„Czyste zło” Lisa Gardner

CZYSTE ZŁO

  • Autorka: LISA GARDNER
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Seria: Detektyw D.D. Warren. TOM 11
  • Liczba stron: 444
  • Data premiery: 19.05.2021r.

„Czyste zło”  Lisy Gardner, następny tom serii z Detektyw D.D. Warren, to kolejna majowa premiera od Wydawnictwa Albatros, z którą miałam przyjemność się zapoznać. O poprzedniej książce serii rozpisywałam się w recenzji z dnia 1 marca 2021 Powiem tylko raz. Byłam ciekawa czy w kolejnym tomie spotkam Florę, bohaterkę, która mną najbardziej wstrząsnęła w poprzedniej części. Z opisu wydawcy zarówno Wy, jak i ja dowiedzieliśmy się, że tak. Pytanie tylko w czym ta Flora okaże się najlepsza. Dla kogo będzie bezcenna oraz czy nadal będzie mnie intrygować. Dziewczyna jak poczwarka przeistaczająca się z ofiary w wojowniczkę. Przed rozpoczęciem czytania to Flora dla mnie była zagadką, potencjalną inspiracją. Czy słusznie?

Miłość to coś skomplikowanego i potężnego. Może pokonać najsilniejszych, dopaść Bogu ducha winnych, zamieszać w życiu kobiety skoncentrowanej do tej pory wyłącznie na karierze”.

„Czyste zło”  Lisa Gardner

Już wiadomo co się zadziało z Detektyw D.D. Warren, że z żądnej sukcesów policjantki stała się kobietą – matką, kobietą – żoną, kobietą – gospodynią domową. Miłość i umiłowanie życia rodzinnego. W tej części również widać ewidentną zmianę w zachowaniu i postrzeganiu wszystkiego wokół przez D. D. Nie tylko ona dojrzała i stała się inna, niż znana nam wcześniej wersja jej samej. To samo zadziało się z Florą. Florą, którą znamy z poprzedniej części „Powiem tylko raz”. Florą, która przetrwała i ocalała zabijając swego oprawcę. Florą, która nie chce być tylko Florą – odzyskaną, chce być Florą – przeżywającą swoje życie z „Keithem Edgarem u boku”. Cała gama znanych nam bohaterów znalazła się w tej części. Nie sposób nie wspomnieć o agentce specjalnej Kimberly Quincy, która powróciła w kolejnym federalnym śledztwie.

Śledztwie rozpoczynającym się od znalezienia w górach Georgii części kobiecego szkieletu. Kimberly, Flora, D. D. oraz Keith zostali zaproszeni do zespołu śledczych. Wybór uczestników nie był przypadkowy. Odnaleziona kobieta uznana została piętnaście lat wcześniej za pierwszą ofiarę Jacoba Nessa, seryjnego gwałciciela i porywacza młodych kobiet. Nessa, który przez ponad czterysta dni więził Florę. Dość szybko śledczy dowiadują się, że zbocza Appalachów kryją więcej ciał. Ciał, które nie znalazły się tam przypadkowo. Z pozoru chaotyczna praca detektywistyczna pozwala powiązać śmierć żony burmistrza z odnajdywanymi kolejno ciałami. Co wspólnego z ofiarami morderstw ukrytych w górach mają miejscowi notable? Co kryje dom, w którym miesza niema Bonita? Don, który mówi, który oddycha, który się wstydzi, który wstrząsa.

Flora, Bonita, Kimberly i D. D.

To one są silną stroną tej pozycji. To ich osobowości, działania są najbardziej interesujące. Ich zaangażowanie i żmudna praca przy kolejnym śledztwie. Sama autorka narrację prowadzi w sposób uwypuklający znaczenie tych czterech kobiet dla fabuły powieści. Rozdziały zostały nazwane imionami bohaterek z perspektywy których obserwujemy kolejne zdarzenia. O ile w przypadku Kimberly i D. D. narracja prowadzona jest w trzeciej osobie, o tyle w przypadku Flory narracja jest pierwszoosobowa. Obserwujemy rzeczywistość z perspektywy Flory. Wsłuchujemy się w bicie jej serca, poznajemy jej myśli i uczucia. Bonita, no cóż totalne zaskoczenie. Jest narratorką swoistego rodzaju. Jedynego rodzaju. Jest „(…) córką swojej matki. Zawsze”.

Gardner po raz kolejny udowodniła, że nie boi się trudnych tematów. Tematów, z którymi boryka się współczesne społeczeństwo. Tematów ukrytych, wstydliwych. To kolejna książka o współczesnym niewolnictwie, seksualnym, gospodarczym, medycznym. Książka o oferowaniu „(…) wyłącznie najwyższej jakość produkt najlepszym klientom”. Klientom żyjącym obok nas. Bogatym, wpływowym, inteligentnym, odnoszącym sukcesy i bezkarnym. Za długo bezkarnym.

Nie spodziewałam się w tej części tak ważnej roli Jacoba Nessa, oprawcy Flory. Nie spodziewałam się włączenia w fabułę jego ojca. Jakby autorka chciała nam pokazać skąd biorą się potwory na świecie. Gdzie jest ich początek? Skąd się bierze Zły Człowiek? Do mnie ten przekaz przemówił. Zapamiętałam bardzo dobrze, że każdy potwór ma swoją mamę i swojego tatę. Każdy potwór rodzi się maleńkim, bezbronnym dzieckiem tylko potem… No właśnie. To potem jest często całkowicie różne. O tym potem warto przeczytać w tej powieści.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z książką bardzo dziękuję Wydawnictwu Albatros.

„Wichry Camino” John Grisham

WICHRY CAMINO

  • Autor:JOHN GRISHAM
  • Seria: WYSPA CAMINO (TOM 2)
  • Wydawnictwo:ALBATROS
  • Liczba stron:352
  • Data premiery:19.05.2021r.

„Wichry Camino” to druga część cyklu od Wydawnictwa Albatros, która miała premierę w zeszłą środę. Pierwsza część Wyspa Camino bardzo mi się podobała. W mojej recenzji (jak ten czas  leci  – to było dwa lata temu!!!) napisałam:  „(…) powieść z intrygą dotyczącą książek, rozgrywająca się w środowisku księgarzy, antykwariuszy, pisarzy, wydawców itd. A więc czytamy o czytaniu książek, o pisaniu książek, o wydawaniu książek, sprzedawaniu i promowaniu, a wszędzie dużo książek, książek i jeszcze raz książek. Cud, miód i orzeszki”. Oczywiste było, że gdy usłyszałam o kolejnej książce z cyklu musiałam ją mieć. Nie tyle co mieć, ile musiałam ją przeczytać. Tak też uczyniłam.

Morderstwo dobrze się sprzedaje. Niemal tak dobrze jak seks.”

„Wichry Camino” John Grisham

W najnowszej powieści cyklu jest i seks, i morderstwo. Akcja dzieje się jak poprzednio na tytułowej wyspie Camino. Miasteczko Santa Rosa, w którym mieści się osławiona księgarnia Bay Books nawiedza huragan Leo. Wyspa w wyniku żywiołu ucierpiała. Ucierpiały domostwa. Ucierpiały „wiktoriańskie posiadłości” i dęby, gdzie niektóre z nich „rosły tutaj od trzech wieków, a wszystkie domy stały w cieniu grubych konarów porośniętych mchem hiszpańskim.. Wiekowe i dostojne drzewa…”.  Oprócz pięknych domów, starych drzew, Leo pochłonął jedenaście istot ludzkich. Wśród ofiar znalazł się Nelson Kerr. Nelson, który był „(…) nowy na wyspie, trzymał się na uboczu, miał niewielu znajomych, a poza tym był pisarzem, a każdy wie, że to dziwacy.”  Miejsce wypadku odwiedza księgarz Bruce Cable „(…) słynny playboy i legendarny łowca samotnych pisarek…” ze swoim pracownikiem Nickiem oraz przyjacielem Bobem. Żadnemu z nich nie wydaje się by śmierć Nelsona była wynikiem szalejącego huraganu. Zaczynają interesować się śledztwem, a raczej powinnam napisać, zaczynają własne śledztwo. Śledztwo, które zaprowadza ich w nieznane dotychczas rejony.

No dobrze. Trochę przesadziłam z tymi nieznanymi dotychczas rejonami. Prawda jest taka, że już na osiemdziesiątej stronie Nick postawił słuszną tezę, co do wydarzeń w wyniku których zmarł Nelson. Teza ta sprawdziła się całkowicie. Przyjemność z czytania odczuwałam więc tylko i wyłącznie w wyniku zanurzania się w wątki poboczne. Jeden z nich żywcem z Pedro Almodóvara z „Porozmawiaj z nią”.

Sami amatorzy – detektywi działali mi na nerwy. Nie wiem skąd takie zobrazowanie postaci. Bruca, Nicka – mimo, że ma dwadzieścia parę lat- i Boba odbierałam jako kilkudziesięcioletnich „pierdzieli”, nie z racji wieku, lecz z racji charakteru, zachowania, osobowości. Całkowicie autor zniszczył mi element zaskoczenia formułując motyw i przebieg zabójstwa jeszcze przed upłynięciem stu stron. Miałam poczucie, że nie mam już czego w tej książce szukać. Postać Bruca kompletnie mi się nie spinała. Czterdziestoparoletni mężczyzna, z którym oprócz wieku łączy mnie tylko uwielbienie zapachu i dotyku nowej książki. Żyjący wiele lat w związku nieformalnym z Noelle, związku całkowicie otwartym, z którego oboje korzystali. Miałam jednak wrażenie, że czytam o osiemdziesięciolatku, do którego jak się pewnie domyślacie kompletnie mi nie pasował wigor i seksapil.

Temat podjęty przez autora bardzo ważny. Duża afera w której zamieszane są korporacje zarządzające domami opieki paliatywnej i firmy farmaceutyczne, oczywiście wszystko w kręgu pisarzy, księgarzy, osób czytających. Mimo to, żadnych emocji, żadnego ucisku w dołku, żadnej niecierpliwości. Trochę jakbym czytała relację rzeczywistych zdarzeń, faktów. Dodatkowo całkowicie zbędnie rozwleczoną w czasie.

Nie do takiego Johna Grishama przywykłam. Nie do takiej książki z serii przywykłam. Część druga, w mojej opinii, słabsza od części pierwszej.  Przyznaję jednak, że jest to opowieść w przepięknej scenografii i wyjątkowej atmosferze, jedynej w swoim rodzaju atmosferze artystycznej, współczesnej bohemy z książkami w tle. Dzięki tym książkom, mogłam spędzić mile czas.

Moja ocena: 6/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Albatros.

„Nie uciekniesz” Nana Bekher

NIE UCIEKNIESZ

  • Autor: NANA BAKHER
  • Wydawnictwo: KOBIECE
  • Liczba stron: 303
  • Data premiery: 28.04.2021r.

Nie czytałam jeszcze żadnej powieści autorki, a że zbierają sporo pozytywnych ocen, postanowiłam spróbować. Nana Bekher to pisząca pod pseudonimem autorka powieści obyczajowych i erotycznych. Prywatnie żona i matka dwójki urwisów. Miłośniczka kawy, czekolady i książek. Zadebiutowała na początku 2020 roku powieścią „Nieznośny milioner”. Byłam więc bardzo ciekawa jakie będą moje wrażenie po lekturze „Nie uciekniesz”.

Laura, choć młoda wiele w życiu przeszła, przeżyła straszne rzeczy, ale udało jej się uciec. Niestety ma poczucie, że zagrożenie nie mija nigdy i musi być w nieustannym ruchu, jak najdalej od Meksyku, żeby nie zostać odnalezioną. W trakcie podróży w jednym z amerykańskich miasteczek, które ma być tylko punktem na mapie w dalszej drodze ratuje małą dziewczynkę przed rozpędzonym samochodem, a sama trafia do szpitala. Babcia dziewczynki z wdzięczności opłaca jej leczenie i proponuje pobyt u nich w domu. Sprawy jeszcze się komplikują, gdy Laura poznaje Daniela, ojca małej. Mimo, że coś ich do siebie przyciąga od pierwszej chwili , kobieta nikogo do siebie nie dopuszcza i boi się wyjawić prawdę o swojej przeszłości. Czy Danielowi uda się obalić jej mur? Czy kobieta dopuści go do siebie? Czy mimo trudnej przeszłości uda im się zbudować wspólną przyszłość, czy może zjawy z przeszłości im w tym przeszkodzą?

Książkę czyta się przyjemnie, pisana jest lekkim stylem w narracji pierwszoosobowej z punktu widzenia Laury i Daniela, co pozwala czytelnikowi na pełniejszy obraz sytuacji, poznajmy bowiem odczucia obu stron. Krótkie rozdziały sprawiają, że książkę czyta się płynnie i chcemy wiedzieć co będzie dalej. Muszę jednak powiedzieć, że bohaterowie trochę mnie denerwowali, jak dla mnie są zbyt wyidealizowani, a obraz ich znajomości zbyt patetyczny i naiwny. Czasem język i sposób opisywania ich relacji drażnił mnie i męczył. Z drugiej strony historia jest dość dobrze wykreowana, sceny z przeszłości dziewczyny i teraźniejszy wątek z tym związany wprowadzały napięcie i podkręcały atmosferę. Lubię powieści, w której są różne wątki – miłosny, erotyczny, sensacyjny – i tu również się to sprawdziło. Wprowadziło do powieści urozmaicenie, zwroty akcji i możliwość zaskoczenia czytelnika. Jak dla mnie była to dosyć przeciętna lektura, po którą można sięgnąć szukając nieskomplikowanej rozrywki na wieczór, a Wy przekonajcie się sami:)

Moja ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki przedpremierowo bardzo dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

„Topieliska” Ewa Przydryga

TOPIELISKA

  • Autor:EWA PRZYDRYGA
  • Wydawnictwo:MUZA
  • Liczba stron:320
  • Data premiery:19.05.2021r.

Dopiero co, bo w lutym opublikowałam zaległą recenzję premiery z października 2020 Miała umrzeć od @Ewa Przydryga – strona autorska nakładem Wydawnictwa Muza. Książka według mnie rewelacyjna. Nie bez kozery moja subiektywna ocena 9/10. Dzień po premierze musiałam więc zmierzyć się z najnowszą powieścią autorki, „Topieliska”. Ci co czytają zrozumieją. Czasami się nie da. Po prostu się nie da już dłużej czekać.

Chciałam za wszelką cenę zachować zimną krew, więc zablokowałam się na wszystkie bodźcie, w szczególności na rozpacz, na strach na złość, na utraconą nadzieję”.

„Topieliska” Ewa Przydryga

To miał być kolejny, zwykły dzień po sylwestrowej nocy. Ból gardła po witaniu na zewnątrz Nowego Roku w samej koktajlowej sukience, zmęczenie, mąż – Kuba leżący obok z czułością, z oddaniem wykonujący swoje obowiązki. Zastępujący Polę w zawiezieniu małego synka do lekarza. To miał być kolejny, zwykły dzień….

Chwilę po rozpoczęciu tego z pozoru zwykłego dnia, mąż ginie, a syn zostaje uznany za zaginiony. Pola rozpoczyna podróż w życie Kuby. W życie którego nie znała. W życie w którym ma nadzieję odszukać ślady minionych dni, w których znajdzie powód tego co się stało. Przyczynę, dlaczego jej życie się skończyło. Życie tak idealne.

Zwykła rodzina

Coś mam szczęście ostatnio do thrillerów psychologicznych, w których rodzina odgrywa znaczącą rolę. To od niej zwykle wszystko się zaczyna i to patrząc  w jej głąb wszystko jesteśmy w stanie wytłumaczyć. Wytłumaczyć zachowanie głównych bohaterów, ich myśli, uczucia, troski, obawy i cienie, które kładą się na z pozoru idealne życie. W dwudziestu pięciu rozdziałach Przydryga podjęła bardzo ważny problem społeczny. Społeczeństwo tworzone przez wychowanków patologicznych, zaburzonych rodziców krzywdzących własne dzieci. Próby wyparcia i poradzenia sobie z tym w dorosłym życiu.

Teoretycznie wszystkie wątki wydawały się ze sobą łączyć. Praca Kuby i jego koleżanka  z przeszłości Maruszka. Siostra Poli, Ida i jej przeszłość. Jej traumy, jej krzywdy, jej motywacje i życie, które sobie ułożyła. Sen Poli, który śni od kilku lat. Sen po którym pozostaje strach, pot i roztrzęsienie. Teoretycznie. To słowo klucz.

Przez pierwszą połowę książki czułam ogromne napięcie. Problemy Kuby w pracy, jego przeszłość, jego siostra, rodzice Poli. Przez ostatnie sto stron, Poli powoli zaczynają otwierać się oczy. Autorka zwróciła uwagę na inne aspekty życia głównej bohaterki. Bohaterki, która jest jednocześnie narratorką powieści. Bohaterki – Poli, która po prostu chciała normalnie żyć. Starała się normalnie żyć wypierając zdarzenia z przeszłości tak głęboko, że tylko świadome śnienie mogło pomóc jej zrozumieć to, co się stało.

Bohaterowie zostali bardzo dobrze wykreowani. Powieść nie jest długa mimo to, zawiera wiele ważnych treści, wiele tajemnic, bolesnych przeżyć, silnych emocji, niezawinionych krzywd. Nie zrozumiałam tylko, co było motywacją dla zachowań i decyzji Kuby. Patrząc ciągle na perspektywę Poli, Kuby trochę mi zabrakło.  

Bardzo dobra proza. Jak sama autorka pisze w posłowiu, dużo ją kosztowała. Ja jako czytelnik podzielam te emocje. Do chwili obecnej czuję targane mną uczucia, moją niezgodę na to, co dzieje się wokół nas, moje współczucie dla Poli. Poli skrzywdzonej, Poli nieodratowanej.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU MUZA.

Recenzja przedpremierowa – „Zabijaj uważnie” Karsten Dusse

ZABIJAJ UWAŻNIE

  • Autor: KARSTEN DUSSE
  • Wydawnictwo: OTWARTE
  • Seria: ZABIJAJ UWAŻNIE. TOM 1
  • Liczba stron:390
  • Data premiery: 02.06.2021r.

„Zabijaj uważnie” od Wydawnictwa Otwarte to debiut autora, Karstena Dusse. I tu nie będzie zaskoczenia, prawnika od lat piszącego scenariusze do seriali i formatów telewizyjnych. Przygodę z książką zaczęłam trochę od tyłu, a dokładniej od skrzydełka tylnego, w którym przeczytałam krótką notkę biograficzną o autorze. Notka po raz kolejny potwierdziła, by pisać dobre książki muszę najpierw skończyć studia prawnicze;)  Pogłębiając się nadal w czytaniu na opak, przeczytałam Dziękuję. Zdarzyło mi się to po raz pierwszy. Naprawdę. Tylko dlatego, że nie mogłabym zacząć czytania bez dowiedzenia się skąd autor zaczerpnął inspirację do tak sztosowej – jakby powiedział mój syn  – fabuły. By kompletnie zbić siebie samą z tropu, zerknęłam na opinie na LC. Ludziska !!!! Chyba nigdy nie widziałam 52 opinie na LC na dwa tygodnie przed premierą!!! A premiera jest dopiero 2 czerwca. Istne szaleństwo. Mnogość przedpremierowych recenzji potwierdza tylko, że tak zaciekawionych i niecierpliwych czytelników jak ja, jest wielu.  Ale przyznajcie sami, jak tu nie być ciekawym, gdy z opisu wydawcy jawi nam się przepis na udane morderstwa i to uważne morderstwa.

Zamiast skupić się na tym, co mówi twój przeciwnik, skup się na tym, co chce powiedzieć. To, co słyszysz, to tylko echo jego świata wewnętrznego. Kiedy zamiast słuchać, zaczniesz czuć, oskarżenie okaże się wołaniem o pomoc.”

„Zabijaj uważnie” Karsten Dusse

Kompletnie nie wiem, co przez fabułę książki chciał nam powiedzieć jej autor, Karsten Dusse. Wiem natomiast, że z taką fabułą i konstrukcją książki spotkałam się po raz pierwszy. A jeśli obserwujecie mój blog, to wiecie, że z poświęcaniem czasu na czytanie nie mam problemu. Stosownie zresztą do innej zasady z książki: „Wszyscy mają tyle samo czasu. Jednak każdy z nas inaczej go wykorzystuje”.

Z treningiem uważności stykamy się, gdy Björn Diemel, adwokat karny działający na zlecenie rzadko niesłusznie oskarżonych, zaczyna dusić się w swoim małżeństwie. Celem poprawy relacji z żoną zaczyna uczestniczyć w treningu uważności prowadzonym przez Joschkę Breitnera. O treningu przeczytacie tutaj Medytacja mindfulness. Spotkania Björna z terapeutą w krótkim czasie przyczyniają się do poprawy relacji z żoną mimo separacji, zwiększenia częstotliwości spotkań z córką Emily oraz pozbycia się trudnego klienta, bardzo dochodowego, lecz jednak trudnego Dragana, lokalnego gangstera.  Sam scenariusz to nic nowego. Natomiast motywacja, forma podjętych działań to coś innego. Björn bardzo szybko osiągnął pierwszy cel, jaki postawił przed nim coach, a mianowicie zaspokoił potrzebę, która dała o sobie znać dzięki uważnemu przyjrzeniu się sobie, swojemu życiu. Jak sam zauważył; „(…) moje pierwsze morderstwo wypada uznać za poprawne wykonane ćwiczenie uważności. Nie przyniosło nic dobrego drugiej osobie. Tylko mnie”.

Już wiecie, że warto przeczytać. Czyż nie? 

Groteskowy humor

Żeby nie napisać czarny humor.  Pomysł na książkę na miarę Chmielewskiej, królowej polskich kryminałów. Genialny pomysł na połączenie zasad work-life balance z mafijnym, niemieckim półświatkiem. Musicie bowiem wiedzieć, że akcja toczy się w Niemczech. Kosmopolitycznych Niemczech. Mamy więc pobocznych bohaterów o imieniu Dragan, Boris, Basia, Sascha, Stanislav, Igor itede, itepe. Prawdziwa mekka emigrancka z polskim wątkiem.

Książka składa się z krótkich, zatytułowanych rozdziałów. Tytuł nawiązuje do rady Joschky Breitnera, która również cytowana jest w podtytule. Narracja jest pierwszoosobowa. Na wydarzenia, uczucia, decyzje patrzymy oczami Björna, głównego bohatera. To Björn uzasadnia swoje zachowanie odnosząc je do konkretnego zalecenia przekazanego przez terapeutę w trakcie treningu uważności. Tak się zakręciłam czytając poszczególne kroki treningu, zamieszczone na początku każdego rozdziału, że….. zaczęłam wierzyć w istnienie Joschky Breitnera.  Tak świetnie autor skonstruował rady i potrafił odnieść je do przedstawionych w rozdziale okoliczności, że aż musiałam sama siebie sprostować. Terapeuta jest postacią literacką.

Oprócz głównego wątku, baaaaardzo ciekawego, autor umiejętnie wplótł wątki poboczne. Warto wspomnieć o gangsterach zajmujących się przestępczością zorganizowaną, którzy – zdaniem autora – z zasady uważają się „(…) za człowieka, który kocha dzieci” czy chociażby o relacji typu volkswagen golf „(…) Nie wygląda najgorzej, kupuje się go w obliczu braku innych środków transportu, a jak trzeba, to można rozwinąć dużą prędkość”. Nie obyło się oczywiście bez drobnych nieścisłości a jak wiecie, nie jestem w stanie nie zwrócić na nie uwagi. Najpierw dowiedziałam się, że córka Björna i Kathariny – Emily „Od początku piła z butelki…”, by na stronie 43 przeczytać, że jednak „Katharina całkowicie zagarnęła Emily. Karmienie piersią zgodnie z planem. Odstawianie od piersi zgodnie z planem. (…)”. Ot, takie małe niedociągnięcie.

Sam główny bohater, Björn Diemel niezwykle sympatyczny. Sympatyczny w swej nieporadności, w swoim niezadowoleniu ze swojego życia. Przypomina mi wielu obok mnie. Momentami przypomina mi siebie samą. On jednak stara się i chce coś z tym zrobić. Zapisuje się na trening. Na trening w trakcie którego szybko z racjonalnego niedowiarka staje się nieświadomym wyznawcą metod uważności. Metod, które zaczyna płynnie wprowadzać w życie, czym zmienia owo życie całkowicie, diametralnie. Staje się podobnym do Borisa, Dragana i im podobnym. Jednocześnie wpada na pomysł stworzenia nowego „narkotyku”. Narkotyku od którego uzależnia od razu współpracowników swego byłego klienta – Dragana, szefa wydziału kryminalnego – Petera, pracownika działu budowlanego w lokalnym magistracie i wszystkich tych, którzy posiadają dzieci w wielu przedszkolnym. Staje się więc dość pożądanym dostawcą na rynku.

Nie lubię czytać poradników. Ale poradnik jak stać się gangsterem będąc bogatym, efektywnym prawnikiem, specjalistą prawa karnego, to coś innego. W książce jest wszystko to, co da się lubić w dobrej prozie. Czarny humor, dystans do siebie i otaczającego nas świata, cięte riposty, inteligentne dialogi, szybka i wartka akcja, skrojeni na miarę fabuły bohaterowie i do tego pomysł. Pomysł nieszablonowy. Pomysł jakiego jeszcze nie było. A zakończenie, no cóż. Powiem tylko, że historia lubi się powtarzać.

Sięgnijcie sami po ten napisany z humorem poradnik uważności. Uważności, która zmieni Wasze życie. Uważności, która „(…) może zabijać ludzi i łamać nosy. Czasem też roztapia góry lodowe”. Sami przeczytajcie jaka jest najważniejsza rada treningu uważności.

Będzie kontynuacja, a tym samym bęęęędzie się działo. Nie mogę się doczekać drugiego tomu. Uwielbiam inteligentną rozrywkę, więc czekam.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki przedpremierowo bardzo dziękuję Wydawnictwu Otwarte.

„Najlepsze przed nami” Zuza Kordel

NAJLEPSZE PRZED NAMI

  • Autor:ZUZA KORDEL
  • Wydawnictwo:CHILLI BOOKS
  • Liczba stron:382
  • Data premiery:14.05.2021r.

 Bardzo lubię książki z tzw. nurtu young adult, mimo że wiek nastoletni mam już dawno za sobą, pomagają mi one się zrelaksować i spędzić miło czas. Kiedy więc dowiedziałam się, że córka autorki Magdaleny Kordel – Zuza Kordel idąc w ślady matki, wydaje swoją pierwszą powieść, bez wahania zdecydowałam się na lekturę. Wiadomo jednak, że z debiutami różnie bywa… Czy książka mi się spodobała, czy może mnie rozczarowała? Przeczytajcie sami.

Aniela to młoda studentka, która za nic nie potrafi się dogadać z oschłymi, wymagającymi rodzicami, w końcu ma dość takiego życia i ukochaną czerwoną mazdą wyjeżdża do babci do Warszawy. Studiując i pracują w kawiarni trudno jej jednak utrzymać siebie i pomóc babci, więc robi to co kocha, przy okazji pakując się w tarapaty, bierze bowiem udział w nielegalnych wyścigach samochodowych.

Łukasz przeżył ciężkie chwile, prawie sięgnął dna, jednak za pomocą przyjaciela i rodziny udało mu się z tego wyjść. Trzyma się z daleka od dziewczyn i kłopotów, zajmując się pracą, nauką i wieczornymi wyścigami z kumplami, bowiem motoryzacja to jego hobby. Gdy jednak zupełnym przypadkiem los stawia na jego drodze Anielę coś uśpionego w jego sercu budzi się do życia. Czy pomimo młodego wieku i już tylu ciężkich doświadczeń za sobą ta dwójka będzie umiała znaleźć do siebie drogę, zaufać sobie wzajemnie i pomóc?

Książka napisana jest lekkim językiem, czyta ją się dosyć szybko i przyjemnie. Składa się z dość krótkich rozdziałów w narracji trzecioosobowej, naprzemiennie z punktu widzenia Anieli i Łukasza, w różnych perspektywach czasowych, co pomaga nam w pełni zrozumieć bohaterów, ich motywacje i zachowania. Książka mimo, że lekka dotyka kilku istotnych problemów społecznych, takich jak trudne relacje z rodzicami, uzależnienie, choroby, nielegalne wyścigi czy trauma po śmierci najbliższych. Jedne z nich potraktowane są bardziej dogłębnie, inne mniej, ale istotne jest, że akcja nie kręci się tylko wokół jednego problemu. Bohaterowie są dosyć sympatyczni, mimo młodego wieku sporo przeszli i podchodzą poważnie do życia, a jednocześnie ciągle szukają w nim swojego miejsca. Bardzo podobała mi się to, że w powieści oprócz miłości podkreślone jest też ogromne znaczenie przyjaźni i wsparcia w rodzinie.

Nie będę kłamać, że książka zrobiła na mniej duże wrażenie, czy, że nie umiem o niej zapomnieć. Ma kilka niedociągnięć i aspektów, które można by poprawić, a które w czasie lektury trochę mnie irytowały, jednak ogólnie lektura była całkiem przyjemna. A biorąc pod uwagę młody wiek autorki i fakt, że to jej debiut, można mieć nadzieję, że kolejne powieści będą jeszcze lepsza i ja na pewno dam jej jeszcze szansę. Jeżeli chcecie spędzić przyjemnie czas, lekko i na luzie to gorąco polecam Wam lekturę.

Moja ocena: 6/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Chilli Books.

„Zmysły” Ilona Gołębiewska

ZMYSŁY

  • Autor:ILONA GOŁĘBIEWSKA
  • Wydawnictwo:MUZA
  • Liczba stron:416
  • Data premiery:19.05.2021r.

 Książki Ilony Gołębiewskiej bardzo lubię, to jedna z nielicznych polskich autorek, której przeczytałam wszystkie powieści. Jej najnowsza powieść „Zmysły” okładką nawiązuje do poprzedniej wydanej w październiku pt. „Pragnienia”, która bardzo mi się podobała. Oficjalnie nie stanowią one serii, ale obie mają wiele wspólnych cech.

Eliza wydaje się wieść szczęśliwe, beztroskie życie, świetna praca, przystojny narzeczony, muzyczna pasja – jest wokalistką w MovieBand. Tak naprawdę jednak trochę oszukuje samą siebie, już od dawna nie czuje się Panią swojego życia i zastanawia się nad jego sensem. Natan ma za sobą złą przeszłość, żeby ją zagłuszyć szuka odskoczni w zespole rockowym, szybkich motocyklach i ryzykownych decyzjach. Zewnętrznie wydaję się, że wszystko ich różni, ona ułożona, racjonalna, on porywczy i nieodpowiedzialny… Spotykają się przez przypadek, w dziwnych okolicznościach i nie potrafią o sobie zapomnieć. Gdy więc spotykają się ponownie i dodatkowo okazuje się, że łączy ich muzyczna pasja, okazuje się, że nie potrafią już od siebie uciec, nawet jeśli próbują. Czy ta relacja ma przyszłość? Czy się na nią odważa? Czy sekrety z przeszłości, źli ludzie i misternie utkana intryga staną im na przeszkodzie?

Książkę czyta się rewelacyjnie, bardzo szybko wsiąknęłam w świat Elizy i Natana (bardzo podobają mi się imiona głównych bohaterów, pasują do nich), wręcz nie mogłam się od powieść oderwać. Powieść jest pełna emocji, żywiołu, pasji. Ogromnym plusem są bohaterowie, świetnie wykreowani, zróżnicowani, wielowymiarowi. I nie mówię tutaj tylko o głównych bohaterach, wszystkie postacie pojawiające się w książce są ciekawie i świetnie zbudowane. Szczególną sympatie poczułam do Zośki, to taki trochę typ postaci z komedii , typ zwariowanej przyjaciółki, która stanowi wsparcie dla głównej bohaterki. Akcja powieści toczy się wartko, co rusz dostarczając czytelnikowi nowych emocji. To nie tylko opowieść o miłości, o rozkwitającym uczuciu, o powinowactwie dusz, podobnej wrażliwości. To również opowieść o przyjaźni, o poszukiwaniu swego miejsca w życiu, o walce o swoje marzenia, o pasji. Ale to także powieść o mierzeniu się z traumami przeszłości, o granicach lojalności., o uwikłaniu, intrydze, zemście. Z wątkami obyczajowymi i miłosnymi mieszają się to wątki sensacyjne, a całość tworzy mieszankę iście wybuchową. Polecam gorąco, To idealna lektura na lato.

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Muza.

„Trzeci dziedzic” Monika Skabara

TRZECI DZIEDZIC

  • Autor:MONIKA SKABARA
  • Wydawnictwo:KOBIECE
  • Seria: DZIEDZICTWO. TOM 3
  • Liczba stron:267
  • Data premiery:19.05.2021r.
  • Moja ocena: 7/10

Seria mafijna „Dziedzictwo” to jeden z cyklu książek, które zaskoczyły mnie pozytywnie i czytało mi się je bardzo przyjemnie. Dlatego, gdy dowiedziałam się o premierze trzeciego tomu pt. „Trzeci dziedzic” sięgnęłam po niego bez wahania. Czy bawiłam się równie wyśmienicie, jak przy poprzednich dwóch tomach?

Jej bohaterem jest Vincenzo Morinello, najmłodszy z braci. Ma już dość niepoważnego traktowania go przez braci i tego, że na niego zawsze spada najgorsza robota, musi sprzątać bałagan i nikt nie liczy się z jego zdaniem. Wyjazd do Los Angeles i odnalezienie tajemniczego Wilka, który okrada ich transporty jest dla niego szansą, by bracia go docenili i zaczęli traktować jako równego sobie, Niespodziewania sprawy przybierają zupełnie zaskakujący dla niego obrót…

Mona Mendez przeżyła piekło, pełna bólu, gniewu i determinacji wraz z przyjaciółmi poprzysięgła zemstę wszystkim, którzy przyczynili się do ich krzywdy. Rozpoczyna więc vendettę przeciwko najstarszego z braci Morinellio Próbuje trafić do niego przez najmłodszego z braci, Vincenzo. Jednak okazuje się on być zupełnie inny niż Mona się spodziewała.

Książeczka jest niepozorna, raptem 260 stron, ale zapewniam, że jest tu wszystko co niezbędne do tego by lektura było udana. Przede wszystkim są emocje, jest tajemnica z przeszłości, intryga, zemsta, świat pełen brutalności, strzelanin, rozlewu krwi, ale też namiętność, pożądanie, miłość, przywiązanie do rodziny. Mimo, że pojawiają się tu schematy często występujące w romansach mafijnych, jak chociażby aranżowane małżeństwo, zemsta, to jednak muszę powiedzieć, że historia przedstawiona w powieści jest zdecydowanie nieszablonowa, zaskakująca. Następuje tutaj pewne odwrócenie ról, ale nie będę pisać zbyt wiele, żeby nie psuć Wam niespodzianki. W każdym razie bardzo mi się to podobało. Uwielbiam książki, które wychodzą poza utarte motywy i zaskakują czytelnika. Ogromny plus dla autorki również za bohaterów, która w tej kwestii również wyszła poza szablony. Bohaterowie są wielowymiarowi, niejednoznaczni. Spotykamy tu oczywiście bohaterów z poprzednich tomów, co było bardzo miłe, ale zdecydowany prym wiodą Mona i Vincenzo. Są to bardzo ciekawe, zaskakujące postacie. On, bezwzględny mafiozo, nie znajduje się jednak na szczycie mafijnych struktur, ale jako najmłodszy brat musi podporządkować się starszym braciom. Momentami ma tego dość, jednocześnie rodzina i lojalność są dla niego bardzo ważne. Mona to zdecydowanie silna postać kobieca, przeżyła piekło, ale wyszła z niego silniejsza, choć mocno pokaleczona. Mimo traum, bólu i strachu nie poddaje się rozpaczy, poprzysięga zemstę i odradza się silniejsza. Jest w niej wiele sprzeczności, z jednej strony silna, zdeterminowana i bezwzględna, z drugiej ciągle będąca pod władaniem traum z przeszłości. Także w stosunku do Vincenza jej zachowania są sprzeczne. Z jednej strony na początku to ona dyktuje warunki, z drugiej zdecydowania zbyt szybko mu się poddaje i jest zaskoczona jego siłą. Ten motyw momentami trochę mnie drażnił, niby przywódczyni, która momentami zamienia się w zahukaną dziewczynkę, Szybko jednak doszłam do wniosku, że ta niejednoznaczność i zachowania pełne sprzeczność to element składający się na jej osobowość i, że tak po prostu miało być.

Książka bardzo mi się podobała, nie umiałam się od niej oderwać, przeczytałam ją na raz i zdecydowanie byłam pod wrażeniem. To chyba najbardziej zaskakujący i nieoczywisty tom serii. Oczywiście można go czytać odrębnie, ale ja zdecydowanie polecam Wam wszystkie tomy cyklu. Nie będziecie żałować… może, tylko tego, że książka tak szybko się skończyła;)

Moja ocena: 7/10

Za możliwość recenzji książki dziękuję WYDAWNICTWU KOBIECEMU.

„Ariana. W objęciach wroga” Riva Scott

ARIANA. W OBJĘCIA WROGA

  • Autor:RIVA SCOTT
  • Seria: CHASING REVENGE. TOM 1
  • Wydawnictwo:EDITIO RED
  • Liczba stron:232
  • Data premiery:04.05.2021r.

Romanse mafijne ostatnio mocno zdominowały polski rynek, jest ich bardzo dużo i trudno w tym natłoku trafić na książkę, które jest nieszablonowa i interesująca, chociaż zdarzają się prawdziwe perełki. Ja od pewnego czasu znacznie ograniczyłam tego typu lektury, ale gdy zobaczyłam opis „Ariany” postanowiła się skusić. Czy to była dobra decyzja?

Nie czytałam wcześniej żadnej książki Rivy Scott. Przed lekturą więc chciała dowiedzieć się czegoś o autorce. Jest to kryjąca się pod pseudonimem mieszkanka Zgorzelca. Szczęśliwa żona i matka dwójki urwisów. Książkoholiczka, romantyczka, blogerka i recenzentka, która swoją przygodę z pisarstwem zaczęła w 2019roku (żródło: lubimyczytac.pl)

Ariana to dwudziestoletnia kobieta, która stara się żyć normalnym życiem, zupełnie nie spodziewając się, że ojciec odda ją mafii za długi. Przejmuje ją gangsterska rodzina Cavillo, by przekazać ją jako swego rodzaju kartę przetargową innemu groźnemu gangsterowi. Dziewczyna więc prostu z rodzinnego domu trafia w sam środek mafijnych rozgrywek. Czy uda jej się wyjść z tego cało?

Domenico Cavillo jest synem mafijnego bossa, bezlitosny i okrutny, nosi przydomek „Zero” od liczby ludzi, którzy przeżyli jego gniew. Zazwyczaj nie ma skrupułów i jest bezwzględny, jednak nawet on czuje opór przed oddaniem na niewinnej dziewczyny w ręce Cesara Barrigi, groźnego bandziora, odwiecznego wroga rodziny Cavillo. Nawet go jednak obowiązują rozkazy ojca. Jednak dziewczyna nie wiedzieć czemu nie chce opuścić jego myśli. Czy znajdzie sposób, by ją uratować? Jak dalej potoczą się ich relacje?

Książka objętościowo nie jest duża – 232 strony, ale zapewniam, że jest w stanie dostarczyć wielu wrażeń. Składa się z prologu i 33 krótkich rozdziałów, pisanych w narracji pierwszoosobowej, naprzemiennie przez Arianę i Domenico. Taki zabieg ożywia lekturę, ubogaca, powoduje, że patrzymy na rozwój akcji dwoma, jakże odmiennymi w odbiorze rzeczywistości, parami oczu, przez co uzyskany przez nas obraz jest pełniejszy i ciekawszy. Akcja jest bardzo ciekawa, a już najbardziej zaskoczyło mnie zakończenie, zapowiada ono tom drugi, który będzie kontynuacją losów bohaterów.

Powieść czyta się przyjemne, są zwroty akcji, szybkie tempo i ciekawi bohaterowie. Czasem sposób przedstawiana historii wydawał mi się zbyt górnolotny i przerysowany, ale ogólnie książkę czytało się przyjemnie i bardzo szybko. Jeśli szukacie pozycji, która oderwie Was od rzeczywistości i zapewni rozrywkę na wieczór, to ta pozycja jest idealna.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Editio Red.

Recenzja przedpremierowa – „Złudzenie” Nicola Rayner

ZŁUDZENIE

  • Autor:NICOLA RAYNER
  • Wydawnictwo:W.A.B.
  • Liczba stron:384
  • Data premiery: 19.05.2021r.

Zamień spanie na czytanie! lub Mniej spania więcej czytania! Zawsze chciałam tak zacząć recenzję. Wreszcie mi się udało. Oczywiście czasownik „spać” możecie zamienić na „grać”, „oglądać” czy jak tam wolicie. Ja postępuję zgodnie z przytoczonymi hasłami i kultywując zwyczaj zarywania nocy, by zdążyć zaprezentować Wam kolejną książkę, która będzie miała premierę 19 maja. Przedstawiam recenzję drugiej książki Nicoli Rayner „Złudzenie” od wydawnictwa W.A.B. Przygodę z autorką zaczęłam Dziewczyną, którą znałaś. W recenzji debiutanckiej powieści autorki napisałam „(…) miałam wrażenie, że to wszystko już było, duszny, niespokojny klimat, ten sposób pisania i narracji, podobno bohaterowie. Książka bez wątpienia nie jest wybitna ani nowatorska”. Czy druga powieść okaże się podobna do poprzedniej?

Rzeczy, które wydają się niewybaczalne, czasami przestają takie być”.

„Złudzenie” Nicola Rayner

Ona. Dorosła kobieta. Fran. Siostra Ellie. Księgarka. Od szkoły średniej zakochana w Charlesie, chorobliwie, niewłaściwie, z prawdziwą pasją. Stalkerka ? Prawie. Jej życie. Z jednej strony spokojne, wyważone. Pracuje z książkami, które kocha. Ma jedną prawdziwą przyjaciółkę obok siebie i niezmieniony od wielu lat obiekt swych westchnień. Z drugiej strony samotna. Bardzo samotna. Ciągle przeżywająca śmierć Matki, przez duże „M” i brak kontaktu z młodszą siostrą Ellie przez prawie trzy lata, która skłócona wyjechała nie pozwalając zapoznać się jej z siostrzenicą Rosy. Rosy, która miała niedługo pojawić się na świecie. Jej przeszłość. Życie w prywatnej szkole z internatem w Chesterfield, podział na lepszych i gorszych, normalnych i freakowatych, molestowanie, wykorzystywanie dla własnych celów, naśmiewanie się, ośmieszanie, wszechobecna przemoc psychiczna i fizyczna tych z piedestału, zwykle króla i królowej balu.

Tak naprawdę opis wydawcy kompletnie nie pasuje do fabuły. Z opisu wynika, że jest to mocny thriller psychologiczny z silnym i rozbudowanym wątkiem stalkerstwa. Nic takiego się nie stało. Przez pierwsze 200 stron mamy raczej nudną, rozwlekającą się obyczajową fabułę opartą na zwierzeniach i życiu Fran, która głęboko wierzy w ogromną miłość do kolegi z roku Charlesa. Fran jest narratorką w całej powieści. Jej uczucia, wierzenia, obyczaje i przeszłość oraz jej perspektywa jest więc w niej najważniejsza. Pojawił się w tej części wątek zaskoczenia. Jest nim śmierć kolegi z roku – Dickiego, który zginął tragicznie pod kołami londyńskiego metra. Tragiczna śmierć, której świadkami było wielu. Śmierć, która po pierwszym szoku przestaje wydawać się przypadkowa. Wszyscy wydają się być podejrzani, sama Fran, Charles, źle potraktowane w przeszłości kobiety, nawet siostra Fran – Ellie.

Jestem zmuszona powielić moją opinię. Widocznie pióro Rayner nie dla mnie. Dla „Złudzenia” jak nic pasuje moja opinia z poprzedniej książki autorki „(…) wszystko już było, duszny, niespokojny klimat, ten sposób pisania i narracji, podobno bohaterowie. Książka bez wątpienia nie jest wybitna ani nowatorska”. Zwróciliście uwagę na okładkę? Kolorystyka i pomysł żywcem z „Dziewczyny, którą znałaś”, co nie zmienia faktu, że obie mi się wyjątkowo podobają.

Autorka sięgnęła po sprawdzone motywy. Nieszczęśliwa miłość, tajemnica przeszłości, zebrane w młodości rany, które do tej pory nie zagoiły się, nie przestały krwawić. Rany pod przykrywką ośmieszania, żartów i mówiąc kolokwialnie „nabijania się”. Jakby autorzy mieli za zadanie ciągle nam przypominać, jak ważne jest to, na co pozwalamy naszym dzieciom, a czego nie akceptujemy, bo potem jest już za późno. Wszyscy oprawcy dorośli. Wszystkie ofiary dorosły. Każdy ma swoje rodziny, każdy ma swoich partnerów, każdy ma pasje, pracę i plany na przyszłość, każdy ma swoje problemy. Los ponownie ich ze sobą splata. Ale Fran ciągle się zastanawia, czy może im ufać, czy może ufać duchom swojej przeszłości.

Sama Fran bardzo mnie denerwowała. Szczególnie w pierwszej połowie. Po przeczytaniu całej książki miałam wrażenie, że były dwie bohaterki. Fran sprzed dwusetnej strony i Fran po dwusetnej stronie. Bohaterka przeszła chyba jakiś szybki kurs dojrzewania i terapii behawioralnej, ciągle w sferze domysłów.  W pewnym momencie Fran zaczęła myśleć. Patrzeć na wszystko co ją otacza i na rzeczywistość, którą kurczowo sobie sama kreowała w sposób bardziej realny i obiektywny. Zaczęła dostrzegać kim są ludzie, którymi się otacza. Na kogo naprawdę może liczyć i komu na niej naprawdę zależy.

Bardzo podobała mi się opisana relacja Fran z matką, przez duże „M” za którą ciągle tęskni. Ta matka przez duże „M” niepokoiła mnie od samego początku. Zastanawiałam się kiedy te duże „M” na coś się przyda. Kiedy wreszcie wybuchnie jak wulkan rozżarzoną lawą. Kiedy się dowiem dlaczego matka jest cały czas przez duże „M”. Niestety, nie doczekałam się. Duże „M” nie miało kompletnie znaczenia. Relacja Fran z siostrą w ogóle mnie nie przekonała. Fran cierpi, tęskni, jest na Ellie zła, że po kłótni nie widziały się prawie trzy lata. Nie może jej wybaczyć, że przez jej krnąbrność nie poznała swojej siostrzenicy. Oprócz tęsknoty nic nie robi. Nie szuka jej, nie pojechała do niej. Komunikuje się przez FB, w mailach, w smsach. Jakby sama godziła się na taką formę kontaktu. Jakby jej to wystarczało.

W opisie wydawcy przeczytałam: „Zapierająca dech w piersiach opowieść, pełna niespodziewanych zwrotów akcji. Myślicie, że wiecie, jak to się skończy? Chyba jednak nie…”. Hm… ani zapierająca dech, ani pełna niespodziewanych akcji. Zapewne dlatego, że przeczytałam ostatnio dużo wyśmienitych książek, otrzymałam jakiś szósty zmysł czy niebiańską iskierkę w prezencie. W okolicy dwusetnej strony zaczęłam podejrzewać, kto w tej historii gra tak naprawdę pierwsze skrzypce, kto jest najbardziej istotny. No cóż, trafiłam w sedno. Sami rozumiecie, że dla mnie książka mogłaby mieć dwieście, a nie prawie czterysta stron.

Ta książka to złudzenie. To fakt. Złudzenie, gdyż jest o czymś innym, niż wynika to z opisu wydawcy. Czymś wcale nie gorszym, złym czy nudnym. Czymś innym, a inność warto samemu weryfikować.

Moja ocena: 5/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą przedpremierowo bardzo dziękuję Wydawnictwu WAB.