„DOMEK NA KOŃCU ŚWIATA” DANUTA NOSZCZYŃSKA

DOMEK NA KOŃCU ŚWIATA

  • Autor:DANUTA NOSZCZYŃSKA
  • Wydawnictwo:PRÓSZYŃSKI I S-KA
  • Liczba stron:336
  • Data premiery:22.04.2021r.

Okładka „Domku na końcu świata” jest sielska, nawiązująca do natury o spokoju. Patrząc na nią spodziewałam się standardowej opowieści o zaczynaniu życia od nowa na tytułowym końcu świata. Tymczasem otrzymałam jednak coś zgoła innego. Czy jestem zadowolona z lektury? Przeczytajcie sami.

Danuta Noszczyńska to , jak możemy przeczytać na portalu lubimyczytac.pl „jedna z najbardziej lubianych pisarek literatury kobiecej. Autorka jedenastu powieści. Trzykrotna laureatka Festiwalu Literatury Kobiet „Pióro i Pazur” w Siedlcach.” Nie miałam okazji czytać jeszcze żadnej książki autorki, dlatego dla mnie była taką trochę nieodkrytą przestrzenią i nie wiedziałam czego się spodziewać. Czy po tej lekturze sięgnę jeszcze po inne książki autorki?

Historia inna, niż mogłoby się wydawać

Iga jest trzydziestoletnią prawniczką, dziewczyną z dobrego domu, ojciec prokurator, matka prezes sądu. Żyje wychowana w przekonaniu, że należy do elity, jest lepsza od innych i wiele może osiągnąć. Prowadzi swoją kancelarię, a prestiż i tradycja to najważniejsze wartości w jej życiu, które przejęła od rodziców. Podąża ścieżką, która oni dla niej wytyczyli, nawet nie zastanawiając się czy jest to droga, którą chce iść. Do czasu… Pewna sprawa, którą prowadzi jako obrońca z urzędu jest początkiem zmian, prowokuje ją do rozważań na temat tego jak na wyglądać jej życie i z jakimi wartościami chce się utożsamiać. Miłosz to tylko trochę starszy od niej mężczyzna, który pochodzi z patologicznej rodziny, od kiedy pamięta musi radzić sobie sam, kombinuje więc jak potrafi, jedno z takich działań powoduje, że trafia do aresztu. Tam zaczyna zastanawiać się nad swoim życiem, nad tym w którym kierunku ono podąża i czy może to jeszcze zmienić. Piękna prawniczka, która zostaje jego obrońcą powoli staje się jednym z motorów do zmian…. Czy znajomość osób pochodzących z dwóch tak różnych światów może przynieść ze sobą coś dobrego, czy to w ogóle ma przyszłość?

To co lubię

„Domek na końcu świata” to nie tylko lekka, obyczajowa, optymistyczna opowieść, to książka, która składnia do refleksji, a więc to co lubię najbardziej. Czytając po raz kolejny zastanawiałam się nad kwestią, która nurtuje mnie już od dłuższego czasu, a mianowicie jak bardzo miejsce urodzenia, rodzina, w której przychodzimy na świat determinuje nasze życie. Jest to powieść o poszukiwaniu swojego miejsca w życiu, swoich wartości, swojej własnej drogi, nawet jeśli prowadzi ona zupełnie gdzie indziej niż ścieżka, którą nam już od dawna wytyczono….

Iga mimo że ma 30 lat żyje jak grzeczna córeczka swoich rodziców, w ich domu, zgodnie z ich zasadami i według ich rad. Jednak zaskakująco, chyba przede wszystkim dla samej siebie, powoli odkrywa, że nie do końca jest to zgodne z tym, jaka jest naprawdę, w co wierzy. Pytanie tylko czy znajdzie w sobie siłę by się uniezależnić, by podjąć swoje decyzje, nawet jeżeli on bardzo nie spodobają się jej rodzicom.

Przystępująca do lektury wiedziałam, że jest to książka o niełatwej miłości, prawniczki, do poznanego w areszcie klienta. Jednak muszę powiedzieć sposób w jaki poprowadzona została ta historia dość mocno mnie zaskoczyła, ale też koniec końców wzbudził mój zachwyt. Daleko tu bowiem do bardzo popularnego we współczesnej literaturze tradycyjnej opowieści o romansie i miłości. Tutaj miłość nie wybucha nagle, po tygodniu znajomości Iga i Miłosz nie wiedzą czy będą ze sobą i jak ta znajomość się potoczy. Ona rozwija się powoli. Z jednej strony nie jest bezpośrednią przyczyną zmian, które zachodzą w Idze, z drugiej wyraźnie je prowokuje, Iga bowiem wręcz próbuje się odżegnać od tej znajomości i uczuć, które powoli się w niej rodzą.

Akcja w książce rozwija się nieśpiesznie, wydaje się być , że jest pewnego rodzaju pretekstem do wielu rozważań, natomiast czyta się ją bardzo przyjemnie i lekko. Jest to jedna z tych książek, która pozostaje z nimi na dłużej i pozostawia w nas coś więcej niż tylko opowiedzianą historię. Odpowiadając więc na zadane na początku pytanie na pewno sięgnę po inne książki autorki, a Wam gorąco polecam „Domek na końcu świata”.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu PRÓSZYŃSKI I S-KA.

PREMIERA – „UPADEK LEGENDY” MEGAN MARCH

UPADEK LEGENDY

  • Autor:MEGAN MARCH
  • Seria: GABRIEL LEGEND. TOM 1
  • Wydawnictwo:EDITIO RED
  • Liczba stron:320
  • Data premiery:22.04.2021r.

Chciałam Wam przedstawić dzisiejszą premierę. To najnowsza pozycja Meghan March „Upadek legendy”.  Pierwszy tom nowego cyklu. Nie czytałam żadnej z książek poprzedniej serii „Forge”. Opinie są dość pozytywne. Możliwe, że będę musiała uzupełnić moją biblioteczkę.

Legenda o imieniu Gabriel

Tytuł książki jest bardzo dobrą grą słów. Nic odkrywczego, wszak wynika to z opisu wydawcy. Bez dwóch zdań jest to jednak świetny zabieg autorki. Gabriel Legend to pięściarz, który uczestniczył w nielegalnych walkach. Aktualnie prowadzi własny klub. Wydaje mu się, że przeszłość już za nim, że się ustatkował. Nic bardziej mylnego. W dniu w którym ktoś ostrzelał mu klub, stanął na skraju bankructwa. Misternie utkana rzeczywistość ze zlepek umiejętności i oszczędności nagle runęła. Runęła i zostawiła same zgliszcza. Gabriel postanowił się jednak nie poddawać. Poprosił o pomoc Scarlett Priest, która ma doświadczenie w stawianiu biznesów na nogi. Można powiedzieć, wpływowa influencerka, która dzięki swojej renomie oraz zasięgowi jest w stanie oddziaływać na innych i jak Król Midas wszystko czego dotknie, zamieniać w złoto. Nie do końca jednak z tą pomocą wyszło. Przyjaciel Gabriela, Bump porywa Scar myląc prośbę o pomoc z prośbą o okup. No tak, nie tylko Gabriel ma takich przyjaciół koło siebie. Nadgorliwych, nieokiełznanych, nierozumiejących czasem sensu prostych słów. Jak to mówią, miłe złego początki. Z tej niespodziewanej formy rozpoczęcia współpracy zrodziła się silna relacja. Relacja nasączona chemią i nieziemskim przyciąganiem. Gabriel stara się trzymać z daleka. Scarlett to dla niego „za wysokie progi”. Dodatkowo musi poradzić sobie ze swoją przeszłością, w której życie Scar może być zagrożone. Czy uda się reaktywować klub? Czy Scarlett nie doprowadzi do upadku Legendy? Dowiedzcie się sami.

Krótko i na temat

Książkę pochłonęłam w błyskawicznym tempie. Wszak to tylko 320 stron. Sama fabuła dość nierealna, momentami wręcz niedorzeczna. Kompletnie jednak nie przeszkadzała mi w odbiorze książki. Nawet o absurdalnych zdarzeniach czyta się dobrze, o ile dialogi są skonstruowane inteligentnie a postaci nieszablonowe. Tak jest w tym przypadku. Kreacja bohaterów jest rewelacyjna. Mocne charaktery, ciekawe zdarzenia z przeszłości. Chwilami przeszłość pełna bólu, cierpienia. Teraźniejszość zaś obfituje w wyrzuty sumienia, które determinują podejmowane decyzje. Ona i on tak różni, a jednak spotkali się w połowie drogi. Drogi, którą dopiero rozpoczynają iść.  

Reasumując „Upadek legendy” to zalążek nowej fenomenalnej serii. Serii, którą niestety będę musiała śledzić i na które książki będę musiała czekać. Pociesza mnie tylko fakt, że kolejna część już w czerwcu.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Editio Red.

Premiera – „To, czego pragniesz” Katherine Center

TO, CZEGO PRAGNIESZ

  • Autor:KATHERINE CENTER
  • Wydawnictwo:MUZA
  • Liczba stron:414
  • Data premiery:21.04.2021r.

Bardzo lubię książki Katherine Center. Na moim blogu znajdziecie dwie recenzje poprzednich książek: To co bliskie sercu oraz Milion nowych chwil). Obie oceniłam wysoko. Przed rozpoczęciem lektury już wiedziałam czego się spodziewać. Czy i tym razem premiera z dzisiaj od Wydawnictwa MUZA stanie na wysokości zadania i zachwyci mnie swoją fabułą oraz stylem.

Kto mógłby pokochać kogoś takiego jak ja?” – Katherine Center „To, czego pragniesz”

Fabuła wydaje się typowa. Szkolna bibliotekarka Samantha Casey wiedzie samotne życie. Mieszka nad garażem u Kempnerów, którzy założyli i kierują lokalną szkołą podstawową na malowniczej wyspie Galveston. Odczuwa ciągłą niechęć ze strony Tiny, córki Kempnerów. Przez co czuje się jeszcze gorzej. To i tak niesatysfakcjonujące życie gmatwa się jeszcze bardziej. Umiera Max Kempner a nowym dyrektorem szkoły zostaje Duncan Carpenter. Znajomy z przeszłości. Znajomy, przed którym Sam kiedyś uciekła.

Błyskotliwy styl i ciekawa fabuła

Jest to jedna z tych książek, gdzie u jej kresu żałuję, że się skończyła. Fabuła z pozoru oklepana. Tak naprawdę stanowi bardzo ciepłą, inspirującą treść. Treść z ciekawym przesłaniem. Autorka potrafi  tknąć optymizmem, radością, pozytywnym nastawieniem. Potrafi przekuć pozorne niepowodzenia w sukcesy. W sukcesy, które zmieniają wszystko. To motyw do którego chętnie sięgam. Motyw, który pozwala mi oderwać się od codzienności i zapomnieć o bolączkach dnia codziennego.

Postaci są naprawdę ciekawe. Ciekawa jest Sam. Kiedyś szara myszka, uciekająca przed wszystkim i wszystkimi. Bojąca się własnego cienia. Aktualnie kolorowy ptak, atrakcyjna kobieta, która tylko zawód ma nieciekawy. Ciekawy jest Duncan, tylko trochę z innego powodu niż Sam. Duncan z atrakcyjnego, pewnego siebie młodzieńca zmienił się w mężczyznę po przejściach. To już nie bawidamek, nie zdobywca dziewczęcych serc. To ktoś, kto wydaje się być ubrany w zbroję ze stali, pod którą już prawie nie bije serce. Wydaje się…

Radość jest ulotna. Nic nie trwa wiecznie. Nawet jak na coś zapracujesz, prędzej czy później to tracisz. Nie mogłam marnować więcej czasu.”

Katherine Center „To, czego pragniesz”

Dzięki tej dewizie książkę czytało się bardzo dobrze. W tych słowach autorka zawarła przesłanie, za którym powinniśmy podążać. Przesłanie, by cieszyć się z każdego dnia i walczyć o to, co wydaje się dla nas ważne. Przesłanie, by nie ustawać w boju i nie poddawać się bez powodu. Przesłanie, by wziąć nasze życie w swoje ręce. Przesłanie, by tak jak Sam stać się kimś innym i kogoś innego mieć koło swego boku. Tego na kogo tak naprawdę zasługujemy, a nie tego, kto los postawił na naszej drodze.

Mam nadzieję, że ta książka podniesie Was na duchu, tak samo jak mnie.

Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem MUZA.

„Dziewczyna z fotografii” Anna Olszewska

DZIEWCZYNA Z FOTOGRAFII

  • Autor:ANNA OLSZEWSKA
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron:376
  • Data premiery: 13.04.2021r.

Wydawnictwo Zysk i Spółka również zasypało nas kwietniowymi premierami.  Ja właśnie skończyłam czytać trzecią z nich. Tym razem to „Dziewczyna z fotografii” od @Anna Olszewska – strona autorska. Przyznaję nie czytałam jej pierwszej powieści „Moja irlandzka piosenka”. Ktoś czytał? Podobała się?

W białych baletkach wychylona W powietrzu uniesiona nóżka” – „Laleczka z saskiej porcelany” Magdalena Fronczewska

Okładka książki od razu skojarzyła mi się z tym tekstem. Postać wydaje się taka krucha, nieprawdziwa i delikatna. Jak ta baletnica z saskiej porcelany. Nataszę Bernadotte poznajemy w trakcie lotu z Warszawy do Paryża. Do miasta jej ojca, do miasta jej babki. Wraca z bliznami. Wieloma bliznami. Jako baletnica Teatru Wielkiego uległa wypadkowi. Wypadkowi, który nie pozwala jej już tańczyć. W trakcie podróży poznaje Lukę Stoiana. Lukę, którego zaintrygowała.

Dziewczyna z samolotu. Zdystansowana, zawsze na odległość. Skrzywdzona przez los, ciągle przeżywająca stratę przedwczesną rodziców. Dla której taniec się skończył i to nie tylko ten na scenie.

Natasza w Paryżu zamierza uporządkować mieszkanie po rodzicach, by je sprzedać. Dziwnym trafem odnajduje w nim urodzinową zagadkę. Zagadkę w jaką bawiła się ze swoimi rodzicami. Musi dowiedzieć się, co ją czeka na końcu zabawy, jaki „złoty Graal”. Kluczy, rozwiązując łamigłówki w zakątkach Paryża. Kolejny krok prowadzi ją do ulubionej restauracji jej ojca. Ponownie spotyka Lukę, dla którego staje się dziewczyną z fotografii. Dziewczyną, której Luka robi zdjęcia w najbardziej intymnych momentach. Nie tylko Luca potrafi uchwycić jej piękno. Prezentem urodzinowym okazuje jest sesja zdjęciowa u Philippe Sorel, sławnego paryskiego fotografa. Dla Philippe Natasza staje się dziewczyną z fotografii. Dziewczyną, która ma zapewnić mu zwycięstwo w konkursie fotograficznym.

Dziewczyna z fotografii. Prowadzona ręką artysty fotografa. Raz naturalna, raz sztuczna. Raz zwyciężczyni, raz przegrana. Raz porywająca tłum na ulicach Paryża, raz wzbudzająca litość. Raz modelka  Philippe, raz Luki.

Czy Natasza jest dziewczyną z samolotu czy dziewczyną z fotografii? Niby to ta sama osoba, a jednak całkowicie różna.

I śniła że dla niego tańczy A on ukradkiem bije brawo” – „Laleczka z saskiej porcelany”

Magdalena Fronczewska

Motyw baletnicy tańczącej dla ukochanego pojawił się również w tej powieści. Słusznie więc patrząc na okładkę powieści od razu pomyślałam o tej piosence. Autorka bardzo dobrze odzwierciedliła skomplikowane relacje, które wiążą Philippe i Lukę, Philippe i Marie, Philippe i Nataszę, a także Lukę i Marie oraz Lukę i Nataszę. Relacje między modelkami, a ich fotografami, między kobietami a mężczyznami. Relacje, które krzywdzą i które niosą szczęście. Relacje, które ciągną w dół oraz te, które pozwalają wzrastać i się nadal rozwijać.

Ta książka to studium utraconego sensu życia. Sensu, które wydaje się nie do odzyskania. Nigdy! Postać Luki mnie zachwyciła. Dojrzały, borykający się z własnymi problemami i stratami współczesny mężczyzna. Z jednej strony nieidealny, z drugiej jak najbardziej odpowiedni. Fabułę wzbogacił motyw siostry Luki i jej rodziny, szczególnie siostrzenicy Jasminy, z którą Luka jest wyjątkowo związany. Jasminy, której osoba okaże się kluczowa.

A to wszystko z Paryżem w tle. Nie mogło być lepiej!

Książkę mimo ważnych i głębokich treści czyta się bardzo lekko. Skonstruowana jest z rozdziałów zatytułowanych imionami głównych bohaterów; Nataszy i Luki. Oczywiście jest też prolog, który wprowadza nas w opowiadaną historię oraz epilog. Uwielbiam takie zaglądanie zza firanki, co się zadziało potem i co było wcześniej.

Nie potrafiłam przyzwyczaić się do zdrobnienia imienia Natasza i to jedyny minus tej powieści. Autorka użyła Szasza. Ja Nataszę kojarzę z takimi zdrobnieniami jak: Nataszka, Natka, Natusia, Natunia, Nata, Nati. Szasza kojarzyła mi się nieodmiennie z inną literacką postacią Saszą Załuską z serii Cztery żywioły Katarzyny Bondy. Momentami kompletnie nie wiedziałam o kim mowa.

Bardzo dobry styl z nietypową fabułą oraz inteligentnymi i skomplikowanymi postaciami. To recepta na świetną książkę. Polecam!

Moja ocena: 9/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

„Trogirskie wakacje” Hanna Dikta

TROGIRSKIE WAKACJE

  • Autor:HANNA DIKTA
  • Wydawnictwo:ZYSK I S-KA
  • Liczba stron:296
  • Data premiery:13.04.2021r.

@Hanna Dikta – strona autorska to śląska pisarka z Piekar Śląskich, mego rodzinnego miasta. Tym bardziej nie mogłam się doczekać, aż zapoznam się z jej najnowszą powieścią od Wydawnictwa Zysk i S-ka, która premierę miała 13 kwietnia. Autorka dobrze przyjętych „We troje” (2016), „To nie może być prawda” (2018) oraz „Dwie kobiety” (2019). Czy podzielę zachwyt innych czytelników?

Trogir – Mała Wenecja

Olga wraca do Trogiru. Do chorwackiego miasteczka gdzie spędziła ubiegłoroczne wakacje ze swoją jedyną córką, Natalią.

Białe elewacje, maleńkie okna z okiennicami i gęste, soczyście fioletowe i purpurowe bugenwille zdobiące budynki…”.

To nie są typowe wakacje. Sama Olga „Inaczej wyobrażała sobie tę ostatnią noc. Przecież nazajutrz zamierzała się zabić”. Jej plan spalił na panewce, gdy Olga poznaje Stanisława. Nie byle jakiego Stanisława, Stanisława Wokulskiego. Sześćdziesięcioletniego mężczyznę również pooranego przez życie. Rozwodnika, który jakiś czas temu przeżył śmierć swego dziecka. Budującą się relację wzbogaca śledztwo, które Olga postanawia rozpocząć po spotkaniu Martina, młodego Chorwata, z którym Natalia spędziła kilka ostatnich wieczorów. To rozmowa z nim rzuca nowe światło na wydarzenia, po których Olga do chwili obecnej nosi żałobę.  

Same dobre opinie

Okazuje się, że pisarka z mego rodzinnego miasta jest bardzo utalentowana. Same dobre opinie! Moja też jest taka. Książka bardzo dobrze napisana. Obserwujemy Olgę, matkę w żałobie. Matka „Z jednej strony dorosła, można nawet powiedzieć dojrzała kobieta, a z drugiej młoda dziewczyna. Taka mieszanka, egzotyczna. Intrygująca. Zagadkowa”. Matka, która chce przypominać własną straconą córkę. Przez wiele lat rozdarta między córką opuszczoną przez ojca w dzieciństwie, która doznała krzywdy porzucenia a partnerem, o wiele młodszym Igorem, który „(…) zawsze był na drugim miejscu”. Śledzimy rodzący się związek między Wokulskim a Izabelą….eee przepraszam, a Olgą. Tak mnie zmylił ten zabieg literacki autorki. Oboje po przejściach, oboje dojrzali, oboje potrafią odnaleźć u siebie nawzajem to coś, za czym tęsknią. Tylko czy to będzie trwać wiecznie, czy ten czas pozostanie na zawsze?

Obserwujemy również córkę. Patrzymy na nią oczami jej matki, Olgi. Widzimy Natalię jako małą dziewczynkę, buntującą się nastolatkę i dorosłą kobietę. Kobietę, która po ostatnich wspólnych wakacjach z matką znika. Zniknięcie poprzedzają chwile ciszy, samotnych chwil w jej własnym pokoju, oglądane na laptopie filmy lub słuchana muzyka w łóżku. Czy Olga mogła przewidzieć co się stanie? Czy mogła temu zapobiec? W jaki sposób ma teraz odpokutować zaniechanie, brak reakcji, tą przestrzeń której nie wypełniła w życiu córki swoją upierdliwą obecnością? Obecnością, która może zatrzymałaby Natalię. Zatrzymałaby na zawsze.

Z wszystkich bohaterów najmniej polubiłam jednak Natalię. Z jednej strony inteligentna kobieta, wydaje się silna, zdolna i zdecydowana. Mająca wspaniałą relację z własną matką. Chodząca z nią do kina, nawet tańcząca na dyskotece. Z drugiej strony, w sytuacji napięcia, trudnych przeżyć odrzucająca jedyną osobę, która kochała ją ponad życie, która oddała jej wszystko. Nie walcząca, poddająca się jak tchórz. Taka dychotomia. Taki dualizm postaci. Nie potrafię się do niej ustosunkować pozytywnie. To samo z osobą Martina. Młodego chłopaka, który spędzał z Natalią czas. Tchórzliwy, lękliwy, niemęski, nieodpowiedzialny. Dlaczego nie zareagował wcześniej, od razu?

Jest to książka o rozpaczy, o tęsknocie. Jest to książka o wspomnieniach, o rozliczeniu własnego życia, rozliczeniu tego czego się nie zrobiło, czego się nie wykonało, co się odpuściło. Jest to książka o życiu. Życiu z samym sobą. Życiu, które w jednym momencie może stać się całkowicie inne. To od nas tylko zależy.

Polecam Wam tę książkę.

cdn…..

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zrecenzowania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk i Spółka. 

„POZWÓL, ŻE CI OPOWIEM… BAJKI, KTÓRE NAUCZYŁY MNIE JAK ŻYĆ” JORGE BUCAY

POZWÓL, ŻE CI OPOWIEM…

BAJKI, KTÓRE NAUCZYŁY MNIE JAK ŻYĆ

  • Autor:JORGE BUCAY
  • Wydawnictwo:ZYSK I S-KA
  • Liczba stron:327
  • Data premiery:07.04.2021r.

Wszyscy przypominamy trochę słonia z cyrku – idziemy przywiązani do setki kołków, które odbierają nam wolność. Żyjemy w przekonaniu, że „nie możemy” wykonać wielu rzeczy, jedynie dlatego, że pewnego razu, dawno temu, gdy byliśmy mali, podjęliśmy próbę, która zakończyła się niepowodzeniem”.

„Pozwól, że ci opowiem… bajki, które nauczyły mnie, jak żyć”  Jorge Bucay

Jorge Bucay to argentyński pisarz, z wykształcenia lekarz psychiatra (źródło: Jorge Bucay). Na swoim koncie ma już kilka publikacji. Członek Amerykańskiego Stowarzyszenia Terapii Gestaltycznej, koordynator grup terapeutycznych i naukowych w Hiszpanii oraz Meksyku. Czytając notkę biograficzną od razu pomyślałam, że to właściwy człowiek od terapeutycznych bajek.

Dzięki wznowieniu  Wydawnictwa Zysk i Spółka miałam przyjemność zanurzyć się w opowieści, które autor wykorzystuje w swoich terapiach. Jak czytamy we wstępie, każde opowiadanie zostało wzbogacone o informacje, w jaki sposób autor korzysta z nich w swoich gabinecie i dlaczego zastosował taką czy inną opowieść. Bajki czytamy z perspektywy Demiána, fikcyjnego pacjenta, który – jak pisze autor ze swadą – musi znosić swego terapeutę niezwykle podobnego do Jorga Buca. Narracja jest pierwszoosobowa. To Demián relacjonuje spotkania ze swoim terapeutą, jego uwagi, spostrzeżenia. Wprowadza nas również w swój nastrój. Czasem Demián jest zdenerwowany, czasem smutny. Nierzadko nie wie co ma zrobić ze swoim życiem, czuje się zawiedziony. W takim nastroju rozpoczynają się spotkania pomiędzy pacjentem a terapeutą. Spotkania, które przenoszą i Demiána, i nas w całkowicie inne miejsce.  

Czy lubię czytać bajki?

Tak! W takim wydaniu jak najbardziej. Oprócz opowiadań książka jest pełna anegdot, metafor, przypowieści. Czytamy o słoniu w cyrku zaczepionym o słaby kołek, słoniu który nie próbuje się uwolnić. Urzekła mnie historia o żabach pływających w śmietanie. Jedna poddała się od razu, druga postanowiła tak długo pływać aż zabraknie jej sił. Jak myślicie która się uratowała? Niezwykle ważna dla mnie była opowieść o człowieku, który świadomie kupował buty o dwa rozmiary za małe tylko po to, by przy ich ściąganiu czuć chwilową ulgę. Takich opowieści z morałem w książce jest pod dostatkiem. Sama nie wiem, dlaczego niektóre z nich tak zapadły mi w pamięć.

Opowiadania możecie czytać wszystkie naraz. Ja jednak zachęcam do sięgania po książkę z przerwami, by traktować każdą przypowieść, bajkę odrębnie. To pozwala zastanowić się nad przeczytaną treścią. Odkryć, co tak naprawdę było najważniejsze, jakie przesłanie chciał nam przekazać autor. To książka dla każdego z nas, również, dla młodzieży. Uniwersalne treści sprawdzają się przecież u czytelników w każdym wieku.

Bajki są krótkie, bez ozdobników, bez zbędnych słów. Sama istotna treść. Momentami przedstawione są bardzo obrazowo. Autor wprowadza nas w nastrój, przedstawia nam bajkową rzeczywistość, by treść właściwa jeszcze bardziej do nas dotarła, byśmy wczuli się w klimat. Czasem to są po prostu tylko „złote myśli” – krótkie, zwięzłe, a co ważniejsze ważne.

Bez względu na formę, treści w książce łączy jedno. To mądrość, która umożliwia czytelnikowi zrozumieć swoje lęki, żądze, właściwie zinterpretować otaczający go świat, a co najważniejsze uwierzyć w siebie. I dlatego warto sięgnąć po tę pozycję.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zrecenzowania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk i Spółka. 

„Zawalcz o mnie” Corinne Michaels

ZAWALCZ O MNIE

  • Autor:CORINNE MICHAELS
  • Seria: ARROWOOD BROTHERS. TOM 2
  • Wydawnictwo:MUZA
  • Liczba stron:351
  • Data premiery:07.04.2021r.
  • Moja ocena: 7/10

Serię „Arrowood Brothers” pokochałam od pierwszego tomu. Po lekturze „Wróć do mnie” z niecierpliwością wyczekiwałam opowieści o losach kolejnych braci. Czy „Zawalcz o mnie: było takie jak się spodziewałam, czy może mnie rozczarowało?

Tym razem poznajemy historię Declana Arrowooda, najstarszego z braci, biznesmena odnoszącego sukcesy w Nowym Jorku. Po śmierci znienawidzonego ojca mężczyzna, mimo że razem z braćmi obiecywał sobie, że już nigdy nie wróci do rodzinnego domu, zgodnie z zapisem w testamencie jest zobowiązany spędzić tam pół roku. Wraca w rodzinne strony z ogromną niechęcią, tym bardziej, że jest tam Sydney, kobieta, którą porzucił dziesięć lat temu. Declan i Sydney to była prawdziwa młodzieńcza miłość, wzajemnie stanowili najważniejsze części swojego życia, snuli plany na przyszłość. Niespodziewanie najstarszy z braci zrywa ten związek i wyjeżdża z miasteczka. Sydney po ukończeniu prawa zatrudnia się w miejscowej kancelarii, gdy dowiaduje się, że jej pierwsza miłość wraca jest przerażona? Czyt dwoje tak bardzo kochających się kiedyś ludzi będzie potrafiło trzymać się od siebie z daleka, czy po tylu latach nadal coś ich łączy? Czy Sydney będzie chciała i mogła znowu komuś kto tak bardzo ją zranił?

Dużym atutem tej książki, podobnie jak pierwszego tomu, jest lekki, swobodny styl, humorystyczne i błyskotliwe dialogi, świetni bohaterowie i ciekawa romantyczna historia. Mimo, że przedstawiona tu opowieść nie jest jakaś zaskakująca ani oryginalna, książkę czyta się bardzo przyjemnie i czas spędzony na lekturze, na pewno nie była dla mnie czasem straconym, wręcz przeciwnie pomógł mi się zrelaksować i nastawić optymistycznie do życia. Przedstawiona historia porusza niełatwe zagadnienia, trudne dzieciństwo, kwestię przebaczenia sobie i innym, a także poczucie odpowiedzialności najstarszego brata za całą rodzinę nawet kosztem siebie. Declan powiem to postać bardzo ciekawa. Z jednej strony twardo stąpający po ziemi biznesmen, z drugiej ciągle pozostaje w nim coś ze zranionego chłopca, który który nie uporał się z trudnym dzieciństwem. Mimo, że bardzo zależy mu na Sidney i trudno mu trzymać się od niej z daleko, czuje, że może sobie pozwolić na szczęście i założenie rodziny. Kobieta nie chce ponownie cierpieć, jest miła, empatyczna i otwarta na ludzi, jednak nikt nie zranił jej tak jak Declan. Czy mimo to zdecyduje się dać mu kolejną szansę? Ich relacja jest skomplikowana, dużo ich łączy, ale też już sporo dzieli, Ciekawie ukazane są również ich relacje z innymi osobami, żartobliwe przepychanki Declana z braćmi bardzo mnie rozśmieszały. Występują tu bohaterowie znani nam już pierwszego tomu. I chociaż oczywiście da się czytać ten tom bez znajomości poprzedniego, ja zdecydowanie polecam Wam czytanie tej serii od początku, na pewno wtedy wrażenia z lektury są pełniejsze i bardziej rozumiemy różne zaległości., tym bardziej, że zakończenie wprowadza nas już w historię kolejnego z braci Arrowood, Seana. Cóż mogę powiedzieć… Nie umie się już doczekać:)

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU MUZA.

„Gambit zabójcy” Tony Kent

GAMBIT ZABÓJCY

  • Autor:TONY KENT
  • Seria: GAMBIT ZABÓJCY. TOM 1
  • Wydawnictwo:ALBATROS
  • Liczba stron: 512
  • Data premiery: 14.04.2021r.

Niewielu, naprawdę niewielu z Was pewnie pomyślało, że dam radę. Pracownica na pełnym etacie, matka dwójki dzieci, fanatyczka książek. A jednak udało się! Zrealizowałam swój własny challenge: Cztery premiery od wydawnictwa Albatros z 14 kwietnia w cztery dni. Aż cztery książki miały premierę w tym dniu. Przypominam, kolejność nieprzypadkowa Terapeutka – recenzja 2021-04-14, Strażnik– recenzja 2021-04-15,  Niewinny– recenzja 2021-04-16 oraz prezentowana poniżej „Gambit zabójcy”. Nie było łatwo, ale grunt do dobra motywacja i dobre książki. Wiecie jak to jest, przy dobrych książkach czas szybko płynie i jakoś spać się nie chce.

Kim jest autor?

Przyznaję nie miałam w ogóle pojęcia. Z wszystkich czterech premier od Albatrosa z 14 kwietnia, które objęłam wyzwaniem, tylko tego autora nie znam. Musiałam zerknąć na jego stronę oficjalną  www.tonykent.net i dowiedzieć się, że jest to irlandzki pisarz, który spędził swoje dzieciństwo w Londynie. Jakby tego było mało studiował prawo w Szkocji i wielokrotnie występował w procesach karnych o terroryzm, korupcję, zabójstwa, czy oszustwa i porwania. Sprawy najcięższego kalibru. „Gambit zabójcy” to pierwsza powieść serii. Kent napisał i wydał kolejne dwie. Mam nadzieję, że polski wydawca również niedługo je wyda. Co ciekawe „Miłość Tony’ego do thrillerów kryminalnych została zainspirowana przez takich pisarzy jak Lee Child, Robert Ludlum, John Grisham, David Baldacci i Frederick Forsyth”. Zobaczymy czy styl, pomysły autora przypadły mi do gustu. Sprawa wydaje się z góry wygrana, wszak Kent wielokrotnie sam uczestniczył w procesach, o których pisze. Czy doświadczenie prawnicze w fabule literackiej może zaszkodzić? Nie sądzę.

Osiemdziesiąt pięć rozdziałów

W tak kolejno ponumerowanych rozdziałach autor rozpisał rozgrywkę gambitową pomiędzy zabójcą a raczej jego zleceniodawcą i agentem służb specjalnych. Czy cokolwiek musiał poświęcić tytułowy zabójca, by uzyskać przewagę na początku gry?

Pamiętacie cytat z rewelacyjnego „Schroniska”? Idealnie tu pasuje.

W szachach, podobnie jak w życiu, gambit oznacza poświecenie czegoś o mniejszej wartości, żeby uzyskać przewagę”.

„Schronisko” Sam Lloyd

Książka jest dla fanów teorii spiskowych z thrillerem prawniczo-politycznym w tle. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie. Historia toczy się wokół czterech postaci, przynajmniej na początku. Jest tu Joshua płatny zabójca, który uczestniczy jako jeden z ochroniarzy w uroczystości na londyńskim Trafalgar Square. Snajper, którego pewne cechy psychopatyczne uczyniły prawie zabójcą doskonałym. Jak czytamy w opisie wydawcy, cechuje go sprawność fizyczną, zimna obsesja, profesjonalne wyszkolenie i absolutny brak wyrzutów sumienia. Uroczystości na placu obserwowane są z perspektywy majora Joe Dempseya. Człowieka, który „połowę życia zajmował  się identyfikacją i neutralizowaniem zagrożeń. Jego praca polegała na przewidywaniu tego, co niespodziewane. Na wyobrażaniu sobie tego, co niewyobrażalne”. Niebezpieczeństwu ze strony Joshui, Dempsey jednak nie przewidział, nie wyobraził go sobie. Świadkiem bezpośrednim morderstwa na sir Neilu Matthewsonie oraz postrzelenia byłego amerykańskiego prezydenta Howarda Thompsona była Sara Truman. To reporterka, która jest trzecią postacią w fabule. Do grupy osób wokół których toczy się akcja, dołącza adwokat Daniel Lawrence, syn doradcy królowej Elżbiety oraz chrześniak ministra. To Daniel został wybrany by bronić Eamona McGale’a. Napastnika  z Trafalgar Square. Ale nie ten prawnik finalnie okazał się kluczowy dla sprawy. McGale wykonał zadanie; Matthewson nie przeżył, Thomson został ranny. Joshua niekoniecznie. Zadanie polegające na dopilnowaniu, by McGale dotarł do sceny i wystrzelał magazynek zostało zrealizowane w stu procentach. Drugiego zadania jednak nie wykonał. Jego zleceniodawca nie jest z tego powodu zadowolony. Zaczyna się próba sił. Kto szybszy, kto sprytniejszy, kto inteligentniejszy. Czy zwycięży zło, czy dobro?

Czas, miejsce, bohater i akcja

Wszystko zostało dogłębnie przemyślane przez autora. Nie ma tu przypadku.

Czas – teraźniejszość na którą ogromne znaczenie ma to co zadziało się w przeszłości. To Anglia ciągle spowita mgłą przeszłych wydarzeń i konfliktu z UVA2, Wierną Irą czy innymi paramilitarnymi irlandzkimi organizacjami. Z pozoru wszystkie rozwiązania teorii spiskowych prowadzą w tym kierunku.

Miejsce – bardzo dobrze się czyta o Anglii, Irlandii w wydaniu Tony’ego Kenta. Podobały mi się opisy nawet sądu, obyczajów, tradycji w trakcie rozpraw sądowych. Widać tu wpływ praktyki prawniczej autora. Rzeczywistość jest iście angielska. Charakterystyka poszczególnych scen ma wiele uroku. Autor starał się bardzo dokładnie odwzorować swoje wyobrażenia.

Bohater – Joe Dempsey da się lubić. „Potężnie zbudowany. Elegancko ubrany. Ścięte po wojskowemu włosy”. Człowiek który od razu zorientował się, że zabójstwa mają ukryte dna. To nie tylko akt bestialskiej, niekontrolowanej przemocy fanatyka politycznego, któremu nie w smak były uroczystości na Trafalgar Square. Dempsey wiedział, że ten kto trzymał za rękojeść pistoletu jest tylko marionetką w tej bardzo wymagającej grze, a pionkami na planszy szachowej gambit rozstawia ktoś inny, ktoś kto podaje się za Stantona. Uroku całemu śledztwu dodaje obecność Sary, dziennikarki śledczej, która staje na wyżyny swoich możliwości by niezależnie od majora Dempseya odkryć co się kryje za morderstwami. Uchylę rąbka tajemnicy, również za kolejnymi morderstwami.

Akcja – książka łącząca gatunki literackie. Jest tu wątek prawniczy, wierne odwzorowanie rzeczywistości londyńskiej palestry. Mamy tu thriller polityczny; wpływy, naciski, walkę o władzę i o ostateczne słowo. Typowo sensacyjne wątki. Śledztwo prowadzone przez agentów specjalnych obdarzonych szóstym zmysłem i niezwykłą sprawnością fizyczną. Obyczaj w pełnym tego słowa znaczeniu. Relacje między poszczególnymi postaciami, nawet drugoplanowymi, niezawinione śmierci i dogłębną analizę postaci. Postaci takich jak profesor nauk politycznych na Queen’s University, który staje się zabójcą. Zabójcą przekonanym o swojej racji.

Zaciekawiłam Was? I o to chodzi.

Czas, miejsce, bohater i akcja to elementy dania głównego podanego na pięknym porcelanowym talerzu.  Tym talerzem jest oczywiście ta książka. Nie smakowałoby mi to danie, gdyby zabrakło w nim któregoś z detali. Wszystkie są bowiem ważne, wszystkie istotne i zobrazowane (czy może raczej powinnam napisać ugotowane) przez autora w wyczerpujący sposób. Styl nie jest męczący, jest wartki. Postaci barwne. Zastanawiałam się, czy nie lepsza byłaby krótsza wersja książki z taką bardziej ściągniętą akcją. Z jednej strony pewnie tak. Z drugiej natomiast, jak krócej i zwięźlej opisać to na czym autorowi najbardziej zależało: ośmiornicę zła z mackami sięgającymi naprawdę daleko? Chyba nikt nie dałby rady. 

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU ALBATROS.

 

.

„Niewinny” Harlan Coben

NIEWINNY

  • Autor:HARLAN COBEN
  • Wydawnictwo:ALBATROS
  • Liczba stron:416
  • Data premiery: 14.04.2021r.
  • Data pierwszego polskiego wydania: 01.01.2006.

Pamiętacie o moim wyzwaniu? Cztery premiery od wydawnictwa Albatros z 14 kwietnia w cztery dni. Dwie premiery już za mną (Terapeutka oraz Strażnik). Teraz kolej na trzecią i to w trzecim dniu. Jest nieźle. Mam szansę. Przed Wami recenzja wznowionego „Niewinnego” od Wydawnictwa Albatros. Książka doczekała się wznowienia z powodu platformy Netflix. Ach ten Netflix. Zwykle jak pojawia się nowy serial na podstawie książki, wydawca przypomina czytelnikom pierwowzór. Serial będzie dostępny od 30 kwietnia. Staram się postępować zgodnie z zasadą: najpierw książka a potem film. Tak będzie i tym razem. Książka przeczytana, teraz spokojnie mogę czekać na premierę serialu, który powstał na jej podstawie. 

Harlana Coben nikomu nie trzeba przedstawiać. Mam nadzieję, że wznowień jego książek będzie więcej. Z notki biograficznej dowiedziałam się, że w 2018 roku Coben podpisał z Netflixem umowę, „(…) dzięki której w ciągu kilku najbliższych lat powstanie aż 14 ekranizacji jego powieści!”. Wszystko przede mną. Coben to autor wielu świetnych książek. Dwie z nich zostały już przeze mnie zrecenzowane: Chłopiec z lasu czy Już mnie nie oszukasz. Czy i ta wznowiona książka sprosta moim oczekiwaniom? Zaraz się dowiecie.

Jeden mały błąd może zmienić wszystko” – z opisu Wydawcy.

Wie o tym bardzo dobrze Matt Hunter, który dziesięć lat wcześniej w trakcie pijackiej bójki zabił Stephena McGratha. Aktualnie wiedzie szczęśliwe życie u boku kobiety, którą kocha – Olivii. Pracuje w kancelarii prawnej jako człowiek od wszystkiego, ma u boku cudowną bratową Marshę oraz kochających go bratanków. Na domiar wszystkiego dowiaduje się, że jego żona niedługo urodzi ich wspólne dziecko. Bańka mydlana pryska, gdy poprzez wideotelefon otrzymuje filmik swej żony w platynowej peruce w pokoju hotelowym z ciemnowłosym mężczyzną. Mężczyzną, który sam wysyła mu swoje zdjęcia uśmiechając się triumfalnie. Czego chce od Matta? Co robi jego żona w podrzędnych motelach i dlaczego trzyma to w tajemnicy? Do tego wszystkiego zostaje zamordowana zakonnica ze szkoły katolickiej – siostra Mary Rose, która dzwoniła do jego bratowej. Czy jej śmierć jest związana z rodziną Matta? Tego wszystkiego musi się dowiedzieć Matt, jak pisze wydawca: „Przeciętny człowiek wplątany w śmiertelnie niebezpieczną intrygę, której nie rozumie”.

Mistrzowski miszmasz

Wytrwałam do końca. Uff. Cały czas zastanawiałam się po co tyle wątków. Mamy i striptizerki, zwykle dziewczyny uciekające z domów zastępczych do Las Vegas, i skorumpowanych policjantów, czy agentów FBI z mocnymi możliwymi zarzutami. Oprócz tego jeden z wątków dotyka rozgrywek mafijnych i dużych pieniędzy z żerowania na nieszczęściu innych osób. Fabuła jest tak momentami zagmatwana, że faktycznie wszyscy wydają się źli, podejrzani.  Dużo morderstw, dużo tajemnic, dużo sekretów. Najbardziej spodobał mi się wątek samego Matta. Jego postać przewija się od początku do końca powieści. Pojawia się w wielu jej momentach mimo, że nie okazał się on jedynym głównym bohaterem. Clue jego postaci okazała się skomplikowana relacja z Sonyą, matką zabitego przez niego w bójce chłopaka. Młodego studenta, którego wspomnienie towarzyszy mu przez ostatnie dziesięć lat. Ciche spotkania, zawsze w tym samym miejscu. W trakcie których nigdy nie pada słowo „przepraszam” i słowo „wybaczam”. Tak jakby i Matt, i Sonya chcieli dotknąć Stephena, chcieli z nim poobcować. Czasem tak jest, że w relacjach z żyjącymi szukamy kontaktu z tymi, którzy już odeszli. Chyba o tym chciał przypomnieć czytelnikom autor.

Początek powieści jest bardzo dobry. Od razu skłania czytelnika do zadania sobie pytania, co się zadzieje z Mattem? Jaki będzie jego koniec? Czy znowu będzie musiał trafić do więzienia? W pewnym momencie nie wiadomo jednak, kto prowadzi śledztwo i dlaczego. Matt korzysta z pomocy prywatnej detektyw, policja zaczyna współpracować na niejasnych zasadach z FBI. Dwa kolejne morderstwa nie przybliżają do rozwikłania zagadki. W pewnym momencie wielowątkowość zaczęła mnie męczyć. Nigdy nie lubiłam za bardzo rozbudowanej fabuły. Urywki zdarzeń wydawały mi się momentami jakby dopisane, tylko by zmylić czytelnika i jeszcze bardziej skomplikować historię. Polubiona przeze mnie postać Matta przestała mieć znaczenie a to nie spodobało mi się wcale☹.

Dla mnie to najsłabsza do tej pory przeczytana książka tego autora. To wcale jednak nie oznacza, by nie sięgnąć po następne. Coben posiada takie umiejętności literackie, że na pewno nie raz mnie jeszcze zachwyci.

Moja ocena: 6/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Albatros.

Recenzja premierowa – „Terapeutka” B.A. Paris

TERAPEUTKA

  • Autor: B.A. PARIS
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron:384
  • Data premiery:14.04.2021r.

Przy okazji recenzji „Dylematu” (klik: Dylemat) napisałam: „Książki B.A. Paris to gwarancja dobrego thrillera”. Ja już jestem po lekturze najnowszej premiery z dziś, 14 kwietnia.  Nie dotarł do mnie nawet egzemplarz recenzencki, ale to nie przeszkodziło mi zapoznać się z lekturą. Nie wiem, czy dobrze. Podobno „nadgorliwość gorsza od faszyzmu”. Czy ta nadgorliwość się opłaciła? Przeczytajcie sami.

 Tajemnice zamkniętego osiedla

Alice i Leo wprowadzają się do wymarzonego wspólnego domu na zamkniętym osiedlu Circle. Osiedle składa się z dwunastu białych domów. Dom Alice i Leo jest wyjątkowy. Nie tylko z powodu tego, że znajduje się w samym środku półkręgu (na dwanaście domów ma numer sześć), ale przede wszystkim dlatego, że zadziała się w nim tragiczna zbrodnia. Zamordowano jego poprzednią właścicielkę Ninę Maxwell. O zbrodnię oskarżono jej męża Olivera, który popełnił samobójstwo. Leo o zbrodni w chwili kupowania domu wiedział. Alice dowiedziała się później. Przypadek? Nie sądzę. Kolejne sekrety wychodzą na jaw. Leo nie jest tym za kogo się podaje, a sąsiedzi ukrywają niejeden sekret. Ile tych sekretów da radę znieść Alice? Ile odpowiedzi uzyskać na zadawane przez siebie pytania? Tego musicie dowiedzieć się sami.

Ciekawe wątki

W książce jest wiele ciekawych wątków. Sam tytuł jest intrygujący. Na terapię patrzymy z perspektywy relacji w rozdziałach zatytułowanych „Przeszłość”. Losy mieszkańców Circle śledzimy w teraźniejszości w kolejno ponumerowanych rozdziałach. A wszystko to w narracji pierwszoosobowej. Bardzo podobał mi się motyw niespodziewanego nieznajomego na parapetówce Alice. Przyszedł, został wpuszczony. Alice myślała, że to jeden z sąsiadów – Tim. Nikt go nie widział, nikt z obecnych z nim nie rozmawiał. Ostatecznie okazał się kimś innym, kimś kogo interesuje zbrodnia, która zdarzyła się w domu Alice. Wyobrażacie sobie mieć na własnej imprezie obcego? Który przyszedł, został przez Was przywitany i ugoszczony jak oczekiwany sąsiad, którym w efekcie nim nie był…brrrr. Bardzo dobrze czytało się o wspólnym wątku Alice i Niny. I jedna i druga budziły się w nocy z uczuciem, że ktoś jest w sypialni. I jedna i druga miały długie blond włosy.

Nie do końca kupiłam jednak całą historię. Postaci wydają mi się płaskie, bez polotu, bez charakteru. Sama Alice niemrawa. Kocha nie kocha, ufa nie ufa, cierpi nie cierpi. Pojawia się w książce motyw hermetycznego środowiska i niechęci jednej z sąsiadek. W mojej ocenie wątek ten jednak został opisany pobieżnie, niewystarczająco.

To typowa kolejna powieść B.A. Paris. Jej styl, historie, bohaterowie, nastroje, paranoje i tajemnice. Fabuła zagmatwana, z wieloma wątkami. Autorka rzuca czytelnikowi ochłapy zdarzeń, by w naszych głowach pojawił się inny scenariusz. Scenariusz nieprawdziwy. Udaje się jej to. Dlatego zakończenie nie jest takie oczywiste. Końcówka jest bardzo emocjonująca. I to jest największa zaleta tej książki.

Moja ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU ALBATROS.