„Lekcja hiszpańskiego 2” Aleksandra Pakuła

LEKCJA HISZPAŃSKIEGO 2

  • Autorka: ALEKSANDRA PAKUŁA
  • Wydawnictwo: MUZA
  • Liczba stron: 416
  • Data premiery: 06.10.2021r.

Ależ mi się spodobała okładka „Lekcji hiszpańskiego 2” pióra @Aleksandra Pakuła – strona autorska. Prawda, że niezwykle pogodna? Para na tle lazurowej wody. Do tego dedykacja od samej Autorki skierowana do wszystkich Czytelniczek. Bardzo za nią dziękuję. Miło jest przeczytać słowa, ,,JESTEŚ PIĘKNA, TAKA JAKA JESTEŚ„. To niby banał, ale jakże ma ogromną moc. Od razu to zdanie przywiodło uśmiech na moją twarz i zapaliło promienne ogniki w moich oczach.  Czego chcieć więcej😉. Może tylko trochę słońca w ten zimowy czas. Jeśli męczy Was już odśnieżanie samochodów, chłód i plucha to sięgnijcie do tej pozycji wydanej nakładem @wydawnictwo.muza.sa. Uwierzcie mi na słowo, słońca Wam nie zabraknie😊.

To historia Adrianny Małeckiej, której toksyczna relacja z mężem Jakubem nie zakończyła się wraz z rozwodem. Tym razem Jakub stara się odebrać jej dzieci. Kontrolować ją do ostatniej dnia jej życia. jego obsesyjna potrzeba kontroli nad Adrianną sprawia, że w pętli prześladowania i przemocy psychicznej odrzuca rolę byłego męża, którą powinien zaakceptować. Ból i rozgoryczenie sytuacją, w której się znalazła Adrianna utrudnia jej relację z Maksem, który pojawił, by ją wspierać w walce o jej szczęście i spokój ducha. Szczęście jej i tych, których najbardziej kocha.

Hm…

Zacznę od tego, że historia Ady bardzo mnie urzekła. Książka jest kontynuacją „Lekcji hiszpańskiego”, ale można ją czytać jako oddzielną pozycję. Aleksandra Pakuła wstrząsająco opisała los Ady, który nie jest dla niej łaskawy. Przemocą psychiczną, zakłamaniem, manipulacją w związkach niezwykle się interesuję. Jest to dla mnie zwykle trudny temat. Często zadaję sobie pytanie, jak to się dzieje, że osoba, która powinna być zawsze dla nas wsparciem rani nas, całkowicie zaskarbiając naszą niezależność i poczucie naszej godności. To trudne. Chociaż, jak to mówi moja przyjaciółka, „Zdrowy chorego nie zrozumie i odwrotnie”. Jestem zachwycona, że Autorka pokusiła się o postawienie Ady na nogi. Nie poszła na łatwiznę skupiając się tylko na jej krzywdzie, na zachowaniach jej byłego męża, które przekraczają wszelkie granice. Nie zamknęła Ady w jeszcze większej matni. W pewien sposób ta pozycja zadziałała na mnie terapeutycznie. Uzmysłowiła mi, jak wielką siłę mamy, gdy tylko konsekwentnie staram się dążyć do celu nie przejmując się chwilowymi niepowodzeniami. Cenię sobie książki, które motywują mnie do osobistych refleksji, do myślenia o sobie, o tym, jak powinnam zachowywać się w moim własnym, małym świecie. Taka właśnie jest ta powieść.

Spodobał mi się również obraz relacji Ady z Maksem. Nie jest taki jednoznaczny, nie jest cukierkowy. Chwilami Maks mnie drażnił. Strona po stronie odkrywałam jednak jego bardziej opiekuńczą naturę. Sama relacja ewaluowała, rozwijała się, dojrzewała jak jabłko na jabłoni. Z rozrzewnieniem czytałam o rodzącym się uczuciu pomiędzy nimi, mimo trudnych doświadczeń.

Nie będę dalej snuć własnych opowieści. Podsumowując zacytuję tekst jednej z moich ulubionych piosenek Kayah. Pozwólcie. „Jedyne, co prawdziwe to jest tu i teraz. Jest pięknie nie narzekaj. Po co, po co, po co, po co? Doceniaj to co masz, zapomnij czego nie masz. I nie martw się na zapas…”

Moja ocena: 8/10

Książką obdarowało mnie Wydawnictwo Muza, za co bardzo dziękuję.

„Obca kobieta” Magdalena Majcher

OBCA KOBIETA

  • Autor: MAGDALENA MAJCHER
  • Wydawnictwo: W.A.B.
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery: 15.09.2021r.

Autorkę @magdalenamajcherautorka czytam bez opamiętania. „Obca kobieta” to jedenasta książka, z którą się zapoznałam. Recenzje wszystkich poprzednich dziesięciu znajdziecie na moim blogu. Lubię jej styl pisania, umiejętność konstruowania zawiłych relacji i bohaterów, którzy zwykle nie są czarno – biali. @wydawnictwo.wab  obdarowało mnie kolejnym prezentem z okazji premiery „Obcej kobiety”, za co bardzo dziękuję. Czyż tytuł nie brzmi intrygująco?

Weronika i Hubert do pewnego czasu tworzyli udany związek. Do pewnego czasu wychowując wspólnie córkę Oliwię, której Weronika nie jest biologiczną matką. Zawsze czuła się obco, niewystarczająco swoja i w roli matki, i w roli żony. Hubert wiedziony innym, lepszym życiem nagle ją porzucił. Weronika zaczyna walczyć. Walczyć o życie, które niespodzianie utraciła. Walczyć o swoje macierzyństwo. Walczyć o swoje, nie-swoje dziecko.

Książka zaskoczyła mnie finalnie fabułą, która okazała się inna, niż z początku się spodziewałam. Czasem tak jest, że własną historię układamy w głowie już po przeczytaniu pierwszych pięćdziesięciu stron. Zamysł Autorki był jednak zgoła inny. To zawiłe studium relacji matki z córką. To diagnoza, jak można z totalnie obcej kobiety stać się jedną z najważniejszych osób w życiu innego człowieka. Bardzo podobał mi się ten motyw. Motyw walki Weroniki o szczęście jej dziecka, które z początku nie darzyło jej sympatią. Relacja, która się rozwijała na przestrzeni opisanych dziesięciu lat, dzięki zastosowanej przez Majcher retrospekcji, zademonstrowała mechanizmy z którymi musiała borykać się i Oliwia, i Weronika. Każda na swój sposób się zmagała z własnymi ograniczeniami, własnymi wyobrażeniami o tym, jak powinno wyglądać ich wspólne życie. A Hubert, no cóż. Nie zapałałam do niego sympatią. Nie dziwne. Wszak dziesięć lat to szmat czasu, który nagle Hubert postanowił zmazać jednym ruchem. Zapomniał dość szybko, co ich łączyło. Trochę zabrakło mi wielkiego buuum. Jak obiecywał Wydawca w swoim opisie „Weronika ma pewien mroczny sekret …”. Celowo o nim nie wspominałam w moim wprowadzeniu do fabuły. Mroczny sekret nie okazał się dla mnie spektakularny. Nie okazał się szokujący. Mimo to warto przeczytać tę pozycję. Wszak literatura obyczajowa rządzi się swoimi prawami.

Jest to klasyka gatunku w wykonaniu Magdaleny Majcher. Dużo wzruszeń, trudnych przeżyć i skomplikowanych relacji. Wszystkiego po trochu. Zachęcam do zapoznania się z lekturą.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU WAB.

„Il professore. Włoska miłość” Weronika Tomala

IL PROFESSORE. WŁOSKA MIŁOŚĆ

  • Autorka: WERONIKA TOMALA
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 312
  • Data premiery: 14.09.2021r.

Nie wiem jak to się stało, że opublikowałam już większość recenzji listopadowych premier od Wydawnictwa @Zysk i S-ka, jestem w trakcie czytania kolejnej pozycji z końca listopada br., a tu zalegam z recenzją premiery z września☹. Zaćmienie, całkowite zaćmienie. Notatki z książki już pokrył kurz, a ja tu dopiero je ubieram w opinię godną opublikowania na moim blogu. Ech…

Z Autorką @WeronikaTomalaAutor spotkałam się już trzykrotnie😊. Ostatnio przy okazji książki pt. „Cztery liście koniczyny”, o której w recenzji napisałam między innymi „(…) porusza wiele emocji, jest pełna bólu, ale i miłości do życia i nadziei. Zakończenie spowodowało, że miałam ciarki. Ciekawa koncepcja”. Tym chętniej sięgnęłam po „Il professore. Włoska miłość”, którą przeczytałam jednym tchem. Bo czyż można nie kochać Florencji?

Zakazana włoska miłość po polsku

On – profesor sztuki włoskiej Matteo Bartollini. Ona – Magda studentka piątego roku. On – inteligentny, szanowany, żonaty, przystojny. Ona – lecząca ciągle otwarte rany, szukająca spokoju, odosobnienia. A do tego przepiękna włoska sceneria, artystyczny świat, w którym wszystko jest możliwe, a przyszłość czeka na nas z otwartymi ramionami.

Zaciekawieni? To dobrze. Starałam się jak mogłam, by wstęp zaciekawił Was na tyle, byście od razu pobiegli do księgarń. Mimo, że historia nie jest nowa i nie zbliża się do szekspirowskiego „Romea i Julii” to czyta się o niej bardzo przyjemnie. Zmienne umiejscowienie fabuły w czasie dodaje powieści interesującego polotu. Momentami chwytałam się na tym, że zmieniająca się czasoprzestrzeń zagmatwała mi odbiór, poplątała mi myśli. W tych momentach musiałam się zatrzymywać, co wcale nie czyni książkę trudną w odbiorze. Główne wątki są bardzo rozległe. Z jednej strony trudna miłość, która nie powinna się zdarzyć. Z drugiej błędne wybory, brak szczęścia  w małżeństwie, skutki zdrady. O tych kwestiach czyta mi się trudno. Zdrada nawet jeśli występuje w chwili totalnego, kompletnego zauroczenia, czy wielkiej miłości od pierwszego wejrzenia, jest jednak zdradą. Jest totalnym zaprzeczeniem złożonym obietnic i zamyka pewien rozdział w dotychczasowym życiu małżonków. Tomala odważnie podeszła do tematu. Przedstawiła różną perspektywę. Każdy czytelnik odniesie wydarzenia opisane w książce do siebie w sposób całkowicie unikatowy. Coś co mnie zachwyca, komuś innemu wyda się błahe, infantylne. Coś co mnie zasmuci, dla kogoś innego okaże się tylko kolejną konsekwencją ludzkich losów. Wszystko zależy od tego czego szukamy w literaturze i od tego, jakie są nasze doświadczenia.

Ogromnym plusem tej powieści jest włoski krajobraz. Włochy ukochałam podczas mojego letniego urlopu. Ten włoski temperament, język, specyfika wyzierają praktycznie z każdej strony. Do tego sztuka, która jest wdzięcznym tłem dla przedstawionej historii. Nie będę ukrywać, że druga połowa jest zdecydowanie lepsza od pierwszej. Autorka wprowadzała mnie w historię pełną wewnętrznych przeżyć powoli, sennie. Jakby chciała, bym nasyciła się tym, co oferuje ukochana przeze mnie Florencja. Tą senność zgubiłam jednak szybko, gdy akcja nabrała tempa, a wydarzenia następowały jedno po drugim.

To powieść, która dostarcza wielu emocji. Momentami smutna, chwilami opisująca prawdziwie silną miłość. Finalnie napawająca optymizmem i motywująca do poszukiwania własnego „Ja”.

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Zysk i S-ka.

„Klub pani M.” Maya Frost

KLUB PANI M.

  • Autorka: MAYA FROST
  • Wydawnictwo: LIPSTICK BOOKS
  • Liczba stron: 304
  • Data premiery: 14.10.2021r.

Klub pana G.” pióra @mayafrostautorka  udało mi się zrecenzować przedpremierowo. W przypadku kontynuacji powieści „Klub pani M.” sprawa nie wygląda już tak różowo ☹. Książka trafiła do mnie w październiku, a ja recenzję publikuję dopiero teraz. Jeśli jednak myślicie, że to dlatego, że książka nie jest warta Waszej uwagi to od razu małe sprostowanie z mojej strony. Do książki sięgnęłam bez zbędnej zwłoki. Przeczytałam ją migiem😊, ale… nie oparłam się w pewnym czasie kryzysowi recenzenckiemu😉. A publikacja od @WydawnictwoLipstickBooks naprawdę zaskakująco traktuje o seksualności kobiet. Czyż nie warta jest więc Waszego zainteresowania?

Opis Wydawcy: Milena nie jest już ani znudzoną, ani zahukaną nudną mężatką. Po gorących przygodach w Klubie Nieziemskich Doznań, burzliwym zakończeniu romansu z Gabrielem i rozwodzie z Adamem otrzymuje szaloną propozycję prowadzenia ekskluzywnego klubu. Wspiera ją w tym przyjaciółka. Kobiety będą tam mogły spełniać swoje najdziksze seksualne fantazje. Zapowiada się, że będzie jeszcze bardziej gorąco niż w klubie pana G.

Tak mi się podobał opis Wydawcy, że nie pokusiłam się w tym przypadku o własne wprowadzenie do fabuły. Jeśli książka tego gatunku zaczyna się prezentacją bohaterki, która „(…) nie jest już ani znudzoną, ani zahukaną nudną mężatką…” to sami przyznacie, że rozwinięcie historii z „Klubu pana G.” musi być tylko lepsze. Nie będę ukrywać, że w książce nie ma scen seksu. Są, a jakże. Wszak to taki gatunek. Autorka tym razem nie pokusiła się jednak tylko o kolejny erotyk. Ta książka to swoisty manifest, który mówi odważnie o kobiecej seksualności i poszukiwaniu przez kobietę własnej drogi. Drogi, która łamie stereotypy, która nie jest tylko odpowiedzią na oczekiwania społeczeństwa, rodziny i bliskich wokół. Drogi, w której tylko wiadomo, że nie będzie przepełniona goryczą, samotnością, frustracją, nudą i niespełnionymi pragnieniami, a nie wiadomo, gdzie i jak się skończy.

Książka, podobnie jak poprzednie tej Autorki, napisana jest lekkim, przyjemnym stylem. Czyta się ją szybko i płynnie. Ani razu nie czułam się zniesmaczona, rozgoryczona. Raczej zaciekawiona kartkowałam kolejne strony czekając na to, co zgotowała mi Maya Frost. To książka dla kobiet, bynajmniej nie z powodu scen seksu, lecz z powodu naszej seksualności, o której jest w niej niezwykle wiele. Najwięcej z dotychczas przeczytanych książek tego gatunku. A to jest chyba najlepsza zachęta by sięgnąć po tę pozycję.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU LIPSTICK BOOKS.

„LoveInk you” K.N. Haner

LOVEINK YOU

  • Autorka: K.N. HANER
  • Wydawnictwo: AKURAT
  • Liczba stron: 384
  • Data premiery: 29.09.2021r.

Nie, nie. Niech Was nie myli obco brzmiące nazwisko autorki książki „Lovelnk you”, która premierę miała 29 września br. To nikt inny jak uśmiechnięta (…) przepełniona pozytywną energią, otwarta i rodzinna” (cyt. za lubimyczytac.pl/autor) nasza rodzima @K.N. Haner/Katarzyna Nowakowska – strona autorska. Jej publikacje bombardują w zawrotnym tempie polski rynek czytelniczy, a jej poprzednią książkę „Femme fatale” oceniłam 7/10. Czy „Lovelnk you” wydana nakładem Wydawnictwa Akurat (imprint @wydawnictwo.muza.sa ) również mi się podobała?

„Taka miłość zdarza się tylko raz w życiu” – z opisu Wydawcy.

Nie do końca z tą opinią zgadza się Isaac, typowy bad boy, macho w najgorszym tego słowa znaczeniu, dla którego liczą się tylko kumple. Nie do końca w ten powtarzany slogan wierzy też Nina. Dziewczyna skrywająca tajemnice.  Jednocześnie będąc jak piękny, rzadki okaz, będąc wrażliwą i piękną duszą. Spotkanie tych dwojga nie do końca odbywa się zgodnie ze scenariuszem. Nie ma wielkiego wow, nie ma wielkiego bum. Jest osłupienie, zdziwienie i chęć poznania prawdy o sobie samym, i o sobie nawzajem.

Ciągle zastanawia mnie fenomen tego gatunku. Romansu, erotyku czasem z dozą thrillera. Tym razem Autorka rozbudowała wątek obyczajowy. I zrobiła to z prawdziwym smakiem. Kira, czy Nina? To frapowało mnie najbardziej. Czego tak naprawdę szuka Isaac w swoim życiu i za czym tęskni ? Dodatkowo spodobał mi się wątek wychowanków domów dziecka. To potwierdza, że Autorka, mimo lekkiego gatunku, nie ucieka od trudnych, smutnych tematów. Nie unika problematycznych pytań, na które nie zawsze znajdujemy odpowiedzi. Postaci kobiece są niewątpliwie mocną stroną tej pozycji. Zarówno Kira, jak i Nina mają nam wiele do zaoferowania, mimo dzielących je różnic. Historia i jednej, i drugiej dziewczyny nie należy do najłatwiejszych. Książka wprawiła mnie w osłupienie wyciskając ze mnie morze wzruszeń.

„Lovelnk you” wychodzi poza schemat romansu. I to przekraczanie granicy wyszło na dobre. Pamiętajcie, nie każda miłosna historia musi się dobrze skończyć. Żeby dowiedzieć się, czy jednak jakiś happy end znajdziecie na końcu książki, sięgnijcie po tę publikację. Zabierze Was w inny, możliwe, że bardziej od Waszego, skomplikowany świat. Świat, w którym każdy ma swoją historię.

Moja ocena: 7/10

Dziękuję Wydawnictwu Akurat  za możliwość przeczytania i podzielenia się Wami tą książką.

„W cieniu twierdzy” Kamila Cudnik

W CIENIU TWIERDZY

  • Autorka: KAMILA CUDNIK
  • Wydawnictwo: ZYSK i S-KA
  • Liczba stron: 368
  • Data premiery: 02.11.2021r.

Ale się rozleniwiłam ostatnio😊. Trochę przygotowań do Świąt, kapka zimowej aury i prawie zasnęłam zimowym snem. Na szczęście tylko prawie😉. Czytania nigdy nie za dużo, gorzej z dzieleniem się spostrzeżeniami. Ale po każdej nocy przychodzi dzień i jakoś dzisiaj siły mi wróciły, by przerwać recenzencki stupor. Zacznę od powieści historycznej. Jest to gatunek, który umiłowałam przy okazji czytania innych rodzimych autorów. Nawiązanie do przeszłości w beletrystyce zaczęło mnie żywo interesować. Sami powiedzcie czego można się spodziewać po powieści historycznej? Ja dostrzegam zwykle głębokie przeżycia, polityczne odniesienia, odzwierciedlenie polskiej historii, o której czytam z nostalgią. Czasem zakropiona jest taka powieść romansem, ideami, czy działalnością antyrządową. Bez znaczenia kto wtedy rządzi. Realizm miesza się z fikcją, tak mocno, że chwilami nie wiadomo, co było rzeczywistością, a co jest tylko wytworem fantazji autora.

Jedną z takich powieści jest listopadowa premiera od Wydawnictwa @Zysk i S-ka. To klasyka gatunku pióra @Kamila Cudnik pt. „W cieniu twierdzy” opisująca czasy zaboru pruskiego na dzisiejszych terenach powiatu toruńskiego. Książka obrazuje bardzo wiernie ówczesne czasy. Scala dwa światy. Świat zaborców i świat tych, którzy zamieszkiwali zagrabioną Polskę wcześniej, prawdziwych Polaków. Śledząc losy Waltera von Offenberga, kapitana pruskiej armii oraz Luizy Zagórskiej dziedziczki zubożałych ziemian, których majątek przeszedł w ręce Offenberga, śledzimy losy Polaków pod rządami pruskimi. Polaków, którzy świętując po raz pierwszy od jedenastu lat kupalnockę odkrywają morderstwo kilkunastoletniej wieśniaczki Julii. To, kto odpowiada za śmierć niewinnej dziewczyny, spędza sen z powiek szefowi toruńskich policjantów Grigowi. Wynikami śledztwa zaczyna interesować się coraz więcej ludzi. Sam Walter von Offenberg oraz miejscowy, polski hrabia Edward Jaxa-Garlicki snują rozmaite teorie śledcze, które nie do końca się sprawdzają. A morderca nadal krąży po okolicy. Krąży i krąży….

Kompletnie nie wiem na czym skupić Waszą uwagę dzieląc się moją opinią o „W cieniu twierdzy”. Naprawdę. Bynajmniej nie dlatego, że nie ma o czym pisać. Wręcz przeciwnie. Wielość wątków w powieści jest dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Spodziewałam się kryminału retro osadzonego na ziemiach zaboru pruskiego, a dostałam historię, którą nie jestem w stanie ocenić szablonowo. Każdy rozpisany z niezwykłą skrupulatnością wątek zasługuje na uwagę. Po pierwsze śmierć Julii, miejscowej wieśniaczki. Osadzenie tej tragedii w świetle miejscowych, ówczesnych obrzędów, wierzeń, socjologicznych uwarunkowań zasłużyło na moje uznanie. Społeczność wiejska została przedstawiona jako krąg ludzki rządzący się swoimi zasadami, oddany walce o Polskę oraz zachowujący polskie obyczaje, a także obrzędy. Rozpasanie w trakcie nocy świętojańskiej dodało temu wątkowi pieprzu. Po drugie antyrządowa działalność prowadzona przez Polaków w wielu sferach. Działalność, o której wiedzą zaborcy, a którym nie udaje się jej całkowicie wyplenić. Sam obraz kobiety w czerni ze srebrnym krzyżem na szyi jako symbol żałoby po Polsce chwycił mnie za serce. Z kart książki wyziera patriotyzm i to przez duże „P”. Po trzecie obraz niemieckich zaborców. Walter von Offenberg zdobył moją sympatię okolicznościami zsyłki z Berlina do nadgranicznej Twierdzy Toruń. Nie będę spojlerować o tych okolicznościach. Musicie mi jednak uwierzyć, że są nietypowe. Jak nietypowe jest jego późniejsze zachowanie oraz zachowanie jego ojca. I jeden i drugi nie potrafią zmierzyć się ze skutkami podjętej decyzji, skutkami tragedii, która stała się udziałem Offenberga. Czytając ten wątek czułam niedosyt. Niedosyt nierozwiniętej fabuły, która zapowiadała się naprawdę kwieciście. Ileż można uknuć wątków pobocznych, ile dialogów, ile intryg związanych ze sprawą Waltera, aż się prosiło. Waltera jakby zabrakło w tym całym wirze wydarzeń, a jest on bez wątpienia postacią na tyle skomplikowaną, że mógłby posłużyć jako główny bohater innej książki. Po trzecie polscy ziemianie. Niestety, głównie zubożali. To wspólnota niezwykle hermetyczna, chroniąca swojej tożsamości, mimo braku majątku, mimo braku pieniędzy. Niestety, męscy polscy ziemianie nie wzbudzili mojej sympatii. W wielu miejscach zostali przedstawieni stereotypowo. O dziwo, niemieccy bohaterowie wydali mi się chwilami i bardziej inteligentni, i bardziej przedsiębiorczy, i bardziej sympatyczni. Umiejętność wyjścia poza patriotyczne schematy i wrodzoną polską solidarność, szczególnie w powieściach historycznych to rzadkość wśród rodzimych autorów. Po czwarte kobiety. Kobiety jak Luiza, jak Zoja, jak Klaudia, jak Sabina, czy nawet jak zamordowana Julia i krnąbrna Zuzanna. Te postaci zostały rozpisane w sposób kompletny. Zachowania, wybory, decyzje, ich błędy i sukcesy spinały się w komplementarną całość. Sposób odzwierciedlenia przyczynił się do ich prawdziwości. Nieroztropne, naiwne, zadufane w sobie, zachowujące się w sposób przekraczający kanony dobrego smaku, niezdecydowane, zakochane okazały się w pełni autentyczne. Możliwe, że Autorka pisać o kobietach potrafi wyjątkowo dobrze. Możliwe, że tworzenie tak skomplikowanych bohaterek to chleb dla niej powszedni. Nie wiem, muszę sprawdzić, bo „W cieniu twierdzy” to pierwsza powieść tej Autorki którą przeczytałam.

Książka Kamili Cudnik to naprawdę ciekawa mieszanka gatunkowa. Kryminał, powieść historyczna, romans i książka obyczajowa w jednym. Do tego napisana w bardzo przyjemnym stylu. Czyta się ją błyskawicznie i tylko pozostaje pytanie: Co do diaska stało się z Luizą, no co ?

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Zysk i S-ka.

„Diabeł stróż” Marek Krajewski

DIABEŁ STRÓŻ

  • Autor: MAREK KRAJEWSKI
  • Wydawnictwo:ZNAK
  • Seria: EBERHARD MOCK (tom 11)
  • Liczba stron:440
  • Data premiery: 18.10.2021r.

Autora @krajewskimarek trzeba lubić czytać. Ja przygodę z nim zaczęłam od „Miasta szpiegów”, który mnie zachwycił na tyle, że oceniłam go 9/10😊. Należało się!!! Wolne Miasto Gdańsk opisane w 10 tomie serii o  Edwardzie  „Łyssym” Popielskim to prawdziwe mistrzostwo. Autor ma swój specyficzny styl przenoszący czytelnika w oddalone, zamierzchłe lata. Wszystko się zgadza. Sylwetki bohaterów, język, scenografia, szczegóły ubioru i tajniki ówczesnych metod śledczych. Do tego wspaniały literacki język, jak na filologa klasycznego przystało😉. Tym chętniej sięgnęłam po najnowszy tom serii o Eberhardzie Mocku pt. „Diabeł stróż”, wydany nakładem @wydawnictwoznakpl. Książka trafiła do mnie z lekkim opóźnieniem. I mimo, że premierę miała 18 października br., ja przeczytałam ją dopiero teraz.

Duszny, niemiecki Wrocław. Świat nielegalnych kasyn, prostytutek, morderców i śledczych, którzy stosują niestandardowe metody. Wrocławiem żądzą wszystkie te światy. Do tego magistrat, w którego skład wchodzą ludzie przekupni, trzymający władzę w wielu szeregach. W tej atmosferze lat trzydziestych ubiegłego wieku  radca kryminalny Eberhar Mock próbuje rozwikłać zagadkę śmierci urzędnika pocztowego Seppa Frömela i jego kochanki. Kochanki, którą Mock gościł w prezydium kilka dni wcześniej, a której nieznany sprawca poderżnął gardło w chwili, gdy jej niepełnosprawny syn Rolf uciekał przez okno. Śledztwo prowadzi Mocka w znane mu zaułki, gdzie panuje chaos, chciwość, dążenie do realizacji własnych, często niewybrednych potrzeb. W tym świecie nie każdy czuje się jak u siebie. Nie każdy. Ale Mock każdym nie jest.

Uwielbiam kryminały noir. Ciemne strony miasta zawsze mnie pociągały. Dodatkowo jestem fanką powieści w stylu retro. Mimo, że funkcjonowanie Abwehry, niemieckiego wywiadu dla mnie zawsze było zagadką, Krajewski dzięki stworzonej przez siebie postaci Mocka i wiernemu odwzorowaniu ówczesnego klimatu, przyciąga mnie do tej tematyki. Czytając perypetie Mocka widzę oczami wyobraźni jego rzeczywistość. Podążam wraz z nim ciemnymi zaułkami. Sam bohater trudno się nudzi. Mock jest wyjątkowy. Z jednej strony szarmancki, kulturalny, potrafiący właściwie traktować kobiety, swego czasu wyjątkowo aktywny donżuan. Z drugiej mściciel, stosujący niestandardowe metody śledcze, niepotrafiący się powstrzymać przed karami cielesnymi, czy nawet morderstwem dla słuszności sprawy. Taki bohater i antybohater w jednym. Uwielbiam skomplikowane postaci, gdzie nie wiadomo, czy tkwi w nich dobro, czy zło. Jak sam upominał go jego szef: „I niech się pan uspokoi po tych brawurowych akcjach. Dość huzarskich sztuczek. Ma pan swoje lata, już nie jest pan niesfornym młodzieńcem, któremu wszystko uchodzi na sucho, bo ma dobre wyniki. Szczęście nie będzie panu wiecznie sprzyjać, a w prezydium policji pracują nie tylko pańscy przyjaciele”.

Klimat opisany przez Krajewskiego jest unikatowy. Czytając moja wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach. Wątki poboczne splotły się w intersującą i barwną całość. Kobiety, jak zwykle u Krajewskiego pełne sprzeczności. Mężczyźni brutalni. Bardzo podobał mi się wątek z metodą Rolfa. Fantazja Autora nie zna granic. Nawet postać z pozoru nieciekawa może okazać się znacząca na tyle, by stać się przyczyną wielu zbrodni. Nie tylko zbrodni, również sentymentu Mocka. Aż dziw, że potrafi być sentymentalny. Styl Krajewskiego nie do podrobienia. Bardzo inteligentne fabuły, kwiecisty język, nieoczywiści bohaterowie. To jakby podróż w inny świat, nieznany świat, który odkrywa przed czytelnikiem swoje podwoje. Uwielbiam książki, które smakują jak wytrawny posiłek. Podoba mi się Mock w jego kolejnej odsłonie i czekam na kolejną. Polecam!!!

Moja ocena: 9/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak.

„Żołnierskie serce” Tomasz Betcher

ŻOŁNIERSKIE SERCE

  • Autor: TOMASZ BETCHER
  • Wydawnictwo: W.A.B.
  • Liczba stron: 415
  • Data premiery: 10.11.2021r.

Tomasz Betcher @tomaszbetcherfanpage zapadł mi w pamięć po przeczytaniu „Szeptuna”, którego przeczytałam i zrecenzowałam przedpremierowo😊. I to zapadł na dobre. Gdy usłyszałam o kolejnej premierze z 10 listopada br. od @wydawnictwo.wab, nie wahałam się ani chwili. Od razu wiedziałam, że najnowsza książka tego Autora pt. „Żołnierskie serce” musi znaleźć się  w moich planach czytelniczych. Czytając opis Wydawcy o weteranie misji w Afganistanie, który „(…) W domu po dziadku odkrywa rodzinne tajemnice i sąsiadów…” skojarzyłam całkowicie inną pozycję😉, tj. „Powrót” Nicholasa Sparksa. „Powrót” czytany na początku tego roku bardzo mi się podobał, a przecież skojarzenia wymagają konfrontacji. Tym chętniej sięgnęłam po publikację rodzimego Autora, by sprawdzić, jaka była jego perspektywa. Generalnie czytanie o tym, co znamy, sprawdza się wyśmienicie. Liczyłam więc, że polski punkt widzenia od razu skradnie moje serce.

(…) Nawyki były jak blizny – mogły stać się mniej widoczne, ale miało się je do końca życia.” – „Żołnierskie serce” Tomasz Betcher

Opis Wydawcy.

Kiedy Piotr Walczak powraca ranny z misji w Afganistanie, cierpi nie tylko jego ciało, ale także dusza. Borykając się z zespołem stresu pourazowego, oskarżeniem o spowodowanie śmierci kolegów i zainteresowaniem mediów, ucieka na prowincję. W domu po dziadku odkrywa rodzinne tajemnice i sąsiadów, których kłopoty kochają tak samo jak Piotra. Czy senne miasteczko i jego mieszkańcy potrafią uleczyć żołnierskie serce i sprawić, by znów zaczęło kochać? Czy Emilia, Natalia i Janek będą w stanie żyć z wybuchowym i nieobliczalnym człowiekiem za ścianą?”.

Cóż będę parafrazować we wprowadzeniu do fabuły opis Wydawcy, który jest tak celny, że nic go nie upiększy. W paru zdaniach Wydawca wprowadza czytelnika w główny bieg historii opisanej na kartach tej powieści. Ten kto czytał wspomnianego we wstępie recenzji Sparksa, pewnie sam wyłapie podobieństwa. Nie jest to jednak wada tej książki, bynajmniej. Wszak przeżycia wojenne, bez względu kiedy nabyte i w jakiej wojnie, to temat – jak Wisła – długi i szeroki. Tej głębi przeżyć nie sposób zawrzeć w jednej prozie. Nieskończenie wiele wątków pobocznych pojawiających się wokół podobnych do siebie, ale tylko z pozoru, historii, pozwala tworzyć całkiem nową powieść, nawet jeśli wiodący temat jest porównywalny.

Zaletą książki jest silny rys psychologiczny Walczaka. Ten aspekt mocno uwypuklony został w jej pierwszej części. Nie znam żadnego weterana misji w Iraku, czy w Afganistanie. Z faktami, wydarzeniami i skutkami pewnych zdarzeń stykam się z tylko czytając relacje z „drugiej ręki”. Czuję wtedy zwykle smutek, niezgodę. Zagłębiając się w losy Walczaka starałam się być maksymalnie uważna, by nie uronić żadnego słowa z jego charakterystyki. Nie pominąć żadnego aspektu tego, z czym taki człowiek się zmaga. Bardzo dobrze odzwierciedlony został mechanizm, gdy Walczak „(…) Chcąc nie chcąc, stał się narodowym antybohaterem, co w czasach, w których opluwano nawet bohaterów, oznaczało przekleństwo gorsze niż śmierć.” To taka Polska rzeczywistość. Może dlatego fabuła opisana w tej pozycji jest mi się bliższa od tej opisanej w „Powrocie” Sparksa. Czuję jednak lekki zawód. Walczaka jako bohatera powieści, weterana, kalekę chciałabym widzieć na każdej stronie. Chłonąć go na nowo z każdym słowem. Autor rozwinął historię w trochę innym kierunku. Ułagodził ją, rozwinął wątki poboczne, które zdominowały drugą część książki. Ma więc ona bardzo pozytywne przeslanie i to mimo trudnych tematów (niepełnosprawność fizyczna i intelektualna, lęk adaptacyjny, przemoc szkolna, patologia), z którymi i Autor, a dzięki temu i Czytelnik musi się zmierzyć. Wyjątkowo spodobała mi się postać proboszcza Zaręby. Mała miejscowość, hermetyczna społeczność, a tu taki ksiądz nie ksiądz, niezwykle ludzki, bardzo postępowy. W czasie tak ogromnej niechęci do kleru okazał się dla mnie niezłym odkryciem i postacią całkowicie pozytywną.

Powieść dająca nadzieję, tak określiłabym w paru słowach „Żołnierskie serce” Tomasza Betchera. Książka balansująca między dobrem a złem, między tym co ważne, a co nieistotne, pomiędzy demonami przeszłości a iskierkami nadziei z przyszłości. To idealna pozycja na jesienną chandrę.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU WAB.

„Cuda codzienności” Maria Paszyńska

CUDA CODZIENNOŚCI

  • Autorka: MARIA PASZYŃSKA
  • Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
  • Liczba stron: 335
  • Data premiery: 27.10.2021r.

Autorkę @Maria Paszyńska niezwykle cenię za cykl „Wiatr ze wschodu”. Recenzję pierwszego tomu przypominam pod tym linkiem, a ostatniego znajdziecie tutaj. W szkole historia była jednym z moich ulubionych przedmiotów. Cóż, nie każdy ma ścisły umysł😉. Tym chętniej sięgnęłam do premiery z 27 października br. od Wydawnictwa @Książnica pt. „Cuda codzienności”. Już sama okładka mnie zachwyciła. Ta zimowo – granatowa sceneria i opis Wydawcy zapewniający, że jest to „Poruszająca opowieść o miłości, nadziei, walce o marzenia, a nade wszystko o sile rodziny.”. Uwzględniając, że fabuła osadzona została w drugiej połowie XIX wieku, książka nie mogła zapowiadać się lepiej😊.

Grudzień. Magiczny miesiąc w roku. Zwykle śnieg, zimno, okres przygotowania i wreszcie wypełniona tradycjami wigilijna noc. W jedną z takich nocy w 1863 roku, w lubelskiej wsi rodzi się chłopiec w rodzinie Ciszaków. Chłopiec wyjątkowy. Posiadający niesamowicie niebieskie oczy. Wraz z nowym życiem, odchodzi jego Matka, Bogna, a ojca Władysława porywa powstańcza zawierucha. Tych wigilijnych nocy w życiu Macieja będzie sporo, aż do 1918 roku, gdy po raz pierwszy na mapie pojawi się Rzeczpospolita.  Wtedy Maciej będzie już w innym miejscu, w innym życiu. A jego wyjątkowo niebieskie oczy będą obserwować odmienny świat.

Nie wiem od czego zacząć, tak bardzo podobała mi się ta książka. Maria Paszyńska ma niezwykły dar obrazowania codzienności w perspektywy zawirowań historycznych. Urzekły mnie opisy wiejskich tradycji. Czas adwentu, przygotowania do Świąt, obrzędy wigilijne. Z uśmiechem czytałam o wiejskich zabobonach związanych z okresem ciąży, połogu, niemożliwych zachowań po śmierci, czy zwykłej codzienności. Mimo, że akcja toczy się w czasie zimy, Autorka sprytnie we wspomnieniach bohaterów przenosiła mnie w inne czasy, czasy przygotowań do tej pory roku, czasy żniw, sianokosów. Nostalgicznie czytam o dawnej, polskiej wsi i dawnych polskich domach pańskich.

Sama fabuła skoncentrowana jest wokół niebieskookiego Macieja, który przeniósł się do upragnionej Warszawy i tak zbudował swój nowy świat. Świat ciężkiej pracy, szacunku do małżonki, umiłowania rodziny i dzieci. Świat skupiony na dziękczynieniu za to, co ma, co udało mu się osiągnąć, a nie świat tęsknoty za tym co dalekie i tego, czego nie ma. W dzisiejszym konsumenckim świecie taki bohater podziałał na mnie inspirująco. Siła rodziny i przyjaciół jest wielka. A tak często o niej w naszej codzienności zapominamy. Książka podobała mi się bardziej, niż cykl „Wiatr ze wschodu”, a myślałam, że to nie możliwe. Tym bardziej zachęcam do jej przeczytania i przeniesienia się w magiczną przeszłość, w której obyczaje, obrzędy i dobro mają szczególne znaczenie.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Książnica.

„Szelest” Małgorzata Oliwia Sobczak

SZELEST

  • Autorka: MAŁGORZATA OLIWIA SOBCZAK
  • Wydawnictwo: W.A.B.
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery: 10.11.2021r.

@Małgorzata Oliwia Sobczak – autorka bardzo cenię za cykl „Kolory zła”. Do tej pory pamiętam jak „Kolory zła. Czerwień” czytałam wylegując się na leżaku przy basenie w trakcie letniego urlopu, co chwilę dzieląc się spostrzeżeniami z leżącą obok mnie przyjaciółką. Basen, słońce, przyjaciółka obok i bardzo dobra książka. Nie dziw, że do Autorki mam więc wielki sentyment. Jeśli nie czytaliście żadnej książki z serii, o której wspominam, zapraszam do przeczytania recenzji na blogu („Kolory zła. Czerwień”, „Czerń”, „Biel”). Od razu jednak zastrzegam, nawet najbardziej skrupulatnie i z oddaniem napisana recenzja, nie oddaje nawet w połowie przyjemności i satysfakcji z czytania😉.  A wiecie co to znaczy? Tak, tak. Po prostu, nie warto pominąć serii „Kolory zła” w swoich planach czytelniczych.

Wracając do premiery z 10 listopada br. od @wydawnictwo.wab  pt.  Szelest” przyznaję, że od razu zaciekawił mnie opis. Zaciekawił już w pierwszym zdaniu😊. Zobaczcie sami jak brzmi: „Podejrzana aplikacja mobilna, wciągające śledztwo i tajemnicza namiętność”. Ha!!! Same znaki zapytania. Same niejasności. Sama niewiadoma. A to tylko pobudza moją ciekawość i wzmacnia motywację do sięgnięcia po książkę. Tak więc udało wreszcie mi się spotkać z Małgorzatą Oliwią Sobczak w nowej literackiej odsłonie. Odsłonie listopadowej premiery.

Dziwne, jak działa pamięć. Widzimy tylko jakieś drobne szczegóły, które przysłaniają nam całość, albo całość obrazu, który zaciera szczegóły.” – „Szelest” Małgorzata Oliwia Sobczak.

Była dziennikarka śledcza Alicja Grabska aktualnie pisze nic nie znaczące artykuły w „Dzienniku Trójmiejskim”. W trakcie kolejnego zlecenia zaczyna poznawać aplikację mobilną Place to Rest, która zabiera ją w inspirujące miejsca. W trakcie jednej z takich wycieczek odkrywa zwłoki kilkunastoletniej dziewczyny z poderżniętym gardłem. Modus operandi jest analogiczny jak w przypadku innej ofiary, którą zajmuje się komisarz śledczy Oskar Korde. Tym samym Grabska zostaje wciągnięta w niebezpieczną grę, w której – jak jej podpowiada intuicja – odgrywa kluczową rolę. Zaczyna się pościg z czasem, w którym każda minuta ma znaczenie, by złapać mordercę niewinnych kobiet.

Tak, z krótkiego opisu fabuły nic nie wyczytacie. To dobrze. Dobry kryminał tym się wyróżnia, by czytelnik przed jego czytaniem wiedział jak najmniej. Wystarczy tylko, by wiedział, że warto go przeczytać. Tak jest w przypadku najnowszej książki Sobczak, która wyrobiła już sobie markę na rodzinnym rynku kryminałów. Książkę czyta się ekspresowo. Uwielbiam ten styl Autorki. Dużo dialogów, wartka akcja przybliża do ostatecznego rozstrzygnięcia, które – jak to zwykle u Sobczak bywa – nie jest oczywiste. Muszę jednak głęboko się ukłonić Pisarce, że dała mi możliwość zlepiania z pozoru nieistotnych wydarzeń komplementarną całość, która w zakończeniu ułożyła się jak idealnie dobre puzzle. I to jest prawdziwa sztuka w pisaniu kryminałów!

Bardzo podobały mi się retrospekcje. W oznaczanych latami rozdziałach Autorka przenosiła mnie w rok 1999 i w rok 2018. I w jednym, i w drugim roku wiele się działo. Małolaty rozrabiały, „pały” się sypały w licealnych dziennikach, a na imprezach alkohol lał się strumieniami. W tych wszystkich niuansach śledztwa musiał połapać się komisarz Korde, by odnaleźć sprawcę przestępstwa. Jest to mój ulubiony bohater tej pozycji. Co innego Tajfun, wiecznie na „wkurwie”, czy sama Grabska, która odsuwa od siebie demony przeszłości, z którymi nie stara się zmierzyć. Unikanie i dystans nie jest nigdy dobrą formą radzenia sobie z własnymi emocjami. Z jednej strony doświadczona, z drugiej jakby niedojrzała emocjonalnie. Muszę przyznać, że jednak bardzo wyrazista. Ma w sobie to coś. I nie ukrywam chętnie przeczytałabym jeszcze w jakim kierunku jej życie, jej decyzje podążą w przyszłości. Czy ułoży sobie przyszłość, w której zdoła odkryć szczęście? Nie takie chwilowe pojawiające się w sytuacji przypadkowego spełnienia własnych żądz i pragnień, ale takie stałe, na dłużej, na przyszłość.

Jest to kryminał warty przeczytania!!! Nic w nim nie jest przypadkowe, każda postać ma do odegrania swoją rolę, każdy szczegół w śledztwie ma znaczenie. Duet damsko – męski w rozwiązywaniu zagadek kryminalnych często się sprawdza. Grabska z Korde sprawdzili się znakomicie!!!

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU WAB.