„Czy już zasnęłaś” Kathleen Barber

CZY JUŻ ZASNĘŁAŚ

  • Autorka: KATHLEEN BARBER
  • Wydawnictwo: ZNAK LITERANOVA
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery: 05.06.2019r.

Odpowiadając na Wasze pytania, które pewnie zadajecie sobie w głowie; nie, nie pomyliłam się wskazując datę premiery „Czy już zasnęłaś” debiutu @Kathleen Barber,Author nakładem @Znak Literanova. Prawa telewizyjne do książki, która miała światową premierę w 2017 roku, zostały sprzedane, a serial „Truth Be Told” oparty na niej miał premierę w grudniu 2019 roku. Ktoś oglądał? Ktoś czytał?  Pozwólcie, choć kilka słów o autorce. Kathleen Barber to amerykańska pisarka i niepraktykująca prawniczka. O rzesz, co za niespodzianka, kolejny prawnik w panteonie literackich gwiazd😊. Autorka na swoim oficjalnym profilu zapowiada kolejną powieść, thriller „Follow me”. Ja przed sięgnięciem do jej kolejnej książki, à propos ciekawi mnie, które wydawnictwo ją wyda, musiałam nadrobić zaległość. Jednego możecie być jednak pewni, cokolwiek by się nie działo do zaległości zawsze wracam. Czasem wcześniej, czasem później😉.

Początek historii sięga śmierci sprzed dziesięciu lat Charles’a „Chucka” Buhrmana, szanowanego wykładowcy uniwersyteckiego, który zginął według prawomocnego wyroku z ręki syna swojej sąsiadki -kochanki Warrena Cavie. Z tą traumą borykają się w dorosłym życiu dwie jego córki bliźniaczki, Josie i Lanie. Z traumą śmierci ojca i traumą porzucenia przez matkę, która ukryła się przed światem w sekcie. Tajemnica powraca ze zdwojoną siłą po samobójczej śmierci matki oraz działaniom reporterki Poppy Parnell, która publikuje internetowy podcast w sprawie morderstwa sprzed lat kwestionując ówczesne ustalenia i wysunięte wnioski. Pozorne, szczęśliwe życie Josie i Lanie zaczyna się sypać jak domek z kart. Dawno zadane pytania zaczynają wybrzmiewać na nowo, a odpowiedzi nie zawsze są takie, jakie siostry chciałyby usłyszeć. Czy da się odciąć od przeszłości i udawać, że zamknięto skutecznie już pewne rozdziały życia? Niekoniecznie, niekoniecznie…

Wracać do książek czekających na półce i cieszyć się z tego, to wielka radość. W takich momentach cieszę się, że nie odpuściłam. Cieszę się, że książkę miałam w rezerwie i cały czas planowałam do niej powrócić. Nadszedł ten czas i mile jestem zaskoczona. Debiut debiutem, nie zawsze jest udany. Tym razem oceniam, że książka jest całkiem dobra. Podoba mi się narracja, która jest pierwszoosobowa z perspektywy Josie, która najbardziej chciała odciąć się od przeszłości, która rozpoczęła życie daleko od rodzinnego miasta, daleko od miejsca, w którym historia się zaczęła. Nie zaznała jednak spokoju. Podczas czytania ciągle borykałam się z poczuciem, że historia nie ma końca, a przeszłość wraca jak koszmar w trakcie snu. Podoba mi się odniesienie losów, historii Josie w relacji z jej ciotką, która ją wychowywała po porzuceniu przez matkę, w relacji z jej kuzynką Ellen, w relacji z jej partnerem Calebem, czy byłym chłopakiem Adamem i wreszcie w relacji z jej siostrą bliźniaczką – Lanie, z którą łączą ją najbardziej złożone relacje. Z postacią reporterki Poppy Parnell, jak się pewnie domyślacie, najmniej sympatyzowałam. Przecież nie można lubić hieny dziennikarskiej!!! Autorka konsekwentnie obrazowała Poppy stereotypowo. Poppy przekonanej o wykonywanej pracy w słusznej sprawie jednocześnie niszczącej życie wszystkich wokół. Poppy dążącej do tego, by prawda wreszcie mogła się wyzwolić, mogła ujrzeć światło dzienne.

To taka historia o grzebaniu w przeszłości i poszukiwaniu ponownie nowych rozwiązań. Bardzo dobrze w książce sprawdziły się wstawki z relacji z podcastów, wywiadów, wpisów z Twittera czy wycinków z gazet. Ten zabieg urozmaica narrację i ubogaca czytanie. Książka wciągnęła mnie od samego początku, mimo, że do połowy toczyła się „jak żółw ociężale”, powoli rozkręcając akcję. Wszystko praktycznie zdarzyło się w drugiej połowie. Wszystkie właściwe pytania zostały zadane po 150 stronie i wszystkie właściwe odpowiedzi zostały udzielone właśnie wtedy. Nie jest to jednak nieścisłość, nieprzygotowanie, czy błąd autorki. Według mnie to celowy zabieg i plan na książkę, która ma dozować napięcie poprzez kolejno odkrywane fakty. Największą słabą stroną książki jest jej zakończenie, które według mnie było zbyt oczywiste i nie stanowiło dla mnie zaskoczenia. Nie przekonała mnie również postać Josie, głównej bohaterki i narratorki. Wydawała mi się niekonsekwentna, niespójna. Raz była wycofana, odseparowana, skrzywdzona. Raz aktywna, działająca, szukająca odpowiedzi. Jakby motała się w sieci wydarzeń, o których nie potrafi zapomnieć i które nie potrafiła przepracować w przeszłości. Niemniej jednak książkę czytało się bardzo przyjemnie. Podobał mi się styl, treść i forma. Mimo, że moje napięcie nie osiągnęło zenitu historia mnie wciągnęła.

To książka, która zabrała mnie w interesujący świat tajemnic, kłamstw, zdrad, kłopotów, nocnych i nie tylko koszmarów. To książka o losach jednej rodziny i jej wyjątkowych członkach. To bardzo dobra książka, której poświęcony czas nie jest stracony. Udanej lektury!

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

Recenzja przedpremierowa: „Niewinny” Graham Moore

NIEWINNY

Autor: GRAHAM MOORE
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 432
Data premiery : 1.09.2021r.
Data premiery światowej: 18.02.2020r.

Za dwa tygodnie dzieci idą do szkoły, a @wydawnictwo.wab razem z nami świętować będzie premierę „Niewinnego” Grahama Moore’a – laureata Oscara za scenariusz do filmu „Gra tajemnic”. Ja z twórczością tego pisarza i scenarzysty nie miałam do tej pory do czynienia. Tym chętniej zanurzyłam się w świat zagadek i prawniczych zawoalowanych tajemnic, o których liczyłam przeczytać w jego książce. Mimo, że od premiery światowej minęło półtora roku dla polskiego czytelnika jest to premiera z 1 września. Czy udana?

(…) lepiej puścić wolno dziesięciu winnych niż niesłusznie skazać niewinnego” – „Niewinny” Graham Moore.

Z takim przekonaniem ławniczka Maya Seale w 2010 roku zaczęła batalię o uniewinnienie Bobby’ego Nocka, czarnoskórego, młodego nauczyciela języka angielskiego oskarżonego o uwiedzenie i zamordowanie swojej piętnastoletniej uczennicy, Jessiki Silver, której ciała nigdy nie odnaleziono. Za jej głosem podążali kolejno, z różnych pobudek pozostali z ławy przysięgłych, Cal, Carolina, Trisha, Lila, Wayne, Peter, Jae, Fran, Kathy, Yasmine, i Rick. Dziesięć lat później Maya, aktualnie adwokatka w sprawach karnych, sama potrzebuje pomocy wymiaru sprawiedliwości. W jej pokoju hotelowym odnalezione zostaje ciało jednego z członków ławy przysięgłych, najbardziej gorliwego orędownika winy uniewinnionego Bobby’ego, Ricka Leonarda.  Zaczyna się pościg nie tylko w poszukiwaniu prawdy i winnego śmierci Ricka, lecz także po raz kolejny prawdy o tym, czy faktycznie Bobby Nock jest winny śmierci Jessiki. Losy przysięgłych zostają ze sobą splecione po raz drugi, tylko, że w tym przypadku orzekać będą całkowicie w sprawie kogoś innego.

Thriller prawniczy w najlepszym wydaniu!

W latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku (ale to brzmi!!!) zaczęłam śledzić losy bohaterów serialu „Ally McBeal” – amerykańskiego tasiemca telewizyjnego rozgrywającego się w środowisku prawniczym, który emitowany był w Polsce w latach 1998-2003. W serialu tym twórcy niejednokrotnie umiejętnie obrazowali rolę i mechanizmy działające wśród członków ławy przysięgłych obnażając niedoskonałość tej instytucji władzy sądowniczej. Jak można orzekać o czyjejś winie bądź nie, jeśli:

(…) trudno jest na kogoś spojrzeć i zawyrokować o tym, kim tak naprawdę jest” – „Niewinny” Graham Moore.

I tu dostrzegam podobieństwo między śledzonym przeze mnie serialem telewizyjnym, a książką Grahama Moore’a. Dziesięć lat po wydaniu wyroku członkowie ławy przysięgłych nadal nie mają pewności, czy wydali słuszny wyrok. Co poniektórzy kajają się przed światem przepraszając za wydany werdykt. A wystarczyło tylko konsekwentnie trzymać się obranego kursu nie dając się przekonać, nie dając się zmanipulować przez orędowniczkę niewinności Bobby’ego. Bobby’ego, który uciekł, który schował się przed światem w przeddzień kolejnej rocznicy feralnego wyroku, jakby chciał przypiąć sobie jednak winę za zniknięcie Jessiki.

Moore umiejętnie obnażył działania i motywacje przysięgłych dostosowując do tego celu konstrukcję książki. Gdzieniegdzie współczesną fabułę książki przecinają rozdziały umiejscowione w okresie od 29 maja 2009 do 19 października 2009 zatytułowane imieniem kolejnego sędziego przysięgłego, który zasiadł w ławie przysięgłych. Z tych fragmentów dowiadujemy się co skłoniło konkretnego przysięgłego do zmiany zdania, co spowodowało, że przyjęli rolę przysięgłego oraz jaka była ich sytuacja domowa, finansowa, a także jakimi argumentami Maya dała radę ich przekonać, dlaczego finalnie zagłosowali „niewinny”. Bardzo podobał mi się motyw przedstawienia, jaki wpływ udział w rozprawie i pięciomiesięczna rola przysięgłych wpłynęła na dalsze życie sędziów. Na ich życie rodzinne, zawodowe, na umiejętność odnalezienia się we współczesnym świecie i zdolność do życia „po wyroku”, gdy ponad osiemdziesiąt procent społeczeństwa amerykańskiego uważało Bobby’ego za winnego zarzucanego mu czynu. Ta sprawność do życia ze stygmatem tego, który uniewinnił, który poddał się presji. Mistrzowsko autor podszedł do tej kwestii kreśląc czasem bardzo skomplikowane i trudne opisy bohaterów. Sam pomysł, by spleść ponownie losy sędziów przysięgłych zasługuje na uznanie. Zmieniły się okoliczności, zmienił się też skład, nie każdy dotrwał do drugiej rundy, ale zadanie wydaje się bardzo podobne. Po raz kolejny skład ławniczy musi orzec na czyjąś korzyść bądź też przeciwko komuś. Czy podołali? Czy tym razem byli jednomyślni od samego początku?

Bardzo dobra książka! Warto ją przeczytać! Jest to książka, którą czyta się jednym tchem. Pochłonęłam ją w jeden wieczór i myślę, że to świadczy o jej jakości. Podjęte w niej wątki, nawet poboczne splatają się w jedną całość narracyjną, która jest konsekwentna od samego początku do samego końca. Autor nie pogubił się w niej, nie zapędził się w „kozi róg”, stworzył dzieło kompletnie spójne. Do tego język. Bardzo przyjemny, prosty. Tajemnica, prawda, półprawda, kłamstwa to elementy, które sprawdziły się w „Niewinnym”. Nie każdy okazał się tym za kogo się podał, nie każdy okazał się bez skazy.

ps. lekko zmylił mnie autor wprowadzając trzech sędziów rezerwowych. Momentami nie mogłam doliczyć się tej dwunastki, gdy na stronie 87 wymienieni zostali również pozostali powołani przez amerykański wymiar sprawiedliwości.

Moja ocena: 9/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą przedpremierowo dziękuję WYDAWNICTWU WAB.

„Bez pożegnania” Harlan Coben

BEZ POŻEGNANIA

  • Autor: HARLAN COBEN
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 416
  • Data premiery w tym wydaniu: 11.08.2021r.
  • Data 1 wydania polskiego: 01.01.2002r.

Harlan Coben to jakość sama w sobie, twórca wielu udanych kryminałów, thrillerów psychologicznych, czy książek typowo sensacyjnych. Przeczytałam już wiele publikacji tego autora. Niektóre z nich zrecenzowałam na moim blogu (recenzje na klik: Niewinny, Chłopiec z lasuJuż mnie nie oszukasz). @WydawnictwoAlbatros nie próżnuje wznawiając jego kolejne dzieła. 11 sierpnia br. premierę miało najnowsze wydanie „Bez pożegnania”, książki, z którą do tej pory się nie zapoznałam, a która jest znana polskim czytelnikom już od 2002 roku. Data wznowienia nie jest przypadkowa. Thriller ten został zekranizowany i jest już dostępny na platformie Netflix od 13 sierpnia. Czytaliście? Oglądaliście już? Dajcie znać jakie są Wasze wrażenia.

Bestsellerowy Harlan Coben w nowej odsłonie historii o dwóch braciach Kleinach. Pierwszym – Kenie, który został oskarżony o zgwałcenie i zamordowanie dziewczyny. Dziewczyny swego brata, Willa. Drugim, który towarzysząc swej matce na łożu śmierci dowiaduje się, że jego zaginiony przed jedenastoma laty brat nadal żyje. Tragedia sprzed lat łączy na nowo losy braci. Czy zniknięcie kolejnej ukochanej Willa, Sheili łączy się z utratą młodzieńczej miłości? Czy to tylko ułuda, podejrzenia, nieprawda?

Styl, forma i treść typowo Cobenowskie. I to bynajmniej nie jest zarzut, raczej stwierdzenie. W przypadku tego autora zwykle oczekuję napięcia, wielu wątków, kluczących wokół finalnego rozwiązania, wartkiej akcji i coraz to ciekawszych tajemnic. No i bohaterowie. Żaden z nich nie okazuje się taki, jakim go widzimy z początku. Chociaż Will trochę mnie irytował swoją nieporadnością. Wprowadzenie do sensacyjnej fabuły wątku dwóch braci, dodatkowo wzbogaciło książkę i polepszyło mój odbiór.

Ogromnym plusem książki jest narracja prowadzona z różnej perspektywy. Uwielbiam takie rozwiązania, co rusz zanurzam się w życiu, uczuciach, myślach, decyzjach innych osób. Jedyny minus to zakończenie. Po „Chłopcu z lasu” spodziewałam się wielkiego „WOW!!!”. Nie było, ale to wcale nie oznacza, że książka nie jest warta Waszego czasu. To książka dla kogoś, kto czytając lubi czuć, że wiele się dzieje. To książka dla fanów Cobena i sensacyjnych zwrotów akcji.  No i dla fanów interesujących epilogów. Takie lubię najbardziej. Takie, w których autor zwraca się do mnie z ironicznym uśmieszkiem jakby chciał powiedzieć „I tu Cię mam!”.  No miał mnie, nie zaprzeczam. Tylko proszę nie zaczynajcie czytać od epilogu. Wiele stracicie.

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała dzięki WYDAWNICTWU ALBATROS.

„Zabawa w chowanego” Guillaume Musso

ZABAWA W CHOWANEGO

  • Autor: GUILLAUME MUSSO
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 256
  • Data premiery: 11.08.2021r.

W lutym publikowałam recenzję poprzedniej książki Guillaume Musso Sekretne życie pisarzy, w której zachwycałam się fabułą skoncentrowaną wokół literatury, pisarzy, wydawców i książek. Chyba zabieg udał się autorowi, a czytelnikom bardzo spodobał, skoro premiera Musso z ostatniej środy również toczy się wokół życia pisarzy, ich mocy, czy raczej niemocy twórczej. Książka „Zabawa w chowanego” wydana nakładem @WydawnictwoAlbatros to nietypowa powieść obyczajowa z niezwykle ciekawym wątkiem kryminalnym. Wątkiem, w którym fabularna rzeczywistość  zaciera się z kompletną fikcją, w którym zatarta została granica między fikcyjnym bohaterem a powieściopisarzem, między wytworem fantazji a jego twórcą. Zaciekawieni? Poczekajcie, aż zaczniecie sami czytać😉.

Co czuje matka, której trzyletnia córka znika w trakcie zabawy w chowanego? Co czuje, co robi w następnym kroku, co myśli?

O tym musiała przekonać się Flora Conway, pisarka poczytnych powieści. Przekonać się i przeżyć. Przeżyć wiedzę, że w apartamencie nie znaleziono śladów włamania. Przeżyć świadomość, że gdyby nie zabawa w chowanego Carrie nadal byłaby obok niej. Przeżyć poczucie klęski, gdy śledztwo prowadzone bardzo starannie utyka w martwym punkcie.

Co czuje poczytny francuski pisarz, który musi walczyć o swego syna Théo, którego matka zamierza zabrać do Stanów Zjednoczonych? Co czuje, na co czeka jednocześnie borykając się z niemocą twórczą?

O tym musiał przekonać się Romain Ozorski, który przeżywając najgorszy z dotychczasowych kryzysów w życiu prywatnym zaangażował się w losy Flory Conway szukając odpowiedzi na dręczące go pytania. Ile Flora jest w stanie jeszcze znieść? Jaką wiedzę o Carrie jest w stanie przyjąć? Jaki skutek odnoszą przeżycia w których bierze udział?

Dwa splecione ze sobą losy pisarzy. Dwa życia przenikające się na wskroś i tylko jedno rozwiązanie. Czy tylko jedno?

Książka składa się z czterech kluczowych części. Każda pisana jest z innej perspektywy w narracji pierwszoosobowej. Czytamy więc o wydarzeniach z perspektywy Flory, Romaina, Théo czy wydawczyni Fantine. Mnie najbardziej urzekła perspektywa Théo, odzyskanego przez ojca syna. Mimo, że ten aspekt nie jest kluczowy w powieści, wprowadził mnie w bardzo optymistyczny nastrój, stan, w którym miłość i troska o najbliższą osobę ma najwyższą wartość. Wartość nadrzędną nawet nad procesem twórczym. Bo o proces twórczy tu chodzi. O dylematy, o konsekwencje, o decyzje i o podejmowane próby, by pisać jeszcze lepiej, jeszcze jaśniej i bardziej świeżo. Musso umiejętnie wprowadził mnie w stan, w którym przestałam zastanawiać się nad fabułą, a zaczęłam odczuwać, zaczęłam przeżywać, zaczęłam stawiać się w roli poszczególnych bohaterów i myśleć trochę jak oni. Konstrukcja książki została wzbogacona o cytaty pojawiające się przed każdym rozdziałem. Cytaty odnoszące się do treści danej części. Na uwagę zasługuje również umieszczenie w powieści treści zaczerpniętych z artykułów prasowych, raportów policyjnych, stenogramu przesłuchań, czy chociażby otrzymanych, wysyłanych maili. Ten element dodaje książce świeżości, urozmaica ją i stanowi miłe zaskoczenie.

Musso osadził powieść w kilku perspektywach czasowych. W roku 2010, gdy zaginęła córka Flory i znacznie później, nawet dwanaście lat później. Udowodnił, że wiele w życiu pisarza i jego bliskich się zadziało i może się zadziać, o ile ma on moc sprawczą i pewnym decyzjom nada konkretne działania. Koncepcja spodobała mi się bardzo. Nie będę ukrywać, że momentami jednak gubiłam się nie wiedząc co jest rzeczywistością w fabule, a co całkowitą, oderwaną od niej fikcją. Miałam chwilami poczucie, że orbituję wokół bohaterów mających silne zaburzenia psychiczne, jak np. rozdwojenie jaźni. To wcale nie przeszkadza mi uznać książkę za bardzo ciekawy eksperyment czytelniczy, z którym dotychczas nie miałam do czynienia. A różnorodność i niecodzienność w czytanych książkach cenię bardzo wysoko. Przecież trochę o eksperymentowanie w pisaniu i czytaniu chodzi.

Z notki biograficznej na początku książki dowiedziałam się, że „Kluczem do sukcesu Musso jest łączenie wątków miłosnych, kryminalnych i czasami – fantastycznych, w doskonałym i niemożliwym do naśladowania stylu”. „Zabawa w chowanego” jest tego najlepszym przykładem. Znajdziecie w niej i romans, i kryminał, i wytwory wybujałej fantazji autora, i to jakiej fantazji!!! Trudno myśląc o książce opierać się na opinii innych. Bardzo trudno. Zachęcam więc, byście sami wyrobili sobie opinię o najnowszej książce Guillaume’a Musso czytając ją. Szczerze zachęcam.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU ALBATROS.

„Nie chcesz wiedzieć” Bartosz Szczygielski

NIE CHCESZ WIEDZIEĆ

Autor: BARTOSZ SZCZYGIELSKI
Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
Liczba stron: 384
Data premiery: 11.08.2021

11 sierpnia premierę miała najnowsza książka @Bartosz Szczygielski – pisarz „Nie chcesz wiedzieć” od @Czwarta Strona Kryminału. Ja z recenzją przedpremierową nie zdążyłam, ale spieszę w tą piękną niedzielę z recenzją praktycznie na gorąco. Czytaliście poprzednią książkę Autora? Jeśli nie, zerknijcie na recenzję Winni jesteśmy wszyscy. Na zachętę powiem, że i ta, i poprzednia książka mile mnie zaskoczyła. A o szczegółach przeczytacie poniżej.

Akcja powieści toczy się wokół Agaty Nowak vel Madame Agat, wróżki mieszkającej samotnie w domu prawie na krańcu świata. Agaty, która umiejętność wróżenia odziedziczyła po swej matce. Mimo ciekawej profesji życie Agaty przebiegało zgodnie z planem, spokojnie, samotnie, bez fajerwerków do momentu, gdy w jej progi zawitał kolejny, z pozoru typowy klient. Co skłoniło człowieka sukcesu do popełnienia samobójstwa na oczach podrzędnej wróżki? Dlaczego na miejsce swego końca wybrał dom na końcu wsi? Odpowiedź na te i inne pytania musi znaleźć Agata, jeśli chce, by jej życie pozostało w niezmienionej formie.

Duuuuuże zaskoczenie!

Naprawdę. Zaskoczenie przez duże „Z”. Po pierwsze Autor zachwycił mnie umiejętnością komplikowania fabuły w sposób uniemożliwiający nudzenie się. Odkładając książkę jednego wieczora przeżywałam istne katusze przy zasypianiu chcąc dowiedzieć się, co teraz się zdarzy, jaki będzie kolejny wątek. Tak inteligentnej fabuły długo nie czytałam! Po drugie bohaterowie. Sama Madame Agat nie jest typową, stereotypową wróżką. Jest nadaktywna, ciekawa świata, odważna, odpowiedzialna, działająca pod wpływem impulsu. Jej decyzje i czyny następują jedne po drugich, czasem bez wytchnienia, bez przystanku. Tak zobrazowana główna bohaterka powodowała momentami emocjonalną, intelektualną „zadyszkę” podczas czytania. Kompletnie nie wiedziałam czego się po niej spodziewać. Oprócz Agaty zachwyciłam się postacią aspirant Jolanty Bródzkiej. Z jednej strony typowej zimnej policjantki, z drugiej powierniczki. Jej sposób komunikowania się, jakby momentami autystyczny, uczynił z niej prawdziwą formalistkę o wyjątkowo ludzkim obliczu. Język, riposty, uwagi jak wycięte z rzeczywistości policyjnej, a skuteczność…to sami musicie już ocenić. Agacie pomaga w nieformalnym śledztwie również dziennikarka Wiktoria. Ta postać jest nie mniej skomplikowana, co dowodzi, że postacie kobiecie dla Szczygielskiego niekoniecznie są oczywiste, łatwe, prosto rozrysowane. To kobiece trio przeniosło mnie w inny świat. Świat, w którym to kim jesteśmy, jakie jesteśmy i co finalnie osiągamy zależy tylko od nas. Świat, w którym to co nas otacza, mamy w swych rękach. Po trzecie świat wróżb. Nie mogłam naczytać się o symbolach, znakach, interpretacjach, artefaktach, opiniach, spostrzeżeniach i odbiorze. Konstrukcja książki zbudowana jest na częściach oddzielanych kolejnymi kartami tarota, których symbolika odnosi się do opisanej w danym fragmencie fikcji. A do tego świat domu dziecka, losy czterech chłopców, których nikt nie przygotował do dalszego życia, w którym przeszłość odgrywa znaczącą rolę.

Trochę zawiódł mnie wątek ojca Agaty. Miałam poczucie, że jest niedokończony. Możliwe, że dla samego Autora nie był on kluczowy. Zachwyciło mnie natomiast całkowicie zakończenie. To kompletny majstersztyk. Uwierzcie, nawet się nie spodziewacie!!! Do tego język, prosty, bez zbędnych opisów, typowo męski styl pisania, czysty w swej formie, czysty w swej treści. Niebanalna i niecodzienna historia opisana w bardzo dobrym stylu, stylu odpowiadającym gatunkowi. Nie pogubiłam się w treści, nie zgubiłam wątku, wyłapywałam niuanse i zwroty akcji kompletnie nie mając świadomości, w którym kierunku zmierza Szczygielski. Lubicie takie nietuzinkowe kryminały? Lubicie zaskoczenie w czytanej powieści? Lubicie mieć świadomość, że książka jest dla inteligentnego czytelnika, a Wy właśnie ją czytanie i dajecie radę? Ja na wszystkie pytania odpowiadam TAK. Dlatego szczerze polecam Wam tę pozycję, która dla mnie okazała się całkiem innym czytelniczym doświadczeniem.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

„Pani z wieży” Magdalena Wala

PANI Z WIEŻY

  • Autorka: MAGDALENA WALA
  • Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
  • Liczba stron: 304
  • Data premiery: 28.07.2021

Czytam książki jedna po drugiej i mam wrażenie, że do końca lipcowych premier jeszcze daleko. „Pani z wieży” pióra @MagdalenaWalaAutor  to trzynasta, mam nadzieję, że nie pechowa😉, premiera lipca, która już za mną. Książkę podarowało mi @WydawnictwoKsiaznica, za co bardzo dziękuję. Samo wydanie już mi się podoba. Ta cudna zieleń na okładce zachwyca mnie swoją głębią. Jeszcze parę słów o samej Autorce. Przygodę z jej piórem rozpoczęłam już jakiś czas temu. Całkiem niedawno publikowałam moją opinię na temat takich książek Magdaleny Wali jak: Klątwa ruin czy chociażby Skradzione życie. Obie oceniłam 8/10, obie z mocnym rysem historycznym. Czy i tym razem zachwyciłam się losami bohaterów z dawnych lat?

O czym jest ta historia?

To historia o Elizie Baranowskiej, niecodziennej dziedziczce majątku położonego na Kresach. Dlaczego niecodziennej? Jak na nie-dziedziczkę przystało Eliza dość szybko zrozumiała, że

(…) w życiu nie może liczyć na pomoc ze strony jakiegoś rycerza. Musiała nauczyć się polegać na sobie. I nie ufać chłopcom. Żadnemu z nich”.

Nie do końca ten brak zaufania jej się w życiu sprawdził. Najpierw pokochała Antoniego, którego miłość szybko utraciła. Wskutek obserwacji nieszczęśliwego małżeństwa własnych rodziców zrozumiała, że jednak mężczyźni potrafią skutecznie zakotwiczyć swoją osobę w życiu kobiety, nawet jeśli ta próbuje się bronić. Z tym bagażem doświadczeń Eliza rozpoczyna dorosłe życie w trudnych czasach. Stara się jak tylko potrafi utrzymać rodowe Janowice w swoich rękach, wielokrotnie idąc na ustępstwa. To wszystko w czasach wojny polsko-bolszewickiej i tajemniczej historii uwięzionej przez męża Sonki w tle.

Magdalena Wala opowiedziała całkiem inną historię niż w „Klątwie ruin”. Występują jednak pewne podobieństwa. W obu książkach dominują barwne opisy dotyczące i scenerii, i codzienności dawnych lat. I w jednej i w drugiej powieści odnajdziemy odniesienia do obowiązujących wówczas rytuałów, zwyczajów, norm i zasad. W książkach zobrazowano obowiązujący wówczas model rodziny i obowiązujące w niej relacje. Nawet fabuła wydaje się podobna. Dworek, mieszczaństwo, majątek, zawierucha wojenna. Istotna różnica jest jednak w głównej bohaterce. „Pani z wieży” to udana próba pokazania, że nie zawsze panny były spolegliwe. Nie zawsze ufały w ciemno osądowi męskiemu. Nie zawsze widziały w mężczyznach swoich wybawicieli, czasem widziały oprawców. Taką bohaterką jest Eliza. Oprócz silnej kobiety, jak na ówczesne czasy, Wala podjęła w swej najnowszej książce wiele innych, istotnych wątków. Zachowanie, czasem niegodne żołnierza, polskich ułanów, stosunek wojskowych do chłopów, wszechobecne grabieże majątków. Podobał mi się motyw uwięzionej w wieży kniaziówny Sonki. Największym zaskoczeniem było jednak rozwinięcie związku z Antonin. No…, ale o tym powinniście sami przeczytać.

Przyznam, że kompletnie nie zrozumiałam wątku utraconej matki. Zabrakło mi rozstrzygnięcia, zabrakło fanfarów. Przecież Eliza całe życie za tą matką tęskniła! W efekcie jej osoba okazała się jakby mało istotna w dalszych planach życiowych głównej bohaterki. Postać kuzyna matki również trochę mnie zawiodła. W stosunku do Elizy mało wyrazisty. Całkiem możliwe, że to celowy zabieg autorski. Przecież nie o mężczyzn tu chodziło!!!

Konstrukcja książki to kolejno ponumerowane rozdziały, którym Autorka nadała gdzieniegdzie podtytuły wskazując miesiąc i rok akcji. Stąd wiemy, że akcja toczy się od czerwca do października 1920 roku. Dodatkowo zawarto w książce i prolog, i epilog, które stanowią klamrę opisanej w niej historii.

Doceniam zaangażowanie Autorki w propagowanie naszej historii w sposób popularnonaukowy. Mamy i fikcję literacką, i odzwierciedlenie burzliwych losów, w historii Polski. Książka napisana jest w bardzo przyjemny sposób. To naprawdę dobra lektura na wakacyjne wieczory. Na oderwanie się od codzienności i przeżycie całkiem innej historii, całkiem innego życia. Bez wątpienia jest to jednak pozycja dla fanów literatury obyczajowej. Zacięcie historyczne będzie u czytelnika dodatkowym atutem.

Udanej lektury!!!

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU KSIĄŻNICA.

„Pewnej sierpniowej nocy” Victoria Hislop

PEWNEJ SIERPNIOWEJ NOCY

  • Autorka: Victoria Hislop
  • Seria: Wyspa (tom 2)
  • Wydawnictwo: Albatros
  • Liczba stron:288
  • Data premiery: 28.07.2021

Długo mnie tu nie było, ponad tydzień😉. To wszystko przez cudowną Polskę, którą można zwiedzać wzdłuż i wszerz. A jak się pewnie domyślacie, nie można jednocześnie zwiedzać i pisać oraz publikować recenzje, nawet jeśli coś tam się poczyta. No dobrze urlop urlopem ale recenzje same się nie napiszą. Z wielką więc przyjemnością prezentuję recenzję drugiej części serii Wyspa od @WydawnictwoAlbatros. Książka „Pewnej sierpniowej nocy”  Victorii Hislop premierę miała 28 lipca br.

Od razu zastrzegam, to nie kontynuacja pierwszej części. Autorka w tym tomie cofa się do momentu ewakuacji Spinalongi, wyspy trędowatych. Od nowa śledzimy więc losy Marii, Anny i innych mieszkańców pobliskiej Plaki, która była jednym z głównych traktów komunikacyjnych na wyspę trędowatych. Obserwujemy te same wydarzenia, które zostały opisane w „Wyspie” z innej perspektywy. Czytamy o tragediach rodzinnych, utraconych bliskich, tajemnicach, próbie ponownego życia wśród zdrowych. Obserwujemy rozterki i uczucia ocalonych, ozdrowieńców. Borykamy się z ich wątpliwościami i wszechogarniającym strachem. Zastanawiamy się co z Anną, Marią, Manolisem i Andreasem. Jak ułożą się ich wspólne losy? Jak ułoży się ich życie?

„Pewnej sierpniowej nocy” okazało się ciekawym zabiegiem. Spodziewałam się kontynuacji, a otrzymałam ponownie opisane te same wydarzenia, co w „Wyspie”, tylko z innej strony. Sam styl książki odbiega od pierwszego tomu, jest bardziej przystępny, bardziej lekki, bardziej dopracowany. Od przeczytania pierwszej części cyklu nie minęło zbyt dużo czasu, więc katowałam się trakcie czytania ciągłymi porównaniami. Autorka sama opisała rzeczywistość trochę inaczej, momentami mniej agresywnie. Gdzieniegdzie dała sobie przestrzeń do złagodzenia obrazu, do dopowiedzenia, do zwrócenia uwagi czytelnikowi na inne uczucia, inne okoliczności.

Opowieść przyciąga fabułą, podjętymi w niej wątkami. Mimo, że temat powieści jest trudny może stanowić całkiem niezłą podwalinę pod rozważania na temat sensu życia. Na temat tego, że w życiu najważniejsi jesteśmy my sami. Najważniejsi są ci, których kochamy, szczerze kochamy. Najważniejsze jest to, by odnaleźć spokój i zawalczyć nawet resztkami sił o szczęście, o lepsze jutro, o miły kolejny dzień. To opowieść o nie poddawaniu się, nie uleganiu przeciwnościom losu, mimo wszystko. Lubicie powieści, które skłaniają Was do myślenia? Jeśli odpowiedzieliście twierdząco, to łapcie za książkę i miłego czytania.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję  Wydawnictwu Albatros.

„Wakacje wśród duchów. Antologia opowiadań o duchach” Charles Dickens, Oscar Wilde , William Butler Yeats i inni

WAKACJE WŚRÓD DUCHÓW. ANTOLOGIA OPOWIADAŃ O DUCHACH

  • Autorzy: Charles Dickens, Oscar Wilde , William Butler Yeats i inni
  • Wydawnictwo: Zysk i S-ka
  • Liczba stron: 568
  • Data premiery: 06.07.2021

Dość, że @Zysk i S-ka Wydawnictwo obdarowało mnie całkiem niedawno przepięknymi nowymi wydaniami Kwartetu Aleksandryjskiego Lawrence’a Durrell (przypominam recenzje: „Justyna”, „Balthazar”, „Mountolive”, „Clea”) to na dodatek otrzymałam nowo wydaną antologię opowiadań o duchach, która miała premierę 6 lipca br. Antologię nie byle jaką. Odpowiednio wydaną w twardej obwolucie. Prawda, że okładka jest niezwykle nastrojowa? Z najbardziej topowymi autorami gatunku literatury pięknej w środku, których wybrał, jak i same opowiadania, Tadeusz Zysk. Na uwagę też zasługuje przepiękne tłumaczenie, szczególnie Jerzego Łozińskiego.  Czy w antologii znalazłam same niezwykle historie mrożące krew w żyłach?

Okazuje się, że jestem ogromną fanką literatury pięknej!!! Czego się nie chwycę ostatnio z tej dziedziny, zachwycam się pod niebiosa. Przemęczenie kryminałami, thrillerami, książkami obyczajowymi? Czy szczere docenienie dzieł z tego gatunku? Chyba trochę jedno i drugie. Bez względu jaka jest moja motywacja „Wakacje wśród duchów. Antologia opowiadań o duchach” podobały mi się bardzo!

Nie odnalazłam w nich jednak samej grozy, horrorów, strasznych historii. Odnalazłam dużo więcej. Okazuje się, że topowi autorzy anglojęzyczni jak Oscar Wilde, Charles Dickens, czy Margaret Oliphant mieli ogromne poczucie humoru i umiejętność obrazowania groteski. Do tego oczywiście cięty język i zdolność opisywania przywar, humorów, słabostek i wszelkich ułomności, które trapiły angielskie, walijskie, szkockie, amerykańskie społeczeństwo.

(…) Liczne amerykańskie damy, opuszczając swoją ojczyznę, natychmiast zaczynają nieustannie chorować, gdyż odnoszą wrażenie, że na tym polega europejskie wyrafinowanie…- „Duch Canterville” Oscar Wilde

Oczywiście mam swoich faworytów. Cytowane powyżej przeze mnie opowiadanie „Duch Canterville” okazało się opowieścią niezwykle przezabawną z przerysowanym wątkiem straszącego posiadłość milorda duchem, która została zakupiona przez amerykańskiego pastora Otisa. Nie było w nim ani grozy, ani horroru. Była za to duża dawka humoru oraz prześmiewcza narracja opisująca chociażby relację domownikami z duchem opartą na „wojnie domowej”, na zasadzie kto kogo przetrzyma. Podobało mi się również opowiadanie „Pallinghurst Barrow” Granta Allena, który znowu zobrazował perturbacje młodego Rudolpha w trakcie gościny u Lady Bouviere-Barton. Gdzie niespotykaną wkładką okazały się doświadczenia na Długim Kurhanisku, o których się słyszy, ale w które się nie wierzy.

Mogłabym tak długo relacjonować mój zachwyt nad poszczególnymi dziełami tej krótkiej formy, które znalazły się w antologii. Nie o to jednak w recenzji chodzi. Chodzi, by wskazać potencjalnemu czytelnikowi czy warto. Ja zdecydowanie piszę, że warto. Nawet jeśli nie jesteście fanami dawnej literatury pięknej, użyty w tłumaczeniu język nie nuży,  nie denerwuje, nie drażni współczesnego czytelnika. Pozwala mu poczuć ten zapach, ten strach, tę duszność wydarzeń, o których czytamy.

Ps. oczywiście zachęcam czytać opowiadania odrębnie. Ja tak zrobiłam. Poszczególne historie nie miały więc prawa zlać mi się w całość.

Moja ocena: 9/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję  Wydawnictwu Zysk i S-ka.

Recenzja przedpremierowa: „Dziewczynka z Widow Hills” Megan Miranda

DZIEWCZYNKA Z WIDOW HILLS

  • Autorka: MEGAN MIRANDA
  • Wydawnictwo: CHILLI BOOKS
  • Liczba stron: 416
  • Data premiery: 11.08.2021r.

Dokładnie za tydzień, tj. 11 sierpnia br. @Chilli Books (imprint @wydawnictwoznakpl) zaplanowało premierę najnowszej książki @AuthorMeganMiranda. „Dziewczynka z Widow Hills” uważana jest za najlepszą książkę tej Autorki. Wiem, że do premiery zostało mi jeszcze sporo czasu, ale musiałam szybko dowiedzieć się, czy mój odbiór będzie inny od czerwcowej premiery Autorki „Pamiętaj o mnie”. Nie ukrywam, poprzednia książka nie całkiem trafiła w mój gust. Czy i tym razem opinia będzie analogiczna?

(…) każdego z nas od równi pochyłej dzieli jeden niewielki krok. Coś, co wkrada się do świadomości i za nic nie chce jej opuścić. Na początku to jakaś drobnostka, której nie można zignorować ani odpędzić. A potem jest już wszędzie i nie da się myśleć o niczym innym. Ta jedna drobnostka – albo jej nieobecność – potrafi powoli doprowadzić do utraty zmysłów” – „Dziewczynka z Widow Hills” Megan Miranda.

A wszystko zaczęło się 20 lat temu. Sześcioletnia dziewczynka – Arden Maynor zniknęła na wiele dni. Szeroko zakrojona akcja poszukiwawcza pozwoliła ją odnaleźć daleko od domu, a jej odnalezienie stało się ogromną sensacją. Wraz z uczuciem ulgi Arden stała się znana na skalę całego kraju. Jej matka wykorzystała popularność i zapewniła jej stabilność finansową. Niestety, by osiągnąć stabilność emocjonalną i psychiczną Arden zmieniła imię i nazwisko, wyjechała z miasta i spróbowała zacząć swoje życie od początku. Niestety, przeszłość odnalazła ją szybciej, niż mogła się tego spodziewać. Wszystko zaczęło się od problemów z lunatykowaniem. Następnie Arden, aktualnie Olivia znalazła na granicy swej posesji zamordowanego mężczyzny. Do tego wszystkiego ktoś zaczął ją obserwować, ktoś zaczął za nią chodzić. Czego chce i kim jest tajemniczy mężczyzna, który o nią rozpytuje? Tego Olivia musi się dowiedzieć.

Powieść zdecydowanie bardziej mi się podoba od poprzedniej „Pamiętaj o mnie”. Obraz  Olivii jest spójny od samego początku do końca. Autorka umiejętnie odzwierciedliła rzeczywistość po odnalezieniu, życie w świetle fleszów, działania matki, by z traumy dziecka wyciągnąć jak najwięcej korzyści finansowych. W mojej opinii rys psychologiczny nie został jednak dopracowany do końca. W wielu miejscach Megan Miranda odnosi się do odniesionych ran, do objawów stresu pourazowego, do problemów ze snem, które powróciły, nie tłumaczy jednak, nie doprecyzowuje, nie nazywa uczuć w sposób wystarczający. A przecież odnaleziona po kilku dniach dziewczynka jest idealnym materiałem, by opisać traumę i wszystkie emocje, które są z nią związane. Opisać je dogłębnie, do końca, bardzo wymownie i bardzo obrazowo.

Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie liczby pojedynczej. Obserwujemy wydarzenia oczami Olivii. Bardzo podoba mi się język i sam sposób prowadzenia narracji. Idealnie forma i styl wkomponowała się w fabułę i treść książki. Wybór narracji okazał się strzałem w dziesiątkę, mamy bowiem możliwość zagłębienia się w osobę głównej bohaterki i patrzeć na świat jej oczami. Rozdziały są ponumerowane i podtytułowane czasem i godziną. Na początku nie rozumiałam tego zabiegu. Po co mi informacja, że akcja dzieje się np. „o 3 nad ranem”? Zabieg ten okazał się jednak niezwykle trafny. Przecież lunatycy zachowują się czasem jakby wszystko wykonywali świadomie. Ubierają się, jadą samochodem do pracy itd.  Czasoprzestrzeń od razu ukierunkowuje czytelnika na właściwe tory, spina go, umożliwia wyłapywanie istotnych informacji. Nie obyło się jednak bez błędów. Takich drobnych, jak np. „kanu” zamiast „kranu”. Nic znaczącego ale czuję się zobowiązana o nich wspomnieć. Tym sposobem w reedycji błędów już nie będzie. Trafnym urozmaiceniem okazały się również gdzieniegdzie pojawiające się wtrącenia z wycinków gazet, książek, kopii korespondencji, zapis wywiadu na żywo, raportów policyjnych dotyczące zaginięcia i odnalezienia Arden. Ten element wprowadza duże zaskoczenie i powoduje, że czyta się jeszcze szybciej. A czyta się naprawdę ekspresowo.

I jeszcze coś o bohaterach pobocznych. Nie chcę zanudzać, ale postaci sąsiada Ricka, przyjaciółki Elyse oraz Bennetta wprowadziły wiele zamieszania. Tak się skupiłam na poszukiwaniu wszelkich symptomów, że praktycznie każdego z nich przez jakiś czas podejrzewałam. No cóż, nie każdy jest Sherlockiem Holmesem.  

Przygodę z książką zaliczam do udanych. Dla mnie jest to raczej lekki thriller psychologiczny, który czyta się jednym tchem zastanawiając się nad losem Liv. Nad tym, kto, dlaczego, kogo i jak zabił? Kto, dlaczego, jak, kogo śledzi? Kto jest sprawcą a kto ofiarą? A jak to pytanie się pojawia, to wiadomo przecież, że nic nie jest oczywiste.  A nieoczywiste rozwiązania są wszak najlepsze w książkach tego gatunku.

Lubicie zagadki? Jeśli tak, to przeczytajcie „Dziewczynkę z Widow Hills”.

Moja ocena: 7/10.

Za możliwość przeczytania książki przed premierą bardzo dziękuję Wydawnictwu Chilli Books.

„Wyspa” Victoria Hislop

WYSPA

  • Autorka: Victoria Hislop
  • Seria: Wyspa (tom 1)
  • Wydawnictwo: Albatros
  • Liczba stron:432
  • Data premiery w tym wydaniu: 28.07.2021
  • Data 1 wydania polskiego: 09.11.2007
  • Data światowej premiery: 10.04.2006

Z okazji wydania drugiego tomu cyklu, który premierę miał 28 lipca br. otrzymałam niespodziankę od @WydawnictwoAlbatros w postaci pierwszej książki serii pt. „Wyspa”. Książka polską premierę miała w 2007 roku, więc jest już znana szerszemu gronu czytelników. Ja do niej sięgnęłam dopiero teraz, przed rozpoczęciem czytania kolejnej lipcowej premiery od @WydawnictwoAlbatros, tj. książki „Pewnej sierpniowej nocy”. Victoria Hislop w „Wyspie” – współczesna brytyjska pisarka  – nakreśliła niebanalną historię z tragedią rodzinną w tle. Tragedią, która działa się w najpiękniejszych zakątkach Krety, z najbardziej wspaniałymi zapachami i smakami kreteńskimi odzwierciadlającymi codzienne, zwykłe życie. Czy zachwyciła mnie ta pozycja, jak obiecywał Wydawca, tak jak sagi rodzinne i twórczość Lucindy Riley?

Kalispera, Kalimera!

Mimo, że historia rozpoczyna się we współczesności, gdy Alexis – córka Kretenki i Anglika – postanawia odwiedzić rodzinną wyspę matki, Kretę, jest to historia w większości osadzona od 1939 roku do lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Historia rodziny zamieszkującej małą wioskę Plakę, która była jednym z najważniejszych traktów komunikacyjnych ze Spinalongą, wyspą trędowatych, która funkcjonowała do schyłku lat pięćdziesiątych. Główny nurt powieści toczy się wokół historii prababki – Eleni dotkniętej przez trąd, siostry jej babci –  Marii oraz wszystkich tych, którzy zachorowali i przez obowiązujące wtenczas prawo znaleźli się na wyspie. Na wyspie, która aktualnie jest jednym z najczęściej odwiedzanych atrakcji turystycznych Krety. Na wyspie, na której niejednokrotne życie się skończyło i niejednokrotne tak naprawdę rozpoczęło na nowo.

Cóż. Przyznaję, faktycznie książkę mogę porównać do pióra Lucindy Riley, której jestem wielką fanką, lecz wyłącznie do jej początkowych dzieł, które oceniłam jak dotychczas najniżej. Trochę stylem przypomina mi „Dziewczynę z Neapolu”. Brakuje w treści rysów psychologicznych postaci, skonstruowanych w oparciu o trudne losy, wydarzenia bohaterów. Nie mogłam znieść chwilami lakonicznych sformułowań, zbędnego doprecyzowywania i dopowiadania w treści, słabego odniesienia do emocji. W niektórych miejscach powieść dla mnie była zbyt infantylna. Mimo, że niosła ze sobą przekonanie o dużej wartości, forma i styl nie sprostały moim oczekiwaniom. Bohaterowie wydają mi się zbyt płascy. Kompletnie nie zrozumiałam motywu z pięcioletnim związkiem Alexis z Edem, którego sama na początku tej trudnej dla niej odkrywczej drogi odrzuciła. Niezrozumiałe dla mnie były motywy, samej Sofii, matka Alexis zachowała całkowicie obojętny stosunek do pomysłu córki, by poszukiwać jej historii u kreteńskiego źródła. Autorka jakby w niewystarczający sposób pochyliła się nad tymi wątkami.

Czy dostrzegam jakieś plusy? Oczywiście, że tak! Książka przecudnie obrazuje rzeczywistość Krety. Kto był, ten bez problemu odnajdzie się w drodze na Spinalongę, na ulicach Heraklionu (lub Iraklionu jak jest w „Wyspie”), w drodze na płaskowyż Lasithi, w Agios Nikolaos czy najdroższej wyspie Santorini.  Kto był, ten bez problemu odnajdzie  w książce kreteńskie, tradycyjne smaki, przepyszną musakę lub odwieczne souvlaki. Autorka skupiła się w fabule na niszczycielskim wpływie choroby na rodziny, które zostają rozdzielone, na raz zerwane i nigdy nie odbudowane więzi, między rodzicami i dziećmi, między małżonkami, między rodzeństwem. Na tym jak tragedia rozstania odciska piętno na ludziach, którzy jej doświadczają. Szczególnie zobrazowała to na przykładzie dwóch sióstr Anny i Marii, które w całkowicie różny sposób radziły sobie z tą traumą. Hislop brawurowo odzwierciedliła nastroje, które panowały wśród mieszkańców Krety w związku z funkcjonowaniem Spinalongi. Jak w Place nie tolerowano chorych, bano się ich, jak stygmatyzowano wszystkich, którzy pracowali przewożąc na wyspę potrzebne jedzenie, lekarzy, leki itd. Jak stygmatyzowano rodziny chorych. Przejmująco opisała tragedię dzieci, które ze względu na chorobę były odrywane od swych rodzin i przewożone na Spinalongę, gdzie dożywały dorosłości, często kończąc na niej swe życie. Podobał mi się pomysł pokazania dwóch równoległych światów, świata zdrowych w Place i świata chorych na Spinalondze. Dwóch światów tak odrębnych, tak różnych, a jednak funkcjonujących obok siebie i wzajemnie się przenikających. To jest największa wartość tej książki.

Książka mnie nie zachwyciła, mimo interesującego tematu. Liczne tematy zostały podjęte i rozwinięte, by w chwili gdy zaczynały mnie interesować zostać porzucone. Jest to jednak pozycja dla fanów książek obyczajowych z przepiękną scenerią, w której odnajdzie się prawie każdy czytelnik.

Moja ocena: 6/10

Recenzja powstała dzięki  Wydawnictwu Albatros.