Recenzja przedpremierowa – „Idealna rodzina” Lisa Jewell

IDEALNA RODZINA

  • Autor: LISA JEWELL
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron:368
  • Data premiery: 14.04.2021r.
  • Moja ocena:10/10

Już pisałam o złotym dniu premier kwietniowych. Nie pamiętacie? To 14 kwietnia. Co jest w tym dniu wyjątkowego? Serio, nie nabijam się. 14 kwiecień to przecież kolejna środa. Nie ogarnęłam tego. Ktoś pomoże? Zrecenzowałam już 3 książki, które będą miały premierę w tym dniu. Przed Wami następna. Jest to kolejny, bardzo dobry, wręcz w mej opinii wybitny thriller psychologiczny od wydawnictwa Czwarta Strona.

Nie ogarnęłam również co jest z tymi Brytyjczykami, że piszą tak mroczne thrillery. Czy to wychowanie? Czy to wstrzemięźliwość w relacjach międzyludzkich? Czy to mglista i deszczowa pogoda? Coś musi być w powietrzu, że Wyspy Brytyjskie są mekką tak płodnych i zdolnych autorów thrillerów. Lisa Jewell jest kolejną brytyjską autorką, która ma sporą bibliografię (źródło: http://www.lisa-jewell.co.uk/about-lisa/ ). Niestety dotychczas nie miałam styczności z jej twórczością. Czy słusznie? Czy mam czego żałować? Czy będę musiała nadrabiać zaległości?

Idealna rodzina, czy takie istnieją?

Opis wydawcy jest intrygujący. Zacytuję: „Jeden dom. Dwie rodziny. Trzy ciała”. Nieźle się zaczyna, co? To historia jakiej nie zna świat. Jeśli kiedykolwiek coś podobnego się wydarzyło, to zapewne nie ujrzało światła dziennego. Sprawdźcie. W bogatym domu, w londyńskim Chelsea mieszka Henry Lamb z niezwykle piękną żoną Martiną oraz dwójką uroczych rozpieszczonych dzieci, synem i córką. Niczego rodzinie Lambów nie brakuje. Mają mnóstwo odziedziczonych pieniędzy, równie bogatych znajomych, prywatne szkoły, co tydzień dostarczane świeże kwiaty, dzieła sztuki wiszące na ścianach a przede wszystkim mają siebie, tylko siebie. Do czasu…. Znudzona Martina zaprasza pod swój dach muzyków Justina i Birdie. Birdie zaś zaprasza rodzinę Thomsenów, Davida i Sally z dwójką dzieci Clemency oraz Phineasem. Wszyscy goście zostają w domu Lambów na dłużej. Rzec by można za długo. Zdecydowanie za długo. Najpierw w dotychczas bogatym domu, w londyńskim Chelsea zaczyna brakować pieniędzy, nie odwiedzają Lambów już bogaci znajomi, dzieci przestają chodzić do prywatnych szkół, nikt już nie dostarcza świeżych kwiatów, ściany świecą pustkami. W domu, w londyńskim Chelsea zaczyna brakować wszystkiego a przede wszystkim zaczyna brakować wolności.

Trzej narratorzy jak trzej muszkieterowie

Powieść jest fenomenem głównie z dwóch powodów. Po pierwsze historia jest genialna. Naprawdę genialna. Zaskakująca, niepokojąca, mroczna. Może nie należę do tych recenzentów, którzy wszystko czytali, wszystko ocenili i mają bardzo wysublimowane wymagania. Generalnie popieram zdanie autorki, że nie ma złych książek.

(…) To zupełnie co innego. Jedyne złe książki to takie, które napisano tak fatalnie, że nikt nie chce ich wydać. Każda książka, która została wydana, jest dla kogoś „dobrą książką”.

„Idealna rodzina” Autorka: Lisa Jewell

Dla mnie „Idealna rodzina” jest bardzo dobrą książką, wręcz rewelacyjną, zastanawiającą, nieodkładalną. Po drugie mamy trzech narratorów. Narracja dość, że pisana jest z poziomu Libby, Lucy i Henrego, to jeszcze pisana jest w różnych osobach. Każdy z narratorów jest głównym bohaterem swej opowieści, swej historii. Każdy z nich ma na nią inny pogląd. Każdy z nich inaczej przeżywał wydarzenia. Każdemu z nich wydawało się coś innego. Dla każdego z nich ważne było coś innego, coś innego się liczyło, by przeżyć. Dwójka narratorów opisuje aktualne wydarzenia. Wydarzenia, które w efekcie doprowadzą do finału, do konfrontacji w zakończeniu książki. Ta narracja prowadzona jest w trzeciej osobie liczby pojedynczej. Trzeci narrator mówi do nas w pierwszej osobie liczby pojedynczej jednocześnie częściowo relacjonując wydarzenia z przeszłości, które miały miejsce od 1988 do 1993. Autorka oddzieliła retrospekcje trzeciego narratora od jego teraźniejszych relacji dodając do kolejnego numeru rozdziału miejsce akcji i rok przykładowo: Chelsea, 1988. Jest to wręcz fenomenalny zabieg. Ci narratorzy to: Libby Jones, która po swoich 25 urodzinach zostaje spadkobierczynią tego, do pewnego bogatego domu w londyńskim Chelsea.  Sama nie wie dlaczego. Sama musi to odkryć poznając historię sprzed dwudziestu pięciu lat, która rozpoczęła się dużo wcześniej, wiele lat wcześniej zanim policja znalazła w nim „zdrową dziesięciomiesięczną dziewczynkę, gaworzącą radośnie w kołysce”. Podczas gdy, „w kuchni na dole leżały zaś trzy martwe ciała, wszystkie ubrane w czerń”. Lucy Lou – „(…) prawie czterdzieści lat na karku. Bezdomna. Samotna. Bez grosza przy duszy. Nawet nie jest tą, za która się podaje. Imię też ma fałszywe. Jest duchem. Żywym, oddychającym duchem”. Henry – który w pewnym momencie zrozumiał, że „(…) jedynym sposobem, by jakkolwiek zorientować się w sytuacji, było słuchanie rozmów kobiet. Każdy, kto ignoruje takie gadanie, jest znacząco uboższy w wiedzę”. Henry, który starał się rozeznać w sytuacji. Nie akceptując tak naprawdę, co się działo w jego własnym domu.

Ogromne emocje

W thrillerze psychologicznym emocji obawiam się najbardziej. Czasem na wyrost. Czasem całkowicie słusznie. Tak było tym razem. Obawy okazały się całkowicie uzasadnione.  Niepokojący opis wydawcy to nic z rzeczywistością książki. To nic w porównaniu z jej wnętrzem. Mrocznym, szokującym i dającym do myślenia wnętrzem. Treść jest spójna. Wydarzenia, mimo że się przeplatają wzajemnie nie wprowadzają żadnego chaosu. Momentami miałam wrażenie, że mieszkam w tym dużym, do pewnego momentu bogatym domu, dusznym i złowrogim. Dla mnie wrażeń było aż nadto. Hermetyczne środowisko. Dzieci, odarte z dzieciństwa i niewinności, niczemu nie winne. Pasywni sąsiedzi, dotychczasowi znajomi. Nie interesująca się dziećmi opieka społeczna. Dominujący „Pan i Władca”. Jedyny w swym mniemaniu, wyjątkowy. Okalający się kobietami, roszczący sobie do nich prawo. Ci, którzy odeszli i nie podjęli walki o tych, którzy zostali.  Wreszcie te pokoje, z zamkami zamykającymi się od zewnątrz. Tylko od zewnątrz. I te pytania, na które w różny sposób udzielałam sobie odpowiedzi: Co powoduje, że dorośli ludzie, ludzie sukcesu, godzą się na takie zmiany w swoim życiu, na takie niszczycielskie zmiany? Co powoduje, że dorośli ludzie nie widzą męczeństwa własnych dzieci? Cierpienie, nuda, ślepe zakochanie, poddanie się charyzmie, masochizm? Czytajcie, a sami sobie odpowiecie. Choć, jak to w bardzo dobrym thrillerze psychologicznym bywa, nie wszystko jest takie oczywiste i jednoznaczne. Nie każde pytanie ma tylko jedną odpowiedź. Oj nie.

Za możliwość recenzji przedpremierowo książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

Recenzja przedpremierowa – „Zmora” Robert Małecki

ZMORA

  • Autor:ROBERT MAŁECKI
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Liczba stron:448
  • Data premiery:14.04.2021r.
  • Moja ocena:9/10

Jest na świecie jeden zapach, który niczym nie potrafię zastąpić. Jest to zapach nowo wydanych książek. Wiele razy zanim zacznę czytać nowe literackie dzieło, kartkuję strony pozwalając by wachlowany zapach docierał do moich nozdrzy. Kto jeszcze lub ten zapach? Dajcie znać. Tym razem zrobiłam podobnie. W czwartek chwaliłam się przesyłką od Wydawnictwa Czwarta Strona, nowej książki Roberta Małeckiego „Zadra”, a już w sobotę wzięłam się do czytania. Oczywiście, przed zerknięciem na pierwszą stronę, musiałam wchłonąć jej zapach. Jak zwykle. Zapach był cudowny. Czy książka okazała się taka sama? Czy wciągnęła mnie, jak wciągnął mnie jej zapach?

„(…) współcześnie świat wartości nie ma szans ze światem materialnym? Etyką się nie wyżywisz, nie zapłacisz rachunków. A dobrym apartamentem albo samochodem, zwitkiem setek w portfelu wkurwisz wszystkich, rodzinę i znajomych, biednych, ale przede wszystkim zazdrosnych bogatych.”.

„Zmora” Robert Małecki

Dzieła Roberta Małeckiego recenzowałam już nie raz. Przeczytałam wszystkie tomy serii z Bernardem Grossem (moje recenzje: Wada,  Zadra) oraz ostatnio wydaną „Żałobnicę” (link do recenzji: Żałobnica). Muszę już na początku odpowiedzieć autorowi, który życzył mi „udanej lektury”, że napisał Pan, Panie Małecki kawał dobrej powieści, kawał dobrego kryminału. Lektura, co oczywiste, była więc bardzo,  bar dzo udana. Ale po kolei….

Każdy z nas ma jakieś zmory

Pomyślałam od razu jak przeczytałam tytuł książki. Każdemu z nas po zamknięciu powiek pewne obrazy, wydarzenia, myśli, lęki nie pozwalają zasnąć. Ważne jest, by sobie z nimi radzić, by starać się je zwalczyć. To próbuje robić od wielu, wielu lat Kama Kosowska. Raz z lepszym, raz z gorszym skutkiem. Kiedy ją poznajemy wraca właśnie do rodzinnego Torunia, po nieudanej próbie zdobycia dziennikarskiego świata w stolicy. Czeka na nią ojciec, emerytowany policjant Waldemar Kosowski i nie zamknięte od lat śledztwo w sprawie zaginięcia jej kolegi z dziecińska, Piotrka Janochy. Za wielkie pieniądze ma uczestniczyć w tworzeniu serialu o znanych zaginięciach dla platformy Netflix. Komu najbardziej zależało, by Kama wzięła w tej inicjatywie udział? Jej przyjacielowi Arminowi Miteckiemu? Pawłowi Hałasowi producentowi filmowemu? Czy może jej najbliższej przyjaciółce, Aldonie Terleckiej naczelnej lokalnego dziennika „Echo Torunia”? Wszystko przestaje być oczywiste i proste, gdy Kama dowiaduje się, że komisarz Lesław Korcz z policyjnego Archiwum X wznawia śledztwo w sprawie zaginięcia Pawła, które kiedyś prowadził jej ojciec. Co tak naprawdę wydarzyło się latem 1986? Co z tymi wydarzeniami ma wspólnego jej ojciec, jej matka, której nigdy tak naprawdę nie znała? Co odkryje razem z Korczem?

Czy to kolejna udana para śledczych?

Nie daje mi to spokoju. Po lekturze książki zastanawiam się, czy mamy oto do czynienia z narodzinami nowej pary śledczych Kamy Kosowskiej i komisarza Lesława Korcza? Na to autor w posłowiu i w podziękowaniach nie odpowiedział. Liczę jednak, że tak. Liczę, że będzie mi dane jeszcze śledzić losy tej pary. Dlaczego? Dlatego, że Małecki stworzył nowego bohatera wśród komisarzy policji, Lesława (co za obłędne imię ). Zdolnego, inteligentnego, skutecznego. Bohatera, który wierzy głęboko, że nawet przedawnione zbrodnie powinny być wyjaśnione i odkryte. Stworzył również bohaterkę na miarę XXI. Walczącą z demonami Kamę, żyjącą w przeświadczeniu, że jej matka zmarła, gdy miała trzy lata. Borykająca się z problemami osobistymi, które nie przeszkadzają zająć się jej zaginięciem kolegi z dzieciństwa. Odkrywająca kolejne warstwy kłamstw, sekretów, by w efekcie odnaleźć odpowiedzi na dręczące ją pytania. Jej doświadczenia, blizny, trudne wspomnienia nie cofają ją o krok. Wręcz przeciwnie, Kama ciągle prze naprzód, do celu, do rozwiązania sekretu. Akcja toczy się dwutorowo. Teraźniejszość widzimy oczami Kamy i Korcza, tak też zatytułowane są kolejne rozdziały. Przeszłość autor ulokował w roku 1986. W roku, w którym zaginął Paweł Janocha. Wydarzenia z lata tego roku opisane zostały z perspektywy kilkuletniej dziewczynki. Dziewczynki, która wszystko widzi, ale niczego nie rozumie. Dziewczynki, która niby nienawidzi Pawła, ale tak naprawdę momentami stara się mu pomóc. Dziewczynki, która próbuje odnaleźć się w rzeczywistości chłopców biegających po okolicy. Dziewczynki, półsieroty, dla której każda uwaga matek kolegów jest na wagę złota. Dziewczynki, która kiedyś dorośnie i by znaleźć odpowiedzi na zajmujące ją zagadnienia, będzie musiała do krwi rozdrapywać blizny. Blizny, których ma wiele. Bardzo dobrze, jak to u Małeckiego, zostały opisane relacje pomiędzy bohaterami, również drugoplanowymi. Pewne wątki, które wydawały się ważne okazały się nieistotne. Zakończenie zaskakujące. Ostatnie rozdziały zwaliły mnie z nóg. Nic nie okazało się takie, jak było na początku. Czy to idealny przepis na udaną intrygę kryminalną? Moim zdaniem, jak najbardziej. Jeśli do tego dorzucicie ciekawe dialogi, zwięzłe opisy, interesujące osadzenie w miejscu i czasie to mamy już praktycznie bestseller.

Z całą pewnością mogę powiedzieć, że jest to najlepsza książka Roberta Małeckiego, którą do tej pory czytałam. Jak inaczej mam ocenić książkę, od której nie oderwałam się, póki nie przeczytałam podziękowań? Tylko w taki sposób. Jestem nią oczarowana i śmiało mogę ją polecić. Oczekujcie premiery z niecierpliwością, to już 14 kwietnia❗❗❗

Za możliwość recenzji książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

Recenzja przedpremierowa – „Amok” Izabela Janiszewska

AMOK

  • Autor: IZABELA JANISZEWSKA
  • Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
  • Seria: WRZASK. TOM 3
  • Liczba stron: 402
  • Data premiery: 14.04.2021r.
  • Moja ocena: 7/10



Przed Wami przedpremierowa recenzja trzeciej, ostatniej części trylogii o Larysie Luboń i Bruno Wilczyńskim. Już tęsknię za nimi. Jak pisałam w zapowiedzi, po świetnym „Wrzasku” (https://slonecznastronazycia.blog/2020/06/06/wrzask-izabela-janiszewska/ ) i rewelacyjnej „Histerii” (https://slonecznastronazycia.blog/2021/02/23/histeria-izabela-janiszewska/ ) nie mogłam się doczekać tej pozycji. Przyznaję, tak mnie korciła, że przeczytałam ją 17 dni przed datą premiery, mimo sterty innych książek czekających na przeczytanie i zrecenzowanie. To się nazywa niecierpliwość. To się nazywa motywacja.

„(…) czym jest rodzina? (…) każdy z nas jest w pewien sposób jej więźniem. Nikt nie pyta o to, czy chcemy należeć do tej konkretnej rodziny, w której przychodzimy na świat. Losujemy określony zestaw i nie możemy wymienić go na inny. Nieważne, czy pragniemy być obciążeni jej historią i traumami albo czy akceptujemy panujące w niej zasady. Kiedy się pojawiamy, porządek jest już ustalony, a my mamy obowiązek dostosować się do reguł”.
„Amok” Izabela Janiszewska

Nieprzypadkowo wybrałam ten cytat, by otwierał moją recenzję. Cytat o rodzinie. O tym, że nie mamy na nią żadnego wpływu. Na to jaka jest, a jaka mogłaby być „Amok” dla mnie okazał się dogłębnym studium rodziny. Rodziny, która nie potrafi zaopiekować się własnym synem, przechowując go za meblościanką jak zwierzę (pamiętacie analogiczną historię z mediów? Widocznie autorce, też utkwiła w pamięci, że na niej zbudowała postać Jacka Lewickiego). Zwierzę, które w pewnym momencie dorasta, ale nadal nie zaznaje miłości oraz ciepła rodzinnego. W efekcie nie jest w stanie sam go stworzyć. Rodziny, która ma teoretycznie wszystko. I władzę, i pieniądze, i zainteresowanie. Teoretycznie. W praktyce ta rodzina to wydmuszka. Na zewnątrz ozdobiona przepięknymi i drogimi palisadami, wewnątrz pusta. Chora psychicznie matka, alkoholiczka siostra, uciekający od odpowiedzialności brat, wycofany ojciec i on, konstruktor. Syn, brat. Ten, od którego wszystko się zaczęło. Który dawno temu podjął decyzję, od której do chwili obecnej nikt się nie potrafił uwolnić. Rodziny niepełnej. Kobiety porzuconej przez męża wyjeżdżającego z kochanką. Kobiety, która oprócz męża, w jednym momencie straciła córkę Dianę i sześcioletniego syna Wojtusia. Kobiety, której niechęć do córki sięga głębiej niż po jej grób. Kobiety, która nie pozwoliła jej spocząć w pokoju. Rodziny, w której można na siebie liczyć. Rodziny związanej mentalnym i emocjonalnymi więzami, mimo braku więzów krwi. Rodziny, złożonej z grupy przyjaciół którym zależy na sobie wzajemnie. Rodziny, w której członkowie troszczą się o siebie ryzykując własne życie. Szukając, gdy inni już stracili nadzieję.



Nie tego się spodziewałam. Przyznaję. Nie takiej fabuły się spodziewałam. Mając ciągle w pamięci wątek kryminalny opisany przez Izabelę Janiszewską w „Histerii” liczyłam na to samo. Zastanawiało mnie, jakim problemem zajmie się autorka dogłębnie go analizując, pokazując z różnych perspektyw. Założyłam, że losy Larysy i Bruno będą wątkami pobocznymi. Janiszewska „wpuściła mnie w maliny” serwując fabułę całkowicie oddaną losom Luboń i Wilczyńskiemu. Nie znajdziecie w „Amoku” głównego wątku kryminalnego nad którym głowi się zdolny komisarz policji z kolegami. Znajdziecie za to porwanie, morderstwo, śmierć w wyniku choroby oraz odkryte tajemnice sprzed lat. Wszystko to w tle dwóch śledztw, policyjnego i dziennikarskiego. Jakby Janiszewska chciała zamknąć trylogię pewną klamrą, pokazując prawdziwe losy głównych bohaterów.

Fabuła zaczyna się, gdy zostaje uprowadzona Sylwia Konopacka. Koleżanka Bruna. Aktualna partnerka jego odwiecznego wroga: Jacka Lewickiego. Wilczyński rozpoczyna śledztwo dając się wciągnąć w grę Lewickiego, który wydaje się być zawsze trzy kroki przed komisarzem. W tym samym czasie Larysa Luboń poszukuje swojego przyjaciela, byłego szefa i guru dziennikarskiego, Pawła Wiśniewskiego. Nie wierzy w jego śmierć pod kołami pociągu. W trakcie poszukiwań dowiaduje się o śmierci tajemniczej Lady Di, bezdomnej z Dworca Centralnego, którą Wiśniewski znał. Lady Di, która okazuje się Dianą Darską związaną z losami wpływowej rodziny Hallerów. Tak zaczyna się pogoń za Sylwią, za prawdą, za mordercą Diany. Pogoń, w której zostają odkryte kolejne tajemnice. Tajemnice Wilczyńskich, jak: przyczyna śmierci matki Bruna i krzywda, która została wyrządzona wychowankowi domu dziecka Igorowi Szymanowiczowi. Tajemnice Lewickiego, który pociąga za sznurki realizując tak naprawdę swój chory plan. Plan, który przygotowywał od wielu lat, który realizował skrupulatnie i drobiazgowo. Lewicki jak prawdziwy „człowiek trzymający władzę” na każdego potrafi mieć wpływ, każdego potrafi zaintrygować, każdemu potrafi być przydatny. Tajemnice właścicieli Haller Investments ukryte w rezydencji w Podkowie Leśnej, czy w zamkniętej stadninie koni Hallerówce. Tajemnice, które pchają pod koła ciężarówki wiernego kierowcę rodziny, Alberta. Kierowcę, który w taki sposób postanawia zakończyć swoje życie. Szczęśliwe życie. Tajemnice, które zostają odkryte.

Podsumowując
„Amok” to udane zwieńczenie debiutanckiej serii Izabeli Janiszewskiej. Sięgnijcie jednak do tej pozycji po przeczytaniu poprzednich części. Istotna jest bowiem znajomość, co się działo z bohaterami wcześniej. Czego doświadczyli. Jakie demony muszą być pokonane. Jakie postaci dla zakończenia są kluczowe. Ponownie Janiszewska zabrała mnie w głąb relacji Larysy i Bruna. Bohaterów, do których zapałałam sympatią od pierwszej części. Są to postaci nietuzinkowe, znające swoją wartość, walczące o siebie każdego dnia. Będące razem, a jakby osobno. Czytając „Amok” zastanawiałam się jak szybko zostałaby rozwiązana zagadka zniknięcia Sylwii i śmierci Lady Di, gdyby Bruno i Larysa pracowali razem. Od początku strzelali do jednej bramki. Od początku się wzajemnie informowali i wspierali. Od początku współpracowali. Niestety, już się tego nie dowiem. Autorka była konsekwentna. W tej części również, każdy działał na własnych zasadach. Każdy z nich poszukiwał czegoś innego. Każdy z pozoru nie potrzebował drugiego. Nie do końca zrozumiałam motyw ojca Lewickiego, Michała Andrzejewskiego. Najpierw kata swego syna, potem jego ofiary. Przecież tak ekscentryczny śledczy jak Bruno Wilczyński nie potrzebował niczyjej pomocy by poradzić sobie z odwiecznym wrogiem? Obecność Andrzejewskiego wydawała mi się naciągana, niepotrzebna, zbędna. Nie przyniosła żadnego istotnego zwrotu akcji.  Może chodziło autorce o symbol, by zamknąć w jednym miejscu i czasie, i ojca, i syna, i kata, i ofiarę?. Trapiła mnie jeszcze jedna myśl, po kim Igor Szymanowicz nosił nazwisko? Po biologicznej matce? Hm…jego ojciec nazywał się przecież Andrzejewski? Czy to wymyślone nazwisko niezwiązane z przeszłością? Tego wątku nie udało mi się rozgryźć…Ciągle czuję niedosyt.
I wreszcie z jakiego powodu tak naprawdę zginęła Diana Darska, Lady Di z warszawskiego dworca? Nie potrafię odpowiedzieć, mimo, że czytałam książkę w ogromnym skupieniu nie chcąc uronić żadnego słowa, żadnej istotnej informacji. Dlaczego po tylu latach, od wydarzeń, od których zaczęła się jej smutna historia, Hallerowi juniorowi zależało na jej unicestwieniu? Dlaczego teraz miała być dla niego niewygodna, niebezpieczna. Jakim cudem odnalazł ją teraz wśród warszawskich ćpunów, by ostatecznie zabić? Dlaczego tego nie zrobił wcześniej? Przez ostatnie lata. Przecież możni tego świata mogą wszystko. Wszystkich znaleźć, wszystkich kupić, wszystkich omamić, wszystkich wykorzystać, a nawet wszystkich zniszczyć. Śmierć Diany wydawała mi się spóźniona. Trudno było mi zrozumieć, że jej zapalnikiem było przypadkowe spotkanie z Zuzanną Haller. Spotkanie, z którego ona sama niczego nie rozumiała i nie pamiętała.  

Kończąc recenzję poprzedniego tomu „Histerii” napisałam: „Muszę przyznać, że Larysa i Bruno to ciekawa para. Niestandardowa. Mam nadzieję, że spotkam się z nimi jeszcze nie raz”. Dzięki Izabeli Janiszewskiej spotkałam się z nimi ponownie w „Amoku”. Poobserwowałam, podążyłam ich ścieżkami.
Tylko żal, że po raz ostatni ….

Gdybym miała użyć jednego słowa do zrecenzowania książki napisałabym: NIENASYCENIE. To czuję kończąc przygodę z Larysą i Brunem. Nienasycenie. Sięgnijcie po tą autorkę i po jej spektakularną debiutancką trylogię. „Wrzask”, „Histeria” i „Amok” czekają na Was. Nie pożałujecie!!!

Ps. muszę jednak zapytać autorkę za pierwszą czytelniczką wspomnianą w posłowiu „Dlaczego? (…) Ale dlaczego?”❗.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA.

Recenzja przedpremierowa – „Klub Pana G” Maya Frost

KLUB PANA G

  • Autor:MAYA FROST
  • Wydawnictwo:LIPSTICK BOOKS
  • Liczba stron:336
  • Data premiery: 27.01.2021r.
  • Moja ocena: 7/10

Erotyki jeszcze jakiś czasem temu były takim gatunkiem wśród książek, jak disco polo w muzyce;) Wiele osób je czytało, ale nie wszyscy się przyznawali, bo wstyd i obciach. I o ile disco polo nie słucham, o tyle erotyki zdarza mi się czytać i powiem Wam jedno „Klub Pana G” to mocna rzecz.

Milena jest znudzoną, zmęczoną i trochę zaniedbaną panią domu. Jakiś czas temu niezależna singielka, teraz żona Adama, ciągle zapracowanego lekarza i opiekunka jest bliźniaków z poprzedniego małżeństwa, do tego sprzątaczka, kucharka, szofer i planistka. Czuje, że wpada w rutynę, a mąż nie traktuje jej jak równorzędnej partnerki. Pewnego dnia przypadkowo wpada na Gabriela, prawdziwy ideał mężczyzny – wysoki, przystojny, szarmancki. Kobieta które podejrzewa męża o zdradę i to, że jej nie kocha pozwala sobie na rozwój tej znajomości. Pod jej wpływem rozkwita, przypomina sobie czym jest kobiecość i wspaniały seks. Pewnego razu Gabriel zaprasza ją do tajemniczego klubu, dla ludzi pragnących urozmaicić swoje życie seksualne i przeżyć prawdziwą rozkosz. Początkowo zaszokowana kobieta zaczyna myśleć o przekroczeniu kolejnych barier. Czy na pewno się na to zdecyduje? I czy Gabriel jest gotowy na wszystko?

Ta powieść to gorący, wprost kipiący seksem erotyk, więc dla osób, które nie lubią śmiałych dosadnych scen, lub które łatwo się gorszą nie będzie dobrą lekturą. Jeśli natomiast lubicie od czasu do czasu sięgnąć po erotyk i poczuć w czasie lektury gorące emocje to będzie książka dla Was. Napisana lekkim, przyjemnym stylem czyta się szybko i płynnie. Scen seksu jest wiele, zarówno na jawie, jak i w fantazji , a wszystkie są gorące, pikantne, grzeszne, nawet perwersyjne. Wyobraźnia pracuje, a my z wypiekami na twarzy przerzucamy kolejne kartki, znajdując się gdzieś bardzo daleko od codziennych problemów, a przecież między innymi o to chodzi w literaturze:)

Jeśli chcecie oderwać się a rzeczywistości, a przy tym jesteście osobami otwartymi, które nie dają się łatwo zawstydzić to gorąco polecam Wam tą książkę.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU LIPSTICK BOOKS.

Recenzja przedpremierowa – „Zamruczę Ci” Agaty Bieńko

ZAMRUCZĘ CI

  • Autor:AGATA BIEŃKO
  • Wydawnictwo:KOBIECE
  • Liczba stron:522
  • Data premiery: 27.01.2021r.
  • Moja ocena: 7/10

Jak już pewnie nie raz pisałam debiuty to zawsze ryzyko, a już debiuty komediowe to ryzyko co najmniej podwójne, Gust co do komedii jest chyba najbardziej subiektywny i trudny do zdefiniowania, a w przypadku powieść komediowych jest tak, że albo autor trafi w nasze poczucie humoru, albo cała lektura będzie męczarnią. Rzadko więc decyduję się na debiuty komediowe, a w tym miesiącu zrobiłam to aż dwa razy. Nie potrafię sprecyzować z jakiego powodu zwróciłam uwagę właśnie na „Zamruczę Ci”, ale coś mi podpowiadało, że warto się z tą powieścią zapoznać.

Paula przez nieuwagę i niefortunny zbieg okoliczności przejeżdża czarnego kota. Jego właścicielka, stara cyganka rzuca nie dziewczynę klątwę. Winowajczyni nie przywiązuje do tego wagi, jednak po roku czasu na swoim koncie ma trzy nieudane związki, a w tym dwie zdrady, liczne kłótnie i na dodatek jej młodsza, zadzierająca nosa siostra wychodzi za mąż. Zosia, przyjaciółka i współlokatorka dziewczyny wymyśla coraz to nowe sposoby na zdjęcie klątwy, jednak pech nie przechodzi. Pewnego razu Paula poznaje Grzegorza, ma być on facetem na jedną noc, szaleństwem i sposobem na zapomnienie. Jest to bowiem przystojniak, typ gracza, playboya, który nie traktuje kobiet poważnie. Po nieudanej jednonocnej dziewczyna nie chce mieć z nim nic wspólnego, jednak jakiś dziwnym trafem ciągle na siebie wpadają. W końcu Paula postanawia go wykorzystać do utarcia nosa rodzinie, Czy z tego galimatiasu może wyniknąć coś dobrego?

Książka składa się z rozdziałów, w skład których wchodzą krótkie podrozdziały opowiadane naprzemiennie to przez Paulinę, to przed Grzegorza. Narracje są wtedy zupełnie inne, ta dziewczyny bardziej lekka, chaotyczna, a wydarzenia przedstawiane z męskiego punktu widzenia okraszone są dosadnymi słowami i często seksistowskim uwagami. Mimo tego czytanie tych tekstów to świetna zabawa, a naprzemienność narracji powoduje, że całość jest lekka, urozmaicona i bardzo zabawna. Fajne jest też to, że bohaterom daleko do ideału, zwłaszcza Grzegorzowi daleko do ideału szlachetnego rycerza na białym koniu. Powiem Wam, że gdybym takiego typka spotkała w życiu, za nic nie chciałabym mieć z nim coś wspólnego, a w powieści nawet momentami wzbudzał moją sympatię. Ułatwia to zdecydowania fakt, że autorka dobrze wykreowała bohaterów, oprócz szeregu oryginalnych cech, wyposażyła ich też w bagaż w postaci przeszłości, które tłumaczy czytelnikowi skąd pochodzą takie, a nie inne zachowania. Grzegorz to ginekolog, ciągle otoczony wianuszkiem kobiet, w tym pacjentek, tylko często mają ochotę na bardziej kompleksowe badanie;) Nie chce i nie potrafi zaangażować się w stały związek. Mimo, że Paula zawróci mu w głowie i dla niej raptownie zmienia swoje zachowanie, sam przed sobą próbuje się usprawiedliwiać, że chodzi mu tylko o seks. Paula natomiast chciałaby stałego związku, bliskości, rodziny. Czy to możliwe by dwie tak różne osoby, z tak różnym podejściem do życia mogły być razem? Cała historia jest lekka, pełna humoru i chociaż jest to spora cegiełka, czyta się ją szybko i bardzo przyjemnie. Na wyróżnienie zasługuje też nietypowe zakończenie. Z jednej strony można się na nie złościć, gdyż pozostawia losy naszych bohaterów otwartymi, jednak z drugiej strony pozwala mieć nadzieję na kontynuację, a bardzo chciałabym spotkać te postacie kolejny raz.

Książka jest zwariowana, zabawna, a przede wszystkim lekka i przyjemna. Będzie świetnym sposobem na poprawę humoru i oderwanie się od rzeczywistości.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU KOBIECEMU.

Recenzja przedpremierowa – „Twoja wina” Samantha Young

TWOJA WINA

  • Autor:SAMANTHA YOUNG
  • Seria: PLAY ON. TOM 3
  • Wydawnictwo:BURDA KSIĄŻKI
  • Liczba stron:368
  • Data premiery:27.01.2021r.
  • Moja ocena:8/10

Bardzo lubię książki Samanthy Young. W przypadku tej autorki mam wrażenie, że każda kolejna książka jest lepsza od poprzedniej. Bardzo pozytywnie więc oceniam „Wszystko przed nami” i „Z dala od świateł” – 2 poprzednie tomy serii „Play On”. Kiedy więc dowiedziałam się, że premierę będzie miał 3 tom serii wiedziałam, że muszę go jak najszybciej przeczytać.

Jane Doe była dla rodziny Jamiego jak przybrana siostra, dla niego samego bardzo szybko stała się całym światem. Gdy życie potraktowało go bezwzględnie tylko ona mogła pomoc mu poradzić sobie z bólem i żalem. I nagle zniknęła z jego życia… Po latach mężczyzna wraca, obiecując zemstę wszystkim, którzy skrzywdzili jego rodzinę, a przede wszystkim samej Jane. Gdy się jednak spotkają, okaże się, że nic nie jest takie, jak się wydawało.

Powieść składa się z dwóch części, mniej więcej równych objętościowo, jedna z nich dotyczy przeszłości, pokazując przebieg znajomości Jane i Jamiego od kiedy się poznali mając 13 lat oraz druga dotycząca teraźniejszości. Obie części składają się z rozdziałów w narracji pierwszoosobowej, przedstawionych w zasadzie naprzemiennie z punktu widzenia Jane i Jamiego, co pozwala nam uzyskać pełny obraz sytuacji i zrozumieć uczucia i motywy obu stron. „Twoja wina” to nie jest szablonowy romans, to wielowymiarowa, pełna emocji opowieść o miłości i poszukiwaniu swojego miejsca w życiu. Oboje bohaterów nie miało łatwo w życiu, Jane przeszła przez cały szereg rodzin zastępczych, natomiast Jamiego i jego siostrę po trudnym dzieciństwie przygarnęła ich starsza siostra. Część dotycząca przeszłości pokazuje drogę bohaterów do tego kim się stali i wpływ jakie traumy z dzieciństwa i młodości mają na ich dalsze życie. Natomiast część dotycząca teraźniejszości porusza takie kwestie jak sens zemsty, miłość i przebaczenie. Nie mogłam się od książki oderwać, przestawiona przez autorkę opowieść pochłonęła mnie z całą mocą. Czułam, że bohaterowie są mi bliscy, kibicowałam im, mimo że nie są oni kryształowi i mają cechy, które mogą irytować. Przede wszystkim są prawdziwi, a ich miłość, jakkolwiek patetycznie to brzmi, to ogromna, ponadczasowa siła, więź, której nic nie może zerwać.

Polecam Wam gorąco tą powieść, na pewno zagwarantuje Wam szereg wspaniałych przeżyć i sprawi, że tak jak ja z jeszcze większą niecierpliwością będziecie wypatrywać kolejnej książki autorki.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU BURDA KSIĄŻKI.

Recenzja przedpremierowa – „Dywan z wkładką” Marta Kisiel

DYWAN Z WKŁADKĄ

  • Autor:MARTA KISIEL
  • Wydawnictwo:W.A.B.
  • Liczba stron:416
  • Data premiery: 27.01.2021r.
  • Moja ocena: 8/10

Powiem szczerze, że książki Marty Kisiel rzucały mi się od czasu do czasu w oczy, ale w związku z tym, że fantastyki i podobnych z założenia nie czytam, nie przyglądałam się im bliżej. Autorką zainteresowałam się jeśli chodzi o twórczość dla dzieci i jej nagradzany i wyróżniany cykl „Małe licho”. Razem z córką miałyśmy go w planie, ale jak na razie nie został on zrealizowany. Kiedy więc Wydawnictwo W.A.B. zaproponowało mi lekturę „Dywanu z wkładką”, komedii kryminalnej autorki, kierowana dobrymi przeczuciami zdecydowałam się na lekturę. Troszkę mnie wystraszyła zawarta z tyłu okładki opinia, która zawierała porównanie do twórczości Joanny Chmielewskiej. Takie porównania w moim przypadku przynoszą efekt odwrotny niż zamierzony, bowiem uważam, że mistrzyni nikt nie dorówna:) Mimo tych obaw jednak, nie zniechęciłam się, sięgnęłam po książkę, by przeczytać kilka stron i zorientować się co i jak, i… przepadłam, nie oderwałam się aż do ostatniej strony:)

Rodzinka Trawnych żyła sobie spokojnie w mieszkaniu w mieście, do czasu aż z ich lodówki nie zaczęły dochodzić odgłosy uciech miłosnych sąsiadów. Mąż Tereski zamiast zająć się przemeblowaniem i remontem kuchni wpadł na pomysł kupna domu na wsi. Tereska skuszona wizję kawy na tarasie z widokiem na nieskażoną ludzką ręką przyrodę dała się skusić. Mimo konieczności przeprowadzki i remontu wszystko układała się w miarę spokojnie, do czasu aż podczas przebieżki z teściową Tereska wpada na zwłoki niemiłego sąsiada. Jakby tego było mało zwłoki owinięte są w dywan, który jeszcze do niedawna stał sobie spokojnie w garażu Trawnych. Wszystko wskazuje więc na męża Tereski. Tereska i teściowa, nie chcę dopuścić do siebie tej wersji zdarzeń, mają jednak świadomość, że policja pójdzie tym samym tropem. Postanawiają więc nie informować nikogo o znalezisku i same zająć się sąsiedzkim śledztwem. W czasie gdy one próbują rozwikłać zagadkę i dowiedzieć się, który z sąsiadków mógł mieć motyw, odcięte od internetu dzieci Trawnych z nudów obserwując dziwne działania matki i babki zaczynają podejrzewać, że kobiety chcą wykończyć ich ojca…

„Dywan z wkładką” to zwariowana komedia kryminalna, pełna pomyłek, szalonych sytuacji i świetnego humoru, z intrygującym wątkiem śledczym. Czytając bawiłam się świetnie, humor jest błyskotliwy i ironiczny, a dialogi rewelacyjne. Wielkim plusem są także bohaterowie. Przede wszystkim muszę powiedzieć, że autorka wykreowała silne, cudowne postacie kobiece. Tereska, jej teściowa, Zojka są po prostu cudowne i jedyne w swoim rodzaju. Także inne postacie są ciekawe i oryginalne, a przede wszystkim postać ofiary, którą nikt nie darzył sympatią, jak i mordercy, którego nikt by o to nie podejrzewał (taki mini spoilerek;))

Jest to chyba najlepsza powieść tego gatunku, którą przeczytałam od czasów… Joanny Chmielewskiej. Tak więc chylę czoła i oficjalnie przyznaję, powieść Marty Kisiel świetna jest i mam nadzieję, że autorka nie popełni zbrodni i na jednej komedii kryminalnej nie poprzestanie.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU W.A.B.

Recenzja przedpremierowa – „Parafil” Bartek Rojny

PARAFIL

  • Autor:BARTEK ROJNY
  • Wydawnictwo:CHILLI BOOKS
  • Seria:WITEK WEINER. TOM 1
  • Liczba stron:400
  • Data premiery: 27.01.2021r.
  • Moja ocena:8/10

Debiut zawsze jest sporą niewiadomą, a temu konkretnemu debiutowi towarzyszy jeszcze kilka kontrowersji. Zwłaszcza wśród młodych pisarzy można ostatnio zauważyć trend, że im bardziej szokująco i brutalnie, tym wydaje się im, że lepiej. Bartek Rojny to młody pisarz pochodzący ze Śląska. Akcja powieści również toczy się na Śląsku. To spowodowało, że z zainteresowaniem spojrzałam na ten debiut. Trochę mnie przerażał fakt, że akcja dotyczy tematu dewiacji seksualnych, a sama powieść zapowiadana jest jako mocna i brutalna. Powiem szczerze, że trochę się obawiałam, że będzie tego jak dla mnie za dużo. Czy moje obawy się spełniły?

„Parafil” to pierwszy tom cyklu o ekspercie od dewiacji seksualnych, Witku Weinerze. Podkomisarz Helga Sawicka wciąga go w śledztwo dotyczące podwójnej śmierci. Zamordowana kobieta i ciało obnażonego od pasa w dół mężczyzny z zaciśniętą pętlą na szyi. Początkowo wszystko zdaje się wskazywać na morderstwo w afekcie i perwersyjne samobójstwo, jednak coś nie daje policjantce spokoju i chce ona zaczerpnąć opinii kontrowersyjnego eksperta, który jednak jest rzeczowy i bystry. Szybko jej potwierdzenia się przypuszczają, można mieć obawy, że to początek serii. Gdy znika studentka, która oskarżyła Witka Weinera to molestowanie seksualne, co spowodowało jego zawieszenie na uczelni, śledztwo zmienia tor. W gronie podejrzanych znajduje się związana z komendantem policji seksuolożka.

Akcja pełna jest buzującego napięcia, mrocznych emocji, ślepych tropów i zwrotów akcji. Trudno się od niej oderwać, z zapartym tchem śledzimy przebieg wydarzeń, by poznać rozwiązanie zagadki. Jest to mocny, dobry kryminał, chociaż troszkę przeszkadzały mi jakby na siłę wprowadzone w tekst specjalistyczne pojęcia dotyczące dewiacji. Ogromnym plusem książki są jej bohaterowie. Zarówno Witek, jak i podkomisarz mają swoje z uszami. Helga to samotna, uzależniona od alkoholu kobieta po pięćdziesiątce, z nastoletnim synem. Natomiast w przypadku Witka liczne fobie i traumy nie pozwalają mu normalnie funkcjonować. Do tej pory odnajdywał się w karierze akademickiej, natomiast po oskarżeniu o molestowanie seksualne jego kariera, czyli jedyne co miał, stanęła pod znakiem zapytania. Mimo licznych wad i dziwactw oboje bohaterów ma w sobie coś intrygującego, co przyciąga i pozwala czytelnikowi myśleć o nich z pewną sympatią. Także pozostali bohaterowie są przedstawieni w ciekawy sposób, każda z postaci jest złożona i ma swoje dobre i złe strony. Książka umiejętnie łączy różne wątki, sprawnie balansuje między tematami. Ciekawy, choć już trochę wyeksploatowany jest wątek oskarżenia o molestowanie seksualne. Niesie on za sobą refleksję, jak w dzisiejszych czasach niewiele trzeba, by zniszczyć człowiekowi życie… Intrygujący, a zarazem niepokojący jest też temat tytułowego parafila, jest to pojęcie stworzone na potrzeby książki, a oznacza dewianta seksualnego. Dewiacje mogą być różne, natomiast w przypadku tytułowej postaci motywem skłaniającym go do działania, budzącym podniecenie jest strach ofiar, poczucie władczości i tego, że od niego zależy czyjeś życie i ta osoba ma tego świadomość.

Książkę czyta się świetnie ,jest interesująca, zaskakująca, frapująca, ale i w pewien sposób mroczna i przytłaczająca. Z ogromną ciekawością sięgnę po kolejny tom serii pt. „”Zwrotnik” i spotkam się z bohaterami, natomiast potrzebuję najpierw chwili oddechu;)

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję WYDAWNICTWU CHILLI BOOKS.

Recenzja przedpremierowa – „Więcej niż pocałunek” Helen Hoang

HoangHelen WiecejNizPocalunek2

WIĘCEJ NIŻ POCAŁUNEK

  • Autor: HELEN HOANG
  • Seria: THE KISS QUOTIENT. TOM 1
  • Wydawnictwo: MUZA
  • Liczba stron: 477
  • Data premiery: 05.06.2019r.
  • Moja ocena: 8/10

 

Książka „Więcej niż pocałunek” miała dosyć szeroko zakrojoną akcję promocyjną. Sporo przed premierą wszyscy chętni dostali od wydawnictwa książeczki z trzema pierwszymi rozdziałami, w ramach zachęty do przeczytania całości. Jak już pisałam w zapowiedzi, książeczka ta była bardzo starannie wydana. Trzy pierwsze rozdziały przeczytało mi się szybko i przyjemnie, to wystarczyło, żeby zadeklarować chęć przeczytania i zrecenzowania książki. Jednak gdzieś tam głęboko tlił się we mnie pewien niepokój, czy w przypadku tej książki nie będzie tak jak to już się często zdarzało, że im głośniejsza akcja promocyjna tym książka okazywała się bardziej niż przeciętna? Jak było w tym przypadku? Czy żałowałam, że nią sięgnęłam? Czytaj dalej