„Czarne skrzydła czasu” Diane Setterfield

CZARNE SKRZYDŁA CZASU

  • Autorka: DIANE SETTERFIELD
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Seria: SERIA BUTIKOWA
  • Liczba stron: 384
  • Data premiery: 9.02.2022r.
  • Data 1 wydania polskiego: 4.03.2014r.
  • Data premiery światowej: 1.01.2014r.

Seria butikowa jest jedną z moich ulubionych😊. @WydawnictwoAlbatros stara się bardzo, by kolejne publikacje utrzymywały dotychczasowy poziom. Dotyczy to zarówno wybieranych do serii książek, jak i samej dekoracji. Przepiękna gruba oprawa z obwolutą, zawsze z ciekawą okładką, a do tego gruby papier z przepięknymi literami. Czyta się tę serię wyśmienicie. Jeśli jesteście fanami ozdobionych pięknymi pozycjami półek z książkami, to ta seria jest zdecydowanie dla Was. Warta jest po prostu każdej wydanej złotówki😉.

A wracając do recenzji, o której mam zamiar napisać to przyznaję, że tym razem nie skusiła mnie oprawa książki, lecz jej autorka. O Diane Setterfield miałam dobre zdanie po przeczytaniu jej fenomenalnej „Trzynastej opowieści” (recenzja na klik). Ta książka zachwyciła mnie stylem i literackim językiem. Do tego pochłonęła mnie całkowicie historia o siostrach, o których na końcu wiedziałam znacznie więcej, niż z pierwszych jej stron. Po pozycji „Czarne skrzydła czasu” spodziewałam się więc samych ochów i achów. Miałam wysokie oczekiwania, po ocenie 9/10 poprzedniej książki tej samej autorki. A wiecie jak to jest, czasem trudno utrzymać tak wysoki poziom przy każdym kolejnym utworze literackim.

To historia Williama Bellmana. Willa, który w okresie młodzieńczym z procy ustrzelił czarnego kruka. Czy ta śmierć naznaczyła jego życie? Czy gdyby nie ona Will nie zaznałby okrucieństwa sieroctwa, wdowieństwa, śmierci dwójki dzieci i samotności?  Czy te wszystkie tragedie by się zdarzyły mimo sukcesów na gruncie zawodowym, dobrze prosperującego zakładu włókienniczego i sklepu przeznaczonego dla świeżo pogrążonych w żałobie? Do tego dziwna znajomość z Panem Blackiem, tajemniczym nieznajomym w czerni. Skąd się wziął i jaki jest jego zamysł, by pojawić się w życiu Bellmana.

Są różne określenia na stada kruków, w niektórych miejscach mówi się na nie „piramidy”. – „Czarne skrzydła czasu” Diane Setterfield.

I ta wiedza o tych złowieszczych czarnych ptakach jest tak naprawdę jedynym walorem książki. Autorka bardzo skupiła się, by przekazać czytelnikowi najważniejsze informacje związane z krukami, których mylimy często z gawronami. Dzięki temu dowiedziałam się też o innych nazwach na ich stada jak hordy, gromada itd oraz o hierarchii, która w tych stadach istnieje. Do kruków jako symboliki śmierci Setterfield wracała wielokrotnie. Kruk się pojawiał znikąd, przelatywał stadnie, kracząc siedział na gałęzi lub chciwie się przyglądał. Sam główny bohater William Bellman z ciekawego młodzieńca zamienił się z latami w bardziej przyjazną wersję Ebenezera Scrooge’a ciągle liczącego pieniądze z utargi, samotnego, zdziwaczałego. Niespójna dla mnie była jego relacja z córką Dorą. Na jednych stronach Autorka przedstawiała ją jako bardzo głęboką i uczuciową. Z innych dowiadywałam się, że nie widział się z nią bardzo długo i wyglądało jakby z Dorą w ogóle się nie widywał. Nawet spał w swoim zakładzie pogrzebowym, w specjalnie do tego przygotowanym pokoju. Kompletnie nie przekonała mnie postać samego Blacka. Wolałam, gdy był tylko nazwiskiem dobrze pasującym do Bellmana w nazwie firmy: Bellman & Black.

Nie wiem, czy to sytuacja polityczna zza wschodniej granicy przyczyniła się do negatywnego odbioru tej książki. Faktycznie od czwartku odczuwam niepokój. Moje myśli uciekają tylko w jedną stronę. Martwię się o przyszłość. Fakt faktem nie jest to „Trzynasta opowieść”. Autorka nie zachwyciła mnie ani językiem, ani tempem powieści. Miałam wrażenie, że kolejne zdania są wymęczone, a sama autorka gubi główny wątek zapominając co chce czytelnikowi przekazać, na co zwrócić uwagę. Historia mnie nie urzekła. Nie czułam krajobrazu, atmosfery, klimatu opowiedzianej historii. Nie polubiłam nikogo z bohaterów. Nikt nie ujął mnie swoją osobowością, charakterem i temperamentem. A to nie zdarza mi się chyba wcale☹. Książka bardziej przypomina odtwórczą sagę z jednym głównym bohaterem, niż powieść fabularną. A ja do bezkrytycznych fanów sag nie należę.

Moja ocena 5/10.

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Albatros.

„Córka mordercy” Jenny Blackhurst

CÓRKA MORDERCY

  • Autorka: JENNY BLACKHURST
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 384
  • Data premiery: 09.02.2022r.

Długo zastanawiałam się, czy sięgnąć po „Córkę mordercy”. Po przeczytaniu na okładce: „Powiedz, Tato, gdzie ukryłeś jej ciało?” poczułam ciarki na plecach. Motyw zbrodni z dzieckiem w tle zawsze na mnie działa odpychająco, bez względu jak uroczy jest sprawca. Dla większości ludzi, a na pewno matek jest to temat, z którym trudno się zmierzyć, nawet jeśli powstał w wyobraźni autora. Jak w przypadku premiery od @WydawnictwoAlbatros z 9 lutego br. To kolejna odsłona umiejętności pisarskich Jenny Blackhurst, młodej gwiazdy brytyjskiego thrillera, którą poznałam przy okazji recenzji „Ktoś tu kłamie” (recenzja na klik).  W recenzji napisałam: „Książka ma niesamowity klimat, wciąga i osacza swoją atmosferą od pierwszych stron. (…)  wprowadzeniem do całej akcji zajmuje się przyczyna całego zamieszania, czyli zamordowana kobieta, to już na początku ustawia klimat całej powieści, zdaje się być swoistym zaproszeniem do zerknięcia przez dziurkę od klucza do świata pełnego tajemnic i intryg”. Opis Wydawcy „Córki mordercy” wydaje się też zapewniać to podglądanie przez dziurkę od klucza, to odnajdywanie sensu, w czymś co się bezsensowne wydaje. I po to właśnie sięgnęłam po „Córkę mordercy”. By się dowiedzieć, czy będzie tak samo dobra jak „Ktoś tu kłamie”😉.

Nie wiem jak Was wprowadzić do fabuły, która stanowi o kobiecie żyjącej z piętnem morderstwa popełnionego przez jej własnego ojca na jej pięcioletniej koleżance. Już samo doświadczenie z wczesnego dzieciństwa wydaje się nie do udźwignięcia. Tymczasem Kathryn dożyła już trzydziestu lat. Ostatnie dwadzieścia pięć lat spędziła w niewiarygodnej traumie nie potrafiąc poradzić sobie z doświadczeniem, które zafundował jej własny ojciec. Mimo tego odwiedza go. Odwiedza ojca, który odsiaduje wyrok chcąc dowiedzieć się, gdzie ukryte zostały zwłoki małej Elsie. Znajduje sens w działaniu, gdy odkrywa że w tym samym domu, z którego zaginęła Elsie znika pięcioletnia Abigail. Kolejna ofiara. Tylko teraz niekoniecznie tego samego sprawcy. Kathryn podróżuje na swą rodzinną walijską wyspę, by włączyć się w poszukiwania zaginionej dziewczynki. „I już pierwszej nocy przekonuje się, że jest ktoś, kto bardzo jej tam nie chce” – z opisu Wydawcy.

Potwierdzam Jenny Blackhurst jest mistrzynią thrillerów psychologicznych opartych na zbrodni i występku. Z początku prosta historia, która miała ułożyć się przeżywanie traumatycznych wydarzeń w dorosłym życiu przez Kathryn, zamieniła się w studium rozpaczy, chronienia kochanego członka rodziny oraz chwilowej żądzy zrobienia komuś krzywdy. Autorka zafundowała nam dwa rodzaje narracji. Opowieść kreśli z perspektywy Kathryn, która opisuje dwoje przeżycie związane z rokiem 2019 oraz 1994. Pozostała narracja jest trzecioosobowa. Fabuła rozpisana została na 59 rozdziałów. Rozdziały są (choć nie wszystkie😊) zatytułowane imionami kobiet, które w nich odgrywają główną rolę; Maggie, Kathryn i Beth. Bardzo dobrą postacią jest detektyw komisarz Maggie Grant. Młoda, gniewna, energiczna kobieta, która całą sobą angażuje się w wyjaśnienie sprawy zaginięcia Abigail oraz wraca do tragedii zniknięcia Elsie, za co osądzony został ojciec Kathryn. Bardzo lubię takie silne kobiece postaci. Ta została rozpisana wyjątkowo. Grant jest pełnoprawnym i kluczowym członkiem zespołu śledczego. Mimo zmęczenia, mimo kosztów, które ponosi dąży do rozwikłania zagadki.

Blackhurst skupiła się również na rysie psychologicznym Kathryn, a to zawsze jest pozytywna cecha thrillera psychologicznego. Kathryn przechodzi przemianę. Staje się silniejsza, gdy rozwiązanie zagadki sprzed dwudziestu pięciu lat zaczyna pojawiać się na horyzoncie. Autorka świetnie odzwierciedliła mechanizmy rządzące małą miejscowością – Anglesey – w której zdarzyły się tak dwie tragiczne w skutkach zbrodnie. Miejscowością, w której wszyscy się znają i w której nikt nie zapomina. Blackhurst idealnie odzwierciedliła tą obcesowość, niechęć i wręcz jawną wrogość. Z drugiej strony udowodniła, że nawet w tak małej mieścinie są osoby, które były w stanie postawić wszystko, by chronić drugiego, niewinnego człowieka, nawet jeśli oznaczało to zmowę. Zmowę wielu osób. I ta zmowa, która nie została do końca uwypuklona i wytłumaczona jest jedynym dla mnie słabym punktem powieści. Ciągle zastanawia mnie, co się musiało zdarzyć (bo przecież nie tylko jedna konkretna sprawa!), że wszyscy podążyli głosem Patricka, wszyscy na jego rozwiązanie się zgodzili bez mrugnięcia okiem.

Podsumowując, bardzo dobra książka. Akcja dzieje się bardzo szybko. Fabułę osnuwają tajemnice, które podglądane przez dziurkę od klucza układają się w całość, stanowią komplementarne jestestwo. I to w prozie Jenny Blackhurst jest warte uwagi. Zapraszam do lektury!

Moja ocena 7/10.

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Albatros.

„Sąsiad” Lisa Gardner

SĄSIAD

  • Autorka: LISA GARDNER
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Seria: Detektyw D.D. Warren. TOM 3
  • Liczba stron: 464
  • Data premiery w tym wydaniu: 26.01.2022r.
  • Data 1 polskiego wydania: 13.07.2011r.

Przygodę z Detektyw D.D. Warren rozpoczęłam od 10 tomu pt. „Powiem tylko raz”. Dzięki publikacji początków serii przez @WydawnictwoAlbatros sięgnęłam do pierwszych przygód Pani Detektyw w książkach „Samotna” i „W ukryciu”. „Sąsiad”  to trzeci tom cyklu, którego Autorką jest Lisa Gardner. D.D. Warren zmienia się z biegiem kolejnych publikacji i przed rozpoczęciem czytania byłam bardzo ciekawa jak wypadła w trzeciej części.

W pewien wieczór ginie w niewyjaśnionych okolicznościach dwudziestoparoletnia nauczycielka wiedzy o społeczeństwie Sandra Jones. Drzwi wejściowe nie noszą śladów włamania, a w pokoju obok zostaje jej ponad czteroletnia córka Ree. Mąż Sandry dziennikarz Jason Jones zgłasza zaginięcie żony, jednocześnie odmawiając odpowiedzi na wiele pytań, które rodzą się w głowie detektyw sierżant D. D. Warren oraz innych śledczych pracujących w zespole. Z pozoru dobre małżeństwo nie wydaje się takie, gdy do sprawy wtrąca się ojciec Sandry, z którym nie widziała się przez pięć lat, sędzia Maxwell Black.

I tym razem Lisa Gardner zbudowała fabułę wokół najgorszych możliwych przestępstw, które zawsze mnie wzruszają. Potencjalne morderstwo domowe – przecież zwykle odpowiedzialny za zniknięcie jest mąż ofiary – zamieniło się w strefę domysłów i wielu podejrzanych, jak to w tej serii bywa. Ciekawym wątkiem było osadzenie na tej samej ulicy przestępcy seksualnego względem dzieci Aidana Brewstera, o którym Jones dowiedział się dopiero po zaginięci żony. Świat Brewstera podglądamy z jego perspektywy w relacji pierwszoosobowej, chociaż wątek śledztwa jest relacjonowany w trzeciej osobie. To nie jedyny taki zabieg narratorski. Również w niektórych rozdziałach dochodzimy do świata zewnętrznego i wewnętrznego samej zaginionej Sandry Jones, która swoimi słowami opisuje co się z nią działo i dlaczego podjęta taką czy inną decyzję. Ta urozmaicona narracja jest zaletą tej publikacji. Intryga została również „rozmieniona na drobne” przez włączenie w sprawę trzynastoletniego ucznia Sandry, Ethana Hastingsa, a także jego wujka Wayne’a Reynoldsa. Oboje mieli Sandrze pomóc, oboje mieli ją wesprzeć, a finalnie…..

Tak śledztwo zostało przeprowadzone z należytą pieczołowitością. Nie ma w książce żadnych luk fabularnych, żadnych niedopowiedzeń. Wszystko układa się w jedną całość w zakończeniu, wszystko ma swój początek i swój koniec. Język jest tożsamy z całą serią. Detektyw sierżant jak zwykle zmotywowana uwielbiająca swoją pracę. Na końcu, niestety nie jest zadowolona, gdyż kogoś bardzo chciała przymknąć.

Lisa Gardner to mistrzyni opisywania krzywd popełnionych na niewinnych, na dzieciach i kobietach. Ta umiejętność jest widoczna w każdej książce cyklu, którą przeczytałam. Nie jest łatwo mi jako kobiecie i matce się z tym mierzyć. Gardner nie przejmuje się skutkami, raczej traktuje pisarstwo jako misję, by pokazać światu z jakimi zwyrodnialcami przychodzi nam obcować  w domu, w szkole, w pracy i w sąsiedztwie. Umiejętnie również opisuje psychologiczne aspekty tych traumatycznych doświadczeń, nawet jeśli działy się wiele lat wcześniej. Obrazuje skutki, często dalekosiężne, z którymi dorośli ludzie nawet po dwudziestu latach nie potrafią sobie poradzić.

To wielowątkowy kryminalny thriller. To wielowątkowe śledztwo. Okoliczności zewnętrzne oraz wątki poboczne tylko urozmaiciły mi lekturę. Jeśli lubicie silne kobiety stające po tej dobrej stronie i o każdej porze dnia gotowe na złapanie złoczyńcy – pokroju D. D. Warren – to sięgnijcie po tę książkę. Udana lektura gwarantowana!

Moja ocena 7/10.

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Albatros.

„Mów mi Win” Harlan Coben

MÓW MI WIN

  • Autor: HARLAN COBEN
  • Cykl: WINDSOR HORNE LOCKWOOD III (tom 1)
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 414
  • Data premiery: 10.11.2021r.
  • Data premiery światowej: 18.03.2021r.

„Mów mi Win” Harlana Cobena otrzymałam od @WydawnictwoAlbatros, za co bardzo dziękuję. Książka premierę miała 10 listopada br., a do mnie trafiła z opóźnieniem. Przesyłkę odebrałam dopiero 14 grudnia. Czekałam na nią z niecierpliwością. Czasem tak po prostu jest, że na to, czego się bardzo pragnie trzeba poczekać trochę dłużej. Moje zniecierpliwienie było – myślę – w pełni uzasadnione.   Po przeczytaniu wielu przychylnych recenzji nie mogłam się doczekać, by poznać tego tytułowego Wina, który mam nadzieję zapoczątkował nową, udaną serię Windsor Horne Lockwood III.

Wszyscy jesteśmy mistrzami psychologicznej racjonalizacji. Wynajdujemy sposoby, żeby uzasadnić swoje rozumowanie. Wykrzywiamy je, żebyśmy sami sobie wydawali się lepsi, sympatyczniejsi. Wy też to robicie. Jeśli to czytacie, należycie niewątpliwie do jednego procentu ludzkości na przestrzeni dziejów. Żyjecie w warunkach, jakie mogło sobie wyobrazić żałośnie mało ludzi w historii. Jednak zamiast to docenić , zamiast robić więcej, zamiast pomóc tym, którym wiedzie się gorzej, zarzucamy im, że za mało się starają.” – „Mów mi Win” Harlan Coben.

Windsor Horne Lockwood III każe na siebie mówić Win. To bogaty, temperamentny, uzdolniony, szarmancki, arogancki i przeświadczony o własnej wyjątkowej wartości milioner pochodzący z rodziny z tradycjami. By ją chronić, wszyscy są w stanie poświęcić wiele. I jego ojciec, i jego matka, i dziadkowie, a także jego kuzynka Patricia. Kuzynka, która dwadzieścia lat wcześniej straciła ojca w wyniku napadu rabunkowego, a sama została uwięziona w Chacie grozy, z której uwolniła się dopiero po paru miesiącach. Gdy nagle w apartamencie należącym do żyjącego samotnie Ry’a Straussa zostaje odnaleziony skradziony dwadzieścia lat wcześniej oryginalny obraz Vermeera, Win wie, że śmierć jego właściciela i fakt odnalezienia obrazu nie może być przypadkiem. Zaczyna jak po nitce do kłębka odkrywać kolejne fakty morderstwa, kradzieży, uwięzienia kuzynki sprzed dwudziestu lat. A także  wydarzeń, których sprawcami była Szóstka z Jane Street. Wydarzeń, które kosztowały życie niewinnych ludzi. W tym wszystkim pomaga mu nieodłączony przyjaciel Myron Bolitar, osobiście zaangażowany w rozwiązanie sprawy.

To nowy, ulubiony mój bohater. Bezkompromisowy, odważny, bez żadnych ograniczeń w każdej sferze swego życia. Do tego uroczo bezczelny. Korzystający z wszelkich możliwych dóbr, aplikacji randkowej dla bogatych, prywatnego śmigłowca, asystenta, limuzyn i wielu innych. Posiadający własny, niestandardowy kręgosłup moralny. I co dziwne, da się lubić. Ja go polubiłam od pierwszych stron. Może dlatego, że lubię skomplikowanych bohaterów, w których dobro miesza się ze złem i to na własnych warunkach. Win lubi przemoc. Przyznaje się do tego i nie zamierza tego tłumaczyć. Jak sam mówi: „Bardzo ją lubię. Nie uciekam się do niej dla innych. Stosuję ją dla samego siebie. i to nie tylko w ostateczności. Walczę, kiedy tylko mogę. Nie staram się unikać kłopotów. Szukam ich.” Jego nieograniczone możliwości finansowe sprawiają, że pewne rozrachunki przychodzą mu z dużo większą łatwością, niż oficjalnym organom ścigania. Mimo, że sprawa jest osobista, gdyż dotyczyła bezpośrednio jego rodziny, czytając miałam wrażenie, że bawi się nią, bawią go zagadki i kolejno odkrywane fakty. Bawi się podejmowanymi środkami, czynnościami i psychologicznymi gierkami, które prowadzi. Choć niektóre traktuje z odrazą, jeśli dotykają bezpośrednio jego samego; „Lopez i Young stosują wobec mnie zwykłą w takich przypadkach taktykę milczenia. Mechanizm jest prosty: większość ludzi nie znosi ciszy i zrobi wszystko, by ją przerwać, często mówiąc coś, co można potem wykorzystać przeciw nim. To dla mnie niemal obraza, że mają mnie za kogoś takiego.”.

Bardzo dobrze napisany thriller kryminalny. Coben fabułę zawarł w trzydziestu sześciu rozdziałach, których narratorem jest nie kto inny, jak sam Win. Jego spostrzeżenia są inteligentne, myśli uporządkowanie, postać i osobowość od początku do końca spójna. Win, jako narrator i zarazem główny bohater nie miota się, nie szamocze sam ze sobą, obce jest mu poczucie winy, działa metodycznie, konsekwentnie i potyczki prowadzi bardzo inteligentnie. Do tego, co go nierzadko zaskakuje, jest w stanie przyznać się do błędu, do mylnego osądu. Cała intryga jest skomplikowana. Dużo faktów miało finalnie znaczenie. Nie sposób jednak pogubić się w historii. Autor kreśli bohaterów w sposób bardzo wyrazisty, wydarzenia przedstawia systematycznie. Mimo, że książkę czytałam z przerwami, bieżąca sytuacja nie pozwoliła mi jej przeczytać w jeden wieczór, nie pogubiłam się w niej wcale. W wątki zatapiałam się na bieżąco. Kojarzyłam kolejno odkrywane fakty, nie pomijając żadnych ważnych informacji.

Czytanie tej książki to relaks i zabawa na najwyższym poziomie. Dużo w niej tajemniczości, osobistych przeżyć, a do tego język powodujący, że dialogi są bardzo inteligentne, tak samo jak bystre są spostrzeżenia, myśli i przeżycia głównego bohatera. Szczerze polecam.

Moja ocena 8/10.

Recenzja powstała we współpracy z  Wydawnictwem Albatros.

„Zostań przy mnie” Harlan Coben

ZOSTAŃ PRZY MNIE

  • Autor: HARLAN COBEN
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 416
  • Data premiery w tym wydaniu: 08.12.2021r.
  • Data 1 wydania polskiego: 13.02.2013r.

Nie taki koniec roku 2021 sobie wyobrażałam☹. Odchodzenie zawsze pozostawia dużo smutku w nas, tym więcej, im dotyka bliższych nam osób.  Tak tu tylko więc zostawię….

Powieść Harlana Cobena „Zostań przy mnie”, premierę w tym wydaniu miała 8 grudnia br. Premiera nie byle jaka. Związana jest bowiem z ekranizacją na platformie Netflix, której premiera wyznaczona została na 31 grudnia 2021r.  @WydawnictwoAlbatros przypomina oryginał. Ja swoim zwyczajem najpierw czytam, później oglądam.

Każdy dzieciak, pomyślała Megan, jest sfrustrowanym adwokatem, szukającym luk prawnych, domagającym się nierealnie niepodważalnych dowodów, atakującym nawet najdrobniejsze szczegóły. – „Zostań przy mnie” Harlan Coben.

Z takimi dywagacjami i trudnościami wychowania nastoletniej córki Kaylie i jej młodszego brata Jordana zmaga się Megan Pierce. Typowa amerykańska matka, żona i agentka nieruchomości z przedmieścia. Kobieta tęskniąca za swoim dawnym życiem. A przecież „(…) Powinna być wdzięczna i zadowolona, że ze wszystkich ludzi ona (…) osiągnęła to, o czym marzy każda dziewczynka.”. Czego więc szuka w La Crème w Atlantic City? Dlaczego wraca do tego miasta? Spotyka się z dawnym znajomym Rayem Levine i detektywem Broomem szukającym od siedemnastu lat Stewarta Greena, który zaginął kiedyś bez wieści. A którego tajemnicę Broom pragnie odkryć, by donieść o niej pogrążonej w smutku żonie oraz dzieciom. Czego więc szuka Megan w knajpie La Crème w Atlantic City i dlaczego co rusz wraca do tego miasta?

Nie jest to jedna z najlepszych książek Cobena. Samego Autora czytałam wielokrotnie. Na mym blogu znajdziecie cztery recenzje książek tego wybitnego amerykańskiego pisarza. Jest on niezwykle płodny w kreowaniu historii, w których trudne doświadczenia, ciekawe wątki kryminalne i napięcie splatają się od pierwszych stron. Tym razem zabrakło charakterystycznej główne bohaterki. Postać Megan mimo, że nie została przez Cobena spłycona nie zawładnęła moją wyobraźnią. Bardziej skupiłam się na Broomie, wydawał mi się ciekawszy. Duży plus za rozpisanie wątku Agnes, teściowej Megan oraz wątku z Barbie i Kenem. Te fragmenty fabuły czytały się praktycznie same. Do tego oczywiście antypatyczny zastępca komendanta Goldberg, który jak Doktor Jekyll i Pan Hyde ma dwa oblicza dodawał świeżości.

Wątek kryminalny został jednak dobrze napisany. Pomysł na osadzenie zaginięć w czasie Mardi Gras naprawdę ciekawy. U nas to święto znamy pod nazwą „Śledź”.  Według Wikipedii Mardi Gras (wym. [maʁ.di ɡʁɑ], fr. tłusty wtorek) – to „dzień przed środą popielcową, ostatni dzień karnawału. Jest to także nazwa różnego typu festiwali lub parad ulicznych, odbywających się niezależnie od siebie w wielu miastach na całym świecie, np. w Nowym Orleanie czy Sydney” (cyt. za: Wikipedia). Ten symbol, końca  i jednocześnie początku czegoś nowego zapadnie mi w pamięć na długo. Koniec zabawy. Coś w tym jest.

Jest to proza właściwa Harlanowi Cobenowi. Napisana charakterystycznym stylem, językiem. Autor unika zbędnych opisów, potrafi jednak wprowadzić Czytelnika w istotne okoliczności, które stanowią bazę pod kreowany aktualnie wątek. Chwilami czułam jednak, jakby Coben zapomniał, że wielu z jego czytelników jest inteligentnymi ludźmi. Powtórzenia, nawiązania do zaginionych mężczyzn, do powtarzanych co rusz uczuć i tęsknot Megan, wielokrotne przypominania jednego faktu, męczyły mnie momentami. Zapewne to cel Autora, by czytelnik nawet oderwany od powieści nie zapomniał istotnych informacji, które w pewnym momencie układają się w jedną, spójną całość. Jak w prawdziwym, dopracowanym od samego końca zakończeniu.

Książka dla fanów Cobena. Dla tych, co lubią thrillery kryminalne i lubią zanurzyć się w najgłębsze zakamarki dusz ludzkich, w których na dnie ukryte są najbardziej perwersyjne i złe pragnienia, o których spełnienie nawet nie trzeba za bardzo walczyć. Które praktycznie jest na wyciągnięcie ręki, wystarczy tylko po nie sięgnąć.

Moja ocena 6/10.

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Albatros.

„W drogę!” Beth O’Leary

W DROGĘ!

  • Autorka: BETH O’LEARY
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Seria: MAŁA CZARNA
  • Liczba stron: 416
  • Data premiery: 29.09.2021r.
  • Data premiery światowej: 29.04.2021r.

Autorkę Beth O’Leary, której „W drogę!” @WydawnictwoAlbatros wydało w dniu 29 września br., poznałam dzięki książce  „Współlokatorzy”. O książce tej napisałam w recenzji „(…) Opowiedziana historia jest bardzo pozytywna i zabawna, często śmiałam się na głos😉. Jak już napisałam bardzo pozytywnie nastraja do życia i na pewno jest świetnym sposobem na relaks i odpoczynek”. Zakładałam więc, że kolejne wydanie w ramach cyklu „Mała czarna” również będzie mi się podobać. Do tej pory książki tej serii traktowałam jako miłe urozmaicenie dla trudnych psychologicznych dramatów, czy mrożących krew w żyłach zagadkach kryminalnych.

To historia drogi, w której spotyka się pięcioro pasażerów. Każdy z nich ma własne doświadczenia, własną historię. Każdy z nich podążą w wiadomym sobie kierunku, choć i są tacy, którzy nie wiedzą dokąd zmierzają. Licząca 600 kilometrów podróż do Szkocji na ślub przyjaciółki zamienia się w wizytę w lunaparku, gdzie jedna za drugą karuzela obraca nas wokół naszej, własnej osi. A zaczyna się od pozornie niegroźnej stłuczki. A potem, jak to mówią, im dalej w las, tym ciemniej…

Początek naprawdę udany. Dużo o pomyśle wspólnej podróży, nadziejach. Sporo emocji wokół niezamierzonej kolizji, która przyczyniła się do frustracji, ujawnienia dawno skrywanych uraz i gniewu oraz przymusiła do skonfrontowania się z przeszłością. Zapowiadało się nieźle. Niestety gdzieś w połowie książki zaczęłam tracić zainteresowanie. Autorka podążała z góry powziętym zamiarem, by jednak było optymistycznie, miło, czasem wręcz infantylnie. Mój brak zainteresowania wynikał więc z tego, że naprawdę porywająca historia stała się trochę mdła, bez wyrazu.

Podobała mi się formuła zastosowana w książce przez Autorkę. Lubię konstrukcje, w których jest jasny podział na „tu i teraz” oraz „wcześniej”. Dzięki temu czytelnik śledzi losy uczestników podróży i równocześnie poznaje  przeszłość Addie i Deba, którzy kiedyś byli sobie bliscy. Czegoś mi jednak w tej pozycji brakowało i to dość mocno.  Niby nie była zła, a jednak mnie nudziła. Jak już wspomniałam pomysł na fabułę fantastyczny, tylko rozpisanie jej w wątki, opowieści, dialogi nie spełniły moich oczekiwań.  Taka niby przyjemna i lekka lektura, po której przeczytaniu poczułam się bardzo zmordowana. Jak po bardzo męczących przedświątecznych porządkach.

Moja ocena 6/10.

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Albatros.

„Wielka Panda i Mały Smok” James Norbury

WIELKA PANDA I MAŁY SMOK

  • Autor: JAMES NORBURY
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 160
  • Data premiery: 27.10.2021r.

Już dawno przestałam wierzyć Wydawcom i recenzentom, szczególnie przedpremierowym😉. Staram się nie nastrajać ani pozytywnie, ani negatywnie. Czasem książka mnie zaskakuje trafnością do wydanych opinii, czasem wręcz przeciwnie. Ale sami wiecie jak to jest, każdy z nas dostrzega coś innego, dla każdego w danym momencie coś innego jest istotne. Nie inaczej było z październikową premierą od @WydawnictwoAlbatros pt. „Wielka Panda i Mały Smok” Jamesa Norbury. Do tej pozycji podeszłam z lekkim sceptycyzmem mimo gwarancji satysfakcji w opisie Wydawcy oraz przepięknych ilustracji.

„-Mały Smoku, czy słyszysz wiatr, który szumi w gałęziach drzew? To natura mówi nam, żebyśmy zatrzymali się na chwile, oddychali i po prostu byli” – „Wielka Panda i Mały Smok” James Norbury.

Opis Wydawcy:

„(…) rozpisana na dwa głosy opowieść o przyjaźni, odwadze, czułości dla samego siebie… i o tym, dlaczego warto czasem napić się herbaty.

Przed Wami książka, która podbije Wasze serca!

Wielka Panda i Mały Smok podejmują wspólną podróż, choć dobrze się nie znają. Szybko gubią drogę – jak wielu z nas w życiu – ale wiedzą, że stracenie z oczu celu często pozwala dostrzec wspaniałości, których zazwyczaj nie zauważamy. Dlatego z radością błądzą, odkrywają nieznane miejsca i dyskutują o tym, co w życiu najważniejsze”.

Rozumiecie więc skąd ten sceptycyzm przed rozpoczęciem czytania. Jak Wydawca pisze: Przed Wami książka, która podbije Wasze serca! to zakładam, że w zdaniu tym, nie może być grama prawdy. I tu wielkie zdziwienie!!! Totalne zaskoczenie!!! Czytając nasuwały mi się tylko takie przymiotniki jak: zachwycająca, odświeżająca, mądra, fascynująca, pogodna, optymistyczna i ekscytująca. Niby temat dość powszechny. Dwójka bohaterów wyrusza w podróż, która nie przebiega zgodnie z planem. Żaden z nich jednak się nie martwi, nie traci dobrego nastroju, nie zniechęca. Podążając w nieznane pokonują samych siebie i prowadzą bardzo mądre rozmowy. Rozmowy o życiu, o tym, co tak naprawdę w nim ważne. Dzielą się spostrzeżeniami, jak w codzienności można odnaleźć dużo dobrego. Jak można znaleźć same dobre strony, jaśniejsze punkty, nawet, jeśli w doznajemy nieprzyjemności. Podróż Wielkiej Pandy i Małego Smoka to swoistego rodzaju krzywe zwierciadło, w którym każdy z nas może się przeglądać. Przeglądać i przeglądać. To świadectwo, które możemy uznać za własne, o ile mamy wystarczająco dużo uważności i otwartości.

Kompozycja książki dodatkowo mnie urzekła. Autor wraz z Wydawcą zachowali idealne proporcje. Ilustracje, czarno-białe przeplatane kolorowymi, wybór bohaterów i ich przygód. Nie ma w nie nic z moralizatorstwa, nie ma besztania i „rozkminiania” na drobne, dlaczego nie dostrzegamy otaczającego nas, pięknego świata. Jest w niej dużo ciepłych myśli i uwag. Ciągle powracało do mnie uczucie, by dać sobie szansę, dawać tę szansę każdego dnia, tworzyć nowy początek.

Ta pozycja przemówiła do mnie, do mojej wyobraźni. Sprawiła, że poczułam wyjątkowość tej książki. Przez nostalgię, po radność i zachwyt. Od pierwszej do ostatniej strony. I tylko pozostaje żal, że przeczytałam ją tak późno.

Książka dla każdego, bez względu na wiek. Łapcie za nią i czytajcie. Dajcie sobie chwilę wytchnienia, a poczujecie to co ja. Sam zachwyt!!!  

Moja ocena 9/10.

Recenzja we współpracy z  Wydawnictwem Albatros.

„Ta, która zawiniła” Jane Corry

TA, KTÓRA ZAWINIŁA

  • Autorka: JANE CORRY
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron:480
  • Data premiery: 27.10.2021r.

Już połowa listopada, a ja jeszcze nie uporałam się z wszystkimi premierami października. Cóż zrobić, jesień nigdy nie była moją ulubioną porą roku😉. Przed pracą ciemno, po pracy ciemno, praktycznie środek nocy. No i jak tu czytać i dzielić się swoimi spostrzeżeniami jak księżyc świeci? Jedną z październikowych premier, którą nadrobiłam jest premiera z 27 października br. od @WydawnictwoAlbatros. To „Ta, która zawiniła” Jane Corry. Z autorką, mimo, że na swoim koncie ma już kilka poczytnych powieści spotkałam się po raz pierwszy i muszę napisać, że na pewno nie ostatni😊.

W jednej książce dwie historie. Pierwszą z nich jest historia Ellie. Żony wykładowcy uniwersyteckiego Rogera. Matki dwójki dzieci i szczęśliwej babci kilkuletniego Josha. Życie Ellie jest tylko z pozoru poukładane. Ellie boryka się z notorycznymi zdradami męża i trudną przeszłością. Wychowywana bez matki, dorastała w domu z macochą, której nie była potrzebna. Wycofany ojciec nie potrafił wynagrodzić jej nieszczęśliwego domu rodzinnego. Ellie z beztroskiej, radosnej dziewczynki zamieniła się w kobietę, której lęki o bliskich uniemożliwiają pomyślne życie. Wszystko nabiera nowego znaczenia, gdy traci z oczu Josha i dostrzega jego koszulkę w stawie sąsiadów. Druga historia to opowieść o Jo. Bezdomnej, żyjącej na ulicy. Jo maltretowanej przez ojca, wychowywanej w domach dziecka, fizycznie i psychicznie nękanej przez męża. Jo, która straciła dwóch synów i której historia kiedyś poruszyła serce Ellie. Jak losy tych dwóch kobiet mogły się spleść? Jak ich historie mogły stać się tak podobne?

Narracja. Tak to jest coś, co wyróżnia ten thriller psychologiczny. Narracja jest pierwszoosobowa. Dzięki osobistej perspektywie tak naprawdę poznajemy, z czym przez lata musiała mierzyć się i Jo, i Ellie. Dzięki temu zabiegowi książkę czyta się z pełnym zaangażowaniem, jak pamiętnik, napisany wspaniałym językiem, prawie faktograficznie. Zespół stresu pourazowego (PTSD). Temu zaburzeniu autorka poświęciła osobną część książki. W trakcie czytania wielokrotnie chyliłam głowę na znak szacunku do Jane Corry, która wykonała solidną pracę, by przygotować się do opisania tej jednostki chorobowej wywołanej traumatycznymi przeżyciami. Symptomy wspaniale wplotła w losy bohaterów, co rusz je obrazując w poszczególnych fragmentach książki. Zachowania, które z pozoru mogły wydawać się niezrozumiałe, nabrały nowego znaczenia, nabrały sensu. Konstrukcja. To kolejna zaleta tej publikacji. Książka składa się z sześćdziesięciu trzech rozdziałów. Każdy pisany z perspektywy Ellie lub Jo. Wspaniałe retrospekcje zabrały mnie do czasów przeszłych, które odcisnęły piętno na przyszłości głównych bohaterów. Niezwykle spodobały mi się wątki poboczne, jak wątek Steve’a, czy młodego Tima. Dodały książce dodatkowego atutu. Rys psychologiczny. Dzięki pogłębieniu literatury przedmiotu związanego z PTSD główne, ale nie tylko, postaci cechuje głęboki rys psychologiczny. Pozwoliło mi to lepiej zrozumieć ich motywację, zajrzeć w głąb ich duszy i serca, poznać myśli i emocje, a także usprawiedliwić je w mig. Co ważne, psychologiczny aspekt postaci jest spójny z jej całym obrazem. To dowód, że autorka ma talent do konstruowania złożonych bohaterów bardzo wnikliwie, spójnie i konsekwentnie. Uwielbiam, gdy wszystko w postaci spina się od początku do końca. Roger. W przypadku męża Ellie, zabrakło mi szerszego kontekstu tej postaci.  Rogera poznałam tylko pobieżnie, a on miał ogromne znaczenie dla Ellie. Dopiero w ostatniej części książki zaznajomiłam się z jego prawdziwym obliczem. Człowiek kameleon, jakim wiele wokół nas. Z pozoru troskliwi, w rzeczywistości sprawni manipulatorzy. Tylko jak ich rozpoznać? Jak ich zdemaskować?

W książkach, nie tylko thrillerach bardzo cenię, gdy – parafrazując autorkę – za powieścią kryje się nauka. Nauka w „Tej, która zawiniła” wyziera prawie z każdej strony. To nauka o szczęściu, którego nigdy nie osiągniemy, jeśli nie uporamy się z demonami przeszłości i nie przepracujemy traum, które nas gnębią. To nauka o miłości niespełnionej, która pod przykrywką dobrych chęci i zaangażowania pozwala spełniać nam własne, indywidualne potrzeby. To nauka o odrzuceniu, gdy nie spełniamy oczekiwań innych. To nauka o tym, jak ważna jest rodzina i wsparcie, które otrzymujemy w naszych domach. Gdy go nie ma jesteśmy w stanie sięgnąć dna. I wreszcie to nauka o poczuciu winy, tak często przerzucanej na nas, gdy tak naprawdę nic od nas nie zależało, na nic nie mieliśmy realnego, bezpośredniego wpływu. O winie, która nigdy nie pozwoli nam się wyzwolić, gdy wreszcie nie powiemy sobie DOŚĆ.

Zapraszam do lektury!!! Naprawdę warto przeczytać.

Moja ocena 7/10.

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Albatros.

„Wszechmocny Amazon. Jeff Bezos i jego globalne imperium” Brad Stone

WSZECHMOCNY AMAZON. JEFF BEZOS I JEGO GLOBALNE IMPERIUM

  • Autor: BRAD STONE
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 511
  • Data premiery: 27.10.2021r.

Firmę Amazon zna chyba każdy. To ogromne imperium, które powstało w czasie, gdy zapotrzebowanie na jego ofertę było niszowe. Dla twórcy Amazona Jeffa Bezosa to był przysłowiowy „strzał w dziesiątkę”, który wyniósł go na wyżyny najbardziej zamożnych i wpływowych ludzi naszych czasów. Ja o powstaniach imperium lubię czytać tylko w aspekcie historii i to dawnej, ale „Jeff Bezos i jego globalne imperium” zaciekawił mnie na tyle, że sięgnęłam po tą obszerną publikację, która premierę miała w ostatnią środę, tj. 27 października br. od @WydawnictwoAlbatros. O czym przeczytacie w książce Brada Stone’a pt. „Wszechmocny Amazon. Jeff Bezos i jego globalne imperium” ?

To kontynuacja bestsellera „Jeff Bezos i era Amazona”. Tym razem autor na warsztat dziennikarski bierze wpływ, jaki miał na światową gospodarkę zmonopolizowanie do pewnego czasu rynku przez Amazona. Co ciekawe, Brad Stone nie oszczędza samego Jeffa Bezosa. Odnosi się do jego decyzji finansowych, analizuje jego przemianę z pochłoniętego realizowaniem swoich urojeń technologicznego wizjonera we wpływowego biznesmena. W książce znajdziecie opisanych wiele ścieżek, którymi podążał Amazon, by w efekcie stać się tym, czym stał. Ciekawie odzwierciedlone zostały perturbacje na rynkach azjatyckich, gdzie dotarcie z nowymi technologiami zwykle jest bardzo pasjonujące, ze względu na ogromne różnice kultur. To podróż w nowy świat. Świat, w którym coś się zaczęło w pewnej głowie. Głowie zdolnego człowieka, który pozwolił sobie zrobić ten pierwszy krok.

Nie będę udawać, że książkę przeczytałam z pasją. Nie jest to mój ulubiony gatunek. Nie to, że nie lubię czytać o „złotych chłopcach”, którzy zdominowali świat i osiągnęli sukces. Nie to, że zazdroszczę, lub co gorsza czuję zawiść. Po prostu, czytanie o czymś tak oczywistym wydaje mi się często stratą czasu. Sama dostrzegam globalne sukcesy w codziennym życiu. Droga do sukcesu nie zawsze jest tak pasjonująca jak finalny efekt. Muszę jednak przyznać, że autor pokusił się o bardzo ciekawe odzwierciedlenie tej drogi. Duży plus za przedstawienie osoby samego Jeffa Bezosa, którego prywatne życie stało się pożywką dla tabloidów i stron plotkarskim. Z jednej strony ze stron książek Bezos jawi nam się jako wspaniały wizjoner, jakich w historii było wielu. Z drugiej jako despota i typowy autokrata trzymający w ryzach cały zespół i uznający swoje plany oraz decyzje za najbardziej właściwe. Nie jest to jednak jego wada. Przy tak globalnych przedsiębiorstwach jest to cecha przeważająca wśród zarządzających. Przecież ogromne i wpływowe korporacje rządzą się swoimi prawami. Finansowy aspekt publikacji podobał mi się najmniej. Finansistą nie jestem i czytanie o tych wszystkich meandrach decyzji finansowych zanudziło mnie na śmierć. Zdecydowanie bardziej wolę socjologiczny i psychologiczny aspekt globalnego imperium.

Książka jest dla pasjonatów, którzy pragną dowiedzieć się co determinuje tak globalny sukces. Jakie decyzje, jakie cechy przywódcze stają się czynnikami pozwalającymi wyzwolić to coś, co zrobi z nas bogaczy mających wpływ na globalną gospodarkę.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Albatros.

„Czas łaski” John Grisham

CZAS ŁASKI

  • Autor: JOHN GRISHAM
  • Seria: JAKE BRIGANCE (Tom 3)
  • Wydawnictwo: ALBATROS
  • Liczba stron: 608
  • Data premiery: 13.10.2021r.

Trudno przeczytać wszystkie książki, które ukazują się w premierowe środy😊. Ja jednak nie ustaję w boju. Dzień po dniu staram się czytać książki, które mnie ciekawią i z którym chętnie się zapoznaję. Jedną z takich książek jest premiera z 13 października br. od @WydawnictwoAlbatros. Mam tu na myśli „Czas łaski” Johna Grishama. To trzecia część przygód niezmordowanego adwokata Jake’a Brigance. Czytaliście o niesamowitych walkach na sali rozpraw tego niezawodnego prawnika w „Czasie zabijania”  lub w „Czasie zapłaty” ? Ja wiele lat temu przeczytałam „Czas zabijania”. Książka bardzo mi się spodobała, tym chętniej sięgnęłam do najnowszej publikacji tego wybitnego powieściopisarza.

(…) to partia szachów, ale taka, w której zasady nie zawsze obowiązują” – „Czas łaski” John Grisham.

Tym razem Jake zagrzebał się w sprawę nie do wygrania. Oskarżonym jest szesnastoletni Drew Gamble, który zabił ze służbowej broni miejscowego zastępcę szeryfa, Stuarta Kofera. Wszyscy w małym miasteczku interesują się sprawą. Każdy dopinguje szeryfa Ozziego Wallsa, by skazany szybko trafił za kratki, albo jeszcze szybciej do komory gazowej, w której dokonuje się kary śmierci. Jake niechętnie podejmuje się obrony małoletniego licząc na szybsze zakończenie innej sprawy prowadzonej pod przewodnictwem tego samego sędziego. W pięćdziesięciu pięciu rozdziałach rozpoczyna się walka z jednej strony o życiu, z drugiej o sprawiedliwość, a jeszcze z trzeciej o rodzinę. Czy tej walce podoła Jake? Czy rodzina Kofera wierząca, że życie stracił wspaniały i dobroduszny syn wytrzyma napięcie na sali sądowej? Czy przydomek „złotego chłopca” wśród policjantów w pełni oddaje osobowość ofiary?

Nie powiem, dobre są te książki Johna Grishama. W swym życiu przeczytałam ich sporo. Ostatnio zachwycałam się „Wyspą Camino” i jej kontynuacją „Wichrami Camino”. W „Czasie łaski” Grisham zabrał mnie z powrotem w podróż w meandry prawnicze. Nie bez przygotowania, co to to nie. Opisał w charakterystycznym dla siebie stylu, bardzo przejrzyście z czym musi borykać się, z jakimi formalnościami, wnioskami, sprzeciwami i odwołaniami prawnik, który chce walczyć o życie kilkunastoletniego chłopca. Bardzo dobrze Autor osadził fabułę. To maleńka społeczność, gdzie każdy wszystko o każdym wie, a policjanci dobrze znają Brigance’a. Sam szeryf jest jego przyjacielem. Zastanawiało mnie co stanie się z przyjaźnią i sympatią, gdy dwaj dotychczas bardzo dobrzy znajomi stają po dwóch stronach barykady i każdy broni swojego. Grisham bardzo profesjonalnie podszedł do tematu, nie zanudzając mnie w ogóle wewnętrznymi rozterkami hołdując zasadzie, że każdy ma prawo do obrony. Bardzo spodobało mi się odzwierciedlenie amerykańskiego systemu prawnego, sposób wyboru ławy przysięgłych i role jakie w nim odgrywają strony postępowania. Sędzia zachwycił mnie swoją dostępnością. O tak!!! Może to Wam się wydawać dziwne, ale w amerykańskim sądownictwie sędzia siada ze stronami postępowania, omawia następny krok, w bezpośredniej rozmowie dopuszcza lub oddala kolejne wnioski, a przede wszystkim dba by proces nie trwał za długo. Niesamowite doświadczenie poobserwować te inne realia, do których nam bardzo, ale to bardzo daleko. No dobrze, zdradzę Wam pewną tajemnicę. Nie o proces tu chodzi, ani o jego rozstrzygnięcie, które zajmuje tak naprawdę ostatnie sto pięćdziesiąt stron. Chodzi tu o to wszystko, co dzieje się bardziej lub mniej bezpośrednio przed zabójstwem oraz bardziej lub mniej po zatrzymaniu oskarżonego. Chodzi tu o samego Drew, o jego matkę i jego siostrę Kierę. Znaczenie ogromne ma sama ofiara, jej rodzina, która nie zawsze jest bez winy, bez znaczenia. Istotny jest cały sztab współpracowników, którzy wspólnie pracują, by obronić z góry skazanego na karę śmierci. Autorytetem jest także żona, która umiejętnie dopytuje, kwestionuje zmuszając Jake’a do ciągłego myślenia i zastanawiania się, jak oczarować ławę przysięgłych. Jakby dodać do treści trochę więcej z rysu psychologicznego i sprawcy, i ofiary, i ich najbliższych, to wyszłoby prawie arcydzieło.

Grisham jest mistrzem tworzenia thrillerów prawniczych. Ta pozycja to po raz kolejny udowadnia.

Moja ocena 7/10.

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Albatros.