kropla goryczy i wiemy, że nie mamy innego wyjścia, jak tylko odejść, by uratować siebie, zapewnić spokój dzieciom i pokazać im, że należy i można o siebie zawalczyć, a na pewne rzeczy po prostu nie można się zgadzać. Czasem zdarza się też tak, że to ta druga strona podejmuje decyzję, znajduje sobie nową, lepszą, często młodszą partnerkę, a długoletnią żonę wystawia za próg. Wtedy kobieta nie ma innego wyjścia jak tylko się z tą nową rzeczywistością zmierzyć.

W przypadku bohaterek książki przyczyny rozwodu były różne. Alicja miała męża socjopatę, który osaczał ją zazdrością, manipulował i stosował wobec niej przemoc. Marta miała męża alkoholika, choć w zasadzie długo sobie tego nie uświadamiała, w końcu mąż wyjechał za granicę, gdzie znalazł sobie nową partnerkę. Julia związała się z manipulatorem, który stosował wobec niej przemoc i niemal nie doprowadził jej do szaleństwa. W małżeństwie Adeli pozornie nie działo się nic złego, po prostu w pewnym momencie poczuła, że miłość wygasła i nie mają już sobą nic wspólnego. Paradoksalne decyzja o rozwodzie w jej przypadku również była bardzo trudna, miała bowiem przeciwko sobie cała rodzinę, która uważała, że w imię fanaberii niszczy dzieciom życie. Z kolei Diana podporządkowała rodzinie większość życia, opiekowała się dzieckiem i prowadziła dom, by mąż mógł się rozwijać i robić karierę, gdy zaczął zarabiać duże pieniądze żyli wygodnie do czasu, aż mąż nie zdecydował się na nowy związek, a kobieta nie została sama, bez mieszkania, pieniędzy, doświadczenia zawodowego… Sylwia żyła z mężem, który był alkoholikiem i oszukiwał ją i mimo, że od rozwodu minęło sporo czasu nadal spłaca jego długi…

Ta książka uzmysłowiła mi, że jakakolwiek by nie była przyczyna rozwodu, najczęściej dochodzi do niego na skutek długofalowego procesu, a podjęta decyzja prawie nigdy nie jest łatwa i szybka. Nawet po jej podjęciu kobiety często muszą się mierzyć ze społecznymi naciskami i lekkomyślnymi opiniami. Pozycja ta pokazuje, że proces rozwodu to często prawdziwe piekło, zarówno pod względem psychicznym, finansowym, jak i ze względu na jego przebiega i to, co dzieje w sądzie. Często proces ten, podobnie jak samo małżeństwo zostawia w psychice kobiety dotkliwe ślady, burzy spokój i powoduje, że jego odzyskanie czasami trwa długie lata. Jest jednak kropelką nadziei, dla kobiet, które tkwią w nieszczęśliwych, przemocowych małżeństwach, że da się z niego wyjść, że są w stanie sobie poradzić. I jeśli chociaż jedna kobieta po przeczytaniu tej książki, czy tej recenzji uwierzy, że warto o siebie zawalczyć, że każdy ma prawo do szacunku i godnego życia to zdecydowanie warto takie tematy poruszać, wciąż i wciąż, od nowa. Bowiem mimo pewnego postępu społecznego oraz faktu, że rozwody obecnie są znacznie częstsze niż dwadzieścia czy trzydzieści lat temu, wciąż istnieje wiele krzywdzących opinii i przekonań na ich temat. Myślę więc, że każdy, nawet ten, którego temat rozwodów nie dotyka osobiście powinien przeczytać tą książkę, by spojrzeć na sprawę z innego punktu widzenia. I na koniec jeszcze jedna taka uwaga, bo już słyszę te męskie zarzuty😉 To, że książka opowiada o doświadczeniach kobiet, nie oznacza, że tylko kobiety dotyka krzywda i przemoc w małżeństwie, czy, że tylko kobiety muszą podejmować trudne decyzje i borykać się z jej skutkami. Po prostu autorki jako kobiety, z pewnymi doświadczeniami chciały wesprzeć inne kobiety w tej niełatwej drodze. …

Naprawdę gorąco polecam tę książkę, myślę, że może czytelnikowi otworzyć oczy na wiele nowych aspektów, a osobom, które zmagają się z decyzją o rozwodzie ukaże go w sposób realny, jako proces, który na pewno nie jest łatwy, ani szybki, ale który w pewnych okolicznościach zdecydowanie warto i można podjąć, w końcu „siła jest kobietą”.:)

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą serdecznie dziękuję Wydawnictwu SQN.

„Puk puk” Anders Roslund

PUK PUK

  • Autor: ANDERS ROSLUND
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Cykl: EWERT GRENS & SVEN SUNDKVIST (tom 9)
  • Liczba stron: 480
  • Data premiery: 15.06.2022r.

Puk puk” autorstwa Andersa Roslund od @WydawnictwoAlbatros premierę miała 15 czerwca br. Jest to 9 tom serii o komisarzu policji kryminalnej Ewercie Grens i Svenie Sundkvistem. O tej skandynawskiej serii nie słyszałam nigdy wcześniej😊, a swego czasu w kryminałach szwedzkich, norweskich i duńskich zaczytywałam się nałogowo. Sam autor jest ciekawą postacią. W Wikipedii przeczytałam, że „Roslund wiele lat pracował w Telewizji Szwedzkiej (SVT) jako dziennikarz, a także jako szef programu Kulturnyheterna. W 2004 r. wspólnie z Börge Hellströmem wydał powieść kryminalną Bestia (szw. Odjuret), która w Szwecji stała się bestsellerem. Roslund wraz z Hellströmem otrzymali za nią nagrodę Szklany Klucz, przyznawaną za najlepszą powieść kryminalną z krajów skandynawskich. Od 2005 r. całkowicie poświęcił się pisarstwu”  (źródło: wikipedia z dnia 1.08.2022r).„Puk puk” to druga książka napisana samodzielnie przez Roslunda. Jednakże po napisaniu powieści „Trzy godziny” Roslund oddał hołd swemu wieloletniemu współpracownikowi i Börge Hellströma, zmarłego w dniu 17 lutego 2017 roku, wskazał jako współautora.

Kilka dni i kilka nocy. Właśnie tyle czasu dziewczynka przebywała w tym smrodzie.” – „Puk puk” Anders Roslund.

Solenizantka mająca pięć lat. Pozostawiona sama na kilka dni w domu z zabitymi strzałem z pistoletu rodzicami oraz rodzeństwem, Eliotem i Julią. Ofiara albańskich porachunków gangsterskich.  Komisarz policji kryminalnej Ewert Grens wraz ze współpracownikami myśleli, że już nigdy o niej nie usłyszą. Że nie dane im będzie sięgnąć do zakurzonych przez siedemnaście lat akt w archiwum policyjnym. Aż do kolejnego przestępstwa w tym samym mieszkaniu. Aż do włamania. Grens od razu znajduje motyw kradzieży. Pozostawione wyżłobione miejsce nie daje żadnych złudzeń. Złodziej znalazł to czego szukał. „Grens od razu przypomniał sobie tamtą sprawę.” Sześćdziesięciocztero i pół letni śledczy otworzył umorzoną dawno temu sprawę na nowo nie mając zbyt dużo czasu. Szczególnie, że akta świadka dawnych wydarzeń zniknęły ze strzeżonego policyjnego archiwum.

To wprost niezwykłe, jak funkcjonuje ludzka pamięć. Coś, co nie tak dawno zdawało się nie istnieć, staje się rzeczywistością, powraca z niesłychaną siłą, rozpycha się łokciami i żąda dla siebie całego miejsca.” – „Puk puk” Anders Roslund.

Po mocnym początku z dziewczynką śpiewającą przez kilka dni z rzędu głośno sobie sto lat w mieszkaniu pełnych trupów, spodziewałam się czegoś innego😉. Bardziej thrilleru z ograniczonym wątkiem kryminału policyjnego. Anders Roslund zaprezentował czytelnikom typowy skandynawski kryminał z wszystkimi prawidłami tego gatunku, gatunku literackiego „nordic noir”. W „Puk puk” czytelnik bez problemu odnajdzie mrok, depresję bohaterów (i Grensa w związku z rychłym przejściem na emeryturę, i świadka zdarzeń sprzed siedemnastu lat, który nie zaznał ukojenia w nowej rzeczywistości), detektywa bez życia rodzinnego i kontaktów z bliskimi stanowiące podstawowe cechy skandynawskiego nurtu powieści.

Akcja w niektórych momentach się wlecze. Fabuła zdaje się być bardziej przegadana, niż sensacyjna. Poboczne wątki umniejszają rolę śledztwa do którego powrócił Grens po siedemnastoletniej przerwie. Śledztwa, które kiedyś położył. Pieta Koslow Hoffman wydał mi się bardziej głównym bohaterem niż sam komisarz policji kryminalnej Ewert Grens. Rodzina Hoffmana, praca Hoffmana, wydarzenia z przeszłości Hoffmana, aparycja Hoffmana, cechy charakterystyczne Hoffmana itepe, itede. Sam Grens wydał mi się podstarzałym gliną nie mającym już praktycznie nic do zaoferowania. Nawet nie potrafiłam sobie go wyobrazić. Nawet nie wiem jak mógłby wyglądać. Jego potyczki ze współpracownikami, jego przeprosimy rozwleczone do nieskończoności trącały infantylnością. Eurekę będącą przełomem w śledztwie odebrałam wręcz jako naciąganą, jakby autor chciał jednak Grensowi przypiąć jakieś sukcesy. Przyznaję jednak, że Roslund wykonał kanał kryminalnej roboty. Zdarzenia poprzedzające, powiedzmy, zapowiedzianą zemstę rozpisał co do dnia, godziny i minut, wyraźnie zaznaczając czytelnikowi czasoprzestrzeń, typu „Godzina 10:42 (został 1 dzień, 11 godzin i 20 minut). Pracę związaną z przedstawieniem czytelnikowi siatek gangsterskich, powiązań pomiędzy gangsterami, ich informatorami, a także stróżami prawa autor wykonał na piątkę. Ogromne znaczenie autor przypiął rodzinie ofiary, która naznaczyła jej przyszłość, i tej bliższej, i tej dalszej. Chociaż niektóre wydarzenia na których się skupił, rozwłóczyły tylko fabułę nic za bardzo do niej nie wnosząc.

Książka zdecydowanie dla fanów kryminałów skandynawskich uwielbiających zbrodnię, tajemniczą przeszłość, porachunki mafijne i współpracą osób z półświatka ze stróżami prawa😉. By jeszcze Was bardziej zachęcić, wspomnę również o  krecie w policyjnych szeregach i sensacji rodem z „Mission Imposibble”. Lubicie te klimaty? Jeśli tak to „Puk puk” Andersa Roslunda jest lekturą dla Was. Sięgnijcie po nią.

Moja ocena 6/10.

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Albatros.