„Obca kobieta” Magdalena Majcher

OBCA KOBIETA

  • Autor: MAGDALENA MAJCHER
  • Wydawnictwo: W.A.B.
  • Liczba stron: 352
  • Data premiery: 15.09.2021r.

Autorkę @magdalenamajcherautorka czytam bez opamiętania. „Obca kobieta” to jedenasta książka, z którą się zapoznałam. Recenzje wszystkich poprzednich dziesięciu znajdziecie na moim blogu. Lubię jej styl pisania, umiejętność konstruowania zawiłych relacji i bohaterów, którzy zwykle nie są czarno – biali. @wydawnictwo.wab  obdarowało mnie kolejnym prezentem z okazji premiery „Obcej kobiety”, za co bardzo dziękuję. Czyż tytuł nie brzmi intrygująco?

Weronika i Hubert do pewnego czasu tworzyli udany związek. Do pewnego czasu wychowując wspólnie córkę Oliwię, której Weronika nie jest biologiczną matką. Zawsze czuła się obco, niewystarczająco swoja i w roli matki, i w roli żony. Hubert wiedziony innym, lepszym życiem nagle ją porzucił. Weronika zaczyna walczyć. Walczyć o życie, które niespodzianie utraciła. Walczyć o swoje macierzyństwo. Walczyć o swoje, nie-swoje dziecko.

Książka zaskoczyła mnie finalnie fabułą, która okazała się inna, niż z początku się spodziewałam. Czasem tak jest, że własną historię układamy w głowie już po przeczytaniu pierwszych pięćdziesięciu stron. Zamysł Autorki był jednak zgoła inny. To zawiłe studium relacji matki z córką. To diagnoza, jak można z totalnie obcej kobiety stać się jedną z najważniejszych osób w życiu innego człowieka. Bardzo podobał mi się ten motyw. Motyw walki Weroniki o szczęście jej dziecka, które z początku nie darzyło jej sympatią. Relacja, która się rozwijała na przestrzeni opisanych dziesięciu lat, dzięki zastosowanej przez Majcher retrospekcji, zademonstrowała mechanizmy z którymi musiała borykać się i Oliwia, i Weronika. Każda na swój sposób się zmagała z własnymi ograniczeniami, własnymi wyobrażeniami o tym, jak powinno wyglądać ich wspólne życie. A Hubert, no cóż. Nie zapałałam do niego sympatią. Nie dziwne. Wszak dziesięć lat to szmat czasu, który nagle Hubert postanowił zmazać jednym ruchem. Zapomniał dość szybko, co ich łączyło. Trochę zabrakło mi wielkiego buuum. Jak obiecywał Wydawca w swoim opisie „Weronika ma pewien mroczny sekret …”. Celowo o nim nie wspominałam w moim wprowadzeniu do fabuły. Mroczny sekret nie okazał się dla mnie spektakularny. Nie okazał się szokujący. Mimo to warto przeczytać tę pozycję. Wszak literatura obyczajowa rządzi się swoimi prawami.

Jest to klasyka gatunku w wykonaniu Magdaleny Majcher. Dużo wzruszeń, trudnych przeżyć i skomplikowanych relacji. Wszystkiego po trochu. Zachęcam do zapoznania się z lekturą.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU WAB.

„Il professore. Włoska miłość” Weronika Tomala

IL PROFESSORE. WŁOSKA MIŁOŚĆ

  • Autorka: WERONIKA TOMALA
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 312
  • Data premiery: 14.09.2021r.

Nie wiem jak to się stało, że opublikowałam już większość recenzji listopadowych premier od Wydawnictwa @Zysk i S-ka, jestem w trakcie czytania kolejnej pozycji z końca listopada br., a tu zalegam z recenzją premiery z września☹. Zaćmienie, całkowite zaćmienie. Notatki z książki już pokrył kurz, a ja tu dopiero je ubieram w opinię godną opublikowania na moim blogu. Ech…

Z Autorką @WeronikaTomalaAutor spotkałam się już trzykrotnie😊. Ostatnio przy okazji książki pt. „Cztery liście koniczyny”, o której w recenzji napisałam między innymi „(…) porusza wiele emocji, jest pełna bólu, ale i miłości do życia i nadziei. Zakończenie spowodowało, że miałam ciarki. Ciekawa koncepcja”. Tym chętniej sięgnęłam po „Il professore. Włoska miłość”, którą przeczytałam jednym tchem. Bo czyż można nie kochać Florencji?

Zakazana włoska miłość po polsku

On – profesor sztuki włoskiej Matteo Bartollini. Ona – Magda studentka piątego roku. On – inteligentny, szanowany, żonaty, przystojny. Ona – lecząca ciągle otwarte rany, szukająca spokoju, odosobnienia. A do tego przepiękna włoska sceneria, artystyczny świat, w którym wszystko jest możliwe, a przyszłość czeka na nas z otwartymi ramionami.

Zaciekawieni? To dobrze. Starałam się jak mogłam, by wstęp zaciekawił Was na tyle, byście od razu pobiegli do księgarń. Mimo, że historia nie jest nowa i nie zbliża się do szekspirowskiego „Romea i Julii” to czyta się o niej bardzo przyjemnie. Zmienne umiejscowienie fabuły w czasie dodaje powieści interesującego polotu. Momentami chwytałam się na tym, że zmieniająca się czasoprzestrzeń zagmatwała mi odbiór, poplątała mi myśli. W tych momentach musiałam się zatrzymywać, co wcale nie czyni książkę trudną w odbiorze. Główne wątki są bardzo rozległe. Z jednej strony trudna miłość, która nie powinna się zdarzyć. Z drugiej błędne wybory, brak szczęścia  w małżeństwie, skutki zdrady. O tych kwestiach czyta mi się trudno. Zdrada nawet jeśli występuje w chwili totalnego, kompletnego zauroczenia, czy wielkiej miłości od pierwszego wejrzenia, jest jednak zdradą. Jest totalnym zaprzeczeniem złożonym obietnic i zamyka pewien rozdział w dotychczasowym życiu małżonków. Tomala odważnie podeszła do tematu. Przedstawiła różną perspektywę. Każdy czytelnik odniesie wydarzenia opisane w książce do siebie w sposób całkowicie unikatowy. Coś co mnie zachwyca, komuś innemu wyda się błahe, infantylne. Coś co mnie zasmuci, dla kogoś innego okaże się tylko kolejną konsekwencją ludzkich losów. Wszystko zależy od tego czego szukamy w literaturze i od tego, jakie są nasze doświadczenia.

Ogromnym plusem tej powieści jest włoski krajobraz. Włochy ukochałam podczas mojego letniego urlopu. Ten włoski temperament, język, specyfika wyzierają praktycznie z każdej strony. Do tego sztuka, która jest wdzięcznym tłem dla przedstawionej historii. Nie będę ukrywać, że druga połowa jest zdecydowanie lepsza od pierwszej. Autorka wprowadzała mnie w historię pełną wewnętrznych przeżyć powoli, sennie. Jakby chciała, bym nasyciła się tym, co oferuje ukochana przeze mnie Florencja. Tą senność zgubiłam jednak szybko, gdy akcja nabrała tempa, a wydarzenia następowały jedno po drugim.

To powieść, która dostarcza wielu emocji. Momentami smutna, chwilami opisująca prawdziwie silną miłość. Finalnie napawająca optymizmem i motywująca do poszukiwania własnego „Ja”.

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Zysk i S-ka.

„LoveInk you” K.N. Haner

LOVEINK YOU

  • Autorka: K.N. HANER
  • Wydawnictwo: AKURAT
  • Liczba stron: 384
  • Data premiery: 29.09.2021r.

Nie, nie. Niech Was nie myli obco brzmiące nazwisko autorki książki „Lovelnk you”, która premierę miała 29 września br. To nikt inny jak uśmiechnięta (…) przepełniona pozytywną energią, otwarta i rodzinna” (cyt. za lubimyczytac.pl/autor) nasza rodzima @K.N. Haner/Katarzyna Nowakowska – strona autorska. Jej publikacje bombardują w zawrotnym tempie polski rynek czytelniczy, a jej poprzednią książkę „Femme fatale” oceniłam 7/10. Czy „Lovelnk you” wydana nakładem Wydawnictwa Akurat (imprint @wydawnictwo.muza.sa ) również mi się podobała?

„Taka miłość zdarza się tylko raz w życiu” – z opisu Wydawcy.

Nie do końca z tą opinią zgadza się Isaac, typowy bad boy, macho w najgorszym tego słowa znaczeniu, dla którego liczą się tylko kumple. Nie do końca w ten powtarzany slogan wierzy też Nina. Dziewczyna skrywająca tajemnice.  Jednocześnie będąc jak piękny, rzadki okaz, będąc wrażliwą i piękną duszą. Spotkanie tych dwojga nie do końca odbywa się zgodnie ze scenariuszem. Nie ma wielkiego wow, nie ma wielkiego bum. Jest osłupienie, zdziwienie i chęć poznania prawdy o sobie samym, i o sobie nawzajem.

Ciągle zastanawia mnie fenomen tego gatunku. Romansu, erotyku czasem z dozą thrillera. Tym razem Autorka rozbudowała wątek obyczajowy. I zrobiła to z prawdziwym smakiem. Kira, czy Nina? To frapowało mnie najbardziej. Czego tak naprawdę szuka Isaac w swoim życiu i za czym tęskni ? Dodatkowo spodobał mi się wątek wychowanków domów dziecka. To potwierdza, że Autorka, mimo lekkiego gatunku, nie ucieka od trudnych, smutnych tematów. Nie unika problematycznych pytań, na które nie zawsze znajdujemy odpowiedzi. Postaci kobiece są niewątpliwie mocną stroną tej pozycji. Zarówno Kira, jak i Nina mają nam wiele do zaoferowania, mimo dzielących je różnic. Historia i jednej, i drugiej dziewczyny nie należy do najłatwiejszych. Książka wprawiła mnie w osłupienie wyciskając ze mnie morze wzruszeń.

„Lovelnk you” wychodzi poza schemat romansu. I to przekraczanie granicy wyszło na dobre. Pamiętajcie, nie każda miłosna historia musi się dobrze skończyć. Żeby dowiedzieć się, czy jednak jakiś happy end znajdziecie na końcu książki, sięgnijcie po tę publikację. Zabierze Was w inny, możliwe, że bardziej od Waszego, skomplikowany świat. Świat, w którym każdy ma swoją historię.

Moja ocena: 7/10

Dziękuję Wydawnictwu Akurat  za możliwość przeczytania i podzielenia się Wami tą książką.

„Legendarne kradzieże” Soledad Romero Marino, Julio Antonio Blasco

LEGENDARNE KRADZIEŻE. NA TROPIE NAJWIĘKSZYCH ZŁODZIEI W HISTORII ŚWIATA.

  • Autor:SOLEDAD ROMERO MARINO, JULIO ANTONIO BLASCO
  • Wydawnictwo:ZNAK EMOTIKON
  • Liczba stron:64
  • Data premiery: 01.09.2021r.

Od jakiegoś czasu Wydawnictwo Znak zaczęło wydawać przepiękne picturebooki. Oprócz interesującej treści uwagę zwraca w nich niezwykle staranne wydanie. Jedną z pozycji, która zwróciła moją uwagę były „Legendarne kradzieże”.

Książka ta zawiera opowieści o najciekawszych włamaniach w historii świata. Oprócz ciekawostek, szczegółów dotyczących czasu i miejsca zdarzenia, jest też opisany jego przebieg i toczące się po włamaniu śledztwo. W środku znajdziemy także informacje na temat tego, czy sprawca został ujęty i jeśli tak, to w jaki sposób został ukarany. Oprócz ciekawej treści książka jest też świetnie zrealizowana pod względem graficznym. Jej strony stylizowane są na strony z gazet, dzięki czemu możemy mieć poczucie, że oglądamy wycinki autentycznych artykułów, a opisywane wydarzenia nabierają większej realności.

Gorąco polecam Wam tę pozycję. Ja, razem z moimi dziećmi, bawiłam się przy niej świetnie. Może stanowić ciekawy wstęp do długi rozmów na temat sprawiedliwości, dobra i zła, itp., ale przede wszystkim pozwala miło spędzić wspólnie czas.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak Emotikon.

„Skazani. Historie skrzywdzonych przez system” Ludmiła Anannikova

„SKAZANI. HISTORIE SKRZYWDZONYCH PRZEZ SYSTEM”

  • Autorka: LUDMIŁA ANANNIKOVA
  • Wydawnictwo: W.A.B.
  • Liczba stron: 295
  • Data premiery: 29.09.2021r.

Każdy gatunek ma swoje prawa. Kryminał musi mieć zagadkę i wielu podejrzanych. Thriller ma nas wciskać w fotel, byśmy potem długo o nim nie zapomnieli. Literatura piękna powinna nas zachwycać estetycznym językiem i stylem. Zaś felietony, raz śmieszyć, raz smucić w zależności od tematu. Jaki ma być reportaż nie do końca wiem, bo nie jest to mój ulubiony gatunek. Słysząc jednak o propozycji @wydawnictwo.wab „Skazani. Historie skrzywdzonych przez system”, która premierę miała 29 września br., pióra dziennikarki śledczej @Ludmiła Anannikova wiedziałam, że będzie to ten reportaż, który koniecznie muszę przeczytać. Od razu Wam napiszę, że decyzja ta okazała się jedną z tych całkowicie trafnych.

Każdy sąd powinien dążyć do tego, żeby wydać wyrok sprawiedliwy, tylko w oparciu o dowody, zgodnie z sumieniem i pełnym przekonaniem. I wierzę, że tak się dzieje. Ale czasami splot okoliczności może być taki, że doprowadzi do pomyłki sądowej” –„Skazani. Historie skrzywdzonych przez system” Ludmiła Anannikova.

I o ten splot okoliczności Autorce chodzi. O tych, którzy odsiadują, bądź odsiedzieli już wieloletnie wyroki lub osadzenia w areszcie na podstawie zeznań świadków, które ze sobą w ogóle nie są spójne. Na podstawie poszlak, domniemań, na podstawie obarczonego błędem okazania. Bez jakichkolwiek udowodnionych w trakcie procesu sądowego motywu, powodu,  czy powiązania z ofiarą lub innymi sprawcami. Książka stanowi zbiór sześciu reportaży. Jest wynikiem wnikliwego, rzetelnego śledztwa dziennikarskiego. Autorka przeczytała kilkaset tomów akt, spotkała się zarówno ze skazanymi, świadkami tamtych wydarzeń, rodzinami ofiar i osadzonych, a także z niezależnymi ekspertami, adwokatami, prokuratorami, policjantami, czy nawet sędzią. Wszystko po to, by takiej mi, czy takiej/emu Tobie pojawiła się refleksja: przecież następna/y mogę być JA!!!

Wszystko, o czym napisała Anannikova mogłoby zdarzyć się zwykłemu Nowakowi, zwykłemu Kowalskiemu. Mogłoby zdarzyć się mi, mojemu sąsiadowi, czy nawet ukochanej babci. Historie nie są wyssane z palca. To prawdziwe zbrodnie, prawdziwe akty oskarżenia, prawdziwe prawomocne wyroki, rzadko kiedy uniewinniające. To prawdziwi ludzie. Ci którzy stracili życie. Ci, którzy dokonali zbrodni. A także Ci, którzy za nie zostali skazani. Pytanie, które pojawiało mi się wielokrotnie w głowie po zapoznaniu się z analizą dowodową zaprezentowaną przez Autorkę: Czy słusznie? To nie system jest winny oskarżaniu na podstawie poszlak, skazywaniu na podstawie zeznań trzech świadków, który każdy mówi coś innego. To nie system zawinił. Winę ponosi zawsze człowiek. Raz będzie to ambitny prokurator, innym razem zmęczony i zniesmaczony kolejną sprawą sędzia, który ze względu na statystyki zrobi wszystko, by ją zamknąć wyrokiem. A kiedy indziej będzie to zwykły śledczy, który nie zabezpieczy śladów, pominie przesłuchanie, błędnie spisze notatkę robiąc oczywistą omyłkę pisarską, która innych będzie kosztowała całe zmarnowane życie. Jak mawiał Seneka Starszy „Błądzić jest rzeczą ludzką” – pełna zgoda. Tylko popierając Autorkę ktoś z tych błędów powinien drugiego rozliczyć i do błędu należy się przyznać, by jak najszybciej go naprawić.

Gdybym miała opisać tą książkę jednym zdaniem, napisałabym: Niezwykle wzruszająca podróż w historie zwykłych ludzi. Ludzi, którzy stracili wszystko, a przede wszystkim wolność. Tych straconych lat nikt im nie odda, nawet wielomilionowe odszkodowanie nie wynagrodzi im tych krzywd. Najbardziej chwyciła mnie za serce opowieść utkana na historii niewinnej śmierci Adama i jego młodszego brata Szymona, w której nic się nie zgadzało, a jednak dwaj mężczyźni odsiadują już dwadzieścia dwa lata wyroki dożywocia. Głębokie ukłony należą się Ludmile Anannikovej za historię Czesława, który w więzieniu odsiedział dwanaście lat „za niewinność”, prawdziwą niewinność. Historia zasłużyła na mój szacunek, jak zresztą cała książka. Napisana została z wyczuciem, z zachowaniem równowagi w zadawaniu pytań i poddawaniu w wątpliwość podjęte czynności, czy decyzje orzekających. Napisana została z wielkim szacunkiem do wszystkich uczestników. Mimo, że temat bardzo zaabsorbował Autorkę, o czym świadczy szeroki zakres badań, nie jest to publikacja jednostronna, z góry postawioną na wstępie tezą, którą Anannikova za wszelką cenę chciała udowodnić. Tak, ta książka wzbudziła we mnie podziw i pozostawiła niespokojną. Przecież następna mogę być JA!!!

Od lat obserwuję wymiar sprawiedliwości i widzę, że gdyby na mnie przypadkiem padło, też zgniłbym w więzieniu. Wszędzie biurokracja.”- „Skazani. Historie skrzywdzonych przez system” Ludmiła Anannikova.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję WYDAWNICTWU WAB.

„Sukcesja” Joanna Dulewicz

SUKCESJA

  • Autorka: JOANNA DULEWICZ
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 448
  • Data premiery: 29.09.2021r.

Tak, tak czytałam dwie poprzednie książki @JoannaDulewicz.Autorka 😊. Mam tu oczywiście na myśli „Zakłamani” i „Zastraszeni” z cyklu o Eryce Olbracht. Drugi tom serii dla mnie nie okazał się szczęśliwy. Oceniłam książkę dość nisko, co nie przeszkodziło mi sięgnąć z zaciekawieniem do najnowszej powieści Autorki „Sukcesja”. To kolejna premiera Wydawnictwa @Czwarta Strona z 29 września br., która już za mną. Liczę, że jesteście choć trochę ciekawi, o co z tą sukcesją chodzi.

Niby taka prosta fabuła. Niby.

Niespodziewany spadek, w tym rodowy dworek otrzymuje mieszkająca do tej pory zagranicą  Sara Blosh. Spadkobierczyni chcąc uczcić nowo nabyty majątek zaprasza rodzinę oraz przyjaciół z przeszłości na bardzo wykwintne przyjęcie, które wymyka się spod kontroli. Najpierw w całej kawalkadzie gości zdarzają się nieporozumienia, niesnaski, krzywe spojrzenia, docinki, utyskiwania lub całkowicie zimny dystans. Każdy każdego obserwuje, każdy przed każdym się chowa, a czasem nawet wstydzi. Zagajenie rozmową wydaje się ponad ich siły. Sytuacja jeszcze bardziej się komplikuje, gdy znalezione zostają zwłoki miejscowego biznesmena Tomasza Wileckiego. O dziwo, z pozoru szanowanego obywatela, motyw by zabić miało wielu, wielu z obecnych na przyjęciu u Sary gości. Czy miejscowym policjantom uda się dojść do prawdy i odnaleźć prawdziwego zabójcę? Czy niestety będą musieli liczyć na kogoś z zewnątrz, kogoś bardziej zdeterminowanego by prawda ujrzała światło dzienne.

Okazuje się, że fabuła, bohaterowie, ich charaktery, cechy, czy osobowość potrafią całkowicie zmienić odbiór książki. Czytając „Sukcesję” bawiłam się znakomicie, żadna ze stron nie była nudna, żadna mnie nie zawiodła. Zawiłość historii dodała jej tylko uroku i potwierdziła, że Autorka potrafi pisać znakomicie. Bardzo przyjemny styl, tempo, wyraziści bohaterowie, tacy różni spowodowały, że książkę polecam z pełną odpowiedzialnością. Do tego historie i tajemnice z przeszłości, które mają nam przypominać, że żadna krzywda nie odchodzi w niepamięć, a najgorsze uczucia odradzają się w najmniej spodziewanym momencie.

Książka podzielona jest na pięć części. Autorka zabiera czytelnika w podróż w dzieje rodziny Wileckich, Mogilskich, Stroińskich, Aleksandrowiczów za pomocą bardzo przejrzystej konstrukcji. Rozdziały odnoszą się do czasu teraźniejszego, tj. 2021 i do wydarzeń z przeszłości, np. lata 2001-2002, czy rok 2004. Dodatkowo narrator trzecioosobowy relacjonuje wydarzenia z perspektywy różnych bohaterów, którymi imionami i nazwiskami nazwane są kolejne podrozdziały. Uwielbiam taką jakość. Mogę wtedy zanurzyć się w te same wydarzenia z punktu widzenia różnych osób, a osobliwości w „Sukcesji” nie zabrakło. Jak tu nie wspomnieć o biznesmenie narkomanie, o toksycznej matce, trzymającej nie tylko własnego syna, lecz wszystkich wokół „w szachu” pod płaszczykiem „dla twojego dobra”, o maltretowanej żonie, o mężczyźnie, który nigdy nie pogodził się z utraconą miłością, czy o skrzywdzonej przez los kobiecie, której los powiela własna córka. Sama postać dziedziczki rodowego pałacyku Sary Blosh jest całkowicie kompletna. Z jednej strony dystyngowana i zdystansowana, z drugiej niezwykle uczuciowa i pomocna. Taka mieszanka Alexis z Crystal, o ile ktoś z Was oglądał tasiemiec „Dynastia” nadawany u nas w latach dziewięćdziesiątych. Motyw niechcianych ciąż, czy bogobojnych mieszkanek małej miejscowość trafił w punkt, jeśli chodzi o odniesienie do małomiasteczkowej rzeczywistości. Do tego oczywiście śledztwo, które się toczy „jak żółw ociężale”, no ale cóż, nie każdy policjant potrafi po tropach dotrzeć do prawdy. Wyjątkowo spodobała mi się postać Jakuba Gorzewskiego, który mając nos prawdziwego „psa” szuka coraz głębiej i coraz aktywniej poszukuje informacji. No cóż, ale – tu trochę pospojleruję, mam nadzieję, że Autorka nie będzie mi miała za złe – pewnie już wiecie, że mam słabość do poczytnych polskich autorów kryminałów.

Książka aż roi się od ciekawych postaci, które zawsze są wartością dodaną. Dzięki konsekwencji, metodycznemu przedstawianiu rzeczywistości i zakotwiczaniu ich w czasie, nie sposób się pogubić. Wierzcie, próbowałam. A jeśli nie wierzycie, to tym bardziej sięgnijcie po najnowszą powieść Joanny Dulewicz „Sukcesja”. Zapewniam, że nie pożałujecie tej decyzji, a tylko podzielicie ze mną fascynację losami, które uzależnione zostały od przeszłości, bohaterami, którzy nie są takimi, jakimi się wydają na początku, a początek ich końca tak naprawdę sięga bardzo, ale to bardzo daleko.

To naprawdę świetnie napisana i przemyślana historia!!!

Moja ocena  9/10.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu @Czwarta Strona.

„Duch” Arnold Bennett

DUCH

  • Autor: ARNOLD BENNETT
  • Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
  • Liczba stron: 261
  • Data premiery w tym wydaniu: 28.09.2021r.
  • Data 1 polskiego wydania: 01.01.1923r.
  • Data premiery światowej: 01.01.1907r.

Uwielbiam te wydania butikowe Wydawnictwa @Zysk i S-ka. Twarda oprawa, gruby papier, zszyte strony i niebanalna okładka. Ostatnio zachwycałam się wznowioną książką pt. „Portret Doriana Graya” Oscara Wilde’a. Mimo, że nie czytałam żadnej książki Arnolda Bennetta, angielskiego pisarza, musiałam sięgnąć po najnowsze wydanie „Ducha”. Zrobiłam to głównie z powodu…..tłumacza. Dotychczasowe tłumaczenia Pana Jerzego Łozińskiego uważam za arcydzieła. Tak bardzo, że zastanawiam się, ile w tym zasługi autora, a ile tłumacza😉. Mimo, że „Duch” w tym wydaniu miał premierę dosłownie trzy dni temu, tj. 28 września br., ja już jestem po lekturze. Musiałam jak najszybciej, dowiedzieć się, czy tłumaczenie Pana Jerzego Łozińskiego również uznam za wybitne. Tym bardziej, że to przekład nie byle jakiej pozycji, bo powieści wydanej po raz pierwszy ponad sto lat temu, w 1907 roku😊.

Arnold Bennett stworzył historię wielowymiarową. Wątek główny oparł na dwóch bohaterach, to przepiękna sopranistka Rosetta Rosa, która złamała do tej pory wiele serc oraz świeżo upieczony lekarz Carl Foster. Losy tych dwojga stykają się dzięki znajomości z kuzynem Fostera, Sullivanem Smithem. Dzięki niemu Carl dosięga zaszczytu poznania rozkosznej Rosy. Dzięki niemu Carl wkroczył w świat operowy, świat międzynarodowych sław. Dzięki niemu poznał wybitnego śpiewaka – Arlescę. A także dzięki niemu poznał świat pełen pogardy dla innych, poczucia wiecznej wyjątkowości, przepychu, bogactwa i wyższości. Poznał życie w świecie, gdzie nie ma miejsca na zdrową konkurencję, wyrozumiałość, wspieranie się. Jest ciągła walka i walka o wszystko, o widza, o pozycję, o pieniądze, o atencję, o miłość i o uwielbienie. Jak w tym świecie całkowicie dla niego nowym poradzi sobie dobroduszny i sympatyczny Carl. Czy wytrzyma niespodziewane spotkania z tajemniczym jegomościem i zdoła zdobyć serce Rosy?

Nie było zaskoczenia. Jerzy Łoziński jak zawsze w formie. Jego przekład wręcz doskonały. Oddał cały styl, język, grację i specyfikę angielskiego oryginału wprowadzając czytelnika w świat dawno zapomniany, świat krynolin, kosztowności, naiwności w relacji z innymi. To wielka umiejętność wprowadzić współczesnego czytelnika w rzeczywistość sprzed stu lat, w sposób, który go nie męczy, a wręcz zachwyca.

Nie będę ściemniać. Bardzo podobała mi się ta książka, mimo, że wątek tytułowego ducha kompletnie nie przypadł mi do gustu. Spodobała mi się jednak rzeczywistość opisana w bardzo skrupulatny sposób. Jakby Bennett chciał, by książka dawała pełne światło czytelnikowi, który kiedyś, właśnie może za sto lat lub dłużej będzie ją czytał. Idealne odzwierciedlił relacje, zawiść, stosunek kobiet do mężczyzn i odwrotnie. Te wszystkie victorie, fiakry, czy broughamy uniosły moje myśli daleko wstecz, w Londyn z początków XX wieku i ten Londyn idealnie wpasował się w moje oczekiwania. Z jednej strony mroczny, tajemniczy, osnuty mgłą, z drugiej pełen wigoru, atrakcji, okoliczności, rautów, wieczerzy wystawnych i spirytualistycznych seansów oraz występów artystów o światowej sławie. Sam Carl jako bohater został „skrojony” z jednej strony bardzo wnikliwie i adekwatnie do czasów, w których przyszło mu żyć na kartach tej książki, z drugiej jakby z cynicznie, drwiąco. Z jednej strony szarmancki, dobrze wychowany, wykształcony, potrafiący trzymać prawdziwe emocje na wodzy, z drugiej ciągle afirmujący się własną osobą, według niego niewystarczająco obeznaną w świecie, niezbyt męską, niezbyt odważną. Jakby ciągle myślał o sobie, że nie jest wystarczająco dobry. Autor kilka razy „pstryknął mu w nos” wkładając w jego myśli wręcz przezabawne, szczególnie w odniesieniu do opisanej sceny, dywagacje, spostrzeżenia i samooceny. Ta perspektywa Carla dodała książce uroku i czyni ją momentami zabawną. Sama narracja też mi się podobała. Jest to narracja pierwszoosobowa z perspektywy Carla. A jak już wspomniałam powyżej, jest to bohater o zróżnicowanej osobowości, dlatego jako narrator spisał się moim zdaniem przewybornie.

O motywie z tytułowym duchem już wspomniałam. Dodam, że nie urzekł mnie również sposób rozegrania relacji Rosetty z Panią Deschamps. Sama Rosetta też mnie nie przekonała. Chwilami zachowywała się jak trzpiotka, momentami jak prawdziwa światowa i wyniosła diva, a innym razem jak bardzo dojrzała, mimo swoich dwudziestu dwóch lat, kobieta potrafiąca postawić na swoim, używająca bardzo trafnych i inteligentnych argumentów. Trudno jednak pastwić się nad autorem, kiedy to on miał pomysł na głównych bohaterów i to on ten pomysł spożytkował. Nie ja. Nie czytelnik. Moja rola sprowadza się tylko, by skromnie odczytać i spróbować odpowiedzieć na pytanie; co tak naprawdę autor miał na myśli?

Ile się może zdarzyć w trakcie podróży do Paryża, czy to w pociągu, czy na statku? Ile nieszczęść może spowodować chora rywalizacja pomiędzy primadonnami? Ile smutku może przysporzyć wszystkim wokół śmierć ukochanego Rosy, Lorda Clarenceuxa? Ile pozostanie z racjonalnego, oświeconego młodego lekarza, gdy do gry wchodzi nieproszony tajemniczy mężczyzna, który nieproszony zasada w fotelu gospodarza? Ile pytań można zadać do powieści która ma niewiele ponad 260 stron? Oj wiele, gdyż wiele na tych niespełna trzystu stronach się dzieje. Dlatego warto sięgnąć po tę książkę i przeżyć przygodę w iście angielskim stylu, w iście na wskroś londyńskiej rzeczywistości. Miłej lektury!!!

Moja ocena: 8/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

Recenzja premierowa: „Sielanki” George Saunders

SIELANKI

  • Autor: GEORGE SAUNDERS
  • Wydawnictwo: ZNAK
  • Liczba stron: 236
  • Data premiery: 29.09.2021r.
  • Data premiery światowej: 08.09.2001r.

Czego spodziewać się po George’u Saundersie, amerykańskim, utytułowanym pisarzu? Wie ktoś, coś? Ja nie miałam zielonego pojęcia, ani różowego, ani niebieskiego. Na przykład, uwielbiam Johna Irvinga. Saunders porównywany jest natomiast do Marka Twaina. Czytając jednak opis Wydawcy „Sielanek” od razu załapałam bakcyla. Zapewnienie @wydawnictwoznakpl, że Autor „brawurowo łączy drobiazgowy realizm z groteską i niepodrabialnym poczuciem humoru Saunders buduje w mistrzowski sposób obraz człowieka zagubionego w meandrach XXI wieku” okazało się dla mnie wystarczającą zachętą, by sięgnąć do dzisiejszej premiery. Do książki, która po raz pierwszy opublikowana została dwadzieścia lat temu. Sięgnąć i dowiedzieć się, czy absurdy, wspomniana groteska i obraz zagubionego społeczeństwa XXI wieku się zdezaktualizował, czy jest ponadczasowy. Chcecie wiedzieć, czy w publikacji znalazłam odpowiedzi na te pytania? Jeśli jesteście ciekawi, zerknijcie, choćby jednym okiem😉, na dzisiejszą recenzję.

Ojejej, życie doprawdy bywa męczarnią. Potrafi zapędzać człowieka w dziwne i mroczne zakamarki, skłaniając go do takich haniebnych, niewybaczalnych postępków (…)” – „Sielanki” George Saunders.

Cytując opis Wydawcy „W „Sielankach” George Saunders pokazuje nam, że świat, w którym żyjemy, jest karykaturą – mogącą śmieszyć, ale budzącą podskórny lęk”. Całkowicie się z tym opisem zgadzam😊. W sześciu opowieściach autor opisuje życie w sposób niejednoznaczny, opisuje współczesnych ludzi wytykając im w przezabawny sposób wszelkie przywary, które uniemożliwiają być im szczęśliwym, uniemożliwiają uszczęśliwić innych. Moi faworyci to tytułowe „Sielanki” i „Nieszczęście fryzjera”. Ciekawe, które Wam by się spodobały?

Trzeba mieć duży dystans i zgodę na inne niż własne poczucie humoru. Oj trzeba! Okazało się, że ja dystansu i „zbzikowanego” poczucia humoru mam wystarczająco. Przyznaję, że Saunders nie trafił z wszystkimi opowiastkami w mój gust. W niektórych, groteski i absurdu, nawet dla mnie było za wiele. Ale nawet i w tych, znalazłam wiele cennych wskazów, wiele znaków w kierunku których warto podążać każdego dnia. Nawet dywagacje podstarzałego, samotnego fryzjera Saunders potrafił przedstawić w sposób z jednej strony prześmiewczy, z drugiej w sposób bardzo dogłębny, z silną analizą psychologiczną postaci oraz umiejętnością pokazania jak funkcjonują mechanizmy rządzące myślami, decyzjami, spostrzeżeniami i decyzjami człowieka. Nie uwierzyłabym, że można zaśmiewać się strona po stronie z powodu jednej kozy, kozy i jej człowieka. Człowieka uważającego: „(…) niby co mam robić przez ten czas, kiedy powinienem obdzierać kozę ze skóry krzemieniem? Postanawiam udać ciężko chorego. Kiwam się w kącie i jęczę. Zaczyna mnie to nudzić. Obdzieranie kozy ze skóry krzemieniem trwa prawie godzinę. Nie ma mowy, żebym tak długo się kiwał i jęczał”. I to nie jest to, o czym myślicie. O nie. Dochodzenie do prawdy, co, z czym i dlaczego było właśnie najciekawsze w tej książce. Do ostatniej kropki w opowieści nie wiedziałam na co autora stać, czym mnie jeszcze zaskoczyć. A ja zaskoczona czytając wręcz uwielbiam być. A totalny majstersztyk to pomysł z formularzem „Codziennej Oceny Zachowań Partnera/ki”. Chcielibyście taki mieć? Chcielibyście taki wypełniać?

Saunders jest mistrzem groteski i absurdu. Potrafi umiejętnie korzystać z tej zdolności w sposób bardzo wysublimowany nie raniąc przy tym uczuć czytelnika. Mimo chwilowej świadomości silnego nieprawdopodobieństwa ani razu nie poczułam się urażona, ani razu nie wychwyciłam, że autor posunął się za daleko. Do tego ten cudowny, klasyczny język. Użyte zwroty, narracje, dialogi nie są nigdzie przypadkowe, myśl przewodnią widać w każdym użytym zwrocie i wykorzystanych słowach. Pozostaję z myślą, że można pisać o poważnych sprawach w ten sposób. Pod płaszczykiem abstrakcyjnego humoru można poruszyć temat biedy, problemów z dziećmi, niesprawiedliwego traktowania rówieśników, przemocy wśród uczniów szkoły, czy chociażby bezwarunkowe uwielbienie własnego dziecka, które jest całkowicie inne, niż chcemy je widzieć. I ci wtykacze głów!!! Ciekawi Was, kim tak naprawdę są?  Jeśli tak, to wyruszcie w nietuzinkową, wyjątkową podróż, gdzie współczesne problemy, lęki, niemoce można podglądać przez „różowe okulary”. Nie bez powodu taka literatura nazywana jest piękną!

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję  Wydawnictwu Znak.

Recenzja premierowa: „Najsłabsze ogniwo” Robert Małecki

NAJSŁABSZE OGNIWO

  • Autor: ROBERT MAŁECKI
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron: 384
  • Data premiery: 29.09.2021r.

Każdą premierę od @robertmalecki.autor czytam w ciemno😉. Ani razu nie zawiodłam się na tym rodzimym Autorze. Począwszy od serii z Grossem („Wada”, „Zadra”), przez „Żałobnicę” i „Zmorę”, aż do ostatnio przeczytanej po wznowieniu serii z Benerem („Najgorsze dopiero nadejdzie”, „Porzuć swój strach” oraz „Koszmary zasną ostatnie”). Na premierę z 29 września br. czekałam więc z niecierpliwością. Po otrzymaniu swojego egzemplarza, za który dziękuję Wydawnictwu @czwartastronakryminalu, obiecałam sobie, że „Najsłabsze ogniwo” będzie pierwszą z premier dzisiejszej środy. Obietnicy danej sobie dotrzymałam i oto przed Wami „na gorąco”, minuta po północy, recenzja przeczytanej wczoraj powieści.

(…) pisarze nie mają startu do scenariuszy, które tworzy życie” – „Najsłabsze ogniwo” Robert Małecki.

Chociaż jeszcze lepszy, jest cytat z Posłowia Autora:

(…) pisarze to kłamcy. Naszym żywiołem jest fikcja. Dlatego nigdy nam nie ufajcie” – „Najsłabsze ogniwo” Robert Małecki.

Po tylu przeczytanych Pana książkach jedno wiem, że Pan to potrafi kłamać Panie Robercie, i to jak😊.  

Tym razem Małecki akcję powieści osadził w okolicy Torunia. To tu mieszka Piotr Warot poczytny pisarz, znający bardzo dobrze techniki trzymające czytelnika w napięciu. Mieszka wraz z żoną Karoliną oraz dwójką dzieci, nastoletnim synem i młodszą córką. Sielskie i szczęśliwe życie zaburza zniknięcie młodszego brata Warota, Aleksa. Zniknięcie po grillu, który odbył się w domu Warotów. Sytuacje zdaje się wymykać spod kontroli, gdy za zaginioną uznaje zostaje dziewczyna Aleksa, a za chwilę znika młody sąsiad Warotów, Kuba przyjaźniący się z jego synem. Co lub kto okaże się najsłabszym ogniwem w tej historii pełnej tajemnic, niedopowiedzeń,  półprawd, nieodgrzebanych niejasności? Czy Warot, Magiera, Słomski zbliżą się choć trochę do rozwikłania zagadki? Zagadki, do której klucz wydają się mieć prawie wszyscy. Tylko, czy zdołają trafić na zamek, do którego będzie pasować?

Bardzo dobra książka!

Rekomenduję ją z pełną odpowiedzialnością. Bardzo podobała mi się postać Piotra Warota, pisarza i detektywa amatora w jednej osobie. Zmotywowany i zdeterminowany do samego końca, szukający drugiego dna, mimo wielu popełnionych błędów. No cóż, przecież Warot to nie Gross! Ale mi Grossa w „Najsłabszym ogniwie” w ogóle nie brakowało. To dobrze świadczy o powieści, że potrafiła wchłonąć mnie nowymi bohaterami i pomogła mi uniknąć porównania do Bernarda.  Do tego wątek Magiery, relacja ze Słomskim prowadzącym śledztwo, wiele pobocznych postaci kobiecych, tak różnych, tak odmiennych od siebie. Intryga mimo, że nie była typowo kryminalna nie pozwalała mi zamknąć książki przed jej ukończeniem, a to zwykle świadczy, że powieść zasługuje na uwagę. Jakże mogłabym jej nie pochłonąć w jeden wieczór!!! Akcja, tempo, zdarzenia następujące jedno po drugim, odsiewanie „ziarna od plew” w gąszczu informacji, z pozoru nieistotnych, nieważnych.

Dodatkowo Małecki świetnie odzwierciedlił relacje rodzinne. Związek z żoną nad którym ciąży zdrada z przeszłości, podobno z nic nieznaczącą kobietą. Trudności z kontaktem z nastoletnim synem, który jest w domu, a jakby go nie było, który na każdą próbę komunikacji przez rodzica reaguje westchnieniem, wzruszeniem ramion czy zniechęceniem. Miłość między braćmi, tak różnymi, tak z pozoru ze sobą niczym nie związanymi. Taka czysta miłość braterska, bezwarunkowa, mimo wielu nieporozumień. Życie w cieniu teścia, odnoszącego sukcesy, znanego w Palestrze wpływowego adwokata, życie jakby pod ciągłym nadzorem, życie przynoszące poczucie swej niedoskonałości, swych ubytków. Te wątki obyczajowe zostały rozpisane z pełną uwagą, odpowiednim stopniem natężenia, chwilami z dużymi emocjami. Podobały mi się na równi z wątkiem głównym. Pewnie dlatego, że Małecki potrafi zachować umiar, właściwą symetrię pomiędzy tym co ważnym i w jednej, i w drugiej płaszczyźnie.

Jeśli lubicie powieści, w których akcja toczy się jak szalona, a relacje między bohaterami wynikają z wnikliwie opisanych relacji i z zamysłem prowadzonych dialogów, to „Najsłabsze ogniwo” jest dla Was. W gratisie dostaniecie jeszcze cięte riposty, anegdoty, odniesienia do wydarzeń z przeszłości oraz perspektywę czasu „teraz”, „dwa dni wcześniej” „dwa miesiące później”. Zapewniam, nie sposób się pogubić. To kolejna bardzo dobra książka Roberta Małeckiego, z którą spędzony czas uważam za niezwykle udany. Udanej lektury!!!

Moja ocena: 9/10

Recenzja powstała dzięki Wydawnictwu Czwarta Strona.

„Miłość na później” Mhairi McFarlane

MIŁOŚĆ NA PÓŹNIEJ

  • Autor:MHAIRI MCFARLANE
  • Wydawnictwo:MUZA
  • Liczba stron:544
  • Data premiery: 01.09.2021r.

Lubię książki o miłości, które przestawiają ją trochę z przymrużeniem oka, przewrotnie, z dystansem, poczuciem humoru. Z tego powodu też skusiłam się na wrześniową premierę od Wydawnictwa Muza „Miłość na później”. Ciekawa historia miłosna to dla mnie nie tylko taka, która wyciska łzy i pełna jej przejmujących emocji. Oczywiście czasem czerpię prawdziwą przyjemność z takich historii, ale ostatnio zdecydowanie chętniej czytam te lżejsze historie miłosne, pisane z pewnym przymrużeniem oka. Czy znalazłam w tej powieści to czego szukałam? Przekonajcie się sami…

Laurie, odnosząca sukcesy prawniczka, od osiemnastu lat jest w szczęśliwym związku Z Danem, gdy zaczyna myśleć o ślubie i dzieciach jej partner niespodziewanie z nią zrywa. Zszokowana kobieta nie potrafi pojąc co się wydarzyło,. Gdy okazuje się, że Dan ma nową partnerkę, która jest w ciąży, choć Laurie mówił, że nie chce dzieci kobieta czuje się jeszcze bardziej zszokowana i podwójnie upokorzona. Na dodatek pracują w tej samej kancelarii, gdzie od plotek aż huczy. Kobieta nie chce być przedmiotem litości i plotek całego biura. Jamie Carter, to biurowy przystojniak i casanova, łamacz niewieścich serc. Nie wierzy w miłość, a kariera jest dla niego bardzo ważna. Szefostwo jednak awansuje kogoś kto ma ustabilizowaną sytuację osobistą. Awaria windy, w czasie której utknęli tam razem i przeprowadzona rozmowa sprawia, że wspólnie wpadają na pomysł, który może rozwiązać problemy ich obojga. Postanawiają udawać, że są parą. Mają szczegółowy plan, dotyczący między innymi publikowania wspólnych zdjęć w portalach społecznościowych wraz z datą zakończenia udawanego związku. Im więcej jednak czasu spędzają razem i poznają się bliżej tym bardziej ten ich prosty z pozoru plan się komplikuje….

Książkę czyta się rewelacyjnie.. Jest pełna ciepła, optymizmu, poczucia humoru, błyskotliwych uwag. Bardzo polubiłam głównych bohaterów, są on dobrze wykreowani. Również pozostali bohaterowie są przekonywający ii dobrze zarysowani. Całość składa się z 44 rozdziałów w narracji trzecioosobowej. Oprócz głównego wątku powieść zawiera też ciekawe wątki poboczne i refleksje na temat różnych współczesnych tematów, m.in. relacji damsko-męskiej, szczerości, przyjaźni, relacji w pracy itp. Jest to wartościowa, a przy tym przyjemna, dowcipna lektura. Idealna na szare, jesienne dni i wieczory.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość zapoznania się z lekturą serdecznie dziękuję Wydawnictwu Muza.